Dodaj do ulubionych

grześ i kryzys wieku średniego?

16.05.10, 22:18
natchnęła mnie lezbobimbo w wątku sąsiednim o kobiecie za(nie)dbanej, choć nie
dam głowy, że tematu nie było tak poza tym - jeśli tak, to sorry.

otóż bimbo stwierdziło, że gaba pomogła grzesiowi przetrwać kryzys wieku
średniego. nieśmiało napomknę, że obserwacja kryzysu wieku średniego moich
kolegów/mężów koleżanek prowadzi mnie do smutnej konstatacji, że gaba
zwyczajnie za stara jest na tę, co pomoże przetrwać rzeczony kryzys. w tym
pomaga 22-25-latka. li i jedynie. to smutne, bo mi się uparcie wydawało, że ja
mam fajnych znajomych facetów i że oni to nigdy-przenigdy w okolicach
czterdziestki nie zgłupieją na widok o połowę młodszych panien, zwłaszcza że
tych facetów żony-równieśniczki są po prostu fajnymi babami - ale się w kilku
(w zastraszającym tempie mnożących) przypadkach bardzo pomyliłam.
więc pytania mam:
- czy przypadek grzesia to kryzys wieku średniego?
- a może robrojek to kryzys wieku średniego, na który pomaga najlepiej (dużo)
młodsza kobieta?
Obserwuj wątek
    • ginny22 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 22:29
      U Grzesia nie zauważyłam oznak kryzysu wieku średniego. Facet jest
      generalnie wycofany, w "Noelce" może nawet z lekką depresją, ale
      żeby kryzys?
      Na Jowisza, Grześ głupiejący dla o połowę młodszej pani to byłoby
      widowisko nędzne i przykre. Prędzej Marek.
      • ding_yun Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 22:46
        W ogóle dla mnie facet głupiejący dla o połowę młodszej kobiety (czy głupiejący
        dla jakiejkolwiek innej, nie lubię głupoty jako takiej) to widowisko nędzne i
        przykre. Natomiast powiem wam, że męska przypadłość przygruchiwania sobie
        młodych panienek szerzy się w coraz to młodszych kręgach. Moi koledzy -
        "zaawansowani" studenci masowo prowadzają się z licealistkami, bo one są takie
        fajne, słitaśne i łatwiej im zaimponować pracą, własną kasą, pobytem za granicą
        etc. A my, nieszczęsne zblazowane studentki mamy te same doświadczenia i jednak
        trochę więcej nam do szczęścia potrzeba. Ot i cały sekret ogłupiania facetów. To
        pisała stara i zgorzkniała ding yun.
        • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 22:55
          ding_yun napisała:
          > Natomiast powiem wam, że męska przypadłość przygruchiwania sobie
          > młodych panienek szerzy się w coraz to młodszych kręgach.

          Dla równowagi dodam, ze jakby cos sie ruszylo "z drugiej strony" do kompletu.
          Ponoc w Stanach zaczyna sie coraz wiecej mówic o cougars - czyli o kobietach
          nieco starszych, które zaczynaja sobie znajdywac mlodych i sprawnych. O. I
          dobrze im wszystkim tak :) Zreszta to, jak kwitnaco wygladaja dzisiaj 50-latki
          to chyba zupelnie cos innego niz dawniej, kiedy to smuga cienia i tak dalej.
        • senseeko Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 10:55
          ding_yun napisała:

          > W ogóle dla mnie facet głupiejący dla o połowę młodszej kobiety (czy głupiejący
          > dla jakiejkolwiek innej, nie lubię głupoty jako takiej) to widowisko nędzne i
          > przykre. Natomiast powiem wam, że męska przypadłość przygruchiwania sobie
          > młodych panienek szerzy się w coraz to młodszych kręgach. Moi koledzy -
          > "zaawansowani" studenci masowo prowadzają się z licealistkami, bo one są takie
          > fajne, słitaśne i łatwiej im zaimponować pracą, własną kasą, pobytem za granicą
          > etc. A my, nieszczęsne zblazowane studentki mamy te same doświadczenia i jednak
          > trochę więcej nam do szczęścia potrzeba. Ot i cały sekret ogłupiania facetów.

          O to to! Kiedyś to przynajmniej jeszcze prawdopodobieństwo zaciągnięcia do łóżka
          licealistki było dużo mniejsze niz podobny manewr z koleżanką ze studiów, a po
          cholerę facetowi wzbudzać podziw i zachwyt, skoro nic z tego nie będzie miał.
          A teraz jest dokładnie na odwrót.
          Koleżanka studentka nosem kręci, wargi wydmie, w nos się zaśmieje i wybierze
          kolesia z lepszymi perspektywami, albo większym tym, intelektem, a licealistka,
          a już zwłaszcza gimnazjalistka, aż piszczy i sama do łóżka zaprasza. (tyle że w
          przypadku tej ostatniej to z kolei jak mówił Czarny Bon: "nieopierzone ptactwo
          strasznie mdłe w smaku")
          (Nie mówię, że każda, chodzi mi raczej o odwrócenie proporcji)
          I zbajerować taką łatwiej a i rzucić potem, też.
          I facet mentorem się czuje, Pigmalionem niemalże :)
          I on taki męski jest...
          Ot cały sekret ;)
      • anutek115 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 18.05.10, 18:37
        ginny22 napisała:

        > Na Jowisza, Grześ głupiejący dla o połowę młodszej pani to byłoby
        > widowisko nędzne i przykre. Prędzej Marek.

        Ależ skąd. Marek porzuciłby Idusię dla kobiety wcale nie młodszej, równolatki
        albo i starszej troszeczkę, ale za to łagodnej, cichej, co to ciasto upiecze,
        popsłucha z nabożnym zdziwieniem o kolejnej operacji kolejnego pacjenta, a jak
        pan domu uśnie na kanapie, to go kocem przykryje i na palcach się oddali, żeby
        mu zasłużonego odpoczynku nie przerywać. Oczyma duszy ją widzę - pulchną, z
        dołeczkami, wypisz-wymaluj Tosia Kowalik, taka, co to porzucona żona okrzyki
        wznosi "Zostawił mnie DLA NIEJ??? Dla takiej szarej myszy? Czym ona go
        uwiodła, na litość boską?!!!!". Marka głupiejącego dla dwudziestolatki nie widzę
        wcale. Od wizji Marka głupiejącego dla Tosi Kowalik-bis wręcz nie moge się
        opędzić...
        • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 18.05.10, 18:51
          anutek115 napisała: Od wizji Marka głupiejącego dla Tosi Kowalik-bis wręcz nie
          moge się opędzić...

          Przepyszna to wizja. Aczkolwiek Marek juz glupieje dla objec wiecznie mlodego
          konkurenta Idusi - Morfeusza.
          Czy Marek ma w ogóle chec do komunikacji werbalnej, tak przy okazji zapytam? Bo
          krewki i gadatliwy Mamert to jedno, ale Marek to cien (z powodów wiadomych).
    • nessie-jp Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 22:43
      Grześ ma skłonności depresyjne i jest pracoholikiem, raczej kryzysem wieku
      średniego bym tego nie nazwała
    • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 22:44
      Kwiiiiik - radosnie protestuje - wszystko na temat Grzesia wysnulam z krótkiego
      momentu jego narracji gdzies w Neoirytadzie, gdzie to mysli o Gabie jako o tej
      co go wyciagnela z depresji. Zapewne z tego odosobnienia i mrukliwosci, w którym
      sie znajdowal wokól Wigilii w Noelce.

      Oczywiscie pomijane jest przy tym, ze Gaba wyciagajac Grzesia z jego domniemanej
      depresji podarowala mu za to swoje chlipanie po katach i owijanie siebie w
      bawelne histerii po bylym.
    • towarzyszka_j Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 23:14
      Jak Grześ może mieć kryzys wieku średniego, jak on nie ma ani jednego hormonu?
      :P Nie, nie, nie. On jest po prostu smętny i wycofany, na co nawet dzielny
      uśmiech Gabrieli nie pomoże.
      • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 23:16
        towarzyszka_j napisała:
        > Jak Grześ może mieć kryzys wieku średniego, jak on nie ma ani >jednego hormonu?

        To pasuje do Gaby wrecz znakomicie! Brak hormonu zauwazyla u Gaby juz
        nastoletnia Idusia, proroczymi usty narwanej kozy!
        A jak wiadomo dwa ujemne hormony razem zmieniaja znak na dodatni i przybywa go
        wrecz!
        • towarzyszka_j Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 23:34
          No i dlatego to moim zdaniem bardzo dobrana para. Hormonu nie mają, noszą razem
          koszule flanelowe, a wieczory spędzają na wspólnym czytaniu. Pełna harmonia bez
          śladów kryzysu wieku średniego.
          • ginny22 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 16.05.10, 23:45
            Skoro nie mają ani jednego hormona, to jak powstał Ignaś? :P
            • meduza7 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 00:33
              Bocian go przyniósł!
              • nessie-jp Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 01:10
                Albo w kapuście znaleźli... Albo elfy im podrzuciły! Dziwadełko małe.
                • towarzyszka_j Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 09:19
                  To tłumaczy, czemu do nikogo nie jest podobny :)
                  • marslo55 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 11:15
                    towarzyszka_j napisała:
                    "To tłumaczy, czemu do nikogo nie jest podobny :)"
                    Ja wiem, czy do nikogo? Oczy zdaje się odziedziczył po Ignacym,
                    myślące czółko również, umiejętność kreslenia idealnie prostych
                    linii po Grzegorzu zapewne.. A gładkie, ciemne włosy - po rodzicach
                    Grzesia może?

                    • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 14:45
                      Kiedys twierdzilam ochoczo, ze Ignas to dziecko listonosza albo ze Pyziak znowu
                      wrócil na chwilke i Gaba nie mogla mu sie oprzec.
                      Albo jeden z gabinych pierogów wypelnionych przez Pyziaka znalazl sie gdzies,
                      latami zapomniany na piecu, i teraz go wysiedzieli :PPP
                      • kolczykizoldy Re: grześ i kryzys wieku średniego? 20.05.10, 20:07
                        > Albo jeden z gabinych pierogów wypelnionych przez Pyziaka znalazl sie gdzies,
                        > latami zapomniany na piecu, i teraz go wysiedzieli :PPP

                        Dziewczyny, wasze wariacje z ostatnich kilku dni na temat pierogow doprowadzaja
                        mnie do spazmow. Po tym tekscie umarlam (umarta lezy na podlodze i wyje)
                    • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 15:00
                      marslo55 napisała:
                      > Ja wiem, czy do nikogo? Oczy zdaje się odziedziczył po Ignacym,
                      > myślące czółko również, umiejętność kreslenia idealnie prostych
                      > linii po Grzegorzu zapewne..

                      Umiejetnosci rysowania, a zwlaszcza kreslenia idealnie prostych linii nie
                      dziedziczy sie po nikim, to jest umiejetnosc nabyta (zwlaszcza przy pomocy
                      linijki i cyrkla). To jest po prostu nieznosny opis MM, która bez sensu szafuje
                      przymiotnikami "idealny" i "najlepszy".
                      Matka, której wydaje sie, ze jej arcygenialne dziecko kresli doskonale linie bez
                      linijki i kólka bez cyrkla, to matka zaslepiona. Takie dzieci ani dorosli nawet
                      zazwyczaj nie wystepuja w przyrodzie, chyba ze to tzw. sawanci - ale wtedy takie
                      dzieci sa zwykle powaznie uposledzone w innych dziedzinach.
                      W dodatku MM holduje frenologii i opisuje czola wypukle jako automatycznie
                      myslace, tak jak niewlasciwy wyglad przesadza u niej o charakterze. Jak za
                      czasów eugeniki, holduje tez cechom i zachowaniom jako dziedzicznym (zle geny
                      daja zle dzieci, dobre geny daja dobre dzieci).

                      >A gładkie, ciemne włosy - po rodzicach
                      > Grzesia może?

                      Rodzice Grzesia to Metody oraz dawno zmarla Helena. Metody nie byl opisywany
                      jako gladkowlosy brunet, a sam Grzes ma masse orzechowych loków, co
                      odziedziczyla po nim Elka. Metody w Noelce jest siwy i brodaty, ale nie ma loków
                      ani nie wspomina o nich ani o swej kruczoczarnej grzywie mlodosci. MM opisuje go
                      w Noelce jako Hemingwaya. Prawdopodobnie takie loki te moglaby wiec miec Helena.
                      Bo jesli to Helena byla gladkowlosa brunetka, musialaby miec dosc kaprysnie
                      skaczace geny, skoro jej syn ani pierwsza wnuczka nie odziedziczyli tychze
                      wlosów i koloru oczu, a wnuk tak.
                • senseeko Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 11:18
                  nessie-jp napisała:

                  > Albo w kapuście znaleźli... Albo elfy im podrzuciły! Dziwadełko małe.
                  >
                  Nie, nie - gdybyśmy szli tym tropem, to Ignaś powinien, niczym Calineczek, leżeć
                  na płatkach otwartego Plutarcha.
                • ananke666 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 13:29
                  E tam, kurz z książek do łóżka się zaplątał i... tego, rozumiecie.
                  • ateh7 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 13:41
                    Wszyscy nie macie racji! Ignasia przecież podrzuciły Lotofagi! Gaba pewnego
                    ranka znalazła go w łóżku i nie miała serca wyrzucić, bo dom Borejków otwarty
                    dla każdego!
            • senseeko Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 11:17
              ginny22 napisała:

              > Skoro nie mają ani jednego hormona, to jak powstał Ignaś? :P

              No przecież bimbo wyraźnie zauwazyła: - i - daje +
              znaczy teraz mają hormon i tak powstał Ignaś zakochujący się w Diance.
              • andrzej585858 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 21:04
                Pojęcie "kryzys wieku średniego" moim zdaniem został wymyślony przez facetów
                którzy po prostu nudzą się i muszą znaleźć usprawiedliwienie dla swojej
                niedojrzałości emocjonalnej.
                Nie ma to nic wspólnego z brakiem lub tez nadmiarem hormonów lecz jedynie z
                brakiem konkretnego zajęcia - pozwolę sobie na tak trywialne i brutalne określenie.
                To piszę ja - facet który jest już chyba, hmm w końcówce wieku średniego? - a
                może jeszcze nie wkroczyłem nawet w ten wiek? Chociaż bardziej adekwatne
                będzie stwierdzenie iz powoli wkraczam w wiek starczy, a co za tym idzie stanem
                typowym stanie się demencja starcza.
                • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 21:15
                  andrzej585858 napisał:
                  > Pojęcie "kryzys wieku średniego" moim zdaniem został wymyślony przez facetów>
                  którzy po prostu nudzą się i muszą znaleźć usprawiedliwienie dla swojej>
                  niedojrzałości emocjonalnej.
                  > Nie ma to nic wspólnego z brakiem lub tez nadmiarem hormonów lecz jedynie z>
                  brakiem konkretnego zajęcia

                  Jesli nudza sie z partnerka, to chyba dlatego, ze im przestala odpowiadac, albo
                  tez zwiazek im sie skonczyl. Zdarza sie, ze sie ludziom wypala zwiazek i konczy
                  milosc, wtedy trzeba sie jednak rozstac. Lepsze to, niz trwac w zgliszczach
                  zwiazku bez milosci.
                  Chyba, ze to tylko jedna osoba ma kryzys, a poza tym zwiazek jest w porzadku, to
                  wtedy taki pan/pani moze zaczac chodzic na terapie, aby przetrwac trudny okres i
                  zeby zwiazek sie nie skonczyl :)

                  >Chociaż bardziej adekwatne będzie stwierdzenie iz powoli wkraczam w >wiek
                  starczy, a co za tym idzie stanem typowym stanie się demencja >starcza.

                  E tam, demencja zaraz. Mozesz tez cieszyc sie slodka jesienia zycia :)
                  Tunczycy maja tez piekny komplement dla starszych osób - siwowlose zloto :)
                • kkokos Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 21:46
                  andrzej585858 napisał:

                  > Nie ma to nic wspólnego z brakiem lub tez nadmiarem hormonów lecz jedynie z
                  > brakiem konkretnego zajęcia

                  a możesz przybliżyć, co to jest konkretne zajęcie?
                  bo znajomi faceci odkrywali swą drugą młodość z 22-latkami niezależnie od tego,
                  czy w domu mieli jedno podrośnięte czy kilkoro mocno niepodrośniętych (włącznie
                  z niemowlakiem) dzieci, niezależnie od tego, czy mieli wolny zawód (i stawali na
                  rzęsach, by zdobyć zlecenia) czy też pracowali wiele godzin dziennie na
                  kierowniczych stanowiskach w stabilnych firmach (i nie była to praca polegająca
                  na siedzeniu za biurkiem i gapieniu się w przestrzeń; wiem, bo pracowaliśmy
                  razem), niezależnie od tego, czy żona "siedziała" w domu, czy także pracowała
                  (więc więcej obowiązków rozkładało się na oboje małżonków)...
                  więc co to jest to konkretne zajęcie, którego posiadanie chroni przed kryzysem
                  wieku średniego?
                  • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 23:15
                    kkokos napisała:
                    > więc co to jest to konkretne zajęcie, którego posiadanie chroni >przed
                    kryzysem> wieku średniego?

                    Przed kryzysem zwiazku i opuszczeniem znienacka swej wieloletniej partnerki
                    chroni chyba dbanie o ten zwiazek, albo chadzanie na terapie, jesli potrzeba
                    pomocy..
                    Ale na wypalenie sie milosci zadna terapia ani zajecie, n.p. zawziete heklowanie
                    raczej nie pomoze :P Chyba ze dajmy na to pan znajdzie nowa milosc w jakims
                    nieszkodliwym hobby, a potem milosc do dawnej partnerki mu wróci :PPP
                    • kkokos Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 23:41
                      bimbo, ale my sobie tu możemy teoretyzować z damskiego punktu widzenia :) -
                      andrzej konkretnie napisał o konkretnym zajęciu, więc chciałabym się konkretnie
                      dowiedzieć, o co konkretnie chodzi :)
                      • lezbobimbo Re: grześ i kryzys wieku średniego? 18.05.10, 01:21
                        kkokos napisała:
                        > bimbo, ale my sobie tu możemy teoretyzować z damskiego punktu >widzenia :)

                        No nie wiem, moich partnerek meski kryzys czy andropauza nie bedzie raczej
                        dotyczyla :P
                        Moge owszem za to ogólnie poteoretyzowac, ze kazdy zwiunzek moze sie wypalic,
                        najpiekniejsi partnerzy kiedys opatrzec, a najciekawsi znudzic lub w ogóle
                        Zmienic (chociaz wcale nie musza). Powiedzmy, ze taka nuda nastepuje w zwiazku i
                        co wtedy? Andrzej sugeruje robienie na drutach czy rabanie drzewa w poprzek, jak
                        rozumiem? :PPP
                        • kkokos Re: grześ i kryzys wieku średniego? 18.05.10, 11:54
                          lezbobimbo napisała:

                          Andrzej sugeruje robienie na drutach czy rabanie drzewa w poprzek,
                          ja
                          > k
                          > rozumiem? :PPP
                          >

                          no właśnie nie wiem, co sugeruje, bo zamilkł :( :(

                        • marslo55 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 18.05.10, 11:58
                          lezbobimbo napisała:
                          "Powiedzmy, ze taka nuda nastepuje w zwiazku i co wtedy? Andrzej
                          sugeruje robienie na drutach czy rabanie drzewa w poprzek, jak
                          rozumiem? :PPP"
                          Może na tej zasadzie: "jak przez trzy godziny będziesz rąbać drzewo,
                          to tak cię kręgosłup rozboli, że przestaniesz się zastanawiać, czy
                          ci się żona znudziła, bo jedyną twoją myślą będzie wielkie AUUU".
                    • andrzej585858 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 19.05.10, 09:05
                      lezbobimbo napisała:


                      >
                      > Przed kryzysem zwiazku i opuszczeniem znienacka swej wieloletniej partnerki
                      > chroni chyba dbanie o ten zwiazek,

                      Pominąłbym sformułowanie - "chyba" i zamieniłbym "na pewno" gdyż inaczej dzieje
                      się tak jak to wspaniale opisał wierszem ks. Twardowski:

                      "Już po ślubie. Odchodzą
                      ona cała na biało
                      on jak pompa w ogrodzie
                      byle ich nie dobił
                      pocałunek na co dzień"

                      I to jest właśnie zajęcie na całe życie- aby ta codzienność nie była tym co
                      dobija. Żeby nie bać się być naprawdę blisko, a to oznacza także umiejętność
                      nie rezygnowania z czegoś w imię kompromisu, lecz osiągania porozumienia,
                      znajdowania wspólnych elementów, tego co łączy a nie tego - ja mam prawo do
                      kształtowania własnej osobowości. Nie - nie tylko swojej, ale wspólnej.

                      albo chadzanie na terapie, jesli potrzeba
                      > pomocy..

                      Cos nie mam przekonania do wszelkiego rodzaju terapeutów, oni mogą udzielić
                      podpowiedzi ale nie prowadzić. Zbyt często jest niestety tak, że sami terapeuci
                      nie potrafią poradzić sobie z własnym życiem - pewnie zbytnio uogólniam, ale to
                      też tylko ludzie.

                      > Ale na wypalenie sie milosci zadna terapia ani zajecie, n.p. zawziete heklowani
                      > e
                      > raczej nie pomoze :P

                      Tak, tylko aby związek tak naprawdę przetrwał to należy się jeszcze
                      zaprzyjaźnić i jest to chyba nawet ważniejsze od miłości. Miłości rozumianej w
                      sensie namiętności oczywiście. Taka miłość prędzej czy później najczęściej
                      wypala się, bo to już i hormony nie tak działają i inne czynniki do tego
                      dochodzą - ale pozostaje przyjaźń. Prawdziwa przyjaźń pomiędzy mężczyzną i
                      kobietą. Przyjaźń w małżeństwie, związku - i nad tworzeniem tej przyjaźni warto
                      pracować od samego początku.
                      Gdzieś przeczytałem zdanie Woody Allena który stwierdził iż po wyjściu z łózka
                      trzeba jeszcze mieć o czym rozmawiać a to jest wielka sztuka.

                      Chyba ze dajmy na to pan znajdzie nowa milosc w jakims
                      > nieszkodliwym hobby, a potem milosc do dawnej partnerki mu wróci :PPP
                      >

                      Czemu nie? Też mozliwe.
                      • ding_yun Re: grześ i kryzys wieku średniego? 19.05.10, 11:04
                        andrzej585858 napisał:

                        > Tak, tylko aby związek tak naprawdę przetrwał to należy się
                        jeszcze
                        > zaprzyjaźnić i jest to chyba nawet ważniejsze od miłości. Miłości
                        rozumianej w
                        > sensie namiętności oczywiście. Taka miłość prędzej czy później
                        najczęściej
                        > wypala się, bo to już i hormony nie tak działają i inne czynniki do
                        tego
                        > dochodzą - ale pozostaje przyjaźń. Prawdziwa przyjaźń pomiędzy
                        mężczyzną i
                        > kobietą. Przyjaźń w małżeństwie, związku - i nad tworzeniem tej
                        przyjaźni warto
                        > pracować od samego początku.

                        No ale faza namiętności to jest raczej raczej faza zakochania, a nie
                        miłości. I u większości osób w dzisiejszych czasach ta faza
                        zakochania przypada okres przed ślubem. Szczerze to nie wyobrażam
                        sobie wyjść za mąż zanim ta faza minie, muszą człowiekowi spaść
                        trochę łuski z oczu nim stanie na ślubnym kobiercu. Generalnie
                        zgadzam się, że ważna jest w związku przyjaźń w sensie takim, że
                        dwoje ludzi się rozumie nawzajem, umie ze sobą rozmawiać etc. Ale czy
                        to wystarczy na całe życie?
                        • andrzej585858 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 19.05.10, 11:35
                          ding_yun napisała:

                          . Generalnie
                          > zgadzam się, że ważna jest w związku przyjaźń w sensie takim, że
                          > dwoje ludzi się rozumie nawzajem, umie ze sobą rozmawiać etc. Ale czy
                          > to wystarczy na całe życie?

                          Czy wystarczy? - nie wiem, jest to kwestia bardzo indywidualna, ale stwarza
                          bardzo dużą szansę na całe życie.
                          W końcu mam juz za sobą 27 lat małżeństwa plus do tego wspólne lata w jednej
                          klasie szkolnej i chociaż znajomi mówią że żona dawno mnie pogonić powinna to
                          jednak można ciągle na nowo budować.
                          Tutaj zdanie klasyka jest dobrą puentą - aby związek trwał winien opierać się
                          na samych plusach nawet jeżeli są to plusy ujemne.
                        • marslo55 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 19.05.10, 11:38
                          ding_yun napisała:
                          "Generalnie zgadzam się, że ważna jest w związku przyjaźń w sensie
                          takim, że dwoje ludzi się rozumie nawzajem, umie ze sobą rozmawiać
                          etc. Ale czy to wystarczy na całe życie?"
                          Wielu wystarcza. Chociaż akurat przywołany przez Andrzeja Woody
                          Allen nie jest najlepszym na to przykładem, oj, nie.

                      • nessie-jp Re: grześ i kryzys wieku średniego? 19.05.10, 15:40
                        > Cos nie mam przekonania do wszelkiego rodzaju terapeutów, oni mogą udzielić
                        > podpowiedzi ale nie prowadzić. Zbyt często jest niestety tak, że sami terapeuci
                        > nie potrafią poradzić sobie z własnym życiem - pewnie zbytnio uogólniam, ale to
                        > też tylko ludzie.

                        No przecież. To tak, jakbyś nie miał zaufania do fizjoterapeutów, bo im się też
                        nogi łamią :)

                        Nie o to chodzi, że psychoterapeuta ma rozwiązać za ciebie jakiekolwiek
                        problemy. On tylko stwarza warunki (forum) do pracy nad tymi problemami i
                        pilnuje, żeby ta praca biegła zdrowym torem (jak moderator dyskusji). Tak samo,
                        jak fizjoterapeuta za ciebie nogi nie zrośnie, ma tylko pilnować, żebyś
                        odpowiednie ćwiczenia robił i się krzywo nie zrósł.
                        • andrzej585858 Re: grześ i kryzys wieku średniego? 19.05.10, 15:59
                          nessie-jp napisała:


                          . Tak samo,
                          > jak fizjoterapeuta za ciebie nogi nie zrośnie, ma tylko pilnować, żebyś
                          > odpowiednie ćwiczenia robił i się krzywo nie zrósł.

                          Akurat co do złamań nogi to za speca mogę uchodzić - 3 miesiące leżenia w łóżku
                          w nogą w gipsie i ze wszelkiego rodzaju śrubunkami!! I bez pomocy fizjoterapeuty
                          mogą pięknie się zrosła, sprawna aż lekarze z podziwu cmokają i nawet za
                          dziewczynami jeszcze biegać mógłbym - ale mi się nie chce :-)))

                          Poza tym, to masz oczywiście rację - żaden terapeuta niczego za mnie, za nas nie
                          załatwi - tylko że nic na to nie poradzę ale przy słowie terapia od razu nasuwa
                          mi się przykład lekarza-alkoholika który był u nas szefem poradni
                          antyalkoholowej, poza tym że pił, to bardzo dobry lekarz był.
                          I w ten sposób jak zwykle odbiegłem od tematu.
                          >
                          >
            • the_dzidka Re: grześ i kryzys wieku średniego? 17.05.10, 15:01
              > Skoro nie mają ani jednego hormona, to jak powstał Ignaś? :P

              "Nawet słoń, luba Filoteo, raz do roku, i to tylko w celu mienia
              dziatek"... :D
              • ananke666 Żadnego kryzysu... 18.05.10, 00:28
                ...wieku średniego Grześ nie miał, nie ma i nie będzie miał. Godnie i spokojnie
                zsiwieje i zdziadzieje.
                I bardzo dobrze, bo ten kryzys jest jednym z bardziej wkurzających zjawisk wśród
                płci brzydkiej.
                • kebbe Re: Żadnego kryzysu... 18.05.10, 19:25
                  Słusznie ananke. Nie będzie, ponieważ zjawisko takowe (kryzys w wieku
                  dorsłym znaczy) nie występuje w Jeżycjadzie wcale. Są burze młodości,
                  które kończą się "wpłynięciem do szczęśliwego portu" tj. małżeństwa
                  i/lub rodzicielstwa.
                  No, w każdym razie kryzysy nie dotykają bohaterów oficjalnie
                  pozytywnych. Nie wiadomo jakie i kiedy dokładnie mroczne żadze
                  owładnęły Eugeniusza J., że opuścił żonę dla tej Moniki...wątpliwości
                  egzystencjalne targają Janem Szopem, ale on chyba był ponury od
                  wczesnego dzieciństwa i tak mu już zostało. Bominków kryzysy i
                  rozterki się nie imają, oni wchodzą w smugę cienia zaraz po 30stce i
                  siwieją z godnością (nie farbując włosów, hłe, hłe, hłe ;) )
                  • nessie-jp Re: Żadnego kryzysu... 18.05.10, 20:35
                    > No, w każdym razie kryzysy nie dotykają bohaterów oficjalnie
                    > pozytywnych.

                    A kiedyś wszak dotykały. Ciocia Wiesia porzucona z małym Bobciem (i nie
                    uśmiechająca się dzielnie ani miło, co za kochana dziewczyna!), Józefina
                    rozkochana w jakimś zamorskim przystojniaku (zawsze wyobrażałam sobie, że dużo
                    od niej młodszym)...

                    W sumie zmieniłam zdanie, Grześ jednak troszkę ten kryzys ma
                    • ding_yun Re: Żadnego kryzysu... 18.05.10, 21:09
                      nessie-jp napisała:


                      > W sumie zmieniłam zdanie, Grześ jednak troszkę ten kryzys ma
                    • kebbe Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 09:26
                      nessie-jp napisała:
                      > A kiedyś wszak dotykały. Ciocia Wiesia porzucona z małym Bobciem (i
                      nie
                      > uśmiechająca się dzielnie ani miło, co za kochana dziewczyna!)

                      Ciocia Wiesia to chyba przeżywa jeszcze niedawny rozwód, całkiem
                      zrozumiałe. To chyba nie do końca kryzys egzystencjalny tylko
                      wylizywanie się po traumie. Coś jak żałoba. Na pewno nie trwało to u
                      niej kilkanaście la t jak u Gaby :)

                      > I Cyryl wraz z Metodym (bo oni nic samodzielnie, tylko zawsze
                      wespół wzespół)
                      > też kryzysują trochę w Noelce przy okazji Terpentuli. Też im się
                      znudziło
                      > spokojne mieszkanko, synek/bratanek i wnuczka/bratanuczka. Tylko że
                      u nich to
                      > już kryzys wieku dojrzałego.

                      no, coś w tym jest :)

                      > A luba Natalia to w ogóle co pięć minut ma kryzys wieku...

                      widzisz, bo u Nutrii to jest właśnie ten (lekko wprawdzie
                      przeterminowany) kryzys młodzieńczy okresu burz i naporów.
                      Po ślubie z Robrojkiem jej przeszło jak ręką odjął!

                      Myślałam też nad Robrojkiem, czy on był skryzysiały, ale ja tu raczej
                      widzę już ciężką deprechę.
                      • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 19:22
                        kebbe napisała:

                        > Ciocia Wiesia to chyba przeżywa jeszcze niedawny rozwód, całkiem
                        > zrozumiałe. To chyba nie do końca kryzys egzystencjalny tylko
                        > wylizywanie się po traumie. Coś jak żałoba. Na pewno nie trwało to u
                        > niej kilkanaście la t jak u Gaby :)


                        nie-nie, ciocia wiesia swój rozum miała i traumę porozwodową prezentowała tylko
                        w chwilach rodzinnego sądu nad bobciem - wtedy łza jej się w oku pojawiała, a
                        cała wiesia siedziała tylko półdupkiem na kanapie mnąc w ręku chusteczkę i
                        osobliwie postać niedolą i krzywdą przygarbioną miała :)
                        na co dzień, gdy baltona in spe nie kozaczył narażając się rodzinie, jakoś nie
                        chlipała :)
                      • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 19:28
                        kebbe napisała:

                        > nessie-jp napisała:

                        > > I Cyryl wraz z Metodym (bo oni nic samodzielnie, tylko zawsze
                        > wespół wzespół)
                        > > też kryzysują trochę w Noelce przy okazji Terpentuli. Też im się
                        > znudziło
                        > > spokojne mieszkanko, synek/bratanek i wnuczka/bratanuczka. Tylko że
                        > u nich to
                        > > już kryzys wieku dojrzałego.
                        >
                        > no, coś w tym jest :)

                        ale to chyba kryzys z gatunku tych, co to bez katalizatora by się w ogóle nie
                        pojawił. czy gdyby nie wstrząs wywołany pojawieniem się terpentuli, i to jeszcze
                        w świąteczno-biznesowopodziemnych okolicznościach, zdalilby sobie sprawę, że:

                        > znudziło
                        > > spokojne mieszkanko, synek/bratanek i wnuczka/bratanuczka.

                        chyba nie. może ślub grzesia by to spowodował - ale czy na pewno?


                        kurczę, w świetle tego ostatniego tym bardziej widać, że z grzesia ojciec dla
                        elki jak z dupy wołowej trąba. no bo to grześ idzie na swoje (hehe, jak to brzmi
                        w kontekście mieszkania kątem u borejków), a elka zostaje z dwoma starszymi
                        panami wytrąconymi z równowagi. oni wytrąceni, ojciec znika, elka ze świeżą
                        miłością i po raz pierwszy w życiu zmuszona do spojrzenia na siebie z boku - nie
                        zazdroszczę dziewczynie :)
                        • nessie-jp Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 19:42
                          > ale to chyba kryzys z gatunku tych, co to bez katalizatora by się w ogóle nie
                          > pojawił. czy gdyby nie wstrząs wywołany pojawieniem się terpentuli,

                          No ale czy kryzys wieku średniego właśnie nie polega na tym, że w przypadku
                          pojawienia się katalizatora (=siksy) normalny wydawałoby się facet nagle dostaje
                          małpiego (bez urazy!) rozumu i zaczyna odstawiać brewerie?

                          Przecież to chyba nie jest tak, że budzi się taki facet rano i sobie myśli: "Hm.
                          A może by tak dzisiaj kryzysik? Chyba to już pora? Zaraz poszukam jakiejś blond
                          cizi, żeby się zakochać!"
                          • andrzej585858 Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 19:58
                            nessie-jp napisała:

                            >
                            > Przecież to chyba nie jest tak, że budzi się taki facet rano i sobie myśli: "Hm
                            > .
                            > A może by tak dzisiaj kryzysik? Chyba to już pora? Zaraz poszukam jakiejś blond
                            > cizi, żeby się zakochać!"

                            Zaraz tam zakochać się - w tym wieku? najpierw myśli się bardziej prozaicznie,
                            zakochanie pojawia się gdy blondzia jest cwana mówiąc brutalnie. Dopiero wtedy
                            pojawia się małpi rozum - mówię to jako były już mężczyzna :-)))
                            >
                            • lezbobimbo Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:05
                              andrzej585858 napisał:
                              > Zaraz tam zakochać się - w tym wieku? najpierw myśli się bardziej prozaicznie,
                              > zakochanie pojawia się gdy blondzia jest cwana mówiąc brutalnie.


                              Super nastawienie. Facet nie zakochuje sie w kims nowym, tylko "blondzia jest
                              cwana". Wody. Litosci.
                              • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:20
                                lezbobimbo napisała:

                                > andrzej585858 napisał:
                                > > Zaraz tam zakochać się - w tym wieku? najpierw myśli się bardziej prozaic
                                > znie,
                                > > zakochanie pojawia się gdy blondzia jest cwana mówiąc brutalnie.
                                >
                                >
                                > Super nastawienie. Facet nie zakochuje sie w kims nowym, tylko "blondzia jest
                                > cwana". Wody. Litosci.

                                bimbo, spoko. andrzej napisał najpierw myśli się bardziej prozaic
                                > znie,
                                mając na myśli zapewne "myśli się penisem". rzeczywiście, zakochanie
                                w takiej sytuacji pojawia się dopiero potem :) i wielu traktuje je jak wynik
                                opętania przez cwaną blondzię, bo oni wszak nie chcieli się zakochać, tylko
                                zrobić sobie skok w bok. a tu taki zonk - nie ma innego wytłumaczenia jak
                                wredna, cwana blondzia.

                                no chyba że całkiem mylnie rozumiem ten tok rozumowania - a to przepraszam.
                                • lezbobimbo Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:25
                                  kkokos napisała:
                                  > bimbo, spoko. andrzej napisał najpierw myśli się bardziej prozaic
                                  > > znie,
                                  mając na myśli zapewne "myśli się penisem". rzeczywiście, zakoc
                                  > hanie
                                  > w takiej sytuacji pojawia się dopiero potem :)

                                  Ja tam nie widze wielkiej róznicy w zakochaniu a mysleniu teleskopem badz
                                  pierogiem :P

                                  > no chyba że całkiem mylnie rozumiem ten tok rozumowania - a to >przepraszam.

                                  Odczytalam slowa Andrzeja tak, ze po 40 zaden facet sie juz nie zakochuje. Tylko
                                  te cwane blondzie ich uwodza. Bo jakby nie uwiodly, to by dalej spokojnie
                                  siedzieli przy zonie, ewentualnie nudzac sie z braku enigmatycznego zajecia :P
                                  • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 21:17
                                    po 40 zaden facet sie juz nie zakochuje. Tylk
                                    > o
                                    > te cwane blondzie ich uwodza. Bo jakby nie uwiodly, to by dalej spokojnie
                                    > siedzieli przy zonie,

                                    a! to może być - i często jest stosowana - wersja oficjalna.

                                    bodaj na emamie facet taki zwany jest biednym misiem, którego podła harpia z
                                    pazurami wyrywa przemocą z ciepła rodzinnego stadła - no bo co on biedny może,
                                    podle oplątywany pajęczą siecią? nic przecież, nic!
                                    najgorsze jest to, że niektórzy (niektóre) wcale nie piszą tego z ironią :(
                                    • ding_yun Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 21:38
                                      kkokos napisała:


                                      > bodaj na emamie facet taki zwany jest biednym misiem, którego podła
                                      harpia z
                                      > pazurami wyrywa przemocą z ciepła rodzinnego stadła - no bo co on
                                      biedny może,
                                      > podle oplątywany pajęczą siecią? nic przecież, nic!
                                      > najgorsze jest to, że niektórzy (niektóre) wcale nie piszą tego z
                                      ironią :(

                                      Na Emamie to są w ogóle takie przypadki i takie teksty o których się
                                      nie śniło filozofom, przynajmniej tym, których jak czytałam. Czasem
                                      tam wchodzę jak mam zły dzień, od razu czuję się lepiej.
                                      • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 21:53
                                        > Na Emamie to są w ogóle takie przypadki i takie teksty o których się
                                        > nie śniło filozofom, przynajmniej tym, których jak czytałam. Czasem
                                        > tam wchodzę jak mam zły dzień, od razu czuję się lepiej.

                                        ja to się nawet czasem tam lubię pokłócić - no gdzieś przecież człowiek musi! :)
                                • kebbe Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:27
                                  kkokos napisała:
                                  > bimbo, spoko. andrzej napisał najpierw myśli się bardziej prozaic
                                  > > znie,
                                  mając na myśli zapewne "myśli się penisem".
                                  Tyż mi się tak zdaje ;) A cwane blondzie, swoja drogą, jak najbardziej
                                  występują w naturze.
                                  • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 21:18
                                    kebbe napisała:

                                    A cwane blondzie, swoja drogą, jak najbardziej
                                    > występują w naturze.

                                    fakt. ale chyba rzadziej, niż się niektórym facetom wydaje :)
                                • andrzej585858 Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:29
                                  kkokos napisała:

                                  >
                                  > no chyba że całkiem mylnie rozumiem ten tok rozumowania - a to przepraszam.

                                  Rozumiesz jak najbardziej prawidłowo - o to właśnie mi chodziło. No no - pełen
                                  podziwu jestem a także pod wrażeniem znajomości mechanizmu postępowania i
                                  myślenia facetów w wieku późno młodzieńczym :-)))
                              • andrzej585858 Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:31
                                lezbobimbo napisała:

                                > andrzej585858 napisał:

                                > Super nastawienie. Facet nie zakochuje sie w kims nowym, tylko "blondzia jest
                                > cwana". Wody. Litosci.

                                Wody to nie podam ale coś mocniejszego jak najbardziej!! To w celu łatwiejszego
                                porozumienia się oczywiście.
                                >
                                • lezbobimbo Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 21:06
                                  andrzej585858 napisał:
                                  > Wody to nie podam ale coś mocniejszego jak najbardziej!! To w celu
                                  >łatwiejszego> porozumienia się oczywiście.

                                  Niestety, po mocniejszej wodzie ognistej przestaje rozumiec jeszcze bardziej. Po
                                  odpowiedniej ilosci wlacza mi sie myslenie pierogiem i zakochiwanie sie w
                                  kimkolwiek zenskiego rodzaju :P
                          • kkokos Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:32
                            nessie-jp napisała:

                            > > ale to chyba kryzys z gatunku tych, co to bez katalizatora by się w ogóle
                            > nie
                            > > pojawił. czy gdyby nie wstrząs wywołany pojawieniem się terpentuli,
                            >
                            > No ale czy kryzys wieku średniego właśnie nie polega na tym, że w przypadku
                            > pojawienia się katalizatora (=siksy) normalny wydawałoby się facet nagle dostaj
                            > e
                            > małpiego (bez urazy!) rozumu i zaczyna odstawiać brewerie?

                            ale co innego faceci w związkach, co innego cyryl i metody, samotni starsi
                            panowie z zawiedzioną przed laty miłością w tle.
                            co innego pojawienie się siksy ("jaki ty jesteś mądry") vs. stara żona mająca
                            swoje idiotyczne wymagania ("zajmij się dwulatkiem, to także twoje dziecko, nie
                            tylko moje, ja też pracuję na pełen etat, więc dlaczego ja mam być do malucha
                            uwiązana całe wieczory, gdy ty relaksujesz się po robocie przy komputerze"), a
                            co innego impuls, który każe spojrzeć inaczej na swoje samotne życie,
                            paradoksalnie zagrożone za chwilę syndromem pustego gniazda.

                            oczywiście piszę o causie siksa vs. stara żona bardzo stereotypowo - ale, na
                            jesiona, przypadki, które obserwowałam, były boleśnie stereotypowe, banalne i
                            tandetne :(

                            • lezbobimbo Re: Żadnego kryzysu... 19.05.10, 20:37
                              kkokos napisała:
                              > ale co innego faceci w związkach, co innego cyryl i metody, samotni >starsi>
                              panowie z zawiedzioną przed laty miłością w tle.

                              Dodam, ze Metody mial zone Helene, która zmarla (wygodnie dla MM ;).
                              Ale cos dziwnie sie robi, kiedy Metody po napotkaniu Terpentuli w Noelce zaczyna
                              myslec "jakby wtedy Terpentula nie strzelila focha, to wybralaby oczywiscie
                              Metodego, a Cyrylek mialby Helene i wszyscy bysmy zyli dlugo i szczesliwie" czy
                              jakos tak :/

                              Btw. foch Terpentuli, gdzie zamiast Cyrylka wybrala pójscie w sina dal.
                              Najwidoczniej Cyrylka wcale nie kochala i wybrala wolnosc :) Tylko szkoda, ze te
                              wolnosc bez faceta MM tak smutno przedstawila.
                            • kolczykizoldy Pestka 21.05.10, 03:50
                              Przypomina mi sie "Pestka" Anki Kowalskiej. Milosc Agaty i Borysa jest tam
                              przedstawiona jako wielka i tragiczna. Ale z punktu widzenia zony Borysa, dostal
                              on po prostu malpiego rozumu w wieku srednim i dal sie zlapac mlodszej
                              kobiecie... Ta zona jest w ksiazce przedstawiona, o ile mnie pamiec nie myli,
                              jako dosc okropna i oziebla. Ale tez narracja jest tam poprowadzona wysoce
                              subiektywnie. Nie wiemy wiec dokladnie jak to w tym malzenstwie bylo: moze
                              Borysowi sie szybko malzonka znudzila i pierwszy wypial sie na jej uczucia
                              tylkiem, a pozniej byl juz tylko o krok od romansu. I akurat trafil na
                              nietuzinkowa Agate. Tak wiec z jednej strony - wielka milosc, z drugiej -
                              trywialny schemat wieku sredniego. Trudno oceniac.

                              A Anna Karenina? Tez dostala malpiego rozumu, ze ho, ho, biedaczka.
    • szprota Re: grześ i kryzys wieku średniego? 20.05.10, 00:43
      Chciałam się podzielić z Wami ukutą przed chwilą złotą myślą:

      Prawdziwy mężczyzna nie miewa kryzysów, tylko robi sobie reset postaci!

      Dziękuję za uwagę.
      • filifionka-listopadowa Re: grześ i kryzys wieku średniego? 20.05.10, 21:50
        <Burza oklasków?
        • szprota Re: grześ i kryzys wieku średniego? 20.05.10, 22:00
          Nie pogardziłabym :P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka