30.12.21, 21:33
W Borejkowersum czasoprzestrzeń się zakrzywia, tzn. przestrzeń się "kurczy" a czas "zwalnia".
Z Ogólnej Teorii Względności wiemy, że (w dużym uproszczeniu) dzieje się tak:
1. w przypadku bardzo szybkiego ruchu, zbliżonego do prędkości światła
2. w polu grawitacyjnym bardzo masywnych obiektów :D

Jednego i drugiego nie stwierdzono akurat w tej sadze. Mniejsza z tym. Na razie odkładam gwałtowne zmiany w przestrzeni mieszkalną - niezwykle interesujące zagadnienie, ale było już omawiane wielokrotnie.

Na tę chwilę interesuje mnie czas. A konkretnie jego zwalnianie w obliczu akcji.

Frapuje to zagadnienie w odniesieniu do, np:

- Noelki - tyle tam się wydarzyło, że ten 24 grudnia 1991 musiał naprawdę mieć z 50 godzin. Oczywiście, mówię o perspektywie głównej bohaterki, a nie o wydarzeniach równoległych. Wszystkie te przygotowania, wejścia, wyjścia, kłótnie, wizyty.

- kolejny dzień, już z następnego tomu. Siostry wracają w nocy z pasterki, zajmują się ratowaniem welonu. Idą spać. Patrycja się budzi (bo było strasznie zimno, z tego co pamiętam). Kąpie się, potem rodzinne herbatki, śniadanka, pogaduszki, przekomarzania z ojcem. Finalizowanie menu na ucztę poślubną Idy - najpierw koncepcyjnie, a potem realnie. Trzeba to było w końcu kiedyś upiec, posmażyć, pogotować, powycinać te ząbki czy co itp.
W tym czasie panna młoda się musiała wyszykować, ubrać i wszyscy razem w końcu wyleźli, a mieli do dyspozycji chyba jedną łazienkę - wszystkie kobiety się poubierały, poczesały, pomalowały (te, co się malowały).
Ile to mogło być godzin? Ile oni wszyscy spali, jak dali radę funkcjonować? Jeszcze przy wybitym przez Mareczka oknie?

- NiN - to samo w pociągu. Nie pamiętam gdzie konkretnie wysiadła Nutria z dziewczynkami, ale coś mi się kojarzy, że nadal gdzieś w Wielkopolsce. Jakieś, hojnie licząc, półtorej godziny jazdy. A co się tam zadziało w tym czasie, ile krzyżówek rozwiązanych, a ile zostało zjedzone i wypite???

W jakich jeszcze okolicznościach, tomach czas zwolnił tak bardzo, że aż zazdrość bierze?

Jak widzę od lat, ile realnie jestem w stanie zrobić w samą wigilię... to myślę, że jestem strasznie niewydajna :D
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Czas... 30.12.21, 22:43
      McD. Z Rusfelta do kosciola w Kostrzyniu, normalnie ok. 50 minut, bohaterowie w zawiei i sniezycy dociaraja w 20.

      Feblik. Rozpiska czasowo szczegolowa, sniadanko, msza, dojezdzanie, i to w stylu wstapil do piekiel, po drodze mu bylo, zwiedzanie etc - albo Igstryba z Aga do kosciola weszli i wyszli, nie pozostajac na mszy, albo doczarowali jakas godzine, bo na obiad do Pulpy sie nie spoznili.
    • pi.asia Re: Czas... 30.12.21, 22:59
      ako17 napisała:


      > - NiN - to samo w pociągu. Nie pamiętam gdzie konkretnie wysiadła Nutria z dzie
      > wczynkami, ale coś mi się kojarzy, że nadal gdzieś w Wielkopolsce. Jakieś, hojn
      > ie licząc, półtorej godziny jazdy. A co się tam zadziało w tym czasie, ile krzy
      > żówek rozwiązanych, a ile zostało zjedzone i wypite???
      >

      Już w jakiś kwadrans po starcie panienki zeżarły prawie wszystkie wszystkie kanapki i słodycze przeznaczone na całą drogę, wypiły zawartośc obu bidonów i litrową Fantę, a jakieś pół godziny później pochłonęły po dwie porcje parówek z bułką, poprawiły ciastkami w czekoladzie i zapiły Spritem.
      Dzień był upalny, więc ilość wypijanych płynów nie dziwi, ale ilość pożartego jedzenia przeraża.
      • mroczny_chomik_zaglady Re: Czas... 31.12.21, 16:43

        > >
        >
        > Już w jakiś kwadrans po starcie panienki zeżarły prawie wszystkie wszystkie kan
        > apki i słodycze przeznaczone na całą drogę, wypiły zawartośc obu bidonów i litr
        > ową Fantę, a jakieś pół godziny później pochłonęły po dwie porcje parówek z buł
        > ką, poprawiły ciastkami w czekoladzie i zapiły Spritem.
        > Dzień był upalny, więc ilość wypijanych płynów nie dziwi, ale ilość pożartego j
        > edzenia przeraża.


        W sumie czy ja iwem czy przeraża? Z lat szczenięcych pamiętam, że od momentu kiedy autobus/pociąg/jakikolwiek inny środek lokomocji ruszył w tajemniczy sposób znikały WSZYSTKIE poczynione przez rodziców zapasy podróżne. Podróżowałam dość często na spore odległości i mogę stwierdzić,że czego jak czego ale żarełka zawsze było za mało. I to niezależnie od tego czy jadłam cokolwiek PRZED wyruszeniem w podróż czy nie. A z zasady owszem, jadłam. To samo tyczy się wycieczek szkolnych. Wsiadamy do autobusu tenże rusza i jeszcze nie zdążył wrzucić kierunkowskazu przed wyjazdem z podwórka szkoły jak już wszystkie dzieciaki miały rozłożony bufet. Zatem tutaj akurat nie byłąm przesadnie zdziwiona :))
        • bupu Re: Czas... 31.12.21, 17:03
          mroczny_chomik_zaglady napisała:


          > W sumie czy ja iwem czy przeraża? Z lat szczenięcych pamiętam, że od momentu k
          > iedy autobus/pociąg/jakikolwiek inny środek lokomocji ruszył w tajemniczy spos
          > ób znikały WSZYSTKIE poczynione przez rodziców zapasy podróżne.

          Tak, tyle, że panienki pożarły i wypiły to wszystko w jakieś maksymalnie 45 minut. Kanapki, zrobione na trzy osoby, nieustalona ilość słodyczy, po dwie parówki i dwie bułki na łebka, plus ciastka czekoladowe. Do tego dwa bidony (przyjmijmy skromnie, że 0,33 l kazdy), litr fanty i sprite, powiedzmy, że po puszeczce o,2 per capita, czyli razem dwa litry płynów gazowanych. To wszystko panienki skończyły wchłaniać w czasie wystarczającym na oczyszczenie dziobów obu panienkom, zatoczenie się z powrotem do przedziału i chwilę roztrzęsionych kalkulacji Natalii, zanim pociąg stanął w Inowrocławiu. Czyli na obżarstwo dziewczynki miały circa 45 minut. Dla mnie to nieprawdopodobne.
          • tt-tka Re: Czas... 31.12.21, 17:34
            One tam w miedzyczasie, czyli podczas tej jazdy jeszcze krzyzowki rozwiazywaly.
            Byc moze rozwiazywaly jedzac.
          • pi.asia Re: Czas... 31.12.21, 23:17
            bupu napisała:


            > Tak, tyle, że panienki pożarły i wypiły to wszystko w jakieś maksymalnie 45 min
            > ut. Kanapki, zrobione na trzy osoby, nieustalona ilość słodyczy, po dwie parów
            > ki i dwie bułki na łebka,
            plus ciastka czekoladowe.

            Po dwie porcje parówek z bułką.Tak jakoś kojarzę, że porcja parówek to dwie sztuki. W końcu dania bufetowe obliczone są na dorosłego pasażera. Czyli panienki zeżarły po cztery parówki z musztardą i po dwie bułki.



            Do tego dwa bidony (przyjmi
            > jmy skromnie, że 0,33 l kazdy), litr fanty i sprite, powiedzmy, że po puszeczce
            > o,2 per capita
            , czyli razem dwa litry płynów gazowanych.
            Też nie. Natalia kupiła dwie BUTLE, co najmniej litrowe.
            Z tekstu wynika, że panny wypiły chyba jedną butlę, bo weczorem gorączkująca Laura wypiła większość drugiej, a Pyza zadowoliła się kilkoma ostatnimi łykami, dla Natalii nie zostawiając nic.
            Aczkolwiek w restauracji też piły zimne napoje....
            • ako17 Re: Czas... 01.01.22, 05:22
              pi.asia napisała:


              > Po dwie porcje parówek z bułką.Tak jakoś kojarzę, że porcja parówek to d
              > wie sztuki. W końcu dania bufetowe obliczone są na dorosłego pasażera. Czyli pa
              > nienki zeżarły po cztery parówki z musztardą i po dwie bułki.
              Nie... proszę, powiedzcie, że nie. Niech ktoś to jeszcze przeliczy...
              >
              >
              >
              >
              > Też nie. Natalia kupiła dwie BUTLE, co najmniej litrowe.
              > Z tekstu wynika, że panny wypiły chyba jedną butlę, bo weczorem gorączkująca La
              > ura wypiła większość drugiej, a Pyza zadowoliła się kilkoma ostatnimi łykami, d
              > la Natalii nie zostawiając nic.
              > Aczkolwiek w restauracji też piły zimne napoje....

              Butla to musi mieć przynajmniej ze 2 l, inaczej jest butelką. Tak?
              • kocynder Re: Czas... 01.01.22, 12:52
                No, niestety. Nie pomnę jak tam w tekście stoi, ale w "bufetowej" nomenklaturze porcja parówek to dwie sztuki + musztarda/ketchup + bułka. Bułka jedna. Więc owszem, jeśli zjadły po dwie porcje = po cztery parówki i dwie buły. Chyba, że jednak napisano, że zjadły dwie porcje, co równałoby się porcji na łeb, czyli po dwie sztuki.
                Litrową flaszkę raczej nazwałbym butelką, ale na upartego ta "butla" może być. Choć tylko na upartego.
                • bupu Re: Czas... 01.01.22, 14:59
                  kocynder napisała:

                  > No, niestety. Nie pomnę jak tam w tekście stoi, ale w "bufetowej" nomenklaturze
                  > porcja parówek to dwie sztuki + musztarda/ketchup + bułka. Bułka jedna. Więc o
                  > wszem, jeśli zjadły po dwie porcje = po cztery parówki i dwie buły. Chyba, że j
                  > ednak napisano, że zjadły dwie porcje, co równałoby się porcji na łeb, czyli po
                  > dwie sztuki.

                  Panienki zeżarły po dwie porcje parówek na twarz. Tak stoi napisane.
                  • kocynder Re: Czas... 01.01.22, 15:04
                    Tekstu nie pamiętam, wierzę na słowo. Czyli każda panna zeżarła w ciągu niespełna godziny furę kanapek (naszykowanych na długą podróż dla trzech osób) x słodyczy, cztery parówy z musztardą zagryzione dwiema bułkami i wyżłopała jakąś potworną ilość gazowanego ulepku...
                    • bupu Re: Czas... 01.01.22, 15:38
                      kocynder napisała:

                      > Tekstu nie pamiętam, wierzę na słowo. Czyli każda panna zeżarła w ciągu niespeł
                      > na godziny furę kanapek (naszykowanych na długą podróż dla trzech osób) x słody
                      > czy, cztery parówy z musztardą zagryzione dwiema bułkami i wyżłopała jakąś potw
                      > orną ilość gazowanego ulepku...

                      Jeszcze opędzlowały w Warsie, po tych parówkach i bułkach, ciastka czekoladowe.
                      • kocynder Re: Czas... 01.01.22, 15:56
                        Napisałam tylko, że x słodyczy, bo tak mi się majaczy, że one oprócz tych kanapek na drogę z domu tez zabrały jakieś łakocie. Mogę się mylić, i wówczas jedynymi słodyczami byłyby te ciacha w Warsie, jednak jakoś, jak się gam pamięcią do czasów niestety minionych własnego dziecięctwa - w podróż moja mama zabierała dla nas (mnie i rodzeństwa) oprócz kanapek, czasem, w zależności od długości trasy, np kotleta czy tam jajek na twardo zawsze jakieś słodycze. Fakt, moje dzieciństwo przypada na czasy systemu słusznie minionego, w którym dostępność np wyrobów czekoladowych napotykała niesamowite przeszkody, ale w "maminej jadłodajni" zawsze było jakieś ciacho, ciasteczka, cukierki typu "groszki", iryski czy toffi (nie wiem czemu o ile czekoladki były ściśle reglamentowane te "pośledniejsze" jednak można było nabyć bez specjalnych cudów). Nie bardzo chce mi się wierzyć w (podobno) ciepłą, serdeczną i kochającą mamę Borejko, która nie wsunie do torby z prowiantem jakichś cukierasków czy ciasteczek.
                        • bupu Re: Czas... 01.01.22, 17:48
                          kocynder napisała:

                          > Napisałam tylko, że x słodyczy, bo tak mi się majaczy, że one oprócz tych kanap
                          > ek na drogę z domu tez zabrały jakieś łakocie.

                          Słodycze zabrane z domu też były.
                          • kocynder Re: Czas... 01.01.22, 18:24
                            To ja się dziwię, że one się, pardon za dosadność, nie porzygały.
                            Kanapki dla trzech osób na dość długą, kilkugodzinną jazdę - to pewnie co najmniej po 3 - 4 kromki chleba "złożone" podwójnie, przełożone jakimś serem, wędliną, czy czymś tam. Nie pamiętam, ale chyba nie ma wzmianki, by Nutria coś jadła? Czyli każda panienka wsunęła po 4 - 5 podwójnych kromek chleba, cztery parówki, dwie buły (do parówek), słodycze w nieznanej bliżej ilości plus wypiły po circa litrze napoju na łeb. W niespełna godzinę. Dodajmy do tego czas na rozwiązywanie krzyżówek (pomijam już "wyższą kulturę" rozwiązywania KOMUŚ jego krzyżówek, bo o ile pamiętam krzyżówki były własnością przypadkowego pasażera i nie został on zapytany czy reflektuje na wypełnienie ich przez smarkate?), no, może przy krzyżówkach żuły słodycze, ale i tak - pożarcie takiej ilości jedzenia w tak krótkim czasie - powinno poskutkować jego szybkim zwrotem.
                            • verdana Re: Czas... 01.01.22, 18:40
                              "To ja się dziwię, że one się, pardon za dosadność, nie porzygały.". Ależ, o ile mnie pamięć nie myli, Tygrys sie porzygał
                              • bupu Re: Czas... 01.01.22, 18:55
                                verdana napisała:

                                > "To ja się dziwię, że one się, pardon za dosadność, nie porzygały.". Ależ, o il
                                > e mnie pamięć nie myli, Tygrys sie porzygał

                                W restauracji, parę godzin po opuszczeniu pociągu.
                                • pi.asia Re: Czas... 01.01.22, 23:29
                                  bupu napisała:

                                  > verdana napisała:
                                  >
                                  > > "To ja się dziwię, że one się, pardon za dosadność, nie porzygały.". Ależ
                                  > , o il
                                  > > e mnie pamięć nie myli, Tygrys sie porzygał
                                  >
                                  > W restauracji, parę godzin po opuszczeniu pociągu.
                                  >

                                  Znacznie wcześniej. Pociag wyruszył z Poznania po 17-ej, Tygrys rzygał dwie godziny później. Między tymi dwiema godzinami cała trójka jechała przez mniej więcej godzinę pociągiem (i wtedy dziewczątka żarły jak głodne hieny) i godzinę innymi środkami lokomocji (taksówką oraz autobusem). Czyli Tygrys puścił pawia w godzinę po opuszczeniu pociągu. W dodatku mamy sugestię, że ów paw był skutkiem nie tyle przejedzenia, co choroby.
              • bupu Re: Czas... 01.01.22, 14:58
                ako17 napisała:


                > Butla to musi mieć przynajmniej ze 2 l, inaczej jest butelką. Tak?

                Autorka określa mianem butli takoż pojemniki 1l (ta wyżłopana w pociągu Fanta).
    • bupu Re: Czas... 30.12.21, 23:48
      ako17 napisała:




      > - NiN - to samo w pociągu. Nie pamiętam gdzie konkretnie wysiadła Nutria z dzie
      > wczynkami, ale coś mi się kojarzy, że nadal gdzieś w Wielkopolsce. Jakieś, hojn
      > ie licząc, półtorej godziny jazdy. A co się tam zadziało w tym czasie, ile krzy
      > żówek rozwiązanych, a ile zostało zjedzone i wypite???

      W Inowrocławiu. Do którego z Poznania jedzie się godzinę. W tym czasie panienki zdążyły pożreć cały prowiant zabrany na drogę, plus parówki i co tam jeszcze z Warsu, a także wypić najzupełniej absurdalne ilości rozmaitych napojów.

      > W jakich jeszcze okolicznościach, tomach czas zwolnił tak bardzo, że aż zazdroś
      > ć bierze?

      W CZ. Punktualnie o wpół do pierwszej do Rumiankowa zajeżdżają Łusia z Anią, Ziutkiem i Tanaką. Następnie Tanaka zapoznaje się z całym klanem, Chrobot zabiera babcie Rumiankowe i dopiero potem Dorota z matką siadają do bryczki i jadą do kościoła. Na przejazd zatem mają jakieś 15-20 minut, a poruszają się bryczką zaprzężoną w leciwą Kobyłkę. Średnia prędkość konia w stępie to jakieś 5 km/h, zważywszy wiek Kobyłki należy wprowadzić drobną korektę w dół, na powiedzmy 4 km/h. W stępie mówię, bo nie wierzę, że ta końska geriatria szła kłusem, czy wręcz i zgoła galopowała. Tymczasem obie panie punktualnie o pierwszej krokiem marszowym

      No i tu mamy problem, bo nawet jeśli pominiemy nonsens geograficzny w postaci kościoła parafialnego Derotki 20 km od Promna, to i tak świątynia musiałaby się znajdować najdalej kilometr z groszami od Rumiankowa, a z opisów wiemy, że tak jednakowoż nie jest. Absurd dodatkowy stanowi fakt, że wracając z kościoła Boreje uformowały orszak pojazdów, na czele którego jechała powózka. W tempie cztery kilometry per godzina. Tak sobie można 300 metrów przejechać, ale nie parę km. Autorka przeoczyła najwyraźniej drobny szczególik, iż Kobyłka nie posiada nie tylko wlewu paliwa, ale także i silnika spalinowego.
    • bupu Re: Czas... 31.12.21, 21:09
      Też NiN. Panienki docierają o siedemnastej na dworzec PKP w Poznaniu. Przechodzą na właściwy peron, czekają chwilę, przyjeżdża Pomorzanin, po następnej długiej chwili rusza. Załóżmy optymistycznie, że jest 17:15. Godzinę później, czyli o 18:30 wysiadają w Inowrocławiu. Przez następną godzinę panienki zdążą:
      - przejechać kawałek taksówką
      - dojechać złapanym na stopa autokarem do miasteczka, jadąc dostatecznie długo, żeby Natalia zdążyła się zdrzemnąć
      - iść do knajpy w miasteczku
      - wywołać w knajpie zamieszanie z udziałem womitującej Laury
      - obmyć i przebrać Laurę w restauracyjnym wychodku
      - poddać Laurę trwającemu kwadrans badaniu przez doktora który akurat był na sali
      - zwinąć się z restauracji i z głównych ulic miasteczka, krokiem raczej niespiesznym, bo osoba z wynicowanym żołądkiem i gorączką jest niezdolna do galopów.

      W momencie gdy Filip wkracza do knajpy o 19:30 po Nutrii i dziewczynkach nie ma tam nawet śladu.
    • bupu Re: Czas... 08.01.22, 23:29
      Oraz zagadka czasoprzestrzenna. Otóż w dzień narodzin swojej córki IGS pojechał do Tarnowa Pałuckiego, o godzinę drogi od Poznania. Zdołał ulgnąć samochodem w błocie, mimo, że wedle opisów z książki ów początek września był słoneczny i suchy jak pieprz. Wieczorem z odsieczą pojechał rudy gbur, wyciągnął niedojdę z błota i wrócił do domu dostatecznie wcześnie, by nazajutrz stawić się w kościele w pełnej gali, świeży jak majowy poranek, o pierwszej po południu. Tymczasem IGS, przezeń przywieziony, dociera do szpitala dopiero w momencie gdy Józef właśnie składał przysięgę małżeńską. Szpital jest, przypomnę, rzut kartoflem od Roosevelta, nie ma zatem powodu, by Miagwa nie dobijał się do jego wrót od bladego świtu. Co zatem IGS robił do circa wpół do drugiej po południu? Odbijał się od drzwi szpitala chronionych polem siłowym Imperatywu Autorskiego?
    • pi.asia Re: Czas... 09.01.22, 14:57
      ako17 napisała:

      > W Borejkowersum czasoprzestrzeń się zakrzywia, tzn. przestrzeń się "kurczy" a c
      > zas "zwalnia".
      > W jakich jeszcze okolicznościach, tomach czas zwolnił tak bardzo, że aż zazdroś
      > ć bierze?
      >

      Ja wiem, gdzie czas nie zwolnił, a dramatycznie przyśpieszył, a przestrzeń się rozciągnęła do granic niemożliwości - w Imieninach.

      Fryc z Kwiotkiem jadą do Środy, by stamtąd udać się rowerami do Koszut. Pociąg z Poznania mają o 8.25. Przejazd zajmuje 40 minut, więc w Środzie są o 9.05.
      Do Koszut mają 5 kilometrów. Słownie PIĘĆ.
      Wiatr zrywa się około południa (wiemy to z równoległej narracji z rusfelta). Fryc i Kwiotek wciąż są w drodze, w dodatku "pośrodku wielkiego pustkowia". Jak wiemy z tekstu, pokonali raptem dwa kilometry.
      To co oni robili przez te trzy godziny? W tym czasie można było nawet doczołgać się do Koszut, a oni przecież mieli rowery!



      • bupu Re: Czas... 09.01.22, 15:13
        pi.asia napisała:

        > ako17 napisała:
        >
        > > W Borejkowersum czasoprzestrzeń się zakrzywia, tzn. przestrzeń się "kurcz
        > y" a c
        > > zas "zwalnia".
        > > W jakich jeszcze okolicznościach, tomach czas zwolnił tak bardzo, że aż z
        > azdroś
        > > ć bierze?
        > >
        >
        > Ja wiem, gdzie czas nie zwolnił, a dramatycznie przyśpieszył, a przestrzeń się
        > rozciągnęła do granic niemożliwości - w Imieninach.
        >
        > Fryc z Kwiotkiem jadą do Środy, by stamtąd udać się rowerami do Koszut. Pociąg
        > z Poznania mają o 8.25. Przejazd zajmuje 40 minut, więc w Środzie są o 9.05.
        > Do Koszut mają 5 kilometrów. Słownie PIĘĆ.
        > Wiatr zrywa się około południa (wiemy to z równoległej narracji z rusfelta). Fr
        > yc i Kwiotek wciąż są w drodze, w dodatku "pośrodku wielkiego pustkowia". Jak w
        > iemy z tekstu, pokonali raptem dwa kilometry.
        > To co oni robili przez te trzy godziny? W tym czasie można było nawet doczołgać
        > się do Koszut, a oni przecież mieli rowery!

        Zarzuciło ich do sąsiedniego wymiaru. W tym bowiem wymiarze ze Środy do Koszut jedzie się kulturalnie Drogą Krajową nr 11, nader ruchliwą, mozna i okrężnie przez Januszewo, ale na żadnej z tych tras pustkowi po horyzont nie uświadczysz.
        • pi.asia Re: Czas... 09.01.22, 22:00
          bupu napisała:


          > Zarzuciło ich do sąsiedniego wymiaru. W tym bowiem wymiarze ze Środy do Koszut
          > jedzie się kulturalnie Drogą Krajową nr 11, nader ruchliwą, mozna i okrężnie pr
          > zez Januszewo, ale na żadnej z tych tras pustkowi po horyzont nie uświadczysz.
          >

          Nawet mniej więcej wiadomo, gdzie znajduje się ten teleport do innego wymiaru.
          Wyjechali ze Środy asfaltową szosą, która śmiałym łukiem biegła` ku autostradzie Poznań/Wrocław. Ale nie dotarli aż tak daleko. Fryderyk, który prowadził, pokazał kierunek w prawo i zjechali na
          piaszczystą drogę, pnącą się wśród rozległych pól dotarli na szczyt wzgórza. Roztaczał się stąd widok na olbrzymie, płaskie obszary pól, łąk i równo posadzonych wielkich sadów. Daleko nad horyzontem, podkreślonym ciemną linią lasów, gromadziły się obłoki


          Na mapach google'a nie ma ani śladu sadów. Ba, nie ma nawet wzgórz. Czyli teleport jest gdzies na tej piaszczystej drodze.
          • bupu Re: Czas... 10.01.22, 00:28
            pi.asia napisała:


            > Nawet mniej więcej wiadomo, gdzie znajduje się ten teleport do innego wymiaru.
            > Wyjechali ze Środy asfaltową szosą, która śmiałym łukiem biegła` ku autostra
            > dzie Poznań/Wrocław. Ale nie dotarli aż tak daleko. Fryderyk, który prowadził,
            > pokazał kierunek w prawo i zjechali na
            > piaszczystą drogę, pnącą się wśród rozległych pól dotarli na szczyt wzgórza. Ro
            > ztaczał się stąd widok na olbrzymie, płaskie obszary pól, łąk i równo posadzony
            > ch wielkich sadów. Daleko nad horyzontem, podkreślonym ciemną linią lasów, grom
            > adziły się obłoki

            >
            > Na mapach google'a nie ma ani śladu sadów. Ba, nie ma nawet wzgórz. Czyli telep
            > ort jest gdzies na tej piaszczystej drodze.


            Jeśli Fryderyk z Kfiatuszkiem wyjechali szosą, wiodąca do AUTOSTRADY Poznań - Wrocław, to teleport przekroczyli wcześniej. W naszym albowiem wymiarze miedzy Poznaniem a Wrockiem biegnie droga ekspresowa, która w dodatku przebiega 50 km od Środy Wielkopolskiej.

            I owszem, od dworca w Środzie mogli pojechać przez Pętkowo i Słupię, szosą która biegnie łukiem w stronę drogi krajowej nr 11, ale nie ma siły, w naszym wymiarze musieliby tę krajową jedenastkę przekroczyć, żeby dotrzeć do Koszut. NIE DA SIĘ tam dojechac ze Środy drogą li tylko gruntową.
            • pi.asia Re: Czas... 10.01.22, 12:50
              bupu napisała:


              > I owszem, od dworca w Środzie mogli pojechać przez Pętkowo i Słupię, szosą któr
              > a biegnie łukiem w stronę drogi krajowej nr 11, ale nie ma siły, w naszym wymia
              > rze musieliby tę krajową jedenastkę przekroczyć, żeby dotrzeć do Koszut. NIE DA
              > SIĘ tam dojechac ze Środy drogą li tylko gruntową.

              Toteż jechali najpierw tą drogą 11, tak jak pisałaś wcześniej. (DK11 prowadzi właśnie do autostrady.)
              Na drogę gruntową mogli skręcić za Żabikowem i dalej już jechać/iść polami.

              Ale sprawdziłam coś jeszcze - z Poznania do Koszut jest troszkę ponad 30 km. Nawet gdyby nie jechali pociągiem do Środy, tylko od razu wyruszyli na rowerach, to w Koszutach byliby NAJPÓŹNIEJ o 11.

              • bupu Re: Czas... 10.01.22, 13:39
                pi.asia napisała:


                > Toteż jechali najpierw tą drogą 11, tak jak pisałaś wcześniej. (DK11 prowadzi
                > właśnie do autostrady.)

                Autostrada A2 jednakż w naszym wymiarze biegnie na trasie Poznań -Warszawa, jeśli więc znienacka zmieniła bieg i wybrała się do Wrocławia, jak sugeruje podany przez Ciebie cytat, to nie ma siły, Fryc i Kfiatuszek już przeszli przez ten portal.


                > Ale sprawdziłam coś jeszcze - z Poznania do Koszut jest troszkę ponad 30 km. Na
                > wet gdyby nie jechali pociągiem do Środy, tylko od razu wyruszyli na rowerach,
                > to w Koszutach byliby NAJPÓŹNIEJ o 11.

                Zgadza się.
                • sowca Re: Czas... 12.01.22, 13:00
                  Ale może burza około południa zaczęła się w Poznaniu, a w okolicach była wcześniej? Czasem tak bywa, że burza kręci się gdzieś dosyć długo. Czy ktoś pamięta, o której Fryc i Kfiatek dojechali do muzeum?
                  • bupu Re: Czas... 12.01.22, 13:04
                    sowca napisała:

                    > Ale może burza około południa zaczęła się w Poznaniu, a w okolicach była wcześn
                    > iej? Czasem tak bywa, że burza kręci się gdzieś dosyć długo. Czy ktoś pamięta,
                    > o której Fryc i Kfiatek dojechali do muzeum?
                    >

                    Coś koło 15.
                  • pi.asia Re: Czas... 12.01.22, 19:14
                    sowca napisała:

                    > Ale może burza około południa zaczęła się w Poznaniu, a w okolicach była wcześn
                    > iej? Czasem tak bywa, że burza kręci się gdzieś dosyć długo. Czy ktoś pamięta,
                    > o której Fryc i Kfiatek dojechali do muzeum?
                    >

                    Godzina dojazdu nie była dokładnie podana w wątku Kfiatka i Fryca, ale można się oprzeć na wątku równoległym (rusfeltowskim).

                    I tu pojawiają się kolejne absurdy, tym razem meteorologiczne.
                    1. W Poznaniu wiatr zerwał się o godz. 12.00, burza natomiast zaczęła się dwie godziny później, o 14-ej. To dziwne, bo przy tak gwałtownym wietrze nawałnica zaczyna się bardzo szybko, no ale niech tam.

                    2. W wątku koszuckim mamy informację, że nawałnica przesuwa się w stronę Poznania, więc w Koszutach musi być przed 12.00. Pierwszy podmuch wiatru prawie przewraca Różę, jego prędkość można więc określić na jakieś 50km/h. To znaczy, że w Koszutach pogoda załamała się ok. 11.20-11.30.
                    To znaczy też, że nasi dzielni wędrowcy przez dwie i pół godziny nie zdołali pokonać pięciokilometrowego odcinka.

                    3. O ile w wątku poznańskim burza pojawia się dopiero w dwie godziny po pierwszym ataku wiatru, o tyle w Koszutach prawie natychmiast zaczyna padać deszcz, grad i zaczynają się grzmoty.
                    Dzielni wędrowcy chowają się w stogu siana.

                    4. O wpół do trzeciej w Poznaniu sytuacja wyglądała tak: Lało. Grzmoty ustały, grad się przemieścił wraz z czarnymi chmurzyskami gdzieś na wschód (czyli w stronę Koszut)
                    Tymczasem w następnym fragmencie, tym koszuckim, czytamy, że Najgorsza nawałnica przesunęła się w stronę Poznania. Czyli na zachód.

                    5. Mniej więcej o tej porze nasi wędrowcy wyłażą ze stogu i idą w stronę Koszut. Do przebycia mają jeszcze trzy kilometry.
                    Czyli: od 9.05 do 11.30 pokonali DWA kilometry, a potem przez trzy godziny siedzieli w stogu. Zaś nawałnica przesunęła się na wschód i równocześnie na zachód. Jak, kurka wodna, Chuck Norris.
            • ciotka.scholastyka Re: Czas... 13.01.22, 09:17
              bupu napisała:


              >
              > Jeśli Fryderyk z Kfiatuszkiem wyjechali szosą, wiodąca do AUTOSTRADY Poznań - W
              > rocław, to teleport przekroczyli wcześniej. W naszym albowiem wymiarze miedzy P
              > oznaniem a Wrockiem biegnie droga ekspresowa, która w dodatku przebiega 50 km
              > od Środy Wielkopolskiej.

              TERAZ. Wybudowana ze środków unijnych. Wielka Wyprawa Rowerowa ma miejsce kiedy, w 1998?
              Wtedy droga do Środy to była sobie droga szybkiego ruchu chyba do Kórnika, a dalej już zwykła. A droga Poznań - Wrocław nie miała nawet tego nędznego kawałka po dwa pasy w każdym kierunku, wyjeżdżało się z Głogowskiej i jechało zwykłą szosą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka