Gość: onaa
IP: *.tvtom.pl
14.09.12, 14:33
cześć wszystkim,
piszę sama nie wiem po co, chyba żeby poznać opinię innych, podyskutować.
jestem po studiach, (filologia obca, znam b dobrze dwa obce języki). na studiach, na uczelni i ludzie postronni mi mówili, że ohohoo 2 języki obce - to bardzo dobrze, przyszłościowy kierunek, praca będzie na pewno. Potem przyszło zderzenie z rzeczywistością, owszem praca jest, ale w outsourcingu, call center jako klepacz. teraz, taka praca jest ok, ale wiem, że za parę lat, ta robota zrobi ze mnie zombi. nie będę umiała niczego oprócz odbierania telefonów i wklepywania danych do systemu. 0 szans na awans oczywiście.
rynek tłumaczeniowy wygląda jak wygląda - nie ma co się tam pchać, poza tym, ja się boję ograniczyć tylko do jednej wąskiej specjalizacji i zmarnować nad tym pół życia, bo potem się okaże, że realia się zmieniły, nie ma na to popytu, konkurencja rośnie, a ja nie potrafię niczego innego.
no i postanowiłam sobie, że pójdę na studia od tego roku, dzienne dwuletnie i tu znowu załamka, wybrałam trudny kierunek - matematyczno-statystyczny. wiedziałam że będzie ciężko, ale nie aż tak, nie kumam tych całek, pochodnych funkcji. czuję się jak totalny dureń. nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, ja jestem zbyt kiepska, czy też rynek pracy jest taki ch...owy?