pi.asia
04.07.12, 22:41
W "Kalamburce" mamy informację o tym, że Mila pisze swoje sztuki "ołówkiem w szkolnych zeszytach zapisanych częściowo przez córki i wnuczęta."
Gdzieś wcześniej mignęła mi informacja (poprawcie jeśli się mylę), że panienki B. beztrosko porzucały zeszyty szkolne zapisane w połowie.
Aż mną zatelepało.
Może ja jestem skąpa do obrzydliwości, ale nie wyobrażam sobie, żeby pozwolić smarkulom na takie marnotrawstwo - w końcu kiedy Gaba, Ida, Pulpa i Nutria chodziły do szkoły, Borejkom naprawdę się nie przelewało i korona z głowy by dziewczynom nie spadła, gdyby
zużywały zeszyt do końca.
Z drugiej strony - gdy Borejkom powodziło się już dużo lepiej, Mila była tak chytra, że nie kupiła sobie osobnego zeszytu na swoje dramaty, tylko zbierała te porzucone.
Z trzeciej strony - nie dziwi, że Pulpa oblała maturę, skoro zeszyty z zapiskami ukradła jej rodzona matka.
Z czwartej strony - dziwi, że pozostałe córki uczyły się dobrze, nie mając wglądu we własne zeszyty.
Z piątej strony - łatwiej mi uwierzyć, że Mila tyle lat ukrywała przed rodziną swoją pasję, niż w to, że dramaty pisała ołówkiem. No jasny gwint, ołówkiem można zrobić krótką notatkę, ale napisać sztukę teatralną? Ołówkowa pisanina ma to do siebie, że się ściera, i po kilkakrotnym przerzuceniu stron pismo blednie i przestaje być czytelne. Poza tym ołówkiem pisze się źle, bo litery mają różną grubość, a co parę minut trzeba ołówek zatemperować co wybija piszącego z rytmu.
Ołówek zawsze traktowałam jako ostatnią deskę ratunku, gdy już nie było nic innego do pisania. A tu proszę - podstawowe narzędzie pracy pisarza ;)