hansgrubber
08.05.05, 12:43
Święty Jan Nepomucen stojący w przydrożnej kapliczce błogosławi zarówno
prawosławnych, jak i katolików. W Drohiczynie nadal krzyżują się drogi i
religie. Miasteczko jest dumne ze swojej historii.
Drohiczyn jest najpiękniejszy, kiedy zapada nad nim zmrok. Najlepiej wejść
wtedy na Górę Zamkową, by stamtąd, niczym z naturalnej loży, oglądać
rozciągającą się na dziesiątki kilometrów panoramę. W dole widać szerokie
zakole zielonkawobrunatnego Bugu, z lewej strony ciągnie się pas
siemiatyckich lasów, z prawej przebłyskują kościelne dachy. Gdy słońce
schodzi jeszcze niżej, zaczyna się magiczny kwadrans - niebo robi się
ciemnofioletowe, a woda w rzece granatowa. Zmierzch w Drohiczynie sprzyja
kontemplacji. Miasteczko nad Bugiem za nic nie chce się zmienić i wciąż tkwi
w historii.
Charakterystyczny wysoki brzeg to zasługa lodowca, który na chwilę się tu
zatrzymał. W efekcie z jednej strony Bugu jest płasko, a z drugiej wznoszą
się malownicze skarpy Góry Zamkowej i tarasowy brzeg. Drohiczyn liczy mniej
więcej dwa tysiące mieszkańców, ma cztery zabytkowe świątynie, 350 domów,
kino, tani hotel, restaurację i stację benzynową. Ma również swojego
gwiazdora i honorowego obywatela - Daniela Olbrychskiego. Aktor, który się tu
wychował, po latach wrócił i wybudował dom. Mieszkańcy Drohiczyna jego
imieniem nazwali nawet jedyne kino "Daniel". Małe, z terkoczącym 40-letnim
projektorem i repertuarem zawsze sprzed kilku miesięcy. Olbrychski skromnie
zaznacza, że trochę przy organizowaniu kina pomagał, ale prawdziwym jego
patronem powinien być raczej Daniel Romanowicz - prawnuk Krzywoustego, a
zarazem pierwszy i jedyny król Rusi, który właśnie tutaj się koronował. Z
tego powodu Drohiczyn jest zaliczany do tzw. grodów koronacyjnych, podobnie
jak Gniezno czy Kraków.
(magazyn o podróżach "Voyage", luty 2005 r., Między Bugiem a prawdą)