Dodaj do ulubionych

wakacje u Pulpecji

15.08.24, 15:05
Zastanawia mnie jak to się w ogóle odbywa.
Tj. czy tacy np. Rojkowie z dziećmi spędzają CAŁE wakacje u Patrycji? Czy to jest tak, że gdzieś jadą np. nad morze czy zgoła za granicę na jakieś 2 tygodnie, a potem przyjeżdżają jeszcze do Patrycji na jakiś tydzień, dodatkowo?
A Gaba? zanim wichura szczęśliwie zerwała dach z pawilonu, co równa się postawieniu im całorocznego domu w ogrodzie Florków, czy przyjeżdżała do Patrycji tak domyślnie siedzieć jej na głowie? Bo chyba innych wyjazdów nie uskuteczniali, przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. No, chyba że do Ox, ale mi chodzi o takie typowo wypoczynkowe wyjazdy wakacyjne.
Seniorzy, to wiadomo, teraz już się tam zakorzenili, ale strasznie ich trzeba było namawiać na wyprawę do Pulpy.
Ida od WdO już ma własny przytułek na wsi. A wcześniej? Pomijając Copacabanę?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 15.08.24, 17:09
      Juz w Sprezynie (rok 2007 bodaj, albo 2009) masz, ze cala rodzina wakacjowala sie w Pulpowie, od wczesnej wiosny po pozna jesien. Czyli w okresie pracowym wikiendy, w urrlopowym - lato, w wakacyjnym cale lato. Cale lato dotyczy uczniow, Mamlalii nauczycielki, Gabona nauczycielki akademickiej.
      Z wnuczki i feblika wyraznie mi wyniklo, ze rojki siedza tam non-stop, nigdzie indziej nie byli. W zgryzotce mamlalia z synami urwala sie wczesniej, bo dach im zwialo, inaczej siedzialaby do wrzesnia. I urwala sie tez nie nad morze ani nigdzie indziej, tylko, jakzeby inaczej, do Poznania :)
      • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 15.08.24, 19:55
        tt-tka napisała:

        > Juz w Sprezynie (rok 2007 bodaj, albo 2009) masz, ze cala rodzina wakacjowala s
        > ie w Pulpowie, od wczesnej wiosny po pozna jesien. Czyli w okresie pracowym wik
        > iendy, w urrlopowym - lato, w wakacyjnym cale lato. Cale lato dotyczy uczniow,
        > Mamlalii nauczycielki, Gabona nauczycielki akademickiej.
        > Z wnuczki i feblika wyraznie mi wyniklo, ze rojki siedza tam non-stop, nigdzie
        > indziej nie byli. W zgryzotce mamlalia z synami urwala sie wczesniej, bo dach i
        > m zwialo, inaczej siedzialaby do wrzesnia. I urwala sie tez nie nad morze ani n
        > igdzie indziej, tylko, jakzeby inaczej, do Poznania :)
        >
        Do tej pory jakoś się nie zastanawiałam nad tym zjawiskiem socjologicznym, jakoś tak myślałam, że oni do tej Pulpy wpadali na trochę, na jakieś przedłużone weekendy, czasem może na tydzień - żeby pomóc przy przeróbce owoców. A nie, że to jest domyślna destynacja wakacyjna znaczącej części rodziny. Bez żadnej alternatywy i na cały czas...
        • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 09:57
          Oni tak maja, wrastaja jak grzyby. Od czasow dziecinstwa Pyzy i Larwy, corocznie pelne dwa miesiace w ogrodku starszych panstwa w podpoznanskich Pobiedziskach. Domowa kuchnia, swieze powietrze w przydomowym ogrodku i czego wiecej chciec.
        • greta_herbst Re: wakacje u Pulpecji 12.06.25, 15:51
          > domyślna destynacja wakacyjna znaczącej części rodziny. Bez żadnej alternatywy i na cały czas...

          Ja bym skisła.
          Mam całkiem sporo osób w rodzinie, które kocham, oraz również lubię. I mam o czym z nimi pogadać. I jako dziecko spędzałam całe dwa miesiące z kuzynami na letnikowaniu w pokojach gościnnych w środku niczego i było super. Ale nawet w naszym środku niczego była rzeka, nad którą się chodziło i w której się bobrowało (nieraz niemalże dosłownie), i biblioteka, z której się pożyczało Pana Samochodzika. No i miałam jakieś 8-13 lat. Od tych 13tu już mnie mama zaczęła wysyłać na kolonie w różne miejsca, gdzie było co oglądać i co robić.

          Jako dorosły człowiek, myślę sobie że takie czytanie, spacerowanie i rzekowanie z kilkoma najbliższymi osobami - partnerem gdybym go miała, albo z przyjaciółmi - byłoby super. Ale też nie dwa miesiące tylko raczej tydzień. A z całą rozgałęzioną rodziną? Siostrami, braćmi, rodzicami, dziećmi rodzeństwa, partnerami rodzeństwa? W jednym budynku? Albo absolutnie i kompletnie bym skisła, albo poleciałoby na siekiery i sztachety.

          Przecież nawet jak brat odwiedza mamę z rodziną na weekend, to już cierpliwość się zużywa. Bratowa nigdy nie poznała takiego zjawiska, jak indoor voice, i drze się jak stare prześcieradło, a brat się przy niej przyzwyczaił i wszyscy, razem z dziećmi, mówią jakieś trzy razy za głośno, bezustannie. Bratowa należy do tych osób, które robiąc coś w kuchni, np obierając ziemniaki, puszcza sobie wodę z kranu ot, chyba dla towarzystwa, bo z pewnością nie po to, żeby jej do czegokolwiek użyć. Przy każdym posiłku trzeba wysłuchać ich przemowy nt. cholesterolu. Męczące przez jeden weekend, przez tydzień byłoby dla mnie nie do zniesienia, a to tylko ten jeden brat. Przemnażając przez cztery... borze zielony i szumiący.
          • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 12.06.25, 17:25
            greta_herbst napisała:

            >
            > Przecież nawet jak brat odwiedza mamę z rodziną na weekend, to już cierpliwość
            > się zużywa. Bratowa nigdy nie poznała takiego zjawiska, jak indoor voice, i drz
            > e się jak stare prześcieradło, a brat się przy niej przyzwyczaił i wszyscy, raz
            > em z dziećmi, mówią jakieś trzy razy za głośno, bezustannie. Bratowa należy do
            > tych osób, które robiąc coś w kuchni, np obierając ziemniaki, puszcza sobie wod
            > ę z kranu ot, chyba dla towarzystwa, bo z pewnością nie po to, żeby jej do czeg
            > okolwiek użyć. Przy każdym posiłku trzeba wysłuchać ich przemowy nt. cholestero
            > lu. Męczące przez jeden weekend, przez tydzień byłoby dla mnie nie do zniesieni
            > a, a to tylko ten jeden brat. Przemnażając przez cztery... borze zielony i szum
            > iący.

            Masz Idopodobną bratową?
    • przymrozki Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 10:49
      W Borejkowersum wakacje, zwłaszcza zagraniczne, ale nie tylko, łączą się z jakimiś niebywałymi kosztami finansowymi i w zasadzie niemożliwymi do przezwyciężenia uciążliwościami organizacyjnymi. Można to wszystko przeboleć raz życiu, gdy jedzie się w podróż poślubną, ale nie częściej.

      Gabrysia od NiN marzy o wakacjach w namiocie w lesie, a od CR łka, że jaka to szkoda, że jej nie stać. Ida przynajmniej podejmuje jakąś próbę wysłania Józinka na kolonie, ale starsza pani w ciele pierworodnego nie może zdzierżyć wyjazdowych niewygód. Wytrawna turystka i żeglarka Natalia wraz z dziećmi wydaje na świat i puszcza w niepamięć samodzielność wystarczającą do uruchomienia pralki. Patrycja, owszem, pozbywa się dzieci z domu i wysyła do Hiszpanii, ale zdaje się głównie po to, żeby w łóżkach grubasek zrodzonych z najgorszej córki mogły wygodnie wyspać się lepsze wnuki.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 12:11
        przymrozki napisała:

        > W Borejkowersum wakacje, zwłaszcza zagraniczne, ale nie tylko, łączą się z jaki
        > miś niebywałymi kosztami finansowymi i w zasadzie niemożliwymi do przezwyciężen
        > ia uciążliwościami organizacyjnymi. Można to wszystko przeboleć raz życiu, gdy
        > jedzie się w podróż poślubną, ale nie częściej.
        >

        A dla Gaby to czasem nawet wyjazdy "lokalne" są za trudne, bo nie ma niańki do wysłania z córkami (przecież sama się nie pofatyguje, a ich ojczyma nie można z nimi wysłać gdyż albowiem bo tak). Jeszcze dziwniejszy jest brak wakacji u Ignasia, który nic przeciwko swojemu ojcu nie ma, ma więcej potencjalnych opiekunów i żyje w czasach, w których dużo łatwiej o jakiś ciekawy wyjazd.


        > Gabrysia od NiN marzy o wakacjach w namiocie w lesie, a od CR łka, że jaka to s
        > zkoda, że jej nie stać.


        Podczas gdy jej dużo biedniejszych rodziców było stać na Czaplinek. Jakby nie mogła wykopać ich starego namiotu i pojechać na kemping.
      • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 12:12
        przymrozki napisała:

        > W Borejkowersum wakacje, zwłaszcza zagraniczne, ale nie tylko, łączą się z jaki
        > miś niebywałymi kosztami finansowymi i w zasadzie niemożliwymi do przezwyciężen
        > ia uciążliwościami organizacyjnymi. Można to wszystko przeboleć raz życiu, gdy
        > jedzie się w podróż poślubną, ale nie częściej.
        >
        > Gabrysia od NiN marzy o wakacjach w namiocie w lesie, a od CR łka, że jaka to s
        > zkoda, że jej nie stać. Ida przynajmniej podejmuje jakąś próbę wysłania Józinka
        > na kolonie, ale starsza pani w ciele pierworodnego nie może zdzierżyć wyjazdow
        > ych niewygód. Wytrawna turystka i żeglarka Natalia wraz z dziećmi wydaje na świ
        > at i puszcza w niepamięć samodzielność wystarczającą do uruchomienia pralki. Pa
        > trycja, owszem, pozbywa się dzieci z domu i wysyła do Hiszpanii, ale zdaje się
        > głównie po to, żeby w łóżkach grubasek zrodzonych z najgorszej córki mogły wygo
        > dnie wyspać się lepsze wnuki.

        a to nie starsze Robroje zajęli pokój dziewczynek? Czy one miały oddzielne? Bo to trochę nietypowe dla tej rodziny ;). No, ale faktycznie, Patrycja trochę odeszła od standardów Borejko.

        Szczerze powiem, gdybym miała rodzinę na wsi/ w małym miasteczku, a jeszcze z dostępem do jeziora, to byłabym zachwycona. Dlatego wakacje Pyzy i Tygrysa są dla mnie jak najbardziej wiarygodne - skoro państwo Jankowiakowie naprawdę lubili je u siebie mieć.

        Ale inna sprawa, to siedzenie u Pulpy miesiącami.
        Na miejscu pp. Rojek pojechałabym gdzieś z chłopcami (nad morze lub w góry), dodatkowo chłopaków wysłałabym na obóz i u siostry z rozkoszą spędziłabym tydzień-dwa. Plus ewentualnie jeszcze jakiś weekend.
        Dłużej byłoby mi po prostu głupio.
        Miejscówka jest u Flobrych bardzo dobra: wygodny dom, otoczenie przyrody i jezioro, w którym można pływać (tylko trzeba do niego dojść). Idealnie! Sama mogłabym tam siedzieć dwa miesiące. Ale, po pierwsze, nie czułabym się z tym komfortowo wobec Pulpy, po drugie warto, żeby dzieci poznawały trochę świata, a przynajmniej - kraju.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 12:48
          ako17 napisała:
          > a to nie starsze Robroje zajęli pokój dziewczynek? Czy one miały oddzielne? Bo
          > to trochę nietypowe dla tej rodziny ;). No, ale faktycznie, Patrycja trochę ode
          > szła od standardów Borejko.
          >
          >

          Wąsy na pewno się w tym pokoju zgadały na figo-fago, ale czy tam spały chyba nie sprecyzowano. Ale ktoś na pewno zajmował ten pokój, skoro małe Wąsięta spały w ogródku.
          • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 13:47
            W jednym tomie dziewczynki mialy wspolny pokoj i tam kitlasil sie Rojek z Mamlalia, w innym dom znowu urosl i juz Gabony maja zajac pokoj PO Ani, odrebny od pokoju Nory.

            Stale znajome letnisko swietna rzecz, sama przez lata dziecinstwa jezdzilam do wiochy (Rokiciny Podhalanskie, miedzy Rabka a Raba Wyzna), ale nie siedziec w ogrodku u gospodarzy przeciez ! to byla baza wypadowa do wedrowek blizszych i dalszych, i pochlapac w Rokiciance sie chodzilo, i poplywac w Rabie, i na jagodowiska na zolty szlak, i na korty w Rabce, i na piernikowe osiedle w Nowym Targu, i do Pyzowki, i do Zakopca, szlakiem zbojnikow, szczyty sie zdobywalo, oscypki zarlo... w kometke gralo, tamy budowalo, ksiazki od zakonnic czytalo (a mialy tomiszcza jeszcze przedwojenne w sporej liczbie), maslaki i maliny zbieralo i tak dalej.
            A z mlodych Rojkow jeden siedzi z nosem w tablecie, co rownie dobrze moglby robic i w domu, drugi placze sie wszystkim pod nogami i calkiem nie ma pomyslu na to, co ze soba zrobic, a nikt ze starszych tez takiego pomyslu nie ma i nawet nie ma poczucia, ze powinien miec.
            • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 13:53
              tt-tka napisała:


              >
              > Stale znajome letnisko swietna rzecz, sama przez lata dziecinstwa jezdzilam do
              > wiochy (Rokiciny Podhalanskie, miedzy Rabka a Raba Wyzna), ale nie siedziec w o
              > grodku u gospodarzy przeciez ! to byla baza wypadowa do wedrowek blizszych i da
              > lszych, i pochlapac w Rokiciance sie chodzilo, i poplywac w Rabie, i na jagodow
              > iska na zolty szlak, i na korty w Rabce, i na piernikowe osiedle w Nowym Targu,
              > i do Pyzowki, i do Zakopca, szlakiem zbojnikow, szczyty sie zdobywalo, oscypki
              > zarlo... w kometke gralo, tamy budowalo, ksiazki od zakonnic czytalo (a mialy
              > tomiszcza jeszcze przedwojenne w sporej liczbie), maslaki i maliny zbieralo i t
              > ak dalej.

              No dokładnie tak! Z tym, że jeśli letnisko jest płatne, nawet w umiarkowanej cenie, to jednak co innego niż siedzieć 2 miechy u siostry na kwaterze.

              > A z mlodych Rojkow jeden siedzi z nosem w tablecie, co rownie dobrze moglby rob
              > ic i w domu, drugi placze sie wszystkim pod nogami i calkiem nie ma pomyslu na
              > to, co ze soba zrobic, a nikt ze starszych tez takiego pomyslu nie ma i nawet
              > nie ma poczucia, ze powinien miec.

              dobrze zatem, że nie wpadli wcześnie na pomysł straszenia kur Patrycji, a, po uzyskaniu zadowalającego efektu, nie wpadli na pomysł postraszenia koni.
              • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 14:08
                ako17 napisała:


                > No dokładnie tak! Z tym, że jeśli letnisko jest płatne, nawet w umiarkowanej ce
                > nie, to jednak co innego niż siedzieć 2 miechy u siostry na kwaterze.

                Oczywiscie platne, i kwatera, i wyzerka. I jakos moich rodzicow, pare magistrow (wtedy) z dwojka dzieci bylo na to stac...
                a dodatkowo bylo ich stac (mentalnie, nie tylko finansowo), by drugi miesiac wakacji byl inny i gdzie indziej, a to z drugim rodzicem nad morzem, a to na koloniach, a to na obozie.

                I bez obrazy, to byl jednak standard. Wyjezdzalo sie na wakacje, by zyc inaczej niz przez caly rok, a nie na letnisko, by zyc tak jak przez caly rok, tylko gdzie indziej.

                • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 14:24
                  tt-tka napisała:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  >
                  > > No dokładnie tak! Z tym, że jeśli letnisko jest płatne, nawet w umiarkowa
                  > nej ce
                  > > nie, to jednak co innego niż siedzieć 2 miechy u siostry na kwaterze.
                  >
                  > Oczywiscie platne, i kwatera, i wyzerka. I jakos moich rodzicow, pare magistrow
                  > (wtedy) z dwojka dzieci bylo na to stac...
                  > a dodatkowo bylo ich stac (mentalnie, nie tylko finansowo), by drugi miesiac wa
                  > kacji byl inny i gdzie indziej, a to z drugim rodzicem nad morzem, a to na kolo
                  > niach, a to na obozie.

                  I ja tak właśnie widzę zorganizowanie wakacji dla dzieci.
                  >
                  > I bez obrazy, to byl jednak standard. Wyjezdzalo sie na wakacje, by zyc inaczej
                  > niz przez caly rok, a nie na letnisko, by zyc tak jak przez caly rok, tylko gd
                  > zie indziej.
                  O to to! Wiadomo, że mieszkając u rodziny, trzeba wykonywać pewne czynności, które siłą rzeczy wykonuje się w domu (gotowanie, sprzątanie, WSTAWIANIE PRANIA), ale bez przesady, to samo robimy też na naszych wakacjach, bo nie ma opcji wyżywienia. Natomiast trzeba korzystać z tego, co na miejscu jest inne niż w domu. Dla mnie zawsze najważniejsza jest możliwość pływania i nie wyobrażam sobie wakacji bez jeziora.
                  Ani basen, ani morze, ani rzeka nie dają mi tej satysfakcji. Zatem codziennie bym zabierała rodzinę nad jezioro.
                  No i długie spacery po lesie, po polach, zbieranie grzybów czy dzikich owoców.
                  Po prostu ruch na świeżym powietrzu. A książkę sobie mogę poczytać wieczorem, albo gdy pada.
                  A nie cały dzień na ganku z książką albo przy grach.
                  • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 15:00
                    tam* okolica jest wcale atrakcyjna turystycznie, trzy rezerwaty, skansen w Pobiedziskach, jeziora

                    * tam, czyli w okolicach Pulpowa. A poniewaz Pulpowo jest ruchome, to tak z grubsza w poblizu Pobiedzisk i Kostrzynia.
                    A gdyby "tam" rozumiec szerzej, czyli jako okolice Poznania, w promieniu, niech bedzie skromnie, 50 km, to dochodza zabytki drewniane i murowane w sporej liczbie. Gniezno, Kruszwica, Kornik, Rogalin... tak na rybke rzucam, ale zaraz sobie pogugluje atrakcje podpoznanskie i zobaczymy, czego Stryby, Rojki, Pyziakowny nie znaja majac to pod reka !
                    • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 16.08.24, 15:11
                      O matko, tyle tego ! jako pierwsze wyskoczyla mi propozycja piecdziesieciu jednodniowych wycieczek, odleglosc od Poznania 25-30 km. Nie sprawdzalam na razie, w ktora strone od Poznania one sa, ale nawet jesli w przeciwna niz Pulpowo, to jest jakies 60 do 80 km w jedna strone, dla zmotoryzowanch godzina jazdy.

                      a dla biednego Jedrusia nawet wypad do sklepiku pani kasi na rowerku jest juz atrakcja, innych tam nie ma i miec nie bedzie
                    • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 20.08.24, 14:48
                      tt-tka napisała:

                      >Gniezno, Kruszwica, Kornik, Rogalin... tak na rybke rzucam, ale zaraz sob
                      > ie pogugluje atrakcje podpoznanskie i zobaczymy, czego Stryby, Rojki, Pyziakown
                      > y nie znaja majac to pod reka !
                      >

                      e tam. Zaraz się ukaże kolejne uzupełnienie Jeżycjady, które będzie składało ze zdjęć różnych atrakcji turystycznych w Wielkopolsce i podpisów kto tam z kim kiedy był.
                      I jak udowodnisz, że nie był?
                      • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 20.08.24, 18:27
                        ako17 napisała:


                        > e tam. Zaraz się ukaże kolejne uzupełnienie Jeżycjady, które będzie składało ze
                        > zdjęć różnych atrakcji turystycznych w Wielkopolsce i podpisów kto tam z kim k
                        > iedy był.
                        > I jak udowodnisz, że nie był?


                        A bo ja tez tam i wtedy bylam ! I nie spotkalam ! *pökazuje jezyk*
                        • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 20.08.24, 19:26
                          tt-tka napisała:

                          > ako17 napisała:
                          >
                          >
                          > > e tam. Zaraz się ukaże kolejne uzupełnienie Jeżycjady, które będzie skład
                          > ało ze
                          > > zdjęć różnych atrakcji turystycznych w Wielkopolsce i podpisów kto tam z
                          > kim k
                          > > iedy był.
                          > > I jak udowodnisz, że nie był?
                          >
                          >
                          > A bo ja tez tam i wtedy bylam ! I nie spotkalam ! *pökazuje jezyk*
                          >
                          >
                          >
                          >
                          To Ci powie że też tam była i Ciebie tam nie widziała wcale :P
                          • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 20.08.24, 20:20
                            jak kto tylem do swiata odwrocony, to trudno, zeby dostrzegal cokolwiek... tak, cisne tym argumentem !

                            poza tym nikt nie wie, jak ja wygladam, a ja wiem, jak wygladaja jezycjanie :P
          • ciotka.scholastyka Re: wakacje u Pulpecji 20.08.24, 11:56
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            > Wąsy na pewno się w tym pokoju zgadały na figo-fago, ale czy tam spały chyba ni
            > e sprecyzowano. Ale ktoś na pewno zajmował ten pokój, skoro małe Wąsięta spały
            > w ogródku.

            Wąsięta mogły spać w ogródku dla czystej wakacyjnej frajdy :) Ja bym chciała :)
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: wakacje u Pulpecji 09.06.25, 22:02
      Odkopuję stary temat, bo nie chcę robić bałaganu nowym.
      Było już omawiane, jaka Pulpa musi być zarobiona karmieniem hordy Borejków. Przyszło mi nagle do głowy, dlaczego oni nigdy nie zrobili grilla? Wrzucić hałdę mięsa do marynaty żeby starczyło na parę dni, do tego rozmaite warzywa, sałata, chleb z masłem czosnkowym - o ile mniej roboty i grzania w kuchni. Chociaż nie wyobrażam sobie starego Ignaca polewającego keczupem laskę podwawelskiej naciętą w krateczkę.
      • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 11:28
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        Chociaż nie
        > wyobrażam sobie starego Ignaca polewającego keczupem

        podobno jedzenie kiełbasy z ketchupem to zbrodnia (podobnie jak pizza z ananasem lub whisky z colą). Kiełbasę tylko z musztardą. Li i jedynie.
        Chociaż, może jak Ida stłukła ten słoik z sarepską, to już więcej nie ryzykowali? Kto wie.

        laskę podwawelskiej nacięt
        > ą w krateczkę.

        a właściwie dlaczego?
        To co pasuje do Ignaca? Mógłby przecież jeść np. karkówkę, wydrylowane mięso z uda kurczaka, czy zgoła cukinię.
        • bupu Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 13:00
          ako17 napisała:


          > a właściwie dlaczego?
          > To co pasuje do Ignaca? Mógłby przecież jeść np. karkówkę, wydrylowane mięso z
          > uda kurczaka, czy zgoła cukinię.
          >
          >

          Do Ignaca tradycjonalisty nie pasuje ten hamerykancki, plebejski grill. On to, panie kochanku, kiełbasę owszem, ale pieczoną na ostrzu szabli, którą starosta zawichojski Piotr Boreyko...
          • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 13:09
            bupu napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            >
            > > a właściwie dlaczego?
            > > To co pasuje do Ignaca? Mógłby przecież jeść np. karkówkę, wydrylowane mi
            > ęso z
            > > uda kurczaka, czy zgoła cukinię.
            > >
            > >
            >
            > Do Ignaca tradycjonalisty nie pasuje ten hamerykancki, plebejski grill. On to,
            > panie kochanku, kiełbasę owszem, ale pieczoną na ostrzu szabli, którą starosta
            > zawichojski Piotr Boreyko...
            >
            >
            Niby tak, ale z drugiej strony grillowanie stało się polskim sportem narodowym. Zatem, skoro wg Borejków tak ogółem i Ignacego w szczególności, polską tradycją jest, że ojciec panny młodej prowadzi ją przyszłemu mężowi do ołtarza, to i opiekanie kiełbasy na ruszcie można zintegrować pod hasłem Bóg Honor Ojczyzna.
          • tygrys_dziure_wygryzl Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 16:35
            Bardziej mi chodzi o to, czemu nie zrobili sobie grilla skoro to duże ułatwienie roboty, zwłaszcza gdy tyle gąb trzeba nakarmić. No i to atrakcja (jak dla mnie, mieszczucha). Ignacy mógłby poopowiadać, jak to drzewiej bywało, gdy w "Iliadzie" Achilles piekł na ogniu wołu oblanego tłustością.
            • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 16:37
              Bo tam nie wolno/nie uchodzi ulatwianie sobie roboty. Przynajmniej Pulpie to nie uchodzi. Ona nawet (w potwornym upale) krowki robi domowe...
              • minerwamcg Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 18:06
                Mówiłam? Mówiłam? Ona dowala sobie pokutę za to, że ośmieliła się uciec z borejkołchozu, stworzyć normalniejszą rodzinę niż tę, z której się wywodzi, może jeszcze, horribile dictu, być szczęśliwa z dala od R5.
              • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 19:59
                tt-tka napisała:

                > Bo tam nie wolno/nie uchodzi ulatwianie sobie roboty. Przynajmniej Pulpie to ni
                > e uchodzi. Ona nawet (w potwornym upale) krowki robi domowe...
                >

                Te domowe krówki czy lody rozbawiły mnie zwłaszcza w kontekście dostępności wszystkiego dookoła, w tym krówek, lodów we wszystkich smakach i innych słodkości. Fakt, sporo słodyczy jest niskiej jakości, ale nie wszystkie.

                Tymczasem, jak wiadomo, w KK dziewczynki (w tym 5-letnia Pulpa i 7-letnia Nutria) były bardzo spragnione słodyczy, w sklepach zaopatrzenie znacznie gorsze (chociaż w latach 70-tych jeszcze nie tak złe jak w 80-tych), a jakoś w domu nikt krówek czy innych słodyczy własnym sumptem nie produkował. Pamiętam z takiego biedaokresu jakieś szyszki z ryżu preparowanego, czy makaroniki - takie kulki z kakao i płatków owsianych. Robiło się.

                "(...) Borejkówny były dziewczętami inteligentnymi, pełnymi erudycji zaskakującej
                w ich wieku, rzucały sobie swobodnie cytatami i aforyzmami, lecz do całkowitej towa-
                rzyskiej ogłady brakowało im opanowania na widok rzeczy jadalnych, zwłaszcza za-
                wierających czekoladę. Dochodziło do gorszących scen."

                A dzieci w CZ czy nawet WdO/ Febliku znacznie starsze są niż ta Pulpecja, która w 1977 wyjadała cukier-puder.

                I codziennie tak przygotowywać śniadanie, obiad i kolację na ca 10 osób, nie wspomagając się gotowymi produktami? Lody, cukierki, bułeczki robić samemu? Kury bić na rosół?
                • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 20:47
                  Te szyszki to wcale nie z biedaokresu ! robiono mi, sama robilam, ryz dmuchany w rozpuszczonych toffi lub krowkach, jaka to pychota byla !
                  • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 21:07
                    tt-tka napisała:

                    > Te szyszki to wcale nie z biedaokresu ! robiono mi, sama robilam, ryz dmuchany
                    > w rozpuszczonych toffi lub krowkach, jaka to pychota byla !
                    >

                    a z jakiego? Bo mi się czasami zdarza na jakichś festynach teraz spotkać. Oczywiście, nie ma mowy o spróbowaniu, moje zęby na pewno by tego nie wytrzymały.
                    Ale kojarzą mi się z takim okresem, gdy takich oczywistych słodyczy nie było w sklepach w dużej dostępności i trzeba było z 10-15 deka toffi zrobić słodkie przekąski dla większej grupy osób
                    • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 21:11
                      dawano mi za Gomulki (jedzenie bylo tanie i dostepne, pomijajac cytrusy i banany :)), sama robilam za gierkowskiego rozkwitu
                      natomiast w stanie wojennym nie robilam, sama nie wiem czemu, moze tego ryzu dmuchanego juz nie bylo ? wtedy robilam blok "czekoladowy" z kakao, mleka w proszku i pokruszonych herbatnikow
                      • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 21:49
                        tt-tka napisała:

                        > dawano mi za Gomulki (jedzenie bylo tanie i dostepne, pomijajac cytrusy i banan
                        > y :)), sama robilam za gierkowskiego rozkwitu
                        > natomiast w stanie wojennym nie robilam, sama nie wiem czemu, moze tego ryzu dm
                        > uchanego juz nie bylo ? wtedy robilam blok "czekoladowy" z kakao, mleka w pros
                        > zku i pokruszonych herbatnikow
                        >
                        O!!! blok, tak, blok!
                        Czemu, tak w ogóle, takie domowe słodycze były niedostępne dla dzieci w KK, w Opium też, czemu dopiero placek drożdżowy z kruszonką zwabia Gabę na imprę do stryjecznej siostry - dla mnie to wyraźny znak, że może podstawowe jedzenie tak (Mama krajała wielkie ilości chleba, smarowała je masłem roślinnym, pastą twarogową, kładła na to plasterek kiełbasy i zdobiła wszystko hojnie szczypiorkiem i kminkiem), ale już coś ponad to, jakieś specjalne przysmaki, choćby w wieczór sylwestrowy, nie były w tym domu widywane.
                        Pamiętam też dyskusję na forum, ale konkretnego wątku nie pomnę, gdy ktoś zarzucił mamie Borejko, że choćby ciasta nie mogła upiec dzieciom "po taniości" - jakiegoś murzynka czy ciasta proszkowego z jabłkami, babki marmurkowej - ktoś inny się odezwał, że jak to, nie można tyle wymagać, Mila miała ogrom pracy.
                        No ok.
                        Tylko że Patrycja, również nie pracując na etacie, ma czas na pieczenie bułeczek z wiśniami na śniadanie, robienie krówek i lodów domowych. Wszystko to w sytuacji, gdy bułeczki, krówki, lody, są dostępne w sklepach, a ona nie jest wyłącznym źródłem żywienia dla osób, które w ten sposób karmi.
                        Ona to robi dla swojej dalszej rodziny (w tym dorosłych), która spokojnie mogłaby się wyżywić bez tych domowych wyrobów, z wszelkimi deserami.
                        Tymczasem 4 dziewczynki na Roosevelta 5 w AD 1977 żadnych łakoci nie miały, ani kupnych, ani domowych.
                        Miały chleb z masłem roślinnym, pastą twarogową i plasterkiem kiełbasy. Był Sylwester, zatem można by się spodziewać przynajmniej jakiegoś najprostszego, najtańszego ciasta. Ale o tym nie ma wzmianki.

                        Nie do końca pamiętam jak to było w drugiej połowie lat 70-tych, Tt-tko, pamiętasz? Były dostępne słodycze w sklepach?
                        Tu jeszcze może być różnica, wynikająca choćby z zaopatrzenia dzielnic. Na Bródnie, gdzie ja się wychowywałam, było po prostu mało sklepów. Najbliższa piekarnia - na Annopolu (sklepik przy dużych zakładach wyrobu pieczywa i innych tego rodzaju - paluszki, krakersy, suchary).
                        • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 22:05
                          Byly, byly. Cukier byl na kartki od 76 chyba, dokladnie nie pamietam, ale Wedel i inne fabryki slodyczy pracowaly pelna para, cukiernie byly otwarte i pelne, cukierki w duzym wyborze, a czekolady elegancko ulozone przy kasach w wachlarzyk to nie tylko ja pamietam, ktosia juz tu wspominala.

                          Inna rzecz, ze wtedy nie zarlo sie batona na drugie sniadanie, drugiego na deser i trzeciego w miedzyczasie, jakos oszczedniej sie te slodycze kupne nabywalo, za to wiecej bylo domowych wlasnie, juz nawet niekoniecznie ciasto, ale kisiele, budynie, galaretki - na lody do cukierni czy na ciacha (albo na krem sultanski) to sie chodzilo w niedziele i tez nie kazda, albo na randce. Wtedy jeszcze niepracujaca randkowalam w takich mlecznych koktajl-barach (jak Hortex, tylko mniejsze, osiedlowe) gdzie bardzo fajny koktajl mleczno-owocowy czy owocki z kleksem bitej smietany, czy pyszne rurki z bita smietana wlasnie, a nie z kremem mozna bylo kupic za kieszonkowe.
                          • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 23:00
                            tt-tka napisała:

                            > Byly, byly. Cukier byl na kartki od 76 chyba, dokladnie nie pamietam, ale Wedel
                            > i inne fabryki slodyczy pracowaly pelna para, cukiernie byly otwarte i pelne,
                            > cukierki w duzym wyborze, a czekolady elegancko ulozone przy kasach w wachlarzy
                            > k to nie tylko ja pamietam, ktosia juz tu wspominala.
                            >
                            > Inna rzecz, ze wtedy nie zarlo sie batona na drugie sniadanie, drugiego na dese
                            > r i trzeciego w miedzyczasie, jakos oszczedniej sie te slodycze kupne nabywalo,

                            a znasz kogoś, kto jadł te 3 batony na posiłki w szkole? Bo ja w sumie tak, ale to raczej wyjątek był, nie reguła.

                            > za to wiecej bylo domowych wlasnie, juz nawet niekoniecznie ciasto, ale kisiel
                            > e, budynie, galaretki - na lody do cukierni czy na ciacha (albo na krem sultans
                            > ki) to sie chodzilo w niedziele i tez nie kazda, albo na randce. Wtedy jeszcze
                            > niepracujaca randkowalam w takich mlecznych koktajl-barach (jak Hortex, tylko m
                            > niejsze, osiedlowe) gdzie bardzo fajny koktajl mleczno-owocowy czy owocki z kle
                            > ksem bitej smietany, czy pyszne rurki z bita smietana wlasnie, a nie z kremem m
                            > ozna bylo kupic za kieszonkowe.
                            >
                            no i właśnie mnie się o taki dziejowy rozdźwięk rozchodzi, że Patrycja - naprawdę nie musząc produkować domowych słodyczy (bo dostępne są we wszystkich gatunkach i kolorach) i nie mając małych dzieci - jednak je produkuje. Osobiście kręci lody i zapewnia domowe krówki. Dlaczego? Po co?

                            Natomiast u Borejków w KK słodyczy dla dzieci nie ma. A dzieci ich pragnęły tak bardzo, że, mimo otoczki kulturalnej i przerzucania się cytatami, nie umiały się zachować gdy widziały czekoladę.
                            No i tu się zastanawiam, czemu nie można było im tej namiastki luksusu zapewnić. Blokiem, szyszkami, makaronikami, ciastem z jabłkami, czy czym tam jeszcze.
                            >
                            • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 23:15
                              ako17 napisała:


                              > a znasz kogoś, kto jadł te 3 batony na posiłki w szkole? Bo ja w sumie tak, ale
                              > to raczej wyjątek był, nie reguła.

                              Wtedy nie. Teraz tak.
                              Na ematce pelno opisow, jak to dzieci (najczesciej cudze dzieci odwiedzajace dziecko ematki) domagaja sie co chwile a to lodow, a to zelkow, tostow, czegos slodkiego - miedzy obiadem a podwieczorkiem/miedzy podwieczorkiem a kolacja. I czesc dyskutantek uwaza, ze koniecznie trzeba im dac !




                              > no i właśnie mnie się o taki dziejowy rozdźwięk rozchodzi, że Patrycja - napraw
                              > dę nie musząc produkować domowych słodyczy (bo dostępne są we wszystkich gatunk
                              > ach i kolorach) i nie mając małych dzieci - jednak je produkuje. Osobiście kręc
                              > i lody i zapewnia domowe krówki. Dlaczego? Po co?

                              Bo chce byc niezastapiuona ? bo oczekuja tego od niej ? nie wiem, naprawde.

                              >
                              > Natomiast u Borejków w KK słodyczy dla dzieci nie ma. A dzieci ich pragnęły tak
                              > bardzo, że, mimo otoczki kulturalnej i przerzucania się cytatami, nie umiały s
                              > ię zachować gdy widziały czekoladę.
                              > No i tu się zastanawiam, czemu nie można było im tej namiastki luksusu zapewnić
                              > . Blokiem, szyszkami, makaronikami, ciastem z jabłkami, czy czym tam jeszcze.


                              Pozwole sobie przypomniec, ze czekoladowy tort (a nawet dwa) na imieniny ojca Gaba upiekla z tego, co bylo w domu. najwidocznie ten szczesliwy dom, ktory Melania pragnela zapewnic swoim dzieciom, slodyczy zycia nie przewidywal. Niech szukaja szczescia gdzie indziej.
                              • tt-tka Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 23:40
                                O, widzisz ! Moze Pulpa ma uraz po wlasnym dziecinstwie, kiedy to z dostepnych slodyczy miala cukier puder wyjadany cichcem i jeszcze byla za to ochrzaniana ? moze szczescie rodzinne-domowe na zawsze jej sie skojarzylo z dostatkiem czy zgola nadmiarem zarcia wlasnej roboty i na bogato?
                        • tygrys_dziure_wygryzl Re: wakacje u Pulpecji 11.06.25, 07:45
                          W OwR jest świeżo upieczona szarlotka na podwieczorek, gdy Kreska odwiedza Gabę. A poza tym to rzeczywiście bieda z ciastami. Mam wrażenie, że potem zaczęło ich więcej być, gdy Gaba je piekła, sama mając dzieci. Może mama Borejko specjalizuje się tylko w ciastach świątecznych.
            • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 20:02
              tygrys_dziure_wygryzl napisała:

              > Bardziej mi chodzi o to, czemu nie zrobili sobie grilla skoro to duże ułatwieni
              > e roboty, zwłaszcza gdy tyle gąb trzeba nakarmić. No i to atrakcja (jak dla mni
              > e, mieszczucha). Ignacy mógłby poopowiadać, jak to drzewiej bywało, gdy w "Ili
              > adzie" Achilles piekł na ogniu wołu oblanego tłustością.

              No ok, a czemu nie pasuje Ci tu Ignacy z kiełbasą w krateczkę?
              • tygrys_dziure_wygryzl Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 20:33
                Nie wiem. Ignac wydaje mi się człowiekiem zesztywniałym w swoim sposobie bycia i przyzwyczajeniach, i gdyby go od nich oderwać, to byłby równie zadziwowany przy grillu z kiełbasą jak i na Marsie.
                • ako17 Re: wakacje u Pulpecji 10.06.25, 21:03
                  tygrys_dziure_wygryzl napisała:

                  > Nie wiem. Ignac wydaje mi się człowiekiem zesztywniałym w swoim sposobie bycia
                  > i przyzwyczajeniach, i gdyby go od nich oderwać, to byłby równie zadziwowany pr
                  > zy grillu z kiełbasą jak i na Marsie.

                  E. Zmywarkę oswoił. Otwór Kazimierzowi w butelce powiększył i nie wydziwiał, że starożytni nie karmili Ziutków butelką ze smoczkiem.
                  Aż tak zesztywniały nie jest, tylko nie lubi, gdy się od niego czegokolwiek wymaga. Jak sam chce, to i coś ponad standard wykona.
                  Co mu w sumie za różnica, jeść kiełbasę grillowaną i polewać ją musztardą (ketchupem nie), normalnie przy stole, nożem i widelcem, czy to kiełbasę smażoną w kuchni na patelni?

                  A przecież kiełbasa na R5 była obecna w wielu tomach, poczynając od KK.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka