Dodaj do ulubionych

Niezaradność rodziny Borejków :)

22.02.11, 19:48
Jak się swojego czasu dowiedzieliśmy, już od lat "czytelniczki uwielbiają tę ciepłą, acz niezaradną rodzinę" - i dlatego nadal we wszystkich kolejnych książkach sagi to Borejkowie są niewzruszonym centrum rodzącym głównych bohaterów.

To ja poproszę teraz o przykłady owej rodzinnej niezaradności.

Wypunktujmy je wszystkie i oceńmy - na ile była to faktyczna niezaradność; w jakich przypadkach była to niby niezaradność, a tak naprawdę zwykłe lenistwo/głupota; i czy i w którym momencie ta niezaradność stała się tylko opisem narratorskim , deklaratywnym, kłócącym się z odbiorem czytelnika.



Dzidka
Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 19:52
      Pięknym przykładem deklaratywnej nibyniezaradności jest już Kwiat Kalafiora
      • lezbobimbo Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 20:05
        Nastepny przyklad niezaradnosci juz w KK: chodzenie na darmowa wyzerke w piecioro osób do bogaczy. W IS: weki na cala zime juz gotowe w sierpniu, zdobyczne maslo od prawdziwego chlopa.
        W OwR: zarcie rosolu z przejechanej kury.

        Oni tacy niezaradni jak hiena pilnujaca sadla..
        • a_weasley Ale o sso chozzzi? 23.02.11, 08:55

          zamknij

          Dzięki Tobie Forum może być lepsze - zgłoś wpisy łamiące regulamin założycielowi forum.

          Pamiętasz początki Forum 10 lat temu? Napisz nam o tym!
          fani Małgorzaty Musierowicz
          Autor:
          a_weasley@gazeta.pl korzysta z IP: (83.31.197.158)
          Temat:
          Treść:

          * Pogrubienie
          * Kursywa
          * Podkreslenie
          * Obrazek
          * Link
          • lezbobimbo Re: Ale o sso chozzzi? 23.02.11, 17:04
            a_weasley napisał:
            >Ja bardzo przepraszam, ale co normalne zachowania skrzętnej gospodyni mają wspólnego z >hieną? Gdyby ktoś nie wiedział - przetwory ze świeżych owoców robi się wtedy, kiedy na rynku >sa świeźe owoce danego gatunku.

            To jest watek na pisanie z ironia o rzekomej borejczej "niezaradnosci" z przykladami, jak bardzo w rzeczywistosci sa zaradni i spryciuszkowi, .
            Tacy zaradni jak hieny, bo laza do ludzi bezwstydnie i bez kompensaty na wyzerki darmowe a nie dla towarzystwa, pozwalaja sobie w domu naprawy robic za darmo i wpychac sie za darmo na wakacje do malo znajomych osob

            Jak sam piszesz, Mila jest skrzetna gospodynia, co tylko podkresla ich rzeczywista zaradnosc. Mloda hiena z rodziny, ktora ma spizarnie pelna wekow juz w sierpniu, idzie sobie do ciotki na kolejna wyzerke i pozyczyc bejmy od wujaszka.
            A potem Ida zaradnie zarabia na serduszkach tudziez jako dama do towarzystwa. Ktore to zarabianie sama ciotka Fela uwaza za naganne i bezczeszczace nazwisko Borejkow. Ja piernicze, naprawde Fela wolalaby, zeby mloda hiena wyciagala od niej forse jak zwykle?
            • nessie-jp Re: Ale o sso chozzzi? 23.02.11, 17:31
              A w ogóle to chodzi o to, jak to rzekomo czytelnicy kochają Borejków za niezaradność.

              Bzdura jedna wielka.

              Borejkowie za czasów KK i IS wcale a wcale nie byli kreowani na ciepłych niezaradnych. Byli całkiem przeciętną, normalną rodziną, a tatusiowi Be jego minimalizm mięsny własna córka wytykała. Mila była zła o kupowanie kolejnych Plutarchów, Ignacy cwanie zdobywał produkty deficytowe, Idusia zarabiała jak ta lala, wypoczynek umieli sobie zorganizować bez nadużywania cudzej gościnności.

              Mało, nawet w OwR mamy przykłady dużej i godnej pochwały zaradności
              • nikusz Re: Ale o sso chozzzi? 24.02.11, 11:01
                > Borejkowie za czasów KK i IS wcale a wcale nie byli kreowani na ciepłych niezar
                > adnych

                moge sie mylic, bo nie mam ksiazki pod reka, ale czy ich niezaradnosc nie jest aby odautorsko wspomniana przy okazji opisu zamiany mieszkan?
                • nikusz Re: Ale o sso chozzzi? 24.02.11, 11:05
                  tzn chodzi mi o to, ze o ile dobrze pamietam ten fragment (i pare innych), to 'kreowanie' jak najbardziej juz zachodzilo, tylko znow bardziej w wartosciujacych opisach, niz w czynach postaci
                • lezbobimbo Re: Ale o sso chozzzi? 24.02.11, 13:33
                  nikusz napisała:
                  > moge sie mylic, bo nie mam ksiazki pod reka, ale czy ich niezaradnosc nie jest
                  > aby odautorsko wspomniana przy okazji opisu zamiany mieszkan?

                  Owszem, Murejki ciesza sie z tej zamiany, chociaz zle na tym wyszli (z ogrzewaniem i innymi praktycznymi sprawami), bo są tacy "nieżyciowi".
                  A to reklamowe cieplo i szlacheckie ghetto inteligencji u jakze towarzyskich Borejków przejawia sie wg. MM tak, ze w KK goscie zawsze sie zasiedzieli, chociaz na stól wjezdzala tylko herbata i chleb z dżemem :P
                  A sami do Feli na full wypas obiaty wydawane, gruszki z sosem i buleczki z wisniami, eh? :P
                • nessie-jp Re: Ale o sso chozzzi? 24.02.11, 16:09
                  > moge sie mylic, bo nie mam ksiazki pod reka, ale czy ich niezaradnosc nie jest
                  > aby odautorsko wspomniana przy okazji opisu zamiany mieszkan?

                  Napisano, że ich "nabito w butelkę" (dokładnie tymi słowami
                  • kkokos Re: Ale o sso chozzzi? 24.02.11, 17:23
                    > Sam fakt zamiany mieszkań dowodzi już niezłej zaradności, bo w tamtych czasach
                    > to nie było tak popuł kichnął, akt notarialny sporządził.

                    e tam, były za to biura zamiany mieszkań. zarówno komunalnych, jak i spółdzielczych. teraz trudno znaleźć ogłoszenie "zamienię M2 na M3 za dopłatą", wtedy takie ogłoszenia były znacznie częstsze niż "sprzedam". i oczywiście można było zamienić jedno komunalne na inne, zwłaszcza że wszystkimi komunalnymi zawiadywała jedna instytucja w mieście. nie przesadzajmy.

                    > Mieszkania rzadko był
                    > y własnością ludzi, którzy w nich mieszkali.

                    jeśli masz na myśli, że dla mieszkania miałaby być założona hipoteka z wpisaną własnością i jeszcze trzeba by mieć w ręku akt notarialny to oczywiście masz rację. były mieszkania komunalne (wiadomo) i dwa typy mieszkań spółdzielczych: lokatorskie i własnościowe. te przydziały mieszkań na książeczki po 30 latach czekania to były głównie na lokatorskie, czyli rzeczywiście prawo własności było mocno ograniczone. a spółdzielcze własnościowe były rzadkością.
                    w spółdzielni mojej matki większość miała lokatorskie, nieliczni - jak moja matka - własnościowe, bo wpłacili dodatkowe pieniądze i mieli trochę szczęścia, a jeden jedyny milicjant, któremu w latach 70. milicja kupiła mieszkanie w tej spółdzielni, przenosząc go do stolicy z małego miasteczka (cóż za pole dla plotek, czym to się on nie zasłużył :)) miał na swoje mieszkanie akt notarialny. moja matka legitymowała się "właśnością" swojego "własnościowego" tylko papierami ze spółdzielni, w których stało, że spółdzielnia przyjmuje ją w poczet członków przydzielając własnościowe :)
                    • nessie-jp Re: Ale o sso chozzzi? 24.02.11, 19:17
                      > . i oczywiście można było z
                      > amienić jedno komunalne na inne, zwłaszcza że wszystkimi komunalnymi zawiadywał
                      > a jedna instytucja w mieście. nie przesadzajmy.

                      Ale to nie była zamiana komunalnego na komunalne, tylko spółdzielczego na komunalne. Nowe bloki były już spółdzielcze. Stare kamienice oczywiście komunalne.

                      Biura były, ale wymagały zaradności, zdobycia odpowiedniej ilości pończoch, kawy, czekolady ;) No i weźmy poprawkę na to, że to nie z dobrą i opiekuńczą Gizelą się Borejkowie w KK zamieniali, tylko z jakąś "znajomą, panią Trak".

                      • kkokos Re: Ale o sso chozzzi? 25.02.11, 19:37
                        > Ale to nie była zamiana komunalnego na komunalne, tylko spółdzielczego na komun
                        > alne. Nowe bloki były już spółdzielcze.

                        no tak, to komplikowało sprawę

                        > Stare kamienice oczywiście komunalne.

                        w tym przypadku oczywiście tak, ale bywało różnie - znam trzy typowe kamienice odbudowane tuż po wojnie jako jedna spółdzielnia. w centrum warszawy :)


                        > Biura były, ale wymagały zaradności, zdobycia odpowiedniej ilości pończoch, kaw
                        > y, czekolady ;)

                        nie nie, bywały też prywatne :) w końcu paru "prywaciarzy" też za tej komuny działało :)
                        z tym że oczywiście ich rolą była rzeczywista zamiana, a po prostu skojarzenie chętnej pary do zamiany, która to para potem szła do urzędu zawiadującego tymi komunałkami (adm?) i tam oczywiście trzeba już się było bujać z rajstopami :)
              • a_weasley Re: Ale o sso chozzzi? 10.03.11, 15:35
                nessie-jp napisała:

                > Borejkowie za czasów KK i IS wcale a wcale nie byli kreowani
                > na ciepłych niezaradnych.

                Aczkolwiek w IS autorka tak o nich otwartym tekstem pisze.
                Niemniej mogli sobie pozwolić na to, żeby w obliczu awantury zrobionej przez p. Lisiecką bez słowa zapłacić jej osiem stów za pomalowane sweterki.
    • onion68 Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 20:08
      Jeżeli potraktowanie domu ciotki Feli jako darmowej jadłodajni nie jest przykładem zaradności, to ja nie wiem, co nim jest ;) Plus niezłego tupetu, oczywiście. Z tej samej kategorii - poświęcenie sylwestrowo-imprezowe Gabrieli, aby załapać się na ciasto. Także beztroskie korzystanie z dobroci Feli w postaci pichcenia obiadków i zajmowania się gospodarstwem podczas lewego zwolnienia (ciekawe, czy zrewanżowali się jakoś).
      Przykład pozytywny, to tania a zdrowa kuchnia Mili i przygotowywanie przetworów.
      W sumie, w rzeczywistości PRL, Borejkowie nieźle sobie radzili, a potem już przecież tylko lepiej.
      Przy czym ja nie dostrzegam u nich przejawów szczególnego lenistwa czy głupoty. Takie priorytety, to wszystko.
      • lezbobimbo Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 21:19
        onion68 napisała:
        > . Z tej samej kategorii - poświęcenie sylwestrowo-imprezowe Gabrieli, aby załap
        > ać się na ciasto.

        O to to! Gaba w ogole nie miala nawet zamiaru isc nigdzie, dopiero kiedy uslyszala od mlodszej Hieny, ile bedzie przysmaków, to jak sie nie zerwie! A Mila wlasnie wtedy okazala niezaradnosc - zamiast poslac obydwie mlode hieny na jedzenie sylwestrowe i kazac im jeszcze poprzynosic tego ciasta do domu, to zostawia Idusie w domu. I jeszcze przychodzi obski Waldus im wyzrec.

        Także beztroskie korzystanie z dobroci Feli w postaci pichcen
        > ia obiadków i zajmowania się gospodarstwem podczas lewego zwolnienia (ciekawe,
        > czy zrewanżowali się jakoś).

        Nie zrewanzowali sie oczywiscie, przeciez sa niezaradni..

        Nastepny bijacy po oczach przyklad z Noelki: zajumanie mieszkania/dziupli bez lazienki po pani Szczepanskiej.
        Oraz jeszcze wieksza zaradnosc spryciarzy: zajecie calej sutereny i przegnanie stamtad rodziny Ogorzalków.

        Tacy to minimalisci - kamiecznicy pelna geba :D
      • kebbe Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 21:25
        onion68 napisała:

        > Z tej samej kategorii - poświęcenie sylwestrowo-imprezowe Gabrieli, aby załap
        > ać się na ciasto.
        Kiedy byłam w wieku Gabrieli z czasów KK, także zdarzało mi się wybrać się na imprezę, głównie lub tylko daltego, że spodziewałam się pysznej wyżerki :). A nie głodowałam w domu, o nie :)
        Klasycznym, wielkorotnie przytaczanym przykładem "nibyniezaradności" jest oczywiście Pyzunia i jej teleskopowa akcja. Typowy, nieuleczalny przypadek cwanej gapy. Ale to już zostało omówione chyba w trylionie wpisów :)
        Przykład budujący dla młodzieży i dzieci tuż przed 30stką-Ida w "Idzie sierpniowej"
        • kebbe Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 21:28
          się, się..:/ sorry, ostatnio piszę gorzej niż zwykle....
      • krezzzz100 Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 23.02.11, 09:43
        E tam...znam to uczucie, kiedy się szykuje rodzinna imprezka z nudnymi i niezbyt lotnymi kuzynkami/ciotkami. Wówczas pojawia się ironiczna (?) myśl: pójdę i będę wcinać smaczne ciasno czy co tam zjadliwego dają, i milczeć podczas ich gdakania. Potem se wyjdę, i już. Czasem to bywa rozkoszne :D Jedzenie jest wtedy swoistą perwersją...
        • lezbobimbo Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 23.02.11, 15:45
          krezzzz100 napisała:
          > E tam...znam to uczucie, kiedy się szykuje rodzinna imprezka z nudnymi i niezby
          > t lotnymi kuzynkami/ciotkami. Wówczas pojawia się ironiczna (?) myśl: pójdę i b
          > ędę wcinać smaczne ciasno czy co tam zjadliwego dają, i milczeć podczas ich gda
          > kania. Potem se wyjdę, i już. Czasem to bywa rozkoszne :D Jedzenie jest wtedy
          > swoistą perwersją...

          Gdzie ten Twoj zmysl obserwacji slynny?
          Aspoleczna literatka Gaba nie chciala isc sama z siebie na Sylwestrowa impreze mlodych licealistow, a nie na zadne nudne ciotkospędy.
          Dopiero kiedy uslyszala o ciastach i przysmakach, to poszla na darmowa wyzerkę. Co dowodzi typowej "niezaradnosci" i obludy borejczanej - usta pelne minimalizmu i etyki, a sami chodza do innych na darmowa wyzerke, a nie dla towarzystwa i z sympatii do ludzi.
          Takie to ich CIEPLO, kij im w dziuple..
          • krezzzz100 Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 23.02.11, 20:00
            Łojesu, to była analogia, ale co tam...:D
    • nessie-jp Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 21:21
      Faktycznie potem było już coraz lepiej: dwa niebylejakie samochody, laptopy, telefony komórkowe w czasach, kiedy takie rzeczy nie krążyły jeszcze po ludziach jak używana odzież...

      Pamiętam zresztą, jak mnie zaskoczyło stwierdzenie Nutrii w NiN, że musi sobie kupić discmana
      • kkokos Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 21:31
        ... ale na discmana
        > jednak się znajdzie?
        >

        oj no wiadomo, że to dlatego, iż pani MM nie odróżnia discmana od radia na tranzystorach :)

        ale faktem jest, że różne dobra = zdobycze cywilizacyjne mają dość wcześnie, może nie w momencie wchodzenia na rynek, ale na pewno na długo zanim te rzeczy się naprawdę upowszechnią z powodu spadających cen.

        gaba dość zaradnie organizuje dzieciom wakacje wypychając je z nutrią
        niezaradna nutria okazuje się być bardzo zaradną osobą, skoro pracuje jako rezydent biura podróży na cyprze - wszak niezaradny nie poradzi sobie z roszczeniowymi wczasowiczami (no chyba że akurat na cypr to sami nieroszczeniowi jeżdżą ;))
        czyż ida nie wykazała się zaradnością rodząc kolejne dziecko, które wszak usprawnia wszelką działalność w rodzinie? bez niego nie byłoby tak sprawnie!
        • nessie-jp Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 21:43
          > gaba dość zaradnie organizuje dzieciom wakacje wypychając je z nutrią

          W ogóle Borejkowie są bardzo zaradni, jeśli chodzi o organizowanie sobie wypoczynku
          • doratos Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 22:17
            Ta niezaradność Borejków to raczej nieumiejętność głowy rodziny w jej utrzymaniu.
            Ignacy nie próbuje zmienić niczego w celu poprawienia sytuacji swojej rodziny.Nie wyjeżdża na saxy,nie zakłada własnego biznesu,nie szuka dodatkowych źródeł zarobku,itd.
            Za to Mila jest jak najbardziej zaradna i przedsiębiorcza!:)
          • lezbobimbo Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 22:50
            Nie, no juz Neojezycjadowi Borejcy coraz bardziej kapia zlotem, trzymaja samochody w cieple i kupkaja wypasiona elektronika (ale sluchaja na niej tylko Mozarta, wiec ideologicznie nie maja sobie nic do zarzucenia).
            I mimo to nadal tacy zaradni kombinatorzy, rasowa hiena nie rdzewieje!

            kkokos:
            >czyż ida nie wykazała się zaradnością rodząc kolejne dziecko, które wszak usprawnia wszelką >działalność w rodzinie? bez niego nie byłoby tak sprawnie!

            nessie-jp napisała:
            > Zawsze znajdzie się też jakiś pomocny absztyfikant, żeby dziurę w murze załatać
            > , rurę naprawić, kurę przejechać...

            Kwiczek! Kwiczam i wlepie Was obie do cycatów forumnych :)))))))))))) To o tej kurze co zwisala drugiej na rurze spiewaly proroczo Mamerciatka!
          • lezbobimbo Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 22:54
            nessie-jp napisała:
            > Zawsze znajdzie się też jakiś pomocny absztyfikant, żeby dziurę w murze załatać
            > , rurę naprawić, kurę przejechać...

            A propos naprawiania wszystkich rur za darmo u Borejków, to czyim absztyfikantem byla wiec hydraulicza Bella? :))))
            • nessie-jp Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 23:20
              > A propos naprawiania wszystkich rur za darmo u Borejków, to czyim absztyfikante
              > m byla wiec hydraulicza Bella? :))))

              Hy, hy, no odpowiedzi są dwie
        • kadanka Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 22.02.11, 22:18
          kurde te rewelacje w kazdej kolejnej czesci sa straszne. wlasnie piekny przyklad jak nutria przez wszystkie czesci opisywana jako dziwadlo, w NiN jako niedojda, w Imieninach nagle objawia sie jako rezydentka z rocznym stazem na Cyprze. wyobrazacie to sobie?:D ja bym bardzo chciala poczytac o przygodach Nutrii-rezydentki. niewkorzystany obiecujacy watek jak slowo daje..
          Nutrie jako nauczycielke tez ciezko mi sobie wyobrazic. Ona bala sie jednego Tygrysa, a co dopiero calej klasy gdzie kazde dziecko moze byc mniej lub bardziej Tygrysem..
        • krezzzz100 Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 23.02.11, 09:50
          kkokos napisała:

          > ale faktem jest, że różne dobra = zdobycze cywilizacyjne mają dość wcześnie, mo
          > że nie w momencie wchodzenia na rynek, ale na pewno na długo zanim te rzeczy si
          > ę naprawdę upowszechnią z powodu spadających cen.

          Ignac dla równowagi moralnej urządzi awanturę o zmywarkę i status niezaradnych minimalistów zostanie utrzymany.
          A zmywarka zostanie, bo przecież się jej nie wyrzuci, no i dla zgody rodzinnej potrzebna :D
    • krezzzz100 Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 23.02.11, 10:03
      Może nie niezaradność samych Borejów, ale w ich kręgu:
      -Pan Jankowiak urządził się przy babci Jedwabińskiej jak ta lala ;-) Zawsze mnie "podziw" brał dla tej pary- w kwestii ich wzajem warunkującej się zaradności. I ci letnicy, i sklepik, i co tam jeszcze...A takie niedojdy z nich były, jak osobno byli... cóż, miłość usprawnia :-)
      -Druga zaradna para to Pulpa z Baltoną- normalnie rośnie im w rękach. Wszyściuchno :D Ja wiem, że Pulpa nigdy nie udawała ascetycznej humanistki z głową w chmurach, ale jednak: co za dużo, to niezdrowo. Tu usprawniająca biznesowo miłość tyż przedobrzyła...
      - Chmurny Hajduk, taki z nagła usprawniony ministerialnie...

      No, widać im dalej w czas, tym oni wszycy bardziej zaradni...ale cięgiem inteligencko niezaradni- w to chyba nikt nie wątpi. Mogli wszak wylądować na jakiejś ohydnej prywacie: jak mama okropnej Matyldy, albo zgoła Lisiccy z Enerdówkiem. (Pojawia się plansza: "A mógł zabić!")
      • marslo55 Re: Niezaradność rodziny Borejków :) 23.02.11, 13:08
        krezzzz100 napisała:
        "Ja wiem, że Pulpa nigdy nie udawała ascetycznej humanistki z głową w chmurach, ale jednak: co za dużo, to niezdrowo."
        Bo hedonizm to jedno, a zaradność drugie. Na zaradną przed wydaniem się za Floriana zgoła nie wyglądała - na plus można jej zaliczyć tylko płakanie w kolejce w wieku wczesnodziecięcym i ewentualnie zakup butów dla Idy (ale to już z zastrzeżeniami).
        • jottka dedukcja:) 23.02.11, 18:30
          mnie siem mało odkrywczo wydaje, że chyba nastąpiło przesunięcie znaczeniowe słowa, a prostowanie tego nie leży w autorskim interesie - znaczy ta "niezaradność" inteligenckiej rodziny w połowie lat 70. oznaczała nie tyle "nieumiejętność radzenia sobie w życiu, tj. zapewnienie mieszkania, pożywienia i wykształcenia sobie oraz dzieciom", co "niechęć do dorabiania się".

          tym pierwszym dysponowali obficie, dowodów aż nadto, to drugie za to jest specyficznie rozumiane, bo oznacza raczej "chęć gromadzenia coraz większej ilości dóbr materialnych nade wszystko". znaczy jak borejki mają discmany, komórki, fordy i zmywarki, to mają je niejako ubocznie, nie ciułając na nie latami i nie marząc o tych oznakach prestiżu - i tak jest dobrze:) są piękni i wspaniali, więc dobra rozmaite same im przychodzą, zapewne w nagrodę. potępiani są zaś dorobkiewicze, czyli jednostki, które chcą mieć te wszystkie luksusy, a o ducha, panie, o ducha nie dbają!

          definicji tego ducha to ja się nie podejmuję:) jakieś dziwne skrzyżowanie pseudoszlachetczyzny z powiastką moralną
          • nessie-jp Re: dedukcja:) 23.02.11, 19:57
            Powiem tak: moim zdaniem tu wyłazi przede wszystkim brak szacunku Małgorzaty Musierowicz dla pracy i jej rezultatów.

            To jest widoczne w małym stopniu już w powieściach sprzed przemiany ustrojowej. Wtedy nie raziło, bo wtedy postawa "bić bogatych" i "jak bogaty, to pewnie ukradł, a jak zarobił, to pewnie nieuczciwie, a co najmniej jest komuchem" była raczej na porządku dziennym.

            Natomiast gdzieś tak od Pulpecji to nastawienie coraz bardziej nie przystaje do rzeczywistości.

            Autorka w dalszym ciągu szydzi z ludzi, którzy pracują i widać wymierne rezultaty ich ciężkiej pracy, nie połapawszy się, że ustrój się zmienił i już nie tylko ci wredni (komuniści, emigranci, prywaciarze, badylarze, wstawić dowolną nielubianą grupę społeczną PRL-u) mają szanse na godziwy (zwracam uwagę na rdzeń tematyczny tego słowa) zarobek.

            Autorka gloryfikuje pracę, owszem, ale taką, która nie przynosi żadnych wymiernych rezultatów. Ludzie pracowici u Musierowicz to osamotnieni szaleńcy (Grześ), obrzydliwi hurtownicy (rodzice Jacunia), szykanujący dzieci dorobkiewicze (Kowalikowie, Przeszczepowie), lekarze brutalnie odganiający Ignasia od swojej 9-letniej córeczki (Dianka)...

            Nawet Aniela, która wszystkie swoje osiągnięcia zawdzięcza bardzo ciężkiej pracy, jest przez autorkę opisywana pogardliwie i z wyższością.

            Nawet Robrojek powrócił na karty Jeżycjady dopiero wtedy, gdy stracił biznes i zamienił się w ubogiego drwala z chatynki w ogródku wrednych bestii.

            Jednocześnie zaś Borejkowie opływają w dobra materialne, bez zażenowania korzystają z dóbr udostępnianych przez osoby mniej zamożne
            • kkokos Re: dedukcja:) 23.02.11, 20:42
              Poczucie dumy z tego, że za d
              > obrą pracę jest się dobrze wynagradzanym, jest be i fuj.

              nie, nie jest fuj. nie może być fuj coś, co nie istnieje. a coś takiego nie istnieje. nie jest możliwe - absolutnie, ex definitione i defaultowo - mieć z pracy jednocześnie satysfakcję i pieniądze. albo wzbogacasz ducha, albo ciało, razem się nie da. wszelkie rady typu "znajdź sobie w życiu coś, co cię kręci, a potem spraw, by ci za to płacili" są - poza tym, że głupie - niemoralne.




              • kkokos Re: dedukcja:) 23.02.11, 20:45
                oczywiście są wyjątki, np. baltonowie - ich ta farma kręci i przynosi korzyści materialne. mila, którą pisanie kręci (a to ciężka praca), choć przynosi korzyści materialne. ale czy są jakieś wyjątki spoza rodziny?
                • nessie-jp Re: dedukcja:) 23.02.11, 21:38
                  kkokos napisała:

                  > oczywiście są wyjątki, np. baltonowie - ich ta farma kręci i przynosi korzyści
                  > materialne.

                  No, ale jednak ta farma jest tak naprawdę urojona, taki Farmville, różowe krówki, rumiane bułeczki, pszczoły cudem ożywiane przez dotyk Świętego Floriana, konie pasione porzeczkami, kraina mlekiem i cukierkami płynąca...

                  A Mila dramaturg, owszem, ale
            • lezbobimbo Re: dedukcja:) 23.02.11, 21:24
              nessie-jp napisała:
              > Autorka gloryfikuje pracę, owszem, ale taką, która nie przynosi żadnych wymiern
              > ych rezultatów. Ludzie pracowici u Musierowicz to osamotnieni szaleńcy (Grześ),

              Ja to widze tak: MM potepia zarabianie tych brudnych pieniedzy poza domem (to be i fuj), a za to gloryfikuje przede wszystkim nieodplatna prace w domu.
              W domu o pieniadzach nie wolno nawet mowic ani marzyc o jakis dobrach materialnych (same przyjda), za to trzeba harowac za darmo, sprzatac po dzieciach i karmic wszystkich co przyjda. Oczywiscie w domu musierycznym haruja nieodplatnie przede wszystkim kobiety, z wyjatkiem moze Cyryjka, Grzesia i Bernarda.
              Panowie spoza domu przynosza jakies tajemnicze stypendia, a w domu czytaja snobistyczna literature (vel awanturuja sie o zmywarki) i oddaja sie rozrywkom.
              Poza domem wypada jedynie byc lekarzem-Judymem albo ksztalcic mlodziez, i tez nie dla bejmow oczywiscie. Mozna ewentualnie miec kwiaciarnie albo warzywniak, pracowac w bibliotece albo w teatrze (ale kobiety teatru i doktor Idusia sa jednak Zlymi Matkami za to wychodzenie z pasja poza dom, fe, fe).
              Mila dorabia w domu dzierganiem - dorabia wypadkowo, nie zarabia, i dzierganie nie jest jej pasja. Potem, kiedy w apokryfie okazuje sie, ze jest przyczajonym dramaturgiem, to forsa tez przyczajona i nigdy nie nazwana.

              ..ja nic nie robie, zerwal sie osamotniony szaleniec Gaba, kiedy pozwolila sobie na chwile, zeby usiasc i odpoczac...
              • verdana Re: dedukcja:) 23.02.11, 21:48
                Pracowici mogą być ponadto bezkarnie tylko mężczyźni. Pracowite kobiety - Ida, Aniela oraz conieco wrednych singli - są automatycznie skreslane jako matki/kobiety/ ludzie.
                Teoretycznie pracowita Gabrella i szaleńczo pracowity tajny dramaturg faktycznie nie pracują. Tzn, o ich pracy nie widu, ni slychu, ani też o jakichkolwiek zarobkach. Do tego stopnia, ze uznany dramaturg albo ma tajne konto na Karaibach, albo nie zarabia ani grosza, albo ma mlodego kochanka, w ktorego wszystko ładuje - bo nie jest mozliwe, aby zarobione przez Milę pieniądze kompletnie się nie ujawniły.
                • kkokos Re: dedukcja:) 23.02.11, 22:12
                  Pracowite kobiety - Ida,
                  > Aniela oraz conieco wrednych singli - są automatycznie skreslane jako matki/kob
                  > iety/ ludzie.

                  oj nie, nie zgodzę się. ida jest przykładem supercyberkobiety idealnej, ona wszystko potrafi połączyć i jej praca w niczym innym nie zubaża - jest zmysłową kobietą, nawet zapomina się na copacabanie, jest matką wszak idealnie wyważającą czułość i zdrowy rozsądek (vide wyrozumiałość dla ulewania i ramka w zębach, lub łączenie obowiązkowych dla każdej troskliwej matki spacerów z józinkiem z monologami, po których miał +10 do geniuszu), jest wspaniałą żoną (ktoś słyszał o jakiejś kłótni ze śpiącym królewnem? no poza tą w sprawie wyprowadzki milion lat temu), wspaniałą córką (vide kłótnia o wyprowadzkę) itd. Miss Perfect po prostu. .

                  aniela zaś nie pracuje. bo - wbrew temu, co napisała nessie - ona nie zawdzięcza swego sukcesu ciężkiej pracy. ona zrobiła karierę, bo umiała zrobić karierę. chciała grać pierwsze skrzypce na scenie jak majchrzakowie wystawić willę przyćmiewającą inne w okolicy - i jej się to udało. te jej przejścia między prostym ludem, któremu rozsyła uśmiechy - to wszak zwyczajny, niski piar. piar generalnie ma doskonały i on zadecydował o karierze. ona omotuje i wykorzystuje ludzi, jak np. bernarda. a praca - uczenie się roli, cała praca koncepcyjna, niekończące się próby i walka o to, by zagrać lepiej, inaczej, prawdziwiej itd., a potem samo przedstawienie, które ją wszak uskrzydlało - to nie praca, bo to daje satysfakcję i pieniądze. praca daje satysfakcję - jak redakcja/korekta ambitnej poezji w ambitnym i niedochodowym wydawnictwie - albo pieniądze, jak wózek spożywczy pchany przez lelujków przez imprezy masowe. razem się nie da.

                  (oczywiście nie mówimy o anieli z okresu franciszki wyrobek)


                  • lezbobimbo Re: dedukcja:) 24.02.11, 01:19
                    kkokos napisała:
                    > oj nie, nie zgodzę się. ida jest przykładem supercyberkobiety idealnej, ona wsz
                    > ystko potrafi połączyć i jej praca w niczym innym nie zubaża - jest zmysłową ko
                    > bietą, nawet zapomina się na copacabanie, jest matką wszak idealnie wyważającą
                    > czułość i zdrowy rozsądek

                    Nic podobnego! Przeciez wlasne dzieci jej sa caly czas opisane jako same w domu i wola Swieta Gabunie od swej prawowitej macierzy. Gaba wraz z autorka poblazliwie sie wysmiewaja z gadulstwa Idusi oraz z jej bycia taka zalatana. To Jozinek opiekuje sie Lusia albo ida na góre do jedynych tró Mamuchny i Kostuchny w calym Poznaniu.
                    Jozinek tez brzydko mysli o gadulstwie mamy - sam jej glos go denerwuje. Za to ujciec jest dla niego idealem, chociaz tak samo zalatany, a w domu wiecznie spi.
                    Na Copacabane Ida pojechala wylacznie, aby MM mogla wpisac Ulewacza do fabuly. Ktorym znowu sie sama nie zajmuje tylko obarcza mala corke.
                    Idusia jest zla, bo nie godzi zalatanej pracy lekarza z jednoczesnym siedzeniem w domu, zachwycaniem sie tymi malymi paluszkami i karmieniem dzieci piersia do szostego roku ich zycia :P
                    • kkokos Re: dedukcja:) 24.02.11, 17:29
                      > Idusia jest zla, bo nie godzi zalatanej pracy lekarza z jednoczesnym siedzeniem
                      > w domu, zachwycaniem sie tymi malymi paluszkami i karmieniem dzieci piersia do
                      > szostego roku ich zycia :P


                      kompletnie się z tobą nie zgadzam :)
                      nie widzę tam krztyny przygany dla idy jako złej matki - jeśli dzieci są bez niej, nie oznacza to, że są zaniedbane, opuszczone, tęsknią, coś im się od tego robi. wszak rodzina to duży organizm, bynajmniej nie jest to rodzina nuklearna.
                      józinek brzydko myśli o głosie mamy - och, to raczej taka słodka wada józinka :)
                      • lezbobimbo Re: dedukcja:) 24.02.11, 18:55
                        kkokos napisała:
                        > nie widzę tam krztyny przygany dla idy jako złej matki

                        Ja tam widze bezustanne podkreslanie, jak to Gaba jednak najlepsza i jak do Gaby Jozinek lgnie gdy jest maly oraz zaczyna sam rozmawiac i kontaktowac, jak tylko jego rozgadana mamunia znika z horyzontu. Jozinek kilkulatek gotuje potem kaszke dla swej malutkiej siostry, na obiad potrafia miec lody, albo caly czas siedza na gorze, pod okiem Kwazara Krolowych Prawdziwych Matek, podwojnej betonowej osi calego Poznania.

                        > józinek brzydko myśli o głosie mamy - och, to raczej taka słodka wada józinka :)

                        A to nie mam juz pytan :)
                        • kkokos Re: dedukcja:) 24.02.11, 19:13
                          > Ja tam widze bezustanne podkreslanie, jak to Gaba jednak najlepsza

                          nie no, umówmy się - jak coś jest najlepsze, to jest najlepsze. i dobre nie jest najlepsze z definicji :) ale nie jest również złe!!
              • pieranka Voila, jest wytłumaczenie! 23.02.11, 21:53
                Czytam teraz "Siostry Malinowskiego, czyli kobiety nowoczesne na początku XX
                wieku" Grażyny Kubicy i natrafiłam tam na takie ciekawe pasusy:

                „Z socjologicznego punktu widzenia ważna jest forma życia zbiorowego
                inteligentów i obyczajowy wzór członka tej grupy, co badał Józef Chałasiński.
                Inteligenci tworzyli „wspólne środowisko społeczno-towarzyskie o wyraźnej
                tendencji odgraniczania się od gminu”.
                ...
                „Dobre towarzystwo oto podstawowa instytucja inteligencji polskiej”, która
                kształtowała swoiste „getta społeczno-towarzyskie”. Chałasiński zwraca uwagę,
                że tak jak getta zazwyczaj powstawały wskutek emigracji i osiedlania się jakieś
                grupy poza granicami swojego terytorium, tak getta inteligenckie tworzyły się
                wskutek emigracji wewnętrznej i przenoszenia się „żywiołu szlacheckiego ze wsi
                do miast”.
                ...
                Tradycje dworskie powodowały, że inteligent miał inklinacje do zajmowania
                gotowego miejsca w hierarchii społecznej, a nie torowania sobie drogi w
                społeczństwie. Nie myślał kategoriami ekonomicznymi i nie tworzył ekonomicznej
                rzeczywistości kraju ani nie czuł się za nia odpowiedzialny. Inną tendencją był
                lęk przed schłopieniem, obawa przed deklasacją.
                ...
                Wykształcenie stało się dla inteligencji czynnikiem jej pańskiej sztuki bycia,
                jej dobrego wychowania. Dawało poczucie wyższości względem wzbogaconego
                drobnomieszczaństwa, a także zmniejszało dystans do arystokracji. Inteligenckie
                getto wchłaniało chłopskich przybyszów, ale za cenę zerwania przez nich
                łączności ze swoja warstwą. Chałasiński nic nie pisze o inteligencji
                żydowskiej, ale sądzę, że podobny mechanizm dotyczył zasymilowanych Żydów.”

                Bardzo trafne i tłumaczące zręcznie
                • kkokos Re: Voila, jest wytłumaczenie! 23.02.11, 22:20
                  Wykształcenie stało się dla inteligencji czynnikiem jej pańskiej sztuki bycia,
                  > jej dobrego wychowania. Dawało poczucie wyższości względem wzbogaconego
                  > drobnomieszczaństwa, a także zmniejszało dystans do arystokracji.

                  ależ tak. i oczywiście poniżej pewnego poziomu nie pozwalało schodzić. sprzątać to u ludzi mogła aniela ze wsi, handlować - lelujkowie z robotników, pakować tomy w drukarni - córka drukarza, ale jak za handel wzięła się uszlachcona inteligencją ida, to zgroza. prawdziwie nieodrodne córki inteligenta nawet jeśli pracują, to niosą kaganek tym, którzy światła mają mniej (jak to ładnie ujęła była justyna orzelska): nauczają dzieci i młodzież w różnym wieku w formach zinstytucjonalizowanych (szkoła, uczelnia) bądź nie (korepetycje), redagują lub robią korekty dzieł literackich, uzdrawiają chorych (ach, ta siłaczka ida), opiekują się zbłąkanymi owieczkami w cypryjskiej ziemi...
                  • nessie-jp Re: Voila, jest wytłumaczenie! 24.02.11, 03:52
                    > nauczają dzieci i młodzież w różnym wieku w formach zinstyt
                    > ucjonalizowanych (szkoła, uczelnia) bądź nie (korepetycje), redagują lub robią
                    > korekty dzieł literackich, uzdrawiają chorych (ach, ta siłaczka ida), opiekują
                    > się zbłąkanymi owieczkami w cypryjskiej ziemi...

                    ... piszą smutne wiersze w fioletowym zeszycie, szlachetnie bohatyrowiczeją na farmie porzeczkowo-konnej, kształcą się na wielką śpiewaczkę oczywiście wyłącznie OPEROWĄ, przykładając białą dłoń do czoła omdlewają wśród teleskopów w celu wiadomym...


                • nessie-jp Re: Voila, jest wytłumaczenie! 23.02.11, 22:24
                  O, ten lęk przed schłopnieniem i ta gettowość
                  • lezbobimbo Re: Voila, jest wytłumaczenie! 23.02.11, 23:07
                    nessie-jp napisała:
                    > O, ten lęk przed schłopnieniem i ta gettowość
              • ginestra Re: dedukcja:) 23.02.11, 22:03
                Nie wiem co powiecie na taki punkt widzenia, ale czy jest możliwe, Waszym zdaniem, wyobrazić sobie losy Borejków w taki sposób, że oni w XXI wieku są otwarcie zaradni, każdy wykorzystuje maksymalnie swój potencjał, zarabiają pieniądze, kupują samochody, kupują mieszkania sobie, kupują mieszkania pod wynajem, jeżdżą na wycieczki na Cypr, do Egiptu, na Teneryfę, wysyłają dzieci na wyjazdy językowe do Londynu i na Maltę itp.

                Wciąż by to nie byli ludzie "obrzydliwie bogaci" czy coś, ale zwykli ludzie, którzy po prostu rozwinęli swoje zdolności i włożyli wiele pracy i zaradności w to, żeby osiągnąć pewien poziom życia - nie z materializmu, ale po prostu dlatego, że są pracowici i odważni i nie boją się wyzwań, a do tego pieniądze też ich polubiły.

                I teraz, czy to by mogli być nadal Borejkowie?

                Mnie się wydaje, że Borejkowie, aby pozostać sobą, to muszą być taką trochę "zwariowaną" rodziną i muszą być zawsze trochę inni niż reszta i zawsze w jakiejś "kontrze" do świata. I myślę, że pani MM miała niezłą zagwozdkę jak im tę "inność" utrzymać, a jednocześnie tak zrobić, żeby materialnie im się w miarę dobrze powodziło, w sensie, że skoro mają różnego rodzaju zawody, pracuje u nich ileś osób w domu, to muszą mieć i dochód, a do tego sama autorka nie żyje biednie, więc opisuje też trochę swoją rzeczywistość.

                Dlatego jest potrzeba, aby wciąż podkreślać niezaradność Borejków i to, że jednak nie mają za wiele pieniędzy na co dzień, tak żeby, po pierwsze, byli to w odczuciu ci sami Borejkowie, a po drugie, żeby czytelnicy mieli wrażenie, że oni żyją podobnie jak czytelnicy (tj. kupują te same produkty spożywcze i chemiczne co niezamożni czytelnicy, bo te produkty są w książkach bardzo ważne przecież).

                Moim zdaniem, najskuteczniejszym zabiegiem, aby to osiągnąć jest pokazanie "niezaradności" Borejków w sprawach mieszkaniowych. Objawia się to w tym, że mieszkają wciąż w tej samej kamienicy, robią remonty, ale tak naprawdę to jest im i tak ciasno i mieszkają w miejscu, gdzie jest hałas od ulicy, a Ida z rodziną w suterenie (czyli, w domyśle, mimo upływu lat nie są w stanie odłożyć na mieszkania/ domy ani też brać kredytów; niby wolą mieszkać na Roosevelta, ale jest dane też do zrozumienia, że tyle pieniędzy, żeby wystarczyło na nowe, duże mieszkania, w cichej dzielnicy, a wciąż blisko centrum, to nie mają). Patrycji się poszczęściło, ale zawsze jakiś wyjątek w rodzinie może się zdarzyć. A Natalia z Robrojkiem to nie pamiętam gdzie mieszkają, ale też chyba w starym budownictwie (na Noskowskiego 2?). A więc, ja myślę, że ta niezaradność to tylko w tych sprawach mieszkaniowych jest specjalnie pokazana i jakby "załatwia sprawę" wobec czytelnika. Dzięki temu czytelnik może mieć wrażenie, że to są wciąż ci sami Borejkowie i przymknąć oko na laptopy i zmywarki i nie mieć ochoty na podliczanie ich dochodów itp. i sprawa załatwiona.
                • karolina.delila Re: dedukcja:) 23.02.11, 22:23
                  Nie no, ja nie uwierzę, że taka Ida i Marek dwójka wziętych lekarzy nie ma zdolności kredytowej. Spokojnie mogliby kredycik dostac i kupić 3-pokojowe mieszkanko. Mam w rodzinie małżeństwo lekarzy, oboje pracują tylko w szpitalu, dwójka dzieci, kredyt dostali i kupili 3 pokoje na warszawskich Kabatach.
                  Tylko jak Idusia nienormalnie uzalezniona od toksycznej rodzinki mogłaby mieszkać gdzieś indziej? Przecież jakie histerie były, gdy Marek chciał w się w " Pulpecji" wyprowadzac.
                  Gabrysia z Grzesiem też na pewno by kredyt dostali, tylko to taka porąbana rodzinka, co lubi na kupie siedzieć.
                  • doratos Re: dedukcja:) 25.02.11, 16:30
                    A mnie się to podoba,że oni tak na kupie siedzą,mieszkam 400 km od swojej rodziny,i chętnie bym sobie pomieszkała na kupie z własną siostrą.
                    Cóż z tego,że mam własny duży dom jak brak mi rodziny?Nikt mi nie pomaga,nie mam się komu wyżalić,żadnej siostry za ścianą,a moje dzieci nie mają żadnej cioci do której mogłyby iść na obiadek!

                    A co do Gaby,która tak niby bezczelnie chodziła na imprezę tylko na ciasto to ja ją rozumiem, jak się jest głodnym,to się pójdzie choćby do kogoś kogo się nie cierpi,żołądek młodego człowieka,ma swoje prawa,coś o tym wiem!
                    Chodziłam bezczelnie do ciotki na szarlotkę i sernik,do babci na obiad,bo w domu jak był chleb z margaryną to już było wiele!
                    Absolutnie ani Gaby ani jej sióstr za to nie potępiam,że chodziły do cioci na obiady,wprost przeciwnie!!
              • kkokos Re: dedukcja:) 23.02.11, 22:26
                > Panowie spoza domu przynosza jakies tajemnicze stypendia

                nie przynoszą, no właśnie ich nie przynoszą, tylko na nie wyjeżdżają :) są w domu nieobecni. może i na tych stypendiach harują jak woły, ale wiemy głównie tyle, że opuszczają swoje kobiety często w sytuacjach dla nich najtrudniejszych, bo to dla nich, dla mężczyzn "wielka szansa". ale to inny wątek niż praca!

                > ..ja nic nie robie, zerwal sie osamotniony szaleniec Gaba, kiedy pozwolila sobi
                > e na chwile, zeby usiasc i odpoczac...

                ale czy to też nie jest trochę takie luterańsko-poznańsko-niemiecko-dziewiętnastowieczne? oczywiście myślę stereotypem, ale...
                • nessie-jp Re: dedukcja:) 23.02.11, 22:32
                  > nie przynoszą, no właśnie ich nie przynoszą, tylko na nie wyjeżdżają :) są w do
                  > mu nieobecni. może i na tych stypendiach harują jak woły,

                  Akurat... :)

                  Panowie są w domu nieobecni, bo dżentelmen nie siedzi w domu, tylko wychodzi do klubu dla dżentelmenów zagrać w karty i wypić koniak, postawić na konika, pojedynkować się i umrzeć; względnie wyjeżdża do Indii / Chin / Azerbejdżanu polować na tygrysy / tłumić powstania / leczyć epidemie.

                  • doratos Re: dedukcja:) 11.03.11, 15:11
                    A dżentelmen to takie wymarłe prawie zwierzę,chyba ich wiele nie zostało,normalnie zagrożony gatunek:):)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka