Dodaj do ulubionych

Pyza i Hipparcos

18.03.22, 22:21
"[Fryderyk Schpoppe] zapytany przez Adriana, dlaczego wpatruje się w niebo, zamiast
w grunt pod nogami, wyjaśnił, że jest ostatnio pod ogromnym wrażeniem faktu, iż właśnie
zakończyło się wykreślanie pierwszej superdokładnej mapy najbliższej gwiezdnej okolicy Ziemi.
Teraz ludzkość będzie mogła przystąpić do poszukiwania śladów życia w Kosmosie, co jest
oszałamiającą perspektywą, jak się tak głębiej zastanowić. Zupełnie możliwe, że w ciągu najbliższych
paru lat wiedza ludzkości na ten temat zostanie w sposób rewolucyjny poszerzona, i kiedy człowiek o
tym myśli - dodał Fryderyk Schoppe, patrząc w niebo - to po prostu musi spoglądać w niebo.
(...)
- Terabit danych “Hipparcosa” (tak się nazywa satelita Europejskiej Agencji Kosmicznej) -
ciągnął Schoppe, wymijając cudem kolejny słup betonowy z latarnią - zawiera odległości i pozycje
ponad stu tysięcy gwiazd, obliczone z niespotykaną dotąd dokładnością. Katalog uranograficzny
pięciuset lat przestrzeni świetlnej wokół Słońca można nabyć w wersji CD-Rom, polecam ci go,
Adrianie.
- Chyba nie jest mi potrzebny - oświadczył po namyśle Adrian.
- Cóż, mnie też nie. Ale zawsze miło pomyśleć, że istnieje coś takiego.
- Ale jak ten satelita mierzył niebo? - spytała Pyza, a prymus Schoppe spojrzał na nią z nagłym
uznaniem i powiedział tonem profesora astronomii:
- Znakomicie. Brawo. Na niebie nie ma przecież odległości w ziemskim sensie, gdyż nie ma na
nim końców. Są jedynie fragmenty łuków."


Naprawdę Róży Pyziak, TEJ Róży Pyziak, przyszło do głowy takie pytanie? Bo mnie przy lekturze nie przyszło. A pochlebiam sobie, że zawsze interesowało mnie dużo więcej rzeczy, niż jakie włoski miał mój mąż, kiedy był mały. Ba, nad tym w ogóle się nie zastanawiałam, ba2, nawet kiedy zobaczyłam na zdjęciu z 1973 roku, że były tak jasne, że prawie białe, po prostu przyjęłam to do wiadomości :D
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Pyza i Hipparcos 18.03.22, 22:46
      Widzisz, a mnie przyszlo :)
      i nie dlatego, ze wiedzialam lub nie wiedzialam o krzywiznach, tylko z ciekawosci czysto dzieciecej. Pytanie z gatunku dlaczegp woda jest mokra i jak to sie dzieje
    • herbacianasaszetka Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 07:28
      Ja miałabym stos pytań, ale rzeczywiście chyba nie takie :)

      Co do reszty fragmentu. Jaki astronom/fizyk/astrofizyk mówi w taki sposób, jak Fryc? Używając choćby klasycznego wołacza. "Adrianie"! Gdyby był zapalonym języko/literaturoznawcą, to luz. Ale fizyk?

      Wspominając mój okres licealny. Nawet w mojej klasie (klasycznej!), nikt tak nie mówił do nikogo. Tylko ja i było to uważane za dziwne, więc przestałam. W klasie mat-fiz, gdzie miałam dobrych znajomych, "włanczanie" było na porządku dziennym. Nieważne, jak powiedziane, byle było wiadomo, o co chodzi :) To są tylko moje doświadczenia, ale mam wrażenie, że fragment nie był przemyślany. Zapalony fizyk raczej nie spędza czasu na poznawaniu zasad poprawnej polszczyzny. Nie taki, ktory woli fizykę od... wszystkiego. Nie twierdzę, musi od razu włanczać, ale żeby różować?
      • mircja Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 12:13
        herbacianasaszetka napisała:

        > Ja miałabym stos pytań, ale rzeczywiście chyba nie takie :)
        >
        > Co do reszty fragmentu. Jaki astronom/fizyk/astrofizyk mówi w taki sposób, jak
        > Fryc? Używając choćby klasycznego wołacza. "Adrianie"! Gdyby był zapalonym języ
        > ko/literaturoznawcą, to luz. Ale fizyk?
        >
        > Wspominając mój okres licealny. Nawet w mojej klasie (klasycznej!), nikt tak ni
        > e mówił do nikogo. Tylko ja i było to uważane za dziwne, więc przestałam. W kla
        > sie mat-fiz, gdzie miałam dobrych znajomych, "włanczanie" było na porządku dzie
        > nnym. Nieważne, jak powiedziane, byle było wiadomo, o co chodzi :) To są tylko
        > moje doświadczenia, ale mam wrażenie, że fragment nie był przemyślany. Zapalony
        > fizyk raczej nie spędza czasu na poznawaniu zasad poprawnej polszczyzny. Nie t
        > aki, ktory woli fizykę od... wszystkiego. Nie twierdzę, musi od razu włanczać,
        > ale żeby różować?

        Nie wiem, jak to wygląda w roczniku Pyzy i Fryderyka, natomiast tak się składa, że znałam wielu nastolatków, urodzonych w latach 70, którzy pasjonowali się takimi naukami, jak matematyka, astronomia, fizyka lub informatyka i po studiach wybrali karierę naukową (lub przynajmniej mieli sukcesy w olimpiadach przedmiotowych, a później wybrali jakąś inną ścieżkę zawodową). Zdecydowana większość z nich używała wołacza i lubiła beletrystykę, jeśli nie wszystkie gatunki, to chociaż jakieś wybrane; niektórzy z nich jednocześnie interesowali się jakimiś naukami humanistycznymi. Używania wołacza spostrzegawczy człowiek nie musi uczyć się czytając podręczniki, wystarczy się gdzieś "osłuchać" - choćby np. przez czytanie książek czy we własnym domu rodzinnym, niektórzy rodzice zresztą zwracają uwagę na to, żeby dziecko mówiło poprawnie. A oprócz tego Fryderyk nie był pierwszym lepszym pasjonatem fizyki, ale był też prymusem, co oznacza że "trzymał poziom" również z przedmiotów, które nie były jego głównym obiektem zainteresowania.
        • herbacianasaszetka Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 13:12
          A widzisz! W moim roczniku było to uważane za przestarzałe i nienaturalne. Z nahczycieli mówiła do mnie tak tylko polonistka i łacinniczka, a z uczniów zupełnie nikt.

          Co do Fryca - nadal uważam, że to jest wybitnie źle poprowadzona postać. :) Ale to na dłuższy wątek
          • mircja Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 15:27
            herbacianasaszetka napisała:

            > A widzisz! W moim roczniku było to uważane za przestarzałe i nienaturalne. Z na
            > hczycieli mówiła do mnie tak tylko polonistka i łacinniczka, a z uczniów zupełn
            > ie nikt.
            >
            > Co do Fryca - nadal uważam, że to jest wybitnie źle poprowadzona postać. :) Ale
            > to na dłuższy wątek
            A czy mogłabyś zdradzić, jak Twój rocznik ma się do rocznika Pyzy (podobno 1981)? Niezależnie od tego:
            - poznaniacy mają dosyć specyficzne obyczaje,
            - Fryderyk nie wygląda na osobę, która zawsze dostosowuje swój sposób mówienia do opinii grupy (a już zwłaszcza wtedy, gdy popisuje się przed dziewczyną).
            Natomiast zgadzam się co do tego, że Fryderyk jest źle opisaną postacią.
            Co do użycia wołacza, to z lekcji polskiego w podstawówce wyniosłam przekonanie, że jest on właściwą formą zwracania się do kogoś i jak do tej pory nie słyszałam, żeby to się zmieniło (ale też nigdy nie interesowałam się tym szczególnie). Nigdy mi nie przyszło do głowy, że formę poprawną można uważać za nienaturalną. Jestem przy tym ścisłowcem.
            • przymrozki Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 17:09
              mircja napisała:

              > Co do użycia wołacza, to z lekcji polskiego w podstawówce wyniosłam przekonanie
              > , że jest on właściwą formą zwracania się do kogoś i jak do tej pory nie słysza
              > łam, żeby to się zmieniło (ale też nigdy nie interesowałam się tym szczególnie)
              > . Nigdy mi nie przyszło do głowy, że formę poprawną można uważać za nienaturaln
              > ą. Jestem przy tym ścisłowcem.

              Mnóstwo poprawnych form brzmi nienaturalnie w codziennym języku nastolatków. "Różo, czy byłabyś tak miła i użyczyła mi chusteczki" jest zasadniczo formą grzeczną i właściwą, ale w szkole do kolegi powie się raczej "Róża, pożycz chusteczkę" mimo że w tym zdaniu jest nie tylko błąd gramatyczny, ale i rzeczowy (pożycza się wszak coś, co zamierza się oddać).

              Czemu tak jest, że w codziennym języku mówionym w rozmowie pomiędzy ludźmi, którzy są na "ty" forma poprawna brzmi sztucznie, formalnie lub protekcjonalnie - trudno powiedzieć. Ale chyba tak już jest i chyba to nie jest kwestia pokoleniowa, bo tej poprawnej formy nie słyszałam w użyciu od naprawdę bardzo dawna.
              • mircja Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 19:45
                przymrozki napisała:


                > > ą. Jestem przy tym ścisłowcem.
                >
                > Mnóstwo poprawnych form brzmi nienaturalnie w codziennym języku nastolatków. "R
                > óżo, czy byłabyś tak miła i użyczyła mi chusteczki" jest zasadniczo formą grzec
                > zną i właściwą, ale w szkole do kolegi powie się raczej "Róża, pożycz chusteczk
                > ę" mimo że w tym zdaniu jest nie tylko błąd gramatyczny, ale i rzeczowy (pożycz
                > a się wszak coś, co zamierza się oddać).
                >
                > Czemu tak jest, że w codziennym języku mówionym w rozmowie pomiędzy ludźmi, któ
                > rzy są na "ty" forma poprawna brzmi sztucznie, formalnie lub protekcjonalnie -
                > trudno powiedzieć. Ale chyba tak już jest i chyba to nie jest kwestia pokolenio
                > wa, bo tej poprawnej formy nie słyszałam w użyciu od naprawdę bardzo dawna.
                Wiele znanych mi od dawna osób od zawsze używało i w dalszym ciągu używa wołacza, a już zwłaszcza wobec rodziny, bliskich znajomych i przyjaciół, nie wykluczam, że żyję w jakiejś bańce. Nigdy nie odczuwałam tego jako czegoś sztucznego ani protekcjonalnego, wprost przeciwnie, widzę w tym coś w rodzaju podkreślenia, że mój rozmówca skupia na mnie uwagę (lub ja na nim).

          • mircja Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 15:31
            Chciałam napisać "źle napisaną postacią"
          • przymrozki Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 17:16
            herbacianasaszetka napisała:

            > Co do Fryca - nadal uważam, że to jest wybitnie źle poprowadzona postać. :) Ale
            > to na dłuższy wątek

            I on i ta jego szopia rodzina, która pojawia się jako wielka, głośna, ciepła, kochająca i "ależ idź na wagary, Fryderyczku, miłość jest ważniejsza niż jakieś tam lekcje w liceum!" a znika już jako mała zimna społeczna komórka przemocowo-depresyjna, w której syn student nie może się przyznać, że ma dziewczynę.
            • mircja Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 20:17
              przymrozki napisała:

              > herbacianasaszetka napisała:
              >
              > > Co do Fryca - nadal uważam, że to jest wybitnie źle poprowadzona postać.
              > :) Ale
              > > to na dłuższy wątek
              >
              > I on i ta jego szopia rodzina, która pojawia się jako wielka, głośna, ciepła, k
              > ochająca i "ależ idź na wagary, Fryderyczku, miłość jest ważniejsza niż jakieś
              > tam lekcje w liceum!" a znika już jako mała zimna społeczna komórka przemocowo-
              > depresyjna, w której syn student nie może się przyznać, że ma dziewczynę.

              Ta przemiana., razem z dyskusjami na Forum na temat tego, o czym być może bohaterowie Jeżycjady nie mówią głośno, skłoniła mnie do rozważania, czy przypadkiem krótko po pamiętnych zaręczynach nie okazało się, że matka Fryderyka cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową, której nie wykryto wcześniej, kiedy jeszcze była w epizodzie manii, natomiast stwierdzono ją kiedy później nastąpił epizod depresji. Co więcej, być może rodzina musi teraz spłacać długi zaciągnięte przez matkę w fazie manii (co by pasowało do tego, że Fryderyk i jego rodzeństwo muszą pracować) oraz ukrywa swoje nieszczęście przed światem, dlatego Fryderyk nie umawia się już z Różą na swoim gruncie. To że Hildegarda i Fryderyk robią wrażenie "dorosłych dzieci" a Wolfi "kozła ofiarnego" też by pasowało do sytuacji, kiedy rodzina jest z jakiegoś powodu dysfunkcyjna; choroba pani Schoppe w połączeniu z nieumiejętnością psychicznego poradzenia sobie z nią przez jej męża byłaby chyba niezłym kandydatem na taki właśnie powód.
              • ciotka.scholastyka Re: Pyza i Hipparcos 18.05.22, 09:37
                Ta teza świetnie by się broniła, gdyby Hildegarda w "Żabie" poświęciła choć jedną myśl temu, jak to kiedyś rodzina była wielka, radosna i kochająca się, a teraz wszystko się zmieniło. Jedno zdanie, nawet bez rozwinięcia, które sugerowałoby, że ta przemiana była zamierzona przez MM, a nie była kolejnym le babollo.
                • tt-tka Re: Pyza i Hipparcos 18.05.22, 09:55
                  Czy ja wiem... od imienin do zaby minelo piec czy szesc lat. Czy rzeczywiscie nastolatka z problemami roztrzasalaby, jak fajnie bylo w rodzinie, gdy ona miala lat dziesiec ?

                  zeby byla jasnosc - tez uwazam, ze wyjasnienie, czy chocby napomkniecie, powinno byc. Ale nie ustami Zaby.
                  • przymrozki Re: Pyza i Hipparcos 18.05.22, 17:44
                    tt-tka napisała:

                    > Czy ja wiem... od imienin do zaby minelo piec czy szesc lat. Czy rzeczywiscie n
                    > astolatka z problemami roztrzasalaby, jak fajnie bylo w rodzinie, gdy ona miala
                    > lat dziesiec ?
                    >
                    > zeby byla jasnosc - tez uwazam, ze wyjasnienie, czy chocby napomkniecie, powinn
                    > o byc. Ale nie ustami Zaby.

                    Nawet Żaba mogłaby wspomnieć o tej licznej, głośnej rodzinie, która w ciągu kilku lat całkiem rozpłynęła się we mgle, ale słowa wyjaśnienia zaczęły nam się należeć jak psu zupa w momencie, w którym stary Szop wprowadził nas w mroki swojej smutnej historii rodzinnej pełnej szarzyzny, smutku i śmierci. Fetowana w "Imieninach" babcia mogła być, rzecz jasna, teściową, nie musiała być depresyjną Mileną w lichych sandałkach, ale z łzawych monologów ojca Żaby wynikało dosyć jednoznacznie, że żona i dzieci nie mają oparcia w żadnych ciotkach, wujkach i kuzynach.
                  • ciotka.scholastyka Re: Pyza i Hipparcos 19.05.22, 10:39
                    tt-tka napisała:

                    > Czy ja wiem... od imienin do zaby minelo piec czy szesc lat. Czy rzeczywiscie n
                    > astolatka z problemami roztrzasalaby, jak fajnie bylo w rodzinie, gdy ona miala
                    > lat dziesiec ?
                    >
                    > zeby byla jasnosc - tez uwazam, ze wyjasnienie, czy chocby napomkniecie, powinn
                    > o byc. Ale nie ustami Zaby.

                    Żaba nie musiałaby tego zaraz "rozstrząsać", ot, jakieś jedno zdanie, _dobrze_ napisane, żeby sugerowało, że coś tam się po drodze wydarzyło.
                    Ale oczywiście mógłby to być ktokolwiek inny, np właśnie przy schopskich rozkminach, coś w stylu, że życie było całkiem znośne, ale nagła choroba żony... etc., etc.
      • pi.asia Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 15:42
        herbacianasaszetka napisała:

        > Ja miałabym stos pytań, ale rzeczywiście chyba nie takie :)

        Ja bym zapytała, co to jest terabit danych.
        • ready4freddy Re: Pyza i Hipparcos 17.05.22, 17:27
          Swoją drogą bardzo dobre pytanie, ale do autorki :) Dlaczego akurat terabit?

          Nie bardzo się znam, ale się wypowiem: terabit to 1/8 terabajta, ale wyrażenie ilości danych w pliku czy na dysku w terabitach to trochę tak, jakby ktoś poprosił w monopolowym o 50 centylitrów wódki, bo chce świętować zwycięstwo zawodnika w biegu na jedną dziesiątą kilometra. W bitach mierzy się zwykle dane przesyłane (np. 1 megabit / sekundę), albo wielkość układów pamięci, np. 32 kbit to 4 kilobajty, itd. Gdyby Frycelek chciał skonstruować ignacometr do pomiaru natężenia irytacji wywołanej łacińskim cytatami, i potrzebna mu była kostka pamięci flash, z pewnością w bitach byłaby wyrażona jej pojemność na stronie producenta.

          Co zaś do danych z tych pomiarów, nadal można się z nimi zapoznać:

          www.cosmos.esa.int/web/hipparcos/interactive-data-access
          hipparcosinteractive.readthedocs.io/en/latest/

          aczkolwiek wg opisu zajmują 1.26 gigabajta, więc Adrian potrzebowałby co najmniej dwóch płyt CD-Rom (chociaż być może kiedy Frycel o tym mówił, dostępna była np. jedynie ich część).

          Skąd tu ten terabit, czyli jakieś sto razy więcej danych, tego nie wiem. Jeśli to dane czysto numeryczne, bardzo dobrze się kompresują i może z tych dwóch płyt tak naprawdę otrzymujemy dużo, dużo więcej, ale Imieniny napisano w 1998 roku, Adrian mógłby mieć niejakie problemy z rozpakowaniem terabita danych na jakiś nośnik, wolne +120 GB dysku to było naprawdę sporo. Wnoszę, że Frycel rzucił terabitem by zdruzgotać rywala i odebrać mu mowę, z opadniętą szczęką z pewnością traciłby ów rywal na atrakcyjności.
          • tt-tka Re: Pyza i Hipparcos 18.05.22, 09:31
            ready4freddy napisał:


            > Nie bardzo się znam, ale się wypowiem: terabit to 1/8 terabajta, ale wyrażenie
            > ilości danych w pliku czy na dysku w terabitach to trochę tak, jakby ktoś popro
            > sił w monopolowym o 50 centylitrów wódki, bo chce świętować zwycięstwo zawodnik
            > a w biegu na jedną dziesiątą kilometra.

            Freddy, wielkie dzieki !!!
            od teraz tylko tak bede kupowac alko :)))
      • tt-tka Re: Pyza i Hipparcos 20.03.22, 01:55
        herbacianasaszetka napisała:


        > Co do reszty fragmentu. Jaki astronom/fizyk/astrofizyk mówi w taki sposób, jak
        > Fryc? Używając choćby klasycznego wołacza. "Adrianie"! Gdyby był zapalonym języ
        > ko/literaturoznawcą, to luz. Ale fizyk?

        No wlasnie Fryc. On tak mowi. "a do ciebie, Rozo, wypocilem zasadniczego majla" :)
        • la_felicja Re: Pyza i Hipparcos 20.03.22, 21:49
          W moim roczniku używało się wołacza.
          Tyle, że z pewnymi imionami brzmiało to naturalnie - np Jolu, Aniu, Grzesiu, Radku.
          NIe przypominam sobie, żeby ktoś do Marcina mówił "Marcinie" albo do Uli "Ulo" (Ulu???)

          • mircja Re: Pyza i Hipparcos 20.03.22, 22:43
            la_felicja napisała:

            > W moim roczniku używało się wołacza.
            > Tyle, że z pewnymi imionami brzmiało to naturalnie - np Jolu, Aniu, Grzesiu, Ra
            > dku.
            > NIe przypominam sobie, żeby ktoś do Marcina mówił "Marcinie" albo do Uli "Ulo"
            > (Ulu???)
            >
            Nie znałam ani jednej Uli zbliżonej do mnie wiekiem, natomiast "Marcinie" słyszałam i używałam często.
      • landora Re: Pyza i Hipparcos 23.03.22, 20:43
        Mąż mojej kuzynki, piastujący jakąś techniczną posadę w wojsku, zwraca się do mnie w wołaczu, co mnie z resztą szalenie denerwuje.
        • kocynder Re: Pyza i Hipparcos 23.03.22, 21:08
          Mój, skądinąd przekochany mąż, gdy chce się ze mną podroczyć, albo mnie sprowokować oznajmia poważnym tonem: "Natalio, serceż ty moje, czy wiesz, że...", a ja się, durna, zawsze na to nabieram i wchodzę w dyskurs, a on rechocze w duszy na zewnątrz prezentując senatorską powagę...
          • ako17 Re: Pyza i Hipparcos 23.03.22, 21:16
            kocynder napisała:

            < Mój, skądinąd przekochany mąż, gdy chce się ze mną podroczyć, albo mnie sprowokować oznajmia poważnym tonem: "Natalio, serceż ty moje, czy wiesz, że...", a ja się, durna, zawsze na to nabieram i wchodzę w dyskurs, a on rechocze w duszy na zewnątrz prezentując senatorską powagę...
            <<
            a on czytał Jeżycjadę? Toż to żywcem wyjęte "Milu, serce moje..."
            • kocynder Re: Pyza i Hipparcos 23.03.22, 21:21
              Nie czytał. Preferuje dzieła historyczne, batalistyczne, ewentualnie dla odprężenia dobry kryminał. Nie wyobrażam go sobie z Jeżycjadą w rękach... :D
              Zaś zwrotu "serceż ty moje" poprzedzony imieniem (koniecznie w wołaczu) używał regularnie jego własny ojciec (a mój teść) wobec swojej żony. I, przyznam, reagowała dokładnie tak samo jak ja, też się dawała wpuścić w maliny.
              • ako17 Re: Pyza i Hipparcos 23.03.22, 22:36
                ale jak to? Ty też się dajesz, mimo, że wiesz iż to manipulacja???
                • kocynder Re: Pyza i Hipparcos 24.03.22, 07:50
                  Oczywiście po chwili "zaskakuję", że to prowokacja, ale w pierwszej chwili...
                • ciotka.scholastyka Re: Pyza i Hipparcos 24.03.22, 10:10
                  ako17 napisała:

                  > ale jak to? Ty też się dajesz, mimo, że wiesz iż to manipulacja???

                  Proszę cię, CYTUJ, na co odpowiadasz, chociaż fragmencik, bo przy czytaniu wątków od najnowszego nie wiadomo, o co ci chodzi.

              • minerwamcg Re: Pyza i Hipparcos 25.03.22, 16:36
                Teść mógł to "serceż ty moje" zapożyczyć od Szydłowieckiego, który tak (nawiasem mówiąc używając mianownika, nie wołacza!) zwracał się do swego koleżki w paziostwie, Dmytrusia Montwiłła. "Paziów króla Zygmunta" czytali wszyscy.
                • tt-tka Re: Pyza i Hipparcos 25.03.22, 18:17
                  A czym sie rozni mianownik od wolacza w slowie "serce/z" ? :)
                  • kocynder Re: Pyza i Hipparcos 25.03.22, 19:00
                    "Serce/ż" w niczym. Imię w wołaczu. Milu, Agato, Justyno, Barbaro...
                    • tt-tka Re: Pyza i Hipparcos 25.03.22, 21:09
                      przeciez wiem, zarcik :)
                      swoja droga wydawalo mi sie, ze oni tam w Paziach... zwracali sie do siebie w wolaczu wlasnie, albo wymiennie, np Dmytrus, sercez ty moje, ale i Pawelku, sercez ty moje
                      • kocynder Re: Pyza i Hipparcos 25.03.22, 22:35
                        Aż z ciekaw2ości sięgnęłam po "Paziów" na półkę. I otóż: chłopcy zwracają się do siebie na przemian - czasem w wołaczu, a czasem w mianowniku. "Kostuś, nie poszedłeś pod Grunwald?" (w wołaczu byłoby "Kostusiu, nie poszedłeś pod Grunwald" - jednak dość... Niefortunnie). "A ty, Dmytruś, wierzysz?" ("Dmytruś", a nie "Dmytrusiu"), ale "Nu, Pawełku, nie idziesz?" ("Pawełku", a nie "Pawełek"), "Jasiu, zobacz no..." ("Jasiu", a nie "Jaś"). Z tym, że mam wrażenie, że jednak częściej posługiwali się formą mianownikową, niż wołaczem. Niestety, tylko wrażenie, bo gdyż kiedy zaczęłam czytać to zapomniałam na co miałam zwracać uwagę i skupiłam się na figlikowym turnieju.
                • kocynder Re: Pyza i Hipparcos 25.03.22, 18:58
                  A możliwe. "Paziów" czytałam że sto lat temu. Chyba warto wrócić. :)
    • ako17 Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 09:19
      Wiecie, mnie by przyszło. Bo ja się interesuję astrofizyką. A skoro się interesuję, to trudno mi się postawić w pozycji kogoś, kto się nie interesuje.
      Prawie każdy coś tam o Kosmosie wie, zatem nie wiem jakie pytania mógłby postawić ktoś, kto nie przykłada do tego wagi, ale jakąś tam podstawową wiedzę ma (np, że Ziemia się kręci wokół Słońca, a Słońce jest jedną z wielu gwiazd).
    • przymrozki Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 10:26
      Zawsze interpretowałam tę rozmowę inaczej. I do teraz upieram się, że tak też można.

      Róża to tępe cielę, ale od małego uczone, że samozadowolenie popisującego się patriarchy należy paść jak francuską gęś. Na dodatek ona czuje już na swoim szesnastoletnim karku zimną grozę staropanieństwa i braku dzidziusia w przyszłości, dlatego podtrzymuje rozmowę akurat tak, żeby potencjalny mąż mógł dalej produkować swoje erystyczne wygibasy. Zadaje zatem pytanie typu "hę?", tylko że ładniej je formułuje (na takiej zasadzie, na jakiej Józinek rozmawiał z Trollą podczas Sylwestra, po prostu powtarza ostatnią myśl obiektu westchnień, lekko ją przeformułuje i dodaje znak zapytania). To Fryderyk naiwnie lub celowo interpretuje to "hę?" jako pytanie rozsądne, wskazujące na znajomość tematu, pozwalające na pochwalenie Róży, pognębienie Lelujków i kontynuowanie uczonej perory.

      Pomijam fakt, że rozmawianie z rówieśnikami jakby się było ich nauczycielem i nagradzanie ich udziału w rozmowie wykrzyknikiem "znakomicie, brawo" świadczy o strasznych bucostwie Fryca. No ale Fryc to buc, żadna nowość.
      • ako17 Re: Pyza i Hipparcos 19.03.22, 12:12
        O tak, może być rzeczywiście tak jak napisałaś
      • la_felicja Re: Pyza i Hipparcos 20.03.22, 21:55
        Też tak to odebrałam - Róża zadaje pytanie typu: To jak ten satelita tak latał i mierzył? Jakąś wielką metrówką? - a Fryc zinterpretował to tak, że ona taka bystra i tak dużo wie.

        Z komentarzem o straszliwym bucostwie też się zgadzam.
        • ciotka.scholastyka Re: Pyza i Hipparcos 21.03.22, 09:13
          la_felicja napisała:

          > Też tak to odebrałam - Róża zadaje pytanie typu: To jak ten satelita tak latał
          > i mierzył? Jakąś wielką metrówką? - a Fryc zinterpretował to tak, że ona taka b
          > ystra i tak dużo wie.

          O. To mi trafia do przekonania, dzięki :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka