Dodaj do ulubionych

Emaile Natalii - barokowe zawijaski

05.04.18, 21:08
Czy ktoś przyjrzał się bliżej mailom, radośnie słanym przez Nutrię w Zgryzotce? Poczytałem je sobie mając na uwadze, że płodzi je "pani od polskiego" i wymiękłem. Pretensjonalne aż do cofki, mnóstwo podkreśleń, płytkie ulewanie emocji, rozwięzłość i rozpasanie stylu. Mam nadzieję, że jej uczniowie nie przejmują po niej stylu...
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 05.04.18, 21:38
      Jeszcze nie doszlam do epistolografii matolecznej Natalii, ale jak dojde, to zaraportuje wrazenia. Chyba ze przebrnac nie zdolam, co niewykluczone. Mam toto od trzech dni, jestem na 65 stronie. No nie idzie i juz.
      • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 08:16
        tt-tka napisała:

        > Mam toto od trzech dni

        Rodzinne dziecko jutro pożyczy. Wreszcie się przekonamy, o czym gadamy :)
    • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 05.04.18, 21:57
      Tak. To prawda. Pisałyśmy nawet o tym trochę w wątku o Natalii ("rant na Nutrię"). Maile Nutrii są płaczliwe, egocentryczne, pozbawione wdzięku i humoru. W warstwie tekstowej jest to mniej więcej tekst refrenu piosenki "Ja wiedziałem, że tak będzie". Żadna z pozostałych sióstr tak nie pisze, więc nie jest to kwestia stylu Małgorzaty Musierowicz.

      Poza tym zwróćmy uwagę, że Natalia nie tylko uczy polskiego, ale jest też uznanym literatem. Wszak pisze poezję, którąś ktoś jednak wydaje. Nnnno, chyba że tomiki wydaje jej mąż, tak jak pan Jędrula wydawał wiersze pani Alutki z "Rodziny zastępczej" (tutaj tłumaczę, że "Rodzina zastępcza" był to serial dla młodzieży nadawany jakoś we wczesnych latach dwutysięcznych). To by nawet tłumaczyło metamorfozę Nutrii, która stała się egoistyczną mimozą poza granicą autoparodii, wiecznie zajętą sobą i światem swoich uczuć. Po prostu Natalia została Alutką.

      • abdiasz Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 05.04.18, 22:15
        Świetnie pamiętam "Rodzinę Zastępczą" i mam wrażenie, że przy całej tej egzaltacji Alutka zachowała jednak szczyptę autoironii i zdrowego rozsądku - ale tutaj można się spierać. NIe wiem, kto Natalii dał nagrody za twórczość i kto ją wydawał - być może przepuszcza pensje na wydawnictwa typu vanity press, w których sama wypisuje sobie na okładce ekstatyczne recenzje i informacje o nagrodach, a "życzliwa i dyskretna" rodzina patrzy na drobne dziwactwo przez palce ;)
      • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 05.04.18, 22:18
        przymrozki napisała:

        >
        Po prostu Natalia została Alutką.
        >

        Veto ! :)
        Alutka byla guupia jak but z lewej nogi krasnoludka, ale taka egotyczna nie byla (ubostwialam rodzine zastepcza, nawiasem mowiac) - jak przypomne sobie Alutke objasniajaca posterunkowemu wiersz Norwida :) , przygotowujaca go do jakiegos testu :) , piszaca bloga :)

        A w ogole przypomniala mi sie, a propos agusinej ciazy, piekna scena z RZ - Alutce wydaje sie, ze jest w ciazy i pyta gospodynie, krajanke meza, czy to bedzie chlopiec, czy dziewczynka. Pani Jadzia "a skad mam wiedziec" - "no bo przeciez wy tam na wsi to macie jakies sposoby" - "eee, u nas na wsi to sie uesge robi" :)
        • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 08:21
          Alutka była świetną postacią, mimo ewidentnego przerysowania. W ogóle w pewnym momencie wątek domu Jędrulów zaczął mi się wydawać ciekawszy niż wątek główny.

          I tutaj można wysnuć bezpośrednią paralelę do Borejków - to podobne zjawisko, po zbyt wielu odcinkach zwykła rodzina musi albo stać się nudna, albo nieprawdopodobna. Albo i jedno, i drugie. U Kwiatkowskich przecież też działy się rzeczy zaskakujące. Romek zniknął na kilka lat na rocznym stypendium i choć nie dawał znaku życia, nikogo nie zdawało się to obchodzić. Zosia nie przyjechała nawet na ślub Elizy (oczywiście, rozumiem, że tak twórcy wybrnęli z problemu, który Borejków nie dotyczy ze względów obiektywnych, aktorzy grający Romka i Zosię dorośli i nie chcieli dłużej grać). Wojtuś i Dorotka, będąc już od dawna objęci obowiązkiem szkolnym, głodowali na ulicy, czego przez lata nikt nie zauważył. Osiemnastoletnia Eliza wyszła za mąż po miesiącu znajomości bijąc tym samym rekord Idy Borejko, ale nie zbliżając się nawet do wyczynu Majki Kwiatkowskiej, która wzięła kościelny ślub po tygodniu znajomości (zaznaczam, że kościelny, bo przygotowanie do kościelnego trwa dłużej, zresztą, nawet przy cywilnym trzeba odczekać miesiąc). Mąż Majki miał nawet bezobjawowych rodziców (ale przynajmniej miał dziadka, inna rzecz, że pułkownik miałby większe mieszkanie i nie musiałby spać w pokoju przechodnim pełniącym również rolę jadalni i przedpokoju).

          No i Kwiatkowscy też mieli jedną łazienkę na siedem osób (z tym że walki o nią były ważnym elementem fabuły).
          • rosa-huberman Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 09:18
            Rodzina Zastępcza to był mój ulubiony serial. Nadawany od 1999 roku dla ścisłości. to, że Romek zniknął po rocznym stypendium nie akurat niczym dziwnym. mógł chcieć po prostu zostać w Szkocji, jak chociażby mój kuzyn, który pojechał do Anglii na rok w związku ze studiami i mieszka tam do dzisiaj. Poza tym każde z nich chciało grać w Rodzinie Zastępczej, ale zniknęło w związku ze studiami, a potem już po prostu nie zdążyli wrócić. Nie, Alutka była po prostu przerysowana komediowo, tyle. Trzepiecińska dobrze ją grała Jednakowoż potrafiła wiele rzeczy wytłumaczyć. Na przykład, kiedy posterunkowy miał fiksację na punkcie poezji. Bardzo logicznie uzasadniła powody, dla których powinien zrezygnować. Jeżeli miałabym porównywać ich do Borejków, to wszyscy stwarzali o wiele normalniejsze wrażenie, aniżeli bohaterowie Musierowicz. Nie udawali kogoś, kim nie byli. Brak zadęcia na punkcie łaciny i w ogóle Marków Aureliszów tego wszystkiego. Charakterystyczne, iż początkowo dzieci u Musierowicz faktycznie nimi pozostawały. Tunio Munio Rzodkiewka. Późnej mały Baltona albo rodzeństwo Kowalików. Natomiast od etapu Borejków to się zaczęło rozłazić. Po latach razi mnie scena z Pyzą i Tygryskiem, gadającymi po łacinie, jak papugi. Spostrzeżenie pana Jankowiaka. Dosyć irytujące. O genialnym Ignasiu nie wspomnę.
            • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 09:47
              rosa-huberman napisał(a):

              > Rodzina Zastępcza to był mój ulubiony serial. Nadawany od 1999 roku dla ścisłoś
              > ci.

              Moim zdaniem, w dziedzinie seriali typu "rodzinno-komediowe" "Rodzina zastępcza" ma tylko jednego poważnego konkurenta to znaczy "Wojnę domową".

              to, że Romek zniknął po rocznym stypendium nie akurat niczym dziwnym. mógł
              > chcieć po prostu zostać w Szkocji, jak chociażby mój kuzyn, który pojechał do
              > Anglii na rok w związku ze studiami i mieszka tam do dzisiaj.

              A to możliwe, oczywiście, ale i dla Romka, i dla Zosi Kwiatkowscy byli rodzicami (emocjonalnie, nie prawnie, rzecz jasna). Trochę to dziwne, że zupełnie zniknęli z życia Jacka i Anny chwilę po tym, gdy ci przyjęli pod opiekę nowe dzieci. Nawet nie to, że ich fizycznie nie było, ale nawet nie byli wspominani.

              Nie, Alutka była po prostu przerysowan
              > a komediowo, tyle. Trzepiecińska dobrze ją grała Jednakowoż potrafiła wiele rze
              > czy wytłumaczyć. Na przykład, kiedy posterunkowy miał fiksację na punkcie poezj
              > i. Bardzo logicznie uzasadniła powody, dla których powinien zrezygnować. Jeżel
              > i miałabym porównywać ich do Borejków, to wszyscy stwarzali o wiele normalniej
              > sze wrażenie, aniżeli bohaterowie Musierowicz. Nie udawali kogoś, kim nie byli
              > . Brak zadęcia na punkcie łaciny i w ogóle Marków Aureliszów tego wszystkiego.
              > Charakterystyczne, iż początkowo dzieci u Musierowicz faktycznie nimi pozostawa
              > ły. Tunio Munio Rzodkiewka. Późnej mały Baltona albo rodzeństwo Kowalików. Nat
              > omiast od etapu Borejków to się zaczęło rozłazić. Po latach razi mnie scena z P
              > yzą i Tygryskiem, gadającymi po łacinie, jak papugi. Spostrzeżenie pana Jankowi
              > aka. Dosyć irytujące. O genialnym Ignasiu nie wspomnę.

              Alutka, gdyby ją wyjąć z konwencji komedii, też byłaby nieznośnie pretensjonalna. Przecież mówiła literackimi cytatami do pana posterunkowego wiedząc, że on nic z tego nie rozumie (też pamiętam scenę, gdy tłumaczyła mu "Moją piosnkę" Norwida, pod koniec pan posterunkowy zapytał "a co to za kraj?" "no, Polska" odparła pani Alutka "Polska?!" roześmiał się policjant, "no Polska, proszę pamiętać, że ten wiersz powstał jednak jakiś czas temu"). Szastała pieniędzmi w ogóle nie dopuszczając do siebie myśli, że komuś może ich brakować (kiedy pan posterunkowy potrzebował jakiś niewyobrażalnej dla niego sumy, ona śpiesząc się na zakupy, żeby się wreszcie odczepił, dała mu co tam miała w kieszeni, posterunkowy zobaczył, że to znacznie więcej niż wynosił jego dług i zaczął tańczyć mówiąc, że nie wie, kiedy odda, Alutka zniecierpliwiona powiedziała "takie drobne chce pan oddawać?"). To Jadzia musiała Alutce zwrócić uwagę, że może pomóc Kwiatkowskim (inna rzecz, co z tej pomocy wyszło, Kossoniowie kupili Wojtusiowi garnitur i Dorotce jakieś welwetowe sukienki w romantycznym stylu Alutki). Gdyby Alutka miała siostrę i siostrze podczas wichury zwiało dach, Alutka też by na pewno wsiadła w samochód i nawiała do Jędruli. Żadna pomoc by jej do głowy nie przyszła. Natomiast faktem jest, że w jej wypadku te cechy śmieszyły a nie drażniły. Pewnie dlatego, że nikt nam nie kładł do głowy, że to taka cudowna, empatyczna i wrażliwa osoba. No i Alutka miała też lepsze momenty - zdarzało jej się okazywać zdrowy rozsądek i silny charakter. Na przykład wtedy, gdy usadziła znanego reżysera teatralnego o nazwisku, którego nie pamiętam, ale będącym oczywistą aluzją do Grzegorza Jarzyny. I wtedy gdy dała okradzionej Elizie na komitet rodzicielski ("pani Alutko, ja nie wiem, kiedy będę mogła oddać...", "ależ dziecko, ja ci nie pożyczam, ja ci daję, chodźmy, zawiozę cię do domu taksówką", "taksówką? przecież to kilkaset metrów", "strach wyjść na ulice, jeżeli chodzą po nich ludzie, którzy są gotowi okraść dziecko").
              • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 10:13
                przymrozki napisała:

                > Gdyby Alutka
                > miała siostrę i siostrze podczas wichury zwiało dach, Alutka też by na pewno ws
                > iadła w samochód i nawiała do Jędruli. Żadna pomoc by jej do głowy nie przyszła

                A ja myślę, że błyskawicznie załatwiłaby przez telefon jakąś ekipę, pokryła koszty i pojechała do domu dziwiąc się, że dla kogokolwiek może to być problem :)
                • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 10:25
                  ciotka_scholastyka napisała:

                  >
                  > A ja myślę, że błyskawicznie załatwiłaby przez telefon jakąś ekipę, pokryła kos
                  > zty i pojechała do domu dziwiąc się, że dla kogokolwiek może to być problem :)

                  Niemożliwe, ona sama nic nie załatwiała, nigdzie nie dzwoniła. Pewnie by nawet nie wiedziała do kogo. Ale w sumie rzeczywiście mogłaby stanowczo nakazać Jędruli się tym zająć. A potem patrzyłaby na robotników i utrzymywała, że są "fascynujący".
                  • soova Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 11:30
                    przymrozki napisała:

                    > Niemożliwe, ona sama nic nie załatwiała, nigdzie nie dzwoniła. Pewnie by nawet
                    > nie wiedziała do kogo. Ale w sumie rzeczywiście mogłaby stanowczo nakazać Jędru
                    > li się tym zająć. A potem patrzyłaby na robotników i utrzymywała, że są "fascyn
                    > ujący".

                    SPOILER!

                    Alutka, kiedy Jędrulę porwała mafia (porwanie było oczywiście sfingowane, Jędrula chciał w ten sposób sprawdzić, czy żona kocha jego, czy jego kasę), sprzedała jego samochód, żeby zdobyć pieniądze na okup. Za pięć tysięcy (terenową Toyotę), ale sprzedała. Gdy Alutka chce, nie ma dla niej nic niemożliwego.
                    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 14:02
                      soova napisała:


                      > Gdy Alutka chce, nie ma dla niej nic niemożliwego.

                      Zgadzam sie :)
                      Juz nie pamietam, co tam detalicznie bylo z meblami czy z wystrojem wnetrza, ale to tez Alutka sama, na wlasna reke i z wlasnej inicjatywy (choc oczywiscie ze szkoda Jedruli) - ona naorawde ma wis vitalis, energie i nigdy nie byl taka ciamciaramcia jak Natalia. A zwlaszcza Matalia.
                    • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 14:17
                      soova napisała:

                      >
                      > SPOILER!
                      >
                      > Alutka, kiedy Jędrulę porwała mafia (porwanie było oczywiście sfingowane, Jędru
                      > la chciał w ten sposób sprawdzić, czy żona kocha jego, czy jego kasę), sprzedał
                      > a jego samochód, żeby zdobyć pieniądze na okup. Za pięć tysięcy (terenową Toyot
                      > ę), ale sprzedała. Gdy Alutka chce, nie ma dla niej nic niemożliwego.

                      (będą spoilery)

                      Tak, tak rzeczywiście było :-D

                      Ale też z każdym problemem natury okołotechnicznej przybiegała do Kwiatkowskich. Jeszcze zanim pokazano nam jej dom widywaliśmy ją tylko w tej ciągłej gościnie. Do Kwiatkowskich przybiegła też po pomoc na przykład wtedy, gdy myślała, że zabiła pana posterunkowego (nie mogła zadzwonić do Jędruli, bo pan posterunkowy pozował jej do poematu w samym prześcieradle, co mąż mógłby zrozumieć opacznie).
          • soova Rodzina zastępcza 06.04.18, 09:32
            Jak fajnie, że ktoś poruszył ten offtopic. Uprzedzam, że jeśli ktoś nie oglądał, a chciałby, to mogą być śladowe spoilery.

            Serial wbrew pozorom ma z Jeżycjadą sporo wspólnego. Przede wszystkim - odkryłam to niedawno przy oglądaniu powtórek części nakręconych mniej więcej w połowie lat 2000. - też wokół rodzin Kwiatkowskich i Kossoniów jest głównie zły świat. Dzieci padają w szkole ofiarą "krojenia", samochody na sąsiednich uliczkach kradną, a Jędruli grozi mafia. Obowiązuje szlachetne ubóstwo - to znaczy obowiązuje w przypadku Kwiatkowskich, którzy gnieżdżą się w domu, który z założenia miał być pewnie tzw. gierkowskim klockiem, ale nie wybudowano piętra. Ich mieszkanie tam jest też gumowe - raz czy dwa jest wątek, w którym Kossoniowie muszą na chwilę przenieść się do Kwiatkowskich (to wtedy wybucha największa scysja o łazienkę, bo Alutka nie zdaje sobie sprawy, że u sąsiadów jest tylko jedna). I u Kwiatkowskich dziewczynki mają jeden ciasny pokoik, a chłopcy drugi, ale - uwaga! - Kossoniom pani Ania proponuje "pokój Majki" (co by oznaczało, że Majka po ślubie się wyprowadziła, ale jej pokój u rodziców nadal stoi pusty). Sami Majka i Kuba mieszkają w standardach ściśle borejkowskich, bo u dziadka niemalże za zasłonką - ale, uwaga, jest odcinek, w którym narzekają na problemy mieszkania z dziadkiem (wcale nie strasznym dziaduniem, a emerytowanym lekarzem wojskowym w stopniu pułkownika), i wtedy tata Kwiatkowski przynosi im prospekty dewelopera z sugestią, żeby może się zainteresowali (inna sprawa, że ten wątek nie jest później podjęty). Później u rodziców mieszka Eliza z mężem Michałem (co akurat nie jest dziwne, bo pobrali się faktycznie chyba jak Krystyna i Wojtek w SK, po obozie zerowym, na szczęście o antykoncepcji w RZ się może nie mówi, ale się ją stosuje). U Kwiatkowskich rodzinę utrzymuje głównie ciężko pracujący we własnej jednoosobowej firmie projektowej ojciec. Pani Ania najpierw, gdy dzieci są małe, zajmuje się domem i jako niespełniona malarka maluje, a potem, gdy dzieci już są samoobsługowe, dalej zajmuje się gotowaniem obiadu oraz "pracą w redakcji" wykonywaną w domu - odpowiada na listy czytelniczek (najpierw na maszynie do pisania, potem na laptopie). Co ciekawe, choć w pracy takiej jak pana Jacka samochód jest jej ważnym narzędziem, Kwiatkowski jeździ rzęchem rzęchów. Pułkownik - tak, pułkownik! - narzeka na niską emeryturę. Jego wnuk Kuba jest z wykształcenia filozofem, a prowadzi kawiarenkę internetową, w której wszystko kosztuje 5 zł, a na dodatek rzadko kiedy ktoś tam za coś płaci. Narzekania na finanse są dość regularne, co nie przeszkadza temu, że w ostatnich odcinkach bliźniakom, które pojawiły się w rodzinie w miejsce "starych" dzieci, pan Jacek sprawia wyprawkę w postaci markowych ubrań.

            Scenariusz serialu jest nieco bajkowy, bo nie zawsze wszystko trzyma się realiów - choćby ta nieobecność na ślubie Elizy Zosi i Romka. Owszem, ona pojechała na studia do Kanady, gdzie mieszka u swojej odnalezionej mongolskiej rodziny, a on jest też na zagranicznym stypendium, ale słowo wyjaśnienia nie pada. Tylko że mimo wszystko całość jakoś gra. Prawdopodobnie dlatego, że jego celem było nie pokazanie panoramy życia rodziny patchworkowej wielkomiejskiej na tle przemian społeczno-gospodarczych pierwszego dziesięciolecia XXI w., a wycinkowe ukazywanie pojedynczych problemów bohaterów w tychże realiach oraz sposobów, w jakie sobie oni z nimi radzą. I to zadziałało na sto procent, bo te pojedyncze sprawy napędzające akcję są jak najbardziej z życia wzięte, a interakcje między dorosłymi a dziećmi czy między samymi dorosłymi bardzo realne. Jest mnóstwo sytuacji po prostu prawdziwych - kłopoty w szkole, sposoby na dorobienie sobie w postaci handlu używanymi rzeczami na allegro, awans w pracy, zazdrość męża o nowego szefa żony (i też metoda na poradzenie sobie z tym). A poza tym bohaterowie są najzwyczajniej w świecie sympatyczni, przy czym nie słodkopierdzący - nawet pani Ania, w końcu kandydatka na matkę-Polkę, też ma sporo zdrowego rozsądku i często z niego korzysta. Nie ma wywyższania się moralnego nad o wiele lepiej sytuowanych sąsiadów, że może i Jędrulowie są bogaci, ale nie mają w domu ani jednej książki. Jest za to coś, czego czasami brakuje tak ogólnie w społeczeństwie (i tu ważna funkcja dydaktyczna serialu) - zrozumienie dla postaw innych, choć nie są takie same jak nasze i my byśmy się nigdy tak nie zachowali. Wiadomo, że każdy serial musi się kiedyś skończyć (a ten skończył się przecież w bardzo smutnych okolicznościach ciężkiej choroby Gabrieli Kownackiej, która uniemożliwiła jej granie), ale choć tyle już lat minęło, mimo wszystko żal...
            • tt-tka Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 10:05
              Serial ma z j cos wspolnego, ale z neo na szczescie niewiele :)
              Przy czym - ogladalam RZ, RZplus juz nie. Albo wyrywkowo. Ale tam bylo to wszystko, czego w u MM dramatycznie brakuje - rodzinne konflikty, sporne sprawy, szkola, praca, klopoty... i jednak swiat wokol :)
              Ten cudny odcinek, gdy pulkownik czuje sie stary i bezuzyteczny i mlodziez namawia go na zaangazowanie spoleczne oraz Filipek wyszukuje organizacje, w ktorych moglby podzialac - po czym pulkownik zostaje wojujacym feminista ! :) :) :)
              • soova Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 10:13
                <Ten cudny odcinek, gdy pulkownik czuje sie stary i bezuzyteczny i mlodziez nama
                > wia go na zaangazowanie spoleczne oraz Filipek wyszukuje organizacje, w ktoryc
                > h moglby podzialac - po czym pulkownik zostaje wojujacym feminista ! :) :) :)

                A ten, w którym dziewczynki pod wpływem nowo poznanych chłopców przechodzą przemianę w wojujące ekolożki, udają się z nimi na demonstrację przeciwko polowaniom na wieloryby, pan Jacek dyskretnie za nimi, po czym okazuje się, że za zbyt żarliwe demonstrowanie zgarnia go policja, a gdy się zjawia w domu, oświadcza, że sprawa jest słuszna, a chłopcy bardzo rozsądni? :)
            • przymrozki Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 10:20
              soova napisała:


              > Dzieci padają w szkole ofiarą "krojenia", samochody na sąsiednich uliczkach kr
              > adną, a Jędruli grozi mafia.

              Panu posterunkowemu też. W końcu jednak mu odpuszcza w następujących okolicznościach (spoilery): szef mafii już się miał policjanta pozbyć, gdy ten, w akcie desperacji, pokazał mu odcinek ze swoją pensją (na dowód, że nie może zapłacić jakiegoś tam okupu) na widok wysokości pensji pana posterunkowego szef mafii doszedł do wniosku, że za takie pieniądze w policji można pracować tylko z patriotyzmu, a on patriotyzm bardzo poważa. I nie tylko posterunkowego wypuścił, ale jeszcze dał mu trochę swoich starych ciuchów.

              I tak poruszony został problem szlachetnego ubóstwa policjantów.

              Sami Majka
              > i Kuba mieszkają w standardach ściśle borejkowskich, bo u dziadka niemalże za z
              > asłonką - ale, uwaga, jest odcinek, w którym narzekają na problemy mieszkania z
              > dziadkiem (wcale nie strasznym dziaduniem, a emerytowanym lekarzem wojskowym w
              > stopniu pułkownika),

              Tak było, nawet wspomniałam o tym powyżej. Całkowite minięcie się z realiami. Pułkownikom, nawet samotnym, nie przydzielono by małego mieszkanka na dalekich peryferiach. A on przecież miał żonę i dzieci. Że już nie wspomnę o tym, że emerytura lekarza wojskowego w stopniu pułkownika bynajmniej nie jest nędzna. Mam takich w rodzinie, nie mówię, że jeżdżą na złotych wrotkach, ale ich dzieci na pewno nie mieszkają za zasłonką w jednym pokoju z dziadkami. Natomiast sam typ charakteru lekarza emerytowanego wojskowego oddany jest dosyć trafnie. Na przykład reakcja dziadka na jakieś ciążowe kłopoty Majki - strasznie chce pomóc, ale nie wie, jak, przecież żołnierze nie zachodzili mu w ciąże (wtedy, teraz już zachodzą częściej). W końcu kapituluje przed mądrością życiową niekształconej Jadzi.

              Nie ma wywyższania się moralnego nad o wiele lepiej sytuow
              > anych sąsiadów, że może i Jędrulowie są bogaci, ale nie mają w domu ani jednej
              > książki. Jest za to coś, czego czasami brakuje tak ogólnie w społeczeństwie (i
              > tu ważna funkcja dydaktyczna serialu) - zrozumienie dla postaw innych, choć ni
              > e są takie same jak nasze i my byśmy się nigdy tak nie zachowali.

              O to, to. Pan Jędrula jakoś tam uznaje pana Jacka za autorytet i "bardzo mądrego człowieka", ale dzieje się to naturalnie, przy wzajemnej sympatii i szacunku, trochę jak w starej Jeżycjadzie grupa ESD polubiła Ignacego.

            • ciotka_scholastyka Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 10:37
              soova napisała:

              > Wiadomo, że k
              > ażdy serial musi się kiedyś skończyć

              IMO skończył się za późno, kiedy już kompletnie zjadł własny ogon. Natomiast do pewnego momentu był to jedyny serial, który oglądałam regularnie - śmieszny, inteligentny, dowcipny, sympatyczny. Może poza posterunkowym, który był zdecydowanie za bardzo przerysowany i żenował.
            • mika_p Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 18:46
              Mysmy chyba inny serial oglądały.

              > U Kwiatkowskich rodzinę utrzymuje głównie ciężko pracujący we własnej jednoosobowej firmie projektowej ojciec.

              Nie jednosobowej. Najpierw jest to spółka z Mareckim. Potem nie wiem,czy spólka, czy jeden własciciel Kwiatkowski, ale na pewno miał pracowników, bo wiele razy była mowa o zbieraniu ekipy, wysylaniu ekipy (chocby w odcinku, gdy Kwiatkowscy udają Kossoniów i czekają na gościa z kolacją, a gosciowi pękła rura)

              > Pani Ania najpierw, gdy dzieci są małe, zajmuje się domem i jako niespełniona malarka maluje, a potem, gdy dzieci już są samoobsługowe, dalej zajmuje się gotowaniem obiadu oraz "pracą w redakcji" wykonywaną w domu - odpowiada na listy czytelniczek (najpierw na maszynie do pisania, potem na laptopie).

              Pani Ania była przez pewien czas bezrobotna, a nie była matka domowa z wyboru. Im dalej w serial, tym więcej jej aktywności pozadomowej, tj. częściej jej nie ma, bo jest w redakcji. A chyba cały ostatni sezon opiera sie na tym, że ogólnie to ona jest w zyciu rodziny, tylko w seiralu jej nie widać, bo a to w delegacji, a to na szkoleniu, łącznie z tym, że uzgodnienie przyjęcia bliźniakow na wychowanie zostalo załatwione telefonicznie.

              > Co ciekawe, choć w pracy takiej jak pana Jacka samochód jest jej ważnym narzędziem, Kwiatkowski jeździ rzęchem rzęchów.

              Na moje oko, on go po prostu kocha i już :) Wielokrotnie mówił, że uwielbia przy im dłubać.

              > Pułkownik - tak, pułkownik! - narzeka na niską emeryturę.

              Kazdy ma prawo narzekac na swoje dochody!

              > Jego wnuk Kuba jest z wykształcenia filozofem, a prowadzi kawiarenkę internetową, w której wszystko kosztuje 5 zł, a na dodatek rzadko kiedy ktoś tam za coś płaci.

              Kuba zdaje sobie sprawę, że z filozofii ciężko będzie wyżyć, a biznesik jaki ejst, taki jest, ale na utrzymanie wystarcza. Ma klientów od rana do wieczora i naprawdę nie musi być w każdym wejściu z Cafe M@jka sceny z płaceniem. Klienci płacą, wymagaja wydłużenia czasu w ramach rekompensaty za awarię, zamawiają napoje gorące, ciocia Jadzia co jakiś czas donosi nowe pierog do kawiarenki jako towar handlowy, a dziadek strofuje płacących za brak "proszę" i "dziękuję" (kiedys cały odcinek poświęcono skutkom nadmiernego strofowania klientów).
              Ogólnie nie bardzo rozumiem, czy nie weirzysz, ze filozof z wykształcenia może prowadzić biznes, czy zarzucasz zdradę ideałów. Jak to pierwsze - ja nie widze problemu. Jak drugie - mnie się podoba realistyczne podejscie Kuby do rynku pracy dla filozofów i wzięcie spraw we własne ręce, z sukcesem, a na tyle, na ile może, Kuba jest wierny filozofii, próbuje ją promować, obmysla pracę badawczą w swoim środowisku codziennym i inne

              > Narzekania na finanse są dość regularne, co nie przeszkadza temu, że w ostatnich odcinkach bliźniakom, które pojawiły się w rodzinie w miejsce "starych" dzieci, pan Jacek sprawia wyprawkę w postaci markowych ubrań.

              Wyprawkę ufundował Jędrula w ramach współudziału w czynieniu świata lepszym przez Kwiatkowskich i z wdzięczności, że Jadzia dzięki temu zostanie u Kossoniów


              > Serial wbrew pozorom ma z Jeżycjadą sporo wspólnego. Przede wszystkim - odkryłam to niedawno przy oglądaniu powtórek części nakręconych mniej więcej w połowie lat 2000. - też wokół rodzin Kwiatkowskich i Kossoniów jest głównie zły świat. Dzieci padają w szkole ofiarą "krojenia", samochody na sąsiednich uliczkach kradną, a Jędruli grozi mafia

              I jeszcze bzyczą (ten złyświat) na dziewczynki (że niby razem są czarno-żółte jak osa), źle gospodaruja publicznymi pieniędzmi (szkolenia dla pracowników Sejmu), ustawiają przetargi (korumpując m.in. ciocię Ulę), kradną (3 wagony worków-pokrzywiaków) i kłócą się, a Jola odbiła Elizie chłopaka.
              Bez przesady, naprawdę.
              To jest sitcom, a nie telenowela brazylijska. Bohaterowie są stawiani przed problemami i albo je rozwiązują, albo się na nich uczą. "Krojenie" rozwiązała jedna nocna wycieczka czterech dzielnych mężczyzn, Eliza nauczyła się, jak się re-odbija chłopaka, ciocia Ula po wielkim strachu przed komisja sledczą pojęła, że nawet flakonik perfum to łapówka, ze szkoleń powstał świetny artykuł, a mafii Alutka wespół z ciocią Jadzią wytkneły błędy i znalazły mafiozom sposób na wyjście z twarzą (btw, mafia Jędruli groziła za spóźnienie w spłacie dlugu).
              A samochody kradziono nie tylko na sąsiednich uliczkach, ale i własnych, niestety, takie czasy były, że radio się wyjmowało z kieszeni i chowalo pod siedzeniem (albo, w nowszych, wypinało panel), żeby nie ukradli. Teraz już nie.
              • soova Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 19:22
                mika_p napisała:

                > > U Kwiatkowskich rodzinę utrzymuje głównie ciężko pracujący we własnej
                > jednoosobowej firmie projektowej ojciec.

                >
                > Nie jednosobowej. Najpierw jest to spółka z Mareckim. Potem nie wiem,czy spólka
                > , czy jeden własciciel Kwiatkowski, ale na pewno miał pracowników, bo wiele raz
                > y była mowa o zbieraniu ekipy, wysylaniu ekipy (chocby w odcinku, gdy Kwiatkows
                > cy udają Kossoniów i czekają na gościa z kolacją, a gosciowi pękła rura)

                Nawet jeśli, to ta ekipa nie jest zatrudniona w firmie Kwiatkowskiego jako pracownicy z umowami i ZUSem, tylko są to jego podwykonawcy w formie ekipy jakiegoś pana Władka właśnie, którą się angażuje do napraw itp., a potem jej się płaci na fakturę (albo i nie). Stosunki budowlane akurat od strony zawodowej nieco znam.

                > Pani Ania była przez pewien czas bezrobotna, a nie była matka domowa z wyboru.
                > Im dalej w serial, tym więcej jej aktywności pozadomowej, tj. częściej jej nie
                > ma, bo jest w redakcji. A chyba cały ostatni sezon opiera sie na tym, że ogólni
                > e to ona jest w zyciu rodziny, tylko w seiralu jej nie widać, bo a to w delegac
                > ji, a to na szkoleniu, łącznie z tym, że uzgodnienie przyjęcia bliźniakow na wy
                > chowanie zostalo załatwione telefonicznie.

                Tak, ale tę jej nieobecność w postaci delegacji i szkoleń akurat wymusiło samo życie (ciężka choroba aktorki i związana z tym absencja zawodowa). Bo umówmy się - czy w prawdziwym życiu tak ważną decyzję jak przyjęcie dzieci na wychowanie podejmuje się telefonicznie?

                > > Co ciekawe, choć w pracy takiej jak pana Jacka samochód jest jej ważn
                > ym narzędziem, Kwiatkowski jeździ rzęchem rzęchów.

                >
                > Na moje oko, on go po prostu kocha i już :) Wielokrotnie mówił, że uwielbia prz
                > y im dłubać.

                Nie jestem pewna, czy ten samochód on ma tylko z czystej miłości. Owszem, jest odcinek, w którym w finale Kwiatkowski odstępuje od umowy sprzedaży, gdy się dowiaduje, że samochód ma iść na części. Jednak w tym samym odcinku akcja rozpoczyna się od tego, że wóz się psuje i rozpoczynają się rozmowy z żoną w celu nakłonienia jej do zgody na zakup nowego. A z treści tego odcinka wynika jasno, że zakup nowego samochodu jest w rodzinie Kwiatkowskich finansowo mocno problematyczny. Scenarzyście można tu zarzucić, że pominął zupełnie kwestię samochodu używanego, ale zdatnego do użytku, a skoncentrował się tylko na fabrycznie nowym, ale rozumiem, że to dla udramatyzowania akcji.

                > > Pułkownik - tak, pułkownik! - narzeka na niską emeryturę.
                >
                > Kazdy ma prawo narzekac na swoje dochody!

                Owszem, ale jeśli pisze się scenariusz osadzony w realiach, narzekania emerytowanego pułkownika brzmią tak, jakby scenarzysta zapomniał, że na tle emerytur ZUS-owskich te mundurowe są naprawdę wyższe. A to nieco razi, tym bardziej, że gdy się tak popatrzy z boku, to dziadek wydatki ma niewielkie, bo nie leczy się, nie ma kosztownego hobby czy długów, ma mieszkanie bez kredytu, w którym zapewne częściowo dokładają się do utrzymania wnukostwo.

                > Ogólnie nie bardzo rozumiem, czy nie weirzysz, ze filozof z wykształcenia może
                > prowadzić biznes, czy zarzucasz zdradę ideałów. Jak to pierwsze - ja nie widze
                > problemu. Jak drugie - mnie się podoba realistyczne podejscie Kuby do rynku pra
                > cy dla filozofów i wzięcie spraw we własne ręce, z sukcesem, a na tyle, na ile
                > może, Kuba jest wierny filozofii, próbuje ją promować, obmysla pracę badawczą w
                > swoim środowisku codziennym i inne

                Mnie się też podoba. Tylko ta kawiarenka wygląda jakoś tak wydumanie, bo są komputery w liczbie większej niż trzy, czyli są rachunki za internet, prąd, jakiś serwis, a cały serial widzimy głównie, że młodzież płaci tam po 5 zł za picie czy za korzystanie. A w ponad 200 odcinkach wypadałoby uwzględnić jakieś z życia wzięte narzekanie, że prąd drogi czy że serwis olewa wezwanie do awarii. Mnie tego tam zabrakło.

                > > Narzekania na finanse są dość regularne, co nie przeszkadza temu, że
                > w ostatnich odcinkach bliźniakom, które pojawiły się w rodzinie w miejsce "star
                > ych" dzieci, pan Jacek sprawia wyprawkę w postaci markowych ubrań.

                >
                > Wyprawkę ufundował Jędrula w ramach współudziału w czynieniu świata lepszym prz
                > ez Kwiatkowskich i z wdzięczności, że Jadzia dzięki temu zostanie u Kossoniów

                Tutaj musiałabym obejrzeć jeszcze raz, ale czy przypadkiem nie było tak, że Jacek najpierw te rzeczy kupił, a raczej zwrócił za to Filipowi (czyli jednak było go na to stać), a potem opierał się, czy nawet oparł Jędruli, który chciał to wziąć na siebie?
                >
                > > Serial wbrew pozorom ma z Jeżycjadą sporo wspólnego. Przede wszystkim
                > - odkryłam to niedawno przy oglądaniu powtórek części nakręconych mniej więcej
                > w połowie lat 2000. - też wokół rodzin Kwiatkowskich i Kossoniów jest głównie
                > zły świat. Dzieci padają w szkole ofiarą "krojenia", samochody na sąsiednich ul
                > iczkach kradną, a Jędruli grozi mafia

                >
                > I jeszcze bzyczą (ten złyświat) na dziewczynki (że niby razem są czarno-żółte j
                > ak osa), źle gospodaruja publicznymi pieniędzmi (szkolenia dla pracowników Sejm
                > u), ustawiają przetargi (korumpując m.in. ciocię Ulę), kradną (3 wagony worków-
                > pokrzywiaków) i kłócą się, a Jola odbiła Elizie chłopaka.
                > Bez przesady, naprawdę.

                No ale dlaczego "bez przesady", skoro to jest w serialu? Tak sobie scenarzysta to wymyślił i tak to wygląda. Kwiatkowscy nie zamykają się przed złym światem w domu przy herbatce, ale te niefajne zjawiska mają miejsce i dotykają bohaterów, którzy na szczęście nieźle sobie z nimi radzą.

                > To jest sitcom, a nie telenowela brazylijska.

                Na szczęście to NIE jest sitcom, Boru szumiącemu dzięki, bo w sitcomie słychać zza kadru śmiech, a tu nie.

                Oglądałyśmy ten sam serial, tylko zobaczyłyśmy w nim co innego.
                • piotr7777 Re: Rodzina zastępcza 08.04.18, 17:29
                  > Na szczęście to NIE jest sitcom, Boru szumiącemu dzięki, bo w sitcomie słychać
                  > zza kadru śmiech, a tu nie.

                  To JEST sitcom. Tak jak cechą konstytutywną ssaków nie jest żyworodność (choć jest to cecha prawie wszystkich przedstawicieli gatunku) tak cechą sitcomów nie jest śmiech publiczności. Jest nią natomiast humor sytuacyjny. Który w Rodzinie zastępczej (podobnie jak w innym serialu bez śmiechu "Święta wojna") niewątpliwie występował.
              • przymrozki Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 19:38
                mika_p napisała:


                >
                > Kuba zdaje sobie sprawę, że z filozofii ciężko będzie wyżyć, a biznesik jaki ej
                > st, taki jest, ale na utrzymanie wystarcza. Ma klientów od rana do wieczora i n
                > aprawdę nie musi być w każdym wejściu z Cafe M@jka sceny z płaceniem.

                Kuba w którymś odcinku tłumaczył (nie pamiętam przy jakiej okazji, pewnie rozmawiając z materialistą Filipem), że mógł szukać pracy w jakieś korporacji, ale po przemyśleniu sprawy zdecydował, że woli samodzielność i dużo czasu na czytanie od większych pieniędzy. Mało to osób zarabia mniej niż by mogło, żeby mieć czas na rodzinę, hobby albo wysypianie się? Był też moment, w którym Kuba mógł zarabiać w radiu na upokarzaniu ludzi, którzy nie znają się na filozofii, ale zrezygnował, bo kłóciło się to z jego ideałami. Ogólnie Kuba był konsekwentnie pokazywany jako człowiek, który nie goni za pieniędzmi. To miało sens i wcale nie było jakoś szczególnie nachalne (wiadomo, że bohaterowie byli lekko przerysowani, taka konwencja).

                Innymi słowy, ta Cafe Maja miała sens. I to były czasy, w których utrzymanie się z kawiarenki internetowej było możliwe. Tym bardziej, że koszty życia mieli niskie, a Majka pracowała.
                • soova Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 19:43
                  Nie krytykuję pozytywnego podejścia Kuby do pracy w kawiarence. Pamiętam rozmowę z Filipem i bardzo mi się podobała. Krytykuję pokazywanie prowadzenia kawiarni w konwencji mniej więcej takiej, jak MM przedstawia pracę Gaby na uczelni. Nawet filozof prowadzący mały biznes styka się z problemami trapiącymi mały biznes, od kosztów uzyskania przychodów, przez problemy z podwykonawcami, po nawet niepłacących klientów. A w serialu tego biznesowego spojrzenia zabrakło, podczas gdy mogłoby znaleźć się na to miejsce, skoro nie był to 21-odcinkowy "40-latek".
                  • przymrozki Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 19:49
                    soova napisała:

                    Krytykuję pokazywanie prowadzenia kawiarn
                    > i w konwencji mniej więcej takiej, jak MM przedstawia pracę Gaby na uczelni. Na
                    > wet filozof prowadzący mały biznes styka się z problemami trapiącymi mały bizne
                    > s, od kosztów uzyskania przychodów, przez problemy z podwykonawcami, po nawet n
                    > iepłacących klientów. A w serialu tego biznesowego spojrzenia zabrakło, podczas
                    > gdy mogłoby znaleźć się na to miejsce, skoro nie był to 21-odcinkowy "40-latek
                    > ".

                    Coś tam było na przykład, że w wyniku awarii czy innego wirusa traci utarg.

                    I oczywiście była groźba braku zgody na otwarcie kawiarenki za brak jakichś urzędowych zaświadczeń. Jędrula wtedy załatwił wszystkie potrzebne zgody, a w zamian poprosił, żeby Jadzia mogła gotować.
                    • esme83 Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 22:09
                      Był też odcinek, w którym Kuba dostał jakąś nagrodę za pomysł na małą firmę czy coś w tym stylu, i od razu następnego dnia zaczęły go nękać kontrole IS, PIP itp. Bardzo życiowe :)
                      • lord_vmordevol Re: Rodzina zastępcza 16.04.18, 13:04
                        esme83 napisała:

                        > Był też odcinek, w którym Kuba dostał jakąś nagrodę za pomysł na małą firmę czy
                        > coś w tym stylu, i od razu następnego dnia zaczęły go nękać kontrole IS, PIP
                        > itp. Bardzo życiowe :)

                        TSD, co w tym życiowego?
                    • guineapigs Re: Rodzina zastępcza 06.04.18, 22:40
                      Bardzo nie chce punktowac na minus uroczego serialu, ale... Wydaje mie sie, ze prowadzenie kawiarenki internetowej nie jest takie proste. Wlasciwie to uwazam, iz najlepsza osoba prowadzaca bylby tzw. informatyk - w znaczeniu: osoba znajaca sie na IT. W takiej kawiarence trzeba cos podlaczac, obslugiwac serwer, cos reperowac, usuwac wirusy, zabezpieczac, blokowac, odblokowywac, kontrolowac, wgrywac, usuwac, konfigurowac... No mase rzeczy z dziedziny softwaru, hardwaru i administrowania siecia. Oczywiscie mozna takiego speca zatrudnic czy wynajmowac, ale to sa konkretne pieniadze.
                      Nie wiem, nie znam sie, ale czy naprawde te kawiarenki tak dzialaly: mam sale, kupuje kilka kompow - i samo gra?

                      No ale sitcom to nie real. W sitcomie pewne sprawy sie upraszcza, inne komplikuje, wiele zagadnien przejaskrawia - la smichu ino i nikt sie nie czepia, bo nie ma prawa. Przywilej i prawo konwencji.

                      Ale MM nie pisze sitcomow, a powiesci o realnym zyciu (realnym, he he he). No chyba, ze nie zauwazylismy i z powiesci o realnym zyciu wypaczkowal nam sitcom.
                      I moze to jest to: nakrecic Neo-Borejcz-Jade nie jako opowiesc o zyciu, ale jako sitcom? Moim zdaniem jest tu potencjal na sitcom wlasnie.
                      A co do '40stolatka' - swietny serial, nawet nie wiedzialam, ze to 21 odcinkow. Tak pokazane zycie, ze wszystko sie zmiescilo. I problemy na budowie,i damskie ploteczki w labie, i w zyciu malzenskim, i w zyciu spol-polit, i ogolnie: rodzinnym. Ze tak pojade teraz modnym Duchem Swietym: tak, ten serial powstal z natchnienia Ducha Swietego, a nie jak Botox czy Kobiety Bez Wstydu.
                      Tfuuurcy tych dwoch ostatnich wymienionych przeze mie gniotow powolywali sie na Ducha Swietego - ze im niby pomagal przy produkcji/pisaniu scenariusza czy co.... Juz to wystarczy, by ich obu ekskomunikowac, i to z doplata ze strony Watykanu.

                      Ale Neo czy Borejcz Jada jako sitkom - co myslicie? Moim zdaniem to naprawde by zadzialalo.
                      • mika_p Re: Rodzina zastępcza 07.04.18, 00:22
                        > Wydaje mie sie, ze prowadzenie kawiarenki internetowej nie jest takie proste. Wlasciwie to
                        > uwazam, iz najlepsza osoba prowadzaca bylby tzw. informatyk - w znaczeniu: osoba
                        > znajaca sie na IT. W takiej kawiarence trzeba cos podlaczac, obslugiwac serwer, cos reperowac,
                        > usuwac wirusy, zabezpieczac, blokowac, odblokowywac, kontrolowac, wgrywac, usuwac,
                        > konfigurowac... No mase rzeczy z dziedziny softwaru, hardwaru i administrowania siecia.

                        W czasach SDI i pierwszej Neostrady LANy (sieci lokalne) z dostępem do internetu stawiały nawet ludziki ze szkół średnich, a wśród studentów chyba kazdy mial znajomego, najdalej znajomego znajomego, który wiedział, jak to zrobić, jaki kabel kupic, co z czym połączyć itd. System operacyjny wgrywało się częściej niż kupowało dysk, i wciąż królowaly składaki a nie komputery kupowane w calości w ustalonej przez sprzedawcę konfiguracji. Samodzielny użytkownik komputera po kilku latach umiał dokonać podstawowych wymian hardware'u, wgrać system operacyjny, skonfigurowac go sobie i zainstalować potrzebne programy.
                        Skoro Kuba zdecydowal się prowadzić kawiarenkę internetową, to znaczy, że to umial. Nie ma w serialu rozkmin, czy biznes czy etat, jaki biznes, po prostu dostajemy informację, że będzie kawiarenka, a problemy są administracyjne, a nie techniczne.
                        Potem wielokrotnie widzimy Kubę, który coś tam przy komputerach robi (choćby skanuje antywirusem) i pomaga klientom w uzywaniu popularnych programów.

                        Dostęp do internetu rozwijał sie bardzo szybko, dzis chyba już nie funkcjonują kawiarenki internetowe, prawie kazdy ma internet w smarfonie. Kube poznajemy w serialu juz jako męża Majki, nic nie wiemy o jego przeszłości poza studiowaniem filozofii.
                        Zamiast zastanawiania się, czy nie powinien być specjalistą IT, trzeba zastosowac brzytwę Ockhama: skoro się podjał prowadzenia takiego biznesu, to znaczy, że wierzył, że da sobie radę, ergo, posiadal odpowiednią wiedzę i umiejętności. Czasy były takie, że mógł je mieć bez formalnego wykształcenia w kierunku.
                        • tt-tka Re: Rodzina zastępcza 07.04.18, 02:03
                          mika_p napisała:

                          > Dostęp do internetu rozwijał sie bardzo szybko, dzis chyba już nie funkcjonują
                          > kawiarenki internetowe,

                          Funkcjonuja, przynajmniej tu, gdzie jestem. I w malych miescinach, i w duzych miastach :)
                          I nie wyglada, na razie przynajmniej, by mialy sie zamykac. Zwykle, gdy zagladam, sa pelne.

                          Odeszlismy ciut od tematu, a ja o majlach... do produkcji Matalii jeszcze nie doszlam, ale ta siostrzana korespondencja robi na mnie strasznie pretensjonalne wrazenie. Oraz utwierdzam sie w przekonaniu, ze MM nie potrafi/nie chce jej sie napisac powiesci, wiec wszystko to, co powinno byc akcja, zostaje opowiedziane w majlach. Zarazem zwalnia to altoresse z koniecznosci wytlumaczenia takich czy innych postaw/motywow/przemyslen uczestnikow zdarzen, dostajemy po prostu streszczenie. Ja pinkole.



                        • ciotka_scholastyka Re: Rodzina zastępcza 08.04.18, 10:36
                          mika_p napisała:

                          > Potem wielokrotnie widzimy Kubę, który coś tam przy komputerach robi (choćby sk
                          > anuje antywirusem) i pomaga klientom w uzywaniu popularnych programów.

                          Pamiętam scenę, w której klientka napisała długi tekst z włączonym capslockiem i Kuba jej współczuje, że będzie musiała to wszystko poprawiać :D Funkcja Shift-F3 jak najbardziej już wtedy działała, uśmiałam się wtedy :)
                          • lord_vmordevol Re: Rodzina zastępcza 16.04.18, 13:03
                            ciotka_scholastyka napisała:

                            > Pamiętam scenę, w której klientka napisała długi tekst z włączonym capslockiem
                            > i Kuba jej współczuje, że będzie musiała to wszystko poprawiać :D Funkcja Shift
                            > -F3 jak najbardziej już wtedy działała, uśmiałam się wtedy :)

                            Jajako człowiek zarabiający na życie komputerem od lat '90 zapytuję: a co to jest "funkcja Shift-F3"?
                      • ciotka_scholastyka Re: Rodzina zastępcza 08.04.18, 10:39
                        guineapigs napisała:

                        > A co do '40stolatka' - swietny serial, nawet nie wiedzialam, ze to 21 odcinkow.
                        > Tak pokazane zycie, ze wszystko sie zmiescilo. I problemy na budowie,i damskie
                        > ploteczki w labie, i w zyciu malzenskim, i w zyciu spol-polit, i ogolnie: rodz
                        > innym. Ze tak pojade teraz modnym Duchem Swietym: tak, ten serial powstal z nat
                        > chnienia Ducha Swietego

                        Duch Święty zajął się Jerzym Gruzą tylko dwukrotnie, przy Wojnie Domowej i przy Czterdziestolatku właśnie. Już nie mówię o tych straszydłach jak "Gulczas, a jak myślisz", i to drugie, bo uważam, że zdrowy na umyśle człowiek nie byłby w stanie wyprodukować czegoś takiego - ale już "Czterdziestolatek dwadzieścia lat później" był żenujący nawet jak na tamte czasy, kiedy łaknęliśmy podobnych produkcji...
                        • staua Re: Rodzina zastępcza 08.04.18, 19:00
                          To prawda, niedawno obejrzałam całego "Czterdziestolatka" (a przed nim "Wojnę Domową"), byłam zachwycona i z rozpędu zaczęłam oglądać "Dwadzieścia lat później" - nie dało się, no nie dało się i już.
      • reveiled Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 09:40
        "Poza tym zwróćmy uwagę, że Natalia nie tylko uczy polskiego, ale jest też uznanym literatem."
        Spotkalam sie z wieloma nauczycielami, rowniez angielskiego (w Kanadzie, wiec mowimy o nauczycielach jezyka obczystego) piszacymi bardzo niedbale. Korespondowalam rowniez z kilkoma poetkami, ktorych styl pisania w listach pozostawial duzo do zyczenia. Akurat roznica miedzy stylem listow i poezji mnie nie dziwi, bo to jednak zupelnie co innego, ale fakt ze niektorzy z tych nauczycieli ukonczyli filologie troche mnie zastanawial - ale najwyrazniej sie zdarza.
        • gat45 Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 09:54
          "Obczysty" to od obcy czy od ojczysty ?
          • reveiled Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 10:17
            Oczywiscie mialam na mysli ojczysty. Dostane jakas oryginalna pokute, czy tym razem mi sie upiecze?
            • gat45 Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 10:37
              Ode mnie dostajesz medal. Bardzo mi się ten obczysty język spodobał i będę używać.
              • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 11:02
                Sprzedalam obczysty dalej - innym tez sie spodobal :)
                Interpretacja dominujaca - obcy, ktory stal sie tak bliski i dobrze znany jak ojczysty :)
        • vilez Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 07.04.18, 16:49
          Zauważyłam, że ludzie pióra piszą prywatnie chyba najgorzej z wszystkich mi znanych piszących- literówki koszmarne, interpunkcja oględnie nazwawszy - alternatywna. Ale ja ich rozumiem. Nie jest to dla nich punkt aspiracji ani wymogu, raczej- codzienność i nie przywiązują wagi do staranności... (prywatnie).
          "Obczysty" cudny :)
          • guineapigs Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 07.04.18, 19:10
            No dobra, ale jeszcze jest to, zeby cos napisac. Jak ktos napisze taka akcje, ze lomatulu - nikt tak ani przedtem, ani potem - a zrobi literowke czy nawet kilka, to oczywiste jest, ze kupujemy/wydajemy/filmujemy ale i poprawiamy.
            Jest taka anegdotka, ze jak Wiktor Hugo napisal Nedznikow, to wyslal do wydawcy po prostu rekopis z wielkim znakiem zapytania: ?. Dostal odpowiedz: '!'.
            Na pewno byla tam potem i korekta, i redakcja. Ale wydawca wiedzial, ze to jest cos.
            I chyba tak jest do dzis.. Nedznicy to niesamowita powiesc, jak ktos kiedys napisze: Polski Hugo - to kupie.
            • vilez Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 07.04.18, 19:20
              Jasne. Ale tu chodzi o maile prywatne. Znani mi "piszący"też w takich mailach piszą po prostu strasznie ;) Także pod względem treści- albo rozwlekle, albo skrótami, w każdym razie- bez starania.
            • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 10:44
              guineapigs napisała:

              > Nedznicy to niesamowita powiesc, jak ktos kiedys napisze: Polski Hugo - to kupie.

              Jak ktoś kiedyś napisze "polski Hugo", to wiej od tego jak najdalej, bo to zapewne będzie nieprawdopodobny gniot. Mieliśmy "polskiego Brada Pitta", "polskiego Elvisa", polski odpowiednik filmu jakiegoś tam, polski "Kod Leonarda da Vinci" i to wszystko generalnie było potwornie żałosne. Jak to świadczy o naszych kompleksach, skoro wszystko musi być polskim czymś tam, już mniejsza.
              • guineapigs Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:01
                ciotka scholastyka napisala, co mysli o 'polskich odpowiednikach':
                'Jak ktoś kiedyś napisze "polski Hugo", to wiej od tego jak najdalej, bo to zapewne będzie nieprawdopodobny gniot. Mieliśmy "polskiego Brada Pitta", "polskiego Elvisa", polski odpowiednik filmu jakiegoś tam, polski "Kod Leonarda da Vinci" i to wszystko generalnie było potwornie żałosne. Jak to świadczy o naszych kompleksach, skoro wszystko musi być polskim czymś tam, już mniejsza.'

                I trudno sie nie zgodzic. Ale ja akurat nie pamietam 'polskiego Brada Pitta' ani 'polskiego Presleya'. Kto byli oni?
                Pamietam natomiast takie kuriozum jak 'polski Leonardo Di Caprio' - to byl maz czy moze wowczas jeszcze narzeczony Kasi Cichopek. Nie mam pojecia, dlaczego go tak uprzywilejowano, bo mam wrazenie, ze zadnej roli filmowej nie zagral. a jesli nawet zagral, to juz nikt o tym nie pamieta. Gdy tymczasem prawdziwy, amerykanski Di Caprio wzniosl sie na wyzyny aktorskiego rzemiosla w filmie 'Wilk z Wall Street'.
                Kompletny, ale to nawet kompletnie odlecony OT: moim zdaniem z nawet przecietnego (nie zlego, ale przecietnego) aktora da sie duzo wykrzesac za pomoca dobrego scenariusza i dobrego rezysera. Jesli zas aktor jest przecietny a scenarzysta i rezyser, miast pracowac, licza na Ducha Swietego - to wyjdzie kicha. Duch Swiety pomaga tym, ktorzy uczciwie pracuja, a nie tym, ktorzy tylko - liczac na Niego - odwalaja tandete.
                • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 10:12
                  guineapigs napisała:

                  > I trudno sie nie zgodzic. Ale ja akurat nie pamietam 'polskiego Brada Pitta' an
                  > i 'polskiego Presleya'. Kto byli oni?

                  Polskim Bradem Pittem - Maciej Zakościelny (hihihihihi!!!!). Co do Elvisa, to pierwszy był Krzysztof Krawczyk :D

                  Ale informacją o tym, że Marcin Hakiel miał być polskim Di Caprio, osunęłaś mnie pod biurko!
                • dakota77 Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 11:11
                  guineapigs napisała:
                  >
                  >
                  > Pamietam natomiast takie kuriozum jak 'polski Leonardo Di Caprio' - to byl maz
                  > czy moze wowczas jeszcze narzeczony Kasi Cichopek. Nie mam pojecia, dlaczego go
                  > tak uprzywilejowano, bo mam wrazenie, ze zadnej roli filmowej nie zagral. a je
                  > sli nawet zagral, to juz nikt o tym nie pamieta. Gdy tymczasem prawdziwy, amery
                  > kanski Di Caprio wzniosl sie na wyzyny aktorskiego rzemiosla w filmie 'Wilk z W
                  > all Street'.

                  Te porowniania odnosza sie zwykle raczej do jakiegos domniemanego podobienstwa fizycznego ( zwykle naciaganego) niz do podobienstwa talentow :P
                  • malgorzata_madej Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 11:21

                    > Te porowniania odnosza sie zwykle raczej do jakiegos domniemanego podobienstwa
                    > fizycznego ( zwykle naciaganego) niz do podobienstwa talentow :P

                    był też polski Stephen King, ale kompletnie nie pamiętam, kto to miał być: pewnie Orbitowski albo Żulczyk :D
                  • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 13:01
                    dakota77 napisała:

                    > Te porowniania odnosza sie zwykle raczej do jakiegos domniemanego podobienstwa
                    > fizycznego ( zwykle naciaganego) niz do podobienstwa talentow :P

                    No właśnie, i dlatego jest to takie zabwne. Widzisz gdzieś podobieństwo między Leonardo i Hakielem? :) A ten pyzaty Zakościelny to z czego Pitta przypomina, z faktu posiadania penisa? :)
    • buka_z_muminkow Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 06.04.18, 12:10
      Maile Nutrii sa jedną z moich większych irytacji książki i chyba pierwszą irytacją, którą wspomniałam w wątku do tego przeznaczonym. Dokładniej - wkurza mnie, że polonistka i poetka nadużywa capslocka.
      • grzalka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 07:37
        O, mnie też ten capslock irytuje!
      • selkie Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 10.04.18, 12:57
        buka_z_muminkow napisała:

        > Maile Nutrii sa jedną z moich większych irytacji książki i chyba pierwszą iryta
        > cją, którą wspomniałam w wątku do tego przeznaczonym. Dokładniej - wkurza mnie,
        > że polonistka i poetka nadużywa capslocka.

        No wlasnie! Czy ona nie czytala Emilki ze Srebrnego Nowiu? Nie rozumiala dlaczego pan Carpenter tak tepil egzaltowane wstawki w rodzaju kursywy (to chyba mozna uznac za ichni odpowiednik Capslocka) - i to juz u czternastoletniej Emilki? I Natalia to ma byc publikowana poetka teraz? Serio?
    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 00:42
      abdiasz napisał(a):

      > Czy ktoś przyjrzał się bliżej mailom, radośnie słanym przez Nutrię w Zgryzotce?

      Na razie przeczytalam dwa. Mam juz jasnosc, po kim i dlaczego synowie matolecznej Matalii sa opoznieni w rozwoju.
      Wakacje z Nerwusem i "Pyza, taka malutka, taka poczciwa". Malutka Pyza liczyla sobie wowczas lat trzynascie.
      "W waszym wielkim lozu moze spac Roza z mala Mila". Mala Mila liczy sobie lat czternascie.

      A Matalia zachowuje sie i pisze tak, jakby sama cofnela sie do wieku grubo przedlicealnego. Egzaltowana 12-latka ? Mniej ?
      • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 01:08
        Przy okazji przeczytalam majla Pulpy. "Znowu mieszkalybysmy razem, zawsze razem, hura ! z rodzicami!".
        Nie wiem, moze ja znam tylko nienormalnych ludzi, ale dla nikogo z doroslych i smarkatych znajomych mieszkanie dozywotnio z siostra, szwagrem i rodzicami nie jest marzeniem zycia. Niby wiedzialam ze spojlerow, ale takiego wytrysku radosci nikt nie wspomnial. Hebefrenia czy co ?
        • malgorzata_madej Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 10:58
          tt-tka napisała:

          > Przy okazji przeczytalam majla Pulpy. "Znowu mieszkalybysmy razem, zawsze razem
          > , hura ! z rodzicami!".
          > Nie wiem, moze ja znam tylko nienormalnych ludzi, ale dla nikogo z doroslych i
          > smarkatych znajomych mieszkanie dozywotnio z siostra, szwagrem i rodzicami nie
          > jest marzeniem zycia. Niby wiedzialam ze spojlerow, ale takiego wytrysku radosc
          > i nikt nie wspomnial. Hebefrenia czy co ?

          a mnie to nie dziwi. gdzieś tu poniżej był wątek o faworyzowaniu dzieci: w Borejków to Pulpa była najmniej lubianym dzieckiem. wyraźnie to szło po starszeństwie: cudowna Gaba, wyjątkowa Ida, wrażliwa Nutria, no i Pulpecja - samo to przezwisko jest po prostu obraźliwe i nikt nie miał na tyle taktu, żeby się z niego wycofać (a zważ, że wycofano się np. z Pyzy!)
          dlatego wyobrażam sobie, że Patrycja tak trochę podświadomie czuje, że wreszcie to ona będzie najważniejszą córką, tą wspaniałą, bo przecież opiekuje się rodzicami i w ogóle. to spraszanie wszystkich sióstr na wakacje i szykowanie dla nich żarcia, to sprowadzanie rodziców na wakacje z całym umeblowaniem - babka usiłuje im wszystkim coś udowodnić, niestety. a przez kilka tomów wydawało się, że ma na nich słusznie wyrypane...
          • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 11:12
            Nigdy nie mialam wrazenia, ze Pulpa ma wyrypane. Przeciwnie, podobalo mi sie, ze ona stworzyla swoja wlasna, odrebna rodzine, funkcjonujaca na ich wlasnych zasadach zarazem zachowujac wiez z rodzina pochodzenia.
            Podlamalam sie, gdy w WdO lub F Pulpa szczesliwieje, bo "ta twierdza z kruchych cial rodzicow i ich splowialych ksiazek bedzie chronila jej dzieci, oby jak najdluzej", ale niech bedzie. Kocha staruszkow, ucieszyla sie, ze pobeda u niej jakis czas.

            Tu jednak mamy juz co innego - w jej wlasnym, pulpinym domu Gabon ma byc nadal centrumem dla wszystkich. A rodzina najwazniejsza mianowani sa rodzice i siostry. Dom staje sie - wczesniej nie byl - duplikatem Rusfelta.
            O ile moge zrozumiec Florka - on ma nadzieje, ze obecnosc siostry odciazy jego zapracowana "zonke" (brrrr) - o tyle ten szal radosci Pulpy, ze kto inny stanie sie centralna postacia w jej domu juz mnie mocno niepokoi.
      • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 09:29
        tt-tka napisała:

        > Na razie przeczytalam dwa. Mam juz jasnosc, po kim i dlaczego synowie matoleczn
        > ej Matalii sa opoznieni w rozwoju.
        > Wakacje z Nerwusem i "Pyza, taka malutka, taka poczciwa". Malutka Pyza liczyla
        > sobie wowczas lat trzynascie.

        Uczciwie trzeba przyznać, że trzynastoletnia Pyza zasłużyła sobie na takie traktowanie. Faktycznie zachowywała się jak ktoś wyraźnie młodszy.

        > "W waszym wielkim lozu moze spac Roza z mala Mila". Mala Mila liczy sobie lat c
        > zternascie.

        Gdyby chodziło o wizytę, to spanie czternastolatki z matką byłoby OK. Przyjmijmy domniemanie dobrej wiary i załóżmy, że Matalii chodziło o stan przejściowy - sprawa jest nagła, nie zdążymy zorganizować nic innego, to póki co niech śpią tak. Bardziej mnie dziwi, że potem nikt nie przedsięwziął żadnych działań w celu poprawy warunków bytowania Szopiąt. Bo póki co, to zanosi się, że oni będą spać na karimatach, które na dzień będzie się wsuwać pod łóżko Norci. Przynajmniej póki Norcia nie zacznie w tym łóżku spać. Wtedy Szopy pewnie wylądują w przedpokoju albo w nagietkowej kuchni. Aga brzmi na osobę, która o dobro swojego dziecka doskonale zadba. Róża o łóżkach, biurkach i bezpiecznym kąciku dla swoich młodych jakoś szczególnie nie myśli.

        >
        > A Matalia zachowuje sie i pisze tak, jakby sama cofnela sie do wieku grubo prze
        > dlicealnego. Egzaltowana 12-latka ? Mniej ?

        Albo jak zdziecinniała staruszka. Taka późna staruszka, nie że sześćdziesiątka. To wspominanie dawnych lat, bez ładu i składu, bez sensu zupełnie.
        • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 10:34
          przymrozki napisała:


          > > Wakacje z Nerwusem i "Pyza, taka malutka, taka poczciwa". Malutka Pyza li
          > czyla
          > > sobie wowczas lat trzynascie.
          >
          > Uczciwie trzeba przyznać, że trzynastoletnia Pyza zasłużyła sobie na takie trak
          > towanie. Faktycznie zachowywała się jak ktoś wyraźnie młodszy.

          Jakkolwiek zachowywala sie Pyza, wspominanie jej jako "malutkiej" (a dziewcze bylo pulchne i wyrosniete) swiadczy o obecnych - jak to nazwac - problemach mentalnych Natalii, a nie owczesnych Pyzy.


          >

          > Gdyby chodziło o wizytę, to spanie czternastolatki z matką byłoby OK.

          A nie, mnie chodzi o te "mala" w odniesieniu do 14-latki.
          Oraz skoro moze byc lozko, chocby skladane, dla 7-letniego Karolka, to tym bardziej dla dziewczyny w wieku, w ktorym juz sie nie chce spac z mamusia.

          (Natalia brzmi)
          > jak zdziecinniała staruszka. Taka późna staruszka, nie że sześćdziesiątka.
          > To wspominanie dawnych lat, bez ładu i składu, bez sensu zupełnie.

          No otoz. Ona tak pisze i co gorsza wyglada na to, ze tak mysli. W glowie siano lub pustka.
          • potworia Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 15:41
            Czytam ja wątek o barokowych emaliach Natalii i jestem bliska zakupienia książki z ciekawości. Czy ktoś się zlituje i wrzuci jakiś dłuższy cytat, żeby ocalić moje trzydzieści złotych, za które mogę wszak paczkę pieluch i słoik kleiku ryżowego?
            • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 15:47
              Daj lepiej adres, to jakas uczynna dusza podesle calosc :)
              • agafiatichonowna Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 16:33
                Kochana Gabrysiu,
                niestety, nie jestem zaskoczona. Od dawna już przeczuwałam coś NIEDOBREGO. Biedna, kochana Pyzunia, dlaczego ją własnie to spotyka? Ona tak MOCNO i boleśnie przeżywa każdą nielojalność, podstęp i zdradę, jako dziecko nie umiała nawet zrozumieć, skąd się biorą. Sama jest tak UCZCIWA i dobra, i tak łatwowierna, że chyba nieświadomie prowokuje innych do tego, by ją krzywdzić i pomijać.

                I dalej w ten deseń. Jeszcze? Czy może wystarczy, bo nie daj bór zamiast lecieć po pieluchy pójdziesz się kiwać do kącika
                • potworia Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 17:10
                  I to napisała autorka bajki o dziewczynce z Nowego Jorku, która gołąbki? Co za regres.
                • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 17:12
                  agafiatichonowna napisała:

                  Jeszcze? Czy może wystarczy, bo nie daj bór zamiast leci
                  > eć po pieluchy pójdziesz się kiwać do kącika


                  Szanuje potrzeby Potworzatka, ale Potworia jest duza dziewczynka i wie, co robi (mam nadzieje) oraz czego chce. zapodaje dalej

                  "Poplakalam sie nad nia, zwlaszcza kiedy ja sobie przypomnialam taka malutka, ufna i poczciwa, wierna i niezawodna, jak wtedy gdy bylam z nia na pamietnych ( NERWUS !) wakacjach (...) na razie nikogo nie wtajemniczajmy w problemy Rozy, a juz zwlaszcza naszego ojca, ktory - pamietasz ? - OD PIERWSZEJ CHWILI Fryderykowi nie dowierzal (...) Naprawde, na razie NIC nie mowmy Rodzicom. Nie tracmy nadziei, ze moze jeszcze WSZYSTKO bedzie dobrze".
                  z innego tworu
                  "Co mysmy tego dnia przezyli, o, gdybys wiedziala ! Epicki huragan, ktory zniszczyl pol Polski, polozyl Bory Tucholskie, a po drodze zawadzil o Gniezno (gdzie zerwal dach katedry) w pewnej chwili, od niechcenia, w przelocie, zdmuchnal daszek pawilonu Floriana; i to DOSLOWNIE znad naszych glow ! (...) NIEUSTAJACE swiatlo blyskawic wpadalo przez rozpruty dach ! Grzmialo NIEUSTANNIE, potwornie, przez dwie godziny ! Woda lala sie do srodka !"

                  Oraz wokol Fryca jest "swoista aura odstraszajaca".
                  • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 17:29
                    I dalej.

                    "Nie traćmy nadziei, że może jeszcze WSZYSTKO będzie dobrze. Mało to prawdopodobne, ale przecież możliwe. Już raz przeżywaliśmy już coś takiego z Fryderykiem. Może Róża nie darmo wierzy jeszcze i czeka. Trzeba też zaufać jej instynktowi i jej prawości. Nie martw się, Gabuniu. NA PEWNO sobie z tym wszystkie poradzimy! Zawsze i we wszystkim możesz na mnie liczyć, moja wspaniała siostrzyczko kochana".

                    W innym liście opisuje zaś, jak Pulpie zwiało dach w chałupie, a ona, pomocna Nutria, nie bacząc na nic uciekła do domu. Widać Pulpa nie jest wspaniałą siostrzyczką kochaną.
                    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 17:49
                      przymrozki napisała:


                      Nie martw się, Gabuniu. NA PEWNO sobie z tym wszystkie poradzim
                      > y! Zawsze i we wszystkim możesz na mnie liczyć, moja wspaniała siostrzyczko koc
                      > hana".
                      >
                      > W innym liście opisuje zaś, jak Pulpie zwiało dach w chałupie, a ona, pomocna N
                      > utria, nie bacząc na nic uciekła do domu. Widać Pulpa nie jest wspaniałą siostr
                      > zyczką kochaną.

                      Widac nie jest. Jadlodajnia jest i noclegownia. Aczkolwiek ckliwa Nutryja nie omieszkala zaznaczyc, ze wstawiala pranie u Pulpy ciegiem, tak bardzo, ze zapomiala, jak nastawia sie jej wlasna pralke.

                      Niemniej na Nutrie to i wspaniala i kochana Gaba, dla ktorej wszystko, tez nie za bardzo powinna liczyc. Pamietasz ten passus z TiR, kiedy zginela Laura ? Gabon wzial sie za reczne pranie, "bo to uspokaja", a Nutria "juz nawet nie miala sily jej wspolczuc" :(
                      Tak wiec liczyc na to, ze cokolwiek zrobi, to naiwnosc bardzo daleko posunieta. Jak Nutria mowi, ze zrobi, to wlasnie mowi.
                      • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 18:09
                        tt-tka napisała:

                        > Niemniej na Nutrie to i wspaniala i kochana Gaba, dla ktorej wszystko, tez nie
                        > za bardzo powinna liczyc. Pamietasz ten passus z TiR, kiedy zginela Laura ? Gab
                        > on wzial sie za reczne pranie, "bo to uspokaja", a Nutria "juz nawet nie miala
                        > sily jej wspolczuc" :(
                        > Tak wiec liczyc na to, ze cokolwiek zrobi, to naiwnosc bardzo daleko posunieta.
                        > Jak Nutria mowi, ze zrobi, to wlasnie mowi.

                        Jeszcze na etapie "NiN" Nutria była empatyczna i chętna do pomocy, co Pulpa doceniała (uważała, że Natalia wspiera lepiej niż Ida). Faktem było tylko, że zanim się niedojda Natalia pozbierała, to któraś z energiczniejszych sióstr często już dawno sobie z problemem poradziła. A to jest jednak trochę co innego niż korzystać z pomocy sióstr, a samej programowo nic z siebie nie dawać. I jeszcze dołować zamiast pocieszać (Patrycja to właśnie zarzucała Natalii, że nie ma się od niej wsparcia nawet w takim wymiarze).

                        Czy mamy rozumieć, że Nutria się zmieniła?
                        • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 19:03
                          przymrozki napisała:

                          > Jeszcze na etapie "NiN" Nutria była empatyczna i chętna do pomocy, co Pulpa doc
                          > eniała (uważała, że Natalia wspiera lepiej niż Ida). Faktem było tylko, że zani
                          > m się niedojda Natalia pozbierała, to któraś z energiczniejszych sióstr często
                          > już dawno sobie z problemem poradziła. A to jest jednak trochę co innego niż ko
                          > rzystać z pomocy sióstr, a samej programowo nic z siebie nie dawać. I jeszcze d
                          > ołować zamiast pocieszać (Patrycja to właśnie zarzucała Natalii, że nie ma się
                          > od niej wsparcia nawet w takim wymiarze).
                          >
                          > Czy mamy rozumieć, że Nutria się zmieniła?

                          Niekoniecznie ona sama się zmieniła, bardziej chyba zmieniły się oczekiwania innych wobec Natalii. U młodej dziewczyny wieczne roztargnienie jest romantyczne, nieporadność wzruszająca, pasywność i niezdecydowanie budzą odruch opiekuńczy. U dorosłej kobiety, mężatej i dzieciatej, od lat samodzielnej (przynajmniej w teorii) wszystkie te cechy głównie irytują. Młoda Nutria była trochę jak Julia przed buntem Cesi - przyzwyczaiła wszystkich, że nie warto oczekiwać od niej konkretnych, energicznych i przemyślanych działań, bo ona nie jest do takowych zdolna. Tyle że Natalia próbuje żyć w taki sposób także jako 45-letnia kobieta, żona i matka... Także w sytuacjach, gdzie jej postępowanie szkodzi najbliższym lub ich rani.
                          • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 19:22
                            Zmienily sie rowniez warunki - byly cztery siostry na kupie i zawsze ktoras pomogla. Rozproszyly sie, bywaja nieosiagalne lub zajete. I gdy wowczas dzwoni sie do N., akurat jedynej osiagalnej, ona okazuje sie byc wsparciem o wartosci ujemnej.
                          • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:17
                            marutax napisała:

                            > Niekoniecznie ona sama się zmieniła, bardziej chyba zmieniły się oczekiwania in
                            > nych wobec Natalii.

                            To oczywiście też. No i wiadomo, że mieniły się oczekiwania Patrycji. Młoda, szczęśliwa mężatka zajęta tylko mężem, bagnami i studiami miała mniej problemów niż Patrycja po czterdziestce z dorastającymi córkami i starzejącymi się rodzicami. Ale jednak wtedy Natalia miała być zdolna przynajmniej do wysłuchiwania innych.

                            W "Ciotce" wszystkie rozmowy o cudzych problemach Natalia ma sprowadzać na swój temat. I sama żądać uwagi i pocieszania nie zważając na cudze potrzeby.
                            • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:24
                              przymrozki napisała:

                              > W "Ciotce" wszystkie rozmowy o cudzych problemach Natalia ma sprowadzać na swój
                              > temat. I sama żądać uwagi i pocieszania nie zważając na cudze potrzeby.

                              Myślę, że kiedyś też mogła to robić, choć może w mniejszym stopniu. Tylko że kiedyś było to traktowane w kategoriach "Natalia jest taka wrażliwa, tak mocno wszystko przeżywa".
                    • latarnia_umarlych Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 16.04.18, 11:39

                      > "Nie traćmy nadziei, że może jeszcze WSZYSTKO będzie dobrze. Mało to prawdopodo
                      > bne, ale przecież możliwe. Już raz przeżywaliśmy już coś takiego z Fryderykiem.
                      > Może Róża nie darmo wierzy jeszcze i czeka. Trzeba też zaufać jej instynktowi
                      > i jej prawości. Nie martw się, Gabuniu. NA PEWNO sobie z tym wszystkie poradzim
                      > y! Zawsze i we wszystkim możesz na mnie liczyć, moja wspaniała siostrzyczko koc
                      > hana".

                      No nie, to jest gorsze nie się spodziewałam po waszych opisach! Tego się po prostu nie da czytać. Jak widzę ten capslock, to słabnę i spływam z krzesła.
                      Szkoda, że takie zidiocenie dopadło właśnie Natalię, bo zawsze lubiłam tę postać za dystans wobec reszty. No to ją pokarało.
                  • guineapigs Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:39
                    TT-tka napisala:

                    "Poplakalam sie nad nia, zwlaszcza kiedy ja sobie przypomnialam taka malutka, ufna i poczciwa, wierna i niezawodna, jak wtedy gdy bylam z nia na pamietnych ( NERWUS !) wakacjach (...) na razie nikogo nie wtajemniczajmy w problemy Rozy, a juz zwlaszcza naszego ojca, ktory - pamietasz ? - OD PIERWSZEJ CHWILI Fryderykowi nie dowierzal (...) Naprawde, na razie NIC nie mowmy Rodzicom. Nie tracmy nadziei, ze moze jeszcze WSZYSTKO bedzie dobrze".
                    z innego tworu
                    "Co mysmy tego dnia przezyli, o, gdybys wiedziala ! Epicki huragan, ktory zniszczyl pol Polski, polozyl Bory Tucholskie, a po drodze zawadzil o Gniezno (gdzie zerwal dach katedry) w pewnej chwili, od niechcenia, w przelocie, zdmuchnal daszek pawilonu Floriana; i to DOSLOWNIE znad naszych glow ! (...) NIEUSTAJACE swiatlo blyskawic wpadalo przez rozpruty dach ! Grzmialo NIEUSTANNIE, potwornie, przez dwie godziny ! Woda lala sie do srodka !"

                    Wiecie co... przyznam sie. zaczelam czytac te Czwarta Ksiege Greya, te 'oczami Greya'. Tak, zlakomilam sie wiedzac, ze to badziew, wiem. Ale tam wlasnie tak jest: jakies mysli tego Greya wyrazone w innej czcionce - ZONK.
                    Co to kuzwa ma byc? Wlasnie chyba glownie dla tego przestalam czytac.
                    To juz normalnym jezykiem sie nie da, a trzeba siegac po fonty, by wyrazic emocje? Moze jestem stara, moze nie rozumiem pokolenia fejsbooka - okej, ale zeby opisac/okreslic emocje to mysle, ze pisarz powinien jednak zadbac o warsztat, a nie o fonty.
                    Koszmar. Nie musisz umiec pisac - musisz umiec operowac fontami. Ide sie zabic. Jak za dwa dni mie nie bedzie, to kupujcie orchidee.
                    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 22:06
                      guineapigs napisała:


                      > Co to kuzwa ma byc? Wlasnie chyba glownie dla tego przestalam czytac.
                      > To juz normalnym jezykiem sie nie da, a trzeba siegac po fonty, by wyrazic emoc
                      > je? Moze jestem stara, moze nie rozumiem pokolenia fejsbooka - okej, ale zeby o
                      > pisac/okreslic emocje to mysle, ze pisarz powinien jednak zadbac o warsztat, a
                      > nie o fonty.

                      Greya nie czytalam, ale jesli to o CZ, to ani Nutria, ani MM nie jest pokoleniem fejsbuka :)
              • potworia Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 17:07
                potworia116 jestem, @gazeta.pl
                :-D
                • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 17:14
                  Dobra, zapodaje - mnie pozyczono, pozyczam ja :)
                  W malych kawalkach, bo gazetowa duzych nie bierze.
                  • potworia Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 19:56
                    Dzięki:-)
                    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 22:01
                      potworia napisał(a):

                      > Dzięki:-)

                      Odpowiedzialabym "na zdrowie!", ale czy ta lektura wyjdzie na zdrowie ? W kazdym razie Potworzatko zuzytkuje te zaoszczedzona trzydziestke :)
          • mama_kotula Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 16.04.18, 13:28
            > A nie, mnie chodzi o te "mala" w odniesieniu do 14-latki.

            Ja mogę wyjaśnić.
            Wg mnie "mała Mila" to jest ksywa, która ma w rozmowach odróżniać ją od "dużej Mili" (czyli babci). I mała Mila zawsze będzie małą Milą. U mnie w rodzinie funkcjonują "mała Marysia" i "duża Marysia" (panny noszą to samo imię i nazwisko) i podejrzewam, że to będzie funkcjonowało nawet jak Marysie rzeczone będą po sześćdziesiątce.
            • dakota77 Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 16.04.18, 13:39
              mama_kotula napisała:

              > > A nie, mnie chodzi o te "mala" w odniesieniu do 14-latki.
              >
              > Ja mogę wyjaśnić.
              > Wg mnie "mała Mila" to jest ksywa, która ma w rozmowach odróżniać ją od "dużej
              > Mili" (czyli babci). I mała Mila zawsze będzie małą Milą. U mnie w rodzinie fun
              > kcjonują "mała Marysia" i "duża Marysia" (panny noszą to samo imię i nazwisko)
              > i podejrzewam, że to będzie funkcjonowało nawet jak Marysie rzeczone będą po sz
              > eśćdziesiątce.

              Tak samo to odbieram. Wrecz nie widze tu innej opcji ;-) To nie ma nic wspolnego z wiekiem Mili.
    • staua Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 18:40
      Dla mnie nieprawdopodobne jest, że Nutria w którymś liście, chyba do Idy, pisze: "pamiętasz NERWUSA?" - tak, jakby ktokolwiek mógł go nie pamiętać. Sama byłam w kilku związkach z chłopakami przychodzącymi regularnie do mojego rodzinnego domu po kilka lat (było ich niewielu, ale więcej niż dwóch) i nie wyobrażam sobie, żeby moja siostra ich nie pamiętała. W przypadku Natalii rodzina ma do zapamiętania tylko Tunia i Nerwusa, to naprawdę nie taki wyczyn. Zwłaszcza, że z Nerwusem przygotowania do ślubu były zaawansowane. A w ogóle to oni między sobą nazywali go Nerwusem? Bo tego sobie nie przypominam, tylko tytuł był taki, a potem mówiono o Filipie.
      • krystalla Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 18:54
        staua napisała:

        A w ogóle to oni między sobą n
        > azywali go Nerwusem? Bo tego sobie nie przypominam, tylko tytuł był taki, a pot
        > em mówiono o Filipie.
        >
        Tak!!!
        Noo, jakby to rzec...
        • staua Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 18:58
          Dlatego pytam, bo naprawdę nie pamiętam, że Natalia nazywała go Nerwusem w rozmowach z rodziną.
          • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:05
            staua napisała:

            > Dlatego pytam, bo naprawdę nie pamiętam, że Natalia nazywała go Nerwusem w rozm
            > owach z rodziną.
            >

            W "Córce Robrojka" Ida nazywa go Nerwusem w jednym ze swoich monologów, czyli przezwisko funkcjonowało. Możliwe, że kolejność była odwrotna, tzn. Borejkowie nazywali tak Filipa za plecami Nutrii, a ona dowiedziała się o tym już po zerwaniu i zaakceptowała przydomek.
            • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:13
              marutax napisała:

              > W "Córce Robrojka" Ida nazywa go Nerwusem w jednym ze swoich monologów, czyli p
              > rzezwisko funkcjonowało. Możliwe, że kolejność była odwrotna, tzn. Borejkowie n
              > azywali tak Filipa za plecami Nutrii, a ona dowiedziała się o tym już po zerwan
              > iu i zaakceptowała przydomek.

              Pierwszy raz Nerwusa Nerwusem nazywa Nutria. Jeszcze w pociągu do Gdyni (a może nawet na peronie w Poznaniu) w "Nutrii i Nerwusie".

              Ale.

              Potem już go tak nie nazywa. Potem się w nim zakochuje.
              • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:29
                przymrozki napisała:

                > Pierwszy raz Nerwusa Nerwusem nazywa Nutria. Jeszcze w pociągu do Gdyni (a może
                > nawet na peronie w Poznaniu) w "Nutrii i Nerwusie".

                Natalia myśli o nim per Nerwus, ale nigdy tak o nim nie mówi. Natomiast pytanie dotyczyło tego, czy Borejkowie znali ten przydomek, skoro Natalia pisze w mailu o Nerwusie, a nie Filipie.
                • staua Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 20:31
                  No to w takim razie funkcjonowało. Pewnie po zerwaniu już nazywali go tylko Nerwusem. Ale na pewno nikt go nie zapomniał, więc pytanie, czy Ida go pamięta, jest dziwaczne.
                • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 22:11
                  marutax napisała:

                  > Natalia myśli o nim per Nerwus, ale nigdy tak o nim nie mówi. Natomiast pytanie
                  > dotyczyło tego, czy Borejkowie znali ten przydomek, skoro Natalia pisze w mail
                  > u o Nerwusie, a nie Filipie.

                  Tak, ja tutaj tylko wyraziłam wątpliwość co do przypuszczenia, że przezwisko wymyślili Borejkowie za plecami Natalii. To by było mało prawdopodobne, bo ona tak o nim myślała zanim przedstawiła Filipa rodzinie.
                  • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 22:21
                    przymrozki napisała:

                    > Tak, ja tutaj tylko wyraziłam wątpliwość co do przypuszczenia, że przezwisko wy
                    > myślili Borejkowie za plecami Natalii. To by było mało prawdopodobne, bo ona ta
                    > k o nim myślała zanim przedstawiła Filipa rodzinie.

                    W przypadku Filipa to określenie mocno się nasuwało. W "Imieninach" Ignaś mówi: "To już lepszy ten nerwus Filip". Dlatego uważam, że Borejkowie mogli go tak między sobą nazywać, bo to po prostu pasowało. A Natalia po zakończeniu związku przyznała, że to dobre określenie i także zaczęła go używać.
                    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 08.04.18, 22:42
                      marutax napisała:

                      W "Imieninach" Ignaś mówi:
                      > "To już lepszy ten nerwus Filip".

                      O, tego nie pamietam. Lepszy od kogo ? Bo nie od Robroja przeciez...
                      • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 06:47
                        Sprawdziła i korekta, to jednak słowa Pyzy podczas spaceru z Ignasiem.

                        tt-tka napisała:

                        > O, tego nie pamietam. Lepszy od kogo ? Bo nie od Robroja przeciez...

                        Właśnie od Rojka, który po ślubie niechybnie zabrałby Nutrię na drugi koniec świata, tj. do Łodzi.

                        "Pyza wyobrażała sobie, co by to było, gdyby tak ciocia Nutria wyszła za Roberta Rojka - czy i ona musiałaby wtedy jechać z nim do Łodzi? To już lepszy ten nerwus Filip, bo przynajmniej jest miejscowy."
                        • iwoniaw Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 12:41
                          Co ciekawe, wczesnonastoletnia Laura nazywa go w tym samym czasie ("Imieniny", wątek "knucia" i doniesienia o powrocie N. z Cypru) "panem Filipkiem" i w rozmyślaniach o jego przewagach nad innymi konkurentami ciotek "nerwusowatość" nie jest wspomniana w ogóle, nawet jako niesłuszny zarzut kogoś z rodziny B.
      • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 10:05
        staua napisała:

        > Dla mnie nieprawdopodobne jest, że Nutria w którymś liście, chyba do Idy, pisze
        > : "pamiętasz NERWUSA?" - tak, jakby ktokolwiek mógł go nie pamiętać.

        A może to było w sensie "pamiętasz, co Nerwus wywijał, co z niego był za gagatek"?
        • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 11:02
          ciotka_scholastyka napisała:

          > A może to było w sensie "pamiętasz, co Nerwus wywijał, co z niego był za gagate
          > k"?

          Pewnie tak miało być, ale najgorsze sprawki Nerwusa to akurat te, których Nutria nie ma prawa wspominać źle. Sama się w nim po tych kajdankach zakochała.

          Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Filip jakoś ukrzywdził Natalię w czasie ich związku. Owszem, ona w tej relacji nie czuła się komfortowo, ale przecież nic mu na ten temat nie powiedziała. Fakt, że on trochę długo się nie domyślał, że jej milczenie i spóźnienia są bierną agresją, a nie cechami jej osobowości. A już po tym Cyprze, to krowa by się domyśliła. Ale hej, przynajmniej połowa winy jest tu po stronie Natalii. Jak masz dość wieloletniego chłopaka, to mu to mówisz, a nie snujesz się milcząc i nie uciekasz za granicę.
          • marutax Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 11:45
            przymrozki napisała:

            > Pewnie tak miało być, ale najgorsze sprawki Nerwusa to akurat te, których Nutri
            > a nie ma prawa wspominać źle. Sama się w nim po tych kajdankach zakochała.
            >
            > Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Filip jakoś ukrzywdził Natalię w czasie ich zwi
            > ązku. Owszem, ona w tej relacji nie czuła się komfortowo, ale przecież nic mu n
            > a ten temat nie powiedziała.

            Tu akurat sprawy robią się mocno... mgliste. We wspomnianym monologu z CR Ida opisuje awanturę, którą Nerwus urządził wyrwanej ze snu Natalii, oskarżając ją o nie wiadomo co. Kiedyś nie zwróciłam na to uwagi, ale kiedy czytałam ten fragment później to nie mogłam wyjść ze zdziwienia, że nikt z kochającej rodziny nie zareagował ani nie próbował porozmawiać z Nutrią, przedstawioną w tej scenie jako ofiara. Skoro i Janusz i Fryc źle się zapowiadali, to co dopiero Filip! No ale Borejkowie są dyskretni... Może dopiero po ostatecznym zerwaniu zaczęli rzucać tekstami w stylu "ja wiedziałam, przeczuwałam..." lub "on zawsze był taki..., to się musiało tak skończyć".
            • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 12:18
              marutax napisała:

              > Tu akurat sprawy robią się mocno... mgliste. We wspomnianym monologu z CR Ida o
              > pisuje awanturę, którą Nerwus urządził wyrwanej ze snu Natalii, oskarżając ją o
              > nie wiadomo co. Kiedyś nie zwróciłam na to uwagi, ale kiedy czytałam ten fragm
              > ent później to nie mogłam wyjść ze zdziwienia, że nikt z kochającej rodziny nie
              > zareagował ani nie próbował porozmawiać z Nutrią, przedstawioną w tej scenie j
              > ako ofiara. Skoro i Janusz i Fryc źle się zapowiadali, to co dopiero Filip! No
              > ale Borejkowie są dyskretni... Może dopiero po ostatecznym zerwaniu zaczęli rzu
              > cać tekstami w stylu "ja wiedziałam, przeczuwałam..." lub "on zawsze był taki..
              > ., to się musiało tak skończyć".


              Tak, tak. Zwlaszcza sama Nutria w tym celuje :)
              A ja pamietam, jak Ida wcale sie nie przejela kajdankami (a wtedy rodzina znala tylko dramatyczna relacje Anieli !), bo przeciez muzyk, i to takie obiecujace... Najlepszy sposob na Nutrie to porwac, uprowadzic, zniewolic i tak dalej, w relacji damsko-meskiej oczywiscie. Po tym raptusie w Imieninach tez ktos cos podobnego mowi.
              • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 12:49
                tt-tka napisała:

                > A ja pamietam, jak Ida wcale sie nie przejela kajdankami (a wtedy rodzina znala
                > tylko dramatyczna relacje Anieli !), bo przeciez muzyk, i to takie obiecujace.
                > .. Najlepszy sposob na Nutrie to porwac, uprowadzic, zniewolic i tak dalej, w r
                > elacji damsko-meskiej oczywiscie. Po tym raptusie w Imieninach tez ktos cos pod
                > obnego mowi.

                Przynajmniej w tym drugim przypadku rodzina miała po temu podstawy - porywana Natalia sprawiała wrażenie zadowolonej. A po powrocie do domu oświadczyła, że jest szczęśliwie zakochana i że wychodzi za mąż.

                Czemu nikogo nie zaalarmowały kajdanki - nie wiem. Na początku Ida rzeczywiście mogła zakładać, że Aniela coś podkoloryzowała w relacji. Ale później, gdy Natalia potwierdziła, że wiąże się z wariatem, co przykuwa się kajdankami do obcej kobiety, straszy ją, a potem gania po Polsce?
          • ciotka_scholastyka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 12:57
            przymrozki napisała:

            > ciotka_scholastyka napisała:
            >
            > > A może to było w sensie "pamiętasz, co Nerwus wywijał, co z niego był za
            > gagate
            > > k"?
            >
            > Pewnie tak miało być, ale najgorsze sprawki Nerwusa to akurat te, których Nutri
            > a nie ma prawa wspominać źle. Sama się w nim po tych kajdankach zakochała.
            >

            Owszem, ale to było wiele lat temu, i patrząc z dzisiejszej perspektywy Natalia widzi tamten związek inaczej. Patrzy ze zgrozą i myśli "jak ja mogłam mu na to/na tamto pozwolić"? Ocenia całokształt.
            • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 13:06
              ciotka_scholastyka napisała:

              >
              > Owszem, ale to było wiele lat temu, i patrząc z dzisiejszej perspektywy Natalia
              > widzi tamten związek inaczej. Patrzy ze zgrozą i myśli "jak ja mogłam mu na to
              > /na tamto pozwolić"? Ocenia całokształt.

              Gdyby tam była refleksja Nutrii nad sobą, to wątek wskrzeszenia pamięci o Nerwusie by się bronił. Ale Natalia wyciąga Filipa z kapelusza w kontekście Fryca. Zupełnie nie a propos. Filip jej nie zostawił, nie okłamał. Wręcz przeciwnie. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby po aferze z kajdankami zrobił cokolwiek obiektywnie odrzucającego. Był, owszem, mało zrównoważony i chciał był centrum życia Nutrii, ale to nie jest przestępstwo. To po prostu nie był chłopak dla Natalii.
              • iwoniaw Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 13:30
                Ale Natalia wyciąga Filipa z kapelusza w kontekście Fryca. Z
                > upełnie nie a propos. Filip jej nie zostawił, nie okłamał. Wręcz przeciwnie. Ni
                > c nam nie wiadomo o tym, żeby po aferze z kajdankami zrobił cokolwiek obiektywn
                > ie odrzucającego.


                Natalia uważała, że ją okłamał - nie pojawiając się w dniu jej powrotu "cudem wiedziony przeczuciem" tylko starannie to planując i "knując" z Laurą. I była to przyczyna zerwania zaręczyn, gdy przygotowania do ślubu szły pełną parą. Można więc dyskutować, które z tej dwójki (Filip - Nutria) było bardziej niezrównoważone, natomiast zgadza się - porównania do Frycka są z czapy, bo choć nie wiemy, co F. w końcu zrobił, to jest zupełnie inny typ - no i sytuacja zupełnie inna.
                • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:04
                  iwoniaw napisała:

                  > Natalia uważała, że ją okłamał - nie pojawiając się w dniu jej powrotu "cudem w
                  > iedziony przeczuciem" tylko starannie to planując i "knując" z Laurą. I była to
                  > przyczyna zerwania zaręczyn, gdy przygotowania do ślubu szły pełną parą.

                  Ja bym stawiała, że to jednak był pretekst. Na dodatek słaby, bo cały związek Natalii i Filipa wziął się z knowań Laury. To przecież Tygrys zadzwonił do Tunia z informacją o wyjeździe do Łeby. To Tygrys sabotował ucieczkę ciotki przed Nerwusem i za pomocą sreberek po wafelkach informował Filipa o trasie ewakuacji, a nawet o godzinie i kierunku odjazdu z przystanku PKS.

                  A kiedy Filip zjawił się na imieninach Grzegorza, Nutria musiałaby na głowę upaść, żeby nie domyślić się, skąd znał datę jej przylotu. Myślała, że akurat przechodził z tragarzami i uznała to za znak od absolutu?
                  • iwoniaw Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:15
                    Nutria musiałaby na głowę upa
                    > ść, żeby nie domyślić się, skąd znał datę jej przylotu. Myślała, że akurat prze
                    > chodził z tragarzami i uznała to za znak od absolutu?


                    Ależ dokładnie tak to jest przedstawione! Kiedy Laura (w "Imieninach") mówi jej, że Filipowi b. zależało na kontakcie z Natalią i ona, Laura, zgodziła się go poinformować, kiedy ta wraca, Natalia upuściła łyżeczkę. Nic nie mówiła, tylko patrzała szeroko otwartymi oczami. (...) przemówiła nareszcie:
                    - Zadzwoniłaś, bo Filip cię o to prosił?
                    - Tak. Najpierw on do nas zadzwonił i trafił na mnie. Powiedział, że wcale do niego nie piszesz i że on za tobą tęskni i że mam mu natychmiast dać znać, jak się czegoś dowiem.
                    Ciotka milczała zaciskając usta. (...)
                    Milczenie ciotki zaczęło ją trochę niepokoić.
                    - No, o co chodzi? - spytała obronnie.
                    Ciotka nie udzieliła jej żadnej odpowiedzi. Wstała raptem od stołu i, wziąwszy płaszcz z wieszaka, opuściła mieszkanie, z hukiem zatrzaskując drzwi.
                    (...) nie zwykła zachowywać się głośno. Kiedy zamykała drzwi, ledwie było słychać szczęk zamka i nigdy nie poruszała się po ulicy tak szybko, jak teraz, i to z rozwianym włosem, i rozwianym płaszczem.
                    ("Imieniny" s. 180)
                  • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:22
                    przymrozki napisała:


                    > A kiedy Filip zjawił się na imieninach Grzegorza, Nutria musiałaby na głowę upa
                    > ść, żeby nie domyślić się, skąd znał datę jej przylotu. Myślała, że akurat prze
                    > chodził z tragarzami i uznała to za znak od absolutu?

                    Tak wlasnie. Serce go wiodlo, intuicja zakochanego podpowiedziala, ze ona wlasnie dzis wraca, te sprawy.
                    Z mysleniem to u Nutrii zawsze kiepskawo bylo, a z kojarzeniem faktow i wyciaganiem wnioskow jeszcze gorzej. Tak ze mnie nie dziwi, ze uznala pojawienie sie Filipa za omen.
                    • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:24
                      A w ogole wtedyw Imieninah Filip mowi cos w stylu "to ja sie dzis dopiero, cudem, dowiaduje" - i wyglada na to, ze Nutria nigdy nie spytala, co to za cud i od kogo wlasciwie sie dowiedzial.
                      W kazdym razie wie - a przynajmniej on powiedzial - ze dowiedzial sie, a nie przeczul. I nic...
                      • iwoniaw Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:33
                        Tak, Nutria słowa "cudem się dowiaduję" odebrała jako deklarację, że na Filipa cudownym sposobem spłynęło objawienie. Gdy dowiedziała się, że o jej powrocie powiedziała mu Laura (bo o to zabiegał, tęsknił, chciał się z nią skontaktować), reaguje jak przytoczyłam powyżej. I zrywa zaręczyny, choć przygotowania do ślubu idą już pełną parą (jest wcześniej mowa, jak to zaklepali pierwszy najwcześniej możliwy termin w urzędzie, jak nauki przedmałżeńskie w kościele załatwiają po znajomości w trybie turbo itd.), więc nie jest to przypadek, że wahała się i zwlekała - i mamy b. dokładnie opisane, co spowodowało w niej wstrząs na miarę całkowitej zmiany zdania w tej jakże istotnej kwestii. Otóż fakt, że Filip nie był telepatą właśnie, tylko chłopakiem, który się starał o kontakt z nią za pomocą ziemskich metod.
                      • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:39
                        tt-tka napisała:

                        > A w ogole wtedyw Imieninah Filip mowi cos w stylu "to ja sie dzis dopiero, cud
                        > em, dowiaduje" - i wyglada na to, ze Nutria nigdy nie spytala, co to za cud i o
                        > d kogo wlasciwie sie dowiedzial.

                        Bo i sprawa była raczej jasna. Zresztą, nawet gdyby Natalia jakoś szczególnie przeżyła spiskowanie za jej plecami, to powinna obrazić się na Laurę, nie na Filipa. Nerwus tylko wykorzystał przekazaną mu informację, żeby podjąć próbę odzyskania serca Nutrii. Nutria sama mu to serce oddała, cóż, że tymczasowo. Po prostu trafił jej się doskonały powód do wybuchu, a wraz z nim powód do zerwania zaręczyn.

                        Podobnie wyglądał związek Natalii z Tuniem. On napierał, ona się wycofywała, więc on zakładał, że nic tylko przedstawiać małżonkę matce. Ona zaś najwyraźniej miała nadzieję, że elfy porwą Tunia nim ten zażąda ostatecznej deklaracji, dzięki czemu problem rozwiąże się sam. W przypadku Nerwusa było trudniej, bo zgodę na ślub już własnoustnie wyraziła. Było więc za późno na scenę odrzucania oświadczyn.
                        • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 14:55
                          Wszystko to razem daje nam obraz Nutryji, ktora przed klopotami ucieka w widowiskowym stylu :)
                          Nie rozwiazuje ich, nie stara sie ani nie widzi potrzeby zrozumienia cudzych oczekiwan czy udzielenia wyjasnien, tylko po prostu zwiewa. C zy kogos jeszcze dziwi jej zachowanie w CZ ? Przeciez postapila jak zwykle...
                          • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 15:11
                            tt-tka napisała:

                            > Wszystko to razem daje nam obraz Nutryji, ktora przed klopotami ucieka w widowi
                            > skowym stylu :)
                            > Nie rozwiazuje ich, nie stara sie ani nie widzi potrzeby zrozumienia cudzych oc
                            > zekiwan czy udzielenia wyjasnien, tylko po prostu zwiewa. C zy kogos jeszcze dz
                            > iwi jej zachowanie w CZ ? Przeciez postapila jak zwykle...

                            Nie wiemy, jak to było z Nerwusem, ale z Tuniem to zdaje się sytuacja była taka, że Natalia miała pretensje, że on jej nie czyta w myślach.

                            Przy czym na tym etapie tliło się w niej jakiejś poczucie przyzwoitości - wszak wstydziła się swojego truskawkowego wybuchu i pobyt w Łebie miała wykorzystać na sformułowanie ostatecznej odpowiedzi dla Tunia. To dlatego Laura zawiadomiła Filipa - Natalia powiedziała Gabie, że jeszcze oficjalnie nie zakończyła znajomości (inna rzecz, że chyba się myliła - z treści jej pokrzykiwań nad stawem wynikało jednoznacznie, że nie przyjmuje oświadczyn, tak też zrozumiał to Tunio).

                            • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 15:42
                              przymrozki napisała:


                              > Nie wiemy, jak to było z Nerwusem, ale z Tuniem to zdaje się sytuacja była taka
                              > , że Natalia miała pretensje, że on jej nie czyta w myślach.

                              Niezupelnie, ona werbalizowala swoje checi. Tylko zawsze dawala sobie narzucic jego chcenia. Cytuje z pamieci, wiec niedoslownie "jutro jest odczyt docenta Stali, wybieram sie na niego - nie, dziecko, jutro przyjezdza mama i chce jej przedstawic moja przyszla zone". Inna rzecz, ze spotykala sie z Tuniem nie od wczoraj i powinna juz wiedziec, jak on sie zachowuje. Ale to wlasnie cala Nutria - nie powie, co jej nie pasuje, tylko cierpi w milczeniu, a potem wybuch i rejterada.
                              Przed Filipem tez uciekla, az na Cypr i bez uprzedzenia (ja taki numer i brak kontaktu przez rok potraktowalabym jako zupelnie jednoznaczne zerwanie), potem padla mu w ramiona, a potem znowu pokazowka i ucieczka, tym razem pod skrzydelka rodziny.
                              A jak nie ucieka widowiskowo, to udaje sie na emigracje wewnetrzna.



                              • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 15:48
                                tt-tka napisała:


                                >
                                > Niezupelnie, ona werbalizowala swoje checi.

                                I werbalizowała, i nie. Faktycznie powiedziała, że chce iść do domu się ochłodzić. Ale kiedy Tunio zaproponował park, nie powiedziała, że jej plany jednak wydają jej się atrakcyjniejsze.

                                W efekcie Tunio miał powody zakładać, że ją przekonał.
                                • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 16:08
                                  Imho on nie zakladal, ze ja przekonal, tylko zalozyl a priori, ze jego pomysly sa lepsze :)
                                  A ona nie protestowala, tylko -jak pisalam wyzej.
                                  U Nutrii juz dawno ktoras z forumowiczek - czy nie croyance ? - dostrzegla jakas falszywosc/oblude/dwulicowosc, nie pamietam, jak to dokladnie bylo sformulowane. W kazdym razie jest to osoba, ktora nie porozumiewa sie, tylko do czasu ustepuje (stwarzajac pozory, czy tez pozwalajac domniemywac, ze jest OK), a potem urzadza pokazowke i/lub rejterade.
              • tt-tka Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 13:33
                przymrozki napisała:


                > Gdyby tam była refleksja Nutrii nad sobą, to wątek wskrzeszenia pamięci o Nerwu
                > sie by się bronił. Ale Natalia wyciąga Filipa z kapelusza w kontekście Fryca.

                Imo nie bronilby sie z zadnej strony, bo Matalia wyciaga Nerwusa w kontekscie Rozy. Ze taka zawsze ufna, oddana itp - zyjac z nia pod jednym dachem przez kilkanascie lat nie miala na to innych przykladow ? Tylko te wakacje, na ktorych nb sama kazala "malenkiej, ufnej Pyzie" nie skarzyc sie i znosic to, ze inni (Laura) sa, jacy sa ?
                • przymrozki Re: Emaile Natalii - barokowe zawijaski 09.04.18, 13:57
                  tt-tka napisała:

                  > Imo nie bronilby sie z zadnej strony, bo Matalia wyciaga Nerwusa w kontekscie R
                  > ozy. Ze taka zawsze ufna, oddana itp - zyjac z nia pod jednym dachem przez kilk
                  > anascie lat nie miala na to innych przykladow ? Tylko te wakacje, na ktorych nb
                  > sama kazala "malenkiej, ufnej Pyzie" nie skarzyc sie i znosic to, ze inni (Lau
                  > ra) sa, jacy sa ?

                  Innych przykładów musiała mieć na pęczki, a jeżeli MM ze względów fabularnych nie chciała wprowadzać nieznanych wcześniej historii, mogła przywołać wspólną wizytę Natalii i Róży na USG. Tam przynajmniej Róża też była porzuconą matką, a Natalia była przy niej w ważnym momencie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka