15.03.11, 19:17
Tak mnie natchnęło. Wszystkie Borejkówny studiowały, siłą rzeczy nie obyło się bez kontaktów z dziekanatem. A tym samym i z paniami tam pracującymi.
Znamy chyba wszyscy przykłady upierdliwości, złośliwości i wredoty pań z dziekanatu. Jak myślicie, jak poszczególne Borejkówny radziły sobie w tych kontaktach?

A może panie z dziekanatu to niekoniecznie zło wcielone? Jakie są wasze doświadczenia w tym względzie?

Ja panie z dziekanatu wspominam bardzo miło. Tzn, kiedy byłam po raz pierwszy na studiach, nie miałam z nimi zbyt wielkiego kontaktu, indeksy oddawane były grupowo i tak samo odbierane. Innych spraw nie załatwiałam. Trochę się pozmieniało, gdy dostałam sie na drugi kierunek, w innym mieście i musiałam wystąpic o IOS. Wtedy pani zrobiła mi problem, a jako, że jest6em choleryczką, to trochęśmy się posprzeczały :) Ale od tamtej pory było już dobrze:)
Na drugim uniwerku panie z dziekanatu były cud-miód, do rany przyłóż. Do tej pory wpadam tam na pogawędkę. Mama jednej z pań mieszka blisko mnie i spotykam tę panią podczas przejażdżek rowerem.
Obserwuj wątek
    • turzyca Re: Dziekanat 15.03.11, 21:11
      Szpan na klate z fotomontazem, jaki przez pewien czas uprawialam, to bylo haslo: "zalatwilam, ze ktos mogl odebrac za mnie indeks." Jak juz zapadla odpowiednio nabozna cisza dodawalam: "w lipcu." Ciszy nie smiala zaklocic zadna mucha.
      Sztuczka z indeksem byla prosta: wiedzac, ze indeks bedzie mi potrzebny pod koniec lipca i ze sama go nie bede mogla odebrac poszlam do dziekanatu i zachowawszy wszystkie formy grzecznosciowe, opowiedzialam zwiezle o moim problemie i zaproponowalam rozwiazanie w postaci wypisanego upowaznienia do odbioru dokumentu. Wiekszosc osob, ktora chciala wydostac swoj indeks przez poslanca, nie zadbala odpowiednio wczesnie o to, zeby paniom sie wszystko zgadzalo, awantury o wydawanie indeksow rozgrywaly sie wiec potworne.
      Bo panie w dziekanatach lubia osoby: grzeczne, zorientowane w papierologii, nie robiace problemow. A przede wszystkim lubia PORZADEK W PAPIERACH. Sprawdza sie we wszystkich znanych mi dziekanatach.

      W zwiazku z powyzszym podejrzewam, ze Natalie dziekanaty kosztowaly mnostwo nerwow, bo regularnie gubila papierzyska. Ida zapewne sie mocno wyklocala, mozliwe ze takze w imieniu innych, w kazdym razie jej wizyty w dziekanacie mozna bylo porownac do wybuchu bomby atomowej. Cesi panie z dziekanatu nie zauwazaly, grzeczne toto, ciche, zalatwia sprawy w terminie, wszystko ma w porzadku.
      • verdana Re: Dziekanat 15.03.11, 21:22
        Znane, ale nadal moje ulubione:

        REKTOR
        Przeskakuje najwyzsze budynki za jednym zamachem
        Jest silniejszy od lokomotywy
        Jest szybszy od pocisku
        Chodzi po wodzie
        Rozmawia z Bogiem

        PROREKTOR
        Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem
        Jest silniejszy od lokomotywy parowej
        Czasami dogania pocisk
        Chodzi po wodzie gdy morze jest spokojne
        Rozmawia z Bogiem, jezeli otrzyma specjalne pozwolenie

        DZIEKAN
        Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce
        Jest prawie tak silny jak lokomotywa parowa
        Potrafi strzelac z pistoletu
        Chodzi po wodzie na krytym basenie
        Czasami Bóg zwraca sie do niego

        PRODZIEKAN
        Ledwo przeskakuje budke portiera
        Przegrywa z lokomotywa
        Czasami moze trzymac bron bez obawy o samookaleczenie
        Bardzo dobrze plywa
        Rozmawia ze zwierzetami

        PROFESOR
        Odbija sie na scianach probujac przeskoczyc jakikolwiek budynek
        Moze zostac przejechany przez lokomotywe
        Nie dostaje amunicji
        Plywa pieskiem
        Mowi do scian

        DOKTOR
        Wbiega do budynkow
        Rozpoznaje lokomotywe dwa na trzy razy
        Moczy sie pistoletem na wode
        Utrzymuje sie na wodzie tylko dzieki kamizelce ratowniczej
        Belkocze do siebie

        PANI Z DZIEKANATU
        Podnosi budynki i przechodzi pod nimi
        Zwala lokomotywe z torow
        Lapie pocisk zebami i go rozgryza
        Zamraza wode jednym spojzeniem...
        ...Jest Bogiem
        • pieranka Re: Dziekanat 15.03.11, 22:24
          kwiiik! jakie prawdziwe
        • chomiczkami Re: Dziekanat 15.03.11, 23:58
          Aaa... aaa... sama prawda, sama prawda, zwłaszcza z tym rozgryzaniem pocisku, na własne oczy widziałam, jak...
      • nessie-jp Re: Dziekanat 16.03.11, 18:32
        > Natalie dziekanaty kosztowaly mnostwo ner
        > wow, bo regularnie gubila papierzyska. Ida zapewne sie mocno wyklocala,

        ... a Gabrysia promieniała nieziemskim ESD, który zamieniał Szeloby Dziekanatowe w milusie, miękusie białe owieczki.
      • ateh7 Re: Dziekanat 16.03.11, 19:23
        Gaba załatwiała swoje sprawy z uśmiechem, ale z szacunkiem odnosząc się do uczelnianej władzy. O dziekanacie myślała niewiele i zapominała o nim natychmiast po wyjściu.

        Ida robiła afery, kłóciła się ( w imieniu swoim i innych) ale ją przynajmniej panie zapamiętały i do dziś mówią jej "Dzień dobry" na ulicy.

        Natalia była zdenerwowana na trzy dni przed wizytą w dziekanacie. Gdy już była w środku, potrafiła nawet się popłakac, za to po wyjściu ogarniała ją irytacja, że znów zrobiła z siebie beksę.

        Pulpa podchodziła do wizyt w dziekanacie z uśmiechem i stoickim spokojem. Jak do wszystkiego.

        Pyza nic nie mówiła, panie ją objeżdżały za brak... w zasadzie za brak czegokolwiek.

        Laura miała opinię gwiazdy i niewielu na uczelni jej podskoczyło. Panie z dziekanatu były tym jednym wyjątkiem.

        Frycek w dziekanacie przedstawiał swoje żądania krótko, rzeczowo, zadawał konkretne pytania i nigdy nie zapominał papierów. Panie go uwielbiały i bały się trochę.

        Aniela w dziekanacie rozpylała aurę zachwytów: panie ją uwielbiały, była mądra, zdolna, urocza i zawsze przynosiła jakieś małe prezenty.

        Elka wzbudzała strach. wiadomo było, że znajdzie lukę w każdym przepisie i zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Poza tym stypendystka, wiadomo...

        Tomek Kowalik - po jego wizycie panie w dziekanacie były miłe dla studentów przez co najmniej tydzień. Nie zapominały tez o podlaniu kwiatów.


        • kaliope3 Re: Dziekanat 17.03.11, 22:11
          Fajne:)
    • klymenystra Re: Dziekanat 15.03.11, 21:29
      Na studiach nie miałam kontaktu z dziekanatem, tam się chodziło załatwiac jakieś mega skomplikowane sprawy, całą reszte obejmował sekretariat do spraw studenckich - dziewczyny są bardzo miłe i pomocne.
      Teraz, na doktoranckich, bywam w dziekanacie i jest miło. Bywam w sekretariacie ds studenckich i jest super. Bywam też w sekretariacie instytutu i jest dobrze.
      • ding_yun Re: Dziekanat 15.03.11, 22:48
        Ja nigdy nie zapomnę scenki z poprzednich wakacji, gdy udałam się z moją mamą, panią już dobrze po 40, do dziekanatu jej niegdysiejszej uczelni - potrzebne było jej jakieś zaświadczenie do nagrody z okazji 20-lecia pracy zawodowej. Sposób w jaki panie z dziekanatu objechały z gory na dół moją mamę informując ją, że to absolutnie nie tu załatwia się owe zaświadczenia przyprawił mnie najpierw o opad kopary a potem o napad śmiechu. Mama otarła łezkę wzruszenia, gdyż - jak stwierdziła - dawno nikt nie potraktował jej głupiej gówniary i poczuła się znów młodo.
    • villanden Re: Dziekanat 17.03.11, 20:21
      Az mi sie lezka w oku zakrecila...
      Moja ulubiona historia o paniach z dziekanatu zdarzyla sie kolezankom z roku, ktore poszly odebrac indeksy i jednoczesnie starac sie o urlop dziekanski (na moich jezykowych studiach norma, 80% studentow wyjezdzalo przynajmniej na rok za granice). Pani z dziekanatu, w zadymionym pokoju, z papierosem w kaciku ust, znalazla indeksy i zamiast oddac dziewczynom, przejrzala wpisy dokladnie i skomentowala "Taaa, orly to wy nie jestescie".
      ;-)
    • mama_szefusia Re: Dziekanat 18.03.11, 00:04
      Pamiętam moją wizytę w dziekanacie przy okazji rezerwacji terminu obrony pracy magisterskiej.
      Otóż na 5. roku zaszłam w ciążę. Konsekwencje "naukowe" tego skądinąd bardzo pozytywnego faktu pojęłam wczesną wiosną. Wobec restrykcyjnych przepisów mojej uczelni musiałam obronić pracę magisterską jeszcze w czerwcu, ponieważ na wrzesień wyznaczono mi termin porodu, a przedłużanie studiów na mojej uczelni obwarowane było bolesnymi restrykcjami.
      W panice udałam się do promotora i ustaliłam strategię postępowania. Kluczowym jej punktem było zarezerwowanie terminu obrony jeszcze w czerwcu w dziekanacie. Udałam się do właściwej pani i rozpoczęłam negocjacje, które wyglądały następująco:
      Ja: Proszę o rezerwację terminu obrony w czerwcu?
      Pani: A jest praca magisterska?
      J: Jeszcze nie
      P: Będzie praca, będzie termin
      J: Ale promotor wyraził zgodę
      P: Będzie praca, będzie termin
      J: Ale ja naprawdę muszę w czerwcu
      P: Będzie praca, będzie termin
      ....
      i tak dalej przez około 10 min
      W końcu ja w desperacji: ale ja mam termin porodu we wrześniu
      Pani: A to nie ma problemu, kiedy Pani pasuje w czerwcu?

      Złote kobiety! Jak tu ich nie kochać?! :-)
    • ginny22 Re: Dziekanat 20.03.11, 01:16
      Jakiż wdzięczny temat :)
      Panie z "dziekanatów" (tzn. z sekretariatów, do dziekanatów właściwych się nie chodziło) obu moich kierunków były... hmmm... modelowe. Zwłaszcza z mego kierunku macierzystego. Legenda, pracująca tam dłużej niż ja żyję i w związku z tym mająca w poważaniu wszystkich, od dyrektora po studenta. Szczerze - nienawidziłam czegokolwiek z nią załatwiać, na szczęście niewiele musiałam.
      No i dodam, że przez jeden rok akademicki sama byłam "panią z dziekanatu" i to doświadczenie wspominam bardzo miło. No i doskonale wiedziałam, jaka nie chcę być ;)
      • kaliope3 Re: Dziekanat 20.03.11, 10:42
        Ja do sekretariatu jakoś rzadko chodziłam.Były tam niezbyt sympatyczne panie, ale nic odbiegającego od wszechobecnej normy. Do samego dziekanatu, zwłaszcza od II roku chodziłam znacznie częściej, a mieliśmy bardzo kochaną panią, a właściwie dziewczynę, niewiele starszą od nas. Nawet po dyplomie sobie wpadałam ot tak, pogadać.
        • marslo55 Re: Dziekanat 21.03.11, 12:38
          kaliope3 napisała:
          "Ja do sekretariatu jakoś rzadko chodziłam.Były tam niezbyt sympatyczne panie, ale nic odbiegającego od wszechobecnej normy."
          Ja do dziekanatu chodziłam często, bo bardzo odbiegałam od studenckiej normy - niczego nie rozumiałam, nie ogarniałam, nie byłam w stanie przynieść na czas, nie potrafiłam zapamiętać i pan z dziekanatu na mój widok był bliski płaczu. Osobiście do mnie dzwonił, żeby sprawdzić, czy na pewno nie zapomnę o obronie, tak się bał, że jeszcze mnie będzie musiał oglądać:D

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka