filipika
20.08.12, 13:04
Witam się serdecznie i od razu przechodzę do adremu.
Poród bliźniaczek Kreski. Dotąd czytając Pulpecję prześlizgiwałam się nad tym epizodem bez większej refleksji, ale odkąd sama jestem w ciąży i odkryłam, że - suprise suprise - poród przebiega nieco inaczej niż na amerykańskich filmach, po prostu nic mi się tu nie zgadza.
1. Ni z gruszki ni z pietruszki Kreska, wszak nie pierworódka i osoba juz zaznajomiona z symptomami zbliżającego się porodu, siedzi na fotelu i aaaabsolutnie nie zdąży do szpitala, który, nawiasem mówiąc, znajduje się dosłownie za rogiem (szpital Raszei). To co ona robiła co tego momentu, zemdlała przy pierwszym skurczu i ocknęła się dopiero na bóle parte? Jakbym ja miała męża "chwilowo w Wiedniu" i starszą córkę pod opieką, to przy pierwszych symptomach córkę z dziadkiem wysłałabym do Borejków i pognała do szpitala, żeby się nie dać zaskoczyć w takiej podbramkowej sytuacji.
2. Po telefonie Od Dmuchawca Gabrysia wybiega, zostawiając świeżo wstawiony rosół (zakładam, że rosół był dla całej rodziny, więc taki raczej duży gar) i biegnie do Kreski, która aaaabsolutnie nie zdąży do szpitala. I przy Kresce spędza wystarczająco dużo czasu, by rosół "dokumentnie się wygotował". Skoro rosół sam w sobie powinien się gotować ze dwie godziny, to do dokumentnego się go wygotowania musiało minąć chyba kilka godzin? Przez cały ten czas Kreska jednak nie rodzi, (wnioskuję na podstawie tego, że Pulpa wpada do Kreski dosłownie chwilę po porodzie, i zaraz potem idzie na ten wygotowany rosół). I co przez te kilka godzin robi Gabrysia? Przekonuje Kreskę, że jest jeszcze wcześnie i spokojnie zdążą do szpitala (za rogiem, przypominam)? Nie. Dzwoni po taksówkę? Nie. Do szpitala po karetkę? Nie. Wydzwania po znajomych chirurgach i laryngologach.
Z tej sceny wynika dla mnie, że Kreska jest histeryczką, a Gabie chyba odebrało chwilowo rozum i rozsądek. Ale może za mało jeszcze wiem o porodach i tę scenę da się jakoś obronić?