Dodaj do ulubionych

kilka refleksji

22.11.09, 18:51
Witam serdecznie,

Od kilku miesięcy z przyjemnością wchodzę na forum. Książki MM ożyły własnym
życiem, myślę,że niewielu polskich pisarzy może pochwalić się tak uważnym i
dojrzałym gronem czytelniczek i czytelników analizujących tak wielowarstwowo
i celnie dorobek pisarski.

Pierwszy raz z forum zetknąłem sie kilka lat temu, kiedy wybuchła na nim
wielka awantura po artykule (obficie zresztą cytującym uwagi padające na
forum) w Wysokich Obciachach. Artykuł odniósł się w sposób krytyczny do
twórczości autorki której dedykowane jest forum. Wówczas odniosłem wrażenie
ogólnego nastroju oblężonej twierdzy do której wdzierają się najrozmaitsi
intruzi z zewnątrz, którzy negatywną oceną dorobku autorki burzą święty
spokój. Zapamiętałem także generalną obronę autorki (tylko my mamy prawo do
krytyki, inna niż nasza to zwykłe krytykanctwo). Było, minęło, pojawiająca się
dzisiaj większość opinii na forum jest zdecydowanie ostrzejsza niż tych
"trolli" sprzed lat. Nie chce wnikać w meritum sprawy - na pewno są powody by
dziś tą twórczość oceniać krytyczniej niż kiedyś. Niemniej gdy nie tak dawno
zajrzałem ponownie, okazało się,że front przesunął sie głębiej, to z zewnątrz
a nie z forum przychodzą głosy obrony autorki.

Kto wie, być może paradoksalnie zachęciło mnie to do powrotu do Jeżycjady :)
Zacząłem czytać starsze części cyklu w wieku 10 lat, by nowsze odstawić tak z
dekadę temu. Prawdę mówiąc CR zniesmaczyła mnie tak mocno, że bez żalu. Jakość
literacka książeczek tak pikowała w dół, że nie chciałem się patrzeć na
degrengoladę bohaterów Jeżycjady i ich przemianę w nudnych snobów tylko
zachować o nich dobrą pamięć. A przecież mam do nich duży sentyment w swoim
czasie niektóre książki MM mogłem cytować z głowy.

Od kilku dni staram się nadrobić zaległości i jestem świeżo po lekturze
Imienin i TiR. Pierwsza i najważniejsza refleksja jest taka,że autorka nadal
umie pisać :) Lektura wciąga, nie miałem ochoty odłożyć po 20 stronach
książki, jak to mi się zdarza w przypadku strasznych kitów, byłem ciekaw co
jest dalej :)

Niestety książeczki nie dorównują poprzednim. W Imieninach fabuła jest tak
nieprawdopodobnie skonstruowana,że się aż nie chce wierzyć."Deus ex machina"
to przywilej autora, ale romans tego Schoppe z Pyzą jest dla mnie
nieprawdopodobny. Ot tak gościu, licealista z niczego nagle się oświadcza, a
trzej adoratorzy zostają odstawieni w kąt. Który licealista tak robi lub
zrobił? Chyba aż czasy tak się nie zmieniły?
Poza tym samo liceum opisane jest jakoś nieprawdopodobnie, kto wymaga
znajomości położenia przylądka Hafun?
Inna sprawa,to ten nadmiar geniuszy z ładnie sklepionymi czołami (nie podobają
mi się te antropometryczne uwagi iście w duchu Cesarego Lombroso). Wszyscy
mają albo doktoraty albo habilitacje (ciekawe kiedy Gaba miałaby czas na to
przy takim obciążeniu obowiązami rodzinnymi w wieku 30kilku lat, ale to już
temat na osobny wątek) - normalnych ludzi już nie widać pod tym zalewem
geniuszu. A najmłodszy synek Gabrieli to już jakiś robot nie dziecko.
Czytając TiR nie mogłem się wyzbyć uczucia przykrości. Po pierwsze to co
autorka zrobiła z Januszem, który w latach 70-tych prezentował się bardzo
sympatycznie i prawdziwie. Jeszce gorsze jest to co się stało z Robrojkiem,
który teraz jest stetryczałym dziadem, a nie sympatycznym pełnym życia i
humoru człowiekiem. Końcowa scena jazdy Natalii samochodem też w moim odczuciu
jest dziwna, podobnie ciotka Laury i jej ekstrawaganckie imię (Alma - kto
takie nosi?), jej asystentka (???) no i reakcje rodziny na wyprawę Laury i jej
przyczyny. Za Milą nigdy specjalnie nie przepadałem, ale teraz wydała mi się
strasznie wredna w tej swojej zapiekłej nienawiści do wszystkiego co jest
związane z byłym mężem najbardziej ukochanej córki. Niestety także i do
własnej wnuczki. Zmywarkę i związaną z nią scenę histerii seniora rodu pomińmy
milczeniem.

W sumie nieudane, ale i tak ciekaw jestem co się będzie działo dalej.
Częściowo wiem z lektury forum, ale chce się sam przekonać ;)
Obserwuj wątek
    • szprota Re: kilka refleksji 22.11.09, 19:08
      Witaj, rozgość się.
      Mnóstwo mnóstw w Twoim poście, więc nie będę odnosić się do wszystkiego.
      Nadmienię tylko, że jestem całkowicie zgodna co do nagromadzenia geniuszy i
      zamordowania Janusza.
      • ding_yun Re: kilka refleksji 22.11.09, 19:18
        Witamy serdecznie :) W Twoim wpisie jest masa refleksji, które już się u nas
        niejednokrotnie pojawiały i co do których większość pozostawała na ogół zgodna.
        Nie wiem, czy to po prostu telepatyczna jedność jaźni, czy też czytałeś
        wcześniej dość dokładnie forum, ale wygląda na to, że łatwo będzie Ci się
        zadomowić. Czytaj, czytaj i pisz, i komentuj, świeża krew jest IMHO bardzo
        bardzo u nas potrzebna.
    • anutek115 Re: kilka refleksji 22.11.09, 19:38
      Przebóg, mężczyzna kolejny na forum!!! Aby nam nie uciekaj!

      > W sumie nieudane, ale i tak ciekaw jestem co się będzie działo dalej.
      > Częściowo wiem z lektury forum, ale chce się sam przekonać ;)


      Nie moge się oprzeć, by nie napomknąć, że czeka cię wiele niezapomnianych,
      nieprawda, wrażeń...

      kto wymaga
      > znajomości położenia przylądka Hafun?


      Nie mogę sie powstrzymac od OT i muszę wyznać, że moja geograficzka wymagała :).
      Pyatała ona "z mapy" metodą - pięć pytań na stosowną ocenę, trafisz pięć
      trafnych odpowiedzi - piąteczka, cztery - czwórka, i tak dalej. Tyle dobrego, że
      na kontynenty dzieliła, i maglowanie się niejako etapami odbywało. Ale przylądek
      Hafun mógł był gdzieś mignąc, jak mniemam.

      A w ogóle witam i poprosimy o refleksje w miarę czytania dalszych części, na gorąco!
      • sowca Re: kilka refleksji 22.11.09, 20:50
        Witaj, Mężczyno Na Forumm rozgość się :) czekamy na Twoje dalsze
        refleksje, ciekawa jestem, jak ocenisz dalsze części :P
    • senseeko Re: kilka refleksji 22.11.09, 21:13
      wawak1 napisał:

      > Poza tym samo liceum opisane jest jakoś nieprawdopodobnie, kto wymaga
      > znajomości położenia przylądka Hafun?

      Szklarski? Tak mi się jakoś majaczy, że taka scena była u Szklarskiego
      (BTW zapytałabym kto wie, gdzie to jest, ale teraz wystarczy spytać gugla. Co za
      czasy!)
    • wawak1 Re: kilka refleksji 22.11.09, 21:24
      Dziękuję bardzo za miłe przywitanie :) Tak czytałem to forum, ale nie całe, więc
      jestem świadom, że niektóre refleksje mogą być wtórne.

      Właśnie jestem w trakcie lektury Kalamburki, dotarłem do lat 50-tych i ciekaw
      jestem, złośliwie mówiąc, czy doczytam się, że Ignac biegał w 44 z butelkami z
      benzyną w Powstaniu Warszawskim, albo walczył w oddziałach Wilka na
      Wileńszczyźnie. Książka w innym stylu, bardzo sieriozna, ale mimo to wciągająca.
      Szerzej się wypowiem po przeczytaniu całości, bo a nuż widelec autorka mnie
      czymś zaskoczy?
      Pozdrawiam!
    • wawak1 Re: kilka refleksji 22.11.09, 21:32
      W sprawie przylądka Hafun, znam trochę geografów i jestem przekonany,że jakbym
      się zapytał gdzie jest to niewielu by mi powiedziało. No chyba,że akurat
      specjalizują się w geografii fizycznej Afryki. Prywatnie trochę fascynuję się
      mapami i geografią świata, ale jak przeczytałem o tym,że dzieci w liceum o to
      pytali i co więcej tłum kujonów to wiedział, to mnie przymurowało. Ja nie
      wiedziałem.
      • meduza7 Re: kilka refleksji 22.11.09, 23:12
        Zaaaaraz! Nowego forumowicza mamy i nikt z lelitkiem nie leci?
        Trzeba nadrobić to niedopatrzenie! Wziuuuut! I leci girlanda z jelitka
        dekorowanego myszkami w koronkach brabanckich!
        • patite witaj i ja się witam ;) 22.11.09, 23:35
          przeżyłam pytanie z mapy nie tylko na geografii ale również na
          studiach (politologia), moj rektor miał na tym pukcie hopla ;)
          Przydaje mi się ta wiedza, choć wtedy ta praktyka wzbudzała we mnie
          grozę.
          Tytułem wstępu cieszę się, ze tu wreszcie zajrzałam, bo jakoś
          wydawało mi się, że jestem w jakiejś mniejszości jako nałogowa
          czytelniczka Jeżycjady od lat myślę 20 :D i, że to nie wypada, bo
          otoczenie wymaga ode mnie czytania bardziej wymagającej lektury.
          To, że do pierwszych części zaglądam raz na kilka lat a te nowe
          przeczytałam chyba tylko raz świadczy samo za siebie.
          Pierwszą odkryłam Kłamczuchę, w szkolnej bibliotece. I czytałam z
          wypiekami na twarzy, mimo że jeszcze daleko mi było do podlotka ;)
          Mocno jednak musiała na mnie ta książka wpłynąć bo pod koniec
          podstawówki miałam mocne postanowienie opuszczenia stolicy i udania
          się do liceum poligraficznego w Poznaniu oraz zamieszkania w
          internacie ;D
          Wszystko na szczęście potoczyło się zupełnie inaczej.
          Ciekawa jestem oraz pełna obaw czy Jeżycjadę pokocha któreś z moich
          dzieci...
          • croyance Re: witaj i ja się witam ;) 24.11.09, 19:16
            W ferworze witania elementu meskiego zapomniano zarzucic Ci jelitko na
            szyje, co niniejszym czyje. Wysylam tez do Ciebie rozne podejrzanego
            autoramentu myszki mentalne :-)
            • meduza7 Re: witaj i ja się witam ;) 25.11.09, 12:29
              O przepraszam, jakie zapomniano? ja go obrzucałam jelitkiem i girlandami z
              myszek w koronkach brabanckich!

              (nikt mnie nie kocha, wszyscy ignorują, buuuuuu! Chlip chlip. Smark.)
              • croyance Re: witaj i ja się witam ;) 25.11.09, 12:55
                Obrzucalas jelitkami autora watku, chlopa nowego, a nie kolezanke
                niesmiala, co to tez sie przywitala kilka postow pod nim :-)
      • ewaty Re: kilka refleksji 23.11.09, 01:02
        Ty...to gdzie on jest, ten przylądek? Strasznie nie chce mi się
        googlać...
        • ding_yun Re: kilka refleksji 23.11.09, 10:33
          ewaty napisała:

          > Ty...to gdzie on jest, ten przylądek? Strasznie nie chce mi się
          > googlać...

          On jest najdalej na wschód wysuniętym punktem Afryki, się znajduje na Półwyspie
          Somalijskim. Wiem, bo miałam w tamtym czasie świra na punkcie geografii i jak
          znalazłam jakąś nazwę, której nie znałam to zaraz leciałam obczaić w atlasie. I
          ten przylądek na całe życie zapamiętam.
    • wushum Re: kilka refleksji 22.11.09, 23:27
      Witamy Cię myszem, yelitem, makowczykiem i dobrem wszelakim:D!
    • vauban Re: kilka refleksji 22.11.09, 23:37
      Trochę mnie te Wysokie Obciachy zaniepokoiły, kto wie, jeszcze jeden z
      gazwybofobią ? Ale witaj, współsamcze, zobaczymy co z ciebie za ziółko :)
      • andrzej585858 Re: kilka refleksji 23.11.09, 06:52
        Zaledwie kilka dni mnie nie było a widzę że nowy kandydat do chóru się pojawił!!
        Witam więc także miłośnika afrykańskich przylądków i lojalnie ostrzegam że tutaj
        ubierają w podkolanówki tudzież kukardki i czasem Panią tytułują.

        Wracając zaś do Jeżycjady - dla mnie licealna miłość Fryderyka i Pyzy wcale taka
        nieprawdopodobna nie jest. W mojej klasie licealnej początek swój miały aż 3
        małżeństwa, z czego jedno nawet przed studniówką jak najbardziej oficjalnie
        zaręczyło się.
        Co prawda było to jeszcze w epoce kiedy to Polska rosła w siłę a ludziom żyło
        się dostatniej więc rozpasanie konsumpcyjne rzucało się także na uczucia jak
        widać :-))
        • jota-40 Re: kilka refleksji 23.11.09, 08:50
          Witaj nam, witaj - i ja rzucam powitalną herbatką!..
          Andrzej, wydaje mi się, że tu nie chodzi o całkowitą niemożliwość miłości w liceum, tylko o znikome prawdopodobieństwo opisanej przez Autorkę, konkretnej historii Pyzy i Wysoko Sklepionego Geniusza (z czym się zgadzam, od zawsze uważając ten romans za absurdalny).
          • spokokolarz Re: kilka refleksji 23.11.09, 12:30
            Co do przylądków, to zdarzały się. Kiedyś na geografii jak zwykle strasznie
            gadałam z przyjaciółką, pani geografka podeszła do nas i znienacka spytała:

            - Dziewczynki, jaką macie długość Baby?*

            Oczywiście zamiast odpowiedzieć rozumnie ryknęłyśmy śmiechem, ona spojrzała na
            nas z politowaniem i dodała:

            - Sugerowałabym otwarcie atlasiczków...

            * przyl. Baba - najdalej na wschód wysunięty punkt Europy, w Turcji. Do dzisiaj
            to pamiętam :)
    • lacitadelle Re: kilka refleksji 23.11.09, 12:37
      Witaj,

      w kwestii lektury kolejnych części: ostatnio zapoznawałam z Jeżycjadą moją Mamę
      lat 50 i przyznam szczerze, że wzruszeń pokalamburkowych postanowiłam jej
      oszczędzić. Sama żałuję, że straciłam przy nich czas i trochę sentymentu do
      poprzednich części. W chwili obecnej planuję się pozbyć posiadanych egzemplarzy
      od Trolli w górę, wychodząc myślami daleko w przyszłość - by nie skusiły czasem
      mojego synka :)

      • verdana Re: kilka refleksji 23.11.09, 15:20
        Ogólnie się zgadzam, wszekalo z jednym wyjatkiem. Habilitacje da się
        z takim obciążeniem rodzinnym ( nawet bez babuni zajmujacej sie
        dziećmi i gotujacej obiadki) zrobić, czego jesnem w miarę zywym
        przykladem. Aczkolwiek nie da się jej zrobic, najwyraźniej nad nią
        nie pracujac, co usiluje zasugerwować MM.
        • anchema Re: kilka refleksji 23.11.09, 18:21
          Skoro już jesteśmy przy przygodach szkolnych Pyzy, to ja nie mogę pojąć jakim cudem Róża nie dostała się do klasy humanistycznej ponieważ ZABRAKŁO MIEJSC (!)
          Za moich czasów mat-fiz był najbardziej obleganym profilem, natomiast do humanistycznej zawsze było mniej kandydatów niż miejsc i pchali tam wszystkich, dla których nie było miejsca
          Liceum zaczęłam jakieś dwa lata po Pyzie, więc chyba aż takiej różnicy nie było?
          • ginny22 Re: kilka refleksji 23.11.09, 19:15
            No to zaczynałyśmy liceum w tym samym roku chyba, ale nie pamiętam,
            by mat-fizy były najbardziej oblegane ani by do humanów trafiały
            spady.
            Absurdem natomiast jest dla mnie to, że osobę, która chciała iść do
            humana, kieruje się do klasy mat-fiz. Klas ogólnych zabrakło?
            • andrzej585858 Re: kilka refleksji 23.11.09, 19:49
              Wtedy kiedy ja chodziłem do liceum klasy o profilu mat.-fiz. były właśnie
              najbardziej oblegane. Mozna powiedzieć że znalezienie się w takiej klasie
              oznaczało ze jest się członkiem elity szkolnej mówiąc dzisiejszym językiem.
              Profil humanistyczny to było tzw. mniejsze zło.
              • ginny22 Re: kilka refleksji 23.11.09, 20:17
                U mnie w liceum to jednak klasy humanistyczne nadawały ton (albo to
                moje humanocentryczne spojrzenie). Mniejszym złem były klasy ogólne.
            • ding_yun Re: kilka refleksji 23.11.09, 20:09
              Nie wiem, jak wyglądała wtedy rekrutacja bo ja zdawałam do liceum już tym nowym
              systemem. Czyli liczy się egzamin gimnazjalny + oceny na świadectwie + konkursy
              + ew dodatkowe egzaminy w bardziej specjalistycznych liceach. Punkty ze
              wszystkiego razem sumuje się do kupy, i składa podania do konkretnych klas w
              konkretnych liceach, szeregując je według preferencji. Można na przykład na
              miejscu 1 i 2 mieć klasy o tym samym profilu, ale w różnych liceach, a na
              miejscu trzecim klasę z innym profilem w tym samym liceum, co klasa z miejsca 1.
              To jest moim zdaniem bardzo sensowny system, jedna z niewielu dobrze pomyślanych
              rzeczy w polskiej edukacji w ciągu ostatnich lat. Czy ktoś może mi przybliżyć,
              jak to wyglądało za czasów Pyzy? Zdawało się tylko do jednego liceum? Co to w
              ogóle znaczy "nie przyjęta z braku miejsc"? Do liceum teraz nie ma czegoś
              takiego, jak nie przyjęcie z braku miejsc, przyjmują po prostu np 30 kandydatów
              z najlepszymi wynikami, jeśli się nie dostaniesz to dlatego, że nie byłeś
              wystarczająco dobry. Z braku miejsc można to się do rejonowej podstawówki nie
              dostać, myślałam szczerze mówiąc, że zawsze tak było. A absurdem w przypadku
              Pyzy jest dla mnie kurczowe trzymanie się liceum Żeromskiego, przecież
              naturalnym odruchem jest próba przeniesienia się do innej szkoły. Czy
              rzeczywiście rekrutacja nie dawała takiej możliwości?
              • ginny22 Re: kilka refleksji 23.11.09, 20:16
                Ja zdawałam... zaraz, ja nie zdawałam wcale ;) Byłam zwolniona. Ale
                do ad remu. Przed epoką gimnazjów zdawało się testy jakoweś, pisało
                wypracowania z polskiego i coś tam z matmy - zależnie od kuratorium
                chyba. Chyba można było obstawiać tylko jedno liceum, ale po porażce
                można było przenosić papiery tam, gdzie zostały wolne miejsca.
                Natomiast rekrutacja do klas profilowanych odbywała się chyba według
                list rankingowych.
                • andrzej585858 Re: kilka refleksji 23.11.09, 20:57
                  Edukację licealna rozpocząłem w 1973r. - egzaminów nie było, nabór odbywał się
                  na podstawie konkursu świadectw z podstawówki. O ile pamiętam w podaniu
                  zaznaczało się do jakiego typu klasy chce się uczęszczać, ale ostateczna decyzja
                  leżała w gestii dyrekcji.
                  Można było z braku miejsc nie dostać się do liceum - tym bardziej że w mojej
                  mieścinie było tylko jedno.
                  Z tego też powodu ci których świadectwa były na niższym poziomie, raczej od razu
                  szli do technikum bądż też szukali mozliwości w innym mieście.
                  Być może w większych osrodkach inny był system rekrutacji - tego już niestety
                  nie pamietam.
                  • aganoreg Re: kilka refleksji 23.11.09, 20:59
                    1992 - egzamin byl, owszem, ale wczesniej deklarowalo sie chec zdawania do klasy
                    o danym profilu. W razie niepowodzenia mozna bylo przeniesc sie na inny profil
                    lub, jesli liceum bylo mocno oblegane i wszystkie klasy zapelnione, zabrac
                    papiery i szukac szczescia w innych szkolach.
                    • anchema Re: kilka refleksji 23.11.09, 21:59
                      poszłam do liceum w 2000 roku (ostatni rocznik który szedł starym trybem) i nie pamiętam żadnych egzaminów, tylko konkurs świadectw właśnie, można było złożyć kilka podań zależnie od tego, czy szkoła uznawała kopię świadectwa czy też nie (jak później w czasie egzaminów na studia)
                      w moim mieście na 5 liceów były 3 państwowe i 2 prywatne, klasa humanistyczna była 1 na trzy państwowe LO, było tam ok 30 miejsc i podanie złożyło do niej dokładnie 14 osób, w związku z czym reszta osób znalazła się tam z musu i raczej przypadkiem, przez co poziom był kiepski (i dlatego zmieniłam liceum w bardzo krótkim czasie:)

                      • skrzydlate.bobry Re: kilka refleksji 23.11.09, 22:58
                        anchema napisała:

                        > w moim mieście na 5 liceów były 3 państwowe i 2 prywatne, klasa humanistyczna
                        była 1 na trzy państwowe LO, było tam ok 30 miejsc i podanie złożyło do niej
                        dokładnie 14 osób, w związku z czym reszta osób znalazła się tam z musu i raczej
                        przypadkiem, przez co poziom był kiepski

                        Aż się zastanawiam, czy to nie to samo miasto. Ja zaczęłam liceum w 1990. Nie
                        pamiętam zasad przyjęć ani tego, ile było w ogóle klas humanistycznych w
                        mieście, ale do mojej humanistycznej, do której ja poszłam celowo, to tak z
                        połowa osób trafiła z "odrzutu". Np. z biologiczno-chemicznej. Poziom nie był
                        kiepski, przynajmniej przedmiotów humanistycznych (do matematyków zaś miałam
                        pecha przez większość edukacji, a i tak nie zniechęcili mnie do tej szlachetnej
                        nauki i szlag mnie trafia, jak czytam te wzniosłe żale "humanistów" na
                        obowiązkową maturę z matematyki), ale to z pewnością nie jest dobra praktyka, bo
                        części osób po prostu te przedmioty nie interesowały, a tego, co je
                        interesowało, musiały się douczać we własnym zakresie.
                    • kkokos Re: kilka refleksji 23.11.09, 22:16
                      no to dla pełniejszego wachlarza - 1982 :)
                      egzamin do klasy profilowanej - polski, matma plus przedmiot
                      kierunkowy. spady trafiały do klas ogólnych, których w renomowanych
                      ogólniakach nie było wcale (z wyjątkiem szkół prywatnych, a wtedy
                      takowymi były tylko prowadzone przez zakony), za to były w słabszych
                      ogólniakach. ale generalnie uważano, ze jak ktoś na etapie liceum
                      nie ma sprecyzowanych zainteresowań, to jest kiepski:) więc klas
                      ogólnych bylo niewiele (przynajmniej z perspektywy warszawy tak to
                      wyglądało)
                      no i tam, gdzie nie było klas ogólnych, rzeczywiście byly takie
                      głupie przesunięcia, że jak nie zmieściłaś się w klasie biol-chem,
                      to cię wstawiali do mat-fiz albo humanistycznej. to się oczywiście
                      kłóci z ideą zdawania przedmiotu kierunkowego :)
                      • jota-40 Re: kilka refleksji 24.11.09, 08:46
                        Mnie się jednak mgliście wydaje, że klasy mat-fiz zawsze były dosyć elitarne i trudno się tam było dostać - podobnie, jak od zawsze trudno było dostać się do liceum Staszica w W-wie. Nie twierdzę, że klasy te były bardziej wykwintne, niż humanistyczne - tam była elita innego rodzaju ;). Skądinąd ta elitarność zależała też chyba zawsze w dużej mierze od konkretnego rocznika, od tego, gdzie były największe ciacha etc. ;).

                        W każdym razie i ja czytając to wyjaśnienie MM na temat Pyzy odebrałam je, jako dziwaczny zgrzyt - coś zatem nie gra...
                        • ding_yun Re: kilka refleksji 24.11.09, 14:40
                          jota-40 napisała:

                          > Mnie się jednak mgliście wydaje, że klasy mat-fiz zawsze były dosyć elitarne i
                          > trudno się tam było dostać - podobnie, jak od zawsze trudno było dostać się do
                          > liceum Staszica w W-wie.

                          Moim zdaniem taka dyskusja o elitarności matfizów czy humanów nie ma sensu. W
                          większych miastach, takich jak Warszawa, są i były licea specjalizujące się w
                          różnych dziedzinach lub mające jedną najbardziej elitarną klasę. Do Staszica
                          trudno się dostać bo to po prostu dobre liceum, które ma wyłącznie klasy
                          matematyczne i nastawione wyłącznie na ścisłe umysły. Ale istnieją inne równie
                          dobre licea do których równie trudno się dostać, choć nie są matematyczne. I tak
                          na przykład mamy liceum Cervantesa z najbardziej elitarną klasą z rokiem "0" i
                          podwójną maturą polską i hiszpańską, mamy liceum Hoffmanowej, nastawione głównie
                          na klasy biologoczno-chemiczne i matematyczno-przyrodnicze, mamy liceum
                          Kopernika z klasą matury międzynarodowej. W mniejszych miejscowościach licea
                          rządzą się czasami dziwnymi, niepisanymi prawami. Moja ciocia, która pochodzi z
                          miasta, gdzie było jedno liceum, skończyła klasę matematyczno-fizyczną, choć
                          zawsze chciała iść (i poszła) na polonistykę. Po prostu to klasa mat-fiz, a nie
                          humanistyczna miała najlepszą polonistkę. Powód - nieznany, podejrzewam jakieś
                          osobiste zatargi dyrektora z tą polonistką. Także różnie to bywa i nie można
                          absolutnie powiedzieć, że klasy matematyczne były zawsze bardziej elitarne.
                          • wawak1 Re: kilka refleksji 24.11.09, 15:02
                            Oczywiście.
                            Moje liceum np. specjalizowało się w przedmiotach ścisłych, ale najciekawsi
                            ludzie, zresztą i tacy, którzy już odnieśli wymierny sukces, chodzili do humana.
                            Jak widać nie ma reguły, choć matfiz na pewno daje większe pole manewru jeśli
                            chodzi o wybór studiów. Takie przypadki jak moja koleżanka, która skończyła
                            humana, a obecnie kończy doktorat z matematyki są jednak wyjątkiem :)


                    • ssssen Re: kilka refleksji 24.11.09, 09:37
                      1991 - owszem, egzamin był, i z matematyki i z polskiego.

                      Do tej pory pamiętam wynik jednego z zadań z matematyki - 2 i 457/972.
                      Przyzwyczajony do podstawówkowych wyników w liczbach całkowitych albo jakichś
                      prostych ułamkach byłem pewien, że to nie może być prawidłowy wynik. A był :)
                      • meduza7 Re: kilka refleksji 24.11.09, 11:45
                        1989 - egzamin zdawałam z matmy, z polskiego byłam zwolniona, jako uczestniczka
                        olimpiady na etapie wojewódzkim. Szłam do humanistycznej, która okazała się
                        najliczniejszą klasą w całej szkole (zaczynaliśmy od 35 osób, skończyliśmy na
                        41). Co najmniej 20 osób w mojej klasie miało już "zaklepane" miejsce ze względu
                        na olimpiady. Z egzaminu pamiętam, że wynik wychodził mi właśnie z jakimś
                        ułamkiem, a nie powinien i nie wiedziałam, gdzie tkwi błąd, póki nauczyciel
                        pilnujący nas nie podszedł i nie postukał dyskretnie palcem w jedno miejsce na
                        teście. Okazało się, ze skróciłam ułamek tak, że nic z niego nie zostało...
                        Poziom nauczania był niezły, choć przedmioty ścisłe traktowane były nieco "per
                        noga". Z fizyki na przykład mieliśmy odrębny program "dla humanistów", czyli
                        praktycznie przez całą pierwszą klasę uczyliśmy się bardziej historii fizyki niż
                        samej fizyki. Z matmy też program był okrojony, a w dodatku nasza matematyczka
                        potrafiła całą lekcję przeprowadzić tak, że do tablicy podchodziły kolejne osoby
                        i wypisywały wzór na kolejną potęgę (a1 = a, a2 = a x a, a3 = a x a x a, i tak
                        da capo al fine). Chemię mieliśmy tylko dwa lata, fizykę i biologię przez trzy.
                        Za to Ignacy by się ucieszył, bo uczyliśmy się też łaciny!
                        • ewaty Re: kilka refleksji 24.11.09, 12:44
                          Liceum, rok 1987, klasa biol.-chem. Zdawało się egzamin z polskiego i
                          matematyki. Ja egzaminu nie zdawałam, bo dwa dni wcześniej zachorowałam na ospę
                          wietrzną. Droga przez mękę, jaką przeszli moi rodzice, by by to durne, choć
                          renomowane łódzkie liceum raczyło mnie przyjąć, to historia na książkę...
                          System, tak naprawdę, był bandycki, jak to dziś postrzegam. Prace oceniali
                          nauczyciele ze szkoły do której się zdawało, wiadomo, szkoły mają różny poziom i
                          różne kryteria oceniania. Tymczasem ktoś, kto na egzaminie dostawał dwie dwóje
                          (skala ocen była 2-5) tracił szansę na naukę w liceum i technikum, lądował w
                          zasadniczej. Znam taką sprawę, dziewczyna miała z podstawówki na przedmieściach
                          świadectwo z czerwonym paskiem, piątki od góry do dołu, a egzaminu do mojej
                          szkoły nie zdała. To było szokiem dla całej rodziny. I dziewczę trafiło do
                          zawodówki.
                  • jhbsk Re: kilka refleksji 24.11.09, 14:19
                    1981 rok. Ci z "czerwonym paskiem" byli przyjmowani bez egzaminów. Reszta
                    zdawała język polski i matematykę.
                    • nighthrill Re: kilka refleksji 26.11.09, 11:51
                      Małe miasto, 1995. Były 9 i są) trzy ogólniaki, technikum ekonomiczne i
                      zawodówka. Tylko jedno z liceów, nota bene nr 1, było warte zachodu ( dostałam
                      się po nim na UJ na 15 miejscu na moim kierunku, a co, pochwalę się).
                      Generalnie było takie nastawienie, że dwa pozostałe licea są kiepskie i zdawały
                      do nich osoby, które miały słabe świadectwo z podstawówki, a mimo to chciały
                      mieć maturę. Można było zdawać do tylko jednej szkoły. W razie niepowodzenia
                      były egzaminy poprawkowe, ale z poprawionym wynikiem było się już przenoszonym
                      do szkoły o słabszym poziomie.
                      Zdawało się polski i matmę, ja tylko matmę jako finalistka olimpiady
                      polonistycznej. Egzaminy ustne z wybranego przedmiotu zostały odwołane, bo
                      zdawały setki osób i trwałyby tygodniami - ale pamiętam, że dyrektor podkreślił,
                      że rezygnują z nich wyjątkowo i po raz pierwszy.
                      Dwie 4 jeszcze dawały miejsce w liceum, dwie 3 już nie. Ale tu zaczynały się
                      schody - zdawałam do klasy humanistycznej i było tylko 17 chętnych, mat-fiz za
                      to był oblegany. W każdej klasie były 32 miejsca, więc dokooptowano nam...spady
                      z innych klas i spady z innych szkół. Czyli ktoś nie dostał się np. do ekonomika
                      i wrzucali go na siłę do klasy humanistycznej. Dziwne to było, widać było
                      ogromny rozstrzał - finaliści olimpiad, miłośniczki łaciny ( jedna z nich jest
                      już doktorem na filologii klasycznej) i dziewczyny, które były bardzo
                      niezadowolone z konieczności czytania tylu lektur.

                      U nas też klasa mat-fiz to był kosmos, dlatego nie wierzę za bardzo w Pyzę i jej
                      transfer do mat-fizu, bo w klasie humanistycznej zabrakło miejsc. Już gdy to
                      czytałam jako nastolatka zgrzytało mi, bo w naszej szkole było wręcz odwrotnie.
    • marslo55 Re: kilka refleksji 24.11.09, 12:24
      wawak1 napisał:
      "Witam serdecznie"
      Witam i ja serdecznie! Tym bardziej, że mamy do czynienia z
      rodzynkiem: nie dość, że mężczyzna, to jeszcze TiR mu się podoba..
      Co do małżeństw - u MM wczesne oświadczyny są standardem, tyle, że
      czasy się zmieniają i w każdej kolejnej książce deklarujący się
      licealista wygląda coraz dziwniej.
      Co do Almy - imię rzadkie, ale spotykałam się już z dziwniejszymi.
      Bardziej mnie zastanawia, czemu jedno z dzieci pp. Pyziaków nosi
      imię b. nietypowe, a drugie dość popularne.
      Co do dziwnej jazdy Nutrii - a rzucanie truskawkami i Wielka
      Ucieczka przez szczere pole z małymi siostrzenicami dziwne nie były?
      • skrzydlate.bobry Re: kilka refleksji 24.11.09, 13:11
        marslo55 napisała:

        > Co do dziwnej jazdy Nutrii - a rzucanie truskawkami i Wielka
        > Ucieczka przez szczere pole z małymi siostrzenicami dziwne nie były?

        Rzucanie truskawkami rozumiem w całej rozciągłości. Zresztą - w którymś wątku
        już o tym było i zdaje się, że nie tylko ja rozumiem. Natomiast cała reszta
        (tzn. zachowanie w pociagu, ucieczki etc.) szczególnie w kontekście truskawek są
        dziwaczne.
      • wawak1 Re: kilka refleksji 24.11.09, 14:34
        Ech, małe sprostowanko, nie napisałem, że mi się podoba. Cała ta książka była
        mocno dołująca, nie mówiąc o tym,że kilka rzeczy mi mocno zgrzytało.
        Moja główna refleksja była taka, że po lekturze forum bałem się, że Musierowicz
        kompletnie już nie umie pisać. Lektura TiR nie prowadzi mnie do takich wniosków,
        co nie oznacza,że byłem tą książką zbudowany. Raczej nie mogłem się pozbyć
        uczucia przykrości. Choć byłem ciekaw jak się ta cała historia zakończy :)
        • marslo55 Re: kilka refleksji 25.11.09, 11:52
          wawak1:
          "po lekturze forum bałem się, że Musierowicz kompletnie już nie umie
          pisać. Lektura TiR nie prowadzi mnie do takich wniosków, co nie
          oznacza,że byłem tą książką zbudowany. Raczej nie mogłem się pozbyć
          uczucia przykrości."
          Aaa, czyli spodziewałeś się traumatycznych przejść, płaczu i
          zgrzytania zębów, a dostałeś tylko źle napisaną książkę! Musisz być
          strasznie pozytywnym człowiekiem, skoro lektura budząca uczucie
          przykrości potrafi cię miło rozczarować;)
          "byłem ciekaw jak się ta cała historia zakończy :)"
          Ja też, choć z chwilą wkroczenia do akcji Robrojka jasne było, że
          skończy się miło i dzielnie - wszak Tata Czuwa..
          • wushum Re: kilka refleksji 25.11.09, 14:15
            Ja lubię TiR, ale do momentu, kiedy tajemniczy ciemny kształt materializuje się
            jako smętny Robroj, o prawym umyśle:p /Spodziewał się człowiek naiwnie, czegoś
            ciekawszego/. Przyznam, że nie odbierałam tej książki, jako smutnej /zupełnie,
            jak z BBB/.
            • ding_yun Re: kilka refleksji 25.11.09, 14:43
              Bo w TiR wyczuwa się jakoś pozytywną energię Tygrysa, jej determinację i chęć
              działania. I choć książka dotyka smutnego tematu, to jednak jest w niej ta
              dynamiczność. A BBB jest już dla mnie jednoznacznie smutna, bo tej energii w
              niej nie ma, jest smętna Bebe, neurotyczny Kozio, nienormalny Bernard,
              zupełnie-ale-to-zupełnie stary Dmuchawiec i wyrodna matka Józefina i absolutnie
              nikt tam nie wprowadza jakiegoś pozytywnego powiewu, jakiegoś realnego pomysłu
              na wyrwanie się z marazmu.
              • croyance Re: kilka refleksji 26.11.09, 15:05
                Wiecie, ze ja z tego forum dopiero dowiedzialam sie, ze BBB jest
                ksiazka smutna? Czytalam ja wiele razy, ale nigdy mi to do glowy nie
                przyszlo. Wydawala (i wydaje) mi sie bardzo zabawna.
                • andrzej585858 Re: kilka refleksji 26.11.09, 19:16
                  Smutna jest chyba w kontekście historycznym, no i wątek Józefiny
                  pozostawiającej swoje dzieci nie nalezy to zbyt optymistycznych tak w ogóle.
            • andrzej585858 Re: kilka refleksji 25.11.09, 19:39
              wushum napisała:


              > jako smętny Robroj, o prawym umyśle:p /Spodziewał się człowiek naiwnie, czegoś
              > ciekawszego/.

              A to znaczy kogo?
              Ja rozumiem że Robroj przypomina Adama Słodowego i w ogóle jego postępowanie
              mozna określić jako pierwowzór bohatera "Zaczarowanego ołówka" co to chwile
              pomyśli i wszystko wymyśli - ale czy tak w ogóle osobnik określany jako prawy
              musi nieodmiennie kojarzyć się z kimś smętnym i nudnym?

              • jottka Re: kilka refleksji 25.11.09, 19:49
                andrzej585858 napisał:

                > ale czy tak w ogóle osobnik określany jako prawy musi nieodmiennie kojarzyć
                się z kimś smętnym i nudnym?


                nie musi, ale to trzeba umieć napisać:) prawego robrojka z "kwiatu kalafiora"
                wszyscy lubią, prawy robrojek z neojeżycjady nadaje się ino do wystawienia za
                drzwi i to szybko.
                • andrzej585858 Re: kilka refleksji 25.11.09, 20:05
                  No tak tylko że KK Robrojek jest w wieku nastoletnim i chyba ten nastoletni
                  idealizm łatwiej jest opisać niż idealizm statecznego już Robroja.
                  • jottka Re: kilka refleksji 25.11.09, 21:08
                    eee, że nie rozumiem? mówiłeś o prawości, teraz nagle o bliżej nieokreślonym
                    idealizmie, może zdecyduj się?:) to nie są synonimy jakby co


                    nastoletni robrojek jest kurduplowatym brzydalem, nieszczęśliwie zakochanym w
                    atrakcyjnej panience, która równo go wykorzystuje i obśmiewa, ale nie tylko nie
                    załamuje, co godne podziwu w tym wieku, nie tylko nie użala się on nad sobą,
                    lecz stara się podbić wybrankę zaletami serca i umysłu, o. oprócz tego
                    inteligentnie żyje oraz ludziom pomaga, a żeby za słodko i pedagogicznie nie
                    było, to panienki nie zdobędzie, ale sympatię czytelnictwa i owszem. to jest
                    żywa postać, z wdziękiem, charakterem i kawałkiem własnego nieszczęścia i wbrew
                    pozorom łatwa do stworzenia nie jest.


                    poza tym nie bardzo wiem, jaki to idealizm miałby wcielać nastoletni robcio? w
                    sensie, że najpierw być, a potem mieć? ładne i modne hasło ówcześnie, za znaną
                    lekturą, które jako hasło mówi wszystko i nic:) ale robcio - jak wszyscy
                    naówczas - nie bardzo ma z jakich bogactw rezygnować ku zbudowaniu otoczenia, za
                    to o codzienne dobra się troszczy całkiem niegłupio (szkoła poligraficzna w celu
                    zdobycia dobrego zawodu, auto też ma, acz nie pamiętam skąd, no ale prawo jazdy
                    na pewno:)


                    natomiast robroj - święty starzec w wieku lat trzydziestu paru jawi się jako
                    kretyn pozbawiony znajomości ludzi, jęczy bezustannie, z dzieckiem jest
                    nieszczery, a na tle karykaturalnych majchrzaków sam wygląda jak karykatura, a
                    nie ikona dobra wszelkiego. to jaki on z kolei miałby "idealizm" lansować? że
                    nie umiemy podstawowych spraw sobie zabezpieczyć, a potem spadamy innym na kark
                    i jeszcze żywimy ku nim obrzydzenie?:)
                    • jota-40 Re: kilka refleksji 26.11.09, 08:53
                      Zgadzam się z każdym słowem, Jottko.
                      Tym bardziej niepojęty staje się później robciowy come back do biznesu. Autorka ma - obawiam się - pewne trudności w opisywaniu świata finansjery, nie jest ci ona Galsworthy'm, niestety. Nieprawdopodobne są opisy, jak to okrutnie wyrolował go kumpel, i tak samo nieprawdopodobne jest, jak to z kwękającego outsidera staje się znowu członkiem klasy średniej ;//.
                      Ja też doskonale pamiętam swoje pomieszanie i rozczarowanie, kiedy w odmętach toruńskiej mgły tajemniczą ciemną postacią okazał się był Robrojek ;)). Może to taki kontrast miał być (lęk, że demon - a tu poczciwina), niemniej wyszło średnio, a wręcz karykaturalnie.
                    • andrzej585858 Re: kilka refleksji 26.11.09, 19:14
                      Owszem prawość nie jest synonimem idealizmu, ale poniekąd jego pochodną - choc
                      niekoniecznie oczywiście.

                      Dla mnie po prostu szkoda jest Robrojka, tym bardziej że takich nieudaczników
                      jest naprawdę dużo w realnym życiu. Tylko właśnie pytanie czy są oni nieudacznikami?
                      Nie użyłbym sformułowania "kretyn pozbawiony znajomości ludzi", tak z
                      doświadczenia zyciowego wiem że sporo ludzi którzy posiadali tzw. znajomość
                      ludzi pomimo tego bardzo mocno przejechali się.
                      Różnica pomiędzy nimi a ludżmi pokroju Robrojka polega jednak na tym że
                      Robrojkowie pomimo wszystko w jakimś tam stopniu pozostają wierni swoim
                      idealistycznym zasadom, natomiast "znawcy ludzi" nie mają żadnego punktu oparcia.
                      Poza tym ja lubię takich ludzi jak Robrojek - po prostu wiem czego po nich mozna
                      oczekiwać - a to jest bardzo ważne pomimo wszystko.

                      Poza tym, to ciekawy jestem kto mógłby pojawić się zamiast Robrojka?
                      • jottka Re: kilka refleksji 26.11.09, 20:13
                        może po kolei


                        1/ napisałeś - Owszem prawość nie jest synonimem idealizmu, ale poniekąd jego
                        pochodną


                        fajnie, a idealizm oznacza właściwie co? zakorzenienie świata materii w świecie
                        idei? raczej nie, wnosząc z powyższego zdania. słowo "idealizm" można różnorako
                        rozumieć, a dyskusja nie polega na tym, żeby się w pocie czoła domyślać, co też
                        właściwie nasz rozmówca ma na myśli:)


                        2/ > Dla mnie po prostu szkoda jest Robrojka, tym bardziej że takich
                        nieudaczników jest naprawdę dużo w realnym życiu. Tylko właśnie pytanie czy są
                        oni nieudacznikami?


                        andrzej, ty cokolwiek mieszasz ocenę konstrukcji postaci literackiej z oceną
                        znanych ci osób rzeczywistych. o plajcie (?) robrojka mamy bardzo mętne
                        informacje, a główną taką, że "przyjaciel go oszukał", horrendum. i z tego mamy
                        ex definitione wysnuć współczucie dla biednego uczciwego chłopca, którego w
                        uczuciach zawiedziono srodze.

                        tyle, że to nie działa w ten sposób i nie o uczucia tu idzie. jeśli prowadzisz z
                        kimś niewielką firmę (a taka bodaj była ta robrojkowa), to nie da się nic nie
                        wiedzieć o poczynaniach wspólnika, nie mówiąc już o oszustwach prowadzących do
                        bankructwa. chyba że kompletnie się tą firmą nie interesujemy, czyli jesteśmy
                        leń i olewus, który w sumie słusznie oszwabiony został, skoro mu się nawet w
                        papiery spojrzeć nie chciało raz w czas.

                        ja się domyślam intencji pani mm, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane,
                        parę rzeczy sprawdzić należy, zanim zaczniemy tworzyć dzieło umoralniające. bo
                        inaczej z robrojka robi się zamiast pracowitego chłopiny albo właśnie trudny do
                        pojęcia kretyn, albo leń patentowany. można było np. kazać mu samodzielnie tę
                        firmę prowadzić, a przejechać się na kredycie inwestycyjnym i zmianach kursów
                        walutowych:) jedno, dwa zdania, młodzież chłonie w napięciu współczesną wiedzę
                        rynkową i problemy trudnej codzienności, a bardziej prawdopodobne by się
                        zrobiło. ewentualnie przyjaciela, jak juz musi być, zrobić wrednym doradcą
                        finansowym i westchnąć nad upadkiem etosu zawodu czy cuś:) no coś by sie dało
                        wykombinować, a powieść edukacyjna nie może się rozgrywać w odrealnionym
                        świecie, bo całą wartość edukacyjną szlag trafia, a publika zaczyna rechotać.
                        • kkokos Re: kilka refleksji 26.11.09, 21:08
                          taki ładny tekst napisałam i szlag trafił :(


                          > parę rzeczy sprawdzić należy, zanim zaczniemy tworzyć dzieło
                          umoralniające. bo
                          > inaczej z robrojka robi się zamiast pracowitego chłopiny albo
                          właśnie trudny do
                          > pojęcia kretyn, albo leń patentowany. można było np. kazać mu
                          samodzielnie tę
                          > firmę prowadzić, a przejechać się na kredycie inwestycyjnym i
                          zmianach kursów
                          > walutowych:) jedno, dwa zdania, młodzież chłonie w napięciu
                          współczesną wiedzę
                          > rynkową i problemy trudnej codzienności, a bardziej prawdopodobne
                          by się
                          > zrobiło.

                          dla mnie niekoniecznie od razu leń czy idiota. robrojek z definicji
                          raczej z tych solidnych, a nie lotnych w interesach - może ze
                          wspólnikiem mieli bardzo ścisły podział obowiązków i bezgraniczne
                          wzajemne zaufanie, robrojek niekoniecznie musiał być idiotą, by
                          wierzyć, że wszystko jest ok, skoro przyjaciel i wspólnik, który
                          świetnie się zna na tej części biznesu, na której robrojek zna się
                          gorzej, tak mówi.

                          znacznie bardziej jest dla mnie nieprawdopodobny fakt, że na końcu
                          całe to bankructwo okazuje się jednym wielkim nieporozumieniem i
                          robrojek po iluśtam miesiącach mieszkania kątem w altance u
                          majchrzaka, upokorzeniach, pracy znacznie poniżej kwalifikacji tak
                          łatwo przechodzi nad tym do porządku dziennego, radośnie leci do
                          wspólnika i jak gdyby nigdy nic znów razem pracują...
                        • andrzej585858 Re: kilka refleksji 26.11.09, 22:17
                          jottka napisała:

                          , a dyskusja nie polega na tym, żeby się w pocie czoła domyślać, co też
                          > właściwie nasz rozmówca ma na myśli:)

                          Słusznie - ciągle niezbyt ściśle się wyrażam co powoduje moje wieczne problemy -
                          niestety. Bez wchodzenia w definicje przyjmuje idealizm w rozumieniu platońskim
                          - istnienie doskonalego świata idei i świata materialnego który jest
                          niedoskonałym odbiciem tego świata idei.
                          >
                          >
                          > 2/ > Dla mnie po prostu szkoda jest Robrojka, tym bardziej że takich
                          > nieudaczników jest naprawdę dużo w realnym życiu. Tylko właśnie pytanie czy są
                          > oni nieudacznikami?
                          >
                          >
                          > andrzej, ty cokolwiek mieszasz ocenę konstrukcji postaci literackiej z oceną
                          > znanych ci osób rzeczywistych.

                          Fakt. Z tego też powodu wcale nie uważam że konstrukcja literacka postaci
                          Robrojka jest tak bardzo nierealna. Inna sprawa czy tak skonstruowana postać
                          jest postacia która będziemy darzyć sympatią. Poza tym, jakoś nie bardzo wierzę
                          że ocena postaci literackiej jest dokonywana w oderwaniu od ocen osób znanych
                          nam w świecie realnym.

                          o plajcie (?) robrojka mamy bardzo mętne
                          > informacje, a główną taką, że "przyjaciel go oszukał", horrendum. i z tego mamy
                          > ex definitione wysnuć współczucie dla biednego uczciwego chłopca, którego w
                          > uczuciach zawiedziono srodze.

                          A czemuż by nie? Czy koniecznie trzeba przedstawiać wszystkie okoliczności
                          związane z sytuacją "przyjaciel mnie oszukał"? Zwłaszcza gdy osoba która mnie
                          powiadamia o takiej sytuacji też jest mi bliską osobą. Ja w kazdym bądż razie
                          ggdyby moim kumplem i to dobrym kumplem, byl ktos taki jak Robrojek po prostu
                          bym mu uwierzył. Wydaje mi się że takie tez były założenia MM.
                          >
                          > tyle, że to nie działa w ten sposób i nie o uczucia tu idzie. jeśli prowadzisz
                          > z
                          > kimś niewielką firmę (a taka bodaj była ta robrojkowa), to nie da się nic nie
                          > wiedzieć o poczynaniach wspólnika, nie mówiąc już o oszustwach prowadzących do
                          > bankructwa. chyba że kompletnie się tą firmą nie interesujemy, czyli jesteśmy
                          > leń i olewus, który w sumie słusznie oszwabiony został, skoro mu się nawet w
                          > papiery spojrzeć nie chciało raz w czas.

                          To jest tylko potwierdzenie tezy że w biznesie nie ma przyjaciół - niestety. W
                          sytuacji gdy "przyjaciel" nas oszuka, ksżdy w ten sposób właśnie nas podsumuje -
                          leń i olewus który uznał że przyjażń jest lepszą rękojmią uczciwości niż
                          kontrola ksiegowa.

                          > ja się domyślam intencji pani mm, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane,
                          > parę rzeczy sprawdzić należy, zanim zaczniemy tworzyć dzieło umoralniające. bo
                          > inaczej z robrojka robi się zamiast pracowitego chłopiny albo właśnie trudny do
                          > pojęcia kretyn, albo leń patentowany.

                          No właśnie - albo kretyn albo leń, tylko dlatego ze chciał mieć zaufanie. Smutne
                          to trochę.

                          , a powieść edukacyjna nie może się rozgrywać w odrealnionym
                          > świecie, bo całą wartość edukacyjną szlag trafia, a publika zaczyna rechotać.

                          Ten świat nie jest aż tak bardzo odrealniony moim zdaniem, owszem taki się
                          staje i rzeczywiście tak skonstruowana postać Robrojka staje się anachroniczna.
                          Z tego tez powodu jest mi żal powieściowego Robrojka gdyż moim zdaniem nie
                          zasłużył na tak surowy osąd - tylko że jest on w jakiś sposob nieunikniony niestety.
                        • ding_yun Re: kilka refleksji 26.11.09, 22:41
                          jottka napisała:

                          >
                          > tyle, że to nie działa w ten sposób i nie o uczucia tu idzie. jeśli prowadzisz
                          > z
                          > kimś niewielką firmę (a taka bodaj była ta robrojkowa), to nie da się nic nie
                          > wiedzieć o poczynaniach wspólnika, nie mówiąc już o oszustwach prowadzących do
                          > bankructwa. chyba że kompletnie się tą firmą nie interesujemy, czyli jesteśmy
                          > leń i olewus, który w sumie słusznie oszwabiony został, skoro mu się nawet w
                          > papiery spojrzeć nie chciało raz w czas.
                          >

                          Pardo Jottko, ale napisałaś totalną bzdurę. Ludzi oszukanych przez wspólników
                          jest cała masa i nie muszą to być ani skończeni idioci, ani tym bardziej lenie,
                          którym się nie chce zaglądać w papiery. Ludzkie szwindle nie znają granic i
                          przechytrzyć da się najbardziej chytrego z lisów, nawet takiego, co to doskonale
                          zna swój biznes i żadna złotówka, mogłoby się zdawać, mu nie umknie. Inaczej
                          może twierdzić tylko człowiek, który albo z biznesem nie miał wiele wspólnego,
                          albo miał, ale mu się udało i trafił na super-etycznych ludzi. Nie uważam, że
                          Robrojek musiał się koniecznie przejechać na opcjach walutowych, żeby jego
                          sytuacja stała się bardziej wiarygodna. Zresztą, imho, więcej kretynów jest
                          wśród ludzi, co się przejechali na ww opcjach, bo nie wiedzieli do końca co to
                          jest, niż wśród tych, którzy zostali oszukani przez nieuczciwych wspólników, bo
                          wykazali się o stopień niższym cwaniactwem.
                          • sowca Re: kilka refleksji 26.11.09, 23:01
                            W całości popieram Ding_yun. Osobiście znam osoby bardzo
                            inteligentne, bystre, pracowite, które dały się oszukać komuś po
                            prostu cwanemu, do kogo miały zaufanie. Zresztą, czasami to nawet
                            nie jest kwestią całościowego zaufania, po prostu
                            jednorazowego "wypadku przy pracy". Naprawdę, są ludzie, którzy bez
                            skrupułów wykorzystają najmniejszą nawet pomyłkę. I nieraz się
                            czlowiek przejechał na "przyjaźni" - przyjaciele niestety potrafią
                            być gorsi od wrogów, czego doświadczyłam na własnych piórach.
                            Dlatego nie mogę się z Twoim Jottko sądem, że każdy, kto został
                            oszukany przez wspólnika, jest od razu kretynem albo leniem i
                            olewusem. Czasem jest to kwestia nadużycia zaufania. Czasem splot
                            okoliczności.
    • ladyjan Re: kilka refleksji 16.12.09, 11:38
      Zgadzam się,że najlepsze książki z serii Jeżyzjady to te początkowe, późniejsze
      nie są już tak oryginalne i "czegoś"im brakuje- ale moim zdaniem to jie jest
      istotne. Fenomen pisarstwa Małgorzaty Musieriwicz polega na tym że "wychowała"(
      i robi to nadal bo nowych czytelników cały czas przybywa) sobie całe grono
      wiernych odbiorów twórczosci. Nie unika przy tym tematów trudnych i bolesnych(
      rozwód, rozbita rodzina) co łagodzi trochę tą jej cukierkowa wizję świata.
      • wushum Re: kilka refleksji 16.12.09, 14:07
        Ehehe, mam wrażenie, że za moment lawina się osypie;)

        Że MM nie unika tematów trudnych i bolesnych...hm...one nawet jeśli czasem są,
        to roztapiają się w karmelu oswojonego na swój sposób świata..pomijam, że
        wychowując pokolenia na swoich książkach, trzeba mieć tego poczucie. Ale nie
        chodzi o przeświadczenie o nieomylności i poczytności, a o zastanowienie, co się
        kładzie, w niewinne głowięta dzieciąt, w wieku przed-po- i prze- kwitania;)
        :)
        pozdrawiam
        • kkokos Re: kilka refleksji 16.12.09, 14:36
          no chyba się musi osypać...

          gdzie tam jest bolesny temat rozwodu? że gaba? toż to wzorcowy
          przepis na s.pieprzenie życia sobie i własnej córce po rozwodzie;
          tylko czytać i uczyć się, jak się NIE zachowywać - a autorka
          przedstawia to jako wzorcowe zachowanie dzielnej kobiety, która
          losowi się nie kłania

          bolesny temat rozbitej rodziny? rozumiem, ze nie chodzi o aurelię,
          bo najgorsze, co ją spotyka od rodziny, odbywa się w czasie, gdy
          rodzina jeszcze jest razem. nieszczęście później ma swoje źródło w
          śmierci matki - i nie powiedziałabym, że autorka nie boi się tematu,
          skoro o tej śmierci dowiadujemy się po czasie, nie w momencie, gdy
          to się dzieje i dziecko jakoś musi przetrwać ten czas, tylko wtedy,
          gdy ta śmierć po długim czasie czkawką się odbija, ale za to miłość
          nadpływa z innej strony, hurra, bohaterka uratowana, bo niechybnie
          wyjdzie za mąż (tak wiem, trywializuję:))

          rozbita rodzina - że niby laura? - patrz punkt pierwszy.

          więcej rozwodów i rozbitych rodzin niet. porównując to ze
          statystyką, to raczej chyba nie można powiedzieć, że autorka nie boi
          się tego trudnego tematu...
          • rozdzial43 Re: kilka refleksji 16.12.09, 18:53
            kkokos napisała:

            > więcej rozwodów i rozbitych rodzin niet. porównując to ze
            > statystyką, to raczej chyba nie można powiedzieć, że autorka nie boi
            > się tego trudnego tematu...

            Eeee, no nieprawda to bijąca po zmęczonych oczach jest !:))

            A porzuceni przez ojca emigrującego do Brazylii, a następnie matkę artystkę Bebe
            i Konrad?

            A osierocona przez matkę za niemowlęctwa Bella? Półsierota Aniela?
            A odumarta przez matkę Elka?

            No a owdowiała za wojny babcia Jedwabińska samotnie i bez sukcesu wychowująca syna?

            A ojciec alkoholik Gizeli i jej pracowite i ciężkie życie bez oparcia?
            A sieroctwo Mili?
            Przymusowa emigracja ojca Moniki? Porzucenie młodszej siostry Moniki do siostry
            jej matki?
            A tata Bobcia co się rozwiódł?
            Tymczasowo porzucona Róża w ciąży?
            Osierocony przez tatusia chory Piotruś, co na Wigilię ma marzenie, żeby tata żył?

            No, rzeczywiście, jeżycjadowy świat tchnie po prostu pełnią szczęścia pełnych
            rodzin.
            • kkokos Re: kilka refleksji 16.12.09, 21:08
              > A porzuceni przez ojca emigrującego do Brazylii, a następnie matkę artystkę Beb
              > e
              > i Konrad?

              > A tata Bobcia co się rozwiódł?

              święta prawda, sama kiedyś wywlokłam podobieństwo sytuacji józefiny do gaby, a
              teraz zapomniałam


              > Tymczasowo porzucona Róża w ciąży?

              a to problem rozbitej rodziny jest? chyba żartujesz. to problem pewnej idiotki,
              to zaszła w ciążę bez ładu i składu, oraz problem braku komunikacji. wszystko
              przez te parszywe adresy emailowe, tfu. to nie rozbita rodzina, to jakaś
              karykatura problemu, burza w szklance wody, z ignacowym palcem w charakterze
              mieszadła w dodatku


              osierocone - to zupełnie co innego. produkcja sierot u pani MM zawyża średnią
              krajową kilkukrotnie. ale tym gorzej dla pani MM, to tylko świadczy, że nie chce
              i/lub nie umie zmierzyć się naprawdę z problemem rozbitej rodziny. na śmierć
              rady nie ma, tu wiele od ludzi nie zależy, choroba bywa śmiertelna wbrew
              najsilniejszej woli życia, wypadki chodzą po ludziach, wojny itd. i o każdej z
              nich dowiadujemy się po dłuuugim czasie, nieledwie po latach.


              apokryfu w ogóle nie biorę pod uwagę, bo to apokryf. nie jest częścią jeżycjady,
              tylko dopisaną na siłę opowiastką nie klejącą się ani z tym, co przedtem, ani z
              tym, co potem

              > No, rzeczywiście, jeżycjadowy świat tchnie po prostu pełnią szczęścia pełnych
              > rodzin.

              rzeczywiście, w takim ujęciu to tchnie konopnicką nieledwie. ale to nie jest
              komplement. bynajmniej.
              • kkokos Re: kilka refleksji 16.12.09, 21:16
                no i dziecko mi przerwało i kliknęłam za wcześnie

                miało być tak:

                > osierocone - to zupełnie co innego. produkcja sierot u pani MM zawyża średnią
                krajową kilkukrotnie. ale tym gorzej dla pani MM, to tylko świadczy, że nie chce
                > i/lub nie umie zmierzyć się naprawdę z problemem rozbitej rodziny. na śmierć
                rady nie ma, tu wiele od ludzi nie zależy, choroba bywa śmiertelna wbrew
                najsilniejszej woli życia, wypadki chodzą po ludziach, wojny itd. i o każdej z
                nich dowiadujemy się po dłuuugim czasie, nieledwie po latach. przy
                światopoglądzie religijnym z tą śmiercią się trzeba pogodzić, choćby życie
                fizycznie było po niej ciężkie. ale rozwód zależy od ludzi. to jedna z większych
                traum, także dlatego, że zmusza każdego członka rodziny do rachunku sumienia i
                do podjęcia decyzji, dotyczącej wszak nie tylko ją podejmującego, i do życia z
                odpowiedzialnością za tę decyzję i z jej skutkami dalej. to jest trudne - dla
                pani MM najwyraźniej za trudne. zamiast tego woli pisać w apokryfie, ze wojna
                ludzi zabiera. no sorry
                • rozdzial43 Re: kilka refleksji 17.12.09, 19:21
                  kkokos napisała:

                  > ale rozwód zależy od ludzi. to jedna z większyc
                  > h
                  > traum, także dlatego, że zmusza każdego członka rodziny do rachunku sumienia i
                  > do podjęcia decyzji, dotyczącej wszak nie tylko ją podejmującego, i do życia z
                  > odpowiedzialnością za tę decyzję i z jej skutkami dalej. to jest trudne - dla
                  > pani MM najwyraźniej za trudne.

                  Nie wiem, czy za trudne. Być może. To w ogóle trudny temat jest.

                  Ale jednocześnie z całą pewnością adresatkami Jeżycjady są dziewczynki, może
                  młodziutkie dziewczyny. I nie ma takiej możliwości, by dostosować uczciwy i
                  prawdziwy opis świata dorosłych w kwestii rozwodów, motywacji dorosłych,
                  wzajemnych zranień, podłostek, nielojalności, do możliwości i potrzeb takiej
                  czytelniczki.
                  Trzeba by było prawdziwie opisać jak drastycznie się potrafi zrobić, kiedy
                  miłość umiera. Jak bardzo może cierpieć to z małzonków, któremu miłość nie
                  umarła. Jak można walczyć o poszwy, garnki i łyżeczki, grając np. małoletnimi
                  dziećmi i ich uczuciami.

                  Rzetelny opis tego, jak w większości wypadków przebiega rozwód i jak długo
                  wszyscy zainteresowani mogą lizać swe rany, to jest zupełnie inna literatura.
                  Nie należy dzieci mamić, że życie jest idealne, ale też nie należy - moim
                  zdaniem - walić je w łeb opisami kobiet na środkach antydepresyjnych,
                  upijających się z rozpaczy wieczorami, tatusiów z kryzysem wieku średniego,
                  którzy w wieku 45 lat znajdują prawdziwą dopiero miłość życia w osobie np.
                  28-latki, opisami umiejętności seksualnych tejże. Uczciwy opis tego, jak to może
                  być z tym rozwodem odbierałby małoletnim niewinność i nadzieję. Taka wiedza i
                  tak przyjdzie w swoim czasie.
                  • ding_yun Re: kilka refleksji 17.12.09, 19:37
                    rozdzial43 napisała:


                    > Rzetelny opis tego, jak w większości wypadków przebiega rozwód i
                    jak długo
                    > wszyscy zainteresowani mogą lizać swe rany, to jest zupełnie inna
                    literatura.
                    > Nie należy dzieci mamić, że życie jest idealne, ale też nie należy
                    - moim
                    > zdaniem - walić je w łeb opisami kobiet na środkach
                    antydepresyjnych,
                    > upijających się z rozpaczy wieczorami, tatusiów z kryzysem wieku
                    średniego,
                    > którzy w wieku 45 lat znajdują prawdziwą dopiero miłość życia w
                    osobie np.
                    > 28-latki, opisami umiejętności seksualnych tejże. Uczciwy opis
                    tego, jak to moż
                    > e
                    > być z tym rozwodem odbierałby małoletnim niewinność i nadzieję.
                    Taka wiedza i
                    > tak przyjdzie w swoim czasie.
                    Zgadzam się, że byłaby to zupełnie inna literatura i że w Jeżycjadzie
                    nie ma na to miejsca. Natomiast nie zgadzam się, ze w ogóle takich
                    opisów w książkach dla młodzieży być nie powinno. Powinny, bo wiele
                    młodych osób niestety styka się z takimi problemami we własnych
                    domach, a dorosłość przychodzi za wcześnie. Tylko temat rozbitej
                    rodziny powinien być potraktowany niejako z perspektywy dziecka
                    właśnie i epatowanie umiejętnościami seksualnymi nowej kochanki ojca
                    nie jest konieczne. Natomiast dobrej, życiowej literatury dla
                    młodzieży wciąz chyba brak
                    • rozdzial43 Re: kilka refleksji 17.12.09, 22:21
                      ding_yun napisała:

                      > Natomiast nie zgadzam się, ze w ogóle takich
                      > opisów w książkach dla młodzieży być nie powinno. Powinny, bo wiele
                      > młodych osób niestety styka się z takimi problemami we własnych
                      > domach, a dorosłość przychodzi za wcześnie.

                      Hmm, a może paradoksalnie to właśnie dzieciom stykającym się z takimi problemami
                      we własnych domach bardziej potrzebny jest balsam słonecznego opisu pełnej
                      rodziny, w której rodzice wypełniają swoje funkcje, więzi uczuciowe pomiędzy
                      poszczególnymi członkami rodziny są żywe i ciepłe?
                      Może właśnie takim pozbawionym jednak czegoś dzieciom zdecydowanie bardziej
                      potrzebna jest opowieść optymistyczna, z której wynika optymistyczne założenie,
                      że życie może się tak ułożyć, że można mieć pełną i szczęśliwą rodzinę? I z
                      której będą płynąć jakieś budujące wzorce?

                      Wydaje mi się, że dla dziecka z prawdziwym problemem rozwodowym rodziców,
                      prawdziwą traumą, konieczna jest konkretna pomoc psychologiczna, wsparta lekturą
                      jednak innego rodzaju literatury. Dla terapii, bo dla rozrywki, to jakoś mam
                      przekonanie, że dziecko powinno czytać coś optymistycznego, radosnego,
                      przywracającego wiarę w to, że wszystko może się dziecku udać.
                      • ginny22 Re: kilka refleksji 17.12.09, 23:21
                        > Dla terapii, bo dla rozrywki, to jakoś mam
                        > przekonanie, że dziecko powinno czytać coś optymistycznego,
                        radosnego,
                        > przywracającego wiarę w to, że wszystko może się dziecku udać.

                        I dlatego powinno czytać o kobiecie, która 20 lat po rozwodzie
                        niemal płacze, gdy ktoś wspomni o eksie? I o jej córce, która jest
                        odsądzana od czci i wiary, bo chce poznać drugą część swojej - było
                        nie było - rodziny? To jest pokrzepiające? ;)
                        • rozdzial43 Re: kilka refleksji 18.12.09, 17:15
                          ginny22 napisała:

                          > I dlatego powinno czytać o kobiecie, która 20 lat po rozwodzie
                          > niemal płacze, gdy ktoś wspomni o eksie? I o jej córce, która jest
                          > odsądzana od czci i wiary, bo chce poznać drugą część swojej - było
                          > nie było - rodziny? To jest pokrzepiające? ;)

                          no, jeśli akurat chodzi o literaturę rozrywkową, to niczego nie powinno. Albo
                          jest rozrywka, albo nie, więc jeśli chodzi o rozrywkę, to niech każdy czyta to,
                          co go bawi. W życiu nie dobierałam żadnemu dziecku lektury rozrywkowej. Raczej
                          odwrotnie, ja jestem zmuszana do przeczytania czegoś dla moich dzieci
                          "krzepiącego". No i co zrobić, czytam, żeby nie było, że nie ma ze mną o czym
                          porozmawiać.
                      • wushum Re: kilka refleksji 18.12.09, 20:39
                        Ja bardzo przepraszam, że wtrącę 2 grosze, ale dla mnie tylko się pisze, że tam
                        jest ciepło, serdeczność i prawdziwie rodzinne wiadomo co... Natomiast, dla mnie
                        wcale nie wygląda, że tam jest tak miło. Bo w rzeczywistości nikt z nikim nie
                        rozmawia.W trudnych momentach brak wsparcia, a ciężkie tematy pomija się
                        "taktownym milczeniem" i udawaniem, że jest super.
                        Moim skromnym zdaniem, prawdziwe uczucie widać po czynach i po byciu przy kimś w
                        trudnych chwilach, oraz po nie-unikaniu poruszania tego co trudne, a nie po
                        mówieniu, choćby i 100 razy "ale ja was tak wszystkich kocham".
                        Ale to tyko moje zdanie:)
      • lezbobimbo Re: kilka refleksji 16.12.09, 14:58
        ladyjan napisał:
        > Fenomen pisarstwa Małgorzaty Musieriwicz polega na tym że >"wychowała"(> i
        robi to nadal bo nowych czytelników cały czas >przybywa) sobie całe grono>
        wiernych odbiorów twórczosci. Nie unika >przy tym tematów trudnych i bolesnych(
        > rozwód, rozbita rodzina) co łagodzi trochę tą jej cukierkowa wizję >świata.

        Bzdura totalna - ani MM nie wychowala nikogo ani nie umie pisac o trudnych
        tematach. Owszem, w Neojezycjadzie psuje sobie wlasna wizje swiata jakimis coraz
        bardziej toksycznymi wstawkami.
        Fenomen tego, ze sie nadal sprzedaje to fenomen harlekinów i tego, ze ludzie
        kupia cokolwiek, co wepknie im marketing :)
        • ding_yun Re: kilka refleksji 16.12.09, 16:20
          lezbobimbo napisała:

          > ladyjan napisał:
          > > Fenomen pisarstwa Małgorzaty Musieriwicz polega na tym że
          >"wychowała
          > "(> i
          > robi to nadal bo nowych czytelników cały czas >przybywa) sobie całe
          grono&#
          > 62;
          > wiernych odbiorów twórczosci. Nie unika >przy tym tematów trudnych
          i bolesn
          > ych(
          > > rozwód, rozbita rodzina) co łagodzi trochę tą jej cukierkowa
          wizję >ś
          > wiata.
          >
          > Bzdura totalna - ani MM nie wychowala nikogo

          Chyba ladyjan nie chodziło o wychowanie w sensie: wpojenie pewnych
          zasad tylko o wychowanie w sensie zdobycie sobie grona stałych
          czytelników. I z tym nie sposób się nie zgodzić, my jesteśmy takim
          gronem.

          > Fenomen tego, ze sie nadal sprzedaje to fenomen harlekinów i tego,
          ze ludzie
          > kupia cokolwiek, co wepknie im marketing :)

          Marketing ma średnie zastosowanie w sprzedaży książek MM. Gdzie on
          się niby pojawia? Na stronie MM na której autorka raczej sama sobie
          strzela samobóje, a nie skutecznie promuje własne książki? Na
          spotkaniach z czytelnikami w jakiś szkolnych bibliotekach czy
          sporadycznym podpisywaniu książek w empikach? Te działania z poważną
          strategią marketingową mającą na celu wciśnięcie ciemnym tłumom kupy
          w sreberku niewiele mają wspólnego. Teoria o harlequinie jest nieco
          bardziej prawdopodobna, aczkolwiek ja się zgadzam z ladyjan - książki
          MM kupuję głównie jej stali czytelnicy i ewentualnie ich dzieci,
          jeśli są nimi zainteresowane.
          • kkokos Re: kilka refleksji 16.12.09, 18:37
            ding_yun napisała:

            > Chyba ladyjan nie chodziło o wychowanie w sensie: wpojenie pewnych
            > zasad tylko o wychowanie w sensie zdobycie sobie grona stałych
            > czytelników. I z tym nie sposób się nie zgodzić, my jesteśmy takim
            > gronem.

            oczywiście

            Te działania z poważną
            > strategią marketingową mającą na celu wciśnięcie ciemnym tłumom kupy
            > w sreberku niewiele mają wspólnego. Teoria o harlequinie jest nieco
            > bardziej prawdopodobna, aczkolwiek ja się zgadzam z ladyjan - książki
            > MM kupuję głównie jej stali czytelnicy i ewentualnie ich dzieci,
            > jeśli są nimi zainteresowane.

            dokładnie tak - kupuję z sentymentu i z ciekawości. wiele rzeczy związanych z
            moim dzieciństwem czy wiekiem nastoletnim minęło bezpowrotnie, nie ma
            kontynuacji, a tu kontynuacja jest. gdyby lm montgomery żyła 200 lat i wciąż
            pisała o prawnukach ani, ja bym to dalej kupowała
      • ginny22 Re: kilka refleksji 16.12.09, 19:34
        > Nie unika przy tym tematów trudnych i bolesnych(
        > rozwód, rozbita rodzina)

        Tak sobie myślę - cynicznie chyba - że dziś rozwód i rozbita rodzina
        to żaden szalenie trudny temat, tylko tak naprawdę codzienność.
        Wredna, ale codzienność. Gdyby MM była taka nieunikająca, wplotłaby
        w powieści, dajmy na to, homoseksualizm. Albo prawdziwą rodzinę
        patchoworkową.
        • jottka Re: kilka refleksji 16.12.09, 20:02
          ginny ma rację, ale poza tym to temat rozwodów/ niepełnych rodzin traktowany
          jest w 'jeżycjadzie', powiedziałabym, echt konserwatywnie, a w porywach wręcz
          tchórzliwie.


          o ile dobrze pamiętam, to wzorzec jest stały - niedobry tatuś porzuca matkę
          polkę, która następnie dzielnie boryka się z losem, chowając dziatki (i siebie)
          bez najmniejszego kontaktu z podlecem, tu sie mieści i wiesia, i gaba, nawet
          poniekąd pyza, chyba józefina też (ten jej mąż do brazylii wybył? ale nie
          kojarzę, czy z własnej inicjatywy). facet-ojciec ulega totalnej anihilacji, to
          jest dopiero unikanie tematu na całego, a niewątpliwie mógłby on zaciekawić
          niejedną młodocianą czytelniczkę.


          a jeśli znika matka, to nie z powodu dawania upustu chuciom czy odmiennej od
          tatusia koncepcji na życie, tylko schodzi ze świata - to jednakowoż dużo
          łatwiejsze literacko i moralnie rozwiązanie. w tej sytuacji są chyba dwie
          bohaterki, tj. aurelia i elka, wolę elkę, bo jakaś prawdziwsza mi sie zdaje.
          tyle że ona matki nie pamięta (?), więc nie musi jej ołtarzyków stawiać. mnie
          jednak rozwój psychiczny geniusi/ aurelii nie podchodzi, w 'dziecku piątku' jest
          jakaś taka bezwolna leluja i to nie z uwagi na przeżyty dramat.
          • ginny22 Re: kilka refleksji 16.12.09, 20:07
            > facet-ojciec ulega totalnej anihilacji, to
            > jest dopiero unikanie tematu na całego, a niewątpliwie mógłby on
            zaciekawić niejedną młodocianą czytelniczkę.

            O, tak. Też mi brakuje u MM tej najczęstszej chyba sytuacji
            porozwodowej: czyli ojca dochodącego i dzieci czekających na niego
            co sobota (albo dumających, czy tym razem raczy przyjść).
            • andrzej585858 Re: kilka refleksji 18.12.09, 06:32
              ginny22 napisała:
              >
              > O, tak. Też mi brakuje u MM tej najczęstszej chyba sytuacji
              > porozwodowej: czyli ojca dochodącego i dzieci czekających na niego
              > co sobota (albo dumających, czy tym razem raczy przyjść).

              Jest jeszcze jedna sytuacja - co prawda u MM nie do pomyślenia - matki
              dochodzącej do dzieci pozostających pod stałą opieką ojca. Wbrew pozorom coraz
              częściej spotykana sytuacja. Zresztą temat w ogóle dość skrzętnie chyba pomijany
              w literaturze.
        • kkokos Re: kilka refleksji 16.12.09, 21:18
          Albo prawdziwą rodzinę
          > patchoworkową.

          konsekwecji odmówić pani MM nie można - mamy jeden patchwork, grześ i gaba, i
          zgodnie z ogólną zasadą, dla elki grześ ulega anihilacji.
          • ding_yun OT rodziny patchworkowe 16.12.09, 21:57
            Ale rodzina patchworkowa to jest jednak idea w społeczeństwie nowa i
            ja bym MM niekoniecznie zarzucała, że o niej nie pisze. To znaczy
            podobe sytuacje musiały się pojawiać i wcześniej, ale termin rodzina
            patchworkowa został chyba ukuty niedawno. I opisanie takiej rodziny w
            sposób pozytywny, a nie cukierkowy, wydaje mi się piekielnie trudne.
            Zwłaszcza, że mam wrażenie, że to w społeczeństwie jeszcze większe
            tabu niż homosekualizm. Homoseksualizm został wypuszczony na światło
            dzienne, pojawia się w mediach, w sferze publicznej, w codziennych
            dyskusjach między ludźmi (przynajmniej w moim środowisku). O
            rodzinach patchowrkowych mówi się mniej, nie słychać np non stop o
            dyskryminacji dzieci z tego typu rodzin, a jestem głęboko pzrekonana,
            że ona w realu istnieje. Ale może to tylko moje wrażenie, bo jestem
            jeszcze szczęśliwie na tym etapie w życiu, gdzie większość ludzi
            skupia się na odkrywaniu swojej seskualności, a nie zakładaniu
            rodziny :)
            • kkokos Re: OT rodziny patchworkowe 16.12.09, 22:43
              > podobe sytuacje musiały się pojawiać i wcześniej, ale termin rodzina
              > patchworkowa został chyba ukuty niedawno.

              nie, chyba nie istniały. miało się macochę lub ojczyma. w pierwszej połowie xx
              wieku oni raczej nie mieli dzieci z poprzednich związków - jeśli mieli i te
              dzieci wychowywały się z pierwszymi małżonkami, to był to raczej temat tabu.
              albo pobierało się dwoje wdowców i wychowywali swoje dzieci razem. a za komuny
              to standardem przy rozwodzie było ustalenie miejsca pobytu dziecka przy matce,
              ojciec dwa widzenia w miesiącu i cześć. zwykle to wystarczało do zniszczenia
              więzi, zwłaszcza że ojcowie i tak generalnie mało uczestniczyli w codziennej
              opiece nad dziećmi (zaraz ktoś napisze, że zna wyjątki - tak, na pewno były
              wyjątki! :)).
              mam wrażenie, że taka pełna akceptacja - mama po rozwodzie po raz drugi wyszła
              za mąż lub z kimś się związała, z tego związku są kolejne dzieci, to samo po
              stronie ojca, który mógł też np. ożenić się z kobietą już wcześniej mającą
              dzieci i mieć z nią kolejne; i oni wszyscy nie skaczą sobie nawzajem do gardeł,
              wręcz przeciwnie, idą sobie nawzajem na rękę, a żadne z dzieci nie jest
              dyskryminowane - to tak naprawdę ostatnie 10? góra 20 lat.

              I opisanie takiej rodziny w
              > sposób pozytywny, a nie cukierkowy, wydaje mi się piekielnie trudne.

              bo w ogóle stworzenie takiej rodziny jest piekielnie trudne. bo rozwody zwykle
              wiążą się z wzajemnymi pretensjami i żalem i trzeba umieć się wzbić ponad to, a
              to naprawdę niełatwe. i chociaż jestem w wieku, w którym trochę moich znajomych
              już zdążyło pozakładać drugie rodziny, to takiego idealnego patchworka, o jakim
              pisałam, nie znam.

              > Zwłaszcza, że mam wrażenie, że to w społeczeństwie jeszcze większe
              > tabu niż homosekualizm.

              ??

              Homoseksualizm został wypuszczony na światło
              > dzienne, pojawia się w mediach, w sferze publicznej, w codziennych
              > dyskusjach między ludźmi (przynajmniej w moim środowisku). O
              > rodzinach patchowrkowych mówi się mniej, nie słychać np non stop o
              > dyskryminacji dzieci z tego typu rodzin, a jestem głęboko pzrekonana,
              > że ona w realu istnieje.

              a na czym miałaby polegać, bo nie bardzo rozumiem? ja się nie spotkałam z
              dyskryminacją dzieci, które mieszkają z drugim mężem matki, a nie z ojcem, ani
              takich, które mają przyrodnie rodzeństwo.

              prawdą jest, że mówi się mało - mało o uczuciach, zwłaszcza tych złych, z
              którymi trzeba się uporać, mało o problemach choćby organizacyjnych i jak sobie
              z nimi radzić. trochę tak, jakby uważano, że to się samo ułoży. albo że zbyt
              otwarte mówienie o problemach w takich rodzinnych układach jeszcze je pogorszy
              albo np. uświadomi dzieciom, że istnieją. ale nie przyszłoby mi do głowy, że to
              temat tabu, czyli zakazany, związany z tajemnicą, czymś nieczystym, wstydliwym
              czy godnym pogardy (jak dla niektórych homoseksualizm, skoro ten przykład
              przywołujemy)
            • wushum Re: OT rodziny patchworkowe 16.12.09, 23:03
              To nie chodzi o to, że brak rozwodów, czy sierotek, ale o podejście do sprawy.
              Ps.: Ciekawe, że facet, który zostaje mężem, nagle zaczyna się rozpływać. Albo
              zwiewa poza granice, albo rozmięka.
              Mam wrażenie, że wiele "problemów" jest omijanych. Znaczy, niby są, ale niczego
              nie jesteśmy świadkami.
              Poczynając od wrzodu Mili, o którym słyszymy relację, poprzez Januszka, który
              powrócił, a potem wyjechał i "się rozwiódł", czy internowania Boreja, śmierci
              Ewy Sopel, wywalenia Dmuchawca, wypadku Gaby itp itd. Wszystko to już zastajemy.
              Nic nie dzieje się "na naszych oczach" czytelniczych.
              Czy to nie ciekawe?
              I dlatego, nikt się nie boryka specjalnie, bo wszystkie zdarzenia już minęły.
              Możemy czytać wspomnienia o czymś "trudnym".
              Za to Gaba i jej sytuacja urasta do męczennictwa, a Janusz zostaje zbrodniarzem
              - wydaje mi się, że bywają gorsi mężowie. No i Januszek kiedy ląduje w "kiciu"
              nie zwraca się do małżonki o pomoc. Nie obciąża jej zapłaceniem kaucji itp. Ale
              pomińmy to.
              Skoro MM wychowuje na swoich książkach pokolenia, to co wpaja? Jaki ideał? Ano,
              świetna dziewczyna, to taka, co inteligentna, ale przymierająca głodem, dalej
              prawdziwie dobra bohaterska panna, wychodzi za łajdaka, który ją porzuca, a ona
              z dziecięciami na ręku walczy. Nie dba o siebie, jeno czyści wannę i ceruje te
              rajtuzy, haruje jak dziki wół domowy, ale z dziećmi nie rozmawia. Jej życie,
              poza pracami domowymi, to najwyżej pochlipanie w ciemnym przedpokoju w rękaw
              spranej koszuli flanelowej. Janusz zamienia się w Tego-Którego Imienia nie wolno
              Wymawiać;)
              Tak więc dorównując ideałom, trza zostać Gabrielą, na której się wychowalim. A
              na dodatek, nawet jeśli znajdzie sobie faceta, to musi to być rozmiękła ciumra,
              aby wspomnienie o pozostawieniu przez J, było nadal trwałe. A jak ktoś jest
              podobny do ojca co macierz zostawił, to ma przekichane, bo już wie, że jest zły.
              Na tym się wychowujemy:)
              A prawdziwe radzenie sobie z problemami jest pomijane. Bo gdyby tak Gabie
              urodził się syn z zespołem Downa? A nie geniusz?
              Gdyby Natalia wyszła za Nerwusa i ten by ją bił? W świecie Jeżycowym problemy
              nie mają żadnego prawdziwego wymiaru.
              To jakieś wydmuszki.
              Jak dla mnie - oczywiście.
              I owszem, wychowałam się "na Gabie", ale myślę, że teraz jest mi trudniej. Bo np
              wpojono mi wstręt do pieniędzy, oraz przekonanie, że baba musi być z żelaza i
              znosić wiele.
              A ja nie chcę.
              :)
            • ginny22 Re: OT rodziny patchworkowe 17.12.09, 23:22
              > Ale rodzina patchworkowa to jest jednak idea w społeczeństwie nowa
              i ja bym MM niekoniecznie zarzucała, że o niej nie pisze.

              Ja nie robię z tego zarzutu. Uważam tylko, że nie ma co mówić o tym,
              że MM jest taka odważna, bo porusza "trudne tematy", podczas gdy
              prawdziwie trudnych tematów naszych czasów ze świecą u niej szukać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka