wawak1
22.11.09, 18:51
Witam serdecznie,
Od kilku miesięcy z przyjemnością wchodzę na forum. Książki MM ożyły własnym
życiem, myślę,że niewielu polskich pisarzy może pochwalić się tak uważnym i
dojrzałym gronem czytelniczek i czytelników analizujących tak wielowarstwowo
i celnie dorobek pisarski.
Pierwszy raz z forum zetknąłem sie kilka lat temu, kiedy wybuchła na nim
wielka awantura po artykule (obficie zresztą cytującym uwagi padające na
forum) w Wysokich Obciachach. Artykuł odniósł się w sposób krytyczny do
twórczości autorki której dedykowane jest forum. Wówczas odniosłem wrażenie
ogólnego nastroju oblężonej twierdzy do której wdzierają się najrozmaitsi
intruzi z zewnątrz, którzy negatywną oceną dorobku autorki burzą święty
spokój. Zapamiętałem także generalną obronę autorki (tylko my mamy prawo do
krytyki, inna niż nasza to zwykłe krytykanctwo). Było, minęło, pojawiająca się
dzisiaj większość opinii na forum jest zdecydowanie ostrzejsza niż tych
"trolli" sprzed lat. Nie chce wnikać w meritum sprawy - na pewno są powody by
dziś tą twórczość oceniać krytyczniej niż kiedyś. Niemniej gdy nie tak dawno
zajrzałem ponownie, okazało się,że front przesunął sie głębiej, to z zewnątrz
a nie z forum przychodzą głosy obrony autorki.
Kto wie, być może paradoksalnie zachęciło mnie to do powrotu do Jeżycjady :)
Zacząłem czytać starsze części cyklu w wieku 10 lat, by nowsze odstawić tak z
dekadę temu. Prawdę mówiąc CR zniesmaczyła mnie tak mocno, że bez żalu. Jakość
literacka książeczek tak pikowała w dół, że nie chciałem się patrzeć na
degrengoladę bohaterów Jeżycjady i ich przemianę w nudnych snobów tylko
zachować o nich dobrą pamięć. A przecież mam do nich duży sentyment w swoim
czasie niektóre książki MM mogłem cytować z głowy.
Od kilku dni staram się nadrobić zaległości i jestem świeżo po lekturze
Imienin i TiR. Pierwsza i najważniejsza refleksja jest taka,że autorka nadal
umie pisać :) Lektura wciąga, nie miałem ochoty odłożyć po 20 stronach
książki, jak to mi się zdarza w przypadku strasznych kitów, byłem ciekaw co
jest dalej :)
Niestety książeczki nie dorównują poprzednim. W Imieninach fabuła jest tak
nieprawdopodobnie skonstruowana,że się aż nie chce wierzyć."Deus ex machina"
to przywilej autora, ale romans tego Schoppe z Pyzą jest dla mnie
nieprawdopodobny. Ot tak gościu, licealista z niczego nagle się oświadcza, a
trzej adoratorzy zostają odstawieni w kąt. Który licealista tak robi lub
zrobił? Chyba aż czasy tak się nie zmieniły?
Poza tym samo liceum opisane jest jakoś nieprawdopodobnie, kto wymaga
znajomości położenia przylądka Hafun?
Inna sprawa,to ten nadmiar geniuszy z ładnie sklepionymi czołami (nie podobają
mi się te antropometryczne uwagi iście w duchu Cesarego Lombroso). Wszyscy
mają albo doktoraty albo habilitacje (ciekawe kiedy Gaba miałaby czas na to
przy takim obciążeniu obowiązami rodzinnymi w wieku 30kilku lat, ale to już
temat na osobny wątek) - normalnych ludzi już nie widać pod tym zalewem
geniuszu. A najmłodszy synek Gabrieli to już jakiś robot nie dziecko.
Czytając TiR nie mogłem się wyzbyć uczucia przykrości. Po pierwsze to co
autorka zrobiła z Januszem, który w latach 70-tych prezentował się bardzo
sympatycznie i prawdziwie. Jeszce gorsze jest to co się stało z Robrojkiem,
który teraz jest stetryczałym dziadem, a nie sympatycznym pełnym życia i
humoru człowiekiem. Końcowa scena jazdy Natalii samochodem też w moim odczuciu
jest dziwna, podobnie ciotka Laury i jej ekstrawaganckie imię (Alma - kto
takie nosi?), jej asystentka (???) no i reakcje rodziny na wyprawę Laury i jej
przyczyny. Za Milą nigdy specjalnie nie przepadałem, ale teraz wydała mi się
strasznie wredna w tej swojej zapiekłej nienawiści do wszystkiego co jest
związane z byłym mężem najbardziej ukochanej córki. Niestety także i do
własnej wnuczki. Zmywarkę i związaną z nią scenę histerii seniora rodu pomińmy
milczeniem.
W sumie nieudane, ale i tak ciekaw jestem co się będzie działo dalej.
Częściowo wiem z lektury forum, ale chce się sam przekonać ;)