Dodaj do ulubionych

Niedokończone wątki

08.11.14, 22:18
Myszate jelitko dla wszystkich obecnych. Czytuję Was od dłuższego czasu, ale dopiero teraz postanowilam wziąć udział w dyskusji.

Wnuczkę czytało mi się nieźle, chociaż nie doczekałam się na rozwiązanie kilku wątków. Primo, Dorota Rumianek - nazwisko po matce. Kto był ojcem? MM sugerowała, że nazwisko ujawni wszystko. Może wcześniej ustaliła, że ojcem jest jakiś znany nam bohater a potem zmieniła koncepcję? Jakoś tak budowała napięcie wokół nieszczęśliwej miłości mamy Rumiankowej, ale nic z tego nie wyszło. Secundo, co się stało z Jędrkiem? Tertio, czemu Józek zakrwawiony? No i oczywiście spodziewałam się sceny, w której Ida poznaje tożsamość (btw pojęcie zupełnie nie wiem po co rozwlekle omówione przez starego Boreja) przyszłej synowej. Jakoś mi się wydawało, że to będzie zabawny happy end.
Obserwuj wątek
    • dziabka1 Re: Niedokończone wątki 08.11.14, 22:21
      Podobnież Feblik ma się zacząć dnia następnego. Moze wtedy bedzie zapoznanie.
    • spirytus_movens Re: Niedokończone wątki 08.11.14, 23:22
      O to to! Trochę to tak wygląda, jakby zapomnieli dodrukować rozdziałów. Obszerne sugestie wobec ohydnego tatusia i zero rozwiązania. Samo zresztą zakończenie - ten Bogatka w krzakach, zniszczone serce, zakrwawiony Józin. Pogubiłam się w tym i po co tam Jędrek? Do kogo on dzwonił? Do Józka? Poza tym - nie ukrywam - liczyłam, że zakończy się to wszystko wielkim "ahaaaaa, to ty jesteś synem Idy??????!!!!!!!!!!!!!"
      • kopiec_esmeralda Re: Niedokończone wątki 09.11.14, 08:05
        >Obszerne sugestie wobec ohydnego tatusia

        No nie mogłam. Pyziak! Który w swej klamliwej podłej podstępności podawał się za kardiologa(?) :D
        • morekac Re: Niedokończone wątki 09.11.14, 09:05
          Wiecie co, i tak dobrze, że tatuś Dorotki nie był neurologiem... czy neurochirurgiem...
        • marutax Re: Niedokończone wątki 09.11.14, 09:17
          Jak szaleć, to szaleć... Wiadomo właściwie, co porabia Pawełek Nowacki? I z wyglądu i z charakteru pasuje na tatusia Doroty ;-)
          • morekac Re: Niedokończone wątki 09.11.14, 10:04
            Pawełek Nowacki z pewnością jest z zawodu dyrektorem, nie kardiologiem... ;-)
            BTW: zdumiewa mnie to unoszenie się honorem przez panie będące w nieślubnej ciąży - jestem pewna, że gdyby nędzny Fryderyk nie powrócił i nie poślubił matki swego dziecka, mała Mila nosiłaby nazwisko Pyziak, zaś jej matka zalewała się łzami na każde wspomnienie o nim.
        • dianevond Re: Niedokończone wątki 13.11.14, 15:23
          Też czekałam na ujawnienie tożsamości kardiologa, chociaż Dorotka jako bohaterka romansu i jej biedna matka, co przed hańbą i ubóstwem na fiordy uciekła, były moim zdaniem całkowicie zbędne, przynajmniej wobec akcji we "Wnuczce". Jedynie kontynuacja w kolejnym tomie byłaby jakimś uzasadnieniem dla powtórzenia oklepanego już trochę w Jeżycjadzie wątku córki, co to swego marnotrawnego ojca nigdy na oczęta bławatne (czy tam stalowe) nie widziała.
          • ginestra Re: Niedokończone wątki 13.11.14, 17:02
            Przeczytałam książkę jednym tchem, więc nie wiem czy coś mi nie umknęło albo może nadinterpretuję, ale mam takie niejasne wrażenie, że w zamyśle wątek ojca Doroty jest bardziej pojemny, niż na pierwszy rzut oka może się wydawać.

            Na początku czytelnik a jakby pozytywny obraz utraconego ojca Doroty.
            Aż znalazłam odnośny fragment. Dorota ma na sobie korale po mamie snuje takie myśli: "To, że mama zostawiła jej swój skarb, i to "na zawsze", naprawdę coś znaczyło. Znaczyło, rzecz jasna, że ma nie zapomnieć o mamie. Ale o jej historii też ma pamiętać. Zresztą i tak by pamiętała: ta historia przecież dotyczyła ich obu, skoro Dorota była jedynym owocem jej zawiedzionej miłości. Istną bohaterką romansową".

            Czytając to miałam wrażenie, że to była jakaś piękna historia miłosna, i że nawet jeśli zakończyła się źle albo miłość nie przetrwała próby czasu, to jednak była to prawdziwa miłość, ojciec kochał mamę, byli kiedyś razem jako para, i że do tego okresu w życiu i do tego człowieka mama Doroty przechowała na zawsze szacunek (oraz przechowała historię tej miłości, dobre wspomnienia, a widząc Dorotę odnajduje w niej również jakiś przebłysk tego ukochanego mężczyzny).

            Potem to wrażenie zakłóciło mi się, jak mama Doroty zaczęła do niej pisać o tym jacy podstępni są mężczyźni, zwłaszcza elokwentni, jak trzeba się ich wystrzegać itp. Mnie w ogóle ten list nie podobał się, a już zwłaszcza pisanie córce, młodziutkiej dziewczynie wchodzącej dopiero w życie i w najpiękniejszy wiek, w którym zaraz nadejdzie dla niej pierwsza miłość (i bardzo dobrze, bo to jest teraz jej czas!) słowami: "Nie dla ciebie ufność, romantyzm i sentymenty, ja już naprawdę z górą wyczerpałam rodzinny limit naiwności." Jak można tak córce napisać? I później, że "instynkt rozrodczy zwodzi na manowce". Cały ten list dla mnie ma bardzo niedobry wydźwięk, natomiast chodzi mi teraz o tego ojca. Matka pisze "Nie pozwolę, abyś i ty została oszukana. To tak bardzo boli!" i przypomina jej, że przestrzegała ją w tym duchu wcześniej tysiąc razy. A więc, jako czytelniczka, dowiedziałam się, że matka jednak nie dawała córce pozytywnego przekazu o ojcu, nie przekazywała, że ten ojciec kochał matkę, zanim życie ich rozdzieliło albo zanim miłość wypaliła się, i że córka jest "bohaterką romantyczną", tylko dowiadujemy się, że matka bombardowała Dorotę tekstami o tym jak to ojciec Doroty matki nie kochał, tylko oszukał, uwiódł, wykorzystał i zostawił. I nadal jej mało, tylko jeszcze jej pisze to samo w mejlu i zaraża negatywnym podejściem do mężczyzn.
            Tak więc, ojciec wyłania się czytelnikowi jako ktoś coraz bardziej negatywny.

            Potem mamy myśli Doroty, że musi być potrzebna innym, żeby mamie nie było przykro, i żeby po tym, co wycierpiała, zrozumiała, że to dobrze, że Dorota jest na świecie, i że wszystko jest po coś, i żeby nie żałowała żadnej ze swoich decyzji. To jest bardzo smutny fragment. Jakich decyzji (w liczbie mnogiej) możemy się domyślać. No nie wiem, ale ja domyślam się na swój sposób.

            Dalej, mamy wspomniane o tym ojcu kiedy któraś z babć pomstuje na niego, że wielki pan kardiolog, a wyrzekł się matki Doroty i porzucił ją, kiedy była w ciąży. Rozmiar niechęci w tych słowach, w połączeniu z tym wszystkim, o czym pisałam powyżej, a zwłaszcza z listem matki Doroty, zaczął mi sugerować, że może ten mężczyzna był żonaty, kiedy miał miejsce ten romans i ciąża. Tym bardziej, że babcia nie chce nic powiedzieć więcej, ucina gwałtownie temat. Dlaczego nie mogła powiedzieć tego wszystkiego jakoś łagodniej.

            Potem jeszcze są wzmianki o tym, że tak wiele ta matka wycierpiała wskutek wytykania palcami na wsi, co mnie wydało się jednak zbyt okrutne (zwłaszcza w latach 90-tych), jeżeliby miało chodzić po prostu o zajście w ciążę bez ślubu, co naprawdę jest zjawiskiem bardzo powszechnym, na wsi na pewno też. Dlaczego ludzie nie byli dla tej matki życzliwsi, włącznie z jej najbliższą rodziną (są fragmenty, w których obie babcie nie za dobrze wyrażają się o Teresie i jest wzmianka, że ją praktycznie rodzice wydziedziczyli nie pytając o zdanie, uznając, że i tak pewnie nie wróci z Norwegii i większą miłością - tak to można zrozumieć z książki, nie wiem jak Wy to odebraliście - darzyli Dorotę, jako że "dziecko niczemu nie winne"). Może więc chodziło w tym wszystkim o kontekst romansu z żonatym, bo to budzi większą niechęć niż zwykłe urodzenie nieślubnego dziecka. Nie wiem czy to chciała pani MM pokazać, ale znów, jeżeli to aluzja, to tak jak z wątkiem sugerowania aborcji w JT - nie mamy danych, mamy tylko "nastrój" opisanej przez panią MM sprawy. We mnie ten wątek ojca Doroty wzbudził niepotrzebne złe emocje.

            Wolałabym, żeby matka Doroty przekazywała Dorocie, że jej ojciec był dobrym człowiekiem, skoro ona go pokochała, i że oboje kochali się, chociaż krótko, i że matka ma o nim z tego czasu dobre wspomnienia, których nikt jej nie odbierze. Albo chociaż, że mimo tego, że sprawił jej zawód, to przecież Dorotę wcale nie musi spotkać to samo.

            Co do tego, że to pojemny temat we Wnuczce, to chciałam powiedzieć, że pani MM po raz kolejny pokazuje, że czasem zamiast nieobecnego ojca "modelem mężczyzny" dla dziewczynki może być dziadek. Jest to kolejny przekaz dowartościowujący starszych ludzi.

            Pokazane jest też, jak bardzo ojciec jest ważny w życiu i dziewczynki i chłopca. Igor wychowywany bez ojca stacza się. Dorota, wprawdzie miała dobrego dziadka, ale spotykając chłopaka w czapce nagle czuje, że brakowało jej takiej silnej postaci, która dałaby poczucie bezpieczeństwa, że ten brak cały czas był, tylko nie zdawała sobie sprawy itp. To jest, uważam, bardzo prawdziwie pokazane.

            W książce pokazani są też dobrzy ojcowie (cała galeria dobrych ojców) i co to znaczy mieć rodziców, którzy są razem i pokazują, że można kochać się całe życie (refleksja Patrycji wchodzącej do pokoju rodziców) itp.

            Jak wspomniałam, nie zdążyłam tego sobie jeszcze ułożyć w głowie albo przeczytać książki ponownie, żeby ten przekaz o ojcach stał się dla mnie bardziej czytelny, ale generalnie uważam, że we Wnuczce wątek braku ojca niesie wiele treści, również może na pierwszy rzut oka niewidocznych.
            • ginestra Re: Niedokończone wątki 13.11.14, 17:15
              PS. Miałam na myśli, że bardzo prawdziwie, moim zdaniem, pokazane jest to odczucie Doroty, że nie zdawała sobie sprawy, że brakowało jej poczucia bezpieczeństwa i męskiej postaci, mimo tego, że na co dzień dobrze sobie radziła, była samodzielna i silna i ten brak pojawił się u niej nagle, w konfrontacji z mężczyzną, w jakiejś "skondensowanej" formie. Dla mnie akurat to wrażenie opisane jest prawdziwie, bo znam je z własnego życia.

              Natomiast w tym samym akapicie pisałam o Igorze, ale nie do tego miało odnosić się zdanie, że "to jest bardzo prawdziwie pokazane", bo nie jest oczywiście w życiu tak, że chłopak wychowywany bez ojca musi tak się zachowywać jak Igor, bo bywa, że wręcz przeciwnie, jest on bardzo pracowity, odpowiedzialny i w ogóle, natomiast, jeżeli mówimy o postaci Igora, to zapewne brak ojca, akurat u niego, jakoś wpłynął na jego obecne zagubienie i obecną postawę życiową. Mimo tak bardzo negatywnego opisu, o który starała się Autorka, myślę, że widać coś takiego, że gdyby ktoś do niego dotarł i pokierował nim, to chłopak by wyszedł na prostą.
              • amelia007 Re: Niedokończone wątki 14.11.14, 10:51
                To widać wyraźnie, kiedy Igor proponuje Markowi sprzedaż informacji o miejscu pobytu Idy. Na końcu sceny jest taki moment, jak Marek wraca po niego i każe mu wsiadać do samochodu, a ten robi to posłusznie "jak nie on", czy jakoś tak. Ewidentnie silna ręka mogłaby wiele dobrego w przypadku tego chłopaka zdziałać. I tu od razu sugestia Idy i Marka jako rodziny zastępczej, wyprowadzającej na prostą zagubione duszyczki. I hodująca doskonałe przyszłe synowe :-)
                • dziabka1 Re: Niedokończone wątki 14.11.14, 11:26
                  amelia007 napisała:

                  > To widać wyraźnie, kiedy Igor proponuje Markowi sprzedaż informacji o miejscu p
                  > obytu Idy. Na końcu sceny jest taki moment, jak Marek wraca po niego i każe mu
                  > wsiadać do samochodu, a ten robi to posłusznie "jak nie on", czy jakoś tak. Ewi
                  > dentnie silna ręka mogłaby wiele dobrego w przypadku tego chłopaka zdziałać.

                  Zresztą, przecież nie tylko Marek. Chrobot, sąsiad, też próbuje chłopaka wychowywać po swojemu. Po swojemu, czyli w czasie pożaru, kiedy Igor radośnie rechocze (przerysowana scena, moim zdaniem), podchodzi do niego i wali go po łbie, to przecież jest także próba wychowania dzieciaka, tylko w innym stylu.
                  No i od razu wchodzi łagodząca Andzia, jak anioł pokoju. Typowa sytuacja - ojciec próbujący wychować biciem i mediacyjna, ale słaba matka.
            • zua.laura Re: Niedokończone wątki 14.11.14, 11:47
              Ginestra napisała:
              Potem jeszcze są wzmianki o tym, że tak wiele ta matka wycierpiała wskutek wytykania palcami na wsi, co mnie wydało się jednak zbyt okrutne (zwłaszcza w latach 90-tych), jeżeliby miało chodzić po prostu o zajście w ciążę bez ślubu, co naprawdę jest zjawiskiem bardzo powszechnym, na wsi na pewno też.
              Może więc chodziło w tym wszystkim o kontekst romansu z żonatym, bo to budzi większą niechęć niż zwykłe urodzenie nieślubnego dziecka.

              Ja tam nie wiem, pewnie się nie znam, ale widzę to w kontekście pozamałżeńskich związków lekarzy z pielęgniarkami, które społecznie są, wydaje mi się, odbierane bardzo źle, zwłaszcza, gdy sprowadzają się wyłącznie do seksu (vide liczne, wyszydzające dowcipy o personelu na nocnym dyżurze).

              Wolałabym, żeby matka Doroty przekazywała Dorocie, że jej ojciec był dobrym człowiekiem, skoro ona go pokochała, i że oboje kochali się, chociaż krótko, i że matka ma o nim z tego czasu dobre wspomnienia, których nikt jej nie odbierze.

              A ja bym nie wolała;) Po co kłamać, skoro nie było tak różowo a wspomnienia nie są dobre? Pewnie, że to niedobrze mówić dziecku o ojcu źle, ale dałoby się to wypośrodkować - zarówno bez bajek jak i oczerniania.
      • jhbsk Re: Niedokończone wątki 09.11.14, 12:51
        spirytus_movens napisał(a):

        > O to to! Trochę to tak wygląda, jakby zapomnieli dodrukować rozdziałów. Obszern
        > e sugestie wobec ohydnego tatusia i zero rozwiązania. Samo zresztą zakończenie
        > - ten Bogatka w krzakach, zniszczone serce, zakrwawiony Józin. Pogubiłam się w
        > tym i po co tam Jędrek? Do kogo on dzwonił? Do Józka? Poza tym - nie ukrywam -
        > liczyłam, że zakończy się to wszystko wielkim "ahaaaaa, to ty jesteś synem Idy?
        > ?

        To samo mogłabym napisać.Czegoś mi brakowało.
        • sowca Re: Niedokończone wątki 10.11.14, 18:37
          A w ogóle co to miałoby znaczyć "feblik"?
          • jasnecappucino Re: Niedokończone wątki 10.11.14, 19:43
            feblik to inaczej " sympatia"
            • zua.laura Re: Niedokończone wątki 11.11.14, 17:49
              Mnie się to kojarzyło z "mieć upodobanie", ale raczej zgadywałam niż wiedziałam, całe życie się człowiek uczy.
              • neandertalka Re: Niedokończone wątki 13.11.14, 15:36
                Feblik to słabość. Z fr.: faible - słaby.
                Mieć do kogoś słabość = czuć do niego sympatię.
                W swoim czasie było to znane wyrażonko. Jak widać, czasy (i język) się zmieniają. Teraz pewnie w słownikach figuruje jako "książkowe".
                W sumie to podoba mi się, że Musierowicz reanimuje ginące gatunki :-)
                • grzalka Re: Niedokończone wątki 14.11.14, 10:22
                  Józek zakrwawiony, bo pędził co rower wyskoczy na ratunek Dorotce po telefonie Jędrka
                  • dakota77 Re: Niedokończone wątki 14.11.14, 11:41
                    Ja to zakrwawienie odebralam tak, ze on spotkal w lesie Bogatke i doszlo do jakichs rekoczynow. Ale moze nadinterpretuje.
                    • dziabka1 Re: Niedokończone wątki 14.11.14, 11:50
                      dakota77 napisała:

                      > Ja to zakrwawienie odebralam tak, ze on spotkal w lesie Bogatke i doszlo do jak
                      > ichs rekoczynow. Ale moze nadinterpretuje.

                      Ja też tak to odebrałam. Że Igor pognał w las, gnany żądzą mordu po nieudanych napastowaniach i trafił akurat na swego rywala. No to mu przyłożył z zaskoczenia i rozbiegu. A że Józef był uprzedzony telefonicznie przez Jędrka, ze gdzieś tu krąży agresywny samiec, to nie dał się w efekcie pobić (a moze uprawiał jakiś sport walki, o czym nie wiemy).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka