Dodaj do ulubionych

Wpadki tłumaczy

31.10.07, 11:26
Jestem ciekawa czy zauważyliście jakieś wpadki w polskich
tłumaczeniach Austen. Ja do tej pory znalazłam 2 w "Dumie i
uprzedzeniu" wydanym przez Prószyńskiego i S-kę, tłumaczenie A.
Przedpełska-Trzeciakowska.

W rozdziale L, kiedy mowa jest o tym jak sąsiedzi zareagowali na
małżeństwo Lidii, jest następujące zdanie:
"To be sure it would have been more for the advantage of
conversation, had Miss Lydia Bennet come upon the town; or, as the
happiest alternative, been secluded from the world, in some distant
farm house".

Zdanie to zostało przetłumaczone jako:
"Prawdę mówiąc, rozmowy w salonach byłyby o wiele ciekawsze, gdyby
panna Lidia Bennet przeszła na utrzymanie parafii lub gdyby - w
najlepszym wypadku - trzymano ją do końca życia w zamknięciu na
jakiejś odległej farmie".

Tymczasem "come upon the town" oznacza "zostać prostytutką"!

I jeszcze moje ulubione - w rozdziale LIX, kiedy pani Bennet
dowiaduje się, że Lizzy zaręczyła się z Darcym, mówi między innymi:
"What pin-money, what jewels, what carriages you will have"!

Tłumaczenie: "Co za pieniądze na szpilki, jaka biżuteria, jakie
powozy"!

Tymczasem "pin-money" to oczywiście nie "pieniądze na szpilki":),
tylko pieniądze do wyłącznego użytku żony.
Obserwuj wątek
    • meduza7 Re: Wpadki tłumaczy 01.11.07, 22:15
      Mam wrażenie, że w takiej dość staroświeckiej polszczyźnie funkcjonowało
      określenie "pieniądze na szpilki", czyli właśnie na drobne wydatki dla żony. Ale
      dowodu nie mam.
      --
      kura z biura
      notatki na marginesie
        • the_city Re: Wpadki tłumaczy 06.11.07, 14:24
          Ja tego wyrażenia nie znalazłam nigdzie. Jednak nawet jeśli
          faktycznie coś takiego funkcjonowało w języku polskim, to i tak
          wypadałoby, żeby tłumaczka wyjaśniła w przypisach o co chodzi, bo
          dla kogoś kto nie zna oryginału będzie to mylące.
            • the_city Re: Wpadki tłumaczy 12.11.07, 12:32
              jhbsk napisała:

              > Słownik Collins pod redakcją J. Fisiaka (2002 czwarte wydanie)
              podaje: pin money (brit) - pieniądze na drobne wydatki

              Wyjaśnienie zwrotu "pin money" napisałam już wyżej. Jest ono
              podawane nawet w przypisach do angielskich wydań książki, więc
              nietrudno je zdobyć (tym dziwniejsza wydaje się ignorancja
              tłumaczki). Mnie natomiast chodziło o to, że nie spotkałam się z
              używaniem polskiego odpowiednika tego wyrażenia. Być może gdzieś w
              literaturze polskiej funkcjonują "pieniądze na szpilki", ale jak
              narazie tego nie znalazłam.

                • nchyb Re: Wpadki tłumaczy 19.11.07, 13:19
                  > Współcześnie mówimy "na waciki" ^_^
                  współcześnie - czyli od czasów Killera i Rysi Siarzewskiej :-)

                  Można jeszcze mówić (to za jednym ze współczesnych polskich
                  piosenkarzy)- tyle to się (chamie) daje na tacę... :-)
                  --
                  Kryminały i sensacje
              • koteczka12 Re: Wpadki tłumaczy 19.01.08, 17:48
                Pieniądze na szpilki pojawiają się również w tłumaczeniu Hrabiego
                Monte Christo, stąd je znam i nie wydaje mi się dziwne :) - tak się
                dawniej mówiło.
                --
                Starsza
                Młodsza
          • meduza7 Re: Wpadki tłumaczy 16.11.07, 10:16
            Co jednak w sumie oznacza,że określenie jest na tyle staroświeckie, że raczej
            nie rozpoznawane przez współczesnego czytelnika.
            --
            kura z biura
            notatki na marginesie
            • jottka Re: Wpadki tłumaczy 17.11.07, 12:04
              ja bym z innej strony jeszcze podeszła, nie wnikając na razie w prawomocność
              polskich 'szpilek':) taktyki translatorskie są różne - można przyjąć, że
              uwspółcześniamy tekst przekładu i używamy w nim dzisiejszych słów i zwrotów jako
              odpowiedników archaizmów oryginału. można też założyć, że nie należy przesadnie
              buszować autorowi po tekście i tam, gdzie się da (tzn. tam gdzie czytelnik
              zrozumie, o co idzie, nawet jeśli rzecz go nieco zaskoczy), używać zwrotów
              możliwie bliskich epoce.


              nb. 'współczesny czytelnik' nie musi z definicji oznaczać dwudziestolatka, który
              ma relatywnie niewiele lektur za sobą:) tu mam na myśli, że pani trzeciakowska,
              skądinąd świetna tłumaczka, nie jest najmłodszą osobą i możliwe, że dla niej
              cytowany zwrot brzmi całkiem prawomocnie. no ale na ten temat bez popatrzenia w
              dawniejsze słowniki nie mogę się wypowiadać, to tytułem dygresji.
    • jezycjada-fotki Re: Wpadki tłumaczy 01.01.08, 16:06
      "Duma i uprzedzenie" by wydawnictwo Zielona Sowa (tłum. Katarzyna Surówka) to
      właściwie jedna wielka wpadka. Pomieszanie stylów, tłumaczenie idiomów "po
      swojemu" (na zasadzie: nie rozumiem, co to znaczy, więc wymyślę coś sama).
      Największe hity:

      1. Na zabawie Bingley zachęca Darcy'ego, by ten zatańczył. Darcy odpowiada, że
      mógłby ewentualnie zatańczyć z siostrami Bingleya, ale nie może, bo są
      zaręczone. (Ja, zdziwiona: jak to? Przecież jedna siostra jest żoną bodajże pana
      Hursta, a druga jest panną i leci na Darcy'ego. Poza tym, dlaczego fakt, że są
      zaręczone, miałby przeszkadzać im w tańcu? Rzut oka w oryginał i już wiadomo:
      panie były "engaged" - zajęte tańcem w innymi partnerami, co tłumaczka
      błyskotliwie zinterpretowała po swojemu).

      2. Elżbieta, znużona paplaniną matki wychodzi z pokoju,ponieważ, cytat "nie
      mogła już znieść tej żenady". Nie wiem, jak jest w oryginale, ale to
      sformułowanie działa jak zgrzyt po szkle. Takich zgrzytów w całej książce jest
      po kilka na każdej stronie.

      --
      Jeżycjada w obiektywie
    • panna-lee Re: Wpadki tłumaczy 07.04.08, 23:46
      oj. to o lidii dobre. muszę zrobić sobie w książce przypis ołówkiem.

      pieniądze na szpilki? zawsze miałam wrażenie, że coś tu nie gra, ale bardzo możliwe, że to określenie było w XIX wieku popularne. też zrobię przypis.

      czy jeszcze jakieś kwiatki znalazłyście?

      ja jakoś nie czytam w oryginale, chociaż przymierzam się do tego, w końcu po polsku znam na pamięć :)

      nienawidzę określenia "na waciki", az mi się coś marszczy w mózgu jak je słyszę...
      • verdana Re: Wpadki tłumaczy 13.04.08, 21:29
        "Na szpilki" - w tym kontekscie idealne, XIX- wieczne okreslenie. W
        polskich książkach dosyć czeste, czepiać się nie ma o co -
        przeciwnie .
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka