Gość: aguś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.04.05, 22:29 czy to normalne, że wymarzone studia tak bardzo rozzcarowują?? może to tylko przejścioe? też was cos rozczarowało? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: hiii Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.05, 22:53 może inaczej: nie tyle rozczarowały, co okazały się być czymś innym niż moje (uczniowsko-licealne wówczas) wyobrażenie o nich. Zresztą cała organizacja wszystkiego okazała się być zupełnie inna niż myślałam, że będzie. Ale teraz (kończę już studia) jestem zachwycona, chociaż to, co przeżywałam na początku, w okolicach połowy pierwszego semestru, można nazwać "dołkiem" :) Odpowiedz Link Zgłoś
fonnika Re: ROZCZAROWANIE??? 07.04.05, 23:10 ja też tak miałam. chciałam iść na filologie polską, a teraz robię wszystko, żeby się z niej wydostać... zmieniam kierunek. bo nie ma sensu się męczyć i pluć sobie w brodę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: map85 Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.class146.petrotel.pl 08.04.05, 23:29 Ale co tam właściwie jest nie tak? Ja zastanawiam się nad przenosinami na filologię polską, bo interesuję się literaturą, tylko boję się tych wszystkich rozbiorów stylistyczno-gramatycznych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tawananna* Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.05, 02:06 Nie ma się co bać rozbiorów stylistyczno-gramatycznych - nie zabraknie ich, ale to da się przeżyć, nawet jeśli ktoś tego nie lubi. Warto natomiast pamiętać, że np. taki pierwszy rok filologii polskiej to lektury na HLP (historia lit. pol.), które mało kogo interesują - to wiele osób zniechęca do polonistyki. Tymczasem potem jest już lepiej :). Ilu ludzi, tyle opinii - jeśli uważasz, że polonistyka to jest to, nie przejmuj się opiniami osób niezadowolonych - na każdym kierunku są osoby zachwycone i osoby rozczarowane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tawananna* Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.05, 22:34 Normalne. Wiele osób tak ma. Wynika to choćby z tego, że studia to jednak coś zupełnie innego niż liceum - nie wszyscy od razu łatwo się "przestawiają", nie wszystkim się ta inność podoba. Inny powód to to, że często sobie te "wymarzone studia" wmawiamy - tak długo myślimy o tym, rozmawiamy, zdajemy potem wstępne - przeżywamy euforię z powodu dostania się, i to wszystko utwierdza nas w przekonaniu, że to są naprawdę wymarzone studia. A czy są wymarzone - nie wiemy, czasami po prostu w naszych rozważaniach nad wyborem kierunku studiów innych pod uwagę nie wzięliśmy, albo tyle się nasłuchaliśmy opinii innych osób, że jest świetnie, że w końcu doszliśmy do wniosku, że będzie musiało być świetnie... a każdy jest przecież zupełnie inny. I jest jeszcze kwestia wiedzy o naszym przyszłym kierunku studiów - bywa, że rzeczywistość zupełnie rozmija się z oczekiwaniami, bo wcześniej nie dowiedzieliśmy się, jak ta rzeczywistość będzie wyglądać... i wiemy, że będziemy inżynierami, lekarzami, filologami, prawnikami etc., a nie wiemy, czym tak naprawdę będziemy się zajmować. Z moich obserwacji wynika, że częste jest to u filologów - osoby na filologii polskiej często myślą, że studia będą przypominały licealne lekcje języka polskiego:), a z osobami na filologiach obcych jest jeszcze gorzej - bywa, że idą na te studia, bo lubią uczyć się danego języka i trochę interesują się jakimś krajem - a nie wiedzą, jaką harówką może być praktyczna nauka języka, i jak niepraktyczne i nieciekawe mogą się okazać (zwłaszcza przy nieodpowiednim nastawieniu) przedmioty literaturo- i językoznawcze. Niezależnie od przyczyny rozczarowań, jest kilka możliwych następstw takiej sytuacji: - kryzys mija, bo to naprawdę studia wymarzone - zazwyczaj po pierwszej sesji jest już dobrze, wszystko zaczyna się jakby bardziej podobać i już wiemy, że to jest "to". - kryzys mija, choć mamy wątpliwości, czy to wymarzone studia - ale jakoś będzie i dociągniemy do piątego roku zadowoleni, choć nie w zachwycie. - kryzys się pogłębia, wiemy, że wybór był błędny - rezygnujemy ze studiów i w kolejnym roku podejmujemy decyzję bardziej przemyślaną i zwykle już dużo bardziej trafną. - kryzys trwa, ale ciągniemy studia dalej, bo szkoda nam tracić roku... i to jest sytuacja moim zdaniem najgorsza, ale można jej samodzielnie zapobiec. Dużo zależy oczywiście od tego, jak głębokie jest nasze rozczarowanie i co rozczarowuje nas najbardziej - bo jeśli same zajęcia na wymarzonych studiach zupełnie nam się nie podobają i są dla nas nieciekawe, to gra jest raczej niewarta świeczki; ale często nasze wrażenia wynikają z niezadowolenia z jednego czy dwóch przedmiotów albo z powodu spraw "organizacyjnych" i różnic między studiami a liceum; albo po prostu ze zwykłego faktu, że nie każdy łatwo, szybko i bezboleśnie radzi sobie ze zmianami w swoim życiu. Jeśli jest już kwiecień, a Ty nadal odczuwasz rozczarowanie, przemyśl, czy wybór studiów był właściwy. Nie zostawaj na nich tylko z powodu irracjonalnej chęci bycia konsekwentnym za wszelką cenę. Przemyśl, co może zainteresować Cię bardziej. Równie możliwe jest jednak, że za tydzień czy miesiąc zobaczysz wszystko w zupełnie innych barwach - studia to w końcu wspaniały czas :). Odpowiedz Link Zgłoś
kamaoka Re: ROZCZAROWANIE??? 10.04.05, 11:55 och Tawananna, dawno nie przeczytama tak madrego postu... czuje rozczarowanie...okropne, wylewajace sie ze mnie przy kazdym najmniejszym dolku...ze to nie ta uczelnia, ze obok studiow popelnilam jescze kilka zlych decyzji natury osobistej...ale moze to wynika z tego ze mam na razie przedmioty ktore mnie kompletnie nie interesuja, albo ze po prostu powinnam isc na inny kierunek...bo to jest tak: jestem na ekonomii, na uw...sama matma,a ja od tego chcialam uciec, moim planem jest rozwiniecie wlasnego biznesu, myslalam ze dowiem sie jak poprowadzic wlanse ptrzedsiebiorstwo, pociagaja mnie tez takie rzeczy w pewnym sensie psycholigiczno-socjologiczne, jak wplywac na innych, co nami kieruje, uwielbiam czytac o takich rzeczach, eh a u mnie? matma, matma, matma,w najgorszej postaci, czuje sie sfrustrowana, ale moze wynika to et z tego ze mi to nie wychodzi?? nienawidze udowadniania jakis twierdzen, korzystania z jakis koszmarnie neizrozumialych formulek przy obliczaniu jakis funkcji, nie widze w tym na razie zadnego sensu, wiem ze to potem sie pzryda, ale jak sami przyznaja(czemu mowi to swoim studentwo, a nie rekrutom, moze wtedy bym sie zastanaopwila:>) ze u nas nauczymy sie mocno teoretycznego podejscia do ekonomii,a ja oczekilama zyciowego poejscia do wszystkiego (prawda ejst taka ze wiekszosc u mnie ta matma nie wychodzi za bardzo...), do tego moje odczucia co do uczelni...no nie wiem, ale meiszkajc w malym miescie bylam karmiona slawa UW jako wspanialej uczelni...nie przecze, ma swoje swietne wydzaly...ale reszta jedzie jeno na opinii...no nic, wylewa sie ze mie frustracja, powinnam byc moze byc bardziej obiektywna....ale takie poczucie ze wybralam zla szkole (dostalam sie na ae w poznaniu...nie zabraalm dokumentow, do konca sie whalalm, hehe, wypisali miez listy studentow w grudniu:), dotego tam poszedl, teraz juz byly, chlopak....no nie wiem, wszystko u mnie jest takie skomplikowane... i widze ze podazam sciezka ktora ty okreslilas jako najgorsza, chce byc konsekwentan, wiem ze mojej mamie tak zalezalo an studiach w wawie, ze jak sie stad wycofm to to bedzie wygladalo ze nie dalam rady, a wiem ze pewnie dam rade tylko ze tak strasznie sie mecze....ale nie chce marnowac roku, bo co jak sie okaze ze te studia gdzie indziej sa takie same, a problem tkwi we mnie - w mojej moze za malej inteligencji, zbyt malej pracowitosci, oczekiwania od zycia tak nparawde czego innego (nie chce pracowac w wielkiej koroporacji, lubie spokoj, teskie za swoimi jeziorami, moze po prostu ja sie nie nadaje na takie rzeczy? hehe, jak to mawiam zcasem: mi to dzieci rodzic, miec meza pijaka a nie po studiach sie szlajac), wiem ze mozecie pwoiedziec ze eknomia, to przeciez trzeba potem pracowac w wielkiej korporacji itd, ze czego aj oczkiealam? a ja oczekiwalma ze ktos mi poakze jak prowadzic swoje wlasne male przedsiebiortsow, rodzice maja takie, wiem jak im jest ciezko, ze nie majac wyksztalenia w tym kierunku (nauczyciele) potuszja sie trcohe po omacku no nic, moze to trcohe chaotyczne co pisze, ale czasem za duzo chcialabym powiedziec na raz:) pozdrawiam Kama Odpowiedz Link Zgłoś
tawananna Re: ROZCZAROWANIE??? 10.04.05, 15:16 > och Tawananna, dawno nie przeczytama tak madrego postu... Dziękuję.. starałam się... Kamo, zacznę może od tego, że pamiętam Twój post sprzed prawie roku. Mam go teraz przed sobą i zastanawiam się nad tym, jakie były Twoje motywacje do podjęcia takich, a nie innych studiów. Widzę tu przede wszystkim Twoich rodziców i bardzo niewiele Ciebie - rodziców, którym zależało na studiach w Warszawie i którzy - chyba, taki wniosek przynajmiej wyciągam z historii o Twojej mamie, która żałuje podjętej decyzji o swoich studiach - "przesuwają" na Ciebie swoje młodzieńcze marzenia i nadzieje (czasem niespełnione). Piszesz dużo o tym, jak dopingowali Cię rodzice, jak bardzo to wszystko przeżywali, płakali ze szczęścia, chwalili się... i o tym jaką mają opinię na temat studiowania bliżej domu albo po prostu - poza Warszawą. "i widze ze podazam sciezka ktora ty okreslilas jako najgorsza, chce byc konsekwentan, wiem ze mojej mamie tak zalezalo an studiach w wawie, ze jak sie stad wycofm to to bedzie wygladalo ze nie dalam rady, a wiem ze pewnie dam rade tylko ze tak strasznie sie mecze..." Nie myśl o tym, co pomyślą inni! Opinia Twoich rodziców jest bardzo ważna, ale nie możesz spędzić kolejnych 4 lat w emocjonalnym szachu, męcząc się, a potem może i robiąc całe życie coś, co Cię nie interesuje. Boję się, Kamilo, że to nie Ty podjęłaś decyzję o studiach (a to Ty ponosisz jej konsekwencję). Zastanów się, czy ekonomia jest faktycznie Twoim marzeniem - przejrzyj program całych studiów i sprawdź, ile będzie tam matmy, a ile tego, co jest ciekawe dla CIEBIE. Może ekonomia jest tym właściwym wyborem - ale to Ty musisz być o tym przekonana. A może nie jest i wtedy... Obawiam się, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest przerwanie tego błędnego koła i zmiana studiów. Nie wiem, na jakie. Może zdołasz znaleźć dla siebie coś wiążącego się z ekonomią i prowadzeniem własnego przedsiębiorstwa, a nie tak bardzo teoretyczno-matematycznego. Ekonomia to zupełnie nie moja branża :), ale wiem, że sporo osób jest zadowolonych ze studiów na SGH - jest tam duża elastyczność w wybieraniu przedmiotów i pewnie trafi się też coś psychologiczno- socjologicznego; nie musisz przecież studiować kie runku stricte ekonomicznego, są też stosunki międzynarodowe i różne inne. A jeśli nie ta droga, to... pomyśl, co faktycznie Cię interesuje, czym chciałabyś zajmować się w życiu. Może coś z nauk społecznych? Wspomniałaś o nich wyżej, może więc to jest "to"? Nie musisz męczyć się z ekonomią; możesz znaleźć miejsce, gdzie poczytasz o tym "jak wpływać na innych, co nami kieruje". I nie musi to być Warszawa - bo choć to stolica:), to są też inne miasta, może bardziej kameralne, gdzie również są świetne uczelnie. ".ale nie chce marnowac roku, bo co jak sie okaze ze te studia gdzie indziej sa takie same, a problem tkwi we mnie - w mojej moze za malej inteligencji, zbyt malej pracowitosci, oczekiwania od zycia tak nparawde czego innego" Do licha! Nie musi tak wcale być! Dostałaś się na świetny uniwersytet, pokonałaś iluś tam kandydatów, skończyłaś dobre liceum z dobrymi pewnie wynikami! Trochę wiary w siebie! Każdy ma prawo pomylić się i podjąć błędną decyzję! Ale nie możesz od razu zakładać, że kolejna decyzja będzie też błędna. Zrób po prostu wszystko, by była jak najbardziej przemyślana... Proponuję, byś skończyła I rok ekonomii i podeszła w tym samym roku do egzaminów na drugi, wymarzony kierunek (może być na więcej niż jeden ;)). Nie musisz mówić o tym rodzicom - łatwiej zrozumieją Twoją decyzję, gdy już się dostaniesz. Na ekonomii możesz wziąć urlop dziekański - dla psychicznego komfortu, że zawsze masz gdzieś wracać (pamiętaj tylko, że jeśli weźmiesz dziekankę, rok później Twoja rodzina może naciskać na powrót). Idź tam, gdzie czujesz, że powinnaś iść - i podejmij tym razem tę decyzję samodzielnie. Będzie dobrze :). Pozdrowienia! Tawi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: herodiada Re: ROZCZAROWANIE??? IP: 193.0.117.* 12.04.05, 16:28 mnie nie rozczarowały konkretnie wybrane przeze mnie studia ale studia jako takie, rzeczywiście studiowanie wyobrażałam sobie inaczej. To, co mnie zaskoczyło to listy obecności na niektórych wykładach a przede wszystkim to, że podstawą do zaliczenia większości ćwiczeń okazał się referat, znienawidzona przeze mnie forma sprawdzania wiedzy. Wychodzenie na środek i cały powszechnie przyjęty rytuał z tym związany uważam za strasznie deprymujący. Myślałam, że człowiek przez cały semestr żyje bezstresowo, chodzi na wykłady albo i nie. Oczywiście dużo czyta, ale nie pod batem, że będzie z tego odpytywany na zajęciach a do kucia zabiera sie przed sesją , kiedy to zalicza 20 kolokwiów zdaje 10 egzaminów ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rasta Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.crowley.pl 12.04.05, 17:41 Myślałam, że człowiek przez cały semestr żyje bezstresowo, chodzi na wykłady > albo i nie. Oczywiście dużo czyta, ale nie pod batem, że będzie z tego > odpytywany na zajęciach a do kucia zabiera sie przed sesją , kiedy to zalicza > 20 kolokwiów zdaje 10 egzaminów ;-) hmmm no tak jest w istocie. i z ta liczba 20 kolosow oraz 10 examow tez nie przesadzileas. ale to wszystko zalezy od studiow. pozdro Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Include Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.satfilm.net.pl / *.satfilm.net.pl 10.04.05, 16:14 Tawanna ma całkowitą rację. Moim zdaniem nie warto tkwić w studiach, które rozczarowują.Niekiedy nie ma wyjścia, ale jeśli jednak jesteś wstanie rzucić wyzwanie losowi i sobie, to powinnaś jak najszybciej zmienić kierunek.Nie pamiętam w jakim filmie to usłyszałem, ale pamiętam to zdanie do dziś : "Najpierw musisz powiedzieć co lubisz robić, a później zacząć to robić" :)) Odpowiedz Link Zgłoś
moa7 Re: ROZCZAROWANIE??? 10.04.05, 23:59 Zgadzam się w pełni z moimi przedmówcami. Jestem w podobnej do Ciebie sytuacji, z tą różnicą, że moje obecne studia wcale nie były przeze mnie wymarzonymi, tak się po prostu wszystko poukładało. Mnie również zupełnie nie interesują przedmioty na moim kierunku (to raczej wina profilu uczelni), wiem że wiedza którą tam zdobywam (?) raczej do niczego mi sę nie przyda. I chociaz mam pewne problemy z zaliczaniem niektórych zajęć, to jestem (byłam) jedną z lepszych na roku. Podjęłam decyzję, w życiu należy robić to co się lubi i co sprawia nam przyjemność. Uczę się do egzaminów wstępnych. Stacę dwa lata studiów, ale mam szanse na zadowolenie i spełnianie się w tym co mnie interesuje. Nie warto się męczyć i próbować na siłę robić coś na co się nie ma ochoty. Lepiej żałować, że się coś zrobiło , niż żałować że nie zrobiło sie nic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m Re: ROZCZAROWANIE??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.04.05, 23:35 Ja właśnie przeżywam dołek związany z moją uczelnią. Z przedmiotów, które naprawdę mnie interesują, mam 2, a reszta...Nie wiem jak zdam egzaminy. Po dobrze zdanej pierwszej sesji nabrałam wiary, że to jest to, ale teraz już sama nie wiem. Studiuję zaocznie, plan mam dobijający, do tego piątki, których miało nie być. Planowałam pracę na pełny etat, co teraz nie jest możliwe. Na pół etatu nie mogę nic znaleźć, a w końcu dlatego studiuję zaocznie, żeby pracować. Nie żałowałabym straconego roku, jednak problem w tym, że za studia płacą rodzice (bo nie mam pracy :( ) i po prostu nie mogę im powiedzieć, że rezygnuję. Ehhh... Odpowiedz Link Zgłoś