Dodaj do ulubionych

Torba od Fryca dla Róży

27.03.11, 20:54
Dziewczyny i chłopcy,
pomóżcie, bo mnie to męczy. Nie mam tej części, gdzie Fryc ucieka i wraca niczym Pyziak bis, mam tylko męczące mgliste wspomnienie. Otóż zapamiętało mi się, że jako prezet rekompensujący kilkumiesięczne milczenie przywiózł był on torbę do szpitala. Ki czort? Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie wizja jakiegoś Luis Vuittona wypełnionego wkładami poporodowymi, jednorazowymi gaciami i zgrzebnymi koszulami.
Odpędźcie ode mnie tego potworka, powiedzcie, co tam było naprawdę, plizzz.
Obserwuj wątek
    • anutek115 Re: Torba od Fryca dla Róży 27.03.11, 21:12
      Jednorazowe gacie od Calvina Kleina :))).

      Ale owszem, dobrze ci się majaczy (w pewnym sensie). Fryc przywiózł był Rózi gustowną torbę oraz wyprawkę niemowlęcą. Oraz gadkę o długim, zasadniczym mailu, co nie doszedł był. Ludzki pan.
      • epistilbit Re: Torba od Fryca dla Róży 27.03.11, 21:58
        Dobrodziej, psia jego mać.
        • nessie-jp Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 00:07
          No cóż chcecie, moje drogie, przecież przyjechał z ZACHODU. I przywiózł taki porządny AMERYKANSKI sakwojaż. Nie byle co ze sklepu, tylko z samej AMERYKI. Z takim to się dopiero można udać rodzić. Zeby od razu wszystkim oko zbielało, że ma się te znajomości na ZACHODZIE.

      • limotini Re: Torba od Fryca dla Róży 27.03.11, 23:15
        Ach, bo przecież młoda kobieta przed pierwszym porodem myśli przede wszystkim: "Jak ja się pokażę na porodówce ze starą torbą?! Wszyscy się będą ze mnie śmiać!". Chociaż, swoją drogą, jak markowa - to może można na znieczulenie przehandlować?
        • ginestra Re: Torba od Fryca dla Róży 27.03.11, 23:34
          Ja odniosłam wrażenie, że to nie chodzi o coś takiego "jak ja się pokażę ze starą torbą", tylko w ogóle o to, żeby mieć torbę odpowiednich gabarytów, tj. taką, która pomieści ręcznik, ewentualnie szlafrok, koszulę nocną, kosmetyki typu żel pod prysznic pasta i szczoteczka do zębów, jakiś krem, wodę w butelce, sok, jakąś książkę czy pisemka oraz wyniki badań (jeśli są istotne) itp.

          Ja na przykład nie miałam żadnej takiej torby i do obu porodów te rzeczy miałam spakowane do reklamówki, tyle że nie miałam szlafroka, to się zmieściły. Taką torbę albo reklamówkę po prostu kobieta ma na podorędziu już spakowaną, żeby jak zaczną się skurcze porodowe, to ją po prostu chwycić i jechać do szpitala. Stąd przed porodem pojawiają się takie myśli, że trzeba by tę torbę spakować, bo może to być lada dzień. Moje dzieci urodziły się ok. 3 tygodnie przed terminem. Przy pierwszym porodzie spakowałam ją w 3 minuty, bo było to zaskoczenie (jednakże może to być niełatwe jeśli odejdą wody, bo wtedy lepiej się za bardzo nie przemieszczać po domu i w ogóle jak najmniej ruszać - mnie się to jednak nie zdarzyło), a przy drugim miałam już dawno spakowaną i przydała się.

          Stąd w książce Róża myśli o tej torbie, bo wolałaby mieć jakąś fajną, niż reklamówkę albo coś w stylu torby na książki, co ją zabierała na studia i jakby Frycek czyta jej w myślach. Jak dla mnie ta scena to jest pokazanie przez panią MM takiej "telepatii" między nimi, a więc czytelnik ma domyślić się, że jest między nimi cały czas więź, nadają na jednej fali, są sobie przeznaczeni itp. Moim zdaniem tylko i wyłącznie temu służy scena z torbą.

          PS. Po noworodka jedzie się z wyprawką za ileś dni, jak się urodzi i jak powiadomią, że można go zabrać do domu. Przyjeżdża ojciec dziecka lub babcia dziecka lub inna rodzina i ma ze sobą jakieś nosidełko, kocyk, pieluchy/ pampersy i ubranko z czapeczką.
          • limotini Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 00:27
            > Ja odniosłam wrażenie, że to nie chodzi o coś takiego "jak ja się pokażę ze sta
            > rą torbą", tylko w ogóle o to, żeby mieć torbę odpowiednich gabarytów,

            Ile taka torba kosztuje? Nie markowa, tylko taka zwykła sportowa? 50zł? A od Wietnamczyka pewnie taniej. Poza tym nie wierzę, że na Roosvelta nikt nie miał torby sportowej, plecaka, walizeczki. To nie są ani czasy PRL-u, ani skrajnie uboga rodzina - bez przesady.

            > Ja na przykład nie miałam żadnej takiej torby i do obu porodów te rzeczy miałam
            > spakowane do reklamówki, tyle że nie miałam szlafroka, to się zmieściły. Taką
            > torbę albo reklamówkę po prostu kobieta ma na podorędziu już spakowaną, żeby ja
            > k zaczną się skurcze porodowe, to ją po prostu chwycić i jechać do szpitala.

            Ja rozumiem konieczność posiadania "torby" w sensie uszykowanych rzeczy. Ale, prawdę mówiąc wydaje mi się, że dla zdecydowanej większości kobiet "opakowanie" jest jednak obojętne. Przypominam, że to są już czasy hipermarketów i można kupić torbę np. w Tesco.

            > Stąd w książce Róża myśli o tej torbie, bo wolałaby mieć jakąś fajną, niż rekla
            > mówkę albo coś w stylu torby na książki, co ją zabierała na studia i jakby Fryc
            > ek czyta jej w myślach.
            Jeśli tak, to rzeczywiście niesamowicie do siebie pasują. Frycek nie myśli sobie: "Kurczę, wszyscy koledzy byli przy porodzie, Róża też pewnie chce żebym był". Ani: "dobrze, że mam pieniądze, zzo kosztuje 600zeta w Poznaniu". Tylko zgaduje: "Róża to taka fajtłapa, na pewno nie będzie w stanie sobie kupić żadnej sensownej torby na poród".

            > PS. Po noworodka jedzie się z wyprawką za ileś dni
            Ale przecież wszystko zależy od szpitala. W jednym trzeba mieć swoje ciuszki i pieluchy, w innym dopiero na wyjście. W niektórych trzeba mieć szlafrok, w innym dają szpitalne piżamy.

            W ogóle wydaje mi się całe to podejście Róży do porodu jakieś takie... sprzed 30 lat? A gdzie: cc czy sn? Czy da się uniknąć nacinania? Czy brać zzo czy próbować bez znieczulenia? Czy pozwolą mi rodzić na stojąco? Czy w szpitalu jest inernet? Czy namawiać F, żeby był ze mną? Karmienie piersią czy butelka? Oczywiście nie trzeba było pisać o tym, ale przeżycia Róży bardziej przypominały mi opowieści mojej mamy niż rodzących współcześnie koleżanek.
            • ginestra Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 01:35
              Ja nie sugeruję, że to skrajnie uboga rodzina albo czasy PRL (ja rodziłam na początku lat 90-tych, więc nie w PRL, ale to mniejsza).

              W książce to ja myślę, że to było tak, że Róża mogła, owszem, kupić torbę w Tesco, czy gdzieś, ale, jako że do porodu pozostało trochę czasu, to zwlekała z tym i może myślała, że zamiast jakiejś bezpłciowej torby z Tesco czy od Wietnamczyka zdąży wypatrzyć sobie jakąś fajną, budzącą w niej przyjemne uczucia, mniej anonimową. Że po prostu taka "trafi jej się". Myślę, że nie było to pilne, choć miała gdzieś w sobie poczucie, że trzeba też o tym myśleć, żeby nie zostawiać kupienia tej fajnej, podobającej jej się torby na ostatnią chwilę.

              Po prostu napisałam jak widzę tę scenę z torbą: jako zabieg czysto literacki, mający pokazać na jakimkolwiek przykładzie "porozumienie dusz" pary bohaterów - mimo ich braku kontaktu ze sobą i tych wszystkich perypetii, że niby mejl zaginął itp. To mogła być torba albo cokolwiek innego - byleby Frycek odgadł jakieś nieoczywiste potrzeby Róży (skąd mógł wiedzieć, że rozgląda się za ładną torbą? nie wiedział, ale poczuł telepatycznie). Pani MM akurat wymyśliła torbę, moim zdaniem przypadkowo. Tak to widzę.

              limotini napisała:

              > Ale przecież wszystko zależy od szpitala. W jednym trzeba mieć swoje ciuszki i
              > pieluchy, w innym dopiero na wyjście. W niektórych trzeba mieć szlafrok, w inny
              > m dają szpitalne piżamy.

              To na pewno Róża miała ustalone. Torba tak czy inaczej potrzebna.

              > W ogóle wydaje mi się całe to podejście Róży do porodu jakieś takie... sprzed 3
              > 0 lat? A gdzie: cc czy sn? Czy da się uniknąć nacinania? Czy brać zzo czy próbo
              > wać bez znieczulenia? Czy pozwolą mi rodzić na stojąco? Czy w szpitalu jest ine
              > rnet? Czy namawiać F, żeby był ze mną? Karmienie piersią czy butelka? Oczywiśc
              > ie nie trzeba było pisać o tym, ale przeżycia Róży bardziej przypominały mi opo
              > wieści mojej mamy niż rodzących współcześnie koleżanek.

              Hm, ja nie rodziłam 30 lat temu, ale faktycznie nie znam skrótu "sn" ani "zzo". :(

              "CC" to pewnie "cesarskie cięcie". O ile mi wiadomo nie jest to coś, nad czym trzeba się zastanawiać, bo albo ma się do takiej operacji wskazanie lekarskie albo nie. Na żądanie lekarze nie chcą wykonywać cesarskiego cięcia. (Wiem to przynajmniej od osoby, która rodziła parę lat temu i "załatwiła sobie" od lekarza takie zaświadczenie i kosztowało ją to sporo trudu, a wskazań do takiego porodu w jej przypadku nie było). Myślę więc, że u Róży też nie było.

              Myślę, że nad jakimiś sprawami praktycznymi (typu "rodzenie na stojąco") Róża zastanawiała się, tylko po co czytelnik ma to czytać? (Ja akurat nie miałam takiej potrzeby, może inni).

              Jednego tylko jestem pewna: na pewno Róża nie zastanawiała się nad tym czy prosić Frycka, żeby był przy porodzie, bo przecież jasno jest powiedziane, że Frycek nie dawał znaku życia, a Róża też skreśliła go, skoro tak. Mówi o tym książka. Frycek zjawił się znienacka z torbą i już był koniec książki, więc może ewentualnie o tym czy rodzić razem pomyśleli później, ale już "między tomami".

              "Karmienie piersią czy butelką" - chyba za wcześnie na roztrząsanie tego (dziecko jeszcze nie urodziło się). Myślę, że obecnie, gdy jest ogromna świadomość korzyści z karmienia piersią, większość kobiet uważa za oczywiste, że przynajmniej spróbują i przynajmniej przez jakiś czas będą karmić piersią.
              • staua Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 20:33
                Karmienie piersią to nie tylko plusy. Właśnie córka znajomej (27 miesiecy), która karmiła ją 24 miesiące i przestała tylko, bo kategorycznie zabronił jej dentysta dziecka, miała usuwane (pod narkozą, oczywiście) dwa zęby, leczone zakażenie, i dwa zęby plombowane za jednym zamachem (tak, mleczne).
                Ja tam nie miałam spakowanej torby, ale jak czekałam na odpowiednią częstotliwość skurczy w domu, to mąż spakował. Miałam zzo (na szczęście, strasznie się cieszę, to była jedna z moich najlepszych decyzji).
                Aha, nawet nie pamiętam, jaka to była torba ;-)
                • mammajowa Re: Torba od Fryca dla Róży 01.04.11, 23:02
                  te zęby to chore się stały od karmienia 24 miesiące piersią niby? czy o coś innego chodzi - jakie minusy w tym kontekście?

                  btw ja karmiłam jeszcze dłużej, a mleko kobiece zawiera związki fluoru, które właśnie zapobiegają rozwojowi próchnicy. próchnica ma związek z mlekiem (lub innymi pokarmami) podawanymi na noc dzieciom butelka (resztki długo zalegają w ustach, a ślina jest wydzielana w mniejszych ilościach) - tzw. próchnica butelkowa.
                  • staua Re: Torba od Fryca dla Róży 02.04.11, 22:55
                    O to, o to.
                    Genetyka plus laktoza.
                    Gratuluję, jeśli Twoj syn nie ma żadnych ubytków.
                    Ten post przypomniał mi, dlaczego nie wchodzę na mamusiowe fora.
                    • mammajowa Re: Torba od Fryca dla Róży 03.04.11, 22:25
                      tak zalał Cię terror laktacyjny;) uciekaj!
                      po prostu gromię mity. sama zaczęłaś temat tych zębów

                      btw. nie wiem czemu mój drugi post na temat Róży i torby się nie ukazał.
            • a_weasley Re: Torba od Fryca dla Róży 23.12.11, 01:01
              Limotini napisała:

              > Frycek nie myśli sobie: "Kurczę, wszyscy koledzy byli przy porodzie,

              Primo: wieluż ten Frycek ma dzieciatych kolegów? I jeszcze żeby o tym rozmawiali?
              Secundo: a jeśli już, to dlaczego wszyscy mieliby być przy porodach? Nie wszyscy są.

              > Róża też pewnie chce żebym był"

              I nie wszystkie kobiety tego chcą. Moja np. kategorycznie sobie nie życzyła.
              Co więcej, mogliby nawet o tym rozmawiać. Hasło "rozmawiamy teoretycznie" jest bardzo poręczne.

              > . Ani: "dobrze, że mam pieniądze, zzo kosztuje 600zeta w Poznaniu".

              Jasssne. Faceci takie rzeczy wiedzą. Spokojnie mógł uznać, że przy dzisiejszym stanie medycyny już co jak co, ale takie znieczulenie to automat, bo przecież nawet przy wyrywaniu zębów znieczula się rutynowo, i w tym przypadku w ogóle przez myśl mu nie przeszło się zainteresować.
              To jest mężczyzna, kawaler, naukowiec, syn taty Schoppego i brat Wolfiego.
            • totorotot Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 01:40
              A gdzie: cc czy sn? Czy da się uniknąć nacinania? Czy brać zzo czy próbo
              > wać bez znieczulenia? Czy pozwolą mi rodzić na stojąco? Czy w szpitalu jest ine
              > rnet? Czy namawiać F, żeby był ze mną? Karmienie piersią czy butelka? Oczywiśc
              > ie nie trzeba było pisać o tym, ale przeżycia Róży bardziej przypominały mi opo
              > wieści mojej mamy niż rodzących współcześnie koleżanek.

              Ejno, w 2004 to nie było opcji dla pierworódek w PL porodu bez nacinania. Poród na stojąco - prośba o takie cudo-dziwo spotkałaby się najpewniej z rechotem lekarzy i położnych, w najlepszym przypadku. W nieco gorszym- z uznaniem rodzącej za niezdrowej na umyśle.
              O tym, by rozważać, czy w szpitalu jest internet, to ja bym nie wpadła nawet w 2011roku. Na porodówkę w celach rozrywkowych wzięłam sobie ksiązki i czytałam je w nocy świecąc sobie komórką :DD
              • anutek115 Re: Torba od Fryca dla Róży 25.12.11, 23:06
                Ja przepraszam, wiem, że to okropnie nie na temat, ale po prostu muszę, czytam takich wypowiedzi dość sporo i zawsze ciśnie mi się na usta to samo pytanie:

                Dziewczyny, gdzie wy rodziłyście?! No bo jak w tej samej Polsce, co ja to:

                totorotot napisała:

                > Ejno, w 2004 to nie było opcji dla pierworódek w PL porodu bez nacinania.

                Owszem. Była. Zapewniam.

                Poród
                > na stojąco - prośba o takie cudo-dziwo spotkałaby się najpewniej z rechotem le
                > karzy i położnych, w najlepszym przypadku. W nieco gorszym- z uznaniem rodzącej
                > za niezdrowej na umyśle.

                Hm...

                > O tym, by rozważać, czy w szpitalu jest internet, to ja bym nie wpadła nawet w
                > 2011roku. Na porodówkę w celach rozrywkowych wzięłam sobie ksiązki i czytałam j
                > e w nocy świecąc sobie komórką :DD

                Ja też. To znaczy, też książki wzięlam. Tyle, że czytać ich przy komórce nie musiałam. A internet, i owszem, był.

                W szpitalu miejskim rodziłam. Za kazdym razem. Za darmo, w ramach ubezpieczenia, w szpitalu bardzo srednio ocenianym w akcji "Rodzić po ludzku" i jedynym położniczym w moim miescie (czyli pozbawionym konkurencji). W Poznaniu to nie wiem, ale jeśli jest tych szpitali więcej, to owszem, wszystkie pytania na temat pozycji porodu, internetu i znieczulenia moglaby sobie Pyza zadawać, a jeszcze między szpitalami przebierać...
                • totorotot Re: Torba od Fryca dla Róży 25.12.11, 23:55
                  anutek115 napisała:

                  > > Ejno, w 2004 to nie było opcji dla pierworódek w PL porodu bez nacinania.
                  >
                  >
                  > Owszem. Była. Zapewniam.

                  Hm... rodzicpoludzku.pl >> bank informacji. Masz tam dane procentowe.
                  Moze chodzi Ci o promil pierworodek, ktore nie byly naciete, to w tym sensie jakas szansa istniala. Niemniej jednak pytanie Idy o bol w 3 tyg. po porodzie interpretuje jako pytanie o blizne po nacieciu.
                  Szczerze watpie, ze Pyzie udalo sie urodzic bez nacięcia. Chyba że miała cesarkę.
                  • anutek115 Re: Torba od Fryca dla Róży 26.12.11, 21:21
                    totorotot napisała:

                    > Hm... rodzicpoludzku.pl >> bank informacji. Masz tam dane procentowe.

                    Jak pisalam, szpital w którym rodziłam ma w akcji Rodzić po ludzku bardzo średnie oceny. Rodzić można w wannie, na specjalnym łóku, aktywnie, pojedyncze sale, obecność bliskiej osoby i inne takie to standard, nikt sie nie zająknął o jakichkolwiek opłatach, po ostatnim porodzie miałam salę pojedynczą, opieka położnych i pielęgniarek po prostu doskonała, jedzenie wegetariańskie na zyczenie, cud miód i orzeszki, (i jakos nie wierzę, że mi się tak przypadkiem za kazdym trafiło, a inni to zaliczyli dno i pięć metrów mułu), a w akcji - bardzo srednio. I niżej niż srednio. Tak więc niekoniecznie w dane Akcji wierzę.

                    > Moze chodzi Ci o promil pierworodek, ktore nie byly naciete, to w tym sensie ja
                    > kas szansa istniala. Niemniej jednak pytanie Idy o bol w 3 tyg. po porodzie int
                    > erpretuje jako pytanie o blizne po nacieciu.
                    > Szczerze watpie, ze Pyzie udalo sie urodzic bez nacięcia. Chyba że miała cesark
                    > ę.
                    >
                    Nie, to gdzies jest powiedziane otwartym tekstem (chyba? bo "Polewkę" raz czytałam, i tak tez pozostanie), nie miała.
                    • totorotot Re: Torba od Fryca dla Róży 27.12.11, 11:57
                      > Jak pisalam, szpital w którym rodziłam ma w akcji Rodzić po ludzku bardzo średn
                      > ie oceny. Rodzić można w wannie, na specjalnym łóku, aktywnie, pojedyncze sale,
                      > obecność bliskiej osoby i inne takie to standard, nikt sie nie zająknął o jaki
                      > chkolwiek opłatach, po ostatnim porodzie miałam salę pojedynczą, opieka położny
                      > ch i pielęgniarek po prostu doskonała, jedzenie wegetariańskie na zyczenie, cud
                      > miód i orzeszki, (i jakos nie wierzę, że mi się tak przypadkiem za kazdym traf
                      > iło, a inni to zaliczyli dno i pięć metrów mułu), a w akcji - bardzo srednio. I
                      > niżej niż srednio. Tak więc niekoniecznie w dane Akcji wierzę.

                      Ale czekaj- w 2004 roku rodziłaś w wannie, na stojąco czy też piłce i Cię nie nacieli?


                      > > Szczerze watpie, ze Pyzie udalo sie urodzic bez nacięcia. Chyba że miała
                      > cesark
                      > > ę.
                      > >
                      > Nie, to gdzies jest powiedziane otwartym tekstem (chyba? bo "Polewkę" raz czyta
                      > łam, i tak tez pozostanie), nie miała.
                      >

                      Nie miała cesarki, ale była moim zdaniem nacięta, stąd pytanie Idy
                      • anutek115 Re: Torba od Fryca dla Róży 27.12.11, 15:31
                        totorotot napisała:

                        > Ale czekaj- w 2004 roku rodziłaś w wannie, na stojąco czy też piłce i Cię nie n
                        > acieli?

                        W 2004 MOGŁAM tak rodzić, chociaż ja akurat miałam w tym akurat roku fatalny poród. Za to spędziłam na polożniczym sześć tygodni ze współlokatorkami zmieniającymi się jak w kalejdoskopie, więc o paru porodach slyszałam, ze szczegółami.

                        Zaś w wynikach ankiety "Rodzić po ludzku" szpital był opisany jako posiadający jedną salę porodową z boksami i każący płacić za poród rodzinny co, osobiście stwierdziłam, nie było prawdą.

                        Gdy rodzilam trzy lata później, już z wszelkimi udogodnieniami, nadal był tak opisany. Dlatego własnie dane Akcji nie sa dla mnie wiarygodne.
                        >
                        > > > Szczerze watpie, ze Pyzie udalo sie urodzic bez nacięcia. Chyba że
                        > miała
                        > > cesark
                        > > > ę.
                        > > >
                        > > Nie, to gdzies jest powiedziane otwartym tekstem (chyba? bo "Polewkę" ra
                        > z czyta
                        > > łam, i tak tez pozostanie), nie miała.
                        > >
                        >
                        > Nie miała cesarki, ale była moim zdaniem nacięta, stąd pytanie Idy

                        Mozliwe, wcale tego nie neguję, wiem, że to jest nagminne. Pisalam tylko o tym, że mozna było urodzic inaczej - no i ze w 2004 roku naprawdę nie wszystkie porody wyglądaly jak za głębokiego komunizmu (serio czytałaś książki przy latarce? Bo trochę mnie tym ogłuszyłaś :)).
          • czere-mcha Re: Torba od Fryca dla Róży 22.12.11, 17:40
            " Po noworodka jedzie się z wyprawką za ileś dni, jak się urodzi i jak powiadomią, że można go zabrać do domu. Przyjeżdża ojciec dziecka lub babcia dziecka lub inna rodzina i ma ze sobą jakieś nosidełko, kocyk, pieluchy/ pampersy i ubranko z czapeczką."

            Dzień dobry!
            Witam się ponownie (ponieważ wciąż jestem nową osobą na tym forum).
            Akurat tutaj coś się już chyba zmieniło (ja rodziłam w tym roku) i wyprawkę dla noworodka trzeba mieć z sobą podczas przyjęcia do szpitala (przynajmniej tak było w moim szpitalu).
            Od razu ubiera się dziecko w pieluchy i ubranka przywiezione przez rodzącą- kocyk i becik też od razu są wymagane...
            W kwestii Róży i Fryderyka nie zabieram głosu, bo czytałam chyba raz i więcej do tego tomu powracać nie zamierzam.
            Pozdrawiam!
            • mama_kotula Re: Torba od Fryca dla Róży 22.12.11, 20:38
              Cytat
              Akurat tutaj coś się już chyba zmieniło (ja rodziłam w tym roku) i wyprawkę dla noworodka trzeba mieć z sobą podczas przyjęcia do szpitala (przynajmniej tak było w moim szpitalu).
              Od razu ubiera się dziecko w pieluchy i ubranka przywiezione przez rodzącą- kocyk i becik też od razu są wymagane...


              Ale to zależy od szpitala :)
              W naszym szpitalu wyprawka dla noworodka nie jest wymagana - jeśli matka jej nie ma, dziecko dostaje szpitalne ubranka i tetrowe pieluchy. Kocyk i becik zapewnia szpital.
        • the_dzidka Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 09:15
          > Ach, bo przecież młoda kobieta przed pierwszym porodem myśli przede wszystkim:
          > "Jak ja się pokażę na porodówce ze starą torbą?! Wszyscy się będą ze mnie śmiać
          > !".

          Moja kumpela na kilka dni przed pierwszym porodem poszła na depilację "okolic bikini", bo zapowiedziała stanowczo, że nie będzie rodzić z owłosionym bobrem ;) Serio-serio. Fakt, że taka młoda to ona znowu nie była, okolice 38, i zawsze szalenie przywiązywała wagę do swojego wyglądu nawet "tam, gdzie nie widać", ale jednak uznałam to za lekką przeginkę. Kosmetyczka też.

          (Obawiam się, że zaraz rozpocznie się tu dyskusja na temat karmienia piersią oraz terroru laktacyjnego. Uciekam.)
          • ginestra Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 10:48
            the_dzidka napisała:

            > Moja kumpela na kilka dni przed pierwszym porodem poszła na depilację "okolic b
            > ikini", bo zapowiedziała stanowczo, że nie będzie rodzić z owłosionym bobrem ;)
            > Serio-serio. Fakt, że taka młoda to ona znowu nie była, okolice 38, i zawsze s
            > zalenie przywiązywała wagę do swojego wyglądu nawet "tam, gdzie nie widać", ale
            > jednak uznałam to za lekką przeginkę. Kosmetyczka też.

            Hm, mnie tu zdziwiło zdziwienie. :)
            Dla mnie jest oczywiste raczej to, żeby do porodu iść wydepilowaną, bo jest to po prostu bardziej higieniczne. Sama jako kobieta zawsze wydepilowana, w ciąży i bez ciąży, po prostu uważam to za normę. Natomiast pamiętam, że przy okazji mojego pierwszego porodu zetknęłam się z tym, że salowa goliła przyjeżdżające do porodu kobiety czymś w rodzaju brzytwy. Miało to swoje uzasadnienie, bo np. jeśli potrzeba by było założyć szwy czy coś, to lepiej na bezwłosą skórę i lepiej się ona wtedy goi.
            • kkokos Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 20:28
              Sama jako kobieta zawsze wydepilowana, w ciąży
              > i bez ciąży, po prostu uważam to za normę.

              ginestro kochana, ale masz świadomość, że tę "normalną" depilację rozpowszechnił przemysł pornograficzny i jego dostępność w internecie w ciągu ostatnich lat, że to pod jego wpływem zaczęłaś uważać depilację za oczywistą - i że 15 lat temu to raczej na porodówce kobieta wydepilowana była dziwadłem, a nie odwrotnie?
              • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 20:30
                Nie mowiac o tym, ze wiedza gdzie kto jest wydepilowany nie byla nam naprawde potrzebna do szczescia;-)
              • truscaveczka Re: Torba od Fryca dla Róży 30.03.11, 12:50
                Mój mąż o 100% depilacji intymnej mówi, że to wynalazek pedofilów - którzy z dorosłej kobiety chcą sobie zrobić obiekt niezdrowych podniet. Sam się raczej brzydzi tego rodzaju widoków, wiążąc je jedynie z filmami porno.
            • kosmaty_007 Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 13:07
              ginestra napisała:
              > Dla mnie jest oczywiste raczej to, żeby do porodu iść wydepilowaną, bo jest to
              > po prostu bardziej higieniczne. Sama jako kobieta zawsze wydepilowana, w ciąży
              > i bez ciąży, po prostu uważam to za normę.

              Droga pani Ginestro Nie wiem czy mnie Pani pamieta, dawno nie pisalem :-)
              Zaczalem tu czytac po dlugiej nieobecnosci i niestety jestem z szokowany Pani wypowiedzia. Ja wiem ze Porod jest dramatyczny sam o mal nie zemdlalem na naszym Porodzie i musieli mnie odswiezac, dlatego, podziwiam Panie Kobiety wszystkie :-) Ale, Chcialbym Pania ostrzec, przed pisaniem takich prywatnych rzeczy o depilacji intimnej w Internecie! W Internecie pelno jest geiler mezczyzn co czekaja na nagosc kobiety i oni tylko pornografii szukaja. I teraz Pani im pisze i beda sobie wyobrazac Pani cialo. Naprawde Pani tego chce? To niebezpiecznejest i Pani moze teraz im sie kojarzyc z pornografia. Mezczyznom takich rzeczy w Internecie nie pisze sie bo nie beda Pani szanowac.
              Czy Pani mezowi i Pani Rodzinie nie jest przykro ze Pani sie opisuje z intimnymi szczegolami w Internecie. Mnie byloby bardzo przykro i bylbym zdradzony jak by moja Pani Zona pisala innym mezczyznom do czytania gdzie sie depiluje. I mojej Zonie byloby przykro i zla bylaby gdybym ja pisal w Internecie takie prywatne rzeczy o Niej albo o sobie. Moze dzisiaj modne robic z sypialni Big Brother i pokazywac wszystko? Ale ja jestem niestety troche stary i nie Modern. Jestem religijny, z ksiedzem tez bym nie rozmawial o depilacji intymnej a tu na forum Pani tak pisze. Nie podoba mi sie to i chcialbym Pania ostrzec przed robieniem pornografii. Golych zdjec nie robie tez synkowi i nie pokazuje Jego zdjec w Internecie nawet w ubraniu bez zgody Zony .po Narodzinach robilem mu tylko zdjecie od brzuszka w gore i pokazuje jak ktos z przyjaciol chce w naszym domu zobaczyc ale w Internecie nigdy :-)
              Mam nadzieje, ze Pani nie urazilem, ale zszokowalem sie. Prosze Pania o namyslenie sie i ostroznosc w Internecie. Niech Pani zachowa swoje cialo dla Rodziny.
              Zycze Pani milego dnia i szczesc Boze!
              • lezbobimbo Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 17:55
                > ginestra napisała:
                > Dla mnie jest oczywiste raczej to, żeby do porodu iść wydepilowaną, bo je
                > st to po prostu bardziej higieniczne. Sama jako kobieta zawsze wydepilowana, w
                > ciąży i bez ciąży, po prostu uważam to za normę.

                Jak to szlo? "Od kiedy poznalam Waldeczka, zawsze nosze czysta bielizne." :PPPPPP

                • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 18:46
                  Myjcie sie dziewczyny, bo nie znacie dnia i godziny:)))
              • ginestra Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 23:57
                kosmaty_007 napisał:


                > Droga pani Ginestro Nie wiem czy mnie Pani pamieta, dawno nie pisalem :-)
                > Zaczalem tu czytac po dlugiej nieobecnosci i niestety jestem z szokowany Pani w
                > ypowiedzia. Ja wiem ze Porod jest dramatyczny sam o mal nie zemdlalem na naszym
                > Porodzie i musieli mnie odswiezac, dlatego, podziwiam Panie Kobiety wszystkie
                > :-) Ale, Chcialbym Pania ostrzec, przed pisaniem takich prywatnych rzeczy o dep
                > ilacji intimnej w Internecie! W Internecie pelno jest geiler mezczyzn co czekaj
                > a na nagosc kobiety i oni tylko pornografii szukaja. I teraz Pani im pisze i be
                > da sobie wyobrazac Pani cialo. Naprawde Pani tego chce? To niebezpiecznejest i
                > Pani moze teraz im sie kojarzyc z pornografia. Mezczyznom takich rzeczy w Inter
                > necie nie pisze sie bo nie beda Pani szanowac.

                Witaj Kosmaty!
                Dopiero przeczytałam Twoją wiadomość. Przyznam się, że nie pomyślałam o tym, o czym piszesz. Chyba mimo mojego uważania na słowa (bo naprawdę uważam i staram się nie podawać np. jakichś identyfikujących informacji o sobie) po prostu za bardzo zadomowiłam się w Internecie. Dziękuję Ci bardzo za zwrócenie na to uwagi! Nie będę już takich rzeczy pisać. Napisałam to w kontekście porodu i po prostu bez szczególnej intencji.


                > Czy Pani mezowi i Pani Rodzinie nie jest przykro ze Pani sie opisuje z intimnym
                > i szczegolami w Internecie. Mnie byloby bardzo przykro i bylbym zdradzony jak b
                > y moja Pani Zona pisala innym mezczyznom do czytania gdzie sie depiluje. I moje
                > j Zonie byloby przykro i zla bylaby gdybym ja pisal w Internecie takie prywatne
                > rzeczy o Niej albo o sobie.

                Pewnie tak, tylko ja nie mam męża od bardzo wielu lat. Coś tam pisałam na forum o tym, ale pewnie dawno. No nic, gdybym miała męża, to pewnie bym nie napisała tego zdania.


                > Mam nadzieje, ze Pani nie urazilem, ale zszokowalem sie. Prosze Pania o namysle
                > nie sie i ostroznosc w Internecie. Niech Pani zachowa swoje cialo dla Rodziny.
                > Zycze Pani milego dnia i szczesc Boze!

                Ależ skąd, nie uraziłeś mnie. :) Jest mi wręcz miło, że zechciałeś zwrócić uwagę na coś, czego sama nie zauważyłam i ostrzec mnie. W Internecie trzeba uważać, to fakt. Ja myślę sobie, że chyba nikt z osób, które wchodzą na forum, a które mnie nie poznały drogą prywatną, nie może mnie sobie wyobrazić ani zidentyfikować (mam taką nadzieję, przynajmniej).
                Dziękuję bardzo i też Szczęść Boże!
                • ginestra Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 23:58
                  PS. Nie wiem czemu tu mi przeniosło posta - dopisywałam się pod postem Kosmy.
          • a.nancy Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 12:09
            > Moja kumpela na kilka dni przed pierwszym porodem poszła na depilację "okolic b
            > ikini", bo zapowiedziała stanowczo, że nie będzie rodzić z owłosionym bobrem ;)

            ja w tym nie widze nic dziwnego
            nie jestem wybitnie przywiazana do wygladu, ale nie wiem, dlaczego w szpitalu musze koniecznie byc zaniedbana :) przed porodem ogolilam nogi i podgolilam bobra, skoro i tak robie to regularnie, to porod nic nie zmienia.
          • kkokos Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 20:31
            > Moja kumpela na kilka dni przed pierwszym porodem poszła na depilację "okolic b
            > ikini", bo zapowiedziała stanowczo, że nie będzie rodzić z owłosionym bobrem ;)

            też z taką leżałam na poporodówce - jak już po jakimś czasie po porodzie mogła obejrzeć swoje ciało, okrutnie się sama z siebie śmiała, bo okazało się, że mając dostęp utrudniony tu i ówdzie poradziła sobie z depilacją jak pijany z kosiarką. "a taka chciałam być ładna do tego porodu" - oświadczyła nagle leżąc na łóżku, czym wprawiła nas w osłupienie, dopóki nie wyjaśniła, o co chodzi :)
          • totorotot Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 01:54
            > Moja kumpela na kilka dni przed pierwszym porodem poszła na depilację "okolic b
            > ikini", bo zapowiedziała stanowczo, że nie będzie rodzić z owłosionym bobrem ;)

            Nie ma w tym nic dziwnego :-) Nie wiem,o jakich czasach mowisz, ale kiedyś do porodu kobiety były golone przez położną (krępujące, dla niektórych nawet upokarzające), a obecnie przed nacięciem także położna lubi smyrnąć miejsce cięcia maszynką.

            Poza tym podczas porodu kobieta często czuje się odkobiecona, wiesz, andzia na wierzchu, kupę się smignie niechący na trzy osoby macające Ci szyjkę macicy, to i chociaż człowiek sobie tego bobra zgoli dla własnego komfortu.
            Kosmetyczka, która się dziwuje, byłaby moją kosmetyczką pierwszy i ostatni raz.
            • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 05:38
              Yyy, nie sa to obrazy, ktore potrzebowalam zobaczyc oczami wyobrazni w wigilijny poranek...
      • seidhee Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 11:51
        Ta torba mi tak generalnie pasuje do całego wątku frycowego. Fryc objawia się nagle jako cały-czas-kochający-lecz-zarobiony narzeczony, co to mejla nie zdążył napisać ale za to na wyprawkę zapracował i nawet osobiście kupił.
      • ananke666 Re: Torba od Fryca dla Róży 04.04.11, 01:14
        > Ale owszem, dobrze ci się majaczy (w pewnym sensie). Fryc przywiózł był Rózi gu
        > stowną torbę oraz wyprawkę niemowlęcą. Oraz gadkę o długim, zasadniczym mailu,
        > co nie doszedł był. Ludzki pan.

        1. Interesuje mnie, jak w normalnym domu, w którym cięgiem ktoś gdzieś jeździ i nie jest to tylko młodzież - nie ma żadnej torby.
        2. Fascynuje mnie pomysł wręczenia torby w charakterze prezentu, kiedy to darczyńca wypiął się na potomka, wypiął się na jakikolwiek kontakt i wraca skruszony i chętny do ojcostwa. I wręcza swej ukochanej, matce dziecka swego prezent. Torbę. No nie potrafię sobie wyobrazić nikogo, kto wraca na fali ekspiacji i miłości, pragnie wręczyć ukochanej prezent i kupuje cholerną torbę.
        • jamniczysko Re: Torba od Fryca dla Róży 04.04.11, 09:24
          Bo przed wizytą u Pyzy Frycu jednak wpadł do rodzinnego domu i stary Schoppe wyznał mu, że podczas jego wizyty u Borejków dziewczątko biadoliło o braku torby.
        • anutek115 Re: Torba od Fryca dla Róży 05.04.11, 10:38
          ananke666 napisała:

          > 1. Interesuje mnie, jak w normalnym domu, w którym cięgiem ktoś gdzieś jeździ i
          > nie jest to tylko młodzież - nie ma żadnej torby.

          Może nie były takie trwałe jak slynny musztardowy wózek (mnie interesuje, jakim cudem kolejne mamusie godziły się na ten wózek, starenki, zuzyty, już pal licho, że niemodny, bo to ten borejkowski minimalizm ani chybi, ale po prostu, po latach i tych dzieciach niewątpliwie nadwyrężony) i sie porozpadały od jazd do kolejnych porodów i na wakacje ;P...

          > 2. Fascynuje mnie pomysł wręczenia torby w charakterze prezentu, kiedy to darcz
          > yńca wypiął się na potomka, wypiął się na jakikolwiek kontakt i wraca skruszon
          > y i chętny do ojcostwa. I wręcza swej ukochanej, matce dziecka swego prezent. T
          > orbę. No nie potrafię sobie wyobrazić nikogo, kto wraca na fali ekspiacji i mił
          > ości, pragnie wręczyć ukochanej prezent i kupuje cholerną torbę.

          A taką parę jak lodowaty android Fryc i Silna Kobieta z Osobowością (przypominajaca wszystkim poza panią autorką rozlazlą galaretę bez charakteru, istne, że polecę tą samą autorka z lepszych czasów, jajko bez skorupki, przybierajace kształt naczynia, w którym sie znajduje) potrafisz?

          No, nie, ja w sumie też potrafię... Brrr, teraz się bede musiała napic, żeby zapomnieć, co sobie wlasnie wyobrazilam...

          A serio, zgadzam się z jedną z przedpiśczyń. Ta torba pasuje do postaci Fryca (takiego, jakim go autorka usiłuje nam wcisnąć), co to maila nie umie wysłać, ale zarzyna się na stacji benzynowej, by winy odkupić. Przeciez nie z perfumami wróci, nie z bukietem kwiecia, nie z, tfu, tfu, frywolną bielizną (znów się napić musze...), on wróci z czymś RZETELNYM, z czymś POWAŻNYM, z czymś, co pokaże, ze on jest odpowiedzialnym człowiekiem, co o rodzinie myślał, a nie o jakichś faramuszkach.

          I to pasuje tez do Rózi, tej bezkształtnej magmy, co faceta, który przez pół roku słowem się do niej nie odezwał (zasadniczego maila wysmażył, ale na znaczek nie miał! A telefony w tej Ameryce poodcinali? Bo juz wszyscy internet mają?) wita tekstem "Mamy swieże ciasto". Toć by bidula z bielizna frywolna to nie wiedziałaby, co robić, jeszcze gotowa by sie obrazić, że ona tu, panie ja kogo, nowe zycie hoduje na dziekance (w pełni sił i zdrowia) oraz o pracy w budce fantazjuje, a on jej, swintuch, perfumę!!!! I inne zberezienstwa!!! To O CZYM on w tej Ameryce myslał, bo nie ze o rodzinie, tej, nieprawda, podstawowej komórce, komórce, która jest, nieprawda, naszym wspólnym domem, to pewne...
        • a_weasley Re: Torba od Fryca dla Róży 23.12.11, 01:06
          Ananke666 napisała:

          > 2. Fascynuje mnie pomysł wręczenia torby w charakterze prezentu, kiedy to darcz
          > yńca wypiął się na potomka, wypiął się na jakikolwiek kontakt i wraca skruszon
          > y i chętny do ojcostwa. I wręcza swej ukochanej, matce dziecka swego prezent. T
          > orbę. No nie potrafię sobie wyobrazić nikogo, kto wraca na fali ekspiacji i mił
          > ości, pragnie wręczyć ukochanej prezent i kupuje cholerną torbę.

          Faceci naprawdę bywają dziwni. Spokojnie mogę wskazać w realu paru gości, którzy by taki prezent w podobnej sytuacji zrobili. A jeśli jakimś cudem przeczytają Twoją notkę, nie zrozumieją, co Cię dziwi.
          • ananke666 Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 00:30
            a_weasley napisał:

            > Faceci naprawdę bywają dziwni. Spokojnie mogę wskazać w realu paru gości, którz
            > y by taki prezent w podobnej sytuacji zrobili. A jeśli jakimś cudem przeczytają
            > Twoją notkę, nie zrozumieją, co Cię dziwi.

            Serio? Po takim numerze, przynieśliby torbę? Taką, sądząc po entuzjazmie Pyzy, stosowną do wyjazdu na porodówkę, czyli średniego rozmiaru torbę typu turystycznego? Chwałaż Boru, że ja takiego żadnego nie znam.
    • minerwamcg Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 12:30
      Taaa. I mejla nie przysłał, bo nie miał znaczka. Powrót Fryca jest nie pozwala mi zapomieć o kierunku, na którym studiował - jest absolutnie z kosmosu.
      • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 13:18
        No coz, widac amerykanska poczta go przerosla;-P
        • doratos Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 15:32
          Wogóle Fryc jest cały taki nie z tej ziemi!Sztywny i bezuczuciowy,rozum mu tak wypełnił czaszkę,że na inne uczucia nie starczyło miejsca!
          Z jego wyobrażeń o porodzie pewnie wynikało,że kobiecie w tym momencie jest potrzebna torba z wyposażeniem!
          Natomiast uczucia i myśli Róży są jak najbardziej prawdziwe,czy rodziłyśmy 20,30 lat temu,czy teraz to się raczej nie zmieniło i mamy podobne myśli i odczucia.
          Kiedyś golenie było na początku dziennym(plus lewatywa),choć zupełnie nie rozumiem po co albowiem szwy są zakładane wewnątrz,okolice owłosione ani same nie pękają ani nie są nacinane!
          Dla mnie było to zawsze upokarzające,a jak się sama przygotowałam to mnie położne obśmiały!Jakie szczęście,że moja córka rodziła w innych warunkach!
          • ding_yun Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 19:35
            Zgadzam się, że scena powrotu Frycka jest absolutnie kosmiczna. Gdyby padło na mnie, facet dostałby w łeb na wejście, a potem dołożyłabym wspomnianą torbą, gdyby odważył mi się ją jednak wręczyć.
            • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 20:05
              Prawda?:). Ja na miejscu Rozy nie chcialabym byc z facetem, tak nierozgarnietym, ze nie jest w stanie wyslac maila;-P
              • verdana Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 20:57
                Dla mnie sytuacja przedstawia sie następująco: albo Fryc jest debilny - facet studiujący kierunek ścisły , który nie wie, jak funkcjonuje mail, a listu wysłac nie umie - to człowiek, ktory nadaje sie do leczenia. Psychiatrycznego. Albo - i to chyba jest i dla Róży i dla czytelnikow oczywiste - Fryc łga jak najęty, a torba jest wyłącznie w celu powiedzenia "Nie masz prawa robić mi wymowek, przecież myślałem o dziecku i to jest absolutnie wystarczające dla kogoś, kto został w to dziecko wrobiony. Ciesz się, ze w ogóle coś temu dziecku kupilem, bo nie musiałem."
                Tak czy inaczej torba by leciała po schodach pierwsza, a Fryc za nią. Bo oznaczała, ze facet jest sk.., skoro sadzi, że może w tej sytuacji coś podarowac...
                • kkokos Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 21:11
                  podłe jesteście dla biednego fryca, którego żal mi coraz bardziej, bo ewidentnie cierpi za nieswoje winy - naprawdę, gdyby pani mm wiedziała, jak działa mail, to by mu powiedziała i by się chłopak nie zachował jak idiota. skąd miał wiedzieć, skoro pani mm nie wie, hę??

                  o ile mogę się kłócić o zachowanie gaby czy mili, bo dla pani mm jest jak córka/siostra i pani mm wkłada w nie swoją duszę, przekonania, wizję świata, "wymarzona ja", alter ego i jak_to_się_tam_jeszcze nazywa, to fryc jest tylko użytkowo i technicznie traktowaną postacią literacką posuwającą akcję do przodu (lub nie), więc odsądzanie chłopaka od czci i wiary (choć go nie lubię) z powodu braków w wiedzy/zacofania technicznego/niezupdate'owanej wizji świata u autorki wydaje mi się przegięciem. chyba że uważacie, że inaczej do pani mm nie dotrze :)
                  • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 28.03.11, 22:09
                    Jak pisarz nie wie, to powinien sie dowiedziec. Akurat korzystanie z maila nie wymaga jakiegos skomplikowanego reaserchu:)
                    • nessie-jp Re: Torba od Fryca dla Róży 29.03.11, 00:07
                      No, ale ta pisarka nawet nie wie, że nie wie... Brak kontaktu ze współczesnymi sieciami społecznościowymi jednak zaczyna razić, bo to trochę tak, jakby w latach 80-tych napisać powieść o kraju, w którym NIKT nie ma telefonu i wszyscy jeżdżą dorożkami...

                      MM wymyśliła sobie sytuację "Pyziak-bis, tylko inaczej", ale sytuacja zupełnie nie wyszła, bo to już nie są lata 80-te ubiegłego wieku, to jest 30 lat później. Tania lub darmowa błyskawiczna komunikacja z całym światem (wyłączywszy częściowo Chiny i inne reżimy totalitarne).

                      Teraz już po prostu NIE MA takiej możliwości, żeby ktoś nie skontaktował się już teraz i natychmiast, jeśli tylko chce. I w ten sposób autorce wyszło, że Fryc jednak nie chciał
                      • kkokos Re: Torba od Fryca dla Róży 29.03.11, 00:15
                        > Lepiej już by było, doprawdy, gdyby MM w ogóle nie dotknęła tematu poczty elekt
                        > ronicznej i udawała, na przykład, że wieloryb zeżarł statek, którym płynął cier
                        > pliwie papierowy list of Frycka.

                        ekhm, nieśmiało przypomnę, że już w czasach pyziaka-australijczyka z kontynentu na kontynent wysyłało się jednak pocztę lotniczą - na cieniutkim papierze i w cieniutkiej kopercie, co by taniej wyszło, niemniej nie kosztowało to miesięcznej pensji i było dość powszechne :)

                        wieloryb to mógł sobie co najwyżej zeżreć statek z listem zbysława do mili (gdyby go był napisał z daleka, lecząc w tym daleku złamane serce - zbysław oczywiście, nie wieloryb)
                        • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 29.03.11, 06:08
                          Listy przewoza samoloty:)
                          • nessie-jp Re: Torba od Fryca dla Róży 29.03.11, 15:33
                            Oj tam. To latający wieloryb. :P
                          • totorotot Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 02:03
                            dakota77 napisała:

                            > Listy przewoza samoloty:)

                            Oj, ale problemy mnożysz. Pelikan zeżarł, skoro się upierasz :-)
                          • ateh7 Re: Torba od Fryca dla Róży 05.01.12, 16:45
                            Akurat TEN list byłby wieziony przez statek :D
                      • dakota77 Re: Torba od Fryca dla Róży 29.03.11, 06:08
                        Ja bym predzej przyjela tlumaczenie, ze to Pyza zmienila (celowo najlepiej, wsciekla na Fryca) adres mailowy. Ale i tak w takim przypadku on powinien szukac namiarow na nia przez jej rodzine, znajomych.
                        • iwoniaw Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 29.03.11, 12:58
                          Może i ten typ osobowościowy nie jest wzorem do naśladowania w dziedzinie kontaktów interpersonalnych i niejedno mógłby nawywijać z dużym prawdopodobieństwem, ale wmawianie czytelnikowi, że maila nie mógł wysłać, bo z NASA do Poznania daleko (nie, że nie chciał, nie, że Róża konto zlikwidowała, nie, że rodzina i znajomi nie chcieli pomóc w innym skontaktowaniu się, ale że się nie dało) to doprawianie mu gęby jeszcze bardziej idiotyczne niż opisanie Pyziaka jako chama na drodze (no bo jakże inaczej może się zachowywać Mąż i Ojciec, Który Porzucił, nieprawdaż). I tak jak nieprawdopodobna jest ta akcja z mailem (czy brakiem maila), tak samo nieprawdopodobne jest, że Frycek myślał o "wynagrodzeniu zła" jako o torbie z Samej Ameryki, a nie - jak ktoś powyżej słusznie napisał - o jakiejś próbie spektakularnych przeprosin, zdążenia na poród itp.
                          • seidhee Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 29.03.11, 14:07
                            Już chyba lepiej byłoby, żeby Fryc np. leżał nieprzytomny/sparaliżowany w szpitalu przez te kilka miesięcy w USA :) Wtedy wszyscy mieli by prawo myśleć, że zapomniał i porzucił, a on byłby kochający, acz niemogący. I powróciłby bardziej wiarygodnie.
                            • iwoniaw Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 29.03.11, 14:50
                              Otóż. Co jest rozwinięciem tezy, że jeśli śpiączka jednego z głównych bohaterów, która przytrafia mu się na wyjeździe w dalekim kraju jest bardziej prawdopodobna niż faktyczna akcja, to ta akcja jest skonstruowana... no właśnie.

                              Gwoli ścisłości: ja jestem z tej mocno mniejszościowej na forum frakcji, co to lubi Fryca (z "Imienin") i mu kibicuje, więc irytują mnie jego nieprzystające do pierwotnego portretu cechy tym bardziej. Ale przebolałabym nawet jego autentyczne przedzierzgnięcie się w czarny charakter - no byle właśnie autentyczne ono było. A skoro jednak autorka zdecydowała się, że jednak on niewinny jako lelija, bo nie dość, że wraca, to nawet do sprokurowania tej ciąży został de facto zmuszony z zaskoczenia (też wątpliwy koncept IMO), to niechby przynajmniej nie zachowywał się tak głupio.

                              OT: może to jednak jeszcze taki specyficzny kult Tego Co Z Samej Ameryki i nieszczęsna torba miała być podkreśleniem, że to prawdziwe nawrócenie, nie jakieś tam z byle jakim zakupem w Starym Browarze czy innej galeryi handlowej, siedlisku zuego konsumpcjonizmu. Takie pomieszanie lekceważenia niby dóbr doczesnych, ale jednocześnie uważanie, że te zagranicznie zakupione to z definicji Lepsze, jak to 30-40 lat temu było. Jest wszak gdzieś i scena, gdy Borejkowie sobie przypominają, czym to dla niemowlaka dysponują i Ida wspomina coś o świetnych i praktycznych w obsłudze śpioszkach, które są określane jako "amerykańskie" właśnie.
                              • verdana Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 29.03.11, 14:56
                                Ja bym nawet śpiaczke darowała:0 Wystarczyło by, aby wrocił z tekstem "Jestem palantem, dałem sie przekonać ojcu, ktory jest palantem do kwadratu, przemyslałem, wiem, z e teraz trudno mi ufać, wiec masz prawo spuscić mnie ze schodów, ale moze jednak spróbujemy?".
                                Fryz w Imieninach jest bardzo sympatyczny, gorzej - jego rodzina jest sympatyczna. To po prostu zupełnie inna osoba z zupełnie innej rodziny - jak to czesto u MM bywa - zadnego prawdopodobnego pssychologicznie rozwoju postaci nie ma.
                                • nessie-jp Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 29.03.11, 15:40
                                  > Fryz w Imieninach jest bardzo sympatyczny, gorzej - jego rodzina jest sympatycz
                                  > na. To po prostu zupełnie inna osoba z zupełnie innej rodziny - jak to czesto u
                                  > MM bywa - zadnego prawdopodobnego pssychologicznie rozwoju postaci nie ma.

                                  Oczywiście. Frycowie w późniejszych tomach to już Obcy, podstępnie przebrani za Zwykłą Poznańską Rodzinę.

                                  Jeszcze starego Fryca czepiałabym się najmniej (tzn. konstrukcji postaci)
                            • kkokos Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 29.03.11, 19:39
                              I powróciłby bardziej
                              > wiarygodnie.

                              o tak, nie ma nic bardziej wiarygodnego niż te filmowo-literackie cudowne ozdrowienia po pół roku (jakże potrzebnej dla rozwoju akcji) śpiączki, paraliżu, postrzeleniu trzema zatrutymi kulami, porażeniu tysiącem volt itd - cudownie przebudzony staje o własnych siłach najpóźniej na trzeci dzień po otwarciu oczu i nigdy, ale to przenigdy w jego organizmie nie pozostają żadne ślady tego zapewne mało istotnego wydarzenia skutkującego półrocznym paraliżem ze śpiączką :)
                              • nessie-jp Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 00:27
                                > o tak, nie ma nic bardziej wiarygodnego niż te filmowo-literackie cudowne ozdro
                                > wienia po pół roku (jakże potrzebnej dla rozwoju akcji) śpiączki, paraliżu,

                                No bo jest wiarygodność realistyczna i jest wiarygodność fikcji. Fikcja nie musi się rządzić tymi samymi prawami, co rzeczywistość, może obfitować w niemożliwe zbiegi okoliczności, intuicyjne przeczucia i cudowne ozdrowienia w 3 dni. Co natomiast musi, to prezentować obraz postaci, który czytelnik zdoła przełknąć. Czyli np. nie może znienacka i bez uzasadnienia zmieniać całkowicie charakteru jakiejś postaci, każąc czytelnikowi akceptować bez pytania, że X w poprzednim tomie był miły i kochany, a w tym jest oschły i wredny, a w następnym będzie kochający i czuły znowu.

                                I niestety zaprezentowanie postaci młodego, wyjątkowo zdolnego fizyka, którego narzeczona zwabiła w pułapkę biologiczną, bo nie wiedzieli, skąd się dzieci biorą i czego użyć, żeby tych dzieci nie było, i który to fizyk nie wie, jak działa mejl i jak działa Skype, i który to fizyk siedzi na zmywaku na stacji benzynowej po nie wiadomo co, skoro pojechał gwiazdy oglądać... otóż zaprezentowanie takiej postaci niestety pozostawia w czytelniku narastające przekonanie, że ktoś go tu, delikatnie mówiąc, robi w konika na biegunach.

                                Tak to już jest, że pewne uproszczenia literackie akceptujemy, bo stały się utartymi, dobrze znanymi zabiegami, posuwającymi akcję do przodu. Nie gniewamy się, że Filip Bratek budzi się w pociągu akurat w odpowiednim momencie, żeby zobaczyć czmyhającą Natalię, bo gdyby się nie obudził, to nie byłoby akcji. Nie gniewamy się, że Anieli stryjek mieszka akurat w tym samym mieście i w tej samej dzielnicy, co Pawełek Nowacki, bo gdyby nie mieszkał, to nie byłoby Franciszki Wyrobek. Nie gniewamy się, że Laura wpada na Naszpana co 5 minut w różnych okolicznościach w dużym mieście i jeszcze większym województwie, a na koniec w ogóle się okazuje, że to Naszpan.

                                To są wszystko klasyczne, akceptowalne mechanizmy, za pomocą których autorka ciągnie wózeczek akcji.

                                Ale problem zaczyna się wtedy, gdy te mechanizmy się żałośnie dezaktualizują, a autorka tego nie zauważa i myśli, że ten wózeczek akcji będzie jechał na kwadratowych kółkach i nikt nie zauważy.

                                Zagrywka "straciłem cię z oczu wskutek emigracji do dalekich krajów, bo nie ma jak się komunikować" miała sens te 30 lat temu i nikt się nie dziwił. Teraz po prostu NIE DA się jej wiarygodnie rozegrać. Tak jak nie da się wiarygodnie napisać na nowo scen ze starych filmów, w których bohaterka ścigana przez Złego rozpaczliwie szuka działającego telefonu, a tu wszędzie pourywane automaty tylko. Albo scen, w których dwie osoby cały dzień się mijają o włos i nie mogą na siebie trafić
                                • kkokos Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 01:18
                                  Fikcja nie mus
                                  > i się rządzić tymi samymi prawami, co rzeczywistość, może obfitować w niemożliw
                                  > e zbiegi okoliczności,

                                  łykam!

                                  >intuicyjne przeczucia

                                  łykam!

                                  > Filip Bratek budzi się w pociągu akurat w odpowiednim momencie, żeby zobac
                                  > zyć czmyhającą Natalię, bo gdyby się nie obudził, to nie byłoby akcji.

                                  ależ oczywiście!

                                  Anieli stryjek mieszka akurat w tym samym mieście i w tej samej dz
                                  > ielnicy, co Pawełek Nowacki, bo gdyby nie mieszkał, to nie byłoby Franciszki Wy
                                  > robek.

                                  też łykam, bez popijania. i to o naszpanie też.

                                  > cudowne ozdrowienia w 3 dni.

                                  no nie łykam i już! nie mogę, nie chce mi przejść przez gardło.

                                  nessie, naprawdę nie musisz mnie tak intensywnie przekonywać, że fryc spójny nie jest, oraz że heca z mailem jest bzdurna :)

                                  niemniej się za chiny ludowe nie dam przekonać do cudownych ozdrowień po długich śpiączkach i paraliżach, z tygodniową rehabilitacją i zerowym wpływem na dalszy stan zdrowia fizycznego, psychicznego i intelekt. różne nagłe spadki po nieznanych członkach rodziny, fantastyczna praca otrzymywana na zawołanie nie wzbudzają moich wątpliwości - a nawet (tylko nie mów nikomu :)) raz czy dwa uwierzyłam w bliźnięta rozdzielone zaraz po urodzeniu i w to, że ten zły/zła bliźniak/bliźniaczka pojawiają się znienacka i sieją zamęt. a wątki postrzelonych policjantów, co cztery dni później tą postrzeloną, ale już wygojoną i zrehabilitowaną ręką strzelają do przestępców z celnością snajpera - jakoś mi nie przechodzą :(
                                  • melmire Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 07:32
                                    Tez nie lykam. Fikcja nie fikcja, zasady rzadzace swietem sa jakie sa, jesli juz cos sie kombinuje to trzeba to doskonale uprawdopodobnic. Wiec moze nie spiaczka, ale amnezja? przynajmniej bez fizycznego szwanku sie wychodzi.
                                    W druga strone nie lykam faktu ze w najnowszysch Gwiezdnych Wojnach mozna uratowac kogos ekstremalnie poparzonego ale juz nie Amidale ktora umiera przy porodzie " z braku checi zycia".
                                  • seidhee Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 09:31
                                    kkokos - ja bynajmniej nie twierdzę, że wpadłam na fantastyczny pomysł fabularny :) Napisałam, że "już lepiej byłoby, gdyby" co oznacza, że zastosowany przez autorkę wybieg "zmieniłem adres mejlowy" wydaje mi się jeszcze mniej przekonujący niż nagła śpiączka.
                                    • doratos Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 12:38
                                      To fakt,że pani MM pisze teraz na pograniczu wiarygodności,jakby zapomniała,że technika poszła do przodu,a przecież kiedy chce to potrafi wykorzystać te zdobycze cywilizacji w swojej fabule,
                                      jak sprawa kradzieży komórek!
                                      O ileż inaczej wyglądała by akcja gdyby opisywała rzetelnie dzisiejszą rzeczywistość!
                                      A ja na przykład też nie trawię tych nagłych ozdrowień,tych śpiączek,ciąż przez przypadek,rzadko można trafić w serialach na coś naprawdę oryginalnego,dlaczego wszystkie historie miłosne dzieją się pomiędzy pracodawcą a pracownicą(Majka,Brzydula,Prosto w serce),aż mnie się wątroba wywraca,sama tego nie oglądam ale mam znajome co to ani odcinka nie opuszczą!
                                      Marzy mi się serial jak,,Przystanek Alaska"czemu u nas takie dziełko serialowe nie powstało,tylko wciąż te same wzorce i schematy?
                                      • kkokos Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 19:51
                                        > Marzy mi się serial jak,,Przystanek Alaska"czemu u nas takie dziełko serialowe
                                        > nie powstało,tylko wciąż te same wzorce i schematy?

                                        ależ powstało: ranczo. swojskie, dzieje się w mieścinie zabitej dechami jak cicily (? nie pamiętam nazwy), a że taka polska specyfika, że najciekawszymi postaciami są wójt z proboszczem, a nie pilotka z radiowcem, to już nie do twórców seriali pretensja :)
                                  • nessie-jp Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 21:07
                                    > niemniej się za chiny ludowe nie dam przekonać do cudownych ozdrowień po długic
                                    > h śpiączkach i paraliżach, z tygodniową rehabilitacją i zerowym wpływem na dals
                                    > zy stan zdrowia fizycznego, psychicznego i intelekt.

                                    No, ale jednak 8 miesięcy to już trochę pola do popisu daje, to nie jest cudowne wstanie z łóżka z plasterkiem na czole w 1 dzień po poważnej operacji neurologicznej.

                                    Prosta akcja, Fryc wyjeżdża, kłóci się mejlowo z Różą, Róża mu pisze "nie odzywaj się do mnie więcej", a potem... sprawdza co i rusz i on się rzeczywiście nie odzywa, co za świnia. Tylko jakiś spam przychodzi.

                                    A tymczasem Fryc poturbowany / zarażony / poparzony czymsiś się kuruje długo i mozolnie, chce napisać, ale laptop mu poległ w tym tajemniczym wypadku / poparzeniu / zarażeniu (ha) a w laptopie były wszystkie hasła, bo kto by to pamiętał, więc zanim założy nowy adres mejlowy, zanim przypomni sobie dokładny adres lubej (który brzmiał, z nieznanego Frycowi powodu, ruzianieduzia1566@wp.pl i zanim Fryc przypomniał sobie te cyfry i że przez ó zwykłe, to sporo czasu zmarnował)... A ZATEM tymczasem Fryc, wydostawszy się wreszcie ze szpitala, dodzwoniwszy do rodziny, dopchawszy do komputera i przypomniawszy adres lubej, zakłada sobie nowy adres mejlowy i pisze, pisze, pisze... A Róża nic, słowa. Ani słowa nie powie, że jej żal, że był taki chory, że mu przebacza, że co w ogóle.

                                    A TYMCZASEM u Róży na koncie nadal ani jednej wiadomości do Fryca, tylko folder spamu puchnie od wiadomości jakichś nieznanych adresatów, których Róża oczywiście nie otwiera, bo jest się tą pasierbicą informatyka i się wie, że spamowych wiadomości się nie otwiera, jeśli się nie chce mieć ostrej infekcji wirusowej komputera.

                                    No.

                                    I tak dalej...

                                    • kkokos Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 21:36
                                      no dobra, poddaję się
                                      ale tylko pod siłą argumentu ruzianieduzia1566@wp.pl. to rzeczywiście można sobie przypominać sześć miesięcy bez urazu głowy i poparzenia.
                                      • kkokos Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 30.03.11, 21:37
                                        pod siłą???
                                        co ja piszę!
                                        sile, oczywiście sile się poddaję!
                                    • paszczakowna1 Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 01.04.11, 13:48
                                      > A tymczasem Fryc poturbowany / zarażony / poparzony czymsiś się kuruje długo i
                                      > mozolnie, chce napisać, ale laptop mu poległ w tym tajemniczym wypadku / poparz
                                      > eniu / zarażeniu (ha) a w laptopie były wszystkie hasła, bo kto by to pamiętał,

                                      I co, nie dostanie żadnego maila, z dziekanatu, od kierownika pracy magisterskiej, od nikogo? Tak się nie da żyć - wpadłby chyba na to, żeby poprosić administratora o nowe hasło? Lepsze to niż koncepcja MM (nie wysłał maila, bo nie miał znaczka - dzięki, Minerwo), ale i tak nie bardzo. No i tak czy siak mógłby zatelefonować - chyba że numer miał w telefonie, telefon mu zginął w tym tajemniczym wypadku, i ponadto dostał poszokowego mutyzmu/ma zdrutowaną szczękę (pobili go i okradli?).
                                      • seidhee Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 01.04.11, 15:53
                                        O to to, pobili go i okradli (z dokumentów, komórki i laptopa) i wskutek pobicia stracił pamięć :D
                                      • nessie-jp Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 01.04.11, 17:42
                                        > I co, nie dostanie żadnego maila, z dziekanatu, od kierownika pracy magisterski
                                        > ej, od nikogo?

                                        Ale kto? Nie rozumiem? Fryc w tym szpitalu, bez laptopa? Zakładam, że jednak jest unieruchomiony i do szpitalnej kawiarenki internetowej, nawet jeśli mu się uda dotrzeć, to dociera z trudem.

                                        Zresztą nawet gdyby dostawał mejle, to przecież nie ma hasła (identyfikatora, konfiguracji serwerów itp.) do swojego konta
                                        • paszczakowna1 Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 01.04.11, 23:23
                                          > Zresztą nawet gdyby dostawał mejle, to przecież nie ma hasła (identyfikatora, k
                                          > onfiguracji serwerów itp.) do swojego konta
                                          • nessie-jp Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 02.04.11, 20:29
                                            > Jakiego by konta nie miał, zawsze jest możliwość
                                            > ratunku po zapomnieniu hasła

                                            Ale to już na późniejszym etapie, przecież poszkodowany Fryc nie będzie w tej szpitalnej kafejce internetowej (o ile tam taka jest) dobijał się do serwera uczelnianego, tylko zwyczajnie założy byle jakie konto na gmailu i napisze do Róży.

                                            A jak mu Róża kilka razy nie odpisze, to się biedny egotyk najpierw obrazi, że jak to, on taki chory, a ona nawet nie pożałuje, więc po wyjściu ze szpitala (i odzyskaniu normalnego adresu) już nie będzie pisał, bo nie, to nie, bez łaski. Dopiero jak ochłonie to postanowi jednak porozmawiać osobiście, bo uzna, że w mejlu widać był nieprzekonywający i trzeba Różyczkę zmiękczyć zachodnią, kapitalistyczną torbą :P

                                • kadanka Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 03.04.11, 17:09
                                  studenta fizyki, nawet genialnego, na zmywaku w usa jeszcze mozna sobie wyobrazic. nie jest to calkowicie nierealistyczne, a nawet dosyc realistyczne. a wpadka jest bardzo realistyczna biorac pod uwage ideologie jaka Musierowicz w kazdym tomie przemyca (rodzina cacy, dzieci cacy, przemadrzale feministki robiace kariere bez dzieci be)
                                  • dakota77 Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 03.04.11, 22:32
                                    Nie jest realistyczne nie ze wzgledu na jego bycie studentem astrofizyki, a zasady amerykanskich stypendiow, o czym sporo tu kiedys pisano.
                            • totorotot Re: Też uważam Fryca za niesłusznie wrobionego 24.12.11, 02:05
                              > Już chyba lepiej byłoby, żeby Fryc np. leżał nieprzytomny/sparaliżowany w szpit
                              > alu przez te kilka miesięcy w USA :)

                              I z amnezją. Zawsze jest śpiączka, a potem amnezja.
                      • totorotot Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 02:00
                        > Lepiej już by było, doprawdy, gdyby MM w ogóle nie dotknęła tematu poczty elekt
                        > ronicznej i udawała, na przykład, że wieloryb zeżarł statek, którym płynął cier
                        > pliwie papierowy list of Frycka.

                        Nie, to nie tak było.Fryc sam osobiście wiózł był ten list statkiem, ale wtedy Pan postanowił Fryca ukarać i zesłał nań wieloryba, aby zeżarł on cały statek. Fryc wyskoczył ze statku, aby inni pasażerowie nie ucierpielie za jego winy,i tak sobie płynął,rzucany przez litościwe fale, od wyspy do wyspy. Tu napotkał wredną czarownicę, która zamieniła jego kolegów w prosięta. Gdzie indziej spędził był osiem lat w samotności, za towarzysza mając jedynie ciemnoskórego kolegę. Potem dalej płynął do Polski, ale po drodze złapali go piraci i sprzedali w niewolę za pewną skrzynię z tajemniczą zawartością (a była to skrzynia z torbą listonosza, który puka zawsze dwa razy, ale tylko te ładne). No i wziął był Fryc tę torbę i zaniósł swojej lubej. A ona rzuciła mu się w ramiona i wybaczyła ten brak listu, który wrzucał Fryc do skrzynki, kiedy przechodziły obok dwie dziewczynki i taki pan, co gdy wrzucał- to kucał ;)
                  • kammik Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 12:49
                    kkokos napisała:

                    > fryc jest tylko użytkowo i technicznie traktowaną postacią literacką posuwającą

                    Ale tylko raz i to ona go uwiodła :D
                    • truscaveczka Re: Torba od Fryca dla Róży 31.03.11, 13:36
                      Ale tylko raz do roku i to w celu mienia dziatek!
                      • doratos Re: Torba od Fryca dla Róży 02.04.11, 10:31
                        Niestety Fryc dziatek mienia
                        nie odczuwał nawet cienia!:)
    • kooreczka O wrabianiu czytelnika 03.04.11, 19:55
      www.esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=7611
      Jest o Pyzie jako o całokształcie, ale jest i torba.
      • jamniczysko Re: O wrabianiu czytelnika 04.04.11, 09:20
        GUSTOWNA torba.
        Pewnie tak gustowna, jak podkolanówki do spódniczki w kratkę.
      • chomiczkami Re: O wrabianiu czytelnika 04.04.11, 10:23
        Eeee... już to jakby czytałam... hmm... ciekawe, gdzie ;).
        • anutek115 Re: O wrabianiu czytelnika 05.04.11, 10:22
          chomiczkami napisała:

          > Eeee... już to jakby czytałam... hmm... ciekawe, gdzie ;).
          >

          O, ja też to juz czytałam!!! A nawet pisałam ;)))).
      • piotr7777 Re: O wrabianiu czytelnika 24.12.11, 21:26
        > Jest o Pyzie jako o całokształcie, ale jest i torba.

        Jest i poważny błąd - Róża nie nazywa się Borejko tylko Pyziak.
    • minerwamcg Re: Torba od Fryca dla Róży 23.12.11, 01:04
      Zaczynam podejrzewać, że Fryc ma zespół Aspergera. On po prostu nie pomyślał, że w ciągu pół roku pobytu w Ameryce wypadałoby się odezwać do dziewczyny. No bo jak to - przecież powiedział jej, że wróci, prawda? No to porozmawiają jak wróci, nie ma sensu pisać. A w ogóle to on ma teraz robotę, która go pochłania, i to jest ważne, na tym trzeba się skupić.
      Gdyby autorka konsekwentnie poszła w to, półroczne milczenie Fryca dałoby się wytłumaczyć. I nawet to, że wraca z torbą - bo przecież torby są potrzebne, prawda?
      To by było jakoś tam spójne, niestety, w "Czarnej polewce" (IMHO najgłupsza książka cyklu) Fryc wygląda raczej na ciężki idiotyzm - jeżeli nie stać go na skwitowanie fochów Dziada Boreja krótkim a treściwym "spieprzaj, dziadu".
      • rozdzial43 Re: Torba od Fryca dla Róży 24.12.11, 22:44
        minerwamcg napisała:

        Fryc wygląda raczej na ciężki idiotyzm - jeżeli nie stać go na skwi
        > towanie fochów Dziada Boreja krótkim a treściwym "spieprzaj, dziadu".


        IMHO raczej resztki ;) inteligencji społecznej i emocjonalnej Fryderykiem kierowały, że nie kwitował i słusznie karcony przez Dziada Boreja karnie milczał.

        Gdyż albowiem ponieważ to w niczyim innym, tylko Dziada Boreja mieszkaniu rezydowała ukochana Fryderyka wraz z nieślubnym dzieckiem, pozostając na utrzymaniu Dziada Boreja, przynajmniej w części. To u Dziada Boreja ciężarna, bez zawodu i dochodów ukochana, porzucona przez ojca dziecka, oczekiwała rozwiązania, pod jego dachem schroniła się w połogu i tak dalej.

        Żeby pozwolić sobie na taki luksus rzucenia "spieprzaj dziadu", to trzeba by się było umieć samodzielnie utrzymać, zapewnić sobie, wnuczce i prawnuczce dziada dach nad głową. To po pierwsze i najważniejsze, a tego Fryderyk nie umiał w Czarnej Polewce. Więc mógł sobie coś ewentualnie bąknąć pod nosem w samotności, np. w toalecie. A powinien przede wszystkim powiedzieć :przepraszam, a następnie: dziękuję.
        • minerwamcg Re: Torba od Fryca dla Róży 25.12.11, 02:30
          Po pierwsze, było to również mieszkanie matki Pyzy. I mam wrażenie, że to nie Ignacy Borejko z emerytury bibliotekoznawcy utrzymywał Pyzę i Milę, tylko ze swoich pensji Gabrysia z Grzegorzem. Po drugie, Ignacy Borejko do karcenia kogokolwiek miał tu prawo nikłe, a do wtrącania się w osobiste sprawy swojej wnuczki i jej partnera - żadne. Po trzecie, Fryc przywiózł pieniądze, i na utrzymanie swej rodziny, jak sądzę łożył. Po czwarte wreszcie, ojciec dziecka, choćby okazał się skończonym leszczem, dopóki nie ma odebranych praw rodzicielskich ma prawo się z tym dzieckiem widywać. I niczyje fochy nie mogą mu z tym przeszkodzić.
          • minerwamcg P.S. 25.12.11, 02:37
            Aha, poza tym Pyza, cokolwiek by się jej przytrafiło, nie "chroniła się pod dachem" w połogu, bosa i bezdomna, tylko mieszkała tam od urodzenia. Dość częste jest, że niezamężna studentka mieszka u swoich rodziców (w tym wypadku matki i ojczyma). To nie jest tak, że mieszkanie było włąsnością Ignacego Borejki a wszyscy członkowie rodziny siedzieli kątem u niego na jego utrzymaniu. Gaba i Grzegorz jak jest to wielokrotnie wspomniane włożyli w mieszkanie na Roosevelta i jego urządzenie całkiem sporo - przynajmniej na tyle, żeby ich córka/pasierbica znalazłszy się w trudnej sytuacji mogła w nim w dalszym ciągu mieszkać nie korzystając z niczyjej łaski.
            • rozdzial43 Re: P.S. 25.12.11, 12:36
              minerwamcg napisała:

              To nie jest tak, że mieszkanie było włąsnością Ignacego Borejki a wszy
              > scy członkowie rodziny siedzieli kątem u niego na jego utrzymaniu. Gaba i Grzeg
              > orz jak jest to wielokrotnie wspomniane włożyli w mieszkanie na Roosevelta i je
              > go urządzenie całkiem sporo - przynajmniej na tyle, żeby ich córka/pasierbica z
              > nalazłszy się w trudnej sytuacji mogła w nim w dalszym ciągu mieszkać nie korzy
              > stając z niczyjej łaski.

              Ależ oczywiście, że mogła mieszkać u rodziców, czy w zwykłej, czy tym bardziej trudnej sytuacji.

              I wszystko to oczywiście prawda, tyle że Borejkowski układ rodzinny jest dziwaczny i nietypowy, role dorosłych nie są jasno określone, postawy rodzicielskie i proporcje są zachwiane: matka (Gaba znaczy) niby dorosła, ale nigdy nie usamodzielniła się, nie stworzyła integralnej, samorządnej i niezależnej rodziny. Niby matka, ale ciągle przede wszystkim córka i na pewno nie pani domu. Mila - niby babcia, ale w rzeczywistości oś domu, pramatka jakaś, głowa rodu.

              I Ignacy - niby dziadek, ale pełniący w stosunku do Pyzuni i Tygryska oraz wprost deklarujący rolę ojcowską (zastępczą za Janusza P.). Wycofany, bierny i nie liczący się nawet w stosunku do własnego syna Grzegorz.

              Więc taka jakaś matnia zachwianych relacji, dziwnych ról rodzicielskich dziadków. Plus jednak dwukrotnie większa niż w normalnym trybie różnica pokoleń. Fryderyk Dziadkowi podpadł, staromodnie zawiódł jego zaufanie, wpędził dziewczynę "w kłopoty" w pojęciu Ignacego, który ponownie poczuł się obciążony odpowiedzialnością. Ni ma lekko dla Fryderyka, samcze terytoria u Borejków zaznaczono i albo jesteś mój drogi Fryderyku dorosły (ze wszystkimi implikacjami), albo licz się mocno z Dziadem Borejem :D
              • jottka Re: P.S. 25.12.11, 16:10
                rozdzial43 napisała:

                > Mila - niby babcia, ale w rzeczywistości oś domu, pramatka jakaś, głowa rodu.

                bo to jest termitiera:) mila to królowa gniazda, cała reszta to trutnie i robotnice, a pomieszczenia rozrastają się bez trudu, bo wystarczy dolepić kolejny plaster czy co tam termity dobudowują w razie potrzeby. zoologicznie trzeba spojrzeć na ten gatunek i wszystko staje się jasne:)
                • pi.asia Re: P.S. 25.12.11, 20:32
                  BRAWO JOTTKA :)
                • rozdzial43 Re: P.S. 25.12.11, 21:24
                  jottka napisała:

                  > a pomieszczenia rozrastają się bez trudu, bo wystarczy dolepić kolejny pl
                  > aster czy co tam termity dobudowują w razie potrzeby.

                  To animilizacyjna święta prawda jest :)

                  Teraz jak na dłoni widać, kto panią Szczepańską wykończył (nawet zalepianie packą w tym przypadku było).
                  A co tak naprawdę stało się z Piotrem Ogorzałką, a? Do czego posunęły się borejkowe termity, żeby przyziemie mieszkalne dolepić? Że niby sobie inne mieszkanie kupił? I kto w to uwierzy?

                  :D

                  • rozdzial43 Re: P.S. p.s. 25.12.11, 21:37
                    > A co tak naprawdę stało się z Piotrem Ogorzałką, a?

                    Gdyby nie to, że pakunek z krwawymi szczątkami owinięty w krwawe szmaty w Kwiecie Kalafiora w 1978 roku występował, z udziałem Gabrieli w piwnicznych izbach, a w OwR Piotr Ogorzałka żył jeszcze, to i ta zagadka jasno byłaby rozwiązana.

                    :D
                    • pi.asia Re: P.S. p.s. 25.12.11, 21:57
                      Podziemna frakcja Termirejków wygryzła takoż wytwórnię kołder połączoną z drogerią. Póki właścicielka lokalu dawała Józinkowi złote papierki, póty była przydatna. Później won, weg, out, i kolejne pomieszczenia nasze....
              • minerwamcg Re: P.S. 27.12.11, 14:05
                > I wszystko to oczywiście prawda, tyle że Borejkowski układ rodzinny jest dziwac
                > zny i nietypowy, role dorosłych nie są jasno określone, postawy rodzicielskie i
                > proporcje są zachwiane: matka (Gaba znaczy) niby dorosła, ale nigdy nie usamod
                > zielniła się, nie stworzyła integralnej, samorządnej i niezależnej rodziny. Nib
                > y matka, ale ciągle przede wszystkim córka i na pewno nie pani domu.

                Ooo to to, Rozdział 43, i tu się zgadzam!!! W najwyższym stopniu dziwaczny i nietypowy. Właśnie przez tę dziwaczność i nietypowość prawo do jakiegokolwiek wtrącania się w sprawy Róży uzurpuje sobie osoba absolutnie i bynajmniej tych praw nie posiadająca! Rozumiem, gdyby kwalifikacje małżeńskie Fryca poddawała w wątpliwość MATKA Róży. Gdyby Gabrysia jakkolwiek dawała odczuć Róży, że się wygłupiła, a jej partnerowi, że jest nieodpowiedzialny fczeniak (bo fuja i fmierdziel raczej już nie). Ale ten cholerny dziadek Ignacy?! Z jakiej racji? Ano z takiej właśnie, jak napisałaś. Z takiego właśnie patologicznego i nietypowego układu urodziła się, a raczej ekshumowała z pomroki dziejów funkcja "seniora rodu", który sprawował kontrolę nad życiem rodzinnym i prywatnym jego członków.
                Tak, Gabriela Stryba nie jest w tym układzie matką własnych dzieci. A Janusz Pyziak, gdziekolwiek by przebywał, nie jest ich ojcem. Nie mają też ojca zastępczego w postaci ojczyma Grzegorza Stryby - mają wyłącznie pramatkę Milę i praojca Ignacego, wobec których ich właśni rodzice są tak samo podlegli i zależni.
                Normalny człowiek (no dobra, też nie pozbawiony pigiew rodzinnych, ale jednak wychowany z ojcem, matką i rodzeństwem) wszedłszy w taką (gloria, Jottka!) termitierę, z jednej strony może być zdezorientowany i przerażony (że np. trafił do domu wariatów, w którym Ignacy B. jest ordynatorem), z drugiej jednak powinno w nim to obudzić srogi bunt. Do spieprzajdziada włącznie.
                Nie dziwię się, że Fryc postarał się jak najszybciej wywieźć Różę do Oksfordu czy tam gdzie. Dziwię się tylko, że ta bezwolna firana sterroryzowana przez Dziada B. zgodziła się wyjechać - być może nawet o zgrozo nie pytając go o pozwolenie?
                • totorotot Re: P.S. 27.12.11, 14:59
                  Mnię się wydaję ponadto, że dziad Borej korzystając z wywczasów małżonki, postanowił posmakować, jak to jest być głową rodziny i szaleje jak pijany zając, na czym ucierpiał najbardziej biedny fikus, ktory byl wszak niegdys rododendronem
                  • pi.asia Re: P.S. 27.12.11, 15:52
                    >na
                    > czym ucierpiał najbardziej biedny fikus, ktory byl wszak niegdys rododendronem

                    filodendron ucierpiał, filodendron, który był wszak niegdyś rododendronem, nieprawdaż ;)
                    • totorotot Re: P.S. 27.12.11, 19:09
                      Ta, wiem, filodendron, nie wiem skąd ten fikus, ale maz mi tu filuje czy nie piszę na forum czasem i mam myntlik w głowie ;-)
                  • minerwamcg Re: P.S. 27.12.11, 17:10
                    totorotot napisała:

                    > dziad Borej korzystając z wywczasów małżonki, posta
                    > nowił posmakować, jak to jest być głową rodziny i szaleje jak pijany zając

                    Na to też zgoda. Za co został zresztą przez małżonkę srodze i słusznie opieprzon.
                • ding_yun Re: P.S. 27.12.11, 16:02


                  > > I wszystko to oczywiście prawda, tyle że Borejkowski układ rodzinny jest
                  > dziwac
                  > > zny i nietypowy, role dorosłych nie są jasno określone, postawy rodziciel
                  > skie i
                  > > proporcje są zachwiane: matka (Gaba znaczy) niby dorosła, ale nigdy nie u
                  > samod
                  > > zielniła się, nie stworzyła integralnej, samorządnej i niezależnej rodzin
                  > y.

                  Zgadzam się w pełni. Tylko moim zdaniem to nie jest zjawisko aż tak znowu nietypowe. Widziałam kilka wielopokoleniowych rodzin i w każdej relacje wyglądały mniej więcej tak jak opisałaś. Dzieci w tych rodzinach były w dużym dziećmi swoich dziadków, a nie rodziców, bo i przez dziadków byli wychowani. I to właśnie seniorzy rodu stanowili trzon i oś rodziny, mieli najwięcej do powiedzenie zarówno w kwestii życia swoich dzieci jak i wnuków, a ich wpływ był ogromny. Matka i ojciec (czyli odpowiedniki Gaby i Grzesia) nigdy nie mieli szansy pewnie poczuć się w swoich rolach bo byli przede wszystkim dziećmi swoich rodziców, a nie rodzicami swoich dzieci i obowiązki wobec seniorów wysuwały się na pierwszy plan. Także MM, chyba nawet niechcący, opisała IMHO dość archetypową rodzinę wielopokoleniową. I dla mnie wtrącanie się Ignaca i Mili w życie i małżeństwo Róży nie jest niczym dziwnym w kontekście moich skromnych doświadczeń.
                  • minerwamcg Re: P.S. 27.12.11, 17:02
                    Czekaj, czekaj. A przecież mamy w Jeżycjadzie wielopokoleniową rodzinę, nie aż tak wielo, ale zawsze. Spojrzyjcie no, gołąbeczki moje, na Źaków. Tata Żak jest tatą tatowatym do szpiku kości, mamie Żakowej też nic nie brakuje. Dziadek jeżeli kogoś wychowuje, to Bobcia, ale głównie dlatego, że dzieciaka nie przyjęto do przedszkola, a ciocia Wiesia pracuje.
                    W każdym razie co się tyczy dorosłych i dorastających członków rodziny, to dziadek Żak ogranicza swoje wpływy już to do komentarzy ("młode to i głupie, panie tego"), już to do szczodrobliwych gestów (deklaruje pomoc Krystynie, z tych pieniędzy, które miał sobie odłożyć na pogrzeb).
                    Zastanawiające, czy taka rola dziadka wynika z tego, że nie ma tam babci? Gdyby była babcia Źakowa, dzierżąca np. ster kuchni, czy rodzice Żakowie czuliby się mniej rodzicami?
                    • ding_yun Re: P.S. 27.12.11, 17:35
                      minerwamcg napisała:

                      > Czekaj, czekaj. A przecież mamy w Jeżycjadzie wielopokoleniową rodzinę, nie aż
                      > tak wielo, ale zawsze. Spojrzyjcie no, gołąbeczki moje, na Źaków. Tata Żak jest
                      > tatą tatowatym do szpiku kości, mamie Żakowej też nic nie brakuje. Dziadek jeż
                      > eli kogoś wychowuje, to Bobcia, ale głównie dlatego, że dzieciaka nie przyjęto
                      > do przedszkola, a ciocia Wiesia pracuje.


                      Fakt. Żaczki są wielopokoleniowe i normalne. Ale ja nie mówię, że tak się nie da, mówię tylko, że model Borejków jest całkiem rozpowszechniony w przyrodzie. Albo ja po prostu miałam wątpliwe szczęście się z nim kilka razy zetknąć.
                    • rozdzial43 Re: P.S. 27.12.11, 18:57
                      minerwamcg napisała:

                      Spojrzyjcie no, gołąbeczki moje, na Źaków. Tata Żak jest
                      > tatą tatowatym do szpiku kości, mamie Żakowej też nic nie brakuje.

                      Poza tym, że w znacznej części odpuścili sobie role rodzicielskie w stosunku do Cesi. Gary, zmywanie, nielubiane czynności na szesnastolatkę, a mama "nie widzi" ewidentnego wykorzystywania młodszej córki. Rodzice, którzy "nie widzą", że licealistka nie ma swojego miejsca w chwilach, gdy starsza przyjmuje gości.

                      "Roztargniona" i "artystyczna" egoistka wykorzystująca własne nieasertywne dziecko i wyraźnie faworyzująca starszą, podobną do niej córkę. Jak dla mnie - też bardziej marzy jej się rola dziecka właśnie, a nie rodzica. Tata Żak z uwagi na tatowanie w czasach PRL nie za bardzo do porównania, w związku z utrwaleniem jednak innego wzorca ról damsko - męskich. Chociaż ja jednak (ani mój mąż) nie obudziłabym dziecka nad ranem zimą, żeby w piżamie biegło po krem do golenia.

                      • minerwamcg Re: P.S. 03.01.12, 03:04
                        Moment - czy jeśli ktoś popełnia błędy w stosunku do własnych dzieci (a pokażcie mi rodziców, którzy nie popełniają!) to znaczy, że nie dojrzał do roli rodzica, chętnie pozostałby dzieckiem i zwala odpowiedzialność za własne dzieci na starsze pokolenie? Diabła tam.
                        Ponadto:
                        1. Niedocenienie i wykorzystanie Cielęciny rodzice zauważają. I rozmawiają o tym.
                        2. Cesia jak jej źle idzie do kogo? Do mamy. I tytułowe słowa o "szóstej klepce", czyli zmyśle humoru wypowiada właśnie mama Żakowa.
                        3. O tym, że Julka jest leń i nygus rodzice doskonale wiedzą. Przeciwdziałają temu (tata Żak) w sposób zabawny - ale, do licha, to ma być zabawna powieść dla młodzieży.
                        4. Gdzie mama Żakowa faworyzuje Julię, a już szczególnie ze względu na jej artystyczną uczelnię?
                        5. Nieposiadanie własnego kąta przez nastolatków było w latach 70. zjawiskiem dość powszechnym. I to, że starsze rodzeństwo zwalało domowe roboty na młodsze - również.
                        • rozdzial43 Re: P.S. 03.01.12, 15:38
                          minerwamcg napisała:

                          > Moment - czy jeśli ktoś popełnia błędy w stosunku do własnych dzieci (a pokażci
                          > e mi rodziców, którzy nie popełniają!) to znaczy, że nie dojrzał do roli rodzic
                          > a, chętnie pozostałby dzieckiem i zwala odpowiedzialność za własne dzieci na st
                          > arsze pokolenie? Diabła tam.

                          Błędy, owszem, popełnia każdy. Tyle że w moim odczuciu o błędzie rodzicielskim można mówić w sytuacji jednorazowego, czy sporadycznego potknięcia, podjęcia niewłaściwej decyzji, pod wpływem niewłaściwej, nieprzemyślanej oceny sytuacji, emocji i tak dalej. Ciągłe prowadzenie niewłaściwego postępowania w imię własnego świętego spokoju i wygody to już niedojrzałość do roli rodzica. Rolę tę postrzegam w taki sposób, że obowiązkiem rodzica jest stworzenie dziecku na miarę swych możliwości, w tym materialnych, optymalnych warunków pełnego rozwoju, prowadzącego do wychowania człowieka dorosłego, odpowiedzialnego, samodzielnego i zadowolonego. Nie spełnia tych wymagań osoba, która pozwala na istnienie w domu stanu, w którym szesnastoletnia licealistka poświęca dziennie dwie godziny na mycie garów po wielu osobach, nie ma swego miejsca do spania i odrabiania lekcji i którą można nad ranem w grudniu wysłać w piżamie po krem do golenia.

                          > 1. Niedocenienie i wykorzystanie Cielęciny rodzice zauważają. I rozmawiają o ty
                          > m.

                          Dla mnie jest to argument przeciwko nim. Widzą, wiedzą, rozumieją nieprawidłowość i beztrosko nie robią nic, żeby to zmienić. Mało tego - matka proponuje Krystynie, Wojciechowi i Irence, żeby zajęli pokój Cesiny m.in., przynajmniej do wakacji, bo się przywiązała do Irenki. Wszystko ok, gdyby miała taki zapasowy pokój, ale ona przecież wysiudała swoje licealne dziecko z jej pokoju, proponując, że urządzi jej "kącik" w miejsce rzeźb.

                          > 2. Cesia jak jej źle idzie do kogo? Do mamy. I tytułowe słowa o "szóstej klepce
                          > ", czyli zmyśle humoru wypowiada właśnie mama Żakowa.

                          No tak, przecież mogła powiedzieć jeszcze "a co mi tu głowę zawracasz, wynocha, rzeźbię". Przypomina mi się dowcip "a mógł zabić".

                          > 3. O tym, że Julka jest leń i nygus rodzice doskonale wiedzą. Przeciwdziałają t
                          > emu (tata Żak) w sposób zabawny - ale, do licha, to ma być zabawna powieść dla
                          > młodzieży.

                          Zabawny? No tak, całe to przeciwdziałanie rzeczywiście w kategoriach zabawy można traktować. Swoją drogą, jak to Żaczek świetnie wie, że do garów są Ceśka, Julia, "pochłonięta sztuką" matka, a nawet wiekowy starzec wchodzi w grę. A może tak zamiast wygłupów nad ranem, z budzeniem mającego iść do szkoły nastoletniego dziecka, ustalić konsekwentnie zasady dyżurów, ujmując w terminarzu również swoją osobę? Rodzic dojrzały postępuje przede wszystkim konsekwentnie.

                          > 4. Gdzie mama Żakowa faworyzuje Julię, a już szczególnie ze względu na jej arty
                          > styczną uczelnię?

                          A na przykład jak uciemiężona Cesia na chwilę zrywa kajdany i wścieka się wrzeszcząc, że wszyscy ją wykorzystują. Ojciec gołosłownie, ale przynajmniej jednoznacznie popiera Cesię (pewnie, przecież on nie będzie mył). Matka zauważa, że julia wszystko tłucze (no i co z tego ma wynikać? Że Cesia ma zawsze myć?), a potem - zamiast jednoznacznie, spokojnie poprzeć młodszą córkę - wpada w zadumę, by obwieścić, że Cielęcinki nie poznaje (swoją drogą jak wrażliwa matka może mówić na licealną córkę "Cielęcina").

                          > 5. Nieposiadanie własnego kąta przez nastolatków było w latach 70. zjawiskiem d
                          > ość powszechnym. I to, że starsze rodzeństwo zwalało domowe roboty na młodsze -
                          > również.

                          Nie wyobrażam sobie po prostu takiego nierównego traktowania moich dzieci, jak to ma miejsce u Żaków. Nie wiem, czy fakt, że nie są to lata 70-te ma tu jakiekolwiek znaczenie.
                          • minerwamcg Re: P.S. 03.01.12, 23:04
                            Eee. Rozumując w ten sposób podejmuję się udowodnić Jurkowi Owsiakowi seryjne morderstwa taksówkarzy na tle seksualnym a świętemu Franciszkowi z Asyżu podpalenie Reichstagu.
                            • rozdzial43 Re: P.S. 04.01.12, 20:00
                              minerwamcg napisała:

                              > Eee. Rozumując w ten sposób podejmuję się udowodnić Jurkowi Owsiakowi seryjne m
                              > orderstwa taksówkarzy na tle seksualnym a świętemu Franciszkowi z Asyżu podpale
                              > nie Reichstagu.

                              Rękawica podjęta. Udowadniaj.

                              Albo przytocz choćby 1 (słownie: jeden) sensowny argument za postawionymi przez siebie tezami. (szczególnie z tym Franciszkiem może zabawnie być :D)
                        • totorotot Re: P.S. 03.01.12, 16:48
                          > 4. Gdzie mama Żakowa faworyzuje Julię, a już szczególnie ze względu na jej arty
                          > styczną uczelnię?

                          Oj faworyzuje. Julia jest od ploteczek, śmiechów, a Cesia lata dookoła i dzieli kluski.
                    • zla.m Re: P.S. 28.12.11, 22:43
                      minerwamcg napisała:

                      > Zastanawiające, czy taka rola dziadka wynika z tego, że nie ma tam babci? Gdyby
                      > była babcia Źakowa, dzierżąca np. ster kuchni, czy rodzice Żakowie czuliby się
                      > mniej rodzicami?

                      Myślę,że to może zależeć też od tego, kto był u siebie - czy "dzieci" zostały u rodziców w ich mieszkaniu i swoich dziecinnych pokojach (z takiego układu trudno wyjść, moim rodzicom nawet teraz, gdy się pojawiam z wizytą, włącza się tryb "odrób lekcje"), czy też przyjęły do siebie dziadka, np. po śmierci babci.
                      • nessie-jp Re: P.S. 28.12.11, 23:45
                        Była mowa, że część mebli jest staroświecka i "po prababci", więc można wnosić, że mieszkanie całe było po prababci. No i ciocia Wiesia też raczej wróciła do domu po rozwodzie do ojca, a nie wprowadziła się bratu i bratowej do mieszkania z pracownią ;)

                        Też znam parę wielopokoleniowych rodzin i chociaż owszem, rodzice nigdy nie wyzbywają się nastawienia "dzieckiem trzeba się zająć, bo malutkie i bezradne, co z tego, że ma 60 lat", to jednak dzieci w większości radzą sobie i z czasem przejmują ster. U Borejków tego nie ma, bo Borejkowie się nie rozwijają i nie dojrzewają, są dokładnie tacy sami, jak 40 lat temu. Gaba bez faceta (chociaż niby ma), Ida postrzelona (chociaż niby lekarz), Nutria wrażliwa, a Pulpa żarłoczna, Mila ciepła (jak ciekły azot), a Ignacy erudyta (chociaż literatury własnego kraju nie zna).





                        • a_weasley Re: P.S. 04.01.12, 15:14
                          nessie-jp napisała:

                          > nie dojrzewają, są dokładnie tacy sami, jak 40 lat temu. Gaba bez faceta (chociaż niby
                          > ma), Ida postrzelona (chociaż niby lekarz), Nutria wrażliwa, a Pulpa żarłoczna,

                          Na tak ogólnym poziomie to nic dziwnego. I nic to nie ma wspólnego z niedojrzewaniem czy brakiem rozwoju. Pewne ogólne cechy ludziom zostają. Nie zawsze, ale bardzo często.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka