Dodaj do ulubionych

Laura - glissando. FANFIK

29.06.25, 14:47
*1
- Stop! Nie mogę tego słuchać! – rudowłosa kobieta stojąca przy pianinie zatkała sobie uszy teatralnym gestem.
Laura przerwała, poirytowana. Wiolka po raz enty w tym kwadransie zdjęła dłonie z klawiszy pianina i westchnęła.
Znajdowały się w jednej z sal prób Akademii Muzycznej w Poznaniu. Dzisiejsze zajęcia szły Laurze wyjątkowo źle. Nawet ona sama czuła, że nie śpiewa tak, jak powinna.
- Pani Lauro, coś jest nie tak – oznajmiła stanowczo nauczycielka. – Od początku semestru widzę u pani poważny spadek.
- Ależ pani Irenko, codziennie ćwiczę! – odparła Laura z oburzeniem. Co innego samemu widzieć problem a co innego, gdy ktoś go wytyka!
- Może za mało się pani koncentruje przy pracy. Jeśli nie ma pani warunków w domu, zawsze może pani ćwiczyć na uczelni, jakaś wolna sala zawsze się znajdzie.
Laura nagle uśmiechnęła się błogo.
- Wie pani, że za niecałe dwa miesiące biorę ślub – wyjaśniła rozmarzonym głosem, zapominając o złości.
Nauczycielka uśmiechnęła się krótko i natychmiast z powrotem zmarszczyła brwi.
- Gratuluję, ale to nie jest wytłumaczenie. Śpiew wymaga pracy, poświęcenia, skupienia. Zaczęła pani studia naprawdę dobrze, ale opuściła się w nauce. Proszę to przemyśleć… w razie wątpliwości, zapraszam do mojego gabinetu na rozmowę. Kończymy na dziś, wątpię, że uda nam się jeszcze coś popra...
- Do widzenia – rzuciła Laura, biorąc torbę z krzesła i wychodząc. Pogrążona w zadumie, nawet nie pożegnała się z panią Wiolą. Zatrzymała się w drzwiach uczelni. Nie miała ochoty wracać do domu, czuła potrzebę pobycia samą ze swoimi myślami. Skręciła więc do parku Marcinkowskiego.
Pogoda była piękna, jak na koniec października. Niebo było błękitne, a bezlistne gałęzie rysowały się na nim jak nici jakichś gigantycznych pająków. Obcasy Laury stukały głośno w sennych alejkach, zasypanych opadłymi liśćmi.
Niecałe dwa miesiące do ślubu. Ona i Adam, już na zawsze razem, w ich altance miłości pośrodku różanego ogrodu. Jak w bajce. Niczym książę i księżniczka, będą żyli długo i szczęśliwie… Ach…
A pani Irenka to naprawdę przesadza, do kroćset!
Obserwuj wątek
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 14:48
      *2
      Zanim zdążyła wrócić do domu, niebo zachmurzyło się i zaczęło padać. Od razu po wejściu poszła do łazienki, by zażyć rozgrzewającej kąpieli.
      W kuchni tradycyjnie zebrała się cała rodzina. Babi zaglądała do piekarnika, w którym rumieniło się jak niemal co dzień ciasto kruche z porzeczkowym dżemem i bezą (znowu była klęskę urodzaju u ciotki Pulpy, a skup jak na złość dawał żałośnie niskie ceny. Sumienia nie macie, ludzie, sumienia! – rozpaczał wuj Florek, zawracając samochodem z przyczepką wyładowaną kobiałkami dorodnej czerwonej porzeczki). Mama siekała natkę pietruszki do rosołu, dziadek czytał, Grzegorz zmaterializował się zza komputera, by przygotować surówkę z kiszonej kapusty. Ignaś, dzieci ciotki Idy, a nawet chłopaki ciotki Natalii siedzieli przy stole i niecierpliwili się na obiad.
      - Zostawcie mi trochę, ja się najpierw muszę wykąpać! – oznajmiła Laura i nie wdając się w dalsze dyskusje, zamknęła się w łazience. Nie ma tak dużo czasu, próba kostiumowa w Operze jest o osiemnastej, a jeszcze trzeba się przygotować.
      Jak dobrze było wejść do wanny pełnej pachnącej piany! Cudowne ciepło, słodki zapach kosmetyków, gwar dobrze znanych głosów za ścianą. A za dwa miesiące… Tylko ona i Adammm…
      Romantyczne myśli przerwał nagły intruz, ostry i przykry jak dzwonek do drzwi.
      „Śpiew wymaga pracy, poświęcenia, skupienia”.
      Och, to oczywiste, że przed ślubem jest przejęta, ma tyle spraw na głowie… Szyje jej się suknia, Adam buduje ich cudowne gniazdko. Wreszcie będzie z kimś, kto ją bezwarunkowo kocha, rozumie, i nigdy, przenigdy nie zostawi! Tak, Adam to człowiek honoru, nie złamie danego słowa. Może się przy nim czuć pewnie.
      Rozchmurzona, wyszła z wanny, przebrała się, i poszła na obiad. Drzwi do łazienki zostawiła otwarte, by potężna ilość pary wodnej pachnącej różami i migdałami mogła frunąć do kuchni i tam ulec wymieszaniu z wonią szarych klusek ze skwarkami i cebulą.
      Gwar panujący przy stole był mało zajmujący dla kogoś, kto zakochał się w najwspanialszym mężczyźnie na świecie. Najwyraźniej i ona była mało zajmująca, bo nie zwrócono na niej większej uwagi. Dziś jednak jej to nie przeszkadzało.
      - Napijesz się kompotu? – spytał życzliwie dziadek Borejko, patrząc badawczo na swoją drugą wnuczkę.
      - Tak, dziadziusiu.
      - A ty co dziś taka cicha? – zainteresowała się nagle Ida, która w międzyczasie wpadła na obiad. – Słuchajcie, dołóżcie mi tych klusek, muszę szybko zjeść i jechać z powrotem do szpitala, mam operację pacjenta z taaakimi polipami! Istna rafa koralowa.
      Laura nagle otworzyła szeroko oczy.
      - Jechać? Jechać do szpitala?
      - Skąd to zaskoczenie, moja droga? – dziwowała się Ida, połykając kluskę in toto. – Wiesz doskonale, ile pracy mają lekarze. Cud w ogóle, że ten szpital jeszcze dycha, specjalistów jest mało, kolejki gargantuiczne, w wielu placówkach zamykają oddziały… - galopowała Ida.
      - Przecież ja muszę zrobić prawo jazdy! – zawołała Laura, łapiąc się za głowę. – Jak mogłam o tym zapomnieć?
      - Co? Prawo jazdy? A po co? – dalej dziwowała się Ida.
      - Żeby jeździć samochodem, ciociu. Przecież po ślubie zamieszkam w domku na terenie Daglezji, będę musiała czymś dojeżdżać na zajęcia, na próby.
      - Ale przecież możesz dojeżdżać autobusem! Albo pan Gruszka cię podwiezie dostawczakiem!
      - Nie mogę na nich zawsze polegać! – obruszyła się Laura. – Autobusy jeżdżą rzadko, a czasami moje próby trwają do późna. Pan Gruszka jest ciągle zajęty, ten samochód jest mu potrzebny do pracy!
      - Adam jakoś dojeżdża co dzień do szkoły.
      - Tak, ale on ma zawsze ten sam plan zajęć. Ja co prawda też, ale dochodzą mi próby w chórze, albo mam chałturę. To jest nieprzewidywalne.
      – Tygrysku, czasy są niepewne, pieniędzy mało, twoi rodzice pracują całymi dniami, twój narzeczony też.
      - Mam własne pieniądze! Nie oczekuję wsparcia finansowego.
      - Co by powiedział Marek Aureliusz? – gorączkował się dziadek Borejko. – Zamiast prostego łoża, okrytego skórą…
      - Dziadziusiu, łoże okryte skórą nie zawiezie mnie na uczelnię! Chyba, że masz na myśli Mercedesa ze skórzanymi siedzeniami.
      - Tygrysku, jak możesz tak odpowiadać dziadkowi? Józinku, podaj no to zielone pudełeczko, tutaj na kredensie, za twoimi plecami. Dziadek musi wziąć tabletkę, nie powinien się tak denerwować. No, połknij, proszę, tu masz wodę.
      Wszystkie wnuki wbiły w Laurę oskarżycielski wzrok. Odpowiedziała im prychnięciem i dokończyła kluski.
      - Dziękuję, muszę się przygotować, wieczorem wychodzę na próbę – oświadczyła lodowato i zamknęła drzwi swego pokoju z trzaskiem.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 14:48
      *3
      Zabierała się do przejrzenia nut, ale z kuchni dobiegł ją znajomy, najsłodszy na świecie głos.
      - Naszpan przyszedł! – obwieściła rozpromieniona Łusia, otwierając drzwi do jej pokoju.
      - Naucz się wreszcie pukać! – warknęła Laura. Odetchnęła i jej twarz natychmiast się wypogodziła.
      Poszła do kuchni, bo wszyscy (łącznie z Adamem) zdziwiliby się, gdyby zamknęła się z nim w swoim pokoju. Narzeczony właśnie raczył się herbatą i ostatnim kawałkiem porzeczkowego ciasta.
      - Dzień dobry, najdroższa! – wstał i wziął ją za ręce, patrząc jej w oczy z tym swoim czarownym uśmiechem.
      - Jak się cieszę, że przyszedłeś… - wyszeptała Laura, upojona jego bliskością.
      - Nie dzwoniłem, chciałem ci zrobić niespodziankę.
      - Bardzo lubię takie niespodzianki! Jak się masz? Jak dzień ci dziś minął?
      - Ciężko mi się było skupić w szkole, bo myślałem o tobie.
      Wszyscy zebrani przy stole (byli ci sami, co na obiedzie, minus Ida, która pobiegła do swoich polipów) westchnęła z zachwytu, z wyjątkiem Józinka, który demonstrował prawdziwie męską niechęć do babskiego wyrażania uczuć.
      - Niestety muszę wyjść za pół godziny, bo mam autobus.
      - O! Coś mi przypomniałeś! – przypomniało się Laurze. – Wiesz co, może jeszcze przed ślubem uda mi się zrobić prawo jazdy! Jeśli dobrze mi się ułożą jazdy i zdam za pierwszym razem, to powinnam zdążyć.
      - Prawo jazdy? Ale po co ci prawo jazdy tak nagle?
      - Najdroższy, sam masz prawo jazdy. Moja mama, moje ciotki i wujowie. To przecież nic nadzwyczajnego.
      - Tak, ale nie rozumiem, po co ci tak nagle robić prawo jazdy. Masz teraz dość na głowie, zdaje się.
      - Potem będzie mi jeszcze trudniej. Po ślubie przeprowadzimy się do naszej Altany Miłości, muszę dojeżdżać do szkoły i na próby. Wiesz, że czasem mam chałtury, nie mogę polegać na autobusach czy panu Gruszce.
      Twarz Adama zbladła, jego usta zadrżały.
      - Widziałem cię jako westalkę naszego ogniska… - szepnął z goryczą. Wszyscy obecni domownicy natychmiast wbili w Laurę oskarżycielski wzrok.
      - A… ale wiesz że ja mam studia, pracę… - zaprotestowała Laura, ale bardzo niepewnie.
      - Całe życie marzyłem o rodzinie… o dzieciach, o pięknej żonie, różach pnących się po dachu naszego szczęśliwego domostwa… ale rozumiem, w życiu trzeba iść na kompromis… - ciągnął dalej Adam, patrząc smętnie w stygnącą herbatę.
      Laura siedziała jak sparaliżowana. Miała wrażenie, że zapada się w jakąś czarną otchłań.
      - Oj, przepraszam, zasiedziałem się – powiedział nagle Adam głosem sztucznie pogodnym. – Dziękuję za pyszne ciasto.
      - Ale jeszcze masz chyba trochę czasu…
      - Nie, przykro mi – odparł, nie patrząc na narzeczoną. – Do zobaczenia.
      Zanim Laura zdążyła zareagować, założył kurtkę i wyszedł. Przez uchylone okno słychać było pospieszny, coraz cichszy stukot jego butów.
