guineapigs
23.05.13, 21:12
Se sciaglam za darmo Sprezyne - nie przepadam za takimi akcjami, ale z drugiej strony - wydawac 30 zl za TO to dla mne nieporozumienie.
Zaczelam czytac (czytalam kiedys pozyczone, ale oddalam - dobry ze mnie czlowiek I uczciwy) I juz przez pierwsze 30 kilka stron mam tzw. mieszane uczucia.
1. Laura napotyka sie na ulicznych muzykow, graja pieknie, w grupie sluchaczy zauwaza GO, ale potem okazuje sie, za zasluchany w pieknym andante to chyba ogrodnik w Daglezji - Ojej. Coz za zawod. Nie profesor, nie muzyk, nie literat - a byc moze zwykly ogrodnik.
Pomijam fakt, ze tzw. zwykly ogrodnik w naszych czasach moze miec dyplom z historii sztuki czy archeologii- takie czasy, nic tu nie poradzisz, jak na tujach mozesz zarobic to robisz przy tujach a nie przy analizowaniu skladnikow chemicznych uzywanych w Renasansie. Chodzi mi o fakt: a to ogrodnik nie ma prawa lubic, przezywac muzyki? A moze jego uczucia sa wlasnie swiezsze niz profesora, bo naturalne a nie wyuczone? moze ogrodnik zachwycajacy sie Mozartem czuje wiecej, niz profesor nauczony zachwycanie sie Mozartem? Brzydka I jakas taka niefajna ta zalamka Laury: o, zachwycal sie, pewnie profesor, moze muzyk - a tu zonk: przedsiebiorstwo ogrodnicze. Ojej.
2. Pulpecik. W Sprezynie Pulpa to seksowny, pelen werwy i inteligencji Pulpecik. Nie sa wazne rozmiary - po prostu kupuje sukienki coraz obszerniejsze I nie spala tyle, co zamierzala, I sie nie martwi. Piekne. Ale dlaczego potem ta straszna Ida z jej obsesja na punkcie niedojedzania, luzu w pasku, strasznych frytek itp? Moze MM wlasnie pokazala nie dobre zachowanie na przykladzie Idy , a smieszne, wrecz szkodliwe? Moze atakowana jest za Ide bezzasadnie, bo Ida nie ma byc wzorem czy bohaterem pozytywnym, a odwrotnie: kims glupim, wrecz zalosnym w swym dazeniu do zdrowia i szczuplosci? Moze Ida ma byc tym boheterem negatywnym - wiec nie mozemy miec pretensji do MM ze zrobila z niej jakas furiatke, wariatke I wogole osobe o zaburzeniach emocjonolanych.
3. Tu juz zupelnie ad hoc - Laura spostrzega, ze do przystanku ma okolo kilometr. No tragedia, szesc minut piechota, taki niesamowity odcinek. Czy to ma podkreslic mieszczanskos Laury? Nie wiem, mnie to przerazilo. Wychodzi, ze w wiekszej wsi musza byc chyba trzy przystanki zeby nie bylo daleko: przy soltysie, przy sklepie, i przy kosciele. No bo niemlal kilometr to jakas wrecz szkola surwiwalu.
Tak a propos tego ostatniego - czy Pani MM wogole wie, o czym pisze? Dalej nie komentuje, bo mnie powalila kwestia realnosci.