Dodaj do ulubionych

Adam syn badylarzy

15.10.17, 15:46
Tak mnie zastanowiła ostatnio postać Adama, a w zasadzie jego status materialny i sposób zycia. W Jeżycjadzie mamy bogato opisany dorobek zycia jego rodziców- ot zamozni badylarze, duzy dom pod Poznaniem, hektary plantacji, róże wysyłane hurtem samolotem do Norwegii, zatrudnieni robotnicy- no po prostu klasyka badylarstwa. Wszystko to przynosi gruby dochód i równie grubą kasę. Tymczasem nasz Adaś żyje skromniutko, biedniutko jakby był synkiem ubogich ludzi. Rozumiem, że skończył polonistykę ( bo nie kazdy ma ochotę kontynuować tradycje rodzinne), uczy w szkole ( ok ma taką misję), ale w to, ze biedulek dojeżdża do tejże szkoły do Poznania jakieś 30 km zatłoczonym PKS-em w śnieg, zimę, zawieruchę- to już mi trudno uwierzyć. Trudno mi uwierzyć, że syn bogatych badylarzy nie ma dla siebie choćby najskromniejszego auta, tylko gna do autobusu- a od wielkiego dzwonu weźmie furgonetkę rodziców czy tam plantacji. Idźmy dalej- ten sam biedak codziennie pokonuje trasę Kostrzyn -Poznań, tymże PKS-em, dojeżdża nim zapewne do jakiegoś dworca PKS, dalej jedzie tramwajem czy autobusem i ani on ani jego rodzice nie pomyślą o wynajmie/kupnie jakiegoś mieszkania w Poznaniu? Co to dla takich bogatych sadowników? Mam na Warmii zaprzyjażnionych badylarzy, speccjalizują się w owocach, biznes podobny jak u Fidelisów, owoce wysyłają głównie na eksport do krajów nadbałtyckich i Niemiec- ci ludzie kupili mieszkania i samochody na start trójce swoich dzieci a nie jednemu! A Fidelis dopiero jak się ozenił to nadludzkim wysilkiem postawił altankę pod sosną:)))) Zdaje się, ze to taki sam przypadek jak " Marek obywatel USA za komuny w Polsce". Już by bardziej pasowało, aby Adam wywodził się z jakiejś biednej, wiejskiej wielodzietnej rodziny, wtedy by bardziej wiarygodnie wyglądał i ten PKS i ta nędzna altanka pod świerkiem:)))
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 16:04
      A bo to wynika z granitowego przekonania autorki, że, jak to w bajkach ludowych mówili, piniundze to śmierć. Kandydat do ręki Borejkówny sukcesy winien odnosić, ale brą Boru, żeby był bogaty, tylko ślachetne ubóstwo i łoże proste, jak u Aureliusza. Wszelkie objawy luksusu, jak mieszkania, samochody i inne takie tam, są surowo wzbronione. Stąd mamy Jadama, dymającego do roboty pekaesem i rzewliwe historie z dzieciństwa o Gruszce, co dowoził do szkoły furmanką. Stąd mamy skromny, ach jaki skromny, domek Flopliców, co to z sukcesami prowadzą plantacje drzew i krzewów owocowych, stadninę koni, pasiekę, agrotrurystykę i wuj wie co jeszcze. Że skromny domek ma gabaryty dworu, to już insza inszość.

      Stąd nieodmiennie ubogie meble (patrz Feblik) na Roosevelta 5, gdzie mamy oprócz dwójki emerytów także jedną profesor doktor hab. oraz jednego osobnika robiącego coś w komputerach, w każdym razie zarabiającego. I na pińć takich samych książek jest, na laptoki i inne takie jest, a meble, panie, furt ubogie i podniszczone. I dlatego ordynator Pałys nabywa Hondę używaną, gdyż niech go ręka borska broni kupić nowe auto, takie ekscesy to dobre dla nuworyszy i bogaczy z Sołacza.
      • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 18:57
        O przepraszam. Mam ubogie meble, większość z czasów PRL-u, albowiem kase tracę na książki, czytniki, komputery takoż. Oraz kawę na wynos. Samochodu nie posiadam w ogóle. Sporo moich znajomych ma podobnie. To nie chodzi o szlachetne ubóstwo, ale o - jak by to powiedzieć - brak pewnych potrzeb i posiadanie za to innych.
        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:10
          Verdana, nie wiem, jakie sa pensje na UAM, ale pracownik naukowy zwykle nie jedzie na golej pensji. Gaba podobno tlumaczy , redaguje, publikuje i gada przez radio i to sa zajecia platne. Grzes siedzi w komputerze i praktycznie zadnych poza praca obowiazkow nie ma ani jako ojciec, ani jako syn. Mozemy zalozyc, ze siedzac jednak pisuje lub tworzy cos innego (chyba ze hoduje wirtualne rzodkiewki na wirtualnej farmie :), moze to byc ) i jakies pieniadze powinien z tego miec.
          jezeli jednak dzieci dwoch osob na stalych etatach chodza w przyciasnym paletku lub zima wkladaja kilka warstw polarow, a matka podkleja adidasy zamiast kupic porzadne buty, to jednak imo ma epatowac ubostwem, a nie wznioslym lekcewazeniem spraw ciala.
          • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:47
            Nawet nie jadąc na gołej pensji, pracownik naukowy+3 dzieci to nie jest osoba szczególnie zamożna. Przy czym tu mamy jeszcze informatyka - to powinno stanowić pewną różnicę.
            Natomiast nie bardzo orientujesz się, za co płacą, a za co jednak nie.
            Publikacje są bezpłatne, od bardzo wielu lat. Pracownik naukowy powinien się cieszyć, jeśli nie każą mu dopłacić - coraz częściej każą.
            Radio nie płaci zaproszonym naukowcom, skąd taki pomysł?
            Redagowanie bywa płatne, jeśli jest sie redaktorem. Jak redagujesz książkę i jesteś redaktorem naukowym, to nie, nie płacą.
            Tłumaczenia sa płatne. Podejrzewam jednak, że te z łaciny bardzo niewiele.
            • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:28
              verdana napisała:

              > Natomiast nie bardzo orientujesz się, za co płacą, a za co jednak nie.
              > Publikacje są bezpłatne, od bardzo wielu lat. Pracownik naukowy powinien się ci
              > eszyć, jeśli nie każą mu dopłacić - coraz częściej każą.

              Nie w pismie popularnonaukowym. Gabon pisal do "Mowia wieki" bodajze i za tekst zamieszczony tam zawsze i dzis tez jest honorarium.


              > Radio nie płaci zaproszonym naukowcom, skąd taki pomysł?

              Ktos, kto ma regularne pogadanki tematyczne dostaje za to pieniadze, jak najbardziej. Ona nie byla zapraszana jako gosc programu, rozmowca dziennikarza.

              > Redagowanie bywa płatne, jeśli jest sie redaktorem. Jak redagujesz książkę i je
              > steś redaktorem naukowym, to nie, nie płacą.
              > Tłumaczenia sa płatne. Podejrzewam jednak, że te z łaciny bardzo niewiele.

              Niewiele, sama MM ubolewa, ze te liczne platne chaltury platne sa nedznie :)
              Luzna cytata "liczne, lecz drobne honoraria za redakcje , tlumaczenia, artykuly i pogadanki radiowe" i to jako dodatek do dwoch uniwersyteckich pensji, a nie podstawa utrzymania, "zaledwie wystarczaly na codzienne potrzeby", w tym wypadku zarcie. Bo juz nie na przyzwoity przyodziewek dla dzieci, wakacje czy zajecia dodatkowe.
              Gaba na chalturach zarabia. Grzes - nie wiem, pojecia nie mam, jak to wyglada u matematykow-informatykow. Choc jesli wydal ksiazke, to chyba cos t z tego moal w sensie finansowym tez. A na pewno etat uczelniany z ubezpieczeniem dawal mu wiecej nizby ta sirota byla w stanie wyciagnac jako akwizytor od komputerow na procencie.
              • przymrozki Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:37
                Być może to zależy od branży, ale w mojej za artykuły w punktowanych czasopismach dostaje się pieniądze. Problem jest z monografiami, tam rzeczywiście jedynym zyskiem dla autora bywa paczka egzemplarzy autorskich.

                • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:57
                  Szczerze mowiac w ogole niewazne, jak jest. Wazne, jak bylo w latach 1991-2009 w rzeczywistosci opisanej. A tam Gaba pracuje bardzo duzo (zapewne wtedy, gdy tylko czytelnicy spuszcza ja z oka) i za swoje pozaetatowe zajecia dostaje pieniadze.

                  juz w paru watkach zastanawialam sie, gdzie sie podziewaja pieniadze Strybow. Dwie pensje, i to nie najnizsza krajowa, chaltury, mieszkanie komunalne wspolne z rodzicami, niewysoko oczynszowane, zadnych nalogow, rozrywek, problemow zdrowotnych, zadnyc h wydatkow na edukacje dzieci, ubrani byle jak... jedza duzo, ale nie sa to produkty z wysokiej polki cenowej, jak luksusowa herbata czy oryginalna szynka westfalska/parmenska, o stuletnim koniaku nie wspominajac... i nadal wszyscy ubozuchni jak swiety Franciszek. Chyba dopiero w Sprezynie im to mija.
                  • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 21:06
                    Ale wtedy Gaba chyba nie była jeszcze dr hab? To znaczy na początku, bo potem tak. Bo pensja adiunkta to grubo poniżej średniej krajowej.
                    Przyznam, ze zwykle pracowałam na 2 etatach i dorabiałam, a pieniędzy wystarczało na styk. Tzn. ja wydawałam jeszcze na wakacje, na które Gaba nie wydaje. No i dzieci miały jakieś dodatkowe zajęcia. Ale zamożna nie byłam.
                    • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 21:18
                      verdana napisała:

                      > Ale wtedy Gaba chyba nie była jeszcze dr hab? To znaczy na początku, bo potem t
                      > ak. Bo pensja adiunkta to grubo poniżej średniej krajowej.

                      W TiR jest juz habem (tak, wiem, co o tym myslec), nie wiadomo, od jak dawna. W tymze TiR Laura chodzi w kusym paletku, rok wczesniej Roza zima w polarach, kilka warstw. W pozniejszym JT Ignas w charakterze zimowych butow ma tandetne adidaski.
                      A te wszystkie zarobkowe chaltury byly juz w CR, jeszcze wczesniejszej niz I.
                      No i nie zapominajmy o zarobkach Grzegorza, ktory ma staz pracy dluzszy niz Gaba o dyche mniej wiecej.


                      > Przyznam, ze zwykle pracowałam na 2 etatach i dorabiałam, a pieniędzy wystarcza
                      > ło na styk. Tzn. ja wydawałam jeszcze na wakacje, na które Gaba nie wydaje. No
                      > i dzieci miały jakieś dodatkowe zajęcia. Ale zamożna nie byłam.

                      Ale oni az do Sprezyny sa ubozuchni, a nie niezamozni. No i nie wydaja na to wszystko, na co wydawalas Ty :)
                      • dakota77 Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 22:59
                        Nie sadze, zeby ktokolwiek tu uwazal, ze Gaba i Grzes zarabiaja kokosy. Ale nawet jesli ich pensje nie sa bardzo wysokie, to, jak to juz zostalo wspomniane: zarabiaja oboje, i to nie dorywczo. Nie maja kredytu hipotecznego, ani nie placa na wynajem mieszkania. Nawet jesli dokladaja sie do rachunkow za meszkanie, a mam nadzieje, ze to robia, nie ida na to ich cale pensje. Zadne dziecko nie chodzi do prywatnej szkoly z czesnym 1500 miesiecznie. Cala rodzina jest zdrowa. Wiec tak czy owak powinno im sie zyc calkiem nienajgorzej.
                  • rosynanta Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:22
                    tt-tka napisała:

                    > juz w paru watkach zastanawialam sie, gdzie sie podziewaja pieniadze Strybow.

                    Odkładają na wesele Laury :D Bo skąd by dziewczyna miała na wypasioną kieckę, szytą na miarę przez krawcową operową?
            • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:37
              verdana napisała:

              > Nawet nie jadąc na gołej pensji, pracownik naukowy+3 dzieci to nie jest osoba s
              > zczególnie zamożna.

              Tam jest dwoje pracownikow naukowych... ja wiem, ze grzes jest niewidoczny i zawsze pomijany, ale jego pensja pomijana nie jest.
              • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:44
                Informatyk może przynajmniej dorobić. W mojej branży - a jest to branża humanistyczna nie dostaje sie ani grosza za artykuły w punktowanych czasopismach. Za recenzję tak, czasami - ok. 50 zł. Nie jestem pena, ze Gaba nie była zapraszana jako gość - jakoś nie bardzo wyobrażam sobie cykl pogadanek o kulturze antycznej i to trwający na tyle długo, ze jest znaczącym dodatkiem do pensji.
                A MM zna się na opłacaniu prac naukowych tak samo jak na hodowli koni.
                • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 21:01
                  verdana napisała:

                  > Informatyk może przynajmniej dorobić. W mojej branży - a jest to branża humanis
                  > tyczna nie dostaje sie ani grosza za artykuły w punktowanych czasopismach.

                  Gaba nie pisze do punktowanych. A przynajmniej my nic o tym nie wiemy. Pisze do popularnych.

                  Za r
                  > ecenzję tak, czasami - ok. 50 zł. Nie jestem pena, ze Gaba nie była zapraszana
                  > jako gość - jakoś nie bardzo wyobrażam sobie cykl pogadanek o kulturze antyczn
                  > ej i to trwający na tyle długo, ze jest znaczącym dodatkiem do pensji.

                  "Liczne, lecz drobne honoraria", miedzy innymi za "pogadanki radiowe". Nie wiem, czy jest to znaczacy dodatek i na ile znaczacy, ale z tych licznych, lecz drobnych zebranych do kupy tworzy sie liczaca sie kwota.

                  > A MM zna się na opłacaniu prac naukowych tak samo jak na hodowli koni.

                  To ja wiem :)
                  Mowa o rzeczywistosci ksiazkowej, gdzie Gaba pracuje duzo i za pieniadze, a na nic nie ma.
                  • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 22:45
                    Nie może nie pisać do punktowanych, naukowych, a tylko do popularnych bo to jest warunek pozostania na uczelni:)
                    No i w rzeczywistości książkowej Gaba pracuje dużo, ale jednak, wg słów pani MM zarabia mało. To akurat jest prawdopodobne.
                    • bupu Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 23:08
                      verdana napisała:

                      > Nie może nie pisać do punktowanych, naukowych, a tylko do popularnych bo to jes
                      > t warunek pozostania na uczelni:)
                      > No i w rzeczywistości książkowej Gaba pracuje dużo, ale jednak, wg słów pani MM
                      > zarabia mało. To akurat jest prawdopodobne.

                      Ale nie jest jedyną zarabiającą w swojej rodzinie i nawet jeśli Grzegorz też nie zarabia kokosów, to jednak Stryborejki nie powinny być ubogie. Niezamożne proszę bardzo, ale na pewno nie ubogie.
                      • zla.m Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 20:21
                        Mam w rodzinie ojca - informatyka. Pracuje na uczelni, więc podobnie jak Mieszadło. Owszem, pamiętam czas niezamożności - wczesne lata 80-te, od dobrych 30 lat albo więcej informatyk może zarabiać i dorabiać prawie wszędzie. W zależności od pozycji zawodowej i preferencji może dawać wykłady jako visiting profesor - i w Polsce i na świecie, płacą przyzwoicie albo lepiej; jeśli jest zapraszany na konferencje z wykładem - też płacą (jeśli chce przyjechać sam i być słuchaczem - płaci on); może się zahaczyć w przemyśle i kodować, adminować albo dawać szkolenia... Możliwości jest multum. Mój tata wykorzystywał większość z nich, uczył się (wciąż się uczy!), miał udział w życiu rodziny, miał życie towarzyskie i nawet czas na hobby, choć to ostatnie mniej niżby chciał. Dodatkowo obecnie normalna pensja dewelopera, bez dorabiania, jest przyzwoita albo lepiej - wiem, bo ja też pracuję w branży (choć nie jako koder), a mój mąż jest deweloperem. Pracujemy oboje, nie czuję się zamożna, ale, na Jowisza!, nie jesteśmy niezamożni ani tym bardziej ubodzy! Ubogi informatyk, taki co już wiele lat jest w branży, to albo leń patentowany, albo kompletna ofiara losu, albo osoba mająca jakiś nałóg, który pochłania ją i fundusze - lub mająca w rodzinie kogoś takiego. Ewentualnie powiedzmy ktoś chory np. na depresję, która uniemożliwia normalne życie, ale zakładamy, że Grzegorz taki nie jest... choć właściwie... może to to?
                        • lord_vmordevol Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 09:52
                          zla.m napisała:

                          > i ani tym bardziej ubodzy! Ubogi informatyk, taki co już wiele lat jest w branż
                          > y, to albo leń patentowany, albo kompletna ofiara losu, albo osoba mająca jakiś
                          > nałóg, który pochłania ją i fundusze - lub mająca w rodzinie kogoś takiego. Ew

                          Vide Mateusz K. i jego słynne alimenty.
                          • soova Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 10:27
                            U Mateusza K. akurat nie niskie dochody były problemem, tylko ich ukrywanie.

                            Rozumiem, że w latach 90. autorce informatyk mógł się kojarzyć z rozczochranym studentem czy brodatym gościem, który naprawia komputer. Takiego zresztą opisała w TiR jako specjalistę walczącego z dyskietkami czy też ze sprzętem Oli. Nawet jednak w latach 90. informatycy byli rozchwytywani, były to wszak czasy, w których powszechna informatyzacja startowała i rynek ssał każdego, kto tylko "znał się na komputerze", a co dopiero naukowca znającego algorytmy od podszewki, a nie dlatego, że sobie hobbistycznie programował, bo miał własnego składaka z giełdy.

                            Jako osoba obracająca się w towarzystwie informatyków już ponad 20 lat mogę tylko powiedzieć, że jest to kolejny przypadek, gdy Musierowicz przedstawia nam ten zawód z perspektywy małego Jasia. Owszem, bywa, że informatyk to zamknięty w sobie geek, ale opowieści o tym, że wykładowca akademicki z wielkiego miasta w połowie lat 90. jest aż tak zawodowo niesprawny, że aż myśli o zostaniu akwizytorem, to bajki rodem z krainy neurochirurgii neurologicznej. Chyba że oczywiście Grzegorz miał depresję (czemu się z drugiej strony nie dziwię, też znam kogoś, kto, po zorientowaniu się, że poprzez małżeństwo wpadł w pewien rodzinny kompot, miał z tym problemy).
                    • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 23:12
                      verdana napisała:

                      > Nie może nie pisać do punktowanych, naukowych, a tylko do popularnych bo to jes
                      > t warunek pozostania na uczelni:)

                      Verdana, wiemy to ! My :)
                      Ale jedyny artykul, przy pisaniu ktorego udalo sie Gabe przylapac, jest do "Mowia wieki". Niepunktowany, platny.

                      > No i w rzeczywistości książkowej Gaba pracuje dużo, ale jednak, wg słów pani MM
                      > zarabia mało. To akurat jest prawdopodobne.

                      Gaba, i tego MM oczywiscie nie napisala, samo wyszlo, ma porypane priorytety i nie umie rzadzic pieniedzmi. Bo jesli kogos stac na nowego forda w systemie ratalnym, a dziecko nie ma zimowych butow i zimowej kurtki, to ten ktos nie zarabia malo, tylko wydaje idiotycznie.
                      • iwoniaw Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 09:47
                        Bo jesli kogos stac na nowego forda w systemie rat
                        > alnym, a dziecko nie ma zimowych butow i zimowej kurtki, to ten ktos nie zarabi
                        > a malo, tylko wydaje idiotycznie.


                        Kwestia wydawania pieniędzy przez "ubogich" (nie: niezamożnych, oni są ubodzy! szlachetnie!) Borejków była tu dyskutowana nie raz i nikt chyba nie miał argumentów, że jest to wydawanie racjonalne. Nie trzeba sobie odmawiać nowych fordów w systemie ratalnym - żeby starczało na zimowe buty dla dzieci, wystarczy nie kupować w kilku egzemplarzach "każdej nowości" - jeden egzemplarz książki, zwłaszcza świeżo wydanej, to jest co najmniej kilkadziesiąt złotych...
                        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 10:47
                          iwoniaw napisała:


                          > Kwestia wydawania pieniędzy przez "ubogich" (nie: niezamożnych, oni są ubodzy!
                          > szlachetnie!) Borejków była tu dyskutowana nie raz i nikt chyba nie miał argume
                          > ntów, że jest to wydawanie racjonalne. Nie trzeba sobie odmawiać nowych fordów
                          > w systemie ratalnym - żeby starczało na zimowe buty dla dzieci, wystarczy nie k
                          > upować w kilku egzemplarzach "każdej nowości"

                          Z pewnoscia, trzy ksiazki to rownowartosc bardzo porzadnych butow :)
                          Tyle ze ten ford to jest konsumpcjonizm w czystej nieskazonej postaci, on zostal kupiony tylko po to, zeby byl. Stryby nie jezdza, nie korzystaja z auta, ono stoi i jest przedmiotem dumy i troski (bo takie delikatne), bezsens jego nabycia wali po oczach. To nie zmywarka, istotnie potrzebna i uzyteczna.
                          Jazdy Strybow to dopiero Sprezyna, 8-9 lat pozniej, i juz nowa astra :). Ford byl im zbedny.
                    • dziabka1 Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 10:52
                      verdana napisała:

                      [ciach]
                      > No i w rzeczywistości książkowej Gaba pracuje dużo, ale jednak, wg słów pani MM
                      > zarabia mało. To akurat jest prawdopodobne.

                      "- Pracuje dużo, zarobi mało, u nas na wsi to się z takich śmieją.
                      U nas w mieście też - ujawniła niechcący mina wicedyrektor."
      • iskrzy_54 Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 23:52
        Stąd nieodmiennie ubogie meble (patrz Feblik) na Roosevelta 5,

        Nie chce mi się szukać Feblika, ale te "ubogie meble" to chyba następna wpadka Autoressy, wprawdzie wypasione łóżka seniorów (raczej nie z kategorii ubogie - raczej tanie meble) zostały wywiezione do Florbricowa, ale o ile pamiętam, to sypialnia Gabrysiów była urządzona meblami z Ikei, Igstryba też miał zupełnie nowy pokój/biuro. Nie jestem pewna, czy stół Makowskich nazwałabym ubogim (sama mam stuletnią dębową szafę po przodkach, o której raczej nie myślę "ubogi mebel"). Owszem, mam meble "ubogie" - regały Kowalskich z lat 70-tych, tudzież szafki kuchenne i łazienkowe, których się pozbywali przyjaciele. Może te tysiącletnie regały - ale one też chyba wyjechały razem z zawartością?
        • iskrzy_54 Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 23:54
          (raczej nie z kategorii ubogie - raczej tanie meble)
          się przesunęło - powinno być po pokoju Gabrysiów:)
        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 00:37
          Ten opis - ubogie meble kryjace sie w cieniu, zazenowane swoja brzydota i tandetnoscia - odnosil sie do umeblowania zielonego pokoju glownie. Pomieszczenia ogolnouzytkowego pelniacego funkcje salonu :)
          I regaly w przedpokoju, nie ruszane od czasu wprowadzenia sie tam Borejkow, czyli od polwiecza mniej wiecej. I kuchnia, ktora odnowiono malujac, a nie wymieniajac cokolwiek na nowe lub choc nowsze. i ta nieszczesna Wygnieciona Kanapka Tortur, na ktorej Nutria sypia jeszcze w I.
          Ogolnie to z meblami jak ze wszystkim - sa nowki, nawet w ciezkich czasach (chocby te wikliny u Nutrii i Pulpy), po czym altoressa sobie przypomina, ze Borejki sa slachetnie ubogie i antymaterialistyczne i musi nam tez przypomniec. Bo jeszcze bysmy przegapili.
      • bez_zarzutu Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 03:33
        Honda używana czy pięć egzemplarzy tej samej książki to niekoniecznie musiałoby być ubóstwo, ale inne priorytety. Moi rodzice- oboje z zawodu zamożni dzięki krwawicy ubogiego Społeczeństwa- mieli w życiu jeden nowy samochód- Maluch (na książeczkę? Na zapisy?). Wszystkie następne albo ze szrotów i potem remontowane w Polsce, albo używane. Do głowy mi wbijano, że najprędzej pieniądze traci się wyjeżdżając nowym samochodem z salonu, więc przyjmowałam taki układ zupełnie naturalnie, nie żebym oceniała ludzi kupujących nowe samochody. No. Pięć takich samych książek to już dla mnie trochę abstrakcja, ale też bym kup... pardon, zaakceptowała w książce, o ile byłoby to przedstawione w sposob odpowiadający prawdzie. Borejki pieniądze mają, tylko wydają je w sposób niekonwencjonalny (i IMHO chwilami głupi, bo pieniądze na buty zimowe być powinny i basta). I git, czytelnik może przewrócić oczami, może się czegoś tfu tfu, nauczyć od nich, ale autorka nie wciska nam ciągle kitu.
        • bez_zarzutu Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 03:34
          *nie wciskałaby nam
        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 03:44
          Honde uzywana kupili zasuwajacy na kilku etatach doktorostwo Palysostwo.
          Stryby kupily nowiutkiego forda. Po to zreszta, zeby sobie postal, bo po spore zakupy przy parszywej pogodzie idzie sie piechota, do pracy biega wytrenowanym truchtem, a poza tymi czynnosciami siedzi w domu. Uzywac auta oni zaczeli dopiero w Sprezynie, jakies 9-10 lat pozniej :)
          • pi.asia Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 05:14
            Pamiętajmy, że Ignacy kupuje Mili laptop w roku 1998, kiedy były one horrendalnie drogie. I jeszcze zostaje mu sporo kasy na piekne wydanie mitologii i chyba paru innych książek. Ma chłop kasy jak lodu.
    • przymrozki Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 17:16
      Wiadomo, że nie każdy handlarz kwiatami chodzi spowity w złotogłów jak Lisieccy. Ale faktem jest, że warunki życia Adama, podobnie jak Dorotki z Rumianków, są zupełnie nieprawdopodobne. Bieda, o jakiej pisze Musierowicz (furmanką do szkoły, mieszkanie w szalecie, jedna sukienczyna i najcenniejszy skarb - szklane koraliki) na pewno może się zdarzyć, ale nie w okolicznościach opisywanych w książce.

      Adam pochodzi z dosyć zamożnej rodziny. W prawdziwym świecie miałby samochód, bo nawet wielodzietni małorolni zawsze jakiś mają. Środek transportu dla mieszkańca prowincji to żaden luksus, ale konieczność. Dorota mieszka w tanim w utrzymaniu domu z dwiema emerytkami i ma matkę, pielęgniarkę w Norwegii. Nie ma żadnego powodu, żeby luksusem były dla niej tenisówki.

      To, że Borejkowie mają stare meble można ewentualnie tłumaczyć tym, że takie im się podobają, ale te rzucane raz po raz uwagi o ich szlachetnym ubóstwie (Ignacy, który cieszy się z wirusa milenijnego, Bernard i Aniela rozmawiający o Borejkach, Grzegorz szukający pracy w branży handlowej) też są zastanawiające. Na co oni wydają pieniądze, do kroćset, że pomiędzy ich wpływami (dwie emerytury, dwie pensje w tym przynajmniej jedna profesorska) a wydatkami (antykwariat i sklep spożywczy) jest aż takie napięcie.
      • miodowocytrynowa Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 17:19
        No jak to na co- na 5 egzemplarzy tych samych książek.
      • bupu Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 17:50
        przymrozki napisała:

        > Wiadomo, że nie każdy handlarz kwiatami chodzi spowity w złotogłów jak Lisieccy
        > . Ale faktem jest, że warunki życia Adama, podobnie jak Dorotki z Rumianków, są
        > zupełnie nieprawdopodobne. Bieda, o jakiej pisze Musierowicz (furmanką do szko
        > ły, mieszkanie w szalecie, jedna sukienczyna i najcenniejszy skarb - szklane ko
        > raliki) na pewno może się zdarzyć, ale nie w okolicznościach opisywanych w ksią
        > żce.

        Badylarz, rozkręcający biznes i mający jako jedyny środek transportu furmankę? Popłakałam się ze śmiechu, serio.

        > Adam pochodzi z dosyć zamożnej rodziny. W prawdziwym świecie miałby samochód, b
        > o nawet wielodzietni małorolni zawsze jakiś mają. Środek transportu dla mieszka
        > ńca prowincji to żaden luksus, ale konieczność.

        A bodaj jakąś zajeżdżoną astrę, czy inne sejczento, ale by miał. Bo liczyć na zbiorkom na wsi, to się od razu można powiesić.

        Dorota mieszka w tanim w utrzym
        > aniu domu z dwiema emerytkami i ma matkę, pielęgniarkę w Norwegii. Nie ma żadne
        > go powodu, żeby luksusem były dla niej tenisówki.

        Ani żeby biegała w jednej kiecce latem.

        > To, że Borejkowie mają stare meble można ewentualnie tłumaczyć tym, że takie im
        > się podobają,

        Ewentualnie można, ale one są opisywane nie w tonacji "stare, kochane graty", tylko "takie ubogie, bardzo ubogie, ach jej". No żeż, profesora z mężem informatykiem nie stać na nowe meble, ani nawet na puszkę akrylowej farby?

        ale te rzucane raz po raz uwagi o ich szlachetnym ubóstwie (Igna
        > cy, który cieszy się z wirusa milenijnego, Bernard i Aniela rozmawiający o Bore
        > jkach, Grzegorz szukający pracy w branży handlowej) też są zastanawiające. Na c
        > o oni wydają pieniądze, do kroćset, że pomiędzy ich wpływami (dwie emerytury, d
        > wie pensje w tym przynajmniej jedna profesorska) a wydatkami (antykwariat i skl
        > ep spożywczy) jest aż takie napięcie.

        Może Gabuchna jest kryptohazardzistką i po kryjomu chadza do kasyna, by w wypiekach szarpać jednorękiego bandytę za wajchę, tudzież przepuszczać fortunę na ruletce.
        • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 18:59
          Profesor , zaręczam, nie zarabia tak bardzo dużo... Profesor w PAN-ie ma 4,5 tysiąca.
          • bupu Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:11
            verdana napisała:

            > Profesor , zaręczam, nie zarabia tak bardzo dużo... Profesor w PAN-ie ma 4,5 ty
            > siąca.

            Mniemam jednakże, że nawet z taką pensją to jednak chyba ów prof. może sobie pozwolić raz na jakiś czas na nowy mebel. I nie mówię tu o stole z cedru libańskiego, intarsjowanym macicą perłową, ale o zwyczajnym stoliku, czy szafeczce z Ikei. A prof. Stryba posiada jeszcze i męża, wprawdzie z celofanu, niemniej jednak pracującego i zarabiającego, do tego współdzieli ów lokal z dwojgiem emerytów, nieprzyzwoicie zdrowych i nie biorących koszmarnie drogich lekarstw, a zatem mogących się do utrzymania dorzucić. O tym, że jedno z tych emerytów jest światowej sławy dramaturgiem, od lat śpiącym na hajsie zarobionym za swe sztuki, litościwie już nie wspomnę.
            • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:48
              Może. Jeśli uważa, że warto:)
            • zuzudanslemetro Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:45
              bupu napisała:

              . O tym, że jedno z tych emerytów jest świat
              > owej sławy dramaturgiem, od lat śpiącym na hajsie zarobionym za swe sztuki, lit
              > ościwie już nie wspomnę.
              >
              >
              Honoraria dla scenopisarzy nie są nadzwyczajne. Jeden mój znajomy scenarzysta i pisarz (dość uznany, a niektóre jego dzieła weszły do kanonu) za wystawienie swojej sztuki w teatrze dostał tak marne honorarium, że nie stać go było na postawienie zespołowi wódki po premierze. Drugi natomiast o tyle wyszedł na swoje, że sam reżyserował swoją sztukę. Poza tym - honorarium dostajesz jednorazowo za wystawienie, powiedzmy dyszkę za prawa do zrealizowania przez teatr dramatu, który po roku miałby zejść z afisza. Ile musisz mieć rocznie realizacji, żeby spać na forsie?
              • pi.asia Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 21:08
                Adam MA samochód. Jaki - nie wiadomo, ale ma. Informacja o tym pojawia się w "Sprężynie":

                Łusia siedziała na przednim siedzeniu jakiegoś auta, w towarzystwie męskim (...) Mężczyzna zza kierownicy wysiadł i zbliżył się do chodnika (...) zaproponował, że odwiezie ich oboje do domu.

                Nie mogła to być firmowa furgonetka, bo dostawczaki miewają z reguły dwa miejsca - dla kierowcy i pasażera, aczkolwiek na miejscu pasażera spokojnie mieszczą się dwie osoby.

                A tu mamy wyraźnie napisane, że Łusia siedziała na przednim siedzeniu, czyli auto ma także siedzenia tylne. Jest więc normalną osobówką, którą Adam jeździ do pracy.

                Chociaż w McD mamy zwalającą z nóg informację "wsiedli we czworo do furgonetki z napisem Ogrodnictwo Daglezja". Byłabyż to więc furgonetka wieloosobowa, czy ktoś jechał na pace?
                • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 21:23
                  pi.asia napisała:

                  > Adam MA samochód. Jaki - nie wiadomo, ale ma. Informacja o tym pojawia się w "S
                  > prężynie":
                  >
                  > Łusia siedziała na przednim siedzeniu jakiegoś auta, w towarzystwie męskim (
                  > ...) Mężczyzna zza kierownicy wysiadł i zbliżył się do chodnika (...) zapropono
                  > wał, że odwiezie ich oboje do domu.

                  >
                  > Nie mogła to być firmowa furgonetka, bo dostawczaki miewają z reguły dwa miejsc
                  > a - dla kierowcy i pasażera, aczkolwiek na miejscu pasażera spokojnie mieszczą
                  > się dwie osoby.

                  Dla MM, ktora spokojnie upycha piec osob z bagazami w maluchu, a Lusi pozwala jezdzic na kolanach kierowcy lub pasazera to drobiazg.


                  > A tu mamy wyraźnie napisane, że Łusia siedziała na przednim siedzeniu, c
                  > zyli auto ma także siedzenia tylne. Jest więc normalną osobówką, którą Adam jeź
                  > dzi do pracy.

                  Adam do i z pracy jezdzi autobusem. Wysiadajacego z busa spotkala go Laura na przystanku.

                  > Chociaż w McD mamy zwalającą z nóg informację "wsiedli we czworo do furg
                  > onetki z napisem Ogrodnictwo Daglezja". Byłabyż to więc furgonetka wieloosobowa
                  > , czy ktoś jechał na pace?

                  Nie wnikaj... w kazdym razie Adam nie ma osobowego, ustami Melanii zostajemy powiadomieni, ze Laura "ujezdza z Adamem ta stara furgonetka" i az dziw, ze nie choruje, bo zawsze chorowala podczas jazdy.
                  • minerwamcg Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 18:26
                    Nie dziw, że nie choruje - mnie regularnie mdli w klasycznych wannowatych osobówkach o miękkim zawieszeniu, gdzie tyłek siedzącego niemal szoruje po asfalcie. Sami jeździmy nie furgonetką, ale dużym, familijnym vanem, wyżej zawieszonym i twardszym - i o mdłościach nie ma mowy.
                    • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 18:30
                      Laure mdlilo wszedzie - w garbusie i w autobusie :)
                      A zdaniem mamusi przestalo ja mdlic, bo jest zaabsorbowana Adamem, a nie dlatego, ze zmienila pojazd. Bo wiadomo, ze wobec perspektywy szybkiego zamazpojscia choroba lokomocyjna mija jak reka odjal.
                      • lord_vmordevol Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 09:54
                        tt-tka napisała:

                        > Laure mdlilo wszedzie - w garbusie i w autobusie :)
                        > A zdaniem mamusi przestalo ja mdlic, bo jest zaabsorbowana Adamem, a nie dlateg
                        > o, ze zmienila pojazd. Bo wiadomo, ze wobec perspektywy szybkiego zamazpojscia
                        > choroba lokomocyjna mija jak reka odjal.

                        To akurat nie musi być takie całkiem głupie. Jak się człowiek ma czym zająć, to mniej zwraca uwagę na mdłości, więc się to mniej napędza.
                • lord_vmordevol Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 10:57
                  pi.asia napisała:

                  > Adam MA samochód. Jaki - nie wiadomo, ale ma. Informacja o tym pojawia się w "S
                  > prężynie":
                  >
                  > Łusia siedziała na przednim siedzeniu jakiegoś auta, w towarzystwie męskim (
                  > ...) Mężczyzna zza kierownicy wysiadł i zbliżył się do chodnika (...) zapropono
                  > wał, że odwiezie ich oboje do domu.

                  >
                  > Nie mogła to być firmowa furgonetka, bo dostawczaki miewają z reguły dwa miejsc
                  > a - dla kierowcy i pasażera, aczkolwiek na miejscu pasażera spokojnie mieszczą
                  > się dwie osoby.

                  Mają trzy miejsca - fotel kierowcy i kanapę dla dwóch pasażerów.

                  > A tu mamy wyraźnie napisane, że Łusia siedziała na przednim siedzeniu, c
                  > zyli auto ma także siedzenia tylne. Jest więc normalną osobówką, którą Adam jeź
                  > dzi do pracy.
                  >
                  > Chociaż w McD mamy zwalającą z nóg informację "wsiedli we czworo do furg
                  > onetki z napisem Ogrodnictwo Daglezja". Byłabyż to więc furgonetka wieloosobowa
                  > , czy ktoś jechał na pace?

                  Furgonetka nie oznacza przecież, że za fotelami załogi jest jeno parę metrów sześciennych huczącej, gołej blachy. Spokojnie może tam być drugi rząd foteli, żeby ekipę robociarzy przewozić.

                  Acz opis tego pojazdu istotnie ogólnym stylem wskazuje na jego bycie osobówką.
        • lord_vmordevol Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 10:50
          bupu napisała:

          > A bodaj jakąś zajeżdżoną astrę, czy inne sejczento, ale by miał. Bo liczyć na z
          > biorkom na wsi, to się od razu można powiesić.

          Bez przesady. W okolicy Posen busiki powinny całkiem skutecznie jeździć, przynajmniej dopóki nie wymagamy dojazdu do zagubionego w lasach sioła, do którego droga pokryta jest śniegiem od sierpnia do czerwca, a w pozostałym okresie cięgniki toną w błocie po osie. Do granic metropolii dojazd zbiorkomem jest całkiem wygodny, acz owszem, schody mogą się zacząć, jak potrzebujemy konkretnego miejsca w mieście.

          Tym niemniej jest jeszcze kwestia czasu i tu zazwyczaj samochód jest szybszy od busa, chociaż ja na przykład to nawet zbiorkomem (pociągiem) dojeżdżam szybciej, ale jednak w specyficznie położone miejsce.
      • dakota77 Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 17:52
        MM opisuje czesc swoich bohaterow i ich realia zyciowe, jakby skrycie marzyla o napisaniu XIX-wieczniej powiesci o szlachetnych sierotkach, cos w stylu Dickensa. Moze powinna cos takiego napisac, zamiast wpychac w ten schemat wspolczesnych bohaterow ;-)
        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 18:42
          dakota77 napisała:

          > MM opisuje czesc swoich bohaterow i ich realia zyciowe, jakby skrycie marzyla o
          > napisaniu XIX-wieczniej powiesci o szlachetnych sierotkach, cos w stylu Dicken
          > sa. Moze powinna cos takiego napisac, zamiast wpychac w ten schemat wspolczesny
          > ch bohaterow ;-)

          Oj, lepiej nie ;(, wzorce ze zbyt wysokiej polki.
          Choc trafilam na zyciorys - z zycia, nie z literatury - ktory jest wlasciwie samograjem. Syn powstanca styczniowego, utrata majatku, tatus zarobkuje jako wozny sadowy, starcza na cztery klasy syna i szlus. I odwrotnie, niz to zwykle bywalo, nie ze wsi do miasta, tylko z Warszawy w lesne glusze chlopak pociagnal, jako jakis podrzedny pomagier w prywatnym lesnictwie. Zabiedzony, wiecznie glodny i niedouczek pod kazdym wzgledem. A lasy byly wlasnoscia pewnego arystokraty, czlowieka duzej klasy i Europejczyka pelna geba, w najlepszym tego slowa znaczeniu. Chlopak zlapal blusa, zrozumial i polubil swoja prace. Najlepsza literature fachowa mial po niemiecku, wiec sam sie jezyka nauczyl, zeby sie doksztalcic, w rezultacie pojechal raz i drugi na prestizowa wystawe lesno-lowiecka, w tym na swiatowa w Wiedniu. Zetknal sie na niwie zawodowej, a przy okazji wystaw i towarzysko-rozrywkowej z ludzmi liczacymi sie w branzy, fachowcami pierwszej ligi, przy tym ludzmi duzej kultury. I osiadl sobie na panstwowej posadzie w randze jegermajstra, w Bialowiezy - praca zdrowa, na swiezym powietrzu. Kazda ksiazka czytana do glebi i ze smakiem, od czasu do czasu wypad na koncert i wystawe do Warszawy, urlop w Petersburgu, glownie zreszta przesiedziany w Ermitazu, amatorsko szkice rysunkowe i wiolonczela... Poszedl do lasu chlopak z kusiutka miejska edukacja, po latach wychynal z lasow czlowiek o potrzebach i nawykach dobrego gatunku inteligenta i konsumenta kultury, swiatowiec i bywalec, meloman i czytacz (czytajacy z przejeciem i zrozumieniem w dodatku). Przezyl dwie wojny swiatowe i rewolucje, skonczyl znowu na posadzie rzadowej w lasach panstwowych tych razem, nie prywatnych carskich :)
      • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 17:56
        przymrozki napisała:

        >Grzegorz szukający pracy w branży handlowej

        ...co od dawna smieszy mnie nieprzytomnie. Facet, ktory juz w Noelce byl dobrych kilka lat po doktoracie (zrobil go najwczesniej na roku), wykladowca uniwersytecki, matematyk informatyk sadzi, ze zarobi lepiej jako akwizytor w handlu komputerami :) :) :)
        Co wiecej mniemanie to zdaje sie podzielac rodzina B., a przynajmniej zona. Drugie ha, ha, ha.

        Zastanawia mnie to jego stypendium - w 94 roku Stryba jest juz na takim etapie, ze powinien konczyc habilitacje lub miec ja skonczona. Na co on mogl pojechac na 4 do 6 miesiecy (w czerwcu nie ma go juz drugi miesiac, wracac ma jesienia, czyli okres od wrzesnia do listopada) i w jakim charakterze ? Przeciez nie na postdoka. Ktos (najlepiej z branzy) wie lub przypuszcza ?

        Co do Fidelisow, tez juz dumalam - zaczeli ten swoj ogrodniczy biznes pod koniec lat 80-tych, zdaje sie ? to co wczesniej robili oboje panstwo F., gdzie pracowali, z czego zyli ? Wzieli sie za Daglezje, gdy synowie mieli juz dyche lub wiecej, tak na moje oko.
        Nie pamieta, czy czasy transformacji sprzyjaly badylarzom, czy przeciwnie, podciely im skrzydla, ale Fidelisowie siedza w ogrodnictwie dwadziescia- dwadziescia kilka lat, nie wiecej. Wystarczy, by zrobic majatek ? Wrazenia krezusow na mnie nie zrobili, raczej takich, co klopoty finansowe jesli maja, to na poziomie kilkudziesieciu tysiecy niz kilkuset zlotych :) - imo ich stan posiadania to ziemia, krzewy i maszyny, a nie pieniadze.
        Choc miedzy McD a Feblikiem dostawcza furgonetka zmienila sie w klimatyzowany busik. Zawsze cos.
        • dakota77 Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 18:02
          tt-tka napisała:
          >
          > Zastanawia mnie to jego stypendium - w 94 roku Stryba jest juz na takim etapie,
          > ze powinien konczyc habilitacje lub miec ja skonczona. Na co on mogl pojechac
          > na 4 do 6 miesiecy (w czerwcu nie ma go juz drugi miesiac, wracac ma jesienia,
          > czyli okres od wrzesnia do listopada) i w jakim charakterze ? Przeciez nie na
          > postdoka. Ktos (najlepiej z branzy) wie lub przypuszcza ?


          Piszesz o autorce, ktora z neurologa zrobila neurochirurga. Myslisz, ze zastanawiala sie dokladnie nad tym, na jakie niy stypendium wyslala postac? ;-)
          • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 18:17
            Jasne, ze MM nie zastanawiala sie :)
            ja sie zastanawiam.
            • verdana Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:02
              Problem nie w tym, ze Adam jest niezamożny, tylko w tym, że to powinno być jakoś wytłumaczone. Wystarczyłoby jedno zdanie - ze nie chce brać nic od rodziców, bo uważa, że jest dorosły. Albo, ze rodzice obrazeni, ze nie został na gospodarstwie. Albo, ze rodzice uważają,z ę dorosłe dziecko powinno być samodzielne - ostatecznie nie jest to zbrodnia.
              Uczyłam kiedyś w Liceum Kupieckim, w latach 90-tych. Spora część rodziców była zamożna, niektórzy byli obrzydliwie bogaci. Dzieci tych bogatych nie tylko pracowały, ale i nie miały grosza na własne wydatki - rodzice uważali, ze dzieciom niczego sie nie daje, jak chcą, to mają to zarobić.
              • przymrozki Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 09:48
                Wystarczyłoby żeby "Daglezja" była małym, rodzinnym przedsiębiorstwem obsługującym lokalne śluby i pogrzeby. Adam miałby jakiś, byle jaki, samochód, ale na kawalerkę w Poznaniu nie byłoby go stać. A mieszkałby z rodzicami także po to, żeby czasem pomóc.

                Tłumaczenie z "ja od rodziców nic nie wezmę" wymagałoby zmiany wątku szaletu miłości (co odbyłoby się z korzyścią dla wiarygodności akcji, ale jednak wymagałoby zmian). Wszak szalet został postawiony na ziemi rodziców i z należących do nich materiałów. Ewentualne podłączenie do prądu i wodociągu też zapewne jest starszych Fidelisów.
                • soova Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 10:06
                  Też znam ludzi, którzy "od rodziców nic nie dostali" - bo nie dostali pieniędzy czy mieszkania, ale pobudowali się tzw. systemem gospodarczym (tata pomagał) na podarowanej przez rodziców działce. Może to ten sposób myślenia.
              • iwoniaw Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:46
                Problem nie w tym, ze Adam jest niezamożny, tylko w tym, że to powinno być jakoś wytłumaczone.

                Otóż właśnie; mogłoby to być coś, o czym piszesz, albo po prostu nie przedstawianie Daglezji jako super-ogrodnictwa-z-odbiorcami-na-całym-świecie, tylko jako małej firmy rodzinnej działającej lokalnie i dającej utrzymanie na średnim poziomie. Innymi słowy, gdyby ta jedyna rozklekotana furgonetka woziła co najwyżej robotników, sadzonki i sprzęt do kilku ogrodów Bogaczy-z-Sołacza, którzy zakontraktowali sobie usługi w utrzymaniu klombów i trawników, a nie transporty róż do samolotu, to by się trzymało kupy.

                Podobnie gdyby ordynator i neurochirurg z żoną lekarką na trzech etatach, mieszkający w piwnicy i nie mający ani kredytu hipotecznego, ani nawet dzieci w szkole z czesnym (choćby kilkusetzłotowym), po prostu kupił tę nieszczęsną hondę bez przymiotnika "używana", dzieła MM zyskałyby na wiarygodności i braku pretensjonalności.
        • ciotka_scholastyka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:25
          tt-tka napisała:

          > Choc miedzy McD a Feblikiem dostawcza furgonetka zmienila sie w klimatyzowany b
          > usik. Zawsze cos.

          Klimatyzowany busik jako narzędzie pracy badylarza. Taaaaak.
          • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:28
            No co chcesz, roze towar delikatny i powietrza potrzebuja :)
            W kazdym razie sarenka ze swym pogromca jezdza pojazdem z Daglezji, nie wlasnym prywatnym autkiem
            • ciotka_scholastyka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:37
              tt-tka napisała:

              > No co chcesz, roze towar delikatny i powietrza potrzebuja :)

              Wyobraziłam sobie te róże, pieczołowicie układane na siedzeniach busika, w pękach po 100 sztuk na przykład :)

              > W kazdym razie sarenka ze swym pogromca jezdza pojazdem z Daglezji, nie wlasnym
              > prywatnym autkiem

              Jak już ktoś tam wyżej wspomniał, - na bogów, samochód na wsi to nie jest żadne cudo, tylko konieczność taka jak traktor u rolnika. I nie ma, że boli.

              Gość, który pod koniec lat 80-tych hoduje róże (może jeszcze nie na ogromną skalę, ale hoduje na sprzedaż, to jest jego biznes, a nie hobby) pozwala na wożenie synów do szkoły furmanką, to... to już nawet śmieszne nie jest. .

              Ten sam gość, którego rodzina w roku 2012 nie ma ani jednego samochodu i sprawy prywatne załatwia jeżdżąc firmową furgonetką...
              • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:44
                Zwlaszcza ze pod koniec lat 80-tych byle jaki pojazd byl per saldo tanszy w utrzymaniu i eksploatacji, a i bardziej wydajny niz furmanka, do ktorej sila rzeczy przypisany jest kon. Chyba ze ten kon tez, jak rumiankowy, wlewu na paliwo nie posiadal, a karmiony swoja droga byc nie musial. Iglakow sobie uskubal i dosc...
              • miodowocytrynowa Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 19:46
                To ja Wam powiem, że Ci moi znajomi sadownicy spod Olsztyna, zajmują się biznesem ogrodniczym od lat 70, dorobili się pięknego domu z ogrodem, obok dom pobudowała ich córka ( również działająca w ich biznesie) a do dyspozycji mieli zawsze dobre samochody ( za komuny zachodnie z pewexu) oraz dostawcze na plantacji. Pozostałym dzieciom pokupowali mieszkania ( bo nie chciały pozostać w rodzinnym biznesie) synowi w Olsztynie, córce w Gdańsku- bo tam pokonczyli studia i tam pozakładali rodziny. Przez lata wyrobili sobie potężne kontakty handlowe w kraju i za granicą, a dzieci nie były wożone do szkoły furmanką tylko fordami, mercedesami i toyotami ( a za komuny był to niewąski szpan). Szczerze mówiąc, ja zresztą w ogóle nie spotkałam biednego badylarza, tylko samych dobrze sytuowanych, stąd moje przekonanie, że Fidelisowie żyli na podobnie wysokim poziomie. Stąd wniosek- albo oni są potwornymi egoistami, że skąpią Adamowi, albo Adam jest kompletną niedorajdą.
                PS. Teraz samochody na wsi to mają nawet 20-latkowie dla siebie, trochę popracują i już kupią za kilka tysiecy w miejscowym autokomisie niemiecki złom. Wystarczy pojechać na Warmię/Mazury zobaczyć jak smarki rozbijają się w starych audi, BMW czy golfach. A tu syn badylarza dyrda na przystanek PKS:)) Toż cała wieś by padła ze śmiechu:)))
                • przymrozki Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 10:32
                  Tutaj już ostatecznie się pogrążę brakiem dziedzicznego czółka, ale mój osobisty Dziadek był badylarzem do początku lat '90 (wraz z przemianą ustrojową się przebranżowił i spełnił swoje długoletnie marzenie o przedsiębiorstwie w branży w PRLu niedostępnej dla prywatnej inicjatywy). Do badylarstwa szło się po pieniądze, niestety. Nie były one jakieś nie wiadomo jakie, Dziadek w Monako nie balował, ale na przedmieściach średniej wielkości miasta postawił duży dom, miał ogród wielkości trzech standardowych działek budowlanych (marzenie Babci), a trójce swoich dzieci poważnie pomógł na starcie. Pewnie, że nie były to stumetrowe mieszkania w centrum Warszawy z widokiem na Pałac Kultury, ale też nie szalety miłości.
                  A tutaj zaznaczam, że Dziadek nigdy nie eksportował luksusowych róż. Sprzedawał goździki na lokalnych giełdach.

                  Eksportującego "badylarza" też znam, też bliska rodzina. To jest już naprawdę zamożny człowiek. Córka na studia w Warszawie dostała wielkie mieszkanie przy metrze i środki na drugie, jakby to jej się nie podobało (MM by się przewróciła, gdyby ją poznała, to najinteligentniejsza i najbardziej oczytana osoba, jaką znam).
                • iwoniaw Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:51
                  PS. Teraz samochody na wsi to mają nawet 20-latkowie dla siebie, trochę popracu
                  > ją i już kupią za kilka tysiecy w miejscowym autokomisie niemiecki złom.


                  Co nawet nie jest żadnym szpanem, ale czystą koniecznością - zwłaszcza w rejonach, gdzie transport publiczny jest szczątkowy (albo w ogóle najbliższy przystanek parę km od drzwi, co w naszym klimacie i szerokości geograficznej robi różnicę szczególnie w sezonie od października do kwietnia, zwłaszcza przed 9.00 i po 16.00...)
                  • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 12:00
                    Mieszkalam kilka miesiecy w podwarszawskiej miejscowosci. Autobus miejski tam dochodzil. Tyle ze szesc kursow w ciagu dnia i ostatni okolo 18.00 - czyli prosto z pracy do domu, zadne rozrywki, wieksze zakupy itp nie wchodzily w gre, chyba ze z opcja nocowania w miesci u rodziny czy znajomych.
                    Aha, w niedziele ostatni kurs do... o 14.00, ostatni z... przed 16.00. Co bardzo sprzyja zyciu rodzinnemu, gdy nie ma sie wlasnego pojazdu :)
                    Moze wlasnie o to chodzi ?
          • mika_p Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:03
            > Klimatyzowany busik jako narzędzie pracy badylarza.

            Auto dostawcze o dmc do 3,5 tony nazywa się busem już od dawna, słowo "furgonetka" znam raczej z literatury niz z życia.
            Klimatyzacja w aucie żadne dziwo.
            Zabudowa typu izoterma/chłodnia też żadne dziwo - nie tylko w postaci prostopadłościennego kontenera posadowionego za kabiną kierowcy, ale, że tak powiem, w ciele samochodu.
            • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 15.10.17, 20:33
              mika_p napisała:


              > Auto dostawcze o dmc do 3,5 tony nazywa się busem już od dawna, słowo "furgonet
              > ka" znam raczej z literatury niz z życia.

              No popatrz, nie spotkalam sie... Busil byl zawsze i jest nadal (tam, gdzie stykam sie z tym slowem) pojazdem do przewozu osob w przeciwienstwie do furgonetki (pikapa, dostawczaka), ktora wozi sie towar.
            • ciotka_scholastyka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 10:08
              mika_p napisała:

              > Auto dostawcze o dmc do 3,5 tony nazywa się busem już od dawna, słowo "furgonet
              > ka" znam raczej z literatury niz z życia.
              > Klimatyzacja w aucie żadne dziwo.
              > Zabudowa typu izoterma/chłodnia też żadne dziwo - nie tylko w postaci prostopad
              > łościennego kontenera posadowionego za kabiną kierowcy, ale, że tak powiem, w c
              > iele samochodu.

              Jednakowoż wyrażenie "klimatyzowany busik" sugeruje nie dostawczaka do 3,5 tony, z paką na kwiaty i chłodnią - tylko wygodny pojazd z miejscami dla pasażerów (takiego np, jakie wożą pasażerów miedzy miastami). Niech się Musierowicz zdecyduje. Albo albo.
          • lord_vmordevol Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:14
            ciotka_scholastyka napisała:

            > tt-tka napisała:
            >
            > > Choc miedzy McD a Feblikiem dostawcza furgonetka zmienila sie w klimatyzo
            > wany b
            > > usik. Zawsze cos.
            >
            > Klimatyzowany busik jako narzędzie pracy badylarza. Taaaaak.

            Klimatyzacja w samochodzie to już akurat nie jest takie wielkie halo, może być i w furgonetce.
            • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:20
              Pewnie, ze moze byc. Ale to bylo napisane tak, jakby ta furgonetka klimatyzacji dostala dopiero w F, a wczesniej jej nie miala. Jakby Aaaadaaaam swoja sarenke wozil pojazdem, ktorym zasadniczo transportuje worki z nawozem do przedsiebiorstwa, a tu raptem klimatyzacja, oni oboje w bieli i w ogole cud miod.

              W kazdym razie mowa caly czas o pojezdzie firmowym, nie osobistym polonisty.
              • bupu Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 22:11
                tt-tka napisała:

                > Pewnie, ze moze byc. Ale to bylo napisane tak, jakby ta furgonetka klimatyzacji
                > dostala dopiero w F, a wczesniej jej nie miala. Jakby Aaaadaaaam swoja sarenke
                > wozil pojazdem, ktorym zasadniczo transportuje worki z nawozem do przedsiebior
                > stwa, a tu raptem klimatyzacja, oni oboje w bieli i w ogole cud miod.
                >
                > W kazdym razie mowa caly czas o pojezdzie firmowym, nie osobistym polonisty.


                A właśnie, Maszpaństwo w Febliku jeździło w charakterze aniołów w bieli furgonetką od wożenia nawozu, doniczek i badyli...? Z reguły nie są to najczystsze pojazdy świata...
        • lord_vmordevol Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:21
          tt-tka napisała:

          > Nie pamieta, czy czasy transformacji sprzyjaly badylarzom, czy przeciwnie, podc
          > iely im skrzydla, ale Fidelisowie siedza w ogrodnictwie dwadziescia- dwadziesci
          > a kilka lat, nie wiecej. Wystarczy, by zrobic majatek ? Wrazenia krezusow na mn

          W dużym stopniu podcięły, bo się skończyły dysproporcje ekonomiczne między prywaciarzem a resztą świata. Konkurencja się pojawiła, kosmiczna przebitka dolara się skończyła, nie każdy się do tego nadawał.
      • rosynanta Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:27
        przymrozki napisała:

        > Wiadomo, że nie każdy handlarz kwiatami chodzi spowity w złotogłów jak Lisieccy
        > . Ale faktem jest, że warunki życia Adama, podobnie jak Dorotki z Rumianków, są
        > zupełnie nieprawdopodobne. Bieda, o jakiej pisze Musierowicz (furmanką do szko
        > ły, mieszkanie w szalecie, jedna sukienczyna i najcenniejszy skarb - szklane ko
        > raliki) na pewno może się zdarzyć, ale nie w okolicznościach opisywanych w ksią
        > żce.

        Opis jak z Montgomery, Emilka Starr jak żywa :P Mały domek pod lasem, jedna czarna sukienka, przez którą można by cedzić owsiankę, weneckie paciorki jako najcenniejszy skarb.

        > Nie ma żadnego powodu, żeby luksusem były dla niej tenisówki.

        Czytałam Wnuczkę tylko raz, ale chodziło o zwykłe tenisówki? Czy o takie markowe typu Converse?
        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 11:39
          Nie bylo mowy, ze markowe. Po prostu tenisowki. Jako zamiennik chodakow po mamie.

          Gdzies juz ktosia napisala, ze byc moze MM zaobserwowala zywiolowa reakcje na nowe buty kogos z rodziny i wpakowala to do WdO - pomijajac fakt, ze reakcja rodzinna byla wlasnie na konwersy lub cos podobnego, a atoressie marka umknela, zostaly tylko buty :)
        • dakota77 Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 13:51
          rosynanta napisał(a):


          > Opis jak z Montgomery, Emilka Starr jak żywa :P Mały domek pod lasem, jedna cza
          > rna sukienka, przez którą można by cedzić owsiankę, weneckie paciorki jako najc
          > enniejszy skarb.

          Emilka Starr to akurat jednej sukienki nie miała ;)
    • minerwamcg Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 18:37
      O ile Adamowe podróże zbiorkomem są w oczywisty sposób nierealne, a szalet miłości nadaje się wyłącznie do spuszczenia w szalecie zwyczajnym, o tyle przypominam, że starsi państwo Fidelisowie są poważnie chorzy. Co też na budżet rodziny wpływać może - i pewnie wpływa, dość konkretnie.
      • minerwamcg Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 18:40
        P. S. Gdyby to wszystko trzymało się kupy, choroba starszych państwa byłaby istotna o tyle, że przez nią Adam jeździłby używanym volkswagenem, a nie nowym renault megane.
      • przymrozki Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 18:54
        Gdyby miał chorych rodziców, tym bardziej miałby samochód (nawet kosztem innych pilnych potrzeb). Starszych, chorych ludzi trzeba wozić do lekarza. A przecież to niemożliwe, żeby miał przystanek autobusowy 100 metrów od domu, a z tego przystanku, całodobowo, co pięć minut autobus pod szpital. Karetki zaś są, po pierwsze, tylko do nagłych przypadków zagrażających życiu, nie dowiozą na wizyty kontrolne i planowe zabiegi. Po drugie, na karetkę się czeka. Nocą i poza miastem zwykle czeka się dłużej niż jedzie się do szpitala prywatnym samochodem.
        • tt-tka Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 19:09
          W naglym wypadku mozna wezwac taksowke... ale jesli ma sie w rodzinie osobe na wozku inwalidzkim, sensowne i ekonomiczne jest kupno samochodu, do ktorego da sie wtoczyc ten wozek z siedzaca na nim osoba. Mozna postarac sie o dofinansowanie, zreszta mniejsza - na pewno podobny pojazd bylby bardzie oplacalny. zwlaszcza ze worki z nawozem mozna nim takze wozic :)
        • bupu Re: Adam syn badylarzy 16.10.17, 22:16
          przymrozki napisała:

          > Gdyby miał chorych rodziców, tym bardziej miałby samochód (nawet kosztem innych
          > pilnych potrzeb). Starszych, chorych ludzi trzeba wozić do lekarza. A przecież
          > to niemożliwe, żeby miał przystanek autobusowy 100 metrów od domu, a z tego pr
          > zystanku, całodobowo, co pięć minut autobus pod szpital. Karetki zaś są, po pie
          > rwsze, tylko do nagłych przypadków zagrażających życiu, nie dowiozą na wizyty k
          > ontrolne i planowe zabiegi. Po drugie, na karetkę się czeka. Nocą i poza miaste
          > m zwykle czeka się dłużej niż jedzie się do szpitala prywatnym samochodem.

          Gruszka ekspresowa niesie starszych państwa do medyka na własnym grzbiecie. Ewentualnie Jadam bierze furgonetkę, żeby dowieźć rodziców gdzie trzeba, a w tym czasie SuperGruszka w biurowym wychodku Daglezji zmienia kufajkę na strój z lycry i pelerynę, po czym ładuje sobie eksportowe róże na plecy i odlatuje do Holandii.
          • przymrozki Re: Adam syn badylarzy 17.10.17, 09:34
            :-D Dziękuję za wizję SuperGruszki w stroju z lycry (to ptak! to samolot! nie, to Super Gruszka!). Teraz nieuniknione opisy wiernego pracownika robiącego kołyski z kontenerków po Pepsi dla Naszpanienki/Naszpanicza przynajmniej będą zabawne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka