the_dzidka
19.09.10, 20:48
Jak mnie irytuje ta Mila Kalembianka Anno Domini 1945 - przychodząca do szkoły, żeby się zapisać, i opromieniająca wszystkich i wszystko swoją wszechzajefajnością. Pamiętacie to jej wypracowanie? Jesteście w stanie uwierzyć, że dziesięcioletnie dziecko, choćby i przez wojnę doświadczone, potrafiłoby napisać coś takiego?
Mila miała pięć lat, kiedy Niemcy zabrali jej matkę ("Wzięli ją w łapance. Jeszcze w czterdziestym roku.") Ojciec poległ wcześniej, pod Kutnem. Gizela wzięła ją do siebie. A po pięciu latach wychowywania przez prostą, surową, niewykształconą kobiecinę objawia się taki mały geniusz, że jak pisze pierwsze wypracowanie , to nauczycielka uratowana z Oświęcimia zalewa się łzami.
Bardzo lubię Kalamburkę ze względu na opisane w niej powojenne realia, ale ta boska Mila mi zgrzyta, oj, jak zgrzyta!