uroczy_fenek
05.05.24, 22:46
Rozwaliła mnie w "Kalamburce" reakcja Gizeli kiedy widzi, że Mila nie wróciła na noc. Straszne dramatyzowanie, lamenty, że nie wychowała jej na porządnego człowieka (LOL! porządny człowiek nie ma prawa wyjść na imprezę?), że to już koniec (ale koniec...czego właściwie?), że Mila jej nie szanuje i nie kocha.
Mila była wówczas pełnoletnią studentką i wybrała się ze znajomymi na potańcówkę, uprzedziwszy, że wróci późno. Przecież mogło się wydarzyć po prostu tak, że imprezka się przeciągnęła i Mila zdecydowałaby się, na przykład, przenocować u koleżanki. Tak, warto rodzinę uprzedzić, by się nie denerwowała, ale - czy Gizela miała telefon? To był 1956 rok, mogła nie mieć.
Kolejna kwestia- "by się nie denerwowała". Jeśli podopieczny podejrzanie długo nie wraca do domu, to chyba pierwszą reakcją powinien być niepokój, czy coś się złego nie stało. A mogło, choćby zawinięcie przez milicyjną nyskę.
A później ranna i osłabiona Gizela dostaje od Ignaca propozycję bezpiecznego schronienia przed godziną milicyjną. Co w tej chwili zaprząta jej głowę? Że "NIE WYPADA", by panienka Mila szła po nocy do mieszkania jakiegoś mężczyzny. Litości, przecież Ignac zaproponował to GIZELI, chcąc jej pomóc, poza tym mieszkał chyba jeszcze wtedy z matką? Jakieś chore obsesje miała ta kobieta.
Otwieram nitkę na najbardziej absurdalne wątki z tym, że "nie wypada".