30.10.14, 19:04
Tak się zastanawiam. Porzucona Gabrysia całe życie cierpi nad tym, że została porzucona. Nie, że tęskni za swoim mężem, ze nie może bez niego żyć - tylko nad tym, że urażona została jej duma i samoocena. Ale to jestem w stanie zrozumieć. Natomiast porzucona w ciąży Róża martwi się nieślubną ciążą (przynajmniej przed jej ujawnieniem), przyszłością (bo jednak budkę z kurczakami interpretowałabym jako skrajny przejaw zagubienia), natomiast kompletnie, jak się wydaje nie tęskni za Fryderykiem, jako osobą. Zwykle zakochana dziewczyna cierpi nie tylko nad tym, ze jest sama, ale jest zrozpaczona, bo traci osobę, którą kocha. Albo miłość zmienia się we wściekłość, nienawiść. Ale tu nie ma ani jednego, ani drugiego. Ani Róża nie płacze za ukochanym, ani go nie skreśla jako drania. Wraca - to przyjmuje go znowu, ale wygląda na to, że raczej jako ojca dziecka, niz kogoś, kto jest jej samej potrzebny. Dziwne.
Obserwuj wątek
    • dziennik-niecodziennik Re: Porzucone 30.10.14, 19:11
      > Nie, że tęskni za swoim mężem, ze nie może bez niego żyć - tylko nad tym, że urażona została jej duma i samoocena.

      jak dla mnie to Gabryska płacze nad swoim złamanym sercem i wzgardzoną miłością.

      a Róża - w moim odczuciu - cały czas czuje że Fryc do niej wróci, wiec po co ma rozpaczac.
      • andaba Re: Porzucone 30.10.14, 19:55
        No bo jak tęsknić za pajacem, który cie porzucił? A urażoną dumę rozumiem jak najbardziej.
        Akurat jak dla mnie bardzo wiarygodne, czyli bywają takie egzemplarze.
      • bupu Re: Porzucone 30.10.14, 19:55
        dziennik-niecodziennik napisała:

        > > Nie, że tęskni za swoim mężem, ze nie może bez niego żyć - tylko nad tym
        > , że urażona została jej duma i samoocena.
        >
        > jak dla mnie to Gabryska płacze nad swoim złamanym sercem i wzgardzoną miłością

        Gdyby o to chodziło, to związek z Grzesiem powinien te szlochy zakończyć. A ją po dekadach związku dalej dławi na myśl o Pypyziaku. I na widok tej wierzby, pod którą ją całował, niegodzien. Gaba jest zaborcza i kontrolująca, widać to w stosunku jaki ma wobec dzieci (najmniej wobec Rózy, bo Róża sama z siebie jest potulna mameja i dodatkowych manipulacji nie wymaga), ale i wobec Grzesia. Pamiętacie jak w "Pulpecji" sprawy lokalowe załatwiała z Idą zupełnie nad głową Grzegorza, nawet nie pytając go o zdanie? No właśnie. A ten dreszcz niepokoju na widok Miągwy z dziewczyną (Magdusią), to trzymanie syna we własnym pokoju aż do nastolectwa... Typowa mamusia-ośmiornica, która musi całą rodzinę trzymać w mocnym uścisku macek, bo bez tego chora. Laura jest cierniem w jej boku, bo raz, że podobna do CKNUKa, a dwa, że z macek mamuni wyślizguje się od lat najmłodszych niczym węgorz.
        No a Janusz w macki spowić się nie dał, zamiast tego zwiał na antypody, toteż jeżycka ośmiornica zapomnieć mu tego nie może.

        I tak sobie myślę, że Gabunia stosuje na własnej rodzinie ten sam model, który wdrożyła wcześniej Milicja, która w swych kościstych szponach trzyma całą rodzinę i nie popuszcza. Mąż totalna mameja, zupełnie od żony uzależniony, bo nawet gaci bez niej nie znajdzie, jedna córka, czyli Gabunia właśnie, nie odpępniona do tej pory, upycha męża i dzieci po kątach kołchozu, druga - Ida, woli kisić dzieci w piwnicy, niż się oddalić od Kościejnicy, trzecia z kolei siedzi w ciasnocie na poddaszu, rzut beretem od mamusi, jeno najmłodszy Pulpet uciekł kawałek dalej i zyskał nieco oddechu, ale i tam w sumie koścista rączka sięga w razie potrzeby.
      • adorabelle-dearheart Re: Porzucone 30.10.14, 21:57
        dziennik-niecodziennik napisała:
        > jak dla mnie to Gabryska płacze nad swoim złamanym sercem i wzgardzoną miłością
        > .

        Dodając do przedmówczyń, mam wrażenie, że w jej wielkim żalu jest dużo pretensji do CKNUKa o brak zainteresowania dziećmi (co, moim zdaniem, jest w pełni zrozumiałe). Z drugiej strony dziwię się, że właśnie tego nie wygarnia Pyziakowi, gdy ten "wraca po przebaczenie", tylko skupia się na swoich refleksjach, jak to jej "serce oddano po wytarciu w nie butów" i, ach jakże wspaniałym, własnym wybaczeniu.

        Chyba więc bardziej chodzi o dumę. Ale to jakaś ujma na honorze przeżyć zawód miłosny?

        Wydaje mi się jednak, że Gaba ma tęsknoty personalno-pyziacze w "Opium w rosole", tylko maskuje to wesołą miną i przekuwa swój żal we wściekłość (wiecie, te sążniste epistoły, które do niego wystosowała).

        > a Róża - w moim odczuciu - cały czas czuje że Fryc do niej wróci, wiec po co ma
        > rozpaczac.

        O ile dobrze pamiętam, Pyza ma jakiś moment zdenerwowania, prosi chyba, żeby już przy niej nie wspominać o Fryderyku. Jeżeli chodzi o samą tęsknotę za nim, mam wrażenie, że ich związek nigdy nie opierał się na zrozumieniu i znajomości drugiej osoby. W "Imieninach" związek zaczyna się dzień (?) po ich de facto pierwszej dłuższej rozmowie (chociaż wzajemna fascynacja jest sugerowana od początku książki), potem Róża obsługuje teleskop, bo "ma wrażenie, że to by ich zbliżyło". Wiecie: same wrażenia, a nie znajomość reakcji drugiej strony.

        Potem jej żal po "porzuceniu", mam wrażenie, wynika głównie z faktu, że Fryderyk nie zachował się tak, jak ona sobie wyobrażała, że się zachowa. Byli razem nie od wczoraj, a Pyza zachowuje się jakby wcześniej nie mieli okazji nawet o porozmawiać o ew. wizji ich (ewentualnej?) rodziny, żeby mogła mieć jakieś konkretne oczekiwania?

        Więc de facto jak ma za nim tęsknić, skoro ich związek to dwie dryfujące obok siebie monady?

        A potem Pyza zyskuje jakąś odautorską super godność w ciąży (padają określenia, że nosi się dumnie jak królowa, czy coś w ten deseń). Miarą tej godności jest m.in. jej brak rozpaczania (znów: super jest ten, kto nawet nie pochlipie, gdy mu smutno. Co w tym złego?) i potem przebaczenie Fryderykowi z wyżyn swego majestatu. Dla mnie zbitek opisu tych dwóch postaw był zawsze bardzo dziwny: nie rozumiem, czy autorka/narrator sugeruje, że jakoby przypadkowa (czy, powiedzmy: nieplanowana przez obie strony) ciąża odejmowała godności kobiecie i musi ona ją na nowo odzyskać?

        Czy po prostu ową godnością jest godzenie się z sytuacją (najpierw Fryderyk odmawiający, hm, współodpowiedzialności za ciążę, a potem wracający ojciec marnotrawny, który - jak się nagle okazuje - skrycie poświęcił czas i energię, żeby zapewnić rodzinie byt)? To byłaby życzliwa interpretacja możliwych założeń autorki.
        • klawiatura_zablokowana Re: Porzucone 30.10.14, 22:05
          >Czy po prostu ową godnością jest godzenie się z sytuacją

          Ale w takim razie Gabon jest kobietą bez godności, skoro córki ma już dorosłe gropy, a nadal nie może się pogodzić z utratą młodzieńczej miłości.
          Albo rybka, albo pipka. Albo dzielnie dziewczyny nie płaczą (i wtedy Róża OK, Gaba mniej OK), albo porozpaczać sobie wolno, skoro jest Wielki Powód (i wtedy Gaba też OK, ale skąd w takim razie ten złośliwy najazd Milicji na chlipiącą Różę?!).
          • adorabelle-dearheart Re: Porzucone 30.10.14, 22:38
            klawiatura_zablokowana napisała:

            > Ale w takim razie Gabon jest kobietą bez godności, skoro córki ma już dorosłe g
            > ropy, a nadal nie może się pogodzić z utratą młodzieńczej miłości.
            > Albo rybka, albo pipka. Albo dzielnie dziewczyny nie płaczą (i wtedy Róża OK, G
            > aba mniej OK), albo porozpaczać sobie wolno, skoro jest Wielki Powód (i wtedy G
            > aba też OK, ale skąd w takim razie ten złośliwy najazd Milicji na chlipiącą Róż
            > ę?!).

            Ech, i tu pozytywna interpretacja tego, co "autor mógł mieć na myśli" się sypie ;))) Chyba, że przyjmiemy, że po prostu niektórzy mogą płakać, a niektórzy nie, ot co.

            Muszę przyznać jeszcze, że mnie w ogóle strasznie irytuje to ubóstwienie Róży w ciąży, pisanie o niej, jakby zyskała jakąś transcendentną mądrość. Ona Wiedziała, że Frycek wróci, że tkwi w nim Dobro, które nie pozwoli mu zostawić dziewczyny i ich dziecka. Ona Przebacza, jakże miłosiernie. Ona to potem tłumaczy małej Mili emocje Fryderyka, znając je lepiej niż sam Fryderyk (JT). Matka Polka i 3 cnoty Boskie w jednej osobie.

            A tymczasem po prostu: wcześniejsza sytuacja nie pasowała Pyzie do borejkowskiego obrazka (ciąża zbliża ludzi, wszyscy się cieszą, problemów brak. Argumentów i punktu widzenia Fryca nikt nie chciał wziąć pod uwagę; Pyza nawet nie chciała z nim rozmawiać, gdy chciał coś ustalić, osiągnąć jakiś kompromis) - Fryc wraca z pieniądzem i wizją przyszłości - wszystko nagle pasuje, chociaż NIC z tego nie jest zasługą Róży. Tutaj chór rodziny i narratora: Tylko niech się hajtną asap, bo to niemowlę w kołysce szóstym zmysłem wie, że jest dzieckiem nieślubnym (zgroza).

            Klawiaturo, off topic, ale: jestem mega fanką Twojej centrali antyewangelizacyjnej ;) A nie odkryłabym jej, gdyby nie to forum. ESD rulz ;)
            • gat45 Re: Porzucone 30.10.14, 23:12
              adorabelle-dearheart napisał(a):

              [...]

              >
              > Klawiaturo, off topic, ale: jestem mega fanką Twojej centrali antyewangelizacyj
              > nej ;) A nie odkryłabym jej, gdyby nie to forum. ESD rulz ;)


              Gdzie ? Gdzie ? Gdzie to można poczytać ? Ja też kcem !
              • adorabelle-dearheart Re: Porzucone 30.10.14, 23:13
                Kliknij w linka w sygnaturce Klawiatury :)
                • gat45 Re: Porzucone 31.10.14, 07:06
                  No, tom się wykazała wyjątkową tępotą :(

                  Dziękuję bardzo za pomoc.
    • emae Re: Porzucone 30.10.14, 23:19
      verdana napisała:

      > natomiast kompletnie, jak się wydaje nie tęskni za Fryderykiem, jako osobą.

      Jest wzmianka o tym, że Róża czyta listy Chopina. Zawsze widziałam w tym sugestię, że to z tęsknoty za Fryderykiem.
    • croyance Re: Porzucone 31.10.14, 00:02
      A wystarczylo usmiercic Pyziaka ... Gabrysia wdowa bronilaby sie jeszcze w miare, nawet placzac po dziesieciu latach ...
      • rika1991 Re: Porzucone 31.10.14, 00:35
        Tylko że wtedy nie byłoby pyziaczego okrucha zła w sercu Laury.
        • morekac Re: Porzucone 31.10.14, 06:46
          E tam, zawsze mogłaby przy wybrykach Laury powoływać się na idealnosc śp Tatusia.Wiesz, jakie piramidy wyrzutów możnaby skonstruować? I to zastanawianie się, po kim ona to ma.
          Laura byłaby zua wskutek braku tatusia. Być może część rodziny byłaby w stanie jej to wybaczyć, gdyby nie to, ze każdy zły uczynek rani serce TAKIEJ matki. Oczywiście ślub z Grzesiem byłby wtedy niemożliwy.
    • kopiec_esmeralda Re: Porzucone 31.10.14, 06:25
      W skrócie: wg mnie to Gaba nie umie kochać. Ani mężczyzn, ani dzieci. Myśli głównie o sobie pod płaszczykiem myślenia o innych.
      Co do Róży, sądzę, że mamy za mało danych. Ten teleskopowy związek jest w ogóle papierowy i sztuczny od pierwszych chwil, chyba zaistniał tylko po to, by pojawiły się DZIDZIUSIE, które uświęcą i nadadzą osobowość i sens życia niemrawemu dziewczęciu.
      • emae Re: Porzucone 31.10.14, 07:00
        kopiec_esmeralda napisał(a):

        > W skrócie: wg mnie to Gaba nie umie kochać. Ani mężczyzn, ani dzieci. Myśli głó
        > wnie o sobie pod płaszczykiem myślenia o innych.

        Ojej, no. Czemu aż tak? Chyba nikt nie odmówi Ewie Jedwabińskiej, że kochała Aurelię, chociaż nie umiała tego okazać i stworzyła jej zimny, nieprzyjazny dom. Dlaczego inna matka, może i równie nieudolna, nie zasługuje na podobne zrozumienie? Gaba kocha swoje dzieci, kocha je bardzo mocno. Popełnia błędy, nie umie sobie poradzić ze swoją traumą, ale to nie znaczy przecież, że nie kocha.
        • kopiec_esmeralda Re: Porzucone 31.10.14, 07:36
          Skrót myślowy. Kochanie nie jest wtedy, gdy ja uważam, że kocham, tylko wtedy, gdy robię dobrze tym, których kocham. Gaba nie robiła dobrze nikomu, poza sobą. A i sobie chyba też nie najlepiej.
          • gat45 Re: Porzucone 31.10.14, 07:57
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            > Skrót myślowy. Kochanie nie jest wtedy, gdy ja uważam, że kocham, tylko wtedy,
            > gdy robię dobrze tym, których kocham. Gaba nie robiła dobrze nikomu, poza sobą.
            > A i sobie chyba też nie najlepiej.

            Oj, nie...
            Bardzo pięknie byłoby, gdybyś miała rację. Ale istnieje mnóstwo miłości zmarnowanych, a przez to nie mniej prawdziwych. Iluż ludzi kocha na jałowym biegu, bo nie umieją swojej miłości przetłumaczyć na czyny czy choćby zachowania. Iluż ludzi męczy najbardziej kochanych. Iluż siebie przy tym męczy. Iluż cierpi na syndrom miłości niedostatecznie docenionej, czym zatruwa życie sobie i otoczeniu. Iluż ludzi kocha po prostu źle. Iluż... Ale i tak już nadużyłam epanafory.

            Ośmielę się postawić bluźnierczą diagnozę : Gaba należy do kręgu tych ludzi, którzy nie umieją kochać Gabrieli.
            • kopiec_esmeralda Re: Porzucone 31.10.14, 14:24
              No, czyli jak napisałam, Gaba nie umie kochać. Może chce, pewnie ma dobre chęci, ale nie umie.
              • gat45 Re: Porzucone 01.11.14, 08:21
                kopiec_esmeralda napisał(a):

                > No, czyli jak napisałam, Gaba nie umie kochać. Może chce, pewnie ma dobre chęci
                > , ale nie umie.

                Już wiem, gdzie jest nieporozumienie. Dla Ciebie nie umieć kochać znaczy nie kochać, a dla mnie - kochać źle. Czy zła miłość to jeszcze miłość - ot, temat na oddzielny wątek.
                • kopiec_esmeralda Re: Porzucone 01.11.14, 12:14
                  Nie, nie tak, dla mnie "nie umieć kochać" to też wyobrażać sobie, nawet być przekonanym, że się kocha. Ale z tej "miłości" nic dobrego nie wynika, tylko toksyczne przywiązanie.
                  • gat45 Re: Porzucone 01.11.14, 16:21
                    A co to jest miłość jak nie przekonanie, że się kogoś kocha ? Przecież nie ma instytucji homologującej. Inna rzecz, że nie każda miłość jest dobra.

                    Mam nieodparte wrażenie, że myślimy tak samo, tylko wyrażamy to inaczej.
                    • kopiec_esmeralda Re: Porzucone 01.11.14, 16:39
                      No ok, to nazwijmy to miłość toksyczna. Czy zła.
                      Wyolbrzymiając: psychopata zwabiający dziewczyny do piwnicy w celach konsumpcyjnych też może uważać, że je kocha.
                      W sumie też wydaje mi się, zę sie zgadzamy :)
        • zla.m Re: Porzucone 31.10.14, 13:09
          Oj, emae, jak reaguje Ewa, gdy Aurelia znika z domu, a jak postępuje Gaba w przypadku zniknięcia Laury i ucieczki Ignacago przed szerszeniami..?

          Ja rozumiem nie umieć pokazywać codziennie, że się kocha, wychowywać głupio myśląc, że tak trzeba albo po prostu robić źle, bo się jest tylko człowiekiem. Ale takie olewania zniknięć dzieci - przepraszam, nie kupuję tego jako dowodu miłości, nawet niemądrej.
      • bupu Re: Porzucone 31.10.14, 17:33
        kopiec_esmeralda napisał(a):

        > W skrócie: wg mnie to Gaba nie umie kochać. Ani mężczyzn, ani dzieci. Myśli głó
        > wnie o sobie pod płaszczykiem myślenia o innych.

        Tak mi się nasunęło po lekturze analizy JT, że te dzieci z Roosevelta, nie tylko gabine, są strasznie zaniedbane. Emocjonalnie, wychowawczo, materialnie. Miągwa, popylający zimą w tandetnych adidaskach i trapiony zaburzeniami odżywiania, które jego opiekunowie totalnie lekceważą, Józwa w wieku lat dziewięciu robiący regularnie zakupy dla rodziny, wyrastający na pitekantropa, bo nikt mu w zaraniu życia nie zechciał wytłumaczyć, że tłuczenie bliźniego swego jest złe, Laura pozostawiona sama sobie z problemami emocjonalnymi, Róża, co się nauczyła wtapiać w tapety, żeby tylko nikt na nią uwagi nie zwracał, obie zaś ze skłonnością do kurczowego czepiania się pierwszego faceta jaki się napatoczy. Jedna wyszła za zimnego emocjonalnie Fryca, druga za Maszpana psychopatę. Brrr. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o Borejków z nowszych części Jeżycjady, to tam nikt kochać nie potrafi.
        • kopiec_esmeralda Re: Porzucone 31.10.14, 17:48
          Może im (Borejkom, autorce) chodziło o to, by pokazać Wartości Duchowe w opozycji do wulgarnego materializmu prezentowanego przez plebs z bloków i nuworyszy. Czyli Czytelnictwo Prawdziwej Poezji i Literatury Klasycznej i Prawdziwa Miłość szyta złotymi nic to, że grubymi, nićmi zwyciężają wszelkie marności doczesne, typu ubrania, samochody jak lodówki i nowobogackie wysprzątane na błysk mieszkania.
          A że warsztat pisarski nie sprostał zamiarom, to wyszło, jak wyszło.
        • morekac Re: Porzucone 31.10.14, 18:43

        • morekac Re: Porzucone 31.10.14, 18:48
          Starsi też nie. W sumie starsza Miła jest chyba strasznie rozjechana przez wojnę- przecież strata rodziców to musiała być trauma. A starszy Ignacy? Kto wie, jakie miał przeżycia wojenne?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka