Dodaj do ulubionych

OT. Książka jedna na tysiąc

02.06.10, 22:27
Czyli książki z lat młodości, albo i nie młodości. W kazdym razie
takie, które wywarły na Was takie wrażenie, ze pamiętacie po latach
co robiłyscie w dniu, gdy czytałyście je po raz pierwszy. Zatem
współczesne lektury wykluczone. Karencja dla najstarszych - 10-20
lat, dla mlodszych moze być 3 do 5:)
Obserwuj wątek
    • agnieszka_azj Re: OT. Książka jedna na tysiąc 02.06.10, 23:23
      Mam dwa takie wyraźne wspomnienia - jedno nawet z konkretną datą

      15 czerwca 1980 roku, sobota - rajd mojej druzyny, który przeszedł
      do historii jako "Rajd 15 - 16". Poźnym popołudniem "stałam na
      punkcie" czyli siedziałam na peronie na dworcu w Falenicy, aby
      przekazywać patrolom przyjeżdżającym z Warszawy informacje o dalszej
      trasie.
      Czas oczekiwania umilałam sobie lekturą "Marii Stuart" Stefana
      Zweiga, pogryzając przy tym pomarańczowe landrynki, kktore wyglądały
      jak dzwonka pomarańczy i miały w środku płynne nadzienie.
      Do dziś takie cukierki - pomarańczowe i nadziewane przywołują mi
      wspomnienie sceny ścięcia Marii Stuart ;-)

      Jakiś czas później, ale jeszcze też w liceum, czytałam "Na Zachodzie
      bez zmian", siedząc w kuchni i gotując fasolkę szparagową. Do
      przytomności przywrociła mnie Mama, ktorą zwabił do kuchni smród
      spalenizny.
      Tego dnia na obiad nie jedliśmy fasolki ;-)
    • mmoni Re: OT. Książka jedna na tysiąc 02.06.10, 23:41
      Późną wiosną roku pańskiego bodajże 1988 ktoś z rodziny zdobył Przeminęło z wiatrem, jak każda popularna książka w PRLu dobro rzadkie i pożądane. Zaczęłam czytać w czwartek po południu, skończyłam w sobotę rano, sytuację miałam o tyle ułatwioną, że w piątek nie było lekcji, bo było jakieś tam szkolne święto sportu, w którym jako dożywotnia posiadaczka zwolnienia lekarskiego nie uczestniczyłam. Cholera, teraz mi aż żal, że już nie zdarza mi się tak zatopić w książce, że przez parę dni po zakończeniu lektury nawet myślę jej stylem.

      Pamiętam też, jak parę lat później czytałam Sto lat samotności w beznadziejnym rozłażącym się wydaniu, ale za to z pięknym drzewem (Świerzego?) na okładce, starczyło na kilkusetkilometrową podróż pociągiem w obie strony i jeszcze troszkę zostało. Niedawno naprzeciw mnie w pociągu siedziała dziewczyna czytająca Sto lat, nie mogłam się powstrzymać, aby jej nie zagadnąć, czy to pierwsza lektura. Gdy powiedziała, że tak, z serca powiedziałam, że jej zazdroszczę.
      • agnieszka_azj Re: OT. Książka jedna na tysiąc 02.06.10, 23:52
        Na okoliczność "Przeminęło z wiatrem" też nie poszlam do szkoły -
        oficjalnie miałam sie uczyć do klasówki z biologii (zamiast czas
        marnować na lekcjach) ;-)
        Nie pamiętam juz, co dostałam potem z tej klasówki, ale Scarlett
        została mi na całe życie.
        • meduza7 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 00:12
          Ja podobnie, na trzy dni zatonęłam we "Władcy Pierścieni". Karencja jest - 20
          lat temu to było. A po skończeniu ogarnął mnie ogromny żal - nie, że się
          skończyło, ale że zostało wymyślone. Miałam takie bardzo silne wrażenie, że
          gdyby ta historia była prawdziwa, to cały świat wyglądałby dziś inaczej. Ludzie
          nie mogliby być źli i podli pamiętając, że mieli wśród swych przodków takiego
          np. Aragorna.
          Czytałam też "Mistrza i Małgorzatę", do drugiej w nocy w dniu, gdy przyjechali
          do nas goście w dłuższe odwiedziny, z noclegiem. Gdy skończyłam, zorientowałam
          się, że nie dostanę się do mojej pościeli, ponieważ jest ona schowana w drugim
          pokoju - właśnie tam, gdzie śpią goście. Wobec czego poszłam spać w śpiworze.
      • kebbe Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 12:48
        mmoni napisała:
        > Pamiętam też, jak parę lat później czytałam Sto lat samotności w beznadz
        > iejnym rozłażącym się wydaniu, ale za to z pięknym drzewem (Świerzego?) na okła
        > dce, starczyło na kilkusetkilometrową podróż pociągiem w obie strony i jeszcze
        > troszkę zostało.

        A ja myślałam, że pierwsza napiszę o "100 latach..." Przeczytałam w pierwszej klasie liceum, czyli blisko 15 lat temu. Było wczesne lato, jakiś weekend przed wakacjami. Piękna pogoda, a ja siedziałam albo leżałam w swoim pokoju i czytałam, czytałam...przerwy na posiłki i sen bardzo mnie irytowały. Za to pamiętam, że przy lekturze pochłaniałam czereśnie :)

        Niedawno naprzeciw mnie w pociągu siedziała dziewczyna czytaj
        > ąca Sto lat, nie mogłam się powstrzymać, aby jej nie zagadnąć, czy to pi
        > erwsza lektura. Gdy powiedziała, że tak, z serca powiedziałam, że jej zazdrosz
        > czę.
        A wiesz mmoni, że podobne wydarzenie opisała lata temu w jednym ze swoich felietonów Krystyna Kofta? Tak samo jak Ty patrzyła na młodą kobietę w pociągu, jak otwiera książkę i zazdrościła jej, że za chwilę po raz pierwszy przeczyta zdanie:

        "Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód..."
        • mmoni Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 00:46
          Cytat A wiesz mmoni, że podobne wydarzenie opisała lata temu w jednym ze
          swoich felietonów Krystyna Kofta?


          O rany, nie wiedziałam. Dla porządku informuję, że nie jestem Krystyną Koftą.
        • pampelune Re: OT. Książka jedna na tysiąc 01.07.10, 15:44
          > podobne wydarzenie opisała lata temu w jednym ze swoich felie
          > tonów Krystyna Kofta? Tak samo jak Ty patrzyła na młodą kobietę w
          pociągu, jak
          > otwiera książkę i zazdrościła jej, że za chwilę po raz pierwszy
          przeczyta zdani
          > e:
          >
          > "Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego,
          pułkownik Aureliano
          > Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec
          zabrał go z
          > sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód..."

          A ja to pamiętam jak Krystyna Kofta zazdrościła w pociągu dziewczynie
          czytającej "Podróż sentymentalną". I napisała: "kobieta zatopiła się
          w lekturze jak piękny owad w bursztynie". Do dziś nie mogę się
          zdecydować czy to zwykła grafomania czy jednak ładność.
          • marslo55 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 02.07.10, 12:52
            pampelune napisała:
            "A ja to pamiętam jak Krystyna Kofta zazdrościła w pociągu
            dziewczynie czytającej "Podróż sentymentalną". I napisała: "kobieta
            zatopiła się w lekturze jak piękny owad w bursztynie"."
            Ja bym powiedziała, że to sentymentalność, dostosowana do tematu
            rozważań.
    • agnieszka_azj Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 00:18
      Przypomniał mi sie jeszcze Sylwester 79/80, kiedy do
      kończyłam "Ziele na kraterze" i ryczałam jak bobr nad Listem do
      Krysi, a za ścianą goście moich rodziców bawili się szampańsko.
    • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 00:44
      "Lesne morze" Newerly'ego. Zabralam jako nowa ksiazke podrozna na wyjazd do Paryza, gdzie jechalismy samochodem z parodniowym przystankiem u przyjaciol w Niemczech. Zaczelam czytac w podrozy, ale nie moge dlugo czytac w samochodzie, w Niemczech za to bylo mnostwo atrakcji calodobowych i nie mialam czasu. Dokonczylam juz u celu, w malym mieszkanku znajomego, ktory nam je uzyczyl na wakacje. Nie chcialam wychodzic z pokoju, w cholere z Paryzem, dajcie mi skonczyc ksiazke!

      Druga to "Krew Elfow", pierwsza czesc sagi Sapkowskiego. Nie czytalam opowiadan, powiesc zazyczylam sobie z glupia frant na Gwiazdke, bo trafilam na recenzje ktorejs z dalszych czesci w "Filipince" chyba. Rzadko dostawalam to, co chcialam, ale akurat to bylo tuz przed rozwodem, wiec hmm, wiecie, rozumiecie. Poczatek skojarzyl mi sie z "Saga o ludziach lodu", moze troche glupio, ale czytalam tylko jeden tom tej sagi, kiedy mialam najwyzej dziesiec lat i bylo tam o ogniu, zarazie itp., a tak mniej wiecej zaczyna sie "Krew". Nie spalam cala wigilijna noc. A, dostalam wtedy od brata dezodorant, z takich tanszych, "Och!" sie chyba nazywal i bardzo swiezo i przyjemnie pachnial. Pare lat pozniej trafilam na ten sam dezodorant i po pierwszym niuchu przenioslam sie myslami na moj strych i zobaczylam okladke "Krwi elfow" :) Uwielbiam takie skojarzenia zapachowo-dzwiekowe.
      • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 01:18
        Do wspomnień o Sapkowskim dołączam swoje.

        Rok bodajże 1988 albo może 89. Grzebię w kupce starych roczników Fantastyk
        należących do starszego brata. Uwagę przykuwa okładka z niebieskozieloną
        ludzko-gadzią twarzą. W środku opowiadanie o intrygującym tytule: Wiedźmin.
        Zaczynam. Przepadam.

        Dwa lata później grzebiąc w brata książkach natykam się na niepozorną
        książczynę, nieco rozlatującą się już, ze znajomym nazwiskiem. Nie wierząc
        własnemu szczęściu zabieram się do lektury. Mam wieczór z głowy.

        Brat kupował książki w miarę ukazywania się i zawsze była mała wojna, kto
        pierwszy czyta, którą ze zrozumiałych względów przegrywałam. Ale potem on szedł
        spać, a ja miałam lampkę :) Następnego dnia z reguły były wagary.
        • kooreczka Podbijam stawkę 03.06.10, 13:54
          Ja "Krew Elfów" przeczytałam na rekolekcjach w kościele- przed wstąpiłam do
          biblioteki, w trakcie okazało się, że xsiądz rekolekcjonista to oszołom jakich
          mało, nasz regularny katecheta gotował się na ołtarzu, a tamten szalał z
          głupotami. Siedziałam w wysoko zabudowanej ławce, a książka odłożona kusiła.
          • molly_bloom Re: Podbijam stawkę 12.06.10, 22:18
            Mój mąż właśnie gwizdnął mi sprzed nosa "Czas pogardy" i czyta w wannie. Idę
            podtopić męża! ;)

            Sapkowskiego czytywałam w liceum na nudnych lekcjach, pod ławką. Teraz zachciało
            mi się powrócić do tych czasów beztroski, ale cóż... przepadło razem z mężem w
            łazience.
            • marslo55 Re: Podbijam stawkę 14.06.10, 10:33
              molly_bloom napisała:
              "Sapkowskiego czytywałam w liceum na nudnych lekcjach, pod ławką.
              Teraz zachciało mi się powrócić do tych czasów beztroski, ale cóż...
              przepadło razem z mężem w łazience."
              Jak to melancholijnie brzmi - czasy beztroski przepadające razem z
              mężem;)
              Mnie Sapkowski pozwalał sie oderwać od myśli pt. "co powie/zrobi
              moja mama, kiedy się zorientuje, że mam siedem jedynek z chemii".

              • molly_bloom Re: Podbijam stawkę 20.06.10, 22:38
                c'est la vie :)
    • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 01:38
      Miałam 8 lat i pożyczyłam od koleżanki Ronję córkę zbójnika. Zielona okładka z
      chuchrowatym czarnowłosym dzieciakiem. Wróciłam do domu i utonęłam w lesie,
      podziemiach zamku Mattisa i krzykach Wietrzydeł. Och.

      Kupowałam książki w czasach wczesnolicealnych, wpadł mi w oko Mistrz i
      Małgorzata. Wiedziałam, że to znane. Kupiłam. Był upał, to pamiętam. Zachwyciłam
      się i obśmiałam się do bólu brzucha.

      Sto lat samotności - nieustający zachwyt, że książka może być właśnie taka.
      Sceneria czytelnicza powtarza się rytmicznie - wieczór, tapczan, poduszka we
      własnoręcznie uszytej poszewce z narzuty, lampka i szczere życzenia, żeby
      wszyscy poszli sobie do diabła i dali mi spokój.

      Studia - z niechęcią zabieram się do Pana Tadeusza, przez którego żadną miarą
      nie mogłam przebrnąć w szkole. Ku swojemu zdumieniu wciągam książkę w jeden
      wieczór i bawię się jak król. Sceneria jak wyżej. Zaciekawiony brat pyta, z
      czego tak rechoczę i po pokazaniu okładki puka znacząco w czoło. Nie zna się :)

      Studia - zostaję zaprzęgnięta przez siostrę do wdrożenia opornego jedenastolatka
      do lektury. Na argumenty matki głuchy, może ciotki posłucha, jako mniej
      zgredowatej. Wręczono mi pierwszy tom Pottera, który dziecko dostało i nie
      ruszyło oraz kazano się pośpieszyć. Zaczęłam czytać w drodze na przystanek, omal
      nie przejechałam swojego, poszłam potem na Juwenalia, wróciłam zmęczona i letko
      podpita, ale i tak przeczytałam do końca. Zareklamowałam książkę tak skutecznie,
      że dzieciak przeczytał... i w nałóg mu weszło.
    • nchyb Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 08:50
      z najwcześniejszego dzieciństwa - Mała księżniczka. Okres posuchy w
      księgarniach, brak książek innych niż dzieła zebrane wodzów
      rewolucji. W antykwariacie naprzeciwko Campingu (nie ma już od lat
      ani antykwariatu, ani Campingu) mama mi kilka książek kupiła. W tym
      właśnie Małą księżniczkę. Szłam ulica i czytałam...

      ciut później - Martin Eden, na koloniach przeczytałam. Regularnie
      powracam do niej. Moja ukochana książka.

      I wreszcie kryminał. Dla mnie kultowy, przeczytany przed laty -
      Sztylet wenecki. Czytam regularnie, minimum raz w roku. I mógł sobie
      Kubikowski być wielkim polonistą i prozaikiem, dla mnie naprawdę
      zaistniał jako twórca Jacka Joachima...
      • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 12:41
        Ja tak pamietam dwie. Jedna to "Paragraf 22", który - nie mając
        absolutnie pojecia o książce- wzięłam z okna u mojej mamy, zaczęłam
        czytać i po pierwszych stronach zrozumiałam, ze czytam arcydzieło.
        Tego dnia byla jakaś glupia wycieczka szkolna , zwiedzaliśmy wystawę
        tkanin artystycznych i cieszylam się, ze nie musze nic robić, tylko
        mogę myśleć o książce. Skończyłam tego samego dnia wieczorem i do
        dziś jestem dumna, że bylam w stanie sama "odkryć" Hellera.
        Druga to "Przeminęło z wiatrem" - probowałam to czytać wiele razy,
        ale nigdy nie przebrnęłam przez pierwszy rozdział. Wreszcie,
        mieszkajac u rodziców (mąż w wojsku) w bardzo, bardzo zaawansowanej
        ciąży wzięłam z pólki, bo wszystko inne już przeczytałam. I
        wsiąklam. Książkę skończyłam o pierwszej nad ranem, o trzecie
        zabrała mnie karetka na porodówke. I naprawdę, więcej w czasie
        porodu myślałam o Scarlett, niż o porodzie jako takim...
        • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 13:04
          Może to dziwnie zabrzmi, ale prawie wszystkie przeziębienia, zapalenia oskrzeli
          i inne typowe choroby okresu dziecięco-młodzieńczego, nieodmiennie kojarzą mi
          się z książkami.
          Pierwszą książką z którą dosłownie spałem pod poduszką to była jakże romantyczna
          opowieść o hrabim Monte Christo. Pamiętam że leżałem z kolejnym zapaleniem
          oskrzeli, a chorowity bylem jako dziecko, i z nudów wziąłem coś do poczytania.
          Odpłynąłem - po kilku godzinach czytania moja Mama wręcz przeraziła się gdy mnie
          zobaczyła - wyglądałem podobno jakbym za chwilę miał skonać - rozpalony, oczy
          nieprzytomne a miałem lat bodajże 13. Książka została mi oczywiście zabrana, ale
          i tak ją odnalazłem i czytałem ją dalej, tyle że już pod kołdrą w nocy!!
          Przeżycia niezapomniane i do dzisiaj jakże miłe wspomnienie pozostało w pamięci.
          Drugą taka książką, i tez przeczytaną w trakcie choroby był wspomniany już
          "Martin Eden" Londona - tyle że ta książkę przeczytałem już w okresie licealnym
          i też podczas choroby. Słowa bohatera - "Przecież praca dawno była już wykonana"
          przez długie lata były dla mnie bardzo ważne Do dzisiaj, przynajmniej raz w roku
          wracam do tej książki - coś jest w tej powieści, że wciąga. Podobne uczucia mam
          zawsze czytając także "Mistrza i Małgorzatę".

          Jeszcze dwie książki zrobiły dla mnie podobne wrażenie, ale tylko jedna z nich
          przeczytałem na jednym oddechu - to była akurat "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego
          oraz zapomniane niestety, monumentalne dzieło Gołubiewa "Bolesław Chrobry"
          ponad 2000 stron epopei o budowaniu ojczyzny, o tym czym jest tożsamość
          narodowa. o tym co winno nas łączyć. Cudowna książka, ciągle do nie wracam
          -zwłaszcza w momentach trudnych.
          • nchyb Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 09:09

            > Może to dziwnie zabrzmi, ale prawie wszystkie przeziębienia,
            zapalenia oskrzeli
            > i inne typowe choroby okresu dziecięco-młodzieńczego, nieodmiennie
            kojarzą mi
            > się z książkami.

            u mnie też!
            choroby to książki. M.in. Róże pani Craig oraz Blondynka z podbitym
            okiem. Już jako 9-10 latka lubiłam kryminały.
            co zostało mi do dziś...

            Dodatkowo wszelkie kolonie, zimowiska i obozy.
            Pierwsza kolonia, ja lat ok 9 - i cała seria Baltazara Gąbki.
            Zimowisko, pamiętam że w Warszawie, gdzieś w jakiejś szkole w (na?)
            Ursusie, Dzika Mrówka i tam tamy - od tej pory moja miłość do
            książek o tym młodym żeglarzu i płetwonurku - i stad moje próby i
            żeglarskie i nurkowe, które zostały mi do dziś :-)
            Kolejne kolonie, po przeczytaniu wszystkiego swojego - przeczytalam
            całą Trylogię. Bylo to w Małym Cichym koło Murzasihla... Jakoś tak w
            pamięci
            zawsze mi się od tej pory Sienkiewicz z okolicami Zakopanego
            kojarzy... :-)
            • nchyb Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 09:15
              oczywiscie Róże pani Cherington autor Craig...
              • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 15:40
                Nie do wiary - ja te same "Róże' czytałam w czasie liczych
                przeziębień w podstawówce, potem w tych samych okolicznosciach
                czytały je moje dzieci.
                Pomietam jeszcze zbiory opowiadań SF "Kryształowy sześcian Wenus" i
                inne podobne. Najlepsze - slowo! - byly radzieckie...
                • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:12
                  verdana napisała:


                  > Pomietam jeszcze zbiory opowiadań SF "Kryształowy sześcian Wenus" i
                  > inne podobne. Najlepsze - slowo! - byly radzieckie...


                  O tak!! Od razu przypomniały mi się opowiadania Kiryła Bułyczowa o Wielkim
                  Guslarze no i przede wszystkim książka która zawsze wprowadzała mnie w
                  szampański nastrój czyli "Poniedziałek zaczyna się w sobotę" braci Strugackich.
                  Zupełnie surrealistyczny opis działania Instytutu Badań nad Czarami i Magią
                  wpleciony w radzieckie struktury biurokratyczne gdzie magowie zwracają się do
                  siebie - towarzyszu - super:-)))
                  Radziecka fantastyka była kapitalna!!
                  • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:27
                    Ach tak "Wybiegałło przybiegałło?" i istota niezaspokojona
                    żołądkowo:)
                    Nie mowiąc juz o biurokracji w Chatanakurnóż i obietnicy, ze się nie
                    będzie cmykać.
                    Ulubione dzieło moje, oraz moich synów. Nie mogę odżalować, ze jeden
                    ze Strugackich umarł.
                  • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:50
                    > O tak!! Od razu przypomniały mi się opowiadania Kiryła Bułyczowa o Wielkim
                    > Guslarze

                    Uwielbiam Bułyczowa! zawsze świetnie się przy nim bawię :)
        • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 13:10
          > Druga to "Przeminęło z wiatrem" - probowałam to czytać wiele razy,
          > ale nigdy nie przebrnęłam przez pierwszy rozdział.

          Ja tak mialam z "W pustyni i w puszczy" - ojciec mnie zmuszal do tej lektury odkad skonczylam siedem lat - fajnie, tylko, ze w pierwszym rozdziale 50% tekstu to byly drobne literki przypisow (czy tez "przypowiesci", jak sobie skrot "przyp." tlumaczylam), klinowalam sie na tym regularnie, bo kompulsywnie czytalam te przypisy, musialam po prostu (do dzis tak mam). Po 2-3 stronach trafial mnie jasny szlag, rzucalam Sienkiewicza w kat i bralam "Skarby" Chmielewskiej albo "Klamczuche". Wreszcie za ktoryms razem zabralam ksiazke do babci, u ktorej mialam wtedy tylko jakies bajki i groze budzace legendy slaskie i pomorskie. Zawzielam sie, babcia dawno chrapala pod pierzyna na sasiedniej kozetce, a ja dotarlam do zdania "Wówczas włosy powstały na głowie Stasia, albowiem zrozumiał, że ich porwano". Pamietam jaka bylam z siebie dumna, albowiem zrozumialam, ze teraz juz na pewno przeczytam i to migiem :)
          • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 13:32
            Ja mam jeszcze jedno wspomnienie związane z książką, ale
            traumatyczne raczej.
            majac sześć lat wyjechałam z babcią na zimowe wakacje do Śródborowa,
            do pensjonatu, gdzie srenia wieku wynosiła chyba kolo 60-tki. I nie
            wiem, co rodzice sobie myśleli, ale dali mi jedną - słownie JEDNĄ -
            książkę na te 7 czy 10 dni.
            Bylo to "Porwanie w Tiutiurlistanie" Żukrowskiego. Przeczytałam je
            pięc razy pod rzad, nigdy więcej tej książki nie tknęłam, a jej
            wspomnienie do dziś budzi we mnie poczucie dojmującej, tragicznej
            nudy - mimo, ze pierwsze dwa razy nawet mi się podobała...
            • airborell Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 22:20
              To mi się przypomina wspomnienie Piotra Bratkowskiego o tym, jak na całe wakacje
              zabrał też jedną książkę. Z tym że to było "Do przerwy 0:1" Bahdaja, czyli
              skończone arcydzieło. W sumie sam miałem podobnie - na wakacje co prawda wziąłem
              dwie inne książki, ale jak na 14 dni, moje tempo czytania i fakt, że było tam
              śmiertelnie nudno, wychodzi dość podobnie.
              • menodo Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 22:32
                airborell napisał:

                > To mi się przypomina wspomnienie Piotra Bratkowskiego

                ojej, to ja spadam z tego forum, bo mnie sie wydawalo,ze nie chodzi tu o
                wspomnienia bylych czy dalszych kolegow ze studiow czy z pracy;zwlaszca
                zawodowych dziennikarzy; czy Piotr Bratkowski na tym forum to jakas persona????
                no to pa.
                • airborell Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 07:47
                  Żadna, ale jego tekst o "Do przerwy 0:1" pamiętam do dzisiaj. Zwłaszcza, że to
                  DLA MNIE bardzo ważna książka.
    • kooreczka Książki z dzieciństwa pamiętam co do jednej 03.06.10, 13:58
      Te późniejsze- średnio.
      Muminki- miałam 6 lat, poszłam z tatą zapisać się do biblioteki i wiedziałam co
      chcę- Muminki z Buką. Dostałam stosik książek i w skupieniu szukałam,
      biblioteczną ciszę przerwało tryumfalne "Tu jest Buka"!
      Miliony książek czytane na lekcjach na podwójnym pulpicie.
      Władca Pierścieni na kwitnącej jak szalona japońskiej wiśni- 3 dni na tom, bo
      czasem trzeba było się wziąć rozprostować:D.
    • anutek115 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 15:59
      Chronologicznie:
      Halina Górska "O Gotfrydzie, Ryczerzu Gwiazdy Wigilijnej". Czytałam rzecz
      jedenaście razy pod rząd, nie pamiętam, ile miałam lat, jakieś dziewięć,
      kończyłam, otwierałam na pierwszej stronie i apiat' od początku, aż ją na pamięć
      umiałam. W dodatku nie miałam własnej przez wiele lat, a jeszcze gorze -
      zapomniałam autora (i tytułu, tylko tego Gotfryda pamiętałam) i nie mogłam w
      późniejszych leciech lektury powtórzyć, dopadłam książki jak miałam jakieś 26
      wiosen, pochłonęłam wypisz-wymaluj jak w dzieciństwie, na jeden haust, i
      natychmiast zrozumiałam, czemu jestem, jaka jeste i, na przykład, mam "niemodne"
      poglądy na honor na przykład. Na przykładzie tej książki dokładnie wiem, że to
      jacy jestesmy na sto procent zależy od tego, co z miłością czytamy nawet, jeśli
      nie wiemy, jak się ten wpływ objawia, i jaką szczeliną nam w charakter sączy.

      "Nędznicy". Ja wiem, że w jakimś wątku dawno temu "Nędznicy" byli określeni jako
      męcząca chała, i od razu zaznaczam, ze w Polsce są dwie wersje, pełna (istotnie
      mogaca byc niestrawną dla nie-wielbicieli) i okrojona do akcji, pozbawiona
      rozwazań filozoficznych, wydana w dwóch tomach, i na tę własnie trafiłam.
      Czytałam rzecz trzy dni BEZ PRZERWY. To znaczy, czyniłam niezbędne przerwy na
      sen, na nic więcej, nie odrabiałam lekcji, nie uważałam w szkole, czytałam pod
      ławką (a w pierwszej siedziałam! ryzyko to było!), w drodze do szkoły i do domu
      troskliwa kolezanka mnie pod ramię prowadziła, cobym się pod samochód nie
      wrabała. W dodatku ryczałam rzewnie mniej więcej co drugą stronę (proszę
      spróbować dokonac tej sztuki siedząc w pierwszej ławce na matematyce na
      przykład), dzieło skończyłam w spazmach około trzeciej w nocy. A potem
      poleciałam całym Hugo i wiele rzeczy mi się bardzo podobało (najbardziej chyba
      "Pracownicy morza" i poezja, niektóre rzeczy niezwykle współczesne), ale taki
      szał miłości od pierwszego przeczytania to już nie był.

      Potem podobnie czytałam "Dżumę" i "Mistrza i Małgorzatę", ale obie rzeczy
      szczęśliwie na wakacjach, świadomie decydując się na lekturę przed rokiem
      szkolnym, bo miałam tragiczną polonistkę i nie chciałam, by mi zniszczyła
      przyjemność lektury każąc czytać "pod kątem" i na czas. Słusznie uczyniłam, a w
      dodatku nie musiałam czytać pod ławką oraz mogłam kończyć o dowolnej godzinie
      nocnej (względnie - wcześnie porannej).
      • kolczykizoldy Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 16:20
        "Gra w klasy". Dostalam od przyjaciolki na siedemnaste urodziny, zaczelam czytac
        w przerwie pomiedzy Swietami a Sylwestrem i wsiaklam totalnie. Na dworze byla
        szarozimna zawierucha, a ja owinieta w koc, popijajac herbate i pogryzajac
        swiateczny cium cium makowczyk, czytalam, ach, czytalam! Przez kolejnych kilka
        lat wracalam do tej ksiazki ciagle: powtarzalam ja a to wedlug rozdzialow, a to
        wedlug klucza a to na wyrywki, lecz stale. Bylam wrecz uzalezniona od "Gry w klasy".
        To chyba byla ksiazka przewodnia mojej mlodosci gornej i durnej :)
        • kolczykizoldy Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 16:46
          > "Gra w klasy". Dostalam od przyjaciolki na siedemnaste urodziny, zaczelam czyta
          > c
          > w przerwie pomiedzy Swietami a Sylwestrem i wsiaklam totalnie.

          Wsiaknelam? Wsiaklam? Wsiaknelam?
          O ludzie, pomocy, czy ja sie gramatycznie uwsteczniam, czy obie formy sa dozwolone?

          Wsiaklam, a pozniej lyklam herbaty i zamklam ksiazke. Z hukiem.
      • ananke666 OT. Nędznicy 03.06.10, 17:24
        Jak właściwie powinno się tłumaczyć tytuł? Nie znam francuskiego, ale
        prześladuje mnie przeświadczenie, że raczej chodzi o nędzarzy, biedaków, a nie
        nędzników - w tym ostatnim idzie o nędzę moralną, brak zasad.
        • anutek115 Re: OT. Nędznicy 03.06.10, 17:52
          ananke666 napisała:

          > Jak właściwie powinno się tłumaczyć tytuł? Nie znam francuskiego, ale
          > prześladuje mnie przeświadczenie, że raczej chodzi o nędzarzy, biedaków, a nie
          > nędzników - w tym ostatnim idzie o nędzę moralną, brak zasad.

          Ja tam żaden orzeł z francuskiego nie jestem, ale "les miserables" to są i
          nędznicy, i nieszczęśnicy, i biedacy, z tego co wiem. Klymenystro (i inni
          francuskojęzyczni tyż) prostujcie jakby co.

          W każdym razie Anglicy wybrnęli nie tłumacząc tytułu wcale. Bardzo rozsądnie, po
          cóż im dociekać "co autor miał na myśli" (a zważywszy treść dzieła, wszystko z
          wymienionych tłumaczeń mógł mieć ;)).
          • ananke666 Re: OT. Nędznicy 03.06.10, 18:20
            Ha. Chodzi więc pewnie o jednych i drugich zarazem. Nieprzetłumaczalne.
            • verdana Re: OT. Nędznicy 03.06.10, 18:26
              Całkowicie nieprzetłumaczalne. najbliższe może "Nieszczęśnicy", ale
              zgrzyta, jak cholera.
              • ananke666 Re: OT. Nędznicy 03.06.10, 19:18
                Właściwie powinno być chyba - Nędzarze i nędznicy. Znaczy, sens taki, bo jako
                tytuł do niczego, Hugo miał jedno słowo...
                • verdana Re: OT. Nędznicy 03.06.10, 19:52
                  Nie - bo brakuje nieszczęśników - nedzarz to biedny, nedznik - żły -
                  a tego nieszczęścia nadal brakuje...
      • dakota77 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 17:48
        O, ja do dzis kocham "Godfryda" wielka miloscia. Przepiekna ksiazka.
    • menodo Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 17:29
      Bylo lato-1977 rok. Lezalam na werandzie i czytalam opowiadania Trumana
      Capote'ego. Konkretnie "harfe traw".

      Nagle uslyszalam przerazliwy szloch. To byl placz mojej babci. Miesiac wczesniej
      w wypadku zginal moj o rok mlodszy brat (ja maialam 14), moj ojciec dostal
      zawalu serca i wyladowal na OIOM-ie a mama wpadla w tak gleboka depresje, ze
      ostatecznie wyladowalam u dziadkow-akurat byly wakacje..

      No, wiec uslyszalam ten szloch w momencie kiedy w tym opowiadaniu wszyscy
      siedzieli na drzewie...
      A "w realu"....wlasnie zmarl Elvis Presley- co wlasnie okazalo sie powodem
      szlochu mojej babci!

      Wtedy wydawala mi sie wariatka, teraz mysle, ze przynajmniej miala cudowna
      starosc - biorac pod uwage jej wojenne doswiadczenia...

      Swobodnie moglaby byc bohaterka opowiadan Capote'ego. Bardzo mi jej brakuje w
      doroslym zyciu, choc pamietam, ze "normalna" to ona nie byla:)
    • ginny22 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 19:40
      Pamiętam trzy takie książki.
      1. "Bracia Lwie Serce", które dostałam na zakończenie roku w V
      klasie. Leżałam na kocu na łące, jadłam jajka na twardo i... Nigdy
      wcześniej nie przeżyłam tak żadnej książki.
      2. "Harry Potter i kamień filozoficzny", dostałam na Gwiazdkę 2000.
      Podchodziłam do lektury z dużym sceptycyzmem, pocz tym całość
      pochłonęłam w noc między Wigilią a I dniem Świąt. I, jakby nie
      patrzeć, ta książka zmieniła moje życie :)
      3. <wreszcie coś poważnego> "Biesy". Najpierw był spektakl dyplomowy
      warszawskiej AT w 2003 r. Ctery godziny mojej ekstazy. Potem
      sięgnęłam po książkę. Współlokatorzy wyszli na imprezę, ja czytałam.
      I co stronę (jeśli nie co akapit) musiałam robić sobie przerwę, bo
      ta książka wyzwalała we mnie jakieś nieznane wcześniej pokłady
      emocji. Cała byłam rozdygotana jeszcze przez kilka ładnych dni.
    • nessie-jp Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 19:42
      Tak się zastanawiam od dłuższego czasu, co by tu wpisać i wychodzi mi na to, że
      nie spełniam kryteriów. Jeśli czytam coś, co mnie pochłania bez reszty i
      wstrząsa światem, to za diabła nie pamiętam, co wtedy robiłam, gdzie byłam i co
      się wokół mnie działo
      • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 19:53
        Jest!
        dzieło wiekopomne znaczy... Nie są to "Biesy", fakt, ale HP będę
        bronić wlasną piersią.
        • ratyzbona Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 20:04
          Ja chyba najbardziej miałam tak z sagą o wiedźminie. Przyssłam się do niej
          zupełnie przypadkowo w szóstej klasie podstawówki i przez pewien czas nie byłam
          w stanie myśleć o niczym innym. Przeczytałam wszystkie książki ciurkiem i w
          chwili kiedy odłożyłam ostatnią wzięłam do ręki pierwszą i zaczęłam czytać
          jeszcze raz. Potem długo towarzyszyło mi takie dziwne uczucie pustki jakby mi
          ktoś umarł - z resztą po tym ja skończyłam Przeminęło z Wiatrem czułam się podobnie

          Mam też fajne wspomnienia z czytania Madame Libery - byłam na obozie żeglarskim
          i przez całe przedpołudnie musiałam biegać po łódce i słuchać krzyczącego na
          mnie instruktora cały czas myśląc że jeszcze tylko chwila i będę mogła wrócić do
          namiotu i sobie poczytać.
          • jota-40 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 03.06.10, 21:23
            Trudno wybrać, ale pierwszy wyraźny zachwyt - to "Pippi Pończoszanka", w starym
            wydaniu, wtedy jeszcze pod tytułem "Fizia Pończoszanka". Miałam sześć, może
            siedem lat, to była jedna z pierwszych, dłuższych książek, przeczytanych
            samodzielnie. Szok i zdumienie - że książka dla dzieci może być taka...
            niegrzeczna. Czytałam ją na werandzie starego domu, na jakiejś zapadającej się,
            welurowej otomanie. Wokół paprotki.
            Podstawówka: cykl Szklarskiego o Tomku. I "Przeminęło z wiatrem" - czyli
            klasyka. Ósma klasa - objawienie poetyckie, pierwsze w życiu i tak silne, jak
            już nigdy później - Leśmian. Była wiosna, chodziłam kompletnie otumaniona.
            Liceum - "Sto lat samotności". Mocny cios, po raz pierwszy chyba tak głęboko i
            całkowicie weszłam w inny świat. Potem był rok literatury iberoamerykańskiej -
            uzależniłam się.
            I jedno z ważniejszych przeżyć literackich w życiu - pierwszy raz "Mistrz i
            Małgorzata", i pierwszy Dostojewski, "Bracia Karamazow". To było po maturze,
            ciepła wiosna i miałam dużo czasu, na szczęście ;).
            Studia: stan wojenny, a ja dostałam Prousta. I całą zimę czytałam, jak opętana:
            popadłam w coś w rodzaju stanu hipnotycznego. Co ciekawsze - przeczytałam i już
            nie byłam w stanie wrócić do tych tomów. To się już nigdy nie powtórzyło.
            Koniec studiów: Tolkien. Czytałam bezustannie przez trzy dni; pamiętam bardzo
            dobrze, ponieważ ówczesny narzeczony ugotował mi obiad, po raz pierwszy ;).
            Najwyraźniej czuł, że nie ma co na mnie liczyć w tej kwestii...
            Wiele lat później, książka, którą czytałam dzieciom: "Harry Potter". Kupiłam go
            dosyć późno, jesienią, pamiętam, że od razu dwa tomy - jaka później byłam
            szczęśliwa i jakże sobie gratulowałam, że tak to wyszło! I czekałam jak wariatka
            na każdy następny tom.
            Prawdę powiedziawszy, sądziłam, że olśnienia młodości odeszły na zawsze, że już
            nic nie zrobi na mnie takiego wrażenia - a jednak: dostałam do ręki sagę o
            Wiedźminie i przepadłam. Mniej więcej w tym samym czasie odkryłam Pratchetta...
            • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 09:44
              jota-40 napisała:


              > Wiele lat później, książka, którą czytałam dzieciom: "Harry Potter". Kupiłam go
              > dosyć późno, jesienią, pamiętam, że od razu dwa tomy - jaka później byłam
              > szczęśliwa i jakże sobie gratulowałam, że tak to wyszło! I czekałam jak wariatk
              > a
              > na każdy następny tom.

              Chyba jednak coś ze mną jest nie tak, przebrnąłem bodajże przez 100 stron
              pierwszego części przygód Harry Pottera i - chyba żadna książka tak mnie nie
              wynudziła. I do dzisiaj leżą w domu chyba trzy tomy z serii, córka bardzo
              chciała je czytać, a ja przemóc się nie mogę.

              • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 14:17
                > Chyba jednak coś ze mną jest nie tak, przebrnąłem bodajże przez 100 stron
                > pierwszego części przygód Harry Pottera i - chyba żadna książka tak mnie nie
                > wynudziła. I do dzisiaj leżą w domu chyba trzy tomy z serii, córka bardzo
                > chciała je czytać, a ja przemóc się nie mogę.

                To ze mna tez jest cos nie tak, bo ja tez nie lubie. Przeczytalam 3 tomy, jak zwykle podle i zlosliwie, zeby wiedziec NA PEWNO, ze to slabe jest. I to slabe jest :)
                • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 15:01
                  Potter może się nie podobać, ale ma jedną potężną zaletę przyćmiewającą
                  wszystkie absolutnie wady. Dzięki niemu mnóstwo dzieciaków zaczęło czytać
                  książki. Jednego czytelnika wyhodowałam osobiście, a z jego opowieści wynika
                  jasno, że ten przypadek nie był bynajmniej odosobniony. Kilka lat po pierwszym
                  Potterze wchłonął gładko Tolkiena, dziś studiuje i czyta książki nałogowo. A
                  oprócz komiksów nie czytał absolutnie niczego.
                  • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 15:42
                    Zdecydowanie HP moze się nie podobać - szczególnie doroslym, dla
                    ktorych nie jest przeznaczony, ale nie jest slaby. Zdecydowanie.
                    Chcę zobaczyć inną książkę dla młodziezy o totalitaryźmie, rasiźmie,
                    prasie itd, do tego stopnia przejmującą , a pozbawioną mentorstwa.
                    • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:01
                      > Zdecydowanie HP moze się nie podobać - szczególnie doroslym, dla
                      > ktorych nie jest przeznaczony, ale nie jest slaby. Zdecydowanie.
                      > Chcę zobaczyć inną książkę dla młodziezy o totalitaryźmie, rasiźmie,
                      > prasie itd, do tego stopnia przejmującą , a pozbawioną mentorstwa.

                      Pierwszy tom przeczytalam jak mialam ca 15 lat, wiec nie bardzo bylam dorosla. Pewnie ma te zalety, o ktorych mowicie, ale dla mnie jest slaba _literacko_. I tyle. Od razu mowie, ze nie bede podawac konkretnych przykladow, bo zostalo mi juz tylko ogolne wrazenie, a ksiazek pod reka nie mam, ale pamietam moja narastajaca irytacje podczas lektury.
                      • nessie-jp Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:46
                        > Pierwszy tom przeczytalam jak mialam ca 15 lat, wiec nie bardzo bylam dorosla.
                        > Pewnie ma te zalety, o ktorych mowicie, ale dla mnie jest slaba _literacko_

                        Nie wiem, czy czytałaś oryginał, czy tłumaczenie, ale tłumaczenie polskie było
                        bardzo słabiutkie, wręcz budziło poczucie zażenowania niekiedy. Nie zdołałam
                        przebrnąć przez polską wersję.

                        Natomiast w oryginale książka czytała się lekko i przyjemnie, fabuła raczej
                        wciągała, postaci były sympatyczne i od strony językowej bez zarzutu.
                        • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:03
                          > Nie wiem, czy czytałaś oryginał, czy tłumaczenie, ale tłumaczenie polskie było
                          > bardzo słabiutkie, wręcz budziło poczucie zażenowania niekiedy. Nie zdołałam
                          > przebrnąć przez polską wersję.
                          >
                          > Natomiast w oryginale książka czytała się lekko i przyjemnie, fabuła raczej
                          > wciągała, postaci były sympatyczne i od strony językowej bez zarzutu.

                          Ano tlumaczenie, ale nie zwalalabym na nie wszystkiego: imo postaci byly irytujaco karykaturalne, a fabula przewidywalna.

                          Ech, no i pewnie skonczy sie tak, ze wypozycze Pottera z tutejszej biblioteki ;)
                          • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:16
                            Fabuła _ IMO - ma być przewidywalna. Przewidywalność jednak konczy
                            sie dosyć dramatycznie w dalszych tomach, ale spojlerowac nie chcę.
                            Karykaturalne postacie ukazują z czasem "dugie dno" (na przyklad
                            Petunia, o Dumbledorze już nie wspomnę).
                            Ale ma prawo się nie podobać, żadna książka nie podoba się
                            wszystkim - ja tylko protestuje przeciw uznaniu HP za książke
                            słabą.
                    • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:24
                      verdana napisała:

                      > Zdecydowanie HP moze się nie podobać - szczególnie doroslym, dla
                      > ktorych nie jest przeznaczony, ale nie jest slaby. Zdecydowanie.

                      Być może, Być może spróbuję jeszcze raz przebrnąć. Tak przy okazji - Jeżycjada
                      w zasadzie też nie jest przeznaczona dla dorosłych a w 90 procentach na pewno
                      nie dla mężczyzn - a jednak są tacy którym się spodobała i to w wieku czasem
                      mocno dorosłym!!

                      > Chcę zobaczyć inną książkę dla młodziezy o totalitaryźmie, rasiźmie,
                      > prasie itd, do tego stopnia przejmującą , a pozbawioną mentorstwa.

                      Być może, ale coś mnie odpychało od tej książki.
                      • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:30
                        Bo pierwszy tom jest dla 11-latków:) Dla mnie to naprawdę - jedna z
                        wartosciowszych książek dla mlodzieży, nie mowiąc już o tym, ze
                        rzadko zdarza się tak normalna szkoła, a już niemal nigdy nie ma
                        pozytywnych bohaterów, ktorzy nie są pozbawieni bardzo powaznych
                        wad.
                        • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:51
                          verdana napisała:

                          > Bo pierwszy tom jest dla 11-latków:) Dla mnie to naprawdę - jedna z
                          > wartosciowszych książek dla mlodzieży, nie mowiąc już o tym, ze
                          > rzadko zdarza się tak normalna szkoła, a już niemal nigdy nie ma
                          > pozytywnych bohaterów, ktorzy nie są pozbawieni bardzo powaznych
                          > wad.

                          Akurat znalazłem bardzo ciekawy i rozsądny artykuł dotyczący różnych, czasem
                          negatywnych, opinii o tych książkach. Do mnie przemówił w sposób pozytywny -
                          hmm, chyba więc spróbuję jeszcze raz sięgnąć do nich.

                          www.kosciol.pl/article.php?story=20050316145848725
                          Zwłaszcza ostatnie zdania są bardzo mądre.
                          • nessie-jp Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 18:25
                            > Zwłaszcza ostatnie zdania są bardzo mądre.

                            Przeczytałam z zainteresowaniem
                            • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 18:28
                              Padam do nóg.
                              Nie przejmuj się - jak już pisałam, 100 lat temu dzieci kretyniały w
                              teatrze, 70- gdy czytaly książki, 50- gdy oglądały filmy - teraz
                              kretynieją przy grach. I jak zwykle, jak już się nagrają i
                              zramoleja, to zobacza, czym bawią się ich dzieci i zaczną biadać, ze
                              to spowoduje nieuchronne skretynienie.
                              • gaudia Re: OT. Książka jedna na tysiąc 05.06.10, 02:48
                                1. a propos kretynienia
                                wstałam wczoraj z łoża choroby i po umyciu rąk spojrzałam w lustro. Uznałam, że
                                zaleganie na poduszce dobrze przysłuzyło się fryzurze i szkoda ja ruszać. Jednak
                                - obowiązek!- ruch szczotką wykonałam, oczywiście burząc dobry układ. No i? No i
                                pierwszy odruch - prawa ręka do lustra celem naciśnięcia klawisza "wstecz". Brak
                                klawisza. Reka szuka na twarzy. Nadal zero klawisza. Powrót do reala i wkurw.
                                Czemu w kompie mogę zmazać ostatni ruch na obrazku, a w realu nie?

                                2. Co do książek i okoliczności przyrody.
                                Pamietam orgazm, serio, serio. Przy "Sklepach cynamonowych" - jakiś opis
                                wiosny....To było na strajku studenckim. Nie wiem, czy gdybym czytała normalnie
                                to też taki efekt byłby. Może tak, może nie. Hormony to dziwne zwierzątka...
                                • mama_kotula Re: OT. Książka jedna na tysiąc 05.06.10, 14:52
                                  gaudia napisała:

                                  Cytat
                                  > 2. Co do książek i okoliczności przyrody.
                                  > Pamietam orgazm, serio, serio. Przy "Sklepach cynamonowych" - jakiś opis
                                  wiosny....To było na strajku studenckim. Nie wiem, czy gdybym czytała normalnie
                                  to też taki efekt byłby. Może tak, może nie. Hormony to dziwne zwierzątka...


                                  Ja też pamiętam. Orgazm. Anne McCaffrey, "Jeźdźcy smoków", opis pierwszego lotu
                                  godowego. Nigdy przenigdy z takim opisem się nie spotkałam, który by tak na mnie
                                  podziałał.
                        • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:00
                          > Bo pierwszy tom jest dla 11-latków:)

                          I to wszystko tlumaczy? ;) Przeciez nie chodzi mi o to, ze bylo "dziecinne" czy jakies. Niedawno odswiezalam sobie "Dzieci z Bullerbyn" i nadal mi sie bardzo podobaly :)
                          • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:06
                            Cóż, ja nie przebrnęłam np przez Tolkiena. Rozumiem, ze książka
                            moze się nie podobać, ze można ją odłożyć po 30 stronach z
                            okrzykiem "Nigdy więcej!", ale wtedy nie ocenialabym jednak
                            zdecydowanie całości - ze zla i nudna.
                            • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:13
                              > Cóż, ja nie przebrnęłam np przez Tolkiena. Rozumiem, ze książka
                              > moze się nie podobać, ze można ją odłożyć po 30 stronach z
                              > okrzykiem "Nigdy więcej!", ale wtedy nie ocenialabym jednak
                              > zdecydowanie całości - ze zla i nudna.

                              He? Przeciez napisalam, ze _przeczytalam_. Powinnam byla przeczytac wszystkie tomy, zanim sie bede mogla wypowiedziec czy o co chodzi?
                              • verdana Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:17
                                Tak, niestety. Na tym polega - moim zdaniem - wartość tej książki.
                                Dopiero dalsze tomy odsłaniają prawde o prosciutkim świecie tomu
                                pierwszego.
                                • paszczakowna1 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:52
                                  > Tak, niestety. Na tym polega - moim zdaniem - wartość tej książki.
                                  > Dopiero dalsze tomy odsłaniają prawde o prosciutkim świecie tomu
                                  > pierwszego.

                                  Ja przebrnęłam przez sześć (przesadzam - nie przebrnęłam, bo niektóre rzeczy
                                  nawet mi przypadły do gustu, zwłaszcza w tomie trzecim), ale na siódmy już mi
                                  sił zabrakło. Mogę się wypowiadać?

                                  Nie, ogólnie rzecz biorąc, niespecjalnie mi się podobało. (Część czytałam po
                                  angielsku, więc to nie wina tłumaczenia.) Dłużyzny (a potem gorączkowa akcja
                                  przez ostatnie 5 stron), nielogiczności i niestety nuda. Jedyny znany mi
                                  przypadek, gdy fanfiki są lepsze niż oryginał.

                                  Natomiast rozumiem, co pociąga w tej książce dzieci - główni bohaterowie dobrani
                                  są tak, że łatwo się z nimi każde dziecko może identyfikować, no i kombinacja
                                  fantasy (ze światem choć mało logicznym, barwnym i bogatym) i "szkolnej
                                  powieści" jest nadzwyczaj atrakcyjna.
                                • slotna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 17:55
                                  No to umowmy sie, ze wypowiadam sie o pierwszych trzech i sa slabe. Zreszta mowilam juz, ze chodzi mi o bohaterow, konstrukcje i cala te literacka strone, nie o "wartosci".
                      • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:51
                        > Być może, Być może spróbuję jeszcze raz przebrnąć. Tak przy okazji - Jeżycjada
                        > w zasadzie też nie jest przeznaczona dla dorosłych a w 90 procentach na pewno
                        > nie dla mężczyzn - a jednak są tacy którym się spodobała i to w wieku czasem
                        > mocno dorosłym!!

                        No to co? Jednym ze znanych mi sympatyków Pottera jest mój były wykładowca, pan
                        dr hab.
    • kajaanna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 13:19
      Pomijam wczesno-szkolny zachwyt nad Trylogią, bo każdy tak ma. Swoje odklejenie
      (pamiętam!) na lekcji rosyjskiego, gdy Pani wyjęła mi w końcu Potop spod ławki i
      nie było żadnej scysji za to, że nie uważam na lekcji - tylko popatrzyła na mnie
      głęboko i ze zrozumieniem.
      Ale moim pierwszym szaleństwem lekturalnym było Wesele Wyspiańskiego, które
      odpłaciłam kilkudniową gorączką. Tak właśnie. Złapałam około 40*C "z niczego" po
      przeczytaniu. Do tej pory mnie porywa.

      No i przygoda z "Mistrzem i Małgorzatą". Początkowo był "jeż mentalny" na
      literaturę rosyjską (radziecką!) i idiotyczne spychanie Bułchakowa w myśl "a co
      tam ruski może napisać!".

      I wybuch nagłego zachwytu graniczącego z hipnozą. Gdy cała rzeczywistość idzie w
      pierdut a najważniejsze są obrazy :

      W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika, posuwistym krokiem kawalerzysty,
      wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę
      łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz
      Piłat.

      I ten:

      Budzi zaś uczonego w noc pełni księżyca zawsze to samo, zawsze to samo sprawia,
      że krzyczy żałośnie.
      śni mu się niesamowity beznosy oprawca, który podskakuje ze stęknięciem i
      przebija włócznią serce przywiązanego do słupa obłąkanego Gestasa.
      Po zastrzyku wszystko się zmienia przed oczyma śpiącego. Od posłania do okna
      zalega szeroka droga z księżycowej poświaty, wstępuje na nią człowiek w białym
      płaszczu z podbiciem koloru krwawnika i zaczyna iść w kierunku księżyca. Obok
      niego idzie jakiś młody człowiek w podartym chitonie, ze zmasakrowaną twarzą.
      Idący z zapałem o czymś rozprawiają, spierają się, chcą się wreszcie porozumieć.
      - O, bogowie, o, bogowie moi - mówi ów człowiek w płaszczu, zwracając wyniosłą
      twarz ku swemu towarzyszowi podróży. - Cóż za wulgarna kaźń! Ale powiedz mi,
      proszę - na twarzy nie ma już wyniosłości, jest raczej błaganie - przecież ta
      kaźń się nie odbyła? Błagam, powiedz mi - nie było jej, prawda?
      - Oczywiście, że nie było - ochrypłym głosem odpowiada mu współtowarzysz - to ci
      się tylko przywidziało.
      - Możesz przysiąc? - prosi przymilnie człowiek w płaszczu.
      - Przysięgam ci! - mówi ten, który mu towarzyszy, i nie wiadomo dlaczego jego
      oczy uśmiechają się.
      - To mi wystarczy! - zdartym głosem woła człowiek w płaszczu i pociągając za
      sobą swego towarzysza wspina się coraz wyżej, ku księżycowi. Podąża za nimi
      spokojny i majestatyczny olbrzymi pies o spiczastych uszach.
      • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 13:45
        Dramaty! zapomniałam o nich.

        Wesele, pochłaniane w nocy i na zawsze skojarzone z jednym z moich ulubionych
        obrazów Malczewskiego - Błędnym kołem.

        Dziady cz. III - najpierw bez zapału, a potem gorączkowo czytane też w nocy.

        Przy drzwiach zamkniętych Sartre'a. Zaczęte w autobusie, dokończone w domu przy
        marnym kontakcie ze światem.
      • mankencja Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 14:16
        > Pomijam wczesno-szkolny zachwyt nad Trylogią, bo każdy tak ma.

        nie każdy. mnie od sienkiewicza odrzucało absolutnie zawsze.
    • kajaanna Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 14:03
      Trzech panów w łódce (nie licząc psa) rozpoczęte w autobusie.
      Była zima 88/89 i na szczęście miałam na sobie wielką kurtkę, w której można
      było się schować. Płakałam ze śmiechu, osłaniając się kołnierzem i połami
      kurtki. Pani z siedzenia vis a vis z troską skomentowała: "proszę nie płakać,
      wszystko będzie lepiej..."
      • jottka Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 14:33
        bo czytałaś "trzech panów" w tłumaczeniu kazimierza piotrowskiego, a nie - zgiń,
        przepadnij - tomasza bieronia (gdzieś z końca lat 90.), chyba po raz pierwszy w
        życiu z bezbrzeżną grozą odkrywałam, jak można totalnie zarżnąć fantastyczną
        książkę:( w tłumaczeniu bieronia to jest w ogóle nieśmieszne, a co gorsza z
        trzech panów jakieś beznadziejne łajzy się robią. trudno uwierzyć, a jednak:(
        • onion68 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 15:27
          > przepadnij - tomasza bieronia (gdzieś z końca lat 90.), chyba po raz pierwszy w
          > życiu z bezbrzeżną grozą odkrywałam, jak można totalnie zarżnąć fantastyczną
          > książkę:( w tłumaczeniu bieronia to jest w ogóle nieśmieszne, a co gorsza z
          > trzech panów jakieś beznadziejne łajzy się robią. trudno uwierzyć, a jednak:(

          Tak jest, mam oba tłumaczenia i to zupełnie inne książki są...
    • croyance Re: OT. Książka jedna na tysiąc 04.06.10, 16:44
      Oj, nie pamietam, z nowszych zas: 'Krotka historia wszystkiego'
      Brysona, rozdzial o oceanach, czytana w nocy w samolocie podczas
      przelotu nad Atlantykiem. Mialam takie dziwne wrazenie, ze siedzenie
      kilka kilometrow nad ziemia w metalowej kapsule nad tafla oceanu, pod
      ktora znajduja sie gory, to nie jest do konca normalne polozenie dla
      istoty ludzkiej. Mialam wobec tego rozne metafizyczne przezycia :-)
    • bat_oczir Re: OT. Książka jedna na tysiąc 05.06.10, 14:12
      "Trzej muszkieterowie". Pożyczyłem rozlatujący się i poklejony taśmą
      klejącą egzemplarz od kolegi z klasy i
      czytałem...czytałem...czytałem....aż w końcu po kolejnym upomnieniu
      ojciec zabrał mi i książkę, i latarkę. Dobrze, że nie zabrał
      kołdry :).
      • kanga_roo Re: OT. Książka jedna na tysiąc 05.06.10, 23:37
        "Lato leśnych ludzi" Rodziewiczówny, czytane w szkole podstawowej.
        wiele książek robiło i robi na mnie wrażenie, ale żadnej nie
        przeżyłam, nie wyobraziłam sobie do tego stopnia, co "Lato". Trochę
        czasu upłynęło od pierwszej lektury, a ja ciągle widzę tamten
        las, i jeziora, i bagna. wiem, która ścieżka gdzie mnie zaprowadzi,
        widzę zwierzęta i ludzi. dodam, że przy następnych czytaniach
        nieodmiennie zdumiewała mnie skromność tekstu, i to, jak dużo sobie
        do tego wyobraziłam :-)
      • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 06.06.10, 00:49
        Daj pyska! Też wciągałam Muszkieterów w przypływie czytelniczego obłędu. Na
        okładce jeden pan był na pleckach, drugi celował w niego szpadą zza zbałwanionej
        tkaniny w paseczki, płaszcza czy cóś.

        "Jussac był, jak wówczas powiadano, szermierzem zawołanym i wielkim praktykiem;
        mimo to z największym trudem bronił się przed przeciwnikiem, który zręczny i
        szybki, zmieniał co chwila sposób walki, atakował ze wszystkich stron
        jednocześnie, a czynił to z miną człowieka, który ogromnie dba o własną skórę."
        • bat_oczir Re: OT. Książka jedna na tysiąc 07.06.10, 22:35
          > Daj pyska! Też wciągałam Muszkieterów w przypływie czytelniczego obłędu. Na
          > okładce jeden pan był na pleckach, drugi celował w niego szpadą zza zbałwanione
          > j
          > tkaniny w paseczki, płaszcza czy cóś.

          się zgadza ,ale to był chyba pojedynek d`Artagnana z de Wardesem a nie z Jussakiem.
          • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 08.06.10, 10:13
            bat_oczir napisał:


            >
            > się zgadza ,ale to był chyba pojedynek d`Artagnana z de Wardesem a nie z Jussak
            > iem.

            Ananke ma rację, to jest opis pojedynku z Jussakiem, pojedynku od którego
            zaczyna się kariera d`Artagnana w Paryżu.
            Przy okazji to chciałbym przypomnieć że są jeszcze następne części "Trzech
            muszkieterów" - "W dwadzieścia lat później" - kiedy to tylko d`Artagnana
            pozostaje jeszcze w służbie no i ostatnia część czyli "Wicehrabia de Bragelonne".
            Jednak to już nie to - następne części nie dorównują "Trzem muszkieterom" -
            przynajmniej według mnie.

            A tak poza tym - chory jestem, jakieś paskudne zapalenie oskrzeli przyplątało mi
            się. Tyle lat nie chorowałem a teraz masz. Najgorsze że czytać nie mogę,
            zasypiam po trzech kartkach :-(((
            Nic ciekawego do poczytania - lekkiego, rozrywkowego nie przychodzi mi do głowy.
            Nawet lapsusy mr. Mistake przestały mnie bawić.
            Chociaż odkopałem "Awanturę w Niekłaju" - a nic chyba tak dobrze nie robi jak
            powrót do szczenięcych lat.
            W każdym bądź razie propozycje lektur na czas choroby mile widziane :-)))
            • bat_oczir Re: OT. Książka jedna na tysiąc 08.06.10, 22:32
              > Ananke ma rację, to jest opis pojedynku z Jussakiem, pojedynku od którego
              > zaczyna się kariera d`Artagnana w Paryżu.

              ale ja nie mam na myśli tego fragmentu, tylko okładkę. W nawiązniu do okładki
              Ananke przytoczyła cytat z pojedynku pod Karmelitami Bosymi, gdy tymczasem na
              okładece tego wydania jest IMHO pojedynek z Wardesem - w tle płynął okręt, a
              pojedynek z Wardesem toczył się opodal portu....
              • bat_oczir Re: OT. Książka jedna na tysiąc 08.06.10, 22:39
                a tutaj przykłady tych fantastycznych ilustracji J. Skarżyńskiego:

                georgeeliot.files.wordpress.com/2008/05/skan17.jpg
                www.kiedybylammala.art.pl/galeria9_files/page30-1001-full.jpg
                • kaliope3 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 09.06.10, 07:48
                  Pamiętam jak autentyczną grozę czułam patrząc na ilustrację milady
                  z Atosem (chyba) i jak myślałam co ją zaraz spotka...Teraz głowy
                  lecą w pierwszym lepszym (a raczej gorszym)filmie amerykańskim i
                  wszyscy to oglądają niestety, a wtedy to się jeszcze przeżywało,ech
              • ananke666 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 09.06.10, 11:01
                Ale ja nie łączę tych dwóch rzeczy, opis pojedynku przytoczyłam, bo bardzo mi
                się podoba i przy okazji to zdanie także bardzo śmieszy. Okładkę pamiętam już
                słabo, to było jednak ponad dwadzieścia lat temu. Tamto wydanie nie miało
                żadnych ilustracji. A ja miałam i tak w dziecięcej głowie zakodowane, że to
                d'Artagnan i Rochefort.
                Dziś mam całkiem inne wydanie, ze Świata Książki.
                • marslo55 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 09.06.10, 11:42
                  ananke666 napisała:
                  "A ja miałam i tak w dziecięcej głowie zakodowane, że to d'Artagnan
                  i Rochefort."
                  Tak sobie pomyślałam: my tu rozważamy, czy to ten bohater, czy
                  inny, bo statek, bo krój szarawarów inny itd... a przecież
                  ilustratorzy często mają w głębokim poważaniu realia powieściowe.
                  Dumas dodatkowo utrudnia im zadanie, gdy pisze o Konstancji jako o
                  jasnowłosej brunetce (chyba że to tłumacz robił czytelnikom wodę z
                  mózgu).
                  A i tak najlepsi są ci od okładek: w nielichy stupor wprawiła
                  mnie "Pani Bovary" z okładką przedstawiający madame de Pompadour.

                  • mmoni Re: OT. Książka jedna na tysiąc 09.06.10, 14:57
                    W temacie potwornych okładek to pozwolę sobie wkleić to:

                    http://img695.imageshack.us/img695/7701/24697142595205542914316.th.jpg
    • marajka Re: OT. Książka jedna na tysiąc 06.06.10, 13:38
      Czasy nastoletnie: Dymy nad Birkenau i Folwark zwierzęcy. Harry Potter- każdy tom, pamiętam gdzie czytałam i gdzie kupiłam.

      Dzieciństwo: Pamiętam pierwszą książkę, jaką wypozyczyłam w bibliotece, to była Madika z Czerwcowego Wzgórza. Dzieci z Bullerbyn dostałam za wizytę u okulisty.
    • p.aulinka Re: OT. Książka jedna na tysiąc 10.06.10, 20:43
      Hotel New Hampshire ( John Irving ) doskonale pamietam moment i miejsce
      gdy kupiłam tę ksiązkę jak i to kiedy ja czytałam .
      zeby bylo smieszniej nic nie wiedzialam ani o autorze ani o tematyce ksiazki -
      pierwszy raz w zyciu kupilamn "w ciemno" co stało na polce w małej osiedlowej
      księgarni - bo była taka fajnie grubna i "COŚ" mnie ku niej ciagneło :)
    • wielki_szuwarek Re: OT. Książka jedna na tysiąc 20.06.10, 20:27
      o kroliku ktory zostal lwem czy jakos tak, bajka dla dzieci...
      • platynowa_kostka_rubika Re: OT. Książka jedna na tysiąc 25.07.10, 01:29
        "Opowieści z Narni" - a konkretnie "Srebrne krzesło". Wypożyczona z biblioteki,
        ale miała tak nieciekawą okładkę, że jakoś nie potrafiłam się do niej zabrać.
        Było to lat temu ok. 18; sprzątałam pokój, książka przy przenoszeniu wypadła mi
        z ręki i otworzyła się na scenie, gdy Julia, Eustachy i Błotosmętek uciekają
        przed olbrzymami. Przykucnęłam, żeby ją podnieść i spojrzałam na tekst.
        Sprzątanie już nie zostało dokończone - przeczytałam jednym tchem od ww.
        fragmentu aż do końca, a potem jeszcze raz, od początku; cały czas w tej samej
        przykucniętej pozycji ;-) "Opowieści z Narni" uwielbiam do dziś i czytałam
        dziesiątki razy.

        "Krzyżacy". 21 lat temu, będąc ośmioletnim dziecięciem, przebywałam na tzw.
        Zielonych Lekcjach. Sytuacja dramatyczna - nie miałam co czytać. Właścicielka
        pensjonatu, w którym przebywaliśmy, dobra kobieta, zlitowała się nade mną i
        wręczyła apetycznie grubą książkę; zniszczoną, bez okładki. Podobało mi się
        bardzo. Do książki jednakże nie wróciłam do dziś; jakoś nie było okazji. Muszę
        to zrobić; ciekawa jestem konfrontacji wspomnień dziecka z pojmowaniem osoby
        dorosłej.

        Zbiorek opowiadań o "Wiedźminie"; ten pierwszy, gdzie było opowiadanie o
        rodzicach Geralta. Wypożyczony z pierwszej biblioteki, do której należałam,
        przeczytany jednym tchem. Pamiętam, że pytałam panią bibliotekarkę, czy jest coś
        jeszcze tego pisarza i żałowałam ogromnie, gdy dowiedziałam się, że nie. Jakaż
        była moja radość, kiedy niewiele później wypatrzyłam "Ostatnie życzenie".
        Dzisiaj Sapkowski jest moim ulubionym autorem, a Sagę znam niemalże na pamięć.

        "Hobbit". ~16 lat temu. Ferie w górach, zabrałam 3 książki, zatem po 3 dniach
        nie było już czego czytać. Zgodnie z radą Rodziców, udałam się do kierowniczki
        ośrodka z pytaniem, czy ma coś do czytania. Miała. Zestaw lektur szkolnych dla
        ośmiu klas podstawówki. Bez namysłu zagarnęłam to, czego nie znałam i wróciłam
        do pokoju. Ułożywszy się wygodnie na górze piętrowego łóżka, zabrałam się za
        "Hobbita", jako że zaciekawił mnie tytuł (z niczym mi się nie kojarzył). Z łóżka
        zeszłam dopiero po dotarciu do końca książki. Oczarowanie i zachwyt światem
        Tolkiena pamiętam do dziś. Do "Hobbita" wracałam wielokrotnie, czytałam również
        wiele razy Trylogię i całą resztę, ale to już nie było to samo, co wtedy :-)
        • marslo55 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 26.07.10, 13:12
          platynowa_kostka_rubika napisała:
          "Zbiorek opowiadań o "Wiedźminie"; ten pierwszy, gdzie było
          opowiadanie o rodzicach Geralta."
          Oo? To w najstarszym wydaniu "Droga, z której się nie wraca"
          figuruje obok pierwszych opowiadań wiedźmińskich? Ale przecież one
          właśnie są w "Ostatnim życzeniu".. Zrobił mi się mętlik w głowie.
          • platynowa_kostka_rubika Re: OT. Książka jedna na tysiąc 27.07.10, 17:37
            > Oo? To w najstarszym wydaniu "Droga, z której się nie wraca"
            > figuruje obok pierwszych opowiadań wiedźmińskich?

            Tak. To ten zbiorek: thurin.w.interia.pl/pliki/wiedzmin.htm
    • the_dzidka Re: OT. Książka jedna na tysiąc 26.07.10, 14:02
      Tak sobie myślę, że każda z moich książek jest tą jedną na tysiąc.
      Włączając w to również i te stworzone przez autorkę wątku ;)
      • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 26.07.10, 20:51
        the_dzidka napisała:

        > Tak sobie myślę, że każda z moich książek jest tą jedną na tysiąc.
        > Włączając w to również i te stworzone przez autorkę wątku ;)

        Trudno z powyższym zdaniem nie zgodzić się - każda książka którą w danym
        momencie czytamy i która powoduje że nie możemy od niej oderwać się jest właśnie
        tą jedyną książką. Jedyną we wszechświecie a nie tylko na tysiąc.
        Pewnie znowu będą do mnie pretensje ale ale dla mnie taka książką jedyną we
        Wszechświecie jest właśnie Biblia ze szczególnym uwzględnieniem Psalmów.
        Psalmy to nie tylko odbiór religijny to także wspaniała poezja - a tłumaczenie
        Miłosza jest wspaniałe - śpiewne, po prostu niezwykłe - zwłaszcza w odniesieniu
        do tekstów liczących 3 tysiące lat.
        Warto do nich sięgnąć - naprawdę.
        >
        • nessie-jp Re: OT. Książka jedna na tysiąc 26.07.10, 21:06
          > Pewnie znowu będą do mnie pretensje

          Lepsze pretensje niż lwy na arenie, mój ty męczenniku ;)


          > ale ale dla mnie taka książką jedyną we
          > Wszechświecie jest właśnie Biblia

          Jako dzieło literackie Biblia jest rzeczywiście niezwykła. I ja również bardzo
          lubię psalmy.
    • chomiczkami Re: OT. Książka jedna na tysiąc 27.07.10, 08:30
      Ha, to ja może też opiszę taką wyjątkową lekturę wyjątkowej książki.
      To było "Tropem tajemnicy" Marii Stengert. Czytałam nie tylko ze wstrzymanym
      tchem (przez te wszystkie godziny...), ale i serce mnie bolało, gdy książka już
      się skończyła. Jechałam wtedy do babci na wakacje, to było lato i musiałam być w
      podstawówce. Potem książka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Kolejny
      egzemplarz kupiłam na alledrogo. Stoi na mojej półce, od czasu do czasu odświeżam.
      • doratos Re: OT. Książka jedna na tysiąc 27.07.10, 17:07
        Ze mną było tak jak opisała to nessi,
        świat w powieści tak mnie wciąga że jestem głucha na ten realny!
        Mama zawsze mówiła że choćby piorun trafił w dom,
        to ja się od lektury nie oderwę!
        Teraz słyszę to od swoich dzieci:)
        Ten fakt ma zapewne podłoże w tym że miałam potworne dzieciństwo!
        Wolałam żyć życiem bohaterów książkowych,
        żeby zpomnieć o swoim!
        Przeżywałam każdą powieść niemal fizycznie.
        Po lekturze,,Szerszenia"L.E.Voynich,rozchorowałam się z rozpaczy,
        Jeżycjada,Chmielewska to były salwy śmiechu które wpędzały w nerwicę
        moje rodzeństwo,
        Winnetou,Pan Samochodzik,Tomek Wilmowski to moje pierwsze miłości,
        i Ania Shirley też się w niej kochałam!
        Chociaż teraz przeżywam czytanie już nie tak intensywnie,
        to i teraz potrafię wsiąknąć w książkę.
        A nowa książka zawsze wywołuje we mnie dreszcz podniecenia!:)
      • the_dzidka Re: OT. Książka jedna na tysiąc 28.07.10, 08:37
        > Ha, to ja może też opiszę taką wyjątkową lekturę wyjątkowej
        książki.
        > To było "Tropem tajemnicy" Marii Stengert.

        O rany, pamiętam! :) Też bardzo to lubiłam. Najbardziej pamiętam tę
        fochniętą kuzynkę i jej mamusię, co to "mieć, a nie być". :)
        • nchyb Re: OT. Książka jedna na tysiąc 30.07.10, 11:02
          Stengert też pamietam.
          Chociaż dla mnie najlepsza jej to trzymaj wiatr. Zaraziła mnie
          żeglarstwem...

          U mnie kultowa z dzieciństwa (nie pamiętam czy już wspominałam) była
          też cała seria o Dzikiej Mrówce. To dzięki tym ksiażkom zaczęłam nie
          tylko żeglować ale i nurkować. Archeologię lubiłam już wcześniej...
          • andrzej585858 Re: OT. Książka jedna na tysiąc 02.08.10, 19:59
            Dawno nie przeczytałem książki która zrobiła na mnie takie wrażenie. Autor -
            austriacki polityk, rzecznik prasowy prezydenta Austrii Heinz Nussbaumer -
            napisał niezwykłą książkę. Jest to zbiór refleksji z letnich wakacji spędzanych
            od 20 lat na górze Athos - centrum greckiego prawosławia.
            Świat zastygły od wieków w swojej niezmienności widziany oczami człowieka
            głęboko zanurzonego w codzienności, reprezentanta zlaicyzowanej elity. Zderzenie
            aktywności z ciszą.
            "Odkryć w sobie mnicha" Heinza Nussbaumera to niezwykła książka. To nie jest
            książka religijna i dlatego gorąco polecam tą niewielką objętościowo książkę,
            zwłaszcza dla tych którzy czasem chcą się zatrzymać na chwilę.
            Dla mnie to będzie na pewno książka do której będę jeszcze nie jeden raz powracał.
    • yasemin Re: OT. Książka jedna na tysiąc 25.08.10, 14:20
      Książka jedna na tysiąc? Choć lubię czytać i pamiętam prawie
      wszystkie tytuły, nie naliczyłam tysiąca- przynajmniej jeśli chodzi
      o beletrystykę.
      Karencja? Czy tu chodzi o ilość lat, jakie upłynęły od czasu
      przeczytania książki, o której chcemy opowiedzieć?
      Topic superciekawy i bez względu na wszystko koniecznie muszę się
      podzielić moimi doświadczeniami- choć jak zwykle z opóźnieniem od
      wypłynięcia tematu na forum. (Ostatnio najwięcej czasu zajęło mi
      właśnie… nadrabianie zaległości czytelniczych.)
      Najbardziej wryła mi się w pamięć i emocje „Emilka ze Srebrnego
      Nowiu”. Miałam dziesięć latek, gdy wypożyczyłam ją ze szkolnej
      biblioteki. Swoim zwyczajem, czytałam ją po kawałku- w domu, u
      babci, na przerwie w szkole. Potem szłam ulicami w owe kwietniowe
      dni ubrana w swój ulubiony niebieski, długi płaszczyk i myślałam o
      bohaterce i o tym, ile podobieństw do samej siebie w niej odkryłam.
      Ale najlepiej zapamiętałam rozdział, który czytałam już w maju,
      będąc w sanatorium w Wiśle. Siedziałam na korytarzu budynku z jedną
      ręką pokłutą testami alergicznymi, w drugiej ręce trzymając książkę-
      i nagle zbladłam, a serce zaczęło mi walić jak młotem- bynajmniej
      nie przez badanie, lecz przez to, że pani Montgomery udało się tak
      realistycznie i dramatycznie opisać przygodę z jabłkiem rzekomo
      przesyconym trucizną na szczury!
      A z drugim tomem Emilki też wiązała się niezwykła przygoda.
      Przynajmniej dla mnie… bo z zewnątrz takie rzeczy wyglądają bardziej
      prozaicznie. Skończyłam już jedenaście lat i pojechałam z rodzicami
      do Niemiec, gdzie mieszkaliśmy głównie u znajomego taty w Badenii-
      Wirtembergii- a pod koniec pobytu pojechaliśmy odwiedzić wujka w
      Saarbrücken. Wujek miał dwie dorosłe już córki i mnie ulokowano w
      pokoju po nich. Rozejrzałam się po biblioteczce i zobaczyłam mnóstwo
      książek po polsku, między innymi „Anię z Lechickich pól” (nie
      czytałam tego dotąd, ale zapamiętałam okładkę) oraz… tom „Emilka
      dojrzewa”! Hurra, ucieszyła się moja jedenastoletnia dusza. Dorośli
      pozwolili mi ją sobie w ciszy pokoiku poczytać, podczas gdy oni w
      gościnnym pokoju rozmawiali na swoje tematy. Ale gdy mieliśmy już
      odjeżdżać, mnie zostało jeszcze pół książki do przeczytania, a tak
      mnie wciągnęła, że żal mi się było z nią rozstawać… A wtedy ciocia i
      wujek wspaniałomyślnie podarowali mi ją (ja obiecałam, żeby nie
      wyszło głupio, że oddam, jeśli jeszcze się kiedyś zobaczymy) i
      dzięki temu wielogodzinna podróż samochodem minęła mi po znakiem
      rozkoszy czytelniczej. A książka, jako że nie widzieliśmy się już
      później z tamtymi krewnymi, do tej pory jest na mojej półce na
      honorowym miejscu i jest zaczytana do granic rozpadu.
      Ktoś tu kiedyś wspomniał o Chlorofilce. Nie czytałam książki, ale
      słuchałam jej w radiu. To był rok 1992, miałam dziewięć lat i byłam
      z rodzicami i bratem w Rymanowie. Mieliśmy ładny pokoik w domu
      góralskim. I co wieczór, po kolacji, a przed spaniem, słuchaliśmy po
      jednym odcinku słuchowiska o dziewczynce-drzewku z innej planety.
      Pamiętam i Michellego, i Franceskę, i zwariowanego profesora (chyba
      Eukaliptus się nazywał) i to, że Michelle tak się martwił, że
      rodzice nie odpisują mu na listy z wakacji, a napisał do nich już
      dwanaście. A nigdy potem z opowieścią o Chlorofilce się nie
      zetknęłam.
      Dużo mam jeszcze takich książek z dzieciństwa, które pamiętam wraz z
      okolicznościami, w jakich je czytałam. Ale może już pora przejść do
      poważniejszych.
      Pierwszą moją książką z klasyki (jeśli nie liczyć lektur-
      pozytywistycznych nowel, które przecież też nie są dla dzieci)
      był „Faraon”, zaczęłam go czytać pod koniec piątej klasy.
      Zainteresowałam się nim, bo fascynował mnie starożytny Egipt.
      Książka była u babci w biblioteczce po dziadku. Nigdy nie pożyczyłam
      jej do domu, tylko zawsze czytałam ją u babci, a tam bywałam niemal
      codziennie, bo u niej się całą rodzinką stołowaliśmy. (Tak, moja
      babcia to była wtedy taka Babi Borejkowa :)) No i zawsze czekając na
      obiad, albo na drugie danie, albo po obiedzie, albo po prostu gdy
      się zasiedziałam, czytałam po kawałku „Faraona”. Skończyłam go już w
      szóstej klasie. Chyba żadnej książki nie czytałam tak długo.
      Szczerze mówiąc, była dla mnie trudna i trochę mnie rozczarowała-
      tak interesująca kultura staroegipska była tam tylko tłem.
      Zdawszy do ósmej klasy, wykorzystałam maksymalnie tę niedużą ilość
      wakacyjnych dni, gdy siedziałam w domu u siebie w mieście-
      przeczytałam, „Wojnę i pokój”. Motywacją do tej lektury była
      fascynacja Napoleonem. Czytałam i czytałam, od czasu do czasu idąc
      do kuchni i unurzając po kawałku czarnego chleba w miseczce miodu.
      Potem, na wczasach w Kościelisku, spacerując doliną i patrząc na
      szumiący w dole strumień, myślałam o bohaterach, głównie o
      sympatycznym, zwariowanym Pierze Bezuchowie, i Nataszy, której nie
      rozumiałam, jak z takiej inteligentnej i czasem filozoficznie
      myślącej dziewczyny mogła, i to z taką radością, przemienić się w
      kurę domową zachwycającą się kupkami swoich dzidziusiów. No i o tym,
      co Tołstoj myślał o Napoleonie i mechanizmach historii. To też była
      dla mnie trudna książka, ale na swój sposób dużo rzeczy rozumiałam.
      A „Przeminęło z wiatrem”, moja do tej pory ulubiona książka, też ma
      swoją historię mojego z nią obcowania. Pierwszy raz w ogóle chciałam
      się za nią zabrać pod koniec trzeciej klasy podstawówki, ale po
      dwóch stronach doszłam do momentu, gdy stwierdziłam, że jeszcze jest
      za poważne dla mnie i odłożyłam. Potem w pierwszej klasie liceum w
      ferie zimowe przeczytałam do momentu żałoby po Karolu Hamiltonie i
      pierwszego tańca Scarlett z Rettem- niestety ferie się skończyły,
      przyszły szkolne obowiązki(bardzo pilnie się wtedy uczyłam) i inne
      rzeczy, które odciągnęły mnie od tej książki. Ale gdy przyszły
      długie wakacje po maturze, połknęłam ją po prostu, czytając każdy
      tom chyba w jeden dzień, i zachwycając się osobowością bohaterki,
      przepięknymi opisami, ciekawie opisanym tłem historycznym i świetną
      konstrukcją. Żałowałam, że nie przeczytałam tego wcześniej. Ale
      chyba na każdą książkę musi przyjść odpowiedni moment.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka