Dodaj do ulubionych

Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? ;)

22.05.17, 12:01
Kiedyś uważałem że z małymi skokami (świetna do BBB - taka sobie od Noelki do Kalamburki - a dalej syf, malaria i korniki...)

A wczoraj skończyłem odświeżać sobie "Córkę Robrojka" i wziąłem się za "Imieniny" - kiedyś tego nie zauważyłem, ale właśnie tu teraz dla mnie zaczyna się ta okropna opera mydlana. To wymienianie kto jest czyim mężem, dzieckiem, co robi, gdzie mieszka, ile ma lat, kto gdzie wyjechał... Natłok faktów i wydarzeń które zaczynają zupełnie już do siebie nie pasować - jakby na życzenie czytelników autorka chciała odpowiedzieć na pytania czytelników. Takie typowe opowieści starych plotkar :/
Od wczoraj CR to jest dla mnie ostatnią w miarę przyzwoitą częścią Jeżycjady - choć oczywiście tu też pojawiają się omawiane już wielokrotnie dziwactwa typu 34-letni Robrojek zachowujący się i wyglądający jak sentymentalny stary dziad. Ale CR ma jeszcze resztki tego jeżycjadowego klimatu - "Imieniny" to nagły spadek o kilka poziomów niżej. Dziwne że nigdy wcześniej tego nie dostrzegłem.
Obserwuj wątek
    • ssssen Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 22.05.17, 12:03
      ssssen napisał:

      > jakby na życzenie czytelników autorka chciała odpowiedzieć na pytania czytelników.

      No, to mi wyszło pokracznie - tak to jest gdy poprawia się wpis przed wysłaniem i nie skasuje wszystkiego z poprzedniej wersji ;)
    • zla.m Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 22.05.17, 13:05
      Trudno mi powiedzieć, bo ja w nastoletnich latach skończyłam na NiN, potem, już dorośle, zajrzałam do Języka Trolli. I pamiętam, że mnie odrzuciło - ten pulsujący niechęcią do świata język zdziwił mnie i przytłoczył. Pomyślałam wtedy, że chyba wyrosłam z Borejków. Dopiero później, na forum będąc do JT zajrzałam. I niestety, nie było lepiej, tyle że wnioski miałam może nieco bardziej złożone ;-)

      No i nie, i nie, nie zrobię teraz eksperymentu polegającego na czytaniu wszystkiego jeszcze raz i po kolei, życie mi miłe ;-) Ale po bardzo słabych Imieninach była całkiem niezła Kalamburka, znośna (dla mnie, wiem że nie dla każdego) Żabencja, no i chwalone przez niektórych za atmosferę lata Wnuczka i Feblik. Oraz ohydna McD też. Więc powiedziałabym, że to raczej taka czkawka (albo sinusoida) z tendencją zdecydowania zniżkową. Przy czym dla mnie ona zaczęła się dość wcześnie, na Noelce, którą mam za idiotycznie sentymentalną i idącą na łatwiznę fabularną - i w aspekcie uczuć młodych, i starych, i ogólnie "leczącej wszystko atmosfery Świąt"
    • meduza7 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 22.05.17, 14:47
      Zgadzam się całkowicie co do Imienin, czytając je po raz pierwszy odczułam przeraźliwą nudę. Ta książka dosłownie była o niczym... Romans Pyzy i Fryca był też dla mnie całkowicie niewiarygodny, między nimi nie było żadnej chemii. Inna rzecz, że niewiarygodny był też dla mnie romans Belli i Czarka... albo może nie tyle romans, co sama postać Czarka i tak silne stylizowanie książki na "Piękną i Bestię" (oczywiście w jedynie słusznej wersji, absolutnie nie żaden Disney!).
      Kalamburka nawet mi się podobała, odniosłam wrażenie, jakby autorka spięła się w sobie i zebrała wszystkie siły, aby napisać naprawdę porządne zakończenie cyklu. Gdyby tylko oparła się pokusie dociągnięcia akcji do lat dwutysięcznych, bo przecież trzeba pokazać, co tam nowego u Borejków, gdyby uśmierciła Gizelę wcześniej, a Mili nie dopisywała kariery literackiej... Znaczy, gdyby nie przedobrzyła.
      Części pokalamburkowe to dla mnie już jakiś smutek i depresja, my kontra zły i brzydki świat, z dnem w postaci McDusi. Potem może faktycznie trochę się odbiło, Feblik np. generalnie jest bardzo ciepły (nie tylko ze względu na upał) i pełen miłości, niestety, bohaterowie zamiast rozmawiać potwornie ględzą i wygłaszają przemowy. Klimat Jeżycjady pozostał tam w opisach, bardzo plastycznych i uroczych. Tak jakby MM wciąż miała "oko" pisarskie, za to całkiem straciła "ucho".
      • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 12:49
        meduza7 napisała:

        > Części pokalamburkowe to dla mnie już jakiś smutek i depresja, my kontra zły i
        > brzydki świat, z dnem w postaci McDusi. Potem może faktycznie trochę się odbiło
        > , Feblik np. generalnie jest bardzo ciepły (nie tylko ze względu na upał) i peł
        > en miłości, niestety, bohaterowie zamiast rozmawiać potwornie ględzą i wygłasza
        > ją przemowy. Klimat Jeżycjady pozostał tam w opisach, bardzo plastycznych i uro
        > czych. Tak jakby MM wciąż miała "oko" pisarskie, za to całkiem straciła "ucho".

        Feblik jest przede wszystkim potwornie nudny. Wątek uczuciowy może nawet miałby szanse wejść na przyzwoity poziom, gdyby nie tonął w ustawicznym ględzeniu Ignaca jr, opisach życia rodzinnego Borejków, korespondencyjnych wtrętach i bezsensownych dywagacjach bohaterów i narratora.

        Oraz nie mogę przejść obok postaci Tekli i matki Agnieszki, będących oczywistą, acz nieudolną, polemiką z forum, pod hasłem "Gaba wcale nie ma problemów z byciem porzuconą, ja wam pokażę jak wyglądają kobiety co mają z tym problem!". No i dostaliśmy dwa karykaturalne babochłopy, wściekłe na cały świat.
    • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 22.05.17, 20:36
      Dla mnie "Imieniny" były wstrząsająco złe. Nawet zadeklarowałam to w wątku o pierwszych wstrząsach. Była to też o tyle przełomowa lektura, że po raz pierwszy zrównałam się wiekiem z główną bohaterką i z trudem próbowałam uwierzyć, że to ociężałe, przerośnięte niemowlę jest moją rówieśniczką. Potem było niewiele lepiej, ale każdy z tomów czymś tam się bronił: a to świetną postacią Gizeli a to dość sugestywnie przedstawioną depresyjną rodziną Szopów, bardzo podobną do mojej. Potem nastąpiło dno den czyli McD.
      A potem nie wiem. Znalazłam i pokochałam Forum, ale jakoś nie było okazji żeby nadrobić zaległości w J. Kupić nie kupię, to kwestia honoru.
      Czytając retrospektywnie (a to mi się zdarza za każdym razem, kiedy na dłużej odwiedzam rodziców i śpię w swoim dawnym pokoju w towarzystwie dziewczyńskiej biblioteki) nie kupuję także Noelki i Córki Robrojka. Ale to już bardziej kwestia moich osobistych upodobań niż jakości wykonania, bo przynajmniej formalnie obie książki jeszcze trzymają poziom.
      Na pytanie w tytule postawione śmiało, odpowiem, że skokowo raczej.
      • pi.asia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 22.05.17, 21:13
        Oj, można by stworzyć wiele mówiący wykres na ten temat!

        Widzę to tak - jedna krzywa (np. zielona) - obrazuje pozytywną zawartość treści, z oceną powiedzmy 5 pkt. za każdą rzecz, jaka nam się w książce podoba, czyli jest fajnie opisana, zgodna z realiami itp. (np. Bobcio i jego pisanki w SK, okładka Kalamburki, duet Basia/pan Karolek w IS itd.).

        Druga krzywa (czerwona) - obrazuje negatywy. Też z oceną 5 pkt. za każdy minus danej książki -(np. wykoślawienie charakterów bohaterów w McD, pochwała przemocy tamże, zrobienie z Mili dramatopisarza w K, nierealnie biedna Dorotka w WdO, straszliwy Bernard w I).

        I wtedy byłoby widać jak na dłoni, kiedy i w jaki sposób psuła się Jeżycjada. Poczynając od SK, kiedy linia zielona sięgałaby szczytów, a czerwona oscylowała koło zera, no, może miałaby 5 pkt. (ale nie wiem za co ;)), a kończąc na WdO i F, kiedy zielona linia dołowałaby straszliwie.

        Podejrzewam jednak, że najgłębsze dno zielonej linii i najwyższy wzlot czerwonej nastąpiłby w McD.

        W sumie możemy się pobawić w taki wykres.
        • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 00:41
          Zjazd w dol z coraz mniej licznymi i drobniejszymi podskokami w gore - wykres moze jako sinusoida zanikajach drgan ?
    • marutax Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 07:23
      Zgadzam się, że prawdziwy skok nastąpił przy "Imieninach". Dla mnie stało się to z jednej prostej przyczyny: to pierwsza książka, w której autorka zrezygnowała właściwie z motywu dojrzewania bohaterki. We wszystkich poprzednich częściach bardzo ważna, wręcz kluczowa była właśnie ewolucja postaci. Cesia, Aniela, Ida, Gaba, Bebe, Maciek, Elka - wszyscy oni na końcu książki byli inni niż na początku. A potem... nic. Postacie pojawiają się jednoznacznie określone i dopowiedziane, jakaś akcja się niby wokół nich toczy, ale one same kompletnie się nie zmieniają. Wyjątkiem jest Bella i Żaba, ale w ich wypadku wątki borejkowskie są już mocno przytłaczające.
      Niestety trwa to do tej pory - taka Dorotka jest jak laleczka, identyczna przez całą "Wnuczkę...". W dawnych tomach mielibyśmy spotkanie z Józwą sprawiłoby, że Dorotka przełamałaby wpojone przez matkę opory i dała uczuciu szansę. Tymczasem dostaliśmy przesłanie w stylu "wystrzegaj się facetów, bądź czysta i dobra, a zjawi się ten jeden INNY". I Dorotka taka jest, i ten INNY się zjawia, a ona dalej taka jest... Kiedyś mieliśmy dojrzewanie do dorosłości i miłości. Teraz jakąś wypaczoną wersję mitu o androgynie, gdzie niezmienni bohaterowie snują się po fabule aż do chwili, gdy spotkają swoją drugą połówkę i wtedy następuje połączenie dusz, najlepiej oficjalnie i przed ołtarzem.
      • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 09:28
        marutax napisała:

        > Zgadzam się, że prawdziwy skok nastąpił przy "Imieninach". Dla mnie stało się t
        > o z jednej prostej przyczyny: to pierwsza książka, w której autorka zrezygnował
        > a właściwie z motywu dojrzewania bohaterki.


        *cichutko* pierwsza byla "Pulpecja"
        • emae Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 09:47
          Tu się nie zgodzę. Dojrzewanie Patrycji jest moim zdaniem pięknie opisane.
          • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 10:15
            Zaskoczylas mnie. Do czego Patrycja dojrzala ?
          • klymenystra Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 11:31
            Zgadzam się z Emae. Patrycja się zmienia - ten jej teenage angst jest pięknie i prawdziwie opisany. Zmienia się o tyle, że z postawy "nie chcę faceta, facet tylko przeszkadza" i flirtów dojrzewa do poważnego uczucia. Można się czepiać wielu rzeczy w Pulpecji, ale w wielu wątkach ta książka jest prawdziwa - i dalej jest moją ulubioną z całej Serii.

            Według mnie dobra J. skończyła się na DP. Kalamburka była dobra, ale słabo ją pamiętam, czytałam tylko raz. Wszystkie książki po DP mi się mieszają.
            • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 11:39
              Ja to odbieram calkiem inaczej - "nie chce faceta" jest zaslona dymna, Patrycja boi sie po prostu uczucia nieodwzajemnionego (facetow, ktorym na niej zalezy ciagnie za soba caly ogon), boi sie osmieszenia, upokorzenia, zaleznosci. Kiedy Baltona peka i wyznaje, nie ma sie juz czego bac. Ale refleksji, przewartosciowan, dojrzewania to sie tam nie doszukalam.
              • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 12:21
                tt-tka napisała:

                > Ja to odbieram calkiem inaczej - "nie chce faceta" jest zaslona dymna, Patrycja
                > boi sie po prostu uczucia nieodwzajemnionego (facetow, ktorym na niej zalezy c
                > iagnie za soba caly ogon), boi sie osmieszenia, upokorzenia, zaleznosci. Kiedy
                > Baltona peka i wyznaje, nie ma sie juz czego bac. Ale refleksji, przewartosciow
                > an, dojrzewania to sie tam nie doszukalam.

                Pulpecja jest też pierwszym tomem w którym miłość musi być obowiązkowo uwieńczona ślubem. Lubię tę powieść, ale końcowe oświadczyny Baltony niezmiennie zgrzytają mi wszędzie.
              • marutax Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 12:26
                To, co opisałaś, to także ewolucja, której brak np. przy Dorotce. Wyobraź sobie Patrycję pisaną jak Dorotka - Baltona ją całuje, ona w pąsach, natychmiast się zaręczają i cały świat przestaje istnieć.
                Dla mnie ewolucja bohaterki w "Pulpecji" nie opiera się na stronie romantycznej, to tylko część równania. Przede wszystkim Patrycja jest trochę starsza od typowej bohaterki wczesnej Jeżycjady, więc trudno oczekiwać po niej nastoletnich przełomów i błyskawicznych przewartościowań. Zmiana, którą w niej dostrzegam, polega na uświadomieniu sobie, że jej decyzje i czyny mają "dorosłe" konsekwencje. Że pewnych nieprzyjemnych spraw czy słów nie da się wymazać prostym "no co się obrażasz", a otaczający ją ludzie są kimś więcej, niż satelitami ślicznej panny B. I owszem, Pulpa nie reaguje na to mocnym postanowieniem poprawy (sprawa Romy), ale jednak zostaje poważnie wytrącona ze swojego samozadowolenia i zaczyna nabierać ostrożności w relacjach międzyludzkich.
                • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 12:33
                  Ale, Matrux! W którym momencie śliczna panna B. dostrzega, że w ogóle cały świat istnieje nie dla niej? W którym momencie cokolwiek do niej dociera przez skórę nosorożca i grubą powłokę samouwielbienia? Odnotowała może, że zrobiła świństwo [podobno] przyjaciółce? A skądże, to ta wredna Roma fochy ma nie wiadomo o co, a panna B. się do nieba kwalifikuje. Czy ma cień wyrzutów sumienia, że pomiata często zupełnie porządnymi chłopakami, którzy jedynie mieli nieszczęście się w niej zadurzyć? A skądże, wszak ona jest święta, a ich pieprzonym obowiązkiem jest lizać jej buty. Paskudna, egoistyczna, fałszywa i wredna małpa - no, idealna bohaterka pozytywna w powieści mającej [podobno] zacięcie wycho0wawcze dla młodych panien...
                  • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:52
                    vi_san napisała:

                    > W którym momencie cokolwiek do niej dociera przez skór
                    > ę nosorożca i grubą powłokę samouwielbienia? Odnotowała może, że zrobiła świńst
                    > wo [podobno] przyjaciółce?
                    Pulpa zrobila jakies swinstwo Romie?? Swinstwem bylo,ze zakochala sie w tym samym chlopaku? Czy,ze miala wieksze powodzenie? Czy co? ;)
                    • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:29
                      Świństwem było to "zdała sobie sprawę" z uczucia dopiero po fakcie, jak Roma wyznała jej swój afekt do tegoż. Wcześniej był dla niej TYLKO kumplem. I nikim więcej. Ba, nawet na pytanie Romy kpiąco odpowiedziała, że absolutnie Baltona nie miałby u niej szans. No i jakoś niemal od ręki, jak Roma się do zakochania w nim przyznała, to "słodka" Patunia, ach, odkryła uczucie w sobie? Wredna, fałszywa małpa. I tak, to BYŁO świństwo. Tym większe, że cholerna zapatrzona wyłącznie w własne ego Patunia doskonale wiedziała, że może mieć każdego - a dla jej [podobno] przyjaciółki liczył się tylko ten jeden... I nigdy przez jaśnie wielmożną panią autorkę, świństwem nazwane nie zostało. Bo wszak słodziutka panna B. świństwa zrobić nikomu nie mogła, nieprawdaż?
                      Podkreślę: czy to sytuacja nieprawdopodobna? Ależ bardzo prawdziwa! Czy nie ma takich paskudnych egoistek? Są. Tylko czy takie "Dziunie" powinny być prezentowane jako [podkreślę] BOHATERKI POZYTYWNE w powieści adresowanej do młodych dziewczątek? Czy skoro już autorka tak Patrycję napisała, nie mogła dodać słowa, że to NIE JEST ani fajne, ani super, ani w porządku? Czy ta cholerna Patti, hipopotam niewrażliwy, nie mogłaby miec śladu poczucia, że postąpiła nie w porządku? No skąd, wszak jej "miłość jest ważniejsza". Ważniejsza od czego? I dla kogo? Dla niej - na pewno. A dla Romy? No to uświadom sobie, że dla Romy jej zakochanie w Baltonie BYŁO całym światem. A jej fałszywa i wredna znajoma symulująca przyjaźń wykorzystała ją, przeżuła i wypluła. Zabierając tego jedynego, na którym jej zależało. Bo tak, bo mogła i bo się dał. Zaiste - ideał bohaterki i przyjaciółki... Aż się nasuwa "Zachowaj mnie, Boże, od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam"...
                      • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:40
                        Dla mnie to jest ksiazka o czym innym i inne sa jej bohaterki. Pulpa jest egoistka,ale nie potworem. W Baltonie sie zakochuje juz po pocalunku,ale nie przyznaje sie do tego przed sama soba a co dopiero przed Roma. Moja ksiazka ;) ciekawsza - bo nie o wrednej falszywej malpie i biednej ofierze, tylko o dwóch nastolatkach,ktorych przyjazn (?) niszczy zakochanie sie w tym samym chlopaku. I zadna tutaj nie gra nie fair, ale tez nie jest wobec tej drugiej szczera. Roma jest tutaj przegrana i bardzo nieszczesliwa,tylko,ze to nie wina Patrycji.
                        • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:45
                          fornitta69 napisała:

                          > Dla mnie to jest ksiazka o czym innym i inne sa jej bohaterki. Pulpa jest egois
                          > tka,ale nie potworem. W Baltonie sie zakochuje juz po pocalunku,ale nie przyzna
                          > je sie do tego przed sama soba a co dopiero przed Roma. Moja ksiazka ;) ciekaws
                          > za - bo nie o wrednej falszywej malpie i biednej ofierze, tylko o dwóch nastola
                          > tkach,ktorych przyjazn (?) niszczy zakochanie sie w tym samym chlopaku. I zadna
                          > tutaj nie gra nie fair, ale tez nie jest wobec tej drugiej szczera. Roma jest
                          > tutaj przegrana i bardzo nieszczesliwa,tylko,ze to nie wina Patrycji.

                          Zgadzam się z każdym słowem.
                          • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:04
                            I
                            > zadna
                            > > tutaj nie gra nie fair, ale tez nie jest wobec tej drugiej szczera.


                            Kiedy Roma jest nieszczera wobec Pulpy ?

                            I Patrycja, imho, jest nie fair, z dwoch co najmniej powodow.
                            1. Dziewczynsko-przyjacielski etos nakazywal (ktosia juz to na forumie wspominala) jasno - jesli Basia powiedziala Krysi, ze kocha sie w Janku, to Krysia miala moralny obowiazek poslac Janka na drzewo, gdyby ow czynil jej jakies awanse i to bez wzgledu na to, w kim Janek sie kochal, a kogo tylko podrywal czy czarowal (zwykle w wakacje - nowi ludzie, nowe sprawy - te konfiguracje uczuciowe sie zmienialy)
                            2. Obowiazkiem przyjazni jest wspierac przyjaciolke. Pulpa tego nie robi. Ani przy organizacji sylwka, ani gdy zabawa sie sypie, ani gdy najwazniejszy gosc (po rozwaleniu zabawy, zachowanie Baltony tez Patrycji nie daje do myslenie, ale mniejsza o to) i Roma zostaje sama i zrozpaczona, ani pozniej.
                            Ja pergole taka przyjazn, ktora ani nie przemowi mi do rozumu, ani nie pozwoli wyplakac sie na memlonie.

                            • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:39
                              tt-tka napisała:

                              > Kiedy Roma jest nieszczera wobec Pulpy ?
                              Dopoki nie mowi,ze u niej "Baltona jednak mialby szanse". Wczesniej obie dziewczyny przemilczaja sprawe i obie sie z tym mecza.
                              > I Patrycja, imho, jest nie fair, z dwoch co najmniej powodow.
                              > 1. Dziewczynsko-przyjacielski etos nakazywal (ktosia juz to na forumie wspomina
                              > la) jasno - jesli Basia powiedziala Krysi, ze kocha sie w Janku, to Krysia mial
                              > a moralny obowiazek poslac Janka na drzewo, gdyby ow czynil jej jakies awanse
                              A ten caly "dziewczynki etos" to wg mnie bzdura, ktora ladnie wyglada w cukierkowych powiastkach. "Pulpecja" nie jest cukierkowa ksiazka.
                              > 2. Obowiazkiem przyjazni jest wspierac przyjaciolke. Pulpa tego nie robi. Ani p
                              > rzy organizacji sylwka, ani gdy zabawa sie sypie, ani gdy najwazniejszy gosc (p
                              > o rozwaleniu zabawy, zachowanie Baltony tez Patrycji nie daje do myslenie, ale
                              > mniejsza o to) i Roma zostaje sama i zrozpaczona, ani pozniej.
                              > Ja pergole taka przyjazn, ktora ani nie przemowi mi do rozumu, ani nie pozwoli
                              > wyplakac sie na memlonie.
                              Nie bylo mowy o wyplakiwaniu, bo sprawa Baltony rozdzielila juz wtedy dziewczyny. Roma predzej by Patrycji miala ochote w leb dac, niz sie jej wyplakiwac po tej imprezie. I to nie wina Pulpy,tylko Baltony. Roma slepa nie byla ani glupia- widziala,ze Baltona sie slinil do Pulpy.

                              • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:45
                                fornitta69 napisała:

                                > tt-tka napisała:
                                >
                                > > Kiedy Roma jest nieszczera wobec Pulpy ?
                                > Dopoki nie mowi,ze u niej "Baltona jednak mialby szanse". Wczesniej obie dziewc
                                > zyny przemilczaja sprawe i obie sie z tym mecza.

                                W tymż samym fragmencie jest wyraźnie napisane, że Roma nie powiedziała Patrycji nic zaskakującego, bo wszyscy dobrze wiedzieli o jej słabości do Baltony. To przepraszam, ale gdzie ta nieszczerość?
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:51
                                  bupu napisała:


                                  > W tymż samym fragmencie jest wyraźnie napisane, że Roma nie powiedziała Patrycj
                                  > i nic zaskakującego, bo wszyscy dobrze wiedzieli o jej słabości do Baltony. To
                                  > przepraszam, ale gdzie ta nieszczerość?
                                  Bo Roma do tej pory udawala (nieudolnie) przed Patrycja,ze jej nie zalezy na Baltonie. I na odwrot. I najlepsze jest to,ze OBIE wiedzialy,ze tej drugiej zalezy ;) Roma sama to w koncu mowi: "mysle,ze i u ciebie mialby szanse". Tylko,ze nie potrafily o tym szczerze pogadac.
                              • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 23:32
                                fornitta69 napisała:


                                > > Kiedy Roma jest nieszczera wobec Pulpy ?
                                > Dopoki nie mowi,ze u niej "Baltona jednak mialby szanse". Wczesniej obie dziewc
                                > zyny przemilczaja sprawe i obie sie z tym mecza.

                                Milczenie nie jest klamstwem. Zapieranie sie swego zainteresowania jak zaba blota, co czyni Pulpa, a nie Roma - jest.


                                > A ten caly "dziewczynki etos" to wg mnie bzdura, ktora ladnie wyglada w cukierk
                                > owych powiastkach. "Pulpecja" nie jest cukierkowa ksiazka.

                                Pulpecja jest ohyda pomalowana na rozowo, a dziewczynski etos znam z zycia. Za moich nastoletnich lat obowiazywal, ba, nawet obecnie nas, bardzo dorosle kobiety, obowiazuje nadal. W literaturze mlodziezowej tez znalazl wyraz, acz zadnej z tych ksiazek nie nazwalabym cukierkowa. Mozesz sypnac jakims tytulem albo kilkoma ?



                                > Nie bylo mowy o wyplakiwaniu, bo sprawa Baltony rozdzielila juz wtedy dziewczyn
                                > y. Roma predzej by Patrycji miala ochote w leb dac, niz sie jej wyplakiwac po t
                                > ej imprezie. I to nie wina Pulpy,tylko Baltony. Roma slepa nie byla ani glupia-
                                > widziala,ze Baltona sie slinil do Pulpy.


                                Nie, wtedy jeszcze nie rozdzielila. Wtedy, po sylwku, Roma oplakuje nieudana impreze i wyjscie Baltony i nie ma ochoty (ani - wtedy - powodu) dawac Pulpie w leb. Wtedy wlasnie byla jej potrzebna przyjaciolka. I nic jeszcze - w oczach Romy - nie bylo przesadzone - na Podkoziolek Baltona wybral sie z nia, nie z Pulpa. Miala prawo przypuszczac, ze jesli przyjaciolka (niezainteresowana przeciez, jak ja Pulpa zapewnia) zdecydowanie Baltone odsunie, ten zwroci sie do niej. Chlopak caly czas robil jej nadzieje - po swinsku, bo krecil sie kolo Romy, zeby byc blizej Patrycji (zamiast otwarcie zastartowac), ale to czytelnik wie, ze Roma jest bez szans, a nie ona sama.
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 23:47
                                  tt-tka napisała:

                                  >
                                  > Nie, wtedy jeszcze nie rozdzielila.
                                  Oczywiscie,ze rozdzielila. Juz po tym jak Pulpa opowiedziala Romie,ze Baltona ja pocalowal zaczely sie miedzy nimi niedomowienia i kwasy.
                                  Wtedy, po sylwku, Roma oplakuje nieudana im
                                  > preze i wyjscie Baltony i nie ma ochoty (ani - wtedy - powodu) dawac Pulpie w
                                  > leb.
                                  Oczywiscie,ze ma. Zorganizowala impreze dla Baltony a on sie gapil na nogi Pulpy i dogadywal jej towarzyszowi- Marcelkowi. I to jest miedzy innymi powodem placzu Romy.
                                  Wtedy wlasnie byla jej potrzebna przyjaciolka. I nic jeszcze - w oczach Ro
                                  > my - nie bylo przesadzone - na Podkoziolek Baltona wybral sie z nia, nie z Pulp
                                  > a.
                                  O czym Roma powiedziala Patrycji z zawstydzeniem. I to zawstydzenie nie wynikalo z tego,ze sie Baltonie narzuca. Tylko z tego,ze wiedziala,ze Pulpa tez jest Baltona zainteresowana. Dlatego Roma czula sie niezrecznie mowiac o randce.
                                  Obie dziewczyny wiedzialy,obie graly. Obie udawaly,ze podrywacz Baltona nie ma u nich szans (z tym ze Patrycja lepiej udawala) a obie sie w nim kochaly. Cala "wina" Pulpy w tym,ze wybral ja...
                                  • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 08:33
                                    "O czym Roma powiedziala Patrycji z zawstydzeniem. I to zawstydzenie nie wynikalo z tego,ze sie Baltonie narzuca. Tylko z tego,ze wiedziala,ze Pulpa tez jest Baltona zainteresowana"
                                    A to jest powiedziane wprost, że zawstydzona była, bo wiedziała? Bo jeśli nie [a, słowo, nie pamiętam, by to padło!] to zawstydzona mogła być równie dobrze z całkiem innego powodu. Sama miałam w czasach cielęco - nastoletnich taką sytuację, że wysłuchałam dość długiego wywodu na temat wszelkich możliwych wad pewnego młodego mężczyzny z ust mojej bliskiej koleżanki - i też było mi potężnie głupio i byłam potężnie skrępowana prosząc ją, by nie mówiła o nim w ten sposób bo to obiekt moich westchnień. I, słowo, nie miałam cienia podejrzeń żeby wspomniana koleżanka się w tymże kochała! I nie, nie była w nim zakochana, kochała się w całkiem kim innym. Więc jeżeli to nie zostało napisane wprost - to przypisywanie zawstydzenia Romie jej świadomością, że słodka Patunia łże jak bura sucz jest wyłącznie twoją interpretacją. I nie ma osadzenia w tekście.
                                    Patrycja łgała i grała od początku do końca, ba, łga i gra nawet przed samą sobą! Roma wręcz odwrotnie - może nie jest wylewna, ale to nie ten typ, natomiast nigdy Patrycji nie okłamała, nigdy nie fałszowała rzeczywistości - i naprawdę była do tej fałszywej ślicznoty przywiązana.
                                    • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 09:52
                                      Aż wzięłam do ręki książki. I oto tekst:
                                      "- Jakie masz plany na Podkoziołek? - spytała nagle Patrycja. - Idziesz gdzieś?
                                      Roma zrobiła się bardzo czerwona i powoli pokręciła głową.
                                      - Nie idziesz? - Patrycji zrobiło się nagle bardzo głupio. - Bo ja się wybieram do kina z Marcelkiem. Na dwa seanse do DKF-u. Będą dziś filmy Jarmuscha.
                                      - Wiem... - Roma zawahała się i poczerwieniała jeszcze bardziej. - My też będziemy w DKF-ie, Tomek i Elka, ja i... i Baltona."

                                      Teraz tło całej rozmowy: po nudnym dniu w szkole dziewczyny idą sobie przez miasto, rozmawiają o tym, że chciałyby mieć pieniądze, żeby kupić sobie wszystkie fajne rzeczy. I jest napisane, że dobrze im się rozmawiało, bo Roma była "jakaś inna - wesoła, zadowolona, PEŁNA NADZIEI". Podczas gdy Pulpet był arogancki, złośliwy i na stopie wojennej z resztą świata.

                                      Możemy sobie gdybać, czy była zawstydzona. Ale jeśli tak, to to zawstydzenie prędzej wynikało z tego, że nie chciała mówić głośno o swoich nadziejach co do tego wieczoru (moja interpretacja). A zaraz potem przeżyła wielki zawód, że Patrycja tam będzie. Ale nie dlatego, że Pulpa była zainteresowana Baltoną (bo wciąż powtarzała, że nie jest), tylko że ON był zainteresowany nią.
                                    • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 10:57
                                      vi_san napisała:

                                      > "O czym Roma powiedziala Patrycji z zawstydzeniem. I to zawstydzenie nie wynika
                                      > lo z tego,ze sie Baltonie narzuca. Tylko z tego,ze wiedziala,ze Pulpa tez jest
                                      > Baltona zainteresowana"
                                      > A to jest powiedziane wprost, że zawstydzona była, bo wiedziała? Bo jeśli nie [
                                      > a, słowo, nie pamiętam, by to padło!] to zawstydzona mogła być równie dobrze z
                                      > całkiem innego powodu. Sama miałam w czasach cielęco - nastoletnich taką sytuac
                                      > ję, że wysłuchałam dość długiego wywodu na temat wszelkich możliwych wad pewneg
                                      > o młodego mężczyzny z ust mojej bliskiej koleżanki - i też było mi potężnie głu
                                      > pio i byłam potężnie skrępowana prosząc ją, by nie mówiła o nim w ten sposób bo
                                      > to obiekt moich westchnień. I, słowo, nie miałam cienia podejrzeń żeby wspomni
                                      > ana koleżanka się w tymże kochała! I nie, nie była w nim zakochana, kochała się
                                      > w całkiem kim innym. Więc jeżeli to nie zostało napisane wprost - to przypisyw
                                      > anie zawstydzenia Romie jej świadomością, że słodka Patunia łże jak bura sucz j
                                      > est wyłącznie twoją interpretacją. I nie ma osadzenia w tekście.
                                      Wlasnie o interpretacjach rozmawiamy. Kazda po przeczytaniu tej samej ksiazki ma zupelnie inna jak widac. Niech bedzie,ze Twoja jest jedynie sluszna,bo widze,ze bardzo Ci zalezy zeby "miec racje" ;) Tyle ode mnie.
                            • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 23:24
                              tt-tka napisała:
                              > 1. Dziewczynsko-przyjacielski etos nakazywal (ktosia juz to na forumie wspomina
                              > la) jasno - jesli Basia powiedziala Krysi, ze kocha sie w Janku, to Krysia mial
                              > a moralny obowiazek poslac Janka na drzewo
                              Pulpa przez wiekszosc ksiazki posyla Baltone na drzewo. Ale nie ze wzgledu na Rome,tylko dlatego,ze sie boi zakochac.
                              Za to chce "odstapic" Romie Wojtka- co sie nie udaje (bo facet to nie piornik,ktory mozna oddac kolezance) i prowadzi do bardzo przykrej sytuacji. Roma czuje sie upokorzona i nie chce "laski" Patrycji. Tak wyglada ten "dziewczynski etos" w praktyce. I to jest smutne,ale cholernie prawdziwe.
                        • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:49
                          A gdyby Pulpa nie zakochala sie w Baltonie... Jako dobra przyjaciolka powinna namawiac Rome zeby dala sobie spokoj z chlopakiem,ktory jej nie chce. Nic by to pewnie nie dalo, najwyzej uslyszalaby to co Monika od Mili w "Kalamburce"- oschla i urazona odpowiedz. Niemniej jednak, to przyjaciolka powinna byc ta osoba, ktora powie: odpusc,on sie toba tylko bawi. Tylko,ze Pulpa tego NIE MOGLA powiedziec- bo sama sie bujala w Baltonie i Roma by to odebrala jako probe odbicia go... Taka mialy sytuacje dziewczyny: pogmatwana, trudna.
                        • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:07
                          No to, moim zdaniem, czytałaś inną książkę... Roma wobec wredoty tytułowej JEST szczera i "gra fair". Całkowicie. I głównie dlatego wystawia się na cios parszywej egoistki, którą uważa za przyjaciółkę. Czy Pulpa jest potworem? Nie, nie jest. Jest tylko fałszywą, zapatrzoną wyłącznie w siebie, rozwydrzoną do granic pannicą. Czy Pulpa jest opisana dobrze, realnie itd? Jak najbardziej. Czy taka zapatrzona w siebie, gruboskórna hipokrytka, do której nie dociera ślad cudzych emocji i która nie czuje najmniejszej potrzeby nic w sobie zmieniać, bo wszak jest idealna powinna być w książce dla nastolatek młodszych przedstawiana jako bohaterka pozytywna?
                          • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:46
                            vi_san napisała:

                            > No to, moim zdaniem, czytałaś inną książkę...
                            Tez mam takie wrazenie ;)
                            Czy taka zapatrzona w siebie, gruboskórna hipokrytka, do której nie dociera ślad cudzych
                            > emocji i która nie czuje najmniejszej potrzeby nic w sobie zmieniać, bo wszak
                            > jest idealna powinna być w książce dla
                            Alez docieraja do niej emocje Romy. Zaluje jej,kiedy wracaja z Wojtusiem od fotografa. Zaluje jej,kiedy Baltona zapraszam Rome do kina a potem bucowato ja olewa. Czy jest w tym zalowaniu cien politowania dla "tej gorszej"? Byc moze. Ale niekoniecznie.
                            • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 23:05
                              Słodka Patunia dostrzega GŁÓWNIE swój dyskomfort. I zasadniczo jest tam głównie politowanie dla tej nieudacznicy, której się nic nie udaje. Wojtuś czy jak mu tam było - to inna sytuacja, bo on Patrycję drażnił. Ale drażnił nie dlatego że Roma coś przeżywała, a raczej dlatego, że w Patuni na widok niezadowolenia koleżanki uruchomił się "odruch obronny": "A idź mi, gamoniu, znów ta Roma fochy mieć będzie!".
                              Ale nawet przyjmijmy, że żałuje. I...? Cokolwiek z tego wynika? Słodka Patti cokolwiek próbuje zmienić? Ależ po co? Wszak ona jest królową życia, a kto nie umie się bawić jak ona to won z nim, na szczaw i mirabelki niech spada. GDYBY te emocje Romy dotarły do tej zakłamanej paskudy - MUSIAŁABY mieć cień refleksji chociaż nad sobą. A nie ma. Ergo - nic do niej nie dotarło.
                            • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 09:32
                              Czyli jedynym uczuciem, jaki Pulpa żywi do swej przyjaciółki jest litość - i to ma świadczyć dobrze o Patrycji? Zanim zerwały się kontakty, Roma powinna wysłać taką "przyjaciółkę" kopniakiem na księżyc.

                              Patrycja ani razu nie zachowuje się fair wobec nikogo! - ale nie następuje ani jedna refleksja czy przemiana, o jakiej mowa. Cherubinowy aniołek, który pomiata każdym, jeśli taki ma akurat kaprys... A w nagrodę dostaje happy end. A 20 lat później jest taką samą Patrycją, co widać wyraźnie, na przykład kiedy wyśmiewa wygląd męża Romy.
                      • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:44
                        vi_san napisała:

                        > dla Romy jej zakocha
                        > nie w Baltonie BYŁO całym światem. A jej fałszywa i wredna znajoma symulująca p
                        > rzyjaźń wykorzystała ją, przeżuła i wypluła. Zabierając tego jedynego, na który
                        > m jej zależało. Bo tak, bo mogła i bo się dał. Zaiste - ideał bohaterki i przyj
                        > aciółki... Aż się nasuwa "Zachowaj mnie, Boże, od przyjaciół, z wrogami poradzę
                        > sobie sam"...

                        Uspokój się. Patrycja Baltony Romie nie zabrała, bo on nie był Romą zainteresowany. Ile razy można to powtarzać? Co miała zrobić - odstąpić Romie chłopaka, w którym była zakochana, i który zakochany był w niej? I co by to niby zmieniło? Zakochałby się posłusznie w Romie, żeby jej sprawić przyjemność? Strasznie dziwnie postrzegasz relacje uczuciowe między ludźmi.

                        > Świństwem było to "zdała sobie sprawę" z uczucia dopiero po fakcie, jak Roma wy
                        > znała jej swój afekt do tegoż. Wcześniej był dla niej TYLKO kumplem. I nikim wi
                        > ęcej.

                        To, że ty nie spotkałaś się z sytuacją, w której nagle jak obuchem trafia cię świadomość własnych uczuć wobec kogoś, w chwili gdy się okazuje, że ktoś inny się nim interesuje, to nie znaczy, że tak nie bywa. Ja akurat znam podobny przykład z własnego podwórka, tyle że tam poszło to w innym kierunku. Jest to także znany główny motyw rozmaitych książek i filmów, mniejsza o to, że zazwyczaj głupawych. Po prostu jest to reakcja bardzo ludzka.



                        • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:58
                          Nawet sama Roma z czasem by to zrozumiała i jej kontakt z Patrycją nie zostałby zerwany - gdyby Patrycja szczerze z własną przyjaciółką porozmawiała. Z mojego punktu widzenia Patrycja była za dumna, żeby wyciągnąć rękę, przyznać się, że była ślepa i się zakochała. A Roma, słusznie zresztą, uczuła się urażona. Mogła to tak widzieć, że Patrycja jest dwulicowa: niby nie jest zakochana w Baltonie, ale ani nie jest neutralna, ani przyjaciółki nie wspiera, za to wodzi maślanymi oczami za facetem i rumieni się, jak ten zaczyna ją obejmować.

                          I teraz tak - Patrycja mogła "walczyć" z pierwszym prawdziwym uczuciem, OK, jest mupetem w rękach autorki. Ale powinien tu nastąpić stosowny komentarz. Czytając Pulpecję po raz pierwszy byłam zawiedziona, że wątek przyjaźni Romy i Patrycji został tak zakończony. Czy tak ma wyglądać przesłanie dla dziewcząt? Szkoda, że się jeszcze nie pobiły o tego Baltonę w kisielu.
                          • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:00
                            Hm, składnia, polska języka trudna. W sensie, że one miały się bić w basenie wypełnionym kisielem, a nie Baltona :'D Mamy dopiero wtorek, a ja już taka nieobecna.
                          • zla.m Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 15:04
                            O, właśnie, o coś takiego mi też chodzi! Patrycja NIE ROBI świństwa Romie tym, że się zakochuje w Baltonie, ani tym, że się orientuje "za późno", ani tym, że się podoba chłopakom. Ale ROBI świństwo tym, że jak już się orientuje, to nie przychodzi do Romy z "samokrytyką", nie ma wyrzutów sumienia, a zachowuje się tak, jakby adoracja chłopaków, nawet tych niechcianych, była dla niej ważniejsza niż uczucia Romy.

                            I co więcej - mogę zrozumieć, że z tą samokrytyką nie poszła (bo Roma już zaczęła też ją niemile traktować, bo nie wiedziała, co powiedzieć, bo co by to dało itp.). Ale nie mogę zrozumieć, że Patrycja wyrzutów sumienia praktycznie nie ma, nie gryzie się wcale tym, co się dzieje (nawet dramatyzując siebie jako rozdartą heroinę), ona w Romie w ogóle zdaje się zapominać. Nikt też (ani siostry, ani inna koleżanka) nie mówi jej paru słów, nie uświadamia jak to wygląda. Po prostu długoletnie przyjaźń przestaje się liczyć w obliczu "miełości". I to jest słabe i smutne.

                            W realnym życiu te dziewczyny też pewnie by się od siebie oddaliły, a wina w sumie byłaby niczyja, ale w realnym życiu Patrycji powinno być z tego powodu przykro. A co my tu mamy - wzruszenie ramion i nagrodę pocieszenia dla Romy - idiotyczne zaręczyny.
                            • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 16:01
                              zla.m napisała:

                              > Ale nie mogę zrozumieć, że Patrycja wyrzutów sumienia praktycznie nie ma
                              > , nie gryzie się wcale tym, co się dzieje (nawet dramatyzując siebie jako rozda
                              > rtą heroinę), ona w Romie w ogóle zdaje się zapominać.
                              No, zapomina o niej, bo liczy sie juz tylko Baltona. I milosc i szczescie- Roma juz nie. Dlatego nie wiem, czy to byla przyjazn miedzy dziewczynami,czy jednak nie. Latwo im poszlo zerwanie tej znajomosci - po tylu latach! Pulpa sie zatopila w swoim szczesciu, Roma sie zatopila w swoim nieszczesciu, zadna nie wyciagnela reki na zgode. Moze i byly ze soba mocno zzyte,ale pierwsza powazna proba od losu i zonk. I to byla wina ich obu.
                              • zla.m Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 16:19
                                Wiesz, książka jest opowiada z punktu widzenia Patrycji, to do jej myśli i emocji mamy dostęp. Więc ja osobiście inaczej je oceniam. To znaczy - Romy nie podejmuje się ocenić, nie wiemy, co czuła, jak przeżywała. Patrycję - oceniam, bo wiem, że miała wylane na kogoś, kogo nazywała przyjaciółką - niezależnie od tego, co my sądzimy, przyjaźnią nazywają to konsekwentnie i bohaterka, i narrator. Dodatkowo - to Patrycja, jako wygrana, powinna się poczuwać do pomocy/wsparcia/naprawienia krzywd Romie. Oraz - nie da się ukryć - nie popisała się także przy Sylwestrze, gdzie naprawdę nie chodziło o Baltonę jako takiego, ale o pomoc w uratowaniu beznadziejnej imprezy/pocieszenie pechowej gospodyni (o pomocy w przygotowaniach albo np. przyniesieniu czegoś nie wspomnę... bo może Roma nie chciała)

                                Dlatego Romy nie oceniam (choć zapewne nie była aniołem), a Pati oceniam źle.
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 16:35
                                  zla.m napisała:

                                  > Dlatego Romy nie oceniam (choć zapewne nie była aniołem), a Pati oceniam źle.
                                  Ja zadnej z nich nie oceniam zle. Ale uwazam,ze Roma tez ma swoje za uszami w tej relacji. Ktos, kto tu pisal o jej biernej agresji, moim zdaniem dosc trafnie jej portret nakreslil. Choc wg mnie zostala jednak zbyt surowo potraktowana w tym opisie ;)
                        • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:25
                          Ciotko, Baltona nie był. I zapewne nie zainteresowałby się Romą bo nie, koniec, nie ma chemii, nie działa i już. Natomiast to ma się nijak do faktu, że Patunia przez całą książkę postępuje fałszywie, kręci, ani razu nie jest szczera z Romą... Poza tym czytaj co ja piszę, a nie co ty chcesz zrozumieć. Nie napisałam, że Patrycja Baltonę zabrała Romie. Napisałam,że potraktowała ponoć przyjaciółkę paskudnie, zabierając tego jedynego. Nie, że zabierając go JEJ, a po prostu zabierając.
                          I nie chodzi o to, że miała odstąpić go Romie - bo w pełni rozumiem egoizm rozwydrzonej smarkuli, która, chce, może więc nie licząc się z nikim i niczym po prostu bierze. Problem w tym, że Patunia słodka nie widzi nic poza własnym nochalem. Nie ma cienia poczucia, że postąpiła wobec kumpeli [bop przyjaźnią bym tego nie nazwała] nie do końca ok. No nie, wszak śliczna panna B. jest cherubinem rafaelowskim a ta głupia Romcia w lennonkach zamiast się radować jej miłością jakieś fochy śmie prezentować...
                          Spotkałam się tez z sytuacją, że ktoś sobie uświadomił uczucie dopiero, gdy ktoś inny zapałał do "obiektu" afektem. I nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że to "nieprawdopodobne" czy że takie coś jest "nierealne". Moim zdaniem tylko MM pierwszy raz napluła na ideały Jeżycjady prezentując postawę Patrycji jako POZYTYWNĄ. I nie skomentowawszy tego w żaden sposób, że to było niefajne, że tak się nie powinno załatwiać spraw. Że Patrycja nie jest takim cholernym ideałem jak to sobie wyobraża, bo...
                          Czy takie zachowanie jak Patrycji jest życiowe? Bardzo. Czy częste? Również. Czy fajne i miłe? Czy powinno się młodym nastolatkom takie postawy pokazywać jako wzorce? Czy taka postawa w książce dla młodych panienek nie powinna byc konkretnie nazwana i choćby lekko, nawet z pobłażaniem, ale jednak napiętnowana?
                          • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 09:42
                            vi_san napisała:

                            > Natomiast to ma się nijak do faktu, że Patuni
                            > a przez całą książkę postępuje fałszywie, kręci, ani razu nie jest szczera z Ro
                            > mą...

                            Ja swoje, a ty swoje.

                            > Poza tym czytaj co ja piszę, a nie co ty chcesz zrozumieć. Nie napisałam,
                            > że Patrycja Baltonę zabrała Romie. Napisałam,że potraktowała ponoć przyjaciółk
                            > ę paskudnie, zabierając tego jedynego. Nie, że zabierając go JEJ, a po prostu z
                            > abierając.

                            Zawiesiłam się już w tym miejscu, niestety.
                            • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 09:55
                              Obrazowo i przedmiotowo. Jeśli zabierzesz z restauracji leżące na stoliku pudełko zapałek - czy zabrałaś te zapałki restauracji? Nie, ale zabrałaś je ze sobą. Jeśli zabierzesz koleżankę z teatru by ją odwieźć do domu - czy zabierasz ją teatrowi? Nie, ale zabierasz ją ze sobą. Czegoś jeszcze nie rozumiesz? Patrycja nie zabrała Baltony Romie - bo do Romy on nigdy nie przynależał. Zabrała go ze sobą.
                              A podaj mi, proszę choć trzy sceny w Pulpecji w których ta słodka idiotka tytułowa bohaterka w jakiś sposób liczy się z [podobno] przyjaciółką, w których jest wobec niej szczera, czy tez w których ma przebłysk jakiegokolwiek autokrytycyzmu?
                              I jednak spróbuj, zanim odpowiesz, przeczytać całość wypowiedzi, bo wychodzi ci co najmniej bez sensu... :P
                              • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 10:21
                                vi_san napisała:

                                >
                                > I jednak spróbuj, zanim odpowiesz, przeczytać całość wypowiedzi, bo wychodzi ci
                                > co najmniej bez sensu... :P

                                Przygania kocioł garnkowi. Nie jestem w stanie przebrnąć przez barokowość i pokrętność twoich wypowiedzi w tym wątku (to nie złośliwość, tylko stwierdzenie faktu), a w dodatku czas na forum chwilowo mi się kończy, więc muszę niestety zawiesić tę dyskusję na kołku i udać się w rejony dalekie od domu.
                                • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 10:37
                                  Ja twoje wypowiedzi czytam, nie "zawieszam się" w połowie i nie odpowiadam na tą połowę, bo mi się wydaje, że wiem co napisałaś dalej. Skoro nie jesteś w stanie w cierpieniach brnąć przez moje wypowiedzi - po prostu mnie sobie wygaś i będziesz mieć problem z głowy. Na brak czasu nie poradzę. :D
                                  • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 17:20
                                    vi_san napisała:

                                    > Skoro nie jesteś w stan
                                    > ie w cierpieniach brnąć przez moje wypowiedzi - po prostu mnie sobie wygaś i bę
                                    > dziesz mieć problem z głowy.

                                    Ależ dlaczego aż tak mam się poświęcać? Ja lubię czytać twoje posty i dość często się z nimi zgadzam. Wychodzę z siebie tylko wtedy, jeśli ty pojechałaś za daleko.
                                    • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 19:56
                                      To nie wygaszaj. Ja zasadniczo tez cię lubię czytać, nawet jeśli nie zawsze się z tobą zgadzam. I nie wychodź z siebie, nie warto. Nic nie poradzę, że nie znoszę Pulpecji, która jest świetnie napisana, bardzo prawdziwa i [moim zdaniem] pierwsza z cyklu zdecydowanie szkodliwa. I nie znoszę Pulpy - właśnie dlatego, że jest bardzo prawdziwie napisana. Z tym, że nie znoszę zarówno jej jako bohaterki, jako osoby, którą gdybym znała to ostatnie czego bym chciała to jakikolwiek kontakt jak i tego, że autoressa ani jednym słóweczkiem nie zająknęła się, ze takie postępowanie jak słodkiej Patti jest "nie ok". Jakoś Aniela mogła mieć wady [kłamczucha], Bebe mogła mieć wady [zagipsowanie], nawet i święte jeżyckie mogły mieć wady - czyli panny z klanu B. - Ida [histeryczka i hipochondryczka], Gaba [nieudolna w pracach domowych]... A Patti nie - ideał słodki, psia kostka... Wszystkie wcześniejsze bohaterki w trakcie akcji jakoś się zmieniają, poznają siebie, coś rozumieją - Patti nic, jak na wstępie mamy zapatrzoną w siebie, zarozumiała egoistkę - tak i na koniec mamy dokładnie to samo.
                              • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 10:32
                                vi_san napisała:

                                > Obrazowo i przedmiotowo. Jeśli zabierzesz z restauracji leżące na stoliku pudeł
                                > ko zapałek - czy zabrałaś te zapałki restauracji? Nie, ale zabrałaś je ze sobą.
                                > Jeśli zabierzesz koleżankę z teatru by ją odwieźć do domu - czy zabierasz ją t
                                > eatrowi? Nie, ale zabierasz ją ze sobą. Czegoś jeszcze nie rozumiesz?

                                Z twojego wywodu - kompletnie niczego, sorry :D Ale to pewnie ja jakaś głupia jestem :D
                    • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:48
                      Świństwem Patrycji było, że była nieszczera w stosunku do swojej najbliższej przyjaciółki. Ona mówi Romie, że Baltona się jej nie podoba, na co Roma z ulgą stwierdza, że się cieszy, bo u niej facet ma szanse. I do samego końca nie przyszło jej do głowy, żeby z przyjaciółką pogadać od serca. A później Patrycja egoistycznie skupia się na własnym cierpieniu, a tymczasem Romie nie poświęca ani jednej myśli.
                • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 12:48
                  marutax napisała:

                  Zmiana, którą w niej dostrzegam, po
                  > lega na uświadomieniu sobie, że jej decyzje i czyny mają "dorosłe" konsekwencje
                  > . Że pewnych nieprzyjemnych spraw czy słów nie da się wymazać prostym "no co si
                  > ę obrażasz", a otaczający ją ludzie są kimś więcej, niż satelitami ślicznej pan
                  > ny B. I owszem, Pulpa nie reaguje na to mocnym postanowieniem poprawy (sprawa R
                  > omy), ale jednak zostaje poważnie wytrącona ze swojego samozadowolenia i zaczyn
                  > a nabierać ostrożności w relacjach międzyludzkich.

                  Kiedy wlasnie nie - zmieniaja sie okolicznosci, warunki, stosunek do niej (niektorych) innych. Sama Pulpa nie zmienia sie wcale.
                  • marutax Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:25
                    Aż sięgnęłam po książkę i nadal uważam, że Pulpa się zmienia. Patrycja na początku to świadoma sybarytka z przerostem poczucia własnej wartości. Dumna ze swojego spokoju i niewzruszoności, przekonana, że ma rację bo ją ma. O siostrach myśli z pogardliwą pobłażliwością, znajomych traktuje z wyższością, uważa, że cały świat ułoży się według jej widzimisię. Uczucie do Baltony, zawalona matura, nawet zepsuta przyjaźń z Romą - to wszystko sprawia, że w drugiej części książki Pulpa traci tę pewność siebie. Zaczyna zastanawiać się nad swoją "wewnętrzną naturą" (określenie taoisty Tomcia). Szuka rady u Gabrysi, którą wcześniej podsumowała w stylu "ale ta Gaba była głupia, ja bym się na Pyziaka nie nabrała". Innymi słowy, zaczyna dostrzegać, że niewiele wie i nie zna nawet samej siebie.
                    W pewnym sensie Patrycja jest tak samo "zagipsowana" jak Bebe, tyle że zamiast chłodu ukrywa się pod pozorną pogodą ducha i wygodnictwem. I tak jak Bebe wyrywa się z tego kokonu. W niektórych scenach na końcu jest całkowicie odsłonięta i zagubiona.
                    Rozumiem, że można inaczej interpretować tę postać, zwłaszcza, że nie jest zbyt sympatyczna. Ale Patrycja się zmienia, odnajduje. Kiedy w samochodzie mówi Florkowi "zdam maturę i pójdę na studia" to czuć w tych słowach jej wolę i cel, a nie tą początkową bezwładność a la Pyza "jestem z takiej, a nie innej rodziny, więc zrobię maturę i skończę jakieś studia".
                    • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:39
                      Tez siegnelam :) i jednak pozostaje przy swoim odbiorze. Patysia szuka rady u Gaby, bo ja zobaczyla rozswietlona szczesciem i chce dostac recepte na szczescie.
                      UImo jej pogoda ducha i samozadowolenie nie sa kryjowka, tylko wlasnie natura. Dyskomfort odczuwa, kiedy jej ktos to samozadowolenie zakloca.
                      "Zdam mature i pojde na studia" (nb o zdawaniu mowa byla zaraz po tej oblanej maturze) oznacza w praktyce "pojde studiowac razem z Florkiem, bedziemy razem" (a la Pyza). Tyle ze tu poskutkowal nacisk Baltony, nie ojca.
                • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 19:01
                  marutax napisała:

                  > To, co opisałaś, to także ewolucja, której brak np. przy Dorotce. Wyobraź sobie
                  > Patrycję pisaną jak Dorotka - Baltona ją całuje, ona w pąsach, natychmiast się
                  > zaręczają i cały świat przestaje istnieć.
                  > Dla mnie ewolucja bohaterki w "Pulpecji" nie opiera się na stronie romantycznej
                  > , to tylko część równania. Przede wszystkim Patrycja jest trochę starsza od typ
                  > owej bohaterki wczesnej Jeżycjady, więc trudno oczekiwać po niej nastoletnich p
                  > rzełomów i błyskawicznych przewartościowań. Zmiana, którą w niej dostrzegam, po
                  > lega na uświadomieniu sobie, że jej decyzje i czyny mają "dorosłe" konsekwencje
                  > . Że pewnych nieprzyjemnych spraw czy słów nie da się wymazać prostym "no co si
                  > ę obrażasz", a otaczający ją ludzie są kimś więcej, niż satelitami ślicznej pan
                  > ny B. I owszem, Pulpa nie reaguje na to mocnym postanowieniem poprawy (sprawa R
                  > omy), ale jednak zostaje poważnie wytrącona ze swojego samozadowolenia i zaczyn
                  > a nabierać ostrożności w relacjach międzyludzkich.

                  Hę? Ja tam w ogóle tego nie widzę. Nawet kwestia Romy nie spędza jej snu z powiek, ani nie wywołuje pod złotymi loczkami żadnych przemyśleń. Po spięciu ósmego marca Patrycja tylko sobie wzdycha, że tak się wszystko dziwnie między nimi popsuło i to jest jedyna refleksja. Potem Pati ma na Romcię wywalone do tego stopnia, że nawet ponadtygodniowa nieobecność przyjaciółki w szkole jej nie niepokoi. Telefon u Borejków jest, numer do Kowalików wszyscy znają, ale o przyczynach szkolnej absencji Romy Patrycja dowiaduje się od Baltony. I dalej żadna refleksja na temat własnego postępowania jej nie przelatuje nigdzie.
                  • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 19:15
                    Bupu, to bylo juz po maturze (tej oblanej przez Patrycje), tak ze obecnosc ktorejkolwiek w szkole bylaby dziwna. Ale ze Patrycja ma wywalone, to fakt. Gna do Kowalikow tylko po to, zeby wielkim przypadkiem spotkac sie z Baltona - to, ze moglaby zwyczajnie pojsc do Romy pogadac albo pomilczec, nawet nie zaswitalo. Nie, Roma jest przydatna tylko jako pretekst, ale zasadniczo zbedna.
                    • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 19:40
                      tt-tka napisała:

                      > Bupu, to bylo juz po maturze (tej oblanej przez Patrycje), tak ze obecnosc ktor
                      > ejkolwiek w szkole bylaby dziwna.

                      Nieobecność Romy, wywołana jej zaręczynami z młodym lekarzem to był kwiecień.
                      Dwunastego kwietnia, w Niedzielę Palmową, Baltona ratuje Patrycję z rąk rozżalonego Marcelka i uwozi w kierunku Nord-East. I kiedy prują we wzmiankowanym kierunku, Pati zagaja rozmowę, mówiąc, że dawno nie widziała Romy, której nie było w szkole z tydzień, albo dłużej. Po czym dowiaduje się od Baltony, że jedenastego Roma wyprawiała uroczyste zaręczyny. To było przed maturą, nieprawdaż? Borejkom telefonu nie odcięto, nieprawdaż? Tymczasem Patuni nawet rączka nie drgnęła w kierunku słuchawki, żeby sprawdzić co się dzieje z podobno przyjaciółką.
                      • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:09
                        Faktycznie Twoja racja. Sorki :)
                        Zasugerowalam sie tym, ze w Palmowa Pulpa widzi Rome, a nawet doklada staran, by sie z nia nie spotkac. Plus w glowie mi sie nie miesci, ze choleryk i despota Kowalik pozwolil corce tak po prostu nie chodzic do szkoly.
                        I dodatkowo pomylilo mi sie z tym wyjazdem Kowalikow juz po maturze, na tydzien wlasnie.
                  • marutax Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:06
                    Tyle że wątek Romy jest w "Pulpecji" potraktowany mocno marginesowo. Nie lubię Patrycji jako człowieka i zgadzam się, że w tym przypadku zachowała się nie fair, ale to Autorka zepchnęła Romę na dziesiąty plan po wcześniejszym przedmiotowym wykorzystaniu w roli "uświadamiacza" Patrycji jej uczuć do Baltony. Nie zmienia to faktu, że ten wątek nie jest główną treścią książki, a jedynie dodatkiem.
                    • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:20
                      marutax napisała:

                      > Tyle że wątek Romy jest w "Pulpecji" potraktowany mocno marginesowo.

                      Nie powiedzialabym... Roma jest obecna w zyciu Patrycji w tym tomie o wiele bardziej niz jakakolwiek kolezanka-przyjaciolka dowolnej innej Borejkowny w dowolnym innym tomie.

                      Nie lubię
                      > Patrycji jako człowieka i zgadzam się, że w tym przypadku zachowała się nie fai
                      > r, ale to Autorka zepchnęła Romę na dziesiąty plan po wcześniejszym przedmiotow
                      > ym wykorzystaniu w roli "uświadamiacza" Patrycji jej uczuć do Baltony.

                      Autorka zepchnela, poniewaz bylo to logiczne postepowaniu bohaterki takiej, jaka autorka napisala - egoistycznej, bezrefleksyjnej niuni. Roma przestala byc przydatna, a zaczela byc klopotliwa w odczuciu Patysi, Roma znika. Ale to Patysia nie dzwoni, nie podchodzi, nie rozpoczyna rozmowy, unika...

                      Nie zmie
                      > nia to faktu, że ten wątek nie jest główną treścią książki, a jedynie dodatkiem

                      Ten watek - stosunki z Roma - to mniej wiecej jedna trzecia ksiazki. To znaczy Patrycji w ksiazce. Duuuuzo wiecej, niz miala jakakolwiek Borejkowna i potem Pyziakowna na odcinku przyjazni czy w ogole stosunkow damsko-damskich.
                      • marutax Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:44
                        Relacje Patrycji z Romą psuły się stopniowo. I owszem, Patrycja nie starała się ich naprawić, ale nie przesadzajmy z zarzutami o bezrefleksyjności: "Patrycja szła i wspominała wszystkie minione szkolne lata przeżyte z Roma, wszystkie wpadki, szkolne awantury, wagary czy smutki - a każde wspomnienie zawierało w sobie, jak ukryty w głębi skarb, dowód lojalności Romy, przyjaźni Romy, uczynności Romy, wierności Romy. I każde stawało się wyrzutem sumienia. Chociaż przecież wina Patrycji była żadna. Żadna!
                        O niech to licho - pomyślała. - Cholera niech weźmie hormony. Po co dorastamy? Ja nie chcę! Chcę być małą dziewczynka i żeby Roma była małą dziewczynką, i żeby nic nas nie dzieliło, żadne takie dorosłe głupstwa i brzydkie sekrety!"
                        Owszem, Patrycja powinna być szczera z przyjaciółką i wyciągnąć do niej rękę. Ale Roma jest w tym samym wieku i zachowuje się tak samo niedojrzale. Jej reakcja na zawód miłosny to ucieczka w pseudopsychoanalizę, krytyka wszystkich i wszystkiego plus szybki ślub. Główną winą Pulpy jest samolubne zaślepienie i to, że nie zauważyła, co dzieje się z jej przyjaciółką, a kiedy zauważała - nie starała się jej pomóc. Ale twierdzenie, że się nią w ogóle nie przejmowała, to przesada.
                        • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 20:48
                          Imho - nie przejmowala sie Roma. Przejmowala sie tym, ze jej, Patrycji, jest zle i niewygodnie bez Romy albo z Roma inna niz przedtem.
                        • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 21:08
                          marutax napisała:


                          > Owszem, Patrycja powinna być szczera z przyjaciółką i wyciągnąć do niej rękę. A
                          > le Roma jest w tym samym wieku i zachowuje się tak samo niedojrzale. Jej reakcj
                          > a na zawód miłosny to ucieczka w pseudopsychoanalizę, krytyka wszystkich i wszy
                          > stkiego plus szybki ślub.

                          Sorry, bede bronic Romy.
                          - nie slub, tylko zareczyny. Bedace, nie wiadomo, plastrem na zbolale serce lub zraniona ambicje czy straszakiem na ojca, czy jeszcze czym innym...
                          - Roma zdobywa sie na szczerosc. Po czym slyszy od Patysi "glupia jestes" i to sa ostatnie slowa, jakie Patysia do swojej jeszcze przed chwila przyjaciolki skierowala
                          - to jest wiek, w ktorym sie krytykuje; wszystko i wszystkich, powierzchownie i niedojrzale; imho niezbedny warunek/skladnik dorastania :); problem nie w tym, ze Roma krytykuje, tylko w tym, ze Pulpa nie krytykuje, a jedynie ma pretensje
                          - pseudopsychoanaliza - ostro, ale czy zasadnie ? Lektury ma bardzo dobre, a ze stosuje je dyletancko - boru moj, ja po lekturze podrecznikow psychiatrii u wszystkich wokol dopatrzylam sie objawow tego lub owego, a starsza bylam niz Roma; przeczytac, przetrawi, ocenic, a my Rome widzimy na etapie czytania, pozniej juz nie
                          - no i Roma oberwala znacznie mocniej niz tylko zawodem milosnym - chlopak znany jej od dawna, przyjaciel brata i lokator rodzicow potraktowal ja paskudnie, calujac ja, przyjmujac zaproszenia, sam zapraszajac, a wszystko to po to, by byc blisko Patty; przyjaciolka nawalila na calej linii - na tym tragicznie nieudanym sylwestrze nie pomogla w niczym, nawet nie zostala, zeby Rome pocieszyc albo posluzyc za rekaw do wyplakania sie; potem krecila i klamala,a w koncu obrazila; na deser z zadowolona mina wlokla za soba adoratorow po szkolnych korytarzach ostetntacyjnie nie zauwazajac nieszczesliwej miny Romy; Roma miala pelne prawo poczuc sie nie tylko zawiedziona w milosci i przyjazni, ale dodatkowo zlekcewazona, osmieszona i porzucona
                        • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:07
                          Patrycja w tym momencie użala się nad sobą. Jakie Roma miała przed nią sekrety? Przed Pulpą Roma była jak otwarta książka. A Patrycja hormonami nazywa pierwsze zauroczenie, bo jak dotąd ona sama nikogo nie kochała. Była tą, która była wielbiona, z łaską pozwalała się adorować. A tu sobie przychodzi taki wilk, całuje ją jak chce i kiedy chce i tak to się zaczęło.
                • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 22:04
                  Przepraszam, że się wcinam, ale to tylko po to, żeby wesprzeć. Według mnie "Pulpecja" to najbardziej gorzki i realistyczny zapis dojrzewania. Wszystko mi się tam zgadza, włącznie z zakończeniem, bo to nie znana nam z późniejszych tomów figura turbozaręczyn, tylko dość desperacki gest dwojga zagubionych młodych ludzi, którzy przeżywszy pierwsze swoje rozczarowania rozpaczliwie czepiają się siebie. Gdyby powstał ciąg dalszy, rzeczywisty, a nie baśniowy, otrzeźwienie mogłoby być brutalne. Fantastyczna drugoplanowa postać Romy, mojej niezmiennie najulubieńszej jeżyckiej dziewczyny (nie mogę odżałować, że MM, nie napisała jej własnego tomu, będąc jeszcze w formie). Świetnie i bardzo uczciwie sportretowana rodzina B - są tam jakieś rejony porozumienia, jakieś porywy dobrej woli, ale generalnie każdy dryfuje w swoim kierunku, rozpada się ich wspólny kod, nikt nie jest dla nikogo oparciem. To zresztą ostatni ich realistyczny wizerunek przed ubrązowieniem i spotwornowaceniem.
          • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 12:14
            A ja się zgodzę z Tt-tką. Pulpecja to pierwszy upadek Jeżycjady na pysk, w moich oczach. Na początku mamy Pulpę egoistycznie zapatrzoną wyłącznie we własny zad, na końcu mamy identycznie Pulpę zapatrzoną we własny zad. Przez calutką książkę ta paskuda nie ma ani jednej myśli o kimś innym. "Ego, mei, mihi, me, me...". Nie zmienia się w niej nic - owszem, rezygnuje z kostiumów od Diora i bycia biznesłomen, ale wewnętrznie nie zmienia w sobie kompletnie niczego. Ani nawet nie dostrzega, że cokolwiek powinna. Czy takich nastolatek nie ma? Ależ są! Czy wszystkie nastolatki muszą być wrażliwe i mieć wyczucie? Ależ nie. Ale Pulpecja jest moim zdaniem pierwszą książką zdecydowanie szkodliwą dla czytelniczek - bo ucząca, że "miej w zadku wszystkich poza sobą, a sukces masz murowany!" Pochwała egoizmu i egocentryzmu ponad normę. W książce mającej [podobno] zacięcie wychowawcze przedstawianie takiej pustej, zarozumiałej, wrednej dziuni jako bohaterki pozytywnej - JEST ZŁE.
            • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 09:00
              Ha! Jak to jednak różni ludzie różnie widzą te same rzeczy. I może rację mają Borejkówny, że rozmowa jest jednak w sumie dobrym wynalazkiem.

              Mnie do szewskiej pasji zawsze doprowadzała Roma. Zblazowana, pozująca na buntownika, szukająca paranaukowych banałów na dowód, że wszystko jest winą jej rodziców. Obrażona na świat i ciężko zdziwiona, że ten świat, na który się obraziła, zamiast zatrzymać się w zawstydzeniu, śmie istnieć dalej i nie przejmować się jej fochem. Przecież to taką Romę Patrycja widziała na co dzień - oschłą, pozującą i zaciętą. Skąd Borejkówna miała, u licha, wiedzieć, że jej przyjaciółka cierpi, płacze po nocach i zatraca sens życia? Czy Roma cokolwiek takiego Patrycji wyznała? Powiedziała "e, słuchaj, ciężko mi. Jak mi się jakiś chłopak podoba, to okazuje się, że on woli ciebie. Chociaż ja się tak staram, a ty nie. Wiem, że to nie twoja wina. Wiem, że to nie wina moich rodziców, ale kurczę, smutno mi"?. Nie. Patrycja odbierała tylko sygnały, jak bardzo Romę mierzi - i to mierzi niezależnie od tego, co zrobi. Nawet jak Patrycja ewidentnie daje do zrozumienia, że kolejne smalone cholewki jej nie cieszą. Że o nie nie prosiła. Że woli Romę niż Wojtka. O to Roma też ma żal. To co Patrycja ma zrobić, żeby było dobrze? Zgorzknieć? Stracić poczucie własnej wartości? Oszpecić się?

              A co do poczucia kobiecej lojalności - ma ona swoje granice, granicę przyzwoitości, na przykład. Roma nie ma prawa oczekiwać, że Patrycja zrezygnuje z miłości, tylko dlatego, że to Roma by tę miłość chciała. Bo niby czemu chcenie Romy miałoby być jakoś uprzywilejowane względem chcenia Patrycji. A zachowanie Romy po tym, jak sobie uświadomiła, że Baltona jest zainteresowany Patrycją to klasyczna bierne agresja - "masz to, czego ja chciałam, więc ja cię teraz będę karać. To od obcych się dowiesz, że się zaręczyłam i będziesz się zadręczać myślami, co się stało. Masz chłopaka, jesteś szczęśliwa, więc ja ci to szczęście zatruję utratą przyjaciółki".

              W porównaniu z tym typem niedojrzałości niedojrzałość Patrycji razi mniej.
              • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 10:13
                Roma nie była aniołem, ale była fair. Roma mówi Patrycji wprost o swojej słabości do Baltony, czego tamta się zapierała do samego końca. A jej turbozaręczyny miały miejsce w kwietniu, kiedy wszyscy widzą, że Pulpet jest szary i osowiały, zestresowany brakiem wiedzy, bynajmniej nie tryska szczęściem w świeżutkim związku, bo został sam jak palec, jeden Marcelek zaofiarował pomoc w nauce, to ta go jeszcze obśmiała. Jak dla mnie, to zrobienie Patrycji na złość w ogóle nie przyszło Romie do głowy, bo ta była zajęta własnym życiem z dala od Borejkówny. Sama Patrycja zresztą nie tęskni jakoś bardzo do tej przyjaźni, Romie poświęca niewiele myśli.

                Zresztą, ja do dzisiaj jestem zdania, że MM nie wiedziała co pisze o tych zaręczynach. Chyba zapomniała, że kilka tygodni temu Roma była zakochana w Baltonie, a czas przed maturami nie sprzyja poznawaniu nowych miłości. Chyba że czas naciągnął się jak gumowe mieszkanie i w efekcie kilka tygodni trwało z rok :')
                • reveiled Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 15:31
                  "Zresztą, ja do dzisiaj jestem zdania, że MM nie wiedziała co pisze o tych zaręczynach. Chyba zapomniała, że kilka tygodni temu Roma była zakochana w Baltonie, a czas przed maturami nie sprzyja poznawaniu nowych miłości."
                  Przypomnijcie mi - czy ten lekarz byl jeszcze kiedys wspomniany? Jesli nie, to nie mamy pewnosci czy zareczyny rzeczywiscie sie odbyly, moze to byc wymysl Baltony albo Romy.
                  • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 18:35
                    reveiled napisał(a):

                    > Przypomnijcie mi - czy ten lekarz byl jeszcze kiedys wspomniany? Jesli nie,

                    Nie byl wspominany, ale i Roma nie byla wspominana. I to mimo tego, ze po doktora Kowalika, ojca Romy bylo nie bylo, dzwonilo sie od Borejkow nader czesto latami (info z JT). Dopiero w Sprezynie dowiadujemy sie, ze Patrycja widziala zdjecie meza i dzieci Romy na nk. Nie wiadomo, czy to ten sam, jak i nie wiadomo, czy jest/zostal wznowiony jakis kontakt, czy tez Patysia nad wygladem rodziny Romy wytrzasa sie nie wiedzac poza tym, co u niej.

                    to
                    > nie mamy pewnosci czy zareczyny rzeczywiscie sie odbyly, moze to byc wymysl Ba
                    > ltony albo Romy.

                    Urodzila sie na forumie naszym zlosliwym mysl taka, ze mlodzienczy bunt plus zawod sercowy plus rozczarowanie sklonily Rome do urzadzenia pokazowki - postraszyla rodzicow urzadzonymi ad hoc zareczynami, a potem powolutku (i nie za darmo, tylko np za wieksza swobode albo swiety spokoj) dala sie naklonic do poczekania ze slubem. I zyla sobie spokojnie albo burzliwie, jak tam wypadlo, za maz wyszla w swoim czasie i z wlasnego wyboru, a nie z desperacji czy na zlosc i zyje nadal, miejmy nadzieje, ze dlugo i szczesliwie :)
                    • reveiled Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 20:27
                      I to naprawde ma sens, wiecej niz alternatywna (oryginalna?) wersja. W taka Rome bym uwierzyla. w prawdziwe zareczyny w tym momencie raczej nie.
              • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 10:18
                przymrozki napisała:

                Roma. Zblazowana, pozująca na bunto
                > wnika, szukająca paranaukowych banałów na dowód, że wszystko jest winą jej rodz
                > iców. Obrażona na świat

                Pardon ? Mozesz przytoczyc przyklady ? Bo ja pamietam, ze dziewczynom (we wspomnieniah P.) "zawsze sie dobrze gadalo", ze P. czarny i ciety humor Romy bardzo odpowiadal. Plus ksiazka czytana przez Rome nie jest paranaukowym banalem.

                > i ciężko zdziwiona, że ten świat, na który się obraziła

                Na swiat ? Eks-przyjaciolka to nie jest caly swiat.

                > Przecież to taką Romę Patrycja widziała na co dzień - oschłą, pozu
                > jącą i zaciętą. Skąd Borejkówna miała, u licha, wiedzieć, że jej przyjaciółka c
                > ierpi, płacze po nocach i zatraca sens życia?

                "Mala twarz (...) wyrazala smutek". Patrycja to widzi, wlokaca sie pozniej korytarzem szkolnym ponura Rome tez widzi. Tyle ze nie zamierza psuc sobie zabawy.

                >Patrycja odbierała tylko sygnały, jak bardzo Romę mierzi - i to mier
                > zi niezależnie od tego, co zrobi. Nawet jak Patrycja ewidentnie daje do zrozumi
                > enia, że kolejne smalone cholewki jej nie cieszą. Że o nie nie prosiła. Że woli
                > Romę niż Wojtka. O to Roma też ma żal. To co Patrycja ma zrobić, żeby było dob
                > rze? Zgorzknieć? Stracić poczucie własnej wartości? Oszpecić się?

                Nie. Powiedziec Wojtkowi krotko i wezelkowato "chlopcze, zachowujesz sie jak prostak", wiemy, ze potrafi. Szkoda, ze tylko wtedy, kiedy uznala, ze zachowanie Jacunia dotknelo ja sama, a nie, kiedy zachowanie Wojtka dotknelo Rome.


                > A co do poczucia kobiecej lojalności - ma ona swoje granice, granicę przyzwoito
                > ści, na przykład. Roma nie ma prawa oczekiwać, że Patrycja zrezygnuje z miłości
                > , tylko dlatego, że to Roma by tę miłość chciała.

                Wystarczyloby - dla zachowania kobiecej lojalnosci - przyznac "mnie on tez interesuje". Byc moze wtedy wycofalaby sie Roma ? Ale nie, "on u mnie nie ma zadnych szans" i zdziwko, ze Roma poczula sie oszukana.

                A zachowanie Romy po
                > tym, jak sobie uświadomiła, że Baltona jest zainteresowany Patrycją to klasycz
                > na bierne agresja - "masz to, czego ja chciałam, więc ja cię teraz będę karać.


                Pojechalas. Nie, ze zainteresowana, tylko ze oszukuje w sprawie waznej dla nich obu. I nie "bede cie karac", tylko "nie chce wiecej miec z toba do czynienia". Czemus nie dziwie sie.


                > W porównaniu z tym typem niedojrzałości niedojrzałość Patrycji razi mniej.

                A to rzecz gustu. Niedojrzalosc u nastolatki, nawet maturzystki, to raczej powszechne. Mnie nie razi niedojrzalosc Patrycji, tylko jej egoizm, samozachwyt i bezrefleksyjnosc.
                • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 08:07
                  Patrycja mogła swym czarem omamić nieprzystojnego salonowca, Marcela, ale przecież nie oczadziła narratora wszechwiedzącego. Zakładam zatem, że wewnętrzne monologi panny Borejko zostały przedstawione bez przekłamań, a to oznacza, że w chwili rozmowy z Romą, Patrycja nie kocha Baltony i nie jest świadoma, że złość i zagubienie, które czuje na myśl o nim, to kiełkujące uczucie. W chwili kiedy Patrycja wykonuje pierwsze kroki w celu usidlenia Baltony, Roma jest już dawno obrażona. Innymi słowy, Patrycja Romy nie okłamała. Co najwyżej można mieć pretensję, że nie wykonała na sobie pogłębionej psychoanalizy wraz z oceną kierujących nią motywów, ale tutaj uczciwie trzeba by było przyznać, że w tym względzie Roma też zawiodła.

                  Nie zgadzam się także, że rozwiązanie nieporozumienia z Wojtkiem miałoby polegać na jego publicznym upokorzeniu. On nie jest stroną w relacji Romy i Patrycji, nie musiał wiedzieć, że jedna jest o drugą zazdrosna. Nie jest także jego winą, że podoba mu się ciepła-uśmiechnięta, a nie nadęta-wściekła. Widać taki ma gust, co jest wszak legalne. Wyjaśnienia pomiędzy przyjaciółkami utrudnił zaś fakt, że obrażona Roma zniknęła ze sceny.

                  Roma swój konflikt z rodzicami mogła tłumaczyć nadużywaniem pojęć ściśle naukowych, nie zmienia to jednak faktu, że posługiwała się pseudonaukowymi banałami. Wiemy, jakimi rodzicami byli Kowalikowie i wiemy, że Roma była kochana i zadbana. Oczywiście, to wolny kraj i Romie wolno roić sobie, że w domu dziecka byłoby jej lepiej, ale elementarna wdzięczność względem ludzi, którzy się o nią troszczą bez widoków na rychłe zyski, powinna powstrzymywać pannę Kowalik przed jawnym okazywaniem wrogiego dystansu. Brak podobnego wyczucia u osiemnastolatki (nie była to wszak trzynastolatka!) jest już jakąś wadą charakteru.

                  No i jeszcze jedna rzecz. Wydaje się, że zaręczyny Romy są klasycznie "na złość". Ewentualnie dla podniesienie poczucia własnej wartości. I tutaj pojawia się nowa osoba dramatu - narzeczony. Nie wiemy, czy był on świadomy tego, że jest traktowany instrumentalnie. Ale jeżeli nie, to ma wszelkie racje, żeby mieć do Romy żal.

                  • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 12:21
                    przymrozki napisała:

                    > Nie zgadzam się także, że rozwiązanie nieporozumienia z Wojtkiem miałoby polega
                    > ć na jego publicznym upokorzeniu. On nie jest stroną w relacji Romy i Patrycji,
                    > nie musiał wiedzieć, że jedna jest o drugą zazdrosna. Nie jest także jego winą
                    > , że podoba mu się ciepła-uśmiechnięta, a nie nadęta-wściekła. Widać taki ma gu
                    > st, co jest wszak legalne. Wyjaśnienia pomiędzy przyjaciółkami utrudnił zaś fak
                    > t, że obrażona Roma zniknęła ze sceny.

                    A kto mówi o upokarzaniu? Wystarczyłoby, gdyby Patrycja ucięła stanowczo jego zaloty, co jak dobrze wiemy, potrafiła znakomicie. Krótki tekst, niosący przekaz "Słuchaj, chłopcze, nie jestem tobą zainteresowana i wolałabym spędzić czas z moją przyjaciółką". I pozamiatane, Wojtek dostaje kubeł zimnej wody, Roma dostaje sygnał, że jest ważniejsza dla Pulpy niż jacyś tam amanci i nie musi się czuć jak piąte koło u woza.

                    >
                    > Roma swój konflikt z rodzicami mogła tłumaczyć nadużywaniem pojęć ściśle naukow
                    > ych, nie zmienia to jednak faktu, że posługiwała się pseudonaukowymi banałami.
                    > Wiemy, jakimi rodzicami byli Kowalikowie i wiemy, że Roma była kochana i zadban
                    > a. Oczywiście, to wolny kraj i Romie wolno roić sobie, że w domu dziecka byłoby
                    > jej lepiej, ale elementarna wdzięczność względem ludzi, którzy się o nią trosz
                    > czą bez widoków na rychłe zyski, powinna powstrzymywać pannę Kowalik przed jawn
                    > ym okazywaniem wrogiego dystansu. Brak podobnego wyczucia u osiemnastolatki (ni
                    > e była to wszak trzynastolatka!) jest już jakąś wadą charakteru.

                    O rany. A słyszałaś o czyms takim jak nastoletni bunt? Osiemnaście lat to nie wiek omszałej mądrości, godnej Gandalfa, to wciąż jest wiek w którym człowiek określa sam siebie jako indywidualność i jednostkę, łapie poczucie własnej odrębności i tożsamości. Negatywne emocje względem rodzicieli, nawet tych najlepszych na świecie, są wtedy absolutną normą. Zresztą takie same negatywne emocje demonstruje również Patrycja. Też ma wadę charakteru?

                    Bardzo bym także prosiła, żeby nie określać treści książki "Toksyczni rodzice" mianem pseudonaukowego banału. W tej pozycji nie ma ani banałów, ani pseudonauki, naprawdę.
                    • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 12:39
                      bupu napisała:
                      > A kto mówi o upokarzaniu? Wystarczyłoby, gdyby Patrycja ucięła stanowczo jego z
                      > aloty, co jak dobrze wiemy, potrafiła znakomicie. Krótki tekst, niosący przekaz
                      > "Słuchaj, chłopcze, nie jestem tobą zainteresowana i wolałabym spędzić czas z
                      > moją przyjaciółką". I pozamiatane, Wojtek dostaje kubeł zimnej wody, Roma dosta
                      > je sygnał, że jest ważniejsza dla Pulpy niż jacyś tam amanci i nie musi się czu
                      > ć jak piąte koło u woza.
                      Przepraszam,ze sie wetne ;) Jak Ty to sobie wyobrazasz? Spotkaly znajomego Romy, dolaczyl do nich,zaczal adorowac Patrycje. Ida sobie razem, on gada a Pulpa ma mu przerwac takim tekstem jak napisalas? Nie dosc,ze zrobilaby z siebie idiotke, to z Romy tez i wstydu by jej narobila. " Nie jestem zainteresowana,wole spedzic czas z przyjaciolka" - jakis kuriozalny tekst w tej sytuacji, naprawde.
                      • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 12:43
                        Ach, sorry doczytalam,ze tekstremalnej nie mial tak doslownie brzmiec, tylko "niesc takie przeslanie". No wiec dokladnie to zrobila Patrycja- najpierw Wojtka ignorowala, potem go probowala splawic mowiac,ze idzie do domu bo jest glodna, jak chcial zostawic Rome i lezc za Pulpa to probowala to odkrecic.
                        • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 12:53
                          fornitta69 napisała:

                          > Ach, sorry doczytalam,ze tekstremalnej nie mial tak doslownie brzmiec, tylko "n
                          > iesc takie przeslanie". No wiec dokladnie to zrobila Patrycja- najpierw Wojtka
                          > ignorowala, potem go probowala splawic mowiac,ze idzie do domu bo jest glodna,
                          > jak chcial zostawic Rome i lezc za Pulpa to probowala to odkrecic.

                          Ależ niedokładnie to, bardzo niedokładnie. Pulpa próbowała się odczepić od niechcianego adoratora, owszem. Nieudolnie, chociaż wiemy, że wprawę w studzeniu amantów ma dużą. Czego w działaniach Patrycji zabrakło? Ano bodaj śladowego wsparcia dla Romy, którą, przyznajmy, Wojtek potraktował mało kulturalnie, gotów lecieć natychmiast za Patrycją, poznaną pięć minut temu, chociaż to Romka była jego znajomą. I nie, propozycja odprowadzenia Romy pod dom, która padła na samym końcu, nie była takim wsparciem. Patunia bowiem wystosowała ją po tym, jak Wojtuś zaoferował, że ją odprowadzi na Roosevelta. Nadało to propozycji Patrycji posmaczku kolejnego uniku, celem zgubienia amanta, a nie faktycznego aktu solidarności z przyjaciółką.

                          Jak dla mnie clue tej sceny zawiera się w tym, że Wojtek zachował się niegrzecznie i lekceważąco wobec Romy, a Patrycja, podobno jej przyjaciółka, w ogóle na to nie zareagowała. Serce ją ścisnęło i tyla, poza tym była zaprzątnięta tylko tym, jak się pozbyć własnej niewygody.
                          • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 13:12
                            bupu napisała:

                            >
                            > Jak dla mnie clue tej sceny zawiera się w tym, że Wojtek zachował się niegrzecz
                            > nie i lekceważąco wobec Romy, a Patrycja, podobno jej przyjaciółka, w ogóle na
                            > to nie zareagowała. Serce ją ścisnęło i tyla, poza tym była zaprzątnięta tylko
                            > tym, jak się pozbyć własnej niewygody.

                            Jak i na sylwestrze. Impreza - totalny niewypal, Roma zrozpaczona, a Patunia ewakuuje sie zaraz po tym, jak wyszla atrakcja wieczoru, bo po co ma dluzej siedziec, prawdaz. Z nia, co oczywiste, wychodzi Marcelek, jedyny, ktory jakos usilowal wspolpracowac z gospodynia. I niech sobie Roma siedzi sama, jej problem, Patunia ma swoj, czyli co robic, skoro juz nie ma Baltony i jak splawic Marcelka.
                          • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 13:18
                            bupu napisała:

                            Pulpa próbowała się odczepić od niec
                            > hcianego adoratora, owszem. Nieudolnie, chociaż wiemy, że wprawę w studzeniu am
                            > antów ma dużą.
                            Ona ma wprawe w spuszczaniu po brzytwie, jak juz chlopak przechodzi do rzeczy. Moim zdaniem panna Borejko wcale az taka blyskotliwa nie jest jak jej sie wydaje ;) i az taka dobra w splawianiu facetow. Ale mniejsze z tym- nadela sie,myslala,ze to wystarczy. Czy to bylo nieudolne? Smiem twierdzic, ze wiekszosc facetow z IQ wyzszym niz znak drogowy by jednak pojela :P
                            Aha i ja w tym fragmencie ksiazki jak najbardziej widze przejecie Pulpy ROMA a nie tylko wkurzenie na niechcianego adoratora. Patrycja widzi jej smutek, kiedy przegladaja sie z Wojtkiem w lustrze, widzi jej reakcje,kiedy Wojtek mowi,ze to Patrycje odprowadzi. I reaguje na to- moze nieudolnie,ale reaguje. Cala sytuacja byla niezreczna, trudno bylo sie zachowac "jak trzeba"...
                            • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 13:37
                              I jeszcze jedno. Chetnie przeczytam Wasze podpowiedzi, co KONKRETNIE i w którym momencie Pulpa powinna powiedziec/zrobic zeby Wojtka skutecznie usadzic? Tak zeby Romie sie nie zrobilo jeszcze bardziej glupio. Tak zeby to faktycznie dobrze wyszlo. (Przy czym: my tutaj jestesmy mocno dorosle i mamy chwile czasu, zeby nad tym pomyslec- Pulpa miala 18 lat i musiala dzialac "tu i teraz".)
                              • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 14:22
                                Przyłączam się do pytania.

                                No bo tak. Wyobraźmy sobie sytuację z punktu widzenia nieszczęsnego Wojciecha. Został on powiązany złotą nicą z miłą blondynką. Już w głowie buduje dla niej mały, biały domek wśród rododendronów Fidelisów. Już rezygnuje ze studiów medycznych, żeby mieć czas dla przyszłej żony i zawartości jej wypełnionych ramion. Żadnych złych intencji, żadnych niecnych planów. Żadnych wulgarnych słów i takichże propozycji. Żadnych rękoczynów o wiadomym podtekście. Czysta miłość, która zaślepiła. Dlaczego Wojciech jest fują i fubrawcem?! Bo pociągnęło go w stronę Pulpecji? Jakby okazał zainteresowanie Romie, ocena moralna jego czynu byłaby inna?

                                Rozmowę musiała zacząć Roma. Nie da się powiedzieć "wiem, że mi zazdrościsz" w taki sposób, żeby nie skrzywdzić. I żeby nie było wątpliwości, rozumiem, że dla Romy trudne jest przebywanie w towarzystwie dziewczyny, którą pokochał chłopak, w którym to ona jest nieszczęśliwie zakochana. Nikt nie ma pretensji do Romy. Ale to nie znaczy, że znalazł się paragraf na Patrycję. Czasami zdarza się, że nikt nie jest winny, a mimo to relacja się kończy.

                                A co do buntu - Roma ma osiemnaście lat. Dziewczyny w jej wieku mogą marzyć o wyprowadzce z domu jak pomaturalna Laura. Mogą sabotować narzucany przez matkę kierunek dalszego kształcenia jak Józef. Ale na stałą pretensję o wszystko i poczucie ciągłego pokrzywdzenia jest już trochę za późno. Poza tym to też jest forma niezdrowego uwiązania się u szyi rodziców, niezależność i dojrzałość nie na tym polega. Tym bardziej, że wiemy, że pretensje Romy są nieuzasadnione. Kowalikowie nie zmarnowali jej życia.
                                • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 14:37
                                  przymrozki napisała:

                                  > Przyłączam się do pytania.
                                  >
                                  > No bo tak. Wyobraźmy sobie sytuację z punktu widzenia nieszczęsnego Wojciecha.
                                  > Został on powiązany złotą nicą z miłą blondynką. Już w głowie buduje dla niej m
                                  > ały, biały domek wśród rododendronów Fidelisów. Już rezygnuje ze studiów medycz
                                  > nych, żeby mieć czas dla przyszłej żony i zawartości jej wypełnionych ramion. Ż
                                  > adnych złych intencji, żadnych niecnych planów. Żadnych wulgarnych słów i takic
                                  > hże propozycji. Żadnych rękoczynów o wiadomym podtekście. Czysta miłość, która
                                  > zaślepiła. Dlaczego Wojciech jest fują i fubrawcem?! Bo pociągnęło go w stronę
                                  > Pulpecji? Jakby okazał zainteresowanie Romie, ocena moralna jego czynu byłaby i
                                  > nna?

                                  Nie wiem jak tam w twoim kącie świata, ale w moich rejonach gość, który zaczyna kompletnie olewać znajomą, traktując ją wręcz jak powietrze, bo na scenę wkroczyła właśnie atrakcyjna laska, klasyfikuje się jako buc bez wychowania.


                                  > A co do buntu - Roma ma osiemnaście lat. Dziewczyny w jej wieku mogą marzyć o w
                                  > yprowadzce z domu jak pomaturalna Laura. Mogą sabotować narzucany przez matkę k
                                  > ierunek dalszego kształcenia jak Józef. Ale na stałą pretensję o wszystko i poc
                                  > zucie ciągłego pokrzywdzenia jest już trochę za późno. Poza tym to też jest for
                                  > ma niezdrowego uwiązania się u szyi rodziców, niezależność i dojrzałość nie na
                                  > tym polega. Tym bardziej, że wiemy, że pretensje Romy są nieuzasadnione. Kowali
                                  > kowie nie zmarnowali jej życia.

                                  A skąd, przepraszam, możesz wiedzieć, jak właściwie wyglądały stosunki u Kowalików? Wiemy, że Tosia i Mamert byli w porządku jako rodzice, kiedy ich dzieci były w wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym. Ludzie się jednak zmieniają, a wychowywanie sześciolatka, to nie to samo, co wychowywanie nastolatka. W "Noelce" natomiast widzimy Mamerta, który ma problem z zaakceptowaniem, że jego syn ma własną wizję życia, natomiast fakt, że ten syn zarabia w Wigilię występując jako Gwiazdor napawa go niemal grozą. Innymi słowy jest to rodzic mało elastyczny i mało wyrozumiały. Mamy zatem przesłankę by mniemać, że stosunki na linii Mamert-dzieci mogły być mało różane i bajkowe.

                                  Skąd zatem ten radosny wniosek, że dzieciństwo i dorastanie Romy było nieustającą słodką pieśnią, a jej pretensje pod adresem rodziców są sztuka w sztukę nieuzasadnione?
                                  • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 16:00
                                    bupu napisała:


                                    > Nie wiem jak tam w twoim kącie świata, ale w moich rejonach gość, który zaczyna
                                    > kompletnie olewać znajomą, traktując ją wręcz jak powietrze, bo na scenę wkroc
                                    > zyła właśnie atrakcyjna laska, klasyfikuje się jako buc bez wychowania.


                                    W moich rejonach tez. W swiecie mojej mlodej siostrzenicy tez. W swiecie mlodszonastoletnich zaprzyjaznionych tez.
                              • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 14:28
                                Dobra, sama odpowiem, bo sie nudze ;) Wojtek chcial opuscic kolejke, zeby leciec za Pulpiszonem - jeszcze u fotografa. Wtedy na jego "odprowadze cie" mogla odpowiedziec twardym "nie dziekuje" i sie zawinac. Gdyby sie upieral, to juz mogla nawet niegrzecznie mu odpowiedziec. Zostawia Rome z Wojtkiem u fotografa, nie ma przykrego ciagu dalszego. No ale zabraklo jej refleksu i tego nie zrobila.
                              • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 15:58
                                fornitta69 napisała:

                                > I jeszcze jedno. Chetnie przeczytam Wasze podpowiedzi, co KONKRETNIE i w którym
                                > momencie Pulpa powinna powiedziec/zrobic zeby Wojtka skutecznie usadzic? Tak z
                                > eby Romie sie nie zrobilo jeszcze bardziej glupio. Tak zeby to faktycznie dobrz
                                > e wyszlo. (Przy czym: my tutaj jestesmy mocno dorosle i mamy chwile czasu, zeby
                                > nad tym pomyslec- Pulpa miala 18 lat i musiala dzialac "tu i teraz".)

                                Powinna powiedziec dokladnie to, co bez wysilku i bez namyslu powiedziala Jacuniowi "w dyrdy, prostaku". Dokladnie w chwili, gdy objal ja i zaczal sie mizdrzyc "ladni jestesmy, prawda ?".
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 16:44
                                  tt-tka
                                  > Powinna powiedziec dokladnie to, co bez wysilku i bez namyslu powiedziala Jacun
                                  > iowi "w dyrdy, prostaku". Dokladnie w chwili, gdy objal ja i zaczal sie mizdrzy
                                  > c "ladni jestesmy, prawda ?".
                                  Nie sadze, zeby Roma byla jej za to wdzieczna. Piekna Pulpa objezdza kolejnego adoratora a szara Roma robi za widownie. I co? Ma jej klaskac? Czy przeprosic kolege,ze ma porywcza i niewychowana kumpele? Moim zdaniem taka przesadna reakcja bylaby po prostu idiotyczna.
                                  • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 16:50
                                    Twoim, ale nie moim - do Patrycji to pasuje idealnie i nie wymaga wysilku umyslowego. Tak wlasnie Pulpa traktuje nieodpowiednio jej zdaniem zachowujacych sie adoratorow. "W dyrdy, prostaku, zabieraj sie, znikaj" - i czemu Roma mialaby reagowac albo przepraszac ? Przeprosic, jesli juz, powinien Wojtek arogant. A Pulpa po powyzszym tekscie zwrocic sie do (podobno jeszcze) przyjaciolki ze slowami "idziemy ? co sie nam bedzie buc jeden w konwersacje wtranzalal!"
                                    Istota tu jest fakt, ze facet zaczyna ignorowac Rome. Na to powinna byc reakcja.
                                    • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 16:59
                                      tt-tka napisała:

                                      "W dyrdy, prostaku, zabieraj sie, znikaj" - i czemu Roma mialaby re
                                      > agowac albo przepraszac?
                                      Bo zachowanie Pulpy byloby chamskie. Przeprosic, jesli juz, powinien Wojtek arogant. A Pul
                                      > pa po powyzszym tekscie zwrocic sie do (podobno jeszcze) przyjaciolki ze slowam
                                      > i "idziemy ? co sie nam bedzie buc jeden w konwersacje wtranzalal!"
                                      To byl kolega Romy a nie pijak,ktory sie napatoczyl i zagladal dziewczynom pod spodniczki. Wiec "bucowanie" mu to jakis kosmos.
                                      > Istota tu jest fakt, ze facet zaczyna ignorowac Rome. Na to powinna byc reakcja
                                      I byla. Byla jaka byla,ale byla ;) Najezdzajac ostro na Wojtka, Pulpa tylko by podkreslila fakt,ze Roma zostala olana. Taka "obrona" bylaby dla Romy upokarzajaca.
                                      • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 17:22
                                        A skad wiesz, jak odczulaby to Roma ? I nie o obrone chodzilo, tylko o zainteresowanie, podkreslenie, ze Roma jest dla Patrycji wazna, a nie swiezo poznany Wojtek.
                                        I dlaczego Roma mialaby przepraszac za zachowanie kogo innego ?
                                        A chamskie zachowania Patrycja ma w repertuarze, ze wspomne chocby plucie na buty Marcelka.

                                        A reakcja byla, ze ho, ho - Wojtek zostal Patrycji przedstawiony, zagapil sie na nia i "jestem glodna", oznajmia Patrycja, i ze idzie, nie bedzie czekac na zdjecia. Wojtek "a to ja tez juz polece. Ide z toba". I biedny, niesmialy zuczek Patrycja nie potrafi odpowiedziec "nie, dziekuje". Albo "nie trzeba, nie chce, chce wracac sama, masz fotki do odebrania" - nic z tych rzeczy, ona mowi (po deklaracji przed sekunda, ze idzie) "pojdziemy wszyscy". Dialog toczy sie wylacznie miedzy ta dwojka, oboje w praktyce ignoruja Rome. "No to w droge".
                                        I ida sobie Mickiewicza, Wojtus ozywiony, a sadzac po jego zachowaniu u fotografa - zwraca sie wylacznie do Patrycji. Tak trudno bylo Patrycji (jak juz zaproponowala zla.m) zagadnac do Romy ? O zdjeciach, albo o Aurelii (niewinny, neutralny temat), o ktorej mowily wczesniej ? Ale nie, Wojtek tokuje, Patrycja slucha. Dopiero pod wlasnym domem, po rozstaniu z Roma, rzucila Wojtkowi takie spojrzenie, ze chlopakowi glos odebralo.
                                        • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 17:32
                                          tt-tka napisała:
                                          > A chamskie zachowania Patrycja ma w repertuarze, ze wspomne chocby plucie na bu
                                          > ty Marcelka.
                                          Wyplucie przed siebie gumy do zucia (bo Pulpa nie plunela na buty Marcelka celowo) to zupelnie,zupelnie co innego niz chamskie napadanie na chlopaka za to,ze objal ramieniem. Pulpa owszem, byla arogancka,ale agresywnym chamidlem nie byla, bez przesady.
                                          • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 17:48
                                            Nie mam juz sily i nie chce mi sie powtarzac, ostatni raz pisze - o ignorowanie Romy chodzilo !
                                            Niech Patrycje obejmuje, kto chce i niech ona na to pozwala, jesli chce - ale tu oboje w rezultacie potraktowali Rome per noga. Podobno przyjaciolka do spolki z chlopakiem poznanym przed chwila.

                                            Chamskich zachowan Borejkow, w tym Patrycji, w jezycjadzie jak naplute. Agresja, bierna i czynna, tez im sie zdarza.
                              • zla.m Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 16:07
                                Trzeba było nie pokazywać focha Wojtkowi, ale zainteresowanie Romie. Zbyć jego gadanie wdzięcznym "tak,tak" i zacząć umawiać się z przyjaciólką na ploty, wrócić do jakiegoś starego tematu ("Pamiętasz, jak gadałyśmy o tym, no wiesz, ze szkoły twojego brata, widziałam go z nową panną") albo zacząć rozmawiać "co zadane" i "nie wiem, czy dobrze zapisałam treść polecenia". Czyli iść z ROMĄ i Wojtkiem na doczepkę, a nie na odwrót. To nie jest takie trudne dla nastolatki, większość z nich robi takie rzeczy same z siebie.
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 16:39
                                  zla.m napisała:

                                  > Trzeba było nie pokazywać focha Wojtkowi, ale zainteresowanie Romie. Zbyć jego
                                  > gadanie wdzięcznym "tak,tak" i zacząć umawiać się z przyjaciólką na ploty, wróc
                                  > ić do jakiegoś starego tematu ("Pamiętasz, jak gadałyśmy o tym, no wiesz, ze sz
                                  > koły twojego brata, widziałam go z nową panną") albo zacząć rozmawiać "co zadan
                                  > e" i "nie wiem, czy dobrze zapisałam treść polecenia". Czyli iść z ROMĄ i Wojtk
                                  > iem na doczepkę, a nie na odwrót. To nie jest takie trudne dla nastolatki, więk
                                  > szość z nich robi takie rzeczy same z siebie.
                                  Czy ja wiem czy to by pomoglo? Wojtek to ewidentny idiota,nie zorientowal sie,ze jedna z dziewczyn przygasla a druga sie nachmurzyla. Ale faktycznie, bylo to jakies wyjscie- o ile rozzalona Roma nie storpedowalaby prob Pulpy. A zajac Rome moglaby to zrobic...
                                  • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:12
                                    No dobrze. Chronologia. Ona nas uratuje.

                                    1. Patrycja i Roma wchodzą do kodaka po zdjęcia z sylwestra. Roma dostrzega w kolejce swojego znajomego, kolegę z roku Tomka. Nie przyszli razem. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby relacje między nimi były jakoś szczególnie ścisłe. Wojtek nie miał zatem względem Romy żadnych obowiązków towarzyskich oprócz zwyczajowego "cześć". Po odebraniu swoich odbitek mógłby wyjść i natychmiast zapomnieć o spotkaniu.
                                    2. Wojtek dostrzega Patrycję i postanawia przystąpić do podrywu (młody chłopak stanu wolnego rozpoczyna flirt z młodą dziewczyną takiegoż stanu - szok i niedowierzanie. To się nigdy wcześniej nigdzie nie wydarzyło!). Patrycja akurat jest na etapie ślubów panieńskich, więc pod pretekstem próbuje uciec z miejsca podrywu. Wojciech za nią. Patrycja, jak mniemam, powodowana lojalnością wobec Romy i niechęcią do towarzystwa Wojtka oświadcza, że jednak zostanie.
                                    3. Bohaterowie dramatu rozmawiają we trójkę (!!!) swobodnie i miło - pokazują sobie nawzajem swoje zdjęcia.
                                    4. Pojawia się napięcie. Roma markotnieje, bo dostrzega, że Wojtkowi bardziej podoba się Patrycja. Patrycji jest przykro. Wojtek tego nie dostrzega, bo nie umie czytać w myślach Romy. Fubrawiec.
                                    5. Patrycja ponawia próbę ucieczki. Od narratora wszechwiedzącego wiemy, że "ściska się jej serce". Odsuwa Wojtka. Chce iść na spacer z Romą pooglądać śnieg na Teatralce.
                                    6. Roma chłodno (i złośliwie) wypomina Patrycji pretekst, pod którym próbowała pozbyć się towarzystwa Wojtka - przecież podobno była głodna i chciała iść prosto do domu. W ten sposób skazuje ją na towarzystwo Wojtka, chociaż widzi, że Patrycja wcale go nie chce. Kiedy bowiem widzisz, że przyjaciółka męczy się w towarzystwie podrywacza, wypada strzelić złośliwość i przyjaciółkę zostawić. Niech się męczy!

                                    Co Patrycja zrobiła nie tak? Nie wiem. Nie wiem nawet, co źle zrobił Wojtunio. Nie znał dziewczyn (Patrycji wcale, Romę raczej słabo), mógł nie rozumieć relacji między nimi, nie wyczuwać napięcia. Roma zaś odeszła obrażona. Na Patrycję. Bo Wojtek wolał ją. Zaiste, bardzo to ładnie z jej strony.
                                    • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:33
                                      przymrozki napisała:

                                      > No dobrze. Chronologia. Ona nas uratuje.
                                      >
                                      > 1. Patrycja i Roma wchodzą do kodaka po zdjęcia z sylwestra. Roma dostrzega w k
                                      > olejce swojego znajomego, kolegę z roku Tomka. Nie przyszli razem. Nic nam nie
                                      > wiadomo o tym, żeby relacje między nimi były jakoś szczególnie ścisłe. Wojtek n
                                      > ie miał zatem względem Romy żadnych obowiązków towarzyskich oprócz zwyczajowego
                                      > "cześć". Po odebraniu swoich odbitek mógłby wyjść i natychmiast zapomnieć o sp
                                      > otkaniu.

                                      Poprawka. Pati wchodzi do Kodaka po zdjęcia z Sylwestra i widzi w kolejce Romę, rozmawiającą z Wojtkiem. Nie wiadomo, czy przyszli razem, czy spotkali się już w Kodaku. Wojtek na widok Patrycji natychmiast zaczyna ignorować Romę, koncentrując się na jej urodziwej koleżance. Tak to wyglądało.
                                      • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:44
                                        bupu napisała:

                                        > Poprawka. Pati wchodzi do Kodaka po zdjęcia z Sylwestra i widzi w kolejce Romę,
                                        > rozmawiającą z Wojtkiem. Nie wiadomo, czy przyszli razem, czy spotkali się już
                                        > w Kodaku. Wojtek na widok Patrycji natychmiast zaczyna ignorować Romę, koncent
                                        > rując się na jej urodziwej koleżance. Tak to wyglądało.
                                        A to nie bylo tak,ze po zdjecia z Sylwestra poszla Roma? To byly jej fotki, nie Pulpy. Patrycja z nia chyba dla towarzystwa poszla?
                                      • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:48
                                        Korzystając z uprzejmości mojej osobistej Mamy, kładę łapę na wydaniu "Pulpecji" z 1993 r. Strona 67. Cytuję tekst źródłowy.

                                        "[Roma i Patrycja] rozmawiając swobodnie minęły zoo i poszły ulicą Zeylanda (...) kierując się ku Zwierzynieckiej, do punktu Kodaka. Roma miała o tej porze odebrać odbitki z sylwestrowego filmu. W Kodaku było czysto, jasno i nowocześnie. Leciutki zapach chemikaliów wisiał w powietrzu, przy wysokiej, lśniącej ladzie dwie osoby czekały na odbiór swoich odbitek. Patrycja stanęła sobie z boku i zagapiła się na wielki kombajn do automatycznego wywoływania zdjęć, w którym nieustannie przesuwały się filmy i całe rzędy kolorowych odbitek.
                                        - O, to ty! - ucieszyła się Roma przy ladzie. Przed nią stał bardzo ładny chłopak o ciemnej czuprynie i żywych, piwnych oczach.
                                        -To Wojtek Szyma - przedstawiła go Roma".

                                        Wynika z tego, że Roma do Kodaka przyszła z Patrycją. Wojtka spotkała przypadkiem.
                                      • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 10:59
                                        bupu napisała:


                                        > Poprawka. Pati wchodzi do Kodaka po zdjęcia z Sylwestra i widzi w kolejce Romę,
                                        > rozmawiającą z Wojtkiem. Nie wiadomo, czy przyszli razem, czy spotkali się już
                                        > w Kodaku.

                                        Nie. Pamiętam dokładnie zdanie: "- O, to ty! - ucieszyła się Roma na widok... wysokiego chłopaka, czy ładnego chłopaka" - po czym przedstawia go Patrycji mówiąc, że to kolega Tomka z roku. Innymi słowy, obie przyszły do Kodaka i natknęły się na stojącego w kolejce Wojtka.
                                    • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:42
                                      przymrozki napisała:

                                      > 4. Pojawia się napięcie. Roma markotnieje, bo dostrzega, że Wojtkowi bardziej p
                                      > odoba się Patrycja. Patrycji jest przykro. Wojtek tego nie dostrzega, bo nie um
                                      > ie czytać w myślach Romy. Fubrawiec.
                                      Nie fubrawiec, ale palant. Dziewczyna,ktora podrywa nadyma sie jak ropucha a ten dalej wesolo paple. Dla mnie to taki rozpuszczony powodzeniem chlopak,ktoremu sie wydaje,ze kazda zbajeruje, bo jest przystojny.
                                      Patrycja zegna go pelnym zalu spojrzeniem a on jeszcze potem przylazi z twarogiem... no glupek :D
                                      • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:58
                                        Nie wiemy, jak to nadęcie wyglądało. Niewykluczone, że pogodna i jako tako wychowana Pulpa nie okazuje niechęci poprzez bicie, kopanie, wyzwiska i polewanie natręta napalmem. A chłop, nawet nie taki zakochany, potrafi nie odróżniać gromów w oczach od kokieterii w oczach. Zwłaszcza, że nie zna Patrycji i może nie być wyczulony na jej subtelne kody.

                                        A twaróg jest zupełnie romantyczny, moim zdaniem. Nalepiłabym ruskich!
                                        • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 20:05
                                          przymrozki napisała:

                                          > Nie wiemy, jak to nadęcie wyglądało. Niewykluczone, że pogodna i jako tako wych
                                          > owana Pulpa nie okazuje niechęci poprzez bicie, kopanie, wyzwiska i polewanie n
                                          > atręta napalmem.
                                          Jasne, zgadzam sie ;)
                                          >A chłop, nawet nie taki zakochany, potrafi nie odróżniać gromó
                                          > w w oczach od kokieterii w oczach.
                                          No to mu nie wrozy kariery podrywacza...
                                          >Zwłaszcza, że nie zna Patrycji i może nie by
                                          > ć wyczulony na jej subtelne kody.
                                          Kobiety lubia jak sie na nie zwraca uwage :P Moze i Wojtek nie jest idiota,ale malo spostrzegawczy jest na pewno.
                                          > A twaróg jest zupełnie romantyczny, moim zdaniem. Nalepiłabym ruskich!
                                          Serniczek lepszy!
                                          • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 20:10
                                            1. Też nie wróżę Woktuniowi kariery podrywacza. Ale może w końcu zechce go jakaś flecistka i będą żyli długo i szczęśliwie, a wszystkie ich dzieci będą miały na imię "Gabrysia". Nawet chłopcy.

                                            2. Racja. Serniczek lepszy.
                                            • pi.asia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 20:47
                                              Czytam, czytam i widzę, że Roma jest odrobinę kreowana na uciśnioną niewinność, pokrzywdzoną i odtrąconą, natomiast całą winę za rozpad przyjaźni ponosi Patrycja, która była nieszczera, nie porozmawiała, nie odtrąciła w skuteczny sposób, nie walczyła o Romę i jeszcze mnóstwo innych rzeczy.
                                              Tymczasem Romę uważam za mocno współwinną sytuacji. Uwaga, wkraczam z cytatem.

                                              "Usiadły obie w malutkiej kuchence o skośnym suficie i czekając, aż czajnik zacznie gwizdać, rozmawiały o Baltonie. Na niego bowiem zeszła rozmowa, kiedy Roma zapytała, gdzie się, u licha, Patrycja tak przemoczyła.
                                              - To jego typowe zagranie - podsumowała ponuro Roma opowieść przyjaciółki. - Kompletnie nieodpowiedzialny motylek pawie oczko. Nie, raczej - trupia główka.
                                              Patrycja uznała, że warto by się dowiedzieć dokładnie tego, co zaczęła podejrzewać.
                                              - A właściwie skąd wiesz, że to jego typowe zagranie? - spytała.
                                              - Z własnego doświadczenia - odparła Roma po prostu. Patrycja tak właśnie przypuszczała. Siedziała przez chwilę w milczeniu, słuchając, jak szumi czajnik, po czym zdjęła botki i roztarta sobie zmarznięte stopy. Roma też jakoś nagle umilkła. Wyglądało na to, że każda z nich chciałaby zadać przyjaciółce jakieś pytanie, ale żadna z nich nie ma na dość odwagi. (...)

                                              Roma określa Baltonę w sposób jednoznacznie negatywny. Brakuje jej także odwagi, by - wobec najlepszej podobno przyjaciółki - określić własne emocje i uczucia, których już jest świadoma, w przeciwieństwie do Patrycji.

                                              "- Co: Baltona? - speszyła się Patrycja. Nie wiedziała, jak ocenić uczucia Romy i męczyła ją niepewność.
                                              - Masz wobec niego jakieś plany? - spytała Roma niedbale, bardzo niedbale, z wystudiowanym wyrazem obojętności na twarzy zdobnej w mocny makijaż (brwi i oczy), lennonki oraz kilka pryszczyków.
                                              - Ja?! - ależ skąd!
                                              - Naprawdę?...
                                              - Naprawdę - odparła Patrycja szczerze i wesoło, - Facet nie jest w moim typie, Romciu."

                                              Tu oddaję Romie sprawiedliwość, zdobyła się na uczciwość. Patrycja też odpowiedziała jej szczerze. Tak jej się w każdym razie wydawało.

                                              Sytuacja z Wojtkiem - rozgryziona do imentu. Nadmienię, że wg mnie Patrycja próbowała ratować sypiącą się przyjaźń, jednoznacznie dając Wojtkowi do zrozumienia, że nie jest zainteresowana jego obecnością. Była wściekła, że się jej narzuca, chciała odprowadzić Romę, ale dostała od niej normalnego kosza. To Roma ją w tym momencie odtrąciła.

                                              I przechodzę do meritum.
                                              Ta przyjaźń nie miała najmniejszych szans na przetrwanie. Ładna, apetyczna, uśmiechnięta Patrycja i chuda, konopiasta, zgryźliwa i wiecznie niezadowolona Roma uzupełniały się idealnie, póki były same. W momencie pojawienia się jakiegokolwiek osobnika płci przeciwnej wszystko szlag trafiał. Patrycja mogła na rzęsach stawać - nie było jej winą, że budziła zainteresowanie. Scena z Wojtkiem uświadamia nam, że Roma (zakochana wszak w Baltonie) jest dziko zazdrosna o chłopaka, który jest tylko kolegą Tomka, i z którym raczej nie wiąże planów na przyszłość.

                                              " Patrycja oświadczyła, że ma ochotę odprowadzić jednak Romę pod sam dom, bo jeszcze tylko na Teatralce zachowało się trochę śniegu. Ale Roma spojrzała na nią przez te swoje lennonki i powiedziała chłodno:
                                              - Przecież jesteś głodna! - i tym sposobem zamknąwszy Patrycji usta, zostawiła ją z Wojtkiem na rogu Roosevelta."

                                              Najwyraźniej do Romy właśnie dotarło, że prowadzanie się z atrakcyjną Patrycją nie jest najlepszym pomysłem. I w momencie, gdy Patrycja próbuje być wobec niej lojalna, Roma ją odtrąca.





                                              • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 21:07
                                                pi.asia napisała:

                                                > I przechodzę do meritum.
                                                > Ta przyjaźń nie miała najmniejszych szans na przetrwanie. Ładna, apetyczna, uśm
                                                > iechnięta Patrycja i chuda, konopiasta, zgryźliwa i wiecznie niezadowolona Roma
                                                > uzupełniały się idealnie, póki były same. W momencie pojawienia się jakiegokol
                                                > wiek osobnika płci przeciwnej wszystko szlag
                                                Zgadzam sie prawie ze wszystkim co napisalas. Ale,wlasnie: prawie. Wg mnie przyjazn dziewczyn moglaby przetrwac,gdyby im na tym zalezalo- ale zadna sie nie postarala naprawić relacji, zadna nie wyciagnela reki. Brzydule moga sie przyjaznic z pieknosciami- naprawde przyjaznic a nie byc ich tlem. Tylko trzeba rozne rzeczy przetrawic i poukladac. Ale Roma i Pulpa,ktore sie przyjaznily (?) cale lata (!) wolaly machnac reka i odejsc w rozne strony. Smutne to takie :(
                                                • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 14:42
                                                  Mnie też się wydaje, że ich przyjaźń miała szansę przetrwać. A przynajmniej mogły dalej się spotykać i zachować dobre kontakty. Życie nie jest czarno-białe i chociaż atrakcyjniejsza Pulpecja mogła przyciągać uwagę, nie musiało to oznaczać dla Romy robienie za tło - a w ogóle przyjaźń to chyba coś więcej, niż wspólne uganianie się za chłopakami i uroda, albo jej brak. A chociaż Roma jest opisywana nieciekawie (chuda, konopiasta, pryszcze), to nie jest napisane wprost, że była skończoną brzydulą. Ida miała jakiś adoratorów zanim zamieniła się w kocicę z wydatnym biustem, Natalia też była chuda, niezdarna, zęby jak nutria i też miała absztyfikantów gotowych na nią czekać latami. A że lata 90 to boom na osoby szczupłe i modelki, śmiem twierdzić, że wkrótce Roma mogła się ładniej ubrać i poczuć się pewnie siebie. Bo jej zgryźliwość na pewno po części wynikała z niskiej samooceny.
                                              • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 14:29
                                                Historia z Wojtkiem mnie żenuje (nie wiem, jak można obejmować dopiero co poznaną osobę, on chyba jeszcze nie wytrzeźwiał po zabawie sylwestrowej, chociaż to był już szósty dzień stycznia)... Ale faktycznie tutaj Roma zaczyna rozumieć, że przy Patrycji jest niewidzialna. Do tego może miała żal do świata/Patrycji i wciąż przeżywała nieudanego sylwestra. Nie dziwię się, że miała zły humor, pewnie gdyby między dziewczynami wszytko było jak dawniej, to Roma byłaby wdzięczna, możliwe, że jeszcze wespół z Patrycją by obśmiały palanta... pardon, amanta ;)

                                                Ale mnie w tym momencie naszła refleksja - dziwi mnie, że Roma, widząc zainteresowanie Wojtka przyjaciółką, nie próbuje ich spiknąć. Przecież chodziło jej o Baltonę, a przyjaciółka zajęta innym chłopakiem, nie mogłaby namieszać między nią a jej wymarzonym chłopakiem. Skoro o tym nie pomyślała, to albo ma taki zapłon jak ja, albo ma żal właśnie do Patrycji... Albo jej zauroczenie Baltoną było jednak powierzchowne.
                                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 14:49
                                                  kgxspace napisał(a):

                                                  > Ale mnie w tym momencie naszła refleksja - dziwi mnie, że Roma, widząc zaintere
                                                  > sowanie Wojtka przyjaciółką, nie próbuje ich spiknąć.
                                                  Ale Roma widzi, ze Pulpa nie jest zainteresowana Wojtkiem. Tutaj by zadne jej starania zeby ich spiknac nic nie daly, to sie rzuca w oczy. I jest o jego zainteresowanie zwyczajnie zazdrosna,jak juz ktos napisal.
                                                  >Przecież chodziło jej o Baltonę, a przyjaciółka zajęta innym chłopakiem, nie mogłaby namieszać między ni
                                                  > ą a jej wymarzonym chłopakiem. Skoro o tym nie pomyślała, to albo ma taki zapło
                                                  > n jak ja, albo ma żal właśnie do Patrycji... Albo jej zauroczenie Baltoną było
                                                  > jednak powierzchowne.
                                                  Baltona sie slinil do Pulpy, kiedy ta sie prowadzala z Marcelkiem. Gdyby sie prowadzala z Wojtkiem byloby przeciez tak samo.
                                                  • kgxspace Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 19:41
                                                    Nie była też zainteresowana Baltoną ;) A Wojtek, jakby miał trochę rozumu, mógł subtelnie wypytać Romę o Patrycję. W końcu były przyjaciółkami i łatwo wpaść na pomysł, że do obiektu swoich westchnień można dotrzeć poprzez krąg jej znajomych.

                                                    A czy Pulpecja prowadzała się z Marcelkiem, nie powiedziałabym. Na ślub nie zaprosiła nikogo, na Sylwestra idzie z Marcelkiem, Walentynki spędza z Jacuniem, w międzyczasie Wojtuś ser jej przynosił... My teraz to wiemy, że Patrycja jest dla Floriana całym światem, ale wtedy mogła być jedną z wielu - i sama Pulpecja tak też myśli, w końcu pchał się z dziobem i do Elki, i do Romy, a kto to tam wie, do kogo jeszcze. Jeśli Pulpa dałaby szansę Wojtkowi i zostaliby oficjalną parą, prawdopodobnie za jakiś czas Baltona by zrezygnował. Ile można się ślinić do niedostępnej kobiety? Florian jakąś dumę jednak miał, nie wydaje mi się, że by skomlał za oknem ani podstępem ją porywał. Zapewne szukałby pocieszenia w innych ramionach. Ale to oczywiście tylko gdybania :)
                                                  • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 19:47
                                                    No faktycznie, jak tak teraz przeczytalam Twój post... to nie byloby wcale glupie zagranie ze strony Romy ;)
                                                  • pi.asia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 21:09
                                                    Dodam jeszcze, że Patrycja, nie mając absolutnie żadnych wątpliwości co do swego postępowania z ludźmi (zarówno z przyjaciółką, jak i z adoratorami) jednakowoż stosuje bardzo surową miarkę do tych innych ludzi. Marcelkowi okazuje pogardę nie dlatego, że jest niewychowana i egoistyczna, lecz dlatego, że on jest "piramidalną makolągwą" (to po co z nim idzie na Sylwestra???), z Jacunia drwi i dowala mu chamskim tekstem nie dlatego, że lubuje się w pomiataniu adoratorami, lecz dlatego, że to on zachował się ohydnie, prosząc o pocałunek w zamian za przepiękny prezent (po co pozwala się zapraszać w Walentynki do Palmiarni?)

                                                    A wyjątkowo złości mnie jej rozmowa z Natalią, gdy widzi smutek siostry i wali między oczy "Wiem, w kim się kochasz!" Gdy Natalia słabo oponuje, że wcale się nie kocha, tylko lubi to, co on pisze, Patrycja twardo oświadcza: "i dobrze, że się nie kochasz, bo gdybyś się kochała, to byś miała straszny dylemat moralny. A tak to nie masz".
                                                    Bogowie, nigdy nie rozumiałam tej postawy Patrycji! Cóż to, istnieje jakiś odgórny zakaz platonicznego podkochiwania się w żonatych i dzieciatych??? Sama w swoim czasie byłam zakochana po uszy w sir Rogerze Moore (kurka, jak to odmienić?) oraz Paulu McCartney'u! Podkochiwanie nie oznacza od razu wskakiwania obiektowi westchnień do łóżka i rozwalania mu rodziny, a taki podtekst widzę w słowach Patrycji. Paskudne to jest, zwłaszcza w odniesieniu do marzycielskiej Natalii.
                                                  • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 21:27
                                                    pi.asia
                                                    z Jacunia drwi i do
                                                    > wala mu chamskim tekstem nie dlatego, że lubuje się w pomiataniu adoratorami, l
                                                    > ecz dlatego, że to on zachował się ohydnie, prosząc o pocałunek w zamian za prz
                                                    > epiękny prezent (po co pozwala się zapraszać w Walentynki do Palmiarni?)
                                                    Raczej nie po to zeby ja kolega potraktowal prawie jak prostytutke,domagajac sie "namietnego pocalunku" za popielniczke. Jacuniowi sie moim zdaniem nalezalo- i to bardzo.
                                                    > A wyjątkowo złości mnie jej rozmowa z Natalią, gdy widzi smutek siostry i wali
                                                    > między oczy "Wiem, w kim się kochasz!" Gdy Natalia słabo oponuje, że wcale się
                                                    > nie kocha, tylko lubi to, co on pisze, Patrycja twardo oświadcza: "i dobrze, ż
                                                    > e się nie kochasz, bo gdybyś się kochała, to byś miała straszny dylemat moralny
                                                    > . A tak to nie masz".
                                                    > Bogowie, nigdy nie rozumiałam tej postawy Patrycji! Cóż to, istnieje jakiś odgó
                                                    > rny zakaz platonicznego podkochiwania się w żonatych i dzieciatych??? Sama w sw
                                                    > oim czasie byłam zakochana po uszy w sir Rogerze Moore (kurka, jak to odmienić?
                                                    > ) oraz Paulu McCartney'u! Podkochiwanie nie oznacza od razu wskakiwania obiekt
                                                    > owi westchnień do łóżka i rozwalania mu rodziny, a taki podtekst widzę w słowac
                                                    > h Patrycji. Paskudne to jest, zwłaszcza w odniesieniu do marzycielskiej Natalii
                                                    To akurat nie jest wcale paskudne. Tam wg mnie w ogole nie ma podtekstu o rozwalaniu rodziny, tylko powiedzenie Nutrii tego co sama wie- ze ta milosc jej niczego dobrego nie przynosi i nie przyniesie.
                                                  • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 29.05.17, 23:36
                                                    kgxspace napisał(a):


                                                    >
                                                    > A czy Pulpecja prowadzała się z Marcelkiem, nie powiedziałabym. Na ślub nie zap
                                                    > rosiła nikogo, na Sylwestra idzie z Marcelkiem, Walentynki spędza z Jacuniem, w
                                                    > międzyczasie Wojtuś ser jej przynosił...

                                                    Marcelka zawlokła też do DKF-u na Jarmuscha, masochistka jedna. Po co ona właściwie spotykała się z tymi wszystkimi Marcelkami i Jacusiami, skoro ich nie znosiła?
                                                • orelkaelka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 21:02
                                                  kgxspace napisał(a):

                                                  > Historia z Wojtkiem mnie żenuje (nie wiem, jak można obejmować dopiero co pozna
                                                  > ną osobę, on chyba jeszcze nie wytrzeźwiał po zabawie sylwestrowej, chociaż to
                                                  > był już szósty dzień stycznia)...

                                                  To jest mistrzowskie.
                      • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 12:43
                        fornitta69 napisała:

                        > bupu napisała:
                        > > A kto mówi o upokarzaniu? Wystarczyłoby, gdyby Patrycja ucięła stanowczo
                        > jego z
                        > > aloty, co jak dobrze wiemy, potrafiła znakomicie. Krótki tekst, niosący p
                        > rzekaz
                        > > "Słuchaj, chłopcze, nie jestem tobą zainteresowana i wolałabym spędzić c
                        > zas z
                        > > moją przyjaciółką". I pozamiatane, Wojtek dostaje kubeł zimnej wody, Roma
                        > dosta
                        > > je sygnał, że jest ważniejsza dla Pulpy niż jacyś tam amanci i nie musi s
                        > ię czu
                        > > ć jak piąte koło u woza.
                        > Przepraszam,ze sie wetne ;) Jak Ty to sobie wyobrazasz? Spotkaly znajomego Romy
                        > , dolaczyl do nich,zaczal adorowac Patrycje. Ida sobie razem, on gada a Pulpa m
                        > a mu przerwac takim tekstem jak napisalas? Nie dosc,ze zrobilaby z siebie idiot
                        > ke, to z Romy tez i wstydu by jej narobila. " Nie jestem zainteresowana,wole sp
                        > edzic czas z przyjaciolka" - jakis kuriozalny tekst w tej sytuacji, naprawde.

                        Uprasza się o czytanie ze zrozumieniem. Nie takim tekstem, tylko tekstem o takiej wymowie. Różnica może subtelna, acz jednak znacząca.
                    • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:32
                      I nie wiemy jakimi rodzicami byli Kowalikowie. Skąd mielibyśmy wiedziec? Z Kłamczuchy? Troszkę czasu minęło i pewnie niejedno się zmieniło. Poza tym K. to humorystyczna opowiastka z elementami groteski. Tak też jest pokazany Mamert szalejący z paskiem -humorystycznie i groteskowo. A Pulpecja to kawałek gorzkiego realizmu. Poza tym, w którym konkretnie momencie i w jaki sposób Roma okazuje rodzicom brak szacunku? Nieprawomyślną lekturą?
                      • klymenystra Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 09:14
                        Ja jeszcze chciałam tylko dodać, że moi rodzice obiektywnie wcale nie są źli, a momentami wręcz fantastyczni, a i tak miałam wobec nich wiele gorzkich zarzutów aż do późnej wyprowadzki z domu. Nie ma co wymagać cudów dojrzałości od 18-letniej Romy.

                        Czytając tę dyskusję, narzuca mi się jedna myśl: wygląda na to, że większość dyskutantek w wieku cielęcym była super odpowiedzialna, pełna empatii i zdrowego rozsądku. Może i tak jest. Ja sama - i większość moich koleżanek - byłyśmy zagubione i czasem tak pochłonięte samymi sobą - zmianami w nas zachodzącymi, kolejnymi niespełnionymi miłościami, pięknem i smutkiem świata itd itd, że przyjaźnie z dzieciństwa po prostu się rozpadały, bez wielkiej winy którejkolwiek ze stron. Jasne, teraz można dywagować, co się dało zrobić lepiej, żeby przyjaźń przetrwała, ale przeważnie już jest po ptokach. Pulpecja jest bardzo realistyczna w opisywaniu tego stanu.

                        potworia napisał(a):

                        > I nie wiemy jakimi rodzicami byli Kowalikowie. Skąd mielibyśmy wiedziec? Z Kłam
                        > czuchy? Troszkę czasu minęło i pewnie niejedno się zmieniło. Poza tym K. to hum
                        > orystyczna opowiastka z elementami groteski. Tak też jest pokazany Mamert szale
                        > jący z paskiem -humorystycznie i groteskowo. A Pulpecja to kawałek gorzkiego re
                        > alizmu. Poza tym, w którym konkretnie momencie i w jaki sposób Roma okazuje rod
                        > zicom brak szacunku? Nieprawomyślną lekturą?
                        • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 09:37
                          Klymenystro - nie oczekuję cudów. Ba, zgodzę się w pełni, że letnia przyjaźń Pulpy i Romy jest opisana bardzo prawdziwie, że nader często takie dziecięce relacje rozsypują się w pył w zderzeniu z dojrzewaniem, że może i można by coś zrobić lepiej i przyjaźń by przetrwała, ale w okresie "szczenięco - durnym" jest się egoistycznie pochłoniętym sobą i swoimi sprawami... Dla mnie problemem jest co innego. A konkretnie to, że Pulpa do końca nie widzi śladu swojej "zasługi" w rozpadzie relacji z Romą, do końca jest pełna samozachwytu i przekonana o swojej "świętości", nie ma nawet najmniejszej refleksji w temacie. I, co znacznie gorsze i co właśnie w moich oczach stawia Pulpecję jako pierwszą książkę z cyklu SZKODLIWĄ - ta samą postawę prezentuje autorka. Ta wredna i brzydka Romcia w lenonkach się uwzięła na słodką, miłą i anielską Patunię. Nie ma żadnej wzmianki o tym, by panna B. miała jakieś przemyślenia o sprawie poza kompletnie kretyńskim "Najlepiej by było gdybyśmy zostały dziećmi!"... Czy Patrycja jest niewiarygodna? Ależ jest, jak najbardziej! Czy jest źle napisana? Ależ nie, napisana jest świetnie i bardzo prawdziwie. Czy taka osoba, która aż do końca nie wzbudza w sobie ŻADNEJ refleksji nad swoim postępowaniem [przyznaj - egoistycznym i samolubnym!] powinna być bohaterką POZYTYWNĄ, w powieści dla [w założeniu] dorastających panienek?
                          • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 10:28
                            A tutaj już się nie zgadzam co do zasady. Musierowicz pisze dla dzieci, owszem, ale raczej w wieku 10-15, nie 2-7. Nie ma zatem powodu, aby pozytywna główna bohaterka była kryształem nieskażonym brudną codziennością. Patrycja nie kradnie, nie oszukuje, nie jest okrutna ani nieczuła. Nie ma jednak daru czytania w cudzych uczuciach i bywa bezradna wobec niszczących emocjonalnie sytuacji. I z tego tylko powodu miałaby nie być bohaterką, co do zasady, raczej pozytywną (w tym sensie, że dającą się lubić)? I to mimo tego, że narada dorosłych osób też nie jest w stanie ustalić, co takiego Patrycja miałaby zrobić, żeby uratować przyjaźń z Romą?

                            W takim razie skąd obecny na tym forum bierny opór względem nowych tomów Jeżycajady? Czyż Dorotka nie jest utkana ze snów? Wszak uczy się pilnie przez całe ranki ze swej znoszonej lekarskiej czytanki. Ma jedną sukienkę, bo w wieku lat siedemnastu przerasta świat konsumpcji o głowę. Ratuje z niedoli ciotkę, obejmuje opieką babcię. Ze złych spojrzeń okrutnych sąsiadek robi sobie nic, a jak trzeba, i okrutne sąsiadki wyciąga z medycznych zapaści. Zbiera upadłe biegaczki z lasu, aby przywrócić je rodzinie wyleczone i nakarmione. Żadna mucha nie śmie usiąść na spowitym blaskiem nieorganicznym organizmie Dorotki. A jednak to Dorotka jest źle napisaną bohaterką książki dla nastolatek. Nie Patrycja.

                            A co do buntu Romy. Objawiał się fizycznym i psychicznym odgradzaniem od "toksycznej" rodziny. Osiemnastolatką byłam znowu nie aż tak dawno temu, żeby nie pamiętać, jak się wtedy rozumie rzeczywistość. Pamiętam jednak, że jeszcze w gimnazjum (musieliśmy mieć z 15 lat, wcale nie 18!) na "poważnych imprezach" nabijało się z pozy romopodobnych nastolatków, którym rodzice zmarnowali życie. Każdy pryszcz, każda trójka z minusem, każda porażka towarzyska. Po prostu wszystko to zgotowali rodzice poprzez jedno słowo, które rzucili trzy lata wcześniej. No ludzie. Parodia westernu. I tak właśnie ja odebrałam postać Romy - prawdziwą i prawdopodobną, ale irytującą. Niespełnioną i niezrozumiałą intelektualistkę-artystkę, w jaką w szkolnych czasach obfitowało moje grono rówieśnicze (moja wina, ja wybrałam sobie szkołę).
                            • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 11:03
                              przymrozki napisała:

                              > Patrycja nie kradnie
                              > , nie oszukuje, nie jest okrutna ani nieczuła. Nie ma jednak daru czytania w cu
                              > dzych uczuciach i bywa bezradna wobec niszczących emocjonalnie sytuacji.
                              Tu sie nie zgodze. Jest nieczula i okrutna wobec Marcelka. I dostaje za to nauczke.
                            • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 11:11
                              Przymrozki, a ty czytasz na co odpowiadasz? Bo wszak ja napisałam wyraźnie, że Patrycja JEST świetnie napisana, bardzo prawdziwa i jak najbardziej realna. I że Roma Kowalik także jest prawdziwie i świetnie napisana. Bo obie SĄ doskonale napisanymi postaciami dziewczęcymi - i to akurat [moim zdaniem] nie podlega kwestii.
                              Dla mnie Pulpecja jest właśnie początkiem neo. Dlaczego? Już uzasadniam. Wcześniejsze bohaterki wcale nie były kryształowo - idealnie - boskie. Wręcz odwrotnie! I miały prawo takie być! I nikt nie oczekiwał ani od nich ani o d autorki, że będzie nam opisywała kopciuszki i inne królewny Śnieżki. Różnica jest jedna, ale moim zdaniem - ogromna. We wszystkich wcześniejszych tomach: a/. wady bohaterki były nazywane wprost wadami, b/. bohaterka pod wpływem akcji książki dochodziła do jakichś wniosków, coś w sobie zmieniała. Vide: "Kłamczucha": a/. Aniela kłamie. I jest to napisane wprost. I może z pewną pobłażliwością, ale zganione! b/. Na koniec książki Aniela postanawia lepiej nad sobą panować i odnajduje swoją drogę. Vide "Brulion Bebe B.": a/. Beata jest zagipsowana i nieszczęśliwa. I jest to napisane wprost, b/. Beata pod wpływem Dambo uczy się otwierać, okazywać uczucie. Pulpecja: a/. Patrycja jest zadowolona z siebie i słusznie, nie ma kompleksów i słusznie, jest śliczna i wszyscy ją kochają. Może jest nieco lekkomyślna, ale jest tak słodka jak śpiączka cukrzycowa i tak kochana, że jej leciuteńki brak rozwagi to pikuś i mięta z bubrem, a nie wada, b/. Na koniec książki Patrycja jest dokładnie tak samo zadowolona z siebie, tak samo bez kompleksów, tak samo śliczna, słodka i przekonana o samodoskonałości.
                              I właśnie od Pulpecji mamy bohaterki śliczne, dobre, zdolne i klękajcie narody, a samce na twarz. I od Pulpecji mamy i to, że bohaterka jest tka świetna, że żadna przemiana nie jest jej do niczego potrzebna. Przemyślenia też. Zwłaszcza nad własnym postępowaniem i sobą samą. Precz z autorefleksją, wszak jesteśmy idealne! I DLATEGO ta książka jest zła. Nie dlatego, że jest źle napisana czy nieżyciowa, bo napisana jest dobrze i bardzo życiowo. Tylko [zwłaszcza w książce dla młodych panien mającej "pretensje" do działań wychowawczych] oczekuję, że zło zostanie nazwane złem, że fałsz zostanie nazwany fałszem i że osoba, która jest nielojalna i nieszczera NIE BĘDZIE prezentowana jako ideał cnót. I tylko tyle. I nie chodzi o to, że Patrycja [będąc jaka jest] ne powinna być główną bohaterką! Ale właśnie - Aniela mogła być główną bohaterką i nawet bohaterką pozytywną - a mieć wady i autorka te wady nazywała wprost wadami, krytykowała i wcale nie umniejszało to ani "sympatyczności" anielki, ani jej pierwszoplanowości. W przypadku Patrycji - nie ma ani jednego stwierdzenia, że postąpiła niefajnie, o nie, panna B. była w porządku, dobra i słodka, a tylko ta wredna Romcia się jej nie wiedzieć czemu czepiła.
                              I na koniec - sama miałam taki okres, że uważałam, że nikt mnie nie rozumie [a głównie, ofkors] rodzice, że "sam przeciw światu", że życie jest do luftu i to właśnie wina rodziców. Miałam. Ba, śmiem twierdzić, że duża część młodych ludzi przez taki okres przechodzi. "Toksycznych rodziców" tez wtedy przeczytałam i tez mogłam każdziuteńkie słowo dopasować do mojej familii. A kiedy już [na szczęście] minął ten okres durny i chmurny - sama się z tego śmiałam jak norka, bo mam cudownych, mądrych i troskliwych rodziców, którzy o nas [o mnie i siostrę] dbali ze wszystkich sił. I do dziś mam z nimi wspaniałe relacje. A zdajesz się pomijać "detal", że Romę widzimy: a/. w migawkach a nie codzienności, b/. nie mamy pojęcia co było dalej. Bo może Roma czytając "Toksycznych rodziców" popatrywała na Tosię i Mameta jednoznacznie, ale już następnego dnia rano po śniadaniu rzuciła "Mamuś, ja dziś wracając z budy wezmę z wypożyczalni film, mają "Robin Hooda" z Costnerem, albo "Smażone zielone pomidory" to nowość jest, urządzimy sobie seans?". I o jej złych relacjach z rodzicami jakoś nie świadczy późniejszy [po tych [idiotycznych!] zaręczynach] wyjazd... Więc może właśnie Roma miała takie humorki czasem, a nie ogólnie miała wszystko non - stop za złe rodzicom?
                              • ananke666 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 30.05.17, 19:08
                                Vi san:
                                "Toksycznych rodziców" tez wtedy przeczytałam i tez mogłam każdziuteńkie słowo dopasować do mojej familii. A kiedy już [na szczęście] minął ten okres durny i chmurny - sama się z tego śmiałam jak norka, bo mam cudownych, mądrych i troskliwych rodziców, którzy o nas [o mnie i siostrę] dbali ze wszystkich sił.

                                Tak? Kawałki o tłuczeniu do nieprzytomności, seksie siedmiolatki z ojcem i matce zmuszającej do orala też pasowały?
                                Nie chcę być wredna, ale mam wrażenie, że większość osób mówiących o tej książce nigdy nie miało jej w ręku. Z MM włącznie.
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 30.05.17, 19:19
                                  A warto? Bo ja tej ksiazki nie czytalam i nie wiem czy przeczytac?
                                  • kindzie Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 08:42
                                    W mojej całkowitej subiektywnej opinii: warto, jeśli miałaś co najmniej wystarczająco dobrych rodziców. W innym przypadku lektora może być zbyt bolesna.
                                    • bupu Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 09:56
                                      kindzie napisała:

                                      > W mojej całkowitej subiektywnej opinii: warto, jeśli miałaś co najmniej wystarc
                                      > zająco dobrych rodziców. W innym przypadku lektora może być zbyt bolesna.

                                      Ale pomocna.
                                      • kindzie Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 10:35
                                        Pewnie tak, ale to pewnie zależy od tego, czy i jak ktoś sobie już wcześniej poradził ze swoimi wspomnieniami i emocjami.

                                        P.S. Wstydzę się za literówki w poprzednim poście, ale zarzekam się, że "lektora" miała być "lekturą", a nie czymś tak ohydnym, że nawet nie chcę tego napisać.
                                    • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 13:35
                                      kindzie napisała:

                                      > W mojej całkowitej subiektywnej opinii: warto,
                                      Dzieki!
                                • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 30.05.17, 22:38
                                  No dobra, nie każdziuteńkie, ale wiele. Też jakoś nie podejrzewam Tosi o zmuszanie któregoś z dzieci do orala czy Mamerta o zmuszanie któregoś z nich do seksu. Czy obojga o tłuczenie dzieci do nieprzytomności.
                                  Nie chcę być wredna, ale mam wrażenie, że niektóre osoby wypowiadające się o Pulpecji nie rozumieją czym jest "licentia poetica" i zapominają, że mowa o korelacji z tą, konkretną książką "Pulpecja" a nie życiem w ogóle. :P
                                  • ananke666 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 16:45
                                    Licentia licentią, ale kurka, są granice. To, że swego czasu wywlekanie flaków i tłumaczenie wyolbrzymionym daleko poza granice wytrzymałości albo w ogóle wyimaginowanym konfliktem z rodzicami absolutnie wszystkiego, nie znaczy, że do wyśmiania tej mody należy używać każdej książki, która akurat wpadnie w ręce. Użycie tej konkretnej jest bowiem bowiem niegodne.

                                    Patrzę na tę książkę przez filtr - przymykam oko na charakterystyczną amerykańską narrację, czasami ciężkostrawną dla polskiego czytelnika. Przymykam oko na chwytliwy tytuł, strasznie zbanalizowany przez tę nieznośną modę, przebrzmiałą już na szczęście. Trafia do mnie natomiast treść - zapis wspomnień dzieci i ludzi bardzo młodych, przeżyć od bardzo nieprzyjemnych, do przesyconych skoncentrowaną ohydą. Tam nie ma leku, jest tylko wskazana droga do podleczenia ran. To nie jest bzdet w stylu "gdy miałam dwanaście lat, mama zabraniała mi noszenia dekoltów do pępka, dziś mam czterdzieści i problem z zaakceptowaniem swojej seksualności". Zestawienie tego z ironicznym portrecikiem nastoletniej Romy jest - powtarzam - niegodne. Chce ktoś cytacik, hę?
                                    • ananke666 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 17:07
                                      A zresztą, czemu nie. Wyrażam zgodę na wycięcie przez moderatora.
                                      Susan Forward, Toksyczni rodzice. Fragmenty:

                                      "Zawsze dostawałem w skórę w mojej sypialni. Nie pamiętam już nawet za co. Mogłem robić cokolwiek, a ojciec wpadał i zaczynał krzyczeć, a właściwie wrzeszczeć całą pojemnością płuc. Wiedziałem już, że zaraz zacznie bić mnie pięściami tak długo, aż dopchnie mnie do ściany. Okładał mnie tak mocno, że traciłem przytomność. Nie wiedziałem już, co u diabła będzie się dalej działo. Najstraszniejsze było to, że nigdy nie wiedziałem, co sprowokuje jego wybuch!"

                                      "Wydaje mi się, że podobnie było z moim starym. Był on pijakiem pierwszego stopnia,
                                      „czternastokaratowym”, który bił nas tak, że sikaliśmy po nogach. Pięć na siedem wieczorów w tygodniu przychodził do domu pijany. Każda wymówka była dobra, aby nas zbić. Bił mojego brata aż do krwi. Mama nie mogła nic zrobić, aby go powstrzymać. Była zbyt przerażona, aby nawet próbować. Błagałam go, aby przestał, ale on był jak wariat. Nie chcę, abyś myślała, że on był jakimś potworem - kiedy nie pił, był opanowany. Był moim najlepszym przyjacielem. Uwielbiałam, kiedy chodziliśmy razem na spacery, tylko we dwoje. Nadal to uwielbiam."

                                      "Mój brat zgwałcił mnie po raz pierwszy kiedy miałam osiem lat. On miał wtedy czternaście i był, jak na swój wiek, naprawdę silny. Potem siłą wchodził na mnie przynajmniej trzy lub cztery razy w tygodniu. Cierpiałam ból nie do zniesienia, tak że sama przestawałam być sobą. Teraz uświadamiam sobie, że on naprawdę musiał być szalony, ponieważ przywiązywał mnie do łóżka i torturował nożami, nożyczkami, żyletkami, śrubokrętami, wszystkim co znalazł. Jedynym sposobem, aby to przetrwać było udawanie, że przydarza się to komuś innemu."

                                      "Czułem się bardzo winny za to, co ojciec robił ze mną wieczorem. Naprawdę czułem się jak przedmiot; nienawidziłem siebie. Ale odgrywałem swoją rolę szczęśliwego chłopca i nikt z rodziny niczego się nie domyślał. Potem, nagle, przestałem marzyć. Przestałem nawet płakać. Udawałem, że jestem szczęśliwym dzieckiem. Byłem klasowym klaunem, dobrze grałem na pianinie. Lubiłem rozbawiać innych... robiłem wszystko, aby ludzie mnie lubili. Ale w środku, byłem cały zbolały. Zanim skończyłem trzynaście lat zacząłem w tajemnicy upijać się."

                                      "To co zrobił mi ojciec było bardzo złe, ale to co rzeczywiście mnie zraniło to zachowanie matki. Ona była pośrednikiem. To ona ustalała czas i miejsce, a czasami nawet trzymała moją głowę na kolanach, kiedy on to robił. Wciąż błagałam ją, żeby nie zmuszała mnie do robienia tego, ale ona mówiła, „Proszę, kochanie, zrób to dla mnie. Ja mu nie wystarczam, i jeśli ty nie dasz mu tego czego chce, znajdzie jakąś inną kobietę. A wtedy my znajdziemy się na ulicy”. Próbuję zrozumieć dlaczego robiła to, co robiła, ale mam dwoje własnych dzieci i wydaje mi się, że jest to najbardziej niepojęta rzecz jaką może kiedykolwiek zrobić matka."


                                      Pulpecja:

                                      Czytała popularną książeczkę psychologiczną pod tytułem "Toksyczni rodzice" i z rodzaju spojrzeń, jakie rzucała na Mamerta i Tosię, można było wywnioskować, że wszystko jej się zgadza co do joty i że w ogóle lektura dostarcza jej wielu ciekawych nowinek.
                                      - Mój Boże, to nie do wiary - powiedziała ponuro, gdy pięły się obie na poddasze willi, gdzie ona i Tomek mieli po pokoiku z mansardką. - Człowiek żyje od osiemnastu lat pod jednym dachem z zupełnymi potworami, dewiantami i toksycznymi typami, pełnymi zastarzałych kompleksów z ich własnego dzieciństwa. Dopiero po tej lekturze zrozumiałam, ile mi oni wyrządzili krzywd, jakie nieodwracalne zmiany w psychice spowodowali. Jak chcesz, to ci pożyczę.


                                      Kurtyna.
                                      • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 17:23
                                        Nooooo- nie podejrzewam zeby MM chciala z Romy zrobic taka kretynke. Utwierdzam sie w przekonaniu,ze nie miala pojecia o czym sa "Toksyczni rodzice" i walnela babola. Poteznego babola.
                                      • ssssen Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 07:56
                                        ananke666 napisała:

                                        > A zresztą, czemu nie. Wyrażam zgodę na wycięcie przez moderatora.
                                        > Susan Forward, Toksyczni rodzice. Fragmenty:
                                        [ciach]
                                        > - Mój Boże, to nie do wiary - powiedziała ponuro, gdy pięły się obie na poddasz
                                        > e willi, gdzie ona i Tomek mieli po pokoiku z mansardką. - Człowiek żyje od osi
                                        > emnastu lat pod jednym dachem z zupełnymi potworami, dewiantami i toksycznym
                                        > i typami, pełnymi zastarzałych kompleksów z ich własnego dzieciństwa. Dopiero p
                                        > o tej lekturze zrozumiałam, ile mi oni wyrządzili krzywd, jakie nieodwracalne z
                                        > miany w psychice spowodowali.
                                        Jak chcesz, to ci pożyczę.[/i]
                                        >
                                        > Kurtyna.

                                        Wniosek jest jednak - Musierowicz nie czytała tej książki tylko o niej słyszała. Standardowy pisiorski sposób myślenia, jak z zakazywaniem pokazywania spektaklu teatralnego bez jego obejrzenia.
                                        • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 08:26
                                          ssssen napisał:

                                          > Wniosek jest jednak - Musierowicz nie czytała tej książki tylko o niej słyszała
                                          > . Standardowy pisiorski sposób myślenia, jak z zakazywaniem pokazywania spektak
                                          > lu teatralnego bez jego obejrzenia.
                                          Bez polityki prosze :P
                                    • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 07:10
                                      A teraz odetchnij głęboko. Ok? Odetchnij jeszcze raz. Nie polemizuję ze zdaniem, że "Toksyczni rodzice" nie pasują czy itd. Twierdzę tylko, że w latach nastoletniego buntu też, jak Roma przeczytałam "Toksycznych rodziców" i tez dostrzegałam wiele korelacji - ta książka JEST tak napisana, że na dobrą sprawę każdy może znaleźć w niej coś o swoich rodzicach.
                                      A teraz pomyśl. Wiem, że umiesz, bo nie raz czytałam twoje wpisy. Czytałaś Jeżycjadę. Czy twoim zdaniem, zupełnie serio, ludzie tacy jak Tosia i Mamert Kowalikowie to osoby okładające dzieci do nieprzytomności? Wykorzystujące je seksualnie? Znęcające się? No, poza JEDNĄ sceną lania pasem, gdzie też jest więcej pisków i płaczów niż faktycznego bicia i dzieci wcale nie robią wrażenia przerażonych tym faktem - nie ma żadnych po temu przesłanek! A nawet i po tejże scenie we wszystkich scenach ukazujących Kowalików en masse - robią raczej wrażenie "normalnej" zżytej rodziny. Fakt,że później [ale później, niż Romcia dostrzega "toksyczność"] Mamert nie dogaduje się z Tomkiem - to żaden dowód, bo dość częste jest, że ojciec z synem się nie dogadują, a jeśli do tego obaj temperament mają, to skutki owego niedogadywania mogą być długofalowe...
                                      W pełni zgodzę się z tym, że MM nie przeczytała UWAŻNIE całych "Toksycznych rodziców". Sama przeczytałam jako smarkacz i zwracając uwagę na to, co mi pasowało, a to co nie - po prostu "przeskakując" - mniemam, że Roma zrobiła podobnie. :) Czy wykorzystanie tej a nie innej książki przez MM było słuszne? Zapewne nie - musiałabym przeczytać to jeszcze raz, porządnie, jako dorosła aby ocenić. Opierając się na tym co piszesz - nie. Ale piszesz z pozycji osoby dorosłej, plus mającej traumatyczne doświadczenia z rodzicami. A ja, czytając to miałam pewnie tyle lat co i Roma, albo trochę mniej, i, myślę, że dom "jakościowo" zbliżony do jej warunków. I TEŻ odnajdywałam fragmenty potwierdzające "toksyczność" moich rodziców! pomimo, że z perspektywy lat WIEM, że to świetni ludzie, którzy dla mnie i siostry zrobili wszystko co mogli. I jakakolwiek "toksyczność" to ostatnie co można im zarzucić! Że o zachowaniach przemocowych nie wspomnę...
                                      • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 07:18
                                        A, żeby ne było - nawet jako swoisty "teatr" scena lania JEST niesmaczna. Ale pamiętajmy też kiedy ma miejsce - w czasach, w których klaps był traktowany jako NORMALNA metoda wychowawcza wśród większości. Uczciwie się przyznam, że zdarzyło mi się dostać lanie. Z perspektywy czasu oceniam, że nie było to wyrazem bezradności rodziców - jak to się teraz zwykle ocenia - tylko nauczką, żebym zapamiętała najdotkliwiej, fizycznie, że tego się nie robi, zanim zrozumiem dlaczego. Całe te dwa razy - moje zachowania stanowiły bezpośrednie zagrożenie życia [mojego lub innych] i rodzice nie mogli sobie pozwolić na cierpliwe tłumaczenie mi po raz drugi - piąty - dziesiąty, że "Nie wolno, córeczko, bo...". Po prostu dlatego, że tego drugiego - piątego - dziesiątego razu mogło nie być!
                                      • emae Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 09:07
                                        vi_san napisała:

                                        > Fakt,że później [ale później, niż Romcia dostrzega "tok
                                        > syczność"] Mamert nie dogaduje się z Tomkiem - to żaden dowód, bo dość częste j
                                        > est, że ojciec z synem się nie dogadują, a jeśli do tego obaj temperament mają,
                                        > to skutki owego niedogadywania mogą być długofalowe...

                                        Ale w jakim sensie później? Bo chronologicznie, problemy między Tomkiem a Mamertem są pokazane wcześniej niż Roma czytająca "Toksycznych rodziców". A jak wyglądały ich relacje wcześniej (między "Kłamczuchą" a "Noelką"), nie widzimy.

                                        > W pełni zgodzę się z tym, że MM nie przeczytała UWAŻNIE całych "Toksycznych rod
                                        > ziców". Sama przeczytałam jako smarkacz i zwracając uwagę na to, co mi pasowało
                                        > , a to co nie - po prostu "przeskakując" - mniemam, że Roma zrobiła podobnie. : )

                                        Boże, ja mało kolacji nie zwróciłam po tych fragmentach, które tu zacytowano, JAK można je przegapić? Jak można czytać do tego stopnia nieuważnie, żeby przeoczyć opisy molestowania? "Jako smarkacz" to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale że MM tego nie zauważyła? Przychylam się jednak do opinii, że w ogóle nie czytała tej książki.
                                        • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 12:47
                                          Podkreślę - nie bronię MM i nie uzasadniam użycia przez nią tej książki w takim kontekście. Ja czytałam jako smarkacz, dość przy tym przez życie i fantastycznych rodziców rozpieszczony [pomimo posiadania obowiązków], więc i pamiętam piąte przez dziesiąte. Ale fakt: ja nie piszę książek. I owszem, te straszne fragmenty może i przeczytałam, jakoś mną tam wstrząsnęły, ale były mi tak obce, że nie przywiązywałam do nich wagi. Tak już jest, jak się jest młodym i egoistycznym [tak, w przeciwieństwie do Patrycji B. ja przyznaję, że byłam egoistycznym małolatem]. A oprócz zacytowanych przez Ananke dramatycznych historii - jest też tam sporo i mniej drastycznych, które właśnie swobodnie osoba młoda i mająca poczucie, że "cały świat jest przeciwko niej" odczyta jako dowód na "toksyczność" własnych rodziców. Co właśnie usiłowałam uzmysłowić Ananke - bez specjalnego skutku.
                                          I zupełnie serio - czytałaś Jeżycjadę. Czy wydaje ci się że jest cień prawdopodobieństwa, że Romę lub Tomka dotknęła przemoc w rodzinie? Że któreś z nich było molestowane/wykorzystywane seksualnie przez rodziców? Bite do nieprzytomności? Tak uczciwie?
                                          I jeszcze raz - ja jako małolat odczytałam "Toksycznych rodziców" tak a nie inaczej. I rozumiem, że Roma mogła ich tak właśnie odczytać. Właśnie dlatego mogła, że nigdy jej żaden prawdziwy i realny dramat nie dotknął. Czy MM powinna - to całkiem inna kwestia. Bo o ile nastolatka [ja lub Roma] mogła odczytać tak a nie inaczej - to autorka powinna była przytoczone dzieło przeczytać uważnie i wówczas albo zrezygnować z tej [niewiele wnoszącej] sceny, albo też napisać ją całkiem inaczej, ze stosownym komentarzem.
                                          • emae Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 13:37
                                            To do mnie? Oczywiście jestem przekonana, że Roma nie była bita, gwałcona ani molestowana. Sądzę też, że nikt z biorących udział w tej dyskusji nie sugerował niczego takiego, a odpowiedź na Twoje pytanie jest jednoznaczna, niewątpliwa i pewnie dlatego nie została udzielona.

                                            Skoro zakładamy wszyscy, że Roma nie była ofiarą przemocy, to TYM BARDZIEJ nie na miejscu jest używanie przez nią słowa "dewianci" w odniesieniu do swoich rodziców pod wpływem takiej lektury.

                                            Ja nie czytałam "Toksycznych rodziców", czytałam inne książki z równie okropnymi historiami, niektórych nie da się zapomnieć. I jakkolwiek toczyłam wojny z rodzicami przez cały okres dorastania, a nawet z perspektywy czasu uważam, że wiele spraw strasznie zawalili, jeśli chodzi o nasze relacje - to po lekturze takiej książki nigdy nie pomyślałam, że moi rodzice mają coś wspólnego z dewiantami i wyrządzili mi jakieś krzywdy. Wręcz przeciwnie, myślałam sobie "no, może się nie dogadujemy, ale przynajmniej wiem, że woleliby umrzeć niż mnie skrzywdzić".

                                            Szczerze? Ja się śmiałam, czytając opis Romy odkrywającej, że wychowały ją potwory. Moja mama też się śmiała. To jest scena humorystyczna, ukazująca Romę w złośliwym krzywym zwierciadle, jako pretensjonalną drama queen. Nie miałam pojęcia, do głowy mi nie przyszło, że może chodzić o TAKĄ książkę.
                                            • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 13:54
                                              A owszem, to było do ciebie. :D Drzewko w dłuższych dysputach bywa potężnie ogłupiające, czasem się nie wie kto do kogo i n co odpowiada, nie? :D
                                              I w pełni się z tobą zgadzam - MM nie powinna była w scenie [z założenia] jak mniemam humorystycznej wykorzystywać TEJ książki. Tylko że ponieważ sama przeczytałam ta książkę mając te smarkate naście lat - więc i ROZUMIEM, że Roma mogła się doszukać jakichś korelacji między treścią książki a swoją rodziną. I rozumiem na jakiej zasadzie do tego dojść mogło. Podkreślę - ja jako nastolatka czy nastoletnia Roma! Autorka pisząc tą scenę była w pełni dorosła, dojrzała i miała dużo większe doświadczenie życiowe. Więc zgodzą się z tymi, który uważają, iż MM po prostu książki nie przeczytała, a wetknęła "chwytliwy" tytuł.
                                              Moich rodziców tez bym nie określiła nigdy mianem "dewiantów". Ale owszem, miałam taki okres, że uważałam, że to oni, swoimi "złymi" ograniczeniami mi to czy tamto... Choć teraz, z perspektywy czasu WIEM, że mięli rację... :)
                                            • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 14:37
                                              A ja zawsze byłam przekonana, że Roma ironizuje. Bo i trudno mi sobie wyobrazić niemal pełnoletnią osobę mówiącą serio, że właśnie dzięki lekturze odkrywa, że rodzice są dewiantami. W obecności tychże. Nawet jako trzynastolatka wyczuwałam prześmiewcze nutki w tej wypowiedzi i właściwie nadal mam wrażenie, że to MM ustami Romy dowcipkuje sobie na temat pewnego pop-psychologicznego nurtu.
                                              Czytana jeden do jednego ta scena albo nie ma sensu, albo przedstawia Romę jako jednostkę silnie zaburzoną.
                                              • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 14:55
                                                A powyższe do Emae. Następnym razem odpowiem cytując, bo rzeczywiście łatwo bałagan w dyskusji.
                                              • emae Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 15:06
                                                potworia napisał(a):

                                                > A ja zawsze byłam przekonana, że Roma ironizuje. Bo i trudno mi sobie wyobrazić
                                                > niemal pełnoletnią osobę mówiącą serio, że właśnie dzięki lekturze odkrywa, że
                                                > rodzice są dewiantami. W obecności tychże. Nawet jako trzynastolatka wyczuwała
                                                > m prześmiewcze nutki w tej wypowiedzi i właściwie nadal mam wrażenie, że to MM
                                                > ustami Romy dowcipkuje sobie na temat pewnego pop-psychologicznego nurtu.
                                                > Czytana jeden do jednego ta scena albo nie ma sensu, albo przedstawia Romę jako
                                                > jednostkę silnie zaburzoną.

                                                Czy MM dowcipkuje ustami Romy, czy dowcipkuje śmiejąc się z Romy, to jej dowcipkowanie jest nie na miejscu. Jestem przekonana, że nie czytała książki.
                                                • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 15:30

                                                  > Czy MM dowcipkuje ustami Romy, czy dowcipkuje śmiejąc się z Romy, to jej dowcip
                                                  > kowanie jest nie na miejscu. Jestem przekonana, że nie czytała książki.

                                                  Pełna zgoda. Czuję się tym bardziej wpuszczona w maliny, że na podstawie "Pulpecji" wyrobilam sobie fałszywy i krzywdzący osąd co do książki Forward. I minęło jakieś 20 lat zanim ktoś mi otworzył oczy.
                                      • ananke666 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 12:21
                                        Sama odetchnij kilka razy i przeczytaj wpis jeszcze raz. Tu nie chodzi o Ciebie, tylko o MM i użycie w Pulpecji książki, która żadną miarą nie miała prawa się w tym kontekście znaleźć. Nie chodzi też o przemyślenia fikcyjnej postaci, tylko autora, który tę postać stworzył i postawił czytelniczkom przed oczami, o odpowiedzialność autora za to, co pisze. Na przykład za określenie zapisu tego syfu mianem "popularnej książeczki psychologicznej", "tego dzieła" i w ogóle całej otoczki, jaka w Pulpecji się pojawiła. Nie wiem, jak to jaśniej wyłożyć. Nie wszystko da się wytłumaczyć tym, że to nie autor tak myślał, tylko jego postać. A tu po prostu tego zrobić nie można, z kilku względów, z których najważniejszy, choć nie jedyny, to głębokie lekceważenie historii w "tym dziele" opowiedzianych. Jest to - naprawdę nie mam lepszego określenia - niegodne.

                                        Wstawiłam ten pierwszy komentarz pod Twoim postem dlatego, że nie wierzę, żebyś akurat tę książkę czytała. No chyba, że przejrzałaś początkowe ze dwadzieścia czy trzydzieści stron i na tym Twoje czytanie się skończyło (i MM także). Albo miałaś lat najwyżej dwanaście, iloraz inteligencji przeciętnego ślimaka i empatię kartofla, a naturalistyczny opis choroby nowotworowej umiałaś odnieść do siebie na zasadzie "o, jak ja to rozumiem, też mam pryszcz na brodzie i cierpię". A w to nie wierzę.
                                        • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 12:56
                                          Ale, Ananke, z czym ty polemizujesz, bo nieco się zgubiłam?
                                          Owszem, uważam, że nastoletni młodzik płci dowolnej, obrażony na cały świat i uważający, że wszyscy są przeciwko niemu MOŻE duże fragmenty "Toksycznych rodziców" dopasować do swojej rodziny. Zwłaszcza młody człowiek, który realnie żadnego dramatu nie przeżył - opisy drastyczne zlekceważy, uzna za "specjalnie przerysowane, żeby mocniejszy wyraz" itd, a z pozostałych wybierze co mu podpasuje i tyle. Podkreślę - człowiek bardzo młody i nie mający dużego doświadczenia, ani żadnych większych traum.
                                          Czy choc raz wypowiedziałam się broniąc MM? Nie. Czy uważam, że ta scena w ogóle była potrzebna? Nie. Ba, może powinnam przeczytać "Toksycznych rodziców" ponownie, już jako dorosła, i odebrałabym całkiem inaczej. I owszem, zgadzam się z tobą, że MM powinna przed zamieszczeniem tego konkretnego tytułu w swojej powieści przeczytać książkę uważnie i albo ze sceny zrezygnować, albo też napisać ją inaczej.
                                          I nijak się nie odniosłaś [przypomnę, że rozmawiamy tu głównie o Jeżycjadzie, a nie o "Toksycznych rodzicach"!] czy twoim zdaniem serio przypuszczasz, że Roma mogła w domu rodzinnym być bita do nieprzytomności, gwałcona, molestowana? Czy poza jej popatrywaniem na Mamerta i Tosię, i stwierdzeniem, że jej się wszystko zgadza - są jakiekolwiek przesłanki do takich wniosków?
                                      • ciotka_scholastyka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 18:43
                                        vi_san napisała:


                                        > W pełni zgodzę się z tym, że MM nie przeczytała UWAŻNIE całych "Toksycznych rod
                                        > ziców".

                                        Zlituj się, przecież widać, że ona w ogóle ich nie przeczytała! Zobaczyła książkę na wystawie z księgarni i pożyczyła sobie tytulik, będąc zapewne przekonana, że to znowu jakieś "modne psychologiczne brednie".

                                        Gdyby przeczytała choćby po łebkach, zauważyłaby, o czym to jest.
                                        • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 19:16
                                          A to równie możliwe. Zwłaszcza, że nie była wówczas durną i chmurną zbuntowaną małolatą obrażoną na cały świat, a osobą dorosłą, posiadającą potomstwo i z niejakim już doświadczeniem życiowym. I GDYBY przeczytała - zapewne by nie umieściła tego tytułu [zwłaszcza, że scena nie ma żadnego znaczenia dla akcji jako takiej!], albo tez umieściłaby to w całkiem innym kontekście i w całkiem innej scenie. Albo chociaż z komentarzem jakimś.
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 13:34
                                  ananke666 napisała:

                                  > Vi san:
                                  > Tak? Kawałki o tłuczeniu do nieprzytomności, seksie siedmiolatki z ojcem i matc
                                  > e zmuszającej do orala też pasowały?
                                  > Nie chcę być wredna, ale mam wrażenie, że większość osób mówiących o tej książc
                                  > e nigdy nie miało jej w ręku. Z MM włącznie.
                                  Po tym co napisalas jestem prawie pewna,ze MM tej ksiazki nie czytala. Bo gdyby czytala, to by o niej nie wspominala,zeby nie sprawic,ze mlode czytelniczki po nia siegna z ciekawosci. Niezaleznie od wartosci ksiazki, MM raczej na pewno wolalaby chronic swoje czytelniczki przed tak drastycznymi rzeczami. Czyli pewnie o ksiazce tylko cos tam slyszala- i to raczej niewiele...
                                  • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 18:23
                                    Taaaak, to mi wygląda raczej na początek antypsychologicznej i antyterapeutycznej krucjaty MM. Dzięki za cytaty, nie miałam pojęcia, że to aż tak.
                                    • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 31.05.17, 18:34
                                      potworia napisał(a):

                                      > Taaaak, to mi wygląda raczej na początek antypsychologicznej i antyterapeutyczn
                                      > ej krucjaty MM.
                                      Ja poczatki tej krucjaty widze juz w "Opium". Chociaz ksiazke uwazam za rewelacyjna (postac Ewy tez) i chociaz to bardzo prawdopodobne,ze psycholog jest kiepskim rodzicem i nie radzi sobie w relacjach z ludzmi. Ale patrzac na to co pozniej napisala MM mysle,ze juz wtedy w niej ta niechec do psychologow kielkowala.
                                      • pi.asia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 00:17
                                        Sam tytuł książki "Toksyczni rodzice" jest kretyński i mylący! Toksyna to trucizna, toksyczni rodzice, toksyczny partner to w moim rozumieniu człowiek, który zatruwa życie, czasem nieświadomie, czasem pod pozorem czynienia dobra, czasem specjalnie. Toksyczna matka to np. taka, która wywołuje w dziecku ciągłe poczucie winy.

                                        A w książce są opisani nie żadni "toksyczni" ludzie, tylko przestępcy, zwyrodnialcy, psychopaci i zboczeńcy.
                                        Czy jest cień szansy, by istniała książka o identycznym tytule, ale diametralnie różnej treści i MM pisała o tej właśnie innej książce??
                                        • kindzie Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 09:03
                                          pi.asia napisała:

                                          > Sam tytuł książki "Toksyczni rodzice" jest kretyński i mylący! Toksyna to truci
                                          > zna, toksyczni rodzice, toksyczny partner to w moim rozumieniu człowiek, który
                                          > zatruwa życie, czasem nieświadomie, czasem pod pozorem czynienia dobra, czasem
                                          > specjalnie. Toksyczna matka to np. taka, która wywołuje w dziecku ciągłe poczuc
                                          > ie winy.
                                          >
                                          > A w książce są opisani nie żadni "toksyczni" ludzie, tylko przestępcy, zwyrodni
                                          > alcy, psychopaci i zboczeńcy.
                                          > Czy jest cień szansy, by istniała książka o identycznym tytule, ale diametralni
                                          > e różnej treści i MM pisała o tej właśnie innej książce??


                                          Ta książka zawiera także opisy toksycznych rodziców w definicji przedstawionej przez Ciebie (zresztą pisały już o tym zarówno vi-san, jak i ananke666).
                                          • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 09:12
                                            kindzie napisała:

                                            > Ta książka zawiera także opisy toksycznych rodziców w definicji przedstawionej
                                            > przez Ciebie (zresztą pisały już o tym zarówno vi-san, jak i ananke666).
                                            Co niestety, w moim odczuciu MM ani troche nie tlumaczy. Bo Roma mowila Pulpie,ze dzieki ksiazce pojela jakimi DEWIANTAMI sa jej rodzice. Nosz kurcze!!! Gdyby miala dwie szare komorki i odrobine wrazliwosci, to nie mowilaby tego po lekturze tak wstrzasajacej ksiazki. Nie proponowalaby Pati,ze jej to pozyczy,nie ostrzegajac jej co jest w ksiazce. Bylaby przejeta tak drastyczna lektura... Wiec jak dla mnie MM tej ksiazki nigdy w rece nie miala. Troche wstyd,jak juz cos sie chce wysmiac,dobrze by bylo to poznac.
                                      • kindzie Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 09:07
                                        fornitta69 napisała:

                                        > potworia napisał(a):
                                        >
                                        > > Taaaak, to mi wygląda raczej na początek antypsychologicznej i antyterape
                                        > utyczn
                                        > > ej krucjaty MM.
                                        > Ja poczatki tej krucjaty widze juz w "Opium". Chociaz ksiazke uwazam za rewelac
                                        > yjna (postac Ewy tez) i chociaz to bardzo prawdopodobne,ze psycholog jest kieps
                                        > kim rodzicem i nie radzi sobie w relacjach z ludzmi. Ale patrzac na to co pozni
                                        > ej napisala MM mysle,ze juz wtedy w niej ta niechec do psychologow kielkowala.


                                        To chyba nie jest takie proste. MM jest wielbicielką książki "Cudowne i pożyteczne" Bruno Bettelheima, gdzie jest mnóstwo psychoanalizy (czasami - także w mojej całkowicie subiektywnej opinii - bardzo mocno naciąganej) jako wyjaśnienia znaczeń ukrytych w bajkach i baśniach.
                                        • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 09:14
                                          kindzie napisała:

                                          > To chyba nie jest takie proste. MM jest wielbicielką książki "Cudowne i pożytec
                                          > zne" Bruno Bettelheima, gdzie jest mnóstwo psychoanalizy (czasami - także w moj
                                          > ej całkowicie subiektywnej opinii - bardzo mocno naciąganej) jako wyjaśnienia z
                                          > naczeń ukrytych w bajkach i baśniach.
                                          Zaskoczylas mnie!
                          • klymenystra Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 10:39
                            Już wcześniej ktoś udowodnił, że Roma nie jest tak zupełnie bez winy: nie daje szans Patrycji w scenie z Wojtkiem, dopisuje jej motywacje (przynajmniej ja to tak odbieram), których ta nie ma, może nawet zarzuca "odbicie" chłopaka, który ani nie był jej, ani ta miłość nie była uświadomiona i samo "odbicie" nie było zaplanowane, nie próbując w ogóle zrozumieć przyjaciółki. Nie pamiętam już chronologii, ale czy Roma przejęła się oblaną maturą Patrycji? Przecież też mogła wyciągnąć rękę... Zawiniły obie.
                            Nie uważam też, żeby Patrycja była kreowana na bohaterkę w stu procentach pozytywną - podobnie jak Aniela czy Ida. Jak już wspomniałaś, książka jest realistyczna - no, a w rzeczywistości nie istnieją ludzie zawsze pozytywni. Czytelniczka wyciągnie własne wnioski i własną lekcję i to jest fajne, a nie, jak w ostatnich tomach, podawanie kawy na ławę.

                            Może brak mi tutaj dobrej perspektywy, bo Pulpecja to była moja pierwsza książka Musierowicz, więc mam do niej największy sentyment - to raz; a dwa, że ja sama byłam taką Romą i miałam taką koleżankę Patrycję (śliczną, wodzącą za sobą kordony chłopaków, która wzięła sobie chłopaka, co do którego ja miałam jakieś plany, mgliste, ale jednak - ona o tym nie wiedziała). I doskonale czuję tę książkę i na podstawie własnych doświadczeń wiem, że ta przyjaźń była skazana prędzej czy później na zagładę: u mnie skończyło się to tak, że w końcu się nauczyłam dystanstować od przyjaciółki i zobaczyłam, że sorry, ale są pewne granice. Wyrobiłam sobie poczucie własnej wartości i przyjaźń się rozpadła pod koniec studiów. A trwała od podstawówki do pewnego etapu wcale nie była zła!

                            Nasuwa mi się jeszcze jedna myśl, może odległa od tematu - w kulturze jest bardzo mało wzorców przyjaźni. Miłość - o tak, o tym się mówi, śpiewa, pisze, powstają setki poradników, jesteśmy tym bombardowani. A przyjaźń? Ja mam do tej pory, a zaznaczam, jestem już po trzydziestce, problem ze zdefiniowaniem przyjaźni i modus operandi, co dopiero młode kobiety, czy dziewczyny...

                            vi_san napisała:

                            > Klymenystro - nie oczekuję cudów. Ba, zgodzę się w pełni, że letnia przyjaźń Pu
                            > lpy i Romy jest opisana bardzo prawdziwie, że nader często takie dziecięce rela
                            > cje rozsypują się w pył w zderzeniu z dojrzewaniem, że może i można by coś zrob
                            > ić lepiej i przyjaźń by przetrwała, ale w okresie "szczenięco - durnym" jest si
                            > ę egoistycznie pochłoniętym sobą i swoimi sprawami... Dla mnie problemem jest c
                            > o innego. A konkretnie to, że Pulpa do końca nie widzi śladu swojej "zasługi" w
                            > rozpadzie relacji z Romą, do końca jest pełna samozachwytu i przekonana o swoj
                            > ej "świętości", nie ma nawet najmniejszej refleksji w temacie. I, co znacznie g
                            > orsze i co właśnie w moich oczach stawia Pulpecję jako pierwszą książkę z cyklu
                            > SZKODLIWĄ - ta samą postawę prezentuje autorka. Ta wredna i brzydka Romcia w l
                            > enonkach się uwzięła na słodką, miłą i anielską Patunię. Nie ma żadnej wzmianki
                            > o tym, by panna B. miała jakieś przemyślenia o sprawie poza kompletnie kretyńs
                            > kim "Najlepiej by było gdybyśmy zostały dziećmi!"... Czy Patrycja jest niewiary
                            > godna? Ależ jest, jak najbardziej! Czy jest źle napisana? Ależ nie, napisana je
                            > st świetnie i bardzo prawdziwie. Czy taka osoba, która aż do końca nie wzbudza
                            > w sobie ŻADNEJ refleksji nad swoim postępowaniem [przyznaj - egoistycznym i sam
                            > olubnym!] powinna być bohaterką POZYTYWNĄ, w powieści dla [w założeniu] dorast
                            > ających panienek?
                            >
                            • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 11:38
                              Klymenystro - nie twierdzę, że przy rozsypce relacji Roma była bez winy. Wina leżała po obu stronach. Że nie wyciągnęła ręki po oblanej maturze? No cóż, wtedy już czuła się przez słodką Patti oszukana i zdradzona. I już nie chciała tego ratować.
                              Problem w tym, że wady Patrycji są przez autorkę marginalizowane. A jeśli już o nich pisze, to natychmiast dolewa kilka komplementów, żeby nie pozostało wątpliwości, że Patrycja może i jakąś tam drobną skazkę ma, ale ogólnie to cud, miód i orzeszki.
                              Trudno jest się zdobyć na obiektywizm, wobec bardzo ulubionej książki, wiem. :)
                              A na chwilę czepiając się Twojego przykładu - Twoja eks przyjaciółka "poderwała" tego chłopaka, w którym się kochałaś, ale NIE MAJĄC ŚWIADOMOŚCI, że to ten, na którym ci zależy. W książce sytuacja jest kompletnie inna - Patrycja WIE, że Roma się w Baltonie kocha, bo Roma jej to mówi wprost. I co? Ano i nico. Patrycja chce = Partycja bierze. Mając równo w odwłoku uczucia koleżanki. I nie ma nawet śladu pomyślunku pod złotymi loczkami, że jednak zrobiła ponoć przyjaciółce świństwo - monstre, że tak się nie robi... Nigdy nie byłam pięknością, tez się raczej do kategorii "Roma" niż "Pulpa" kwalifikowałam. Ale moja przyjaciółka [dziewczyna może nie tyle ładna co z nieziemskim wdziękiem] gdy wiedziała, że kocham się w Piotrku - gdy zaczął do niej "smalić cholewki" - odkopała go z zimną krwią i bez wahania. Dużo później dowiedziałam się, że ów jej też się podobał, ale ja go "zaklepałam" pierwsza - i była po prostu lojalna. Coś czego Patunia nie rozpoznałaby, nawet gdyby się o to potknęła. I nie chodziło o to, że miałam u Piotrka szanse - bo nie miałam. Ale dla mojej przyjaciółki - ważniejsze były moje uczucia niż ewentualne "bycie" z tym akurat chłopakiem. Może była "doroślejsza" i zdawała sobie sprawę, że takich "zakochań" będzie jeszcze wiele? A może po prostu wiedziała, że "tego kwiatu to pół światu" a przyjaciół się wielu nie ma?
                          • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 10:45
                            vi_san napisała:

                            > ta samą postawę prezentuje autorka. Ta wredna i brzydka Romcia w l
                            > enonkach się uwzięła na słodką, miłą i anielską Patunię.
                            Nie wiem, w którym miejscu wyczytalas,ze autorka przedstawia Pulpecje jako slodka,mila (?!?) i anielska. Raczej opisuje tak wylacznie jej wyglad. Lenistwo, pycha i inne wady bohaterki sa przez autorke wyraznie (i do tego zlosliwie) ukazane.
                            • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 10:47
                              * chodzi mi o taka pozytywna zlosliwosc w opisywaniu postaci
                              • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 11:25
                                Pozytywna złośliwość, to, wybacz, wsparcie jakie Milicja pokazuje zaciążonej Różyczce, nie odwracając tępej gęby od laptopa, dowalając jej każdym słowem i czepiając się, że szlocha a to przeszkadza w pracy. Bo babcia umie wspierać jak nikt. Sorry, ale nie ma czegoś takiego jak "pozytywna złośliwość". A jeśli masz wątpliwości... Złośliwy: 1. «lubiący sprawiać innym przykrość; też: wyrażający takie intencje»
                                2. «zaskakujący w przykry sposób»
                                Problem w tym, że nawet jeśli autorka wspomina o jakichś niedoskonałościach patrycjowego charakteru - to spłyca je i marginalizuje. No i ani razu nie nazwała tych wad wprost, o nie... Patunia jest "sybarytką", a nie egoistką. Jeśli jest wzmianka, o jej lenistwie - to natychmiast przeważona zostaje masa komplementów ["Patrycja była najmłodsza z panien Borejko i dlatego zapewne - wyraźnie leniwa. Wszyscy w rodzinie traktowali ją zawsze jak dziecko, toteż wyrobiła sobie przekonanie, że jest słodka. Ponadto natura obdarzyła ją niezmąconą pewnością siebie, siłą ducha i spokojem wewnętrznym - niczym, jak dotąd, nie zachwianym. Jednakże w chwilach dziejowych Patrycja potrafiła wykazać wybitną przytomność umysłu oraz bohaterską inicjatywę"] - czyli znów - wady są "przeważane przez zalety. I tak to działa przez całą książkę.
                                • fornitta69 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 11:40
                                  Jako pozytywna zlosliwosc rozumiem opisywanie wad postaci w zabawny,uszczypliwy sposob. Nie ma tego w slowniku,dlatego wyjasniam co mialam na mysli. I tak wlasnie opisywana jest Pulpa. Chelpiaca sie przed rodzina przy obiedzie odrzuceniem adoratora, majaca przekonanie,ze jest slodka (bo jako najmlodsza z siostr byla przez familie traktowana jak dziecko), glupio zarozumiala, kiedy ma zamiar dac kosza Baltonie. Nie, MM nie pisala o niej: "tu Pulpa zrobila zle", "to bylo ze strony Pulpy niemadre" - bo byloby to nieznosnie doslowne.
                                  • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 17:45
                                    Kręcimy się w kółko. A tak naprawdę sprawa jest prosta. Moim zdaniem Patrycja Romy ani nie oszukała, ani nie zdradziła. Oto mój tok rozumowania. Gdyby Roma i Pulpa były prawdziwymi postaciami i ktoś by mi o nich opowiedział, a potem zapytał "czy Patrycja zachowała się w porządku?", jedyna prawidłowa odpowiedź brzmiałaby "nie wiem, mam za mało danych". Ponieważ jednak Jeżycjada jest fikcją, musimy zaufać autorce, że obiektywnie przekazała nam wszystkie informacje niezbędne do oceny postaci. A z tego, co wiemy, nie wynika żadna wina Patrycji.

                                    W "Pulpecji" przyjaźń z Romą była drugoplanowym wątkiem, takim gorzkim tłem dla procesu dojrzewania do pierwszej miłości. Utrata dziecięcych przyjaźni jest dosyć powszechnym doświadczeniem. Ludzie dorastając bardzo się zmieniają, a znajomości w dzieciństwie opiera się na chwiejnych fundamentach - bo rodzice się przyjaźnią, bo mieszkamy koło siebie, bo pani nas usadziła w jednej ławce.
                                • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 18:09
                                  A jakby to miało wyglądać w wersji, według Ciebie, słusznej? "Patrycja była gruba, narcystyczna, leniwa, a do tego tępo zapatrzona we wlasny zad."? Jakość literacka "Pulpecji" jest między innymi w tym, ,że autorka wstrzymuje się od jakichkolwiek oceń i nie podpowiada nam, co mamy myśleć. A strzelanie z armat moralnych do zagubionych nastolatek, wydaje mi się średnim pomysłem.
                                  I pytanie do ogółu dyskutantów: na czym bazują diagnozy relacji Romy z rodziną? Bo z materiału źródłowego, to ja pamiętam jedną scenę: Roma czyta książkę, popatruje na rodziców i rzuca jedną uwagę ; ironiczną tyleż wobec książki, rodziców, co i wlasnego odbioru.
                                  • przymrozki Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 18:17
                                    Skąd wiemy o antyrodzicielskim buncie Romy? To są takie drobne wrzutki. Najlepiej pamiętam taki - Kowalikowie idą wspólnie w ramach prowadzenia życia rodzinnego, a Roma trzyma się od nich z daleka i łypie niechętnie na toksycznych rodziców i toksycznego brata.
                                    • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 21:58
                                      No to trochę wątłe tropy, żeby od wysuwać wnioski tak daleko idące, jak te prezentowane przez część forumowiczów. Zwłaszcza, że to obserwacje poczynione przez Patrycję, nie obiektywna narracja.
                                  • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 18:40
                                    Właśnie sęk w tym że autorka się NIE WSTRZYMUJE od ocen. Tylko robi to ciut subtelniej,niż w ostatnich tomach. Zwykle opisuje Patrycję w superlatywach, a jeśli już pisze o jakiejś jej wadzie - to natychmiast "dosładza" ten przytyk komplementami. I owszem, w ten sposób podpowiada nam co mamy myśleć. Otóż mamy myśleć "Patrycja, owszem, ma jakieś tam drobniutkie skazki, ale ogólnie to świetna dziewczyna i kochajcie ją, wróbelki.". I nie chodzi o strzelanie z armaty moralistycznej - bo nie. Ale jakoś choćby w Kłamczusze, Aniela wady miała, zostały one nazwane bardzo wyraźnie i konkretnie, bez "cukrowania", a mimo to mogła być bohaterką nie tylko pierwszoplanową ale i budząca sympatię! Tymczasem panna B. wady jeśli ma to jakieś drobniutkie i nic nie znaczące, a że poza tym jest ideałem to i nie ma się co rozwodzić.
                                    Dodatkowo podkreślam po raz nie wiem który: obydwie nastolatki są napisane świetnie, prawdziwie i życiowo, tak jak i cała ich relacja. Tylko nie zapominaj o tym, kto jest hipotetycznym "targetem" Jeżycjady. A otóż nastolatki. I MOIM ZDANIEM straszne, wredne i szkodliwe jest przedkładanie małolatkom, że prawdziwa, życiowa i realna egoistyczna, zarozumiała, nielojalna i traktująca przyjaciół z góry panna jest WZOREM POZYTYWNYM. Zabrakło w tej książce ALBO zdecydowanego nazwania wad Patrycji wadami przez autorkę [a mogła to zrobić bądź osobiście, jako narrator bądź tez ustami któregoś z bohaterów], ALBO tego, żeby pod tymi parszywymi blond loczkami cień myśli się pojawił. Właśnie dlatego, że książka jest dla małolat. Bo dorosłe kobiety,mające już jakieś doświadczenie za sobą [zarówno życiowe jak i literackie] wezmą poprawkę, odczytają również to co pod toną cukru i ocenią. BYĆ MOŻE ty chciałabyś, by twoja córka wzorowała się na takiej Patrycji, ale ja jednak zdecydowanie uważam, że to nie dobry pomysł.
                                    • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 21:51
                                      Kiedy po raz pierwszy czytałam P. miałam jakieś 13 lat i byłam już dużo za duża na "wzorowanie się" na postaciach literackich. Zresztą nie wierzę, że to działa w ten sposób, aspekt wychowawczy literatury uważam za grubo przeceniony. A tam, gdzie Ty widzisz odautorską pochwałę, ja widzę konsekwentne stosowanie mowy pozornie zależnej. Cukru nie czuję, przeciwnie, dla mnie to bardzo gorzka książka, pomimo happy endu
                                      Lektury swojej córki możesz dowolnie cenzurowac, nie wnikam. Ja swojej na pewno podsunę Pulpecję, o ile będzie zainteresowana.
                                      • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 22:10
                                        No i git, szafa gra. Ty możesz uważać pannicę jaką jest opisana Patrycja za ideał cnót, a ja za fałszywą hipokrytkę. Tylko ja mam na to swoje zdanie jakieś argumenty... :P
                                        Wystarczy na samym początku opis - MM zaznacza, że jako najmłodsza Patrycja jet leniwa, ale szybciutko dodaje, w tym samym zdaniu, że słodka, pewna siebie, pogodna i w chwilach kryzysu umiejąca działać. Czyli, no, jakąś tam malutką wadę ma, ale wszak zalet TYYYYLE, że się ta wada nie liczy. I podkreślam, bo najwyraźniej nie czytasz: nie jest istotne czy tak widzi Pulpę narrator czy jej najbliżsi - tak jest konsekwentnie, przez całą książkę pokazywana.
                                        A co do wychowawczego aspektu czytelnictwa - naukowo zostało udowodnione, że to z czym się obcuje jakoś oddziałuje. Oczywiście możesz w to nie wierzyć, ale jednak jak na razie większość psychologów przychyla się raczej do tego, że zarówno sam fakt czytania jak i dobór lektur wpływ mają.
                                        • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 22:20
                                          Taaaak, jesteś o tyle fajniejsza, bystrzejsza i lepiej wyedukowana ode mnie... I kulturą dyskusji też pozwalasz. EOT
                                          • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 22:29
                                            Nie twierdzę że jestem fajniejsza - nie znam cię wiec niby na jakiej podstawie miałabym coś takiego uważać? Nie twierdzę, że jestem bystrzejsza, bo i niby czemu i gdzie to wyczytałaś? Co do edukacji - ty poddałaś w wątpliwość wartości wychowawcze czytelnictwa - no, większość psychologów ma na ten temat inne zdanie i tyle.
                                            A oprócz wycieczek osobistych argumentów ad rem jakoś zabrakło? Pech, doprawdy...
                                            • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 22:41
                                              No cóż, w toku mojej edukacji nauczono mnie odcinać się od dyskusji na poziomie "większości naukowców", która "naukowo coś udowodniła" jako intelektualnie podejrzanych a merytorycznie jalowych. Natomiast doświadczenie życiowe nauczyło mnie unikać konwersacji, które prowadzą do nikąd. Dziękuję za wymianę zdań, ale kontynuować jej nie zamierzam. Poznałam Twoją opinię i argumenty w stopniu wystarczającym.
                                              • vi_san Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 26.05.17, 22:53
                                                Nadal nie podając żadnych na poparcie swojego zdania... Również dziękuję za wymianę uwag, którą jałową i bezproduktywną uczyniłaś ty, odnosząc się ad personam zamiast ad rem. :P
                                        • iskrzy_54 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 20:30
                                          A co do wychowawczego aspektu czytelnictwa - naukowo zostało udowodnione, że to z czym się obcuje jakoś oddziałuje. Oczywiście możesz w to nie wierzyć, ale jednak jak na razie większość psychologów przychyla się raczej do tego, że zarówno sam fakt czytania jak i dobór lektur wpływ mają.

                                          może nie zawsze, ale jednak - sama sobie życie mocno skomplikowałam zapatrzeniem zbytnim w Anię i Scarlett, niestety w moim przypadku było raczej jak u Scarlett (z całym szacunkiem, ale nie wierze w powrót Rhetta). Inne dzieła literackie też na mnie wywarły duży wpływ - ze wstydem przyznaję, że żyję do tej pory dzięki przeczytaniu (w zbyt młodym wieku) Jak hartowała się stal. Co do lektur córek - moja od początku wolała Pratchetta of MM. BTW - ja chyba też wolę.
                                          • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 01.06.17, 22:07
                                            Moja córka przyjdzie na świat za dwa miesiące i zanim opanuje sztukę czytania, kosmici mogą opanować ziemię:)
                                            A możesz w paru zdaniach o tym jak Ci Ostrowski i jego dzieło ocalili życie? Bo brzmi obiecująco...
                                            • iskrzy_54 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 02.06.17, 23:05
                                              Moja córka przyjdzie na świat za dwa miesiące i zanim opanuje sztukę czytania, kosmici mogą opanować ziemię:)
                                              A możesz w paru zdaniach o tym jak Ci Ostrowski i jego dzieło ocalili życie? Bo brzmi obiecująco...

                                              W wieku lat 10 odkręciłam gaz i wtedy przypomniał mi się Pawka (oraz autor JHSS, którego biografię też zaliczyłam) i postanowiłam żyć mimo wszystko (potem miałam jeszcze kilka podobnych momentów i zawsze zwyciężała opcja "to be"). Jak widzisz byłam mocno zaburzona (traumatyczne dzieciństwo) - BTW na maturze pisząc o bohaterach literackich, którzy mieli na mnie największy wpływ oczywiście wymieniłam Pawkę, w towarzystwie Colas Bregnon, szlachetnych do mdłości bohaterów z powieści Saroyana (nawet nie pamiętam tytułu) oraz bohatera Upadku Alberta Camusa (raczej miał mało wspólnego z pozostałymi). Później punkt widzenia mi się zmienił diametralnie, ale trzymanie się życia jakoś mi się wdrukowało i nawet w najgorszych momentach nie myślałam już o "tchórzliwym" rozwiązaniu - pewnie przejęłam postawę Scarlett (BTW moim ukochanym bohaterem literackim jest Yossarian - też jak dla mnie uosabiający odwagę). Wszystkiego naj... dla Ciebie i Twojej córki (jak będzie miała na imię?), ja jestem szczęśliwa, że udało mi się (mimo wszystko) dożyć urodzenia mojej - uważam Ją za najbardziej udane dzieło mojego życia (teraz będzie patetycznie - mój dar od Boga). Jak sobie myślę o lekturach moich i Młodej to w sumie nie żałuję, że nie zaraziłam" Jej MM.
                                              • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 03.06.17, 09:40
                                                Dzięki:) Dla Was też:)
                                                Ps. Będzie najprawdopodobniej Ewą, choć inne opcje też mi chodzą po głowie.
    • grzalka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 17:26
      Psuła się płynnie. Pierwsze oznaki psucia są w BBB imho, świat zaczyna być czarno-biały. Czyli te kilka lat między Opium a Brulionem było decydujące dla jej odbioru świata- przekroczyła wtedy 40-tkę, może dlatego? Potem każda kolejna jest gorsza, z wzlotami i upadkami.
      • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 23.05.17, 18:00
        grzalka napisała:
        Pierwsze oznaki psucia są w BBB imho, świat zaczyna być czar
        > no-biały. Czyli te kilka lat między Opium a Brulionem było decydujące dla jej o
        > dbioru świata- przekroczyła wtedy 40-tkę, może dlatego?

        No bardzo Ci dziekuje !!!
        podpisano tt-tka 40 +++

        Nie sadze, ze wiek, nawet w jej pokoleniu nie byl to wiek starczy. Zeby nie wchodzic w tematyke zakazana, powiem tylko - sytuacja. Ktora zmieniala sie o tyle, ze cechy moralnie watpliwe okazaly sie byc obecne i coraz smielej ujawniac nie tylko w onych, ale i w tych, ktorych MM uwazala za swoich, niezlomnych i wzorcowych. Moze i stad to usztywnianie i odmowa korekt w tym, co ona przed wieloma dziesiatkami lat uznala za pozytyw.
        • grzalka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 24.05.17, 08:10
          Ależ nie chciałam Ci robić przytyków absolutnie, sama jestem 40+ ;)
          Po prostu zastanawiałam się, dlaczego ten świat tak Musierowicz zaczął rozczarowywać i pomyślałam sobie, że może nie tylko to zakazane, o którym piszesz, ale też wiek i związane z tym kryzysy.
          • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 02:40
            grzalka napisała:

            > Ależ nie chciałam Ci robić przytyków absolutnie

            No przeciez wiem :)
            ja i moi rowiesnicy jestesmy zmurszali i prochno sie z nas sypie (albo przynajmniej powinno), a jednak jakies tam uroki swiata i zycia dostrzegamy

            > Po prostu zastanawiałam się, dlaczego ten świat tak Musierowicz zaczął rozczaro
            > wywać i pomyślałam sobie, że może nie tylko to zakazane, o którym piszesz, ale
            > też wiek i związane z tym kryzysy.

            Moze, tego nie wiemy. Ale imho to kwestia postawy (nawet nie pogladow) i zwiazane jest z okolicznosciami - kiedy swiat sie zmienia, zmieniaja sie pojecia, obyczajowosc, a ktos nie chce poznac ani zrozumiec, tylko a priori odrzuca, bo inne niz znane, zawsze przejawia sie to niechecia, niesmakiem, rozgoryczeniem, a konczy syndromem oblezonej twierdzy. Tak wlasnie na zmiany reaguja Borejki, starsi przeciez od swojej tworczyni (mowie o seniorach), a takze ci sporo od niej mlodsi - tylko my, nasz dom, nasza rodzina i ci nieliczni, ktorzy przylgna do nas. Reszta, zwlaszcza ci ciekawi swiata - won i z daleka od nas.
            • gat45 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 03:31
              A czy ten zjazd nastrojów Autorki nie zbiega się nieco w czasie z tzw przemianami ?
              Sprawdziłam daty poszczególnych tomów w Wiki, zbiega się.
              No więc (nigdy nie zaczyna się zdania od "no więc"!!!) według mnie pani MM przedstawia syndrom sporej części Polaków - po tych przemianach miało być pięknie i cudownie, jako że wszelkie zło było importem ze wschodu (ta lawa plugawa, te szkieletów ludy), a po zdjęciu wiadomego jarzma Naród miał okazać wreszcie całe swoje wewnętrzne piękno i duchowe bogactwo. Otóż nie okazał, czym panią MM okrutnie rozczarował i rozgoryczył. I dała upust.
              • tt-tka Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 09:30
                gat45 napisała:

                > A czy ten zjazd nastrojów Autorki nie zbiega się nieco w czasie z tzw przemiana
                > mi ?
                > Sprawdziłam daty poszczególnych tomów w Wiki, zbiega się.

                A o czym ja pisze :)
                Z tym ze jeszcze przed zmiana zasadnicza "dobra strony mocy" zaczela ujawniac malostkowosc i inne parszywienkie cechy i to widac w BBB, wydanym w roku 1988, a pisanym zapewne rok wczesniej. To znaczy rozgoryczenie i niechec do swiata i ludzi altorki widac.
                • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:39
                  Smutek transformacji widać też świetnie w Pulpecji. Tyle, że bez oskarżeń, rozliczeń i wskazywania winnych. Byłam wtedy dzieckiem, ale doskonale wyczuwalam to pogubienie dorosłych, którzy nagle przestali rozumieć rzeczywistość.
                  • meduza7 Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 27.05.17, 00:05
                    potworia napisał(a):

                    > Smutek transformacji widać też świetnie w Pulpecji. Tyle, że bez oskarżeń, rozl
                    > iczeń i wskazywania winnych. Byłam wtedy dzieckiem, ale doskonale wyczuwalam to
                    > pogubienie dorosłych, którzy nagle przestali rozumieć rzeczywistość.

                    A potem pojawiły się te właśnie oskarżenia, rozliczenia i wskazywanie winnych (ten Józin w Języku Trolli, który cytuje zdanie ojca, że rządzą nami złodzieje! Te rozmowy w korku!), okopywanie się w oblężonej twierdzy i to nieznośne poczucie wyższości...
    • potworia Re: Czy Jeżycjada psuła się płynnie czy skokowo? 25.05.17, 19:25
      Moim zdaniem Patrycja oferuje Romie wsparcie i współczucie i to właśnie jest dla Romy nie do zaakceptowania. Odbiera to jako odruch litości i cierpi jej duma. I ja ją bardzo dobrze rozumiem w tej sytuacji.
    • emae O 'Pulpecji" 27.05.17, 16:50
      Dość zaskoczona rozmiarem pulpecjowego wątku w tej dyskusji, poczułam jednak potrzebę, by się wypowiedzieć.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre osoby na forum widzą tę książkę zupełnie inaczej niż ja. Nie próbuję Was przekonywać, chcę tylko pokazać, jak ja ją widzę.

      Po pierwsze,
      Nie dostrzegam w ogóle jakiejś wielkiej pochwały ani sympatii odautorskiej w kierunku Patrycji. Owszem, bohaterka opisywana jest życzliwie i ze zrozumieniem, ale w duchu takiego "młode to i głupie". Jestem przekonana, że autorka nie uważa Patrycji za wzór do naśladowania, mniej lub bardziej śmieje się z jej buntu i przekonania o własnej mądrości i dojrzałości, podkreśla lenistwo, próżność, egoizm. A w późniejszych tomach Pulpa robi wręcz za element komiczny, nie odróżnia sody od amoniaku, a Róży od Laury.

      Po drugie,
      Nie zgadzam się z zarzutami, iż Patrycja była wobec Romy nieszczera. Ktoś mądrze zauważył, że zgodnie z książkową narracją zależną, Patrycja mówi szczerze, że Baltona nie jest w jej typie i nie ma u niej najmniejszych szans. Po tym pierwszym pocałunku Patrycja jest oburzona na Baltonę, nie czuje się jeszcze w nim zakochana, nie jest świadoma tego zakochania. Kiedy do niej dociera, co czuje, relacje z Romą są już na tyle popsute, że ciężko o szczerą rozmowę między nimi.

      Że się odwołam do własnych doświadczeń - kilka lat starsza od Patrycji byłam, bo miałam 22 lata, kiedy w trakcie imprezy nakrzyczałam na moich przyjaciół, którzy cały wieczór jawnie mnie swatali z moim obecnym mężem. Może nie krzyczałam, ale nagadałam im dobitnie, kiedy on na chwilę wyszedł, żeby przestali wreszcie bawić się jego kosztem, bo ja z tym facetem nigdy nie będę. "Nigdy" trwało jeszcze nieco ponad dwa tygodnie, a miesiąc później już świata poza nim nie widziałam.
      I teoretycznie - gdyby świadkiem moich słów była jakaś dziewczyna zakochana w tym mężczyźnie, miałaby pewnie prawo uważać, że byłam wobec niej nieszczera. Ale ja mówiłam szczerze.

      Po trzecie. Końcowy happy-end odbieram jak nieco bajkową nagrodę pocieszenia na osłodę dla Patrycji, która w krótkim czasie zainkasowała kilka naprawdę mocnych kopniaków od losu. Niezdana matura. Bardzo brzydki koniec długoletniej przyjaźni. Akcja z Marcelkiem - nawet jeśli nie wierzę, że ówczesna MM świadomie opisała sytuację, w której głównej bohaterce groził gwałt lub inna zbrodnia, to jednak Patrycja miała pełne prawo czuć się zagrożona i bardzo się bać. I to wszystko przydarza się dziewiętnastolatce, którą do tej pory wszyscy rozpieszczali, której życie było wolne od poważniejszych zmartwień.

      Po czwarte, wielka miłość Romy do Baltony. Ja akurat na podstawie tego samego tekstu uważam zakochanie Romy za szczenięce i nietrwałe. Pocałował ją, więc uwierzyła, że to wielka miłość, potem zobaczyła, że to zwykły kobieciarz. Niedługo później cała się rozpromienia na widok Wojtka, radośnie przedstawia go Patrycji. Mam wrażenie, że ten cały wielki entuzjazm u ponurej zwykle Romy to coś więcej niż "o, spotkałam kolegę Tomka", tylko najwyraźniej był jakiś flirt między nimi, zanim Wojtek zobaczył Patrycję. Potem w ekspresowym tempie pojawia się lekarz-narzeczony. Odbieram Romę jako bardzo kochliwą, zakompleksioną i tęskniącą za jakimkolwiek uczuciem, mógłby to być Baltona, mógłby to być w sumie każdy, kto okazałby jej zainteresowanie. Jej problemem nie jest to, że Baltona woli Patrycję, tylko to, że każdy woli Patrycję.
      I w tym świetle - jak miałaby wyglądać lojalność Patrycji? Przecież ona się nawet nie stara o tych wielbicieli. Posyła wszystkich na drzewo, przez większość czasu także Baltonę, Wojtka, Jacunia. Najwięcej nadziei robi w sumie Marcelkowi, no bo jakoś tam z nim chodzi, to na Sylwestra, to do DKFu. Patrycja naprawdę nie może pomóc Romie.

      Coś pewnie pominęłam, najwyżej później dopiszę.
      • ciotka_scholastyka Re: O 'Pulpecji" 27.05.17, 17:19
        emae napisała:


        > Nie zgadzam się z zarzutami, iż Patrycja była wobec Romy nieszczera. Ktoś mądrz
        > e zauważył, że zgodnie z książkową narracją zależną, Patrycja mówi [b]szczerze[
        > /b], że Baltona nie jest w jej typie i nie ma u niej najmniejszych szans. Po ty
        > m pierwszym pocałunku Patrycja jest oburzona na Baltonę, nie czuje się jeszcze
        > w nim zakochana, nie jest świadoma tego zakochania. Kiedy do niej dociera, co c
        > zuje, relacje z Romą są już na tyle popsute, że ciężko o szczerą rozmowę między
        > nimi.

        No wreszcie ktoś to ujął jak trzeba. Ja w ogóle nie rozumiem, jak można powyższego nie rozumieć ;)
        A i tak za chwilę pewnie znowu przeczytasz, że moralna zgnilizna o fałszywych lazurowych oczętach odebrała Romie Baltonę :-P
      • marutax Re: O 'Pulpecji" 27.05.17, 18:05
        Dziękuję za podsumowanie, mam podobne odczucia i dlatego właśnie - od czego się zaczęło całe rozważanie - uważam, że Patrycja swoje przeżywa i zmienia się - traci to początkowe przekonanie o własnej cudowności i mądrości wyjątkowej ;-)

        Jeszcze jedna uwaga odnośnie zakochania Romy w Baltonie - warto podkreślić, że Patrycja nie jest świadkiem tej historii, dostrzega tylko jej fragmenty. Roma styka się z Baltoną jako kolegą i wspólnikiem brata. Momenty, w których widzimy całą trójkę (P, B i R) razem, są nieliczne. Roma nie zwierza się ze swoich uczuć, owszem, ma do Baltony słabość, ale Patrycja może tę słabość zauważyć tylko sporadycznie i naprawdę nie ma możliwości magicznie stwierdzić, czy Romie przeszło, czy nie. Zwłaszcza, że (jak to zauważyła Emae) w międzyczasie mamy scenę z Wojtkiem, o którego Roma wydaje się zazdrosna.
        • kgxspace Re: O 'Pulpecji" 27.05.17, 21:07
          Scena z Wojtkiem jest magiczna, nie wiem po co ona jest i co się tam dzieje. Każdy może ją interpretować na wiele sposobów. Można pomyśleć, że Roma wydaje się zazdrosna właśnie o Wojtka, a równie dobrze Roma może mieć zwyczajnie dosyć, że gdziekolwiek pojawi się z Patrycją, ta ściąga na siebie (męskie) spojrzenia i poza nią nikt inny się nie liczy. To faktycznie mogła być zazdrość, ale niekoniecznie o Wojtka. A jej przykre zachowanie wobec Patrycji też mogło znaczyć, że ma serdecznie dość litowania się nad nią.

          Swoją drogą, ja poczułabym się głupio, gdybym przedstawiła komuś osobę, którą znam - choćby tylko powierzchownie - a ta osoba nawet na mnie nie spojrzała i już leciała za tym kimś :D Dziw mnie bierze, że nie było sceny z oświadczynami przy serze, bo gostek jest nieprawdopodobny.
          • emae Re: O 'Pulpecji" 27.05.17, 21:49
            Mam wrażenie, że to entuzjastyczne powitanie Wojtka przez Romę ma wskazywać na to, że on jest dla niej w jakiś sposób ważny. Zresztą nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że tam wcześniej była jakaś sugestia, że Roma przestała się przejmować tym nieudanym Sylwestrem i ogólnie była w lepszej formie. Odbierałam to tak, że właśnie poznała kogoś nowego.
            • kgxspace Re: O 'Pulpecji" 28.05.17, 22:17
              Właśnie sprawdzam w książce. Tamtego dnia obie były przybite i znużone. Roma ożywiła się dopiero na widok Wojtka. No a zaraz potem ponownie zgasła, bo ten od razu zaczął przystawiać się do Patrycji. W lepszej formie była dopiero na Podkoziołka, a nawet więcej, była "pełna nadziei" - tego dnia miała mieć spotkanie z Baltoną na pokazie w DKF-ie.
              • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:11
                Faktycznie. Niemniej to jej ożywienie na widok Wojtka zawsze mi się kojarzyło właśnie jako wyraz jakiegoś zainteresowania jego osobą. Może wcześniej, przed tym spotkaniem z Patrycją Roma myślała, że podoba się Wojtkowi?
        • pi.asia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:10
          marutax napisała:


          > Jeszcze jedna uwaga odnośnie zakochania Romy w Baltonie - warto podkreślić, że
          > Patrycja nie jest świadkiem tej historii, dostrzega tylko jej fragmenty. Roma s
          > tyka się z Baltoną jako kolegą i wspólnikiem brata. Momenty, w których widzimy
          > całą trójkę (P, B i R) razem, są nieliczne. Roma nie zwierza się ze swoich uczu
          > ć, owszem, ma do Baltony słabość, ale Patrycja może tę słabość zauważyć tylko s
          > poradycznie i naprawdę nie ma możliwości magicznie stwierdzić, czy Romie przesz
          > ło, czy nie. Zwłaszcza, że (jak to zauważyła Emae) w międzyczasie mamy scenę z
          > Wojtkiem, o którego Roma wydaje się zazdrosna.

          Oj, nie do końca tak jest.
          Stosowny cytat:

          "8 marca, Dzień Kobiet
          (...)
          - U mnie nie ma kompletnie żadnych szans - podsumowała Patrycja.
          - Naprawdę?! - ucieszyła się Roma. - Poważnie? Fajnie, że to mówisz. Bo, wiesz... u mnie... miałby.
          Patrycja umilkła, wstrząśnięta niespodziewanym zwrotem w rozmowie. Wyznanie Romy sprawiło, że poczuła się wpuszczona w maliny. Nie bardzo jej się to spodobało. Z drugiej wszakże strony - Roma nie powiedziała niczego nowego ani zaskakującego. Od dawna wiadomo było, że ma do Baltony słabość."

          Patrycja wie o uczuciach Romy, to po pierwsze. Po drugie, w swoich uczuciach też zaczyna się orientować. Po trzecie - w scenie z Wojtkiem Roma jest zazdrosna nie tyle o tego chłopaka, co o powodzenie Patrycji i jej urodę.


          • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:22
            Zauważ, co się dzieje chwilę wcześniej. Obie dziewczyny zgodnie obgadują Baltonę. Że chudy, nieprzystojny, że nie wiedzą, co te wszystkie laski w nim widzą, że zarozumiały, nieodpowiedzialny, do każdej pcha się z dziobem... Możliwe, że niejednego już tak podsumowały. Możliwe, że Patrycja już nieraz w podobnych chwilach niepewności szła do Romy, oplotkowały wspólnie jakiegoś jednego lub drugiego wielbiciela i Patrycja utwierdzała się w przekonaniu, że szkoda życia na facetów.

            I gdy Patrycja mówi "u mnie nie ma kompletnie żadnych szans", jak dla mnie ewidentnie czeka na jakieś potwierdzenie ze strony Romy. Jakieś "u mnie też!" albo "i bardzo dobrze!", "dobrze mu tak!", "nie dziwię się!". Cokolwiek, co byłoby kontynuacją wcześniejszego obgadywania Baltony. A tym razem Roma ją zaskoczyła. Nie wiem, ja jakoś czuję to zaskoczenie. To tak, jakby - odchodząc od tematu facetów - dwie koleżanki plotkowały złośliwie na temat trzeciej, po czym w trakcie rozmowy jedna z nich stwierdza "a ja ją lubię".
            • pi.asia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:50
              emae napisała:

              > Zauważ, co się dzieje chwilę wcześniej. Obie dziewczyny zgodnie obgadują Balton
              > ę.

              Jak stwierdziła kiedyś moja przyjaciółka, człowiek zakochany jest tak uroczo monotematyczny... One obgadują Baltonę, bo lubią o nim mówić, bo to dla nich wdzięczny temat, temat bardzo im obu bliski ;)
              >
              > I gdy Patrycja mówi "u mnie nie ma kompletnie żadnych szans", jak dla mnie ewid
              > entnie czeka na jakieś potwierdzenie ze strony Romy. Jakieś "u mnie też!" albo
              > "i bardzo dobrze!", "dobrze mu tak!", "nie dziwię się!". Cokolwiek, co byłoby k
              > ontynuacją wcześniejszego obgadywania Baltony. A tym razem Roma ją zaskoczyła.

              No właśnie. A niewykluczone też, że Patrycja mówiąc "u mnie nie ma żadnych szans" w głębi duszy czuje coś wręcz przeciwnego ("u mnie miałby...") i dlatego jest zaskoczona. Bo nagle wychodzą na jaw prawdziwe uczucia Romy, bo okazuje się, że pole wcale nie jest wolne, a w dodatku Roma jest uczciwsza i wobec siebie , i wobec przyjaciółki...


      • kgxspace Re: O 'Pulpecji" 27.05.17, 20:59
        A to jest jak ja widzę Patrycję i "Pulpecję" :)

        Pulpecja to naprawdę fajna książka i cieszy mnie, że mamy o czym dyskutować. Ale mimo wszystko nie potrafię polubić Patrycji. To jest ten typ człowieka, który mnie mierzi swoją osobą. Ona całe życie płynie na różowej chmurce, pogodna i szczęśliwa. Była do tego stopnia próżna i egoistyczna, że wystarczyło zakochać się, a świat nagle zwariował - co jest grane, Patrycja nie może jeść, nie może spać, olaboga, myśli o kimś innym niż ona sama! :D

        Mnie zastanawia, jakie to kopniaki od losu dostaje Pulpecja. Zerwana przyjaźń? Nie będę na siłę usprawiedliwiać Romy, ale Pulpecja o tę znajomość w ogóle nie walczyła. Jeśli chodzi o uczucie Romy do Baltony, to już napisałam wcześniej, że być może i faktycznie nie było to nic poważnego, ale Patrycja była jej przyjaciółką, nie wiedziała takich rzeczy? W książce jest napisane, że Pulpie wiadomo, że Roma ma do Baltony słabość. Nie ma żadnego dopisku w duchu "ale ona zawsze była kochliwa". Nie mam pretensji o to, że to Patrycja jest z Baltoną, ale no... Proszę was. Na miejscu Patrycji nie próbowałybyście nawet porozmawiać?... Tak od serca? Ja wiem, że ludzie mogą obok siebie żyć 20 lat i tak naprawdę nigdy się nie znać. Ale czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie? A że to była "przyjaźń", to deklaruje autorka.
        (Tak w ogóle, mam swoje przemyślenia na temat przyjaźni w Jeżycjadzie i o ile się nie mylę, to właśnie tutaj zaczęło się to, co w Neo jest już normą: facet/miłość jest ważniejszy od przyjaźni i przyjaciół. Cesia chciała się zakochać, ale marzyła o przyjaciółce. Aniela nie ma Pawełka, ale cieszy ją, że ludzie ją lubią i ma znajomych, pisuje do Kasi i coraz bardziej ją docenia. Gaba ma ESD, i tak dalej. Pulpecja to pierwsza książka z cyklu, w którym przesłanie jest jasne: po co ci przyjaciółka, skoro możesz zyskać męża na całe życie? Od razu męża, bo Pulpa z Baltoną nawet nie chodzą, oni od razu idą do Ignacego się oświadczać! :')).

        Niezdana matura? - Nie będę tego nawet komentować. Jak mi ktoś napisze, że pierwsza miłość/zakochanie to dobry powód do tego, żeby zawalić tak ważny egzamin, zabiję go śmiechem. To nie jest kartkówka z trzech ostatnich lekcji. Ludzie mają naprawdę poważne problemy, a idą matury i je zdają. Albo zakasują rękawy i idą do pracy. Albo jedne i drugie. Patrycja nawet wtedy ma nieprawdopodobne szczęście, bo udaje jej się ściągać! - a egzaminator nawet jej pomaga w poprawieniu błędów. Nie dość, że zawala, to jeszcze ucieka (zresztą, nie pierwszy raz, Pulpa tak "walczy" z problemami). A potem? Princessa płacze, klepią ją po główce, Gaba idzie się dowiadywać, co dalej robić. Mija tydzień, zamiast gonić tego lenia śmierdzącego do nauki, to Patrycja leży sobie w łóżeczku do 10, a potem jedzie nad jezioro. Żeby dostać nagrodę pocieszenia ;)

        Akcję z Marcelkiem odbieram - może niesłusznie? - za przykry kawał, spóźnione prima aprilis. Jego zachowanie mnie szokuje i kompletnie nie rozumiem, dlaczego właśnie w tę Palmową Niedzielę odbiła mu palma. Nie wiem, czemu to miało służyć? Może to była taka "kara" na Patrycji, może MM chciała przemycić jednak wiadomość, że nie igra się z uczuciami innych, bo mogą... nie wiem, zwariować, targnąć się na swoje życie albo na życie swojej ofiary? Patrycja traktowała Marcelka po prostu podle, a na koniec udaje jej się odwrócić kota ogonem! - bo to Marcel zostaje pokonany po raz wtóry. A ona, biedna i ofiara, bezpieczna i uratowana, przez - awww - swojego rycerza. Kiedy Baltona mówi jej "nie powinnaś doprowadzać go do takiego stanu", urażona odpowiada "Sam się doprowadza!". O tym, że przez tak długi szmat czasu był cierpliwy, wyrozumiały, nie przeszkadzało mu jej lekceważenie, plucie gumą na buty i pogrywanie z uczuciami. On jeden zaproponował jej powtórkę materiału przed maturą, a ona go obśmiewa, bo dodał, że "to by ich zbliżyło".

        Pulpa na koniec książki, mimo straconej przyjaźni i niezdanej matury wygrywa w życie i od tej chwili jest tylko lepiej. Była rozpuszczonym, próżnym Pulpetem, zapatrzonym w siebie i swoje potrzeby, co widać wyraźnie, kiedy spotykają Aurelię, załamaną, cierpiącą. Patrycja była niewiele starsza, bawiły się razem, ona mogła z nią porozmawiać i pocieszyć, ale nie! Pociesza Gabrysia, a Patrycja słysząc o chorobach i śmierci zwalnia kroku i myśli o tym, że nie potrafi współ-czuć, bo nie lubi strachu, bólu, cierpienia, więc nie chce tego odczuwać. I skutecznie się jej udaje tego unikać. Mimo myślenia o dorosłości i niedojrzałości Patrycja nie zmienia w sobie nic, a i życie obeszło się z nią nadzwyczaj łaskawie. A, nie, przepraszam. Zmiana jest: była ślepo wpatrzona w siebie, a potem ślepo wpatrzona we Florka :) A potem się dowiadujemy, że tyra w polu całymi dniami, a w międzyczasie robi kursy czy inne biznesy, no bo ta nasza Patrycja ma potencjał, jej wrodzone lenistwo oczywiście znikło bezpowrotnie, wystarczyło tylko się zakochać ;)

        Co tu dużo mówić. Pulpa zerwałaby czterolistną koniczynkę nawet na pustyni. Inne bohaterki też się zakochiwały, a one musiały walczyć ze swoimi słabościami (chociażby Cesia z nieśmiałością), miały wiele innych obowiązków na głowie, jak praca czy zajmowanie się rodzeństwem, dramaty, choroby, a jakoś dawały radę i nawet jak robiły dużo błędów, to je naprawiały - np. sprawa z panią Szczepańską na koniec KK. Można? Można. Ale nie w Pulpecji. Tam liczy się tylko ONA i żeby ONA dostała do, co chce, pod nos. Pal licho oblaną maturę i Romę, liczy się to, że Patrycja znowu jest szczęśliwa i pogodna. Umiem czuć cierpienie odtrąconej Kreski, która naprawdę miała na co narzekać i czym się przejmować. Życie dało Patrycji kilka mocnych kopniaków?... Błagam was. Żeby to, co przeżyła Patrycja nazwać mocnymi kopniakami, to trzeba mieć tyłek z masła.

        Tak ja odbieram Patrycję i moim celem nie jest przekonanie was do mojej wersji. Wręcz przeciwnie, zdaję sobie sprawę, że można patrzeć na to samo i widzieć co innego. Miejcie swój pogląd na tę postać i mnie pozwólcie myśleć po mojemu. Dzięki temu uda nam się więcej dostrzec ;)
        • fornitta69 Re: O 'Pulpecji" 27.05.17, 21:22
          To ja jeszcze o maturze i Marcelku, biednej Romie juz dam spokoj ;)
          Czy oblanie matury bylo "kopniakiem od losu"? Bylo konsekwencja lenistwa i braku rozsadku Pulpy (wybrała matme choc byla z niej slaba). Ale chociaz sama na to zapracowala, to bylo okropne przezycie. Pulpa na szczescie nadmiernie wrazliwa nie byla,ale i tak ja to "trzepnelo". Nie powiedziala od razu rodzinie. Chyba to,ze ich rozczarowala bylo dla niej gorsze niz to,ze oblala.
          Teraz Marceli. Pulpa do konca chyba (?) nie ma wyrzutow sumienia z jego powodu. Owszem, wystraszyl ja jego wybuch, dostala nauczke,ze "nie igra sie z cudzymi uczuciami", ale autentycznej skruchy,refleksji tam nie widze.
          • kgxspace Re: O 'Pulpecji" 28.05.17, 22:27
            Uważaj, bo jeszcze się obrazi, że się nad nią litujesz ;)
            Nie przeczę, zawalenie matury musiało być dla Patrycji strasznie przykre, szczególnie w domu takim jak jej - wszyscy wykształceni, a ich największe zmartwienie to nie okazać się "niedouczkiem". Jej wyjaśnienie było takie, że nie chciała mówić o tym w Dzień Matki. Ale tamtego dnia i tak bardziej ją "trzepnęło" spotkanie z Baltoną ;)
            Patrycja nie ma wyrzutów sumienia z powodu Marcelka, a po jego dziwnych odjazdach na pewno nie poświęci mu już ani jednej cieplejszej myśli. Ta nauczka, że "nie igra się z cudzymi uczuciami" to bardziej w skierowana do czytelniczek, bo one mogły objąć sprawę trochę szerzej, niż Pulpa.
            • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:58
              kgxspace napisał(a):

              > Patrycja nie ma wyrzutów sumienia z powodu Marcelka, a po jego dziwnych odjazda
              > ch na pewno nie poświęci mu już ani jednej cieplejszej myśli. Ta nauczka, że "n
              > ie igra się z cudzymi uczuciami" to bardziej w skierowana do czytelniczek, bo o
              > ne mogły objąć sprawę trochę szerzej, niż Pulpa.

              Napisałaś tutaj mniej więcej to, co ja napisałabym wcześniej, gdyby brak czasu i internetu nie odciął mnie na dwa dni od forum.
              Ja się bardzo cieszę, że autorka napisała to jak trzeba i nie kazała Patrycji przeżywać żadnej skruchy z powodu Marcelka. Jak miałoby to wyglądać? "To moja wina, mogłam go nie prowokować"? Marcelek stracił wszelkie racje moralne w momencie, gdy użył przemocy. A użył, ciągnął Patrycję za łokieć do samochodu, był wobec niej agresywny werbalnie, sama szaleńcza jazda samochodem z pasażerką, która chce wysiąść i której się na to nie pozwala, to też forma przemocy.

              To czytelniczka ma odebrać wiadomość "uważaj, nie igraj z uczuciami facetów, bo możesz trafić na psychola".
          • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:50
            fornitta69 napisała:

            > Czy oblanie matury bylo "kopniakiem od losu"? Bylo konsekwencja lenistwa i brak
            > u rozsadku Pulpy (wybrała matme choc byla z niej slaba). Ale chociaz sama na to
            > zapracowala, to bylo okropne przezycie.

            A jak tak sięgniecie pamięcią do swojej matury (nie wiem, ile macie lat, dla mnie to było dość dawno, ale jednak pamiętam ją raczej dobrze) - dużo musiałyście się uczyć, żeby ją w ogóle zdać? Nie mówię o jakimś super wysokim wyniku, ale żeby w ogóle zaliczyć minimum?

            W moim przypadku jedynie historia (wybrany przedmiot) wymagała pewnego pochylenia się nad książkami. Borejkówny były oczytane, nie miały większych problemów z nauką (ok, Gaba miała przejściowe problemy z fizyką, ale zaskakująco szybko z nich wyszła). Rozumiem wychowawczy aspekt książki, ale tak naprawdę w prawdziwym życiu Patrycja miałaby duże szanse, żeby jednak zdać tę maturę ;)
            • fornitta69 Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 10:02
              emae napisała:

              . Rozumiem wychowawczy aspekt książki, ale tak naprawdę w prawdziwy
              > m życiu Patrycja miałaby duże szanse, żeby jednak zdać tę maturę ;)
              Pani MM sama zdala z matmy tylko dzieki wstawiennictwu zyczliwego i madrego nauczyciela. Pulpa zdawala w innych czasach niz MM- ale wciaz nie byly to czasy nowej matury i "pokoloruj drwala". Z matmy jak sobie czlowiek narobi zaleglosci to moze faktycznie potem cienko piszczec. (Pisze z perspektywy osoby,ktora zawsze byla slaba z tego przedmiotu- Pulpa tez chyba za mocna nie byla...). I jeszcze to,ze z nerwow kazdy moze zglupiec ;)
            • klymenystra Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 10:30
              Ja już kiedyś o tym wspomniałam - nie wierzę w niezdaną maturę z polskiego. Błędy ortograficzne i rzeczowe??? U tak oczytanej osoby? Przecież na starej maturze się pisało, o czym się chciało, ja z lektur obowiązkowych wspomniałam jedynie Kafkę, reszta to był esej o Carpentierze, Calvino, Vianie... Co nawiązuje do Twojego pytania - nie, nie uczyłam się do matury, bo bazowałam na książkach, które znałam i kochałam. Z francuskiego byłam olimpijką, więc miałam automatycznie celujący, troszkę się uczyłam na angielski. W trakcie matur przygotowywałam się na egzaminów wstępnych na studia (rozbiór zdań na poziomie uniwerysteckim :D), matura była przyjemna i łatwa. A nie jestem z rodziny filologów klasycznych! (dobra, mama jest filologiem, ale polskim)
              • fornitta69 Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 10:58
                klymenystra napisała:

                > Ja już kiedyś o tym wspomniałam - nie wierzę w niezdaną maturę z polskiego. Błę
                > dy ortograficzne i rzeczowe??? U tak oczytanej osoby?
                Ja tez ;) W matme wierze bez zastrzezen- oblanie polskiego naciagane. A ona oblala tez polski naprawde? :-O
                • potworia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 12:17
                  Nie. Słabo, ale zdała. Oblała ustną matmę, uciekając z sali.
        • vi_san Re: O 'Pulpecji" 28.05.17, 22:48
          Nie ma "Kciuk w górę"? :(
        • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 09:42
          kgxspace napisał(a):

          > (Tak w ogóle, mam swoje przemyślenia na temat przyjaźni w Jeżycjadzie i o ile s
          > ię nie mylę, to właśnie tutaj zaczęło się to, co w Neo jest już normą: facet/mi
          > łość jest ważniejszy od przyjaźni i przyjaciół.

          No, ale czy w życiu jest inaczej? W którymś momencie pojawia się ten jedyny i choćby się nie chciało, przyjaźń schodzi na drugi plan. Z facetem układasz sobie życie, z przyjaciółką co najwyżej spotkasz się od czasu do czasu, kiedy obie znajdziecie wolną chwilę.
          Cesia już w "Kwiecie kalafiora" ukazana jest jako osoba, która nie widzi świata poza Jurkiem.
          >
          > Niezdana matura? - Nie będę tego nawet komentować. Jak mi ktoś napisze, że pier
          > wsza miłość/zakochanie to dobry powód do tego, żeby zawalić tak ważny egzamin,
          > zabiję go śmiechem.

          Nie wiem, ja tam ze złamanym sercem podchodziłam do egzaminu dwa dni po rozstaniu, po dwóch nieprzespanych nocach i go zdałam. Później z jeszcze gorzej złamanym sercem współorganizowałam konferencję naukową.

          > Mija tydzień, zamiast gonić tego lenia śmierdzącego do nauki, to Patrycja leży sobie w łóżeczku do 10, a potem jedzie nad jezioro. Żeby dostać nagrodę pocieszenia ;)

          Po co ktoś ją ma zaganiać do nauki w maju, kiedy szansę na poprawę będzie miała dopiero we wrześniu? Ja też bym dała jej czas, żeby ochłonęła. Gonić do nauki, jeśli w ogóle, trzeba było wcześniej.
          I wcale nie jest tak, że wszyscy głaszczą ją po główce i są mili. Ignacy reaguje dość nieprzyjemnie, Ida jest złośliwa i niemiła.

          > Błagam was. Żeby to, co przeżyła Patrycja nazwać mocnymi kopniakami, to trzeba mieć tyłek z masła.

          Hm, no raczej nie mam ;) Wiadomo, że np. Aurelia miała trudniej w życiu, ale te kilka miesięcy z życia Patrycji to też bajka nie była.
      • zla.m Re: O 'Pulpecji" 29.05.17, 14:28
        Postanowiłam zrobić coś szalonego i przeczytać książkę, o której się wypowiadam. ;-) Wróciłam do Pulpecji i - panie oraz panowie, oto relacja z czytania :) Już 25 grudnia słodka Pati zrywa się z wesela Idy, spotyka Baltonę, on ją całuje i dostaje w ryj oraz:
        "A Patrycja została sama w ciemnym dole, usta ją paliły i paliły też policzki. By-ło jej wstyd. A jednocześnie musiała się powstrzymywać całą siłą woli, by nie gonić uciekającego Baltony. Czuła się tak, jakby on, biegnący, ciągnął za sobą linkę, omo-taną wokół niej drugim końcem. Im dalej biegł, tym mocniej się ta linka napinała. Okropne!
        (...)
        Lecz ona, Patrycja, nie zaliczała się do tego grona [wielbicielek Baltony], nimb artysty przeklętego nie kusił jej w najmniejszym stopniu, a jeśli chodzi o to, co czuła w tej chwili, to - hm - to za-pewne minie. I już."

        Więc już tego dnia Patrycja WIE, że coś czuje co niego i nie jest to wyłącznie niechęć.
        A następnie rozmawia - wciąż tego samego wieczoru! - z Romą i:
        "- Masz wobec niego jakieś plany? - spytała Roma niedbale, bardzo niedbale, z wystudiowanym wyrazem obojętności na twarzy zdobnej w mocny makijaż (brwi i oczy), lennonki oraz kilka pryszczyków.
        - Ja?! - ależ skąd!
        - Naprawdę?...
        - Naprawdę - odparła Patrycja szczerze i wesoło, - Facet nie jest w moim typie, Romciu. W ogóle nikt nie jest w moim typie. Ale on to już chyba najbardziej."

        Więc deklaruje przyjaciółce "wolne pole" (nieważne, czy Baltona Romę chciał czy nie ani czy uczucie Romy było głębokie czy przelotne). A już 5 dni później: "Nie bardzo chciało się jej witać Nowy Rok właśnie z Romą.
        Jakoś dziwnie się między nimi zrobiło po tej ostatniej rozmowie na temat Baltony. "

        Na fatalnym sylwestrze jest fatalnie, ale! Baltona całuję na nim Romę w usta, a potem tenże Baltona czeka na Patrycję na klatce schodowej - i ona niby mu dogryza i czeka na okazję do przygadania, ale też czeka na kolejny pocałunek. I nie ma cienia myśli o Romce.
        Przyjaciółka pojawia się na orbicie Patrycji dopiero po powrocie do szkoły po wolnym (zadziwiające, biorąc pod uwagę jak blisko mieszkały!):
        "Przygnębiająca była też Roma. Niby wszystko wyglądało jak zawsze, ale nieuchwytna nieszczerość, trująca mgiełka niedomówień, unosiła się pomiędzy nimi i uniemożli-wiała powrót do poprzednich stosunków, opartych na miłej [oczywista] swobodzie."

        Potem jest scena z Wojtkiem, tutaj dodam tylko, że na zdjęciach Romy widać "głównie Baltonę: leżącego na podłodze, grającego na organkach, oblizującego się nad miseczka ryżu i gapiącego się ukradkiem na nogi Patrycji." - i tu mnie dziwi, jak na zdjęciu danej osoby można zobaczyć na co ona patrzy?

        Oraz - akcent humorystyczny, jak mniemam - Patrycja martwi się, że ich przyjaźń z Romą jest wystawiona na szwank, a następnie: "Jedyną myślą, jaka ją pocieszała w tym ponurym momencie, była myśl o obiedzie. Coś jej mówiło, że dziś na obiad będzie żurek." No tak, są rzeczy ważne i ważniejsze.

        Na dziś tyle ;-)
        • ssssen Re: O 'Pulpecji" 29.05.17, 15:54
          " i tu mnie dziwi, jak na zdjęciu danej osoby można zobaczyć na co ona patrzy?" - nie rozumiem dlaczego uważasz to za niemożliwe. Wystarczy że patrzący i obiekt oglądany są w tym samym kadrze.
          • zla.m Re: O 'Pulpecji" 29.05.17, 21:12
            Jakbym robila zdjęcia faceta, który mi się podoba, to bym raczej nie ujęła w tym samym kadrze nóg na które on "gapi się ukradkiem" (pomijam już jakość tego ukradka ;-) )
            • vi_san Re: O 'Pulpecji" 29.05.17, 21:37
              A może to miało być takie "dopełnienie": brzydka pryszczata, w lennonkach i nawet zdjęć nie umie wykadrować...?
            • ciotka_scholastyka Re: O 'Pulpecji" 29.05.17, 22:34
              zla.m napisała:

              > Jakbym robila zdjęcia faceta, który mi się podoba, to bym raczej nie ujęła w ty
              > m samym kadrze nóg na które on "gapi się ukradkiem"

              Przy dużej liczbie zdjęć statystycznie rzecz biorąc, jest to najzupełniej możliwe. Zresztą, wystarczyło, że złapała to na jednym.
        • ssssen Re: O 'Pulpecji" 29.05.17, 15:56
          i.wpimg.pl/O/470x250/i.wp.pl/a/f/jpeg/25354/470_gapiszsasjaja.jpeg - tu np. facet gapi się na coś innego - ale czy tak trudno wyobrazić sobie że podobnie można sfotografować kogoś patrzącego na cudze nogi?
        • fornitta69 Re: O 'Pulpecji 29.05.17, 16:08
          zla.m napisała:

          > Więc już tego dnia Patrycja WIE, że coś czuje co niego i nie jest to wyłącznie
          > niechęć.
          A wg mnie wcale nie wie,tylko czuje. I bardzo nie chce sie do tego sama przed soba przyznac.
          > A następnie rozmawia - wciąż tego samego wieczoru! - z Romą i:
          > "- Masz wobec niego jakieś plany? - spytała Roma niedbale, bardzo niedbale, z w
          > ystudiowanym wyrazem obojętności na twarzy zdobnej w mocny makijaż (brwi i oczy
          > ), lennonki oraz kilka pryszczyków.
          > - Ja?! - ależ skąd!
          > - Naprawdę?...
          > - Naprawdę - odparła Patrycja szczerze i wesoło, - Facet nie jest w moim typie,
          > Romciu. W ogóle nikt nie jest w moim typie. Ale on to już chyba najbardziej."
          >
          > Więc deklaruje przyjaciółce "wolne pole"
          W tamtym momencie Roma chyba tez wypowiada sie o Baltonie niepochlebnie- wiec mozna by uznac,ze tez "deklaruje wolne pole". Obie robia dokladnie to samo.
          >i tu mnie dziwi,
          > jak na zdjęciu danej osoby można zobaczyć na co ona patrzy?
          Mozna. Wiele takich zdjec rodzinnych mam :)
          > Oraz - akcent humorystyczny, jak mniemam - Patrycja martwi się, że ich przyjaźń
          > z Romą jest wystawiona na szwank, a następnie: "Jedyną myślą, jaka ją pociesza
          > ła w tym ponurym momencie, była myśl o obiedzie. Coś jej mówiło, że dziś na obi
          > ad będzie żurek." No tak, są rzeczy ważne i ważniejsze.
          "Wazne i wazniejsze"? Czyli jak wroce przybita od kolezanki chorej na raka i zrobie sobie na pocieszenie budyn to oznacza,ze budyn jest dla mnie wazniejszy od choroby kolezanki? Niet.
          • zla.m Re: O 'Pulpecji 29.05.17, 22:15
            fornitta69 napisała:

            > zla.m napisała:
            >
            > > Więc już tego dnia Patrycja WIE, że coś czuje co niego i nie jest to wyłą
            > cznie
            > > niechęć.
            > A wg mnie wcale nie wie,tylko czuje. I bardzo nie chce sie do tego sama przed s
            > oba przyznac.

            O jak rany! Masz cytat,, w którym Patrycja o swoich uczuciach, jak najbardziej, ale jednak myśli. W ramach obrony jej dobrego imienia zaraz zostanie wykreowana na kretynkę. Albo osobę z alksytymią.

            > "Wazne i wazniejsze"? Czyli jak wroce przybita od kolezanki chorej na raka i zr
            > obie sobie na pocieszenie budyn to oznacza,ze budyn jest dla mnie wazniejszy od
            > choroby kolezanki? Niet.

            Dla mnie to nie są równoważne sytuacje. Chorej koleżance raczej nie mogę pomóc, więc zostaje tylko szukanie pociechy. Problem z Patrycją nie polega na tym, że pociesza się obiadem. Ona po prostu zapomina o Romie, a rozważania o tym, jakiż to był pyszny żurek zajmują w nastepnym akapicie tyleż miejsca (albo i więcej), co martwienie się przyjaźnią.

            I jeszcze a propos "Roma też mogła... Roma tez nie jest bez winy, bo..." itp. Po pierwsze, skupiam się na Pulpecji - dla czystości tematu. Po drugie - to nie Romę w pierwszej scenie spotykamy jak przygląda się sobie w lustrze i myśli: "Duża uroda swieżość i czar oraz zdrowie fizyczne i moralne" Więc teraz czytelnik ma prawo tej moralnej pannie powiedzieć "Sprawdzam!"
            • fornitta69 Re: O 'Pulpecji 29.05.17, 23:36
              zla.m napisała:


              > O jak rany! Masz cytat,, w którym Patrycja o swoich uczuciach, jak najbardziej,
              > ale jednak myśli. W ramach obrony jej dobrego imienia zaraz zostanie wykreowan
              > a na kretynkę. Albo osobę z alksytymią.
              > O jak rany ;) Dla mnie to tam jest opisany pociag,ktoremu Pulpa nie zamierza ulegac. Ona moze jeszcze wtedy nie kocha,a juz na pewno nie wie,ze kocha.
              >
              > I jeszcze a propos "Roma też mogła... Roma tez nie jest bez winy, bo..." itp. P
              To ja chetnie zamieszam. Skad wlasciwie wiemy,kiedy Roma sobie zdaje sprawe,ze kocha Baltone. Moze jak Pulpa dlugo oszukuje sama siebie? Wszyscy inni to widza a ona sobie wmawia,ze go traktuje rozrywkowo,tak jak on ja i inne dziewczyny. A moze wiecej jest w niej zazdrosci o Patrycje niz uczucia do Baltony? Moim zdaniem to wszystko jest swietnie niedopowiedziane.
              I nie,nie da sie tego rozpatrywac "tylko od strony Patrycji"- bo to jest skomplikowana sprawa miedzy nia a Roma- i "winy" jednej rozgrzeszaja "winy" drugiej...
            • fornitta69 Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 01:01
              zla.m
              > Problem z Patrycją nie polega na tym, że
              > pociesza się obiadem. Ona po prostu zapomina o Romie, a rozważania o tym, jaki
              > ż to był pyszny żurek zajmują w nastepnym akapicie tyleż miejsca (albo i więcej
              > ), co martwienie się przyjaźnią.
              >
              Pulpa odsuwa zmartwienie na bok. Juz w dziecinstwie tak miala. Jest taki fajny opis w KK (nie zacytuje dokladnie,bo nie ma ksiazki),ze jak dla niej krecik z bajki moglby zostac pokrojony i zamarynowany a ona przejelaby to z lekkim smuteczkiem,po czym zwrocila sie ku jasniejszym stronom zycia ;)
              Odsuwa zmartwienie, to cos w stylu: "pomysle o tym jutro". Czy jest w tym cos zlego? Czy to jest,cytujac Twoje slowa "problem z Patrycja"?? Jezeli sie nie dreczy i nie zmartwia fochami Romy to znaczy,ze jest wredna? Pulpa nie jest nadmiernie wrazliwa,jest przeciwienstwem nadwrazliwej Nutrii- taki ma charakter po prostu. Wg mnie nie jest to wcale charakter parszywy :P
              • pi.asia Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 09:34
                Zdrowie moralne Patrycji w pigułce:

                1. Patrycja nie kradnie, ale przyjmuje prezent, o którym wie, że został ukradziony
                2. Pomiata ludźmi, zwłaszcza tymi, którzy ją adorują ("otacza mnie liczne grono zalotników, których zamierzam kolejno przeszywać włócznią")
                3. Potencjalnym adoratorom nie daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowana, przeciwnie, pozwala się wielbić - inaczej mówiąc - rozkochuje ich w sobie.
                4. Gdy dostaje od Jacka piękną, zabytkową popielniczkę, nawet za nią nie dziękuje
                5. Otrzymanego w prezencie kaktusa od razu postanawia dać siostrzenicy i mówi o tym darczyńcy.

                Żadnych dylematów, żadnych wątpliwości, żadnego cienia refleksji, czy to co robi , jest moralne, uczciwe, lub po prostu grzeczne.
                Skoro powiedziała sobie, że jest w niej zdrowie moralne, to automatycznie każdy jej uczynek jest moralny? Roma locuta, causa finita? O przepraszam, Patrycja locuta, causa finita.
                • emae Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 10:27
                  pi.asia napisała:

                  > Zdrowie moralne Patrycji w pigułce:
                  >
                  > 1. Patrycja nie kradnie, ale przyjmuje prezent, o którym wie, że został ukradzi
                  > ony

                  To samo robi Vianne Rocher w "Czekoladzie" i jest to w jej wykonaniu bardzo piękny gest ;) Ale ok, rację masz.

                  > 3. Potencjalnym adoratorom nie daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowana,
                  > przeciwnie, pozwala się wielbić - inaczej mówiąc - rozkochuje ich w sobie.

                  A tu właśnie nie do końca się zgodzę. Pamiętam m.in. scenę, w której Marcelek mówi, że chciałby ją pocałować, a ona jednoznacznie informuje go, że nie jest zainteresowana i mówi mu, żeby zachował to swoje kłębowisko uczuć dla kogoś innego.

                  Patrycja nie robi słodkich oczu do facetów, nie wymienia z nimi buziaków, nie okazuje czułości przeważnie jest oschła i stanowczo, gdy ktoś przekracza jej granice. Jedyne co robi, to od czasu do czasu pójdzie gdzieś z którymś.
              • zla.m Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 10:56
                Hello, nie napisałam że jej charakter jest parszywy ani że jest wredna. Nie ustawiaj sobie chochoła, bo ja się tak nie będę bawić.

                Może (nie wiemy tego, bo nam autorka nie pokazała), gdyby chodziło o kogoś na kim Pati naprawdę zależy, to byłaby tym kimś przejęta bardziej niż żurkiem. Ale jej na Romce nie zależy tak naprawdę, to taka przyjaźń "z przypadku", spowodowana sprzyjającymi okolicznościami (sąsiedztwo, klasa, rodzice się lubią), a nie "wspólnotą dusz". I tak jak napisałam niżej Emce - tak, Roma pewnie ma w tym swój udział. Ale omawianie Romy mnie nie bawi, a Patrysi -tak. Nie dlatego, że Patrycja jest zła czy "parszywa" (twoje słowa, nie moje!), ale właśnie dlatego, że jest tak bardzo różnie widziana przez różne osoby. Więc czytam jeszcze raz, mając w głowie głosy "na nie" i "na tak", i zastanawiam się, czy zmieni się moje postrzeganie bohaterki.
                • fornitta69 Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 11:05
                  zla.m napisała:

                  > Hello, nie napisałam że jej charakter jest parszywy ani że jest wredna. Nie ust
                  > awiaj sobie chochoła, bo ja się tak nie będę bawić.
                  Visan tak napisala- przepraszam,pomylilam osoby biorace udzial w dyskusji (notorycznie to robie:/) i myslalam,ze to bylas Ty.
                  > Może (nie wiemy tego, bo nam autorka nie pokazała), gdyby chodziło o kogoś na k
                  > im Pati naprawdę zależy, to byłaby tym kimś przejęta bardziej niż żurkiem. Ale
                  > jej na Romce nie zależy tak naprawdę, to taka przyjaźń "z przypadku", spowodowa
                  > na sprzyjającymi okolicznościami (sąsiedztwo, klasa, rodzice się lubią), a nie
                  > "wspólnotą dusz". I tak jak napisałam niżej Emce - tak, Roma pewnie ma w tym sw
                  > ój udział. Ale omawianie Romy mnie nie bawi, a Patrysi -tak.
                  A da sie omawiac Patrysie jako przyjaciolke,nie omawiajac jaka przyjaciolka byla dla niej Roma? Da sie rozpatrywac np jaka zona byla Mila, nie biorąc pod uwage jakim mezem byl Ignac? Moim zdaniem- nie. Bo to jest powiazane.
                  • zla.m Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 12:28
                    fornitta69 napisała:

                    > A da sie omawiac Patrysie jako przyjaciolke,nie omawiajac jaka przyjaciolka byl
                    > a dla niej Roma? Da sie rozpatrywac np jaka zona byla Mila, nie biorąc pod uwag
                    > e jakim mezem byl Ignac? Moim zdaniem- nie. Bo to jest powiazane.

                    A moim zdaniem się da. Są rzeczy, które są zawsze tym samym:
                    - Czy Mila była w porządku ukrywając przez mężem "drugie życie" jako dramaturg i wysokie dochody podczas, gdy rodzina cienko przędła?
                    Moim zdaniem odpowiedź jest zawsze jedna, niezależnie od tego, jaki był Ignacy albo gdyby na jego miejscu był Zbysław.

                    - Czy pan X miał prawo pobić panią X?
                    Odpowiedź jest jedna, niezależnie od tego, co pani X zrobiła i kim była.

                    - Czy to ładnie mówić przyjaciółce, że się nie jest zainteresowaną chłopakiem i wypatrywać go na każdym rogu?
                    I znowu - dla mnie odpowiedź jest jedna, niezależnie od tego, czy przyjaciółka to Roma czy ktoś inny. Z nieładnie postępującą przyjaciółką można pogadać, pokłócić się, zakończyć przyjaźń. Kłamstwo zostaje kłamstwem.
                    • fornitta69 Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 13:52
                      zla.m napisała:

                      > - Czy Mila była w porządku ukrywając przez mężem "drugie życie" jako dramaturg
                      > i wysokie dochody podczas, gdy rodzina cienko przędła?
                      > Moim zdaniem odpowiedź jest zawsze jedna, niezależnie od tego, jaki był Ignacy
                      > albo gdyby na jego miejscu był Zbysław.
                      To jeszcze OT o Mili. Moim zdaniem, zupelnie czym innym jest ukrywanie kariery dramaturga (he,he) przed przemadrzalym i niegospodarnym mezem a czym innym przed madrym,wspierajacym i gospodarnym. Moze Ignac by zechcial zone pouczać jak ma pisac,lub przepuszczalby jej zarobki na ksiazki? Wiec upieram sie,ze zwyczajnie nie da sie ocenic takich rzeczy (milosci,przyjazni) patrzac tylko na jedna strone ukladu. Nigdy.
                    • emae Re: O 'Pulpecji 30.05.17, 14:02
                      zla.m napisała:
                      >
                      > - Czy to ładnie mówić przyjaciółce, że się nie jest zainteresowaną chłopakiem i
                      > wypatrywać go na każdym rogu?
                      > I znowu - dla mnie odpowiedź jest jedna, niezależnie od tego, czy przyjaciółka
                      > to Roma czy ktoś inny. Z nieładnie postępującą przyjaciółką można pogadać, pokł
                      > ócić się, zakończyć przyjaźń. Kłamstwo zostaje kłamstwem.
                      >

                      Akurat w tej formie, tak jak to napisałaś, to moim zdaniem od przyjaciółki zależy bardzo dużo.
                      Jeśli przyjaciółka nie byłaby zainteresowana Baltoną, to udawanie, że nie jest się zainteresowaną nim nie byłoby dla niej żadną krzywdą.

                      Ok, ja rozumiem, czego Wy oczekiwałybyście od Patrycji. Że się stuprocentowo otworzy przed Romą, powie coś w stylu "słuchaj, Romcia, on mi się nigdy nie podobał i nie chcę z nim być, ale jak mnie pocałował, to aż mi nogi zmiękły i w sumie to już sama nie wiem, co do niego czuję".

                      Tylko że to jest zupełnie nie w stylu Patrycji. Ona nie jest taka wrażliwa. Nie otwiera się do tego stopnia przed nikim. Mam wrażenie, że nawet przed samą sobą. Do uczucia do Baltony nie chce się przyznać jeszcze bardzo długo i wcale to nie jest kwestia wyłącznie Romy. Pamiętacie rozmowę Patrycji z Gabą? "Patrz, czy on jest odpowiedzialny", czy jakoś tak powiedziała Gaba. A Patrycja na to: "kto?". I potem stwierdza sama do siebie, że Gaba nie jest dobra w dawaniu rad. Nawet wtedy Patrycja broni się jeszcze przed uczuciem do Baltony.
                      • przymrozki Re: O 'Pulpecji 31.05.17, 12:24
                        Emae napisała: "Tylko że to jest zupełnie nie w stylu Patrycji. Ona nie jest taka wrażliwa. Nie otwiera się do tego stopnia przed nikim. Mam wrażenie, że nawet przed samą sobą". To raz.

                        A dwa, że może też inaczej patrzymy na stopień zażyłości pomiędzy Patrycją i Romą. Ja akurat, ze względów od siebie niezależnych, czytanie Jeżycjady mogłam rozpocząć dopiero na etapie, w którym "Pulpecja" od lat nie była nowością wydawniczą. "Pulpecję" przeczytałam jednym ciągiem po "Brulionie Bebe B.". Z "Brulionu" wiemy zaś, że Kowalikowie wraz z przychówkiem drugą połowę lat '80 spędzali za granicą, gdzie pan doktor sprzedawał pracę rąk swych złotych za twardą walutę. Założyłam też (choć nie jest to wprost napisane), że akcja "Pulpecji" dzieje się jakoś stosunkowo niedługo po powrocie Romy - stąd też romiane utyskiwania na luksusowe sprzęty nabywane przez rodziców w ramach składania hołdów obmierzłemu bożkowi konsumpcjonizmu (twarda waluta tłumaczy, skąd środki na prestiżowe samochody). Jest rzeczą wysoce nieprawdopodobną, żeby Patrycja i Roma utrzymywały stały kontakt podczas nieobecności tej drugiej - internetu nie było, połączenia telefoniczne kosztowały jak złoto, a listy szły tygodniami (w latach '80 może nawet miesiącami jak listy Pyziaka do Gabrieli). Innymi słowy, Patrycja i Roma nie miały za sobą kilkunastu lat ciągłej obecności i bliskości.
                        • bupu Re: O 'Pulpecji 31.05.17, 12:39
                          przymrozki napisała:

                          > Emae napisała: "Tylko że to jest zupełnie nie w stylu Patrycji. Ona nie jest ta
                          > ka wrażliwa. Nie otwiera się do tego stopnia przed nikim. Mam wrażenie, że nawe
                          > t przed samą sobą". To raz.
                          >
                          > A dwa, że może też inaczej patrzymy na stopień zażyłości pomiędzy Patrycją i Ro
                          > mą. Ja akurat, ze względów od siebie niezależnych, czytanie Jeżycjady mogłam ro
                          > zpocząć dopiero na etapie, w którym "Pulpecja" od lat nie była nowością wydawni
                          > czą. "Pulpecję" przeczytałam jednym ciągiem po "Brulionie Bebe B.". Z "Brulionu
                          > " wiemy zaś, że Kowalikowie wraz z przychówkiem drugą połowę lat '80 spędzali z
                          > a granicą, gdzie pan doktor sprzedawał pracę rąk swych złotych za twardą walutę
                          > . Założyłam też (choć nie jest to wprost napisane), że akcja "Pulpecji" dzieje
                          > się jakoś stosunkowo niedługo po powrocie Romy - stąd też romiane utyskiwania n
                          > a luksusowe sprzęty nabywane przez rodziców w ramach składania hołdów obmierzłe
                          > mu bożkowi konsumpcjonizmu (twarda waluta tłumaczy, skąd środki na prestiżowe s
                          > amochody). Jest rzeczą wysoce nieprawdopodobną, żeby Patrycja i Roma utrzymywał
                          > y stały kontakt podczas nieobecności tej drugiej - internetu nie było, połączen
                          > ia telefoniczne kosztowały jak złoto, a listy szły tygodniami (w latach '80 moż
                          > e nawet miesiącami jak listy Pyziaka do Gabrieli). Innymi słowy, Patrycja i Rom
                          > a nie miały za sobą kilkunastu lat ciągłej obecności i bliskości.

                          Listy Janusza szły tak długo, bo z Australii do Polski jest ciut daleko, więc jeśli przemieszczały się drogą morską, a nie pocztą lotniczą, to trochę to trwało. Lata 80 nie miały tu nic do rzeczy.
                          Kowalikowie wyjechali do Tunezji, z której listy docierają do Polski jednak trochę szybciej niż z Australii. Ponadto jakoś nie wydaje mnie się, że Mamercięta wyjechały do tej Tunezji na dłużej, gdzieś bowiem musiały chodzić do szkoły. Nie do arabskiej przecież...?
                          • przymrozki Re: O 'Pulpecji 31.05.17, 13:11
                            Tunezja też nie jest wszak za miedzą. Myślę, że i dzisiaj tydzień czekania na zwykły list z Afryki nie byłby jakimś szczególnym zaskoczeniem dla adresata (przy odrobinie pecha tyle może iść pocztówka z Polski). Mamerciątka były z rodzicami na pewno. Oczywiście, głównie po to, żeby oczyścić dom Kowalików z mieszkańców i uzasadnić smutną tułaczkę Anieli. W końcu gdyby Tosia (lub któreś z dziadków) zostały w Poznaniu z dziećmi, Aniela nie musiałaby wykrzywiać obcasów w pantoflach Józefiny i nie uruchomiłaby ciągu wydarzeń składających się na akcję "Brulionu".

                            A szkoła za granicą nigdy nie była problemem - są międzynarodowe szkoły dla dzieci obcokrajowców, są polskie szkolne punkty konsultacyjne przy ambasadzie (prowadzą uzupełniający kurs - głównie języka i historii). Roma mogła wrócić do Polski i podjąć naukę jak gdyby nigdy nic bez większych zaległości. Z egzotyczniejszych rejonów świata zdarza się uczniom wracać.
                          • gat45 Re: O 'Pulpecji 31.05.17, 13:28
                            bupu napisała:

                            > Listy Janusza szły tak długo, bo z Australii do Polski jest ciut daleko, więc j
                            > eśli przemieszczały się drogą morską, a nie pocztą lotniczą, to trochę to trwał
                            > o. Lata 80 nie miały tu nic do rzeczy.
                            > Kowalikowie wyjechali do Tunezji, z której listy docierają do Polski jednak tro
                            > chę szybciej niż z Australii. Ponadto jakoś nie wydaje mnie się, że Mamercięta
                            > wyjechały do tej Tunezji na dłużej, gdzieś bowiem musiały chodzić do szkoły. Ni
                            > e do arabskiej przecież...?
                            >
                            >
                            W owych czasach przebieg listów nie zależał ani od odległości między punktem nadania i punktem przeznaczenia, ani od opłaconego środka transportu. W każdym razie nie wyłącznie. List z Polski do Francji potrafił iść od 3 dni do miesiąca, a właściwie powinnam powiedzieć - do nieskończoności, bo zdarzało się, że nie dochodziły wcale. I nie mówię tu o korespondencji znanych dysydentów itp, dotyczyło to korespondencji zagranicznej w ogóle.
                            A Mamercięta mogły jak najbardziej przebywać z rodzicami w Tunezji i przyjeżdżać co roku na egzaminy, które organizował MEN dla takich właśnie przypadków. Dzieciaki uczyły się wtedy albo w domu, albo coś tam im organizowała ambasada, na ogół równolegle z chodzeniem do miejscowej szkoły (w Tunisie "chodziło się" do prestiżowego liceum francuskiego). Przejście z jednej klasy do drugiej w polskim systemie zapewniał, jak mówiłam, egzamin złożony przed polską komisją nauczania zaocznego - w Warszawie na Klonowej, albo (dla praktycznie całego Maghrebu) - w Paryżu, gdzie istniała oficjalna szkoła polska.
          • ciotka_scholastyka Re: O 'Pulpecji 29.05.17, 22:36
            > A wg mnie wcale nie wie,tylko czuje. I bardzo nie chce sie do tego sama przed soba przyznac.

            No pewnie! Nagle coś takiego się zrobiło, coś nowego, ona jeszcze sama nie wie, co. Ona NIE WIE, że coś czuje, tylko czuje, że coś się dzieje.

            (Kolejna zmasowana fala ognia o fałszywej, z loczkami, bezmyślnej, wrednej za 3... 2... 1...)
        • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 10:15
          zla.m napisała:

          > Postanowiłam zrobić coś szalonego i przeczytać książkę, o której się wypowiadam ;-)

          Jeśli to przytyk, to celny - już niedługo minie 5 lat, odkąd nie mieszkam pod jednym dachem z Pulpecją i resztą. Odwołuję się do mojej pamięci i do wrażeń, które pamiętam. Nigdy nie czułam, czytając tę książkę, że Patrycja była nieuczciwa wobec Romy. Jako osoba, która czytała po wielokroć całą serię, czuję się mimo wszystko pełnoprawnym uczestnikiem dyskusji.

          > "A Patrycja została sama w ciemnym dole, usta ją paliły i paliły też policzki.
          > By-ło jej wstyd. A jednocześnie musiała się powstrzymywać całą siłą woli, by ni
          > e gonić uciekającego Baltony. Czuła się tak, jakby on, biegnący, ciągnął za sob
          > ą linkę, omo-taną wokół niej drugim końcem. Im dalej biegł, tym mocniej się ta
          > linka napinała. Okropne!
          > (...)
          > Lecz ona, Patrycja, nie zaliczała się do tego grona [wielbicielek Baltony], nim
          > b artysty przeklętego nie kusił jej w najmniejszym stopniu, a jeśli chodzi o to
          > , co czuła w tej chwili, to - hm - to za-pewne minie. I już."
          >
          > Więc już tego dnia Patrycja WIE, że coś czuje co niego i nie jest to wyłącznie
          > niechęć.

          Widzisz, a dla mnie dokładnie ten sam fragment jest potwierdzeniem na to, że Patrycja nie wie, co do niego czuje. Coś tam poczuła, bo ją pocałował, może dobrze całował ;) Sama siebie przekonuje, że to wrażenie na pewno minie. Bo przecież ona nie jest nim zainteresowana. Nigdy dotąd nie była.

          > A następnie rozmawia - wciąż tego samego wieczoru! - z Romą i:
          > "- Masz wobec niego jakieś plany? - spytała Roma niedbale, bardzo niedbale, z w
          > ystudiowanym wyrazem obojętności na twarzy zdobnej w mocny makijaż (brwi i oczy
          > ), lennonki oraz kilka pryszczyków.
          > - Ja?! - ależ skąd!
          > - Naprawdę?...
          > - Naprawdę - odparła Patrycja szczerze i wesoło, - Facet nie jest w moim typie,
          > Romciu. W ogóle nikt nie jest w moim typie. Ale on to już chyba najbardziej."
          >

          I znów - dlaczego ten fragment ma dowodzić nieszczerości Patrycji? Nawet jeśli poczuła się omotana niewidzialną (złotą?) nicią, to jak powinna brzmieć odpowiedź udzielona Romie? "Mam wobec niego jakieś plany"? "Za pół roku przyjmę jego oświadczyny"? Facet raz ją pocałował, zresztą nie ją pierwszą i nie ją ostatnią, ona nie ma wobec niego żadnych planów.

          Mówi, że Baltona nie jest w jej typie - bo nie jest. Chudy, kościsty, niespecjalnie przystojny, Patrycji bardzo nie podoba się jego dziwny kolor włosów, nimb artysty przeklętego nie robi na niej wrażenia.
          Jeśli ktoś miałby być w typie Patrycji, to byłby to jej szwagier Marek - przystojny, męski, szarmancki, dobrze zbudowany (choć niski). Baltona jest zupełnie inny.

          Zauważcie, że identycznie jak Patrycja zachowuje się Róża w "Imieninach". Fryderyk Schoppe nie opuszcza jej myśli, ale są to myśli pełne irytacji, niechętne, piętnujące wady Fryderyka. Na sugestię Lucka, że "pewnie wszystkie się w nim kochacie", Róża obrusza się, że skąd. Mówi szczerze, za to Lucek diagnozuje ją bardzo trafnie.
          • zla.m Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 10:50
            ad przytyk
            Absolutnie nie, do nikogo :) Po prostu tez się wyżej wypowiadałam "z pamięci", dlatego postanowiłam książkę odświeżyć. I tak sobie zażartowałam, raczej z ogólnego trendu w dyskusjach w necie niż konkretnie z tego forum, a już na pewno nie z nikogo personalnie.

            ad Pulpecja
            Staram się nie czytać "z tezą". Aczkolwiek dla mnie wszechzadowolona z siebie Patrycja jest wkurzająca, bardziej niż samozadowolenie z wyglądu przeszkadza mi jej zadowolenie z siebie "jako człowieka" - i może dlatego jednak wyszukuje te kawałki, które pokazują, że nie ma do tego takich znowu wielkich podstaw. Ale staram się czytać tekst, nie przycinam go, żeby Pulpę oskarżyć czy pokazać w złym świetle. Natomiast DLA MNIE jest zadziwiające to przekonanie, że dorosła kobieta (przecież ona ma prawa wyborcze!) nie umie ocenić swoich uczuć do tego stopnia. Między uczennicą zaczynającą liceum, a będącą tuż przed maturą jest ogromna różnica pod względem dojrzałości, samoświadomości, umiejętności oceny i własnych uczuć, i siebie. I co ma sens przy Róży na początku pierwszej klasy, nie ma sensu przy zdającej maturę Patrycji - tak, jak pamiętam i siebie, i tabuny koleżanek z tych czasów.

            Jej relacja z Romą - do bardziej do fornitty - jest trudna, Roma tej przyjaźni też nie pomaga, to prawda. Ale Roma jest już na początku książki skreślona: dziwna, chuda, z pryszczykami, za mocno wymalowana. Co mam ją kopać, narrator sobie radzi.
            • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:19
              zla.m napisała:

              > Natomiast DLA MNIE jest zadziwiające to przekonanie, że dorosła kobi
              > eta (przecież ona ma prawa wyborcze!) nie umie ocenić swoich uczuć do tego stop
              > nia. Między uczennicą zaczynającą liceum, a będącą tuż przed maturą jest ogromn
              > a różnica pod względem dojrzałości, samoświadomości, umiejętności oceny i własn
              > ych uczuć, i siebie. I co ma sens przy Róży na początku pierwszej klasy, nie ma
              > sensu przy zdającej maturę Patrycji - tak, jak pamiętam i siebie, i tabuny kol
              > eżanek z tych czasów.
              >

              A mój wyżej przytoczony przykład z życia wzięty? OK, miałam nieco bardziej skomplikowaną sytuację uczuciową niż Patrycja, ale faktem jest - nie miałam absolutnie żadnych planów wobec faceta, który dwa tygodnie później był moim chłopakiem, a obecnie jest mężem.

              Ba, obecnie mam lat tak trochę... znacznie więcej niż Patrycja w "Pulpecji", ale wyobrażam sobie, że gdyby mnie kolega z dzieciństwa niespodziewanie namiętnie pocałował w usta, miałabym co najmniej mętlik w głowie.
              • zla.m Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 12:02
                Ok, przyjmuje do wiadomości, że tak się zdarza, choć jest wymyka się to mojemu pojmowaniu.
            • fornitta69 Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:30
              zla.m napisała:

              > Ale Roma jest już na początku książki skreślona: dzi
              > wna, chuda, z pryszczykami, za mocno wymalowana. Co mam ją kopać, narrator sobi
              > e radzi.
              Narrator kopie Rome? Bo chuda dziwna I za mocno wymalowana? A Idus to niby jaki byl w KK? I co, Idusia tez MM kopala,bo napisala,ze brzydka,chuda,chipochondryczka itd.?Ja widze w opisie Romy pewna kpine, owszem, ale przede wszystkim wspolczucie i zrozumienie dla nieszczesliwej,nieatrakcyjnej nastolatki,ktora pozuje na cyniczke a ryczy po nocy po nieudanej imprezie. I smiem twierdzic,ze tyle osob na forum broni Romy i lubi ja wlasnie dlatego,ze MM opisala ja z sympatia. Ale tez zlosliwie,to sie nie wyklucza.
              • klymenystra Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:49
                Jako karę za chipochondryczkę musisz ułożyć wierszyk o hipopotamach :)
                • fornitta69 Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 12:34
                  Pulpa to tlusty hippopotam
                  Który sie z milosci miota
                  Przepraszam za blad i za jakosc "wiersza" ;) Zaliczone?
              • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:58
                Obie nastolatki są opisane złośliwie i z sympatią, i wyraźnie z perspektywy dorosłej osoby. Nie jak Cesia. Widać różnicę wieku narratora, że tak powiem :)
                Postać Romy bardzo się autorce udała, łatwo się z nią utożsamić. Chociaż jak się odwołam do własnych wspomnień, to jednak z Romą kojarzą mi się nieco młodsze dziewczyny. Klasa maturalna to już czas, kiedy klasowe brzydkie kaczątka piękniały, zaczynały odkrywać, w czym wyglądają dobrze, poznawały chłopaków najczęściej poza szkołą i szkolna popularność przestawała być tak bardzo istotna.
              • zla.m Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 12:20
                Nie - bo napisała. Bo to w kółko powtarza. W Idzie bohaterka opisana jest raz, bo jest ważne dla tego, jaka jest Ida. Jej wygląd jest wspominany wtedy, kiedy ktoś (Ida lub inna postać) zwraca na niego uwagę. A z Romą jest tak: rozmowa o Baltonie, wspomaniane, że Roma jest za mocno wymalowana i ma pryszcze (bodajże jedyna bohaterka MM mająca pryszcze) - opisana jest chwilę wcześniej, więc nie jest to wprowadzenie postaci. Potem, gdy Wojtek mówi, jacy są ładni, przypomniane jest, że Roma nie jest "jej mała, koścista twarz...", a następnie patrzy chłodno "przez lenonki". Potem jeszcze się zmienia, oczywiście na gorsze - "Zaczęła się mocno malować, śmiała się donośnie i agresywnie, poruszała
                się krokiem zamaszystym i nieustannie poddawała krytyce wszystkich oraz wszystko." Bo jak Borejkówny się śmieją, to cały sercem, a różne Romy - donośnie i agresywnie... A narzeczeństwo? "Roma oświadczyła, że nastał czas, by opuścić toksyczne gniazdo i zerwać toksyczną pępowinę. Przedstawiła rodzinie kandydata." Ogólnie - może nie jest to casus Ani Grubaski, ale jednak jej brak urody i brak radzenia sobie ze światem, normalny dla nastolatków, opisany jest bardzo grubą krechą. PS. Nie zapomnijcie, Roma jest brzydka!
                • potworia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 12:43
                  Wszystkie te opisy budzą we mnie ciepłe uczucia. I silne poczucie identyfikacji. Jest to częściowo subiektywne, bo to wypisz - wymaluj ja w wieku licealnym. Ale obiektywnie: co jest krytycznego bądź nieprzyjaznego w stwierdzeniu, że ktoś spojrzał chłodno przez lennonki lub miał małą, kościstą twarz, która wyrażała smutek? Mnie to określenie chwyciło za serce. Pryszcze są zjawiskiem obiektywnym i uczuciowo nienacechowanym. Hajduk je miał. O młody Stryba.
                  • ciotka_scholastyka Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 14:29
                    potworia napisał(a):

                    > Wszystkie te opisy budzą we mnie ciepłe uczucia. I silne poczucie identyfikacji
                    > . Jest to częściowo subiektywne, bo to wypisz - wymaluj ja w wieku licealnym. A
                    > le obiektywnie: co jest krytycznego bądź nieprzyjaznego w stwierdzeniu, że kto
                    > ś spojrzał chłodno przez lennonki lub miał małą, kościstą twarz, która wyrażała
                    > smutek?

                    Bo tylko w przypadku Romy co chwila się przypomina ten jej brak urody i miłęgo dziewczęcego zachowania?

                    > Pryszcze są zjawiskiem obiektywn
                    > ym i uczuciowo nienacechowanym. Hajduk je miał. O młody Stryba.

                    Ale to chłopcy! Chłopcy w J mają pryszcze. Z dziewcząt tylko Roma. Cery pozostałych są nieskazitelne. A przynajmniej można odnieść takie wrażenie, bo słowo o tym nie pada, żeby miały jakieś problemy z cerą. Po co wspominać o pryszczach Romy, jeśli nie po to, by zaakcentować fakt, że je miała? Podobnie jak "małą kościstą twarz" i agresywny makijaż?
                    • klymenystra Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 16:40
                      Jeszcze Pyza maskowała korektorem dwa uparte pryszczyki koło ust. Swego czasu natchnęło to trzynastoletnią mnie do kupna korektora (Soraya, 8 zł, w Elefancie przy Bagateli w Krakowie!!! Mój pierwszy "dorosły" zakup).
                    • potworia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 18:00
                      Ale brak miłego dziewczęcego zachowania wykazuje większość bohaterek J! Anielka, Gaba, Kreska w fazie kapralskiej, Zagipsowana Bebe, Elka, sama Patrycja, plująca gumą i sarkazmem. Natomiast ustawienie niepięknej bohaterki w cieniu jakiejś atrakcyjnej i pewnej siebie koleżanki to klasyk fabularny, nie tylko w tej serii, ale w całej literaturze dziewczyńskiej w ogóle. Dlatego, aż się prosiło, żeby odkompleksiona i życiowo ogarnięta Roma objawiła się w następnym tomie (tak jak po Gabie przyszła kolej Idy) że swoją własną historią i własną wersją zdarzeń. Bo zapowiadała się interesująco przynajmniej dla mnie.
                      Żeby było jasne, ja Cię nie próbuję przekonać do swojej racji, bo o jakiej racji możemy mówić na polu interpretacji tekstu. Ja się tylko interesuję, co stoi za takim a nie innym postrzeganiem tych samych sygnałów w tekście. Ja przez bite cztery lata liceum nie mogłam wypędzić z czoła pryszcza rozmiarów wulkanicznych. Co go wyegzorcyzmowałam z jednego miejsca, to się obawiał centymetr dalej. We mnie pryszcze budzą empatię, a nie niechęć. Choć ładne nie są.
                      • potworia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 18:25
                        I jeszcze jedno: w dotychczasowej Jeżycjadzie bohaterki drugoplanowe o niekoniecznie pozytywnej aurze wykazywały się właśnie urodą, elegancją i/lub towarzyskim talentem. Vide: Robaczywa Paulinka, Stągiewka na dachu, poniekąd Joanna Borejko i Danka. MM nie miała zwyczaju dokopywania brzydulom i szarym myszom, przeciwnie. To w Neo zaczęła traktować nadwagę jako stygmat, znamionujący duchową i intelektualną miałkość. Jeszcze walcząca z nadwagą Bella jest bohaterką pozytywną (w moim odczuciu do wyrzygu).
                • przymrozki Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 13:22
                  "Roma jest za mocno wymalowana i ma pryszcze (bodajże jedyna bohaterka MM mająca pryszcze)".

                  Bohaterowie mieli na pewno. Pryszcze miał choćby Hajduk, Piotruś Żeromski czy Miągwa. U tego ostatniego rzucały się one w oczy do tego stopnia, że Agnieszka, choć chciała, to nie mogła o nich nie myśleć. Autorka ewidentnie uznaje problemy dermatologiczne za typowy słaby punkt urody nastolatków wszystkich czasów, podstawę kompleksów i przyczynę odrzuceń (na moje oko, nie jest to pogląd całkowicie bezpodstawny). Dlatego pryszcze dostały się bohaterom, którzy mieli być zakompleksieni. Zabieg niewyrafinowany, ale w zwykłym życiu ludzie z widocznymi zmianami skórnymi też czasem miewają niskie poczucie własnej atrakcyjności, więc nie jest to pomysł tak całkiem z kosmosu.

                  Roma miała być, moim zdaniem, opisana jako dziewczyna zakompleksiona. Tak jak Ida w "Idzie sierpniowej", tak jak Cesia w "Szóstej klepce". Tyle że, w przeciwieństwie do wielkich poprzedniczek, Roma radzi sobie z niskim poczuciem własnej wartości udawaną pewnością siebie. Robi to, co robiła Mila by usidlić Janka (czy jak było na imię tej podstawówkowej miłości Kalembianki) i to, co robiła Kreska, by zdobyć zainteresowanie Maćka (zgodnie z opisem z punktu widzenia Maćka, zachowywała się jak "kapral", z punktu widzenia Kreski poznajemy uzasadnienie - Janka wie, że jej zachowanie Maćka irytuje, ale nie umie przestać, bo boi się, że bez oschłości i zamaszystości ujawni swoje uczucia). I tak, jak w przypadku Mili czy Janki przynosiło to skutek odwrotny do zamierzonego (Janek stracony, Maciek zyskany po dwukrotnym ukazaniu się mu w aurze romantyzmu), tak i Roma nie odnosi szczególnych sukcesów. Obserwacja, moim skromnym zdaniem, trafna - sztuczna poza jak ta Kreski, małej Melanii i dużej Romy częstokroć tak właśnie działa na otoczenie. Chyba chciałabym, żeby moje przyszłe i ewentualne nastoletnie dzieci o tym wiedziały.

                  A co do Patrycji. Jest taka rozmowa pomiędzy nią a ojcem. Ignacy próbuje zniechęcić ją do jedzenia używając argumentu, że dziewczęta z nadwagą nigdy mu się nie podobały. Na co Pulpa, grzecznie i z pełnym spokojem, pyta, czemu miałaby się tym przejmować. Dla mnie to zdanie powinno się przetłumaczyć na łacinę i wyszywać na sztandarach jako motto ludzi szczęśliwych i wolnych od pokusy samoudręczania się. Ta cecha Pulpy wcale mnie nie odrzuca, wręcz przeciwnie! Wiem też, że "Pulpecję" napisano w trochę innych czasach, ale ja już czytałam ją w tych, w których presja na nastolatki, żeby były możliwie chude była już bardzo silna. Dlatego też moim zdaniem postać pewnej siebie, atrakcyjnej dziewczyny bez wystających żeber jest bardziej potrzebna niż kolejna tępa grubaska zasysająca kieliszek pod pobłażliwym wzrokiem szczupłej królowej życia.
                  • emae Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 13:53
                    A ja Wam coś powiem... Patrycja miała pryszcze! Tylko trochę wcześniej. W "Opium w rosole" Gaba zwraca się do Natalii i Patrycji per "Słuchajcie, pryszczate..." :) Nawet jeśli przyjmiemy, że te pryszcze miała głównie Natalia, to Patrycja też coś tam musiała mieć.
                    • przymrozki Re: O 'Pulpecji" 31.05.17, 08:33
                      Faktycznie! Ja to co prawda zawsze uważałam, że to takie "pryszcze retoryczne", czyli bardziej wypomnienie wieku niż faktycznych krost, ale istotnie, skoro Gabrysi przychodzi do głowy takie określenie, to jakieś tam pryszcze musiały być.

                      I w mojej wyobraźni mieszczą się raczej pryszcze Patrycji. Natalia miała skórę wrażliwą i piegowatą. Składa się to na ogólny obraz cery cienkiej i przesuszającej się, a takie często przechodzą okres dojrzewania bez problemów dermatologicznych. Nie wyciągałabym jednak z tego zbyt daleko idących wniosków, autorka mogła nie zadbać o przesadny realizm w tej dziedzinie. Sama bym nie zadbała, gdyby nie przypadkowa nadreprezentacja rudych i piegowatych w moim otoczeniu.
                    • kgxspace Re: O 'Pulpecji" 31.05.17, 18:12
                      Na pewno nic nie miała, Patrycja jest raptem kilka lat starsza od Aurelii, a ona miała w OwR 6 lat! Widziałyście dziecko około 10-letnie z pryszczami? Nutria też te pryszcze miała raczej teoretyczne. Po nich prędzej bym się spodziewała dziobów po ospie, a nie trądziku. Tym bardziej, że wiemy, że Borejki raczej nie narzekają na problemy z cerą.
            • potworia Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:32
              Patrz, a ja w tej samej narracji znalazłam w Romie swoją ulubioną bohaterkę. Patrycję też lubię, ale Roma jest bardziej interesująca. Fakt, że się mocno maluje i jest chuda ma ją niby deprecjonowac? W czyich oczach? Gdzie to odautorskie dokopywanie?
          • ssssen Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:19
            Jak widać Patrycja jest dowodem na to że kobiety nie wiedzą czego chcą, ale nie spoczną dopóki tego nie dostaną...
            • bupu Re: O 'Pulpecji" 30.05.17, 11:45
              ssssen napisał:

              > Jak widać Patrycja jest dowodem na to że kobiety nie wiedzą czego chcą, ale nie
              > spoczną dopóki tego nie dostaną...


              Grzecznie proszę żebyś powstrzymał się od takich seksistowskich uogólnien. Na temat dowolnej płci. Nie są ani mądre, ani zabawne, ani miłe.
              • agrestownicazwyczajna Re: O 'Pulpecji" 30.09.17, 10:28
                Ocena Jeżycjady chyba zależy od wieku. Będąc nastolatką niezwracałam uwagi na pomyłki, niejasności autorki. Dopiero wracając do czegoś dostrzegałam, że coś tutaj nie pasuje. Wiek Belii w Córce Robrojka i to o czym mówiłyście, tak już bywa z literaturą. Najnowsze tomy znam pobieżnie, lecz nie są insertujące.
                • bupu Re: O 'Pulpecji" 30.09.17, 22:38
                  agrestownicazwyczajna napisał(a):

                  > Ocena Jeżycjady chyba zależy od wieku. Będąc nastolatką niezwracałam uwagi na
                  > pomyłki, niejasności autorki. Dopiero wracając do czegoś dostrzegałam, że coś
                  > tutaj nie pasuje. Wiek Belii w Córce Robrojka i to o czym mówiłyście, tak już
                  > bywa z literaturą. Najnowsze tomy znam pobieżnie, lecz nie są insertujące.

                  Że co nie są???
                  • dakota77 Re: O 'Pulpecji" 30.09.17, 22:43
                    www.sitma.pl/linie-insertujace? ;-)
                    • tt-tka Re: O 'Pulpecji" 30.09.17, 22:51
                      O, lepsza bylas :)
                      Znaczy najnowsze tomy nie sa pakujace automatycznie z predkoscia... przy pomocy zbierakow i podajnikow. No nie sa, trudno zaprzeczyc.
                  • tt-tka Re: O 'Pulpecji" 30.09.17, 22:44
                    bupu napisała:

                    > agrestownicazwyczajna napisał(a):
                    Najnowsze tomy znam pobieżnie, lecz nie są insertujące

                    > Że co nie są???

                    Nie zauwazylam :)
                    Sumiennie przeszukalam dostepne zrodla poszukujac slow insertowac i insertacja :)
                    Bezskutecznie.
                  • ssssen Re: O 'Pulpecji" 02.10.17, 08:53
                    "nie wsadzają" :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka