kochamchelm
15.03.06, 17:36
Wicepremier, minister spraw wewnętrznych i administracji Ludwik Dorn zarzucił
kłamstwo dziennikowi "Financial Times", który napisał, że Dorn wyraził
pogardę wobec pracowników administracji, mówiąc, iż kojarzą mu się oni
się "pijakami i funkcjonariuszami oddziałów szturmowych byłej policji,
chętnymi do korzystania z usług prostytutek".
"Financial Times", jak sądzę, napisał artykuł kierując się swoimi sympatiami
i antypatiami. Dlaczego ja mam dyskutować z artykułem, którego autor skłamał,
jak bura suka, tzn. stwierdził, że ja powiedziałem, iż jakiś urzędnik służby
cywilnej korzysta z usług prostytutek skoro tego nie napisałem? Odmawiam
tutaj dyskusji z tym artykułem i z tym dziennikarzem. Dlaczego ja mam
dyskutować z oczywistym kłamcą? - powiedział Dorn.
Czy mówimy o rzeczywistości, czy mówimy o publikacjach w "Financial Times"?
(...) Mówmy o Polsce, o sporze, który dzieje się w Polsce - powiedział Dorn,
pytany o rozmowę w porannym programie Radia Zet. Podkreślił, że nie odnosił
się do całej służby cywilnej i nie mówił o usługach prostytutek.
Po prostu dziennikarze, także "Financial Times", kłamią tak, że słońcu wstyd
świecić - powiedział Dorn; zarzucił też PAP, że "nieściśle" zrelacjonowała
jego wypowiedź.
Chodzi o cytowaną przez media, w tym i PAP, wypowiedź wicepremiera z 11 marca
na temat uchwalonej dzień wcześniej przez Sejm nowelizacji ustawy o służbie
cywilnej, umożliwiającej przenoszenie do pracy w administracji państwowej
urzędników samorządowych i pracowników NIK.
Dorn powiedział wówczas m.in., że przeciwnicy tej ustawy bronią służby
cywilnej "w większości stworzonej przez Leszka Millera", której symbolem może
być "zomowiec, prowadzący bardzo rozległe życie towarzyskie".
Skonfrontujcie służbę cywilną z faktami, z tymi dyrektorami generalnymi,
którzy wzywają do nieuznawania władzy "tymczasowego nieprawomocnego" rządu
i "tymczasowego" wojewody, z tymi pijakami i zomowcami. Ich chcecie bronić? -
pytał wtedy Dorn.
We wtorek "FT" napisał, że "w zeszłym tygodniu przeszła ustawa pozwalająca
urzędnikom władz samorządowych zajmowanie czołowych stanowisk w centralnej
administracji bez zdawania trudnych egzaminów dla pracowników służby
cywilnej. Podkopuje to kształtującą się profesjonalną służbę cywilną w
Polsce - nowy pomysł w kraju, gdzie politycy tradycyjnie rozdają stanowiska
partyjnym sojusznikom, począwszy od stanowisk w ministerstwach po
sprzątaczy".
Według dziennika, "polski konserwatywny rząd wydaje się być zdecydowany
prowadzić ideologiczną wojnę na wszystkich frontach. Na liście grup, która ma
być celem ataku, znalazły się hipermarkety, złe zagraniczne banki, (polski)
bank centralny, adwokaci, sędziowie, prokuratorzy a teraz także urzędnicy
służby cywilnej".
Wicepremier wyjaśnił, że wypowiadając się o służbie cywilnej nie miał na
myśli wszystkich, czy nawet większości urzędników służby cywilnej, lecz
konkretne przypadki. Przywołał przykład m.in. urzędnika mianowanego w jednym
z urzędów wojewódzkich, który wezwał do nieuznawania władzy wojewody oraz
byłą dyrektor generalną w innym urzędzie, która "pokasowała dane na twardym
dysku".
Powiedziałem tyle, że stan, jaki rząd, ja w MSWiA, zastałem, jeśli chodzi o
służbę cywilną, symbolizować może pijak lub zomowiec prowadzący bardzo
rozległe życie towarzyskie. Odnosiłem się tutaj do pewnych faktów -
powiedział.
I to jest stan rzeczy, z którym ten rząd i jego przedstawiciele w terenie
mają do czynienia; oczywiście nie wszyscy, czy nawet nie większość urzędników
służby cywilnej - podkreślił Dorn.