verdana
30.10.14, 19:04
Tak się zastanawiam. Porzucona Gabrysia całe życie cierpi nad tym, że została porzucona. Nie, że tęskni za swoim mężem, ze nie może bez niego żyć - tylko nad tym, że urażona została jej duma i samoocena. Ale to jestem w stanie zrozumieć. Natomiast porzucona w ciąży Róża martwi się nieślubną ciążą (przynajmniej przed jej ujawnieniem), przyszłością (bo jednak budkę z kurczakami interpretowałabym jako skrajny przejaw zagubienia), natomiast kompletnie, jak się wydaje nie tęskni za Fryderykiem, jako osobą. Zwykle zakochana dziewczyna cierpi nie tylko nad tym, ze jest sama, ale jest zrozpaczona, bo traci osobę, którą kocha. Albo miłość zmienia się we wściekłość, nienawiść. Ale tu nie ma ani jednego, ani drugiego. Ani Róża nie płacze za ukochanym, ani go nie skreśla jako drania. Wraca - to przyjmuje go znowu, ale wygląda na to, że raczej jako ojca dziecka, niz kogoś, kto jest jej samej potrzebny. Dziwne.