Dodaj do ulubionych

Języki obce w "Jeżycjadzie"

10.11.09, 12:21
A tak mnie z prywaty naszło na podsumowanie, a że mam tu tylko SK, to do
podsumowania potrzebuję pomocy. Jakimi językami obcymi władają bohaterowie
"Jeżycjady"? Wiemy, że jest nadreprezentacja biegle posługujących się łaciną
(poza wszystkimi Borejkami łącznie z tymi w pieluchach również Baltona, ale
także, jeśli dobrze pamiętam Lelujkowie albo przynajmniej jeden z nich -
Wiktor?). Juleczka uczy się angielskiego (ona byłaby wyszła, gdyby nie była
karmiona...). Grekę podejrzewamy u Ignacego i Gabrieli. Na pewno znają
angielski Wolfi i Fryderyk, obecnie zapewne również Pyza. A co jeszcze? Co
wynika wprost z kart książek, a co możemy przypuszczać?
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 12:26
      a joanna nie wyszła z francuza? to by nasuwało pewne wnioski:) no i nutria
      siedząca rok na cyprze musi się co najmniej rudymentarną angielszczyzną
      posługiwać, a może i innych narzeczy liznęła (a w ogóle to ona chyba miała
      kryminały z angielskiego tłumaczyć?)

      marek i monika też, podejrzewam, angielski znają, choć nie w wytwornej wymowie
      królowej:)
    • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 12:55
      Aurelia i Cyryjek mówią po rosyjsku.
      • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 13:08
        to pewnie metody też?:)

        a tak na poważniej - dla marka to polski powinien był być językiem obcym, skoro
        dopiero na studia tu przyjechał (już nie wnikając w sens tegoż posunięcia).
        nawet jeśli rodzice wyłącznie polszczyzną w domu się posługiwali, to jednak
        językiem otoczenia i szkoły był angielski, polski mógł znać wyłącznie w wersji
        "zakonserwowanej" w pamięci rodziców, ewentualnie polonijnego anglopolisz (o
        odwiedzinach w kraju przodków i kontaktach z tymże nic nie wiadomo).

        z czego w życiu rzeczywistym wnosiłabym, że do dzieci zwraca się on przede
        wszystkim po angielsku, jako jednak swoim podstawowym języku, co dodatkowo jest
        w czasach obecnych dobrem, którego się nie marnuje. ergo - józinek i łusia
        powinni co najmniej sprawnie władać mówionym angielskim:)
        • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 13:27
          > to pewnie metody też?:)

          Niekoniecznie :) on był do nauki taki se :)

          Rosyjskim włada też ktoś z Żaków na pewno. Pamiętacie Aniutę?
          • hopdoprzodu Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 16:31
            Coś mi się kołacze, że gdzieś był pean na cześć Mili jako korektorki znającej
            biegle łacinę i francuski.Ale za nic nie mogę sobie przypomnieć w której części
            to było.
            • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 16:59
              Bardzo ceniono jej fachowość - nic dziwnego, trudno o dobre korektorki,
              a jeszcze trudniej o korektorki znające się na filozofii, historii
              i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną.

              Kalamburka.
      • bat_oczir Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 20:30
        a Kozio po angielsku.

        Pyziak zapewne po niemiecku.
        • k_linka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 22:14
          Angielszczyzna Koziowa byla raczej "domniemana". Choc moze pozniej sie nauczyl?
          • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 23:24
            Wygrał olimpiadę.
          • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 23:31
            Dorzucił: - Wygrałem dwie olimpiady - z polskiego i angielskiego.
            Pozwól, że się przedstawię: Konrad Bitner.

            DP
          • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 23:42
            Ciekawe. W 1989 jest domniemana, trzy lata póżniej wygrał olimpiadę. Niezłe
            miał tempo.
            • mankencja Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 11:14
              z doswiadczenia wiem, ze 3lata wystarcza, jesli nauka jest intensywna
    • anutek115 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 17:20
      Wszystkie cztery Borejkówny powinny mówić po rosyjsku. Wszystkie załapały sie na
      rosyjski w szkole w "pełnym wymiarze", a ja oczywiście wiem, JAK rosyjski bywał
      nauczany... tym niemniej, tacy erudyci jak Borejkowie musieli przeciez wiedzieć,
      że jest to, co by nie powiedzieć, język obcy, wrota do innej kultury, literatury
      w oryginale, i te pe, nespa :-)?
      • andrzej585858 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 20:58
        Rosyjski bywał bardzo dobrze nauczany - czasem. Problem był w tym że nawet
        piatkowi uczniowie mieli czasem z rosyjskiego ledwo trójczynę - nie wypadało
        miec dobrą ocenę z rosyjskiego.
        Co wcale nie znaczy że znajomość języka była adekwatna do posiadanej oceny.
        Takie czasy były.
        • anutek115 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 09:58
          andrzej585858 napisał:

          > Rosyjski bywał bardzo dobrze nauczany - czasem.

          Wiem. Sama zostałam bardzo dobrze nauczona rosyjskiego w szkole. A nawet w obu
          szkołach, miała szczęście do rusycystek.
        • bat_oczir Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 20:13
          > Rosyjski bywał bardzo dobrze nauczany - czasem. Problem był w tym że nawet
          > piatkowi uczniowie mieli czasem z rosyjskiego ledwo trójczynę - nie wypadało
          > miec dobrą ocenę z rosyjskiego.


          bez strachu przed IPN donoszę, że...waliło mnie to :) - zawsze miałem piątki z
          rosyjskiego, bo prostu język mi się podobał. A mój ojciec miał trochę płyt
          Wysockiego.
          • andrzej585858 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 14.11.09, 10:12
            bat_oczir napisał:
            >
            >
            > bez strachu przed IPN donoszę, że...waliło mnie to :) - zawsze miałem piątki z
            > rosyjskiego, bo prostu język mi się podobał. A mój ojciec miał trochę płyt
            > Wysockiego.

            Z perspektywy lat stwierdzam z żalem że głupi byłem nie ucząc się rosyjskiego,
            tym bardziej że naprawdę fajną rusycystkę miałem.
            Inna sprawa że wtedy to w ogóle uczyc mi się nie chciało - tyle ciekawszych
            zajęć było :-)))



      • kkokos Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 21:21
        anutek115 napisała:

        > Wszystkie cztery Borejkówny powinny mówić po rosyjsku. Wszystkie
        załapały sie n
        > a
        > rosyjski w szkole w "pełnym wymiarze",

        oczywiście w poligrafie też był rosyjski i być może tam tylko on (w
        technikum mógł być tylko jeden język, nie dwa), więc kłamczucha,
        pawełek i robrojek uczyli się go na pewno - ale czy nauczyli?
        kłamczucha niekoniecznie, robrojek też niekoniecznie, pawełkowi
        dyrektor nowacka pewnie zapewniła prywatne lekcje angielskiego
        • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 23:27
          Pawła w poligrafie nie było.
        • dakota77 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 10:27
          Z tym pawelkowym angielskim niekoniecznie. Oczywiscie, dyrektor Nowacka
          byloby stac na lekcje, ale przeciez wtedy nie bylo mody na nauke
          jezykow, malo kto uwazal angielski za potrzebny. To przyszlo potem. Ja
          zaczelam sie uczyc angielskiego gdzies w 1981, ale to dlatego, ze
          mielismy w otoczeniu nauczycielke, ktora podjela sie takiego zadania:)
          • kkokos Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 11:04
            dakota77 napisała:

            > Z tym pawelkowym angielskim niekoniecznie. Oczywiscie, dyrektor
            Nowacka
            > byloby stac na lekcje, ale przeciez wtedy nie bylo mody na nauke
            > jezykow, malo kto uwazal angielski za potrzebny.

            zupełnie się z tym nie zgadzam, mam wręcz przeciwne doświadczenia.
            lekcje angielskiego były bardzo modne, jeśli nie oczywiste;
            wyrastałam - nie ja jedna - w przeświadczeniu, że angielski będzie
            mi w życiu niezbędny.

            na angielski zostałam posłana w wieku lat 5, w czasie leżakowania,
            bo swą niechęcią do niego (kto dziś każe pięciolatkom
            leżakować?!?!!?) sprawiałam kłopot paniom przedszkolankom. w
            podstawówce był lingwista i tam chodziłam z pierwszą klasą. i nie
            była to bynajmniej grupa pięcioosobowa. ten lingwista utrzymał się w
            tej postawówce do dziś, choć dziś juz jest słabiutki, a wtedy było
            mnóstwo grup.
            ania, co mieszkała pode mną, chodziła na angielski od pierwszej
            klasy, też do lingwisty, ale gdzie indziej. jakoś tak w drugiej
            klasie obie zaczęłyśmy chodzić do anglistki, która zamieszkała na
            naszym podwórku - tam były korowody podstawówkowiczów na
            indywidualne lekcje. gdyby tam nie zamieszkała, pewnie do końca
            podstawówki bym chodziła do lingwisty. a wszystko to lata 70.
            w liceum - początek 80. - mieliśmy niemiecki i rosyjski, ale
            snobizmem na imprezach w trzeciej klasie było rozmawianie po
            angielsku (nie wiem, dlaczego, dziś mi się to wydaje idiotyczne, ale
            tak mieliśmy :). na te imprezy chadzało tak z 15 osób z naszej 20-22-
            osobowej klasy i wszyscy się tego języka uczyli już w postawówce, a
            potem część z nich (tak jak ja) u metodystów, do których były
            gigantyczne kolejki przy zapisach.
            • dakota77 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 11:31
              Pisalam o swoich doswiadczeniach. Nie mowie, ze inne dzieci nie uczyly
              sie angielskiego, ale tak do polowy podstawowki przynajmniej fakt, ze
              ucze sie tego jezyka budzil zdziwinie. Nie kojarze innego dzieciaka,
              ktory chodzil na takie lekcje. Potem pod koniec podstawowki rodzice
              oplacili nam nauczyciela i w szkole mielismy angielski w sposob
              zorganizowany, ale inicjatywa byla oddolna. I dla wiekszosci osob to
              byl pierwszy porzadny kontakt z tym jezykiem.
              • toja737 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 13:16
                dakota77 napisała:

                > Pisalam o swoich doswiadczeniach. Nie mowie, ze inne dzieci nie uczyly
                > sie angielskiego, ale tak do polowy podstawowki przynajmniej fakt, ze
                > ucze sie tego jezyka budzil zdziwinie. Nie kojarze innego dzieciaka,
                > ktory chodzil na takie lekcje. Potem pod koniec podstawowki rodzice
                > oplacili nam nauczyciela i w szkole mielismy angielski w sposob
                > zorganizowany, ale inicjatywa byla oddolna. I dla wiekszosci osob to
                > byl pierwszy porzadny kontakt z tym jezykiem.

                Ja pamiętam podobnie. Zaczęłam podstawową edukację na początku lat
                osiemdziesiątych - tylko nieliczni szczęściarze mieli prywatne lekcje
                angielskiego. Trzeba było na to i kasy i znajomości. Moi rodzice jeszcze
                pieniądze by wyskrobali, ale gorzej było ze znalezieniem nauczyciela. Zaczęłam
                się uczyć angielskiego w VII albo VIII klasie na zajęciach pozalekcyjnych.
                Później (krótko) u metodystów, gdzie załatwienia miejsca wiązało się z
                ustalaniem kolejki społecznej miesiąc wcześniej, podpisywaniem się na liście
                tejże kolejki co dwa dni, w końcu z wielogodzinnym staniem, w którym zastępowała
                mnie Babcia, gdy ja odbębniałam początek roku szkolnego. - Ciekawe, że do
                Instytutu Francuskiego aż TAKICH kolejek nie było.
                • kkokos Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 17:58
                  > Później (krótko) u metodystów, gdzie załatwienia miejsca wiązało
                  się z
                  > ustalaniem kolejki społecznej miesiąc wcześniej, podpisywaniem się
                  na liście
                  > tejże kolejki co dwa dni, w końcu z wielogodzinnym staniem, w
                  którym zastępował
                  > a
                  > mnie Babcia, gdy ja odbębniałam początek roku szkolnego. -
                  Ciekawe, że do
                  > Instytutu Francuskiego aż TAKICH kolejek nie było.


                  a nie, to znowu mam doświadczenia odwrotne :) coś mi się majaczy
                  jakaś lista społeczna do metodystów, ale to byl chyba tylko jeden
                  dzień stania, góra dwa - a jeśli dwa, to na pewno nie w nocy i nie
                  podczas szkoły, z pewnością nikt za mnie nie stał ani się nie
                  odhaczał, bo nie miał kto. rok był 82 lub 83.
                  natomiast horror to był w tym samym okresie w instytucie francuskim,
                  gdzie walczyla moja koleżanka i pamiętam, że ona miała jakieś gorsze
                  wspomnienia ode mnie.

    • mmaupa Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 18:12
      Tomcio - esperantysta.
      • lutecja4 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 22:41
        Laura na maturze dostała chyba czwórkę z angielskiego
    • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 10.11.09, 23:28
      Mam wrażenie, że angielski lepszy lub gorszy można przypisać młodemu pokoleniu
      hurtem.
    • avvg Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 00:20
      Gaba zna angielski przynajmniej biernie, bo chyba jakąś
      anglojęzyczną książkę do poduszki czytała.
      • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 01:05
        No, i to sądząc po tytule, ciekawą. Sama bym poczytała... ”Trees of the British
        Islands in history and legends”.
        • skrzydlate.bobry OT dendrologiczny 11.11.09, 08:44
          ananke666 napisała:

          > No, i to sądząc po tytule, ciekawą. Sama bym poczytała... ”Trees of the British
          > Islands in history and legends”.

          A to mi przypomniało, że swego czasu na studiach czytałam esej Jerzego
          Stempowskiego o drzewach ziemi berneńskiej i że mnie to urzekło. Dawno to było,
          ale jak temat jest Ci bliski, to może spróbuj sięgnąć? Tylko nie pamiętam, gdzie
          się znajdował. Istnieje szansa, że w "Ziemi berneńskiej", to by było logiczne,
          ale pamiętam też, że jak ja czytałam, to ten esej wcale nie był w oczywistym
          miejscu.

          PS. Wypełzać z tematu we własnym wątku... Skandal. Panie tego.
    • toja737 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 09:54
      Bebe i Dambo byli w klasie z angielskim. Elka Stryba angielski i francuski.
      Cyryjek poza rosyjskim angielski. A nie pamiętam fragmentu, w którym jest info,
      że Aurelia mówiła po rosyjsku? Za to mamę Żakową można podejrzewać o francuski -
      ja sobie do niej dopiszę jeszcze włoski, bo mi bardzo pasuje do klimatu:)
      • anutek115 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 09:59
        O, jestem pewna, że dziadek Żak, "przedwojenny inzynier", też znał języki obce,
        założę się, że więcej niż jeden.
        • toja737 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 10:15
          Słusznie! Podejrzewam co najmniej łacinę i niemiecki.
          • lezbobimbo Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 14.11.09, 04:46
            Ale czy aby przedwojenny inzynier nie czytal dziel literatury swiatowej jedynie
            we wlasnym jezyku? :)
            • toja737 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 14.11.09, 09:26
              Ale czy aby przedwojenny inzynier nie czytal dziel literatury swiatowej jedynie
              we wlasnym jezyku? :)
              Chodzi Ci o książki wypożyczane z biblioteki w kolejności alfabetycznej? W latach 70 nie można było "normalnie" kupić książek obcojęzycznych, z wyjątkiem rosyjskich - często zresztą świetnych, pięknie wydanych i bardzo tanich. Czasem znajomi przywozili coś z zagranicy. - Choćby kryminały, żeby sobie choć troszeczkę poćwiczyć. W Warszawie działały biblioteki i czytelnie przy instytutach np. francuskim, włoskim, British Council - w innych większych miastach pewnie też, ale już nie pamiętam na jakich zasadach można było z nich korzystać.
            • anutek115 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 14.11.09, 09:44
              lezbobimbo napisała:

              > Ale czy aby przedwojenny inzynier nie czytal dziel literatury swiatowej jedynie
              > we wlasnym jezyku? :)
              >


              Się czepiasz, Lezbobimbo. Już pomijając argumenty, które podała Toja, ja, te
              ładnych parę lat później i w zupełnie innej rzeczywistości, też czytam
              literaturę światową we własnym języku (co prawda nie jestem przedwojennym
              inżynierem, więc może mnie to usprawiedliwia ;-))). Czynię tak po pierwsze
              dlatego, że do teraz w bibliotece publicznej nie jest łatwo dostać dobr
              literaturę w oryginale (romanse i kryminały owszem), a po drugie, czego nie
              ukrywam, z lenistwa (względnie z przepracowania - mam czas na czytanie późnym
              wieczorem, jak sobie pomyślę, że miałabym to czynic w języku obcym, to mi teraz,
              przy sobocie niemal o poranku, cała dusza wydziera si buntowniczo i nóżką tupie).
              • aganoreg Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 14.11.09, 10:33
                anutek115 napisała:

                mam czas na czytanie późnym wieczorem, jak sobie pomyślę, że miałabym to czynic
                w języku obcym, to mi teraz, przy sobocie niemal o poranku, cała dusza wydziera
                si buntowniczo i nóżką tupie ).


                Oj Anutku, jak ja to swietnie znam! Jasne, w ciagu dnia czytam (glownie
                literature fachowa i wszystko co w pracy potrzebne) i komunikuje sie w obcym
                jezyku, ale wieczorem, jak mam sile przebrnac przez kilka stron zanim zasne,
                siegam po ksiazki w jezyku polskim.
              • lezbobimbo Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 14.11.09, 13:11
                anutek115 napisała:
                > Się czepiasz, Lezbobimbo.

                Oczywiscie ze sie czepiom :) Bimbo bylaby sie nie czepiala, gdyby byla niezywa :)

                Czynię tak po pierwsze> dlatego, że do teraz w bibliotece publicznej nie jest
                łatwo dostać dobr> literaturę w oryginale (romanse i kryminały owszem), a po
                drugie, czego nie
                > ukrywam, z lenistwa (względnie z przepracowania - mam czas na czytanie późnym>
                wieczorem, jak sobie pomyślę, że miałabym to czynic w języku obcym, to mi
                teraz,> przy sobocie niemal o poranku, cała dusza wydziera si buntowniczo i
                nóżką tupie).

                Alez rozumiem jak najbardziej buntownicza, smukla nozke :)
                Aczkolczyk przedwojenny inzynier nie pracowal juz, a nawet mial czas czytac
                literature ze smakiem w dzien powszedni, to sobie pomyslalam - czemu mialby mu
                nie zaszkodzic oryginal od czasu do czasu, skoro taki lingwista? :)

                Zaciekawilam sie przy okazji, jak tam z tlumaczeniami na jezyk nasz rodzimy, czy
                daja rade? :)
                • skrzydlate.bobry Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 11:59
                  lezbobimbo napisała:
                  > Zaciekawilam sie przy okazji, jak tam z tlumaczeniami na jezyk nasz rodzimy, czy
                  > daja rade? :)

                  Różnie bywa. Zdarzają się porządne tłumaczenia i starannie dopracowane wydania
                  (Wydawnictwo Literackie trzyma poziom, o ile się orientuję), ale też masa jest -
                  szczególnie w przypadku literatury niższych lotów - kwiatków, które od razu
                  chciałoby się na makulaturę oddać.
                  Wydawnictwa "oszczędzają" na tłumaczach i redaktorach, bo jak mogą zatrudnić
                  studenta drugiego roku za jedną czwartą stawki, którą wziąłby tłumacz czy
                  redaktor z prawdziwego zdarzenia, to czemu tego nie zrobić? A że potem tego się
                  nie da czytać? A ile jest osób, które a) wyłapią błędy i b) przestaną z tego
                  powodu kupować książki danego wydawnictwa? Książki rosyjskie i angielskie mogę
                  czytać w oryginale, co mnie cieszy niepomiernie. Ale już niemieckie, francuskie,
                  że nie wspomnę o chińskich czy tam innych tureckich, czytam tylko tłumaczone i
                  będę czytać, choćby mi przyszło zębami zgrzytać.
                  Chociaż niemieckiego właśnie się uczę i zamierzam niedługo zacząć brnąć przez
                  jakiś kryminał ze słownikiem w ręku. Musi być wciągający, żebym nie mogła nie
                  skończyć. Jak możecie coś polecić, to polećcie. Tzn. o niemieckich autorów mi
                  chodzi. Jeśli chodzi o moje kryminalne gusta, to wolę Mankella niż Akunina i
                  Krajewskiego. A dlaczego kryminał? Żeby było współcześnie, niefantastycznie i
                  żeby to nie było romansidło.
                  • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 12:08
                    skrzydlate.bobry napisała:


                    > Różnie bywa. Zdarzają się porządne tłumaczenia i starannie dopracowane wydania
                    (Wydawnictwo Literackie trzyma poziom, o ile się orientuję)


                    ulegasz iluzji marki:( właśnie skończyłam "na psa urok" spencera quinna,
                    książkę z amerykańskiego tłumaczoną, a przez wuelkę wydaną, z której
                    dowiedziałam się o istnieniu "pieczonych prawoślazów". dla ułatwienia dodam, że
                    tajemnicza ta potrawa pojawia się na zakończenie ogniska, po steku z dodatkami,
                    a cieszy się nią zwłaszcza synek głównego bohatera..


                    > Chociaż niemieckiego właśnie się uczę i zamierzam niedługo zacząć brnąć przez
                    jakiś kryminał ze słownikiem w ręku. Musi być wciągający, żebym nie mogła nie
                    skończyć.


                    jana seghersa możesz spróbować, czytable jest i język nieprzesadnie
                    skomplikowany, a po polsku już coś jego wydano, możesz sobie zawczasu sprawdzić,
                    czy by ci odpowiadał:) petra hammesfahr pisze dość prostym językiem, ale to
                    przede wszystkim psychologiczne kotłowania, a nie zimna dedukcja, mnie się ją
                    ciężko czyta z tego właśnie powodu. eee. pomyśle jeszcze
                    • lezbobimbo Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 12:51
                      jottka napisała:
                      > ulegasz iluzji marki:( właśnie skończyłam "na psa urok" spencera quinna,>
                      książkę z amerykańskiego tłumaczoną, a przez wuelkę wydaną, z której>
                      dowiedziałam się o istnieniu "pieczonych prawoślazów".

                      :D Ciesze sie jak prosie spiewajace w deszcz!
                      Ale popatrz jak sie nawet ktos postaral i poszukal, tylko etymologia go zwiodla
                      chyba, bo nie wiedzial tylko, co to wspolczesnie jest :)
                      Ja wiem, to te biale, nie glisty ;PPP
                      • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 12:57
                        nie łudź się, ktoś wcale nie szukał, tylko wziął pierwsze z brzegu słówko z
                        wielkiego słownika, a że sensu nie ma, to już nie jego zmartwienie. w ogóle
                        książeczka zasadza się na zabawnym języku, natomiast polski przekład jest
                        ciężki, a miejscami kompletnie niezrozumiały (chyba że sobie zaczniemy
                        przekładać na angielski, domyślając się, co tam miało być), no ale starałam się
                        usilnie nie czepiać, póki te prawoślazy mnie nie załatwiły:(
                        • skrzydlate.bobry Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 13:02
                          A co tam jest w oryginale? Napisz, proszę, bo ja niekumata jestem i się nie
                          domyślam. Wiem natomiast, co to jest prawoślaz, i właśnie sobie próbuję
                          wyobrazić, jak go upiec, hehe, szczególnie nad ogniskiem. A czy podobna wizja
                          nie pojawiła się już w polskim tłumaczeniu Pratchetta, przy okazji któregoś
                          sabatu czarownic? Może to ten sam tłumacz, chociaż wydawnictwo inne. Znowu nie
                          sprawdzę, bo większość książek została w Warszawie.
                          • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 13:06
                            o mamo, a co amerykańskie dziecko musowo musi dostac na ognisku? no
                            marshmallow(s) musi dostać, które w wersji słodyczowej albo zostawia się w
                            oryginale, albo tłumaczy jako "pianki" czy coś w ten deseń. tyle że pech chciał,
                            że i malwa (kwiatek taki, o botanicznej nazwie malwa prawoślaz) nazywa się po
                            angielsku również marshmallows..

                            że tłumacz niemocny na umyśle, to sie zdarza, ale że redakcji również nic nie
                            zgrzytało, to już ręce opadają:(

                            pratchetta po polsku czytałam tylko pierwsze dwa tomy, a potem przerzuciłam się
                            na oryginał, bo pan cholewa mnie mocno zdrzaźnił. ale quinna tłumaczył niejaki
                            radosław nowakowski, tja.
                            • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 13:15
                              dla pewności poszłam po słownik botaniczny i słusznie - prawoślaz lekarski:
                              althaea officinalis, ang. marsh mallow, am. marshmallow ... roślina lecznicza i
                              kosmetyczna (szczegóły mogę przepisać, jak ktoś sobie życzy:)

                              natomiast zwykła malwa ogrodowa to prawoślaz wysoki, już inaczej w narzeczu
                              obcym - hollyhock lub garden hollyhock. no to już wszystko wiemy:)

                            • skrzydlate.bobry Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 13:24
                              Mogłabym się zarumienić na okoliczność ignorancji, ale ja się w ogóle rzadko
                              rumienię. Naprawdę nie wiedziałam, co dostają amerykańskie dzieci - ja jestem
                              dziecko PRL-u... Mało tego - nie wiem nawet, co obecnie polskie dzieci dostają
                              przy różnych okazjach, mogę się tylko domyślać. A że mnie to jakoś szczególnie
                              nie interesuje, to tak sobie trwam w tej ignorancji, chociaż pieczonych
                              prawoślazów do wiadomości nie przyjmuję, bo, jak już napisałam, wiem co to
                              prawoślaz (tak na marginesie - dla mnie "na co dzień" malwa to malwa, a
                              prawoślaz to ta mała, pełzająca odmiana malwy, taki sobie chwast, którego
                              nasionka zdarzało nam się w dzieciństwie wyjadać).
                              Natomiast zupełnie inną kwestią jest, że tłumaczowi i redaktorowi tak nie wolno.
                              Im taka ignorancja nie przystoi. Jednakże wydawnictwa "oszczędzają" i takie są
                              skutki. Smutkiem wielkim mnie napełnia, że WL też zaczęło sobie tak pozwalać.
                              • jottka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 16:56
                                skrzydlate.bobry napisała:

                                > Mogłabym się zarumienić na okoliczność ignorancji, ale ja się w ogóle rzadko
                                rumienię. Naprawdę nie wiedziałam, co dostają amerykańskie dzieci - ja jestem
                                dziecko PRL-u...


                                a co to ma do rzeczy? głębię wiedzy potocznej czerpiemy wszak z kryminałów oraz
                                filmów okolicznościowych:)


                                > prawoślaz to ta mała, pełzająca odmiana malwy, taki sobie chwast, którego
                                nasionka zdarzało nam się w dzieciństwie wyjadać).


                                hrrr hrrr, mnie sie do dziś zdarza:) bardzo pyszne, ale na surowo, a nie
                                upieczone w popiele, horrendum


                                > Natomiast zupełnie inną kwestią jest, że tłumaczowi i redaktorowi tak nie
                                wolno. Im taka ignorancja nie przystoi.


                                to nie chodzi nawet o tę fopę, to chodzi o kompletne zlekceważenie podstawowych
                                zasad zawodu - tekst ma się czytać. a jak coś nam bruździ, to sprawdzamy iks
                                razy, źródeł w dobie sieci wiele chcieć, tłumacz = szperacz z zamiłowania, a nie
                                leń bezmyślny, no.
                            • the_dzidka Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 13:31
                              To jeszcze nic. W jednym z pełnometrażowych Star Treków dowiadujemy
                              się, że to małe, białoniebieskie coś, co za chwilę Mr Spock będzie
                              opiekał nad ogniskiem, to... melon.
                              MELON.
                              Tylko moja wielka miłość do Mr Spocka powstrzymała mnie od
                              rozwalenia TV :D
                            • dakota77 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 17.11.09, 14:14
                              Naprawde nie wiem, na czym polegal problem tlumacza. Przeciez bylo
                              zupelnie oczywiste, ze nie piekli przy ognisku kwiatkow. Marshmallows
                              spokojnie mozna kupic w polskich sklepach. Wpieniaja mnie tlumacze,
                              ktorzy nie maja pojecia o takich rzeczach. Znaczy co, nie czyta
                              amerykanskiej literatury? Filmow nie oglada? wielka szkoda, bo
                              powiniem to uwazac za zawodowy obowiazek, bylby wtedy bardziej na
                              biezaco z zywym jezykiem.

                              A co do Prachetta, akurat Cholewa robil przyzwoita robote z
                              tlumaczeniami, podkreslam, ze przyzwoita, ale kazdemu polecam
                              czytanie ksiazek TP w oryginale, wtedy nie gina zabawy jezykowe i
                              dowcipy.
      • ananke666 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 12:47
        > A nie pamiętam fragmentu, w którym jest info,
        > że Aurelia mówiła po rosyjsku?

        Jest, w DP. Tłumaczy Koziowi, co mówili Rosjanie, oglądający jego teatrzyk i od
        których kupił przycinak do gałęzi.
        • toja737 Re: Języki obce w "Jeżycjadzie" 11.11.09, 13:03
          A! Dzięki :)
    • toja737 Rozczochrany staruszek w Hortexie 14.11.09, 09:37
      Zupełnie o nim zapomniałam! "(...) oddawał się lekturze nie nowej już gazety New York Times. (...) czytał jednak zapalczywie , od czasu do czasu wydając zadowolony rechocik" - a więc angielski po raz kolejny :) A czy to nie w New York Times'ie był na okładce Lech Wałęsa? Kolejne mrugnięcie MM?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka