Dodaj do ulubionych

Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa"

16.12.09, 19:32
Cóż, tym razem recenzja będzie krótka, bo książka w sumie tyle warta. Otóż jak dla mnie, stanowi ona zgrabne powtórzenie treści KK, tyle że tym razem w roli głównej jest Ida. Trudny czas okresu dojrzewania przedstawiony całkiem fajnie, przepoczwarzenie się rudego podlotka w ładną pannę ukazane w miarę prawdopodobnie. Co natomiast było dla mnie niezby prawdopodobne? Otóż niesamowicie denerwował mnie wątek Frakcji Szwungszajba. I to i teraz, po latach, i x lat wcześniej, gdy tę książkę po raz pierwszy czytałam. O ile całe ESD pachnie takim idealizmem i troszkę trąci nawet moralizatorstwem, że porządna młodzież takie właśnie powinna uprawiać gry i zabawy (zamiast, jak to zwykle z młodzieża bywa, oddawać się rzeczom przez starych zakazanym :)), o tyle Frakcja Szwungszajba była dla mnie czymś tak jakoś na siłę doczepionym, jakby autorka już nie miała pomysłu, jak by tu tę krewką skądinąd Idę jakoś... uwznioślić? Pomalowanie w ataku pasji Lisieckich przez wściekłą rudą małpę jest OK, bo jest prawdziwe, jęki Idy w stronę Krzysia, że trzeba i warto być dobrym itd. - już niekoniecznie. Szkoda, że w tamtych czasach nie było ta zorganizowanego wolontariatu jak dziś. Spokojnie jestem sobie w stanie wyobrazić Idę, jak wciąga się w pracę jakiejś prężnie działającej organizacji i tworzy tę świetlicę dla dzieci "moralnie zaniedbanych" (swoją drogą, idea błysnęła i jakoś umarła...).

O Borejkach nie napiszę, bo szkoda czasu. Wzmianka o tym, że przetworów jako źródła witamin jesienią i zimą nie mająca co do garnka włożyć Ida nie śmiała tknąć, zrobiła na mnie jak najgorsze wrażenie. Poza tym nie wierzę, że agresja pani Lisieckiej tak łatwo w rzeczywistości poległaby w starciu z kulturą i obyciem rodziny Borejków, jak to opisano w scenie spotkania i skargi na malarski wyczyn Idy.
Obserwuj wątek
    • ginny22 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 19:41
      > świetlicę dla dzieci "moralnie zaniedbanych" (swoją drogą, idea
      błysnęła i jakoś umarła...).

      To akurat mało dziwne. Tak zwykle bywa ze szlachetnymi i
      spontanicznymi ideami. Skończyły się wakacje, zaczęła się szkoła i
      codzienność i wzniosłe pomysły poległy w starciu z codziennością.
      • jottka Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 20:06
        a tu siem nie zgodzę:) ida z krzysiem niewiele w sumie czasu poświęcali małym
        lisieckim, a sporą frajdę z tego mieli - wątpię, żeby obowiązek szkolny
        uniemożliwił i jednym, i drugim spotykanie się raz w czas, żeby coś razem poczytać.

        te wieczory bajek zrodziły się spontanicznie i ida odkryła w tym niespodziewanie
        dużo satysfakcji, taka osoba jak ona raczej by się pazurami wczepiła w
        lisieckich, żeby ich 'cywilizować', niż porzuciła, bo sie wakacje skończyły.
        imho w realu to oni by się przed nią w końcu zaczęli opędzać:) ona w tym
        znalazła faktyczne potwierdzenie swojej wartości, za cenna rzecz, żeby ją ot tak
        odrzucić.
      • ready4freddy Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 14:31
        ginny22 napisała:

        > > świetlicę dla dzieci "moralnie zaniedbanych" (swoją drogą, idea
        > błysnęła i jakoś umarła...).
        >
        > To akurat mało dziwne. Tak zwykle bywa ze szlachetnymi i
        > spontanicznymi ideami. Skończyły się wakacje, zaczęła się szkoła i
        > codzienność i wzniosłe pomysły poległy w starciu z codziennością.

        a ja mam nieco odmienna koncepcje. po prostu, nastepna po "Idzie Sierpniowej"
        ksiazka, czyli "Opium w rosole" dzieje sie kilka lat pozniej, w innych realiach,
        i tez o czym innym glownie traktuje. trudno, aby autorka przemycala oprocz
        przemycania aluzji i "aluzji" (jako "aluzje" traktuje wzmianke o stukaniu butow
        nocnego patrolu, jako iz wydaje mi sie normalne patrolowanie przez policje czy
        podobne sluzby miasta noca, nie musi to byc wcale jakies opresyjne policyjne
        panstwo, koniec dygresji) jeszcze wspomnien, jak to Ida w zeszlym roku znalazla
        dzieciom zajecie, zeby sie nie nudzily i nie dokuczaly slabszym (roznoszenie
        ulotek antyrezimowych, hyhyhy :)))

        Twoja teoria tez mnie przekonuje, ale wyjasnienie wydaje mi sie raczej
        "techniczne". z tego samego powodu nie sa kontynuowane inne watki (w starszych
        ksiazkach, ktore nie byly jeszcze pisane w formie serialu, znaczy sie).
    • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 20:23
      soova napisała:

      > Wzmianka o tym, że przetworów jako źr
      > ódła witamin jesienią i zimą nie mająca co do garnka włożyć Ida nie śmiała tkną
      > ć, zrobiła na mnie jak najgorsze wrażenie.

      Szczerze mówiąc, za pozwoleniem, nie rozumiem tego jak najgorszego wrażenia. Na
      mnie zrobiło wrażenie raczej pozytywne.
      Nie podobałoby mi się wcale, gdyby zbiegła od rodziny dającej utrzymanie i
      wyżywienie wakacyjne Idusia - jedna z czterech córek i jeden z sześciu członków
      rodziny, wyżarła wakacyjne zapasy witamin na zimę, przeznaczone wszak dla
      sześciorga, a już na pewno dla czworga.

      Jej obawy i wyrzuty sumienia dobrze świadczą o uspołecznieniu zbiegłej,
      prawdziwych - nie deklarowanych - uczuciach siostrzanych oraz dobrze wróżą co do
      poczucia nastolatki, że trzeba brać odpowiedzialność za swe emocjonalne decyzje
      o ucieczce z wakacji i ponosić konsekwencje decyzji, a nie zwalać
      odpowiedzialność na zimowe zapasy :))
      • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 21:01
        Jak napisała Onion, lubianej potrawy zawsze można zrobić więcej. Pewnie, że to
        było w PRL, :) ale w końcu w sierpniu, gdzie mimo schyłku małego zlodowacenia (w
        przeciwieństwie do obecnego ocieplenia) nie brak było owoców na targu.
        • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 21:32
          O rany! Przecież w sierpniu nie było najprawdopodobniej zapasów zimowych z
          sierpniowych owoców i warzyw tylko z tych wcześniejszych np.z truskawek, które
          były w PRL dostępne góra miesiąc w roku i z których robiło się przetwory,aby
          dostarczyć rodzinie witamin i przyjemności w zimie, a nie w sierpniu.
          Ja jako dziecko PRL absolutnie ten motyw rozumiem mimo, ze byłam wypieszczoną
          jedynaczką z gosposią, a nie jedną z czterech Borejkówien. Robienie przetworów
          to był ciężki proces technologiczny, a nie ukrojenie kawałka chleba i
          posmarowanie go serkiem. Ponadto przetwory były dodatkiem do innych potraw, a
          nie służyły zaspokajaniu głodu.
          Kiedyś jak Michnikowski śpiewał Adio pomidory to naprawdę adio, w zimie z owoców
          dostępne były jabłka a z warzyw marchew, kapusta i buraki.
          Dodatkowo dochodziły do tego czynniki logistyczne - trzeba było produkty na te
          przetwory kupić, przytaszczyć, czasami zdobyć. U mnie w domu po truskawki na
          przetwory jeździło się na wieś, po śliwki do gosposi, a po wiśnie do ciotki na
          Śląsk.
          Ja jak wspomniałam byłam jedynaczką z dość zasobnego, jak na owe czasy domu, ale
          to, co uskuteczniają moje dzieci, czyli wyżeranie do imentu z lodówki było po
          prostu nie do pomyślenia - żywność się zdobywało, gromadziło i ktoś najczęściej
          matka miał nad przepływem tej żywności kontrolę. W moim domy jadło się bardzo
          dobrze i do syta, ale jadło się to na, co matka wydała pozwolenie.

          I teraz tak - moi rodzice oczywiście nie obdarliby mnie ze skóry gdybym z
          głodu wyżarła przetwory i podejrzewam, że także Borejkowie nie obdarliby Idy,
          ale ja podobnie jak Ida miałabym w tamtym czasie opory przed tym procederem.
          Czego moje dzieci i młodsi forumowicze nie rozumieją, bo przecież można kupić,
          ugotować itd.
          Tak, jak nie zrozumieją, jak mogłam w roku 1986 w piątek wieczorem wydzierać
          ukochanemu mężczyźnie twaróg z gęby, rycząc donośnie, że to dla psa, a on sobie
          może ryż ugotować ewentualnie. Bo nie pamiętają, że we sobotę i niedzielę to
          można było sobie twaróg narysować, albo w najlepszym wypadku wystać w
          kilometrowej kolejce po koszyk na dworze w supersamie (świętej pamięci). Do 13 w
          sobotę li i jedynie oraz jeśli twaróg dowieźli i go starczyło!
          • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 23:48
            > żywność się zdobywało, gromadziło i ktoś najczęście
            > j
            > matka miał nad przepływem tej żywności kontrolę

            Dokładnie. U mnie w domu też nie do pomyślenia było otwarcie słoika z
            przetworami, czy też wyżeranie innych zapasów bez wiedzy i zgody mamy. (Tj,
            owszem robiło się to, ale z poczuciem winy.) Głodna nie chodziłam, ale te
            wszystkie 'lepsze' rzeczy (a przetwory do takich należały) były reglamentowane.
            Rozterki Idy wydają mi się zupełnie naturalne.

            > Robienie przetworów
            > to był ciężki proces technologiczny, a nie ukrojenie kawałka chleba i
            > posmarowanie go serkiem. Ponadto przetwory były dodatkiem do innych potraw, a
            > nie służyły zaspokajaniu głodu.
            > Kiedyś jak Michnikowski śpiewał Adio pomidory to naprawdę adio, w zimie z owocó
            > w
            > dostępne były jabłka a z warzyw marchew, kapusta i buraki.
            > Dodatkowo dochodziły do tego czynniki logistyczne - trzeba było produkty na te
            > przetwory kupić, przytaszczyć, czasami zdobyć. U mnie w domu po truskawki na
            > przetwory jeździło się na wieś, po śliwki do gosposi, a po wiśnie do ciotki na
            > Śląsk.

            Ponadto na przetwory owocowe ronione tradycyjną technologią bardzo dużo cukru
            wychodzi. A w 1978 już od pewnego czasu (1975? 1976? pamięta ktoś?) cukier był
            na kartki.
            • andrzej585858 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 06:36
              paszczakowna1 napisała:


              > Ponadto na przetwory owocowe ronione tradycyjną technologią bardzo dużo cukru
              > wychodzi. A w 1978 już od pewnego czasu (1975? 1976? pamięta ktoś?) cukier był
              > na kartki.

              Cukier na kartki wprowadzono w 1976r. po tzw. wydarzeniach radomskich.
              Do wszelkiego typu problemów z zdobywaniem produktów niezbędnych do
              wyprodukowania przetworów dochodził jeszcze problem sposobu ich wykonania. Czyli
              konieczności ich pasteryzowania, gotowania, smażenia itp. Czyli trzeba było to
              robić bądż na kuchni węglowej albo gazowej. Nastepny problem gdyż zarówno
              węgiel jak i gaz w butlach należały do produktów reglamentowanych. Jeszcze jak
              ktoś mieszkał w blokach gdzie nie było przewodów kominowych to otrzymał butlę
              gazu raz na miesiąc, gorzej w budynkach z kominami - tam gaz należał się raz na
              trzy miesiące.
              Zdobycie zaś węgla - pomimo że byliśmy potęgą w jego wydobyciu - graniczyło
              czasem z cudem.
              Przygotowanie weków na zimę nie było więc takim prostym zadaniem - tak więc
              opory Idy przed wyjadaniem zapasów domowych są być przesadzone ale w pełni
              zrozumiałe. Czasem kontekst historyczny ma jednak znaczenie przy odbiorze
              konkretnych scen.
              • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 12:52
                > Nastepny problem gdyż zarówno
                > węgiel jak i gaz w butlach należały do produktów reglamentowanych.

                U Borejków raczej nie było to problemem. Mieli (grożący wybuchem) piecyk gazowy
                w łazience (KK), zatem prawdopodobnie mieli przewody gazowe. A taki gaz, o ile
                mnie pamięć nie myli, był rozliczany ryczałtem i bardzo tani. (W przeciwieństwie
                do cukru - często zapomina się, że za PRL towary nie tylko były trudne do
                dostania, ale też, z małymi wyjątkami, drogie w stosunku do zarobków.)
          • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 02:56
            Mam podobne wspomnienia co Mamarcela. Wyżarcie np. kompotu z wiśni, truskawek
            albo co gorsza, z czereśni, było w lecie nie do pomyślenia, bo on tuż po sezonie
            na te owoce był już nie do odtworzenia.
          • croyance Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 16:04
            A propos, kilka razy powtarzalam juz te historie, ale do tego watku tez
            sie nada: pamietam, jak bylam mala i mama wyslala mnie do Supersamu, a
            tam kartka 'TWAROGU NIE MA I NIE BEDZIE'.
          • staua Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 23.12.09, 15:47
            Boze. Mamarcelo, przypomnialas mi kolejki po koszyk. Jakby jakas
            klapka w pamieci mi sie otworzyla.
            • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 23.12.09, 16:13
              Jeszcze parę lat temu można było sobie zafundować stanie w kolejce po koszyk w
              samie spożywczym w Sezamie w Warszawie. I to po południu w dzień powszedni! :)
              • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 29.12.09, 21:21
                Polecam sklep Mokpol w Warszawie - kolejki po koszyki są do dziś, codziennie po
                południu.
        • ready4freddy Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" - OT 17.12.09, 15:12
          soova napisała:

          > Jak napisała Onion, lubianej potrawy zawsze można zrobić więcej. Pewnie, że to
          > było w PRL, :) ale w końcu w sierpniu, gdzie mimo schyłku małego zlodowacenia (
          > w
          > przeciwieństwie do obecnego ocieplenia) nie brak było owoców na targu.

          "male
          zlodowacenie
          " bylo miedzy XVI a XIX wiekiem :) to co skonczylo sie w
          czasach Idy Sierpniowej to po prostu okres nieco
          nizszych od srednich
          temperatur
          - to tak w kwestii formalnej :)
      • mama_kotula Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 21:01
        CytatNie podobałoby mi się wcale, gdyby zbiegła od rodziny dającej utrzymanie i wyżywienie wakacyjne Idusia - jedna z czterech córek i jeden z sześciu członków rodziny, wyżarła wakacyjne zapasy witamin na zimę, przeznaczone wszak dla sześciorga, a już na pewno dla czworga.

        Rozdzialiku drogi.
        Co roku dla 4 osób mamy około 20 słoików buraczków, tyleż ogórków i
        masę innych rzeczy, w tym z 15 słoików keczupu, całą zamrażarkę mrożonej papryki/pietruszki/koperku.

        Ja tyle mam - ja, która w kuchni przebywam tylko wtedy, kiedy muszę, bo przeważnie kończy się to katastrofą z uszkodzeniem ciała.

        W obliczu tegoż faktu i porównania mnie z tytanem kuchennej pracy, czyli Milą - czy ty naprawdę wierzysz w to, że Ida w ciągu kilku dni jest w stanie, jak to raczyłaś napisać - "wyżreć" zapasy na całą zimę dla 6-osobowej rodziny?

        W ogóle to fajnie byłoby, jakbyś a propos wyżerania przetworów przeczytała Zimę Muminków :):)

        Poza tym - mogłaby moja córka i uciec, i być nieodpowiedzialna, mogłaby uciec nawet ze stadem hipisów i się źle prowadzić - natomiast okiem bym nie mrugnęła, jakby te przetwory zjadła - nie chciałabym po prostu, aby moja córka była głodna. Amen.
        • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 21:27
          mama_kotula napisała:


          > Rozdzialiku drogi.
          > Co roku dla 4 osób mamy około 20 słoików buraczków, tyleż ogórków i
          > masę innych rzeczy, w tym z 15 słoików keczupu, całą zamrażarkę mrożonej papryk
          > i/pietruszki/koperku.

          Mamuniu Kotulinko :))
          Ja nie mam żadnych zapasów, bo po pierwsze nie mam czasu, a po drugie nie umiem
          robić przetworów, a po trzecie - co tam będziemy ukrywać - leń ze mnie kuchenny.

          Ale buraczki, ogórki to płone jadło jest, przeleci przez człowieka szybko,
          trzeba dużo go zjeść, jeśli ma być daniem podstawowym, a nie dodatkiem. Więc
          policzmy: 6 dni, cztery posiłki...no....kochana, te 20 słoików to ona by Ci
          mogła wyżreć w trzy dni.

          Poza tym mam przed oczami losy wszystkich kompotów, które dla wnuków przynosi
          moja niezłomna teściowa...znikają od razu po otworzeniu i jeszcze kłótnie są,
          kto więcej wyżarł czereśni albo śliwek, a kłócą się dzieci, które w zasadzie nic
          nie lubią jeść, nic im nie smakuje itd., czyli w d...e pełno, jak mawiała moja
          babcia.

          No i wreszcie nie jestem przekonana, czy aby na pewno głód nie zrobiłby dobrze
          źle prowadzącej się wbrew woli rodziców, nieodpowiedzialnej nastolatce (nie
          mówię to rzecz jasna o Idzie, tylko o hipotetycznej wspomnianej przez Ciebie
          nastolatce).
          No wóz albo przewóz, albo jesteś nastolatko dorosła i robisz co chcesz i żyjesz
          jak chcesz, wbrew mojej woli, wbrew matczynej trwodze, czy nie popadniesz w
          ciążę (najmniejszy problem), HIV czy nie zostaniesz ofiarą przemocy itp.i wtedy
          sama sobie zapewniaj przetwory, albo jednak potrzebujesz mnie i moich
          przetworów, a wtedy bierz pod uwagę moją osobę i moje zasady.
          • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 14:56
            rozdzial43 napisała:

            > No i wreszcie nie jestem przekonana, czy aby na pewno głód nie zrobiłby dobrze
            > źle prowadzącej się wbrew woli rodziców, nieodpowiedzialnej nastolatce (nie
            > mówię to rzecz jasna o Idzie, tylko o hipotetycznej wspomnianej przez Ciebie
            > nastolatce).
            > No wóz albo przewóz, albo jesteś nastolatko dorosła i robisz co chcesz i żyjes
            > z
            > jak chcesz, wbrew mojej woli, wbrew matczynej trwodze, czy nie popadniesz w
            > ciążę (najmniejszy problem), HIV czy nie zostaniesz ofiarą przemocy itp.i wtedy
            > sama sobie zapewniaj przetwory, albo jednak potrzebujesz mnie i moich
            > przetworów, a wtedy bierz pod uwagę moją osobę i moje zasady.

            Tak, najlepiej glodzic nastolatki regularnie i profilaktycznie, niech zawsze
            wiedza kto tu rzadzi. Wtedy nigdy nie zajda w ciaze, nie padna ofiarami przemocy
            ani na pewno nie zlapia HIVa.
            Nastolatki sa dorosle dopiero od 18 roku zycia, do tego czasu trwozne rodziciele
            maja psi i prawny obowiazek zapewnic im dostateczna ilosc jedzenia, bez wzgledu
            na zle prowadzenie sie owych nastolatkow.
    • onion68 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 20:24
      Temat przetworowy poruszałam też już kiedyś, jako że zahamowania Idy przed
      naruszeniem zapasów także na mnie zrobiły niemiłe wrażenie, ale nie spotkałam
      się ze zrozumieniem ;-) W Jeżycjadzie ten motyw powtarza się jeszcze w Pulpecji,
      kiedy Gabriela jeden z mazurków ukrywa przed rodziną, a drugiego zabrania tykać.
      Nie pasuje mi to do Borejków, a i tak w odniesieniu do każdej rodziny wydaje się
      dziwne - jeśli wiadomo, że jakaś potrawa jest lubiana, można jej zrobić więcej,
      wydaje mi się.
      Z drugiej strony, nie sądzę, żeby Mila po powrocie z wakacji robiła Idzie
      wyrzuty za spożycie części przetworów - zachowanie Idy pewnie wynikało bardziej
      z koniecznej codziennej "tresury", gdyż być może rodzina przejawiała
      natychmiastową chęć jedzenia tego, co się akurat robi, a wtedy, cóż - nie było
      takiego zaopatrzenia w świeże warzywa i owoce, mrożonek też nie. Rodzina zaś
      była liczna, i przy braku dyscypliny w tym względzie przetwory na zimę mogłyby
      faktycznie do zimy nie przetrwać.
      • ding_yun Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 21:46
        Ja też, gdy czytałam pierwszy raz IS (gdzieś w drugiej czy trzeciej
        klasie SP), czemu Idusia nie może zjeśc tych przetworów, ale
        tłumaczyłam sobie, że tak się pewnie robi w wielodzietnych rodzinach.
        W sensie, że w takich rodzinach każdy ma mieć po równo, bo jak jedna
        osoba ma więcej to jest niesprawiedliwie. Skojarzyłam sobie na
        przykład z procederem, jaki uskuteczniały dzieciaki w mojej klasie -
        gdy przynosiłam na urodziny cukierki, zeby wszystkich poczęstować, ci
        co mieli rodzeństwo zawsze chcieli ich wziąć więcej "dla siostry albo
        brata". Strasznie mnie to wkurzało.
      • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 16.12.09, 23:36
        > kiedy Gabriela jeden z mazurków ukrywa przed rodziną, a drugiego zabrania tykać
        > .
        > Nie pasuje mi to do Borejków, a i tak w odniesieniu do każdej rodziny wydaje si
        > ę
        > dziwne - jeśli wiadomo, że jakaś potrawa jest lubiana, można jej zrobić więcej,
        > wydaje mi się.

        A te mazurki nie zawierały aby kakao lub czekolady? Jeśli tak, to sprawa jest
        jasna - nie można było zrobić więcej. A nawet jeśli nie zawierały kakao,
        to na 100% zawierały cukier (co prawda przydział był spory, ale w przypadku gdy
        w rodzinie pieczono ciasta i robiono przetwory, cukier mógł być deficytowy),
        jajka (różnie z tym bywało, ale w każdym razie kupno rzadko było całkiem
        banalne) i pewnie coś w stylu skórki pomarańczowej/orzechów/migdałów - wszystko
        już wtedy kłopotliwe do kupienia (choc oczywiście nie tak, jak zrobiło się w
        parę lat później).
        • croyance Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 16:12
          Jest jeszcze inna kwestia - teraz wszystko mozna dostac etc., ale
          jakbym zrobila ciasto na jakas okazje, a Krojansiarz by przyszedl i
          se odkroil kawalek, to bym ZAMORDOWALA, jak Boga kocham. Uznalabym to
          za kompletny brak szacunku dla mojego wysilku 'o, co tam, Croyance
          upiecze nowe'. No tak, niby moge, ale czy musze?

          Paszczakowa, wyobrazasz sobie, ze przygotowujesz potrawy na jakas
          uroczystosc, a wieczor przed maz/dzieci wyzeraja polowe, bo przeciez
          mozesz dorobic wiecej?
          • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 16:18
            No dokładnie. Bez jaj, przed Wielkanocą i tak jest masa roboty. Ja też bym
            schowała te mazurki, choćby moja rodzina je uwielbiała, bo w nawale
            przedświątecznej pracy zwyczajnie by mi się nie chciało produkować ich drugi raz.
          • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 14:46
            > Paszczakowa, wyobrazasz sobie, ze przygotowujesz potrawy na jakas
            > uroczystosc, a wieczor przed maz/dzieci wyzeraja polowe, bo przeciez
            > mozesz dorobic wiecej?

            Obawiam się, że tak (wyżeranie, nie motywację), bo mąż ma z domu rodzinnego
            zakodowane przekonanie, że jedzenia jest zawsze zrobione/kupione znacznie za
            dużo, i jak zostanie połowa, to będzie akurat. ;-) Ale mało kto ma taką politykę
            jak moja teściowa (10 kotletów schabowych, kurczak i cynaderki dla 5-ciu osób, z
            których jedna się odchudza, dwie mają podwyższony cholesterol a czwarta 3 lata)
            i co do meritum masz rację.
        • ready4freddy Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 17:00
          paszczakowna1 napisała:

          > > kiedy Gabriela jeden z mazurków ukrywa przed rodziną, a drugiego zabrania
          > tykać
          > > .
          > > Nie pasuje mi to do Borejków, a i tak w odniesieniu do każdej rodziny wyd
          > aje si
          > > ę
          > > dziwne - jeśli wiadomo, że jakaś potrawa jest lubiana, można jej zrobić w
          > ięcej,
          > > wydaje mi się.
          >
          > A te mazurki nie zawierały aby kakao lub czekolady? Jeśli tak, to sprawa jest
          > jasna - nie można było zrobić więcej. A nawet jeśli nie zawierały kakao,
          > to na 100% zawierały cukier (co prawda przydział był spory, ale w przypadku gdy
          > w rodzinie pieczono ciasta i robiono przetwory, cukier mógł być deficytowy),
          > jajka (różnie z tym bywało, ale w każdym razie kupno rzadko było całkiem
          > banalne) i pewnie coś w stylu skórki pomarańczowej/orzechów/migdałów - wszystko
          > już wtedy kłopotliwe do kupienia (choc oczywiście nie tak, jak zrobiło się w
          > parę lat później).

          pare lat pozniej, to znaczy..? akcja Pulpecji, w ktorej wystepuja wzmiankowane
          mazurki, dzieje sie na w latach 1993/94, wiec teoria o Gabie chowajacej
          mazurki z cennego surowca upada. no chyba, ze tak jej to utkwilo w pamieci z lat
          wczesniejszych ;)

          ale wyjasnienie jest zgola inne:

          "Po poludniu mial tez pojawic sie Grzegorz i wszystko wskazywalo na to, ze
          bedzie to wizyta wazna. Gabrysia schowala w jakims niedostepnym kacie najlepszy
          z mazurkow (orzechowy (...)) i zakazala rodzinie nawet spogladac na mazurek
          pomaranczowy, ktory juz sie do schowka nie zmiescil."

          nie ma co dorabiac tutaj teorii, Gabryjela chowala mazurki po katach, zeby nie
          pozarla ich zarloczna Pulpa, Ida czy zgola Ignac :)
          • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 14:37
            > pare lat pozniej, to znaczy..? akcja Pulpecji, w ktorej wystepuja wzmiankowane
            > mazurki, dzieje sie na w latach 1993/94,

            A to nie było w KK? W KK Gaba co innego chowała? Bo coś chowała (czy też broniła
            przed pożarciem) na pewno.
            • jottka Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 14:47
              w "kk" występują bodaj ciasta na imieniny ignaca i któreś z nich gaba chowa
              przed dzieciarnią, ale też imho nie z paragrafu braków rynkowych, tylko
              zwyczajnie, nutria i pulpa małe, łakome i nieświadome powagi chwili:)
              obdłubałyby lukier albo obgryzły tylko troszeczkę..

              już nie pamiętam kto mi to opowiadał - o kocie, który równo zlizał bitą śmietanę
              z tortu przez sam środek. była to uprzejma kocina i posiliwszy się, zostawiła
              trochę dla jubilata:)
            • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:18
              Ja chciałam tylko zauważyć, że nikt nie zabronił Idzie ruszać przetworów.
              Prawdopodobnie gdyby w kuchni była matka, to szybkim ruchem otworzyłaby 3
              słoiki, żeby Ida nie była głodna. Ida wie, jakie są ogólne zasady
              jedzenia przetworów i walkę stacza sama ze sobą, a nie z matką-kutwą.
              Co do mazurków to sama kilka lat temu, kiedy już wszystkiego było pod
              dostatkiem, chowałam dla ukochanego (aktualnie męża) mazurek kajmakowy. To jest
              ulubiony mazurek całej rodziny, robi się go ze cztery blachy. wszyscy się
              rzucają, chociaż głodzeni nie są, a zrobienie nowego kajmaku (3 godz stania i
              mieszania w garnku) jest nieco problematyczne.
              Zgadzam się z mamamarcela - tu nie chodzi o żaden głod tylko bezmyślne czasem
              wyżarcie czegoś ot tak, z łakomstwa. Wierzę, że można zjeść 1,5 kurczaka ale nie
              wytłumaczycie mi że to jest lepiej i zdrowiej niż zjeść go z ryżem, warzywami i
              miską sałaty a na deser owoce. I jeszcze wstać od stołu z uczuciem lekkiego
              niedosytu. Borejkówny były po prostu łakome. To się dzieciom zdarza. Ja na
              przykład mam dwie córki łakome i jedną, dla której np słodycze mogłyby nie
              istnieć. Najstarsza i najmłodsza wyżarły w tym roku swoje czekoladki adwentowe
              pierwszego dnia (a czekoladę widują częściej niż Borejkówny) a średnia
              codziennie zjada po jednej i też czasem oddaje siostrom.
              • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:24
                Wyżarcie wszystkich czekoladek bladym świtem o 7 rano tez można by nazwać
                "gorszącą sceną", zwłaszcza że było to określenie żartobliwe.
    • anna-pia Co do przetworów 16.12.09, 22:31
      to Idę rozumiem, ponieważ moim pierwszym skojarzeniem było "no tak, jak zje, to
      będzie musiała dorobić", czyli upolować jakieś płody rolne nadające się do
      przetworzenia, umyć, przebrać, przetworzyć.
      W latach 80. (jestem z początku lat 70.) siadałam na balkonie i szypułkowałam
      dziesiątki kilogramów truskawek, żeby potem je zamrozić - tak, mieliśmy
      300-litrową zamrażarkę, gdzie pakowało się owoce, które dało się zamrozić.
      Śliwki się suszyło, tak samo gruszki, trochę jabłek, bo te zimowe były albo
      drogie, albo paskudne.
      Przez kilkanaście lat nie jadłam truskawek, odrzucał mnie sam zapach i
      wspomnienie szypułkowania. Jeśli Ida była sadzana do takiej roboty, to sądzę, że
      mogła mieć duże opory przed zjedzeniem czegoś, nad czym tak się napracowała, bo
      musiałaby (pogoniona przez Milę-terrorystkę) uzupełnić zapasy.
      • jota-40 Re: Co do przetworów 17.12.09, 09:12
        Ja też Idę poniekąd rozumiem, bo u mnie w domu - podobnie, jak u Mamymarcela - mimo ogólnej zasobności przetwory należały do spraw reglamentowanych.
        Natomiast nielogiczna jest dla mnie ta całkowita pustka w kuchni - mam na myśli jakiekolwiek inne zapasy, poza przetworami. To były czasy, kiedy gromadziło się dużo rozmaitości, z tej prostej przyczyny, że kiedy już coś - cokolwiek - rzucili do sklepu - nigdy nie było wiadomo, kiedy się ta szczęśliwa sytuacja powtórzy. Owszem, przed wyjazdem wyjadało się rzeczy z lodówki, jednak zawsze - przynajmniej u mnie w domu, u mojej rodziny, znajomych etc. - były jakieś konserwy, szprotki, kasze, mąka, makaron... Tymczasem u anioła gospodarności - Mili - w kuchni jest tylko resztka kolanek i jedna torebka zupy w proszku???!
        Poza tym Ida uszczupliła Święte Szeregi Zimowe! Zeżarła "najmniejszy słoik fasolki szparagowej" ;)).

        Poza jedzeniem, w IS drażni mnie układ Ida - Krzyś - Paulinka. Jakieś to jest mało wiarygodne. Poza tym, niestety, nie czuję żadnej chemii pomiędzy Idą, a Klaudiuszem.
        Mam natomiast swoje ulubione sceny - należy do nich m.in. opis szalonej, wielogodzinnej lektury "Dziwnych losów Jane Eyre" ;).
        • paszczakowna1 Re: Co do przetworów 17.12.09, 12:46
          > Natomiast nielogiczna jest dla mnie ta całkowita pustka w kuchni - mam na myśli
          > jakiekolwiek inne zapasy, poza przetworami.

          Prawdopodobnie wszystkie konserwy itp (z makaronem włącznie) wyjechały wraz z
          Borejkami na wakacje (oni tam byli na własnym wyżywieniu) i zostały tylko
          przetwory przeznaczone do konsumpcji zimowej.
          • iwoniaw Nie byli na "własnym wyżywieniu" ale 17.12.09, 16:08
            albowiem Ignacy dzwoniący do Idy z telefonu kierownika ośrodka tracił - wg listu
            Gaby - "jeden z pysznych (tfu!) obiadków" zapodawanych w tamtejszej stołówce.
            Aczkolwiek coś o węgorzach (?) łapanych i przygotowywanych własnym sumptem coś
            mi majaczy.

            W kwestii formalnej rozumiem zakaz wyżerania zapasów na zimę latem, gdy owoców i
            warzyw świeżych jest pod dostatkiem. Ponadto sama właśnie schowałam przed
            rodziną zapas pierniczków na święta (dostali tylko ściśle limitowane ilości "do
            spróbowania"), gdyż nie mam zamiaru "po prostu robić ich więcej", jako że zasoby
            czasowe mam ograniczone, a jeść można co innego (wliczając w to słodycze), mniej
            czaso- praco- i produktochłonnego.
            • paszczakowna1 Re: Nie byli na "własnym wyżywieniu" ale 18.12.09, 11:30
              > Gaby - "jeden z pysznych (tfu!) obiadków" zapodawanych w tamtejszej stołówce.
              > Aczkolwiek coś o węgorzach (?) łapanych i przygotowywanych własnym sumptem coś
              > mi majaczy.

              Masz rację. Utkwiły mi w pamięci te węgorze oraz mleko i śmietana od małorolnego
              (jakiś kurczak chyba też?) i mnie zmyliły. Ale może chodziło tylko o obiady, a
              konserwy i makaron wyjechały i tak jako przeznaczone na śniadania i kolacje? U
              mnie w domu konserwy się specjalnie chomikowało na wakacje przez parę miesięcy.
    • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 09:05
      Zwracam uwagę wszystkich Państwa piszących o nietykalności zapasów: Ida była najzwyczajniej w świecie GŁODNA. Nie chodziło tu o jednorazowy wybryk pannicy, której się zachciało przetworów, więc wyżarła rodzinie cały zapas konfitur z truskawek, a o to, że wróciła do pustego domu i równie pustej lodówki z perspektywą normalnego braku jedzenia (dopiero własna przedsiębiorczość wybawiła ją od klęski głodowej ;)) i jeszcze miała opory wobec złamania zakazu zbliżania się do zapasów. Poza tym podkreślam: był sierpień, na targu były z pewnością jakieś śliwki, pamiętam, że wysyp węgierek w ogrodzie u moich rodziców (a to jest 200 km na wschód od Poznania) zaczynał się w tych czasach we wrześniu, w jabłkach Polska była zawsze potęgą. :) Jaki był problem dorobić trochę przetworów w miejsce zjedzonych przez Idusię? Jedyny, jaki widzę, to ten z cukrem, a argument braku gazu traci na znaczeniu w obliczu ilości herbatek wypijanych u Borejków.:) Poza tym nie wiem, jak w tamtych czasach było z butlami gazowymi w wielkim mieście, natomiast moi rodzice w małym do dziś mają gaz z butli. Obecnie jest on przywożony w godzinę po telefonie, a z tamtych czasów pamiętam, że po prostu trzeba było zamówić go z jakimś wyprzedzeniem (1-2 dni) i oczywiście wcelować, żeby to nie był weekend. :)
      • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 10:03
        Owszem Ida była głodna i dlatego znalazła sposoby, aby ten głód zaspokoić, nie
        naruszając przy tym drastycznie przetworów zimowych. I o tym jest ta książka
        między innymi, o radzeniu sobie w trudnych, acz zawinionych przez siebie
        sytuacjach bez pomocy rodziców.
        Ja przepraszam, ale książka o treści - zwiała nastolatka z wakacji, bo jej się
        nie podobało, wróciła do domu, położyła się z książką przed telewizorem, żywiąc
        się przetworami, które jej matka skrzętnie gromadziła i przygotowywała przez
        poprzednie dwa miesiące. Matka przyjechała, pochwaliła, rzekła "najważniejsze,
        że nie byłaś głodna, córeczko. Zresztą jakby naszych przetworów zabrakło to
        zawsze mogłaś podebrać trochę z piwnicy Kowalskich, albo wynieść ze sklepu w
        końcu głodna byłaś, nie?". To rzekłszy poleciała z siatami na targ po śliwki i
        jabłka, żeby szybko uzupełnić zapasy ("bo jaki jest problem dorobić trochę
        przetworów") na wypadek, gdyby córka znowu poczuła się głodna. Zaiste cudowna
        lektura:)
        I już widzę to forum rozjeżdżające walcami autorkę takiej "Idy sierpniowej".

        Ja przypominam, ze Borejkowie nie zamknęli przez pomyłkę biednej GŁODNEJ Idy w
        piwnicy pełnej przetworu i nie wyjechali na wakacje. Ona postąpiła wbrew ich
        woli i sama musiała sobie radzić, żeby zasłużyć na szacunek rodziców, swój
        własny, a przede wszystkim czytelników. Ida jest jedną z moich ulubionych
        postaci z Jeżycjady między innymi właśnie dlatego, że tych przetworów nie
        wyżarła wówczas.
        Zresztą z całym szacunkiem nie demonizujmy głodu Idy Borejko. Gdyby była
        naprawdę głodna to zeżarłaby te przetwory bez mrugnięcia okiem, a potem
        obrobiłaby piwnice Kowalskich. Ale to byłby temat dla Knuta Hamsuna, a nie do
        powieści dla młodzieży.

        I jeszcze jedno wielokrotnie pojawiał się na tym forum motyw Mili szorującej
        wannę podczas gdy jej córki odpoczywają. Wannę też można przecież bez problemu
        umyć prawda tak jak przetwory można bez problemu dorobić w końcu to tylko trochę
        roboty, prawda?
    • ssssen Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 14:30
      To jakaś swoista schizofrenia - _zarzucacie_ postaciom wczesnej Jeżycjady to,
      czego _domagacie_ się od bohaterów Jeżycjady nowej: bycie prawdziwymi ludźmi z
      całym bagażem ludzkich wad i zalet.

      Ten wątek to doskonały przykład tetrapiloktomii stosowanej na tym forum -
      jakieś domysły, potem budowanie z tych domysłów skomplikowanych konstrukcji
      logicznych. Z bohaterów książki tworzycie jakieś potwory głodzące i bijące
      dzieci, palące papierosy (toż to zbrodnia!), nieprzystosowane do życia w
      społeczeństwie monstra. Wiele/u z was popełnia ten sam błąd co autorka (!) - z
      drobnych wad, dziwactw czy - z drugiej strony - zalet, tworzy najważniejsze
      cechy danej postaci, skutkiem czego przed oczami jawią nam się istne karykatury
      ludzi, jak w operze mydlanej. Tak, autorka zepsuła Jeżycjadę, ale podejrzewam,
      że robi to pod nieuświadomioną presją właśnie takich fanów, domagających się
      coraz większej ilości szczegółów z życia ich ulubionych bohaterów. A czytelnicy
      płacą... Klient nasz pan?

      Przecież to znana od lat zasada - im więcej szczegółów wymuszonych przesz fanów
      na autorze, dla którego pisanie stało się głównym sposobem zarobku, tym poziom
      niższy. Na to samo zdycha wiele błyskotliwych na początku cykli np. opowieści ze
      Świata Dysku.
      • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 16:29
        Nie zarzucam autorce przedstawienia rodziny, w której dzieci tresuje się, żeby nie wyżerały nawet wtedy, gdy uciekają z pola namiotowego pod deszczową chmurą i są najzwyczajniej w świecie głodne. Takie rodziny też się zdarzają i to też jest jakiś wycinek rzeczywistości, dobrze, że niepominięty milczeniem. Natomiast zarzucam jej, że taka rodzina została przedstawiona jako POZYTYWNA, jako rodzina ciepła, w której wszyscy darzą się miłością. Dla mnie coś tu się z czymś kłóci. Moja osobista mama (osoba z pokolenia Mili) mając w perspektywie samodzielne szorowanie wanny i 2 córki wałkoniące się w pokoju, zrobiłaby w 3 minuty stosowną a skuteczną awanturę. Ale wiedząc, że któraś z tych córek jest głodna, powiedziałaby po prostu: dziecko, głodna jesteś, to zjedz. W moim domu, może nawet trochę porównywalnym do Borejków, bo też był węglowy piec (wprawdzie CO), sporo książek i kasa na styk :) NIGDY nie było żadnego takiego racjonowania żywności jak na Roosevelta i nikt nie odczuwał jakiegoś ciśnienia, że czegoś mu zjeść nie wolno, bo dla innych nie starczy. Pewnie, że kurczak bywał w niedzielę, a szynka na święta, ale między nimi nie było takich sytuacji, jakie występowały u Borejków. I dlatego nie uważam, że przedstawienie takiej rodziny w pozytywnym świetle jest OK.
        • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 16:55
          Ale jakiego reglamentowania żywności? Poza tym jednym przypadkiem na Roosevelta
          się jadło, ile wlezie i nigdy dla nikogo jedzenia nie brakowało. Były za to
          ciągle jakieś ciasta, paluszki Aspazji, Pavlovy i inne cuda-wianki.
          Natomiast moim zdaniem Ida nie zeżarła tych przetworów, ponieważ NIE CHCIAŁA.
          Uciekła od rodziny m.in. właśnie po to, żeby pokazać, że ona potrafi
          samodzielnie. I pokazała. Gdyby była naprawdę głodna, to by jej żadne poczucie
          przyzwoitości (bo właśnie to nią kierowało, nie zakazy Mili) nie powstrzymało.
          • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 14:49
            noida napisała:

            > Ale jakiego reglamentowania żywności? Poza tym jednym przypadkiem na Roosevelta
            > się jadło, ile wlezie i nigdy dla nikogo jedzenia nie brakowało. Były za to
            > ciągle jakieś ciasta, paluszki Aspazji, Pavlovy i inne cuda-wianki.

            ???? Mieszasz Neojezycjade z paluszkami Aspazji i ciastami co chwila w czasach
            dobrobytu po przelomie - z perelowskimi latami glodnymi i chudymi w KK i IS.
            W KK laski gloduja regularnie - rzucaja sie na zarcie, dochodzi do scen
            gorszacych, a Gaba idzie na Sylwestra nie dlatego, ze ma ochote sie bawic, tylko
            dlatego, ze tam bedzie PLACEK i inne zarcie. Ignac sobie spokojnie kupuje
            Plutarchy kolejne dla SIEBIE, a Mila zamiast mu przylozyc z liscia zgadza sie na
            to i woli patrzec, jak im braknie smakolykow (i jedzenia), woli tez dokonywac
            cudow pomyslowosci z kanapkami zamiast isc do tej strasznej pracy poza domem i
            przyniesc pare groszy wiecej na zarcie. Cztery dziecka to jednak potrzebuja
            przede wszystkim jedzenia a nie kolejnych ksiazek (ktore i tak zostana sprzedane
            do antykwariatu, jak ich glod naprawde przycisnie).

            I gdzie w Neojezycjadzie ktokolwiek je Pavlova? :)
            • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:42
              O, nienienie. W KK laski są zwyczajną, rosnącą młodzieżą, która spożywa nadmierne ilości żarcia w każdych okolicznościach. Już w Opium w Rosole, którego akcja rozgrywa się niewiele później, cała rodzina spożywa normalne obiadki i jeszcze dokarmia Genowefę. Tak im się status materialny po stanie wojennym nagle zmienił? Wątpię. To samo jest zresztą w Pulpecji - są zupki i ciasta, na które już cieszy się Pulpecja, wracając do domu. Naprawdę nie sądzę, żeby Musierowicz gdziekolwiek sugerowała, że dzieci przymierały głodem. Gdyby tak było, nie jeździliby na wakacje do Czaplinka.

              Mila, jak już mówiłam niejednokrotnie, PRACOWAŁA - nie dość, że obsługiwała piątkę ludzi, to jeszcze dziergała swetry dla spółdzielni, dorabiając w ten sposób do niezbyt dużej mężowskiej pensji.

              A ty nigdy nie poszłaś na imprezę, bo wiedziałaś, że tam będzie coś dobrego do jedzenia? Ja wiele razy, a z pewnością głodem nie przymieram.

              Dobra, z Pavlovą pojechałam, ona chyba była w Łasuchu i jakoś mi się zmieszało. Ale inne desery, cyklopy i cuda wiadnki Borejkowie jadali, chyba nie zaprzeczysz. Owszem, w czasach późniejszych, ale status materialny rodziny nie zmienił się jakoś drastycznie przez lata.

              A poza tym jeszcze jedna rzecz. Jak wiadomo w czasach PRL-u było niezbyt bogato, ale wszyscy zarabiali w miarę przyzwoicie, znaczy nie było takich wielkich różnic w zarobkach ludzi na różnych stanowiskach. Przypuszczam, że Ignac na Uniwersytecie zarabiał w odróżnieniu od innych ludzi w ogóle całkiem nieźle. Natomiast w "czasach dobrobytu po przełomie" jego pensja stała się z pewnością zbyt mała w stosunku do rosnących cen wszystkiego. Tak więc wydaje mi się, że kanapki z twarogiem wynikały raczej ze względów aprowizacyjnych, a nie z powodu przymierania Borejków głodem za czasów PRL-u.
              • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:28
                noida napisała:
                > O, nienienie. W KK laski są zwyczajną, rosnącą młodzieżą, która >spożywa
                nadmier>ne ilości żarcia w każdych okolicznościach.

                Rosnaca ta mlodziez powinna wiec byc dokarmiana. W ich domu wcale nie ma nadmiernych
                ilosci zarcia - a powinny byc chociaz podstawowe, o to mi chodzi. Owe
                mlodzieze
                sa tak glodne, ze potrafia sobie wyzerac z talerzy oraz gorsza innych swoja
                zachlannoscia, kiedy chodza w gosci. Ale mamunia pelna ciepla na to spokojnie
                patrzy, na te niedozywione dzieci i nadal pozwala Ignacowi przeputywac pieniadze
                na ksiazki dla siebie - to swiadczy o mamuni jak najgorzej :)

                Już w Opium w Rosole, którego akcja
                > rozgrywa się niewiele później, cała rodzina spożywa normalne obiadki i
                jeszcze> dokarmia Genowefę. Tak im się status materialny po stanie wojennym
                nagle zmienił? Wątpię.

                Jakie normalne obiadki? Caly czas ubogi rosol jedza, w tym i z tej rozjechanej
                kury :) To nie jest specjalnie sycace, ale rozgrzewa.
                Status materialny zmienil im sie nieco juz w IS, gdzie Mila z Gaba gotuja caly
                obiad jarski z deserem i do tegoz Czaplinka jada. Idusia tez zdolna jest zarobic
                na tyle, ze upolowala sobie kurczaka. Skoro nieletnia Idusia potrafila, to co
                przeszkadzalo Mili wyjsc z domu i tez zarobic?

                > Mila, jak już mówiłam niejednokrotnie, PRACOWAŁA - nie dość, że obsługiwała
                piątkę ludzi, to jeszcze dziergała swetry dla spółdzielni, dorabiając w ten sposób
                > do niezbyt dużej mężowskiej pensji.

                Obsluga rodziny przez Mile nie jest w ogole PLATNA, wiec to sie nie liczy jako
                praca. Nie ma z tego forsy, wiec nie ma tez forsy na jedzenie. Nie liczy sie tez
                dorywcze dorabianie swetrow, bo to nieregularne i zadne kokosy to nie byly.
                Skoro jedyna regularna pensja w tym domu jest tak skromna, a dzieci jest az
                czworo, to Mila serio powinna pracowac poza domem czy na straganie te swetry
                sprzedawac, a 2 dorastajace panny tez moglyby dorabiac, n.p. korkami dla
                mlodszych (prosze tu sobie porownac Okretke z Chmielewskiej).

                Naprawdę nie sądzę, żeby Musierowicz gdzi
                > ekolwiek sugerowała, że dzieci przymierały głodem. Gdyby tak było, nie jeździli
                > by na wakacje do Czaplinka.

                W KK, w chwilach przycisniecia glodu Borejkowie sprzedaja najbardziej nielubiane
                ksiazki do antykwariatu. Poza tym dzieci rzucaja sie na zarcie, gdzie tylko
                moga. To oraz opis ich sytuacji materialnej (jedyna pensja, w dodatku
                niefrasobliwie wydawana na jeszcze wiecej ksiazek przy 4 dzieciach) dla mnie
                sugeruje glod.
                Do Czaplinka jada dopiero w Idzie Sierpniowej, gdzie MM postanowila pisac o nich
                dalej - i wtedy opisy nie sa az tak glodomorskie, dzieci bawia sie juz jedzeniem
                itd. Tak, zaszla roznica w opisach. MM nie pisze regularnie, tylko bardziej
                spontanicznie, z ksiazki na ksiazke. W KK glod i uparcie dumne bezrobocie, a w
                IS juz dorabianie, wegorze i wiecej jedzenia, a w OwR cudowne dokarmianie jedna
                kura calego podworza i brakiem jakichkolwiek pensji :)

                > A ty nigdy nie poszłaś na imprezę, bo wiedziałaś, że tam będzie coś dobrego
                do> jedzenia? Ja wiele razy, a z pewnością głodem nie przymieram.

                W zyciu nie poszlam :) Na imprezy chodze tanczyc, chyba ze specjalnie ktos mnie
                zaprosi na wystawny obiad :)
                W KK mamy opisane Borejkowe niedojadanie i zaraz potem Gaba idzie na placek na
                Sylwestra - wczesniej chciala zalegac z ksiazka.

                > Dobra, z Pavlovą pojechałam, ona chyba była w Łasuchu i jakoś mi <się
                zmieszało.> Ale inne desery, cyklopy i cuda wiadnki Borejkowie <jadali, chyba
                nie zaprzeczy> sz. Owszem, w czasach późniejszych, <ale status materialny
                rodziny nie zmienił się jakoś drastycznie <przez lata.

                Nie pomne, aby u MMw ogole wystepowala jakas Pavlova ani w Lasuchu ani
                gdzie indziej :)
                Desery, cyklopy i udzce Borejkowie jedza PO PRZELOMIE i to nie ma nic
                wspolnego z ich bidowaniem w KK
                . Tak, zmienil im sie status materialny przez
                lata, co jest nawet logiczne, bo laski dorosly i albo zaczely dorabiac i
                zarabiac, albo sie wyprowadzily (Pulpa i w koncu Nutria) albo wzenily w rodzine
                swoich zarabiajacych mezow (Gaba i Idusia). W ogole status materialny wzrasta w
                Neojezycjadze wrecz drastycznie, co z kolei czyni Ignaca coraz bardziej
                odstajacym z jego bezsensownym i pojechanym minimalizmem.

                > A poza tym jeszcze jedna rzecz. Jak wiadomo w czasach PRL-u było niezbyt
                bogato> , ale wszyscy zarabiali w miarę przyzwoicie, znaczy nie było takich
                wielkich ró> żnic w zarobkach ludzi na różnych stanowiskach. Przypuszczam, że
                Ignac na Uniwe
                > rsytecie zarabiał w odróżnieniu od innych ludzi w ogóle całkiem nieźle.

                Na jakim uniwersytecie????? On pracowal w BIBLIOTECE.
                Skoro zreszta twierdzisz, ze roznic nie bylo wielkich w zarobkach, to dlaczego
                chwile potem twierdzisz, ze Ignac zarabialby wiecej od innych?
                Pensja jego byla skromna i jedyna w tym domu, co uwazam nadal za wielki blad ze
                strony Mili. Popatrz na Fele i Jozeczka z tej samej ksiazki - z jednym
                dzieckiem, obaj zarabiaja. A
                Mila woli niedozywiac czworo.
                • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:47
                  E tam, wyolbrzymiasz problem, o ile w ogóle to problemem można nazwać. "Cienkie
                  rosołki" z kartkowego mięsa wszyscy wtedy jedli i żyją.
                  To że Mila dokonywała "cudów" pomysłowości to jej się bardzo chwali. Pasty
                  kanapkowe są dobre. Dziś niejedna matka nie dokonuje cudów, tylko rzuca na
                  kanapkę wędlinę i nawet się nie zastanowi że twaróg ze szczypiorkiem byłby
                  zdrowszy. Twoim zdaniem Lisieccy stołują się w tej głodującej rodzinie?
                  To że w KK Gaba spaliła Morszczuka to jej wyłączna wina. Miał to być obiad, a że
                  był nowy rok to nic innego nie można było kupić. Pizzy na wynos nie było. W BBB
                  Aniela z dziećmi je w niedzielę tort na obiad, bo wszystko juz było nieczynne. I
                  co, też uważasz ze głodowali?
                • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:56
                  A zatem widać jasno z naszej powyższej dyskusji, że kwestia przymierających głodem Borejków jest li i jedynie kwestią interpretacji czytającego. Moim zdaniem ten fragment o drastycznych scenach jest fragmentem satyryczno-komicznym i bynajmniej nie świadczy o tragicznej sytuacji finansowej rodziny B. Twoim zdaniem ma ono zabarwienie dokumentalne i jako takie świadczy o niedożywieniu.

                  Nie będę się spierać, czy rosół jest zupą wartością, a argument, że nie jest sycący wydaje mi się lekko z kosmosu.

                  Urodź czwórkę dzieci i siedź z nimi w domu, a potem powiedz, że to nie jest praca. Akurat Fela i Józeczek mogą sobie pracować oboje właśnie dlatego, że dziecko mają jedno i to w dodatku już duże. Pamiętaj, że dzieci Mili są jeszcze mocno nieletnie i jako takim trzeba by im opłacić przedszkola i inne atrakcje pozadomowe, które wielce prawdopodobnie równoważyły by finansowo wysokość Milowej pensji.

                  Owszem, córki Mili mogłyby zarabiać na korepetycjach i z pewnością by to robiły, gdyby przymierały głodem. Tymczasem Gaba trenuje koszykówkę (na co jako osoba głodująca z pewnością nie miałaby siły), Pulpa jest dzieckiem pulchnym i wszystkie córki są wesołe oraz żwawe, co sugeruje, że są szczęśliwe i dobrze odżywione, może poza okresem, kiedy matka ich znajduje się w szpitalu.

                  Możemy się tak kłócić do skończenia świata, bo to jest li i jedynie kwestia interpretacji. Proponuję więc zawiesić ten bezsensowny spór.
                  • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:54
                    noida napisała:
                    Moim zdaniem
                    > ten fragment o drastycznych scenach jest fragmentem satyryczno-komicznym i byna
                    > jmniej nie świadczy o tragicznej sytuacji finansowej rodziny B. Twoim zdaniem m
                    > a ono zabarwienie dokumentalne i jako takie świadczy o niedożywieniu.

                    Tak, dokladnie tak.
                    Nie uwazam, ze opis niedozywionych siostr to element komiczny, to wrecz mala
                    tragedia i porazka rodzicow. Na miejscu Mili swiecilabym oczyma,gdyby bochry
                    moje sprawialy wrazenie niedozywionych, zwlaszcza u gosci *pomijajac, ze w ogole
                    nie maja manier przy stole*.

                    > Urodź czwórkę dzieci i siedź z nimi w domu, a potem powiedz, że to nie jest
                    praca.

                    BORU SZUMIACY!!! TO nie jest praca platna, pisze po raz kolejny! O PENSJE
                    mi chodzi! O to, ze Borejkowie maja tylko jedna pensje na 6 osob! O to, ze
                    zdrowa i sprawna Mila mimo tej jednej bidnej pensji (i do tego przeputywanej na
                    wiecej ksiazek( siedziec w domu, zamiast przyniesc dodatkowe grosze.

                    Akurat Fela i Józeczek mogą sobie pracować oboje właśnie dlatego, że dziecko
                    mają jedno i to w dodatku już duże. Pamiętaj, że dzieci Mili są jeszcze mocno
                    > nieletnie i jako takim trzeba by im opłacić przedszkola i inne atrakcje pozado
                    > mowe,

                    Jakie mocno nieletnie??? Czy Ty na pewno KK czytalas? Gaba jest dokladnie w
                    wieku Joanny.
                    Tylko Pulpa wymaga przedszkola i nie jest tez bezradnym niemowleciem. Trzy
                    pozostale pannice sa juz od ziemi odrosle, dadza sobie rade i mamunia wcale NIE
                    MUSI po nich bezustannie sprzatac. I wlasnie dlatego, ze dzieci jest az tyle, a
                    pensja tylko jedna, Mila moglaby naprawde pojsc do pracy zamiast robic z siebie
                    darmowa niewolnice, a z najstarszych domownikow rozbestwionych pasozytow (czyli
                    z Ignaca, Gaby i Idy). Fela z Jozeczkiem moga kupowac corce nawet kostiumy modne
                    w kolorach ziemi, oraz dozywiac te niezaradne pasozyty Borejki, bo oboje wlasnie
                    pracuja, a nie tylko jedno z nich.

                    > Owszem, córki Mili mogłyby zarabiać na korepetycjach i z >pewnością by to
                    robiły> , gdyby przymierały głodem.

                    Nie trzeba nawet przymierac glodem, zeby potrzebowac dodatkowych pieniedzy -
                    Julia w SK nie przymiera glodem, a jednak chalturzy.
                    2 najstarsze corki Mili sa sprawne i tryskaja erudycja, dlaczego nie dorobia
                    sobie korkami chociaz paru zlotych na te pare ksiazek wiecej, na dodatkowe
                    rajstopy czy na to, czego w ich domu az tak brakuje - na smakolyki? Drozdzowki
                    mozna bylo nawet w sklepie dostac albo cos samej upiec ;>
                    W IS Idusia przycisnieta brakiem forsy zaczyna zarabiac - dlaczego dopiero
                    wtedy? Dlaczego nie wpadlo Borejkom to do glowy wczesniej, dlaczego niezaradnosc
                    ma byc chwalona wartoscia?
                    • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 18:30
                      > Jakie mocno nieletnie??? Czy Ty na pewno KK czytalas? Gaba jest dokladnie w
                      > wieku Joanny.

                      Owszem, czytałam. Gaba ma ledwo 16 lat, Ida 14, a Nutria jest bodajże w 2 klasie podstawówki. Z tego towarzystwa moim zdaniem jedynie Gaba mogłaby dawać jakieś korki. Reszta dzieci Mili jest dokładnie tym, czym napisałam - dziećmi. Julia jest na studiach, nie w szkole, i chałturzy na swoje tusze do rzęs, nie na jedzenie, które zapewniają jej rodzice, nie wspominając już o tym, że w tamtej rodzinie też po wszystkich sprząta Wiesia i Cesia, a reszta je wykorzystuje i jakoś dramatycznie ci to nie przeszkadza. Wiesia pracuje na dwa etaty - jeden w pracy, jeden w domu, ale za przedszkole nie płaci, bo jej dzieckiem opiekuje się dziadek na emeryturze, więc może sobie na to pozwolić. W ogóle w tamtym domu jest troje zarabiających rodziców, jedna emerytura dziadka i chałturząca studentka, a tylko dwoje dzieci, w tym jedna nastolatka. To jest diametralnie różna sytuacja od sytuacji Mili, która nie ma z kim zostawić najmłodszych dzieci i naprawdę robi co może, żeby to wszystko ustawić jak najlepiej dla wszystkich.

                      14-latka to nie jest pasożyt, to jest dziecko. Owszem, to dziecko może posprzątać po sobie pokój i zrobić kolację, ale nie harować za mamusię i opiekować się młodszym potomstwem, robiąc za darmowe przedszkole. A Ignacy też nie jest pasożytem, bo pracuje i zarabia na całą tę 6-osobową rodzinę, więc też trudno powiedzieć, że nie robi nic. Z tego towarzystwa zatem jedynym pasożytem może być Gaba, która faktycznie mogłaby trochę już matce pomagać i zapewne po jej powrocie ze szpitala zaczyna to robić, bo dla nich obu był to z pewnością tzw. wake up call.

                      > Nie trzeba nawet przymierac glodem, zeby potrzebowac dodatkowych pieniedzy

                      Nie trzeba też jeść czekolady, żeby być szczęśliwym człowiekiem i mieć fajne, chociaż niedostatnie dzieciństwo.
                      • merenre Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 11:20
                        Ja tylko chcę dodać jedno w kwestii borejkowych pieniędzy - to chyba
                        było w KK - Nutria (lub Pulpa?) sprawdzała czy różne rzeczy toną.
                        Pieniądze też - "głupi pieniądz, bo tonie". Sorry, ale w domu, gdzie
                        powinno liczyć się każdy grosz - jedna pensja, 6 twarzy do
                        wykarmienia, to znikanie papierowych pieniędzy powinno zostać
                        zauważone. Ja przynajmniej zauważam takie rzeczy :) MM strasznie
                        miesza, jeżeli chodzi o wizerunek rodziny. Nie umie się zdecydować,
                        czy robi z nich dumnych bojowników o ideę, czy zwykłych ludzi z
                        trochę większą ilością książek :D A swoją drogą to rzeczywiście
                        ciekawe jest z czego żyli Borejkowie jak Ignacy był w więzieniu? Czy
                        ktoś wie, jak to wyglądało? Czy pensja taka była zawieszana czy jak?
                • ewaty Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:13
                  lezbobimbo napisała:

                  a 2 dorastajace panny tez moglyby dorabiac, n.p. korkami dla
                  > mlodszych (prosze tu sobie porownac Okretke z Chmielewskiej).



                  Bimbo, to Tereska dorabiała korkami u Chmielewskiej:)


                  >
                  > Na jakim uniwersytecie????? On pracowal w BIBLIOTECE.
                  > Skoro zreszta twierdzisz, ze roznic nie bylo wielkich w zarobkach, to dlaczego
                  > chwile potem twierdzisz, ze Ignac zarabialby wiecej od innych?
                  > Pensja jego byla skromna i jedyna w tym domu, co uwazam nadal za wielki blad ze
                  > strony Mili.



                  Słuchajcie, a jak to było, jak Ignaca przymknęli za słynną działalność
                  polityczną? Internowani mieli wtedy coś płacone? z czego żyła zostawiona
                  rodzina? Kurcze, braki historyczne wychodzą...
                  • ewaty Ignacy internowany 22.12.09, 09:50
                    Sama sobie odpowiem:)
                    Podpytałam parę osób z grupy działaczy z okresu stanu wojennego, zeznania są
                    jednoznaczne. Otóż osoby aresztowane wylatywały z roboty i to z wilczym biletem.
                    Pozostałe w domu rodziny wspierali znajomi metodami zrzutki.
                    Dlatego ciągle nie wiem, jak rodzina Borejków przetrwała. Gaba z małym
                    dzieckiem, przerwane studia- dobrze pamiętam, że jakieś tłumaczenia robiła? Ale
                    ile tłumaczeń z łaciny potrzeba na rynku?
                    Mila -swetry, do tego Ida- studentka medycyny (to raczej studia zajmujące duuużo
                    czasu), dwie nastolatki, brak dziadków wspierających....
                    A co do reszty dyskusji, absolutnie nie wierzę, by Ignacy pracując a bibliotece
                    był w stanie utrzymać sześcioosobowa rodzinę.I tona swetrów w tym nie pomoże.
                    • jottka Re: Ignacy internowany 22.12.09, 10:55
                      ale tu sie mnie przypomniała pewna pani, którą w stanie wojennym razem z
                      kilkorgiem innych osób wywalono z pracy na pewnej uczelni za niesłuszną
                      działalność, tyle że ten wilczy bilet działał tak nie zawsze i nie do końca, no
                      a znajoma pani też bujakiem nie była:) w każdym razie wywalono grupę dydaktyków,
                      ale po niedługim czasie znaleźli zatrudnienie w różnych instytucjach okolicznych
                      typu biblioteki, bo szefowie tychże też byli ludzie porządni.


                      znaczy to nie była zasada bezwzględna - wyrzucili cię jako polityczną z roboty,
                      to tylko na miłosierdzie gminy możesz liczyć. a ignac na boga to nie michnik z
                      bujakiem razem wzięci, poza tym z późniejszych tomów wynika, że on nigdy z
                      biblioteki raczyńskich nie został wyrzucony? znaczy po internowaniu wrócił
                      spokojnie do pracy, a nie poszedł bombki malować w zakładzie szwagra, co byłoby
                      typowsze.
                      • kkokos Re: Ignacy internowany 22.12.09, 12:07
                        > znaczy to nie była zasada bezwzględna - wyrzucili cię jako
                        polityczną z roboty,
                        > to tylko na miłosierdzie gminy możesz liczyć.

                        dokładnie. np. w warszawie była taka spółdzielnia dziennikarska,
                        która wydawała coś pośredniego między biuletynami branżowymi a
                        pismami hobbystycznymi (albo jedno i drugie). i tam ściągali się
                        nawzajem ludzie, którzy wcześniej pisali teksty społeczne czy
                        polityczne zdejmowane przez cenzurę, a w stanie wojennym i tuż po
                        żyli z pisania o erichu von daenikenie.
                        • staua Re: Ignacy internowany 23.12.09, 16:09
                          A poza tym w OwR sa tez zawoalowane wzmianki o pomocy ("ta pani znow
                          przyslala paczke i bardzo mily list" czy cos w tym rodzaju), wiec
                          pewnie wlasnie takie skladki na rodzine internowanego Ignaca odbywaly
                          sie.
                • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 23:16
                  > Status materialny zmienil im sie nieco juz w IS, gdzie Mila z Gaba gotuja caly
                  > obiad jarski z deserem i do tegoz Czaplinka jada.

                  Fantazjujesz. Ja tam nie widzę żadnej, ale to żadnej różnicy między statusem
                  materialnym Borejków w KK i w IS. Owszem, w KK jest ogólny klimat niedoboru
                  jedzenia, ale to tylko dlatego, że jedyna osoba potrafiąca gotować wylądowała w
                  szpitalu, a trudności z tym związane są podstawą akcji KK. I nie widzę śladu
                  przesłanek, jakoby Borejkówny były "niedożywione".

                  > Skoro jedyna regularna pensja w tym domu jest tak skromna, a dzieci jest az
                  > czworo, to Mila serio powinna pracowac poza domem czy na straganie te swetry
                  > sprzedawac,

                  Podejrzewam (co potwierdza "Kalamburka"), że Mila przed urodzeniem Natalii
                  pracowała zawodowo. Najprawdopodobniej planowała też powrót do pracy po pójściu
                  Patrycji do szkoły. Tyle, że zbiegło się to akurat z drastycznymi brakami w
                  zaopatrzeniu (nawet gdyby te dodatkowe pieniądze były, wiele by im z tego nie
                  przyszło), a być może i Mila, jako żona opozycjonisty, miałaby trudności w
                  dostaniu pracy.

                  A w czasie KK? Pulpa była mała, Nutria tez wymagała stałej opieki. Pewnie, można
                  było zawalczyć o oddanie Pulpy do przedszkola (polecam tu stosowny fragment o
                  dostawaniu się tylko dzieci z protekcją - to nie było łatwe, zwłaszcza jak matka
                  jeszcze nie pracowała), ale przedszkola w PRL bywały mocno horrorowate. A
                  nieuniknione choroby? Nie dziwię się, że rachunek strat i zysków wypadł po
                  stronie zostania w domu, gdzie i tak dorabiała. (Zwłaszcza że, jak mamy prawo
                  przypuszczać, Mila swojej pracy nie lubiła.)

                  Oczywiście, gdyby dzieciom faktycznie groziło niedożywienie, do pracy iść
                  powinna. Obawiam się jednak, że owo niedożywienie nie znajduje poparcia w tekście.

                  > a 2 dorastajace panny tez moglyby dorabiac, n.p. korkami dla
                  > mlodszych

                  14-to i 16-to latka? Mocno wątpliwe. Ludzie zaczynali dawać korepetycje
                  najwcześniej w 3-ciej licealnej, o młodszych nie słyszałam.
                  • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 23:22
                    > 14-to i 16-to latka? Mocno wątpliwe. Ludzie zaczynali dawać korepetycje
                    > najwcześniej w 3-ciej licealnej, o młodszych nie słyszałam.

                    Zresztą, z czego... Największym powodzeniem cieszą się od zawsze przedmioty
                    ścisłe. Obie były z nimi na bakier.
                  • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 23:35
                    > Oczywiście, gdyby dzieciom faktycznie groziło niedożywienie, do pracy iść
                    > powinna. Obawiam się jednak, że owo niedożywienie nie znajduje poparcia w tekście.

                    Głodu nie było, była tylko skromna kuchnia. Brak rzeczy droższych i słodyczy.
                    Stąd to nieopanowanie i nieumiarkowanie w ich pożeraniu.

                    Pewnie pamiętają starsze czytelniczki - podstawowe cechy wyznaczające "drogość"
                    ciasta to były - ile jajek? Ile cukru?
                    A dziś... 6 jajek - ok. 3 zł. 2 szklanki cukru - ok. 1,30. I bez kartek i kolejki.

                    Niezbyt dobrze, ale do niedożywienia jeszcze bardzo daleko. No i nie wiem, jak
                    można być pulchnym z niedożywienia.
                  • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 01:04
                    > Podejrzewam (co potwierdza "Kalamburka"), że Mila przed urodzeniem Natalii
                    > pracowała zawodowo.

                    PS Teraz skojarzyłam, że w samym KK tez to było.
              • onion68 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:19
                > Dobra, z Pavlovą pojechałam, ona chyba była w Łasuchu i jakoś mi się zmieszało.

                Nie było Pavlovy w Łasuchu :)
                • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:20
                  Naprawdę? Kurcze, dałabym sobie rękę uciąć, że pierwszy raz w życiu o Pavlovej z
                  wytłumaczeniem, skąd się wzięła, przeczytałam u pani MM.
                  • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:23
                    noida napisała:

                    > Naprawdę? Kurcze, dałabym sobie rękę uciąć, że pierwszy raz w życiu o Pavlovej
                    > z
                    > wytłumaczeniem, skąd się wzięła, przeczytałam u pani MM.

                    A nie mylnęło Ci się z Bidget Jones? :)))

                    Tam chyba jej matka sporządza coś takiego. A co to właściwie jest, ta Pavlova?
                    dobre to?
                    • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:30
                      Pavlova w Bridget? Nie pamiętam. W każdym razie na pewno nie z wytłumaczeniem.
                      Pavlova jest absolutnie najpyszniejszym deserem bogów. O ile ktoś lubi bezę. I bitą śmietanę. I owoce. Bo jest to duża beza, na którą nakłada się bitą śmietanę, a na to układa się owoce. Można też poprószyć czekoladą, ale niezbyt dużo, bo to i tak jest dosyć słodki deser. Wygląda on mniej więcej tak:
                      www.sand.net.nz/wp-content/uploads/2009/11/kiwi-pavlova.jpg
                      A nazwa pochodzi od nazwiska rosyjskiej tancerki Anny Pavlovej, dla której przygotowano deser po raz pierwszy. Miał być tak lekki, jak ona w tańcu, o ile mnie pamięć nie myli :)
            • paszczakowna1 W kwestii "kolejnych Plutarchów" 20.12.09, 22:00
              > Ignac sobie spokojnie kupuje
              > Plutarchy kolejne dla SIEBIE

              Bynajmniej. Jak sam deklaruje, zakup ten zrobił z myślą o dzieciach. (Będzie
              czekał na półce aż dziewczynki dorosną). I ja mu wierzę - miał oryginał, a to
              było tłumaczenie. Nikt normalny nie kupuje (no dobra, w każdym razie ja nie
              kupuję) tłumaczeń książek z języka, w którym czyta się biegle, jeśli posiada się
              oryginały. (Chyba że ze względów zawodowych.)

              Czyli koronny dowód patologiczności rodziny Borejków jest mocno wątpliwy.
              Osobiście uważam politykę kupienia dzieciom wartościowej książki (nawet jeśli na
              wyrost) zamiast czekolady za słuszną. Szczególnie w czasach, gdy owa czekolada
              była i droga (Plutarch pewnie stanowił równowartość 3 tabliczek) i trudno dostępna.
              • soova Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 13:09
                Kupujemy kolejnego Plutarcha w roku 2009, nie kupujemy dziecku czekolady (i tak będzie miało okazję zjeść u babci czy na urodzinach u koleżanki) - OK.

                Ale czy: kupujemy kolejnego Plutarcha w roku 1977, ale nasze dziecko nie ma się w co ubrać (to fakt, nie wymysły - Gabrysia na imprezę u Joanny miała do wyboru albo szkolną przykrótką spódniczkę albo dżinsy Odra) - to też jest OK?
                • noida Fikcja literacka 21.12.09, 13:34
                  Po pierwsze Gabrysia nie miała się w co ubrać, bo była typem sportowym i nie lubiła spódniczek, a po drugie - przecież Gabrysia nie miała się w co ubrać, żeby autorka mogła napisać scenę z plagiatem a'la Scarlett! Na litość boską, przecież to jest powieść, a nie reportaż o życiu intelektualistów w roku '77 w Poznaniu! Jak Chmielewska pisała we Wszystko Czerwone, że wszyscy wyszli z domu, żeby morderca miał czas zastawić pułapkę na Białą Glizdę i Bobusia, to przecież napisała to po to, żeby akcja poszła do przodu i żeby było zabawnie, a nie dlatego, że ma mordercze skłonności, a jej bohaterowie są bandą zwyrodnialców!
                  • soova Re: Fikcja literacka 21.12.09, 13:53
                    A ja się z tym pozwolę nie zgodzić. Musierowicz świetnie ukazała akurat w KK tamtoczesną rzeczywistość, kolejki po wszystko, braki w sklepach itp. I to także tyczy się rzeczywistości odzieżowej w szafach sióstr Borejko. Sama pamiętam takie czasy w latach 80-tych, gdy też do wyboru miałam jedną spódniczkę i 2 pary spodni. I to nie była żadna fikcja literacka, tylko normalne PRL-owskie realia. Nie ma powodu twierdzić, że scena z KK to tylko taki literacki myk, żeby ładnie powtórzyć scenę z "Przeminęło z wiatrem". W której zresztą w obrabowanym ze wszystkiego domu Scarlet każe szyć suknię z portier Ellen, żeby uwieść w niej Retta i ocalić Tarę przed konfiskatą, podczas gdy Gabrysia chce po prostu pójść na Sylwestra, a normalnie nie ma w czym. :) Gdyby, jak twierdzisz, scena ta była tylko fikcją, a Gaba jako typ sportowy po prostu nie lubiła sukienek, otworzyłaby szafę, wyjęłaby jakieś fajne dżinsy, do tego białą koszulową bluzkę, Ida dobrałaby jej jakiś bajerancki naszyjnik i byłoby po problemie, firanka by ocalała. :) Z jakichś jednak dziwnych powodów (czyżby jednak niedostatki odzieżowe?) poszła pod nożyczki. Czyli innego wyjścia nie było, aut Sylwester w sukni z firanki aut nihil. :)

                    Niedostatku materialnego rodziny Borejków nie da się kwestionować, choćby dlatego, że expressis verbis pisze o nim sama autorka. Nie widzę jednak powodu, by kwestionować podejście do wydawania i tak niewielkich kwot pieniężnych na książki w obliczu tegoż niedostatku, już nie na poziomie jadania frykasów nawet, a zwyczajnego życia.
                    • noida Re: Fikcja literacka 21.12.09, 14:45
                      > Nie ma powodu twierdzić, że scena z KK to tylko taki literacki myk, żeby ładnie
                      > powtórzyć scenę z "Przeminęło z wiatrem".

                      Ok, zakładamy, że powieść pt. Kwiat Kalafiora jest powieścią, jak dowodzisz, niezwykle realistyczną. Zastanówmy się zatem, które rozwiązanie wydaje się autorce tworzącej ów zapis epoki bardziej realistyczne:

                      Rozwiązanie A. Biedna (w sensie materialnym) Gaba, typ sportowy, który ma w nosie kiecki i ubieranie się w eleganckie ciuchy, postanawia iść na Sylwestra w dżinsach Odra. Pożycza od mamy (albo od koleżanki, zapewne jakieś ma) bluzkę, która jest jako tako elegancka i jako tako na nią pasuje, zielone mazidło od Iduni i idzie.

                      Rozwiązanie B. Biedna (w sensie materialnym) Gaba, typ sportowy, nie ma się w co ubrać na Sylwestra. Jedynym racjonalnym rozwiązaniem więc wydaje jej się uszycie sukienki z zasłony. W ciągu pięciu minut przed wyjściem. Bez wykroju, bez szablonu. I ta sukienka nie rozpada się w trakcie trwania imprezy, a realistyczna, pragmatyczna, sportowa Gabunia daje się w nią ubrać i jeszcze wyrzucić z domu.

                      Faktycznie, to jedyne logiczne rozwiązanie. Jak nie mam się w co ubrać, to też zawsze szyję coś z zasłony na pięć minut przed wyjściem. Albo robię sobie spódniczkę ze ścierek. Nie ma absolutnie żadnego powodu, by przypuszczać, że scena ta w ogóle ma coś wspólnego ze Scarlett (która przecież chciała ratować Tarę, a nie iść na Sylwestra). Tak samo, jak nie ma absolutnie powodu przypuszczać, że scena balkonowa między Laurą i Wolfim miała cokolwiek wspólnego z Romeem i Julią. Akcja Idy Sierpniowej nie była ani trochę oparta o Jane Eyre, a pierwsze zdanie z tej powieści nie było parafrazą pierwszego zdania z "Przeminęło z wiatrem". To wszystko jest przecież czysty, realny PRL, równie prawdziwy jak kolejki w sklepach, rządzi tu logika i nie ma miejsca na jakąkolwiek fikcję. Przekonałaś mnie.
                • mamarcela Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 13:54
                  Tak miała, bo w pewnym sensie to był jej wybór. Wyraźnie jest napisane, że
                  Gabrysia do owego sylwestra ma swój ymydż w nosie. I znowu uwaga historyczna w
                  1977 roku zdobycie fajnego ciucha to nie jest wyprawa do h&m , czy innej zary. A
                  Gabrysi się po prostu pewnie nie chciało, a na komisy i pewexy rodziny stać nie
                  było. I tyle!

                  Ja w roku 2009 mam na składzie dwoje dzieci - jedno ma 11 par kozaków i 10
                  płaszczy zimowych, a drugie na cały rok dwie pary trampek noszonych do czasu
                  odpadnięcia podeszwy. Fakt, że to są dzieci różnopłciowe, ale osobiście znam
                  facetów (heteroseksualnych), co o modę i urodę dbają bardziej od dziewczyn.

                  Przecież pierwszy rozdział KK jest o tym, że Gaba w przeciwieństwie do młodszej
                  siostry ma swoja kobiecość zewnętrzną gdzieś i dopiero niejako na złość podłemu
                  Pyziakowi zmienia się w motyla.

                  • soova Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 14:11
                    mamarcela napisała:

                    CytatTak miała, bo w pewnym sensie to był jej wybór. Wyraźnie jest napisane, że Gabrysia do owego sylwestra ma swój ymydż w nosie.

                    Jest jednak pewna różnica między "maniem swego ymydżu w nosie" i okazywaniem tego pogardą dla sukienek, co faktycznie ma miejsce w przypadku Gabrysi, a posiadaniem bardzo ubogiej garderoby niewystarczającej nawet na wyjście towarzyskie raz na rok, co też faktycznie w przypadku Gaby ma miejsce. A wyjście towarzyskie raz do roku trafia się przecież każdemu. Przypomnę zaś, że Gabrysi imprezy u Joanny wydawały się tak ekskluzywne, że na nie nie chodziła, "gdyż po prostu nie miała się w co ubrać". I to nie jest kwestia żadnego wyboru stylu życia, tylko coś, co wypsnęło się autorce ;) lub też co autorka uznała za stosowne umieścić umyślnie i przedstawić to jako pewien element życia bohaterki. W dalszym ciągu zatem uważam kupowanie na przykład polskiego przekładu Plutarcha (na przykład - czyli że nie był to pojedynczy przypadek) w takiej sytuacji za mocno dyskusyjne.


                    CytatI znowu uwaga historyczna w 1977 roku zdobycie fajnego ciucha to nie jest wyprawa do h&m , czy innej zary.
                    A Gabrysi się po prostu pewnie nie chciało, a na komisy i pewexy rodziny stać nie było. I tyle!


                    No dobrze, tylko skąd z kolei brała swoje kolory ziemi Joanna? Józieczka i Felę było już na pewexy i komisy stać?
                    • mamarcela Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 14:35
                      A myślisz, ile Plutarchów trzeba by w 1977 roku na parę dżinsów???
                    • noida Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 14:55
                      Jest jednak pewna różnica między "maniem swego ymydżu w nosie" i okazywaniem tego pogardą dla sukienek, co faktycznie ma miejsce w przypadku Gabrysi, a posiadaniem bardzo ubogiej garderoby niewystarczającej nawet na wyjście towarzyskie raz na rok, co też faktycznie w przypadku Gaby ma miejsce. A wyjście towarzyskie raz do roku trafia się przecież każdemu. Przypomnę zaś, że Gabrysi imprezy u Joanny wydawały się tak ekskluzywne, że na nie nie chodziła, "gdyż po prostu nie miała się w co ubrać".

                      I tu się mylisz, albowiem u osób w rodzaju Gabrysi następuje sprzężenie zwrotne - nie chodzą na imprezy, ponieważ nie mają ciuchów, a nie mają ciuchów, ponieważ mają te ciuchy w nosie. Myślisz, że Gabrysia stała pod oknem Joanny, snując marzenia w stylu Kopciuszka - Gdybym tylko miała suknię, mogłabym udać się na ten bal...? Jakoś mi się nie wydaje. Gaba nie chodziła na imprezy do Joanny, bo się z kuzynką specjalnie nie lubiły, obracały się w różnych towarzystwach i tak dalej. Gabie nie zależało na tym, żeby się wybierać na jej imprezy, więc po co jej były ciuchy, które mogłaby założyć do Joanny? Wolała je wydać na książki. Ot, i cała tajemnica ubogiej garderoby Gabrieli.
                      • soova Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 15:15
                        Noido, zdaje się, że zafiksowałaś się na jednej rzeczy, zamiast spojrzeć na problem całościowo. Nie kwestionuję braku zainteresowania Gaby ciuchami, bo to jest fakt, o którym autorka napisała wprost, więc trudno mi to podważać i nawet nie próbuję. Natomiast ten niedostatek ciuchów wcale nie był li i jedynie wynikiem Gabinej abnegacji, tylko między innymi - oprócz rzeczonej pogardy dla strojów - także rezultatem niedostatku materialnego rodziny Borejków. Tego niedostatku też nie da się zakwestionować, bo sama autorka pisze o nim wyczerpująco, wielokrotnie i w trybie oznajmującym. Ze zdania, ze Gaba nie chodziła na imprezy do Joanny, gdyż po prostu nie miała się na nie w co ubrać, nie wynika żadne sprzężenie zwrotne (nie lubię się stroić, nie mam ciuchów, nie chodzę na imprezy), ani żaden brak sympatii do kuzynki, tylko to, co wynika - brak garderoby. Prosty zatem wniosek, że brak ów głównie wynikał z tak szeroko opisywanego w powieści niedostatku rodziny, a nie z wyboru życiowego stylu Gabrieli. Stąd wniosek następny - że kupowanie przez ojca rodziny w takiej sytuacji Plutarcha, choćby i w szczytnym celu późniejszej edukacji córek, naprawdę nie jest OK.
                        • kkokos Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 15:41
                          Ze zdania, ze Gaba nie chodziła na imprezy do
                          > Joanny, gdyż po prostu nie miała się na nie w co ubrać, nie wynika
                          żadne sprzęż
                          > enie zwrotne (nie lubię się stroić, nie mam ciuchów, nie chodzę na
                          imprezy), an
                          > i żaden brak sympatii do kuzynki, tylko to, co wynika - brak
                          garderoby. Prosty
                          > zatem wniosek, że brak ów głównie wynikał z tak szeroko
                          opisywanego w powieści
                          > niedostatku rodziny, a nie z wyboru życiowego stylu Gabrieli.


                          soovo, przesadzasz - traktujesz sprawę równie dogmatycznie, tylko w
                          przeciwną stronę do noidy.

                          czy dziś, będąc osobami zarabiajacymi na siebie i mając do wyboru
                          pełne wieszaki w multum sklepów nie łapiecie się na myśli "tam nie
                          pójdę, musiałabym się jakoś specjalnie ubrać, nic takiego nie mam, a
                          nie chce mi się szukać, oleję tę imprezę"?? bo mnie się zdarza. i to
                          nie z powodu niedostatku materialnego nie kupuję tej specjalnej
                          kiecki, ale z powodu lenistwa tudzież braku parcia na te
                          superimprezy - no jakby mi tak naprawdę na tej imprezie zależało, to
                          bym przecież poszła tej kiecki szukać po sklepach. jakby gabie tak
                          naprawdę na imprezach u joanny zależało, to by coś o kiecce
                          zamarudziła w domu, nawet znając finansowe realia rodziny.


                          i tak, gaba za joanną nie przepadała, a nawet się z niej
                          podśmiewała, co widać w scenie z męskim kapeluszem, z którym gaba
                          się obnosi na ulicy, podczas gdy joanna umiera ze wstydu.
                          • noida Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 15:52
                            Dokładnie tak. Jakby Gabie tak zależało, to by się nauczyła szyć, robić na
                            drutach, przerabiać stare ciuchy mamy i masę innych rzeczy, które robiły w
                            tamtych czasach dziewczyny, jak chciały fajnie wyglądać.
                            Kuzynki za sobą nie przepadały i to jest oczywiste wcale nie dlatego, że Gaba
                            nie miała się w co ubrać, tylko dlatego, że Joanna zadzierała nosa, a Gabę to
                            denerwowało, co się wyrażało m.in. sceną z kapeluszem i mieniem w nosie kolorów
                            ziemi :)
                          • soova Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 16:02
                            kkokos napisała:


                            Cytatczy dziś, będąc osobami zarabiajacymi na siebie i mając do wyboru pełne wieszaki w multum sklepów nie łapiecie się na myśli "tam nie pójdę, musiałabym się jakoś specjalnie ubrać, nic takiego nie mam, a nie chce mi się szukać, oleję tę imprezę"?? bo mnie się zdarza. i to nie z powodu niedostatku materialnego nie kupuję tej specjalnej kiecki, ale z powodu lenistwa tudzież braku parcia na te superimprezy - no jakby mi tak naprawdę na tej imprezie zależało, to bym przecież poszła tej kiecki szukać po sklepach.

                            Oczywiście, że zdarzają się takie sytuacje. Ale to jest kwestia własnego wyboru i własnych preferencji spędzania wolnego czasu. A to, że Gabriela nie chce iść do Joanny na imprezę i stroi się w szaty ;) osoby obojętnej na ciuchy, wcale nie jest jej wyborem, bo autorka pisze o tym wyraźnie, że kiedy człowiek jest częścią rodziny umiarkowanie zarabiającej i lekkomyślnie wydającej, rozsądnie czyni przybierając postawę obojętną wobec dóbr konsumpcyjnych. Pewnie, że Gaba była wyzbyta kokieterii i raczej nonszalancka, i że na prywatkę od początku iść nie zamierzała, pragnąc poczytać w domu pożyczoną od ojca "Fizjognomikę" Arystotelesa (swoją drogą, u mnie w domu książki były po prostu na regale, nie musiałam niczego od rodziców "pożyczać", chyba że "Raz w roku w Skiroławkach", z tym, że tę pozycję raczej podkradałam niż pożyczałam :)). Pytanie tylko, na ile ta jej postawa była podyktowana niezależnością poglądów, a na ile... koniecznością, w obliczu takich, a nie innych realiów życiowych.

                            Cytatjakby gabie tak naprawdę na imprezach u joanny zależało, to by coś o kiecce zamarudziła w domu, nawet znając finansowe realia rodziny.

                            Po lekturze sceny z rozmową, jaka nastąpiła w odpowiedzi na pytanie Gaby "Dlaczego nasze uczty Trymalchiona mają zwykle charakter duchowy?" obawiam się, że niewiele by jej takie marudzenie pomogło. A nie, przepraszam, po prostu Mila siadłaby w nocy i zrobiła kolejne sto korekt i 10 swetrów i dostałaby ataku jaskry, więc akcja KK w ogóle by się nie zaczęła. :)

                            Cytati tak, gaba za joanną nie przepadała, a nawet się z niej podśmiewała

                            Pewnie, że nie przepadała. Tylko ja uporczywie twierdzę, że ze zdania o prywatce u Joanny, którego już po raz kolejny cytować nie będę, akurat ten brak sympatii nie wynika.
                        • noida Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 15:46
                          Pewnie. Gdyby Ignacy, potwór i ojciec wyrodny, zmuszający swoje dzieci do chodzenia w jednych spodniach, a także do zapychania biednych, burczących żołądków kanapkami z twarogiem na kolację, nie kupił tego Plutarcha, rodzina Borejków opływałaby w luksusy. A gdyby sprzedał wszystkie swoje książki, mogliby kupić wyspę na Karaibach, po której Gabunia w kreacji sylwestrowej w kolorach ziemi pląsałaby radośnie, i może nigdy nie spotkałaby wtedy Pyziaka i nie musiała za niego wyjść, żeby uciec z domu tego dręczyciela, swojego ojca. I nie miałaby złamanego serca i żyłaby długo i szczęśliwie.

                          Przepraszam cię, ale już mi się nie chce. Te zarzuty są po prostu absurdalne. Owszem, w roku 1977 ludziom się nie przelewało. Wszystkim się nie przelewało. Gabunia nie miała spódnicy w kolorach ziemi, bo miała trzy siostry i Borejków nie było na to stać. Mila karmiła dzieci twarogiem, bo nie potrafiła wywalczyć, załatwić i podstępem zdobyć kiełbasy. Ale zarzuty, jakoby Borejkówny nie miały ubrań i chodziły głodne, ponieważ Ignacy kupił Plutarcha, są po prostu głupie. Ignacy ani Mila nie byli potworami. Gdyby Plutarche kosztowały taki majątek, że brakowałoby im na jedzenie, Ignacy by ich nie kupował. Gdyby dzieci nie miały się w ubrać, ich rodzice sprzedaliby połowę swoich książek, pożyczyli od Feli, pokajali się przed Józeczkiem i stanęli na głowie, żeby tylko ich córki miały co założyć. Moim zdaniem właśnie Plutarch jest największym dowodem na to, że u Borejków było owszem, niebogato, ale że nie cierpieli oni głodu, mieli w czym chodzić i ogólnie byli w znośnej sytuacji finansowej. Na to samo wskazuje pulchność Patrycji oraz ogólne zadowolenie z życia wszystkich czterech córek. Bo rodzice, nie wiem, czy wiesz, przeważnie kochają swoje dzieci i to tak bardzo, że nie lubią, żeby one były głodne lub nie miały się w co ubrać zimą. Naprawdę. Tak samo jak w wielu innych rodzinach nie było u Borejków luksusów, ale nie było też skrajnej biedy. I autorce się nic nie "wymsknęło" - to jest jej historia, momentami spójna i logiczna, momentami pojechana dla efektu (vide scena z zasłoną). Doszukiwanie się biedy i głodu w rodzinie Borejków jest zwyczajnie nadużyciem interpretacyjnym w sytuacji, w której już nie ma się do czego innego przyczepić.
                        • mamarcela Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 15:58
                          Ja chciałam tylko powiedzieć, że znowu mylimy epoki. Niedostatek finansowy,
                          niedostatkiem finansowym, ale dostanie fajnych ciuchów dla 17 latki w owym
                          czasie to albo wielkie pieniądze i komisy i pewexy (dżinsy oryginalne kupowało
                          się li i jedynie w pewexie za równowartość średniej pensji!!!!) albo
                          kombinowanie. W sklepach były właśnie dżinsy odra, szkolne spódniczki, bluzki
                          i sweterki z anilany. Kto chciał wyglądać fajnie musiał kombinować. Ja nauczyłam
                          się robić na drutach w trzeciej klasie podstawówki, szyć na maszynie pewnie w
                          szóstej. A moi rodzice kupowali mi ciuchy w komisach i dżinsy w pewexie, biedny
                          ojciec za każdą wizytą w Warszawie był pośyłany w kolejkę do Hofflandu, mama
                          miała swoja krawcową, u której i mnie szyto rożne rzeczy itd.
                          Toteż gdyby Gabie naprawdę zależało posadziłaby Milę (która to potrafi) do
                          maszyny i chociaż może Joannie w ilości kolorów ziemi by nie dorównała, ale coś
                          by na pewno wymarudziła ciekawszego od dżinsów odra. Ida umiała wymarudzić
                          przecież, Gabie to po prostu zwisało.
                        • paszczakowna1 Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 21.12.09, 19:15
                          >Stąd wniosek nast
                          > ępny - że kupowanie przez ojca rodziny w takiej sytuacji Plutarcha, choćby i w
                          > szczytnym celu późniejszej edukacji córek, naprawdę nie jest OK.

                          No cóż, jeśli to było "nie OK", to przynajmniej z długą tradycją. Odsyłam do
                          postów tutaj:

                          forum.gazeta.pl/forum/w,528,96876102,96972864,Re_Dzieci_z_dobrego_domu_.html
                          forum.gazeta.pl/forum/w,528,96876102,96973224,Re_Dzieci_z_dobrego_domu_.html
                    • the_dzidka Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 22.12.09, 18:39
                      > W dalszym ciągu
                      > zatem uważam kupowanie na przykład polskiego przekładu Plutarcha
                      (na przykład
                      > - czyli że nie był to pojedynczy przypadek) w takiej sytuacji za
                      mocno dyskusyj
                      > ne.

                      Ja też, z powodów przez Ciebie przytoczonych. Plus jeszcze z
                      jednego: co to do licha za założenie, że dziewczynki pewnego dnia
                      dorosną do takiej lektury?! To tak, jakby moja mama kupowąła książki
                      historyczne nie dla nich (bo ojciec, choć inżynier, to historią
                      szalenie się interesuje), a z założeniem, że jak dorosnę do
                      pamiętników marszałka Żukowa, czy do Historii Mali... A tymczasem ja
                      co prawda przez całą szkołę z historii miałam pięć, ale nie tykałam
                      niczego poza podręcznikami. Póki nie doapdłam Kosidowskiego ;) A z
                      ustaleniem dat rozbiorów Polski miałam spore problemy :)
                      Trzeba być kompletnie oderwanym od rzeczywistości szaleńcem, żeby
                      uważać, że dzieci będą kiedyś za coś takiego wdzięczne.
                      • paszczakowna1 Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 22.12.09, 20:49
                        > Trzeba być kompletnie oderwanym od rzeczywistości szaleńcem, żeby
                        > uważać, że dzieci będą kiedyś za coś takiego wdzięczne.

                        Uważasz, że Gabriela wolałaby parę czekolad trzy lata wcześniej zamiast
                        Arystotelesa?
                        • dakota77 Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 22.12.09, 22:13
                          Moze Gabriela wolalaby nie czekolade, a inna ksiazke zamiast Plutarcha?
                        • mama_kotula Re: W kwestii "kolejnych Plutarchów" 23.12.09, 12:50
                          paszczakowna1 napisała:

                          > > Trzeba być kompletnie oderwanym od rzeczywistości szaleńcem, żeby
                          > > uważać, że dzieci będą kiedyś za coś takiego wdzięczne.
                          >
                          > Uważasz, że Gabriela wolałaby parę czekolad trzy lata wcześniej zamiast
                          > Arystotelesa?

                          Ja uważam, że istnieje coś takiego jak dostosowywanie zakupów do potrzeb dziecka w danym wieku.
                          Też mogę dzisiaj zakupić pakę książek, do których może kiedyś dzieci dorosną, a książki będą sobie dojrzewać na półce. Niemniej nie zakupię, zakupię dzisiaj pływającą BabyBorn oraz figurkę smoka w kryształowej kuli. Tudzież czekoladę sztuk 2. Ponieważ wiem, że to ucieszy moje dzieci - nie dojrzewający przekład Plutarcha na półce, który będą mieć w rzyci. I guzik mnie obchodzi, że "może za kilka lat docenią". Obchodzi mnie ich radość teraz.

                          Mam w rodzinie chłopca, któremu nie zaspokajano potrzeb bieżących w dziedzinie zabawek/słodyczy - kupowano książki, zabawki na wyrost, odnoszę wrażenie, że rodzice kupowali raczej dla siebie, niż dla syna - niby wszystko grało, niby rodzina była ok, ciepełko, kultura, dbałość o wykształcenie, rozwój duchowy itp, niemniej gdy kuzyn przyjeżdżał do mnie, dochodziło do - nomen omen - scen gorszących, bo rzucał się na moje zabawki, komiksy, o słodyczach nie wspominam.

                          I tak, uważam, że w pewnym wieku Gabrysia mogłaby woleć 3 czekolady zamiast Arystotelesa. Albo inną książkę. Albo kieckę.
        • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 16:58
          Zadam pytanie znowu na logikę - ile kurczaków piekła na niedzielę Twoja mama? Bo
          jeśli był jeden kurczak to musiało być racjonowanie żywności, bo wierz mi, że
          głodny młody facet potrafi zjeść półtora kurczaka nie przerywając snu.
          Prawdopodobnie nie rzucaliście się na tego kurczaka, kto pierwszy ten lepszy
          tylko twoja mama racjonowała go zgodnie ze swoja wolą.
          W każdej rodzinie nawet teraz jest takie, czy inne racjonowanie żywności i
          innych dóbr, bo tego wymaga chociażby kultura osobista - jak kupię np.śmietanę
          do zupy na obiad to chciałabym, żeby stała w lodówce do czasu obiadu, a nie
          została zużyta na maseczkę, dana kotu, albo wyżarta, bo komuś się zachciało
          akurat śmietany.
          • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 17:36
            Mamomarcela, ja mówię o kurczakach wiejskich, bo nie było wtedy przecież masowej produkcji hipermarketowej, o czym zresztą dobrze wiesz. Taki kurczak starczał na całą sobote i niedzielę, a jadło się go z ziemniakami, które też są zapychaczem, do tego surówka (a nawet w zimie można było zawsze kupić kapustę kiszoną i podać w dużych ilosciach, zresztą pamiętam takie lata, że rodzice sami ją kisili). Poza tym obiad jadło się ok. 13.00 - 14.00, potem wieczorem była regularna kolacja, kanapki, te rzeczy. Nikt nie chodził głodny. Pewnie, że może byłoby inaczej, gdyby zamiast mnie - niejadka zresztą - i siostry rodzice musieli wykarmić dorastających synów, wtedy może byłby to pewien problem, ale zapewne w obliczu takiej katastrofy ;) mama przygotowywałaby więcej potraw i dodatków mącznych. Kalorycznych, o czym w tamtych czasach się z oczywistych powodów nie mówiło, ale za to jakże smacznych :) i zapychających.

            Co jednakże chciałabym podkreślić, to fakt, że nie byłoby na pewno takiej reglamentacji, jaka występuje w KK u Borejków i jaka wielokrotnie była tu opisywana i komentowana i to zdecydowanie w nie najlepszym świetle. Czym innym jest niedawanie dzieciom czekolady, wędliny czy bananów, bo ich po prostu nie ma, a czym innym krojenie przez mamę wielkich ilości chleba, smarowanie ich masłem roślinnym, pastą twarogową, kładzenie na to plasterka kiełbasy i zdobienie hojnie szczypiorkiem i kminkiem, a następnie pochłanianie tegoż bez grymasów i w milczeniu, bo mogłoby się zdarzyć, że któraś z sióstr zajęłaby się porcją grymaśnicy, czy wreszcie robienie zapasu przetworów nie do tknięcia nawet w przypadku takim jak Idowy. Może zresztą faktycznie to słowo "reglamentacja" jest niewłaściwe - niemniej uważam, że rodzina niezapewniająca swoim dzieciom obfitego posiłku (a to jest wyraźnie powiedziane, że matka Borejko dokazuje cudów, żeby dysponując tymi zasobami finansowymi, jakie mieli, podawać dzieciom wartościowy posiłek)NIE MOŻE być ukazywana jako dobra rodzina. A tak właśnie to w Jeżycjadzie wygląda. Matka, która nie pracuje, bo wychowuje córki - OK, ale dlaczego, na Boga, ta matka nie każe każdego pierwszego wyskakiwać Ignacowi z kasy i nie wydziela mu drobnych na rozrywki, tak jak to podobno czyniły porządne górnicze żony :) choćby po to, żeby uniknąć zakupu kolejnego Plutarcha kosztem porządnego i obfitego jedzenia, a wręcz przeciwnie, rzeczonego Ignaca obskakuje, tolerując wyskubywanie tego i owego z przygotowywanej kolacji, i tak objętościowo dość ograniczonej?
            • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 18:00
              Przepraszam, a czym się różni krojenie wielkiej ilości chleba i robienie pasty twarogowej do tego (nawiasem mówiąc, nie rozumiem zupełnie, co jest złego w kanapce z pastą twarogową, wydaje mi się to zupełnie normalnym posiłkiem) od zapychania rodziny potrawami mącznymi, które uskuteczniała Twoja mama? Bo moim zdaniem dokładnie niczym. Pisałaś powyżej, że i u Ciebie kupowało się książki często i gęsto. Nie rozumiem, czym to się różni od kupowania książek u Musierowicz. Wyobrażam sobie, że tak samo Mila jak i Twoja mama stawały czasem przed wyborem "książka czy kiełbasa" i pewnie podobnie zdarzyło im się wybierać.

              A to, że się tutaj coś "niejednokrotnie komentowało", nie jest dowodem absolutnie na nic, poza tym, że o czymś była mowa sto razy w dyskusji. Musierowicz bynajmniej nie pisała, że Borejkówny chodzą głodne. Raz napisała, że ojciec kupił kolejne wydanie Plutcharda i tego Plutcharda mu na forum nie darowano nigdy, tak jakby co najmniej był hazardzistą zatwardziałym z wyrokami więzienia, którego dzieci głodem przymierały. Skoro Mila nie zabiera Ignacowi pieniędzy pierwszego, to widocznie jednak nie przepuszczał on wszystkiego na Plutchardy, bo gdyby przepuszczał, to z pewnością w trosce o budżet domowy by mu zabierała, jako że była przedsiębiorczą i konkretną kobietą, która kochała swojego męża, ale bez przesady.

              Córki Mili były zdrowe, niektóre nawet pulchne i na pewno nie cierpiały głodu ani nie odczuwały skutków reglamentowania żywności. Książki zawalające mieszkanie się sprzedawało, zapewne w dokładnie tych samych miejscach, w których się je wcześniej kupowało. Mila dorabiała, produkując swetry, tak więc nie była taka całkiem bezrobotna. Patologiczność rodziny Borejków jest w znakomitej mierze wymysłem tego forum, które popada już w obsesję w wynajdywaniu im kolejnych wad w książkach swojej ulubionej autorki.
              • noida Plutarch 17.12.09, 18:12
                Tfu, oczywiście Plutarch, nie Plutchard. Co też człowiek w zdenerwowaniu wypisuje.
                • truscaveczka Re: Plutarch 18.12.09, 12:17
                  Uroczy lapsusik :)
            • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 18:00
              Wybacz, ale nadal nie rozumiem
              u Ciebie - ziemniaki - węglowodany, kurczak - białko zapewne smażony - tłuszcz
              oraz surówka - witaminy - to był pełny i obfity posiłek, a słynne kanapki Mili
              przypominam w dużej ilości (chleb - węglowodany, twaróg, kiełbasa - białko,
              masło roślinne - tłuszcz, szczypiorek - witaminy, kminek - "poprawiacz"
              trawienia ) to zgroza i głód! Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, bo dla mnie
              kanapka z pasta twarogowa i szczypiorkiem - bez kiełbasy i kminku, a przeważnie
              także bez masła - jest creme de la creme jedzenia wszelakiego. I spożywam
              takie bieda żarcie ja i moje dzieci niemal codziennie, z tym, że ponieważ teraz
              są inne czasy to zamiast twarogu jako takiego jemy różne białe serki z
              dodatkami, albo bez. I uważam siebie za dobra, kochającą matkę, a moje dzieci za
              zadbane dzieci.
              Naprawdę jeszcze trochę poczytam to forum i chyba się pójdę zabić, bom jeszcze
              gorsza od Borejków w niektórych kawałkach.
              • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 18:19
                Nie no, koleżanki, nie chodzi mi o wytykanie palcem, kto dobrze żywi w realu swoje dzieci, a kto nie. Ja na przykład nie żywię - bo ich nie mam. :D

                Chodzi mi o to, że skoro Borejkówny rzucają się na jedzenie i pałaszują je szybko i w milczeniu, żeby nie dopuścić do niego konkurencji (a to już nie wymysł forum, tylko wprost z książki), to wniosek nasuwa się niestety jeden i prosty. Człowiek syty nie rzuca się na jedzenie. Człowiek mający w perspektywie, że się naje przy stole, nie je w milczeniu, raz, że tego wymagaja dobre obyczaje (już Kochanowski... :)), dwa, że nie musi zjadać szybko i otwierania ust wykorzystywać tylko w tym celu. Skoro zaś nasuwa się wniosek prosty, że posiłki u Borejków były nie do końca wystarczające (i to znów ani nie wymysł forum ani nie sytuacja jednorazowa, bo cały ten akapit od pierwszego zdania rozpoczynającego się od "Smakołyków zawsze było za mało w tym domu" a zakończonego "Dochodziło do gorszących scen" jest w czasie przeszłym niedokonanym), to osobiście wyciągnęłam wniosek kolejny. Taki, jaki już sformułowałam, czyli że skoro taka rodzina pokazywana jest jako rodzina OK, pełna ciepła i miłości itd., to coś tu się nie zgadza. I to jest li i jedyna rzecz, jaką autorce mam do zarzucenia. Nie to, że przedstawiła nam Borejków takich, jakimi są - bo to świetna literacka robota, ale to, że przedstawiając ich właśnie takimi twierdzi, że taka postawa życiowa jest OK. A nie jest. I nie uwierzę, że Wy - Mamomarcela i Noido, jak rozumiem same matki, będziecie teraz twierdzić co innego.

                Dywagacje na temat tego, co podawano dzieciom u mnie w domu, a co podawała swoim Mila Borejko, proponuję sobie darować, bo niczego do sprawy nie wniosą. Tym bardziej, że właśnie zamierzam zrobić sobie kolację złożoną z ulubionego przysmaku: chleba z własnoręcznie zrobionym twarożkiem na śmietanie (to z dzieciństwa - u nas zawsze robiło się na śmietanie). :)
                • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 18:54
                  Do "gorszących scen", które to określenie ma tutaj zresztą zabarwienie satyryczno-komediowe, a nie tragiczno-reportażowe dochodzi w każdej rodzinie, w której jest więcej niż jedno dziecko i wcale nie musi do tego być w niej głodu. Tak samo jak "kto siorbie, dostanie po torbie" nie świadczy o tym, że małe Borejkówny bito, tak samo "gorszące sceny" nie świadczyły o zamorzeniu głodem dzieci B.

                  Natomiast co do biednych Borejkówien jedzących w milczeniu i chyłkiem, to zdaje się w innej książce MM opisuje odbywające się nad jedzeniem dysputy, kłótnie i prawie że rzucanie w siebie posiłkiem, a już na pewno w Idzie Sierpniowej opisuje zabawy jedzeniem w postaci wsadzania sobie szczypiorku pod paznokcie, co też zdaje się spotkało się już na forum z zarzutami o brak szacunku dla produktów spożywczych. Gdyby te biedne dzieci tak strasznie głodowały, to by ten szczypiorek pożarły, a nie wsadzały sobie pod paznokietki celem wyśmiewania się z Lisieckich.

                  Naprawdę nie widzę nic złego w postawie Mili. Twierdzę, że była zupełnie normalną matką, która robiła wszystko, co mogła, żeby jej dzieciom było dobrze. Była ciepła i miła i ok, przynajmniej na etapie KK i IS. A że niektórym bardziej odpowiada inny model rodziny, to już jest ich sprawa, ale jest to jedynie kwestia preferencji, a nie twardych danych.
                  • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 19:02
                    noida napisała:

                    > Tak sa
                    > mo jak "kto siorbie, dostanie po torbie" nie świadczy o tym, że małe Borejkówny
                    > bito,

                    Nie świadczy też o tym, że każda z Borejkówien miała torbę. :)))

                    Biorąc wszystko tak dosłownie, można by na przykład wysnuć podejrzenie (założę
                    się, że w tym kierunku FORUM jeszcze wielokrotnie tego nie analizowało), że
                    rodzina Borejków to rodzina torbaczy. Logicznie wiąże się z tym motyw Pyziaka w
                    Australii...

                    • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 19:26
                      :))))

                      Torby może każda nie miała, ale paszczę z pewnością, a drugi wierszyk, o ile
                      pamiętam brzmiał:"kto mlaszcze dostanie w paszczę".

                      Z czego można wysnuć, że Borejkówny jadły szybko i cicho (czyli milczkiem i
                      żwawo), coby nie zarobić za mlaskanie i siorbanie po paszczy, albo nie daj Boże
                      po torbie, którą miały pewnie z powodu nadmiaru Plutarchów jedną na cztery i to
                      jeszcze musiały się nią dzielić z bezrobotną matką.
                      Być może zresztą ów brak konwersacji kulturalnej przy jedzeniu wynikał z
                      trzeciego wierszyka, do którego publikacji nie dopuściła komunistyczna cenzura:
                      "kto gada przy jedzeniu ten dostanie po siedzeniu".

                      Morał z tego jest prosty - rodzina Borejków jest rodzina przemocową, o czym
                      należy bezzwłocznie zawiadomić odpowiednie służby.
                • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 18:59
                  Odpowiem Ci tak, gdy pierwszy raz czytałam IŚ tez mnie jako jedynaczkę to
                  rzucanie się na wyprzódki na jedzenie nieco dziwiło, ale teraz w kompletnie
                  innych czasach gorszące sceny nie są dla mnie w ogóle gorszące. Mimo, ze moje
                  dzieci są duże, a nawet miejscami całkiem dorosłe, mimo, ze mieszkamy w centrum
                  dużego miasta , otoczeni otwartymi do późna świetnie zaopatrzonymi sklepami. I
                  mimo to, że naprawdę nikt w moim domu nie głoduje i każdy się może najeść do
                  syta to zawsze się okazuje, iż ktoś wypił resztki soku, zjadł kawałek czekolady
                  więcej, wyżarł makaron do końca "a przecież powinien się odchudzać" itd. itp.
                  Ostatnio mój niema 16letni syn zrobił gorsząca scenę z prawdziwymi łzami, bo
                  zamówiłyśmy pizzę z takim serem , jak on nie lubi. Złośliwie i za namowa podłej
                  siostry, żeby ona miała pizzę, a on nie.

                  Zresztą ja jestem najdalsza od oceniania ciepła i miłości rodziny po tym, co się
                  je. Syndrom matki Polki karmicielki to dla mnie horror jest. Większość dzieci
                  byłaby najszczęśliwsza, gdyby je karmić fastfoodami i słodyczami i poić colą, ja
                  broń Boże nie twierdzę, że tak trzeba robić, ale zbilansowana dieta to dla
                  dzieci jest abstrakcja i żaden przyczynek do kochania mamusi bardziej.

                  O polskim horrorze domowych obiadków fantastycznie pisze Agnieszka Osiecka.
                  • ding_yun Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 19:30
                    Ktoś już się szeroko rozpisywał o tym, że pewne założenia w KK trzeba
                    rozaptrywać w odpowiednim kontekście historycznym. To znaczy MM
                    stworzyła dom Borejków jako swoistą przeciwwagę dla systemu. Oni
                    pomowali inne wartości, wierzyli w inne rzeczy.Chodziło o to, żeby
                    przeciętna czytelniczka, u której w domu też się nie przelewało,
                    poczuła się pokzepiona i podniesiona na duchu, ze to nie tylko u niej
                    w niedzielę ruskie pierogi zamiast befsztyków, a w dzień powszedni
                    zaledwie pasta twarogowa. I że mimo tych braków może być fajnie i
                    wesoło, można prowadzić długie dyskusje i bawić się przy paluszkach i
                    herbacie czy kanapkach z dżemem. Rozpatrywanie tego w kategoriach:
                    Mila powinna była iść do pracy, zeby zapewnić dzieciom wszystko, co
                    najlepsze, jest po prostu absurdalne. Nie takie były założenia
                    książki, MM nie miała pokazać modelowej rodziny, tylko utrzymać
                    borejków w pewnej konwencji. I do tej konwencji idealnie pasuje pasta
                    twarogowa, a nie pasują awantury o to, czemu Ignacy za mało zarabia.
                    Jak wy sobie wyobrażacie dostatni dom w KK, przecież to by była jakaś
                    zupełnie inna książka, zupełnie inny świat.
                    • ding_yun Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 17.12.09, 19:32
                      A sceny o jakich pisze mamarcela ("kto do cholery zjadł ostatni kawałek
                      czekolady i zostawił tylko sreberko?") są mi doskonale znane z domu
                      rodzinnego, a jestem wstrętną i zmanierowaną jedynaczką z zamożnej
                      rodziny
                    • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:31
                      ding_yun napisała:
                      > Ktoś już się szeroko rozpisywał o tym, że pewne założenia w KK trzeba >
                      rozaptrywać w odpowiednim kontekście historycznym. To znaczy MM
                      > stworzyła dom Borejków jako swoistą przeciwwagę dla systemu. Oni
                      > pomowali inne wartości, wierzyli w inne rzeczy.

                      Litosci, Ding Yun :)
                      Niedozywianiem wlasnych dzieci walczymy z systemem? Na zlosc systemowi nie
                      bedziemy zarabiac na zycie? Matka nie pojdzie do pracy dla swych dzieci, bo
                      szorujac wanne za darmo zagra PZPR na nosie?
                      Wlasnie w KK wychodzi na to, ze MM system popiera i jest dumna komunistka :)
                      Ignac produkuje sie na temat minimalizmu, ze nie wypada posiadac samochodu ani
                      go pragnac (tak jakby mu takie luksusy w ogole grozily).
                      W scenie, gdzie Gaba znajduje dyrektora z miesem w piwnicy, ten jej chce dac
                      troche kielbachy itd, a ta dumnie odmawia jak ostatnia idiotka (gdy w domu
                      piszczy bida). I nawet mowi, ze jest tam "w czynie spolecznym" ----
                      • ding_yun Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 20:57
                        lezbobimbo napisała:

                        >
                        > Litosci, Ding Yun :)
                        > Niedozywianiem wlasnych dzieci walczymy z systemem? Na zlosc
                        systemowi nie
                        > bedziemy zarabiac na zycie? Matka nie pojdzie do pracy dla swych
                        dzieci, bo
                        > szorujac wanne za darmo zagra PZPR na nosie?

                        Bimbo, nie rozumiemy się. MM próbowała pokazać rodzinę w której są
                        ważniejsze wartości od pieniędzy. Przede wszystkim rodzina. Mila nie
                        pracuje bo woli poświęcić się wychowaniu. To jest wartość nadrzędna
                        ukazana w KK. Jasne, że jakby poszła do pracy, to mieliby więcej
                        pieniedzy. Ale chodziło właśnie o ukazanie, że czas spędzony przez
                        Milę w domu z dziećmi jest cenniejszy niż ten spędzony w biurze.
                        Drugą wartością mają być "dobra duchowe". Stąd książki zamiast
                        czekolady. Ignacy mówi o zarabianiu pieniędzy w sposób uczciwy -
                        nigdy nie przyszło mi do głowy, że za nieuczciwych uważał badylarzy
                        czy innych prywaciarzy. Raczej chyba chodziło o tych, co mieli
                        najwięcej pieniędzy i największe przywileje czyli różnych
                        partyjniaków. Jasne, że wizja świata w KK jest naiwna i można się
                        sprzeczać, czy model rodziny Borejków jest wzorcem. Dla mnie nie
                        jest. Mnie chodzi tylko o to, żeby patrzeć KK przez pryzmat konwencji
                        i założeń autorki i celów jakie ona sobie obrała, a nie przez pryzmat
                        tego, co nam się wydaje, że dla rodziny B byłoby najlepsze.
                        • ready4freddy Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 00:53
                          prawde mowiac tez w pierwszej (drugiej, trzeciej i czwartej - dopiero w piatej
                          cos mnie tknelo!) chwili odebralem Twoj post tak, jak Bimbo: ze pani MM pisala
                          przeciw systemowi, pokazujac jego wady na przykladzie glodnych Borejkow. mialem
                          nawet zamiar obsmiac sie jak norka (no dobra, obsmialem sie jak norka), ale po
                          zastanowieniu doszedlem do wniosku, ze chodzi Ci raczej o Borejczane "umilowanie
                          prostoty i ubostwa", a nie o hagiografie pani Musierowicz, walczacej z PRLem
                          poprzez opisywanie obiadow. dosc niefortunnie wypadla ta czesc Twego posta,
                          krotko mowiac :)
                • mika_p Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 02:22
                  soova napisała:
                  > Chodzi mi o to, że skoro Borejkówny rzucają się na jedzenie i pałaszują je
                  > szybko i w milczeniu, żeby nie dopuścić do niego konkurencji (a to już nie >
                  wymysł forum, tylko wprost z książki), to wniosek nasuwa się niestety
                  > jeden i prosty. Człowiek syty nie rzuca się na jedzenie.

                  Na moje oko, to Mila wprowadziła stałe godziny posiłków.
                  Bo inaczej zwariowałaby z czwórka dzieci, z których każde ma inny rytm
                  głodnienia. Ja przy dwójce czasami mam ochotę mordować, jak jedno albo drugie
                  kręci się koło lodówki w poszukiwaniu jogurtu, albo oświadcza, że musi już i
                  teraz zjeść płatki z mlekiem, podczas kiedy ja zapowiedziałam - i projekt
                  spotkał się z entuzjazmem - że o tej i o tej przystąpię do smażenia naleśników.
                  A ja mam jogurt w lodówce i płatki w szafce, a Mila nie miała.

                  Pamiętasz scenę z cyklopami? Wchodzi jedna i chce jeść. Wchodzi druga i chce
                  jeść. A to dorosłe kobiety i same sobie przygotowują posiłek, w zasadzie. Mila
                  miała dwie mocno nieletnie, dwie, które moglyby sobie same coś zrobić, ale
                  pewnie nie robiły, i gdyby chciała zachcianki spełniac, to tylko w kuchni by
                  siedziała.
                  A tak - stałe pory posiłków, jdna robota, i spokój przy jedzeniu.
                • croyance Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 12:16
                  'Człowiek syty nie rzuca się na jedzenie'

                  No wezzzz ... Mnie nikt nie glodzi, a czasem sie rzucam.
                  A czasem jestem na takim glodzie, ze lece do otwartego 24/7 sklepu o
                  23 wieczorem po, ekhm, czekolade, chociaz jestem niby na diecie i nie
                  jem cukru i takie tam.
                  Calego kurczaka tez potrafie sama zjesc.
                  A czasem obzarta jestem jak bak, a i tak sie rzucam, bo cos dobrego
                  przyniesli... Takze nie szlabym daleko w tych wnioskach ...
                  • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:27
                    croyance napisała:
                    > 'Człowiek syty nie rzuca się na jedzenie'
                    >
                    > No wezzzz ... Mnie nikt nie glodzi, a czasem sie rzucam.
                    > A czasem jestem na takim glodzie, ze lece do otwartego 24/7 sklepu o
                    > 23 wieczorem po, ekhm, czekolade, chociaz jestem niby na diecie i nie
                    > jem cukru i takie tam.
                    > Calego kurczaka tez potrafie sama zjesc.
                    > A czasem obzarta jestem jak bak, a i tak sie rzucam, bo cos dobrego
                    > przyniesli... Takze nie szlabym daleko w tych wnioskach ...

                    Ja z kolei naprawde nie jestem w stanie wepchnac ani grama wiecej, kiedy sie
                    nasyce. Zarcie nawet najsmaczniejsze tylko mi puchnie w usciech a sam widok
                    czekolady itd. doprowadza mnie do mdlosci, kiedy jestem syta. Tak mialam od
                    dzieciectwa / jestem glodna to zrem - nasyce sie to przestaje. Wniosek? Sa
                    ludzie i ludzie :)
                    A w KK jest opisana bida z nedza, ktorej zawinili pelni ciepla i erudycji
                    rodzice (zrobimy sobie 4 dzieci ale nie bedziemy ich karmic, Plutchardy i ciotka
                    Fela im wystarcza).
                  • ready4freddy Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 01:02
                    jakim cudem potraficie zjesc calego kurczaka??? juz nawet nie mowie o tym, ze
                    dla mnie kurczak (lepiej indyk, duzo lepiej) powinien sie skladac zasadniczo z
                    samych biustow, bo tej calej reszty nie lubie za bardzo, ale zeby cale bydle
                    upchnac? kto jest woloduch, niech podniesie reke! croyance, to juz wiemy, kto
                    jeszcze? :DDD

                    z drugiej strony patrzta, taka osmiornica - nie dosc, ze to madre (ostatnio
                    przylapali jedna, jak sobie budowala domek z dostepnych elementow, konkretnie
                    skorup po orzechach, podrzuconych rzecz jasna), to jeszcze ma osiem macek
                    nadajacych sie do salatki z ziemniakami, albo na gryla. przesympatyczne
                    zwierzatko! :)
                    • yowah76 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 02:13
                      R4F, mozemy sie tym kurczakiem przelamac, bo ja biust to w
                      ostatecznosci, juz predzej bede obdziobywac jakies drobiazgi z
                      kadluba ;) A kurczaka calego mozna, jasne, nikt nie mowi, ze za
                      jednym podejsciem, ale tak w ciagu 3-4 godzin czemu nie ;)
                      • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 12:01
                        Reflektuję na nogi. Biust chętnie oddam.
                        • meduza7 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 15:42
                          Ja mogę wziąć kosteczki. Lubię obgryzać. Chrząstki też lubię.
                          • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 16:22
                            Dobrze, ale ja zatkam uszy. Chrząstki i ja - zgroza i rozmowa z dużym telefonem.
                    • kkokos Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 09:38
                      ready4freddy napisał:

                      >kto jest woloduch, niech podniesie reke!

                      jam wołoduch! i oczywiście też nie za jednym zamachem, ale tak w parę godzin
                      podjadając jak najbardziej - z wyjątkiem skrzydełek i szyi, bo obgryzanie kości
                      mnie brzydzi niewymownie i te części oddam na dzień dobry i nieproszona.

                      niestety, podzielam twoją miłość do kurzych biustów, reszta może nie istnieć
                    • croyance Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 14:37
                      Nie wiem :-D Jest to moj specjalny talent.

                      Zazwyczaj wsadzam do garnka kurczaka i gotuje go w zupie. Jak juz
                      jest prawie gotowy, to wyzeram z gara piers, a potem jedna nozke,
                      druga ... i jakos tak opchne calosc. Pieczonego tez potrafie calego
                      :-D

                      Jest to faktycznie ciekawe, bo generalnie nie jem duzo.
                • croyance Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 12:17
                  Soova, ale smakolykow zawsze jest wszedzie za malo
                  Matki z tego forum pewnie Ci powiedza o gorszacych scenach wyrywania
                  sobie czekolady u dzieci, ktore sa wspaniale nakarmione i niczego im
                  nie brakuje. Taka ludzka natura, no ...
              • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:08
                Mamorcelo, ale serio podajesz dzieciom wylacznie kanapki ZAMIAST obiadu? :)
                wylacznie kanapki to dla mnie owszem zgroza, bida i glod. Trzeba w cholere duzo
                ich zrobic, zeby tak sie zapchac jak obiadem :)
                Obiadu jakos w KK nie poznajemy poza kanakami, wyzeraniem u Feli gdy splonal
                morszczuk oraz tym, ze musza jesc szybko i nie grymasic. Bo znowu Ignac sobie
                Plutcharda kupil..
                • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:27
                  Zupa pomidorowa, naleśniki, barszcz, placki ziemniaczane, fasolowa, krokiety
                  ziemniaczane z sosem grzybowym, kapuśniak, jarzynowa, pierogi ruskie... raz
                  nawet befsztyki z cebulą.

                  Fakt, zwykle gotowała w domu Borejków Fela, ale weźmy poprawkę na to, że głównej
                  kucharki nio było, a Gaba się dopiero uczyła.
                  • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:32
                    Ja uważam że Borejkowie jedli normalnie i wyolbrzymiacie kwestie "głodu" w tym
                    domu. To że ktoś czasem nie dostanie czekolady jeszcze głodem nie jest. Moje
                    własne dzieci jedzą słodycze tylko w niedzielę, a jak coś lubią (np zupę
                    ogórkową) to się rzucają i zachowują, jakby 3 dni nie jadły.
                  • onion68 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:15
                    Fela komentuje porządki w kuchni Borejków w taki sposób, że pomieszczenie i
                    szafki przypominają jej stajnię Augiasza (nie była taka nieczytata ta Fela ;), a
                    pamiętajmy, że wkracza do akcji bodajże w pierwszym tygodniu nieobecności Mili.
                    Tak szybko by pozbawieni karmicielki zapuścili pomieszczenie?
                    Oczywiście, istnieje jeszcze możliwość, że tak naprawdę Fela nie cierpi Mili i
                    całą sytuację wykorzystuje, aby okazać swą wyższość w dziedzinie kompetencji
                    pani domu, wyolbrzymiając przy okazji świadczenia podszytej niskimi pobudkami
                    pomocy nawet najmniejsze niedociągnięcia ;-)
                • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:29
                  Obiady w KK nie występują nie z powodu Plutarchów, ale z powodu pobytu Mili w
                  szpitalu. To że Ignacy i jego córki nie umieli gotować, nie jest niczym
                  specjalnie dziwnym. Ja w wieku Gaby w KK też nie umiałam, a mój ojciec nie tykał
                  garów nigdy, a bynajmniej nie był miłośnikiem antyku i przeciwnikiem zmywarek.
                  Już chwilę później, w Opium, Mila podaje dzieciom rosół z narkotykami i jeszcze
                  dla Genowefy Trompke wystarcza. Myślisz, że to li i jedynie dlatego, że Ignac
                  nie może kupować Plutarchów, siedząc za kratkami?
                  • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:34
                    noida napisała:
                    > Obiady w KK nie występują nie z powodu Plutarchów, ale z powodu pobytu Mili w
                    > szpitalu.

                    Nie nie - obiadow Milowych w KK nie poznajemy. Poznajemy tylko kanapki na
                    kolacje, kiedy Mila jeszcze zywa byla :)
                    To mialam na mysli - czytamy o tym tylko, ze a) na kolacje sa kanapki z cudami
                    pomyslowosci b) dzieci rzucaja sie na jedzenie i wyzeraja sobie nawzajem c)
                    smakolykow brakuje, bo Ignac sobie Pluty kupuje d) morszczuk plonie, wiec ida na
                    wyzerke e) Fela ratuje rodzine nieskonczonym zrodlem jadla.
                    • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:58
                      ja rozumiem, że jako dobra matka Mila powinna im te obiady przysyłać w KK ze
                      szpitala???
                      Książka się zaczyna sylwestrową kolacją potem Mila trafia do szpitala. Kiedy
                      miała te obiady robić? Podczas operacji, po niej, czy natychmiast po powrocie do
                      domu?
                • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:54
                  Nie, nie podaję w ogóle dzieciom kanapek - same sobie biorą.

                  A za przeproszeniem czy KK to jest książka kucharska, albo pamiętnik gospodyni?
                  Ja z lektury KK wyniosłam - czasy ciężkie, przy czworgu dzieci się u Borejków
                  nie przelewa, ale Mila dokonuje cudów, dzieciaki są żarłoczne i łakome, jak to
                  dzieciaki i tyle. Gaba jest duża i dorodna, a Pulpa nawet pulchna, ale pewnie to
                  puchlina głodowa nie pulchność.

                  Wychodzi na to, że jestem bardzo wyrodną matką, bo czasy są co prawda inne, ale
                  też powinnam iść pracować na dodatkowych trzech etatach, żeby moje dzieci miały
                  to wszystko czego nie mają, a mogłyby mieć - belgijskie czekoladki, oryginalne
                  francuskie i szwajcarskie sery, ekologiczne warzywa z Holandii itd. itp. Jestem
                  potworem nie matką, bo karmię dzieci produktami z osiedlowego sklepu, mleko w
                  kartonie kupuje to, które akurat jest w promocji itd.itp.
                  I jeszcze na dodatek mam w domu kilka tysięcy książek i w ogóle nie robię
                  przetworów! A moje dziecka na domowe ruskie pierogi u babci rzucają się jak nie
                  przymierzając padlina na sępa :)

                  Wiecie co - dobrze, ze moje dzieci są już duże, dorodne, przystojne i niegłupie,
                  bo gdyby były małe to po takich rewelacjach naprawdę bym się załamała. To są
                  rewelacje z gatunku tych, które wiele lat temu zaserwowała mi przygodnie
                  spotkana w parku matka, która na moje stwierdzenie, iż karmię dziecko piersią
                  odpowiedziała: "jak to? to pani je może zagłodzić. Ja, proszę pani, karmię moją
                  córeczkę mieszanka sprowadzana specjalnie ze Stanów!"
                  • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:39
                    mamarcela napisała:
                    > A za przeproszeniem czy KK to jest książka kucharska, albo pamiętnik
                    gospodyni?> Ja z lektury KK wyniosłam - czasy ciężkie, przy czworgu dzieci się u
                    Borejków
                    > nie przelewa, ale Mila dokonuje cudów,

                    Najwiekszego cudu by dokonala, gdyby wyszla z domu zarabiac przy tym czworgu
                    dzieci, a Ignacowi pensje odbierala, ZANIM przeputalby ja na Plutchardy - po
                    wykarmieniu dzieci moglby sobie kupowac jesliby cos zostalo, PO.
                    Czasy ciezkie? Ciekawe, ze wczesniej ani pozniej zadna rodzina tak nie gloduje
                    jak w KK. Po prostu MM wyszlo cos dziwnego i glodomorskiego w tej ksiazce.
                    Zaznaczylam, ze w KK nie poznajemy skladu obiadow u Mili i tyle. Jedynie te
                    kanapki. Natomiast sklad obiadow Fells Angels owszem poznajemy, wiec nie wiem
                    czy to juz ksiazka kucharska czy to juz kochanie :)

                    > Wychodzi na to, że jestem bardzo wyrodną matką, bo czasy są co prawda inne, ale
                    > też powinnam iść pracować na dodatkowych trzech etatach

                    A kto Ci kaze harowac dodatkowo? Nozyce sie odezwaly czy jak? :)
                    Ja sie tylko pukam sie w glowe, czytajac opisy "zaradnosci" Mili w KK, Mili,
                    ktora nie pracuje na ZADNYM etacie, przy czworgu pelnosprawnych a zarlocznych
                    dzieci - jak dla mnie glodujacych. Jakby pracowala na etacie, to by nie musiala
                    byc pomyslowa. Wot i tyle.
                    • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:04
                      > Najwiekszego cudu by dokonala, gdyby wyszla z domu zarabiac przy tym czworgu
                      > dzieci,

                      Owszem, w tym przypadku jestem skłonna się z tobą zgodzić - iść do pracy i jednocześnie oporządzać czwórkę małych dzieci to faktycznie już podpada pod cud.

                      a Ignacowi pensje odbierala, ZANIM przeputalby ja na Plutchardy - po
                      > wykarmieniu dzieci moglby sobie kupowac jesliby cos zostalo, PO.

                      To się nazywa zbudować interpretację postaci książkowej na jednym zdaniu. Myślisz, że gdyby dzieci Ignacego chodziły za nim z brzuszkami przylegającymi do kręgosłupków i słaniając się z głodu, to on by wydawał pensję na te Plutarche? Że naprawdę był niewrażliwym, nieświadomym niczego potworem w hazardowym ciągu, który musiał kupić kolejną książkę kosztem wyżywienia swoich dzieci? No chyba jednak nie.
                      • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:29
                        noida napisała:


                        Cytat Owszem, w tym przypadku jestem skłonna się z tobą zgodzić - iść do pracy i jednocześnie oporządzać czwórkę małych dzieci to faktycznie już podpada pod cud.


                        Spokojnie. Dwie osoby spośród tej czwórki były już na tyle duże, że oporządzania nie wymagały. A przy takiej różnicy wieku między siostrami można było tak zorganizować życie, żeby starsze przyprowadzały z przedszkola młodsze na przykład, żeby nie musieli tego robić pracujący rodzice.

                        Zresztą uważam, że gdyby Mila zrealizowawszy się macierzyńsko przy Gabie i Idzie poszła do pracy, młodszych Borejkówien po porstu mogłoby nie być. Oczywiście zakładając, że Mili podpasowałaby praca, fakt zarobkowania i jednak dwie pensje, a nie jedna.
                        • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:49
                          Były duże od bardzo niedawna. Jeszcze rok, dwa lata wcześniej same wymagały opieki, a najmłodsza Pulpa w zasadzie ledwie wyrosła z niemowlęctwa. I naprawdę jak rodzi się czwórkę dzieci to nie po to, żeby te starsze zapędzać do roboty w charakterze nianiek. To też jest odpowiedzialność - pozostanie w domu, żeby wszystkie dzieci miały normalne dzieciństwo, a nie zasuwały od małego w charakterze pomagierów mamusi, której się zachciało, odkurzały dom i w wieku 14 lat gotowały obiady dla całej rodziny, jednocześnie odrabiając lekcje, pilnując młodszych dzieci, żeby też odrobiły, zjadły, nie zrobiły sobie krzywdy podczas zabawy.

                          Naprawdę uważasz, że to byłoby fajniejsze niż rodzina Borejków? Że pracująca Mila z dwiema pensjami i córki-matki zastępcze z kluczami na szyi byłyby cieplejszą, milszą, sympatyczniejszą i bardziej ok rodziną niż układ opisywany w KK?

                          I naprawdę sądzicie, że gdyby młode Borejkówny chodziły głodne, to Mila nie wyrywałaby Ignacemu pensji? Że Ignacy wydawałby pieniądze na książki, patrząc potem bez wstydu w oczy swoim głodnym dzieciom? Naprawdę myślicie, że rodzice Borejkówien byli niedorozwiniętymi emocjonalnie, niewrażliwymi i tępymi potworami, którzy woleli kupować książki niż dawać jeść swoim dzieciom? No naprawdę, bez jaj. To byli normalni, inteligentni, myślący ludzie. Gdyby sytuacja była tak tragiczna, jak ją tu opisujecie, żadne z rodziców nie zachowywało by się w sposób opisany w powieści.

                          > Zresztą uważam, że gdyby Mila zrealizowawszy się macierzyńsko przy Gabie i Idzi
                          > e poszła do pracy, młodszych Borejkówien po porstu mogłoby nie być. Oczywiście
                          > zakładając, że Mili podpasowałaby praca, fakt zarobkowania i jednak dwie pensje
                          > , a nie jedna.

                          No pewnie, że mogłoby nie być. Mila mogła być przedsiębiorczą i dziarską matką jedynaczki, a Ignacy - pomysłowym i zaradnym prywaciarzem. Tylko wtedy nie byłoby Jeżycjady.
                          • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 18:25
                            noida napisała:

                            > I naprawdę ja
                            > k rodzi się czwórkę dzieci to nie po to, żeby te starsze zapędzać do roboty w c
                            > harakterze nianiek. To też jest odpowiedzialność - pozostanie w domu, żeby wszy
                            > stkie dzieci miały normalne dzieciństwo, a nie zasuwały od małego w charakterze
                            > pomagierów mamusi,

                            Całkowicie się z Tobą zgadzam. Żeby wszystko grało w domu, w którym są dwie
                            nastolatki, pierwszoklasistka i przedszkolak, pracująca na pełny etat poza domem
                            Mila musiałaby mieć gosposię. Nie wiem, czy byłaby w stanie na to zarobić.
                            Dodajmy do tego niemałe opłaty za przedszkole, komitety rodzicielskie, składki w
                            grupie, bilet miesięczny na tramwaj - ile ona musiałaby zarobić, żeby jej
                            wyjście do pracy się rodzinie kalkulowało???

                            Przy braku gosposi, która będąc w domu prałaby rzeczy czwórki dzieci, w tym
                            dwójki często się brudzących, bo małych, gotowałaby obiady, taszczyła zakupy,
                            sprzątała, Mila musiałaby zaprząc do opieki nad młodszymi starsze dzieci.
                            Tymczasem Mila ciągle miała czworo dzieci, a nie dwoje dzieci i dwie niańki.
                            Oburzający jest dla mnie pomysł i praktyka niektórych rodziców, żeby spylić
                            swoje rodzicielskie obowiązki na swoje starsze dzieci. Ja oczywiście rozumiem,
                            że są sytuacje bez wyjścia i że czasem po prostu nie ma wyboru. Ale to straszne
                            jest - ukraść komuś część dzieciństwa i młodości i obarczyć go trudem obowiązków
                            opieki nad swoimi młodszymi dziećmi.

                            Nie mam tu oczywiście na myśli incydentalnych, krótkotrwałych przysług
                            wyświadczanych przez starsze dziecko, w stylu odebranie małego z przedszkola czy
                            pomoc w lekcjach.

                            Masz rację Noida, Mila miała czworo dzieci, w tym dwoje w trudnym wieku
                            dojrzewania. Pójście przez nią do pracy i wybycie z domu na 10 godzin
                            stanowiłoby o jej braku odpowiedzialności za wielodzietną rodzinę, którą - było
                            nie było - powołała na świat.
                            • mama_kotula Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 21:20
                              CytatMila miała czworo dzieci, w tym dwoje w trudnym wieku
                              dojrzewania. Pójście przez nią do pracy i wybycie z domu na 10 godzin
                              stanowiłoby o jej braku odpowiedzialności za wielodzietną rodzinę, którą - było nie było - powołała na świat.


                              Brednie. Z tego co piszesz, wynika że KAŻDA matka, która idzie do pracy jest wyrodna i nieodpowiedzialna, bo w sumie czym się formalnie różni odpowiedzialność za jedno dziecko od odpowiedzialności za czwórkę? To jedno dziecko też jest najpierw niemowlęciem, potem jako przedszkolak wymaga opieki, potem oszukuje w szkole, potem ma problemy wieku dojrzewania, si? I matka znikająca na 10 godzin dziecko krzywdzi, bo po powrocie z pracy musi posprzątać, ugotować, a i to dziecko powychowywać, nieprawda.
                              A cholera pół świata tak robi. Pół świata tych wyrodnych.
                              Ja nie mówię o znikaniu na 10 godzin, nikt Mili nie każe iść na etat 10-godzinowy - Mila jest z wykształcenia ekonomistką, w tamtych pięknych czasach ekonomistki pracowały od 8 do 15, góra do 16. Przez większość tego czasu dziecięta są w szkole/przedszkolu/świetlicy szkolnej.

                              Mila po prostu lubiła być z dziećmi i lubiła siedzieć w domu, świadomie wybrała sobie bycie mamą tzw. domową - i bardzo dobrze, każdemu to, co lubi. Ale mówienie w tym kontekście, że pójście do pracy przy czwórce dzieci to nieodpowiedzialność - to przegięcie.

                              Co więcej, ja znam sporo domów "wielodzietnych", gdzie nie ma nastoletnich nianiek, nie ma gosposi, oboje rodzice pracują zawodowo i jakoś wszystko gra, jest doprane, domyte, zakupy zrobione i dzieci nie są wykorzystywane. Da się. Może nie jest idealnie jak u Perfekcyjnej Pani Domu, ale szczerze mówiąc, u mnie - siedzącej w domu :P:P (no dopszz, pracującej w domu - ale nie na etacie, tylko na freelancingu) z dwójką dzieci, w tym jednym mocno zaburzonym, drugim średnio zaburzonym - też nie jest.
                              • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 00:30
                                mama_kotula napisała:

                                > Brednie. Z tego co piszesz, wynika że KAŻDA matka, która idzie do pracy jest wy
                                > rodna i nieodpowiedzialna, bo w sumie czym się formalnie różni odpowiedzialność
                                > za jedno dziecko od odpowiedzialności za czwórkę?

                                Brednią - za pozwoleniem - jest wyrwanie jednego zdania z kontekstu cudzej
                                wypowiedzi i zbudowanie na tym jakiejś karkołomnej konstrukcji tzw. prawdy
                                ogólnej. Twoja konkluzja ogólna wywiedziona z jednego z napisanych zdań, i to w
                                dodatku w kontekście jeszcze innej wypowiedzi jest nielogiczna, wydumana i bzdurna.


                                > Ja nie mówię o znikaniu na 10 godzin, nikt Mili nie każe iść na etat 10-godzino
                                > wy - Mila jest z wykształcenia ekonomistką, w tamtych pięknych czasach ekonomis
                                > tki pracowały od 8 do 15, góra do 16. Przez większość tego czasu dziecięta są w
                                > szkole/przedszkolu/świetlicy szkolnej.

                                Podaj może źródło informacji, że w PRL praca biurowa ekonomistki trwała 7 godzin
                                dziennie na pełen etat. Wg mojej wiedzy trwała 8 godzin dziennie. Jeśli nie masz
                                racji, to matematyka podstawowa się jednak kłania: od 8 do 16 mamy godzin 8,
                                tak? Policz godzinę na dojazd z jednej dzielnicy do drugiej w dużym mieście
                                Poznaniu. W jedną stronę,licząc wyjście z domu, czekanie na przystanku itd.
                                Dojeżdżałaś kiedyś do pracy z jednej dzielnicy do drugiej środkami komunikacji
                                miejskiej (Borejkowie nie mieli przecież samochodu)? Wiesz ile czasu to zajmuje
                                czy nie wiesz?

                                A może wiesz, tylko to nie jest wg Ciebie czas poza domem, no bo praktycznie
                                już w tramwaju Mila mogła zacząć obierać ziemniaki na obiad, leń perfidny, a nie
                                bezproduktywnie sobie jechać i może jeszcze w okno bezmyślnie patrzeć, co?

                                > Co więcej, ja znam sporo domów "wielodzietnych", gdzie nie ma nastoletnich nian
                                > iek, nie ma gosposi, oboje rodzice pracują zawodowo i jakoś wszystko gra, jest
                                > doprane, domyte, zakupy zrobione i dzieci nie są wykorzystywane. Da się.

                                No tak, bo to w ogóle można porównać, dzisiejszą rzeczywistość z pralkami
                                automatycznymi, zmywarkami, samochodami dla każdego dorosłego domownika w domu,
                                pełnymi wszystkiego sklepami, pizzą i chińskim żarciem na telefon z latami akcji
                                KK i IS. W sumie nie są takie dziwne Twoje wnioski, jeśli porównać te same
                                miary, które bezkrytycznie przykładasz do różnych warunków.

                                Może n
                                > ie jest idealnie jak u Perfekcyjnej Pani Domu, ale szczerze mówiąc, u mnie - si
                                > edzącej w domu :P:P (no dopszz, pracującej w domu - ale nie na etacie, tylko na
                                > freelancingu) z dwójką dzieci, w tym jednym mocno zaburzonym, drugim średnio z
                                > aburzonym - też nie jest.
                                >

                                Nie rozumiem naprawdę wobec tego, dlaczego siedzisz w domu i nie ruszasz do
                                pracy poza domem, żeby zarobić więcej pieniędzy i stworzyć dzieciom lepsze
                                warunki rozwoju.
                                Może powinnaś zapewnić im opiekę lepszych specjalistów?pediatrów? nauczycieli?

                                Ja i mój mąż pracujemy poza domem, nie ma nas przez większość dnia (od 8 do
                                czasami 16 godzin) i teraz kiedy dzieci są już większe, to może w mniejszym
                                stopniu, ale jeszcze 3-4 lata temu nie wyobrażam sobie prowadzenia domu bez
                                pomocy naszej nieocenionej Pani gosposi, jej zakupów, gotowania i pilnowania,
                                czy dzieci dotarły ze szkoły do domu i czy zjadły coś ciepłego.
                                • mama_kotula Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 10:01
                                  Rozdział, ale my się chyba nie zrozumiałyśmy i chyba nie trafiłaś :P

                                  Ja nie mam potrzeby ruszania do pracy poza domem, "aby zapewnić dzieciom lepsze warunki rozwoju", ponieważ jestem w stanie - nie wychodząc z domu - zarobić tyle, że dzieci już mają te "lepsze warunki" (najlepszych pediatrów, specjalistów i szkoły również). Owszem, moglibyśmy mieć większe mieszkanie/dom, ale to jest już w planach, na razie nie mamy czasu :D. Do tego mam komfort niewychodzenia z domu, nie mówiąc o tym, że poza domem zarobiłabym jednak zdecydowanie mniej pieniędzy (chyba, że bym wyemigrowała).

                                  I sobie wyobrażam bez nieocenionej pracy pani gosposi ;P, mimo że ja burżujka z domu jestem. Nie gotuję - dzieci jedzą w szkole i przedszkolu, my nie jemy obiadów bo nie lubimy; zakupy robię raz w tygodniu, sprzątanie robi się samo na bieżąco, o ile się chce (jak się nie chce, to się nie robi, albo się komuś za to płaci). Niepotrzebna mi gosposia pilnująca, czy dzieci dotarły ze szkoły, ponieważ bus szkolny podwozi dzieci ok 16:00 pod drzwi, kierowca dzwoni do domu i przekazuje dzieci z rąk do rąk; z przedszkola jeszcze odbieram - ale od września oba będą przyjeżdżać busem.
                                  • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 10:52
                                    OK.
                                    Ja wszystko rozumiem, ale tak naprawdę skąd wszyscy piewcy pracy etatowej
                                    Mili wiedzą, ile ona zarabiała na tych swetrach dla spółdzielni jakiejś tam i
                                    jak to się miało do zarobków ekonomistki w roku bodajże 1977? Podejrzewam, ze
                                    wliczywszy dojazdy, przedszkole, zelówki i takie tam różnica nie była drastyczna.
                                    Należy pamiętać, że to był PRL - pensje były maksymalnie "spłaszczone", wszyscy
                                    zarabiali mniej więcej tyle samo. A argument, że MM napisała "dorabiała sobie"
                                    nie jest żadnym argumentem, bo po pierwsze w PRLu wszyscy pracowali na etacie i
                                    praca chałupnicza choćby najlepiej płatna nie była liczona jako zarabianie, ale
                                    dorabianie sobie chociażby z tego powodu, że co miesiąc nie dostawało się
                                    określonej stałej pensji, a po drugie Mila miała skończone studia wyższe, a w
                                    tamtych czasach praca chałupnicza była pracą mniej prestiżową i traktowano ją
                                    ze swego rodzaju pobłażaniem.
                                    Żona profesora mogła dorabiać szyjąc sukienki do ekskluzywnego butiku
                                    chociaż tak de facto wyciągała z tego dorabiania ze trzy razy więcej niż on.
                                    Wiem, co mówię, bo w latach osiemdziesiątych na i tuż po studiach cały czas
                                    dorabiałam lekcjami języków, ręcznymi swetrami itd. dorabiałam, a nie
                                    zarabiałam mimo, że za ręcznie robiony sweter w pejzaże potrafiłam wziąć połowę
                                    albo i trzy czwarte pensji mojej pracującej na etacie koleżanki ze studiów.
                                    Teraz gdy moja córka sprzedaje ręcznie robiona biżuterię w galeriach to jest
                                    "artystką", wówczas byłaby chałupniczką, chyba, że miałaby skończone ASP to
                                    wtedy tak jak Julia mogłaby chałturzyć.
                                    Zmieniły priorytety, twardy pieniądz jest najważniejszy, pracujemy w domu, na
                                    zleceniach, mamy jednoosobowe firmy, robimy zawodowo drewniane zabawki mając
                                    habilitację itd., w peerelu panował kult pracy etatowej w wyuczonym zawodzie!
                                    Chociaż sadząc po wypowiedziach w tym wątku nawet bardzo młode forumowiczki mają
                                    zakodowane, że do pracy się chodzi, bo w przeciwnym razie się jest
                                    wyrodną matką głodujących dzieci
                                    • mama_kotula Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 11:48
                                      Cytat> Chociaż sadząc po wypowiedziach w tym wątku nawet bardzo młode forumowiczki mają zakodowane, że do pracy się chodzi, bo w przeciwnym razie się jest wyrodną matką głodujących dzieci


                                      Mamarcela, ale było jasno czarno na białym napisane, że w domu brakowało słodyczy (chodziło bodaj o rzeczy zawierające czekoladę ;-)) i było skromnie w kwestii jedzenia, skąd można wysnuć wniosek, że to dorabianie było jednakoż dorabianiem, łataniem budżetu, a nie zarabianiem sensu stricto. No chyba, że te kokosy swetrowe Mila pchała w skarpetę, tyle że tego to już w ogóle nie rozumiem.

                                      Nota bene moją pracę moja szanowna matka również traktuje jako "dorabianie", bo NIE WYCHODZĘ Z DOMU, a jak wiadomo, wychodzenie z domu jest głównym kryterium określającym czy się pracuje, czy nie. Jak również założyła to w poprzednim poście Rozdział, sugerując mi pójście do pracy, aby zapewnić dzieciom "lepsze warunki" (tyle, że jakbym poszła do pracy na etat (mówię o Polsce, co innego za granicą), zarobiłabym przynajmniej 4 razy mniej niż teraz; fakt, że może praca byłaby mniej stresująca sama w sobie, niż mam teraz, ale doszedłby stres wywołany brakiem finansów. Tyle, że u mnie nie brakuje - ani Plutarchów, ani czekolady :), i do scen gorszących nie dochodzi, za wyjątkiem scen standardowych typu rzucanie się na tort i chipsy na urodzinach - ale to rzucają sie wszyscy, nie tylko dzeci moje; zaś moje dzieci rzucają się na chipsy ponieważ podła matka nie kupuje ich z zasady (a nie z braku funduszy na nie).
                                      • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 12:32
                                        Skromnie w kwestii jedzenia wykwintnych rzeczy i czekolady w roku 1977 było
                                        mniej więcej wszędzie. A tam, gdzie było mniej skromnie to nie był tylko wynik
                                        mniejszych zarobków, ale głównie bardzo specyficznej zaradności rodziców. Żarcie
                                        mniej skromne się zdobywało często za pomocą łapówek, układów i podstępów. Mila
                                        i Ignacy nie byli ludźmi przesadnie zaradnymi, co nie znaczy, że byli wyrodnymi
                                        rodzicami. Ja pamiętam tamten czas dobrze i naprawdę nikt wtedy sensu stricte
                                        nie głodował. Nawet moi sąsiedzi z wybitnie niezaradną matką, jedną "fizyczną"
                                        pensją i pięciorgiem dzieci.

                                        Z całą stanowczością twierdzę, że postawiona wobec wyboru - dzieci jedzą twaróg
                                        i mają mało czekolady, albo ja biegam z wywieszonym jęzorem, coby im befsztyki i
                                        czekoladę "załatwić" - wybrałabym opcję mamy za przeproszeniem w dupie
                                        czekoladę. Nie jestem matką przedsiębiorczą w taki sposób i już. Ta czekolada i
                                        befsztyki to było w tamtych czasach dokładnie to, co belgijskie czekoladki i
                                        kozie francuskie sery a 99 zł dla moich dzieci. Mało tego moje biedne pozbawione
                                        belgijskich czekoladek (swoją drogą one wcale nie są dobre) dzieci wolą
                                        naprawdę kolejną książkę niż przeżeranie wszystkiego.

                                        A a propos braków czekolady. U mnie do czasu aż córka starsza weszła w okres
                                        dojrzewania słodycze jadało się raz w tygodniu. Co dla wielu osób było
                                        karygodnym głodzeniem i męczeniem dzieci. A gdy weszła w okres dojrzewania to
                                        zaczęła sobie sama kupować słodycze, ale za to przestała kategorycznie jeść
                                        mięso. Kolejny przyczynek do opinii o mnie, jako głodzącej matce. Młody
                                        natomiast do tej pory jada najchętniej makaron z maggi i ryż z ziołami. A gdy
                                        miał sześc lat to w knajpie na wakacjach radosna i wyrodna matka zamawiała dla
                                        siebie wykwintne dania, a dla synka goły ryż, bo z całej karty dań tylko to mu
                                        wchodziło w pysk.
                                        Podejrzewam, że wielu nastawionych konsumpcyjnie w kwestii żarcia ludzi uważa
                                        to, co u mnie w domu się jada - od wielu lat z wyboru moich dzieci - za
                                        karygodne! Tak samo jak dla wielu matek, babć i ciotek fakt, że Twoje, Kotulo,
                                        dzieci jadają obiady w szkole i przedszkolu to matczyne ciężkie przestępstwo.
                                        Tak, że postulowałabym większy umiar w ocenianiu kuchni i postaw innych ludzi
                                        szczególnie postaci literackich w czasach zdecydowanie historycznych.
                                        • mamarcela errata literówka 20.12.09, 13:03
                                          SENSU STRICTO powinno być, albo STRICTE
                                          • mama_kotula Re: errata literówka 20.12.09, 14:19
                                            mamarcela napisała:

                                            > SENSU STRICTO powinno być, albo STRICTE

                                            Brawo, Miluszko!
                                            (ps. to jest żart i jednocześnie zagadka dla wtajemniczonych, jak ktoś wie, dlaczego taka moja odpowiedź - to fajnie ;);).

                                            Generalnie to się z tobą zgadzam. Tylko - chodzi o coś innego. O wybór. Ja też najchętniej jadam np. kaszę gryczaną na sucho, z wody, bez jakiegokolwiek tłuszczu/sosu/mięcha/surówki - ot, 3 woreczki dziennie mogę wpierdzielić. Ale to jem Z WYBORU, a nie z konieczności. I to, co jecie w domu - to tak samo jest WYBÓR, a nie konieczność. Tak samo jak niejedzenie słodyczy przez cały tydzień - moje dzieci z wykwintnych słodyczy najbardziej lubią ekhem, cukier w kostkach :P, i też jestem wyrodna. Ja na obiad jadam kanapki - bo LUBIĘ. I - co najważniejsze - BO MOGĘ.
                                            Kwestią kluczową jest WYBÓR. W ciężkich latach studenckich moim standardowym posiłkiem był ryż z przyprawą do kurczaka - bo praktycznie nie było mnie stać na normalny obiad. Teraz mnie stać i na raki w winie tudzież prosię w śmietanie - a ryż z przyprawą jem, bo LUBIĘ.
                                            • mamarcela Re: errata literówka 20.12.09, 14:45
                                              Znowu OK. Ale kwestia wyboru w roku 2009 jest absolutnie inną kwestią wyboru niż
                                              ta z roku 1977. Bo wówczas istniała jeszcze kwestia dostępności. Wierz mi, że ja
                                              jako jedynaczka z zamożnego dyrektorskiego domu nie widziałam na oczy i nie
                                              znałam smaku 75% wykwintnych potraw, które zna teraz przeciętne dziecko z domu
                                              dziecka w pcimiu dolnym.
                                              Dlatego mój wybór pomiędzy kupieniem dziecku belgijskich czekoladek, a książki
                                              jest wyborem "merytorycznym", gdybym miała porównywać tamte wybory to musiałabym
                                              po te czekoladki jechać w zatłoczonym pociągu do Skierniewic, a potem jeszcze
                                              stać w długiej kolejce na mrozie bez gwarancji, że dla mnie starczy.

                                              Na gwiazdkę 1988 roku byłam w bardzo zaawansowanej ciąży. Przybyła moja mama z
                                              całą walizą wykwintnego żarcia, którego ja ciężarna od miesięcy nie jadłam.
                                              Wśród tego żarcia było mnóstwo słodyczy przywiezionych prosto z Niemiec.
                                              Specjalnie dla mnie! Były werthers original, toffifee i coś przecudownego,co
                                              sobie specjalnie zamówiłam i na co cieszyłam się od dobrych dwóch miesięcy -
                                              pierniczki alpejskie. Cuda wianki kujawianki po prostu. Jadłam to jak komunię
                                              nie przymierzając. Teraz wszystkie te słodycze są w każdym spożywczaku, a ja ich
                                              od miesięcy, a może lat nie miałam w ustach. Bynajmniej nie dlatego, że się
                                              odchudzam, po prostu teraz mam wybór, a wtedy "drastyczne sceny" odchodziły i to
                                              nie w wydaniu nieletnich, a dwudziestoparoletniej ciężarówki.
                                              • mama_kotula Re: errata literówka 20.12.09, 15:04
                                                W takim razie twoja argumentacja o synu jedzącym suchy ryż i dawaniu dzieciom
                                                kanapek na obiad jako znamionach wyrodności, tudzież mówienie o scenach
                                                gorszących w przypadku twoich dzieci teraz ;) - też jest chybione, ponieważ
                                                dotyczy współczesności, a nie roku 1977.

                                                Nota bene zaczynam się już gubić w tej dyskusji :)
                                                • mamarcela Re: errata literówka 20.12.09, 15:38
                                                  A to chyba nie jest az tak trudne do zrozumienia.
                                                  Pierwszą sprawą jest ocenianie rodziców, ich charakteru i stopnia
                                                  wyrodności na podstawie tego, co dają jeść dzieciom. I tu posłużyłam się
                                                  argumentem mojego jedzącego goły ryż syna. Ty mi na to odparowałaś, że owszem
                                                  Twoje dzieci tez lubią cukier w kostkach, ale to jest ich wybór, bo Ciebie stać
                                                  na raki i prosięta wraz z dodatkami.

                                                  Na to ja skupiłam się na drugiej sprawie, jaką są uwarunkowania
                                                  historyczne. Otóż to nie jest naprawdę trudne do pojęcia, że mój syn jedząc w
                                                  2009 roku goły ryż je go, bo lubi, a ja w powiedzmy 1985 roku jedząca goły ryż
                                                  niekoniecznie robiłam to z biedy, ale ponieważ nie wystałam czegoś do tego ryżu,
                                                  nie zdobyłam metodą wyłudzenia od matki dziecka, które uczyłam języka, dziadek
                                                  mojego faceta nie był rzeźnikiem itd.itp. To nie była kwestia pieniędzy li i
                                                  jedynie. W latach osiemdziesiątych zostałam wegetarianką nie z miłości do
                                                  zwierzątek, a przynajmniej nie tylko, ale po prostu dlatego, że bicie się o
                                                  ochłap padliny w uznawałam za uwłaczające mojej godności. Gdybym miała wówczas
                                                  małe dzieci pewnie bym się biła, ale też w granicach rozsądku. Wolałabym pewnie
                                                  gotować ten rosołek Mili na wołowinie z kością niż wydzierać komuś z rąk befsztyki.
                                                  Rzucając się jak oszalała na pierniczki alpejskie nie byłam biedną zagłodzoną
                                                  Borejkówną - na dwie wówczas osoby mieliśmy dwie pensje plus rentę rodzinną plus
                                                  moje korki, swetry itd. więc jak na rodzinę na dorobku w 1988 roku byliśmy
                                                  całkiem przyzwoicie sytuowani.
                                                  Porównywanie roku 2009 z latami peerelu przypomina rozmowę z Marią Antoniną o
                                                  chlebie i ciastkach.

                                                  Trzecia sprawą jest to, że dzieci bez względu na okoliczności i zasobność
                                                  lodówki robią czasem dantejskie sceny po prostu z łakomstwa i zazdrości o
                                                  siebie. Ty masz małe stosunkowo dzieci, które pewnie częściej robią sobie
                                                  awantury o zabawki, o Twoją uwagę niż o żarcie, nadejdzie pewnie moment, że
                                                  zaczną o to, kto wypił ostatni łyk coli - większość rodzeństw po prostu musi
                                                  się o coś awanturować.

                                                  Czy to jest dostatecznie zrozumiałe?






                                                  "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
                                                  "oraz gruba bardzo" chyba nie jest aż
                                                  • mama_kotula Re: errata literówka 20.12.09, 16:10
                                                    CytatTy masz małe stosunkowo dzieci, które pewnie częściej robią sobie
                                                    awantury o zabawki, o Twoją uwagę niż o żarcie, nadejdzie pewnie moment, że
                                                    zaczną o to, kto wypił ostatni łyk coli - większość rodzeństw po prostu musi się
                                                    o coś awanturować.


                                                    Oczywiście, że rodzeństwo musi się o coś awanturować. Niemniej nie musi być to
                                                    awanturowanie się o żarcie. Prawdę mówiąc, u mnie w domu rodzinnym
                                                    jedzenie/picie/słodycze były ostatnią rzeczą, o którą ktokolwiek by się awanturował.
                                                  • mamarcela Re: errata literówka 20.12.09, 16:40
                                                    Twój dom rodzinny był Twoim domem rodzinnym. Nie można na podstawie
                                                    jednostkowych doswiadczeń wyciągać wniosków ogólnych. Może nie było żarłocznych
                                                    osób, może wszyscy się odchudzali, albo wprost przeciwnie żarcie było
                                                    priorytetem i8 Was karmiono do opojenia.

                                                    Nie dalej jak dwa dni temu koleżanka mojej córki ze studiów powiedziała na
                                                    zajęciach , że nigdy w życiu nie jadła ptasiego mleczka, ale za to "ostatnio
                                                    spróbowałam ferrero rocher i to aż dwa!". Jaki jest z tego wniosek? Bieda z nędzą??
                                                    Otóż akurat w tym konkretnym wypadku panna jest wziętą modelką, przygotowywaną
                                                    przez szaloną mamusię do tej roli pewnie od urodzenia. Na dodatek pochodzi owo
                                                    dziewczę z naprawdę do bólu zamożnej rodziny takiej, w której jeździ się na
                                                    lunche do Wiednia, na zakupy do Paryża, a na wakacje na Wyspy Zielonego Przylądka.
                                            • the_dzidka Re: errata literówka 21.12.09, 12:07
                                              > Brawo, Miluszko!
                                              > (ps. to jest żart i jednocześnie zagadka dla wtajemniczonych, jak
                                              ktoś wie, dla
                                              > czego taka moja odpowiedź - to fajnie ;);).

                                              Ja wiem :) Uwielbiałam tę książkę :)
                                    • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 11:54
                                      mamarcela napisała:

                                      > OK.
                                      > Ja wszystko rozumiem, ale tak naprawdę skąd wszyscy piewcy pracy etatowe
                                      > j
                                      > Mili wiedzą, ile ona zarabiała na tych swetrach dla spółdzielni jakiejś tam i
                                      > jak to się miało do zarobków ekonomistki w roku bodajże 1977? Podejrzewam, ze
                                      > wliczywszy dojazdy, przedszkole, zelówki i takie tam różnica nie była drastyczn
                                      > a.

                                      Stricte! Gdyby tak wszystko skalkulować, to podejrzewam, że okazałoby się, że
                                      Mila nie idąc do etatowej pracy i zarabiając pracą szycia swetrów, czy coś tam,
                                      finansowo wyszłaby niemal na to samo. Pominąwszy już wydatki na bilety,
                                      przedszkola, żłobki, komitety, składki, lekarstwa dla chorujących co 5 minut
                                      przedszkolaków, czy już nawet płatną pomoc w prowadzeniu domu, Mila musiałaby
                                      przecież nabyć odpowiednie ciuchy do pracy, być może makijaże, musiałaby o
                                      siebie zadbać. To też są wydatki.

                                      Jak się to wszystko w konkretnej sytuacji Mili weźmie pod uwagę, skalkuluje, to
                                      trafnym się wydaje wniosek Noidy, że najodpowiedzialniejszym wyborem w tym
                                      konkretnym wypadku w sensie finansowym był wybór Mili dokonany w Jeżycjadzie.

                                      Co nie stwarza w żadnym razie pola do stwierdzenia przez Mamę Kotulę, że
                                      ktokolwiek wyraził tu pogląd, ze to jest jedyny moralnie właściwy wybór w każdym
                                      przypadku.

                                      • mama_kotula Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 12:09
                                        Rozdział, ale to nie ja wysuwałam śmiałe tezy.
                                        To ty wysuwasz - napisałaś, że nastukanie sobie czwórki dzieci a potem pójście do pracy na etat to nieodpowiedzialność. Zaraz napiszesz, że pisałaś konkretnie o przypadku Mili, ale twoja wypowiedź skłania do wnioskowania ogólnego z przypadku szczegółowego:

                                  • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 12:09
                                    mama_kotula napisała:

                                    > I sobie wyobrażam bez nieocenionej pracy pani gosposi ;P, mimo że ja burżujka z
                                    > domu jestem. Nie gotuję - dzieci jedzą w szkole i przedszkolu, my nie jemy obi
                                    > adów bo nie lubimy; zakupy robię raz w tygodniu, sprzątanie robi się samo na bi
                                    > eżąco, o ile się chce (jak się nie chce, to się nie robi, albo się komuś za to
                                    > płaci). Niepotrzebna mi gosposia pilnująca, czy dzieci dotarły ze szkoły, ponie
                                    > waż bus szkolny podwozi dzieci ok 16:00 pod drzwi, kierowca dzwoni do domu i pr
                                    > zekazuje dzieci z rąk do rąk; z przedszkola jeszcze odbieram - ale od września
                                    > oba będą przyjeżdżać busem.
                                    >

                                    No tak beztrosko mieszasz i mącisz, że aż mi szczęka opadła z podziwu. No
                                    przecież to dlatego nie potrzebujesz pomocy osoby trzeciej w domu, kiedy Twoje
                                    dzieci przyjeżdżają o 16.00, że w tym domu jesteś. Gdyby Cię nie było, to jak?
                                    kluczyki na szyje i radźta sobie przedszkolaku i wczesny podstawówkowcu same?
                                    Mamusia i tatuś wrócą o 18.00, a może nie dadzą dziś rady, może o 20.00? Nie,
                                    no, litości, zdecyduj się na coś, bo jak na razie nie widzę żadnego powodu do
                                    chwały, że nie potrzebujesz pomocy niani, czy gosposi, skoro jesteś w domu.
                                    Gdybym ja w nim była, albo mój mąz, to tez byśmy nie potrzebowali.
                                    • mama_kotula Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 14:48
                                      Czyli każdy na Borejków przekłada swoją własną sytuację, jak widzę.

                                      Tyle, że wg ciebie - jak ja zakładam, iż Mila/Ignac będzie w domu o 16-17 i po drodze odbierze dzieci z przedszkola/szkoły, to są brednie. Ale jak ty zakładasz, że będzie o 18 w porywach do 20 to już nie są brednie, bo TY tak masz, ergo - wszyscy tak mają.

                                      Dlaczego zakładasz, że WSZYSCY pracują do 18-20, w związku z czym potrzebują niani/gosposi? Większość moich znajomych jest w domu najpóźniej o 17, po drodze zgarniając dzieci ze szkoły/przedszkola. Co więcej, moja Anka jest jedną z ostatnich osób odbieranych z przedszkola - parę minut po godzinie 16:00, reszta dzieci jest odbierana wcześniej. A że podstawowym kryterium przyjęcia do przedszkola było to, że oboje rodzice mają pracować, zatem zakładam, że ci ludzie gdzieś pracują. I jak przychodzę po młodą wcześniej, załóżmy o 15:30 - to szatnia jest pełna RODZICÓW. Nie babć, nie nianiek. Rodziców.

                                      I nie, nie uważam za powód do chwały że nie potrzebuję gosposi - po prostu chciałam ci pokazać, że nie każdy, kto zapewnia dziecku "lepsze warunki" jest skazany na pracę do 18-20 i w związku z tym potrzebuje niani bądź gosposi - że są inne rozwiązania i nie widzę powodu, aby twoje miało być jedyne. Tak samo jak moje nie jest jedyne.
                                      • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 15:19
                                        mama_kotula napisała:

                                        > są in
                                        > ne rozwiązania i nie widzę powodu, aby twoje miało być jedyne. Tak samo jak moj
                                        > e nie jest jedyne.
                                        >

                                        No nareszcie, brawo.
                                        Każda sytuacja jest inna i inne są w niej najbardziej optymalne, najbardziej
                                        odpowiedzialne, czy najtrafniejsze rozwiązania.
                                        Dlatego - jak już Ci wyżej wspomniała Mamarcela - postulowany jest umiar w
                                        ocenie rozwiązań stosowanych przez kogoś innego niż Ty. W sytuacji Mili wybrane
                                        przez nią rozwiązanie pozostania w domu może być oceniane jako najbardziej
                                        odpowiadające jej ogólnej sytuacji. I nie na miejscu są po prostu drastyczne i
                                        egzaltowane sformułowania, że ocena tego wyboru jako trafnego to brednie. I tyle.
                              • noida Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 20.12.09, 11:59
                                Co więcej, ja znam sporo domów "wielodzietnych", gdzie nie ma nastoletnich nianiek, nie ma gosposi, oboje rodzice pracują zawodowo i jakoś wszystko gra, jest doprane, domyte, zakupy zrobione i dzieci nie są wykorzystywane. Da się.

                                Wiesz co, przepraszam cię bardzo, ale ja w to nie wierzę. Nie wierzę, że nie mają absolutnie żadnej pomocy w postaci babć, cioć i innych takich. Po prostu nie wierzę, że można mieć 4 dzieci w przedszkolu i szkole, i godzić to wszystko bezproblemowo przy pracujących obojgu rodzicach. Po prostu etat dzisiaj nie trwa 8 godzin, tylko 10 albo 11, bo tyle zajmuje dojazd z i do pracy, a często trzeba jednak zostać trochę po godzinach, a jeśli do tego ma jeszcze zahaczyć o sklep, to robi się jeszcze dłużej. Dzieci w przedszkolu i świetlicach szkolnych przeważnie zostają do 17 max. Ktoś je musi odebrać, a rodzice pracujący do 17, jak się przeważnie dzisiaj pracuje, nie mogą być w dwóch miejscach jednocześnie. Zresztą nawet załóżmy, że jedna z tych osób pracuje do 16 i ma blisko. I tak musi obskoczyć przynajmniej dwie placówki (podstawówkę i przedszkole), żeby odebrać dzieci, po drodze zahaczyć o sklep, bo nie wierzę w zakupy na cały tydzień przy czwórce dzieci, wtedy nigdy nie wiadomo, co zejdzie pierwsze i co trzeba będzie dokupić. Trzeba te dzieci przypilnować, żeby zrobiły lekcje, zrobić im kolację, oprać, przygotować na następny dzień, wykąpać, położyć do łóżka i tak dalej. Nie wspominając już oczywiście o jakimś sprzątaniu i innych normalnych domowych czynnościach, bo rozumiem, że ci rodzice odpoczywać i tak będą dopiero po śmierci. I jeszcze znając nasze społeczeństwo, to wszystko jest na głowie jednej biednej matki. Albo więc te matki są cyborgami, które mają zaplanowaną każdą sekundę dnia, albo to jest niemożliwe. A wystarczy, że jeden element tego planu nie zadziała - na przykład rozchoruje się któreś z dzieci - i cały plan rozpada się w drobny mak i nic z niego nie zostaje.
                    • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 17:06
                      Cytat Najwiekszego cudu by dokonala, gdyby wyszla z domu zarabiac przy tym czworgu dzieci, a Ignacowi pensje odbierala, ZANIM przeputalby ja na Plutchardy - po wykarmieniu dzieci moglby sobie kupowac jesliby cos zostalo, PO.

                      Otóż to.


                      CytatJa sie tylko pukam sie w glowe, czytajac opisy "zaradnosci" Mili w KK, Mili, ktora nie pracuje na ZADNYM etacie, przy czworgu pelnosprawnych a zarlocznych dzieci - jak dla mnie glodujacych. Jakby pracowala na etacie, to by nie musiala byc pomyslowa. Wot i tyle.

                      Uściślę, że musiałaby być pomysłowa tak jak każda polska matka w tamtych czasach, tzn. też musiałaby kombinować, jak tu z rzeczy dostępnych na rynku zrobić coś zjadliwego. Tak jak kombinuje mama Żakowa i zapewne
                      ciocia Wiesia też - parę razy w tygodniu jest może i nudny makaron po mediolańsku, ale akurat u Żaków jakoś nikt się na jedzenie nie rzuca. A u Borejków tak.
                      • olusimama Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 20:28
                        soova napisała:

                        > Uściślę, że musiałaby być pomysłowa tak jak każda polska matka w tamtych czasac
                        > h, tzn. też musiałaby kombinować, jak tu z rzeczy dostępnych na rynku zrobić co
                        > ś zjadliwego.


                        Powinny były te wszystkie ówczesne matki pójść na korepetycje do ciotki Felicji.
                        Która nie tylko swoją trzyosobową rodzinę umiała wykarmić to jeszcze dodatkowe 5
                        pasożytniczych gąb napychała mięskiem komercyjnym.

                        Nigdy nie umiałam załapać JAK i ZA CO ona to robiła.
                        Zamiast 3 nakarmić 8 osób? W czasach permanentnych braków zaopatrzeniowych? Wiedźma.
                        • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 22:17
                          Dla mnie Fela, która załamana obiadem Borejków smaży im befsztyki to jakiś
                          absurd. Żeby zrobić befsztyki trzeba mieć polędwicę wołową, której w PRL to
                          chyba się nie widywało na oczy (chyba ze na wsi) a i teraz muszę ją zamówić u
                          rzeźnika, bo to bardzo drogie mięso i on musi mieć pewność że się sprzeda. Skąd
                          Fela wzięła tę wołowinę? Z sufitu? Z zamrażarki? (To było u Biorejków w domu,
                          nie u Felicji). Rozumiem że nieporadność Gaby jest skontrastowana z zaradnością
                          Felicji, ale ani Gaba nie mogła być taką kretynką żeby korzystając z przepisu
                          nie usmażyć naleśników ani Fela taką cudotwórczynią, żeby nagle urodzić kilo
                          polędwicy wołowej.
                          • jota-40 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 22:35
                            Eee, bywało rozmaicie. Mój eks-narzeczony przyniósł kiedyś do domu dwa kilo polędwicy wołowej, którą zdobył na kartki - i to na mięso z kością!! Taki był zdolny. Był to ostatni dzień miesiąca, chciałam jakiś ochłap na rosołek zdobyć, a tu - proszę... Befsztyki zażeraliśmy jak paniska, przez tydzień. Faktem jest, iż był to koniec lat 80-tych, w handlu jednak - to samo dno.
                            Fela jest osobą niezwykle życzliwą, ale też obrotną i pozbieraną. Mogła mieć znajomości w mięsnym. Może kupiła to mięso dla siebie i swojej rodziny, a usmażyła Borejkom - załamana ich dietą?
                            • paszczakowna1 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 22:48
                              Właśnie, z tym mięsem to było jakoś dziwnie. W ogóle było dość drogie, ale ceny
                              były chyba mocno spłaszczone, i polędwica wcale nie musiała być znacznie droższa
                              od standardowej 'wołowiny bez kości'. (Bywało też, że mięso było b. niestarannie
                              rozbierane, i w ogóle biegało tylko jako 'z kością' i 'bez kości'.) A befsztyki
                              można zrobić i z ligawy.
                          • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 22:51
                            Zresztą moim zdaniem musiałaby na głowę upaść, żeby mając takie mięso robić
                            akurat befsztyki. Z ilości potrzebnej dla pięciu osób wyjdzie garnek gulaszu dla
                            dziesięciu, czyli dwa obiady, nie jeden.
                  • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:54
                    mamarcela napisała:

                    > Nie, nie podaję w ogóle dzieciom kanapek - same sobie biorą.
                    Jeste
                    > m
                    > potworem nie matką, bo karmię dzieci produktami z osiedlowego sklepu, mleko w
                    > kartonie kupuje to, które akurat jest w promocji itd.itp.
                    > I jeszcze na dodatek mam w domu kilka tysięcy książek i w ogóle nie robię
                    > przetworów! A moje dziecka na domowe ruskie pierogi u babci rzucają się jak nie
                    > przymierzając padlina na sępa :)

                    He, he, też mi potwór :)
                    Ja znam z codziennego kilkakrotnego widzenia w lustrze pewną matkę, która nie
                    tylko NIE PODAJE dzieciom kanapek, ale jeszcze jak sobie zrobią i naiwnie oraz
                    ufnie pojawią się na wspólnej przestrzeni mieszkania, to fałszywie zbolałym
                    głosem, łypiąc pazernie na talerz z kanapkami dziecka, pyta która z nich jest
                    dla styranej życiem, starej matki. A potem jeszcze wyżera!

                    To jest najwyższy stopień patologii i rodzicielskiego bezczeleństwa - oczekiwać
                    od dorastających dzieci wzajemności, zamiast pchać i pchać z idei
                    bezinteresownego macierzyństwa w nienasycony dziób.

                    Niech się tylko zwolennicy ideologii bezinteresownego pchania w dziób nie
                    zdziwią, jak im któregoś razu zstępny zacznie oczekiwać, że to tak będzie
                    zawsze: zstępny z otwartym nienasyconym dziobem i z założenia nieważny,
                    niemający prawa do zasad, wymagań, a potem to już i do swoich przyjemności i
                    wypoczynku, wstępny.
      • dakota77 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 12:47
        Swiat Dysku zdycha? No wolne zarty, ze slabych zbiorow gagow, parodii
        heroicznej fantasy ksiazki Pratchetta rozwinely sie we wciaz smieszne,
        a duzo glebsze opowiesci.
      • andrzej585858 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 01:14
        ssssen napisał:

        > Przecież to znana od lat zasada - im więcej szczegółów wymuszonych przesz fanów
        > na autorze, dla którego pisanie stało się głównym sposobem zarobku, tym poziom
        > niższy. Na to samo zdycha wiele błyskotliwych na początku cykli np. opowieści z
        > e
        > Świata Dysku.

        Bardzo trafna diagnoza. Warta wielu odniesień i cytowań. Chyba najwiekszy
        problem związany z MM to jest ten że poprzez rozliczne błędy popełnione w
        trakcie pisania kolejnych książek z cyklu - dostarczyła materiału dla tych
        wszystkich osób które z umiejętności znalezienie powyższych błędów uczyniły
        pewnego rodzaju nową kategorie w ramach krytyki literackiej.
      • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 09:02
        ssssen napisał:

        Na to samo zdycha wiele błyskotliwych na początku cykli np.
        opowieści z
        > e
        > Świata Dysku.

        To jest kompletny off topic i nie na temat, ale muszę po prostu,
        inaczej się uduszę - pierwsze słyszę, by cykl ze Świata Dysku
        zdychał. Moim zdaniem on sie pięknie rozwija i dopiero teraz nabywa
        nie występującej w pierwszych częściach głębi, poruszając naprawdę
        ważne, dotyczące ludzi (no dobra, istot żyjących, i nie tylko ;))
        tematy. No, ale moze ja jestem z tych niewymagajacych czytelników.
        • yowah76 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 12:09
          A skoro juzescie zwekslowaly na Pratchetta... SKY 1 robi
          adaptacje "Going Postal".
          Pewnie dawno wiecie i nikt sie nie podzielil...
          ;)

          www.tvthrong.co.uk/sky1/sir-terry-pratchett%E2%80%99s-going-postal-starts-production



          -------------*------------
          A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
          A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
          • onion68 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 13:31
            Ja nie wiedziałam :)
            Przy okazji dołączam do anutkowego klubu małowymagających ;)
          • dakota77 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 19:39
            Wczesniejsze ekranizacje TP robione przez SKY1 byly swietne, ta rowniez
            zapowiada sie swietnie, wielka szkoda tylko, ze Jeremy irons nie gra
            juz Vetinariego:)
            • yowah76 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 22:39
              Ale Moist i Adora Belle fajni ;)
              • dakota77 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 23:03
                Wszyscy fajni:)
        • dakota77 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 19:37
          Tez sie wczesniej o to oburzylam:)
          Zdycha moze jezycjada, ale porownanie ze Swiatem Dysku kompletnie, ale
          to kompletnie nietrafione.
    • mamarcela I jeszcze słowo w obronie Mili 17.12.09, 22:06
      w kontekście nieszczęsnych przetworów. Bo padały tu zarzuty, że "dobra matka nie
      pozwoliłaby córce głodować" . Otóż Mila nie leżała Reytanem przed spiżarką
      zabraniając głodnej Idzie jeść zapasów. Mila zabraniała córkom wyżerać
      przetworów latem w normalnych okolicznościach i to jest całkiem szczególnie w
      tamtych czasach naturalne. To Ida postanowiła przestrzegać zakazów matki.
      Doprawdy trudno byłoby sobie wyobrazić sytuację, w której Mila zakazując jeść
      przetworów w lecie umieściłaby w tym zakazie klauzulę "chyba, ze któraś ucieknie
      z campingu i będzie naprawdę głodna". Matki naprawdę muszą mieć dużą
      wyobraźnię, ale bez przesady.
      • sowca Re: I jeszcze słowo w obronie Mili 18.12.09, 00:06
        Ja,urodzona w roku 1988 i szczęsliwie nie pamiętająca już braków w
        zaopatrzeniu, pamiętam do dzisiaj gorszące kłótnie, jakie wybuchały
        między mną o moim starszym o 14 lat bratem, który regularnie wyjadał
        wszystkie słodycze. Dochodziło do tego, że chowałam czekoladę pod
        dywanem za fotelem, w wielkim misiu z rozpinanym brzuchem, w domku
        dla lalek i tak dalej :D
        Pamiętam też, jak moja starsza siostra dostała furii po powrocie z
        zakupów. Miała wtedy małe dziecko i kiedy wróciła ze sklepu,
        najpierw zaniosła siaty na piętro, a potem wróciła do dziecka,
        wniosła do domu wózek oraz zdjęła kurtki i buty sobie i dziecku.
        Mogło to zając jakieś 5 - 10 minut. Kiedy wróciła, okazało się, ze
        mój kochany braciszek pożarł połowę zakupionych produktów, w tym
        ziółka przeczyszczające dla niemowląt! Awanturę pamiętam do dzisiaj.
        Z kolei nie dalej, jak tydzień temu wybuchła w domu afera, bo ktoś
        wyżarł cebulę, którą ja sobie specjalnie odłożyłam na kolację
        (cebulę kładzie się na spodeczku wypełnionym solą, po kilku
        godzinach robi się przepyszna, delikatna). Winowajcą okazała się
        mama. Więc z tym wyżeraniem to chyba norma w każdym domu :P
      • soova Re: I jeszcze słowo w obronie Mili 18.12.09, 13:44
        CytatBo padały tu zarzuty, że "dobra matka nie
        pozwoliłaby córce głodować" . Otóż Mila nie leżała Reytanem przed spiżarką
        zabraniając głodnej Idzie jeść zapasów. Mila zabraniała córkom wyżerać
        przetworów latem w normalnych okolicznościach i to jest całkiem szczególnie w
        tamtych czasach naturalne.


        Gdybym w tamtych czasach wróciła do domu w takich okolicznosciach jak Ida (a przeżyłam takie dość podobne wakacje, z których miałam ochotę zmiatać jak najszybciej, niestety, odległość od domu wynosiła 400 km :() i zjadła przetwory, nie spotkałyby mnie za to jakieś wielkie sankcje. Więcej, gdyby nawet mama stosowała taką "politykę przetworową" jak Mila, wiedziałabym, że akurat w tych konkretnych okolicznościach wolno mi w jej przestrzeganiu uczynić pewien wyłom. Natomiast pierwszą myślą Idy (która ją ostatecznie wstrzymuje od naruszenia zapasów) jest, że zjadanie przetworów jako źródła witamin zimą jest zakazane. A przynajmniej niemile widziane (niestety, nie mogę sprawdzić w książce, tym razem IS jest wypożyczona :)).
        • mamarcela Re: I jeszcze słowo w obronie Mili 18.12.09, 14:47
          Wybacz, ale o to chodzi, że my tak naprawdę nie wiemy o sankcjach Mili NIC. Przy
          czworgu dzieciach ustanawia się zakazy i dopiero, gdy zostaną one złamane to
          wiadomo, jakie są sankcje. A przeważnie ich tak naprawdę nie ma. Żadna matka
          (jak rozumiem za wyjątkiem Twojej) nie bierze pod uwagę wszystkich okoliczności.
          U mnie w domu tez nie wolno było wyżerać przed zimą, ale gdybym wyżarła pewnego
          dnia tak dla kaprysu wszystko to moja mama (despotka skądinąd straszliwa)
          pomarudziłaby zapewne, albo zrobiła krótka awanturę i tyle. A w podobnych
          okolicznościach jak Ida tez bym pewnie przetworów nie ruszyła. Nie ze strachu
          przed sankcjami tylko z powodu zasad. Większości rzeczy, których nie robię nie
          robię nie ze strachu przed sankcjami, ale z powodu przekonań i zasad.

          I jeszcze jedno, jak się człowiek boi "bo mnie mama zabije" to tak naprawdę się
          nie boi sankcji. W rodzinach, gdzie istnieją sankcje młody człowiek boi się
          rzeczy konkretnych.
        • lezbobimbo Re: I jeszcze słowo w obronie Mili 18.12.09, 15:50
          soova napisała:
          >Natomias>t pierwszą myślą Idy (która ją ostatecznie wstrzymuje od >naruszenia
          zapasów) je>st, że zjadanie przetworów jako źródła witamin zimą jest zakazane.

          Ja jeszcze co do tych witamin sie podczepie - to wszystko to jeno czczy przesad,
          bo akurat w dzemach witamin jest zero. Dlugotrwale gotowanie i do tego z cukrem
          skutecznie wlasnie wybija wszelakie witaminki i psuje skladniki odzywcze
          (mikroelementy). Ewentualnie zostaje troche blonnika (o ile tez nie bedzie
          wygotowany na papke). Tego typu przetwory to pierwszorzedne zrodla, ale tylko
          smaku i cukru :)
          Najwiecej witaminopodobnych byloby w tej fasolce szparagowej, bo bez cukru i do
          tego wiecej blonnika niz w miekkich owockach, ale jak ona z zeszlego roku to tez
          nieco przechodzona (witaminki szybko sie rozkladaja). Lepiej by rodzina wypila
          zalewe, w ktorej byly fasolki gotowane :-)
    • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:20
      Cos mnie dlugo juz w IS zastanawia.
      Mianowicie przedziwne zakompleksienie Idusi.
      W KK jest przedstawiona jako podrywaczka, ktorej mimo malej ilosci lat buzuja
      juz hormony i hojne makijaze. Dlaczego w IS jest nagle zalekniona,
      zakompleksiona oraz "niezadbana" tzn kita nieprzycieta i bez makijazu? Nie ma
      mowy o tym, ze cos sie stalo strasznego w miedzyczasie, co jej animusz przydeptalo..
      W KK miala juz dwoch chlopakow bez specjalnego wysilku, a nawet bedac chora i
      zapuchnieta nadal miala tyle hucpy i pewnosci siebie, zeby usilowac podrywac
      Pyziaka. Wypominala Gabie w myslach, ze ta sie nigdy nie maluje i nie ma hormonu.
      Jakim cudem IS nagle zaklesla sie w sobie az tak bardzo? :-O Biust jej urosl
      to dlaczego go nie wypinala dumnie i nie podkreslala? :)
      Tego typu laska dbajaca o wyglad i kochajaca suknie z brylancikami predzej by
      uczyla Mile Borejko i reszte dziewczyn w domu o makijazach, ciuchach,
      odpowiednich fryzurach czy smialym podrywaniu a nie odwrotnie.
      W OwR Idusia znowuz jest wampem i strojnisia, ale w IS jak dla mnie tez powinna
      byc samica alfa, nie wiem po co epizod z jej niesmialoscia i zakompleksieniem?
      Aczkolczyk Mila staje bohatersko na wysokosci zadania, raz w koncu swietnie
      matkuje i pociesza jak nigdy potem, to mam wrazenie, ze to nie ta corka albo nie
      ta bohaterka winna byc tak pocieszana :)
      • mamalilki Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:28
        A ja właśnie w to wierzę. W wieku 13 lat była pewna siebie i z tupetem, mazała
        się czym popadnie i "kolekcjonowała" chłopaków (z których żaden w jej oczach
        ideałem nie był, więc to takie połowiczne sukcesy). Potem faceci sie powypinali,
        bo Ida się zrobiła bluszczowata, wyszły pryszcze, sylwetka za chuda, ciuchy
        biedne i wpadła w kompleksy. Co w tym dziwnego? Dziwne to jest dla mnie jak
        15-latka NIE MA kompleksów :-)
      • ananke666 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:34
        Nie wiem jak teraz, ale kiedyś nastolatki często ukrywały biust. Pojęcia nie mam
        dlaczego, sama nigdy tego nie robiłam, mimo, że miałam spory w stosunku do budowy.

        W KK miała Ida Waldusia, który ją puścił w trąbę, oraz Klaudiuszka, który się
        nią nie interesował.
        W zakresie wahań u nastolatków nie zdziwi mnie nic.
      • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 15:44
        Też przypisywałabym te Idusiowe kompleksy gwałtownemu procesowi rośnięcia, jakiego doświadczyła. Jest gdzieś mowa o tym, że Ida się garbi. Toż to wypisz wymaluj książkowy objaw ukrywania przez rosnącą nastolatkę znienacka powiększonego biustu. Nie wiem, jak jest z tym w czasach Dody, :) ale kiedyś był to jednak pewien problem (i w drugą stronę zresztą też ;)).
      • mamarcela Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:02
        Dojrzewanie jej się przytrafiło po prostu.
        Do zeszłego roku mój syn chodził do kina z ośmioma w porywach dziewczynami, a
        teraz siedzi w domu i cierpi mimo, ze w międzyczasie urósł 15 cm i schudł pięc
        kilogramów.
        To jest normalna faza rozwojowa, co więcej powtarzająca sie kilka razy w okresie
        młodości.
        • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 18.12.09, 16:42
          mamarcela napisała:
          > Dojrzewanie jej się przytrafiło po prostu.
          > Do zeszłego roku mój syn chodził do kina z ośmioma w porywach dziewczynami, a>
          teraz siedzi w domu i cierpi mimo, ze w międzyczasie urósł 15 cm i schudł pięc
          > kilogramów.
          > To jest normalna faza rozwojowa, co więcej powtarzająca sie kilka razy w
          okresie> młodości.

          Ano chyba ze :)
          Tylko jakos tak.. jak mogla Idusia strojnisia zapomniec o fryzurach i makijazach? :)
          • yowah76 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 02:22
            Bo jak sie czlowiek sobie nie podoba to i makijaz nie pomoze, ja tak
            mam na stale ;) Moze na wczesniejszym etapie sie sobie podobala a
            potem popadla w watpliwosci i abnegacje?
            • marslo55 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 18:27
              yowah76:
              "Bo jak sie czlowiek sobie nie podoba to i makijaz nie pomoze, ja
              tak mam na stale ;) Moze na wczesniejszym etapie sie sobie podobala
              a potem popadla w watpliwosci i abnegacje?""
              Z tego, co pamiętam, pierwsza miłość Idy była dosyć małomówna, co
              może miało swoje dobre strony. Jak tu nie stracić wiary w siebie po
              okrzykach typu: "Boże, Ida, odczep się ze swoimi czułościami?"
              Swoją drogą mnie się nigdy nie podobał Mili sposób na utratę
              kompleksów - ta przyjaźń z "biednym zakompleksionym stworzeniem",
              jakby cudze kompleksy miały być lekarstwem na własne. Jakoś tak mi
              to zawsze nieprzyjemnie pasożytniczo wyglądało - nabieranie wiary w
              siebie dzięki obecności "tej jeszcze gorszej".
              • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 19.12.09, 18:43
                marslo55 napisała:

                > Swoją drogą mnie się nigdy nie podobał Mili sposób na utratę
                > kompleksów - ta przyjaźń z "biednym zakompleksionym stworzeniem",
                > jakby cudze kompleksy miały być lekarstwem na własne. Jakoś tak mi
                > to zawsze nieprzyjemnie pasożytniczo wyglądało - nabieranie wiary w
                > siebie dzięki obecności "tej jeszcze gorszej".


                Ja to odebrałam raczej jako wskazanie dla nastoletniej Idusi, żeby się tak nie
                skupiać na sobie, nie memłać już tak swej absorbującej osoby i nie zamęczać się
                prawdziwymi i urojonymi skazami na urodzie, ale skierować uwagę na coś, czy
                kogoś innego.
                • marslo55 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 21.12.09, 10:08
                  rozdzial43 napisała:
                  "Ja to odebrałam raczej jako wskazanie dla nastoletniej Idusi, żeby
                  się tak nie skupiać na sobie"
                  Oczywiście, że tak! Tylko że jak ja na to spojrzałam nie z punktu
                  widzenia Mili czy Idy, ale właśnie koleżanki (Loni), to odebrałam to
                  całkiem inaczej. Nie chciałabym raczej, żeby najlepsza przyjaciółka
                  określała mnie po latach jako "biedne zakompleksione stworzenie",
                  którego istnienie pozwala wyewoluować zakompleksionej Mili w Milę
                  radosną i spełnioną. Zresztą nie twierdzę, że mój odbiór nie jest
                  wynikiem przewrażliwienia - tak mi się po prostu pomyślało...
    • m.frump Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 26.12.09, 15:51
      Witam wszystkich! I wychodzę z krzaków! Długo myślałam, gdzie by tu sie dopisać, aż w końcu pomyślałam a co tam! Więc dopisuję się tu do "Idy Sierpniowej", z nowym hakiem :) na Borejków. Zawsze, gdy czytam IS jakoś razi mnie scena z dyskusją o minimalizmie. Nie będę cytować całości, chociaż mam tę książkę w domu ( jedna z ulubionych! ) - chodzi o to, jak zostaje potraktowana Gabrysia, gdy mówi przy stole, że Ignacy to minimalista pod względem dóbr materialnych. Nie znam się na filozofii i nie wiem czy ona źle użyła tego słowa? czy żartowała? Nawet jeśli minimalista to faktycznie taki typek, co mu tylko dobra materialne w głowie, to czy ta reakcja nie jest przesadzona? Okrzyk "Gaba!", oburzenie, skrucha Gabrieli. Czy tylko mi to zgrzyta?
      • marslo55 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 28.12.09, 13:24
        m.frump:
        "Witam wszystkich! I wychodzę z krzaków!"
        Witaj! Powinnaś dostać kapuśniaczka, ale że piszę od niedawna, to
        nie wiem, czy mogę już rozdzielać dobra forumowe..
        "Okrzyk "Gaba!", oburzenie, skrucha Gabrieli. Czy tylko mi to
        zgrzyta?"
        Mnie to zawsze wyglądało na przygrywkę do tematu: "Podły, Przewrotny
        Pyziak". No bo tak: Gaba zostaje potępiona za rzekome posądzenie
        ojca o materializm, łuna na twarz jej bije, a Pyziak gorąco wychwala
        poglądy ojca Gaby. Potem zaś okazuje się, że Pyziak to chciwy
        faryzeusz, a pochopnie potępiona Gaba - święta kobieta. Taka ironia
        losu...

        • m.frump Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 28.12.09, 17:51
          Wydaje mi się, że wtedy Pyziak jeszcze nie był skazany na los złodzieja
          samochodów. Przyznaję się, że troszkę się czepiam, bo w końcu jak to w rodzinie,
          czasem każdy się wkurza na każdego, ale u miłych Borejków spodziewałabym się
          raczej czegoś w rodzaju "Nie, Gabrysiu, minimalizm to coś zupełnie innego..." i
          na luzie, a tu taka mała awantura, bo powiedziała, że tata jest minimalistą. I
          tego właśnie nie rozumiem: czy Gabrysia znała znaczenie tego słowa i chciała
          dokuczyć ojcu, nazywając go minimalistą - jeśli tak to trudno o większego
          antyminimalistę, więc dokuczanie nietrafione. Czy to miała być ironia? - z
          aluzją, że lepiej by było, gdyby był tym minimalistą? Ja zawsze myślałam, ze ona
          sądziła, że minimalizm oznacza dosłownie to właśnie minimalista, jeśli chodzi o
          dobra materialne = ktoś, kogo te dobra interesują w minimalnym stopniu. Może
          wyjdę na głupka przed Wami, ale gdzie mam się tego dowiedzieć, jak nie na forum?
          • marslo55 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 29.12.09, 16:01
            m.frump:
            "Wydaje mi się, że wtedy Pyziak jeszcze nie był skazany na los
            złodzieja samochodów."
            A ja bym sobie za to nie dała ręki uciąć..
            "Może wyjdę na głupka przed Wami, ale gdzie mam się tego dowiedzieć,
            jak nie na forum?"
            Czemu na głupka? Słownik języków obcych powiada, co następuje:
            minimalista - człowiek stawiający sobie w życiu skromne cele,
            wysuwający minimalne, skromne żądania, ograniczający się do minimum
            w jakichkolwiek dziedzinach. Czyli obie macie słuszność, ty i Gaba:)
            "dokuczanie nietrafione"
            To nawet nie dokuczanie, po prostu sztywniactwo.
            • m.frump Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 29.12.09, 17:17
              Ciekawe to co piszesz, jakoby dalsze losy Pyziaka mogły być przez MM zaplanowane wcześniej. Ja myślałam, że cały ten jego wyjazd do Australii w OwR miał "pasować" do trudnych czasów, problemów z jakimi rodzina B. i dzielna Gabrysia ( wtedy naprawdę była dzielna, lubiłam ją wtedy ) musi się zmagać, ale na końcu - happy end. Natomiast jego drugi wyjazd, ten opisany w Noelce był wymyślony na potrzeby akcji książki ( Gaba spotyka Grzegorza ). Ale kiedy się nad tym teraz zastanawiam, to faktycznie ta postać ( Janusza ) jest prowadzona całkiem konsekwentnie. PS: dzięki za kapuśniaczka!
              • soova Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 29.12.09, 18:00
                m.frump napisała:

                CytatAle kiedy się nad tym teraz zastanawiam, to faktycznie ta postać ( Janusza ) jest prowadzona całkiem konsekwentnie.

                Nie sądzę. Gdyby autorka prowadziła swoje postaci tak konsekwentnie, z zamiarem pisania nie z książki na książkę, zależy, czy da radę i czy wydawnictwo przyjmie, ale planując wielotomową sagę rodzinną, nie byłoby wpadek typu Robrojek ojcem w 17 roku życia, czy jakaś tam pani Trak, co to w KK wrobiła Borejków w mieszkanie z przeciągiem i piecami węglowymi, a potem w "Kalamburce" przedstawiona została jako przybrana matka Mili.
              • kkokos Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 29.12.09, 18:22
                m.frump napisała:


                Ale kiedy się nad tym teraz zas
                > tanawiam, to faktycznie ta postać ( Janusza ) jest prowadzona całkiem konsekwen
                > tnie.

                dla mnie nie. już to kiedyś zresztą na forum obgadywałyśmy - no bo niby co w
                pyziaku z KK zapowiada złodzieja? czy pyziak bawiący się w pociąg zapowiada się
                na faceta, który będzie miał gdzieś własne dzieci??
                • m.frump Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 17:26
                  Nie o taką konsekwencję mi chodziło. W swoim zgorzknieniu stwierdziłam po
                  prostu, że coś takiego jest możliwe: wielu takich czarujących przystojniaczków
                  po latach zmienia się w zupełnie nieczarujących dupków i niewykluczone, że MM
                  pomyślała tak samo. To znaczy, że według autorki taki rozwój postaci mógł się
                  wydawać prawdopodobny. Mogę powiedzieć więcej: gdyby ten jego późniejszy pobyt w
                  więzieniu, awantury na drodze itp. były dobrze napisane, poczytałabym o tym z
                  chęcią. Niestety, w pewnym nieuchwytnym momencie ten jeżycjadowy świat stał się
                  dla mnie jakiś dziwny. Wiem, że to nie na temat w tym wątku, ale czytając "Język
                  Trolli" miałam wrażenie, że to jedna z tych eksperymentalnych powieści, w której
                  realne wydarzenia zastępują narkomańskie wizje ( imiona i nazwiska uczniów w
                  klasie Trolli, zaczynające się na tą samą literę... ośmiolatek strzela na ulicy,
                  płosząc chuliganów... rastafarianie... zielone włosy Laury... dilerzy pod
                  szkołą... ). Może ciut przeholowałam, przepraszam też za nieco
                  lumpenproletariacki język na forum książkowym, ale ostatnio w moim życiu
                  wydarzyło się coś, co wywróciło je do góry nogami i takie pisanie na forum o
                  miłych i dzielnych książeczkach pani M. trochę mnie odrywa od kłopotów. Nie chcę
                  tu nikogo szantażować swoją rozpaczą ( spoko, to cytat z filmu ), ale
                  ucieszyłabym się bardzo chociaż z jednego małego jelita...
                  • aganoreg Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 17:37
                    m.frump napisała:

                    Może ciut przeholowałam, przepraszam też za nieco lumpenproletariacki język na
                    forum książkowym, ale ostatnio w moim życiu wydarzyło się coś, co wywróciło je
                    do góry nogami i takie pisanie na forum o miłych i dzielnych książeczkach pani
                    M. trochę mnie odrywa od kłopotów. Nie chcę tu nikogo szantażować swoją rozpaczą
                    ( spoko, to cytat z filmu ), ale ucieszyłabym się bardzo chociaż z jednego
                    małego jelita...


                    M. Frump, obrzucam cie niniejszym wiazanka jelit jesienno-zimowych i serwuje
                    herbatke z suszonych myszy. Moze nie jestem starszyzna forumowa, ale dzis mija
                    dokladnie rok od mojego wyjscia z krzakow - to juz jest jakis staz, prawda?
                    Chyba, ze wolisz poczekac na Anutka lub Bimbo z girlandami ;)

                    Swoja droga, ciekawy masz nick :)
                    • kaliope3 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 17:49
                      Ja jestem już jakiś czas choć się rzadko udzielam i niniejszym pozwalam sobie
                      obrzucić Cię wiązanką jelitek oraz wirtualnie wesprzeć w trudnych chwilach,a
                      także zachęcić do dalszego pisania:)
                  • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 19:00
                    m.frump napisała:

                    Może ciut przeholowałam, przepraszam też za nieco
                    > lumpenproletariacki język na forum książkowym,

                    Zaprawdę, nie dostrzegam lumpenproletariackiego języka, ani trochę...

                    Nie chc
                    > ę
                    > tu nikogo szantażować swoją rozpaczą (spoko, to cytat z filmu ),
                    ale
                    > ucieszyłabym się bardzo chociaż z jednego małego jelita...

                    Pojawiam się, wywołana do tablicy przez Aganoreg (Ago, to tylko rok?
                    A mnie się wydaje, jakbys była najstarszą starszyzną na forum, w
                    najlepszym znaczeniu tego słowa, oczywiscie :))). Swoją drogą,
                    pamiętam zeszłoroczny Sylwester przy kompie, postuluję powtóreczkę,
                    może ktoś i w tym roku wychynie z krzaków przy okazji :)) i zarzucam
                    pęto jelit, rany, jak to brzmi, ale intencje mam dobre :D. Uważam
                    jednak, że za starszyznę (oraz autorkę piętrowych powitań) powinna
                    robić Bimbo, musimy poczekać, aż się w swojej Danii otrząśnie z
                    chandry i do nas zajrzy.

                    M.frump, witaj nam i bywaj często. To dobre miejsce w sieci, by
                    poczuć sie lepiej w realu, wiem, co mówię, chociaż zdanie nie wyszło
                    zanadto po polsku ;).
                    • aganoreg Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 19:18
                      anutek115 napisała:

                      > Pojawiam się, wywołana do tablicy przez Aganoreg (Ago, to tylko rok?
                      > A mnie się wydaje, jakbys była najstarszą starszyzną na forum, w
                      > najlepszym znaczeniu tego słowa, oczywiscie :))). Swoją drogą,
                      > pamiętam zeszłoroczny Sylwester przy kompie, postuluję powtóreczkę,
                      > może ktoś i w tym roku wychynie z krzaków przy okazji :)) i zarzucam
                      > pęto jelit, rany, jak to brzmi, ale intencje mam dobre :D. Uważam
                      > jednak, że za starszyznę (oraz autorkę piętrowych powitań) powinna
                      > robić Bimbo, musimy poczekać, aż się w swojej Danii otrząśnie z
                      > chandry i do nas zajrzy.
                      >

                      Rok nawet nie minal, Anutku, pierwszy post popelnilam o 20 z hakiem w tym oto
                      uroczym watku
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,89158649,89158649,Watek_dla_tych_co_w_domu.html
                      Ciesze sie, ze sie odnalazlas, opiekunko moja!
                      • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 19:29
                        aganoreg napisała:

                        > Ciesze sie, ze sie odnalazlas, opiekunko moja!
                        >
                        Bo ty beze mnie na forum to jak dziecię w sztok pijane we mgle,
                        nieprawda :D. Ja sie nie gubiłam, tylko mnie życie rodzinne
                        wchłonęło. Ale dziś się nie dam, będę się bronić, ile sił ;)))).
                        • aganoreg Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 19:32
                          anutek115 napisała:

                          > aganoreg napisała:
                          >
                          > > Ciesze sie, ze sie odnalazlas, opiekunko moja!
                          > >
                          > Bo ty beze mnie na forum to jak dziecię w sztok pijane we mgle,
                          > nieprawda :D. Ja sie nie gubiłam, tylko mnie życie rodzinne
                          > wchłonęło. Ale dziś się nie dam, będę się bronić, ile sił ;)))).
                          >

                          A tak! Bez kaganca balam sie odezwac i tylko czytalam. Dopiero z jelitkiem
                          wylazlam z mroku.
                    • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 19:59
                      anutek115 napisała:
                      >Uważam> jednak, że za starszyznę (oraz autorkę piętrowych powitań) >powinna>
                      robić Bimbo, musimy poczekać, aż się w swojej Danii >otrząśnie z> chandry i do
                      nas zajrzy.

                      Specjalnie na uzytek forumowy otrzasnelam sie byla nieco i przybywam! Z odsiecza
                      przez lodowce i kry! A tu jeszcze mi starzyzne wymawiaja!
                      Teraz spontanicznie bede wymyslac stosowne powitanie dla naszej szanownej
                      swiezynki przez nastepne pu godziny. Dzisiaj zem gnusna, wiec musicie pocierpiec
                      razem ze mna :)
                      • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 20:30
                        lezbobimbo napisała:

                        Dzisiaj zem gnusna, wiec musicie pocierpie
                        > c
                        > razem ze mna :)
                        >
                        Z tobą choćby i cierpieć, ale miej wzgląd na smutną świeżynkę i nie
                        bądź gnuśna zbyt długo!
                        • andrzej585858 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 20:37
                          Ja też dzisiaj smutny nieco więc także poproszę o odrobinę uczucia tudzież
                          przytulenia oraz hmm - i tutaj już moja wyobrażnia się zatrzymała.
                          W każdym bądż razie, jako juz nieco co prawda zdeprawowana świeżynka - bo chyba
                          dopiero pół roku albo ciut więcej jestem na tym forum - także proszę o łaskawe
                          traktowanie przed starszyznę forumową.
                          • aganoreg Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 21:04
                            Przytualm, Andrzeju i uczuciem emanuje, aczkolczyk na tym moja wyobraznia
                            rowniez sie zatrzymala ;) Cos jest na rzeczy, ze latwiej kobiete przytulac na
                            tym forum. A smutek zwiazany z przelomem roku, czy ma glebsze podloze?
                            • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 21:13
                              aganoreg napisała:

                              Cos jest na rzeczy, ze latwiej kobiete przytulac na
                              > tym forum.

                              Ja tam przytulam bez ograniczeń, gdyż własnie się dowiedziałam przed
                              chwilą, że jestem facetem ;DDD. Więc nie będę hamować mych męskich,
                              przyjacielskich uczuć.

                              Cieszę się, że cię tu widzę, Andrzeju, w ten wieczór, gdy ogół
                              społeczeństwa czuje parcie/jest zmuszany, by czuć parcie na
                              imprezowanie do białego rana, gdy tymczasem nie ma przecież jak
                              pogaduchy z przytuleniem na forum :))).
                              • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 21:15
                                A w ogóle nie będę Soovie wątku zbaczać z torów. Idę nowy zakładać.
                              • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 22:32
                                >aganoreg napisała:
                                > Cos jest na rzeczy, ze latwiej kobiete przytulac na
                                > > tym forum.

                                Ja tam niedyskryminujaco zapewniam, ze przytule kazda istote w podwiazkach i z
                                dopasowanym stanikiem (ARGH STALO SIE, I MNIE KTOS LUBO ZAINFECZYL:))))

                                anutek115 napisała:
                                > Ja tam przytulam bez ograniczeń, gdyż własnie się dowiedziałam przed > chwilą,
                                że jestem facetem ;DDD.

                                I do tego roszczeniowym! ;P
                                • anutek115 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 22:41
                                  lezbobimbo napisała:
                                  >
                                  > I do tego roszczeniowym! ;P
                                  >
                                  Roszczeniowym też? Znaczy, prawdziwym mężczyzną ;D.
                                • klymenystra Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 01.01.10, 20:01
                                  Hurra hurra!!!! Hurraaa!
                        • lezbobimbo Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 31.12.09, 22:13
                          anutek115 napisała:
                          > Z tobą choćby i cierpieć, ale miej wzgląd na smutną świeżynkę i nie
                          > bądź gnuśna zbyt długo!

                          Och, pardon. Oczywiscie wsiaklam w zwyczajowe roztargnienie i sie zawiesilam!
                          Dziekuje za tracenie mie kijaszkiem przypomnienia w skron :)

                          a teraz toast jak nastepuje:

                          Droga swiezynko M.Trumpf, pozwol sie radosnie powitac na tu naszym omszalym
                          mymlonie za pomoca pokwikujacych hymnów ku czci, rozszumialych borów ciekawosci,
                          girland dzwiecznych z dzwonków jelitka, choragwi lopoczacych z dzielnych
                          grzywek, triumfalnego luku z Lucypera robiacego mostek, paru sporych kadzi
                          herbatki i przemieszczajacych sie jak w westernie klebów suszonych myszek!
                          Prosto z maszynki! Cium pyszulki na rece jeszcze zloze! Ahoj tam na tratwie!

                          starczy? Jesli tak, to odgalopuje dali lupac czolem w Zidane-sciane :)
                  • marslo55 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 01.01.10, 21:01
                    m.frump:
                    "Nie o taką konsekwencję mi chodziło. W swoim zgorzknieniu
                    stwierdziłam po prostu, że coś takiego jest możliwe: wielu takich
                    czarujących przystojniaczków po latach zmienia się w zupełnie
                    nieczarujących dupków i niewykluczone, że MM pomyślała tak samo."
                    MM wielokrotnie tu krytykowano za niekonsekwencję w prowadzeniu
                    postaci Pyziaka i z tym się zgadzam. Natomiast święcie wierzę, że MM
                    rozwój Pyziaka po linii "czarujący, inteligentny uwodziciel-nieczuły
                    materialistyczny podlec-chamski złodziej z ilorazem inteligencji
                    oscylującym w granicach procentowej zawartości alkoholu w wódce"
                    wydawał się prawdopodobny i zamierzony był już od czasów
                    buntowniczego chrzęszczenia paluszkami.
                    • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 01.01.10, 22:06
                      marslo55 napisała:

                      > Natomiast święcie wierzę, że MM
                      > rozwój Pyziaka po linii "czarujący, inteligentny uwodziciel-nieczuły
                      > materialistyczny podlec-chamski złodziej z ilorazem inteligencji
                      > oscylującym w granicach procentowej zawartości alkoholu w wódce"
                      > wydawał się prawdopodobny i zamierzony był już od czasów
                      > buntowniczego chrzęszczenia paluszkami.

                      Buntowniczość w sensie gastronomicznym przewidziana została w Jeżycjadzie tylko
                      dla kisielu.

                      Pyziak chrzęścił zaś paluszkami uwodzicielsko. Byłabym skłonna zgodzić się nadto
                      z określeniem, że chrzęścił paluszkami nikczemnie. Albo demonicznie. :))
                      • kkokos Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 01.01.10, 22:45
                        > Pyziak chrzęścił zaś paluszkami uwodzicielsko. Byłabym skłonna zgodzić się nadt
                        > o
                        > z określeniem, że chrzęścił paluszkami nikczemnie. Albo demonicznie. :))


                        ponoć każdy ma takie demony, na jakie sobie zasłużył....
                        czyż demon chrzęszczący w paluszkach nie jest demonem noworocznego kaca?
                        • anna-pia Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 01.01.10, 23:59
                          Dla mnie Pyziak jest dwiema osobami: jeden to ten włącznie do OwR, drugi - to
                          ten, który zwiewa od Gaby drugi raz i stacza się na dno.
                          Jak on był uwodzicielski w wieku lat 17 czy 18, to pozostałby taki do samej
                          śmierci, amen. Czyli nawet jeśli kiedyś kradłby samochody, to nie darłby,
                          excusez le mot, mordy, tylko próbowałby uwieść otoczenie swym urokiem, czyli
                          urobić psychologicznie zgodnie z aktualną sytuacją.
                          No chyba że przeszedł profesjonalne pranie mózgu lub operację tegoż.
                        • rozdzial43 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 02.01.10, 17:23
                          kkokos napisała:

                          > > ponoć każdy ma takie demony, na jakie sobie zasłużył....

                          Czyli innymi słowy każdy jest demonem swego kowala...eee..nie, każdy jest
                          kowalem swego demona ;)

                          > czyż demon chrzęszczący w paluszkach nie jest demonem noworocznego kaca?

                          Gdyby to był kac i gdyby w taki kac taki demon zachrzęścił paluszkami, to bym
                          umiała tylko powiedzieć " a ciiiiiszej demonie, na miłość boską!!!" głosem tak
                          zachrypłym, że każdy postronny obserwator miałby wątpliwości w określeniu, kto
                          tu jest właściwie demonem.

                          Tymczasem była to jedynie noworoczna, nieznaczna niedyspozycja. To i demonik
                          taki lichutki :))
                          • rudzik85 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 03.01.10, 19:25
                            Wpadłam zobaczyc co słychać po swiatecznej przerwie- i widzę, ze
                            wątek głodzenia dzieci nadal aktualny. Postanowiłam wtracic swoje
                            trzy grosze :)

                            MM jest pisarką, ktorej nieobce jest uzywanie ironii oraz przesady,
                            czesto używanej przez nastolatki. Takie ma słownictwo- bardzo je
                            lubię :) Każdy wie, ze dzieci nie zamienia sie hinduskie szkielety-
                            prawda?
                            Lubię też nieidealną rodzinę Borejków- ciepłą, ale z palącym przy
                            dzieciach ojcem, Gabą, która wymierza małej Pulpie klapsa, mamą,
                            która przejmuje zbyt duzo obowiazków i jakby "zapomina", że córki
                            też muszą nauczyć sie prac domowych. To lubiłam w starej Jeżycjadzie-
                            lubimy i akceptujemy kogoś, coś MIMO wad. MM nie siliła się na
                            ideały i anielice, posągowe bóstwa bez skazy.
                            Co do gorszacych scen i chowania zarcia w niedostępne miejsca- w
                            mojej rodzinie ma to miejsce, wystarczy, ze mama upiecze
                            swoje "firmowe" ciasto- sernik. Przeważnie pieczony na rodzinne
                            spotkanie (a jest ich sporo- mam zżytą rodzinę), jego smak każdemu
                            jest dobrze znany. Dzieja sie przy nim nie gorszace, ale dantejskie
                            sceny- dorośli faceci patrzą na siebie podejrzliwie "Który weżmie
                            ten ostatni kawałek?". Można go upiec w dowolnych ilościach, zawsze
                            bedzie mało. Każde lepsze sałatki oczywiście można spróbować, ale
                            nie zeżreć w połowie. Zimowe zapasy to zimowe zapasy- nie je sie ich
                            latem i koniec. Oczywiscie, ze mama nie wyrwałaby mi miski z
                            sałatką, ani nie rzuciła sie ochraniać własna piersia słoików przed
                            moją nieopanowana żarłocznością- ale nie o to przeciez chodzi.
                            Idusie w kwestii jedzeniowej doskonale rozumiem- a jestem
                            wypieszczona jedynaczką :)
                            Co sie tyczy zjadania cudzej porcji bądż rzucania się gromady
                            nastolatków i dzieci na jadło miałam okazję obserwować nie raz u
                            sąsiadów- matka gotuje świetnie, a dzieci-bynajmniej nie pulchne-
                            maja wilczy apetyt, pochłaniaja takie ilości, o jakich mi sie nie
                            śniło. Rodzina jest dobrze sytuowana, jadła nie brakuje, gorszące
                            sceny są. Nie pytajcie dlaczego- tak u nich jest i juz (tajemnicą
                            dla mnie pozostanie fakt, że są szczupli! jak?!)
                            MM po prostu opisała to z humorem, może nawet z przesada, ale na
                            pewno nie sądziła, że ktos Milę i Ignaca posądzi o głodzenie dzieci!
                            Maja to, co potrzebne- twaróg na chlebie, spodnie, zimowe kurtki.
                            Nie chodzą w sandałach na gołe nogi zimą, nie jedzą na obiad
                            wyłącznie ziemniaków z solą w formie okrasy, maja jedne spodnie, to
                            prawda, ale maja co na grzbiet wciagnać. A ze nie maja często
                            czekolady i wieczorowych kiecek? O tym jest ta seria przecież- że da
                            się żyć bez wielu dóbr doczesnych i że moze być po prostu fajnie w
                            biednej rodzinie, że gosć moze cały długi wieczór siedzieć "o
                            herbacie i chlebie z dżemem" i że nie ma sie co wstydzic, bo
                            spotkanie było udane.
                            Co sie zaś tyczy pustek w kuchni Borejków po powrocie Idy z wakacji-
                            Mila stała sie robotem kuchennym w póżniejszych tomach. Była
                            normalną kobietą, która nie musi przewidzieć wszystkiego, moze sie
                            starać i nie zawsze musi jej wyjść, mogły zdarzyc sie braki w
                            zaopatrzeniu i opieraniu licznej dziatwy- tamta rozsądna i
                            praktyczna Mila nie poszłaby sie biczować kablem od żelazka z tego
                            powodu. Nowojeżycjadowy robot Milex -jak najbardziej. To jest
                            normalne, ze czasem w domu nie zostaje nic poza paczką zupki i
                            makaronem, szczególnie, ze rodzina na wakacjach. Borejkowie są
                            normalną, kochajacą sie, raczej niezaradna rodziną (co się potem z
                            nimi działo każdy wie- ja tam tych posągów to nie lubię)
                            • andrzej585858 Re: Powrót do "Jeżycjady" - "Ida sierpniowa" 03.01.10, 19:43
                              No bardzo, bardzo miły opis - tak, taka i dla mnie jest właśnie rodzina Borejków
                              - normalna pomimo swej literackiej nienormalności - ale właśnie ciepła, i wcale
                              nie taka idealna.
                              Ale to już zostało opisane wyżej, więc tylko podpisuje się pod powyższym postem .
                            • ewaty OT- nie cierpię knapek! 03.01.10, 21:27
                              Wiecie co, bywam w rodzinach dzieciatych ( nie mówię tu o dzieciach
                              maleńkich, tylko już dobrze radzących sobie), czytam Jeżycadę i
                              zastanawiam się, jak tym kobietom nie szkoda czasu na produkcję
                              kanapek.
                              Jestem żeglarką i już na pierwszym rejsie ( układ- kapitan tylko
                              kapitanuje, reszta załogi ma przydzielone zadania, dla mnie
                              kucharzenie, co lubię)podniosłam bunt = wprowadziłam racjonalizację.
                              Na stół trafiał: pokrojony chleb, masło, wędlina czy inna
                              splasterkowana puszka, ser żółty, ser biały, czasem w formie
                              uatrakcyjnionego twarożku, pokrojone pomidory, ogórki, cebula,
                              czosnek i każdy sobie robił kanapkę wg gustu. Mówię o czasach
                              studenckich, gdy chłopaki byli wiecznie głodni i docenili fakt, że
                              żarełko było robione dużo sprawniej i szybciej trafiało do żołądków,
                              niż mozolnie smarowane kanapki.
                              Uh, jak ja tego nie lubię!

                              • marslo55 Re: OT- nie cierpię knapek! 04.01.10, 11:36
                                ewaty:
                                "Mówię o czasach studenckich, gdy chłopaki byli wiecznie głodni i
                                docenili fakt, że żarełko było robione dużo sprawniej i szybciej
                                trafiało do żołądków, niż mozolnie smarowane kanapki. Uh, jak ja
                                tego nie lubię!"
                                Student nie Matka Polka. Niektórzy ogromnie lubią udręczać się
                                robieniem chorej ilości kanapek i celebrować kolejne etapy tej
                                czynności.
                                "jak tym kobietom nie szkoda czasu na produkcję kanapek"
                                Czas u MM zrobiony jest z tej samej gumy, co mieszkania. Starcza go
                                i na kanapki, i na Mrożka, i na łacińskie sentencje, i na
                                niebezpieczne chrzęszczenie paluszkami.
                                • aganoreg Re: OT- nie cierpię knapek! 04.01.10, 15:21
                                  A ja pamietam z wlasnego domu, ze w pewnym momencie mama zaczela przygotowywac
                                  kanapki na kolacje. Wczesniej kazdy sam sobie chleb smarowal i obkladal czym
                                  chcial. To byly lata 80., nie pytajcie o zaopatrzenie, bo mialam moze 8 lat i
                                  nie to mnie interesowalo, chociaz stanie w ogonkach pamietam.
                                  Wiem tylko, ze w pewnym momencie moja mama zauwazyla, ze jesli sama bedzie
                                  przygotowywac kanapki, zejdzie mniej masla/margaryny i wedliny czy innego
                                  obkladu. Normalna sprawa - jak wszystko stoi na stole, to sie bierze
                                  (wytlumaczcie np. pieciolatce, zeby nie jadla wylacznie ulubionej kielbasy czy
                                  sera, bez chleba czy warzyw), jak sa kanapki, to nie ma wyboru, ale tez
                                  glodomory szybciej sie zapchaja. Nie jestem pewna, ale chyba jednak problemy z
                                  zaopatrzeniem mialy na to wplyw. Przynajmniej u mnie w domu. Teraz w wielu
                                  domach z kolei gore bierze ekonomia. Wiec nie traktujcie tego w kategoriach
                                  marnowania czasu.
                              • ginny22 Re: OT- nie cierpię knapek! 04.01.10, 19:24
                                Zgłaszam votum separatum - robienie kanapek, jako czynność
                                mechaniczna i prosta, zdecydowanie lubię. Poza tym kanapka, w
                                przeciwieństwie do większości jedzenia, ma tę miłą cechę, że nie da
                                się jej zepsuć.
                                • annaszura Re: OT- nie cierpię knapek! 08.01.10, 13:54
                                  Racja kanapki nie da się zepsuć, uwielbiam kanapki Pulpecji z książki o tym
                                  samym tytule, zawsze ślinka napływa mi do ust

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka