anuszka_ha3.agh.edu.pl
28.09.11, 10:45
Myślałam i pisałam ostatnio dużo w związku z Marszem Puszczalskich. I coś mnie tknęło.
„W czasie przerwy pchnąłem koleżankę na gablotkę z gazetką. Zanalizuję motywy mego postępowania” – brzmiał temat ćwiczenia z autoanalizy, zadanego ostatnio uczniowi Lelujce. Niestety, klasa Ib nadal nie dorastała do stawianych jej wymagań. DALEKO POSUNIĘTY INFANTYLIZM – notowała pani Jedwabińska (...), zapisując też z niechęcią bliską zgrozy odpowiedź (...) ucznia (...): „Nic nie mam do gablotki, a już zwłaszcza do gazetki. Ale czemu ta Baśka tak kuprem rzuca?” Pamiętała do dziś ten ryk śmiechu, jaki wywołała w klasie, odczytując odpowiedź Lelujki. Pamiętała też swoje uczucie bezradnego zdumienia, bliskie szoku: spodziewała się po klasie całkowicie różnej reakcji – oburzenia, potępienia lub choćby zdystansowania się od Lelujki – a tu coś takiego!
To dziwne, dziwne - ale zawsze jak to czytałam, miałam odczucie, że autorka stoi po stronie klasy, a nie nauczycielki. Tak jakby to o rzucaniu kuprem było faktycznie dobrym usprawiedliwieniem. Albo przynajmniej dobrym żartem. Że niby pchnięcie koleżanki jest oczywiście złe, ale rzucanie kuprem też jest niehalo, więc trudno się Lelujce dziwić, że nie wytrzymał. Naprawdę dziwne, ale tak ten fragment odczytywałam. 8-/ Też tak to odbieraliście?