Dodaj do ulubionych

Mała goteska....

27.11.24, 17:22
Tak mnie jakoś naszło. Wiem,że nie pobiję tutaj piszących ale taka mi myśl po głowie przekopytkowała, a że muszę inaczej się uduszę to wrzucam ku pokrzepieniu serc. Albo i nie pokrzepieniu. Słowa konstruktywnej krytyki mile widziane. Tytułu brak, bo nie miałam weny. Może Wy coś wymyślicie?

Część 1.
Panie Fidelis, pan coś zrobi z tym swoim zwierzęciem bo znów w szkodę wlazło!!! Gromki okrzyk poniósł się nad terenem "Ogrodnictwa Daglezja".
Adam gwałtownie przebudzony z marzeń o podbiciu Poznania i okolic siecią szkółek iglaków z niedowierzaniem przetarł oczy i spojrzał na stojącego przed nim sąsiada.
-Przepraszam, ale o czym pan do kroćset mówi? Ja nie mam zwierząt, zwierzęta ma moja teściowa i to mało szkodliwe a ona mieszka daleko.
-Panie, ja ostatni raz proszę grzecznie, pilnuj pan tej swojej kozy czy tam innej sarny co nocami po wsi bryka bo to się źle skonczy.Jabłka mi w sadzie obżera, psa straszy a i kury się nieść przestaly. Patrz pan, i marchew ze szczętem stratowała, o tutaj, patrz pan, patrz.
Sąsiad znacząco pchał mu pod nos smętny badyl z resztkami obgryzionej marchewki. Adam opędzał się niemrawo. Po nagryzionej i lekko przeżutej naci chodziły jakieś małe żyjątka , możliwe,że mszyce .
-Od was panie Fidelis ta zaraza przyłazi, od was, ślady sa wyraźne sam pan popatrz- wykrzykiwał dalej sąsiad pokazując paluchem na nieco błotnistą glebę. Faktycznie, widniały tam ślady jakby niewielkich kopytek. Wiodły od drzwi szaletu miłości do bramy.
-Jolal.. Lojaj... Ostrzegam panie Fidelis, ja jestem człowiek cierpliwy ale jak mi jeszcze raz bydlę w szkodę wlezie po hycla zadzwonię!!!!
Światosław Kowalski miejscowy potentat w produkcji owoców i warzyw podciągnął opadający dres i odwrócił się na pięcie po czym wymaszerował poza bramę "Daglezji".
Adam stał pochylony i przyglądał się tropom, drapiąc się po głowie. Chyba oblazły go robale z marchewki.

-Aaaaadaaaaammmmmm..... Dobiegło zza jego pleców tęskne wołanie świeżo poślubionej małżonki Laury primo voto Pyziak obecnie Fidelis.
-Aaaaaaadaaaaaaammmmm!!!!! - Głos stał się nieco bardziej.... kozi?
-Słucham cię mój skarbie najdroższy?
-Przyniosłeś mi marchew jak prosiłam? Ciotka Ida twierdzi,że w MOIM STANIEEEE...
Przepraszam- odkaszlnęła Laura i jej głos stał się ponownie jedwabisty - w moim stanie wskazanym jest spożywać znaczne ilości warzyw oraz owoców.
-Najmocniej przepraszam kochanie, zamyśliłem się nieco lecz już pędzę. Wolisz korzeń czy nać?
-Wszystko jeeeednoooo . Przepraszam, wszystko jedno mój najmilszy, byle dużo.

Po śniadaniu młodzi państwo Fidelis zgodnie wsiedli do furgonetki i radośnie pomknęli do Floplicowa, gdzie jak zgodnie z uzyskanymi mailowo informacjami miał się odbyć uroczysty obiad rodzinny . W połowie drogi Adam zaczął nasłuchiwać. Dziwne dźwięki rozbrzmiewały we wnętrzu samochodu. Laura jak zwykle siedziała z tyłu, w przestrzeni bagażowej gdyż- jak twierdziła - mdliło ją kiedy spoglądałą przez okno.
Adam zerknął w lusterko. Jego żona siedziała wygodnie zagrzebana w kupie siana i rytmicznie poruszałą szczęką.
-Kochanie? Kochanie co ty robisz?
-Eee, nic nic mój najdroższy, skup się na prowadzeniu bo wpadniemy do rowu i nie dotrzemy punktualnie na czas i konie wuja Florka nie dostaną jeść a wiesz,że jak głodne to złeeeee odparła Laura dyskretnie wypluwając kawałek badyla.
Adam pomyślał,że musiało mu się przywidzieć, no bo niby jak, jego żona? Ta cudowna poetyczna istota miałaby jeść siano? Ona? Taka uduchowiona i eteryczna? Na wszelki wypadek zaczął sobie wmawiać,że po pierwsze, nic nie widział a po drugie porozmawia dyskretnie z Idą Pałys, uznaną laryngolog. W końcu urodziła troje dzieci, powinna się znać na kobietach w ciąży prawda?Może czegoś jej w diecie brakuje?
We Floplicowe jak zwykle panował ruch. Wszędzie kłębiły się stada dzieci, pszczół koni i wszelkiej innej żywiny. Młodzi Rojkowie tradycyjnie straszyli drób, Florian oparty o płot pokrzykiwal gromko wymachując rękami przed nosem konia o imieniu Kabanos Junior z zapałem opowiadając mu o pierwszych Piastach i konieczności obrony ziemi przed germańskim oprawcą choćby własną piersią, Pulpecja poklepywała się po obfitym ciałku płosząc komary, nestorzy rodu -Mila i Ignacy Borejkowie dokarmiali pod stołem sforę psów gończych o imionach od Bobek 1 do Bobek 32 pełnotłustym twarogiem, Gabriela potrząsająć betonową grzywką z obłędem w oczach próbowała jednocześnie napełniać kocie kuwety piaskiem, kołysać kolejne dziecko Ignacego i Agnieszki które falowało łagodnie w ciepłych podmuchach późnoletniego wiatru,( była to wytęskniona i wyczekana dziewczynka. Po 12 chłopcach w końcu młodzi państwo Strybowie doczekali się córeczki )dyrygować tempem mieszania sałaty którą to czynność wykonywał jej drugi mąż oraz prostować sobie nieco zmarszczony pod oczami kostium.
Chuda i ruda Ida Pałys jedną ręką podtrzymywała swego kataleptycznego małżonka w drugiej zaś znacząco podrzucała słoik z musztardą jednocześnie wyglaszając swym kozim głosem expose do synowej Doroty odzianej w białe giezło, drewniaki i wianek ze stokrotek związanych kabelkiem na temat szkodliwości nadmiaru masła w diecie. Dorota, hoża i rumiana dziewoja kiwała głową jak metronom, zaś jej mąż Jóżef Pałys -syn Idy- z niepokojem popatrywał na słoik musztardy w dłoni swej matki. Bywała niekiedy narwana a on od czasu epizodu z kremem Choco miał PTSD. Nie pomagała nawet terapia u sławnej psycholog Kopiec Ginewry.
Adam wysiadł z furgonetki i otwarł tylne drzw. Siana było jakby mniej a jego żona miała podejrzanie wypchane policzki. Młodzi przywitali się z rodziną, zaś świeżo upieczony mąż i przyszły ojciec pozostwiwszy Florianowi rozładunek odciągnął na bok Idę Pałys szemrząc jej coś do ucha. Oczy Idy robiły się coraz większe, twarz coraz czerwieńsza aż w końcu poklepała Adama po ramieniu i pokiwała głową. Następnie udała się na krótką rozmowę z Ignacym i Melanią, któzy spoglądali po sobie znacząco.
Dzieci w ilościach przemysłowych biegały po podwórku , seniorzy konferowali z zaaferowanymi minami i co chwilę dołączali do nich kolejni członkowie rodziny. Od strony kołyski skleconej z kontenerka po pepsi ustawionej w porzeczkach roznosiła się coraz silniejsza won krochmalu.
Wreszcie punktualnie z wybiciem godziny 16 klan zasiadł do obiadu. W miłej rodzinnej atmosferze przerzucano się dowcipami o robakach, podbierano jedzenie z talerzy, żądano jeszcze kompotu lub śmietany a także śmiano się i dokazywano. Od czasu do czasu rozlegał się łomot i pisk , gdy któreś z młodszych dzieci spadło ze stosu nieco chwiejnych książek ułożonych na krzesłach na spoczywającego na podłodze psa. Wtedy wuj Jóżef potrząsał progeniturą jak szczurem, po czym ponownie umieszczał na szczycie chwiejnej piramidki przy radosnej aprobacie całego rodu. Wiadomo, niech mężnieją od początku.
Adam z lekkim niepokojem spoglądał na swoją małżonkę, która ustawicznie poruszała szczęką z przymkniętymi oczami. Wprawdzie doktor Ida Pałys mówiła,że Laura może miec dziwne zachcianki bo jest w ciąży ale na Jowisza, ogołociła już połowę rodzinnego dendrona, przynajmniej tą do której była w stanie dosięgnąć. Miał wrażenie,że rodzina coś przed nim ukrywa....
Po obiedzie gdy ciotka Patrycja wniosła lody, placki i bułeczki oraz miskę marchwi a Gabriela odsunęłą donicę poza zasięg córki, Ignacy Borejko spojrzał znacząco na swą żonę Melanię, która kiwnęła potakująco głową.
-Kochana rodzino - rozpoczął Ignacy stukając widelcem w szklankę kompotu.
Gwar powoli przycichł, słychać było jedynie dyskretne chrupanie. To Laura obżerała się marchewką na przemian z jabłkami i tęsknie spoglądała w stronę roślin doniczkowych jednym okiem a drugim w kierunku świeżej zieleni podwórka.
I dlaczego jej źrenice stawały się powoli pionowe?! Adam z niedowierzaniem przetarł oczy i potrząsnął głową. Nie, zdawało mu się, to światło tak pada. Oczy Laury nadal były stalowe jak niebo przed burzą.
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Mała goteska.... 27.11.24, 19:36
      cudne :)
      tylko że to już zaczyna być zupełnym wariactwem, skoro Ignaś z Agnieszką mają trzynaścioro dzieci, a Laura jest wciąż świeżo poślubiona ;). Młodzi Rojkowie zaś w tym układzie czasowym (jeśli przyjąć jako wyznacznik co najmniej 5-7 ciąż Agnieszki, jeśli były wśród nich mnogie) powinni być co najmniej po dwudziestce, ale rozumiem, że straszenie drobiu po prostu im zostało również w dorosłym życiu.
      Dalej: przepoczwarzenie Larwy w sarenkę jak najbardziej rozumiem, ale koza to już trochę za dużo! Skąd ta koza - co prawda sarna to, owszem, koza leśna ale chyba nie ma pionowych źrenic?
      No i - skąd tam koty??? I kuwety, bo domyślam się, że koty są wychodzące, zatem wystarczy może jakaś jedna-dwie w sieni, żeby w nocy mogły skorzystać. Kotek Mili, po przeprawie pod kanałem La Manche, tak się rozmnożył? Poza tym przypominam sobie tylko jedną kocią postać - Felusia z Pobiedzisk.
      Florian zaś przy tej przemowie powinien jeszcze brzękać wiadrami, tak sądzę ;).

      PTSD i sławna psycholog Kopiec Ginewra po prostu wbiła mnie w ziemię. I ten dendron, bez określenia czy filo- czy rodo-, no po prostu mistrzostwo <3.

      Czyta się świetnie, tylko ja wolę, gdy pisząc fanfiki trzymamy się realiów opisanych w tekście źródłowym.
      Jednak, sto razy wolę CZYTAĆ fanfiki, gdzie się realia rozjeżdżają z historiami kanonicznymi, niż nie czytać ich wcale.
      Tak więc zdecydowanie proszę o jeszcze!
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 27.11.24, 20:52
      Część 2
      -RODZINO !!! Odezwał się ponownie Ignacy - Przypominam wam tu zgromadzonym że dziś przypada pełnia księżyca.
      Szmer rozmów przybrał na sile.
      -Ależ tato - odezwała się Gabriela otrzepując betonowy pył z czoła - co z tego,że pełnia? Przecież wszyscy...
      -Gabrielo,milcz bo gdy mówisz to tracisz na urodzie i nie zapominaj, że jest z nami Adam, mąż twej córki! - wykrzyknął Ignacy.
      -Przepraszam tato- spuściła głowę Gabriela. Zapomniałam ,że on....
      Adam wodził wzrokiem od Gabrieli do Ignacego i z powrotem. Laura chrupała marchew jednocześnie rytmicznie drapiąc się po łydce która w świetle zachodzącego słońca wyglądała jakby porastała sierscią sierścią.
      -A zatem Adamie rzekł senior - Musimy poinformować cię o czymś. Jako,że jesteśmy jak ci wiadomo dyskretni, bardzo dyskretni, temat ten dotychczas nie został poruszony w rozmowach. Lecz jako, iż stałeś się częścią naszej rodziny doszliśmy do wniosku, że winni ci jesteśmy informację oraz wyjaśnienia. Otoż imaginuj sobie....
      -Ignasiu, do rzeczy - szturchnęła męża Melania. Zaraz będzie ciemno, a trzeba jeszcze wszystko przygotować.
      -Ależ mamo - odezwała się Pulpa - Florian już wybudował nową stajnię, a jako że Adam przywiózł siano to i od razu podścielił... Woda w waderku też już jest więc...
      -I pamiętaj Doroto, że nadmiar masła i cukru to ŚMIERĆ!!!!! Kozi sopran wwiercił się w ucho Adama który aż podskoczył.
      -Ida, nie przerywaj ojcu bo znowu zapomni co miał powiedzieć -uciszyła ją Melania.
      - A więc drogi Adamie... podjął znowu Ignacy- Chcieliśmy cię uświadomić, że twoja żona obecnie w ciąży jest trochę inna...
      Adam otwierał oczy coraz szerzej, nie mogąc pojąć o czym bredzi senior rodu. Że niby jak, inna? Jest jego Laurą, wymarzoną, wytęsknioną, w dodatku w ciąży. Fakt, może spora część jego nauczycielskiej pensji szła na plastry depilujące i od dnia kiedy Laura wprowadziła się do Szaletu Miłości bardzo szybko kończyła mu się pianka tudzież żel do golenia ale w końcu to kobieta, one podobno tak mają...
      -... I dlatego też, uważamy,że Laurze będzie lepiej gdy będziesz ją przywoził do nas, do Flobrogrodu w każdą pełnię księżyca albowiem Laura to zawsze było dziwne dziecko....
      -Tato,Laura to dobre dziecko, tylko rogate- pociągnęła nosem Gabriela.
      -...więc Florianie zaprowadź proszę Laurę do stajenki, jakby nie chciała to poproś w kuchni Grzegorza o kawałek sałaty, wtedy chętnie pójdzie... mówiła Patrycja.
      -Ależ luby mój Pulpeciku grzmiał basem Florian - pamiętaj,że zawsze noszę przy sobie cukier w kostkach - Paś paś Laurko, paś paś, chodź z Floriankiem, chodź...
      - Ależ FLORIANIE !!! CUKIER TO ŚMIEEEERĆ!!!!
      -Ida, proszę natychmiast zamilknąć bo i ty pójdziesz do stajenki- kwiliła Melania cichcem kalająca Bobka kolejną porcją twarogu.
      Tymczasem do jadalni wkroczył Ignacy Grzegorz Stryba niosąc pod pachą karnisz z którego powoli i wdzięcznie osuwała się na podłogę jego małżonka.
      -Matko, dziadku, babciu oraz reszto rodziny chciałem was poinformować,że Agnieszka - rzekł Ignacy.
      -Cicho bądź Miągwo! Kuzyn Józeczek zacisnął dłonie w pięści -bo w dziób!
      -Chciałem was poinformować - ciągnął z uporem Ignacy - że spodziewamy się kolejnego dziecięcia, zatem wskazanym będzie zakupienie większych ilości krochmalu.Oraz kolejny kontenerek po pepsi.
      -Paś Paś Laurko paś paś wabił czułym głosem Florian podtykając Laurze na dłoni kostki cukru. Laura zaczęła węszyć z zainteresowaniem i wstała z krzesła, przy czym spadły jej z nóg buty. Nic dziwnego, ciężko im było utrzymać się na kopytkach. Przez jadalnię przetoczył się odgłoś niewielkiej kanonady. To kopytka Laury wybijały rytm na kaflach.
      Jakie to szczęście,że położyliśmy płytki na podłodze pomyślała Patrycja - Teraz wystarczy tylko pozamiatać....
      -Mogliśmy mu powiedzieć wcześniej myślała Melania Borejko.
      - ...Ponieważ ci który mówią głosem miękkim i bezdzwięcznym są łągodni, wnoskuje się o tym z przykładu owiec, ci zaś którzy mówią głosem krzykliwym.... nawijał dalej Ignacy Senior.
      Adamowi zakręciło się w głowie. Nawet nie poczuł kiedy spadł z krzesła. Na szczęście na miękkie. Jakie to szczęście,że mają psy pomyślał nim otuliła go ciemność.
      • ako17 Re: Mała goteska.... 27.11.24, 22:13
        mroczny_chomik_zaglady napisała:

        Paś paś Laurko, paś paś, chodź z Floriankiem, chod
        (...)
        > -Cicho bądź Miągwo! Kuzyn Józeczek zacisnął dłonie w pięści -bo w dziób!
        > -Chciałem was poinformować - ciągnął z uporem Ignacy - że spodziewamy się kole
        > jnego dziecięcia, zatem wskazanym będzie zakupienie większych ilości krochmal
        > u.Oraz kolejny kontenerek po pepsi.
        > -Paś Paś Laurko paś paś wabił czułym głosem Florian podtykając Laurze na dłon
        > i kostki cukru.
        Matkokochana, czy Florian usiłuje uwieść sarenkę?
    • bupu Re: Mała goteska.... 27.11.24, 21:09
      W kwestii formalnej, najdroższa autoresso tego jakże udanego ficzka, zarówno kozy jak i sarenki mają poziome źrenice.
      • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 27.11.24, 21:15
        bupu napisała:

        > W kwestii formalnej, najdroższa autoresso tego jakże udanego ficzka, zarówno ko
        > zy jak i sarenki mają poziome źrenice.
        >

        Ależ kochana bupu ja wiem . Ale cśśś, to nie tak jak wszyscy myślą. Tu się dopiero będzie działo... ;))
        • tt-tka Re: Mała goteska.... 27.11.24, 22:44
          mroczny_chomik_zaglady napisała:


          >
          > Ależ kochana bupu ja wiem . Ale cśśś, to nie tak jak wszyscy myślą. Tu się dop
          > iero będzie działo... ;))

          lojezusicku... myslalam, ze juz nic mnie nie zadziwi, a tu... co mam sobie przygotowac, opaske na brzuch, pol litra czy kogos z kaftanem w poblizu ? :)
    • mika_p Re: Mała goteska.... 27.11.24, 21:38
      W kwestii formalnej:
      - primo voto Pyziak jest Gabriela
      - Laura jest de domo Pyziak
      • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 27.11.24, 21:47
        mika_p napisała:

        > W kwestii formalnej:
        > - primo voto Pyziak jest Gabriela
        > - Laura jest de domo Pyziak
        >
        A żesz krucafuks, za szybko mi się wysłało, nie dopatrzyłam. Najmocniej przepraszam ale wiecie jak jest, tu się pomysł kłębi, klawiatura nie nadąża, dramatis personae rozłażą się na wszystkie strony jak karaluchy czy inne mszyce no i upilnuj tu wszystkich... :D A zważywszy,że piszę niejako BEZ konspektu....
        • ako17 Re: Mała goteska.... 27.11.24, 22:07
          mroczny_chomik_zaglady napisała:

          > mika_p napisała:
          >
          > > W kwestii formalnej:
          > > - primo voto Pyziak jest Gabriela
          > > - Laura jest de domo Pyziak
          > >
          > A żesz krucafuks, za szybko mi się wysłało, nie dopatrzyłam. Najmocniej przepr
          > aszam ale wiecie jak jest, tu się pomysł kłębi, klawiatura nie nadąża, dramatis
          > personae rozłażą się na wszystkie strony jak karaluchy czy inne mszyce no i u
          > pilnuj tu wszystkich... :D A zważywszy,że piszę niejako BEZ konspektu....

          Ależ nikt tu nie ma pretensji, jak sądzę. Pisz sobie swobodnie, najwyżej Forum Ci będzie poprawiać błędy - z całą życzliwością :)
          • mika_p Re: Mała goteska.... 27.11.24, 23:07
            > z całą życzliwością :)

            Z jak najcalszą
      • greta_herbst Re: Mała goteska.... 07.07.25, 22:54
        Serdecznie dziękuję, właśnie przyszłam to powiedzieć :D
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 27.11.24, 22:51
      CZĘŚĆ 3.

      Adam obudził się nagle. Pod głową miał poduszkę, na klatce piersiowej zaś spoczywał cudem odzyskany kotek małej Mili który po długim czasie powrócił w końcu w ramiona swej stęsknionej pani. Co prawda kiedy wyjeżdżał z Oksfordu był wykastrowanym szarym i pręgowanym kocurem zaś firma kurierska "Chrobot and Company spółka Z.O.O" dostarczyła trójkolorową kotkę wraz z sześciorgiem nieco podrośniętych kociąt ale kto by się przejmował, Gabrysia przecież od dawna przygarniała wszystkie bezdomne psy i koty, ponadto między stajnią, pasieką i polem wydartym Niemcowi zawsze się kolejne zwierzątko uchowa, bo ileż taki kot nieprawdaż zje ponadto jak twierdziła Babcia Melania - kotki tak ślicznie pachną.
      - Gdzie ja motyla noga jestem zastanawiał się patrząc w sufit. Szalet to nie jest, pokój w domu rodziców też nie, poza tym, która jest godzina?! Blask bijący zza okna obwieszczał iż jest dzień a włąściwie chyli się on ku końcowi. Gdzieś mu się zapodziało kilka jeśli nie kilkanaście godzin... Ostrożnie podniósł się z łóżka uprzednio delikatnie odstawiwszy kota na podłogę i wyjrzał przez okno. W polu porzeczek grasowała Ida Pałys, jego ciężarna żona spoczywała na leżaku pod katalpą systematycznie pochłaniając coś z miski i popijając mlekiem, zaś jego tesciowa próbowała powiesić równo Agnieszkę na karniszu. Żona Ignacego Grzegorza nie chciała współpracować i wybrzuszałą się tu i ówdzie, zatem Ignacy Borejko ofiarnie stał obok i od czasu do czasu pryskał krochmalem, aby się równo ułożyła. Miał bardzo osobisty stosunek do firan od czasu ślubu swej córki Idy kiedy to raczył był zlecieć z drabiny i nader boleśnie obtłukł sobie gluteus maksimus.
      -A, no tak, Flobrogród, faktycznie, przyjechaliśmy na obiad, przypomniał sobie. Co właściwie stało się wczoraj i dlaczego ja tu jestem zamiast podlewać iglaki na plantacji? Oj, da mi Gruszka bobu - kłębiło mu się w głowie.
      Laura. Na Jowisza Laura, co z nią?! Jak podcięty batem zbiegł po schodach na parter i omal nie wyrywając drzwi z zawiasów runął na podwórko, pod katalpę. Jego piękna żona z zadowoleniem głaszcząc się po bardzo już wydatnym brzuchu zajadała się surowym mięsem. Adam zdębiał i rzucił się do stóp małżonki próbując wyrwać jej miskę.
      -Alez kochanie, co ty robisz, toksoplazmoza, wścieklizna, lamblie, przywry i nicienie, ty jesteś w ciąży nie możesz tego jeść!!! Oddaj mi to natychmiast!!!
      Laura zasyczała na niego, machnęłą dłonią u której paznokcie nagle stały się jakby dłuższe i przygarnęła miskę do siebie powarkując. Z porzeczek wyłoniła się Ida Pałys rytmicznie poruszając szczęką.
      -Ależ Adamie, ona jest w ciąży, jej organizm sam wie, czego jej potrzeba, prawda Lauro? Czule zwróciła się do dziewczyny, która porwała stojącą obok szklankę mleka i jednym haustem wypiła pozostałą resztę .
      - O nie, nie, nie, zła Laura, zła, nie wolno mleczka, nie nie. Ida odebrała jej szklankę. - Tu, tu masz mięsko, wiesz,że mleko ci szkodzi. Jestem lekarzem więc wiem- powiedziała, po czym krzyknęła w stronę domu :
      -Flooooriaaaaan! Flooooorian!!! Wsiadaj w samochód i jedź do Poznania, będziemy potrzebować więcej żwirku! Laura znowu wypiła mleko!!!
      Puuuulpa!!! Szykuj kuwetę, Laurze się odmieniło!
      -A swoją drogą - zwróciła się do Laury - mogłbyś w końcu Tygrysku się nieprawdaż zdecydować, nie chcesz chyba znów udręczać swej dzielnej, bardzo dzielnej matki która jest wszak naszym Niewzruszonym Centrum?
      Źrenice Laury zwędziły się do niewielkich pionowych szparek. Prychnęła wgardliwie w kierunku ciotki Idy po czym nie zwracając uwagi na swego ślubnego małżonka próbowała polizać się po nodze co niestety było dość trudne ze względu na gabaryt. Brzuch jej przeszkadzał.
      Oniemialy Adam patrzył na to wszystko i czuł że za chwilę wybuchnie. No i wybuchł.
      -DO CIĘŻKIEJ DEUTERY czy ktoś mi w końcu wytłumaczy co tu się dzieje?!
      -Ależ, drogi chłopcze odezwał się z niesmakiem Ignacy Senior. Mówiłem ci wczoraj lecz jak widzę słowa me trafiły w pustkę...
      -O ludzie trzymajcie mnie ja będę za chwilę lewitował krzyknął Adam.- Dowiem się w końcu co się dzieje czy nie?
      Z domu wyłoniła się Pulpecja z wiaderkiem pełnym marchwi, jabłek i owsa. Na widok Laury na leżaku ( tym razem dyskretnie popluwała na dłoń i usiłowała umyć sobie ucho na co ze zgrozą patrzyl jej mąż) pokiwała tylko głową mrucząc pod nosem,że ona od zawsze wiedziała.Po czym zawróciłą do kuchni. Obróciła się jedynie na chwilę by krzyknać,że w takim razie dzis na obiad będzie wyłącznie suchy chlebek lub makaron po mediolańsku, wszak wiadomo,że ciężarnej się nie odmawia.
      Tymczasem Adam czuł jak rośnie mu cisnienie.
      -Czy. Ja. Się. W .Końcu. Dowiem ? -Wycedził przez zaciśnięte zęby.
      -Nie zgrzytaj Adasiu, nie zgrzytaj, bo ci tak zostanie i jak będziesz wtedy wyglądał ? powiedziala Ida.
      Ja ci zaraz wszystko wytłumaczę. Jak wiesz, rodzina nasza wywodzi się ze starego rodu Borejków, z Wileńszczyzny - rozpoczęła swą opowieść ida.
      -IDA!!! Ja wiem skąd pochodzicie, słyszałem na ten temat wystarczająco wiele. Mnie interesuje co dzieje się z moją żoną TERAZ. Co wydarzyło się wczoraj. O co chodzi z tą pełnią do ciężkiej deutery i..... Kochanie proszę, nie czas teraz na zabawę ponadto w twoim stanie może ci zaszkodzić - Adam próbował odgonić natrętną Laurę, która po umyciu uszu owinęła mu się wokół nóg i figlarnie zaczepiała go łapą. Masz, masz piłeczkę, - Moeco skołowany poturlał żonie po trawie leżące nieopodal jabłko. Laura nieco ociężale acz radośnie rzuciła się w pogoń po trawniku.
      - Z wami mężczyznami to tak zawsze, mruknęła pod nosem Ida. A zatem przejdźmy do ad remu drogi Adamie. Kobiety w naszej rodzinie od niepamiętnych czasów cierpią na... Drobną przypadłość. Mianowicie w czasie pełni przyjmujemy... Inny kształt.
      -Ale jak inny kształt? Ida do czorta, co tu się dzieje?!
      -Nitssss takego drogi Adasssssiu ,absssssolutne nitssss.... Zza pleców Adama wyłoniła się powoli jego teściowa lecz jakże odmienna. Stąpałą ociężale, można by rzec - pełzła , olbrzymie kły ledwo mieściły się jej w tym co kiedyś było ustami a obecnie wyglądało jak paszcza dużej i dorodnej anakondy. Z zębów powoli, drobnymi kroplami sączył się przezroczysty płyn.
      -Iduśśśś bąźźźź tak miła i podrap mnie po grzbiecie, chyba nie do końtsssssa wyliniałam.
      -Ależ mamo, mówiłam tyle razy, WAZELINA !!! Tylko wazelina, ale nie, wam to jak krew w piach....
      -Na czym to myśmy stanęli? Ida spojrzała na Adama którego oczy powoli przybierały kształt i rozmiar pięciozłotówek z rybakiem. A, no tak, zmieniamy kształt. Tylko widzisz Adamie, czasem nie wszystko jest tak jak być powinno i przemiana... No cóż, wczoraj miałeś tego dowód.
      - Nic nie miałem, Ida, ja naprawdę niewiele pamiętam. Jakaś stajenka? Cukier? Paś paś Laurko?! Kopytka?!
      -No bo widzisz mój drogi, z Laurą zawsze były problemy. W domu nazywaliśmy ją Tygryskiem i dlatego byliśmy pewni,że jej przemiana pójdzie w tym kierunku. Dopiero ty wmówiłeś jej, że jest trochę sarną a trochę dzieckiem i teraz proszę, masz rezultat. Sama nie wie, kim jest. Wczoraj no cóż, próbowała być sarną. Albo kozą. Ale ostatecznie jak widzę będzie Tygryskiem. A raczej Tygrysicą.
      Adam ponownie ujrzał przed oczami ciemność w którą osunął się z ulgą.
      • bupu Re: Mała goteska.... 28.11.24, 00:17
        Buahahaha
        UHAHAHAHAHA
        NIE MOGIE, MILITSSSSSJA, NIE MOGIE
        • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 28.11.24, 00:26
          i tak nieco schrandoliłam bo kurde miało być nie teściowa tylko nestorka rodu kurczę. A edytować posta już nie mogę :( Ehhh, ja chyba po prostu pójdę spać, jutro dorzucę resztę...
      • pi.asia Re: Mała goteska.... 28.11.24, 11:01
        Dendron, paś paś Laurko i Kopiec Ginewra mnie po prostu ÓMARŁY!!!!
        Rewelacyjny pomysł i genialnie wplecione w opowieść oryginalne zdania i sformułowania z oryginału.
        Co do pionowych źrenic u sarny - nie miałam wątpliwości, że na scenę wejdzie Tygrysek. Poza tym Larwa zawsze miała kocie oczy.

        Natomiast teraz będzie łyżka dziegciu - interpunkcja leży. Popracuj nad tym
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Mała goteska.... 29.11.24, 14:37
      Jesteśmy świadkami narodzin pięknego uniwersum🥹

      Będzie sequel? A w co pozostałe Borejki się przepoczwarzają? I dlaczego tylko kobiety? Czy Adam zostanie pożarty? Wgl, ciekawy zabieg, że to on jest tu ofiarą potwornych krewnych, do tej pory w forumowych fanfikach było na odwrót.

      JA CHCĘ JESZCZE!
      • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 29.11.24, 21:52
        Będzie będzie spokojnie :D Tylko niech ja to poukładam jakoś bo miało być krótkie a tu mi tasiemiec wychodzi. I maluśki spoilerek, Adam przeżyje. Ale za to dla Gabzona mam coś specjalnego... :D A poczekaj, aż zobaczysz Pyzunię... :D
        • tt-tka Re: Mała goteska.... 07.07.25, 12:34
          Szperam w zaszlosciach. Chce zobaczyc Pyzunie ! I chce wiedziec, co to bylo to cos specjalnego dla gabzona !

          Jak ci sie nie chce pisac (znam ten bol), to chociaz stresc, pliiiiiz
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Mała goteska.... 07.07.25, 13:23
            tt-tka napisała:

            > Szperam w zaszlosciach. Chce zobaczyc Pyzunie ! I chce wiedziec, co to bylo to
            > cos specjalnego dla gabzona !
            >
            > Jak ci sie nie chce pisac (znam ten bol), to chociaz stresc, pliiiiiz
            >

            Właśnie, daleko jeszcze?
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Mała goteska.... 07.07.25, 19:28

      Część 4.
      Kiedy Adam otworzył oczy za oknem zapadał zmierzch. Zza otwrtego okna dobiegały jakieś szklane pobrzękiwania i namolne pojękiwania seniora rodu Ignacego Borejki.

      -Fryderyku na Jowisza! Dlaczego ty nam to robisz?! To nasza ukochana wnuczka, a fakt,że jedynie przez przypadek jest twoją żoną nie upoważnia cię....
      -Panie Borejko, tłumaczyłem wielokrotnie,nie ma w tym mojej winy,że Róża nie potrafi dopilnować swojego cyklu, prawda? Nigdy nie była dobra w przedmiotach ścisłych i pan o tym dobrze wie. Dowodem tego jest nasza córka Milena i syn Karol, ja zaś jestem bardzo zapracowanym człowiekiem i nie mogę bywać u państwa tak często jak wymaga tego sytuacja.
      Adam wyjrzał przez okno. Na obszernym, ocienionym dzikim winem ganku Floplicowa dwóch osiłków próbowało ustawić olbrzymie szklane akwrium wraz z osprzętem. Filtr hałasował wypuszczając w neregularnych odstępach czasu serie bąbelków, a na dnie wśród dość ubogiej roślinności niemrawo poruszała się kupka półprzezroczystej galarety od czasu do czasu pączkująca nibynóżką. Ignacy Borejko załamywał ręce wykrzykując "Heu me miserium", Ida pobekiwała kozim sopranem pasąc się z upodobaniem w porzeczkach, zaś Melania Borejko spoczywała w sadzie z szeroko otwartą paszczą z której wystawała tak jakby tylna część owcy. Adam postanowił jednakowoż być mężczyzną i wyszedł na podwórko.
      -O, Adam, dobrze,że jesteś- Fryderyk podsunął zsuwające mu się z nosa okulary -Przynajmniej jeden przytomny w tym domu. Tu masz jedzenie, dziś już karmiłem Różyczkę więc dopiero jutro trzeba będzie nasypać, akwarium jest wyczyszczone trzeba tylko przeczyścić wężyk od filtra bo ja już nie zdążyłem, muszę pilnie wyjechać na uczelnię. Z tymi słowami wcisnął osłupiałemu Adamowi słoik suszonych rozwielitek w ręce i pobiegł, łupiąc martensami w kierunku samochodu. Ryknął silnik i po chwili po Fryderyku pozostał tylko tuman. Kurzu na drodze. Panowie tragarze ulotnili się również żądając podpisu na kwicie i drobnej kwoty 100 złotych za fatygę jak to określili. Adam stał jak żona Lota, zmierzch zapadał, komary gryzły a nibynóżki Pyzuni badały ściany akwarium, być może w nadziei,że znajdą gdzieś szczelinę przez którą reszta galarety będzie mogła się przecisnąć i wziąć udział w kolejnej miłej rodzinnej kolacji, lub chociaż jakąś zapomnianą wcześniej rozwielitkę.
      Przy stole w salonie pozostałą część rodziny na zmianę bądź machała Laurze przed nosem piórkiem na wędce, turlała piłeczkę bądz próbowała podsuwać co smaczniejsze kąski ze stołu. Laura miała to wszystko w pogardzie. Próbując wygodnie umościć się na krześle zrzuciła ze stołu dzbanek z kompotem porzeczkowym i talerzyk z czereśniami a na widok tych ostatnich rzuciła się w pogoń taranując przy tym zastygłą w progu Gabrielę. O dziwo, jej podbródek nawet nie drgnął. Tak samo i grzywka, a gdy Adam spojrzał w jej ciepłe brązowe oczy zauważył,że stały się one szare. Czyli teściową też dopadło pomyślał. I rzeczywiście.Postukana Gabriela wydała z siebie głuchy odgłos.
      -Beton Adamie. Najtrwalszy beton, taki na konstrukcje mostowe. Ciocia Gabrysia jest wszak naszym Niewzruszonym Centrum prawda? Wszyscy bardzo się cieszymy, spójrz, jakie cudowne odwzorowanie detali - zapiszczało coś za jego plecami. Obejrzał się.
      Za posągiem Gabrieli pojawiłą się córka Idy- Łucja, z rękoma pełnymi orzechów laskowych. Jednego z nich wsadziła pomiędzy swe imponujące górne zęby i po chwili cichy trzask i mlaskanie oznajmiło,że oto smakowita zawartość stała się dostępna.
      - Łucja, tyle razy prosiłam, nie pluj łupinami po podłodze do kroćset!!!
      Z kuchni wyłoniła się falująca macka dzierżąca łyżkę wazową.
      -Florek, zostaw te konie i przepchaj Gabrysię do ogrodu, chciałam podać podwieczorek !
      -Już biegnę mój luby Pulpeciku, już pędzę najdroższa -odkrzyknął Florian po czym skinął w stronę Adama.
      -Chodź stary, przepchniemy Centrum. Nie zapowiadali na dziś deszczu więc Gabuni nie zaszkodzi, najwyżej jutro się odczyści gdyby jakieś ptaki...
      Florian nawet nie zdążył mrugnąć kiedy solidna porcja atramentu trafiła go z mistrzowską precyzją w oko a potem pociekła po śnieżnobiałej koszuli.
      -Ja ci dam, jakieś ptaki! - Kolejne macki wysunęły się z kuchni migocząc wielokolorowo. - Postaw moją siostrę na ganku pod dachem, zmień koszulę i przyprowadź nasze córki. Tylko nie wystrasz Ani bo znów się nadmie i nie przepchniesz jej przez drzwi łazienki a Nora... Nora jest tam, gdzie zwykle. Gdyby nie chciała wyjść sama na półce w szopie leżą świece dymne, to zawsze dobrze działało na nornice. W ostateczności obok leży puszka karbidu.
      Macki ponownie zniknęły w kuchni, skąd dobiegły odgłosy jakby serii z karabinu maszynowego. To Pulpa w pośpiechu próbowała oderwać przyssawki od wykafelkowanej posadzki.

      Przepraszam za zwiechę ale mój laptop odmawia posługi ostatnio. Takie miałam ładne napisane i co? I się wyłączył bydlę złośliwe zanim zapisałam plik. I teraz muszę grzebać w odmętach pamięci i pisać na nowo... Czyżby zemsta obsmarowywanych Borejów? ;))
      • tt-tka Re: Mała goteska.... 07.07.25, 19:33
        Dzieki, kochana :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka