ateh7
15.03.11, 19:17
Tak mnie natchnęło. Wszystkie Borejkówny studiowały, siłą rzeczy nie obyło się bez kontaktów z dziekanatem. A tym samym i z paniami tam pracującymi.
Znamy chyba wszyscy przykłady upierdliwości, złośliwości i wredoty pań z dziekanatu. Jak myślicie, jak poszczególne Borejkówny radziły sobie w tych kontaktach?
A może panie z dziekanatu to niekoniecznie zło wcielone? Jakie są wasze doświadczenia w tym względzie?
Ja panie z dziekanatu wspominam bardzo miło. Tzn, kiedy byłam po raz pierwszy na studiach, nie miałam z nimi zbyt wielkiego kontaktu, indeksy oddawane były grupowo i tak samo odbierane. Innych spraw nie załatwiałam. Trochę się pozmieniało, gdy dostałam sie na drugi kierunek, w innym mieście i musiałam wystąpic o IOS. Wtedy pani zrobiła mi problem, a jako, że jest6em choleryczką, to trochęśmy się posprzeczały :) Ale od tamtej pory było już dobrze:)
Na drugim uniwerku panie z dziekanatu były cud-miód, do rany przyłóż. Do tej pory wpadam tam na pogawędkę. Mama jednej z pań mieszka blisko mnie i spotykam tę panią podczas przejażdżek rowerem.