latresse
09.07.17, 15:15
To mój pierwszy wątek (chociaż czytam od dawna), a pchnęło mnie do niego odkrycie z Kalamburki.
Otóż - kubki, słynne niebieskie kubki z Chodzieża. Kal uświadomiła mi, że były one prezentem ślubnym dla Ignaca i Mili w drugiej połowie lat 50. (poprawcie, jeśli źle liczę). Nic w tym zdrożnego, tylko jakim sposobem w Żabie, 55 lat później, nadal wszyscy radośnie popijają z tych, bądź co bądź wyszczerbionych, kubków?!
Było ich w prezencie dwanaście, i nawet jeśli nie zostały one wytłuczone przy porywach serca córek i gapiowatości Ignaca, to to nie jest trochę obrzydliwe? To przecież nie elegancka filiżanka, z której pije się rzadko, starzeje się ładnie i po 100 latach nawet może służyć, tylko kubki używane 500 razy dziennie (biorąc pod uwagę napływ pielgrzymów do tego mieszkania), na których odkłada się osad. Boreje tak dokładnie myli naczynia, że kubki po tylu latach nie były brązowe?