Dodaj do ulubionych

Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie

23.05.13, 21:12
Se sciaglam za darmo Sprezyne - nie przepadam za takimi akcjami, ale z drugiej strony - wydawac 30 zl za TO to dla mne nieporozumienie.
Zaczelam czytac (czytalam kiedys pozyczone, ale oddalam - dobry ze mnie czlowiek I uczciwy) I juz przez pierwsze 30 kilka stron mam tzw. mieszane uczucia.
1. Laura napotyka sie na ulicznych muzykow, graja pieknie, w grupie sluchaczy zauwaza GO, ale potem okazuje sie, za zasluchany w pieknym andante to chyba ogrodnik w Daglezji - Ojej. Coz za zawod. Nie profesor, nie muzyk, nie literat - a byc moze zwykly ogrodnik.
Pomijam fakt, ze tzw. zwykly ogrodnik w naszych czasach moze miec dyplom z historii sztuki czy archeologii- takie czasy, nic tu nie poradzisz, jak na tujach mozesz zarobic to robisz przy tujach a nie przy analizowaniu skladnikow chemicznych uzywanych w Renasansie. Chodzi mi o fakt: a to ogrodnik nie ma prawa lubic, przezywac muzyki? A moze jego uczucia sa wlasnie swiezsze niz profesora, bo naturalne a nie wyuczone? moze ogrodnik zachwycajacy sie Mozartem czuje wiecej, niz profesor nauczony zachwycanie sie Mozartem? Brzydka I jakas taka niefajna ta zalamka Laury: o, zachwycal sie, pewnie profesor, moze muzyk - a tu zonk: przedsiebiorstwo ogrodnicze. Ojej.
2. Pulpecik. W Sprezynie Pulpa to seksowny, pelen werwy i inteligencji Pulpecik. Nie sa wazne rozmiary - po prostu kupuje sukienki coraz obszerniejsze I nie spala tyle, co zamierzala, I sie nie martwi. Piekne. Ale dlaczego potem ta straszna Ida z jej obsesja na punkcie niedojedzania, luzu w pasku, strasznych frytek itp? Moze MM wlasnie pokazala nie dobre zachowanie na przykladzie Idy , a smieszne, wrecz szkodliwe? Moze atakowana jest za Ide bezzasadnie, bo Ida nie ma byc wzorem czy bohaterem pozytywnym, a odwrotnie: kims glupim, wrecz zalosnym w swym dazeniu do zdrowia i szczuplosci? Moze Ida ma byc tym boheterem negatywnym - wiec nie mozemy miec pretensji do MM ze zrobila z niej jakas furiatke, wariatke I wogole osobe o zaburzeniach emocjonolanych.
3. Tu juz zupelnie ad hoc - Laura spostrzega, ze do przystanku ma okolo kilometr. No tragedia, szesc minut piechota, taki niesamowity odcinek. Czy to ma podkreslic mieszczanskos Laury? Nie wiem, mnie to przerazilo. Wychodzi, ze w wiekszej wsi musza byc chyba trzy przystanki zeby nie bylo daleko: przy soltysie, przy sklepie, i przy kosciele. No bo niemlal kilometr to jakas wrecz szkola surwiwalu.
Tak a propos tego ostatniego - czy Pani MM wogole wie, o czym pisze? Dalej nie komentuje, bo mnie powalila kwestia realnosci.
Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 21:22
      No, ja w swojej wsi Warszawa też mam kilometr do przystanku, a do metra to nawet półtora. Chyba trzeba kupić bryczkę.

      To rozczarowanie potencjalną niską pozycją społeczną tajemniczego miłośnika muzyki też pamiętam. Niesmaczne, zwłaszcza że Laura już nie jest pustogłową 14-latką, która marzy o księciu wampirów w prostej linii będącym spadkobiercą Batorych, tylko dorosłą kobietą.
      • iwoniaw Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 21:28
        Mało tego, on nie okazuje się wszak nawet sensacją "patrzcie, ogrodnik, a lubi Mozarta!" (o zawstydzeniu Laury, że w ogóle miała taki tok myślenia już nawet nie marzę), on jednak - uff, co za ulga - jest Panem Polonistą, co oczywiście zmienia postać rzeczy :-/
      • pijany_zajac Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 19:33
        Dla mnie Laura zachowuje sie jakby miala emocjonalnie 14 lat. Z doroslosci to ona ma chyba tylko dowod osobisty. Zwiazek z Wolfim a potem z Naszpanem nie wygladaly jak zwiazki kogos doroslego. Raczej na zauroczenie i fantazje o idealnym dopasowaniu tak typowe dla wieku podlotkowego.
    • bookalice Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 21:33
      Fajnie, że ktoś zwraca na to uwagę - dla mnie też zgrzytem było, w scenie słuchania Mozarta na ulicy, rozczarowanie (?) Laury, faktem, że ten-cudowny-mężczyzna-przeżywający-muzykę-jak-ja-z-którym-miałam-przez-moment-symbiozę-dusz jest ogrodnikiem. Chociaż, przywiązała się do niego złotą nicią jeszcze zanim się dowiedziała, że jest Naszpanem Polonistą (jeśli dobrze pamiętam treść książki, za co głowy nie daję. Ani ręki nawet.). A gdyby się nim nie okazał, to co? Osławiona nić by pękła przy "zderzeniu światów"?

      Ciekawe swoją drogą, czy swej siostrze Pulpie Ida też wciska teksty o "luziku w pasie". Może nie, w końcu Pulpa kupuje po prostu o rozmiar większe ciuchy ;) Trochę to dziwne, taki kontrast na przestrzeni raptem dwóch tomów...

      Moze MM wlasnie pokazala nie dobre zachowanie na przykladzie Idy , a smieszne, wrecz szkodliwe? Moze atakowana jest za Ide bezzasadnie, bo Ida nie ma byc wzorem czy bohaterem pozytywnym, a odwrotnie: kims glupim, wrecz zalosnym w swym dazeniu do zdrowia i szczuplosci? Moze Ida ma byc tym boheterem negatywnym - wiec nie mozemy miec pretensji do MM ze zrobila z niej jakas furiatke, wariatke I wogole osobe o zaburzeniach emocjonolanych.

      To byłoby możliwe i sensowne, gdyby MM opatrzyła zachowanie Idy jakimś komentarzem odautorskim. Albo opisała negatywną (jakąkolwiek? Borejkowie nie są chyba ślepi i głusi) reakcję otoczenia na słowa Idy skierowane do Magdy. A tu nic kompletnie...
      • nessie-jp Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 21:47
        > To byłoby możliwe i sensowne, gdyby MM opatrzyła zachowanie Idy jakimś komentar
        > zem odautorskim. Albo opisała negatywną (jakąkolwiek? Borejkowie nie są chyba ś
        > lepi i głusi) reakcję otoczenia na słowa Idy skierowane do Magdy. A tu nic komp
        > letnie..

        Otóż to. A przecież jeszcze na etapie "Imienin" czy "TiR" (wybaczcie, mylę te książki bezustannie, zlewają się w jedno) bardzo starannie potępiona została postawa Laury, która robi Róży przytyki, jakoby ta się odchudzała "jak zwykle
        • bookalice Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 22:06
          Właśnie - w przypadku Idy te przykre przytyki są przedstawione są... sama nie wiem, jak to określić. Dobrotliwe dogadywanie charakternej "cioci"? Żarty, o które nikt nie powinien się obrazić? Bo ja tego tak nie odebrałam - gdybym była na miejscu Magdy, miałabym szczerą ochotę zabić Idę. Pani doktor nie jest dzieckiem przecież, nie wie, jak mogą zostać odebrane jej słowa? Litości. Czytałam McDusię dobrych kilka miesięcy temu, a dalej mnie to straszliwie drażni. Argh ;)
          • uhu_hu Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 22:43
            Ja się czuję, jakby mnie pani MM oszukała. Stworzyła postać Idy, którą polubiłam, za wariacki charakter, impulsywność, inteligencję, zaradność. Nagle okazuje się, że to jakieś chamidło bez cienia empatii. Zresztą ten proces zaszedł w wielu innych postaciach.
            Pani MM, jak sama deklaruje, lubi tę władzę, napawa się kreowaniem w SWOJEJ powieści SWOIM bohaterom SWOICH wydarzeń. Bo jest Panią Pisarką. Jasne, tylko świat juz wykreowany musi być konsekwentny, logiczny, spójny i nie można nim grzebać dowolnie jak szpikulcem w mózgu podczas lobotomii. Nie można zacząć malować obrazu w jednym stylu, a skończyć w innym. MM brakuje pisarskiej pokory. No i oczywiście staranności, która zminimalizowałaby głupoty, które kupy sie nie trzymają...
            • meduza7 Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 24.05.13, 00:21
              Ale, jakie tam konsekwentny, logiczny i spójny. Jak coś nie pasuje, choćby daty urodzenia postaci, to się naciągnie czasoprzestrzeń, aż zacznie trzeszczeć i będzie git. I może nikt nie zauważy, że fastryga puszcza. Więc skoro takie rzeczy robi się nawet z "twardymi danymi", to co dopiero z takimi drobiazgami jak charakter postaci.
              Chociaż z drugiej strony - charaktery się zmieniają i może Ida naprawdę stała się wrednym babskiem. Tylko dlaczego cała reszta zachowuje się, jakby wszystko było w najlepszym porządku?
              • bupu Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 24.05.13, 00:41
                meduza7 napisała:

                > Ale, jakie tam konsekwentny, logiczny i spójny. Jak coś nie pasuje, choćby daty
                > urodzenia postaci, to się naciągnie czasoprzestrzeń, aż zacznie trzeszczeć i b
                > ędzie git. I może nikt nie zauważy, że fastryga puszcza. Więc skoro takie rzecz
                > y robi się nawet z "twardymi danymi", to co dopiero z takimi drobiazgami jak ch
                > arakter postaci.
                > Chociaż z drugiej strony - charaktery się zmieniają i może Ida naprawdę stała s
                > ię wrednym babskiem. Tylko dlaczego cała reszta zachowuje się, jakby wszystko b
                > yło w najlepszym porządku?

                Doktor Pałys wykonała im lobotomię kawałkiem szkła ze stłuczonego słoika po musztardzie sarepskiej.
                • nessie-jp Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 24.05.13, 01:25
                  > Doktor Pałys wykonała im lobotomię kawałkiem szkła ze stłuczonego słoika po mus
                  > ztardzie sarepskiej.

                  Przez nozdrze!

                  Laryngologe oblige, w końcu.
            • kkokos Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 24.05.13, 08:45
              uhu_hu napisał:

              > Ja się czuję, jakby mnie pani MM oszukała. Stworzyła postać Idy, którą polubiła
              > m, za wariacki charakter, impulsywność, inteligencję, zaradność. Nagle okazuje
              > się, że to jakieś chamidło bez cienia empatii.

              się zgadzam śmiertelnie. oszukała.
      • vi_san Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 23.05.13, 22:46
        A spróbowałaby do Pulpy z czymś takim wyskoczyć! Patrycja z całkowitym spokojem by ją za rudy koczek za próg wywlokła, tam dobitnie i dosadnie wyjaśniła jej, gdzie może sobie wsadzić swoje poglądy i zadowolona z siebie wróciła do stołu. Po kolejny kawałek makowczyka. :D
      • kkokos Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 24.05.13, 08:49
        > To byłoby możliwe i sensowne, gdyby MM opatrzyła zachowanie Idy jakimś komentar
        > zem odautorskim. Albo opisała negatywną (jakąkolwiek? Borejkowie nie są chyba ś
        > lepi i głusi) reakcję otoczenia na słowa Idy skierowane do Magdy. A tu nic komp
        > letnie...

        dokładnie tak. zauważcie, że innym postaciom nawet drobne potknięcia nie zostają wybaczone (oczywiście mowa o neojeżycjadzie) - potknięcia rzeczywiste czy urojone, bo mcdusi nie wolno nawet powiedzieć samej o sobie, że nie jest dobra, gdyż autorka natychmiast daje prawo zupełnie obcej babie wychowywać smarkulę tekstem "a to się postaraj". a idusia szaleje i nikt nie reaguje.
        • galene_ra A to się postaraj 24.05.13, 11:15
          Ta obca baba to Bebe. To jest tak protekcjonalne i lekceważące i tak niepodobne do Bebe, że aż boli. Następna postać, która zmieniła się na niekorzyść. Rozumiem, że autorce zależy na promowaniu pewnych postaw, ale nawet w Imieninach, książce której nie znoszę, to samo było powiedziane nie tak na odczepnego, tylko w ładnej scenie "umierania Ignacego".
          • meduza7 Re: A to się postaraj 24.05.13, 14:57
            Odnoszę wrażenie, że w świecie MM dowolna osoba dorosła ma prawo pouczać dowolną osobę nieletnią z samej racji tego, że jest dorosła.
            Dzieciom też wolno pouczać... jeśli pochodzą z właściwej rodziny ;)
            • bupu Re: A to się postaraj 24.05.13, 15:59
              meduza7 napisała:

              > Odnoszę wrażenie, że w świecie MM dowolna osoba dorosła ma prawo pouczać dowoln
              > ą osobę nieletnią z samej racji tego, że jest dorosła.
              > Dzieciom też wolno pouczać... jeśli pochodzą z właściwej rodziny ;)

              A nienienie, Sznytki, Pyziaki i inne kreatury skażone miazmatami materializmu i niskimi czółkami nie mają prawa pouczać, zwłaszcza dzieciąt ze świętego klanu B. To raczej wygląda tak, że członkowie klanu, względnie osoby uświęcone przyjaźnią z klanem mają prawo pouczać kogo chcą, w dowolnie chamski sposób, a hołota ma grzecznie słuchać patoki mądrości płynącej z ich ust.
    • kajagugu77 Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 11:42
      Bardzo się cieszę, że został poruszony problem "ogrodnika" (moim zdaniem zasługuje on nawet na osobny temat, bo to żenada wyższego stopnia). Czy nikt z redaktorów/recenzentów nie dostał w tym momencie czkawki, że taka scena znalazła się w książkach autorki miotającej frazami-obecnie już FRAZESAMI-o sygnałach dobra i miłości bliskiego? Biedni ogrodnicy, biedni budowlańcy, biedni nie-poloniści, biedni nieplutarchianie, biedni nie-kamienicznicy, biedni wielbiciele prozy (itd.itp). Każdy, kto nie ma współczującej grzywki nad dzielnym czołem (i wyższego wykształcenia!) jest niegodny słuchania Mozarta.
      Tak a propos, poznałam kiedyś sympatycznego ogrodnika pracującego w ogrodach otaczających cudowny, włoski pałac z widokiem na lazurowe morze... Czy taki chłopak byłby godzien serca Laury (najprawdopodobniej miał wyższe wykształcenie, żeby ogarnąć ten cud)?
      • piotr7777 Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 12:06
        A ja się pozwolę nie zgodzić.
        Przede wszystkim autorka pisze z perspektywy Laury, nie własnej. A Laura akurat jest tą osobą, która ma silne poczucie przynależności do tej wyższej intelektualnie sfery (przynajmniej we własnym przekonaniu), czego dała choćby wyraz w swoim odbiorze Bodzia w poprzedniej książce.
        No a poza tym przecież w Noelce Mila zdziwiona pyta wnuczek z kim to Ignacy konwersuje po łacinie, bo przecież nie ze sprzedawczynią. Więc to stereotypowe myślenie skądś się bierze.
        • kopiec_esmeralda Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 12:18
          Potwierdza to, ze masz rację przykład Baltony, który jest leśnikiem (teraz pomijam realia tego jego leśniczenia), a więc też, jak domniemany ogrodnik, Akademia Rolnicza. Baltona nie sypie łac. frazesami i nie recytuje Mickiewicza z Wierzyńskim, a jednak jest akceptowany, wydaje mi się, bez zastrzeżeń.
          Bo jest "nasz", znajomy od dziecka (nam, czytelnikom, autorce i Borejkom też).

          Generalnie TAM nie są akceptowani obcy, np. ojciec Czekoladki, lekarz, jak Pałysowie, ale nowobogacki i prostak (domyślnie), pani Stągiewka-stomatolog, feministka w pociągu, wszak też wykształcona byla, ale o wrażych poglądach, czy siostra Pyziaka... Obcy, którzy mają inną mentalność, nie są zwolennikami "szlachetnego ubóstwa" i wszystkiego, co reprezenytują Borejkowie, są podejrzani, niezależnie od wykształcenia, od mieszkania w bloku, czy willi.

          Mamy też szlachetnych prostaczków, typu babcia Jedwabińska, pan Jankowiak, czy wreszcie Gruszka. Oni są w porządku, ale oczywiście nie ma mowy, by ktoś taki wiązał się z Borejkami, takie mezalianse to już byłoby za wiele.
          • slotna Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 12:44
            > Potwierdza to, ze masz rację przykład Baltony, który jest leśnikiem (teraz pomi
            > jam realia tego jego leśniczenia), a więc też, jak domniemany ogrodnik, Akademi
            > a Rolnicza. Baltona nie sypie łac. frazesami i nie recytuje Mickiewicza z Wierz
            > yńskim, a jednak jest akceptowany, wydaje mi się, bez zastrzeżeń.

            Hihi, no przeciez jak pod koniec "Pulpecji" zjawil sie z Patrycja, zeby poprosic Ignaca o jej reke, to wlasnie sypnal! A dokladniej, dokonczyl jakas sentencje w locie, z irytacja ale i prawidlowym akcentem. Inaczej by tej reki pewnie nie dostal :P (swoja droga OBRZYDLIWY fragment - maman Borejko ocenia ludzi po oczach, papa po budowie czaszki i wymawianiu lacinskich bezokolicznikow...).
            • kopiec_esmeralda Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 12:47
              > Hihi, no przeciez jak pod koniec "Pulpecji" zjawil sie z Patrycja, zeby poprosi
              > c Ignaca o jej reke, to wlasnie sypnal! A dokladniej, dokonczyl jakas sentencje
              > w locie, z irytacja ale i prawidlowym akcentem

              :D
              Muszę odzyskać swoje dawne książki na chwilę (są już u młodszego pokolenia) i przypomnieć sobie, bo widzę, ze coraz mniej pamiętam.
              • ciotka_scholastyka Bezokolicznik 27.05.13, 08:47
                [mama Borejko] (...) z sympatią spojrzała na opalonego dryblasa. Miał uczciwe oczy. Mama Borejko zawsze i przede wszystkim zwracała uwagę na oczy, w przeciwieństwie do ojca, który lubił oceniać ludzi na podstawie budowy ich czoła.
                Dryblas odwzajemnił jej spojrzenie, pełne sympatii.
                - To się dobrze składa - rzekł i podał zachwyconej mamie Borejko bukiet kaliny. - Proszę, to dla pani. To znaczy, mam na myśli, że dobrze się składa, że oboje państwo jesteście w domu. Bo ja mam dla państwa ważną nowinę: my się kochamy, Patrycja i ja.
                - To straszne - jęknął ojciec i opadł na krzesło.
                - Tato, to nie jest takie straszne - pospieszyła na pomoc Gabrysia. - Baltona jest siostrzeńcem pana Żaka, ze Słowackiego, wiesz?
                No, już lepiej - wyraziła mina ojca.
                - Tato, nil mirari, nil indignari, sed...
                - ... intellegere - wpadł Gabrysi w słowo niecierpliwy Baltona, nie wiedząc nawet, że jego akcje skoczyły w tym momencie o oczko wyżej; po pierwsze, znał sentencję łacińską i umiał ją dokończyć, po drugie, prawidłowo zaakcentował bezokolicznik.

                • meduza7 Re: Bezokolicznik 27.05.13, 09:11
                  A może Patrycja, wiedząc, czego może się spodziewać po ojcu, naprędce podszkoliła Baltonę z najczęściej używanych w domu sentencji? ;)
            • fannybrice Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 13:44
              im dłużej czytam to forum, to tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie ma co się dziwić Mili, która mówi, że najważniejsze, że dziewczyna już wydana za mąż, więcej nic złego dziać się nie może - bohaterki tak się przepoczwarzają, że niedługo starsi Borejkowie będą musieli dopłacać,, żeby ktokolwiek chciał na nie zwrócić uwagę.
              'Sprężynę' czytałam tylko raz, ale pamiętam, że w ogóle nie rozumiałam tej sceny, kiedy Laura jeździła z kwiatkiem na bagażniku, za który zapomniała zapłacić. Jak można nie zauważyć kwiatka, jak się jedzie na rowerze? A po drugie, to właśnie te odległości - tyle się najeździła, niby tak pieruńsko daleko, ale ostatecznie miałam wrażenie, że to było kilka domów dalej i kręciła się jak kot z pęcherzem. Chyba że to miało głębszy sens, którego już nie pamiętam.
              • bupu Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 16:42
                fannybrice napisał(a):

                > 'Sprężynę' czytałam tylko raz, ale pamiętam, że w ogóle nie rozumiałam tej scen
                > y, kiedy Laura jeździła z kwiatkiem na bagażniku, za który zapomniała zapłacić.
                > Jak można nie zauważyć kwiatka, jak się jedzie na rowerze? A po drugie, to wła
                > śnie te odległości - tyle się najeździła, niby tak pieruńsko daleko, ale ostate
                > cznie miałam wrażenie, że to było kilka domów dalej i kręciła się jak kot z pęc
                > herzem. Chyba że to miało głębszy sens, którego już nie pamiętam.

                A to akurat jest proste. Ostatnie komórki mózgowe Laury właśnie dogorywały, duszone bezlitośnie produkowaną przez Maszpana złotą nicią, co było konieczne, aby wyplenić z niej pyziaczość. Dlatego nie zauważyła, że buja się na rowerze z zielskiem. A kiedy mózg skażony miazmatami Mutrookiego obumarł, transplantowano jej mózg borejczy, ale chyba nie wszystko poszło dobrze, bo się dziewczę nieco zzombifikowało (dlatego w McGniocie chodzi i ziaje "Aaaadaaammm"). Pewnie coś obumarło po drodze.
        • bupu Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 16:37
          piotr7777 napisał:

          > A ja się pozwolę nie zgodzić.
          > Przede wszystkim autorka pisze z perspektywy Laury, nie własnej. A Laura akura
          > t jest tą osobą, która ma silne poczucie przynależności do tej wyższej intelekt
          > ualnie sfery (przynajmniej we własnym przekonaniu), czego dała choćby wyraz w s
          > woim odbiorze Bodzia w poprzedniej książce.
          > No a poza tym przecież w Noelce Mila zdziwiona pyta wnuczek z kim to Ignacy kon
          > wersuje po łacinie, bo przecież nie ze sprzedawczynią. Więc to stereotypowe myś
          > lenie skądś się bierze.

          Tylko dlaczego autorka pouczających powieści dla młodzieży tego myślenia nie piętnuje żywym ogniem? A powinna, zamiast tego najwyraźniej uważa, że sortowanie ludzi po czółkach i wykształceniu (notabene czy tylko ja mam wrażenie, że Flobrostwo robi za Borejki klasy drugiej, potrzebne głównie do tego, żeby Borejki kl. I, Plutarchem uświęcone, miały gdzie się byczyć latem) jest najzupełniej cacy i w porzo, całkiem niezamierzenie robiąc z tej, w założeniu ciepłej i miłej, rodzinki bandę obrzydliwych snobów i obłudników.
        • kajagugu77 Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 17:12
          Taki np. egocentryzm (czy jak go zwał) Anieli był zawsze żartobliwie skomentowany przez narratora, a tu? Nic! Zero komentarza. laura z intelektualnych wyżyn spogląda na ogrodnika (sama bodajże będąc jeszcze studentką...)

          I tak jak wspomniano już w którymś z postów: Baltona został namaszczony na godnego absztyfikanta dopiero wtedy, kiedy błysnął prawidłowym akcentem w łacińskim bezokoliczniku. Bez tego pewnie nie posłodziliby mu herbaty czy co?

          No, w każdym bądź razie ja tę sceną czytałam z zażenowaniem.
          • 3piota Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 20:30
            A jak to właściwie z Robrojem było?
            On ze starym po łacinie gwarzył czy nie?
            A jakie sorbony kończył? Czy on prosty drukarz?
            • bupu Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 20:42
              3piota napisał(a):

              > A jak to właściwie z Robrojem było?
              > On ze starym po łacinie gwarzył czy nie?
              > A jakie sorbony kończył? Czy on prosty drukarz?

              Senekę, zdaje się, z grupą ESD czytywał, czy tam innego Arystotelesa. Natomiast jakie miał wykształcenie nie pamiętam, ale może jego zawód uszlachetnia to, że produkuje on książki.
              • 3piota Re: Wy o McDusi i wnuczce, a ja o Sprezynie 25.05.13, 20:56
                A może było tak, że te wszystkie egzemplarze, w których Nutria się durzyła,albo oni w niej takiej sromoty rodzinie dostarczyły, że ten Robroj jawił się jako zbawienie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka