Dodaj do ulubionych

ten glodny 1983

15.09.16, 09:02
Dopiero teraz, przy okazji innych rozwazan, mnie trzepnelo - Ignac siedzi od 1982. W OwR mamy juz 83.
Gabunia nie studiuje i nie pracuje, zatem kartki jej nie przysluguja. Podobno tarabia tlumaczeniami, ale na pewno nie na etacie, nikt by smarkatej po pierwszym roku studiow nie zatrudnil jako tlumaczki.
Ignac w mamrze w zasadzie mial obowiazek pracy, ale stawki byly niziutkie (to jednak zaklad karny, nie produkcyjny), ponadto o przekazywanie zarobkow rodzinie trzeba bylo wystapic. Ignac do zalatwiania dowolnych spraw urzedowych jedyny, jak wiadomo.
W domu zostala Milicja z trzema smarkatymi. Powiedzmy, ze dorosla corka przejmowac sie nie musi, niech corka sama na siebie i dziecko zarobi, ale Ida, Nutria i Pulpa ? Wyzywila je trzy i siebie czwarta z zarobkow chalupnicy ? Oplacajac przy tym czynsz, swiatlo, gaz i wegiel na zime ? Nie wierze.
Obserwuj wątek
    • molly_bloom Re: ten glodny 1983 15.09.16, 09:24
      No ja osobiście znam kobiety, które zostały postawione w takiej sytuacji, gdy ich mężów internowano.
      • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 09:33
        molly_bloom napisała:

        > No ja osobiście znam kobiety, które zostały postawione w takiej sytuacji, gdy i
        > ch mężów internowano.


        Ale rodzinom internowanych wyplacano, nie pamietam, rownowartosc pensji internowanego czy czesc, w kazdym razie pieniadze szly. A Ignac byl aresztowany, a potem skazany, nie w internie, a zatem nic z tego.
        >
    • gat45 Re: ten glodny 1983 15.09.16, 09:26
      A ja bym chciała wiedzieć dodatkowo, jakimi to tłumaczeniami zarabia studentka filologii klasycznej. Czyżby rzeczywiście we wczesnych latach 80' był wielki run na teksty łacińskie lub/i w starożytnej grece, w dowolną stronę? A gdyby nawet było jakieś zapotrzebowanie, to z pewnością były bardziej utytułowane osoby, które by się tego podjęły z pocałowaniem ręki.
      Zresztą te wszystkie wielojęzyczne tłumaczenia i korekty, którymi tak łatwo dorabiają członkinie rodziny praktycznie bez kontaktów z językami obcymi, według mnie należą do świata fantazji. Takich zwierząt nie ma, wie o tym każdy, kto się o rynek wydawniczy choćby otarł. Chyba mi się nie wydaje, że Mila robiła korekty tekstów francuskich i rosyjskich ? No luuuuuuudzieeeee.....
      • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 09:36
        Nie wydaje Ci sie, Mila robila. O ile pamietam, sama suponowalas zlosliwie, ze jej znakomita znajomosc francuskiego (i poniekad laciny) to wynik dlugoletniego romansu z jakims hierarcha, a rosyjskiego z oficerem wiadomej armii :)
        Gaba wg OwR zarabia tlumaczeniami z laciny i greki, choc niewiele. Podejrzewam, nie baczac na niezlomnosc moralna Borejkow, ze byly to prace domowe i sciagi szykowane licealistom, co najwyzej.
        • verdana Re: ten glodny 1983 15.09.16, 09:44
          Ignac był internowany, nie aresztowany. Czyli wypłacano mu pensję w niezmienionej wysokości. Różnica mogła byc tylko w premii (w bibliotece???), ewentualnie jeśli internowany sobie dorabiał.
          • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 09:49
            "Kiedy Ignasia aresztowano w 1982 za redagowanie gazetek opozycyjnych". Ignac nie byl internowany, byl aresztowany i skazany, czyli zadnej pensji mu nie wyplacano. Chyba ze za wiezienne zarobki.
            • zuzudanslemetro Re: ten glodny 1983 15.09.16, 10:31
              to, że był aresztowany może być wpadką korekty na przykład. A poza tym (realiów tamtych czasów nie znam, więc prostujcie wyobrażenia) Gaba owszem została bez studiów i bez pracy, ale może na dziekance wtedy należałyby się jej i kartki (chyba? Pojęcia nie mam jaki był system z przyznawaniem kartek), poza tym mogła dostawać jakieś pieniądze z uczelni na zasadzie stypendium socjalnego bądź zapomogi (też nie wiem, jaki system, ale osobiście znam parę osób, którym uczelnia w dawniejszych czasach mega pomagała, kiedy sami nie mogli liczyć na nic od rodziców czy skądś), istniały chyba też jakieś fundusze rodzinne i inne instytucje zapomogowe, w których Gabon jako porzucona matka mógł znaleźć pomoc. No i był przecież (i to już wiem na pewno) nieźle rozwinięty system pomagania rodzinom internowanych/aresztowanych i ukrywającym się. Różne zbiórki w kościołach, robienie paczek, etc. Z resztą w OwR mamy wzmiankę, że rodzina Borejków dostaje paczki z Zachodu i że "ta pani wie o naszej sytuacji".
              • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 11:25
                zuzudanslemetro napisała:

                > to, że był aresztowany może być wpadką korekty na przykład.

                Ale MM podaje date - 1982. Internowano 13 grudnia 81 roku. Zatem jesli wpadka, to altorki, nie korekty.

                A poza tym (realiów
                > tamtych czasów nie znam, więc prostujcie wyobrażenia) Gaba owszem została bez
                > studiów i bez pracy, ale może na dziekance wtedy należałyby się jej i kartki (c
                > hyba?

                Ona chyba nie byla na dziekance. Dmuch mowi "juz nie studiuje, cale zycie jej sie polamalo", wiec raczej nie chodzi o urlop.


                Pojęcia nie mam jaki był system z przyznawaniem kartek), poza tym mogła
                > ostawać jakieś pieniądze z uczelni na zasadzie stypendium socjalnego bądź zapom
                > ogi

                Na dziecko miala kartki na pewno, sama jako nie pracujaca i nie uczaca sie, a pelnoletnia raczej nie. Jezeli przerwala studia, a tak zrozumialam slowa Dmuchawca, to z uczelni guzik jej sie nalezalo. Juz nie UAM podopieczna i nie ich dzialka.


                istniały chyba też jakieś fundusze rodzinne i inne instytucje
                > zapomogowe, w których Gabon jako porzucona matka mógł znaleźć pomoc.


                Ale ona wtedy nie byla porzucona. Listy nie dochodzily, ale maz wyjechal legalnie, a ona bluzga na niego, ale jakos watpie, by poszla starac sie o zapomoge. Borejkowna od rezimu, no cos ty ? Choc w sytuacji, gdy wspolmalzonek nie wraca z zachodu i nie utzrzymuje kontaktu, dostalaby bez trudu.No chyba ze kontakt, chocby finansowy, byl jednak...to lozeczko Pyzuni, kolorowa posciel i fura zabawek troche daje do myslenia :)


                i był p
                > rzecież (i to już wiem na pewno) nieźle rozwinięty system pomagania rodzinom i
                > nternowanych/aresztowanych i ukrywającym się. Różne zbiórki w kościołach, robie
                > nie paczek, etc. Z resztą w OwR mamy wzmiankę, że rodzina Borejków dostaje pacz
                > ki z Zachodu i że "ta pani wie o naszej sytuacji".

                A to, ze po paczki ustawialy sie kolejki, a Borejki raczej do kosciola by poszly po wspomozenie niz do opieki spolecznej, to jasne. Tyle ze czekolada i gumka, czy tam pasta do zebow mozna sie wymienic z sasiadami na cos spozywczego, ale czynszu ani rachunku za prad tym nie zaplaci...
                • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 21.09.16, 13:49
                  tt-tka napisała:

                  > Ale ona wtedy nie byla porzucona. Listy nie dochodzily, ale maz wyjechal legaln
                  > ie, a ona bluzga na niego, ale jakos watpie, by poszla starac sie o zapomoge. B
                  > orejkowna od rezimu, no cos ty ? Choc w sytuacji, gdy wspolmalzonek nie wraca z
                  > zachodu i nie utzrzymuje kontaktu, dostalaby bez trudu.No chyba ze kontakt, ch
                  > ocby finansowy, byl jednak...to lozeczko Pyzuni, kolorowa posciel i fura zabawe
                  > k troche daje do myslenia :)

                  Wbrew popularnemu mniemaniu, kolorowa pościel dla dziecka i zabawki nie musiały w latach osiemdziesiątych być przemycane z Zachodu.
                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 21.09.16, 14:15
                    lord_vmordevol napisała:

                    >
                    > Wbrew popularnemu mniemaniu, kolorowa pościel dla dziecka i zabawki nie musiały
                    > w latach osiemdziesiątych być przemycane z Zachodu.

                    Lordzie, wiem o tym :) Mozna bylo kupic materie barwne i samej uszyc, mozna bylo upolowac w sklepie; rzecz w tym, ze wlasnie w okresie 81-83, czyli od urodzenia Pyzy do akcji OwR, albo trzeba to bylo upolowac, czyli nalatac sie, albo wystac w kolejkach; Gaba ani Milicja nie stoja i nie lataja, a rzeczy (o ile pamietam) byly opisane jako nowe i w duzych ilosciach (mnostwo zabawek) - stad moje przypuszczenie, ze byc moze Pyziak cos z tego zachodu slal (wyslal), czy to w gotowce, czy w dobrach.

                    Tak czy inaczej Gaba statusu samotnej matki urzedowo nie ma. Nawet jezeli czuje sie i uwaza za porzucona, nie jest to fakt urzedowo stwierdzony i odnotowany. Znaczy zapomoga ani przywileje z racji samotnego macierzynstwa jej nie przysluguja.
                    • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 22.09.16, 09:36
                      tt-tka napisała:

                      > lord_vmordevol napisała:
                      > >
                      > > Wbrew popularnemu mniemaniu, kolorowa pościel dla dziecka i zabawki nie m
                      > usiały
                      > > w latach osiemdziesiątych być przemycane z Zachodu.
                      >
                      > Lordzie, wiem o tym :) Mozna bylo kupic materie barwne i samej uszyc, mozna byl
                      > o upolowac w sklepie; rzecz w tym, ze wlasnie w okresie 81-83, czyli od urodzen
                      > ia Pyzy do akcji OwR, albo trzeba to bylo upolowac, czyli nalatac sie, albo wys

                      No ale nie zabawki przecież. Za pościele głowy nie dam, bo pamiętam jakieś, jak mówisz, materie barwne z domu, ale już nie pomnę, czy leżały na łóżkach, czy tylko w formie zasłon na oknach (zasłony na pewno). Ale z zabawkami problemu nie było na pewno.

                      > tac w kolejkach; Gaba ani Milicja nie stoja i nie lataja, a rzeczy (o ile pamie
                      > tam) byly opisane jako nowe i w duzych ilosciach (mnostwo zabawek) - stad moje

                      No więc jajako pamiętający te czasy - i to głównie najbardziej uciążliwe właśnie lata osiemdziesiąte - nie kojarzę ich z jakimiś szczególnymi kolejkami. Poza tą piątkową w piekarni i jednostkowymi epizodami nie spotkałem się z długotrwałym wystawaniem i czekaniem "żeby rzucili". A bynajmniej nie zaopatrywaliśmy się za żółtymi firankami ;-) Nie mówię oczywiście o tym, że w sklepie trzeba było chwilę postać przed ladą i poczekać na swoją kolej, bo to się nie różniło od współczesnych sklepów. Może tyle, że sam-ów było mniej, a więcej proszę-shopów, w których z natury obsługa działa wolniej.
                      Więc książka o czasach gierkowsko-jaruzelskich bez wyraźnie zaznaczających się w życiu megakolejek jest dla mnie najzupełniej naturalna.
                      • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 09:51
                        Lordzie, czasy gierkowskie i czasy jaruzelskie jednak sie troche roznily. tez je pamietam. I wlasnie na poczatku lat osiemdziesiatych zalamal sie pieniadz, ludzie od niego uciekali, czyli kupowali wszystko, co bylo do kupienia, zeby nie zostac z malowartosciowa gotowka w reku. Kanape, podgrzewacz dla niemowlaka, lepsze mydlo, jak rzucili, zeby nie zostac z "Zefirem" czy "Karatem", ktorym sie myc nie dalo.
                        Plus wlasnie w kartkowych czasach nastapilo wielkie ozywienie kontaktow miedzyludzkich :) na zasadzie handlu wymiennego. I ktos, kto mial w domu troje nieletnich z kartkowymi przydzialami na czekolade, a dodatkowo dostawal jeszcze czekolade w paczkach powinien byl latac po sasiadach/ugadywac sie z ekspedientka z najblizszego miesnego, co na co wymienic. Albo w obuwniczym, bo dzieci tak maja, ze rosna i zwykle na nowa zime trzeba im kupic nowe buty. I w obliczu borejkowskiej kleski finansowej (zniknely pieniadze glownego zywiciela) kupowanie "mnostwa kolorowych zabawek" nie byloby priorytetem.
                        A w kolejkach stalam. Kiedy np rzucili maslo solone bezkartkowe albo kiedy z uwagi na rodzinne uroczystosci potrzebna byla lepsza wedlina, niekoniecznie kaszanka czy pasztetowa. W sklepach za zoltymi firankami nie kupowalam z przyczyny nader prostej - one zpostaly zlikwidowane, mam wrazenie, w 1956 roku, na jakis czas przed moim urodzeniem :)
                        • bupu Re: ten glodny 1983 22.09.16, 10:59
                          tt-tka napisała:

                          > Lordzie, czasy gierkowskie i czasy jaruzelskie jednak sie troche roznily. tez j
                          > e pamietam. I wlasnie na poczatku lat osiemdziesiatych zalamal sie pieniadz, lu
                          > dzie od niego uciekali, czyli kupowali wszystko, co bylo do kupienia, zeby nie
                          > zostac z malowartosciowa gotowka w reku. Kanape, podgrzewacz dla niemowlaka, le
                          > psze mydlo, jak rzucili, zeby nie zostac z "Zefirem" czy "Karatem", ktorym sie
                          > myc nie dalo.

                          Osobiście pamiętam kolejki po mięso, chociaż w 1983 byłam w wieku wczesnoprzedszkolnym. Po niektóre inne dobra też pamiętam, kolejkowała moja niezawodna babcia i czasami zabierała mnie ze sobą, a ponieważ było to zajęcie dla przedszkolaka potwornie nudne, ta nuda mi się wryła w pamięć z siłą wodospadu. Kolejki się też często tworzyły, kiedy akurat do jakiegoś sklepu rzucili dobra trudne do nabycia, a pożądane i pół miasta się rzucało szturmować tę nieszczęsną placówkę. Czasem to wyglądało jak miniatura bitwy pod Grunwaldem.

                          > Plus wlasnie w kartkowych czasach nastapilo wielkie ozywienie kontaktow miedzyl
                          > udzkich :) na zasadzie handlu wymiennego. I ktos, kto mial w domu troje nieletn
                          > ich z kartkowymi przydzialami na czekolade, a dodatkowo dostawal jeszcze czekol
                          > ade w paczkach powinien byl latac po sasiadach/ugadywac sie z ekspedientka z na
                          > jblizszego miesnego, co na co wymienic.

                          O, handel wymienny kartkami też pamiętam, to był temat nieustannych familijnych debat. Co na co wymienić właśnie. Dlatego mnie bardzo dziwi totalna nieobecność kartkowych dylematów u Borejków i łatwość z jaką karmią te hordy dzieci z podwórka. Przy czym o ile dobrze pomnę raz to chyba nastąpiło cudowne rozmnożenie kury, przejechanej przez Piotra Ogorzałkę, z której rosołek nakarmił potem Borejków, Ogorzałków i dodatkowych gości.
                        • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:00
                          tt-tka napisała:

                          > Lordzie, czasy gierkowskie i czasy jaruzelskie jednak sie troche roznily. tez j
                          > e pamietam. I wlasnie na poczatku lat osiemdziesiatych zalamal sie pieniadz, lu
                          > dzie od niego uciekali, czyli kupowali wszystko, co bylo do kupienia, zeby nie
                          > zostac z malowartosciowa gotowka w reku. Kanape, podgrzewacz dla niemowlaka, le
                          > psze mydlo, jak rzucili, zeby nie zostac z "Zefirem" czy "Karatem", ktorym sie
                          > myc nie dalo.

                          Bez przesady. Inflacji trochę było, ale nie taka, żeby ludzie inwestowali w byle co, bo im pieniądze wartość tracą. Tego to nawet za Balcerowicza przecież nie było, a wtedy dopiero była inflacja. Żadnych takiego rodzaju zakupów zastępczych z domu nie pamiętam. Kanapę, owszem, jakoś wtedy rodzice kupili, ale to dlatego że wcześniej spali na materacu ;-)

                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:19
                            lord_vmordevol napisała:
                            >
                            > Bez przesady. Inflacji trochę było, ale nie taka, żeby ludzie inwestowali w byl
                            > e co, bo im pieniądze wartość tracą. Tego to nawet za Balcerowicza przecież nie
                            > było, a wtedy dopiero była inflacja. Żadnych takiego rodzaju zakupów zastępczy
                            > ch z domu nie pamiętam. Kanapę, owszem, jakoś wtedy rodzice kupili, ale to dlat
                            > ego że wcześniej spali na materacu ;-)
                            >

                            Lordzie, napisalam o zalamanym pieniadzu nie w sensie inflacji (wyrazilam sie nieprecyzyjnie), tylko popytu i podazy. Towaru bylo mniej, niz ludzie chcieli i mogli zakupic. Z drugiej strony posiadane pieniadze nie gwarantowaly, ze nabede za nie potrzebny mi wlasnie material na spodnice. No to jak sie trafilo, kupowalo sie calkiem zbedny podgrzewacz dla niemowlaka, zeby go na ten material nabyty przez kogo innego wymienic. Albo na firanki, albo inne potrzeby.
                          • paszczakowna1 Re: ten glodny 1983 25.09.16, 11:53
                            >Tego to nawet za Balcerowicza przecież nie było, a wtedy dopiero była inflacja.

                            Hiperinflacja była przed Balcerowiczem, nie "za". I owszem, ludzie kupowali, co im w ręce wpadło.
                            • verdana Re: ten glodny 1983 25.09.16, 14:14
                              Był tak zwany "nawis inflacyjny". Oznacza to, ze ludzie mają więcej pieniędzy, niż jest na rynku towarów, które można za nie kupić.
                      • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 10:04
                        > No więc jajako pamiętający te czasy - i to głównie najbardziej uciążliwe właśni
                        > e lata osiemdziesiąte - nie kojarzę ich z jakimiś szczególnymi kolejkami. Poza
                        > tą piątkową w piekarni i jednostkowymi epizodami nie spotkałem się z długotrwał
                        > ym wystawaniem i czekaniem "żeby rzucili". A bynajmniej nie zaopatrywaliśmy się
                        > za żółtymi firankami ;-) Nie mówię oczywiście o tym, że w sklepie trzeba było
                        > chwilę postać przed ladą i poczekać na swoją kolej, bo to się nie różniło od ws
                        > półczesnych sklepów. Może tyle, że sam-ów było mniej, a więcej proszę-shopów, w
                        > których z natury obsługa działa wolniej.
                        > Więc książka o czasach gierkowsko-jaruzelskich bez wyraźnie zaznaczających się
                        > w życiu megakolejek jest dla mnie najzupełniej naturalna.

                        Ojjjj!!!... Zgoda co do czasów gierkowskich - mała byłam, ale pamiętam np. elegancko układane czekolady Wedla przy kasach :) Ale lata 80-te? Sama ogonkowałam po masło stojąc na dworze wczesnym rankiem (na dworze, czyli kolejka już stała przed zamkniętym jeszcze sklepem, bo "masło przywieźli"), potem nadciągała babcia, która po insulinowym zastrzyku w pobliskiej przychodni zmieniała mnie, żebym mogła iść do szkoły. Oczywiście specjalnie nieletniej rodzina nie eksploatowała, ale jednak parę razy się zdarzyło, co oznacza, że jednak zdobycie tego masła było sprawą kluczową.
                        Babcia, emerytka, wystawała w licznych kolejkach i dzięki niej mieliśmy czasem całkiem porządne jedzenie. Ale bez babci emerytki? Pamiętam też, że niemal codziennie do szkoły dostawałam kanapki z żółtym serem - po prostu nic innego nie było.
                        A słodycze to mama robiła sama, wiadomo dlaczego.

                        • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 10:22
                          Ech, wspominki mnie naszly :)
                          Wesele kolezanki, robione w akademiku wlasnie w 83, cale przyjecie skladalo sie wlasciwie z bialego sera (na wesela byly przydzialy extra, ale oni nie mieli forsy, zeby wykupic) - kanapki tortowe z ciemnego i bialego chleba przekladane pasta serowa czerwona (z przecierem pomidorowym), zielona (ze szczypiorkiem), zolta (z jajkiem) i szykowna rolada - zolty ser (wystany w kolejce) podgrzany tak, zeby dal sie rozwalkowac, posmarowany w srodku groszkiem z puszki i czyms jeszcze, zwiniety w rulon, schlodzony i krajany w plasterki. I jajka na twardo, ozdobione kazde czarnym oczkiem, czyli kapinka kawioru (prezent weselny od kogos, malenka puszeczka). Fajnie bylo :)
                          Wracajac do rema, czyli do Borejkow - oni juz wtedy sa potwornie, niewiarygodnie izolowani. Gabon bezkartkowy (nie uczy sie i nie pracuje), ale Milicja i Ida kartki mialy, a obie niepalace i niepijace. Tam powinny tlumy sie dobijac z propozycja kupienia tych ich wodczano-papierosowych kartek, za gotowke albo inne dobra !
                          • zla.m Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:24
                            Ja pamiętam, jak w kolejce po papier t. stałam kiedyś, to byłam wnuczką ze 4 zaprzyjaźnionych pań po kolei - bo dawali "wieniec" na osobę. Po kawę stałam, na pewno wtedy też, rodzice stali 2 noce albo więcej po meble do kuchni (i nie wiadomo było, co będzie), łazienkę mieliśmy różowo-brązową, bo takie były kafle, cegły (5 chyba, do obudowy wanny) mój własny ojciec ukradł z budowy, bo kupić nie było jak. A parkiet kupiliśmy na oficjalne zaświadczenie z uczelni wyższej, że obywatel X, czyli mój tata (tak, ten kradnący cegły) jest pracownikiem naukowym i parkiet jest mu niezbędnie potrzebny do prowadzenia badań :) To były lata 82-84, bo wtedy dostawaliśmy mieszkanie i trzeba było je urządzić.

                            Ale co do Gabona, Mili i kolejek - Borejków w OwR widzimy przelotem, oczami innych bohaterów, którzy zajęci są swoim życiem i swoimi sprawami. Co ich obchodzi, że Mila z Jóźwiakową wymieniają się kartkami? Nawet jak Mila wymienia się z Lewandowską, to dla Geniusi to przecież nie ma znaczenia.
                            • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:38
                              zla.m napisała:

                              cegły (5 chyba, do obudowy wanny) mój własny ojciec ukradł z budowy, bo kupić ni
                              > e było jak. A parkiet kupiliśmy na oficjalne zaświadczenie z uczelni wyższej, ż
                              > e obywatel X, czyli mój tata (tak, ten kradnący cegły) jest pracownikiem naukow
                              > ym i parkiet jest mu niezbędnie potrzebny do prowadzenia badań :) To były lata
                              > 82-84, bo wtedy dostawaliśmy mieszkanie i trzeba było je urządzić.

                              :))) Moj wlasny tata, tez pracownik naukowy, przed swietami wsiadal w autobus, jechal do petli, a potem urzadzal marszobieg po Kabatach (wtedy to byla podwarszawska wioska za plantacjami SGGW, a nie ursynowskie osiedle) celem nabycia gesi. Albo w tymze celu jechal PKS-em do Baniochy. I nie za pieniadze kupowal, tylko za wydarte mi spod serca kartki na papierosy. A ja fajki kupowalam u szatniarza w knajpie, w nieoficjalnym obiegu bedace kubanskie Partagasy.

                              >
                              > Ale co do Gabona, Mili i kolejek - Borejków w OwR widzimy przelotem, oczami inn
                              > ych bohaterów, którzy zajęci są swoim życiem i swoimi sprawami. Co ich obchodzi
                              > , że Mila z Jóźwiakową wymieniają się kartkami? Nawet jak Mila wymienia się z
                              > Lewandowską, to dla Geniusi to przecież nie ma znaczenia.

                              Ogorzalka ratuje Borejkow rozjechana kura, Gaba Kreske tymi kapusniaczkami i wszystko od niechcenia. Bez zadnych staran. A zamiast (lub oprocz) skladkowej forsy mozna bylo poradzic Kresce, by opylila kartki Dmuchawca (chocby panu Piotrusiowi), on po zawale i tak by nie pil i nie palil. Ale ten wstret do wymiany handlowej widac u MM. W calkowitej niezgodzie z opisanym czasem, bo wtedy wiezy miedzyludzkie krzeply wlasnie przy takich okazjach :)

                        • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 22.09.16, 10:53
                          ciotka_scholastyka napisała:

                          > Ojjjj!!!... Zgoda co do czasów gierkowskich - mała byłam, ale pamiętam np. eleg
                          > ancko układane czekolady Wedla przy kasach :) Ale lata 80-te? Sama ogonkowałam
                          > po masło stojąc na dworze wczesnym rankiem (na dworze, czyli kolejka już stała
                          > przed zamkniętym jeszcze sklepem, bo "masło przywieźli"), potem nadciągała babc
                          > ia, która po insulinowym zastrzyku w pobliskiej przychodni zmieniała mnie, żeby

                          A ja, owszem, stałem kiedyś po takie masło, ale w życiu nie od świtu i zmieniając się z babcią. Normalnie, po szkole, wieczór to chyba nawet był. I kiedyś po podpaski. I to chyba wszystko. Żadną babcią do stania nie dysponowaliśmy. W okolicy był warzywniak, piekarnia i sam, plus parę sklepów trochę dalej, gdzie rzadko bywałem. Ale zakupy robiłem regularnie. Zaopatrzenie było, jakie było, ale żadnego koczowania pod sklepami nie wymagało.
                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:07
                            lord_vmordevol napisała:

                            A ja, owszem, stałem kiedyś po takie masło, ale w życiu nie od świtu i zmieniaj
                            > ąc się z babcią. Normalnie, po szkole, wieczór to chyba nawet był. I kiedyś po
                            > podpaski. I to chyba wszystko. Żadną babcią do stania nie dysponowaliśmy. W oko
                            > licy był warzywniak, piekarnia i sam, plus parę sklepów trochę dalej, gdzie rza
                            > dko bywałem. Ale zakupy robiłem regularnie. Zaopatrzenie było, jakie było, ale
                            > żadnego koczowania pod sklepami nie wymagało.

                            Lordzie, Ty nie stales, Verdana tez nie. A Ciotka S. stala. I jej babcia, i ja, i sasiadom sie zdarzalo. Roznie bywalo.
                            Poza wszystkim innym - wlasnie, podpaski ! Tam sa co najmniej trzy babki (moze cztery, Nutria juz mogla, ale nie musiala), potrzebujace srodkow higieny osobistej. I prosze, no problem. A towary bez kartek tez byly, powtarzam, limitowane, ilosc masy towarowej na leb kupujacego ustalala zwykle kierowniczka placowki i nie mozna bylo kupic tyle, ile sie chcialo i na ile starczalo pieniedzy, bo zaraz podnosil sie krzyk, ze spekulant(ka) i co to jest ! Moze ziemniaki i jablka w zieleniaku mozna bylo kupic w dowolnej ilosci, ale juz po zolty ser, wate, papier toaletowy i
                            inne dobra trzeba bylo obrocic kilkakrotnie. A tam nikt nikogo nie gania, nie ustala, kto idzie co kupic /za czym postac :)/, 13- i 10 -latka beztrosko bawia sie calymi dniamu na podworku, Milicja siedzi w domu, a gaby na zakupach tez nie widac. No bajka.
                            • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:48
                              tt-tka napisała:

                              > Lordzie, Ty nie stales, Verdana tez nie. A Ciotka S. stala. I jej babcia, i ja,
                              > i sasiadom sie zdarzalo. Roznie bywalo.

                              No właśnie o to chodzi, że różnie bywało :-) Dlatego brak nachalnych kolejek w książce nie musi oznaczać oderwania od realiów.

                              > inne dobra trzeba bylo obrocic kilkakrotnie. A tam nikt nikogo nie gania, nie u
                              > stala, kto idzie co kupic /za czym postac :)/, 13- i 10 -latka beztrosko bawia
                              > sie calymi dniamu na podworku, Milicja siedzi w domu, a gaby na zakupach tez ni
                              > e widac. No bajka.

                              Dzieci nie chodzące po zakupy to jest brak realiów, jak najbardziej. Brak limitów w sklepach już niekoniecznie, bo co prawda pamiętam to zjawisko, ale znowu jako incydenty, a nie jako stałą dolegliwość.
                              • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 11:55
                                lord_vmordevol napisała:


                                > No właśnie o to chodzi, że różnie bywało :-) Dlatego brak nachalnych kolejek w
                                > książce nie musi oznaczać oderwania od realiów.
                                >

                                Ale tam nie ma zadnej i nigdy. Sorry, tak nie bywalo. Pardon, jest jedna, na poczcie :)
                                Jak zwykle problemy zyciowe Gaby lacza sie z Pypyziakiem. Jedyna kolejka i jedyny wydatek, ktory jej doskwiera, to ten zwiazany z osoba meza.


                                • pi.asia Re: ten glodny 1983 22.09.16, 20:40
                                  Czytam i ze zdumienia się nie posiadam. NIKT nie pamięta stania po tzw. drobnicę, którą rzucali raz w tygodniu, zwykle we wtorki??? Kupowało się wtedy wszystko, co przysługiwało jednemu kolejkowiczowi: budyń śmietankowy, kostkę margaryny, puszkę groszku, konserwę rybną, paczkę cukierków typu "groszki", makaron rurki, pasztet mazowiecki, pulpety w słoiku...
                                  Kolejka po to stała i wcale jej nie ubywało, bo kto już zakupił cudowne dobra, leciał na koniec i stał od nowa. Za piątym czy szóstym razem dostawało się już np. tylko budyń i makaron, ale i tak się brało. W kolejce od razu kwitł handel wymienny.

                                  W pozostałe dni tygodnia w tymże sklepie na półkach stały trzy produkty: ocet, zapałki i herbata gruzińska. W innych sklepach było podobnie.

                                  A "artykuły higieniczne" - miałam szczęście, mój brat w studenckiej spółdzielni "Grosik" dorwał mycie okien w aptekach, i kierowniczka jednej z aptek dała mu dwie paczki waty dla dziewczyny.

                                  Znacie ten kawał - ojciec tłumaczy synkowi, dlaczego w 80-ym roku wybuchły strajki - bo była straszna bieda, w sklepach był tylko ocet. A syn zdumiony - tato, niemożliwe, w całym Tesco tylko ocet???
                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 20:50
                                    pi.asia napisała:

                                    > Czytam i ze zdumienia się nie posiadam. NIKT nie pamięta stania po tzw. drobnic
                                    > ę, którą rzucali raz w tygodniu, zwykle we wtorki??? Kupowało się wtedy wszystk
                                    > o, co przysługiwało jednemu kolejkowiczowi: budyń śmietankowy, kostkę margaryny
                                    > , puszkę groszku, konserwę rybną, paczkę cukierków typu "groszki", makaron rurk
                                    > i, pasztet mazowiecki, pulpety w słoiku...

                                    Nie pamietam. Albo nie ja stalam, albo w Warszawie/na moim osiedlu tego nie bylo


                                    > W pozostałe dni tygodnia w tymże sklepie na półkach stały trzy produkty: ocet,
                                    > zapałki i herbata gruzińska. W innych sklepach było podobnie.

                                    E, bylo wiecej. Mleko, twarog, makaron, make mozna bylo kupic zawsze (Mokotow). Polowalo sie lub wystawalo po produkty rzadsze.


                                    > Znacie ten kawał - ojciec tłumaczy synkowi, dlaczego w 80-ym roku wybuchły stra
                                    > jki - bo była straszna bieda, w sklepach był tylko ocet. A syn zdumiony - tato
                                    > , niemożliwe, w całym Tesco tylko ocet???

                                    Znamy. Znam rowniez inny i co gorsza wcale nie jestem pewna, czy to dowcip - opowiesci, jak to po wojnie/powstaniu szukaly sie rodziny, niekiedy latami i pytanie "to nie mogli na komorke zadzwonic?"
                                    • pi.asia Re: ten glodny 1983 22.09.16, 22:12
                                      tt-tka napisała:


                                      > Znamy. Znam rowniez inny i co gorsza wcale nie jestem pewna, czy to dowcip - op
                                      > owiesci, jak to po wojnie/powstaniu szukaly sie rodziny, niekiedy latami i pyta
                                      > nie "to nie mogli na komorke zadzwonic?"

                                      Mój własny, rodzony bratanek, gdy mu opowiadałam o braku papieru toaletowego, zapytał zdziwiony "to nie mogłaś iść do innego sklepu?"
                                      • tt-tka Re: ten glodny 1983 22.09.16, 22:15
                                        Rodziona corka mojej rowiesnicy, dorosla kobieta, ktorej matka sporo o minionych czasach mowila, ogladajac "Czterdziestolatka" zapytala calkiem powaznie "a gdzie mieszkali bezdomni, gdy nie bylo jeszcze Centralnego"
                                      • iskrzy_54 Re: ten glodny 1983 23.09.16, 05:43
                                        Mój własny, rodzony bratanek, gdy mu opowiadałam o braku papieru toaletowego, zapytał zdziwiony "to nie mogłaś iść do innego sklepu?"

                                        Moje własne rodzone dziecię po wysłuchaniu opowieści o tamtych czasach zapytało: To ile krewetek było na jedną kartkę?
                                        • zla.m Re: ten glodny 1983 23.09.16, 21:13
                                          :D :D :D
                                        • memphis90 Re: ten glodny 1983 05.11.16, 14:49
                                          Moje dziecko, słuchając bajki o Jasiu i Małgosi:
                                          "zamknęła ich w komórce? ale jak to w komórce"? Widząc mój zdziwiony, pytający wzrok "Ale mamusiu, JAK można zamknąć kogoś w TELEFONIE???" :D
                                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 05.11.16, 16:46
                                            memphis90 napisała:

                                            > Moje dziecko, słuchając bajki o Jasiu i Małgosi:
                                            > "zamknęła ich w komórce? ale jak to w komórce ? JAK można zamknąć kogoś w TELEFONIE???" :D

                                            Co tu sie dziecku dziwic...bylam swiadkiem, jak profesor (belwederski !) dostal szoku, gdy mu student powiedzial, kim jest promotor. Mianowicie osoba, ktora stoi na promocjach w supermarketach :)
                                            • truscaveczka Re: ten glodny 1983 07.11.16, 11:25
                                              Na praktykach w ówczesnej ósmej klasie, ostatniej przed epoką gimnazjów, zapytałam młodzież co to jest idea. Klasa bez namysłu orzekła, że taka sieć komórkowa.
                                              • bupu Re: ten glodny 1983 28.07.24, 21:02
                                                truscaveczka napisała:

                                                > Na praktykach w ówczesnej ósmej klasie, ostatniej przed epoką gimnazjów, zapyta
                                                > łam młodzież co to jest idea. Klasa bez namysłu orzekła, że taka sieć komórkowa
                                                > .
                                                >


                                                W tym roku szkolnym uczyłam w podstawówce angielskiego, na zastępstwie. Klasa szósta, temat o zakupach. Dzieciaki nie mogły za cholere odgadnąć co to jest change (w sensie drobne).
                                                - Słuchajcie, to jest takie coś czym można zapłacić i brzęczy wam w kieszeni.
                                                - Telefon! - ucieszyły się dzieci.
                                                I wtedy poczułam się okropnie stara.
                                    • paszczakowna1 Re: ten glodny 1983 25.09.16, 11:57
                                      >
                                      E, bylo wiecej. Mleko, twarog, makaron, make mozna bylo kupic zawsze (Mokotow). Polowalo sie lub wystawalo po produkty rzadsze.

                                      Na Ursynowie nie. Stało się w godzinnych kolejkach po wszystko.
                                  • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 23.09.16, 09:12
                                    pi.asia napisała:

                                    > Czytam i ze zdumienia się nie posiadam. NIKT nie pamięta stania po tzw. drobnic
                                    > ę, którą rzucali raz w tygodniu, zwykle we wtorki??? Kupowało się wtedy wszystk
                                    > o, co przysługiwało jednemu kolejkowiczowi: budyń śmietankowy, kostkę margaryny
                                    > , puszkę groszku, konserwę rybną, paczkę cukierków typu "groszki", makaron rurk
                                    > i, pasztet mazowiecki, pulpety w słoiku...

                                    Nie pamiętam, a co więcej pamiętam że niczego takiego nie było. Acz może gdzieś w jakichś GS-ach takie zwyczaje się zdarzały.
                                    • verdana Re: ten glodny 1983 23.09.16, 11:26
                                      Nie, na 100% w Warszawie nie było wyznaczonych dni na "rzucanie" drobnicy.
                                    • pi.asia Re: ten glodny 1983 23.09.16, 21:30
                                      lord_vmordevol napisała:

                                      > pi.asia napisała:
                                      >
                                      > > Czytam i ze zdumienia się nie posiadam. NIKT nie pamięta stania po tzw. d
                                      > robnic
                                      > > ę, którą rzucali raz w tygodniu, zwykle we wtorki??? Kupowało się wtedy w
                                      > szystk
                                      > > o, co przysługiwało jednemu kolejkowiczowi: budyń śmietankowy, kostkę mar
                                      > garyny
                                      > > , puszkę groszku, konserwę rybną, paczkę cukierków typu "groszki", makaro
                                      > n rurk
                                      > > i, pasztet mazowiecki, pulpety w słoiku...
                                      >
                                      > Nie pamiętam, a co więcej pamiętam że niczego takiego nie było. Acz może gdzieś
                                      > w jakichś GS-ach takie zwyczaje się zdarzały.

                                      Ty zawsze masz taki styl lekceważąco pogardliwy, czy specjalnie chcesz mi dokopać?
                                      Opisana sytuacja miała miejsce w mieście wojewódzkim, w sklepach SPOŁEM. I to nie raz, nie dwa, dostawy "drobnicy" były regularne. A to, że akurat u Ciebie niczego takiego nie było, nie znaczy, że istniało tylko w GS-ach.
                                      • ewa9717 Re: ten glodny 1983 23.09.16, 21:36
                                        Hm, akurat w geesach można było czasem dostać rarytasy, jakich nie uświadczyło się w dużych miastach.
                                        • iskrzy_54 Re: ten glodny 1983 23.09.16, 22:15
                                          "Hm, akurat w geesach można było czasem dostać rarytasy, jakich nie uświadczyło się w dużych miastach."

                                          A i owszem, w czasie obozu studenckiego w rejonach wiejskich zakupiłyśmy z koleżanką tyle dobra wszelakiego po okolicznych GS-ach, że musiałyśmy część wysłać pocztą, bo się do malucha nie zmieściła; fakt, że kupowałyśmy rzeczy, których prawdopodobnie ludność okoliczna by nie kupowała: dość drogą pościel w rozmaite kolorowe wzory, ręczniki bawełniane, porcelanowe skorupy, etc.
                                      • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 23.09.16, 21:57
                                        pi.asia napisała:

                                        > > Nie pamiętam, a co więcej pamiętam że niczego takiego nie było. Acz może
                                        > gdzieś
                                        > > w jakichś GS-ach takie zwyczaje się zdarzały.
                                        >
                                        > Ty zawsze masz taki styl lekceważąco pogardliwy, czy specjalnie chcesz mi dokop
                                        > ać?

                                        Ale czym dokopać? Stwierdzam tylko, że jestem sobie w stanie wyobrazić taką organizację w wiejskich sklepach, do których dostawy są i były bardziej kłopotliwe niż w dużych miastach. Bo i dalej, i obrót mniejszy, więc się słabo opłaca jeździć często.

                                        > Opisana sytuacja miała miejsce w mieście wojewódzkim, w sklepach SPOŁEM. I to n
                                        > ie raz, nie dwa, dostawy "drobnicy" były regularne. A to, że akurat u Ciebie ni
                                        > czego takiego nie było, nie znaczy, że istniało tylko w GS-ach.

                                        Nie wiem, co to było za miasto (po prawdzie to przy 49. województwach nie musiało być bardzo duże), ale dla mnie coś takiego nawet wówczas byłoby zadziwiające.
                                • vi_san Re: ten glodny 1983 22.09.16, 21:53
                                  Eee... A nie było chyba w Kłamczusze, że ktoś tam [Aniela?] koło dworca widzi tłum kłębiący się po coś? I zdaje mi się, że gdzieś tam się Janusz P. pałętał, ale za to tez łba na pniu nie położę. Zaznaczam, że majaczy mi się mgliście, książki papierowe mam daleko, a e-booki na laptopie, który zabrał mąż i nie mam dostępu chwilowo... Więc jeśli nie, to proszę nie bić!
                                • nigolla Re: ten glodny 1983 23.09.16, 11:11
                                  Kolejek było kilka. Ida stała w kolejce, żeby sprzedać butelki, kiedy spotyka Klaudiusza i rozanielona nocną lekturą Jane go osacza. Potem stoi po raz drugi załamana, na końcu ekspedientka litościwie jej wciska parę groszy w dłoń.
                                  W Kwiecie Kalafiora Pulpecja była pokazana jako dziecko bezkonkurencyjne na kolejki. Pomijając, że w jednej stali w czasie trwania akcji, co było wyrażone wprost, to jeszcze te słowa oznaczają, że Pulpa miała w tym praktykę. Praktyka = praktykowanie.
                                  Mila stała w kolejce i czytała chyba jakieś wiersze, na czym przyłapała ją Felicja. W kolejce 2-3 osobowej nie zdążyła by się raczej rozpędzić do czytania.
                                  I jeszcze bodajże Kreska w jakiejś kolejce stała, tylko nie pamiętam jakiej, co z pieczywem?
                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.09.16, 11:33
                                    nigolla napisał(a):

                                    > Kolejek było kilka. Ida stała w kolejce, żeby sprzedać butelki
                                    > W Kwiecie Kalafiora Pulpecja była pokazana jako dziecko bezkonkurencyjne na kol
                                    > ejki. Pomijając, że w jednej stali w czasie trwania akcji, co było wyrażone wpr
                                    > ost, to jeszcze te słowa oznaczają, że Pulpa miała w tym praktykę. Praktyka = p
                                    > raktykowanie.
                                    > Mila stała w kolejce i czytała chyba jakieś wiersze, na czym przyłapała ją Feli
                                    > cja.

                                    Jozeczek, nie Felicja :), ale to na marginesie. Owszem, we wczesniejszych tomach kolejki sa jako element codziennosci. Pytalam, czemu nie ma ich w OwR i czemu w ogole wszystkie codzienne problemy (kiedy kupic, co, zeby starczylo dla wszystkich, za co ) omijaja Borejkow. Akurat wtedy, kiedy ich sytuacja zyciowa pogorszyla sie, czytelnik wcale tego nie widzi i nie odczuwa.
                                    • soova Re: ten glodny 1983 23.09.16, 12:51
                                      Bo autorka chciała napisać powieść, w której czyta się między wierszami? Może też i dlatego, że w czasach wydania OwR kolejki były tak oczywistym elementem rzeczywistości, że ich opisywanie byłoby niepotrzebne, bo wprowadzałoby dłużyzny?
                                      • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:07
                                        soova napisała:

                                        > Bo autorka chciała napisać powieść, w której czyta się między wierszami? Może t
                                        > eż i dlatego, że w czasach wydania OwR kolejki były tak oczywistym elementem rz
                                        > eczywistości, że ich opisywanie byłoby niepotrzebne, bo wprowadzałoby dłużyzny?

                                        Oczywiste elementy rzeczywistości mają to do siebie, że w oczywisty sposób pojawiają się w treści dzieł. Nie jako opisy, bo będąc oczywistymi nie wymagają bycia opisanymi - wszyscy je znają. Ale jako okoliczności, bo jest naturalne że po prostu są. Ktoś wsiada do Malucha - nie opisujemy Malucha, bo jaki jest, każdy widzi. Ale jest Maluch. Ktoś kupuje gazetę w kiosku Ruchu - nie opisujemy kiosku ruchu, bo każdy zna. Ale w rzeczywistości dzieła pojawia się kiosk. Ktoś idzie na mszę - każdy wie, jak wygląda msza, więc nie opisujemy szczegółów, bo są oczywiste, a w treści dzieła występuje msza.

                                        • mariamm87 Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:51
                                          Wg mnie Borejki nie stoją w kolejce bo książka jest o Kresce, a wtedy jeszcze pani MM pisząc o bohaterce spoza klanu B. nie opisywała każdego pierdnięcia członków tego klanu.
                                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.09.16, 14:00
                                            mariamm87 napisała:

                                            > Wg mnie Borejki nie stoją w kolejce bo książka jest o Kresce, a wtedy jeszcze p
                                            > ani MM pisząc o bohaterce spoza klanu B. nie opisywała każdego pierdnięcia czło
                                            > nków tego klanu.


                                            Ksiazka jest o Geniusi w tym samym stopniu, co o Kresce. Co o Ewie. One wszystkie kraza wokol Borejkow. Znamy ich problemy, pana Piotrusia, Macka - mowa m. in. o problemach bytowych (praca, pieniadze, jedzenie, ubranie)...tylko rodzina B. jakos bezproblemowa.
                                      • apersona Re: ten glodny 1983 - między wierszami 04.10.16, 13:54
                                        soova napisała:

                                        > Bo autorka chciała napisać powieść, w której czyta się między wierszami? Może t
                                        > eż i dlatego, że w czasach wydania OwR kolejki były tak oczywistym elementem rz
                                        > eczywistości, że ich opisywanie byłoby niepotrzebne, bo wprowadzałoby dłużyzny?

                                        Musierowicz musiała napisać OwR jako powieść, w której czyta się między wierszami ze względu na cenzurę. I może dlatego nie ma tam kolejek, nie pisze nic o losie rodziców Kreski (przyjechała do Poznania, bo tylko dziadek jej pozostał) ani o Ignacu (u Borejków brakuje kogoś przy przy stole, znający rodzinę domyślą się kogo). Szczegółów o Ignacym (od kiedy go nie było i z jakiego powodu) dowiadujemy się z retrospektyw w odcinkach wydanych po 1989. W OwR ktoś krzepi się spojrzeniem na portret biało ubranego człowieka z rozpostartymi ramionami czyli Jana Pawła II, ale MM nie pisze tego wprost.
                                        • tt-tka Re: ten glodny 1983 - między wierszami 04.10.16, 16:14
                                          apersona napisała:

                                          > Musierowicz musiała napisać OwR jako powieść, w której czyta się między wiersza
                                          > mi ze względu na cenzurę. I może dlatego nie ma tam kolejek, nie pisze nic o lo
                                          > sie rodziców Kreski (przyjechała do Poznania, bo tylko dziadek jej pozostał) an
                                          > i o Ignacu (u Borejków brakuje kogoś przy przy stole, znający rodzinę domyślą s
                                          > ię kogo).

                                          Zawracanie... we wszystkich wczesniejszych tomach kolejki sa. W OwR zreszta tez, tylko nikt od Borejow w nich nie stoi, nie zabiega o codziennosc i to jest absolutnie nierealistyczne.
                                          A aluzje dla owczesnego czytelnika byly zupelnie jasne, mysmy naprawde rozumieli nie tylko to, co lopata do glowy.
                                          To duzo pozniej pojawily sie takie cuda wianki, jak - w pojeciu mlodszych - Ignac umarly, a nawet, o zvgrozo, wyjechany za interesami :)
                                          Ale z tego MM mozna rozgrzeszyc, piszac to nie mogla przewidziec, ze tekst po trzydziestu latach bedzie nieoniecznie zrozumialy. Wiekszym od niej to sie zdarzalo.
                                    • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:05
                                      Wobec glosow, ze kolejki byly (coz, ze w innych tomach) i ze nie chcialoby sie czytac o Mili w kolejkach wyjasnie, moze dokladniej, o co mi chodzi.

                                      Zniknal z zycia rodziny glowny zywiciel i jego pensja. To zawsze jest powazna komplikacja. W domu sa dwie smarkate w okresie intensywnego wzrostu (z ciuchami u borejkow zawsze bylo krucho), plus to jest wiek, w ktorym sie duzo je (Pulpa zawsze duzo je).
                                      W domu sa dwie dorosle baby, z ktorych zadna nie idzie do pracy, zeby te powstala dziure budzetowa jakos podlatac. I nikt sie nie klopocze, w co dzieci ubrac, czym nakarmic, jak kombinowac, zeby starczylo na rachunki (albo za co mozna w tym miesiacu nie zaplacic).

                                      Mamy Kreske. Wiemy, ze jest jej ciezko. Dziadek z jedna skromna emerytura, a po jego zachorowaniu nawet nie wiadomo, czy Kreska te emeryture moze pobrac (jesli nosil listonosz, to ewentualnie, z konta na pewno nie). I nie musimy widziec Kreski schylonej po nocach nad igla, wiemy, ze ona pruje, szyje, farbuje i dzierga i ze za ta pomyslowoscia kryje sie chroniczny brak forsy. Slyszymy, ze w sklepie ledwo jej starczylo na bulki i serek i wiemy, ze podratowano ja skladkowa forsa. Dwie wzmianki. I wystarczylo.

                                      A Borejki problemow nie maja i o nic sie nie klopocza. Rozjechana kura od sasiada starcza na dwa obiady dla calej (licznej) rodziny i polowy podworka, matka gotuje pierogi, dorosla siostra je cedzi i jedynym problemem jest niewierny Pypyziak (tylko na ten temat gaba poplakuje). Bytowo oni sa bardziej beztroscy niz w poprzednich czesciach, gdy jednak pensja Ignaca byla, a on sam niekiedy kolejkowal.
                                      • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:09
                                        tt-tka napisała:

                                        > A Borejki problemow nie maja i o nic sie nie klopocza. Rozjechana kura od sasia
                                        > da starcza na dwa obiady dla calej (licznej) rodziny i polowy podworka, matka g
                                        > otuje pierogi, dorosla siostra je cedzi i jedynym problemem jest niewierny Pypy
                                        > ziak (tylko na ten temat gaba poplakuje). Bytowo oni sa bardziej beztroscy niz
                                        > w poprzednich czesciach, gdy jednak pensja Ignaca byla, a on sam niekiedy kolej
                                        > kowal.

                                        Może po prostu wtedy poprawiła się sytuacja bytowa autorki, a byt jej określił świadomość?
                                        • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:12
                                          lord_vmordevol napisała:

                                          > Może po prostu wtedy poprawiła się sytuacja bytowa autorki, a byt jej określił
                                          > świadomość?

                                          D.D.D.

                                          ale jednak na Kreske starczylo jej wyobrazni, i w tym nie przeszkadzala swiadomosc, nadswiadomosc ani podswiadomosc :)
                                    • gat45 Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:20
                                      tt-tka napisała:
                                      [...]

                                      . Owszem, we wczesniejszych tomach kolejki sa jako element codziennosci. Pytalam, czemu nie ma ich w OwR i czemu
                                      > w ogole wszystkie codzienne problemy (kiedy kupic, co, zeby starczylo dla wszy
                                      > stkich, za co ) omijaja Borejkow. Akurat wtedy, kiedy ich sytuacja zyciowa pogo
                                      > rszyla sie, czytelnik wcale tego nie widzi i nie odczuwa.

                                      Wielokrotnie była tu mowa o tym, że pierwotna wersja OwR i ta po korekcie to dwa różne dzieła. Może więc panie redaktorki, robiąc swoją drogą kawał dobrej roboty, ciachnęły przy okazji kolejki ? Żeby nie narazić się na zarzut ponuractwa ze strony "korekty ostatecznej", od której zależało wydanie książki ?
                                      • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.09.16, 13:25
                                        gat45 napisała:

                                        >
                                        > Wielokrotnie była tu mowa o tym, że pierwotna wersja OwR i ta po korekcie to dw
                                        > a różne dzieła. Może więc panie redaktorki, robiąc swoją drogą kawał dobrej rob
                                        > oty, ciachnęły przy okazji kolejki ? Żeby nie narazić się na zarzut ponuractwa
                                        > ze strony "korekty ostatecznej", od której zależało wydanie książki ?

                                        Nie sadze. Czemu akurat kolejki, skoro wczesniej byly i nikomu to nie wadzilo ? Wtedy zreszta (u innych autorow) tez byly.
                                        • marutax Re: ten glodny 1983 23.09.16, 14:03
                                          Można snuć różne teorie, zwłaszcza, że Borejkowie nie są w "OwR" jedynymi bohaterami. Dla mnie ich sytuacja to przykład idealizowania świata przez Autorkę, która chciała pokazać, że jeśli ktoś jest uczciwy, szlachetny, nieugięty i tak dalej to zostanie wynagrodzony. W tym przypadku rodzina cierpi z powodu aresztowania Ignacego, ale ich cierpienie ma wymiar duchowy, bo sprawy materialne "załatwiają się" same. Kiedyś był taki wierszyk:
                                          "Bądź dobrą Polką zawsze i wszędzie,
                                          a każdy Polak kochać Cię będzie.
                                          Kochaj ojczyznę, bądź jej ozdobą
                                          i pamiętaj, że Bóg będzie z tobą."
                                          i coś takiego jest w Borejkach - są odautorsko dobrymi ludźmi, więc świat im sprzyja. Zostają za swoją postawę nagrodzeni. W ostatnich tomach widać to bardzo wyraźnie: nikt z Borejków nie martwi się o pracę, nikt nie cierpi na przewlekłe choroby (umysłowych nie liczę ;-), jak się za coś wezmą, to osiągają sukces, pieniędzy niby nie ma za dużo, ale w praktyce wystarczy na więcej niż wszystko (Ida, która mieszka w suterenie, a chce kupować domek i działkę pod Poznaniem). Nawet Rojek wyszedł z kłopotów, gdy oddał serce Borejkównie. W "OwR" to się dopiero zaczyna, ale wrażenie pozostaje - Borejkowie są jak wyspa spokoju i szczodrości.
        • ewa9717 Re: ten glodny 1983 15.09.16, 10:30
          tt-tka napisała:

          > Gaba wg OwR zarabia tlumaczeniami z laciny i greki, choc niewiele. Podejrzewam,
          > nie baczac na niezlomnosc moralna Borejkow, ze byly to prace domowe i sciagi s
          > zykowane licealistom, co najwyzej.
          Ale w 1983 nawet w sporym Poznaniu ileż mogło być liceów z klasami łacińskimi i greckimi? Ja zaczęłam liceum w pipidówku na zachodniej rubieży w 1968, nasz rocznik był pierwszy z klasami angielskimi i niemieckimi (plus, oczywiście, obowiązkowy rosyjski), łacina tylko dla zainteresowanych jako zajęci nadobowiązkowe. I w tym kierunku to szło w całej Polsce, więc wątpię, że prawie 15 lat później cały młodociany Poznań mający w liceum grekę czy łacinę latał z tłumaczeniami do Borejkówny.
          • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 11:16
            ewa9717 napisała:


            > Ale w 1983 nawet w sporym Poznaniu ileż mogło być liceów z klasami łacińskimi i
            > greckimi?

            Lacina byla wszedzie w klasach humanistycznych, zdaje sie w biol-chem tez. Greki nie bylo wcale :), chyba ze jakies liceum o profilu klasycznym, ale nie wiem, czy wtedy w Poznaniu bylo cos takiego.
            Ogolnie Gaba zarabiala niewiele, ten telegram mialby pochlonac jedna trzecia tego, co w najlepszym ukladzie byla w stanie zarobic - dlatego podejrzewam odrabianie odplatnie prac domowych za licealistow. MM jak zwykle chlapnela nie myslac.
            • ewa9717 Re: ten glodny 1983 15.09.16, 13:09
              tt-tka napisała:

              > ewa9717 napisała:
              >
              >
              > > Ale w 1983 nawet w sporym Poznaniu ileż mogło być liceów z klasami łacińs
              > kimi i
              > > greckimi?
              >
              > Lacina byla wszedzie w klasach humanistycznych, zdaje sie w biol-chem tez. Grek
              > i nie bylo wcale :),
              Nie w 1983 roku. Odbyłam studia humanistyczne, z obowiązkowym lektoratem łacińskim rzecz jasna, a na całym licznym roku porządnego uniwersytetu było zaledwie kilka osób zwolnionych z tego lektoratu z racji "mania" łaciny w LO. Większość mojego roku była po klasach humanistycznych, łaciny w LO nie mieli, więc jeszcze rzadsze były zapewne klasy z łaciną te 15 lat później.
              • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 13:45
                ewa9717 napisała:


                > Nie w 1983 roku. Odbyłam studia humanistyczne, z obowiązkowym lektoratem łacińs
                > kim rzecz jasna, a na całym licznym roku porządnego uniwersytetu było zaledwie
                > kilka osób zwolnionych z tego lektoratu z racji "mania" łaciny w LO. Większość
                > mojego roku była po klasach humanistycznych, łaciny w LO nie mieli, więc jeszcz
                > e rzadsze były zapewne klasy z łaciną te 15 lat później.


                Mysmy lacine w humanistycznych mieli obowiazkowo, siostra w swoim (innym niz moje) liceum tez, ale spierac sie nie bede - tym bardziej wiec czemu Milicja nie poszla wtedy do normalnej pracy ? Corki juz odchowane. Albo Gabon, skoro jej matka w domu siedzi i zajmuje sie wnuczka ? Bylaby przynajmniej jedna stala pensja, a dorabiac tymi "tlumaczeniami" i swetrami mozna swoja droga.
                • agnieszka_azj Re: ten glodny 1983 16.09.16, 21:55
                  tt-tka napisała:

                  > ewa9717 napisała:
                  >
                  >
                  > > Nie w 1983 roku. Odbyłam studia humanistyczne, z obowiązkowym lektoratem
                  > łacińs
                  > > kim rzecz jasna, a na całym licznym roku porządnego uniwersytetu było zal
                  > edwie
                  > > kilka osób zwolnionych z tego lektoratu z racji "mania" łaciny w LO. Więk
                  > szość
                  > > mojego roku była po klasach humanistycznych, łaciny w LO nie mieli, więc
                  > jeszcz
                  > > e rzadsze były zapewne klasy z łaciną te 15 lat później.
                  >
                  >
                  > Mysmy lacine w humanistycznych mieli obowiazkowo, siostra w swoim (innym niz mo
                  > je) liceum tez, ale spierac sie nie bede - tym bardziej wiec czemu Milicja nie
                  > poszla wtedy do normalnej pracy ? Corki juz odchowane. Albo Gabon, skoro jej ma
                  > tka w domu siedzi i zajmuje sie wnuczka ? Bylaby przynajmniej jedna stala pensj
                  > a, a dorabiac tymi "tlumaczeniami" i swetrami mozna swoja droga.

                  Ja maturę robiłam w 1983 roku i wtedy łacina była w programie klas humanistycznych obowiązkowo.
                  Potem studiowałam historię na UW - lektorat z łaciny mieliśmy też obowiązkowo przez dwa lata, z tym że część uczyła się jej od zera, a ci po humanistycznych kontynuowali to, co zaczęli w liceum.
                  Na pierwszym roku było lajtowo, bo wszystkie teksty starożytne, które omawialiśmy na zajęciach były wydane po polsku, schody zaczynały się na drugim roku, przy średniowieczu. Czytaliśmy dokumenty pisane średniowiecznymi pismami i łaciną kościelną, już w stosunku dom klasycznej zdeformowaną i nie było żadnej taryfy ulgowej dla tych, co się jej uczyli dopiero rok...
                  Kolejny cyrk przeżyłam na piątym roku, kiedy specjalizacja archiwistyczna miała zajęcia pt. edytorstwo źródeł. Wszyscy w grupie jak jeden mąż byliśmy na seminariach magisterskich z historii najnowszej i z tej epoki pisaliśmy prace. Prowadzący robił z nami mowy Cycerona i życzył sobie ich szczegółowego rozbioru gramatycznego, zadając pytania w rodzaju: "Jakie to jest cum, proszę pani ?".
                  Hipotetyczna sytuacja, że historyk historii najnowszej po specjalności archiwistycznej będzie kiedykolwiek miał coś wspólnego z wydawaniem mów Cycerona, wymagała wcześniej hipotetycznej zarazy, w której wymarliby bezpotomnie wszyscy starożytnicy, filolodzy klasyczni oraz mediewiści, więc sprawa jako totalny absurd oparła się o dziekana i (o ile dobrze pamiętam) prowadzący odpuścił na chociaż gramatykę ;-)
              • al-rubia Re: ten glodny 1983 15.09.16, 13:48
                Te tłumaczenia Gaby - to jednak wpadka Pani MM. Z łaciny nie tlumaczy się harlekinów, do tłumaczeń potrzebna jest wiedza znacznie przekraczająca możliwości studentki pierwszego roku filologii klasycznej, zwłaszcza że jej kontakt z aresztowanym ojcem był trudny, więc Ignacy w zamknięciu nie mógłby wiele pomóc. Bardziej prawdopodobne byłyby korepetycje, potrzebne nie tylko licealistom, ale studentom kierunków, na których łacina była obowiązkowa. Taki lektorat to raptem 2 godziny tygodniowo przez 2 lata, teksty do tłumaczenia - po kilka zdań, więc zarobek na nich żaden, ale przygotowanie kogoś do egzaminu, żeby jednak porządnie go zdał (a od średniej ocen zależała np. wysokość stypendiów i nagród rektorskich, więc nie tylko oblanie łaciny, ale również jakieś nędzne trzy na szynach mogło mieć przykre konsekwencje), to byłoby zadanie akurat dla studentki filologii. Studentów umordowanych obowiązkową łaciną w Poznaniu nietrudno znaleźć, wystarczyłoby wywiesić ogłoszenia na paru wydziałach. Taka wersja zarobkowania o wiele bardziej przystaje do realiów życia Gaby, niż tłumaczenia.
                • marutax Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:34
                  Zgadzam się, też mam wrażenie, że tłumaczenia Gaby polegały na odwalaniu roboty za leniwych studentów i licealistów. Co, swoją drogą, jest średnio etyczne, zwłaszcza u osoby, która po latach sama została wykładowcą - ciekawe, jak by zareagowała na "kupioną" pracę?
                  Ogólnie powraca tutaj kwestia dość dziwnego wyobrażenia autorki na temat znajomości języków starożytnych, które w Jeżycjadzie istnieją głównie jako cytaty i to niekoniecznie w oryginale.
              • kkokos Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:00
                > >
                > > Lacina byla wszedzie w klasach humanistycznych, zdaje sie w biol-chem tez
                > . Grek
                > > i nie bylo wcale :),
                > Nie w 1983 roku. Odbyłam studia humanistyczne, z obowiązkowym lektoratem łacińs
                > kim rzecz jasna, a na całym licznym roku porządnego uniwersytetu było zaledwie
                > kilka osób zwolnionych z tego lektoratu z racji "mania" łaciny w LO. Większość
                > mojego roku była po klasach humanistycznych, łaciny w LO nie mieli,

                nie wiem, jak to było innych miastach - ale w 1983 byłam w warszawskim liceum w klasie humanistycznej i miałam łacinę, bo w warszawie to była norma. moja szkoła jako jedna z nielicznych miała tez łacinę w klasach biol-chem, to rzeczywiście była rzadkość.
                a w ramach tej łaciny tłuczonej przez bodaj cztery lata jeden semestr poświęciliśmy grece. jak ktoś miał upierdliwą łacinnicę, to mógł potrzebować korków i z greki, jak najbardziej!
                • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:15
                  kkokos napisała:
                  nie wiem, jak to było innych miastach - ale w 1983 byłam w warszawskim liceum w
                  > klasie humanistycznej i miałam łacinę, bo w warszawie to była norma. moja szko
                  > ła jako jedna z nielicznych miała tez łacinę w klasach biol-chem, to rzeczywiśc
                  > ie była rzadkość.
                  > a w ramach tej łaciny tłuczonej przez bodaj cztery lata jeden semestr poświęcil
                  > iśmy grece. jak ktoś miał upierdliwą łacinnicę, to mógł potrzebować korków i z
                  > greki, jak najbardziej!


                  Sek w tym, ze w OwR Gaba korkow nie udzielala, tylko zarobkowala tlumaczeniami zdaniem MM. Korepetycje dawala juz z mala Laura w ramionach
                  • soova Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:20
                    Może robiła tłumaczenia z niemieckiego? Na tym forum kiedyś była dyskusja o tym, jakie języki mogą znać Borejkowie, i padł argument, że na pewno niemiecki, bo w tym języku jest cała istotna naukowa literatura dla filologów klasycznych. Skoro seniorzy bezproblemowo radzą sobie z językami bez faktycznego, w miarę codziennego kontaktu z nimi (próba konwersacji z Romkami po francusku Ignacego czy językowe korekty Mili), to jaki to problem dla zdolnej studentki, żeby dorabiać tłumaczeniami z niemieckiego?
                    • kkokos Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:26
                      też o tym myślałam - że nie łacina, ino jakiś język współczesny - no ale co ona takiego za pieniądze mogła z tego niemieckiego w 1983 trzaskać? bo 10 lat później na bank wyżyłaby z angielskiego z harlekinów i kryminałów, wydawano tego mnóstwo, tłumaczenia były często mocno chałupnicze i z metra ewidentnie cięte. ale na początku lat 80.?
                      • soova Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:33
                        Może właśnie jakieś teksty na uczelnię? I uczelnia, zlecając jej to, w ten sposób po cichu pomagała poszkodowanej życiowo studentce?
                        • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:47
                          soova napisała:

                          > Może właśnie jakieś teksty na uczelnię? I uczelnia, zlecając jej to, w ten spos
                          > ób po cichu pomagała poszkodowanej życiowo studentce?

                          Nie wiem, jak to wtedy bylo na uczelniach, Verdany trza by zapytac, ale nie wydaje mie sie. Uczelnia zlecajac cokolwiek musiala dac to do ksiegowosci, jakas umowe podpisac...chyba ze ktos jej grzecznosciowo firmowal. Niemniej nadal nie wydaje mi sie, by placowka majaca pracownikow i wspol- od magistrow po profesorow akurat studentce po pierwszym roku dawalaby zarobic.

                          O zadnym niemieckim nie ma mowy ani wtedy, ani pozniej - wyraznie stoi o tlumaczeniach z laciny i greki (choc nie pomne, czy starozytnej)
                    • marutax Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:44
                      soova napisała:

                      > Może robiła tłumaczenia z niemieckiego? Na tym forum kiedyś była dyskusja o tym
                      > , jakie języki mogą znać Borejkowie, i padł argument, że na pewno niemiecki, bo
                      > w tym języku jest cała istotna naukowa literatura dla filologów klasycznych. S
                      > koro seniorzy bezproblemowo radzą sobie z językami bez faktycznego, w miarę cod
                      > ziennego kontaktu z nimi (próba konwersacji z Romkami po francusku Ignacego czy
                      > językowe korekty Mili), to jaki to problem dla zdolnej studentki, żeby dorabia
                      > ć tłumaczeniami z niemieckiego?

                      Cytat z "OwR", scena z telegramem do Janusza: "Wyszło jej tysiąc siedemset osiemdziesiąt dwa złote, mniej więcej jedna trzecia tego, co w najlepszym razie potrafiła zarobić w ciągu miesiąca, wykonując tłumaczenia z łaciny i greki starożytnej."
                      • soova Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:46
                        To się poddaję. :) Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, na jakich tłumaczeniach z łaciny o starożytnej greki może zarabiać 3 x 1782 zł miesiecznie była studentka filologii klasycznej w stanowojennym Poznaniu.
                        • marutax Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:58
                          Tym bardziej, że wyszło mi, że to całkiem niezłe zarobki były... Gaba zarabiała jakoby 5346 zł, a przeciętne wynagrodzenie w 1983 roku to według ZUS 14 475 zł. Czyli Gaba zarabiała ok 36% przeciętnego wynagrodzenia.
                          W roku 2015 przeciętne wynagrodzenie wynosiło 3900. Przyjmując te same proporcje wychodzi, że Gaba zarabiała ok 1400 zł na rękę, bo przecież podatków chyba nie płaciła?
                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 21:36
                            Nie, to nie byly niezle zarobki. Wtedy rozpietosc plac byla znacznie mniejsza i usrednienie sila rzeczy nie odbiegalo tak jak obecnie od najwyzszych i najnizszych. Te piec tysiecy z hakiem to bylo na poziomie najnizszej emerytury, albo i odrobine ponizej.

                            Jesli tlumaczyla na lewo, to na pewno mowa o placy na reke, ale na dowolnej posadzie
                            nawet placac podatki zarobilaby wiecej. I Milicja tez. To dlaczego one obie siedza w domu, do czorta ? Przynajmniej jedna moglaby sie ruszyc do pracy !
                            • bupu Re: ten glodny 1983 15.09.16, 21:43
                              tt-tka napisała:

                              > Jesli tlumaczyla na lewo, to na pewno mowa o placy na reke, ale na dowolnej pos
                              > adzie
                              > nawet placac podatki zarobilaby wiecej. I Milicja tez. To dlaczego one obie sie
                              > dza w domu, do czorta ? Przynajmniej jedna moglaby sie ruszyc do pracy !

                              No gdzież, do pracy by poszła, zarabiać zaczęła i jeszcze Borejki przestałyby być ślachetnie ubogie! Poza tym w robocie Gabuchna nie byłaby dla nikogo dzielna, bardzo dzielna. A tak mogła chadzac w nimbie samotnej Matki Polki :>
                            • marutax Re: ten glodny 1983 15.09.16, 22:05
                              tt-tka napisała:

                              > Nie, to nie byly niezle zarobki. Wtedy rozpietosc plac byla znacznie mniejsza i
                              > usrednienie sila rzeczy nie odbiegalo tak jak obecnie od najwyzszych i najnizs
                              > zych. Te piec tysiecy z hakiem to bylo na poziomie najnizszej emerytury, albo i
                              > odrobine ponizej.
                              >
                              > Jesli tlumaczyla na lewo, to na pewno mowa o placy na reke, ale na dowolnej pos
                              > adzie
                              > nawet placac podatki zarobilaby wiecej. I Milicja tez. To dlaczego one obie sie
                              > dza w domu, do czorta ? Przynajmniej jedna moglaby sie ruszyc do pracy !

                              Zgadzam się, że powinna poszukać pracy - ona albo Mila. Jednak pisząc, że Gaba nieźle zarabiała, brałam też pod uwagę fakt, że nie poświęcała tym tłumaczeniom wiele czasu. W "OwR" widzimy ją w rożnych sytuacjach, rożnych miejscach, o różnych porach dnia. Ani razu nie zajmuje się tłumaczeniami. Nie ma żadnej wzmianki, że musi dokończyć "na zaś" jakiś tekst, albo że spotkała Kreskę wracając od klienta. Nie jest też przemęczona nocną (lub wczesno-poranną) pracą. Biorąc to pod uwagę, sądzę, że tłumaczeniom mogła poświęcać 2-3 godziny dziennie. 1/3 etatu. I za to dostawała 1/3 przeciętnej pensji.

                              Może to pierwsze zapowiedzi "niewidzialnej" pracy Gaby jako naukowca...
                              • soova Re: ten glodny 1983 15.09.16, 22:08
                                Raczej ogólny trend niewidzialności jakiejkolwiek pracy zawodowej bohaterów. Poza chyba jednym Grzegorzem, który przed światem skrywał się w jasność bijącą z ekranu komputera, czy Mamertem, co to za swoją pracę chirurga otrzymywał złe pieniążki, za które nabył drogą kupna samochód - lodówkę.
                              • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 16.09.16, 09:13
                                > Biorąc to
                                > pod uwagę, sądzę, że tłumaczeniom mogła poświęcać 2-3 godziny dziennie. 1/3 eta
                                > tu. I za to dostawała 1/3 przeciętnej pensji.

                                Te pięć tysięcy, to było to, co mogła zarobić w najlepszym razie. Normalnie zatem zarabiała sporo mniej.
                            • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 22:06
                              tt-tka napisała:

                              > Nie, to nie byly niezle zarobki. Te piec tysiecy z hakiem to bylo na poziomie najnizszej emerytury, albo i
                              > odrobine ponizej.

                              Znalazlam literacki zapis ze zblizonego okresu, rok 84 albo 85
                              "Jak sie robi oszczednosci przy emeryturze szesc, siedem, po ostatnich podwyzkach - dziesiec osiemset ? Wziela pol etatu, pracowala jako portierka w muzeum. Bylo tam cieplo i czysto i do woli mogla patrzec na obrazy. Robila zapas kartofli, piekla placki na posmarowanej slonina patelni, gotowala zupe ziemniaczana, do tego najtanszy chleb, od swieta pozwalala sobie na bialy ser. Sprzedawala kartke zywnosciowa, wykupywala tylko mieso do paczki dla syna (syn w wiezieniu, przyp. moj).
                              Dziekowala Bogu za zdrowy zoladek, ze mogla jesc, co jadla, i za mieszkanie w starym budownictwie bez kaloryferow. Przez piec lat nieobecnosci syna ani razu nie wlaczyla elektrycznych grzejnikow, jakie pozakladal Lukasz za swoje pierwsze zarobki.
                              • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 22:13
                                Chol..., za szybko poszlo
                                Do kuchni wstawila przechowywana w piwnicy koze, pamiatke wojennych i chudych powojennych lat. Koza piecyk przemieni w cieplo nawet kawalek tektury z pudla podniesionego ze smietnika pobliskiego sklepu".

                                I ona miala do wykarmienia tylko siebie plus raz na miesiac paczka dla
                                syna. Wegla nie kupowala. Gazu i pradu zuzywala mniej niz piec i pol osoby u Borejkow w tym czasie.
                                I mam uwierzyc, ze chalupnictwo Mili i te piec z groszami Gabona Borejkom wystarczyly ? Nijak nie idzie.
                                • bupu Re: ten glodny 1983 15.09.16, 22:20
                                  tt-tka napisała:

                                  > Chol..., za szybko poszlo
                                  > Do kuchni wstawila przechowywana w piwnicy koze, pamiatke wojennych i chudych p
                                  > owojennych lat. Koza piecyk przemieni w cieplo nawet kawalek tektury z pudla po
                                  > dniesionego ze smietnika pobliskiego sklepu".
                                  >
                                  > I ona miala do wykarmienia tylko siebie plus raz na miesiac paczka dla
                                  > syna. Wegla nie kupowala. Gazu i pradu zuzywala mniej niz piec i pol osoby u Bo
                                  > rejkow w tym czasie.
                                  > I mam uwierzyc, ze chalupnictwo Mili i te piec z groszami Gabona Borejkom wysta
                                  > rczyly ? Nijak nie idzie.

                                  Jak w "Igraszkach z diabłem" anioł codziennie z niebiesiech zstępował, przynosząc Borejom świeże pieczywo. A po drodze regulował rachunki za prąd i wodę.
                                  • marutax Re: ten glodny 1983 15.09.16, 22:27
                                    bupu napisała:


                                    > Jak w "Igraszkach z diabłem" anioł codziennie z niebiesiech zstępował, przynosz
                                    > ąc Borejom świeże pieczywo. A po drodze regulował rachunki za prąd i wodę.

                                    Nie zapominaj o drobiu na rosołek dla 13 osób ;-) Nic dziwnego, że Aurelii tak smakowało...
                              • uroczy_fenek Re: ten glodny 1983 23.08.24, 01:24

                                >
                                > Znalazlam literacki zapis ze zblizonego okresu, rok 84 albo 85
                                > "Jak sie robi oszczednosci przy emeryturze szesc, siedem, po ostatnich podwyzka
                                > ch - dziesiec osiemset ? Wziela pol etatu, pracowala jako portierka w muzeum. B
                                > ylo tam cieplo i czysto i do woli mogla patrzec na obrazy. Robila zapas kartofl
                                > i, piekla placki na posmarowanej slonina patelni, gotowala zupe ziemniaczana, d
                                > o tego najtanszy chleb, od swieta pozwalala sobie na bialy ser. Sprzedawala kar
                                > tke zywnosciowa, wykupywala tylko mieso do paczki dla syna (syn w wiezieniu, pr
                                > zyp. moj).
                                > Dziekowala Bogu za zdrowy zoladek, ze mogla jesc, co jadla, i za mieszkanie w s
                                > tarym budownictwie bez kaloryferow. Przez piec lat nieobecnosci syna ani razu n
                                > ie wlaczyla elektrycznych grzejnikow, jakie pozakladal Lukasz za swoje pierwsze
                                > zarobki.

                                Z jakiej to książki?
                                • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.08.24, 08:16
                                  Helena Sekula, "Noc bliskiego ksiezyca"
                        • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 16.09.16, 09:05
                          > To się poddaję. :) Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, na jakich tłumaczeniach
                          > z łaciny o starożytnej greki może zarabiać 3 x 1782 zł miesiecznie była studen
                          > tka filologii klasycznej w stanowojennym Poznaniu.

                          Tyle że to wcale nie było dużo pieniędzy, to nie współczesne 3x1700 zł...
                          • soova Re: ten glodny 1983 16.09.16, 09:38
                            Nie chodziło mi o wartość nabywczą tych zarobków, tylko o to, jakie ówczesne były realne możliwości pozyskiwania takich raczej wąsko specjalistycznych zleceń, jakie wykonywała Gaba (bynajmniej nie wąsko ukierunkowana specjalistka zresztą).
                      • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 20:48
                        O, szybsza jestes i dokladniejsza :)
                      • gat45 Re: ten glodny 1983 15.09.16, 21:45
                        Tłumaczenia Z łaciny i greki starożytnej.... Właśnie w tę stronę, nie NA łacinę i grekę.
                        Ktoś z branży byłby mile widziany, bo ciekawa jestem, jak to się odbywa w tym "klasycznym" środowisku i ile powstaje nowych, jeszcze nieprzetłumaczonych tekstów po łacinie i po starogrecku. I dlaczego wszystkie te teksty oddaje się do tłumaczenia początkującej filolożce bez statusu ni tytułu.
                        • ewa9717 Re: ten glodny 1983 15.09.16, 23:02
                          Która zresztą robi te tłumaczenia ot, tak sobie, bez poswięcania im czasu, jakby z brudnopisu na czysto przepisywała. Nie tłumaczyłam nigdy z greki, ale wiem, jakie potrafią być tłumaczenia łacińskie, w których nie wystarczy dać słowo za słowo.
                          • al-rubia Re: ten glodny 1983 16.09.16, 09:14
                            Można tłumaczyć z łaciny dokumenty historykom, którzy sami w lacinie nie są specjalnie biegli - w grę wchodzi wówczas średniowiecze i część okresu nowożytnego, są również rozmaite edycje źródeł łacińskich, nie tłumaczonych na inne języki - z tym, że taki historyk potrzebuje wówczas raczej biegłego konsultanta, gdyż opanował już podstawy. Wiem, bo sama potrzebowałam filologa, który by mi pomógł przebrnąć przez XV-wieczną relację z podróży, spisaną właśnie po łacinie. Ale: szuka się wówczas kogoś pośród pracowników naukowych, a nie studentów pierwszego roku, teksty zwykle są nieduże, więc i koszty małe, a do tego - dla filologa są to raczej fuchy okazjonalne, które nie mogą być podstawą zarobkowania.
      • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 13:28
        Wydaje ci się. O kompetencjach językowych Mili wiemy z wewnętrznego monologu Ignaca, który duma o tym jak cenna dla wydawnictwa jest doświadczona korektorka, w dodatku znająca biegle języki starożytne i nowożytne. W rzeczywistości (fikcyjnej) Mila trzaska w tym czasie rozchwytywane sztuki teatralne, co dla każdego kto otarł się o realia pracy w teatrze jest żałosnym konceptem fabularnym. Ale bądźmy sprawiedliwi. Kryminały tłumaczy w latach dziewięćdziesiątych studentka Nutria (nie wiem, na ile to prawdopodobne). Gaba zarabia korepetycjami z łaciny, co wiemy z relacji brodacza z pociągu. W OwR nie ma słowa o żadnych przekładach z grekołaciny. Tam Gabriela "już nie studiuje", prasuje śpioszki i nie ma dość parówek. Zaczyna natomiast wszechświatową karierę ostoi i opoki. Bądźmy bardziej skrupulatne niż MM i nie dopisujmy jej według zapotrzebowania.
        • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 13:37
          potworia napisał(a):

          > Wydaje ci się. O kompetencjach językowych Mili wiemy z wewnętrznego monologu Ig
          > naca, który duma o tym jak cenna dla wydawnictwa jest doświadczona korektorka,
          > w dodatku znająca biegle języki starożytne i nowożytne.

          No, ale na czyms to przekonanie o bieglej znajomosci jezykow u swojej zony opiera ? Poza tym cytat poprosze, bo ja bym przysiegla, ze to bylo powiedziane odautorsko, a nie odignacowo. Sama po kalamburke nie siegne, sorry

          W rzeczywistości (fikcy
          > jnej) Mila trzaska w tym czasie rozchwytywane sztuki teatralne, co dla każdego
          > kto otarł się o realia pracy w teatrze jest żałosnym konceptem fabularnym. Ale
          > bądźmy sprawiedliwi. Kryminały tłumaczy w latach dziewięćdziesiątych studentka
          > Nutria (nie wiem, na ile to prawdopodobne).

          Calkiem prawdopodobne. Wtedy nastapil wysyp zagranicznych dzieu, czesto w przekladach wrecz zalosnych. I zdaje sie, ze znajomosc jezyka do dokonywania tych tlumaczen byla zgola niekonieczna, a biegla to juz na pewno.

          Gaba zarabia korepetycjami z łaciny
          > , co wiemy z relacji brodacza z pociągu. W OwR nie ma słowa o żadnych przekłada
          > ch z grekołaciny.

          Gaba zarabia korkami juz wtedy, gdy jest na swiecie Laura. Za telegram w OwR platnosc wynosi "jedna trzecia tego, co w najlepszym razie moglaby zarobic tlumaczeniami z laciny i starogreckiego", ten cytat byl juz w watku przytaczany.


          • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 14:18
            Tetetko,
            nie lubię, nie umiem i nie chcę prowadzić rozmów w tym tonie, zwłaszcza z kimś kto nie ma zamiaru sięgać "sorry" po książkę, o której dyskutuje. Nie wiem na czym opiera swoje przekonania Ignacy, konsekwentnie kreowany na postać lekko oderwaną od realiów. Zresztą nie o tym była w wątku mowa, tylko o tym czy Mila robi korekty francuskich i rosyjskich tekstów. Otóż nie robi żadnych, trzaska arcydzieła, co jest jeszcze bardziej kuriozalne. I to ja poproszę o cytat, świadczący o czymś przeciwnym. Nie dlatego, że sięgnięcie po książkę urąga mojej wrażliwości, tylko dlatego, że nie dysponuję egzemplarzem.
            Co do OwR - dziękuję. odszczekuję. Jeszcze jedna pozycja na liście jeżycjadowych malizmów reagicznych.
            • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 14:27
              Poprosilam o cytat, bo pamietam ten tekst o "cenionej korektorce z biegla znajomoscia jezykow" jako autorski, a nie Ignacowy. Nie sprawdze z tych samych powodow, co Ty - nie mam. "Sorry", poniewaz kalamburke wyrzucilam w pierony po przeczytaniu.
              Milicja korekty robi, jeszcze w Pulpecji, dla wydawnictwa A5 , po tym jak padla spoldzielnia "Swit" i to jest na pewno powiedziane przez MM, a nie postac z ksiazki. I - o ile pamietam - biegla znajomosc trzech jezykow byla jej przypisane takze przez MM.
              • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 14:37
                To, że MM wyposaża lubi z głupia frant wyposażać swoich bohaterów w nadprzeciętne talenty i umiejętności, to wiadomo od dawna. Ale doskonale pamiętam fragment z Kalamburki, której żywiołowo nienawidzę. Ignacy snuje monolog wewnętrzny na temat doskonałych kompetencji korektorskich swojej żony, podczas gdy ona już dawno zarzuciła tę robotę i publikuje pod pseudonimem rozchwytywane dramaty. Przekonanie o jej biegłej znajomości języków nowożytnych mógł jako patologiczny snob powziąć na podstawie jednego ca va albo izwienitie. W końcu jako jego żona musi czymś zrównoważyć brak doktoratu a nawet dyplomu.
                • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 14:52
                  A to przepraszam. Jako korektorka pracowala - co mamy powiedziane przez altorke - natomiast znajomosc jezykow to fantasmagorie Ignaca.
                  Przekonanie powzial on zapewne - co do laciny - z tej racji, ze ona bezblednie dopasowuje autora do cytatu. Nie przyszlo mu pewnie do glowy, ze po czterdziestoletniej tresurze mozna to robic nie znajac jezyka wcale :)
                  Nowozytnych on chyba nie zna, a przynajmniej nie uzywa, moglo mu wystarczyc rzucone od niechcenia "sawa", "awek plezir" czy inny Puszkin. Dosc, ze rozpoznal, co to za jezyk.

                  Na forum bylo sporo dyskusji o znajomosci jezykow borejkow i utrwalilo mi sie przekonanie, ze to MM ich, a nie oni siebie wzajemnie, uznaje za poliglotow
                • marutax Re: ten glodny 1983 27.09.16, 14:59
                  To tekst w trzeciej osobie, ale z perspektywy Ignacego: ""Doprawdy, nie spodziewał się w najśmielszych marzeniach, że dar jego wywoła taki piorunujący efekt. Mila była po prostu uszczęśliwiona! Zabawne, że w przeciwieństwie do niego, zwolennika tradycji, Mila była otwarta na techniczne nowinki. W domu znajdował się już komputer Grzegorza, wiecznie oblężony. Na nim to Mila od czasu do czasu pisywała - zwykle przedpołudniami, gdy zostawała sama w domu. Ale takie okazje nie mogły stanowić normy; pracowała dużo, związała się z kilkoma wydawnictwami i wyrobiła sobie stałą klientelę. Bardzo ceniono jej fachowość - nic dziwnego, trudno o dobre korektorki, a jeszcze trudniej o korektorki znające się na filozofii, historii i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną. Ignacy był dumny z żony. Bujny rozkwit wydawnictw prywatnych zapewnił jej stałe zatrudnienie i nie najgorsze dochody. Miała więc sporo zawodowej satysfakcji, a w dodatku wcale nie musiała opuszczać domu, żeby pracować."

                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 15:12
                    Dzieki - to ja ten kawalek zaczynajacy sie od"pracowala duzo" zapamietalam. I to jako odautorski wlasnie.
                    Calkiem z boku - co myslec o osobie, ktora najblizszym, w tym wspolmalzonkowi nie mowi prawdy o swojej pracy, sukcesach i zarobkach ? Latami ukrywa, ten zakup laptopa to jakos koncowka lat 90-tych czy nawet 2000 ?
                    Co jeszcze ukrywac mogla Melania przed Ignacem w ich wieloletnim zgodnym pozyciu ?
                    • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 15:40
                      W autorskim koncepcie fabularnym o wyraźnie baśniowej proweniencji - miało to pewnie dowodzić skromności Mili, która geniuszem będąc, nie chciała biednemu Ignacemu ani reszcie świecić w oczy swoją wybitnością.
                      Oceniając z perspektywy realistycznej - takie małżeństwo to czysta gra pozorów, koegzystencja wyprana z rzeczywistej więzi, rozpad relacji nie nadający się już na żadną terapię. Równie dobrze mogłaby ukrywać regularne wizyty w klubie bdsm, albo wieloletni potajemny romans z Lonią.
                      Inna sprawa, że w żadnym realizmie nie mieści się ten rodzaj kariery. Współpraca z teatrem zakłada bezpośredni kontakt z produkcją i realizatorami, często uczestnictwo w próbach, podpisywanie umów, bywanie na premierach, konsultowanie zmian itd. To część pracy dramaturga, póki żyw. Szekspir to robił, Czechow to robił, Beckett to robił, Kalamburka też powinien.
                      • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 16:04
                        potworia napisał(a):

                        > W autorskim koncepcie fabularnym o wyraźnie baśniowej proweniencji - miało to p
                        > ewnie dowodzić skromności Mili, która geniuszem będąc, nie chciała biednemu Ign
                        > acemu ani reszcie świecić w oczy swoją wybitnością.

                        Zostanmy przy tej konwencji, czyli przy realizmie musierycznym. Niech bedzie skromnosc, ale to sie wiaze jednak z wieloletnim uporczywym oklamywaniem meza (i dzieci). A wiec ? Wolno klamac, zeby oszczedzic czyjes ego, nie zranic wlasnym sukcesem ? Nie sklamac RAZ, tylko notorycznie, konsekwentnie, latami.
                        I kim jest ten ponoc najblizszy na swiecie czlowiek, skoro wiemy lub zakladamy, ze nasz sukces /talent bedzie go kluc w oczy ?
                        I jakie jest wzajemne zainteresowanie (a i znajomosc wzajemna) ludzi z tej rodziny, skoro takie dlugotrwale klamstwo nie budzi watpliwosci, skro nikt nie wie, co naprawde zona/matka robi ?
                        • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 16:14
                          Ale te pytania są zadawane właśnie z odmiennej - realistycznej - perspektywy. To jakby zarzucić Bestii manipulowanie przyszłą narzeczoną, albo Dobrej Wróżce próbę korumpowania głównej bohaterki. Albo księciu ze Śpiącej Królewny próbę seksualnego wykorzystania osoby nieświadomej. Wszystko prawda, ale narzędzia analityczne nie przystają do rzeczywistości przedstawionej. Inna sprawa, że ta rzeczywistość jest w Kalamburce przedstawiona wyjątkowo grubymi nićmi i w technice patchworku. Bosz, jak ja nienawidzę tego bogoojczyźnianego, matkopolskiego gniota.
                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 16:29
                            Nie zgodze sie, nawet w basniowej konwencji ukrywanie czegokolwiek latami przed rodzina oznacza, ze
                            - albo ukrywajacy klamie permanentnie
                            - albo rodzina nie interesuje sie i nie ma pojecia, co robia inni
                            - albo jedno i drugie.
                            bez wzgledu na to, co MM chciala napisac (skromnosc), wyszlo jej to tak prawdopodobnie jak dzielny Gabon.

                            Co do gniota matkopolskiego i bogoojczyznianego - pelna zgoda. Z poklaskiem i przytupem. Przeczytalam raz i o raz za duzo. Jezycjada jako cykl nic by nie stracila na nieobecnosci tego stwora, a i Borejkowie nie wyszliby na takie bydlo, na jakie wyszli.

                            Ciagne temat, bo w zwiazku z watkiem ugryzlo mnie pytanie - skoro Melania mogla latami ukrywac swoje czynnosci i dochody pozniej, to wczesniej tez mogla, tak ? No bo czemu one bez glownego zywiciela i jego zarobkow ani nie odczuwaja brakow, ani nie ida do pracy ?
                            • marutax Re: ten glodny 1983 27.09.16, 17:14
                              tt-tka napisała:

                              > - albo rodzina nie interesuje sie i nie ma pojecia, co robia inni

                              Po powtórzeniu sobie fragmentu "Kalamburki" stwierdzam, że ta opcja jest baaardzo prawdopodobna. Przecież Ignacy kompletnie nie rozumie, czym właściwie zajmuje się Mila. Z jednej strony uważa, że ma zlecenia, ponieważ trudno o "korektorki znające się na filozofii, historii i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną." OK, tylko że taka wiedza jest przydatna raczej przy redakcji niż korekcie. Co więcej, praca Mili w "Kalamburce" sprowadza się do pisania na laptopie. Jeśli miałaby robić korektę stylistyczną, to jest to możliwe, choć i taka korekta nie polega przecież na pisaniu tekstu od początku. Ale jeśli miałaby robić korektę zahaczającą o redakcję, poprawiając błędy i nieścisłości z zakresu filozofii, historii i ekonomii, to obrazek staje się absurdalny. W czasach studenckich sprawdzałam prace niektórym znajomym i nawet jeśli studiowali ten sam kierunek to musiałam posiłkować się literaturą i notatkami. A to oznacza, że Mila powinna mieć wokół siebie jakieś książki, sprawdzać informacje, robić notatki... Jeśli sprawdzała tłumaczenia - to jakieś słowniki idiomów chociażby. Zwłaszcza, że jej wiedza np. ekonomiczna była mocno przestarzała.
                              Podsumowując: albo pani Borejko robiła korektę stylistyczno-językową i jej wszechstronna wiedza nie miała w tym wypadku większego znaczenia, albo robiła korektę połączoną z redakcją i wówczas sam laptop zdecydowanie by jej nie wystarczał. Mimo to nikogo nie dziwi, że Mila "robi korekty" pisząc, a nie poprawiając cudzy tekst.
                              • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 18:47
                                W świetle Kalamburki Melania jest wyzutą z sumienia, odpowiedzialności i emocji psychopatką, która wyrzuca z własnego (i córek) życia osobę, której zawdzięcza niemal wszystko. Wyrzuca i wyklucza, a to dlatego, że ta nie dość przystaje do inteligenckiego profilu, do którego oboje z Ignacym aspirują. Praca i zarobki trzymane w tajemnicy, to przy tym pikuś. Jeśli przyjąć, że to co wiemy o pani Trak z Kwiatu Kalafiora jest oficjalną wersją zdarzeń, ukutą na użytek świata i młodszych dzieci, to Melania zwana Milą jest osobą emocjonalnie wynaturzoną i wszystkie borejkowskie patologie mają źródło w jej wytwornie drobiącej osobie.
                                • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 19:29
                                  Zastanawialo sie kiedys kilka osob, jak to mozliwe, jak doszlo do tego, ze Gizela, osoba z charakterem i zasadami, wykopana z zycia przybranej corki i wnuczek jednak koresponduje z Melania. Malo, jest jedyna osoba, ktorej Melania mowi o sobie to, czego nie mowi innym (jej praca, spotkanie z Pyziakiem).
                                  I niezlomna Gizela grzecznie przyjmuje zwierzenia. I grzecznie rozgrzesza...
                                  • marutax Re: ten glodny 1983 27.09.16, 20:19
                                    tt-tka napisała:

                                    > Zastanawialo sie kiedys kilka osob, jak to mozliwe, jak doszlo do tego, ze Gize
                                    > la, osoba z charakterem i zasadami, wykopana z zycia przybranej corki i wnuczek
                                    > jednak koresponduje z Melania. Malo, jest jedyna osoba, ktorej Melania mowi o
                                    > sobie to, czego nie mowi innym (jej praca, spotkanie z Pyziakiem).
                                    > I niezlomna Gizela grzecznie przyjmuje zwierzenia. I grzecznie rozgrzesza...

                                    Wydaje mi się, że to właśnie te zasady i niezłomny charakter... Gizela, przy wielu wadach i słabościach, jest osobą niesamowicie niesamolubną. I to naprawdę, nie na pokaz. Przede wszystkim, jej zachowanie nie jest uwarunkowane otoczeniem. To coś bardzo trudnego i szlachetnego. Nie wiem, czy uda mi się to dobrze wytłumaczyć: Gizela jest wierna sobie, niezależnie od tego, jak zachowują się inni. Dla Gizeli to, jak ktoś inny się zachowuje, nie może być usprawiedliwieniem jej zachowania. Ona siebie i swoje czyny ocenia i traktuje "obiektywnie", to znaczy coś jest dobre albo złe, nawet jeśli można by szukać usprawiedliwień. Tak jak w przypadku zdarzenia z telewizorem: Gizela jest potwornie zraniona, ale dostrzega też swoją winę. Idzie do spowiedzi i odwiedza Borejków w Wielkanoc, pomimo, że nie słyszy słowa przeprosin. Po prostu zachowanie Ignaca nie jest dla niej usprawiedliwieniem jej własnych błędów. Myślę, że później mogło być podobnie - Gizela kochała Milę i nawet to, jak została potraktowana, nie wystarczyło, by tę miłość naruszyć. Jej uczucia nie były "warunkowe". Nie oczekiwała niczego w zamian, nie odpłacała się "pięknym za nadobne", tylko pozostała wierna sobie.
                                    Oczywiście przy takiej interpretacji Mila staje się egoistyczną socjopatką...
                                    • zla.m Re: ten glodny 1983 28.09.16, 01:12
                                      Moim zdaniem odpowiedź jest prostsza - Gizela jest de facto matką Mili i kocha ją tak, jak matka dziecko. Bezwarunkowo, wybaczając i ciesząc się ze wszystkiego, co świadczy o przywiązaniu.
                                • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 21:57
                                  > W świetle Kalamburki Melania jest wyzutą z sumienia, odpowiedzialności i emocj
                                  > i psychopatką, która wyrzuca z własnego (i córek) życia osobę, której zawdzięcz
                                  > a niemal wszystko. Wyrzuca i wyklucza, a to dlatego, że ta nie dość przystaje d
                                  > o inteligenckiego profilu, do którego oboje z Ignacym aspirują.


                                  Cytat poproszę. Jako żywo niczego takiego nie pamiętam.
                                  • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 22:07
                                    Rozwinę: Mila istotnie (w świetle Kalamburki) wykluczyła Gizelę ze swojego życia, zawsze zresztą moim zdaniem traktowała ją źle, lekceważąco, arogancko. A kiedy pojawił się Ignac, to już w ogóle -jest facet, to co się będzie oglądać na opiekunkę, której zawdzięcza wszystko. Zwłaszcza, kiedy okazało się, że pomiędzy Gizelą a Ignacem jest niechęć, brak porozumienia i brak chęci tegoż. Ale nigdzie nie jest powiedziane, że Mila (sama czy z Ignacym) uznała, że Gizela "nie dość przystaje do inteligenckiego profilu, do którego oboje z Ignacym aspirują". Może jednak bez przesady?
                                    • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 22:27
                                      Cytatu nie podam (z braku K), moge sie powolac tylko na wrazenia - zniecierpliwienie Ignaca, jak to Gizela nic nie rozumie, ostentacyjne lekcewazenie (nie tylko samej osoby, ale jej slusznych rad i uwag), wrzeszczenie; gdyby Gizela tak traktowala Ignaca (czego nie robi), bylby to dowod jej prostactwa, ale jemu wobec niej wolno. Bo taki madry, inteligentny, wyksztalcony, a ona taka przyziemna szwaczka. Takie stanowisko prezentuja oboje, Ignac i Mila. I odebralam to dokladnie tak, jak Potworia - nie ta sfera. Nie bedzie byle Kalemba pani Borejkowej de domo Makowskiej po zyciu sie platac, a panu borejce z Kiejdan tym bardziej.
                                      Mozliwe, ze expressis verbis tego nie ma - ale wydzwiek zachowan Melanii jest wlasnie taki
                                      • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 22:36
                                        > zniecierpliwienie Ignaca, jak to Gizela nic nie rozumie, ostentacyjne lekcewazenie (nie tyl
                                        > ko samej osoby, ale jej slusznych rad i uwag), wrzeszczenie; gdyby Gizela tak t
                                        > raktowala Ignaca (czego nie robi), bylby to dowod jej prostactwa, ale jemu wobe
                                        > c niej wolno. Bo taki madry, inteligentny, wyksztalcony, a ona taka przyziemna
                                        > szwaczka. Takie stanowisko prezentuja oboje, Ignac i Mila. I odebralam to dokla
                                        > dnie tak, jak Potworia - nie ta sfera.

                                        Nie, sorry. To jest kolejny z wyprodukowanych przez was absurdów. Niechęć, brak zrozumienia, niemożność pokojowej koegzystencji - tak. "Nie ta sfera", stwierdzenie, że Gizela "nie dość przystaje do inteligenckiego profilu, do którego oboje z Ignacym aspirują" - bzdura, bzdura, BEZEDURA. Opanujcie się trochę, proszę.
                                        • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 22:47
                                          Pamietasz te scene z pierogami ? To Gizela ma zrozumiec, to od niej wszyscy sie domagaja, by dorosla do dusznych perturbacji pana doktora czy doktoranta; i koncowe stwierdzenie Ignaca "okazala wiele taktu i delikatnosci uczuc usuwajac sie z ich zycia".
                                          Dla mnie to = przestala zasmiecac nasz dom i nasza rodzine. Wyrazimy jej nasze uznanie, skoro sie usunela. Ale gdy - wezwana na pomoc - przyleciala do mdlejacej Mili (zostawiajac chorego meza) zostala obrzucona niechetnym spojrzeniem i dano jej do zrozumienia, ze jest niepozadana. Swoje zrobila, czyli nakarmila, ugotowala i ogarnela, niech zjezdza.
                                          Tak zadne z nich nigdy nie potraktowalo bibliotekarki Hanny Borejko, inspekcjonujacej ich codziennie.
                                          I
                                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 22:50
                                            Przepraszam, za szybko poszlo
                                            Czym, jesli nie nizszym statusem socjalnym, wytlumaczyc ich stosunek do Gizeli ? W porownaniu do innych, z ktorymi maja kontakt, zwlaszcza.
                                            • zla.m Re: ten glodny 1983 28.09.16, 01:10
                                              Za Ignaca głowy nie dam, ale z Milą sprawa jest bardziej skomplikowana. Moim zdaniem jej stosunek do Gizeli był bardzo ambiwalentny, z jednej strony - naturalne u dziecka przywiązanie, potrzeba kochania. Z drugiej - Gizeli nie zachęcała jej do mówienia do siebie "mamo" (czekała, aż Mila sama zacznie...), podkreślała, że mamą nie jest, że ona nie ma dzieci. Wynikało to z jej obsesyjnej uczciwości, ale Milę bolało. Czuła się odrzucona. Traktowała Gizelę paskudnie, bo sprawdzała, na ile może sobie pozwolić - to powinien być etap, który przeszła w dzieciństwie, ale jej rozwój był zaburzony przez warunki zewnętrzne. I tak naprawdę nigdy tego nie przerobiła, nie pogodziła się wewn. z Gizelą, nie zrozumiała, że tamta ją kocha bezwarunkowo. I dlatego jak pojawił się Ignacy, którą tę bezwarunkową miłość deklarował/pokazywał otwarcie, to stanęła po jego stronie.
                                              • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 08:10
                                                zla.m napisała:

                                                > Za Ignaca głowy nie dam, ale z Milą sprawa jest bardziej skomplikowana. Moim zd
                                                > aniem jej stosunek do Gizeli był bardzo ambiwalentny, z jednej strony - natural
                                                > ne u dziecka przywiązanie, potrzeba kochania. Z drugiej - Gizeli nie zachęcała
                                                > jej do mówienia do siebie "mamo" (czekała, aż Mila sama zacznie...), podkreślał
                                                > a, że mamą nie jest, że ona nie ma dzieci.

                                                Eeee? Przysieglabym, ze Gizela prosila o nazywanie jej "mama", to Mila nie chciala.
                                                Nie ukrywala, ze jest matka przybrana, ale de facto byla nia i chciala byc.
                                                • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 08:18
                                                  Poza wszystkim - zakochanie w mezu, krzepiaca swiadomosc (nawet jesli zludna) ze jest sie dla niego najwazniejsza to jedno, a elementarne zasady wspolzycia spolecznego - drugie.
                                                  Kiedy doszlo do faktycznego zerwania z Gizela i wczesniej, gdy Ignac zachowywal sie skandalicznie, Mila byla dorosla kobieta, nie zakochana nastolatka, co to on dla niej caly swiat...
                                                  I swiadoma, ze ona i jej corki sa jedyna rodzina Gizeli z zimna krwia, zupelnie bez zalu (zalu nie pamietam tam nawet kapinki) odebrala Gizeli te rodzine. Przedtem biorac wszystko, co Gizela mogla jej dac.
                                                  Gizela zrobila swoje, Gizela moze odejsc.
                                                  • zla.m Re: ten glodny 1983 28.09.16, 11:02
                                                    Ale czy ja z tym polemizuję? Ja tylko mówię, że przyczyną zachowanie nie jest jakieś "jesteśmy z wyzszej sfery". przynajmniej ze strony Mili
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 11:12
                                                    zla.m napisała:
                                                    Ja tylko mówię, że przyczyną zachowanie nie jest j
                                                    > akieś "jesteśmy z wyzszej sfery". przynajmniej ze strony Mili

                                                    "Ty nie rozumiesz Ignasia", to pada w tekscie, o ile pamietam, kilkakrotnie. Zawsze w kontekscie - nie rozumiesz jego aspiracji, nie rozumiesz, ze dla niego jego praca naukowa jest wazniejsza niz pieniadze (kiedy Gizela martwi sie o niezaspokojone potrzeby materialne, w tym tak elementarne jak zywieniowe, Mili i dziewczynek), nie rozumiesz, ze dla mnie wazniejsza jest jego satysfakcja i zadowolenie niz sprawy bytowe; inaczej mowiac nie rozumiesz, ze potrzeby umyslu sa wazniejsue niz potrzeby ciala, wiec sie odczep od mojego Ignasia.
                                                    Przy czym z tego wszystkiego, co Gizela w sprawach ciala ofiarowuje, Mila bynajmniej nie odrzuca. Caly czas dajac do zrozumienia, ze to i tak niewazne, tylko Gizela nie jest w stanie tego zrozumiec.
                                                  • marutax Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:01
                                                    Po kolei ;-)
                                                    1. słowa o nazywaniu matką padają w 1947 roku, ale już podczas pierwszej lekcji (rok 1945) Mila na pytanie, dlaczego nie nazywa Gizeli mamą odpowiada "bo Gizela to jest Gizela". Ponadto jej matkę aresztowano w 1945 roku. Trochę dziwne, że Mila zdaje się jej w ogóle nie pamiętać.
                                                    2. stosunek Mili do Gizeli wydaje się nacechowany wyższością, ALE - nie tylko do Gizeli, choć to się najbardziej rzuca w oczy. Także do Moniki czy nawet Loni. A to dlatego, że autorka uparła się, by podkreślać, jaka Mila jest wyjątkowa i różna od przeciętnego człowieka. Stefania twierdzi, że Mila silniej niż wszyscy przeżyła traumy z dzieciństwa z powodu swej wyjątkowej wrażliwości. Tylko że ta wrażliwość objawia się jedynie w wyższości, chłodzie i dystansie do spraw materialnych. Empatii nie ma w niej za grosz.
                                                    3. Stosunek do samej Gizeli - niestety, Mila traktuje przybraną matkę jak kogoś intelektualnie gorszego, przyziemnego. Lekceważy ją i jej uczucia, a gdy jest to dla niej wygodne - po prostu ją zbywa. Jeden z fragmentów - Mila ma prawie 16 lat, Gizela wraca zmęczona z pracy, upał, wstępuje jeszcze po odłożone przez pana Rudzika masło. W domu zastaje bałagan, nieumyte naczynia, rzucony na podłogę mokry ręcznik i zaczytaną Milę. Z ich dialogu wynika, że to nie pierwsza tego typu sytuacja. Na upomnienia Gizeli Mila odpowiada: "Uch, jak ja cię nie lubię! No, komu potrzebne to twoje sprzątanie?". Na wspomnienie o zakupach pada tekst: "Czy ty już nic innego nie masz w głowie, tylko to masło?". Za słowa o nielubieniu Mila przeprasza, za te o maśle - nie. A to w nich brzmi prawdziwa pogarda: ja tu czytam, a ty o takich przyziemnych sprawach. Kiedy Gizela chce wyjść za Kazia, a Mila odmawia przeprowadzki, rzuca tekstem: "Ależ ja nie mam rodziny". I tak dalej, łącznie z tym, że nigdy nie staje po stronie Gizeli w tarciach z Ignacym. Zresztą można porównać scenę oświadczyn Baltony oraz scenę "oświadczyn" Ignacego. Podczas gdy Florian starał się pokazać, ze jest człowiekiem, który będzie dla Pulpy dobrym mężem, a na zgodę rodziców chce sobie zapracować, Ignaś i Mila oznajmiają Gizeli, że się kochają i to koniec sprawy:
                                                    "- Ach, Gizela, już wszystko jasne! - zawołała Mila. - Już sobie wszystko powiedzieliśmy, my się kochamy!
                                                    A rudy dodał beztrosko i jakby mimochodem:
                                                    - Przyszedłem panią prosić o rękę Mili - po czym wybuchnął zachwyconym śmiechem.
                                                    Bardzo się zdziwił! - Bo Gizeli złość uderzyła do głowy, więc rąbnęła prosto z mostu:
                                                    - A to ciekawe, naprawdę! A co też pan Ignacy może Mili ofiarować, jeśli wolno zapytać?
                                                    Zaskoczony jak dziecko, patrzał na nią, mrugając rudymi rzęsami i wciąż nie wypuszczając Mili z objęć:
                                                    - Ależ... całe moje życie - odpowiedział. - Każdą chwilę. Każdą myśl. Każdy oddech.
                                                    - A z czego będziecie żyć? Z oddychania? - zawołała Gizela, bliska rozpaczy na widok tej sentymentalnej przesady, nie popartej absolutnie żadnym konkretem, lecz tu już wtrąciła się Mila i patrząc w oczy Gizeli z gniewnym wyrzutem, odpowiedziała za niego:
                                                    - A to już, naprawdę, nie ma żadnego znaczenia!
                                                    No, rzeczywiście. Na pewno. Gizela musiała się zamknąć i znów patrzeć, jak rudy Ignac całuje narzeczoną."
                                                    Owszem, Gizela nie jest miła, ale różnica pomiędzy tymi scenami wręcz "wali po oczach": Florian ma pracować na szacunek i sympatię Borejków, swoje oświadczyny popiera słowami: "Jestem człowiekiem uczciwym i pracowitym. Mam własną kwiaciarnię(...)... jestem samodzielny, potrafię zapracować na siebie i na nią.". Bo Borejkowie się liczą. Gizela nie ma prawa mieć obiekcji czy wątpliwości, a te, które ma, Mila traktuje jako atak na swoją niezawisłość...
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:18
                                                    Zuzanna Makowska wpadla w lapance chyba w 41...piecioletnia Mila powinna matke pamietac choc troche, ale moze sie zatarlo. Bywa.

                                                    Co do reszty - pelna zgoda. Mila prezentuje swoja wyzszosc niejednej osobie i imho to wyplywa wlasnie z tego, ze czuje sie lepsza, a niesprawiedliwie stracona miedzy plebs. Krolewna-Kopciuszek nieslusznie noszaca prostackie nazwisko Gizeli.
                                                    I tak, Gizela nie ma prawa do odczuc, wymagan, a nawet jej starania sa przyjmowane z laski. Bo takie przyziemne. Nic nie warte wobec wznioslosci ducha i umyslu Ignaca czy samej Mili.
                                                    I nie to, ze wymagania czy oczekiwania Gizeli moga byc krepujace, uciazliwe, nie, one sa po prostu nie na poziomie. Podkreslam nawet inspekcjonujacej Ignacow codziennie maman Borejko Mila nie traktuje tak z gory jak Gizele.
                                                  • mamuka_z_boru Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:57
                                                    Słuchajcie niewiasty, Wy tak się nie rozpisujcie za dużo o ku..ekhem...kurkowskim traktowaniu Gizeli, bo w następnym tomie dostaniemy całe retrospektywy (a nie tylko dobry stół po dobrej Gizeli) z sielskich wakacji i rodzinnych świąt u kochanej prawie że babci. Naprawdę się tego obawiam.
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 14:12
                                                    Jasne, okaze sie, ze pomimo zaproszen Jankowiakow, ktorzy zyc bez dziewczynek nie mogli, corki Gabrysi (a i synek, czemu nie) co roku czesc wakacji spedzali u prababci Gizeli w Miloslawiu. Ze po zmarlej kuzynce, gdy domek wreszcie opustoszal, zostalo cale pudlo laurek i prezentow, ktore wszystkie rodzinne dzieci wysylaly na swieta, imieniny i co tam jeszcze. Ze mimo iz dziewczynki (Borejkowny, nie Pyziakowny) juz jej prawie nie pamietaly, to jednak przypomnialy sobie i daly temu wyraz. Ze Gizela wyjsc z podziwu nie mogla nad kuchnia Pulpy i w obfitej korespondencji z Wiesia Gorska dawala temu wyraz.

                                                    Nie obchodzi mnie, szczerze mowiac. I tak tego nie kupie. A o ile przeczytam pozyczone, to wylapie i sumiennie opisze wszystko, co MM udalo sie zapomniec/pomylic/sp... w tych retrospekcjach. Obiecuje.
                                                  • marutax Re: ten glodny 1983 28.09.16, 15:02
                                                    I oczywiście Ignaś podczas rozmowy o malarstwie opowie Agnieszce o Terpentuli, do której zabierali go Cyryl i Metody podczas wspólnie spędzanych weekendów...

                                                    A poważniej - jak już kiedyś wspomniałam, ja "Kalamburkę" nawet lubię, z tym, że w żadnym razie nie potrafię zaakceptować jej jako części Jeżycjady. Poza tym w świetle treści książki Mila jako bohaterka pozytywna jest absurdalna, do tego stopnia, że w chwilach irytacji jej relacje z Gizelą wywołują u mnie skojarzenia z "Balladą o Januszku".

                                                    A jeśli MM zdecyduje się dopisać coś podobnego... Może zrozumiała już, że jej to NIE wychodzi? Pomijając "panią Trak" i Kala Amburkę - do tej pory wzdrygam się czytając "IŚ", gdy dochodzę do pięknej sceny przywracania Idzie pewności siebie i przypominam sobie, że owym "biednym, zakompleksionym stworzeniem" z przeszłości Mili była Lonia, jej najbliższa przyjaciółka, świadek na ślubie itd.
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 15:17
                                                    Byc moze zrozumiala. Mam nadzieje. Zapowiadane wiele razy "Silva rerum", jako objasnienie i uzupelnienia Jezycjady jakos zapadlo w niebyt. I cale szczescie.
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 16:12
                                                    marutax napisał(a):


                                                    > A jeśli MM zdecyduje się dopisać coś podobnego... Może zrozumiała już, że jej t
                                                    > o NIE wychodzi? Pomijając "panią Trak" i Kala Amburkę - do tej pory wzdrygam si
                                                    > ę czytając "IŚ", gdy dochodzę do pięknej sceny przywracania Idzie pewności sieb
                                                    > ie i przypominam sobie, że owym "biednym, zakompleksionym stworzeniem" z przesz
                                                    > łości Mili była Lonia, jej najbliższa przyjaciółka, świadek na ślubie itd.

                                                    Co to zalecaja stoicy, szlachetny umiar ? No to trzeba bylo z umiarem, a nie ciagnac zywot nieszczesnej Gizeli do 1998 roku. Bo oczywiscie pielgrzymka, i Ignac swego "uznania" dla niej nie mogl wyrazic myslowo w mniej patetycznych okolicznosciach, i napisac o Pyziaku na schodach tez Melania nie mogla komu innemu (dawna przyjaciolka Monika nie nadawala sie ?)... I czytajac KK, IS, OwR juz PO Kalamburce czlowiek sie zastanawia, czemu wtedy, przy rodzinnych kataklizmach - choroba Mili, aresztowanie Ignaca - nie pojawia sie Gizela. (oczywiscie wiem, ze wtedy jeszcze nie istniala, ale mowa o rzeczywistosci powiesciowej). Jaka potezna awantura, zakonczona zerwaniem stosunkow stoi za jej nieobecnoscia, skoro nawet w obliczu takiego nieszczescia ?
                                                    Naprawde nie dalo sie tego przewidziec, pani MM ?
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:35
                                                    marutax napisał(a):

                                                    przyszedłem panią prosić o rękę Mili - po czym wybuchnął zachwyconym śmiechem
                                                    > .
                                                    > Bardzo się zdziwił! - Bo Gizeli złość uderzyła do głowy, więc rąbnęła prosto z
                                                    > mostu:
                                                    > - A to ciekawe, naprawdę! A co też pan Ignacy może Mili ofiarować, jeśli wolno
                                                    > zapytać?
                                                    > Zaskoczony jak dziecko, patrzał na nią, mrugając rudymi rzęsami i wciąż nie wyp
                                                    > uszczając Mili z objęć:
                                                    > - Ależ... całe moje życie - odpowiedział. - Każdą chwilę. Każdą myśl. Każdy odd
                                                    > ech.
                                                    > - A z czego będziecie żyć? Z oddychania? - zawołała Gizela, bliska rozpaczy na
                                                    > widok tej sentymentalnej przesady, nie popartej absolutnie żadnym konkretem, le
                                                    > cz tu już wtrąciła się Mila i patrząc w oczy Gizeli z gniewnym wyrzutem, odpowi
                                                    > edziała za niego:
                                                    > - A to już, naprawdę, nie ma żadnego znaczenia!

                                                    No normalnie jak Roza czy Laura lata pozniej. Nawet nie "chocby w chatce, byle z nim", bo i tej chatki nie ma. I wszystko bez znaczenia, ale jak przyszlo co do czego, to mieszkanie (i oba nastepne) jest od Gizeli, meble od Gizeli, witaminy od Gizeli. I to wszystko nadal nie ma zadnego znaczenia, prawda, niech sie cieszy, ze przyjmujemy, bo najwazniejsza jest kazda nasza mysl, chwila i oddech i trzeba gizelowej plycizny umyslowej, zeby myslec o pierogach.
                                                    Ponioslo mnie, ale stosunek Mili do przybranej matki jest ohydny, a pozwalanie na wyskoki Ignaca imho niedopuszczalne. I moglabym wybaczyc nastolatce w trudnym wieku, ale to sie nie zmienia rowniez wtedy, gdy Melania jest dorosla kobieta i sama juz matka. I programowo nie dostrzega chamstwa Ignaca albo uwaza, ze jemu wolno. Wobec Gizeli wolno.
                                                • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 09:47
                                                  tt-tka napisała:

                                                  > zla.m napisała:
                                                  >
                                                  > > Za Ignaca głowy nie dam, ale z Milą sprawa jest bardziej skomplikowana. M
                                                  > oim zd
                                                  > > aniem jej stosunek do Gizeli był bardzo ambiwalentny, z jednej strony - n
                                                  > atural
                                                  > > ne u dziecka przywiązanie, potrzeba kochania. Z drugiej - Gizeli nie zach
                                                  > ęcała
                                                  > > jej do mówienia do siebie "mamo" (czekała, aż Mila sama zacznie...), podk
                                                  > reślał
                                                  > > a, że mamą nie jest, że ona nie ma dzieci.
                                                  >
                                                  > Eeee? Przysieglabym, ze Gizela prosila o nazywanie jej "mama", to Mila nie chci
                                                  > ala.
                                                  > Nie ukrywala, ze jest matka przybrana, ale de facto byla nia i chciala byc.


                                                  Znalazlam w cytatach, kolezanka przytacza rozmowe Gizeli ze Stefania
                                                  "- Mila mowi do ciebie po imieniu
                                                  - Powiedzialam jej, ze jej rodzice nie zyja, ze jest adoptowana. Prosilam, zeby mowila do mnie "mamo", a ona nie chce. Zaparla sie."
                                                  • zla.m Re: ten glodny 1983 28.09.16, 11:01
                                                    ok, to mi się pomyliło. Ciekawe, kiedy Gizela jej to mówiła, kiedy Mila się zaparła, czy Gizela próbowała ponownie ją przekonać (niby forma "zaparła się" to sugeruje) i jak mówiła wcześniej. No bo chyba nie mówimy o 3-latce...
                                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 11:04
                                                    Na pewno nie o trzylatce, Mila stracila matke gdzies kolo piatego roku zycia. Rozmowa ze Stefania sugeruje, ze chodzi o dziewczynke co najmniej 10-letnia, mozliwe, ze starsza. Nie wiem, w ktorym roku byla ta rozmowa, mam cytat bez daty, ale na pewno pozniej niz luty 45 roku.
                                        • potworia Re: ten glodny 1983 28.09.16, 10:57
                                          Opanowywać się nie zamierzam, bo i cóż to za postulat. Cytatu nie podam, bo wyrażam opinię powziętą na podstawie lektury - przedstawionych tam tam, zdarzeń ich powiązań, podtekstów i ukrytej, pewnie nawet niezałożonej odautorsko logiki. Można tę opinię nazwać interpretacją. Można się z nią dowolnie nie zgadzać. "Bzdura" jednak to niezbyt elegancki argument.
                                          • gat45 Re: ten glodny 1983 28.09.16, 12:44
                                            Skoro o odczuciach podczas lektury mowa, to ja też z K wyniosłam wrażenie, że Mila i Ignacy traktują Gizelę trochę jak służącą. Przywiązana do rodziny (w tym przypadku do Milinych rodziców), gdy ich nie stało - biorąca na siebie wychowanie panienki, a i potem świadczenie jej różnorakich usług, ale wciąż pomoc domowa. Nie przypominam sobie ani jednego faktu, gdzie to Mila cokolwiek robi dla Gizeli, tak z serca. Nie przypominam sobie jednego cieplejszego słowa, gestu. Może się mylę, ale bez żadnej sugestii z zewnątrz tak odczytałam Kalamburkę i tak mi zostało.
                                            Czyli : Potworio, nie jesteś odosobniona w swojej interpretacji.
                                            • potworia Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:04
                                              A ta sekwencja, w której schorowana i posunięta w latach Gizela jedzie do Poznania "na papieża" z wędkarskim stołeczkiem w charakterze zabezpieczenia i nawet nie bierze pod uwagę, że mogłaby się u córki zatrzymać. Bynajmniej nie dlatego, że trwa w zacietrzewieniu, po prostu nie chce jaśniepaństwu zawracać głowy. Zrozumiała, gdzie jej miejsce. Samotna staruszka w wielotysięcznym tłumie (myślę o swojej babci w takim położeniu i serce pęka)
                                              • gat45 Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:28
                                                To jest chyba początek, prawda ? I w tym wielotysięcznym tłumie szwenda się także Ignacy, ale nawet nie wie o wizycie przybranej matki swojej żony w mieście.
                                                Nie wykluczam, że to już ta scena źle mnie do relacji Borejkowie - Gizela nastroiła. Ale jeżeli tak, to tym bardziej podświadomie czy świadomie zwracałam specjalną uwagę na wzajemne stosunki bohaterów. No i wyszło mi to, co wyszło.
                                                • tt-tka Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:47
                                                  gat45 napisała:

                                                  > To jest chyba początek, prawda ? I w tym wielotysięcznym tłumie szwenda się tak
                                                  > że Ignacy, ale nawet nie wie o wizycie przybranej matki swojej żony w mieście.

                                                  Tak, gdzies na poczatku. I nie jest tak, ze Ignacy nie wie - on dostrzegl Gizele w tlumie, a bodaj nawet skinal glowa. Ale zapytac, czy nie wstapi, czy nie chcialaby sie napisc, skorzystac z toalety, odpoczac - nie, bez przesady.


                                                  > Nie wykluczam, że to już ta scena źle mnie do relacji Borejkowie - Gizela nastr
                                                  > oiła. Ale jeżeli tak, to tym bardziej podświadomie czy świadomie zwracałam spec
                                                  > jalną uwagę na wzajemne stosunki bohaterów. No i wyszło mi to, co wyszło.

                                                  Mnie wyszlo to samo. A wybuchlo czarna mazia w chwili, gdy za niezlomnego bohatera oporu przeciw rzeczywistosci zostal uznany przem altorke i Melanie Ignac-miotacz pierogow. Nie Gizela, ktora w 56 wyszla na ulice i zostala ranna.
                                                • potworia Re: ten glodny 1983 28.09.16, 13:49
                                                  Tak, jeden z pierwszych, o ile nie pierwszy rozdział. Zastanawiam się tylko jak to możliwe, że MM do tego stopnia nie widzi, co napisała i jak to świadczy o jej protagonistach. Coś niejasno pamiętam, że pierwowzorem Gizeli była pomoc domowa Barańczaków, to by wiele wyjaśniało. Ale pewności nie mam.
                            • gat45 Re: ten glodny 1983 27.09.16, 20:05
                              tt-tka napisała:

                              > Nie zgodze sie, nawet w basniowej konwencji ukrywanie czegokolwiek latami przed
                              > rodzina oznacza, ze
                              > - albo ukrywajacy klamie permanentnie
                              > - albo rodzina nie interesuje sie i nie ma pojecia, co robia inni
                              > - albo jedno i drugie.
                              > bez wzgledu na to, co MM chciala napisac (skromnosc), wyszlo jej to tak prawdop
                              > odobnie jak dzielny Gabon.
                              >

                              Pomijam całą rodzinę i skupiam się na parze, jaką stanowią Melania i Ignacy. Przecież ona latami prowadzi po prostu podwójne życie. Ja tam nie widzę różnicy w posiadaniu wieloletniego kochanka równolegle z mężem a zdradzaniem tego męża z jakimś Kalem Amburką, z przeproszeniem. Wydaje mi się nawet, że Melania oddaje Kalowi duszę, a więc zdradza Ignacego bardziej, niż gdyby oddawała mu jeno kfffffiat swojego ciała.
                              Z moim parterem "od zawsze" stanowimy parę, która od początku postanowiła szanować prawo drugiej osoby do pewnej prywatności. Trwa to .... ho,ho, hoooo ! Aż się przestraszyłam, jak długo - przecież ja nawet nie mam tylu lat !!!! I tak sobie myślę, że gdybym się dowiedziała o jakiejś babie, która przemaszerowała przez nasz związek bez mojej wiedzy, to zabolałoby to mnie mniej, niż gdybym się dowiedziała, że najbliższy mi człowiek, któremu od wieków ufam bezgranicznie, latami żywił jakąś pasję, którą się ze mną nie podzielił, którą wprost ukrywał przede mną. Baba by mnie może wkurzyła, takie wyrzucenie mnie poza nawias jego ważnych spraw by mnie głęboko zraniło. I kazałoby mi zwątpić w szczerość całej naszej wspólnej historii.
                              Dobra, chyba zaraz polecę go zapytać ostrym tonem, gdzie właściwie zdeponował tantiemy ze swoich dzieł literackich. I ile tego jest. I że mam nadzieję, że wszystkiego nie przepuścił na ladacznice.
                              Będzie ciekawie, mimo że on już się powinien przyzwyczaić do i nieprzewidywalnych zwrotów w rozmowie z wieloletnią towarzyszką życia.
                              • vi_san Re: ten glodny 1983 27.09.16, 20:13
                                Gat jak zwykle w sedno!
                              • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 20:22
                                gat45 napisała:


                                > Pomijam całą rodzinę i skupiam się na parze, jaką stanowią Melania i Ignacy. Pr
                                > zecież ona latami prowadzi po prostu podwójne życie. Ja tam nie widzę różnicy w
                                > posiadaniu wieloletniego kochanka równolegle z mężem a zdradzaniem tego męża z
                                > jakimś Kalem Amburką, z przeproszeniem. Wydaje mi się nawet, że Melania oddaje
                                > Kalowi duszę, a więc zdradza Ignacego bardziej, niż gdyby oddawała mu jeno kff
                                > fffiat swojego ciała.
                                >

                                Wielki Balzac pomiescil taka zagrywke. Z komentarzem.
                                Pary, liczne, w ktorych jedno ma obiekt, powiedzmy, westchnien, a drugie dowiaduje sie o tym. Z reguly usprawiedliwienie brzmi "alez to czysto duchowe !".

                                Para, o ktorej gadano tak intensywnie, ze poan maz postanowil zbadac sprawe doglebnie. Zbadal, o czym z duma i ulga zawiadomil wszystkich. "Ach, przekonales sie pan o jej niewinnosci !" - "Nie, przekonalem sie, ze to bylo czysto fizyczne".

                                Wykluczenie drugiej polowy z bardzo waznej sfery wlasnego zycia i oszukiwanie latami to gorzej niz zdrada. Przepraszam, ale w tym ukladzie kim Ignac byl dla Melanii ? - nie mezem, nie rpzyjacielem, nie towarzyszem zycia... naloznikiem ?
                                • gat45 Re: ten glodny 1983 27.09.16, 20:27
                                  tt-tka napisała:

                                  [...]

                                  > Wykluczenie drugiej polowy z bardzo waznej sfery wlasnego zycia i oszukiwanie l
                                  > atami to gorzej niz zdrada. ...[...]

                                  Nie. To właśnie prawdziwa zdrada. Świadoma i nawet nie usprawiedliwiona feromonami.
                                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.09.16, 20:34
                                    gat45 napisała:

                                    > tt-tka napisała:
                                    >
                                    > [...]
                                    >
                                    > > Wykluczenie drugiej polowy z bardzo waznej sfery wlasnego zycia i oszukiw
                                    > anie l
                                    > > atami to gorzej niz zdrada. ...[...]
                                    >
                                    > Nie. To właśnie prawdziwa zdrada. Świadoma i nawet nie usprawiedliwiona feromon
                                    > ami.

                                    Dla mnie to jest poza pojeciem zdrady. Zdradzic mozna kogos bliskiego, meza, przyjaciela, kochanka (siostre, przyjaciolke itd.). Ale kogos, z kim nie laczy cie wlasciwie nic, no wlasnie naloznika ? To tak, jakby powiedziec, ze zdradzilam swoje przescieradlo czy poduszke...
                  • guineapigs Re: ten glodny 1983 27.09.16, 21:18
                    'Bardzo ceniono jej fachowość - nic dziwnego, trudno o dobre korektorki, a jeszcze trudniej o korektorki znające się na filozofii, historii i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną.'

                    No po prostu: Mila Borejko - Solejukowa Poznania.
        • iskrzy_54 Re: ten glodny 1983 08.11.16, 22:32
          Kryminały tłumaczy w latach dziewięćdziesiątych studentka Nutria (nie wiem, na ile to prawdopodobne)

          To akurat jest możliwe, zwłaszcza jeśli się ma znajomości w wydawnictwie - mój uczeń (gimnazjum) tłumaczył horrory dla wydawnictwa swojego taty, niektóre książki Kinga tłumaczył absolwent polonistyki ( w pierwszym wydaniu Dead Zone 'children were farting around' (powinno być zasuwały/ zapieprzały/wygłupiały się) zostało przetłumaczone jako "dzieci popierdywały dookoła", w "budżetówce" obowiązywała zasada przetargu, zlecenie dostawali tłumacze, którzy byli tani, albo mieli plecy. Potem tłumaczenia np. dokumentów unijnych szły do tłumaczy "na etacie" obznajomionych z terminologią, którym rzecz jasna nikt nie płacił. Kiedyś weryfikowałam tłumaczenie, w którym rodziny w Polsce dostawały "education benefit" zamiast "child care benefit" a men "were satisfying themselves" , więc Natalię jako tłumacza akceptuję, zwłaszcza przy licznych znajomościach Milicji...
    • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 23:12
      Wyklarowalo mi sie w trakcie, czemu nie lubilam OwR. Wlasnie z racji tego, o czym tu piszemy. Zatracil sie nawet ten maly realizm, przeciez ja tamte lata pamietam. Poza dyskusjami o najwyzszej wartosci idealu i podobnymi byly ciagle dywagacje, co wykupic na kartki miesne, na co wymienic kartki wodczane, moich papierosowych nie waz sie ruszyc !, gospodaruj mydlem i proszkiem oszczednie, kto staje w kolejce rano, kto i o ktorej moze zmienic stacza... a tu nic. Oni zyja jak w bajce (na miare czasow), kolejek nie ma, klotni nie ma, bez problemu nakarmi sie osiem dodatkowych osob (wtedy ! no kurcze, nawet do kolegi na osiedlu chodzilo sie z wlasna herbata, bo towar deficytowy) i w dalszym ciagu pieniedzy nie ma, ale na wszystko co potrzebne jest.
      Lubie bajki, ale nie lubie, kiedy one udaja, ze sa prawdziwe.
      • marutax Re: ten glodny 1983 15.09.16, 23:41
        tt-tka napisała:

        > Wyklarowalo mi sie w trakcie, czemu nie lubilam OwR. Wlasnie z racji tego, o cz
        > ym tu piszemy. Zatracil sie nawet ten maly realizm, przeciez ja tamte lata pami
        > etam. Poza dyskusjami o najwyzszej wartosci idealu i podobnymi byly ciagle dywa
        > gacje, co wykupic na kartki miesne, na co wymienic kartki wodczane, moich papie
        > rosowych nie waz sie ruszyc !, gospodaruj mydlem i proszkiem oszczednie, kto st
        > aje w kolejce rano, kto i o ktorej moze zmienic stacza... a tu nic. Oni zyja ja
        > k w bajce (na miare czasow), kolejek nie ma, klotni nie ma, bez problemu nakarm
        > i sie osiem dodatkowych osob (wtedy ! no kurcze, nawet do kolegi na osiedlu cho
        > dzilo sie z wlasna herbata, bo towar deficytowy) i w dalszym ciagu pieniedzy ni
        > e ma, ale na wszystko co potrzebne jest.
        > Lubie bajki, ale nie lubie, kiedy one udaja, ze sa prawdziwe.

        Nie do końca podzielam Twoje zdanie. W "OwR" jest jeszcze realizm - jest uboga, niedojadającą Kreska i Ewa, która wystaje w kolejkach po szynkę, są zgubione kartki i robaczywe jabłka Lelujki. Czyli warunki się zgadzają. Niestety jeśli chodzi o Borejków człowiek zaczyna mieć wrażenie, że oni żyją nie w tych realiach, ale na ich tle. Rzeczywistość nie ma wpływu na ich sytuację. I tu pojawia się to, o czym piszesz - w domu teoretycznie nie ma pieniędzy, ale nikt nie musi pracować, mięso jest artykułem deficytowym, ale nie ma problemu z rosołem dla połowy podwórka... I właśnie to zderzenie prawdy o tamtych czasach z Borejkami, którzy w imię swojej rzekomej wyjątkowości i wspaniałości tę prawdę negują, jest gorzkie i fałszywe. Jakby autorka mówiła: "tak, było ciężko, ale jak ktoś był taki jak Borejkowie to wyrastał ponad to." Taaa, bo jak ktoś nie myśli o rzeczach materialnych, to Bóg mu tę cnotę wynagrodzi i wszystko zapewni.
        • tt-tka Re: ten glodny 1983 15.09.16, 23:48
          marutax napisał(a):
          Niestety jeśli ch
          > odzi o Borejków człowiek zaczyna mieć wrażenie, że oni żyją nie w tych realiach
          > , ale na ich tle.

          DOKLADNIE o to mi chodzilo ! Oni sa ponad i poza.

          Rzeczywistość nie ma wpływu na ich sytuację (...) właśnie to zderzenie prawdy o tamtych czasach z Borejkami, k
          > tórzy w imię swojej rzekomej wyjątkowości i wspaniałości tę prawdę negują, jest
          > gorzkie i fałszywe. Jakby autorka mówiła: "tak, było ciężko, ale jak ktoś był
          > taki jak Borejkowie to wyrastał ponad to."
      • mariamm87 Re: ten glodny 1983 16.09.16, 09:11
        Hej, ale pamiętajcie, że to było też wydane za PRL! Podejrzewam, że przez cenzurę by nie przeszedł opis stania w kolejce przez Gabę i Milę na przemian przez 3 dni itp...
        • tt-tka Re: ten glodny 1983 16.09.16, 11:18
          mariamm87 napisała:

          > Hej, ale pamiętajcie, że to było też wydane za PRL! Podejrzewam, że przez cenzu
          > rę by nie przeszedł opis stania w kolejce przez Gabę i Milę na przemian przez 3
          > dni itp...


          Kobito, zmiluj sie... niemal cala owczesna literatura mlodziezowa, ta przynajmniej, ktora czytalam i pamietam, a po czesci nawet jeszcze mam, lacznie z wydawanymi na biezaco w prasie opowiadaniami pelna jest kolejkowiczow, napiec rodzinnych na tym tle, przemeczonych, podenerwowanych matek, mlodziezy, ktorej randka sie wsciekla, bo trzeba bylo zmienic w ogonku matke stojaca tam od czwartej rano...
          • mariamm87 Re: ten glodny 1983 16.09.16, 11:51
            No to w OwR jest Jedwabińska, która wraca dopiero późnym wieczorem do domu, bo stoi za wędliną dla Aurelii, u Gaby ktoś (Ida?) gubi kartki na mięso i gdyby nie przejechana kura to nie byłoby co jeść, a Maciek trzyma w lodówce tak długo wystane chyba przez Lewandowską cytryny. Clou historii to miłość Kreski do Maćka + Lelujka, przemiana relacji Ewy z córką, do tego wątki poboczne Idy ze Sławkiem czy porzuconej Gaby, w tle widać siermiężne czasy niedoboru wszystkiego i radość ze zdobycia gumki do majtek. Gdyby cała książka była o staniu Milii w kolejkach, to dziękuję za taką lekturę.
            • tt-tka Re: ten glodny 1983 16.09.16, 13:38
              mariamm87 napisała:

              Gdyby cała książka była o staniu Milii w kole
              > jkach, to dziękuję za taką lekturę.

              Ale ona nie stoi ani przez chwile, w tym rzecz. Ani nikt inny z jej rodziny. Inni stoja, zasuwaja z siatami, a Gabunia lata z pekiem roz zamiast siaty i nie ma problemu, czym i za co wykarmic te czerede (plus pol podworka). Wlasnie o tym pisalam (a Marutax lepiej niz ja), ze w tej ksiazce Borejki JUZ sa nie z tego swiata i z nieba im spada.
              • pi.asia Re: ten glodny 1983 16.09.16, 19:42
                tt-tka napisała:

                > mariamm87 napisała:
                >
                > Gdyby cała książka była o staniu Milii w kole
                > > jkach, to dziękuję za taką lekturę.
                >
                > Ale ona nie stoi ani przez chwile, w tym rzecz. Ani nikt inny z jej rodziny. In
                > ni stoja, zasuwaja z siatami, a Gabunia lata z pekiem roz zamiast siaty i nie
                > ma problemu, czym i za co wykarmic te czerede (plus pol podworka). Wlasnie o ty
                > m pisalam (a Marutax lepiej niz ja), ze w tej ksiazce Borejki JUZ sa nie z teg
                > o swiata i z nieba im spada.


                E, a w którym tomie ktoś mówi, że widział Milę w kolejce, i że czytała Majakowskiego? A w OwR Gaba przychodzi do Dmuchawca niosąc róże i wołowinę z kością.
                • tt-tka Re: ten glodny 1983 16.09.16, 20:01
                  pi.asia napisała:

                  >
                  >
                  > E, a w którym tomie ktoś mówi, że widział Milę w kolejce, i że czytała Majakows
                  > kiego?

                  Jeszcze w KK.

                  A w OwR Gaba przychodzi do Dmuchawca niosąc róże i wołowinę z kością.

                  Dmuchawcowi. A ja mowie o domu Borejkow.
                • zla.m Re: ten glodny 1983 16.09.16, 20:02
                  W KK, Józinek opowiada to bratu.
                  • pi.asia Re: ten glodny 1983 16.09.16, 20:06
                    zla.m napisała:

                    > W KK, Józinek opowiada to bratu.
                    >

                    Józinek? Jeśli w KK to raczej stryj Józeczek ;) Ale faktycznie,to było w KK.
                    • 3piota Re: ten glodny 1983 16.09.16, 20:16
                      pi.asia napisała:
                      > Józinek? Jeśli w KK to raczej stryj Józeczek ;)

                      Tak! Nie robić z Józeczka Józinka! Bo sobie pójdę!
                • verdana Re: ten glodny 1983 18.09.16, 18:01
                  Jak mnie tu widzicie - nie stałam. Nie stałam, za wyjątkiem kolejek po mleko w proszku dla dziecka w roku 1986, po Czarnobylu. I po bobofruty. Dzieci żywiłam kaszanka, na kartki wykupywałam chińską łopatkę w kawałkach, której nikt nie chciał. Pewnie, że czasem trzeba było postać pół godziny, ale dłużej stałam chyba raz - po żółty ser.
                  Jak najbardziej wierze w dom, gdzie woli sie zjeść byle co, byle nie stać.
                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 18.09.16, 18:11
                    Ale to nie dotyczy domu Borejkow w OwR - po primo, one nie jedza kaszanki ani chinskiego schabu, po nastepne, przy takich pieniadzach, jakie one mogly miec, i tylu gebach do wykarmienia postac trzeba bylo; tam, gdzie rzucili cos tanszego a wydajnego (a wczesniej wyczaic, co i gdzie), wzglednie obrocic kilka razy, bo na produkty (bezkartkowe tez) byly limity i sprzedazy pieciu kilo czegokolwiek odmowilaby kazda sprzedawczyni pod groza linczu. Nawet po make, jajka i kapuste do tych kapusniaczkow wyprodukowanych w niesamowitej ilosci trzeba bylo postac. I przytargac. A one po prostu maja w domu.
                    • 3piota Re: ten glodny 1983 18.09.16, 19:06
                      tt-tka napisała:
                      > A one po prostu maja w domu.

                      Tak mają. Początek DP i już Gaba zachwyca się jakie cudowne właściwości ma ich kuchnia, że zawsze gdy jest coś do jedzenia, to się natychmiast tłum chętnych stawi i dla wszystkich wystarczy!
                      Miała na obiad cztery drobne gołąbki, kartonik zsiadłego mleka, koszyk truskawek Natalia przywlokła (a równo za rok koszyk truskawek zdeptała na marmeladę, pewnie jej się przejadły hehe) i blachę ciasta z kruszonką. Trochę dziwaczny zestaw zważywszy, że ten obiad miało jeść dwoje Strybów i dwie Pyziakówny, plus Natalia i Pulpa. Cztery drobne gołąbki na 6 gąb? No niech tam, Natalia i Pulpa mogły nie być brane pod uwagę to i tak tych gołąbków jakoś serdecznie mało, tym bardziej że drobne. A ostatecznie do jadła dodatkowo zjawił się Flor, Aurelia i Kozio i jeszcze Maciek. Grzegorza za to ni widu ni słychu, ciekawe co on dostał, jeszcze wtedy nie wegetarianił, bo w niedzielę cielęcinę z pyzami mu podano.
                      O właśnie. W niedzielę na obiad była cielęcina z pyzami na parze, a na kolację bis smażone ziemniaki się pojawiają. No. Po prostu. Te ugotowane ziemniaki tam są, a przecież nie z obiadu. Tylko pokroić, wazon stłuc, dwa razy cebulę zwęglić a jakże, bo bez tego ani rusz i można siadać do stołu. No i jeszcze Dupyza musiała rozpieprzyć słoik ze zsiadłym mlekiem - więcej zabawnie będzie. Wcześniej zsiadłe mleko było z kartonika, dwa dni później na słoikowe przeszli. Ale jak zwykle kuchnia pełna chętnych i aż niewiarygodne, że po raz pierwszy nagle dla Gaby spyży zabrakło.
                      • agnieszka_azj Re: ten glodny 1983 19.09.16, 20:30
                        3piota napisał(a):
                        > O właśnie. W niedzielę na obiad była cielęcina z pyzami na parze, a na kolację
                        > bis smażone ziemniaki się pojawiają. No. Po prostu. Te ugotowane ziemniaki tam
                        > są, a przecież nie z obiadu. Tylko pokroić, wazon stłuc, dwa razy cebulę zwęgli
                        > ć a jakże, bo bez tego ani rusz i można siadać do stołu.

                        Ugotowane ziemniaki w poprzedniego w lodówce dnia kompletnie mnie nie dziwią. To w ogóle były czasy, kiedy się dużo więcej ziemniaków jadło i przed zimą zaopatrywało piwnicę w kilka worków, żeby były zawsze, bez konieczności latania do warzywniaka. U mnie w domu na ogół gotowało się ich więcej, niż było konieczne na obiad i potem można było zrobić kopytka albo właśnie odsmażyć. Wszyscy lubiliśmy odsmażane ;-)
                        Legenda rodzina głosi, że mój Tata, kiedy została sam na gospodarstwie, gotowal sobie gar ziemniaków. Potem codziennie trochę odsmażał z jajecznicą i był w stanie na takim menu przeżyć miesiąc ;-)
                        • slotna Re: ten glodny 1983 07.10.16, 20:24
                          > Ugotowane ziemniaki w poprzedniego w lodówce dnia kompletnie mnie nie dziwią. T
                          > o w ogóle były czasy, kiedy się dużo więcej ziemniaków jadło i przed zimą zaopa
                          > trywało piwnicę w kilka worków, żeby były zawsze, bez konieczności latania do w
                          > arzywniaka.

                          To byl 1993 rok. Mozna bylo spokojnie kupowac na biezaco, ziemniaki i wszystko inne.
                          • pi.asia Re: ten glodny 1983 07.10.16, 20:33
                            slotna napisała:

                            > > Ugotowane ziemniaki w poprzedniego w lodówce dnia kompletnie mnie nie dzi
                            > wią. T
                            > > o w ogóle były czasy, kiedy się dużo więcej ziemniaków jadło i przed zimą
                            > zaopa
                            > > trywało piwnicę w kilka worków, żeby były zawsze, bez konieczności latani
                            > a do w
                            > > arzywniaka.
                            >
                            > To byl 1993 rok. Mozna bylo spokojnie kupowac na biezaco, ziemniaki i wszystko
                            > inne.
                            >

                            Ale nawet teraz ludzie kupują sobie dwa-trzy worki ziemniaków do piwnicy. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, bo skoro i tak idą do warzywniaka po marchew, jabłka, kapustę kiszoną czy cytryny, to co za problem kupic za jednym zamachem i ziemniaki? Chyba że chodzi o niemożność noszenia ciężkich siatek, wtedy leci się z zakupami do domu, a potem schodzi do piwnicy po ziemniaki. Ewentualnie można wysłać męża bądź latorośl. Ale męża czy latorośl można wysłać i do sklepu. A w piwnicy ziemniaki więdną, rosną, tracą wygląd i wartości, i jeszcze wiosną trzeba sprzątać resztki.
                            • tt-tka Re: ten glodny 1983 07.10.16, 21:03
                              pi.asia napisała:
                              > >
                              >
                              > Ale nawet teraz ludzie kupują sobie dwa-trzy worki ziemniaków do piwnicy. Nie
                              > jestem w stanie tego zrozumieć, bo skoro i tak idą do warzywniaka po marchew, j
                              > abłka, kapustę kiszoną czy cytryny, to co za problem kupic za jednym zamachem i
                              > ziemniaki?

                              Przy 6-osobowej rodzinie te jablka, marchew i kapusta to juz jest kilka kilo. Dodatkowe dwa lub trzy ziemniakow mnie np robi roznice, nie lubie dzwigac, zwlaszcza ze z warzywniaka mam pod gorke.
                              a jak sie przechowuja to zalezy od piwnicy. W suchej, chlodnej i zsypane do skrzynki, a nie stloczone w worku trzymaja sie dobrze
                            • slotna Re: ten glodny 1983 07.10.16, 21:42
                              Moi dziadkowie tez trzymaja ziemniaki w piwnicy i to w bloku - jak im sie uda kupic odpowiednie (z suchej ziemi czy jakos tak), kupuja na zapas. I wcale im sie nie dziwie, bo to sa bardzo dobre ziemniaki. Ale mialam co innego na mysli - Agnieszka_azj chyba sadzila, ze nadal rozmawiamy o ksiazce 1983, a tymczasem chodzilo o dekade pozniejsza.
                              • agnieszka_azj Re: ten glodny 1983 08.10.16, 09:17
                                Wiem, że 1993, ale mimo to zjawisko istnienia w lodówce ziemniaków do odsmażenia mnie nie dziwi. Szczególnie w domu, w którym mieszka więcej osób i nigdy nie wiadomo, kto będzie na obiedzie (bo zajęcia takie czy inne i ktoś nie dotrze, a do kogoś innego akurat przyszedł gość), więc zdarza się, że coś z obiadu zostaje.
                                Teraz już ziemniaki nie stanowią podstawy obiadów w takim stopniu jak kiedyś, ale w 1993 roku nawyki żywieniowe (i to co można było dostać w sklepach) jeszcze się tak bardzo nie zmieniły.
                                A ludzie z pokolenia, które przeżyło wojnę i początki PRLu, mieli silny odruch oszczędzania jedzenia i jak coś zostało, to się tego nie wyrzucało, tylko wymyślało sposób na wykorzystanie przy kolejnych posiłkach.
                                • tt-tka Re: ten glodny 1983 08.10.16, 10:48
                                  Tam nigdy nic nie zostawalo z obiadu. Wyzerano wszystko do imentu.
                                  I sluszna imho byla uwaga ktorejs przedpisczyni, ze Pulpa smazyla ziemniaki surowe, a nie odsmazala gotowane :)
                                  • 3piota Re: ten glodny 1983 08.10.16, 21:36
                                    tt-tka napisała:
                                    > Tam nigdy nic nie zostawalo z obiadu. Wyzerano wszystko do imentu.
                                    > I sluszna imho byla uwaga ktorejs przedpisczyni, ze Pulpa smazyla ziemniaki sur
                                    > owe, a nie odsmazala gotowane :)

                                    Dobra. Niech będzie, że smażyła surowe. Tylko po jakie licho przódy zwęgliła cebulę? Jeżeli smaży się surowe, to cebulę dodaje się nieco później, bo ona znów zdąży się zwęglić nim te pyry dojdą. Może Pulpa - jak to Borejki - sobie utrudniała: najpierw cebula, cebulę na bok, później pyry i do pyrów z powrotem cebula. Można i tak, więcej naczyń do zmywania. Po chwili wpada Natalia z krzykiem, że też chce smażonych ziemniaków, ale dla niej już nie starcza, musi produkować jakiegoś cyklopa.
                                    Czyli nie ma już w domu ani jednego surowego kartofelka, bo zamiast cyklopa mogłaby sobie tych pyrków też nasmażyć. Później jeszcze jajka się kończą...
                                    Jednym słowem "ni cebulki, ni w co wkroić".
                                    Taka z Gaby gospodyni gdy tylko starzy wyjechani.
                                    Musiała sobie od ust odejmować, bo ten piątkowy - dwa dni wcześniej - obiadek, te cztery DROBNE gołąbki na sześć osób, jak ona je chciała podzielić? No nawet niech będzie, że Pulpa i Nutria niby samopas się żywią to jeden drobny gołąbek dla Grzesia jakoś tak ubożuchno się widzi.
                                    Pewnie dlatego kilka dni później wyskoczył z samodzielnie usmażonymi befsztykami, żeby chociaż raz do syta podjeść.
                                    Kiedy on właściwie przeszedł na wiarę wegetariańską?
                                    • tt-tka Re: ten glodny 1983 08.10.16, 22:31
                                      A to mozliwe, ze Grzes wzial sie za gotowanie, zeby wreszcie zjesc po ludzku i troche wiecej niz symbolicznie :)
                                      (moze nawet w ramach cichego buntu zaczal jesc w uniwersyteckiej stolowce i wreszcie bylo w domu wiecej do jedzenia, zeby wstydu nie robil przed ludzmi)
                                      Jako ideowy wegetarianin chyba dopiero w McDusi zostal przedstawiony, nie jestem pewna. Ale nad smutnym losem ryb na stole jojczal juz w Imieninach - inna rzecz, ze na te schadzke, co mu nie wyszla, sandacza przygotowal, wiec wtedy jeszcze miesko jadal.
                                      I jak Roza jest w ciazy, na stole tez jest jakies miecho i nic nie wspomniano, zeby dla Grzesia przygotowano cos innego.
                                      • 3piota Re: ten glodny 1983 08.10.16, 23:45
                                        tt-tka napisała:
                                        > A to mozliwe, ze Grzes wzial sie za gotowanie, zeby wreszcie zjesc po ludzku i
                                        > troche wiecej niz symbolicznie :)

                                        Słusznie prawią, że ten się najwięcej naje kto ze stołu sprząta .
                                        A i podczas gotowania - tu skubnąć, tam popróbować do smaku i micha się zbierze.
                                        Grześ ma łeb! :)

                                        Oprócz spyży chodzi mi po głowie ta prasowalnica.
                                        Prasowalnica u Borejków. A Ignaca szlag nie trafił na taką rozpustę, dopiero zmywara go ruszyła.
                                        Skoro pieców już dawno niet, to żelazko na duszę czy węgiel odpada, ale taki stary dziadak z wciskanym kablem, bez termostatu powinien im przecież wystarczyć jako to "łoże proste okryte skórą". Chyba, że on nawet nie wiedział o jej istnieniu, bo to by się dało schować przed nim i używać tak żeby nie widział.
                                        Ale nie mogę pojąć, że Ogorzałki durch po tę prasowalnicę latają zamiast sobie kupić. W 1993 roku już nie trzeba było zdobywać jej od zaplecza i cena nie rujnowała domowego budżetu.
                                        A tu w piątek Maciek ją przytargał, w niedzielę Kreska po nią przyleciała. Przecież to grzmot był ciężki, miałam taką, chętnie się pozbyłam, ważyło to ze 20 kilo. Targać co dwa dni taki ciężar od Borejów na 4 piętro i z powrotem. I cóż oni tak prasowali na okrągło? Przecież te bliźniaczki już 15 miechów skończyły, pieluch już tyle nie było , a do prasowania ubranek średnio się to nadawało. No dobrze, niech będzie, że pościel z łóżeczek codziennie prali, to zdolny architekt powinien już dawno żonie tę prasowalnicę sprawić a nie kazać jej taszczyć pożyczaną.
                                      • piotr7777 Re: ten glodny 1983 09.10.16, 08:21
                                        > Jako ideowy wegetarianin chyba dopiero w McDusi zostal przedstawiony, nie jeste
                                        > m pewna. Ale nad smutnym losem ryb na stole jojczal juz w Imieninach - inna rze
                                        > cz, ze na te schadzke, co mu nie wyszla, sandacza przygotowal, wiec wtedy jeszc
                                        > ze miesko jadal.

                                        Ryba to nie mięso, jakkolwiek zwierzę.
                                        • bupu Re: ten glodny 1983 09.10.16, 11:15
                                          piotr7777 napisał:

                                          > Ryba to nie mięso, jakkolwiek zwierzę.

                                          Z punktu widzenia wegetarianina ryba to mięso. Z punktu widzenia jednostki spoza naszego chrześcijańskiego kręgu kulturowego również.
                                          • marutax Re: ten glodny 1983 09.10.16, 13:03
                                            bupu napisała:
                                            >
                                            > Z punktu widzenia wegetarianina ryba to mięso. Z punktu widzenia jednostki spoz
                                            > a naszego chrześcijańskiego kręgu kulturowego również.

                                            To częsta pomyłka wśród nie-wegetarian z przełomu wieków - takie myślenie typu "wegetariańskie" = "postne". Bezmięsne poniedziałki, post w piątek, wigilia z zalożenia wegetariańska ;-) Moja siostra gdzieś w latach 90. przez dłuższy okres twierdziła, że jest wegetarianką i zamiast mięsa zwierzęcego jadała ryby. Nikt jej nie poprawiał, wszyscy uważali, że to określenie jest w porządku. Teraz to myślenie odeszło (mam nadzieję) do lamusa, ale pani MM mogła tak właśnie postrzegać wegetarianizm.
                                        • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 09.10.16, 12:07
                                          > Ryba to nie mięso, jakkolwiek zwierzę.

                                          Tak, a bóbr to ryba, bo w wodzie pływa.
                                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 09.10.16, 14:02
                                            ciotka_scholastyka napisała:

                                            > > Ryba to nie mięso, jakkolwiek zwierzę.
                                            >
                                            > Tak, a bóbr to ryba, bo w wodzie pływa.

                                            Bobr jak bobr, ale bobrzy ogon to juz na pewno ! "Co z wody i w lusce, to jakoby ryba" i mozna w piatek zjesc :)
                      • slotna Re: ten glodny 1983 07.10.16, 20:28
                        > Miała na obiad cztery drobne gołąbki, kartonik zsiadłego mleka

                        Ten kartonik mnie zawsze dziwil. Wtedy jeszcze mielismy normalne zsiadle mleko, a juz u babci zwlaszcza. Pozniej pojawilo sie w sklepach kubeczkach i jest do tej pory (ale przypomina raczej kefir), w kartonikach widuje tylko maslanke i jogurty pitne, ale pierwsze i tak widzialam z 10 lat po tej ksiazce.

                        > O właśnie. W niedzielę na obiad była cielęcina z pyzami na parze, a na kolację
                        > bis smażone ziemniaki się pojawiają. No. Po prostu. Te ugotowane ziemniaki tam
                        > są, a przecież nie z obiadu.

                        A gdzie jest powiedziane, ze byly one ugotowane? Mowa jest o ziemniakach smazonych, nie odsmazanych (no i Pulpa dokrawa ich, kiedy przychodza zwabione zapachami Pyza i Tygrysek, a takich z obiadu wwalila by chyba na patelnie calosc).
                        • ciotka_scholastyka Re: ten glodny 1983 09.10.16, 11:56
                          > Mowa jest o ziemniakach smazon
                          > ych, nie odsmazanych

                          Ale, ale serio? Smaży się surowe ziemniaki??? Pytam zupełnie poważnie, we moim domu i naszych rodzinnych funkcjonują ziemniaki odsmażane, pychota na chrupko (i podawane z maślanką albo kefirem, kiedyś z prawdziwym zsiadłym mlekiem), natomiast smażone surowe ziemniaki to co najwyżej na frytki, w głębokim tłuszczu!
                          • tt-tka Re: ten glodny 1983 09.10.16, 12:33
                            ciotka_scholastyka napisała:

                            > > Mowa jest o ziemniakach smazon
                            > > ych, nie odsmazanych
                            >
                            > Ale, ale serio? Smaży się surowe ziemniaki???

                            Smazy sie, a jakze, i to w wielu wersjach - na smalczyku, na oleju (ale plytkim, nie takie kapanie w tluszczu jak przy frytkach), bardzo cienkie plasterki mozna na patelni posmarowanej slonina, mozna na gestej tlustej smietanie pod szczelnym przykryciem*, mozna w masle ziolowym...

                            * to jest cos posredniego miedy prazeniem/pieczeniem a duszeniem, nie doslownie smazenie, ale poniewaz robie to na patelni, wiec utarlo sie, ze smaze :)
                  • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 21.09.16, 14:17
                    verdana napisała:

                    > Jak mnie tu widzicie - nie stałam. Nie stałam, za wyjątkiem kolejek po mleko w
                    > proszku dla dziecka w roku 1986, po Czarnobylu. I po bobofruty. Dzieci żywiłam
                    > kaszanka, na kartki wykupywałam chińską łopatkę w kawałkach, której nikt nie ch
                    > ciał. Pewnie, że czasem trzeba było postać pół godziny, ale dłużej stałam chyba
                    > raz - po żółty ser.

                    Potwierdzam. Jedyne regularne kolejki, jakie pamiętam z tamtych lat, to kolejki po chleb pod piekarnią w piątki, bo piekarnia miała mały piec zwyczajnie nie wyrabiała się na weekend. Wszelkie inne akcje "idź do sklepu bo jest masło" były okazjonalne. Nie, żeby nie bywało właśnie problemów z tym masłem albo cukrem, ale nie uczmy się też historii najnowszej na filmach Barei i grach planszowych IPN.
                    (TSD, czy to jeszcze jest historia najnowsza?)

                    • verdana Re: ten glodny 1983 23.09.16, 09:15
                      Ale kolejki ja pamiętam doskonale. Tylko nie stałam, całych przydziałów zwykle nie wykupywałam (mam dowód, bo zostały mi kartki, które pokazuję czasem studentom). Wolałam nie zjeść i nie stać. No, ale jak było coś koniecznego (mleko dla dziecka), czy oszczędzającego pracę (bobofruty) to jednak stać trzeba było.
                  • iskrzy_54 Re: ten glodny 1983 08.11.16, 22:48
                    Jak mnie tu widzicie - nie stałam. Nie stałam, za wyjątkiem kolejek po mleko w proszku dla dziecka w roku 1986, po Czarnobylu. I po bobofruty. Dzieci żywiłam kaszanka, na kartki wykupywałam chińską łopatkę w kawałkach, której nikt nie chciał. Pewnie, że czasem trzeba było postać pół godziny, ale dłużej stałam chyba raz - po żółty ser.
                    Jak najbardziej wierze w dom, gdzie woli sie zjeść byle co, byle nie stać.

                    Też nie stałam, idiosynkrazja taka - nie lubię stać i już; nie miałam wprawdzie dzieci (może bym dla nich stała), ale żywiłam się produktami "bezkolejkowymi", kartki oddawałam rodzinie (nie piłam i nie paliłam), kupowałam Prawdę w empiku (na cienkim papierze była drukowana), mięsko raz na jakiś czas mieliśmy od "baby z cielęciną" - opisanej np. przez Tessę Caponi Borawską (u nas był to chłop mocno pachnącu eau de obora); jednak meble wystała mi Mama a pralkę - Macocha,
            • marutax Re: ten glodny 1983 16.09.16, 14:46
              mariamm87 napisała:

              > No to w OwR jest Jedwabińska, która wraca dopiero późnym wieczorem do domu, bo
              > stoi za wędliną dla Aurelii, u Gaby ktoś (Ida?) gubi kartki na mięso i gdyby ni
              > e przejechana kura to nie byłoby co jeść, a Maciek trzyma w lodówce tak długo w
              > ystane chyba przez Lewandowską cytryny. Clou historii to miłość Kreski do Maćka
              > + Lelujka, przemiana relacji Ewy z córką, do tego wątki poboczne Idy ze Sławki
              > em czy porzuconej Gaby, w tle widać siermiężne czasy niedoboru wszystkiego i ra
              > dość ze zdobycia gumki do majtek. Gdyby cała książka była o staniu Milii w kole
              > jkach, to dziękuję za taką lekturę.

              Posłużę się przykładem. Borejkowie mają trudności finansowe, stracili(ły) główne źródło dochodów itd. Gotują rosół. Natalia i Patrycja sprowadzają 8 dodatkowych osób. Delikatnie licząc osoby te zjadają zupę przeznaczoną na 2-3 dni i ugotowaną na deficytowym mięsie. Następnego dnia przychodzi Aurelia. U Borejków znów jest rosół, a z reakcji zgromadzonych wynika, że nie było żadnej rozmowy w stylu "czasy są ciężkie, nie stać nas na karmienie dzieci, które w domu mają przecież obiad".

              I to jest ten dysonans. Przeciętna niezamożna osoba (tzn. nie Borejko) na widok takiej czeredy 1. by ją odprawiła - pamiętam czasy sporo dostatniejsze, ale nie raz i nie dwa zdarzało się, że mama dyplomatycznie zgarniała któreś z nas na obiad, odprawiając znajomych.("Ania też powinna iść na obiad, możecie umówić się po południu"). Po prostu dlatego, że gotowała dla pięciu, a nie siedmiu osób, a priorytetem była własna rodzina. Owszem, zdarzały się wyjątki, ale musiały mieć jakieś uzasadnienie.
              2. nakarmiłaby, ale potem wytłumaczyła sprowadzającemu, że nie stać ich na to. Poza tym w opcji numer 2 jest spore prawdopodobieństwo, że następnego dnia rodzina musiałaby zjeść obiad bez zupy. Tymczasem u Borejków znowu jest rosół, bo najwyraźniej w ich lodówce kury ulegają magicznemu rozmnożeniu.

              I to jest cały problem - mamy realia i typowe dla tego okresu problemy, ale wszystkie one schodzą na dalszy plan, gdy przychodzi do pokazania, jak wspaniałą, ciepłą, szczodrą (...) altruistyczną rodziną są Borejkowie.

              • tt-tka Re: ten glodny 1983 16.09.16, 15:24
                marutax napisał(a):

                > I to jest cały problem - mamy realia i typowe dla tego okresu problemy, ale wsz
                > ystkie one schodzą na dalszy plan, gdy przychodzi do pokazania, jak wspaniałą,
                > ciepłą, szczodrą (...) altruistyczną rodziną są Borejkowie.

                No i jednak predzej czy pozniej rodzi sie pytanie - Z CZEGO oni tacy szczodrzy i altruistyczni ? Na czyj koszt ? Bo nie ze swojego przeciez, polaczone zarobki chalupnicy i dorywcze nieprofesjonalnej tlumaczki nie mialy prawa wystarczyc nawet na potrzeby rodziny Borejkow (jedzenie, czynsz, wegiel - zima jest ! a kaloryferow jeszcze nie ma - prad, gaz, srodki czystosci, o paczkach dla Ignaca nawet nie wspomne, bo moze nie wysylaly). Zawartoscia zagranicznej paczki mozna sie podzielic nawet z polowa podworka, jesli to bedzie tabliczka czekolady czy iles metrow gumki, ale na dzielenie sie codziennym obiadem ta "pomoc humanitarna" nie wystarczylaby.
              • lord_vmordevol Re: ten glodny 1983 21.09.16, 14:23
                marutax napisał(a):

                > Posłużę się przykładem. Borejkowie mają trudności finansowe, stracili(ły) główn
                > e źródło dochodów itd. Gotują rosół. Natalia i Patrycja sprowadzają 8 dodatkowy
                > ch osób. Delikatnie licząc osoby te zjadają zupę przeznaczoną na 2-3 dni i ugot
                > owaną na deficytowym mięsie. Następnego dnia przychodzi Aurelia. U Borejków znó
                > w jest rosół, a z reakcji zgromadzonych wynika, że nie było żadnej rozmowy w st
                > ylu "czasy są ciężkie, nie stać nas na karmienie dzieci, które w domu mają prze
                > cież obiad".

                Przede wszystkim takie coś to problem w każdej sytuacji, chyba że się gotuje na 40 osób. Nie trzeba deficytu mięsa i środków płatniczych, żeby nagle zniknięcie ośmiu porcji zupy było solidną uciążliwością organizacyjną.
                • tt-tka Re: ten glodny 1983 21.09.16, 14:56
                  lord_vmordevol napisała:
                  takie coś to problem w każdej sytuacji, chyba że się gotuje na
                  > 40 osób. Nie trzeba deficytu mięsa i środków płatniczych, żeby nagle zniknięci
                  > e ośmiu porcji zupy było solidną uciążliwością organizacyjną.


                  Ale dla Borejkow NIE JEST. Jednego dnia karmia siebie, czyli 5,5 osoby plus osmioro dzieci z podworka, nastepnego dnia znowu siebie i Geniusie i dla wszystkich zupy starcza. Rosolu na kartkowym miesie, nawiasem mowiac.
                  I tego sie czepiam
          • ewa9717 Re: ten glodny 1983 16.09.16, 11:59
            Że o cielęcinie nabywanej pokątnie u fryzjera nie wspomnę ;)
            • truscaveczka Re: ten glodny 1983 04.10.16, 18:59
              "Panie, tu jest kiosk Ruchu, ja tu mięso mam!"
        • marutax Re: ten glodny 1983 16.09.16, 11:54
          mariamm87 napisała:

          > Hej, ale pamiętajcie, że to było też wydane za PRL! Podejrzewam, że przez cenzu
          > rę by nie przeszedł opis stania w kolejce przez Gabę i Milę na przemian przez 3
          > dni itp...

          Przeszedłby spokojnie, ponieważ cenzura w PRL-u była dość specyficzna. Mianowicie nie oczekiwała, że wszystko będzie opisywane pozytywnie i różowo (po doświadczeniach z socrealizmem zrozumiano, że nie tędy droga), ale pilnowała, by poprzez krytyczne czy pesymistyczne opisy nie atakować wyższych szczebli władzy ani panującego ustroju. Można było albo opisywać problemy czy braki bez wskazywania winnych (puste półki w sklepie, kolejki - po prostu są), albo też oskarżać pojedyncze i konkretne jednostki - kierownik sklepu sprzedaje towar na lewo, lekarz bierze łapówkę... Zawsze musiało być zaznaczone, że złe są jednostki, a nie system. Ewentualnie pozostałości po poprzedniej wersji systemu. Niestety działało to też w życiu codziennym i kończyło się często pokazowym linczem kozła ofiarnego...

          Oczywiście czytelnicy i widzowie świetnie wiedzieli, co kryło się za tymi zabiegami, więc twórcy nie musieli niczego dopowiadać i wyjaśniać.
      • potworia Re: ten glodny 1983 27.09.16, 13:30
        Gatowi chciałam odpowiedzieć, ale coś tu chyba przeskoczyło nie tam gdzie trzeba...
    • anndelumester Re: ten glodny 1983 16.09.16, 00:09
      Z łaciny i greki.... Może greckie czytanki Goliasa studentom tłumaczyła??? Chociaż w moich czasach (bezinternetowych) dostawaliśmy to za darmo od starszych roczników. W ramach łączenia się w bólu.
      • al-rubia Re: ten glodny 1983 16.09.16, 09:43
        Zarobkowanie tymi tłumaczeniami w ogóle jest wyssane z palca. Do ówczesnych realiów o wiele bardziej pasowałoby przepisywanie na maszynie. To była przecież epoka przedkomputerowa, wszystkie teksty, łącznie z pracami magisterskimi i doktorskimi, oddawało się w formie maszynopisów. Dobra, sprawna maszynistka, pisząca bez blędów ortograficznych, była wówczas na wagę złota. A jeszcze znająca języki obce! (Ważne w przypadku tekstów naukowych, gdzie przypisy i bibliografia, a również i rozmaite cytaty, podawane są czasem w kilku językach). Oczywiście, że majątku na tym Gaba by nie zbiła, ale zarobek byłby. I chętnych by nie brakowało.
        • sowca Re: ten glodny 1983 18.09.16, 17:41
          Tak myślę, że przecież Ignac miał na pewno kontakty w towarzystwie filologów. Może właśnie po znajomości Gabie dostawały sie tłumaczenia?
          • tt-tka Re: ten glodny 1983 18.09.16, 17:46
            nie zartuj... towarzystwo fililogow, specjalistow, teksty tez specjalistyczne i do nich tlumaczka po pierwszym roku studiow ?
            • verdana Re: ten glodny 1983 18.09.16, 18:04
              Po pierwszym roku może tłumaczyć student filologii angielskiej, czy niemieckiej, bo tam przyjmowano wówczas ludzi ze znajomością języka. Niektórzy znali go perfekcyjnie. Natomiast filologie orientalne, klasyczna itd przyjmowały bez znajomości języka. Teoretycznie Gaba mogła znać łacinę bardzo dobrze, od ojca - ale i tak potencjalni usługodawcy o tym wiedzieć nie mogli.
              • marutax Re: ten glodny 1983 18.09.16, 18:53
                verdana napisała:

                > Teoretycznie Gaba mogła znać łacinę bardzo dobrze, od ojca - ale
                > i tak potencjalni usługodawcy o tym wiedzieć nie mogli.

                Zwłaszcza, że w "KK" czy "IS" Gaba nie wykazuje szczególnego zainteresowania filologią klasyczną (nie biorę tu pod uwagę czytanego w jęz. polskim Arystotelesa). Prawdę mówiąc, mało co mnie zdziwiło we wczesnej Jeżycjadzie tak bardzo, jak kierunek studiów Gabrysi ;-)
                • esme83 Re: ten glodny 1983 18.09.16, 19:39
                  Ida na pytanie pana Paszkieta, czy wszystkie biegle znają łacinę i grekę, odparła, że tylko Gabriela. Czyli jakieś zainteresowania poza koszykówką Gaba miała ;) (Oczywiście zakładam, że z tą biegłością Ida koloryzowała, jak to ona).
                • mika_p Re: ten glodny 1983 18.09.16, 19:43
                  - I naturalnie wszystkie biegle znacie grekę i łacinę?
                  - Nie, tylko Gabriela. Ona ma wielki talent lingwistyczny. Ma w ogóle mnóstwo różnych zalet i talentów - posępnie powiedziała Ida.


                  Ida Sierpniowa
                  • tt-tka Re: ten glodny 1983 18.09.16, 19:51
                    mika_p napisała:

                    > - I naturalnie wszystkie biegle znacie grekę i łacinę?
                    > - Nie, tylko Gabriela. Ona ma wielki talent lingwistyczny. Ma w ogóle mnóstwo r
                    > óżnych zalet i talentów - posępnie powiedziała Ida.



                    Pytanie, na ile 15-letnia wtedy Ida byla w stanie to ocenic. Drugie pytanie, co wg MM znaczy "biegle" - biegla deklamacje poematu ? umiejetnosc prawidlowego zaakcentowania ? przyslowie lacinskie na kazda okazje ? Wszystko to to jeszcze za malo na to, by byc tlumaczka z laciny i greki.
                    >
              • sowca Re: ten glodny 1983 18.09.16, 18:57
                No toteż właśnie - a znajomi Ignaca mogli o tym wiedzieć i jak im się trafiło coś prostszego, to mogli Gabie podrzucać... Tak hipotetycznie.
                • verdana Re: ten glodny 1983 18.09.16, 19:11
                  Wątpię. Znajomi Ignacego albo sami znali łacinę, albo tłumaczenia z łaciny do niczego im potrzebne nie były. 99,999% ludzi nigdy w życiu tłumaczenia z łaciny nie potrzebuje, chyba , zę jest z branży. A jak jest z branży, to sama łacinę zna.
                  Mogę uwierzyć w jedno-dwa zlecenia dane przez znajomych, dla wspomożenia. Nie w regularne zlecenia. Bo tłumaczenia z łaciny, o ile sa potrzebne, to sa potrzebne bardzo dobre. To nie list po angielsku, który można przetłumaczyć tak sobie.
              • miodowocytrynowa Re: ten glodny 1983 18.09.16, 20:08
                Mam przyjaciółkę po filologii klasycznej, w 1989 roku zdawała egzamin wstępny- normalnie był test z łaciny, kawałek do tłumaczenia i coś tam jeszcze. Może wczesniej nie trzeba było znać języka łacińskiego, aby tam zdawać, potem to sie zmieniło.
                • tt-tka Re: ten glodny 1983 18.09.16, 20:32
                  Nawet jesli, to rozwiazanie testu i przetlumaczenie kawalka na egzaminie wstepnym nie daje kwalifikacji tlumacza. Chyba ze na odrabianie prac domowych za licealistow.

                  Poza wszystkim - czy Gaba miala lacine w szkole ? Chodzi do jednej klasy z Hajdukiem i Pawelkiem, scislowcami i z Cesia, zainteresowana raczej naukami przyrodniczymi... Bo z domu to mogla wyniesc znajomosc sentencji, ktorymi rzuca Ignac, nigdzie, z apokryfem wlacznie, nie ma wzmianki, zeby on ktores ze swoich dzieci uczyl. Nasiakaly przez osmoze, li i jedynie.
                  Dobrze, na standardy szkolne, znala lacine Lilka w "Slonecznikach", gdy podjela sie przetlumaczyc na ten szacowny jezyk potoczna rozmowe prowadzona w klasie o sprawach wspolczesnych i codziennych :)
                  • miodowocytrynowa Re: ten glodny 1983 18.09.16, 20:46
                    Chyba nie wiadomo jaki profil miała jej klasa, nie przypominam sobie aby to zostało podane. Ja konczyłam LO na początku l.90, byłam w klasie humanistycznej i przez 4 lata mieliśmy obowiązkowo 2x w tyg łacinę. Ale inne profile już nie.
    • agnieszka_azj Re: ten glodny 1983 19.09.16, 10:22
      tt-tka napisała:

      > Dopiero teraz, przy okazji innych rozwazan, mnie trzepnelo - Ignac siedzi od 19
      > 82. W OwR mamy juz 83.
      > Gabunia nie studiuje i nie pracuje, zatem kartki jej nie przysluguja.

      Gaba jest matką małego dziecka, więc (wg. mojej pamięci) ma kartki i na siebie (być może, jako matce karmiącej przysługują jej nawet większe przydziały niż normalnemu dorosłemu) i na Pyzę (na takie małe dziecko też przydziały były większe).
      • tt-tka Re: ten glodny 1983 19.09.16, 10:44
        agnieszka_azj napisała:



        > Gaba jest matką małego dziecka, więc (wg. mojej pamięci) ma kartki i na siebie
        > (być może, jako matce karmiącej przysługują jej nawet większe przydziały niż no
        > rmalnemu dorosłemu) i na Pyzę (na takie małe dziecko też przydziały były większ
        > e).


        Na dziecko bezwzglednie. Natomiast w chwili, gdy Pyza ma juz prawie poltora roku, Gaba nie jest matka karmiaca.
        O ile pamietam, nie pracujaca i nie uczaca sie dorosla osoba prawa do kartek nie miala - gdyby byla na urlopie macierzynskim, wychowawczym albo na dziekance, to inna rozmowa, ale jesli po prostu rzucila studia...
        Nie bede sie upierac, w sumie bez znaczenia - ona ani kartek nie realizuje (wszystkie Milicja zgubila jak lata pozniej wszystkie pieniadze ?), ani ich na nic nie wymienia, ani przy zarobkach swoich i matki nie mialaby za co wykupic na dobra sprawe. One w tym OwR naprawde zyja wylacznie z przyzwyczajenia
        • iskrzy_54 Re: ten glodny 1983 23.09.16, 22:23
          O ile pamietam, nie pracujaca i nie uczaca sie dorosla osoba prawa do kartek nie miala - gdyby byla na urlopie macierzynskim, wychowawczym albo na dziekance, to inna rozmowa, ale jesli po prostu rzucila studia...

          Gaba miała pewnie kartki jako żona Ppyziaka (zakładając, że tenże wziął urlop bezpłatny na wyjazd) - moja niepracująca kuzynka (przy mężu) dostawała kartki dla karmiącej matki przez dwa lata (dzieci jej się rodziły rok po roku); wiem, bo się dzieliła ze mną czekoladą, która przysługiwała zarówno jej, jak i noworodkom.
          • tt-tka Re: ten glodny 1983 23.09.16, 22:31
            O ile Pyziak wzial urlop, a nie po prostu rzucil robote... i jakos nie slychac, zeby sie do jego miejsca pracy fatygowala albo wspominala; poza tym Twoja kuzynka drugi rok dostawala kartki na drugie juz dziecko :)
            • sowca Re: ten glodny 1983 04.10.16, 22:25
              A tak z czystej ciekawości: czy studentom przysługiwały kartki? Nie bijcie za braki w wiedzy, urodzilam się w 1988 roku i kartki znam wyłącznie z opowiadań, a i tak ich sensu pojąć nie mogę...
              • ewa9717 Re: ten glodny 1983 04.10.16, 22:36
                Przysługiwały.
              • tt-tka Re: ten glodny 1983 04.10.16, 22:42
                Jak najbardziej !
                Mlodziezy uczacej sie, ludziom pracy, emerytom, rencistom, karmiacym matkom, dzieciom i starcom.
                Wlasciwie tylko niebieskim ptakom nie.

                a sens byl prosty - zapewnic wymienionym jednostkom gwarantowana w okreslonej wadze, dotowana przez panstwo ilosc miesa w cenie dostepnej zarabiajacym.
                Bo mieso w wolnym handlu (np baranina) byla i tak, poza obiegiem kartkowym, na bazarach na przyklad, tylko ceny horrendalne.
                Najpopularniejsze (i chyba najtansze, o ile pamietam) byl tzw wolciel, czyli wolowe albo cielece z/k lub b/k (z koscia, bez kosci), kurczaki, potem szla wieprzowina, dosyc drogi, ale wydajny chinski schab, wedliny itd.
                Garmaz (ozorki juz spreparowane, kaszanka itp) byly bez kartek. I gdyby Mila karmila dzieci kaszanka (jak Verdana swoje) nawet bym nie pisnela :) - i prawdopodobne, i niedrogie.

                PS Kilka razy w tym czasie kolezanka czestowala pierogami, ktore byly pyszne, ale probowalam na jeden zab, bo krepowalam sie wyjadac jej mieso. Po latach (chyba wlasnie po "Depozycie" Chmielewskiej) kolezanka powiedziala, ze patent Bogusi Chlupowej to zaden wynalazek, bo te pierogi jej mama wlasnie kaszanka nadziewala. zebyz lajza przyznala sie wtedy...moja Mama zwiekszala mase nadzienia do pierogow (lub krokietow) mielac miesko z zupy wraz z jarzynami z zupy. Trz dobre, ylko nie moze dlugo lezec.
    • tt-tka Re: ten glodny 1983 21.10.16, 18:49
      Zajrzalam do OwR sprawdzic cos i niespodzuianka !
      Mamy info, ze Slawek Lewandowski oswiadczyl sie i zostal przyjety. Kilka tomow pozniej dowiadujemy sie, ze Ida z hukiem zerwala zareczyny - OK, ale musiala to zrobic blyskawicznie. Bo slub mial byc na Wielkanoc, o czym Ida mowi siostrze 17 marca.
      Cos szybko jej zakochanie przeszlo, a i sojusz uczuciowy inteligencko-robotniczy dlugo nie potrwal...
      • piotr7777 Re: ten glodny 1983 21.10.16, 20:39
        > Zajrzalam do OwR sprawdzic cos i niespodzuianka !
        > Mamy info, ze Slawek Lewandowski oswiadczyl sie i zostal przyjety. Kilka tomow
        > pozniej dowiadujemy sie, ze Ida z hukiem zerwala zareczyny - OK, ale musiala to
        > zrobic blyskawicznie. Bo slub mial byc na Wielkanoc, o czym Ida mowi siostrze
        > 17 marca.
        > Cos szybko jej zakochanie przeszlo, a i sojusz uczuciowy inteligencko-robotnicz
        > y dlugo nie potrwal...

        W 1983 r. Wielkanoc wypadła 3 kwietnia. Więc na przygotowania do ślubu zostałyby 2 tygodnie. Biorąc pod uwagę, że wtedy były obowiązkowe śluby cywilne (na pewno w Wielkanoc jak i w Boże Narodzenie niepraktykowane w obliczu zamknięcia USC) a w kościele trzeba było przejść zapowiedzi i nauki realne wzięcie ślubu w tak krótkim czasie było niemożliwe.
        Dlatego prawdopodobny bieg zdarzeń był taki
        1. Idzie zamarzył się ślub w Wielkanoc, ale potem przyszła refleksja, że to jednak przesada. Być może zdecydował argument, że Ignacemu wyrok się skończy (a 22 lipca prawie co roku była amnestia, dla politycznych też), dlatego Ida i Sławek pozostali narzeczonymi z przesuniętym terminem ślubu.
        2. A zerwanie mogło nastąpić później.
        • tt-tka Re: ten glodny 1983 21.10.16, 21:16
          piotr7777 napisał:



          > W 1983 r. Wielkanoc wypadła 3 kwietnia. Więc na przygotowania do ślubu zostałyb
          > y 2 tygodnie.

          A, no faktycznie. To nie mogla byc wielkanoc tego roku, chyba ze Ida deklarujac to siostrze jeszcze nie wiedziala, jakie terminy (i formalnosci) obowiazuja :)



          > 1. Idzie zamarzył się ślub w Wielkanoc, ale potem przyszła refleksja, że to jed
          > nak przesada. Być może zdecydował argument, że Ignacemu wyrok się skończy (a 22
          > lipca prawie co roku była amnestia, dla politycznych też), dlatego Ida i Sławe
          > k pozostali narzeczonymi z przesuniętym terminem ślubu.

          Kupuje !
          czasowo nie sposob zweryfikowac (wobec tej W. za dwa tyg.), bo w Noelce Gaba mysli "byl czas, kiedy wszyscy sie spodziewali, ze Idusia wyjdzie za niego. Juz sie przeciez Slawek oswiadczyl o jej reke, juz wymienili pierscionki" i brzmi to tak, jakby te starania Slawka trwaly miesiacami. A OwR zaczyna sie jakos pod koniec stycznia, a oswiadczyny Slawka byly z marszu, jak pamietam (wymiane (sic!) pierscionkow juz na forum obsmiano) i w ogole jakos szybko to poszlo.
          Ale skoro nie bylo zerwania miedzy marcem a (najblizsza) Wielkanoca, to eee...myslalam, ze Ida rownie szybko zerwala, ja sie zareczyla.

    • tt-tka Re: ten glodny 1983 27.07.24, 22:55
      Podciagam (sorki, ze wlasny), bo jak sie w watku rowiesniczym dowiedzialam, ktore roczniki na forum siedza, to uznalam, ze troche wiedzy o realiach epoki nie zaszkodzi :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka