Dodaj do ulubionych

Poród Kreski

20.08.12, 13:04
Witam się serdecznie i od razu przechodzę do adremu.

Poród bliźniaczek Kreski. Dotąd czytając Pulpecję prześlizgiwałam się nad tym epizodem bez większej refleksji, ale odkąd sama jestem w ciąży i odkryłam, że - suprise suprise - poród przebiega nieco inaczej niż na amerykańskich filmach, po prostu nic mi się tu nie zgadza.

1. Ni z gruszki ni z pietruszki Kreska, wszak nie pierworódka i osoba juz zaznajomiona z symptomami zbliżającego się porodu, siedzi na fotelu i aaaabsolutnie nie zdąży do szpitala, który, nawiasem mówiąc, znajduje się dosłownie za rogiem (szpital Raszei). To co ona robiła co tego momentu, zemdlała przy pierwszym skurczu i ocknęła się dopiero na bóle parte? Jakbym ja miała męża "chwilowo w Wiedniu" i starszą córkę pod opieką, to przy pierwszych symptomach córkę z dziadkiem wysłałabym do Borejków i pognała do szpitala, żeby się nie dać zaskoczyć w takiej podbramkowej sytuacji.

2. Po telefonie Od Dmuchawca Gabrysia wybiega, zostawiając świeżo wstawiony rosół (zakładam, że rosół był dla całej rodziny, więc taki raczej duży gar) i biegnie do Kreski, która aaaabsolutnie nie zdąży do szpitala. I przy Kresce spędza wystarczająco dużo czasu, by rosół "dokumentnie się wygotował". Skoro rosół sam w sobie powinien się gotować ze dwie godziny, to do dokumentnego się go wygotowania musiało minąć chyba kilka godzin? Przez cały ten czas Kreska jednak nie rodzi, (wnioskuję na podstawie tego, że Pulpa wpada do Kreski dosłownie chwilę po porodzie, i zaraz potem idzie na ten wygotowany rosół). I co przez te kilka godzin robi Gabrysia? Przekonuje Kreskę, że jest jeszcze wcześnie i spokojnie zdążą do szpitala (za rogiem, przypominam)? Nie. Dzwoni po taksówkę? Nie. Do szpitala po karetkę? Nie. Wydzwania po znajomych chirurgach i laryngologach.

Z tej sceny wynika dla mnie, że Kreska jest histeryczką, a Gabie chyba odebrało chwilowo rozum i rozsądek. Ale może za mało jeszcze wiem o porodach i tę scenę da się jakoś obronić?
Obserwuj wątek
    • mankencja Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:02
      > 2. Po telefonie Od Dmuchawca Gabrysia wybiega, zostawiając świeżo wstawiony ros
      > ół (zakładam, że rosół był dla całej rodziny, więc taki raczej duży gar) i bieg
      > nie do Kreski, która aaaabsolutnie nie zdąży do szpitala. I przy Kresce spędza
      > wystarczająco dużo czasu, by rosół "dokumentnie się wygotował". Skoro rosół sam
      > w sobie powinien się gotować ze dwie godziny, to do dokumentnego się go wygoto
      > wania musiało minąć chyba kilka godzin?

      Hmm... ja rosół najpierw stawiam na największym ogniu i czekam, aż wytrąci się wszystko, co ma się wytrącić, żeby go zszumować. Potem ogień znacząco zmniejszam. Jeżeli Gabrysia robi tak samo, mogła polecieć do kreski przed szumowaniem, wtedy rosół rzeczywiście miałby szansę wygotować się dość szybko.


      (W zasadzie nie powinnam pisać o ogniu, tylko o prądzie, bo mam płytę elektryczną, ale ogień lepiej brzmi.)
      • filipika Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:18
        Hm, no ale czy na pewno AŻ TAK szybko? Bo jednak obstawiałabym, że nawet pozostawiony na dużym gazie duży gar rosołu wygotowywałby się co najmniej z godzinę.

        Oraz sprawdziłam jeszcze raz - Dmuchawiec mówi przez telefon, że "chyba już się zaczęło", a chwilę potem Kreska, że bierze ją "bez przerwy". Naprawdę są takie błyskawiczne porody, praktycznie z pominięciem tej najbardziej upierdliwej i bolesnej fazy? To ja też taki chcę ;-)

        No i wciąż nie rozumiem, czemu Gaba wydzwania po znajomych lekarzach, zamiast wezwać z Raszei karetkę. Karetka z Raszei z pewnością miała większe szanse dotrzeć do Kreski na czas, niż np Ida, która musiała się najpierw wyrwać z pracy, a potem gnać przez korki. Plus, poród był przedwczesny, więc fachowa pomoc tym bardziej była wskazana.
        • ding_yun Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:33
          Są ludzie, którzy po prostu nie mają zaufania do przypadkowych lekarzy i w sytuacjach spokojniejszych szukają kogoś z polecenia, a w sytuacjach podbramkowych dzwonią do bliskiego znajomego. Gdy ma się w rodzinie lekarza to raczej nie ma się odruchu dzwonienia na pogotowie szczerze mówiąc.
          • ding_yun Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:36
            Oczywiście nie piszę o sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia kiedy liczy się każda minuta - wtedy wyłącznie pogotowie. Ale Gaba chyba też nie do końca wierzyła, że ten poród nastąpi za pięć minut więc odruchowo najpierw zadzwoniła po pomoc do siostry - żeby ta złapała jakiegoś znajomego położnika do którego ma zaufanie. Przypadkowy lekarz z pogotowia to w jej głowie była pewnie ostateczność.
            • pampelune Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:48
              I tak uważam że to wszystko nic w porównaniu z faktem, że Kreska do ostatniej chwili nie wiedziała, że ma w brzuchu bliźnięta. Ale może się nie znam, może tak bywa, a może ciążę również prowadziła zaufana Idusia.
              • filipika Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:57
                To też mnie frapuje, ale być może nie znam realiów tamtego czasu. Być może USG to w tamtych czasach było luksusowe dobro niedostępne dla pary, której nie stać na pampersy.

                > I tak uważam że to wszystko nic w porównaniu z faktem, że Kreska do ostatniej c
                > hwili nie wiedziała, że ma w brzuchu bliźnięta.
                • buka_z_muminkow Re: Poród Kreski 20.08.12, 17:59
                  Mnie akurat nie, bo miałam taki przypadek w rodzinie. Poród na ok. 2 lata przed akcją Pulpecji, w trakcie okazało się, że zamiast jednego dziecka jest dwoje.
                • brykanty Re: Poród Kreski 21.08.12, 11:24
                  Ale chyba nawet bez USG dawało się wysłuchać podwójne tętno - tradycyjnie słuchawkami przykładanymi do brzucha (chociaż oczywiście nie zawsze).
            • filipika Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:55
              Na miejscu Kreski, wiedząc że a) poród jest przedwczesny oraz b) jakoś dziwnie przebiega (śpię na fotelu i gdy WTEM! jest za późno, by zejść do taksówki), jednak wolałabym chyba szpital. Skąd one obie miały taką stuprocentową pewność, że z dzieckiem będzie wszystko OK? Najlepszy znajomy lekarz niewiele by pomógł, gdyby dziecko miało np nie do końca wykształcone płuca.
          • kanga_roo Re: Poród Kreski 20.08.12, 14:58
            według mnie scena jest prawdopodobna:
            - to nie jest pierwszy poród Kreski (kolejne są łatwiejsze i szybsze)
            - zaczyna rodzić przed terminem, co przy ciąży mnogiej nie dziwi, ale i dziecko mniejsze (łatwiej urodzić),
            - mogła już wcześniej mieć rozwarcie (się zdarza często), i raptem parę skurczów,
            - mieszkała na wysokim czwartym piętrze, z dzieckiem i starym dziadkiem (gdyby w domu byl facet, zaniósłby ją do szpitala, a tak - istniało, według mnie, duże prawdopodobieństwo, że idąc zgubi dziecko po drodze. zresztą, wiem, jak się chodzi rodząc, dwa razy ledwo zdążyłam na porodówkę - "ledwo" znaczy, że urodziłam 10 minut od wejścia do szpitala).

            co mnie zdumiewa, to fakt, że nikt tej dziewczynie nie powiedział, że będą bliźniaki. przez całą ciążę nie była u lekarza? czy w czasach przed USG nie dało się rozpoznać ciąży mnogiej?
            no i mimo lekarza w rodzinie, dziwię się, że Gaba nie dzwoni na pogotowie. pogotowie oprócz pomocy medycznej gwarantuje szybki transport do szpitala - np w razie krwotoku, konieczności ratowania noworodka i takie tam. z punktu widzenia pierwszej pomocy, Gaba wykazała się bezmyślnością kompletną. tym bardziej, że dzieci rodziły się przed terminem. czy Ida przywiozła ze sobą inkubator? ktg? kleszcze lub próżniociąg? krew do transfuzji?

            w książce "miłość nad rozlewiskiem" jest opisany poród domowy. przekonywująco, wiarygodnie, i do tego - bardzo ładnie. można mieć w pogardzie takie czytadła, ale ja akurat wolę tamten opis od kiepskiego skeczu pt "poród Kreski".
            • filipika Re: Poród Kreski 20.08.12, 15:15
              No właśnie, mi ten poród przypomina porody z amerykańskich slapsticków, z tym że tam nikt nie udaje, że pokazuje realistyczną scenę, a tu mamy jednak powieść z grubsza realistyczną. Co jest tym dziwniejsze, że przecież pani Musierowicz kilkoro własnych dzieci jednak urodziła i raczej wie, jak to wygląda naprawdę.

              > ale ja akurat wolę tamten opis od kiepskiego skeczu pt "poród Kreski".
              • anutek115 Re: Poród Kreski 21.08.12, 14:37
                filipika napisała:

                > No właśnie, mi ten poród przypomina porody z amerykańskich slapsticków, z tym ż
                > e tam nikt nie udaje, że pokazuje realistyczną scenę, a tu mamy jednak powieść
                > z grubsza realistyczną. Co jest tym dziwniejsze, że przecież pani Musierowicz k
                > ilkoro własnych dzieci jednak urodziła i raczej wie, jak to wygląda naprawdę.

                Ja tez urodzilam kilkoro dzieci i tez wiem, jak to wygląda naprawdę, i, choc wiem, że apelowano tu, by nie stosować tu argumentów "tak może byc, bo ja tak miałam", coż, tak może być, bo ja tak miałam ;D. Drugie dziecko urodziłam co prawda w szpitalu, ale rzecz wygladala tak: poczułam silniejszy skurcz, pomyślałam "O, cholera, to faktcznie boli, moge jednak nie wytrzymać", dziesięć minut i pięć skurczy (w zasadzie aaaabsolutnie bez przerwy skurczy) później dziecko było na swiecie, a personel wznosił okrzyki "Takie porody lubimy!". No ba ;DD.

                Moja ciocia, która powiła bliźnięta - identycznie jak Kreska, tez trochę przed terminem - dowiedziala się, że to bliźnięta na sali porodowej. Parę lat temu to było, ale jednak tez jest mozliwe, choć zapewne rzadko spotykane.

                >
                > > ale ja akurat wolę tamten opis od kiepskiego skeczu pt "poród Kreski".
            • nessie-jp Re: Poród Kreski 20.08.12, 15:28
              > Gaba wykazała się bezmyślnością kompletną. tym bardziej, że dz
              > ieci rodziły się przed terminem. czy Ida przywiozła ze sobą inkubator? ktg? kle
              > szcze lub próżniociąg? krew do transfuzji?

              Ida już chyba wezwała kogo trzeba po prostu.

              Ja to widzę tak, że Gaba po prostu nie wiedziała za bardzo, co robić, a skoro w rodzinie jest kumaty lekarz, to niech przyjdzie i zobaczy, co i jak. Czy to już, czy nie już, czy wzywać, czy nie wzywać.

              USG to chyba naprawdę jeszcze nie te czasy, te badania zapewne robiono, ale jeśli były WSKAZANIA, jeśli coś się działo
              • kanga_roo Re: Poród Kreski 20.08.12, 15:50
                nessie, właśnie mówię, że nie wiedziała, nie myślała. jej siostra była w pracy - i co, miała rzucić swoje zajęcie, swoich pacjentów, i przyjechać "zobaczyć co i jak", i dopiero potem zadzwonić po pogotowie?
                przecież Gaba miała dzieci, więc widziała, że poród już trwa. przecież wiedziała, że jest przedwczesny. w realnym życiu coś takiego mogło nie skończyć się happy endem. przy ratowaniu życia liczy się każda minuta. no ale przecież w Borejkowie nie zdarzają się take brzydkie rzeczy jak urazy okołoporodowe, skutkujące, np, porażeniem mózgowym.

                co do USG, to z tego, co wiem, lekarz za pomocą zwykłych słuchawek słyszy bicie serca dziecka. przy dwójce - usłyszy bicie serca dwójki.

                może jestem naiwna, ale uważam, że książki to także źródło wiedzy. cenię autorów, którzy nie wciskają kitów, tylko podają sprawdzone informacje. z których książek można się czegoś nauczyć. tutaj niestety taki przypadek nie zachodzi. lekarka w ciąży śpi na wznak (!) bo tak najlepiej dla dziecka, a do porodu wzywa się znajomego chirurga i laryngologa.
                • mika_p Re: Poród Kreski 20.08.12, 16:33
                  Parę lat temu na ematce ustaliłam, że w 1991 roku USG było rzadkie, mozna było przejsć ciążę bez niego, a i tętno dwójki może na siebie nachodzic i jest niespodzianka przy porodzie:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,567,26033642,,Ciaza_1991_Kreska_w_Pulpecji_zastanawiam_sie.html?v=2
                • kooreczka Re: Poród Kreski 20.08.12, 17:06
                  Metoda na słuchawki jest w sumie guzik warta. Tak samo macanie brzucha rzadko bywa miarodajne i jeszcze w połowie lat 90' zdarzały się bliźniaki z zaskoczenia.
                • nessie-jp Re: Poród Kreski 20.08.12, 17:30
                  kanga_roo napisała:

                  > nessie, właśnie mówię, że nie wiedziała, nie myślała. jej siostra była w pracy
                  > - i co, miała rzucić swoje zajęcie, swoich pacjentów, i przyjechać "zobaczyć co
                  > i jak", i dopiero potem zadzwonić po pogotowie?

                  Ależ ja się zgadzam! Wydaje mi się, że autorka "rękami" Gaby i Kreski zaprezentowała typowy tok myślowy homo sovieticus, wykwitu PRL-u, który wszystko usiłuje "załatwiać", "skombinować", "skołować". Wszystko musi być po znajomości, za friko, najlepiej
              • ananke666 Re: Poród Kreski 21.08.12, 00:33
                > Ida już chyba wezwała kogo trzeba po prostu.

                Tak. Chirurga. Nie wydaje mi się to najlepszym pomysłem świata.
                • nessie-jp Re: Poród Kreski 21.08.12, 01:38
                  ananke666 napisała:

                  > > Ida już chyba wezwała kogo trzeba po prostu.
                  >
                  > Tak. Chirurga. Nie wydaje mi się to najlepszym pomysłem świata.

                  Yyy, to chirurg w końcu odbierał tego drugiego bliźniaka? I kto zawiózł docelowo Kreskę do szpitala? Nie pamiętam tego.

                  Pamiętam, że Ida dała się przekonać do przyjazdu po bredniach Gabuni, że będzie pępowinę przecinać nożyczkami do paznokci. I że potem Idusia wróciła do pracy, a do Kreski przyjechał jakiś trzeci lekarz (to pogotowie?)
                  • bupu Re: Poród Kreski 21.08.12, 02:05
                    > Yyy, to chirurg w końcu odbierał tego drugiego bliźniaka? I kto zawiózł docelow
                    > o Kreskę do szpitala? Nie pamiętam tego.
                    >
                    > Pamiętam, że Ida dała się przekonać do przyjazdu po bredniach Gabuni, że będzie
                    > pępowinę przecinać nożyczkami do paznokci. I że potem Idusia wróciła do pracy,
                    > a do Kreski przyjechał jakiś trzeci lekarz (to pogotowie?)

                    Drugą bliźniaczkę odbierał doktor Kowalik, chirurg. Kiedy zaś Gaba raportowała Pulpie sytuację przez telefon, mówiła, że ma przyjechać jeszcze dwóch lekarzy, a ona sama tam zostanie i jeszcze o Kreskę podba. O pogotowiu nie wspominała.
            • klymenystra Re: Poród Kreski 28.08.12, 12:09
              W Przeminęło z Wiatrem Scarlett też ledwie zdążyła z porodem - była w ogrodzie i o mały włos urodziłaby tam :)
              • anutek115 Re: Poród Kreski 28.08.12, 16:00
                klymenystra napisała:

                > W Przeminęło z Wiatrem Scarlett też ledwie zdążyła z porodem - była w ogrodzie
                > i o mały włos urodziłaby tam :)

                Otóż to :)))). Literatura notuje takie wypadki, i zycie takoż, ja sama musiałabym odebrać wlasny poród (to nie figura retoryczna, zapewniam), gdybym zwlekała choćby minutę, bo uznałam, że jak na poród to malo boli, moja kuzynka urodzila w karetce, wezwanej za późno z tych samych powodów co u mnie (czwarte dziecko! wiec bardziej niż Kreska powinna wiedzieć przecież), moja ciocia urodziła we wlasnej łazience, bowiem uznała, że musi koniecznie iść się załatwić, a to był po prostu jeden ból party, i już... Mam w rodzinie co najmniej dziesięć podobnych historii, gieny takie mamy, może i Kreska ma...
    • zla.m Re: Poród Kreski 20.08.12, 16:41
      Witaj. Jesteśmy w podobnej sytuacji ;) Gratulacje :)))

      No i ja myślę tak:
      > 1. Ni z gruszki ni z pietruszki Kreska, wszak nie pierworódka i osoba juz zazna
      > jomiona z symptomami zbliżającego się porodu, siedzi na fotelu i aaaabsolutnie
      > nie zdąży do szpitala, który, nawiasem mówiąc, znajduje się dosłownie za rogiem
      > (szpital Raszei). To co ona robiła co tego momentu, zemdlała przy pierwszym sk
      > urczu i ocknęła się dopiero na bóle parte? Jakbym ja miała męża "chwilowo w Wie
      > dniu" i starszą córkę pod opieką, to przy pierwszych symptomach córkę z dziadki
      > em wysłałabym do Borejków i pognała do szpitala, żeby się nie dać zaskoczyć w t
      > akiej podbramkowej sytuacji.
      >

      Dlaczego w ogóle Kreska/Dmuchawiec nie zadzwonili sami do tego nieszczęsnego szpitala po karetkę? Czy naprawdę CAŁY Poznań i okolice musi w razie czego dzwonić po Gabę? Po Gabę, owszem, jako następny telefon pod tytułem "jadę za 3 minuty do szpitala, mam serdeczną prośbę - pomóż dziadkowi ze starszą córką".

      No i zadzwonienie po karetkę nie wymaga wcale chodzenia po schodach - przychodzi lekarz i jeżeli sprawa jest poważna (albo jest to dyżurny, co się na porodach nie zna i woli nie ryzykować), to może po prostu zdecydować o zniesieniu kobitki na noszach.

      A co do ciąży bliźniaczej - nawet jeśli pewności nie było, to podejrzenie mogło być - jeżeli nie wysłuchanie 2 serc, to przecież to doświadczony lekarz "wymaca" (w mojej szkole rodzenia położna naciska na brzuch i wie, gdzie jest główka dziecka. 2 główki by też wyczuła...)

      Krótko mówiąc - racja, poród w domu dodany chyba tylko jako element dramatyczno-komediowy, bo nie realistyczny.
    • agni_me Re: Poród Kreski 20.08.12, 17:24
      Bliźniaczki urodziły się w roku 1992 - dwadzieścia lat temu, że przypomnę. Jeszcze nie grała WOŚP - pomoc szpitalom noworodkowym (inkubatory) to 1994 rok. Jeszcze nie było akcji "Rodzić po ludzku". Nikt ciężarnej nie witał z otwartymi ramionami w szpitalu - była prowadzona często do "wielostanowiskowej" sali, gdzie, chcąc nie chcąc, uczestniczyła nie tylko w swoim porodzie. Mając obok szpital i wiedząc, co mnie czeka, pewnie też czekałabym na regularne i dosyć częste skurcze. Nagłe rozwinięcie akcji porodowej nie jest niczym niezwykłym u wieloródki. Bywa. Takiej fazie porodu towarzyszy permanentny kryzys psychiczny typu "ja chyba nie urodzę", trudno wtedy o przemyślane i rozsądne decyzje (zwłaszcza, że swoje dokładał miotający się starzec i bawiąca się kącie mała córeczka).

      Skoro Gaba była pewna, że Kreska już rodzi, mogła zrobić dwie rzeczy - wezwać karetkę, w której mógł przyjechać na przykład ortopeda, no i na nią czekać (na przykład pół godziny), mogła też zadzwonić do Kowalika czy Idy, wiedząc, że ci przynajmniej staną na głowie, żeby zdążyć. No i zdążyli. Trochę naciągane, ale do uwierzenia.
      • pi.asia Re: Poród Kreski 20.08.12, 18:34
        A wyjaśnijcie laikowi, po co POTEM porozwieszali wszędzie prześcieradła?
        • agni_me Re: Poród Kreski 20.08.12, 20:02
          Żeby biel płócien oderwała myśli czytających dzieciąt od niewątpliwie krwawej rzeźni pod.
      • filipika Re: Poród Kreski 20.08.12, 18:35
        Ale Kreska rodziła przedwcześnie. Na tyle przedwcześnie, że Maciek mógł sobie wyskoczyć do Wiednia. Poza tym Dmuchawiec mówi do Gabrysi "chyba się zaczęło" czyli raczej Kreska nie miała tych skurczy od kilku godzin, no chyba że ukrywała je przed Dmuchawcem.

        W tym miejscu jeszcze jedna kwestia przychodzi mi do głowy - Dmuchawiec jest stary, schorowany, po dwóch zawałach. A co, gdyby po niusie od Kreski "rodzę", zamiast chwycić za słuchawkę, chwycił się za serce i doznał kolejnego zawału? Wtedy Kreska miałaby na głowie nie tylko swój poród, ale i dziadka z zawałem i jeszcze córkę do ogarnięcia.

        Kreska wydaje się nie mieć żadnego planu na wypadek, gdyby coś zaczęło się dziać przed czasem. Być może jestem trochę nadwrażliwa, ale po prostu, im bliżej mojego terminu, tym bardziej kombinuję, jak się nie znaleźć w sytuacji "rodzę i nie zdążę do szpitala". A ja nie mam na stanie starszej córki, schorowanego dziadka i męża, który sobie wyskakuje do Wiednia.

        Jakaś ta Kreska mocno lekkomyślna mi się wydaje.
        • agni_me Re: Poród Kreski 20.08.12, 19:53
          Mam wrażenie, że to Dmuchawiec wyjąkał, że to za wcześnie, ale to mogły być dwa - trzy tygodnie. Na tyle wcześnie, żeby pojawiło się zaskoczenie, jednocześnie zaś nie było szczególnego zagrożenia - zwłaszcza, że jak wiemy, Kreska spodziewała się jednego dziecka. Mając świadomość ciąży mnogiej pewnie byłaby bardziej ostrożna i przewidująca.

          Może byłam lekkomyślna, ale rodząc trzy lata później od Kreski, też nie miałam żadnego planu na wypadek taki czy inny. I nie zastanawiałam się czy mój ojciec nie dostanie waporów, a mąż histerii, kiedy usłyszą, że to już. Zdaje się, że w tamtych, dzikich czasach była to norma. :)
          • kkokos Re: Poród Kreski 21.08.12, 06:58
            agni_me napisała:

            > Mam wrażenie, że to Dmuchawiec wyjąkał, że to za wcześnie, ale to mogły być dwa
            > - trzy tygodnie. Na tyle wcześnie, żeby pojawiło się zaskoczenie, jednocześnie
            > zaś nie było szczególnego zagrożenia

            przecież dwa tygodnie przed oznaczoną przez lekarza na podstawie kalendarza i ostatniej miesiączki datą to nie jest za wcześnie. to jest normalny dopuszczalny margines - tak samo jak dwa tygodnie po. (w epoce usg być może jest już inaczej, bo patrzy się też na rozwój dziecka)

            co innego miesiąc przed.

            facet, który buja sobie po świecie na dwa tygodnie przed spodziewaną datą porodu ma to po prostu w nosie.

            I nie zastanawiałam się czy mój ojciec
            > nie dostanie waporów, a mąż histerii, kiedy usłyszą, że to już. Zdaje się, że w
            > tamtych, dzikich czasach była to norma. :)

            trochę w tym racji jest :)
        • nessie-jp Re: Poród Kreski 20.08.12, 20:08
          > Ale Kreska rodziła przedwcześnie. Na tyle przedwcześnie, że Maciek mógł sobie w
          > yskoczyć do Wiednia.

          Och, to klasyczne dla Musierowicz. Tam mężowie zawsze muszą być wyekspediowani do jakiejś zbożnej pracy w kulturalnym mieście, żeby rodzące, ciężarne, lub zakrzepicowe żony mogły dramatycznie i dzielnie cierpieć w samotności.
      • kanga_roo Re: Poród Kreski 20.08.12, 23:19
        agni_me napisała:

        Bliźniaczki urodziły się w roku 1992 - dwadzieścia lat temu, że przypomnę. Jeszcze nie grała WOŚP - pomoc szpitalom noworodkowym (inkubatory) to 1994 rok. Jeszcze nie było akcji "Rodzić po ludzku". Nikt ciężarnej nie witał z otwartymi ramionami w szpitalu - była prowadzona często do "wielostanowiskowej" sali, gdzie, chcąc nie chcąc, uczestniczyła nie tylko w swoim porodzie

        chcesz powiedzieć, że przed WOŚP nie było w szpitalach inkubatorów? także w specjalistycznych klinikach położniczych, w mieście wojewódzkim? hm... z Roosevelta na Polną karetka dojechałaby w pięć minut. jeśli by ją wezwano.

        wiem, że MM wymyśliła sobie poród domowy i niechby taki był, niechby zdążyła tylko Gaba, Ida dobiegła tak, jak stała, ze szpitala Raszei czy przychodni przy Słowackiego (mogła przecież tam pracować), a wezwane pogotowie mogło dotrzeć po fakcie, jak Kowalik.

        ale niech one wezwą tą karetkę. naprawdę, większy pożytek byłby, gdyby czytelniczki zakodowały sobie "w sytuacji zagrożenia najpierw dzwonię po pogotowie", niż "obdzwaniam znajomych".
        • nessie-jp Re: Poród Kreski 20.08.12, 23:58
          > ale niech one wezwą tą karetkę. naprawdę, większy pożytek byłby, gdyby czytelni
          > czki zakodowały sobie "w sytuacji zagrożenia najpierw dzwonię po pogotowie", ni
          > ż "obdzwaniam znajomych".

          Ja naprawdę zapamiętałam to tak, że one jednak tę karetkę wezwały, tylko najpierw zadzwoniły po Idę. Nie "zamiast", tylko przy okazji, żeby nie sami obcy lekarze się Kreską zajmowali.

          Ale cała wielopiętrowa intryga angażowania Idy (po to zresztą, żeby ośmieszyć jej umiejętności zawodowe)
          • bupu Re: Poród Kreski 21.08.12, 02:15
            nessie-jp napisała:

            > Ale cała wielopiętrowa intryga angażowania Idy (po to zresztą, żeby ośmieszyć j
            > ej umiejętności zawodowe)
            • kkokos Re: Poród Kreski 21.08.12, 07:02
              monologuje sobie otóż Gabriela wewnętrznie, że ona to woli lekarzy w
              > wieku średnim i najlepiej płci męskiej. Ten akapit mi zawsze brew podnosił, bo
              > jako żywo nie widzę korelacji między zawartością bielizny danego lekarza, a jeg
              > o umiejętnościami zawodowymi.

              moja matka zdecydowanie też woli lekarzy płci męskiej i w wieku średnim i powyżej. a młode lekarki to mogą co najwyżej myć podłogę, bo przecież NIC nie wiedzą i NA NICZYM się nie znają.
              ale moja matka jest po osiemdziesiątce.
              być może pani MM też tak rozumuje, a jeśli gaba jest alter ego i mary sue autorki, to co się dziwisz
          • agni_me Re: Poród Kreski 21.08.12, 02:21
            Ale moment, no właśnie Dmuchawiec zgłupiał (bo przecież wszyscy faceci w obliczu porodu głupieją, tak mają - uwarunkowane siusiakiem zapewne), zadzwonił do Gaby, że to chyba już (nie na pogotowie), Gaba do Kowalika (nie udało się), zatem z braku laku wybrała Idę (bo lepszy swój laryngolog od obcego). To Gaba podjęła decyzję i grożąc Idzie nożyczkami do paznokci, jako ewentualnym narzędziem przecięcia pępowiny, wymusiła usługi położnicze.
        • agni_me Re: Poród Kreski 21.08.12, 02:13
          Chcę powiedzieć, że dwadzieścia lat temu świat wyglądał nieco inaczej. Inkubatory były obecne w szpitalach, ale bardzo często w niewystarczającej ilości - przewożono noworodka, albo sprzęt. Inaczej wyglądała diagnostyka, inaczej szpitale, inaczej służba zdrowia i jej stan. Fakt zadzwonienia po pogotowie - na ten przykład - nie zawsze oznaczał, że ono się pojawiało w ciągu paru minut. Ale przede wszystkim inaczej traktowano samą ciążę i poród. Nie jako stan zagrożenia w każdym razie.

          Dlatego czynienie zarzutu Kresce z tego, że nie przewidziała przedwczesnego porodu i braku inkubatora wydaje mi się przesadne.
          • bupu Re: Poród Kreski 21.08.12, 02:40
            agni_me napisała:

            > Chcę powiedzieć, że dwadzieścia lat temu świat wyglądał nieco inaczej. Inkubato
            > ry były obecne w szpitalach, ale bardzo często w niewystarczającej ilości - prz
            > ewożono noworodka, albo sprzęt.

            Ja przepraszam, a czy Kreska rodziła w Szambowicach Małych, czy też może w mieście wojewódzkim, rzut beretem od dużego szpitala? Bo tylko w szpitalikach na zadupiach brakowało czegoś takiego jak inkubatory.

            > Fakt zadzwonienia po pogotowie - na ten pr
            > zykład - nie zawsze oznaczał, że ono się pojawiało w ciągu paru minut.

            A teraz się pojawia? Serio?

            > Ale przede wszystkim inaczej traktowano samą ciążę i poród. Nie jako stan zagrożenia w
            > każdym razie.

            Do tej pory położnicy w tym pięknym kraju patrzą krzywo na porody domowe, wtedy patrzyli jeszcze krzywiej. Poza tym tutaj akurat był poród przed terminem, na litość, tego nikt nie traktuje (i nie traktował dwadzieścia lat temu) lekceważąco.

            > Dlatego czynienie zarzutu Kresce z tego, że nie przewidziała przedwczesnego por
            > odu i braku inkubatora wydaje mi się przesadne.

            Kreski tu się ludzie czepiają, że nie zauważyła rozkręcającego się porodu, aż do ostatniej chwili prawie, a nie była debiutantką, wiedziała jakie są objawy. Oraz że nikt nie wpadł na pomysł, żeby rodzącą przedwcześnie zawieźć do szpitala.
            • kanga_roo Re: Poród Kreski 21.08.12, 09:40
              ja się nie czepiam Kreski (chociaż, na litość, nie straciła przytomności, mogła sama zadzwonić na pogotowie - btw, mój lekarz wręcz zalecił, żebym to ja zadzwoniła do niego, kiedy "się zacznie", uważał, że rozmowa ze mną da mu pogląd, jak zaawansowany jest poród). ja się czepiam, że ostoja Jeżyc, święta Gabriela, zachowuje się głupio i nieracjonalnie, a wg autorki OK, natomiast jej "narwana" siostra zachowuje się jak najbardziej sensownie, a jest w książce obśmiana.
            • agni_me Re: Poród Kreski 21.08.12, 13:55
              Inkubator pojawił się w wypowiedziach autorki wątku, jako istotny brak i przejaw lekkomyślności Kreski. Ja jedynie zwracam uwagę, że wtedy nawet w szpitalu wolnego inkubatora mogło nie być, pogotowie mogło nie przyjechać - czasy były inne. Nie zgadzasz się z tym?

              Inne też było podejście do porodu i do ciąży. W latach 90 był boom na porody domowe, który skończył się wraz z bardziej ludzkimi warunkami w samych szpitalach. Musierowicz zauważyła nadchodzącą modę? W cytacie poniżej widać, że ani Kreska, ani Gaba nie denerwują się, że poród jest za wcześnie, także Ida i Kowalik nie widzą problemu - tylko Dmuchawiec. Skąd więc to przekonanie, że Kreska decyduje się na przedterminowy poród w domu? Nie mówiąc już o tym, że akcja porodowa kolejnej ciąży, zwłaszcza bliźniaczej może trwać zdumiewająco krótko.

              Podtrzymuję swoją opinię - naciągane, ale mogło się zdarzyć. Kreska nie wydaje mi się szczególnie lekkomyślna, przerażona tak.
              • kanga_roo Re: Poród Kreski 21.08.12, 16:02
                ależ ja sama pisałam, że to jest prawdopodobne. tylko równie prawdopodobne jest, że Kreska dostałaby krwotoku. albo, że jedno z dzieci byłoby nieprawidłowo ułożone, i urodziło się w zamartwicy. i tak dalej, i tak dalej.
                co do pogotowia, jakoś przyjeżdżało i do Krystyny, i Dmuchawca, i Mili Borejko. dlaczego miałoby nie przyjechać do Kreski?

                ja po prostu widzę oczyma duszy, jak miła książkowa sytuacja się komplikuje, i nie ma jak dotrzeć do szpitala, bo nikt nie wezwał pogotowia.
              • bupu Re: Poród Kreski 21.08.12, 17:30
                agni_me napisała:

                > Inkubator pojawił się w wypowiedziach autorki wątku, jako istotny brak i przeja
                > w lekkomyślności Kreski. Ja jedynie zwracam uwagę, że wtedy nawet w szpitalu wo
                > lnego inkubatora mogło nie być, pogotowie mogło nie przyjechać - czasy były inn
                > e. Nie zgadzasz się z tym?

                Nie zgadzam, bo sama te czasy znakomicie pamiętam. Mówimy tu o szpitalu w dużym mieście, w tym konkretnym przypadku, poza tym argument o braku wolnego inkubatora jest o tyle bezcelowy, że ani Gaba, ani Ida ani doktór Kowalik TYM BARDZIEJ nie przygalopowaliby z inkubatorem pod pachą. A mógł się okazać potrzebny i zaiste dziwne, że nikomu to nie przyszło do głowy. Nawet nie samej Kresce, rozumiem, że kobieta skurczami targana może nie myśleć logicznie, ale reszta tam się kotłujących osób nie rodziła i mózgi miała zdatne do użytku, a dwie z nich był nawet lekarzami.

                Co do karetki nie przyjeżdżającej do przedwczesnego a zaawansowanego porodu... Rany. Wtedy panował pogląd, jeszcze do dzisiaj straszący w większości polskich porodówek, że poród to jest coś co wymaga ścisłego nadzoru personelu medycznego, amen. Dopiero teraz zaczyna niektórym świtać, że to proces naturalny, w który ingerować nie należy, o ile nie ma rzeczywistej potrzeby, co najwyżej można dyskretnie obserwować. W związku z powyższym pogotowie by po rodzącą przyjechało na pewno, a już zwłaszcza jeśli faktycznie był przedwczesny.

                I nie zauważyłam, żeby tu ktoś żywił przekonanie, że Kreska zdecydowała się na poród w domu. Jej świadomej decyzji tu nie było, jeno świadoma decyzja autorki.
        • morekac Re: Poród Kreski 21.08.12, 16:56
          W 1992 roku było i USG, może niedoskonałe, może nie było go dużo - ale prawdopodobnie dobry położnik znalazłby wskazania do zrobienia USG przy podejrzeniu ciąży bliźniaczej (a podejrzewać można z wielu powodów - zbyt szybki przyrost wagi, wysłuchanie dwóch tętn, nadmierna ilość przeróżnych części ciała - u mojej mamy lekarz miał podejrzenia, słuszne zresztą, w 1970 - w każdym razie nie był zaskoczony...).
          W 1989 narodził się mój kuzyn, który wg. USG miał być dziewczynką (przy okazji wyszło). Z tego powodu przez pewien czas był bezimienny...
          W 1996 - czyli raptem 4 lata później niż w powieści - urodziła się moja starsza córka i USG było już niemal standardem u prywatnych ginekologów.
          Inkubatory były w latach 70-tych - sama używałam...
          • verdana USG 18.09.12, 21:07
            Mam wrażenie, ze mylicie lata 90-te z latami pierwszych Piastów.
            Pierworodnego rodziłam w roku pańskim 1983. USG było rzadkie, ale dwa tygodnie przed porodem zrobiono mi je jednak w szpitalu - było podejrzenie, zę coś z terminem ciąży skopane. I fakt, urodziłam przenosszone dziecko trzy tygodnie przed terminem.
            Ciąża druga, rok 86. USG zrobione w połowie trzeciego miesiąca, podejrzenie ciąży bliźniaczej. Potem robione jeszcze dwa razy, rutynowo.
            Ciąża trzecia - rok 95, trzy lata po Kresce. USG przed badaniami prenatalnymi, w trakcie i po. Potem jeszcze rutynowo dwa czy trzy razy, przy czym wtedy na sali WSZYSTKIE kobiety znały płeć dzieci - ,czyli w dużym mieście 100% miało USG.
            Ciąża w Poznaniu, w rodzinie inteligenckiej, w roku 1992 bez USG nie wydaje mi sie szczególnie prawdopodobna. Jak lekarz nie skierował, można było iść prywatnie, gabinetów było już wtedy ile chcieć.
            • olkit0 Re: USG 18.09.12, 23:35
              cóż, ja mam doświadczenie z ciążą w roku 95, jako bardzo biedna studentka chodziłam do przychodni studenckiej i o usg można było pomarzyć, do chwili porodu nie znałam płci :) Kreska też mogła nie mieć kasy na prywatne wizyty...
              • verdana Re: USG 19.09.12, 16:08
                Kreska nie była biedną studentką, miała znajomych lekarzy i w takiej sytuacji nie zrobienie USG jest czystym zaniedbaniem.
              • bupu Re: USG 19.09.12, 17:38
                olkit0 napisała:

                > cóż, ja mam doświadczenie z ciążą w roku 95, jako bardzo biedna studentka chodz
                > iłam do przychodni studenckiej i o usg można było pomarzyć, do chwili porodu ni
                > e znałam płci :) Kreska też mogła nie mieć kasy na prywatne wizyty...

                Ale Kreska nie była ubogą studentką, tylko posiadaczką szlajającego się służbowo po Wiedniach męża - architekta. Dysponowała także zaprzyjaźnionymi lekarzami.
                • nessie-jp Re: USG 19.09.12, 19:11
                  Być może, ale nadal zapominacie, że po prostu nie było takiej jak dzisiaj presji czy zwyczaju robienia USG wtedy, gdy NIE BYŁO żadnych podejrzeń, zagrożeń itp. Nie każdy miał tak przemożną potrzebę wiedzieć, jakiej płci będzie dziecko, żeby w to angażować dalekich znajomych o koneksjach lekarskich albo męża we Wiedniu...
                  • ananke666 Re: USG 20.09.12, 01:45
                    Płeć to akurat drobiazg, ale jestem przekonana co do czegoś całkiem innego - mianowicie, że znajomi lekarze zasugerowali sprawdzenie, czy dziecię ma prawidłową liczbę rąk, nóg, komór, przedsionków czy innych kręgosłupów. Taktowna Idusia pwygląda mi na taką, która opór przed badaniem zmiażdżyłaby w zarodku.
                    • nessie-jp Re: USG 20.09.12, 04:32
                      Teraz jest takie podejście, że zasugerowaliby sprawdzenie. Kiedyś nie było takiego podejścia. Kiedyś było podejście "po co mi to wiedzieć".

                      Sąsiadka rodziła córkę we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. W stołecznym mieście. W rodzinie odpowiednio ustawionej (nie żadne szychy, ale znajomości rozliczne, w tym wśród lekarzy i położnych). Pamiętam, że sąsiadka mówiła komuś przy mnie (smarkata byłam, do jej najstarszej córki przychodziłam z lekcjami), że martwi się, czy dziecko będzie zdrowe, bo ona ma już 38 lat. Ale o robieniu USG nikt nie wspominał, bo i po co? Bo jakby było niezdrowe, to co robić? USG nic nie poradzi, żadnego problemu nie rozwiąże i po co wiedzieć i się na zapas martwić.

                      Podejście do badań prenatalnych NAPRAWDĘ się cholernie zmieniło przez te dwadzieścia parę lat.
                      • verdana Re: USG 20.09.12, 14:12
                        A ja podejrzewam, ze i teraz sąsiadka by USG nie zrobiła. I na cytologie nie poszła.
                        Mnie w tymże samym roku dwóch lekarzy pognało na kopach na badania prenatalne.
                    • verdana Re: USG 20.09.12, 14:10
                      No, nie wiem. Pamiętam nie tyle presję, co kierowanie na USG w 95 jako oczywistą oczywistość - dla sprawdzenia, jak sie dciecię miewa, a nawet dla sprawdzenia płci. Naprawdę, ani jedna z moich znajomych, która rodziła od roku 1986 nie były w ciąży bez USG, co najmniej raz, o ile nie sporo wiecej.
                  • bupu Re: USG 20.09.12, 16:47
                    nessie-jp napisała:

                    > Być może, ale nadal zapominacie, że po prostu nie było takiej jak dzisiaj presj
                    > i czy zwyczaju robienia USG wtedy, gdy NIE BYŁO żadnych podejrzeń, zagrożeń itp
                    > . Nie każdy miał tak przemożną potrzebę wiedzieć, jakiej płci będzie dziecko, ż
                    > eby w to angażować dalekich znajomych o koneksjach lekarskich albo męża we Wied
                    > niu...

                    Ależ Ida nie była przecież daleką znajomą. Była siostrą Gaby,wedle "Pulpecji" zaufanej przyjaciółki Kreski i Kreski dziadka, Dmuchawca.

                    A architekci zarabiają na ogół przyzwoicie, natomiast gdy szwendają się służbowo po bogatszej części zagranicy to już na pewno nie odbierają w charakterze pensji miski ryżu, w związku z tym Ogorzałków powinno było być stać na rzetelną opiekę medyczną dla Kreski.
                    • nessie-jp Re: USG 20.09.12, 17:08
                      Ale ja ponownie powtarzam, że podejście było inne. Po prostu inne. Było. To podejście. I tak jak Verdana pisze, tamta matka mojej koleżanki pewnie i dzisiaj nie byłaby zainteresowana USG. Bo to było inne podejście.
                      • verdana Re: USG 20.09.12, 20:22
                        Nie, to była głupia baba... Takze dziś część ludzi nie zrobi badań, bo się boi wyników.
                        Podejście juz było takie samo, bo było świeżo po wielkiej dyskusji o aborcji i dopuszczalnosci badań prenatalnych - dyskusje były bez przerwy w prasie, w telewizji. Osoba, która nie wiedziała o badaniach prenatalnych musiała żyć na pustyni.
                        • nessie-jp Re: USG 20.09.12, 20:36
                          Verdano, daruj, ale... nie ty jedna żyłaś w tamtych czasach, takim matuzalemem nie jesteś, są tu na forum osoby, które te czasy również doskonale pamiętają i pamiętają je inaczej. Zatem nie ma sensu wpierać wszystkim, że ty jedna wiesz, jak było, kto był głupi, jak robili "wszyscy" i jakie było ogólne podejście. W twoich kręgach było takie. W kręgach pani Musierowicz (a co za tym idzie i Kreski) mogło być całkowicie odmienne.

                          Drastyczne obostrzenia ustawy antyaborcyjnej paradoksalnie przyczyniły się do zmiany tego przekonania na korzyść badań prenatalnych. Bo zrobić trzeba, i to od razu, żeby...
    • filifionka-listopadowa Fragment książki- PORÓD 21.08.12, 11:14
      8 marca 1992. Dzień kobiet.
      (...)
      Gabrysia westchnęła. W dużym garnku stojącym na szafce rozmrażała się wołowina z kością, obok czekała obrana już włoszczyzna. Mama przygotowała wszystko do nieśmiertelnego rosołku. Gabrysia nalała wody do garnka, wrzuciła włoszczyznę i cebulę w łupinie, dla koloru, posoliła wszystko i postawiła na gazie z właściwym sobie rozmachem. Właśnie płukała ręce, kiedy zadzwonił telefon.
      - Gabrysiu, ratuj! - usłyszała w słuchawce podenerwowany głos profesora Dmuchawca.
      Aż jej tchu zabrakło na te słowa. Profesor przeszedł już dwa zawały serca. Ale, oczywiście, nie o niego chodziło, tylko o Kreskę, wnuczkę profesora, a przyjaciółkę Gabrysi.
      - Chyba już się zaczęło! - gorączkował się w słuchawce profesor. - Biedna, bardzo cierpi... nie wiem, co mam robić, przecież to jeszcze za wcześnie, a Maciek akurat pojechał do Wiednia...
      - Już lecę! - powiedziała Gabrysia. - Tylko spokojnie, panie profesorze. Zaraz będę.
      (...)
      W pluszowym fotelu profesora siedziała skulona Kreska, trzymając się obiema rękami za brzuch. Jej delikatna twarz o burych oczach była biała, malowało się na niej, co tu dużo ukrywać, przerażenie. Dziadek człapał wokół Kreski, przerażony jeszcze bardziej niż ona, poprawiając nieustannie grube okulary lub łapiąc się za siwą, potarganą głowę. Wszystko leciało mu z rąk, co chwila podchodził do bawiącej się w kącie malutkiej Kasi, by uspokajająco pogłaskać ją po główce. Tymczasem Kasia bawiła się z wielkim zapałem i jego uspokajające pieszczoty tylko ją rozpraszały. Zupełnie do niej nie docierało, że dzieje się coś niezwykłego. Podnosiła tylko czasem śliczne, promienne oczy, tak podobne do oczu matki, i obrzucała wszystkich spojrzeniem pełnym roztargnienia.
      - Kreska, czy ja dobrze widzę, czy ty masz pietra? - spytała dziarsko Gabrysia i ujęła zimną jak lód rękę przyjaciółki. - Przecież nie jesteś debiutantka, staruszko, powinnaś już wiedzieć, że tak od razu się od tego nie umiera! - Kreska nie odpowiedziała, tylko zaczęła szybko oddychać, zagryzając wargi. - Czy to cię często tak bierze? - spytała rzeczowo Gabrysia.
      - Bez przerwy - szepnęła Kreska.
      - Wołam pogotowie - postanowiła Gabriela.
      - Nie zdążymy już nigdzie - jęknęła Kreska. - Ja... nawet nie mam siły się ruszyć.
      - Hm, no wiesz, tego się po tobie nie spodziewałam - powiedziała Gabrysia tonem żartobliwym, który zawsze przybierała w chwilach niebezpieczeństwa. - Będziesz musiała się przenieść przynajmniej do łóżka... Jesteś pewna, że nie zdążymy do szpitala?
      - A-aaa-AAAbsolutnie! - brzmiała odpowiedź Kreski. Wobec tego Gabrysia natychmiast ruszyła do telefonu i zadzwoniła - naturalnie - do doktora Kowalika. Zawsze do niego dzwoniła, kiedy działo się coś, co wymagało interwencji medycznej, choć przecież własna jej siostra była lekarzem, o którego kwalifikacjach i zaletach doktor Kowalik wyrażał się zawsze z podziwem i respektem. Ale Gabrysia, pamiętająca dobrze Idę z jej najróżniejszych cielęcych zrywów, wolała jednak sprawdzonych lekarzy, najlepiej płci męskiej, i to w wieku powyżej średniego, a już najbardziej lubiła, żeby to był jednak doktor Kowalik, przyjaciel rodziny. Tylko że teraz doktor Kowalik był całkowicie nieuchwytny, a czas naglił. Kreska samotnie wędrowała ku nieuniknionemu, jwyrażnie już bliskiemu, rozwiązaniu, a Gabrysia, która robiła jdobrą minę do złej gry, naprawdę nie miała pojęcia, jak należy odbierać noworodka. Ostatecznie, zazwyczaj była po drugiej stronie barykady. Złapała więc za telefon i wezwała jednak na pomoc Idę, która o tej porze była już po jednych zajęciach i przed drugimi.
      - Ja?! - krzyknęła Ida w słuchawce, na tle dalekich szpitalnych odgłosów: stukania drewniaków oraz hałasu wózka wiozącego pacjentom obiad. - Czyś ty zwariowała, przecież ja jestem laryngologiem!
      - Wiem o tym, kochanie, ale zawsze twierdziłaś, że wszystko inne dla ciebie to fraszka - rzekła Gabriela. - Zresztą, nie wiem, może złap jakiegoś położnika w tym twoim szpitalu...
      - W moim szpitalu nie ma położników! - jęknęła Ida.
      - No, więc gdzie ja teraz kogoś znajdę, litości, już chyba lepiej, żebyś ty przyjechała niż przypadkowy laryngolog z pogotowia, prawda? Ida, pospiesz się, błagam, bo tu już rozwiązanie blisko, a ja nie mam pomysłu na to, czym przeciąć pępowinę, do cholery.
      Czy to mogą być nożyczki do paznokci?
      - O, Matko Boska - powiedziała Ida i rzuciła słuchawkę.
      (...)

      - Proszę - odpowiedział ze środka roześmiany głos Gabrieli. Patrycja nacisnęła klamkę i znalazła się w dobrze sobie znanym pokoju profesora. Wyglądało tu jednakże zupełnie inaczej niż zwykle. Po pierwsze, profesora nie było. Po drugie, na jego tapczanie leżała blada Kreska, przykryta pod brodę kołdrą, a Ida, w białym kitlu, siedziała obok niej i poiła ją wodą z kubka. Wokół były porozkładane białe prześcieradła, a Gabriela, kolejnym prześcieradłem zawiązanym pod brodą na kształt antycznego śliniaczka - trzymała na rękach malutki, biały tobołeczek z czerwoną buzią i kreseczkami zapuchniętych oczek. - Wielkie nieba! - wrzasnęła Patrycja, na co obie jej siostry =
      jednocześnie powiedziały:
      - Cśśś!
      - Czy to już? - spytała inteligentnie Patrycja, po czym na palcach podeszła do Gabrieli, ogarniając spojrzeniem malutką twarzyczkę o niezwykle kształtnych, miniaturowych usteczkach.
      - L-llee! - powiedziały usteczka.
      - Czy to już? - rozległo się ponownie to samo pytanie od drzwi, ale tym razem nie Patrycja je zadała, a doktor Kowalik, który - z dość sporą zadyszką - stanął właśnie w progu, z narzuconym na ramiona skafandrem, w białym kitlu i z walizeczką lekarską w dłoni. Jego twarz o srogim nosie i srogich brwiach wyrażała zaskoczenie, a pod srogimi wąsiskami krył się uśmiech.
      Zbliżył się do Kreski, wziął ją za puls.
      - No, no - powiedział. - Nieźle, Iduś. Nieźle. Ale dobrze jednak, że dałaś mi znać, powiem ci szczerze.
      - Pewnie, że dobrze, bo ja już muszę lecieć - rzuciła Ida, bardzo jednak zadowolona z pochwały. - W poradni czeka na mnie tłum ludzi z chorymi uszami. Cześć, Kreska - poklepała leżącą po ręce. - Masz cudowną dziewczyneczkę, trudno mi ją teraz kłaść na wadze kuchennej, ale myślę, że będzie miała ze trzy kilo. No i wydaje się wspaniale zdrowa. Zawiadom pediatrę z poradni ,,D”, to powie ci więcej szczegółów o tym cudzie.
      To mówiąc Ida, bardzo zadowolona z siebie, odebrała dziecko Gabrysi i złożyła je w ramionach matki.
      - Tu ma być - powiedziała kategorycznie. - Właśnie ciebie teraz potrzebuje. Patrz jej w oczy, Kreska, to bardzo ważne. I pogadaj z nią, żeby wiedziała, że jesteś obok.
      - Ja jeszcze zostanę - zaofiarowała się Gabriela. - Może się przydam do czegoś. - Tak naprawdę, nie mogła po prostu się oderwać od bezbronnej, leciutkiej jak piórko istotki, której - jakby nie było - pomogła szczęśliwie przyjść na świat.
      - Dobrze, ale Pulpecja idzie ze mną - zakomenderowała Ida. - Niby poród w domu jest rzeczą naturalną, i to od prawieków, ale nie powinni tu jednak wchodzić ludzie prosto z ulicy z brudnymi rękami i nogami - zagarnęła oburzoną Patryeję i wyszyły obie. Pokłóciły się dopiero za drzwiami.
      (...)
      - Ledwie wyszłyście, urodziła się następna. Bliźniaczka.
      - Chcesz powiedzieć, że nasza laryngolog spartoliła robotę?! - zapytała z uciechą Patrycja, a oczy wszystkich obecnych zwróciły się ku niej z pytającym wyrazem.
      - No, nie to chcę powiedzieć, oczywiście... choć, prawdę mówiąc, Kreska miała szczęście, że doktor Kowalik przyszedł na czas. Ida nie zwróciła uwagi na to, że jeszcze jeden dzidziuś czeka w kolejce. Prawdę mówiąc, tego można nie zauważyć.
      - Zwłaszcza jak się jest laryngologiem - dorzuciła drwiąco Patrycja.
      - Nie, no bez kpinek, Pulpecjo. Sytuacja nie była typowa. W każdym razie, druga dziewczyneczka też zdrowa i bardzo foremna - tu głos Gabrieli rozpłynął się nieco i Patrycja mogła sobie wyobrazić, jaki to uśmiech rozświetla piegowatą twarz starszej siostry. - Kreska teraz śpi, strasznie się zmęczyła. Doktor tu jest. Zaraz przyjedzie jeszcze dwóch innych, a ja też tu będę. I trochę o nią podbam. Przetrzymajcie jeszcze małą Kasię, nie
      • kanga_roo Re: Fragment książki- PORÓD 21.08.12, 11:28
        hau hau, odszczekuję. Gaba zareagowała prawidłowo, tylko później autorka wmanewrowała ją w idiotyczne telefony do krewnych_i_znajomych_królika.
      • mkw98 Re: Fragment książki- PORÓD 21.08.12, 11:45
        Ok, ale co to jest "antyczny śliniaczek"??

        A może tam był "gigantyczny"?
    • soova Re: Poród Kreski 21.08.12, 16:18
      - Czy to cię często tak bierze? - spytała rzeczowo Gabrysia.
      - Bez przerwy - szepnęła Kreska.
      - Wołam pogotowie - postanowiła Gabriela.
      - Nie zdążymy już nigdzie - jęknęła Kreska. - Ja... nawet nie mam siły się ruszyć.


      Raczej wątpliwe, żeby pogotowie przyjechało do rodzącej z gołymi rękami, bez noszy. Mógł się bez nich udać lekarz na górę, żeby sprawdzić, co się dzieje (gdyby na przykład Gabriela opisała sytuację przez telefon nieskładnie, w co też wątpię, w końcu sama już była po dwóch porodach, więc orientowała się o wiele bardziej niż ktoś, kto zna tę sprawę tylko z teorii), ale przecież na pewno wróciłby do karetki, żeby pacjentkę na noszach do niej można było znieść. Przypominam, że rodzącą Krystynę zniesiono do karetki na noszach właśnie w roku 1976, więc trudno tłumaczyć taki kiks odautorski czymś innym niż chęcią wprowadzenia do akcji porodu domowego bliźniąt, na dodatek w rzeczywistości osadzonym niezbyt zgrabnie.
    • minerwamcg Re: Poród Kreski 18.09.12, 20:26
      A teraz, buahahaha, wyobrażam sobie dialog z "McDusi". Ida próbuje wymóc na tytułowej bohaterce cokolwiek argumentując, żeby nie pyskowała osobie, która przyjmowała ją na świat, a Magdusia na to, że diabła tam, łaskawa pani, mojej gotowości do przyjścia na świat to pani w ogóle nie raczyła zauważyć, i taki lekarz jak pani to mógł mnie owszem na świat ale tamten wyprawić. Buahahaha, jakie śmieszne, nieprawda.
      I co najgorsze nie zdziwię się, jeśli MM rzeczywiście wykorzystała ten żałosny koncept.
      • piotr7777 a ja mam takie wątpliwości 20.09.12, 17:21
        W Noelce czytamy, że w rodzinie Ogorzałków się nie przelewa (tzn. Kreska nie pracuje tylko wychowuje Kasię, Maciek do niedawna był bezrobotny, dopiero teraz znalazł zatrudnienie). Jaka firma wysyła nowo pozyskanego pracownika na zagraniczną delegację (no chyba, że to jakieś szkolenie). Bo wyjazd stricte rekreacyjny wiążący się z pozostawieniem żony w zaawansowanej ciąży z małym dzieckiem i emerytem oczywiście nie wchodzi w rachubę.
        W Noelce jest napisane także, że ciąża Kreski nie jest specjalnie widoczna, tzn. Elka dowiaduje się o niej z rozmowy. Powiedzmy, że był to czwarty miesiąc a bliźniaczki urodziły się na początku siódmego. Tylko że chyba ciąża mnoga jest widoczna znacznie wcześniej. Ale i tak ginekolog Kreski (jeśli istniał) musiał być megapartaczem skoro nie zauważył drugiego dziecka.
        • soova Re: a ja mam takie wątpliwości 20.09.12, 17:36
          Ale i tak ginekolog Kreski (jeśli istniał) musiał być megapartaczem skoro nie zauważył drugiego dziecka.

          Tu się pozwolę nie zgodzić. Znany mi przypadek ciąży z końca lat 90-tych: szczęśliwa (?) mama dopiero na sali porodowej (poród przed terminem) dowiedziała się, że ma dwie córeczki. USG oczywiście w czasie ciąży robione było. Istnieje pewna opinia, że ponieważ ciążę prowadził, w tym wykonywał USG oczywiście, ordynator położnictwa z miejscowego szpitala, nawet jeśli badanie wykryło więcej niż jedno dziecko, i tak żaden inny lekarz nie ośmieliłby się tej kwestii podnieść.
        • anutek115 Re: a ja mam takie wątpliwości 20.09.12, 19:32
          piotr7777 napisał:

          > W Noelce czytamy, że w rodzinie Ogorzałków się nie przelewa (tzn. Kreska nie pr
          > acuje tylko wychowuje Kasię, Maciek do niedawna był bezrobotny, dopiero teraz z
          > nalazł zatrudnienie). Jaka firma wysyła nowo pozyskanego pracownika na zagranic
          > zną delegację (no chyba, że to jakieś szkolenie). Bo wyjazd stricte rekreacyjny
          > wiążący się z pozostawieniem żony w zaawansowanej ciąży z małym dzieckiem i em
          > erytem oczywiście nie wchodzi w rachubę.

          Może dlatego wlaśnie, że Maciek był nowym pracownikiem po dłuzszym okresie klopotów ze znalezieniem pracy nie osmielił sie odmówić wyjazdu służbowego? Nie wiem, tak sobie gdybam, ale wydaje mi sie to dość prawdopodobnym usprawiedliwieniem jego nieobecności. Jakbym byłła mlodym mężem i ojcem, który wreszcie dostał pracę, to bym się bala takiego wyjazdu odmówić...

          > W Noelce jest napisane także, że ciąża Kreski nie jest specjalnie widoczna, tzn
          > . Elka dowiaduje się o niej z rozmowy. Powiedzmy, że był to czwarty miesiąc a b
          > liźniaczki urodziły się na początku siódmego.

          W czwartym miesiącu ciąża może byc całkowicie niewidoczna, i w sumie zazwyczaj jest, zwlaszcza zimą, pod jakimś swetrem. Albo powiewnymi odzieżami z apaszkami, bo o ile pamiętam Kreska miała na sobie coś podobnego. Bez trudu można w ten sposób "zataić" nawet ciążę sześciomiesięczną. A w to, że w siódmym miesiącu ciąży Kreska urodziła trzykilogramowe bliźniaczki, z którymi nikt na sygnale nie pędził do szpitala, tylko je po domu nosił odziany w śliniaczek z prześcieradła to ja nie uwierzę nigdy w zyciu, nawet w rzeczywistości musierowiczowskiej. urodziłam dziecko w siódmym miesiącu, widziałam tuziny dzieci urodzonych w siódmym miesiącu, to nie jest skrajne wcześniactwo (teraz), ale jednak bardzo wczesne wcześniactwo. Żaden z wcześniaków urodzonych razem z moim synem nie wazył nawet dwóch kilo, mój ważył kilogram i dwieście gram.

          Tak więc obstawiam, że to "przecież za wczesnie" oznacza raczej "przecież termin mam na za trzy tygodnie", a nie "za dwa miesiące".

          Tylko że chyba ciąża mnoga jest w
          > idoczna znacznie wcześniej.

          A niekoniecznie. Wierzaj mi :).

          Ale i tak ginekolog Kreski (jeśli istniał) musiał b
          > yć megapartaczem skoro nie zauważył drugiego dziecka.

          Zajrzyj na forum "Bliźniaki" to się zdziwisz. Dziś - przy dzisiejszej technice! przy USG nieporównywalnym do tych z lat 90-tych - ciągle zdarzają się rozpoznania ciąż bliźniaczych w czwartym, piątym miesiącu. O takim na sali porodowej tez tam czytałam (owszem, dziewczyna zastrzegla, ze to było 12 lat temu, ale jednak 12, nie 20). O mojej cioci, która dowiedziała się w dniu porodu już pisałam, a w szpitalu lezalam z dziewczyną (urodzoną w 1990 bodajże), która była drugim bliźnięciem, a mama dowiedziala się o niej w następujący sposób: lekarz odbierający poród powiedział: "Urodzila pani chłopca, a teraz co pani by chciała?".

          Zdarza się, zdarza częściej, niż nam się wydaje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka