11.01.16, 18:46
Ze Gabon infantylizuje swoje dzieci, to wiemy od dawna, jednak chcialabym o doroslych dzieciach... no, prawie doroslych.

Jozwa robi te stajnie u Florka za aprobata rodzicow i wuj zadeklarowal, ze mu dobrze zaplaci. ktos moze pamieta, czy to byl pomysl mlodego, czy starszyzny ? Lucja i corki Gorskich pojechaly zaznac zagranicy. Prawidlowo.

Tymczasem IGS snuje sie po Poznaniu, najwyrazniej nikt nie ma pomyslu na jego dlugie wakacje, siedzin sobie z ojcem przy stole, potem z koniecznosci (nie z wyboru bynajmniej) siedzi w rumiankowie, a wreszcie wyrusza, joj, joj, AZ DO WROCLAWIA i gabon umiera z niepokoju, a Ida sprawdza, czy dorosly chlop ma dokumenty przy sobie. Ohizda.
Niemniej - rodzi sie pytanie, za co on jedzie ? Uczennicom dali rodzice, a student ? A jesli dali mu na wyjazd, a on nie wyjechal, to co ? Tak sobie te pieniadze zatrzyma ? Czy dostal jakas kwote ogolnie "na wakacje" i jego sprawa, czy przehula je z Magda we Wroclawiu, czy z Agnieszka na szlaku kosciolow wielkopolskich, czy moze pojda na remont auta, ktore on uszkodzi ?

I tak ciagle do mnie ta Pyza nieszczesna wraca... Rzucila studia, pal szesc, skoro sobie na nich nie radzila, bredzenie o budce z kurczakami nie mialo konsekwencji, ale ze sama nie wpadla ani nikt inny nie podpowiedzial, ze moglaby sie choc za korekty wziac i zarobic na wyprawke i na wlasne ciazowe ciuchy ? Z polskiego dobra, babcia wtyczka w kilku wydawnictwach i tak nikt nic ? Czyzby im nie zalezalo na Pyzuni choc troche zarabiajacej ? Wola miec ja w domu calkiem zalezna ?

Brzydkie mysli, wiem. Ale nie chca ustapic...
Obserwuj wątek
    • kooreczka Re: upupianie 11.01.16, 20:28
      Ja do końca studiów jeździłam na wczasy z rodziną plus dostawałam "na wakacje" obojętnie czy wyjeżdżałam, snułam się po mieście z aparatem czy odważałam warzywa w hurtowni.
      O tym, że MM nie ogarnia jak powinny się zachowywać postacie pisałam już nie raz.

      Natomiast z Pyzą to IMHO miało pokazać, że w obliczu macierzyństwa niczym martwić się nie musi, rodzina nie gada o pieniądzach i z uśmiechem otoczy ciepłem. O tym, że rzeczywiście mogli jej zapewnić jakieś lekkie i niezobowiązujące zlecenia pewnie nikt nie pomyślał, a najmniej sama zainteresowana. Pyza jawi mi się jako Matka-Spartanka co zaciążyła i klękajcie narody, wypełniła swoją życiową misję i nic jej do szczęścia nie trzeba. Samo przypełznie.
      • tt-tka Re: upupianie 11.01.16, 21:05
        Nie no, ja rozumiem, ze mozna wyjezdzac z rodzicami albo nigdzie nie wyjezdzac, nawet na studiach :-)
        Chodzilo mi o to, ze TYLKO dziatki odgabonowe sa tak przy mamusinej piersi trzymane - inne rodzinne jednak wyjezdzaja, albo same organizuja sobie wolny czas, i to wcale aktywnie - Ania i Nora w Hiszpanii, Palysowna w Oksfordzie i nikt nie biada, ze cos im sie stanie, ktos skrzywdzi etc. Jozwa z kolei pracuje (ciezko), przy tym zamyka sie z tokarka, jezdzi tu i owdzie nikomu sie nie opowiadajac i slowo komentarza nie pada.
        A te gabine sieroty jak na sznurku, caly czas pod kontrola i wszyscy, nie tylko ich matka, uwazaja to za normalne. Co gorsza, one same tez tak uwazaja.

        Co do Pyzy - wlasnie dziwi mnie, ze NIKT nie pomyslal. Gaba jednak cos tam w domu robila, poza domem tez, a ta siedzi i prasuje. Przez pol roku prasuje ubranka dla dziecka, ktore w czerwcu urodzi. No ludzie...
        • miodowocytrynowa Re: upupianie 11.01.16, 21:27
          Bo i ta Gabusia sierota jak na sznurku całe zycie przy mamusi i tatusiu, calkowicie uzależniona od nich psychicznie i emocjonalnie, tatusia się wręcz boi- to jak miała nauczyć własne dzieci samodzielności? Skoro sama nie potrafi być samodzielna.
          • tt-tka Re: upupianie 11.01.16, 21:46
            miodowocytrynowa napisała:

            > Bo i ta Gabusia sierota jak na sznurku całe zycie przy mamusi i tatusiu, calkow
            > icie uzależniona od nich psychicznie i emocjonalnie, tatusia się wręcz boi- to
            > jak miała nauczyć własne dzieci samodzielności? Skoro sama nie potrafi być samo
            > dzielna.

            Cos w tym jest... Ale ze one do tego nie daza ani odrobine ? i to majac pod bokiem najlepsze, bo rodzinne wzory zgola odmienne ?
            • miodowocytrynowa Re: upupianie 11.01.16, 23:14
              Bo pewnie im tak wygodnie. Pyzunia mogła snuć sie przez pól zycia nic nie robiąc i plotąc adrony o budce z kurczakami, Laura- została pędzikiem wydana za sporo starszego od siebie Naszpana- aby on wziął za nią odpowiedzialność- obie nie przepracowały zawodowo ani dnia, a Ignaś może sobie do woli smarować sonety i wiersze- a resztę mieć w poważaniu.
              Takie same mameje i lebiegi jak mamcia. Tylko patrzeć jak zaczną " cały swiat zbawiać" jako ona.
              • buka_z_muminkow Re: upupianie 16.01.16, 14:01
                A właśnie - ile lat właściwie ma Adam? Wydawało mi się, że on jest jednak w dość zbliżonym do niej wieku, że to taki nauczyciel świeżo po studiach. Czy gdzieś pada informacja o jego wieku?
                • tt-tka Re: upupianie 16.01.16, 16:01
                  buka_z_muminkow napisała:

                  > A właśnie - ile lat właściwie ma Adam? Wydawało mi się, że on jest jednak w doś
                  > ć zbliżonym do niej wieku, że to taki nauczyciel świeżo po studiach. Czy gdzieś
                  > pada informacja o jego wieku?

                  O ile dobrze pamietam robocze ustalenia foruma, to w chwili slubu Adam jest przed trzydziestka, zatem w Febliku odrobine po - 31, 32 ? Moze 30 ?
                  Wskazania -szedl jeszcze starym trybem, mature, o ile nie przeskoczyl roku, robil jako 19-latek, potem studia, byc moze dwa kierunki, skoro mowil o "furze dyplomow", jakie ma w szufladzie. Czy Sprezyna to jego pierwszy rok w szkolnictwie, czy juz ktorys - nie powiedziano. Na upartego moze byc i w Laury wieku.
                  Natomiast niezaleznie od lat doroslejszy jest na pewno i doswiadczenie zyciowe ma wieksze niz ona - pracuje i to w zespole plus praca na plantacji plus kontakty handlowe plus moze i naukowe z hodowcami, botanikami ze stacji doswiadczalnych... no i opieka nad rodzicami, ktorymi zajmuje sie rzeczywiscie (a nie tylko martwi o nich)
          • bez_zarzutu Re: upupianie 12.01.16, 23:11
            No nie do końca tak. Gaba w OwR ma malutką córeczkę, którą się jednak opiekuje, robi zakupy, tropi luja wykręcającego korki, rozprowadza dobra między sąsiadów (Kreska!), odwiedza Dmuchawca. Może nie jest najsamodzielniejszą jednostką Poznania, ale wykazuje aktywność. Pyza natomiast jest odpowiedzią pani MM na wraże czasy i przekazem dla czytelniczek "mnóżcie się, a będzie wam dane". W ciąży można i należy oczekiwać napływu dóbr, pieniędzy oraz opieki od każdego, samemu nie trzeba zaś robić nic. Uroda i majestat bogini gratis.
      • mamuka_z_boru Re: upupianie 13.01.16, 19:00
        Lekkie a niezobowiązujące zlecenia, możliwe do realizacji w ciąży i przynoszące przyjemne dochody? Dawajcie namiary! :)
    • mamuka_z_boru Re: upupianie 13.01.16, 18:57
      Ale jakie zarabianie, na Jowisza? Pyza ma de facto maturę, z takimi kwalifikacjami to może iść pracować na kasę, zostać kelnerką albo recepcjonistką w hotelu. Co w ciąży jest dość problematyczne. Korekty? Wystarczy wejść na jakikolwiek portal wydawniczy, bo przekonać się, że na jedno ogłoszenie wydawcy poszukującego korektora przypada kilkanaście ogłoszeń korektorów oferujących swe usługi. I są to zazwyczaj ludzie po polonistyce, nierzadko z podyplomówkami dziennikarskimi i doświadczeniem w branży. Więc żaden wydawca nie weźmie niedoszłej studentki astronomii tylko dlatego, że była dobra z polskiego i ma w domu bogaty księgozbiór. A mityczne wtyki babuni w wydawnictwach ( z czasów wykonywanych tam korekt? Toż to były lata '80, mało kto pewnie ją tam pamięta, bo ówcześni współpracownicy raczej też w wieku emerytalnym są) też średnio widzę. Wydawnictwa są przedsięwzięciami komercyjnymi, więc nikt tam charytatywnie wnuczki dawnej wykonawczyni nie zatrudni. A już w ogóle nie widzę opcji, żeby ktokolwiek zatrudniał kobietę parę miesięcy przed rozwiązaniem - szkoda fatygi na te parę miesięcy, bo potem zazwyczaj następuje przerwa w mocach przerobowych. Więc szukanie pracy w styczniu (bo wtedy rodzina dowiedziała się o ciąży), żeby ją rzucić w maju - czerwcu, jest IMHO bez sensu, nawet zakładając, że tak od strzała by coś znalazła.
      Więc rozumiem, że życiowa nieporadność (wyuczona bezradność?) Pyzy irytuje, ale nie zapędzajmy się za daleko. Studenckie ciąże zazwyczaj mają podobny scenariusz - młodym pomagają rodzice do czasu zdobycia przez nich jakichś kwalifikacji zawodowych, a potem następuje szybsze niż u ich rówieśników usamodzielnienie, kończenie studiów zaocznie, albo robienie magisterki po paroletniej przerwie. U Pyzy raczej nie ma co liczyć na skończenie studiów, ale w sytuacji gdy i tak by je przerwała, na co się zapowiadało zważywszy na te oblane egzaminy, więc dość prawdopodobny wydaje się inny, równie częsty w przyrodzie scenariusz - dziewczyna rodzi, po czym albo "siedzi" z dzieckiem (na koszt rodziny), albo szuka pracy (korzystając z pomocy rodziny przy opiece nad dzieckiem). Do rozwiązania i jako-takiego ogarnięcia się po nim dałabym jej jednak spokój.
      • tt-tka Re: upupianie 13.01.16, 19:31
        Ja jednak nie dalabym spokoju - nie tyle Rozy, co jej rodzinie. Nie chce konczyc studiow, w porzadku, nie musi, zwlaszcza ze sobie kiepsko radzila. Ala, na bora, jest w czwartym miesiacu, czuje sie dobrze, o zadnych komplikacjach mowy nie ma
        - to albo niech sie wezmie za cos (o korektach wspomnialam, bo Melania teoretycznie caly czas je robi, taka jest wersja oficjalna; a nikt z rodziny nie wpadl na to, ze moglaby podzielic sie zleceniami i zarobkami z wnuczka, nawet nic nie mowiac wydawcy!) i nie mowie o stalym zatrudnieniu, ale, za przeproszeniem, nawet do pakowania ksiazek na piec godzin dziennie albo do sprzatania na godziny moglaby sie ruszyc - to bardziej wykonalne niz budka z kurczakami (8 - 10 godzin dziennie) z dzieckiem przy piersi !
        - albo niech sie zakreci za kilkumiesiecznym kursem dajacym jakies umiejetnosci i uprawnienia, chocby manikiurzystki; w systemie ksztalcenia ustawicznego, ktory w Poznaniu fukcjonuje i funkcjonowal jak najbardziej, jest to latwe i niedrogie lub bezplatne

        Rozumiem, ze zaskoczona stanowiskiem Fryca Roza zglupiala w sylwestrowa noc, ale pod koniec stycznia powinna miec juz pierwszy szok za soba i choc pierwsze trwozne pytania "co bedzie dalej" na karku. A w jej rodzinie z dziesieciu doroslych i doswiadczonych zyciowo osob choc jednej tez powinno takie pytanko wpasc do glowy.
        • mamuka_z_boru Re: upupianie 13.01.16, 19:54
          Jako ciężarna w podobnym momencie (4 miesiąc) jakoś średnio widzę pakowanie książek po 5 godzin dziennie, tudzież sprzątanie u ludzi (co jest zgoła zupełnie innym rodzajem pracy niż ogólne ogarnięcie bajzlu u siebie. No i ludzie szukający sprzątaczki też zazwyczaj chcą kogoś na stałe) serio :). Wiem, że ciąża nie choroba, ale naprawdę w sytuacji gdy głód nie zagląda nam w oczy (a Boreje nie żyli już w chwili zaciążenia Pyzy jeno z jednej pensji pracownika biblioteki), zaganianie ciężarnej do prac fizycznych wydaje mi się średnio sensowne. Sama w pierwszej ciąży pracowałam do ósmego miesiąca, więc wiem, że można, ale wiem też jaką to ma cenę. W sytuacji, gdy rodzina żyje dość dostatnio, wymaganie od permanentnie sennej, wymęczonej mdłościami ciężarnej by szukała sobie pracy jawiło by mi się jako rodzaj kary za złe prowadzenie się, a nie racjonalne działanie.
          Ale racja z tymi kursami - to jest pomysł na zapewnienie jakiejś perspektywy na czas macierzyństwa. Zwłaszcza, że jako bezrobotnej (bo po rzuceniu studiów choćby dla ubezpieczenia zdrowotnego powinna się zarejestrować) przysługiwałyby jej różne bezpłatne kursy zawodowe w UP.
          Ale nie w musiwersum, wyobrażasz sobie Pyzę jako manikiurzystkę? Jak, za przeproszeniem, Kopiec Esmeralda? Nienienienie. Dramatyczne kurczaki albo śmierć!
          • mamuka_z_boru Re: upupianie 13.01.16, 21:00
            Zaflooduję jeszcze... Niezależnie od tego, że będę jak niepodległości bronić pyzowego prawa do spokojnego odbycia ciąży, to uważam, że MM zmarnowała temat, dość powierzchownie traktując ciążę studencką jako czarną d...dziurę, koniec wszystkiego i hańbę dla rodziny. Czyli robiąc kopiuj-wklej z czasu ciąży studenckiej gabowej. A tymczasem i sytuacja rodzinna inna i ogólna sytuacja gospodarcza się zmieniła i możliwości też jakby przybyło. Macierzyństwo Pyzy to już czasy internetowe - młoda matka może robić autorską biżuterię i wystawiać na Dawandzie (no dobra, Dawandy wtedy jeszcze nie było, ale Allegro już tak), szyć ekozabawki, robić scrapbookowe kartki, lalki waldorfowskie, zrobić kurs florystyczny i robić dekoracje ślubne... Wszystko to w domu, z dzieckiem przy piersi. Wiele znanych mi młodych matek, nie mogąc lub nie chcąc wracać na etat, tak właśnie sobie dorabiało przez pierwsze lata macierzyństwa. A u Pyzy zabrakło w ogóle rzeczowego omówienia perspektyw zarobkowych po urodzeniu dziecka. Tak jakby zawalenie studiów oznaczało brak jakichkolwiek perspektyw oprócz tych groteskowych kurczaków. Ale tu znów się kłania papierowość tej postaci - trzeba by było apokryficznie dopisać Pyzie jakieś zainteresowania lub zdolności, które można jakoś spieniężyć. No i wychodzi tu znów mentalność autorki starszego pokolenia. Dla moich rodziców też studia to świętość i droga jedyna do godnego wynagrodzenia, a alternatywą jest praca fizyczna za grosze. W świecie borejkowym nie ma innych, godnych, zawodów niż te po tradycyjnych studiach - nauczyciel, lekarz... Freelanserka czy kreatywne, ciekawe zawody wyuczone na kursach (florystyka, fotografia, etc.) nie istnieją.
            • a.nancy Re: upupianie 18.01.16, 14:42
              mamuka_z_boru napisała:

              > młoda matka może robić autorską biżuterię i wystawiać na Dawandzie
              > (no dobra, Dawandy wtedy jeszcze nie było, ale Allegro już tak), szyć ekozabaw
              > ki, robić scrapbookowe kartki, lalki waldorfowskie, zrobić kurs florystyczny i
              > robić dekoracje ślubne... Wszystko to w domu, z dzieckiem przy piersi.

              to by forum grzmiało, że jak tak można bez działalności gospodarczej, na czarno niczym nie przymierzając Bernard
              • tt-tka Re: upupianie 18.01.16, 14:55
                a.nancy napisała:

                > mamuka_z_boru napisała:
                >
                > > młoda matka może robić autorską biżuterię i wystawiać na Dawandzie
                > > (no dobra, Dawandy wtedy jeszcze nie było, ale Allegro już tak), szyć ek
                > ozabaw
                > > ki, robić scrapbookowe kartki, lalki waldorfowskie, zrobić kurs florystyc
                > zny i
                > > robić dekoracje ślubne... Wszystko to w domu, z dzieckiem przy piersi.
                >
                > to by forum grzmiało, że jak tak można bez działalności gospodarczej, na czarno
                > niczym nie przymierzając Bernard
                >
                Czy stracilam kontakt z rzeczywistoscia ? Zdawalo mi sie, ze to wszystko mozna robic legalnie. Nie ma przymusu, zeby na czarno.
                • sowca Re: upupianie 19.01.16, 00:28
                  Mogłaby Pyza mieć działalność gospodarczą i przy okazji ubezpieczenie i składki popłacone. A w ogóle dla matek są na pewno jakieś kursy czy coś, organizowane choćby przez UP, mające im ułatwić wejście na rynek pracy.
                  • a_weasley Re: upupianie 28.01.16, 20:45
                    Sowca napisała:

                    > Mogłaby Pyza mieć działalność gospodarczą i przy okazji ubezpieczenie i składki
                    > popłacone.

                    Przez kogo, jeśli wolno spytać?
                    BTW orientujesz się może, jaka jest minimalna składka? Którą musisz zapłacić, choćbyś nie zarobiła ani gronia?
                    • sowca Re: upupianie 28.01.16, 23:11
                      Eeee... jesli zakładasz działalnośc, to sam sobie płacisz składki... Tak dla informacji. Kwota minimalna to około 400 - 500 zł miesięcznie.
                      Wcale się nie upieram, żeby Pyza zakładała własną działalność. Ja bym na jej miejscu wróciła na studia. Ale mówiłam w kontekście tego, że wcale by to nie musiała być praca na czarno ;)
                      • a_weasley Re: upupianie 14.03.16, 12:37
                        Sowca napisała:

                        > Eeee... jesli zakładasz działalnośc, to sam sobie płacisz składki...

                        Co Ty powiesz ;)
                        Skoro sam, to nie "miałaby zapłacone", tylko "musiałaby płacić". Lub musiałby za nią ktoś płacić.
                        A ile?

                        > Kwota minimalna to około 400 - 500 zł miesięcznie.

                        Akurat.
          • sowca Re: upupianie 13.01.16, 21:01
            Ja tu, mimo wszystko, będę Pyzy bronić. Idiotyzmem byłoby kazać bardzo młodej w końcu dziewczynie chodzić do pracy w środku ciąży. W dodatku dziewczynie, którą facet porzucił - to jednak, nawet zważywszy, ze Fryc był idiotą, musiało być dla Róży ciężkim szokiem.

            Nawet zakładając, że by chciała podjąć jakąś pracę, to naprawdę, nikt nie zatrudni dziewczyny niewykształconej i ciężarnej. Wszelkie prace fizyczne odpadają, Róża praktycznych umiejętności nie ma żadnych, nawet gdyby się podjęła np. uczenia kogoś do matury (czego? przecież nie fizyki), to też nie mogłaby zagwarantować, ze niespodziewanie na dwa tygodnie przed egzaminem nie pójdzie do szpitala. Więc tu bym naprawdę dała spokój, zwłaszcza, że jak znamy Pyzunię, to pewnie w domu pomagała przy czym mogła, co przy takiej ilości osób stanowiło upragnioną ulgę dla Gaby, Mili i Grzegorza.

            Inna sprawa, że tu wychodzi idiotyzm pt. "Humanistka Róża na astrofizyce". Gdyby Pyza studiowała to, co lubi i co ją interesuje, a choćby i polonistykę, historię sztuki czy cokolwiek, zapewne nie zawaliłaby egzaminów i nie musiałaby brać urlopu dziekańskiego. Na ciężarne na studiach zwykle patrzy się życzliwie, a biorąc pod uwagę, ze Mila urodziła się w czerwcu, Róża mogłaby spokojnie pozaliczać egzaminy na początku października, a potem normalnie wrócić na studia. Akurat idealnie by się jej złożyło, że pierwsze tygodnie po narodzinach to wakacje, więc praktycznie nic by nie straciła. Ale skoro Pyza straciła Fryca, to straciła zarazem jedyny powód, dla którego studiowała, więc pół roku w zasadzie bez sensu stracone.
            • vi_san Re: upupianie 13.01.16, 21:25
              Co do pracy - to w pełni się zgodzę. Ciężarna Pyza nie ma realnych szans na pracę żadną.
              Natomiast Tt-tka i Mamuka mają sporo racji, że skoro Róża czuje się świetnie [a czuje się świetnie], to zdrowy rozum nakazywałby pomyśleć "Co dalej?". I nie w kontekście budki z kurczakami! Róża po rzuceniu studiów [to akurat jedna z najrozsądniejszych rzeczy jakie zrobiła], powinna się jak najszybciej zarejestrować jako bezrobotna w UP. UP zapewne organizuje jakieś kursy, szkolenia z różnych dziedzin, darmowe, albo płatne grosze. Albo Róża mogłaby pomyśleć nad przeniesieniem papierów na jakiś kierunek mający sens - historię, filologię, cokolwiek. I zacząć się w domu przygotowywać do zaliczenia tychże wybranych studiów! Takie siedzenie w domu i przez pół roku prasowanie niemowlęcych ciuszków jest chore!
        • ciotka_scholastyka Re: upupianie 14.01.16, 10:48
          > do pakowania ksiazek na piec godzin dziennie albo do sprzatania na godziny moglaby sie ruszyc

          LITOŚCI!!!!!!!!!
          • ciotka_scholastyka Re: upupianie 14.01.16, 10:55
            Za szybko mi się wysłało. Abstrahując od sensu zatrudniania ciężarnej do pakowania książek pięć godzin dziennie (praca stojąca) - naprawdę myślisz, że te wszystkie prace to tak sobie ot, leżą na ulicy i tylko czekają, żeby je podnieść? Do sprzątania? Babkę w czwartym miesiącu, która za dwa-trzy miesiące już nie powinna sprzątać? W instytucji czy w domu prywatnym, do którego bierze się osoby zaufane, sprawdzone, z polecenia?
        • vi_san Re: upupianie 14.01.16, 11:15
          Nie, Tt-tko. Znaczy z pierwszą częścią nie mogę się zgodzić. Z tym "ruszeniem do pracy". Róża jest w widocznej ciąży. NIKT trzeźwo myślący jej nie zatrudni, nawet na godziny. Więc na podjęcie pracy zawodowej W TYM MOMENCIE - Różyczka nie ma szans. Zresztą nie byłoby to rozsądne - Podejmować ciężką pracę fizyczną [a innej Pyza z "gołą" maturą nie dostanie!] będąc wysoko w ciąży i mając na podorędziu rodzinę, która czasowo może utrzymywać przyszłą matkę byłoby głupotą. I niepotrzebnym ryzykanctwem.
          Natomiast w pełni zgoda, że Róża po zabraniu papierów z tej swojej mężologii stosowanej powinna jak najszybciej zarejestrować się w Urzędzie Pracy jako bezrobotna [chociażby kwestie ubezpieczenia!], a potem... Dokładnie i spokojnie zastanowić się nad sobą. Nad tym co chce robić w życiu. Wykluczając debilne budki z kurczakami, bo to sensu nie miało za grosz! Czyli np. zrobić jakieś kursy. Florystyki? Maszynopisania? Projektowania wiktoriańskich domków dla lalek? Albo też po konsultacjach rodzinnych zdecydować o rozpoczęciu od nowego roku akademickiego studiów na jakimś sensownym kierunku [historia sztuki, filologia], zapoznać się z warunkami rekrutacji i przygotowywać do tego, żeby TE studia ukończyć. I tu pełna zgoda - pod koniec stycznia Róża powinna już mieć jakiś w miarę konkretny i w miarę sensowny plan na "co dalej?", a nie cały okres ciąży spędzać na prasowaniu niemowlęcych ubranek [branych chyba z kosmosu, bo wszak niemowląt w rodzinie na stanie nie ma, a koleżanek, które podrzuciłyby jej ciuszki po swoich pociechach Róża nie posiada - a w sklepach ubranka niemowlęce są drogie jak jasny piorun].
          • mamuka_z_boru Re: upupianie 14.01.16, 12:55
            No ale co Wy macie do tego prasowania ubranek? Miała nie zrobić żadnej wyprawki i po powiciu Mili owinąć ją w stary ręcznik i rąbek z głowy zdjęty? Kupować wyprawkę tydzień przed porodem? Może kupowała nowe ubranka, po dwa - trzy miesięcznie (bo drogie) i na bieżąco prała i prasowała? Może szperała na Allegro i jak wyżej? Może (jak ja) szukała fajnych ciuszków po lumpeksach i komisach dziecięcych i również na bieżąco je prała, prasowała i segregowała rozmiarami?
            Naprawdę, zejdźmy już z tej Pyzy, może być rozmemłaną mamają, ale jej zachowanie w ciąży jest jak najbardziej normalne i wiarygodne. Większość ciężarnych, mając możliwość niepracowania, woli spokojnie przebyć ciążę w domu, z radością przekładając po sto razy te wszystkie cudne, malutkie ubranka i kompletując wyprawkę. Taki czas.
            • vi_san Re: upupianie 14.01.16, 13:41
              Ale to by było oczywiste, gdyby OPRÓCZ niuniania malutkich cudeniek Róża myślała COKOLWIEK. O przyszłości. Właśnie np. robiąc jakiś kurs, przygotowując się do ponownego zdawania na studia [tym razem zgodnie z własnymi zainteresowaniami, a nie mężologię!]... Widzisz, Mamuko, wystarczyłaby JEDNA scena prasowania i przekładania, tudzież rozczulenia nad maleństwami, i JEDNA scena rozmowy np. z Gabą, albo Milicją, albo kimś innym, że dziecko to fajna sprawa, ale potem... Albo scena, że ktoś wchodzi do pokoju i widzi Różę nad książkami i ona wyjaśnia, że już rozmawiała z Gabą i po urodzeniu małej chce pójść na historię czy tam inne studia, to musi się poduczyć, bo wiele zapomniała... Albo, że wychodzi i mówi radośnie, że dziś będą super zajęcia na tym kursie florystycznym czy tam innym, już wykładowca obiecał... Cokolwiek SENSOWNEGO, a nie "budka z kurczakami"! Takim hasłem to mogła rzucić TUŻ po wyjeździe Fryca, jeszcze w szoku, załamana itd. A nie miesiąc później, kiedy to już się ogarnęła, jakoś sobie radzi, ma wsparcie w rodzinie...
              I o ile zrozumiałe jest, że większość ciężarnych tak woli, to, cholera, trzeba myśleć co będzie dalej? A Pyzunia z gołą maturą, zbyt dumna [oczywiście], żeby zażądać od Fryderyka należnych JEJ DZIECKU [nie jej!] alimentów i współfinansowania, nie mająca żadnego doświadczenia zawodowego co? Tak się "rozkoszuje" stanem błogosławionym że ma to w tyłku? Co, liczy, że mamunia i ojczym będą ją i jej córeczkę utrzymywać do u...śmiechniętej śmierci? Nie ma żadnego planu na później? Nawet nie myśli? No, sorry, Mamuko, ale to świadczy, że jest niedorozwinięta umysłowo! Tym bardziej, że musi myśleć nie tylko o własnej skórze, ale i podjąć odpowiedzialność za dziecko!
              • mamuka_z_boru Re: upupianie 14.01.16, 14:00
                No ale to w ogóle jest problem napisania tej postaci - żadnych zainteresowań (no nie wierzę, że dziewczyny z teoretycznie inteligenckiej rodziny nic, ale to nic poza Frycem w życiu nie interesowało), żadnych głębszych przemyśleń (jako nastolatka snuła rozważania na poziomie dziesięciolatki z rodziny dysfunkcyjnej), jak i rozpisania życia i rozmów całej rodziny w neo. W 6K ojciec może rozmawiać z córką o jej planach, podsuwać pomysły, mogą rozmawiać normalnie o swoim życiu i problemach. W neo postacie wygłaszają przemowy, głównie o świecie, ogólnym upadku i poezji. Nie przypominam sobie żadnej sensownej rozmowy starszego pokolenia z młodszym o planach życiowych, perspektywach zawodowych, zwykłych codziennych problemach. Tam nikt nie ma planu na później - córki trza wydać za mąż, syn może żyć poezją. No i w ogóle nie występuje problem zwykłego, codziennego zarabiania na chleb powszedni - mamy deklaracje szlachetnego ubóstwa, ale po stylu życia nie widać. Nikt nie szuka pracy, nikt nie boi się zwolnień, rodzice nie martwią się, jak ich dzieci odnajdą się w życiu zawodowym. Chyba tylko Szopy - rodzice muszą liczyć się z groszem, ich dzieci znają wartość pieniądza, zarabiają na siebie, w rodzinie jest jakiś system organizacji wspólnych wydatków. Ale wiemy, w jakim świetle jest to pokazane. W szlachetnym rodzie Borejków temat zarabiania nie istnieje, więc i przy ciąży Pyzy nie wypływa.
                • vi_san Re: upupianie 14.01.16, 14:29
                  No, ale nawet nie tyle temat zarabiania tych [fuj, za przeproszeniem] pieniędzy materialistyczny taki, paskudny, co robienia "czegoś". Skoro Róża rzuca o tej budce z kurczakami [a rzuca!], to zabrakło mi jakiejś [choćby jednej] sceny, w której ktoś by stwierdził: "No, nie, budka z kurczakami, to jednak nie, ale może jakiś kurs, może inny kierunek studiów, dziecko to fajna sprawa, wszyscy ci pomożemy ogarnąć, a ty..."... I ja wiem, że Róża poza byciem z Frycem nie ma opisanych ŻADNYCH zainteresowań. Ale właśnie tym barfdziej, można by fantastycznie to wykorzystać! Nawet "prodydaktycznie"! Na zasadzie "Młoda czytelniczko, nie miałaś żadnych precyzyjnych zainteresowań i planów - jak Pyza, no to zobacz, spróbuj!" - Róża poszła na kurs maszynopisania ale uznała, że to nie to, i dopiero na kursie szycia kostiumów historycznych odkryła swoją "smykałkę". Okazało się nagle, że ona ma świetne, zręczne palce, maszyna jej ino furkocze, a jej ręczne hafty i aplikacje przy sukniach z epoki napoleońskiej to majstersztyk... Albo inaczej - kursy wszelkie nudziły ją nieziemsko, ale spotkała koleżankę, która pracuje w radio, była u niej w pracy, akurat ogłoszono "nabór" na spikerów i okazało się, że Róża ze swoją nienaganną dykcją i miłym dla ucha altem jest "idealnym radiowcem". Albo cokolwiek! Podkreślę, nie chodzi mi o to, że Róża koniecznie w radio [nie mam pojęcia jak wygląda sprawa pracy w tymże, tak tylko strzeliłam, zakładam, że rozumiesz?] czy że musi akurat epokę napoleońską, ale właśnie - "Młoda czytelniczko! Rozejrzyj się! Wokół ciebie jest wiele możliwości i ciąża ich nie wyklucza, zwłaszcza, jeśli masz pomoc rodziny! A na Frycusiu świat się nie kończy!".
                  Mi się zawsze rodzina Schoppe podobała - nie, że chciałabym w niej żyć, ale opisana jest NORMALNIE! Państwo Schoppe ze sobą rozmawiają, usiłują rozmawiać z dziećmi [inna kwestia, że skutki bywają różne - jak w życiu], dzieci między sobą tez mają jakieś relacje - i wcale nie cukierkowo - słodkie!
                • tt-tka Re: upupianie 14.01.16, 14:48
                  mamuka_z_boru napisała:

                  > No ale to w ogóle jest problem napisania tej postaci - żadnych zainteresowań (n
                  > o nie wierzę, że dziewczyny z teoretycznie inteligenckiej rodziny nic, ale to n
                  > ic poza Frycem w życiu nie interesowało), żadnych głębszych przemyśleń (jako na
                  > stolatka snuła rozważania na poziomie dziesięciolatki z rodziny dysfunkcyjnej),
                  > jak i rozpisania życia i rozmów całej rodziny w neo. W 6K ojciec może rozmawia
                  > ć z córką o jej planach, podsuwać pomysły, mogą rozmawiać normalnie o swoim życ
                  > iu i problemach. W neo postacie wygłaszają przemowy, głównie o świecie, ogólnym
                  > upadku i poezji. Nie przypominam sobie żadnej sensownej rozmowy starszego poko
                  > lenia z młodszym o planach życiowych, perspektywach zawodowych, zwykłych codzie
                  > nnych problemach. Tam nikt nie ma planu na później - córki trza wydać za mąż, s
                  > yn może żyć poezją. No i w ogóle nie występuje problem zwykłego, codziennego za
                  > rabiania na chleb powszedni - mamy deklaracje szlachetnego ubóstwa, ale po styl
                  > u życia nie widać. Nikt nie szuka pracy, nikt nie boi się zwolnień, rodzice nie
                  > martwią się, jak ich dzieci odnajdą się w życiu zawodowym. Chyba tylko Szopy -
                  > rodzice muszą liczyć się z groszem, ich dzieci znają wartość pieniądza, zarabi
                  > ają na siebie, w rodzinie jest jakiś system organizacji wspólnych wydatków. Ale
                  > wiemy, w jakim świetle jest to pokazane. W szlachetnym rodzie Borejków temat z
                  > arabiania nie istnieje, więc i przy ciąży Pyzy nie wypływa.

                  No i wlasnie o to mi chodzilo ! Ze nikt, zupelnie nikt nawet przez chwile nie pomysli i nie pogada z Roza (albo z inna doroslejsza osoba, np matka Rozy), co dalej. Serio, znalam ciezarne pracujace fizycznie, znalam i takie pracujace w domu, ale OK, Roza nie musi ze wzgledow finansowych zarabiac (choc moglaby). Ale to bredzenie o kurczakach w sytuacji, kiedy ona nigdy nie pracowala, albo o funkcji babci klozetowej ? I nikt nie mowi - dziewczyno, zastanow sie, to sa grosze, robota na wiele godzin, nie masz praktyki, nie wiesz, czy potrafisz, czy zatrudnia matke z malenkim dzieckiem (wcale nie latwiej o prace niz ciezarnej, jesli mowimy o pracy legalnej, z ubezpieczeniem i swiadczeniami).
                  Wlasnie tylko Schoppy zachowuje sie w miare przytomnie, pytaja o jej plany na przyszlosc, uswiadamiaja (Alina), ze nie ma wyksztalcenia ani kwalifikacji, ze nie bedzie latwo, Zaba (dziecko przeciez) daje pierscionek, zeby Roza miala cos WLASNEGO chocby na poczatek...


                  Borejki nie. Oni dadza, ale wlasnie - ONI dadza, cokolwiek Roza czy jej dziecko dostanie, bedzie od nich. Nikt z rodziny nawet perspektywicznie nie stawia na jej samodzielnosc. Patrza, jak sie dziewczyna snuje i prasuje (no litosci, ilez tych ubranek trzeba miec, zeby jeszcze nieuzywane prasowac przez kilka miesiecy, cztery wypchane szafy?) i nic. A ktos powinien podsunac jej pod nos gazete z ogloszeniami typu "zatrudnimy do WC na dworcu, wymagana mila powierzchownosc, umiejetnosc organizacji pracy, znajomosc obslugi kasy fiskalnej, ksiazeczka sanepidu, pozadana znajomosc jezykow obcych (nie wyglupiam sie, na wlasne oczy widzialam cos takiego w prasie warszawskiej, szukali obslugi do nowych kibelkow na odswiezonym Centralnym), praca zmianowa, stawka 4,50 /godz." i zapytac - no, potrafisz i chcesz tak pracowac ?
                  • vi_san Re: upupianie 14.01.16, 15:46
                    A ja nawet rozumiem, że nikt nie bierze serio pieprzenia o kurczakach czy byciu pisuardessą. Ale dla mnie jakieś takie chore jest to, że NIKT z dorosłych nie podsuwa tej ciemiędze ŻADNYCH innych opcji! Znaczy: masz być z łaski na tym, co MY ci damy. A jak będziesz chciała kupić długopis, majtki czy jabłko, to masz poprosić mamusię albo babcię, ona oceni racjonalność zakupu i [ewentualnie] da pieniążka. Swoich pieniążków masz nie posiadać, bo po co ci one?! Nikt jej nie poradzi "Zarejestruj się w UP, zorientuj się jakie są kursy"? Nikt nie powie "Spróbuj tego czy tamtego"? Nikt nie powie "Pomożemy ci z dzieckiem, od przyszłego roku akademickiego pójdziesz na studia, na historię albo na filologię."? Nie, Róża ma siedzieć na tyłku i być uzależniona [w każdym razie finansowo] od rodziny.
    • buka_z_muminkow Re: upupianie 16.01.16, 13:59
      Co do Ignasia, to wydaje mi się, że może ma jakieś kieszonkowe. Na początku studiów, kiedy jeszcze nie pracowałam, dostawałam od rodziców kieszonkowe takiej samej wysokości, jak w liceum. Poza tym przy okazji różnych urodzin itp dostawałam kasę. Nie były to duża kwota, ale jak się oszczędnie tym gospodarowało, można było coś zaoszczędzić i na podróż by starczyło. zresztą na wakacje jak gdzieś wyjeżdżałam, to też jakieś drobne dostawałam. Także ta kwestia jest dla mnie zrozumiała.
      • yackandandah22 Re: upupianie 19.01.16, 10:40
        "Co do Ignasia, to wydaje mi się, że może ma jakieś kieszonkowe."

        Może i ma. Ja się natomiast przyczepię do faktu, że luby IGS robi zakupy na 2 dni w sklepie 24h! Czy w okolicach Roosevelta nie ma ani jednej Biedronki, Lidla czy innej Stokrotki? Osobiście do sklepu 24h wyskakiwałam li i jedynie po tzw czteropak późną porą, kiedy wszystko inne było już zamknięte. Przecież tam jest strasznie drogo! To ile on miał tego kieszonkowego??
        • vi_san Re: upupianie 19.01.16, 11:07
          A to ty jeszcze nie zauważyłaś, że "szlachetne ubóstwo" to u Borejków li i jedynie werbalne zostało? Deklaratywne? Bo realnie - to nie widać... Kupowanie po kilka egzemplarzy nowości książkowych... Średnio książka obecnie - trzeba liczyć około 40,-. Za jedną. A u nich swoją kupuje dziad Borej, swoją ma Gabuchna, swoją ma Grześ... Czyli wywalają co najmniej 120,-. Podczas gdy tą samą książkę można by kupić w jednym egzemplarzu i czytać kolejno. Albo wypożyczyć z biblioteki. Serio, nie wszystkie nowości trzeba mieć na półce na stałe.
          Zasadniczo ja jestem jeszcze gorsza: bo np. sprawdzam kiedy w którym punkcie jest na co promocja i bywa, że jednego dnia idę po proszek do prania do Netto, po zimne napoje do Tesco, po jogurt i serek do Carrefour-a, po kawę do Reala a po oliwę do Biedronki! No, mieszkam w takim punkcie, że do wszystkich tych sklepów mam stosunkowo blisko, więc staram się korzystać z promocji. I nie, nie głoszę zasad "szlachetnego ubóstwa"! Dobrze, że do Lidla mam daleko... :D
          • vi_san Re: upupianie 19.01.16, 11:09
            A, w 24h też mi się zdarza kupować, ale wyłącznie w razie jakiegoś kataklizmu, kiedy okoliczne markety już pozamykane, a ja na serio MUSZE coś tam nabyć. Wyłącznie w razie kataklizmu.
        • bupu Re: upupianie 19.01.16, 16:42
          yackandandah22 napisał(a):

          > "Co do Ignasia, to wydaje mi się, że może ma jakieś kieszonkowe."
          >
          > Może i ma. Ja się natomiast przyczepię do faktu, że luby IGS robi zakupy na 2 d
          > ni w sklepie 24h! Czy w okolicach Roosevelta nie ma ani jednej Biedronki, Lidla
          > czy innej Stokrotki?

          Najbliższa Biedra jest na Dąbrowskiego, 550 metrów od Borejkostanu.

          > Osobiście do sklepu 24h wyskakiwałam li i jedynie po tzw
          > czteropak późną porą, kiedy wszystko inne było już zamknięte. Przecież tam jest
          > strasznie drogo! To ile on miał tego kieszonkowego??

          Przecież wiadomo, nie od dziś, że Borejki ubogie sa tylko w deklaracjach własnych i odautorskich, podczas gdy w istocie jest to domostwo całkiem zamożne.
          • tt-tka Re: upupianie 27.01.16, 16:50
            bupu napisała:
            >

            > Przecież wiadomo, nie od dziś, że Borejki ubogie sa tylko w deklaracjach własny
            > ch i odautorskich, podczas gdy w istocie jest to domostwo całkiem zamożne.


            No dobra, zamozne... lelujki czy szopy zarobkuja z biedy, wiadomo, blokowe pospolstwo... Ale ten adorator Pulpy, Marcelek, z domu chyba nieubogi ? To on byl dzieckiem hurtownika czy Jacunio ? Autko w kazdym razie ma, garniturek posiada, kino dziewczynie funduje i ma na to, a za robote w kwiaciarni wzial sie mimo matury na karku.
            A gabowy miot szasta groszem i niejedna zlotowke juz wydal, choc zadnej jeszcze nie zarobil.
            >
            >
            • bupu Re: upupianie 27.01.16, 17:20
              tt-tka napisała:

              > No dobra, zamozne... lelujki czy szopy zarobkuja z biedy, wiadomo, blokowe posp
              > olstwo... Ale ten adorator Pulpy, Marcelek, z domu chyba nieubogi ? To on byl d
              > zieckiem hurtownika czy Jacunio ?

              Dziecię hurtownika to Jacunio.

              > Autko w kazdym razie ma, garniturek posiada,
              > kino dziewczynie funduje i ma na to, a za robote w kwiaciarni wzial sie mimo ma
              > tury na karku.
              > A gabowy miot szasta groszem i niejedna zlotowke juz wydal, choc zadnej jeszcze
              > nie zarobil.

              Zarabianie jest złe. Piniondz powinien zjawiać się mimochodem, a nie, żeby za nim latać. Widział kto, żeby Aureliusz latał za piniondzem?
              • tt-tka Re: upupianie 27.01.16, 17:53
                bupu napisała:

                > Zarabianie jest złe. Piniondz powinien zjawiać się mimochodem, a nie, żeby za n
                > im latać. Widział kto, żeby Aureliusz latał za piniondzem?

                Aureliusz mial od latania za piniondzem poborcow i nic mu sie nie zjawialo mimochodem, tylko bylo ciezko wydarte podatnikom. U Borejkow o tym nie wiedza ? Zadne starozytne teksty nie zawieraly utyskiwan na tych zdziercow od fiskusa ? Niemozliwe.
                • sowca Re: upupianie 28.01.16, 23:14
                  E tam, nie latał za pieniądzem, jako i nie latał za zmywarką, bo naczynia mu myli niewolnicy ;) Wszystko można odpowiednio powiązać z ideałami starożytnych. Piniondze też.
                  • morekac Re: upupianie 14.03.16, 22:38
                    "Pecunia non olet "
                • bupu Re: upupianie 28.01.16, 23:39
                  tt-tka napisała:

                  > bupu napisała:
                  >
                  > > Zarabianie jest złe. Piniondz powinien zjawiać się mimochodem, a nie, żeb
                  > y za n
                  > > im latać. Widział kto, żeby Aureliusz latał za piniondzem?
                  >
                  > Aureliusz mial od latania za piniondzem poborcow i nic mu sie nie zjawialo mim
                  > ochodem, tylko bylo ciezko wydarte podatnikom. U Borejkow o tym nie wiedza ? Za
                  > dne starozytne teksty nie zawieraly utyskiwan na tych zdziercow od fiskusa ? Ni
                  > emozliwe.

                  No ale to był Piniondz Na Państwo, tak zasadniczo. Za piniondzem na potrzeby własne on nie latał.
                  • tt-tka Re: upupianie 29.01.16, 01:34
                    bupu napisała:

                    > >
                    >
                    > No ale to był Piniondz Na Państwo, tak zasadniczo. Za piniondzem na potrzeby wł
                    > asne on (Aureliusz) nie latał.

                    Nie latal, bo on swoje potrzeby oplacal nie piniondzem, tylko skinieciem na sekretarza, skarbnika czy kto tam regulowal jego rachunki :-)

                    Tak w ogole pogadaliswa sobie wieczorkiem o czcigodnym Marku Aureliuszu i wyszlo nam, ze Ignac Aureliusza albo nie czytal, albo nie zrozumial, albo celowo przytacza tylko zdania wyrwane z kontekstu (a w kontekscie znaczace co innego zgola niz to, co przypisuje mu Ignac). Robi to konsekwentnie, gdy chca od niego czegos, czemu nie jest w stanie sprostac/nie chce mu sie, albo zeby okazac niezadowolenie.
                    >
                    >
                  • lord_vmordevol Re: upupianie 14.03.16, 13:18
                    bupu napisała:

                    > > > im latać. Widział kto, żeby Aureliusz latał za piniondzem?
                    > >
                    > > Aureliusz mial od latania za piniondzem poborcow i nic mu sie nie zjawia
                    > lo mim
                    > > ochodem, tylko bylo ciezko wydarte podatnikom. U Borejkow o tym nie wiedz
                    > a ? Za
                    > > dne starozytne teksty nie zawieraly utyskiwan na tych zdziercow od fiskus
                    > a ? Ni
                    > > emozliwe.
                    >
                    > No ale to był Piniondz Na Państwo, tak zasadniczo. Za piniondzem na potrzeby wł
                    > asne on nie latał.

                    Nie dałbym głowy, że Aureliusz nie latał za piniondzem, bo majątek państwowy majątkiem państwowym, a majątek prywatny rodziny Aureliuszów swoją drogą. Oczywiście jak się jest monarchą, to się ma uzasadnioną możliwość korzystania z majątku państwowego w rodzaju służbowej gronostajowej odzieży ochronnej, posiłków regeneracyjnych z dwudziestu dań w zakładowej stołówce pałacowej i tak dalej. Tym niemniej winnice w Kampanii, parę młynów pod Mediolanum i interes z farbiarnią na Lateranie same się nie będą doglądać, a przecież na zmarnowanie ich nie zostawi.
                    Jak to szczegółowo wyglądało w Rzymie to by trzeba pytać profesora Krawczuka, ale raczej nie było tak, że imperator nie miał nic swojego, tylko brał z państwowego ile chciał.

                • pavvka Re: upupianie 14.03.16, 12:54
                  tt-tka napisała:

                  > Za
                  > dne starozytne teksty nie zawieraly utyskiwan na tych zdziercow od fiskusa ? Ni
                  > emozliwe.

                  Przecie nawet w NT przewijają się celnicy jako stereotypowo źli ludzie. To chyba powinni byli czytać?
        • a_weasley Mężczyzna i życie 14.03.16, 12:59
          Yackandandah22 napisała:

          > Ja się natomiast przyczepię do faktu, że luby IGS robi zakupy na 2 dni
          > w sklepie 24h! Czy w okolicach Roosevelta nie ma ani jednej Biedronki, Lidla
          > czy innej Stokrotki? Osobiście do sklepu 24h wyskakiwałam li i jedynie po tzw
          > czteropak późną porą, kiedy wszystko inne było już zamknięte. Przecież tam jest
          > strasznie drogo! To ile on miał tego kieszonkowego??

          Nieporozumienie wynika stąd, że między Tobą a IGS jest za duża różnica płci.
          Dużo bardziej ogarnięci faceci będący na swoim potrafią nie zauważać takich subtelności jak to, że w jednym spożywczaku jest taniej, a w innym drożej. Idą, robią zakupy, tyle wyszło - widocznie tyle to kosztuje. To czego wymagać od chłopaka, któremu albo zakupy dotąd robiły się same, albo może i chodził po zakupy, ale wtedy matka mu mówiła "idź tam, kup to".
          Już prędzej Józinek mógł wiedzieć takie rzeczy, ekstrapolując obserwacje dotyczące ceny piwa.
          • gat45 Re: Mężczyzna i życie 14.03.16, 13:28
            O zgrozo !
            Według tego opisu, to ja całe życie byłam otoczona jakimiś przerażającymi dźęderami. Ludzie wokół mnie prezentowali rzeczywiście te dwie postawy, ale jakoś linia podziału nie przebiegała zgodnie z chromosomami XX i XY. Ani w dwu postaciach krańcowych zjawiska, ani wśród masy pośredniej, czyli na dowolnym punkcie krzywej Gaussa.
            • al-rubia Re: Mężczyzna i życie 14.03.16, 16:06
              Pojechał mój mąż pracować w Rzymie (wysłali go z polskiego instytutu badawczego do włoskiego, w ramach współpracy). Nadeszła zima, zimne wichry hulają nad Tybrem, czas na jakieś nakrycie głowy. Dzwoni do mnie mąż i mówi:
              - Wiesz, czapkę sobie kupiłem.
              - No i dobrze, nie będą cię zatoki bolały.
              - Tylko że ona jakaś taka dziwnie droga była.
              - A z czego ona jest, że taka droga?
              - A nie wiem. Leżała na wystawie, to wszedłem i kupiłem. Takiego fajnego krokodylka z przodu ma, spodobał mi się.
              Wszedł w centrum Rzymu do sklepu Lacoste'a, firmy kompletnie nie kojarząc, bo krokodylek był fajny. Tak funkcjonuje facet z wieloletnim stażem samodzielnego bytowania za granicą, gdyż Rzym to nie pierwszy jego długi wyjazd. Jeśli mu czegoś potrzeba, rozgląda się wokoło, wchodzi i kupuje. Dobrze, że nie potrzebował wtedy zimowego płaszcza.

              Dlatego zupełnie spokojnie uwierzę w to, że IGS raczej zrezygnuje z czegoś przy kasie, jeśli okaże się, że mu forsy zabrakło, niż zastanowi się, gdzie zakupy wypadłyby taniej.
              • jottka Re: Mężczyzna i życie 14.03.16, 19:12
                to ja może zacytuję sygnaturkę koleżanki hamerykanki:

                Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32


                i właściwie to by było na tyle:) zwykle wystarczy wyjechać poza naszą granicę i czemuś się okazuje, że tylko u nas te dzidzie takie beźladne i ani liczyć nie umieją, ani posprzątać po sobie.
              • gat45 Re: Mężczyzna i życie 15.03.16, 05:10
                Wybacz, ale taki przypadek kupowania świadczy, że Twój naukowiec nigdy sam nie prowadził gospodarstwa (nawet jako współprowadzący) i że spod ręki znającej się na domowych finansach mamusi przeszedł bezpośrednio pod Twoją. Gdyby kilka razy budżet domowy by mu się nie dopiął przed kolejna wypłatą, to by się nauczył zwracać uwagę na takie przynajmniej szczegóły, żeby portmonetki nie kupować od razu u Vuittona czy innego Hermesa, bo akurat przechodził koło takiego sklepu i mu się przypomniało.
                Nosicie na rękach facetów, a potem jeszcze z rozczuleniem opowiadacie o figlach i psikusach dorosłego mężczyzny jakby był dzieckiem. Dziwię się trochę.
                • vi_san Re: Mężczyzna i życie 15.03.16, 06:54
                  Duże brawa, Gatto!
                  Posiadam męża, dorosłego, w pełni sił fizycznych i umysłowych. Owszem, ponieważ to ja zwykle gotuję i planuję posiłki - zwykle dostaje listę co ma nabyć. Ale do sklepu idzie sam. I nie, nie pokazuję mu palcem do którego! Ba, jeśli na kilka dni wyjeżdżam [zdarza się] to sam ogarnia zakupy, gotowanie i psa! I to nie biegając na obiadki do mamusi, a psu dając makaron i zupę grzybową z torebki! Na marginesie: pies jest tak rozpuszczony, że grzybowej z torebki z makaronem by nie ruszył... A, dodam jeszcze, że również sam nabywa sobie odzież, przedmioty hobbystyczne oraz książki i jeszcze się nie zdarzyło, żeby mu się budżet nie dopinał...
                  • zla.m Re: Mężczyzna i życie 15.03.16, 11:14
                    Ja z ciekawości aż przepytałam mojego męża - który zakupy robi sam i z sensem. Zeznał, że ma ogólną wizję, które sklepy są zasadniczo tańsze, a które nie, towarów dokładnie nie porównuje (i w sumie ja przecież też nie mam w głowie całego asortymentu z porównywarką cen), a w sklepach dodatkowo jak najbardziej patrzy na ceny, promocje i inne takie.
                • al-rubia Re: Mężczyzna i życie 16.03.16, 19:30
                  gat45 napisała:

                  > Wybacz, ale taki przypadek kupowania świadczy, że Twój naukowiec nigdy sam nie
                  > prowadził gospodarstwa (nawet jako współprowadzący) i że spod ręki znającej się
                  > na domowych finansach mamusi przeszedł bezpośrednio pod Twoją. Gdyby kilka raz
                  > y budżet domowy by mu się nie dopiął przed kolejna wypłatą, to by się nauczył z
                  > wracać uwagę na takie przynajmniej szczegóły, żeby portmonetki nie kupować od r
                  > azu u Vuittona czy innego Hermesa, bo akurat przechodził koło takiego sklepu i
                  > mu się przypomniało.

                  Pudło! Już na studia wyjechał do innego miasta i przez pięć lat był daleko od opiekuńczych skrzydeł mamusi.
                  Jemu Vuitton, Hermes czy Lacoste z niczym się nie kojarzą, a brak ceny na wystawie nie dziwi. Czapka to rzecz pospolita, niewyszukana, więc dlaczego miałaby być droga? W końcu, to nie samochód, nie potrzeba robić specjalnego rozpoznania. No i wpadka, bo trafił się jakiś markowy merynos...
                  I tak ją zresztą później zgubił.

                  I dlatego IGS jest dla mnie w tym odruchu "wchodzimy i kupujemy" całkowicie wiarygodny. Zwykłe zakupy jedzeniowe dla dwóch osób, bez żadnych szaleństw - wierzę, że mógł nie zastanawiać się, gdzie wypadłoby taniej.
                  • jottka Re: Mężczyzna i życie 17.03.16, 10:31
                    al-rubia napisał(a):

                    > I dlatego IGS jest dla mnie w tym odruchu "wchodzimy i kupujemy" całkowicie wiarygodny. Zwykłe zakupy jedzeniowe dla dwóch osób, bez żadnych szaleństw - wierzę, że mógł nie zastanawiać się, gdzie wypadłoby taniej.

                    nie, on właśnie dlatego jest niewiarygodny, tj. na tle nieustannych zapewnień o ubóstwie i liczeniu się z każdym groszem. bo on nie robi zakupu wyjątkowego, tylko zakupy znanych do bólu, codziennych rzeczy, które - ponieważ jest w domu, a nie gdzieś w obcym miejscu - robi zapewne tam, gdzie zwykle robi je rodzina, gdzie sam jest wysyłany itp. dlatego ta "żabka" czy co tam było jest nieco zaskakująca w kontekście.
                    • tt-tka Re: Mężczyzna i życie 17.03.16, 14:14
                      jottka napisała:


                      on nie robi zakupu wyjątkowego, t
                      > ylko zakupy znanych do bólu, codziennych rzeczy, które - ponieważ jest w domu,
                      > a nie gdzieś w obcym miejscu - robi zapewne tam, gdzie zwykle robi je rodzina,
                      > gdzie sam jest wysyłany itp. dlatego ta "żabka" czy co tam było jest nieco zask
                      > akująca w kontekście.

                      WYSYLANY DO SKLEPU ??? Ten maly ksiaze, ta sierota, ktora nie potrafi sobie z lodowki/kredensu wyciagnac niczego jadalnego, tylko z obrzydzeniem rozglada sie po stole ? Nie zdziwilabym sie, gdyby sie okazalo, ze on pierwszy raz w zyciu robi zakupy...
            • mamuka_z_boru Re: Mężczyzna i życie 14.03.16, 19:30
              Druga!
              Może mój mąż jest (o zgrozo!)kobietę? Bo jakoś zwraca uwagę na ceny, zakupy potrafi zrobić w sposób koherentny i nie muszę go wysyłać jak nierozgarniętego ośmiolatka do konkretnego sklepu po konkretną rzecz - potrafi znaleźć mleko i pastę do zębów sam, w wybranym przez siebie obiekcie komercyjnym(choć, jak mu mówię "kup coś na kolację" to zazwyczaj kupuje coś niezbyt zdrowego, z gatunku tych, których ja do lodówki nie wpuszczam za często. Ale to raczej nic wspólnego z płcią jego biologiczną nie ma).
              • tt-tka Re: Mężczyzna i życie 14.03.16, 19:52
                Z jednej strony - IGS jest dzieckiem rodzicow, ktorzy latami nie potrafili odlozyc na wakacje dla dzieci ani nabyc im zimowych butow. Troche go to moze usprawiedliwia...
                Z drugiej - swego czasu Grzegorz potrafil (przy zakupie laptopa dla Milicji) skorzystac z promocji i nabyc przyjemny model taniej. Moze lata z Borejkami/z Gaba sprawily, ze te umiejetnosc zatracil ?
          • yackandandah22 Re: Mężczyzna i życie 15.03.16, 08:27
            "Nieporozumienie wynika stąd, że między Tobą a IGS jest za duża różnica płci.
            Dużo bardziej ogarnięci faceci będący na swoim potrafią nie zauważać takich subtelności jak to, że w jednym spożywczaku jest taniej, a w innym drożej. Idą, robią zakupy, tyle wyszło - widocznie tyle to kosztuje. To czego wymagać od chłopaka, któremu albo zakupy dotąd robiły się same, albo może i chodził po zakupy, ale wtedy matka mu mówiła "idź tam, kup to".
            Już prędzej Józinek mógł wiedzieć takie rzeczy, ekstrapolując obserwacje dotyczące ceny piwa."

            I tam. To nie jest kwestia płci tylko wychowania. Jestem pewna, że Laura też by się wybrała do sklepu 24 h bo blisko/ nie może się przecież pokazać w byle Biedronce itp. A jeśli kasy zabraknie, to przecież mama lub Adam natychmiast dadzą jej więcej. Z tego trendu wyłamuje się tylko Róża - ją sobie wyobrażam jako odpowiedzialną, wybaczcie słowo, gospodynię. No i wracamy do punktu wyjścia, czyli do tt-tkowej tezy o upupianiu...
            • tt-tka Re: Mężczyzna i życie 18.03.16, 18:54
              Mnie na dobra sprawe wystarcza to, co pisze Ida "sprawdzilam, czy ma przy sobie dowod i karte", oczywiscie IGS nie mial jednego ani drugiego, dopiero ciotka go zaopatrzyla.

              Facet dwadziescia lat, ktorego ciotka sprawdza - jak ? trzepie mu kieszenie ? - bo on nie wie/nie pomyslal, ze w podrozy przydaloby mu sie to.

              Zastanawiam sie, jak on przezyl te dni w Rumiankowie, pojechal przeciez tylko z manelami Idy, swoich mial tyle, co na sobie. Jedne gacie i podkoszulek, nawet szczoteczki do zebow nie. Kupil sobie czy ktos mu przywiozl, czy obywal sie bez ? Bylo cos o tym ? I do Wroclawia tez wybieral sie tak, jak stal czy zamierzal w domu uzupelnic bagaz ? Nie pamietam... w kazdym razie on nie tylko robi wrazenie niepelnosprytnego, on naprawde taki jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka