the_dzidka
19.02.12, 10:42
Już od paru tygodni chodzi mi po głowie ten wątek, ale zawsze przypominał mi się w pracy, gdzie, jak wiadomo, książek nie mam i zacytować nie mogę.
Bardzo podoba mi się ta rozmowa pomiędzy starszą panią a Kłamczuchą, tuż po zdemaskowaniu jej prawdziwych intencji (chęć wynajęcia pokoju).
- Ponieważ i tak straciłam wszystko w pani oczach - oświadczyła [Aniela] brawurowo - mogę się przyznać, że to, co mówiłam o pani obrazach, to szczera prawda.
- Być nie może. Czy ty w ogóle uznajesz coś takiego jak szczera prawda?
- No, rzadko, szczerze mówiąc.
- Podoba mi się twoja szczerość, choć nieczęsto ją eksponujesz.
- Bo kłamstwo się opłaca.
- Owszem. Ale istnieje też przysłowie, że kłamstwo ma krótkie nogi.
Aniela prychnęła wzgardliwie.
- Stare przysłowia - odparła - też się dezaktualizują. Kłamstwo ma już nogi nie tylko
długie, ale i silne. Nie mówię tu o małych kłamstewkach jak moje. Mówię o kłamstwach na
skalę dużo większą. O kłamstwach, które wprost zapierają dech. Przy takich kłamstwach
prawdomówność to donkiszoteria.
- Donkiszoteria nie jest zła - rzekła ciotka Lila.
- Jest więcej niż zła - zaoponowała Aniela. - Jest głupia. Ciotka Lila spojrzała na nią
melancholijnie.
- Coraz częściej zdarza mi się spotykać osoby inteligentne i zdemoralizowane. Nie mam
pojęcia, dlaczego te dwie cechy tak chętnie się łączą. Ty na przykład sądzisz, zdaje się, że
prawdę można ugniatać dowolnie, jak plastelinę? Czy człowiekowi powinno być wszystko
jedno, jakimi środkami zmierza do celu?
- Oj, no nie mogę. Czy to ja wymyśliłam zdanie „cel uświęca środki”? - rozzłościła się
Aniela. - To jest zasada znana od wieków. I stosowana zawsze z powodzeniem.
- To zależy, co nazywamy powodzeniem?
- No, osiągnięcie celu, oczywiście.
- A co z sumieniem?
- Sumienie? - galopowała Aniela. - Sumienie dokucza, kiedy człowiek wykracza poza
przyjęte przez siebie zasady. A więc wszystko jest kwestią przyjętych zasad.
Ciotka Lila siedziała przez chwilę bez ruchu.
- No. taka definicja jest bardzo pojemna - powiedziała. - Można by się przestraszyć
twoich poglądów. Gdyby były prawdziwe. Ale ty, na szczęście, wcale tak nie myślisz.
I chodzi mi o ten wytłuszczony przeze mnie fragment. Zabijcie mnie, może ja jestem stara, cyniczna wróblica, ale nie bardzo rozumiem reakcję ciotki Lili. Może Aniela odrobinkę uprościła tę kwestię, ale ogólnie miała rację! Jeżeli czegoś nie uważamy za złe i nie mamy co do tego żadnych wątpliwości (podkreślenie ważne, bo Aniela miewała), to nie będzie nam dokuczało sumienie, jeśli popełnimy czyn nie mieszczący się w naszych kryteriach zła.
Rachel Walsh, bohaterka jednej z moich ulubionych książek, będąc narkomanką często podkradała pieniądze przyjaciołom i znajomym, i absolutnie nie czuła wyrzutów sumienia. ("Nie kradłam! Stać ich było, a poza tym sami sobie byli winni, skoro nie chcieli mi tej forsy pożyczyć".) Pewnie, że po terapii zmieniła zdanie dość zasadniczo ;), ale był czas, kiedy nie widziała w tym nic złego.
No więc? Jak to z tymi granicami i sumieniem jest?