meduza7
02.06.13, 23:17
...czyli jak to mogłoby wyglądać, niespełnione marzenia czytelniczki ;)
----------------
Janusz Pyziak, niestety, chyba coś właśnie przemyślał, zerwał się oto ze stołka i ruszył do łazienki. Zapukał.
– Posłuchaj... – zaczął z determinacją w głosie. – Ja... Musimy porozmawiać. Musisz się uspokoić. Za dwie godziny twój ślub...
– Żadnego ślubu nie będzie! – dobiegła tragiczna deklaracja zza drzwi.
– Dziecko, co ty mówisz, jesteś rozdrażniona, posłuchaj... – ciągnął Pyziak słabo. – Nie możesz...
– Mogę!
- Laura, posłuchaj! - spróbował jeszcze raz Pyziak. - Mamy dwie godziny. Przecież w tym mieście muszą być jakieś otwarte galerie handlowe!
Chlipanie ucichło. Szczęknęła zasuwka i powoli, powoli, drzwi do łazienki uchyliły się. W szparze błysnęło oko Tygrysa - zaczerwienione, z rozmazanym makijażem, lecz po dawnemu stalowe i pełne buntu.
- Nie myśl sobie, że mnie kupisz sukienką! - warknęła kuzynka.
- Jakie znowu kupisz... - powiedział Pyziak zmęczonym głosem. - Ja pomyślałem tylko... mamy jeszcze trochę czasu, a przecież nie pójdziesz do ślubu w TYM.
Józef usłyszał gniewne parsknięcie babci. Kuzynka Laura otworzyła szerzej drzwi. Spojrzała uważnie na ojca - zmiętego, postarzałego człowieka o zaczerwienionej twarzy, a potem, nad jego ramieniem, na babcię i ciocię Gabrielę. Pierwsza z królewską godnością wysunęła się dwa kroki do przodu i wyciągnęła przed siebie kostiumik z piki.
- Spójrz! - powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Ładny, ponadczasowy, jak z Grace Kelly zdjęty! Lata pięćdziesiąte znów są w modzie!
Ciocia Gabriela gorliwie przytakiwała, dzielnym uśmiechem pokrywając drżenie warg.
Laura spojrzała na kostiumik. Potem na ojca. I znów na kostiumik.
- Dzwoń po taksówkę! - zakomenderowała. - Ja tylko zmyję oczy i jedziemy.
Ciocia Gabriela zakryła ręką usta i wycofała się do pokoju. Józef z oburzeniem pomyślał, że Laura naprawdę mogłaby już przestać dręczyć swoją biedną matkę.
- Dziś niedziela! - przypomniała babcia, ściągając brwi. - Chcecie iść do galerii handlowej w niedzielę? Co by Gizela powiedziała!
- Dziś mój ślub! - odkrzyknął z łazienki hardy Tygrys. - Chcę iść w sukni, którą sama wybiorę - perorowała, wybiegając do przedpokoju i w pośpiechu wciągając płaszcz - i z kwiatami, które sama zamówiłam, tak, babciu, widziałam te groszki w zamrażalniku. Jest taksówka?
- Już czeka! - oznajmił Pyziak i wybiegli obydwoje, mijając po drodze zaśnieżonego Adama. Ten obejrzał się za nimi z miną osłupiałą.
- Co tu się...?
- Pojechali kupić nową suknię! - chlipnęła ciocia Gabriela. - Moja córka... moja córka... jest materialistką jak ojciec!