Dodaj do ulubionych

Tajemnica powiewającej rajstopy...

13.01.15, 19:44
Nie pamiętam w którym wątku była analizowana scena z 6K- Hajduk czeka romantycznie na Cesię , ukryty za kioskiem i widzi przedmiot swych westchnień pędzący dzikim galopem, z rajstopą powiewającą z nogawki piżamy. Dyskusja dotyczyła możliwości powiewania takowej, co zostało zgodnie wykluczone. Otóż oświadczam uroczyście, że się da. Celem przeprowadzenia stosownego doświadczenia zaspałam, zerwałam się z łoża z dzikim okrzykiem, rozpoczęłam miotanie się. Zdjęłam spodnie od piżamy, na jedną nogę naciągnęłam rajstopę, założyłam spodnie od piżamy przekonana, że mam na sobie obie rajstopy i, że zakładam normalne spodnie, do tego skarpetki, równoległe malowanie oka i mycie zębów, szybko kozaki i rozpoczęłam galop po schodach do samochodu. I tak do pracy wkroczyłam szparko w błękitnych portkach piżamowych w różowe pieski i powiewającą z nogawki rajstopą. Uwagę zwrócił mi portier lat 25. Kurtyna.
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 20:59
      zdawalo mi sie, ze Cesi ponczocha powiewala, nie rajstopa ...
      a to akurat latwe, w pospiechu byle jak naciagnieta /przypieta zaczyna opadac i na stopie sie trzyma, a gora wypelza i powiewa
      inna rzecz - choc tej ponczochy jestem niemal pewna, to skad u 16-latki w roku 76 ponczocha ? pas juz passe, na samonosne za wczesnie...
      • dakota77 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 21:07
        Moze po prostu Jurek nie wiedzial, jaka jest roznica miedzy rajstopami a ponczochami :)
      • kkokos Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 21:17
        > inna rzecz - choc tej ponczochy jestem niemal pewna, to skad u 16-latki w roku
        > 76 ponczocha ? pas juz passe, na samonosne za wczesnie...

        w 76 byłam w trzeciej klasie podstawówki - kobiety w mojej rodzinie jeszcze nosiły, choć coraz rzadziej. nawet parę lat później, kiedy podrosłyśmy, moje niektóre koleżanki nosiły, choć ja akurat już nie.
        więc nie całkiem passe, choć wychodził z mody.
        • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 21:20
          kobiety nosily, chocby moja osobista Mama, ale dziewczyny to juz raczej tajstopy wlasnie...
          • ewaty Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 21:24
            Ja też raczej rajstopę podejrzewam u Cesi. MM czasem używa nieco staroświeckich określeń. Pamiętacie dyskusję o haleczce Pulpy?
      • ewa9717 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 21:38
        tt-tka napisała
        to skad u 16-latki w roku
        > 76 ponczocha ? pas juz passe, na samonosne za wczesnie...
        E, nie, samonośne były, i to nawet wcześniej.
        • agafiatichonowna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 22:29
          To ja, skoro tematy okołobieliżniane na tapecie, chciałam zapytać, czy dziewczę maturalne w roku 1992 latało w haleczce? Maturę zdawałam wcześniej ale haleczki , jako żywo nigdy nie posiadałam. Moja mama owszem i nie mogłam pojąć celowości tegoż przyodziewku. Rozumiem półhalkę, haleczki ni hu, hu. Gwoli przypomnienia - to Pulpa bieży w tym dezabilu do łazienki i natyka się tamże na Mareczka, po czym spłoniona ucieka zasłaniając łabędzią pierś ręcamy
          • dakota77 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 22:30
            O haleczce byly dlugie dyskusje i powszechne niedowierzanie na forum, ze Pulpa nosilaby cos takiego :)
            • morekac Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 01:00
              Może ta haleczka pełniła rolę fikuśnej koszulki nocnej ?
              A może Pulpa pragnęła być dziewoją ubierającą się seksownie i nosiła to na wypadek rozbieranych randek? Ostatecznie jej starsza siostra Ida wdziewała czystą bieliznę od czasu poznania Waldusia. ;-)
              • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 01:12
                nie pelnila, bo Pulpa zdjela pizame, wlozyla halke i poszla sie myc
                dla mnie absurd swoja droga, nie lepiej isc w pizamie i bielizne wlozyc po umyciu sie ?
                • morekac Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 01:25
                  Potwierdza to moją tezę, że haleczka była na randki rozbierane.

                  nie lepiej isc w pizamie i bielizne wlozyc po umyc
                  > iu sie ?
                  Być może w Poznaniu są inne obyczaje...
                  • ciotka_scholastyka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 28.01.15, 13:40
                    Aha. Na randki rozbierane. Pulpecja. Na pewno.
              • gat45 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 07:35
                Haleczkę owszem, posiadałam w końcówce nastoletności. Jedną i bardzo specjalną. Otóż moja wielce uzdolniona Rodzicielka wydziergała mi szydełkiem kordonkowe cudo - niby-suknię niby-cygańsko-hiszpańską. Piękne to było do zawrotu głowy, ale naprawdę bardzo, bardzo przejrzyste. Za bardzo nawet na najśmielszą nosicielkę. Rodzicielka zamierzała uzupełnić całość czymsiś typu podszewka, na co ja założyłam zdecydowane veto, bo znikłaby ta zawrotna lekkość i powiewność stroju. I tak, krakowskim targiem, zdecydowałyśmy, że tylko halka może nas pogodzić. Co myśmy się naszukały "spodziku" (w lwowskich okolicach tak się chyba na halkę mówiło) w pasującym kolorze !
                A sukienka była wspaniała i niepowtarzalna - najlepszy dowód, że ja, westymentarna abnegatka, pamiętam ją i piszę o niej:)
          • croyance Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 13:49
            Ja jestem rocznik 1977, i mialam haleczki :-)
          • sanciasancia Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 17.01.15, 15:52
            Ja miałam haleczki na studiach, które używałam jako koszule nocne (nasz listonosz zaczął wtedy przynosić paczki o 7.00 rano, bo nie miałam szlafroka).
        • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 22:30
          samonosne byly, nawet wczesniej

          ale nie u 16-latek, drogie to bylo jak zaraza .-)
          nawet zakladajac, ze Julia miala i Cesia jej podbierala, to raczej nie do szkoly
        • ananke666 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 23:29
          Serio były? Pierwsze samonośne zobaczyłam dłuuuugo później.
          • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 23:55
            serio byly ?
            byly , byly, najpierw w komisach, potem w sklepach z luksusowa bielizna, moze w Galluksie nawet wczesniej sie tafialy
            ale z pewnoscia nie byla to codzienna czesc garderoby uczennicy :-)
            a byly tez, chyba juz w latach 60-tych albo na pocz. 70-tych takie jugoslawianskie cudenka - majtki, do ktorych mozna bylo przypinac ponczochy, bez pasa
      • afilipinka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 22:38
        Powiewa pończocha a na piżamę jest narzucona czerwona suknia, do kompletu są filcowe bamboszki.
      • zuzudanslemetro Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 22:50
        tt-tka napisała:

        > zdawalo mi sie, ze Cesi ponczocha powiewala, nie rajstopa ...
        > a to akurat latwe, w pospiechu byle jak naciagnieta /przypieta zaczyna opadac
        > i na stopie sie trzyma, a gora wypelza i powiewa
        > inna rzecz - choc tej ponczochy jestem niemal pewna, to skad u 16-latki w roku
        > 76 ponczocha ? pas juz passe, na samonosne za wczesnie...

        Bo niektórzy z pokolenia MM wymiennie używają słów pończocha i rajstopa, jeśli taka cienka a nie prążkowana jak dziecięca. Ja zawsze sądziłam, że Cesia dzień wcześniej jednym ruchem zdjęła spodnie i rajstopy, które miała pod nimi i jak się w pośpiechu ubierała to zapomniała wyjąć tych rajstop z nogawek spodni i stąd "powiewająca pończocha". Jedna osoba z mojej rodziny robi to notorycznie i zgubiła już w drodze po nagłe poranne zakupy nie tylko pończochy, ale i majtki.
        • koriolanus Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 08:39
          Haha, nie tylko z pokolenia MM, bo ja młodsza o połowę od Autorki, a też używałam zamiennie ;-) "Rajstopy" i "pończochy" to dla mnie jedno i to samo (co więcej, nie jest to chyba błąd - albo twórcy słownika synonimów też nie widzieli różnicy ;-)), a na to na co normalni ludzie mówią "pończochy" u mnie mówiło się "podkolanówki", chociaż teoretycznie podkolanówki są pod kolana, a pończochy za kolana...
          • klawiatura_zablokowana Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 23:30
            Podkolanówka jest pod kolano, a pończocha ma sięgać aż do uda i przypina się ją do pasa albo przylepia (samonośną) do skóry uda.
            Rajstopy natomiast mają górę, którą naciąga się na tyłek i trzyma ją gumka w pasie.
            Różnica jest zasadnicza i prosta do ogarnięcia :)
            • agafiatichonowna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 23:42
              A kupiłyście kiedyś rajstopy z instrukcją wkładania? Mnie się trafiło - była dość długa, dokładna i szalenie odkrywcza. Bez niej prawdopodobnie naciągałabym je sobie na łeb.
              • gat45 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 05:26
                Pewna moja znajoma twierdzi, że kobieta dopóty jest młoda, dopóki umie założyć rajstopy na stojąco i bez podpórki.
                Nie wiem, czy to się odnosi również do pończoch, nie omieszkam zapytać przy najbliższej okazji.
                • klawiatura_zablokowana Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 20.01.15, 23:47
                  To ja już nie jestem młoda :( Nienawidzę zakładać na stojąco i bez podpórki, zazwyczaj się przewracam :D
            • gat45 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 05:27
              Mam jeszcze jedną definicję : rajstopy liczy się na sztuki, a pończochy na pary.
              • slotna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 13:43
                > Mam jeszcze jedną definicję : rajstopy liczy się na sztuki, a pończochy na pary

                Licze rajstopy na pary, tak jak spodnie.
                • pavvka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 14:10
                  slotna napisała:

                  > Licze rajstopy na pary, tak jak spodnie.

                  Raczej jak skarpetki ;) Spodnie są niepodzielne z zasady.
                  • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 14:20
                    rajstopy tez sa niepodzielne z zasady :-)
                    skarpetki, jak i ponczochy,mozna liczyc na pary albo na sztuki *co tu robi ta jedna ponczocha, gdzie jest druga od pary !!!*
                    • gat45 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 16:20
                      Gat siad i wstydzi się. Francuszczyzną mu przebiło. A tak się Gat pilnuje, żeby mowy z ojczyzny-macochy wyniesionej nie zanieczyszczać. Rajstop po francusku jest jeden i w rodzaju męskim. Spodzień też.
                      Zmiłowania Gat prosi, głowę popiołem posypując.

                      A co do par : mam pudło zwane sierocińcem skarpetkowym. Niedawno przeliczyłam : jest ich blisko 30. Słownie : trzydzieści. Same sieroty od pary. To przeczy wszystkim rachunkom prawdopodobieństwa, przeczy i urąga. Właśnie zaproponowałam towarzyszowi życia mego zakup hurtowy 30 par identycznych skarpetek i wyrzucenie wszystkich aktualnie znajdujących się w domu, i tych osieroconych, i parzystych - bo mnie denerwują więcej niż są warte.
                      Dojrzewamy do decyzji. Chyba się skończy na dwa razy po dwadzieścia par (brąz i ciemnoszary). Każda inna skarpeta będzie bezlitośnie przekwalifikowywana na ścierkę, szmatkę czy inne tam takie zastępstwo jednorazowych ręczników celulozowych. I wyrzucana po zużyciu. Zemsta jest jednak boskim uczuciem.
                      • dziabka1 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 16:23
                        gat45 napisała:


                        >
                        Każda inna skarpeta będzie bezlitośnie przekwalifikowywana na śc
                        > ierkę, szmatkę czy inne tam takie zastępstwo jednorazowych ręczników celulozowy
                        > ch. I wyrzucana po zużyciu. Zemsta jest jednak boskim uczuciem.

                        To nie zemsta. To łaska. Taka skarpeta, nawet po śmierci użytkowej, może jeszcze usługę oddać, choćby i w sprawie podłogi.
                        (ja mam takich parę sierot, co czekają cierpliwie na możliwość umycia czegoś brudnego).

                      • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 16:36
                        a ja mam kosz grzecznosciowo zwany porzadkowym, gdzie laduje kazda sztuka nieparzysta, naddarta itp (skarpety, rajtki, ponczochy, wsio ryba) celem zuzytkowania jej jako sciereczki jednorazowej
                        zwlaszcza ponczochy, zmoczone i naciagniete na szczotke sa swietne do odkurzania scian, sufitu i zakamarkow, gdzie mop nie wlazi
                        a zanieczyszczam piekkny jezyk niemiecki, uporczywie podwajac spodnie i drzwi, ktore tam wystepuje w l.poj. :-)
                        • turzyca Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:44
                          > a zanieczyszczam piekkny jezyk niemiecki, uporczywie podwajac spodnie i drzwi,
                          > ktore tam wystepuje w l.poj. :-)

                          Ja jestem swiecie przekonana, ze Hose, Brille i Schere to maja to upiorne -e celowo po to, zeby dreczyc sasiadow zza Odry - no przeciez czym to sie rozni od Rosse czy Drille? No jak normalny czlowiek, ktory ma w glowie normalne pluralia tantum (jak trousers, glasses i scisors) ma rozroznic, ze die Brille jest pojedyncze, podczas gdy die Drille jest normalna liczba mnoga? To przeczy wszelkiej logice! I w ogole podstawowej przyzwoitosci.
                      • kai_30 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 18.01.15, 13:34
                        > A co do par : mam pudło zwane sierocińcem skarpetkowym. Niedawno przeliczyłam :
                        > jest ich blisko 30. Słownie : trzydzieści. Same sieroty od pary. To przeczy ws
                        > zystkim rachunkom prawdopodobieństwa, przeczy i urąga. Właśnie zaproponowałam t
                        > owarzyszowi życia mego zakup hurtowy 30 par identycznych skarpetek i wyrzucenie
                        > wszystkich aktualnie znajdujących się w domu, i tych osieroconych, i parzystyc
                        > h - bo mnie denerwują więcej niż są warte.

                        Ja do tego kroku dojrzałam już wcześniej, odkąd moi starsi synowie wyrośli z uroczych skarpetek dziecięcych i zaczęli nosić męskie skarpeciska. Kupujemy hurtowo, w paczkach po pięć sztuk, trzy rodzaje męskich skarpet: czarne frotowe (bez nadruków i napisów), czarne stópki (na lato) oraz czarne garniturowe. Problem skarpet nie do pary zniknął, tzn pozostał jedynie u pięciolatka, ale jeszcze trochę i też się go podda uniformizacji.
                        • klawiatura_zablokowana Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:30
                          U mnie też wszystko ląduje w koszu na pranie. Raz na jakiś czas dokonujemy z małżonkiem odkrycia, że jakieś sierotki na dnie kosza się spotkały i wtedy są triumfalnie wyciągane i parowane.
                  • slotna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 16:28
                    > Raczej jak skarpetki ;) Spodnie są niepodzielne z zasady.

                    Niech sobie beda, ale mowie "para spodni", "para rajstop" ;)
            • koriolanus Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 08:36
              Niby tak, ale zajrzałam do słownika synonimów i tam pończochy to synonim rajstop. Widocznie słownik pisali mężczyźni ;-)
              • pavvka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 08:49
                Wg tego słownika nie :)
              • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 11:24
                koriolanus, ktory to slownik, ktory ? mozesz podac autora/ow i redaktora/ow ? uwielbiam przylapywac naukowcow na wpadkach
                • pavvka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 14:09
                  A może to słownik wyrazów bliskoznacznych, a nie synonimów?
            • ciotka_scholastyka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 28.01.15, 14:00
              > Różnica jest zasadnicza i prosta do ogarnięcia :)

              Mnemotechnicznie - w rajstopę ma wejść i stopa, i raj ;)
              • vi_san Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 28.01.15, 15:12
                Cudne!!! :D
      • buka_z_muminkow Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 23:40
        pończochy nosi też Julia.
        W tekście w pewnym momencie pada informacja, że Cesia nosi ciuchy po Julii. Podejrzewam, że pas do pończoch też mogła mieć siostrzany.
      • guineapigs Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 19:47
        Zupełnie obok dyskusji: ja nadal nosze pasy do pończoch, ale takie 'typ seksowny'. Oczywiście latem. Cały czas sa w sprzedazy, z tym, że nie takie 'majtkowate', ale koronkowe, delikatne. Samonośnych nie znoszę i mam wrażenie, ze albo sa niezdrowe, albo opadną. Zaczęłam to uskutaczniać jakieś 25 lat temu, gdy zaczęło się, że nie wolno było miec gołych nóg do spódnicy (tzn. nie chodzi mi o babciowe nakazy, ale o tzw. dress code w biurze), a poniewaz latem cos takiego jak rajstopy powodowało u mnie agresję - to 'poszłam w pończochy'. I tak to trwa do dziś. Zreszta, wkrótce tzw. walentynki - stawiam dolary przeciwko orzechom, że wiele firm bieliźnianych własnie taki 'zestaw walentynkowy' (tzn. seksowny pas do seksownych pończoszek, kolorki oczywiście czerń plus czerwień) będzie reklamowało jako sposób na udany wieczór. Plus szampan i jako dyskretny dodatek - pierścionek z brylantem.
        To był wulgarny off top, zatem zwiewam.
        • turzyca Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:54
          Zaczęłam to uskutaczniać jakieś 25 lat temu, gdy zaczęł
          > o się, że nie wolno było miec gołych nóg do spódnicy (tzn. nie chodzi mi o babc
          > iowe nakazy, ale o tzw. dress code w biurze), a poniewaz latem cos takiego jak
          > rajstopy powodowało u mnie agresję - to 'poszłam w pończochy'.

          Ach, te roznice ksztaltu nog! U mnie taka agresje wywoluja ponczochy, a probowalam, bo skoro juz mam gorsety z miejscem na przypiecie podwiazek, to czemu nie zaszalec. No i okazuje sie, ze rajstopy 5 DEN sa nie do zastapienia.
          Aczkolwiek przy obcasach lubie tez mozliwie cienkie ale z roznym strefami ucisku, czlowiek wtedy znacznie mniej puchnie.
    • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 22:38
      przepraszam, Ewaty, ale ja tak ze zdroznego wscibstwa - polecialas do domu przebrac sie czy meznie przesiedzialas dzien w pracy w tym stroju ? liczylam, ze ktos o to zapyta, ale tu sami dyskretni ...
      • ewaty Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 13.01.15, 23:32
        Odpowiadam z godnością- wykonuję tzw. wolny zawód, gdzie nie takie dziwactwa się zdarzają..;) Na szczęście w pracy mam na wieszakach pewne warianty ubraniowe...
        • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 01:15
          *glupawka* od razu stanal mi przed oczami lesio w jednym sluzbowym fartuchu wlozonym normalnie, a drugim tyl na przod
    • vilez Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 09:39
      Oczywiście, ze się da. Doświadczyłam osobiście- wrażenie kompromitacji niezapomniane :D
      Od tamtej pory wiem, że człowiek roztargniony nie powinien ściągać spodni razem z rajstopami.
      Ps. rzecz może dotyczyć także kolanówek, zwłaszcza tzw. antygwałtek, które są lekkie i mają skłonność do swobodnych zachowań na wietrze. Za to kolanówki grubsze lubią się ciągnąć po ziemi, co też nieźle wygląda...
      • guineapigs Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 19:51
        O matko z córką, co to są 'kolanówki antygwałtki'?
        • vilez Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 09:11
          Pończosznicze. Ponoć kobieta w nie odziana skutecznie niweluje chęć na konsumpcję seksualną u płci przeciwnej, stąd ta przyjemna nazwa potoczna...
          • dziabka1 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 10:22
            vilez napisała:

            > Pończosznicze. Ponoć kobieta w nie odziana skutecznie niweluje chęć na konsumpc
            > ję seksualną u płci przeciwnej, stąd ta przyjemna nazwa potoczna...

            ekhm, a mój pogląd na to jest przeciwstawny...
            dysponuję empirią
            :)

            • vilez Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 17.01.15, 16:45
              Mój też, noszę takowe, to są jedyne jakie noszę- poza wyprawami wędrownymi i jazdą na motorze (wtedy nakładam grube). Ale tak stanowi forumowa wykładnia- że fuj są i już ;)
          • klawiatura_zablokowana Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:33
            Ja znam jeszcze ich siostrę, piżamę antygwałtkę :))
            A podkolanówki hmmm... bywają bardzo praktyczne, np. pod luźne spodnie do zakrytych butów, kiedy nie ma sensu odziewać całych nóg w pończochy czy rajstopy. Jednak jako zamiennik pończoch czy rajstop do spódnicy wyglądają strasznie (a widziałam takie zestawienia, fakt, że głównie u starszych pań).
            • vi_san Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:45
              No to ja się przyznam... Też mi się zdarzało nosić podkolanówki do spódnicy. Długiej, takiej prawie do ziemi. Grzech, czy może mam szanse na zbawienie?
              • dakota77 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 20:01
                Starsze panie zwykle nosza te podkolanowki do spodnicy midi z wysokim rozcieciem, pokazujacym dokladnie gdzie owa podkolanowka sie konczy i kawalek golej nogi powyzej. Skoro u ciebie spodnica byla dluga, nie bylo widac czy to podkolanowki, ponczochy czy rajstopy.
                • vi_san Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 20:20
                  No nie było, spódnica długa. Znaczy do podkolanówek. :D Czyli rozumiem, że mam szansę na zbawienie?
              • slotna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 23:19
                > No to ja się przyznam... Też mi się zdarzało nosić podkolanówki do spódnicy. Dł
                > ugiej, takiej prawie do ziemi. Grzech, czy może mam szanse na zbawienie?

                Tez tak nosilam, do "cyganskiej" spodnicy, ale jak dostalam ponczochy samonosne, okazalo sie, ze sa duzo wygodniejsze (pomijajac, ze ladniejsze - niby tylko ja je widzialam, ale czulam sie lepiej).
                • vi_san Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 21.01.15, 09:50
                  Dokładnie! Jako nastolatka miałam taką właśnie uwielbianą spódnicę "z dwóch kół", rewelacyjnie się układającą... I głównie do niej te podkolanówki nosiłam.
                  A co do samonośnych pończoch - to albo trafiały mi się "felerne", albo mam jakąś wadę budowy: kupowałam i droższe i tańsze i markowe i "no name" i wszystkie, absolutnie wszystkie, mi się zwijały w taki coraz grubszy wałeczek i tenże się lokował na wysokości albo tuż nad kolanem, albo wręcz pod. Co ani nie jest wygodniejsze, ani nie wygląda ładniej. :D
                  • slotna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 21.01.15, 10:38
                    Moze masz za szczuple uda? :)
                    • ewa9717 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 21.01.15, 10:49
                      slotna napisała:

                      > Moze masz za szczuple uda? :)
                      E, pewnie za gładkie ;)
                      >
                    • vi_san Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 21.01.15, 10:54
                      Nie wiem, bo pończochy samonośne zarzuciłam właśnie gdzieś na etapie "pięknej dwudziestoletniej" [z powyżej wymienionego powodu] i od tamtej pory unikam. Natomiast chętnie noszę pończochy zwykłe, z koronkowym pasem... :)
        • ciotka_scholastyka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 09:26
          guineapigs napisała:

          > O matko z córką, co to są 'kolanówki antygwałtki'?

          Tak jest, to są (pod)kolanówki zrobione jakby z uciętej zwykłej rajstopy - doskonałe pod spodnie, jak ktoś rajstop nie lubi, ale po zdjęciu spodni wygląda się głupio.
          Ja kiedyś (wyznanie), ponieważ było zimno, na antygwałtki założyłam jeszcze skarpetki. Tylko "do butów", ale po powrocie do domu zapomniałam o nich i dopiero przebierając się do snu wieczorem obejrzałam się lustrze. Miałam wrażenie, jakbym miała na sobie kraciaste, flanelowe barchany - ten sam typ luksusu dla wzroku, mniej więcej.
    • gat45 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 09:51
      A ja kiedyś stawiłam się na Sylwestra w bluzce i rajstopach.
      Kompletem do tego stroju miała być długa, aksamitna spódnica. Czarna. A mieszkałam wówczas w towarzystwie dwóch kotów, zasadniczo białych. Bardzo rozsądnym rozwiązaniem było więc trzymanie czarnego aksamitu z dala od zwierzątek i uczęszczanych przez nie miejsc, czyli w szafie pod folią, jako że, jak wiadomo, koty odwiedzają najbardziej niespodziewane miejsca. Założyłam więc szpilki (niech ten, kto wymyślił ten instrument tortur przez całą wieczność musi po piekle chodzić i stać w takim obuwiu), sprawdziłam fryzurę i makijaż, założyłam odzienie wierzchnie - i poszłam.
      • vilez Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 11:08
        :D )))
        • zuzudanslemetro Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 11:24
          Gat, wracałaś po kieckę czy co zrobiłaś?
          A z podobnych historii, siedziałam do późna na Akademii i ćwiczyłam, w stroju ćwiczebnym, rzecz jasna - czarne legginsy i takież w kolorze body. Przepocone to było i nadawało się wyłącznie do prania. I nagle koleżanka dzwoni, że jest nieopodal na weselu i żebym wpadła na kielicha. Wesele było eleganckie, z klasą, w bardzo ekskluzywnym miejscu. Włożyłam na mój strój ćwiczebny marynarkę, na głowę kapelusz, a na nogi zamiast baletek, szpilki i tak wystrojona poszłam. Uznałam, że tak będzie lepiej niż przebierać się w cywilne ubranie, którym były poszarpane dżinsy.
          • gat45 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 11:51
            Och, cała historia się z tego Sylwestra zrobiła i każdy uczestnik tamtej zabawy dotąd ją wspomina... Otóż ja sobie nie zdałam sprawy z niekompletności stroju, bo w samochodzie było zimno i długiego płaszcza nie zdejmowałam. Uświadomili mi to dopiero witający nas w progu gospodarze. A uświadomili wystarczająco gromkimi okrzykami, żeby pełna stawka sylwestrowych gości wpadła do holu też skorzystała z widoku mojej niepowtarzalnej kreacji. Pani domu własnie wracała z kilkuletniego pobytu w Indiach i poratowała mnie jednym ze swoich licznych sari. Pokazując mi, jak to na sobie wiązać, sama też się przebrała w sari i obie zeszłyśmy do gości na wschodnio. Reszta dam zapałała zazdrością, bo to bardzo wdzięczny strój jest. Skutek był taki, że wszystkie jak jeden mąż przebrały się też w sari. Niestety gospodyni miała tylko dwie takie krótkie białe koszulki,bez których góra sari jest tylko tym, czym jest. Więc solidarnie my też zdjęłyśmy te koszulki i cały damski element wystąpił w strojach, jakby to powiedzieć, dość, hmmmm, filuternych, czym zdobył aprobatę całego elementu męskiego.
            Bardzo barwny był to Sylwester.
            • zuzudanslemetro Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 11:55
              O, zazdroszczę tego sari :)
          • guineapigs Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 20:04
            E tam, to bardzo eleganckie odzienie było. Sam szyk, no Kejtmos w Voque nie wygladałaby lepiej. Tylko ten zapach... Po ćwiczeniach - suponuje, że fizycznych- troszku zalatywało. Ale to tez mozna podłączyć pod nowoczesny dizajn perfumiarski - gdzieś mnie się obiło o oczy, że są perfumy o - że tak powiem: zapachu - ryby. Wino o smaku ryby jakoś zatolerancjowałam, chociaz nie osmieliłam sie jeszcze zakosztować. Ale perfumy o zapachu ryby jakos mie przerażają i nie wiem, co mam mysleć: to 'czysta' ryba czy 'złamana' jakimś eleganckim piżmem? W kazdym razie, nie stać mnie na to i może Dzięki Bogu.
            • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 15:02
              śledziowa woda kolońska?
              to już było u Woody Allena w parodii Wojny i Pokoju, tytułu nie pomnę...
              • klawiatura_zablokowana Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:37
                Miłość i śmierć. Młodszy Gregor starszy niż stary Gregor i wiele innych kultowych cytatów :)
    • pralinka_z_nadzieniem Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 10:05
      Z tą pończochą to może być jeszcze inaczej - u nas w domu na rajstopę mówiło sie kiedyś pończocha (zamiennie). Dopiero jak się pojawiły pończochy samonośne to jakoś się usystematyzowało.
    • aadrianka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 19:08
      Da się również wyjść z domu ubranym w wieszak, tzn ramiączko do wieszania.Miałam jakieś 18 lat i generalnie preferowałam styl, który moi rodzice uprzejmie komentowali jako "dziecko wojny", jednym z nielicznych ustępstw na rzecz klasycznej elegancji była kurtka z goreteksu. Któregoś razu zamierzałam wyjść z domu odziana właśnie w ten elegancki ubiór. Ubiór akurat wisiał uprany na wieszaku, na lewej stronie, ściągnęłam więc go z tego wieszaka, jednocześnie wywracając na stronę prawą, nałożyłam na siebie płynnym ruchem i pognałam na autobus. Z domu rodzinnego do autobusu było jakieś 10 minut żwawym truchcikiem, dopadłam autobusu (akurat na tej trasie zaczęły jeździć niskopodłogowce), padłam na siedzenie i stwierdziłam, że jakieś takie niewygodne oparcia montują w tych nowoczesnych wynalazkach, nie ma to jak stary dobry ikarus. Powierciłam się, ale zrobiło się tylko bardziej niewygodnie. Wstałam, obejrzałam oparcie, wyglądało podejrzanie normalnie. Usiadłam znowu, coś uwiera i przeszkadza. Sięgnęłam ręką za siebie, wstałam znowu z rumieńcem na obliczu, zdjęłam kurtkę, odczepiłam wieszak zahaczony o pętelkę do wieszania, którą kurtki tego typu mają zupełnie idiotycznie również po stronie zewnętrznej, po czym skitrałam wieszak między siedzeniem a ścianą autobusu...
      • ewaty Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 14.01.15, 20:38
        Cóż...kiedyś nie zauważyłam, że, ehmy, koronkowe majtaski zaplątały się z kurtką sportową w praniu, złośliwie przyczepiły się do rzepa na plecach . Kurtka była żółto- czarna, one czarne- umknęło. I cały dzień przełaziłam po mieście w sportowej kurtce i majtkach na plecach...
        • duzapolka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 01:27
          U Chmielewskiej ojciec Okrętki i Zygmunta przejechał całą trasę dziewiętnastką mając przywiązane do patki kurtki brudne skarpetki syna. To już chyba koronkowe czyste majtki lepsze :)
    • kkokos Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 20:36
      i nikomu, naprawdę nikomu nie zdarzyło się wyjść z domu w dwóch różnych butach??

      mnie owszem tak. na zebranie rodziców. zauważywszy po godzinie jałowych dyskusji, co mam na stopach, dostałam - stosownie do miejsca - takiej głupawki, że poważnie bałam się wystawienia za drzwi, jak to się kiedyś zdarzało.
      • limelight7 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 23:00
        Mój ojciec poszedł do pracy w kapciach.
        Babcia udała się na zakupy odziana w elegancką bluzkę i gustowną halkę.
        Mama pewnego upalnego dnia dyskretnie zdjęła w biurze biustonosz i schowała do torebki. W sklepie wyjęła z torebki siatkę, razem z zaczepionym o nią grzebieniem i triumfalnie powiewającym na nim biustonoszem.
        Sama chyba przebiłam całą rodzinę, ale nie wiem czy wypada aż tak offtopować.
        • zuzudanslemetro Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 15.01.15, 23:56
          Mój dziadek kiedyś wyszedł z Muzeum Narodowego (były to bodaj lata 50-te) w tych takich muzealnych kapciach, wtedy jeszcze tam obowiązywały, tak przynajmniej wieść rodzinna niesie. Zorientował się dopiero na przystanku tramwajowym, tym na przeciwko empiku.
        • rika1991 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 00:25
          Mojej mamie zdarzyło się pojechać do supermarketu w kapciach. Zorientowała się przed supermarketem. :D
          • kkokos Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 07:29
            aaa, i klasyka odwiedzin w szpitalu - ileż to osób wyszło z niego w takich niebieskich plastikowych ochraniaczach i tak zawędrowało np. na przystanek...
          • mariamm87 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 08:35
            Ja w kapciach wróciłam się na szczęście tylko z klatki schodowej. Była zima, więc poczułam jakieś takie powiewy zimnego powietrza w okolicach kostek, zwykle nie występujące i spojrzałam w dół gdzie zamiast botków ujrzałam parę kapci z góralskim motywem.
        • vilez Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 09:17
          > W sklepie wyjęła z torebki siatkę, razem z zaczepionym o nią grzebieniem i triumfalnie powiewającym na > nim biustonoszem.

          A to mnie się to zdarzało z gatkami, które nosiłam jako zapasowe w wiadome dni. Np. wyciągam grzebień, a z nimi gatki.. . Jakiś czas trwało, zanim zakodowałam sobie, że jednak opłaca się wykonać dodatkowy ruch i włożyć je do zapinanej na zamek przegródki, a nie luzem.
          • ananke666 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 17:08
            Moja własna siostra przedefilowała z majtkami na ramieniu przez lubelskie ulice Lubartowską, Plac Łokietka i Krakowskie Przedmieście. W dodatku nie jest pewna, czy to nie były kradzione majtki.

            Kupowała dla mnie i dla siebie bawełniane kolorowe gatki na wiadome dni na bazarze. Nie wie, jakim cudem jednych nie schowała do torby, a w dodatku nie zgadzała jej się zapłacona suma ze stanem posiadania. Stąd wątpliwości.
      • ananke666 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 17:04
        Mam zdjęcie dokumentujące wyjście w dwóch różnych butach. Zrobiłam je komórką w parku, siedząc na ławce i chichocząc jak kto głupi.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 27.01.15, 18:56
          U mnie w pracy jest taki kolega, który przychodzi do pracy w sandałach, nawet w zimie, i w skarpetach. I te skarpetki są często nie do pary.
          • ewa9717 Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 27.01.15, 19:05
            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

            > U mnie w pracy jest taki kolega, który przychodzi do pracy w sandałach, nawet w
            > zimie, i w skarpetach. I te skarpetki są często nie do pary.
            Ojej, jakbym mojego znajomego Piotrusia P. widziała, moze to on? ;)
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 28.01.15, 21:14
              > > U mnie w pracy jest taki kolega, który przychodzi do pracy w sandałach, nawet w
              > > zimie, i w skarpetach. I te skarpetki są często nie do pary.

              > Ojej, jakbym mojego znajomego Piotrusia P. widziała, moze to on? ;)

              Nie, nazywa się inaczej. :-)
    • gat45 rozwiewam 16.01.15, 17:24
      wątpliwości co do tego, czym powiewała Cesia :

      - Już lecę, już lecę - przeraziła się, i tak jak stała, wypadła z pokoju. Oto dlaczego
      romantycznie nastrojony Jerzy Hajduk, który czaił się za kioskiem „Ruchu” naprzeciwko
      domu Cesi, z najwyższym zaskoczeniem ujrzał przedmiot swych uniesień
      pędzący przez jezdnię w filcowych bamboszkach, czerwonej sukni narzuconej na piżamę
      i z jedną pończochą powiewającą z nogawki.


      Pończochą otóż. Jedną. Czyli gdzieś musiała być druga. Czyli chodzi takie coś zapinane na żabki do specjalnego pasa, a nie naciągane na pupę.
      Zasięgnęłam też języka historycznie rzecz biorąc : w roku pańskim 1975 rajstopy oczywiście występowały w polskiej przyrodzie, ale podobno były straszliwie drogie, a poza tym handel nieczęsto i nieregularnie je rzucał na rynek. W "Kłamczusze" tata Kowalik prosi córkę o sprawdzenie, czy w Poznaniu nie dałoby się znaleźć rajstop dla sąsiadki. A może to kwestia nietypowego rozmiaru ? Jest mowa o siódemce, ale ja się nie znam na polskiej numeracji bieliźnianej. Cyba bardzo duże toto ?
      • vilez Re: rozwiewam 16.01.15, 17:31
        Potwierdzam- 1975 było trudno. A potem było jeszcze trudniej- rajstopy i skarpetki na kartki (wymiennie, jeśli dobrze pamiętam). Czasem tylko "rzucili" na sklep bezkartkowe ;)
        Stąd z prezentu ósmomarcowy w postaci dyndającego goździka i rajstop za pokwitowaniem nie ma się co śmiać ( :D ), to było coś.
        • ewa9717 Re: rozwiewam 16.01.15, 20:38
          vilez napisała:

          > Potwierdzam- 1975 było trudno. A potem było jeszcze trudniej- rajstopy i skarp
          > etki na kartki (wymiennie, jeśli dobrze pamiętam). Czasem tylko "rzucili" na sk
          > lep bezkartkowe ;)
          Ludzie, 1975 to średni Gierek, jakie kartki na rajstopy???? Byłam wtedy studentką, zadnych problemów z rajstopami, nie były jakoś zabójczo drogie, ba, miewałam np. zielone do zielonej kiecki, granatowe do granatowe, a w ogóle uwielbiałam czerwone - i też miewałam, moze niekoniecznie z GS-u, ale do zdobycia.
          Kartki były wtedy na cukier. Tylko i li.
          • slotna Re: rozwiewam 16.01.15, 22:09
            Pamietam jak "Klamczuche" zawloklam do babci i ta, zerknawszy na lekture, orzekla "glupia ta ksiazka" i rzucila ja w kat. Zapytana czemu glupia, odparla ze w owym okresie kartek wymienionych w ksiazce nie bylo. A nastepnie pokazala mi te kartki, teraz w internetach mozna sobie ogladac, ale w tamtym czasie tylko je sobie wyobrazalam. Babcia miala zachomikowane niezuzyte.
            • benedyktanka Re: rozwiewam 17.01.15, 15:11
              W 1977 roku (a wtedy toczy się akcja "Kłamczuchy" kartki na cukier (wyglądające jak znaczek pocztowy) były na pewno. Przydział był na tyle duży (2 kg na osobę zdaje się), ze w rodzinach, które używały cukru tylko do słodzenia napojów (nie piekły ciast, nie robiły przetworów) większa część tych kartek była upychana po znajomych (albo do klaserów :-) Pamiętam w swoim rządek takich znaczków w cyferką 2).
              O innych kartkach "Kłamczucha" nie wspomina, a więc Twoja Babcia najwyraźniej zbyt pobieżnie zerknęła na lekturę...
              Przy okazji słodkiego tematu - jako że od czasu do czasu wrodzona skrupulatność skłania mnie do odezwania się na forum, a jeszcze się oficjalnie nie przywitałam - nadrabiam niedopatrzenie i witam serdecznie, prosząc o wyrozumiałość dla wtrącania się...
              • zla.m Re: rozwiewam 17.01.15, 18:00
                Witamy serdecznie, naści girlandę z jelitek, herbatkę (3 godziny forum stało w kolejce, dawali paczkę na głowę) z kartkowym cukrem i krakersiki z bratniego kraju przywiezione z wczasów zagranicznych dla zasłużonych pracowników.
                • benedyktanka Re: rozwiewam 17.01.15, 21:37
                  Jestem autentycznie wzruszona forumowym kolejkowaniem, spowodowanym chęcią ugoszczenia mnie herbatką (pewnie "Madras" w takiej czerwonej paczuszce z czajniczkiem?). Bardzo dziękuję i dorzucam do przyjęcia przemycone przez granicę arasidky v cukre oraz gumę "Donald" (tylko u prywaciarza, 5 zł sztuka, zdzierstwo, ale te historyjki!).
                  • dakota77 Re: rozwiewam 17.01.15, 21:42
                    Witaj, rozgosc sie tutaj :)
                  • klymenystra Re: rozwiewam 18.01.15, 13:47
                    Czy jesteś może kolejną forumką mieszkającą w Czechach? :)
              • tt-tka Re: rozwiewam 17.01.15, 18:55
                w 1977 roku(Klamczucha) kartki na cukier byly na pewno

                ale mowa o Szostej Klepce, akcja wczesniejsza :-),
                zla.m juz Cie powitala, ale dorzuce tez swoje kartki na cukier, a co ! mozna sobie kawalek sciany wytapetowac albo dziecku szlaczek w zeszycie wykleic...
                • benedyktanka Re: rozwiewam 17.01.15, 21:54
                  Kartek nigdy za wiele, zwłaszcza wielofunkcyjnych, dziękuję!
                  Tak, pończochy są z "Szóstej klepki", ale problem kartek powstał przy okazji "Kłamczuchy", stąd mój post.
                  Co do pończoch: moja mama jakoś w połowie lat 70. definitywnie przeszła na rajstopy. Sama chodziłam wtedy w spodniach, ale pamiętam, że dziewczyny nosiły rajstopy w wielu kolorach (także w czerwonym), choć niekoniecznie polskiej produkcji - w Trójmieście kwestie ubraniowe załatwiali marynarze :-)
              • vi_san Re: rozwiewam 18.01.15, 13:54
                Jeśliś pełnoletnia to zapraszam na musztardówkę samogonu. Albo dwie. Albo i trzy... Jeśliś nieletnia, to zapamiętaj, że z bimbrownictwa można nauczyć się także pożytecznych rzeczy, albowiem przepisem na bimber jest Bitwa pod Grunwaldem (dla niewtajemniczonych 1410), czyli 1 - 4 - 10 = 1 kg cukru, 4 litry wody i 10 dag drożdży.
          • kkokos Re: rozwiewam 16.01.15, 22:18
            > Kartki były wtedy na cukier. Tylko i li.

            a wikipedia twierdzi, że cukier to od sierpnia 76 do listopada 85. czyli w ogóle nawet nie na cukier.
            po cukrze przyszły na mięso, ale dopiero od kwietnia 81.
            a z ciuchów to w ogóle tylko na buty były.
            • ewa9717 Re: rozwiewam 16.01.15, 22:29
              kkokos napisała:
              >
              > a wikipedia twierdzi, że cukier to od sierpnia 76
              No to się o rok pomyliłam.
              > po cukrze przyszły na mięso, ale dopiero od kwietnia 81.
              > a z ciuchów to w ogóle tylko na buty były.
              A to się zgadza. Chociaż lokalnie w zakładach pracy losowało się też (tak przynajmniej u mnie było) coś w rodzaju talonów na majtasy, skarpetki i rajstopy własnie. A raz nawet na encyklopedie ;)
            • afilipinka Re: rozwiewam 17.01.15, 16:19
              Ja mam w swojej książeczce zdrowia pieczątkę z DT Centrum stoisko trykotaże dziewczęce i wpis : podkoszulka kr. ręk. WF z datą 26.04.1982. Więc i taka forma reglamentacji istniała :), poniżej jest też wpis z 1983 r. : półbuty :))
              • vilez Re: rozwiewam 17.01.15, 17:06
                Była też równoległa dystrybucja wymienna, ja np. za makulaturę dostawałam skarpety, niestety nie pamiętam, w których latach to było, ale tak najbliżej to tak właśnie 82-84.

                Anegdota rodzinna:
                Wówczas to wyprzedałam makulaturowo ojcowe zbiory "Polityki" i chyba 'Rzepy", przedtem sprytnie wysławszy go do sanatorium. Albowiem w zbiorach zaległy się myszy i w ogóle groziło bombą biologiczną, a mój ojciec to typ czytacza-zbieracza. Niestety, okazało się, że to były rzeczywiście jakieś hipersuperważne zbiory, hobby extraordynaryjne i w ogóle zachowałam się jak barbarzyńca i się działo ... w każdym razie mój ojciec się popłakał. Już nigdy nikomu niczego nie wyrzucę, nawet jak tam będzie egzystował wąglik czy insza cholera ... niech egzystuje.
                • verdana Re: rozwiewam 19.01.15, 20:42
                  Były jeszcze na wyprawki dziecięce i dodatkowe buty w razie ślubu.
          • vilez Re: rozwiewam 17.01.15, 16:55
            Jestem już stara i zapewne mam demencję, możliwe zatem, że mi się czasy kartkowe (z różnymi towarami na kartki) zlewają. A od kiedy były rajstopy na kartki (jeśli ktoś pamięta?), bo że były, to na pewno. Możliwe jednak, że były na wymianę na coś- strzelam ... na cukier/słodycze/wódkę/papierosy czy coś takiego...
            • ewaty Re: rozwiewam 17.01.15, 19:21
              Moja mać zachowała na pamiątkę kartki na 6 jajek z wymianą na parę butów, muszę dopytać o rocznik (kartek, nie macierzy, rzecz jasne) . I zrobię wewnętrzny ot- rozmawiałam z kustoszką jednego z muzeów w moim mieście, które potrzebowało do aranżacji wystawy różnych pamiątek peerelowskich w dobrym stanie. Okazało się, że świat ludzi "nie wyrzucę, bo się może przydać" jest bogatszy, niż sądziłam. Np. papierosy, typu klubowe, popularne, można w stanie kolekcjonerskim kupić na allegro od kilkunastu do kilkudziesięciu zł...Zastanawiam się, co zachomikować na ciężkie czasy....
              • tt-tka Re: rozwiewam 17.01.15, 22:19
                matko jedyna ! o jajkach na kartki pierwsze slysze, a robilam juz w tych kartkowych czasach zakupy ! chyba ze to jakies zakladowe byly, do zrealizowania w bufecie pracowniczym za mniejsze pieniadze... moglabys uscislic P bo mnie zaciekawilo
                co do chomikowania - jezeli dysponujesz miejscem skladowym, zachowuj wszystko, co chcesz wyrzucic - nie przewidziasz, co sie moze stac hitem za kilkanascie albo kilkadziesiat lat :-)
              • vilez Re: rozwiewam 18.01.15, 11:42
                Tak, pamiętam różne cuda wymienne- i zmienne w czasie. Chyba poszukam jakichś zestawień kartkowych, bo to ciekawe same w sobie...

                Co do zbieractwa to mój ojciec zbierał pudełka po zapałkach i tubki po paście i kremach oraz kapsle po mleku i inne butelkowe kapsle. Pudelka się mi przydawały do tzw "domków na literki" (pierwsza klasa w podstawówce) i nie tylko na literki. A tubkach i kapslach chodziło chyba o skup aluminium- ale nawet, gdy już nie skupowali, to zbierał ... siłą inercji? ;)

                Aaa.. i korki od wina, ale to chyba dla nas do zabawy, bo nie pamiętam, by to skupowano.
      • tt-tka Re: rozwiewam 16.01.15, 18:26
        gat45 napisała:

        > Zasięgnęłam też języka historycznie rzecz biorąc : w roku pańskim 1975 rajstopy
        > oczywiście występowały w polskiej przyrodzie, ale podobno były straszliwie dro
        > gie, a poza tym handel nieczęsto i nieregularnie je rzucał na rynek. W "Kłamczu
        > sze" tata Kowalik prosi córkę o sprawdzenie, czy w Poznaniu nie dałoby się znal
        > eźć rajstop dla sąsiadki. A może to kwestia nietypowego rozmiaru ? Jest mowa o
        > siódemce, ale ja się nie znam na polskiej numeracji bieliźnianej. Cyba bardzo d
        > uże toto ?
        w tymze roku rajstopy wystepowaly po cenach umiarkowanych, to moje licealne lata, wszystkie nosilysmy i nie byl to wielki koszt
        oczywiscie takie super-cienkie byly odpowiednio drozsze
        rozmiar spory, ale rzecz raczej w dystrybucji - w Lebie np tego rozmiaru albo rajstop w ogole moglo akurat nie byc, a np w Slupsku sprzedawca patrzyl z rozpacza, jak mu to zalega magazyn...
    • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 19:37
      tak mnie teraz tknelo, przeciez to nie byla pora, o jakiej cesia szla do szkoly, ojciec ja wyrwal ze snu - to co ten hajduk, od switu sie tam czail ? po co ?
      • afilipinka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 23:00
        Żaczek w tym dniu się nie spieszył, bo miał jakąś konferencję, zobaczył burdel w kuchni i postanowił zdyscyplinować Julię. Korowody z garnkiem z wodą do polania córki trochę czasu zajęły, potem zaczął się golić, ale Julka myjąc gary pozbawiła go ciepłej wody. Nie chciał wyjść na głupka żądając by przestała i postanowił ogolić się po śniadaniu; ścierając krem uświadomił sobie, że to były nędzne resztki z tubki. Zbudził Cesię i myślę, że to już mogła być prawie ta godzina o której normalnie wstawała. Pogoniona krzykiem ubrała się "na pamięć" i wyleciała z domu może z 10 min wcześniej niż normalnie. Hajduk mógł już się czaić, żeby jej nie przegapić i żeby go nie zauważyła :) Sama w wieku nastoletnim jeździłam do szkoły tramwajem kompletnie mi nie pasującym i pół godziny dłużej byle tylko przejechać obok domu ówczesnego ukochanego ;)
        • tt-tka Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 16.01.15, 23:31
          a, dzieki :-), zapomnialam o tej konferencji Zaczka, faktycznie wychodzil pozniej niz zwykle
        • slotna Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 17.01.15, 14:03
          Ta scena byla tak cudownie zabawna, ze do teraz sie smieje nawet na samo wspomnienie. Jaka szkoda, ze juz tego nie ma.
        • klawiatura_zablokowana Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 19.01.15, 19:43
          Ha! Ja przepuszczałam dwa pasujące mi tramwaje, żeby wsiąść w ten, co wsiadał ówczesny ukochany. Dobrze, że chociaż mieszkał w tę samą stronę ;)
    • pani.jezowa Re: Tajemnica powiewającej rajstopy... 25.01.15, 18:46
      Czytam i płaczę ze śmiechu.
      Ale i pytanie mi się ulęgło: czy można powiedzieć "rajstopa"?
      Bo mi się zawsze wydawało, że mówi się rajstopy na parę rajstop i jeśli powiewa kawałek tej sztuki ubioru to jest to jedna nogawka a nie rajstopa? Pojedynczo to pończocha może być, ale ona są dwie w komplecie a rajstopy to jest jedna sztuka odzienia, tzw. para rajstop.
      Czy też źle mówiłam przez całe życie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka