Dodaj do ulubionych

jestem w czarnej d**ie

IP: *.tvtom.pl 14.09.12, 14:33
cześć wszystkim,
piszę sama nie wiem po co, chyba żeby poznać opinię innych, podyskutować.
jestem po studiach, (filologia obca, znam b dobrze dwa obce języki). na studiach, na uczelni i ludzie postronni mi mówili, że ohohoo 2 języki obce - to bardzo dobrze, przyszłościowy kierunek, praca będzie na pewno. Potem przyszło zderzenie z rzeczywistością, owszem praca jest, ale w outsourcingu, call center jako klepacz. teraz, taka praca jest ok, ale wiem, że za parę lat, ta robota zrobi ze mnie zombi. nie będę umiała niczego oprócz odbierania telefonów i wklepywania danych do systemu. 0 szans na awans oczywiście.
rynek tłumaczeniowy wygląda jak wygląda - nie ma co się tam pchać, poza tym, ja się boję ograniczyć tylko do jednej wąskiej specjalizacji i zmarnować nad tym pół życia, bo potem się okaże, że realia się zmieniły, nie ma na to popytu, konkurencja rośnie, a ja nie potrafię niczego innego.
no i postanowiłam sobie, że pójdę na studia od tego roku, dzienne dwuletnie i tu znowu załamka, wybrałam trudny kierunek - matematyczno-statystyczny. wiedziałam że będzie ciężko, ale nie aż tak, nie kumam tych całek, pochodnych funkcji. czuję się jak totalny dureń. nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, ja jestem zbyt kiepska, czy też rynek pracy jest taki ch...owy?
Obserwuj wątek
    • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.12, 15:21
      > rynek tłumaczeniowy wygląda jak wygląda - nie ma co się tam pchać, poza tym, ja
      > się boję ograniczyć tylko do jednej wąskiej specjalizacji i zmarnować nad tym
      > pół życia, bo potem się okaże, że realia się zmieniły, nie ma na to popytu, kon
      > kurencja rośnie, a ja nie potrafię niczego innego.

      Trochę nie rozumiem - jedna wąska specjalizacja?
      Rynek tłumaczeniowy łatwy nie jest - ale najtrudniej na niego wejść. Kiedy ma się już wyrobioną pozycję i kontakty, raczej nie grozi nagłe wyladowanie z niczym. (Oczywiście pewności nie ma nigdy, ale nie przesadzajmy).

      Jest jeszcze szkoła (i szkoły językowe), korporacje, małe firmy, które potrzebują kogoś ze znajomością języków. Można zostać tłumaczem przysięgłym, albo z kolei dokształcać się w kierunku tłumaczeń ustnych. Można szukać pracy np. w agencjach reklamowych czy PR (znam trochę filologów, którzy tam wylądowali, i nie narzekają). Są ew. media (ale zawód dziennikarza to ciężki kawałek chleba).

      Rzeczywistość nie jest różowa, ale nie trzeba od razu iść na studia matematyczno-statystyczne, jeśli nie masz w tym kierunku predyspozycji.

      Jaką w ogóle filologię skończyłaś i jakie języki znasz?
      • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 14.09.12, 16:03
        wąska specjalizacja, w sensie tylko tłumacz. znam sporo przypadków, które próbowały szczęścia jako tłumaczki i się poddały. zbyt duża konkurencja, (laski 30 lat i trafił na klepaczy tuż obok świeżo upieczonych absolwentek bez doświadczenia, trochę kapa). poza tym, ja nie chcę pracować na zlecenia. wolę stałą pracę i pensję. ęk w tym, żeby ta praca jeszcze była produktywna, żebym sięczegośuczyła, albo potem jakoś awansowała i coś znaczyła.
        a z samymi językami to sąraczej takie posady, dobre na chwilę, typu, sekretarka (i to tylko do pewnego wieku), asystentka zarządu, i ów klepacz w korporacji.
        • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.12, 16:35
          Dla mnie tylko tłumacz (+ redaktor/korektor) to nie jest wąska specjalizacja - są tłumaczenia ustne, pisemne, biznesowe, techniczne, prawne i prawnicze, literackie, medyczne, audiowizualne itd. itp. Zanim ktoś faktycznie się wąsko wyspecjalizuje, zazwyczaj ma kontakt z przynajmniej kilkoma rodzajami tłumaczenia. Dla mnie zupełnie nie jest to wąska specjalizacja. Natomiast fakt, że dużo osób próbuje szczęścia na tym polu i się poddaje (pewnie co drugi filolog, albo i więcej, próbuje swoich sił w zawodzie tłumacza - a wiadomo, tylu tłumaczy nie trzeba). I fakt, że to raczej zawód freelancera; stałe miejsca pracy zdarzają się (w firmach i biurach tłumaczeń), ale jest ich niewiele.

          Tak jak pisałam, różowo po filologii nie jest, ale też nie jest tragicznie (również poza zawodami tłumaczeniowymi). Powtórzę pytanie, bo ciekawa jestem - po jakiej jesteś filologii i jakie znasz języki?
          • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 14.09.12, 16:38
            ang i fr
            • Gość: telka Re: jestem w czarnej d**ie IP: 79.162.106.* 14.09.12, 17:31
              ja bym na Twoim miejscu jednak szkoliła się dalej na tłumacza, warto poczytać tak czy inaczej...
              szkola.wp.pl/kat,121276,title,Jaki-kierunek-studiow-gwarantuje-zatrudnienie,wid,14926864,wiadomosc.html
            • michal_powolny12 Re: jestem w czarnej d**ie 14.09.12, 23:39
              No to masz otwartą furtkę w agendach UE. Francuzi są bardzo wyczuleni i niemal każdy unijny vkwit jest tlumaczony na francuski. No i jest to jeden z języków roboczych wielu agend ONZ.
            • joa66 Re: jestem w czarnej d**ie 15.09.12, 08:46
              W tej chwili trwa nabór (chyba jeszcze tylko 2-3 dni) do ONZ na różne podstawowe stanowiska. Konkurencja ogromna, ale może warto próbować ? Podobno własnie ang+fr są wymagane, niestety więcej szczegółow nie znam, moglabym znac we wtorek, ale wtedy może byc za późno.
    • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 15.09.12, 10:34
      dziękujęza pomoc, ale to onz to tak jak konkursy na tłumaczy do parlamentu europejskiego. nabór otwiera sięraz na paręlat, kandydatów od ch...a i trochę, z czego 90% wymiata lepiej ode mnie, a wolnych wakatów jest 1, może dwa?
      kumpel zrobił studia jezykowe, potem politologię po francusku i odpadł na pierwszym etapie, chociaż spełniał sztandarowe wymogi. nie, to jest bajka.
      zostanę gó... potrafiącym klepaczem, na tej samej stawce będę jechać do emerytury, nie będę nic potrafić, więc będę się srała, żeby mnie nie wywalili.
      ku..., specjalistka od wprowadzania durnych danych do systemu - tyle to nawet przedszkolak potrafi. nie będę sobą reprezentowała NIC.
      rekruterka się mnie zapyta, umie pani księgować? naliczaćskłądki? zna się pani na podatkach? zna pani prawo pracy, umie pani programować, zna pani wymogi ISO, przewozy TSL, ble, ble, ble
      :( :( :(
      będę zerem, ja pie... :(
      • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 15.09.12, 11:04
        W życiu zdarzają się trudne momenty, ale na pewno nie warto poddawać się na starcie! Znam kilka osób, które zdały egzamin dla tłumaczy ustnych w UE (na razie tylko akredytacje freelancerskie, konkursy na etaty są rozpisywane dużo rzadziej). Nie da się ukryć, łatwo nie jest - ale zapewniam, ze to byli zwykli śmiertelnicy :). Nie można z góry zakładać, że to niemożliwe i że 90% osób jest lepszych od Ciebie! Nawet jeśli są lepsze - no to nic nie stoi na przeszkodzie, by się przyłożyć się i doścignąć tych niedoścignionych. Może takie podejście brzmi idealistycznie (by nie powiedzieć: naiwnie) - ale przynosi lepsze efekty niż wychodzenie z założenia, że i tak się nie uda.
      • Gość: ZBYCHU ŁAPIŃSKI Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 15.09.12, 11:26
        A ja mam pytanie - po co ładujesz się na kolejne studia, które z tego co napisałaś Cię nie interesują i tylko bedziesz się na nich męczyć? Dla mnie to strata czasu. Lepiej rozwijać się w tym co Cię interesuje
        • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 15.09.12, 13:57
          słuchaj, po studiach filologii obcej człowiek mówi b. dobrze w obcym języku - i tylko tyle. taki absolwent nie ma pojęcia o czymkolwiek innym (nie znam dobrze excela, nie mam nawet podstaw wiedzy ekonomiczno-prawnej, nie znam specjalistycznych oprogramowań logistycznych, nie umiem policzyć czegokolwiek ambitniejszego, nie wiem NIC).
          po prostu czułam brak życiowej/użytecznej wiedzy. poza tym, zderzyłam się z wymogami pracodawców, i oprócz jezyków, wymagają przynajmniej wykształcenia finansowo/ekonomicznego itp.
          no i zdecydowałam się uzupełnić swoje wykształcenie o działkę, która wydawała mi się rozsądna i przydatna.
          a teraz czuję się jak gó... bo sobie z tym nie radzę :( totalne zero
          ja po prostu nie chcę spędzić pół życia na klepaniu w outsourcingu nieżyciowych bzdur, by w wieku 40 lat się obudzić i dojść do wniosku, że zmarnowałam życie na robieniu tego samego i nikt nigdzie mnie nie chce, bo nic nie umiem, i jestem skazana na to klepanie, obok świeżo upieczonych absolwentek.
          outsourcing nie daje żadnej praktycznej wiedzy, brak szans na awans. przeraziło mnie to i postanowiłąm wziąć sprawy w swoje ręce. no a teraz mam za swoje.
          juz teraz jestem sfrustrowana takim stanem rzeczy, po prostu, bo czarno widze swoja przyszlosc
          • Gość: mariusz Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.free.aero2.net.pl 15.09.12, 17:56
            rozumiem Twoje rozczarowanie rzeczywistoscia, nie jest latwo, a zycie to nie bajka.
            Ale wiesz nie rzeba sie poddawac.
            Jednak zamiast tych 2-letnucj studiow polecilbym Ci podyplomowek roczna i moze szukac jakiejs takiej pracy jaka chcialabys wykonywac, wbic sie tam i tam lapac staz, doswiadczenie wtedy sie czegos nauczysz. Na studiach kaza Ci tylko zaliczac nic wiecej. W pracy bedziesz sie musiala nauczyc bo bedziesz musiala przy tym pracowac wiec sama sie bedziesz motywowac.
            Ewentualnie nie wiem jechac do Azji uczyc angielskiego, nowi ludzie inny swiat to wszystko dodaje czlowiekowi powera i chce sie zyc.

            Co do tych wymagan, glupich pytan rekruterow i w ogole polak to potrafi to i to i tamto, a prawda jest taka, ze jak ktos jest od wszystkiego to jest do niczego.
            W cywilizowanych zatrudnia sie wiele osob bo kazdy zna sie na czyms jednym, tak jak Ty znasz sie na tlumaczeniach to tlumaczysz, ale nkt nie kaze Ci liczyc w MS E, zajmowac sie rachunkowoscia, ksiegowoscia i cholera wie czym, w tym tylko kraju jest tak, ze do magazyny na wozek chca czlowieka z jezykiem obcym, wyzszym wyksztalceniem i certfikatami na komputer.
            Ja nie wiem ale ten kraj zmierza do kresu swoich mozliwosci.
            • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 11:12
              dziękuję za odpowiedzi.
              dawno nie czułam się tak ch...owo jak teraz :(
              jestem mega zdołowana, prawie z domu nie wychodzę, nie chce mi się nawet z łóżka wstać.
              chyba muszę się po prostu z niektórymi faktami pogodzić (bo niektórych rzeczy się nie przeskoczy) i cieszyć się tym co mam.
              no i założyć sobie filter na korporacyjną robotę i umieć się od tego wyłączyć.
              strasznie mi to wszystko siadło na psychice - presja społeczeństwa, i strach przed byciem nic nie potrafiącym klepaczem po 30, chyba stąd się to u mnie wzięło :(
    • claratrueba Re: jestem w czarnej d**ie 16.09.12, 07:20
      Na rynku tłumaczeniowym po samej filologii nie masz szans. Bardzo dobra znajomość języka w ogóle nie ma nijak do języka specjalistycznego- np. prawnego, języka dokumentów, księgowości, oficjalnie uznanych odpowiedników urzędów czy stanowisk. To nie tylko dot. języka obcego ale również polskiego. Drogą do zostania tłumaczem są studia podyplomowe dla tłumaczy. To dot. również tłumaczy ONZowskich i unijnych.
      To jest jakaś szansa, również na złapanie kontaktu z ludźmi, którzy już tłumaczą i mogą skontaktować ze zleceniodawcą. Ale rynek jest faktycznie nasycony takimi jak ja- potrafiącymi przetłumaczyć kilkanaście stron w godzinę czy dwie metodą kopiuj-wklej z dokumentów gromadzonych w komputerze przez kilkanaście lat. No i to jest działalność, nie etat. O etacie można zapomnieć.
      Jakieś szanse zatrudnienia daje języki+finanse i księgowość. Studia podyplomowe są ale łatwiejsze od tych, na których jesteś raczej dużo nie będą. Tu oprócz pracy "na stanowisku" jest szansa na prowadzenie szkoleń językowych na zlecenie firm. Niezłe pieniądze ale oczywiście żaden stały dochód czy etat.
      Rynek pracy jest beznadziejny. Po prostu. Nie jesteś pewnie kiepska, po prostu należysz do bardzo licznego wyżu demograficznego, na rynku niemało jeszcze wyżu urodzonego w 1955, a my- obecni 40+ też nie zamierzamy wymrzeć. I tak jest w całej Europie, w wielu krajach gorzej znacznie. Poprawi się trochę za parę lat.
      • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.12, 10:30
        > Drogą do zostania t
        > łumaczem są studia podyplomowe dla tłumaczy. To dot. również tłumaczy ONZowskic
        > h i unijnych.

        W tej jednej kwestii polemizowałabym. Tzn. studia podyplomowe dla tłumaczy są oczywiście drogą do zostania tłumaczem, ale zdarzają się czasem również studia magisterskie (licencjackie raczej rzadziej), które przygotowują do zawodu tłumacza całkiem nieźle i których program w zasadzie nie odbiega od programu analogicznych studiów podyplomowych. To raczej rzadkość, ale warto się za takimi studiami rozglądać (oczywiście, informacja raczej dla innych osób niż autorka wątku). Minusem takiego rozwiązania będą mniejsze możliwości złapania kontaktu z osobami już tłumaczącymi.
      • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 11:17
        Rynek pracy jest beznadziejny. Po prostu. Nie jesteś pewnie kiepska, po prostu
        > należysz do bardzo licznego wyżu demograficznego, na rynku niemało jeszcze wyżu
        > urodzonego w 1955, a my- obecni 40+ też nie zamierzamy wymrzeć. I tak jest w c
        > ałej Europie, w wielu krajach gorzej znacznie. Poprawi się trochę za parę lat.

        dziękuję.
        i guess i'll have to grin and bear it.
        tak jak napisałam wyżej, pewnych rzeczy się nie przeskoczy i trzeba je zaakceptować. chyba ten okes, przez który przechodzę zmieni mnie na stałe; będę inną osobą, przygaszoną i zrezygnowaną :/
        • Gość: simply_z Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 13:12
          doskonale cię rozumiem ,bo też jestem klepaczem:) ,tylko ,że w IT ,więc jest to trochę bardziej urozmaicone niż księgowość i przynajmniej czegoś się nauczyłam.Robota ch..wa zgodzę się i nierozwijająca ale i tak masz szczęście ,bo wiele osób bez znajomości języka na żadną pracę nie ma szans. I mówię tutaj o całkiem rozwijającym się regionie. Myslisz ,że na studiach uczą księgowości czy jakiś procedur? a gdzie tam .Moja znajoma księgowa (ale zna tylko angielski) od miesiąca szuka pracy i nie może nic znaleźć.
          na twoim miejscu zastanowiłabym się co chcę robić dalej-czy są to tlumaczenia( a sytuacja na rynku tłumaczeniowym za dobra nie jest) ,czy może praca w jakiejś firmie eksportowej ( czasem trafiają się oferty) ,może ta Unia ( why not ,fr. zawsze w cenie) ,ewentualnie studia dla tłumaczy lub wkręc się w HR /Potem może wyjedziesz gdzies za granicę i zrobisz sobie np. tam jakieś studia podyplomowe. Nie martw się ,nie ty jedna klepiesz.Sytuacja jest bardzo zła i co więcej nawet ci osławienie inżynierowie nie mają lepiej..
          • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 14:23
            dziękuję.
            pomaga mi czytanie takich postów; tego mi było trzeba.
            • Gość: ALA Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.ghnet.pl 17.09.12, 21:07
              A ci słodzić nie będę.
              Powiem wprost! Bredzisz jak potłuczona. Mam wrażenie że poszłaś na studia, bo myślałaś, że jak skończysz filologię to Pana Boga złapiesz za nogi, skończyłaś i okazało się ze tak jak nie miałaś na siebie pomysłu przed rozpoczęciem studiów tak nie masz dalej. W outsorcingu ci źle, ale etat chcesz, tłumaczem być nie chcesz, bo to cię zawęzi (co za brednia), freelancerem być nie chcesz (bo potrzebujesz etatu), matematyka jest za trudna.

              Zanim wydasz kasę na jakieś kolejne bzdurne szkolenie to najpierw usiądź na spokojnie i zastanów się, co chcesz tak naprawdę robić w życiu. Ale nie co wypada robić jaśnie pani, która zna dwa języki i chce się rozwijać w pracy (co to właściwie dla ciebie znaczy?) tylko tak po ludzku, co lubisz robić i co byś naprawdę chciała robić. Potem się zastanów jak to połączyć z tym co umiesz już i w czym już masz doświadczenie. A potem zacznij działać w tym kierunku.

              Samo się nie stanie, super praca sama cię nie znajdzie. Wiesz w ogóle jak wygląda twoja wymarzona praca? Co chcesz w niej robić?
              • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 18.09.12, 08:37
                no muszę przyznać, że nie mam pomysłu na siebie (i to jest mój ogromny problem) ale miałam nadzieję, że świat pracy mnie jakoś naprowadzi, stworzy szanse w czymś się wyspecjalizować - a tu kapa :/
                własnie to mnie najbardziej przytłacza - że najpewniej jakakolwiek robota na którą mnie stać, będzie tylko bezproduktywnym klepaniem
              • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 18.09.12, 09:13
                właśnie w pracy dostrzegłam bezsens tego co robię i wyobraziłam sobie siebie za 5, 10 lat, kiedy już wypadałoby być specjalistą w czymś, cośumieć, wiedzieć, a nie być tylko zapchaj dziurą językową. zauważyłam, że wykształcenie ekonomiczne to to, czego często mi brakuje by dostać ambitniejszą robotę. z tym, ze już kiedyś byłam w jednej szkole (jakby ekonomiczno-handlowej). trwała 2 lata, ale w zasadzie to była ekonomia w pigułce, tj. po parę godzin ze wszystkiego, więc niczego de facto nie uczyła. zrezygnowałam z niej (i dobrze zrobiłam, bo teraz moje koleżanki, po ukończeniu tej szkoły, doszły do wniosku że to była strata czasu, a pracodawcy głównie wymagają umiejętności liczenia).
                no i doszłam do wniosku, że chcę uzupełnić swoje wykształcenie o cosz eknomią, tylko nie jakieś pierdu pierdu wszystko i nic w pigułce, tylko cos konkretnego. no i tu kapa, niestety :(
                te studia były jak gdyby moim jedynym pomysłem na siebie. miały mi dać takie poczucie pewności i komfortu psychicznego (nawet gdybym potem miała być telefonistką, to nigdy nie wiadomo co sie w życiu moze trafić, a tu papier, i jakieś podstawy/umiejętności z innej dziedziny mam). w ten sposób sobie to wszystko wyobrażałam.
                nadal uważam, że to był nie głupi pomysł, ale niestety, trzeba mieć jeszcze zdolności matematyczne- ja jednak poległam.
                i to mnie przytłacza, że mój ostatni pomysł na siebie i jakaś z tym wiązana nadzieja spaliły na panewce, i będę robić do końca życia ch...a wartą robotę. za 10 lat będę za stara na cokolwiek i będę się kurczowo trzymała gó...anej roboty klepacza, wraz z absolwentkami bez doświadczenia
                mnie właśnie przeraża "robienie kariery" na jedną firmę (tj. mam posadkę, to kisnę w niej przez następne 30 lat, bosięboję, że nigdzie indziej nikt mnie nie zechce) nawet jeśli jest ona bezproduktywna i nic nie wnosząca. chciałam nabyć szerszych kompetencji, otwierających mi większe spektrum zatrudnienia i możliwości - a tu ch...
        • Gość: Kaja Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.ssnet.pl 16.09.12, 13:23
          Chyba masz jakaś depresję, bo nie dostrzegasz wielu oczywistych rzeczy:
          1) masz pracę, a w dzisiejszych czasach to nie ejst takie oczywiste
          2) pewnie zarabiasz nienajgorzej, to znaczy pewnie Ty myślisz, ze mało, ale to zawsze zależy z czym porównać, ludzie w korporacjach zarabiają zazwyczaj nienajgorzej, tym bardziej, ze stać Cię np na dodatkowe dokształacanie
          3) masz prace, której nie musisz zabierać do domu, więc masz dużo czasu na rozwój własny
          4) jestes chyba bardzo młoda, bo z tego co pisałas rozumiem, ze masz mniej niż 30 alt

          No i pomyśl, masz toche kasy i czas, tylko pokombinuj co z tym zrobić. Poszłaś na studia i Ci nie idzie, ale zależy, czy nie idzie Ci dlatego, ze po prostu Ci się to nie podoba i szukasz czegoś innego, czy jest za trudne po prostu potrzebujesz więcej czasu. Pewnie masz świadomość, ze do emerytury nie będziesz pracować tam, gdzie pracujesz, dlatego, ze kiedyś przestaniesz pasować do młodego dynamicznego zespołu, ale też być może dlatego, że outsorcing przeniesie się do Rumunii, czy innej Turcji.

          Jesli chcesz być tłumaczem, to spróbuj, jeśli cchesz mieć podstawy prawa pracy, to kup sobie książkę (aczolwiek wcześniej kup do prawoznawstwa) Póki co marnujesz czas i potencjał.
          • Gość: simply_z Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 13:25
            haha tekst roku-kup sobie książkę do prawa pracy.
            • Gość: Kaja Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.ssnet.pl 16.09.12, 13:57
              Kodeks pracy jest z jednym z prostszych. Prawem pracy w firmach zajmują się głównie działy HR, gdzie pracują osoby, które nie kończyły specjalnie prawa. iekszosc ludzi kończy te studia nie chodząc w ogóle na żadne wykłady, więc nie ejst to jakaś czarna magia.
          • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 14:19
            dziękuję za odpowiedź.
            jeśli chodzi o studia, to nie idzie mi "bo jest za trudne (po prostu potrzebujesz więcej czasu)". z tym że chyba więcej czasu nic mi nie da. i w ten sposób zrozumiałam, że robota, gdzie możesz sięrozwijać, nigdy nie będziesz na nią za stara i prędzej czy później masz jakiś tam awans jest zarezerwowana jedynie dla mega mózgów matematycznych, bo tego szukają pracodawcy. za głupia ku... jestem i tyle. lubię się uczyć itp. ale ku... to jest dla mnie nie do przejścia. jestem sfrustrowana ogólną bezsilnością :(
            i co mnie wpienia, to fakt, że ok jestem zwykłą filolożką, ale w firmie panuje taka polityka, że tylko osoby z niemieckim mają szanse na awans. mogą nawet angielskiego nie znać, excela gorzej ogarniać ode mnie, i tak mają gwarantowany jakiś tam "awans". i widzę, że te osoby są głupsze ode mnie, mniej ogarnięte, mniej pracowite, a mimo to nieźle się ustawiły.
            i nie mogę zcierpieć, że ja ryłam jak głupia, 2 jezyki obce znam na przyzwoitym poziomie, a jakaś niunia-filolożka, na pewno nie mądrzejsza ode mnie, w moim wieku, staje się moją przełożoną, ma nowe obowiązki, podwyżke dostała o wiele wyższą niż ja, mimo że zna jeden język (nawet po angielsku nie mówi).
            naprawdę dużo zniosę, ale no sorry. moim szefem może być ktoś, ja nie wiem, starszy ode mnie, mądrzejszy, bardziej doświadczony, potrafiący rzeczy, o których mi się nawet nie sniło, albo nawet bez wykształcenia, ale za to człowiek, kóry sam zbudował swoją firmę, bo do tego trzeba mieć jaja. ale nie ku... zwykłą filolożka, która miała więcej szczęścia niż rozumu. dlatego polazłam na te studia, żeby coś zmienić w sobie, otworzyć się na nowe horyznoty, a tu klapa :(
            i choćbym znała 15 języków biegle, to i tak mogę robić praktycznie to samo, co teraz z dwoma. a na matmę jestem za tępa :(
            ku..., i jestem sfrustrowana i będę musiałą nauczyć się tolerować takie akcje, dawać się dymać i jeszcze się pewnie z tego cieszyć
            • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 14:27
              i jeszcze to mnie przytłacza :(

              forum.gazeta.pl/forum/w,23,100770404,100770404,dlaczego_NIE_podejmowac_pracy_w_outsourcingu.html
              • Gość: simply_z Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 14:32
                przeczytałam post wstępu:
                data 2009-kryzys dopiero się rozwijał..
                "Wiec coz wyslalem siostre do biura rachunkowego, pensa 1900brutto (pewnie w bto placa wiecej pare stow), brak opieki medycznej, brak karty benefit ale..... dziewczyna sie czegosc konkretnego nauczy a tego nie da sie przeliczyc na 500zl brutto, ma szanse otworzyc swoja firme lub byc prawdziwa ksiegowa"
                tak ,moja znajoma też tak myslala ,dopóki z dnia na dzień nie dostała wypowiedzenia ale cóż bywa i tak.
                rozśmieszył mnie tekst o wysyłaniu siostry ,wysyłać to pan może sobie paczkę ,a nie dorosłą kobietę.
            • Gość: simply_z Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 14:28
              gdzie mieszkasz?
              poza tym zawsze możesz szukać czegoś nowego. Ślubu z ta pracą nie brałaś:)
              w korporacjach już tak jest ,często szefami zostają ludzie o niewielkich umiejętnościach ,albo tacy ,którzy odpowiednio się podlizują albo nie wychodzą praktycznie z roboty..
              powielam pytanie czym chciałabyś się zajmowac ,gdybyś miała wystarczająco ilość pieniędzy ,albo gdybyś mogła wybierać?
            • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.12, 14:31
              Musisz spojrzeć na to z innej strony! Kaja już wypisała kilka innych "oczywistych oczywistości".

              Niunia-filolożka zostaje Twoim szefem i dostaje podwyżkę?
              Nie łam się, nie wkurzaj, nie zazdrość, tylko ciesz się, że jednak droga do awansu nie jest zamknięta dla filologów.

              W firmie szanse na awans mają tylko ludzie z niemieckim?
              No to albo ucz się tego niemieckiego, albo zmieniaj firmę! Wierz mi, germanistce z mnóstwem germanistycznych znajomych, że ludzie z niemieckim wcale nie mają lepszej sytuacji. W zasadzie już powinnam Cię prosić o namiary na firmę :).

              > prędzej czy później masz jakiś tam awans jest zarezerwowana jedynie dla m
              > ega mózgów matematycznych, bo tego szukają pracodawcy.
              Szukaj pracodawców, którzy szukają osób o innym profilu zawodowym i potrafią je docenić. Naprawdę, nie każde lepsze miejsce pracy jest dla mózgów matematycznych. A kiedy wybierasz kierunek dokształcania się, jest więcej (sensownych) możliwości.
            • Gość: Kaja Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.ssnet.pl 16.09.12, 15:35
              Nie obraź się, ale jak na filologa po polsku piszesz średnio :P (pewnie tylko na forum, ale po prostu ciężko się to czyta obiektywnie ;)
              Generalnie musisz jeszcze ustalić co jest Twoim największym problemem; czy to że sama masz taką trudną (w Twoich oczach) sytuację, czy to, ze ktoś ma lepiej. Jeśli to drugie, to faktycznie masz problem, bo zawsze ktoś będzie miał lepiej, niekoniecznie dlatego, ze będzie mądrzejszy ;) Generalnie świat to nie tylko Twoja firma, więc akurat tym niemieckim bym się tak bardzo nie przejmowała. To znaczy jeśli widzisz, ze faktycznie mogłabyś zyskać, gdybyś go znała, to zacznij się uczyć, ale też nie nastawiaj się, że zawsze będziesz pracować tylko w swojej firmie.
              Jak dla mnie to z Twoich postw przebija jakieś zmęczenie życiem, może stany depresyjne, bo obiektywnie to sytuacja nie jest tragiczna przecież. Poza tym słuchaj Tawananny, bo dziewczyna mądrze pisze, tym bardzej, ze ejst z Twojej branży ;)
              • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 16:05
                nie chodzi mi tyle o to, że ktoś ma lepiej ile o niesprawiedliwość. nie opisałam wszystkiego. abstrahując ode mnie, są też inne osoby, naprawdę kumate, z dwoma językami obcymi, po dodatkowym kierunku ekonomii dziennej i też są podobnie traktowane.
                naprawdę mogłabym wymieniać osoby, którym bardziej, niż innym należy się "awans".
                wiedzą o wiele więcej niż niejedna team leaderka. te osoby niemieckojęzyczne to tworzą jak gdyby układ. znają sie jeszcze ze studiów, jedna polecała drugą, manadżerka (niemieckojęzyczna) zatrudniła niedawno swoją siostrę! ciekawe, kiedy ona awansuje...
                a ta laska która teraz awansowała, to jeszcze zanim się zatrudniła,była w kinie z jej przyszłą przełożoną i jeszcze jedną koleżanką z germanistyki. i ta ją potem awansowała, chociaż było parę osób z większą wiedzą i dłuższym stażem (nie mówię tu o sobie). normalnie ręka rękę myje.
                naprawdę, są osoby u dłuższym stażu, równie (jeśli nie bardziej kompetente), a mimo to, dokonuje się od zawsze wyborów opartych o taką politykę.
                jedna laska (pracowała ok. 3 lata) zwolniła się po tym, jak nie została tl-ą (też z fr), chociaż jej się za staż należało. na to stanowisko obsadzili inną osobę (z niemieckim oczywiście), po pół roku jej pracy tam!!!
                boli mnie ten brak perspektyw, niesprawiedliwość. nie wiem, może jeszcze za krótko żyję, żeby zdzierżyć takie akcje.
                widzę ile inne laski po takim samym okresie pracy miały zaoferowane, a ile ja.
                to nie jest moja prywatna firma, ale ich raczej też nie.
                chyba powinnam schować ambicje i poczucie sprawiedliwości do kieszeni. i normalnie cieszyć się gdy plują na mnie i mówić że to deszcz pada. bo wszędzie jest tak samo :(
                to mnie boli
                przepraszam za chaotyczność. jestem w kiepskim stanie psychicznym. chyba cos w tym jest, co napisała Kaja - zmęczenie życiem.
                nie wiem, nie mam juz pomysłu na siebie. te studia to były moją ostatnią deska ratunku, a teraz to chyba nie pozostaje mi nic innego jak właśnie klepanie, helpdesk, call center
                a potem, jak bedę chciała zmenić robotę, to się mnie rekruterka zapyta, co ja umiem opórcz odbierania telefonu? czemu inni awansowali, dostali nowe obowiązki, a ja nie? coś w tym musi być przecież...
                • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.12, 17:04
                  Układy są wszędzie - czasem trzeba zacisnąć zęby i się z tym pogodzić. Opisana przez Ciebie sytuacja moim zdaniem jednak do takich "do pogodzenia się" nie należy - na Twoim miejscu nie traciłabym dalej nerwów i zaczęła rozglądać sie za inną pracą, choćby i również klepacza. Tam nie masz perspektyw (albo jesteś przekonana, że ich nie masz - na jedno wychodzi). Każdy spędzony dzień zbliża Cię do załamania nerwowego i kompletnego poddania się.

                  Swoją drogą, możliwe jest, że osoby z językiem niemieckim są po prostu bardziej potrzebne w Twojej firmie. Ostatecznie nie chodzi o to, czy zna się jeden, dwa czy trzy języki obce, tylko o to, czy zna się akurat ten język, który jest potrzebny. Układy układami, ale nikt nie będzie masowo zatrudniał ludzi z niemieckim, jeśli potrzebuje osób z angielskim i francuskim... i na odwrót.

                  Niezależnie od tego, wygląda mi na to, że nie masz czego tam dalej szukać - rozglądaj się za nową pracą!
                  • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 17:59
                    dziękuję.
                    o paru innych sytuacjach jeszcze nie wspomniałam, które również skłaniają mnie do tego samego wniosku;
                    tylko obawiam się, że wszędzie będzie jakaś ch...nia. strasznie się boję i to mnie z kolei znowu dołuje
                    "Każdy spędzony dzień zbliża Cię d
                    > o załamania nerwowego i kompletnego poddania się."
                    i właśnie tak ze mną jest
                    kurcze, aż mi białe włosy zaczęły wyrastać z tej ogólnej frustracji robotą itp
                    • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.12, 18:44
                      > tylko obawiam się, że wszędzie będzie jakaś ch...nia. strasznie się boję i to m
                      > nie z kolei znowu dołuje

                      Wiele gorzej nie trafisz, a możesz trafić sporo lepiej. Tylko najpierw coś znajdź, potem rezygnuj.
                      Nie daj się! Powodzenia!
      • joa66 Re: jestem w czarnej d**ie 17.09.12, 16:10
        Przypomnę, że zarówno UE jak i ONZ przyjmują do pracy nie tylko tłumaczy, ale też ludzi na niższe stanowiska administracyjne ze znajomością języków obcych, a często preferowaną kombinacją jest właśnie ang, franc i ojczysty ( unijny).

        Fakt, konkurencja jest niewyobrażalna, ale dlaczego nie próbować? Choćby po to, że jak nas odrzucą dopiero w drugim etapie, to może napiszą dlaczego, a to też cenna wiedza?

        Kiedyś (początek lat 90) aplikowałam w UE , w ofercie wymagali tylko angielskiego plus francuski "mile widziany". Uznałam, że być może mój średni francuski ujdzie. Niestety , dostałam odpowiedź , że ponad 50% kandydatów włada biegle i angielskim i francuskim i to z nich będą wybierać. Uznałam tę odpowiedź za cenną informację.
        • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 17.09.12, 17:51
          serdecznie dziękuję za te wszystkie maile zachęcające do aplikowania do instytucji UE czy ONZ. ale naprawdę, uwazam że to jest dla mnie nieosiągalne. Tak jak ktośnapisał, woląnative'ów angielskich z b. dobrą znajomością francuskiego i na odwrót.
          realia europejskie są takie: na zachodzie pełno par mieszanych (ojciec anglik, matka francuzka, a mieszkają we włoszech, a dziecko już w przedszkolu uczy się hiszpańskiego i niemieckiego). serio tak to wygląda. spotkałam sporo osób które mówiły w 3 czy 4 językach bardzo dobrze. mówię dobrze po angielsku i francusku, ale nigdy nie dorównam tym osobom.

          a na te stanowiska administracyjne, to pewnie, oprócz znajomości kilku języków, wymagająjakiegoś wykształcenia prawnego, administracyjnego czy dyplomu jakiejś nieosiągalnej dla mnie europejskiej akademii dyplomacji itp.
          ja to widzę w ten sposób, serio.
          • joa66 Re: jestem w czarnej d**ie 17.09.12, 18:37
            Znajoma w UE (fran, ang) po linwgwistyce stosowanej (ale nie pracuje tam jako tłumacz), znajomy na liście oczekujących inzynier , ale aplikuje na stanowisko administracyjne. A pani w ONZ jest po anglistyce UW i po kilku latach mieszkania w Meksyku (w szkole średniej - stąd hiszpański)

            Słuchaj, nie namawiam Cię, jeżeli nie czujesz się na siłach , wiem , że to graniczy niemal z cudem, ale Polacy też tam dostaja pracę i jeżeli miałbym ustalić wspólny mianownik między moimi znajomymi to ponadprzeciętne zdolności organizacyjne, umiejętnośc szybkiej analizy i syntezy i pewnośc siebie.
            • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 17.09.12, 21:23
              Tak jak napisała joa66, często pożądana jest znajomość języka angielskiego, francuskiego + języka ojczystego (unijnego). A znajomością polszczyzny dziecko Francuzki i Hiszpana wychowane w Wielkiej Brytanii raczej się nie wykaże :). Tłumów dwu- i trójjęzycznych osób z perfekcyjną polszczyzną jeszcze nie ma. Nie można wychodzić z góry z założenia, że się nie uda.
    • Gość: Karolinaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.zax.pl 16.09.12, 17:46
      Wiem, że to jest gó...ana rada, ale jeśli nie rozumiesz majcy, a chcesz dalej ciągnąć ten kierunek, to polecam Ci skorzystać z e-trapeza (można na necie znaleźć linki z wszystkimi "wykładami" do ściągnięcia, bodajże na hellshare było, bo normalnie nie jest za free). Gościu jest matematykiem i tłumaczy wszystkie zagadnienia z majcy ze studiów. Polecam!! Ja jestem tępa z majcy, a dzięki tym materiałom ogarnęłam ten przedmiot. Warto trochę się pomęczyć, żeby później zobaczyć profity. Jesteś załamana, bo do tej pory studiowałaś coś, co Cię jarało i w czym byłaś dobra. Teraz masz coś nowego i nie możesz ogarnąć. Znam to! Ale spróbuj jeszcze! Ew. korki, ale 90% sukcesu, to znaleźć kogoś, kto potrafi tłumaczyć "jak dla debila" :D bez obrazy (raczej żartuję o sobie;))
      Pozdro i 3maj się!!
      • Gość: onaa Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.tvtom.pl 16.09.12, 18:13
        "Jesteś załamana, bo do tej pory studiowałaś coś, co Cię jarało i w
        > czym byłaś dobra. Teraz masz coś nowego i nie możesz ogarnąć. Znam to!"
        dokładnie tak mam; serdecznie dziękuję za pomoc i tą majcę. uczyłam się z podręczników do matmy, z początku rozumiałam, ale im dalej w las tym wiecej drzew i się poddałam, zupełnie załamałam no i założyłam ten topik.
        spróbuję jeszcze powalczyć, ale szczerze czarno to widzę, tępy głąb ze mnie - dotarło to do mnie niedawno. jeśli będę miała zostać klepaczem, to mniejszy żal będzie mi ściskał dupę, bo próbowałam i okazało się że nie nadaję się do czegoś ambitniejszego, więc powinnam znać swoje miejsce w szeregu.
        Dziękuję wszystkim za wypowiedzi.
        szczerze to się spodziewałam (i moze trochę tego chciałam), że zostanę tu zmieszana z błotem; że znajdę tu argumenty na poparcie tezy o mojej beznadziejności i bezsensie mego istnienia.
        a jednak same życzliwe osoby się znalazły :)
        dziękuję jeszcze raz. chętnie poczytam kolejne posty, jeśli ktoś ma ochotę mi odpisać. (nawet jak by to miało być wiadro pomyj wylane na mnie :)
        trochę mi lepiej;
        na forum zawsze lepiej, bo anonimowo i szczerze. koleżankom bym się w życiu nie przyznała do tego co teraz przechodzę
        • Gość: Tawananna* Re: jestem w czarnej d**ie IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.12, 18:56
          > spróbuję jeszcze powalczyć, ale szczerze czarno to widzę, tępy głąb ze mnie - d
          > otarło to do mnie niedawno.
          > szczerze to się spodziewałam (i moze trochę tego chciałam), że zostanę tu zmies
          > zana z błotem; że znajdę tu argumenty na poparcie tezy o mojej beznadziejności
          > i bezsensie mego istnienia.

          To, że z czymś sobie nie dajesz radę (jak z tą matematyką) nie świadczy o tym, że jesteś tępym głąbem! Jedne rzeczy przychodzą ludziom łatwo, inne - trudno, a osób, które męczą się np. z nauczeniem angielskiego i francuskiego nie brak (choć oczywiście nie każdy się do tego przyzna...).

          Rzecz w tym, co robimy w momencie, gdy sobie z czymś nie radzimy: ważne np., by nie poddawać się na samym starcie tylko dlatego, że coś wymaga od nas więcej wysiłku niż od innych. Równie ważne: by umieć stwierdzić, że coś jednak nie jest dla nas, i że dalsze brnięcie w to będzie tylko stratą czasu. Wbrew pozorom stwierdzenie, że do czegoś się nie nadajemy, nie oznacza życiowej klęski (ani bycia tępym głabem). Oznacza tylko, że trzeba dalej szukać :).

          > na forum zawsze lepiej, bo anonimowo i szczerze. koleżankom bym się w życiu nie
          > przyznała do tego co teraz przechodzę

          Czasem warto jednak powiedzieć bliskim osobom, przez co przechodzimy. Niekoniecznie pierwszej lepszej koleżance z pracy, oczywiście.
          Nagle moze się okazać, że nie jesteśmy sami, i z podobnymi problemami zmaga się (często w samotności) więcej osób naszym otoczeniu.

          Poza tym - zwłaszcza, jeśli nie masz kogoś, z kim możesz o tym pogadać, ale również jeśli kogoś takiego masz - może warto przejść się do psychologa? To naprawdę może pomóc (i wbrew obiegowym opiniom z pomocy psychologicznej/psychiatrycznej korzystają nie tylko osoby z ciężką depresją czy chore psychicznie).
          • ioreta Re: jestem w czarnej d**ie 16.09.12, 22:25
            Zgadzam się z postami powyżej. Nie jesteś tępym głąbem, tylko dlatego, że nie radzisz sobie z matmą. Nie wymagajmy od Szekspira, żeby był Einsteinem, ani na odwrót. Ja też jestem po filologii, dziękuję Bogu za to, że załapałam się na maturę, kiedy jeszcze nie zdawało się obowiązkowo matmy, bo pewnie oblałabym maturę :D
            Poza tym - jako filolog masz dość szerokie możliwości (tak, wiem, że brzmię jak PR-owiec uczelni wyższych), ale tak faktycznie jest. Myślałaś o uczeniu? W szkołach językowych, na korepetycjach, na kursach w różnych firmach itd.? Można założyć własną działalność lub pracować na umowę zlecenia. Możesz próbować w tłumaczeniach, chociaż nie jest łatwo, ale warto poszukać na stronach typu gumtree, proz, globtra. A czemu nie pójdziesz na podyplomówkę związaną z tłumaczeniami? Wiem, że są różne kierunki - tłumaczenie audiowizualne, tłumaczenia unijne, czy studia przygotowujące do zawodu tłumacza przysięgłego. Jeśli nie, to warto pomyśleć o innych humanistycznych podyplomówkach - np. dziennikarskie, edytor/korektor tekstu itd. Mnie też nie ciągnie do wszystkich tych podyplomówek, do których trzeba mieć zacięcie matematyczne czy ekonomiczne, po których to "na pewno znajdziesz wymarzoną pracę". Mam świadomość, że do pewnych rzeczy się nie nadaję i po prostu się za nie nie biorę, bo też pewnie doszłabym do takich wniosków, że jestem głąbem itd.
            Nie załamuj się historiami innych, mówisz, że koledze się nie powiodło w UE czy ONZ, koleżankom nie powiodło się w tłumaczeniach itd. Ja mam inne doświadczenia - większość osób, z którymi chodziłam na studia ma dobrą pracę, dużo osób ma własną działalność gospodarczą - tłumaczą, prowadzą kursy językowe, wyjechali za granicę, studiują dalej itd. Po filologii angielskiej znaleźli pracę w najróżniejszych branżach - ktoś zajął się projektowaniem ciuchów, ktoś inny Forensic Science, ktoś zajmuje się organizacją międzynarodowych targów itd.
            A ja? Ja nadal studiuję (inny kierunek humanistyczny, który również mnie jara) i uczę (korepetycje, szkoły językowe itd.). A zrobiłam tylko licencjat (za 2 tygodnie zaczynam studia magisterskie). Przez 2 lata pracowałam w firmie, w której nie miałam żadnych perspektyw awansu, odbierałam telefony (później już na dźwięk telefonu ściskało mnie w żołądku) i robiłam jakieś tabelki. A miałam tam tłumaczyć. Owszem, tłumaczyłam, ale niewiele. Poza tym ten mobbing... Jeśli źle się czujesz w obecnej firmie to naprawdę szukaj czegoś nowego. I nie ograniczaj się tylko do portali z ogłoszeniami o pracy, porozsyłaj cv do biur tłumaczeń, do szkół językowych, ogłoś się na goldenline czy na globtrze, że szukasz zleceń tłumaczeniowych. Nie myśl też, że wszystko jest do du..., życie/świat/Polska są beznadziejne itd. Warto poszukać też pomocy wśród bliskich znajomych, przyjaciół, rodziny.

            I jeszcze co do Twojego stanu. Jesteś ogólnie sfrustrowana całą tą sytuacją, nie chce Ci się wstawać z łóżka, myślisz o sobie bardzo źle. I nie dziwię się. Tak jak Tawananna* napisała - może warto zapisać się na jakąś terapię u psychologa? Można popytać, poszukać w necie, często terapie są finansowane z NFZ.
            Powodzenia!!!
            _____
            www.zdrowejedzenie.blox.pl
            www.angielskidlakazdego.blox.pl
    • Gość: onaa Re: jakie studia ?? IP: *.tvtom.pl 17.09.12, 15:35
      zależy jaka praca Cię interesuje i do czego masz predyspozycje.
      z mojego doświadczenia i punktu widzenia: owszem warto studiować języki obce - im więcej, tym lepiej. Myślę, że głównie te, których państw gospodarka się najszybciej rozwija. Niemiecki, francuski, (angielskiego nie liczę, bo to podstawa). Pomysł na rzadkie języki - owszem, konkurencja mniejsza, ale też zleceń, ofert pracy mniej. Koleżanka zna chorwacki, słoweński i niemiecki - robotę dostała tylko ze względu na niemiecki.
      Chiński, japoński - różnie. Koleżanka koleżanki studiowała japoński na uj, nie pracuje z tym językiem w ogóle. powód: ano właśnie brak ofert pracy. Mogłaby liczyć na robotę z japońskim w okolicach poznania, ale nie chce się przeprowadzać. Także tak to wygląda. chińczycy i japończycy ostro uczą sie angielskiego, toteż wiele transakcji odbywa się w tym jezyku, a potem oni sobie tłumacząna swój. poza tym, to są bardzo trudne języki (mają inny alfabet, nie oparty na fonemach/głoskach, tylko całych wyrazach). Ja bym wolała swoją energię i czas przeznaczyć na naukę czegoś innego.
      Co do języków obcych, to ok praca jest, tylko jaka? nauczyciel, tłumacz (jest ciężko się utrzymać i w ogóle wbić na rynek) no i te korporacje outsourcingowe, gdzie jesteś de facto telefonistką. Może jakaś firma spedycyjno-transportowa, ale bardzo często praca w takich miejscach to przedstawicielstwo handlowe (wyszukujesz kleintów na zagranicznych rynkach), płaca prowizyjna :/
      niestety, ale sam jezyk (nawet kilka) nie wystarczy. Najlepiej, by jezyk był narzędziem, a do tego dorobić sobie inną specjalizację.
      Popatrz na oferty pracy. Myślę że najlepiej mają informatycy ze znajomością j. obcych - praca za przyzwoitą kasę w korporacjach. bardzo dużo jest ofert pracy za granicą dla takich osób.
      albo matematycy, fizycy, finansiści - tylko takie kierunki są cholernie trudne :/
      Jeśli tylko jesteś dobry z matmy, to nie zmarnuj tego, idź na jakiś kierunek ścisły, ekonometria informatyczna, analityka gospodarcza, albo jakaś inżynieria finansowa. a język(i) kształć osobno, na kursach. nie warto się pchać na same studia językowe - strata czasu na literaturę, historię, filozofię, językoznawstwo i inne badziewia upychane w program.
      jeśli chodzi o studia ekonomiczne, to właśnie tylko te trudne, matematyczno statystyczne mają sens, serio. Pracodawcy chcą byśumiał im soćpoliczyć, zanalizować, by na tej podstawie podejomwaćważne decyzje. Nic ci po zarządzaniu byle czym czy ekonomii.
      Swego czasu startowalam do ambitnych firm - we wszystkich obowiązywały wstępne testy oparte na umiejętności szybkiej analizy danych, wyciągania wniosków z jakichś wykresów, szybkim liczeniu. Liczy się wiedza, nie papier.
      większą karierę zatem zrobisz będąc przyzwoitym inżynierem/informatykiem z dukającym angielskim, niż zajebistym anglistą z niczym innym. taka prawda
      • Gość: Aa Re: jakie studia ?? IP: *.183.239.20.dsl.dynamic.t-mobile.pl 18.09.12, 00:01
        Hej,

        Mam identycznie jak ty :) Jestem anglistką, na moje szczęście sama nauczyłam się języków skandynawskich, ale z tym też niewesoło na rynku pracy, jest albo korpo, albo tłumaczenia (są albo i nie ma, zależy kiedy, koło świąt zawsze jest mało), no albo nauczanie za marne stawki. Na i cudowny help desk, znaczy bycie słuchawkowym :/ Ja rok tłukłam faktury w korpo i myślałam, że padnę, księgowa ze mnie żadna, ale prawie wszystkie ogłoszenia dla ludzi ze norweskim czy duńskim są na accountant'a, masakra. Ja daje dyla z tego kraju, wyjeżdżam na północ, mam tam znajomych, znam język. Smutna prawda, ale wole tam bawić dzieci w przedszkolu za 140 koron za godzinę, ale bez nerwów, na luzaka. Księgowośc w korpo księgowością, ale mnie przeraża odpowiedzialność, a siedzieć na help desk za grosze też żaden biznes. Nie ma co tu siedzieć w tym kraju.
    • joa66 Re: jestem w czarnej d**ie 19.09.12, 10:33
      Znowu bzdura. Kiedyś pracowałam w jednej z ich agend na czas określony (bez możliwości przedłużenia)

      Nie miałam znajomości!

      Wiesz dlaczego mnie wbyrali? Bo między studiami a liceum pracowałam ..... w bibliotece, akurat mieli sajgon z papierami w biurze i doszli do wniosku, że ja będę najlepsza " z taaaakim doświadczeniem", żeby sobie z tym poradzić.


      I podobnie działa to teraz... nigdy nie wiesz co akurat komuś spodoba się z życiorysu, czasami są to rzeczy wydawałoby się bez znaczenia.


      • simply_z Re: jestem w czarnej d**ie 19.09.12, 11:34
        dlaczego piszesz..bzdura?
        skad wiesz jakie doswiadczenie mam lub maja osoby ,ktore staraja sie do Unii?
        tak jak napisalas nigdy nie wiesz co sie moze przyda ..
        • joa66 Re: jestem w czarnej d**ie 19.09.12, 11:39
          skad wiesz jakie doswiadczenie mam lub maja osoby ,ktore staraja sie do Unii

          Z niektórych wypowiedzi wynika, że to doświadczenie to "trzeba mieć znajomości lub być native". Ale to nie są fakty, tylko ich interpretacja. Czasami jest się po prostu słabszym od innych kandydatów. Ale to oznacza, że ich kwalifikacje bardziej UE/ONZ/ETC odpowiadały, a nie to, że mieli znajomości.

          • simply_z Re: jestem w czarnej d**ie 19.09.12, 11:51
            czyli to co napisalam wielu kandydatow ,wielu dobrych i pewnie tez lepszych..wydaje mi sie tez ,ze na platne staze nie ma co liczyc.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka