Niech pani napisze coś o piwoniach, no to piszę

Dla ścisłości, o piwoniach chińskich piszę. To znaczy o tych, co wiosną, prosto z ziemi wychodzą czerwonymi kłami, z których później robią fantastyczne liście. Po kilku tygodniach spomiędzy nich wynurzają się okrągluśkie pąki, a później bach! rozwijają się, pachną, zachwycają

Ale żeby tak było, to trzeba je najpierw posadzić i tutaj często pojawia się pierwszy schodek. A dlaczego? Ano dlatego, że zdarza nam się posadzić za głęboko. No i co? No i nic. Nie kwitną. Piwonie nie lubią zbyt głębokiego sadzenia, nawet chyba bardziej tego nie lubią niż przesadzania z miejsca na miejsce. Jeśli więc kupujemy piwonie w doniczkach, to posadźmy je tak, jak rosły, nie głębiej. Jeśli zaś dostajemy karpę z "gołym korzeniem", to posadźmy ją tak, aby pąk był nie głębiej niż 5 cm. No i co tam jeszcze ważnego? Warto dołek zaprawić dobrą ziemią albo mocno przerobionym obornikiem. Bo piwonie mogą na jednym miejscu dobrze rosnąć i kwitnąć przez kilkanaście lat. Dopiero osłabione kwitnienie lub zbytnie zagęszczenie powinno nas skłonić do reorganizacji miejscówki dla piwonii. W pełnym słońcu piwonie obficiej kwitną, ale i półcieniu dają radę. Jeśli mamy dostęp do obornika albo kompostu, to piwonie odwdzięczą się świetną kondycją. Jeśli nie, to wybierajmy nawozy do roślin kwitnących, bo przenawożenie azotem da nam piękne liście, ale mało kwiatów. Poza tym, są praktycznie bezproblemowe. Dobrze wyglądają w towarzystwie tawułek Arendsa, irysów, lilii. U mnie rosną w towarzystwie tawułek japońskich i też jest nie najgorzej, no ale właśnie minęło już ponad 12 lat i chyba czas im zmienić miejsce. Pozdrawiam