      - Dziś już nie ma takich mężczyzn. Silnych, honorowych, rodzinnych – powiedziała w zadumie Babi, a wszyscy z przyzwyczajenia jej przytaknęli.
      Sygnał nadchodzącej wiadomości wyrwał Laurę z letargu. Wyszła z kuchni i zerknęła na wyświetlacz.
      JUTRO WIECZOREM JA BĘDĘ W POZNANIU. CZY MOŻEMY SIĘ SPOTKAĆ? JANUSZ PYZIAK
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 14:49
      *4
      Laura mieszała ponuro swoje cappuccino. Naprzeciwko siedział wpatrzony w nią z troską Janusz Pyziak, blady i z podkrążonymi oczami. Zamyślił się głęboko nad potokiem żalów, jakie wylała z siebie córka.
      - Na pewno nie jest ci łatwo – powiedział cicho. – Kochasz swoją rodzinę i narzeczonego, i chcesz żeby oni kochali ciebie, więc czujesz się zobowiązana spełniać ich oczekiwania. Tak cię nauczono.
      - To trzeba było zostać i nauczyć mnie inaczej – burknęła Laura.
      Westchnął.
      - Wiem, że ja zrobiłem błąd, i przede wszystkim wielką krzywdę, tobie i Róży. Ja naprawdę żałuję. Ale ja nie cofnę czasu. Mogę tylko teraz postarać się jakoś ci pomóc.
      - A Róży? A mamie?
      - Róża nie chce się ze mną kontaktować, wiele razy się do niej odzywałem… ma do tego prawo, i ja to szanuję. A o twojej mamie nie rozmawiajmy. To sprawa między mną a Gabrysią.
      - Gdybyś widział, jak ona reaguje na twoje imię! Jak ona cierpi! – krzyknęła Laura z zapałem, aż ludzie przy sąsiednich stolikach się obejrzeli.
      - Lauro, powtarzam: to sprawa między mną a twoją mamą.
      Laura prychnęła i zlizała z łyżeczki resztki spienionego mleka. Janusz skrzyżował ramiona i odchylił się na krześle.
      - Wiesz co… - powiedział wreszcie. – Dobrze się złożyło, że zgodziłaś się na spotkanie. Jadę właśnie do Warszawy. Mamy tam mieszkanie po moim teściu. Renate chce je sprzedać. Było wynajmowane, ale żona już nie chce sobie tym zaprzątać głowy, a żadne z naszych dzieci do Polski się nie wybiera. Co ty na to, żeby wpaść do Warszawy i się tam zatrzymać? Właśnie mi to teraz wpadło do głowy, porozmawiam z Renate, ale raczej nie będzie miała nic przeciwko. Wiem, że masz szkołę, pracę, szykujesz się do ślubu. Ale, powiedzmy, taki tydzień urlopu – ty wiesz lepiej, czy ci to nie będzie kolidowało, ale czemu nie? Może akurat będzie coś ciekawego w Operze czy Filharmonii. Pozwiedzasz, odmienisz sobie trochę, odpoczniesz.
      Laura uniosła wysoko brwi.
      - Wiesz, to taki pomysł tylko, pomyślałem, że ci się spodoba. Jak nie chcesz…
      Stuknęła łyżeczka odłożona z rozmachem na spodek.
      - Dawaj klucze.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 14:49
      *5
      Nutria, Pulpa!
      Nie chcę Was denerwować, ale wasza siostrzenica Laura spakowała wczoraj walizkę i po prostu wyszła z domu! Oznajmiła, że robi sobie tydzień wolnego! Nikt, nikt o tym nie wiedział! Niczym grom z jasnego nieba! Nawet Adam nie miał pojęcia, co to za pomysł! Siedział tu, ręce mu drżały, grzywka mu drżała (notabene: włosy ma identyczne jak Gaba, i takie miłe, ciemne oczy! Nic dziwnego, że Laura zakochała się w takim Niewzruszonym Centrum, rodzaju męskiego!), i opowiadał, że nie miał od tej narzeczonej marnotrawnej żadnej informacji, poza taką, że wyjeżdża i chce pobyć sama! Tylko jamy ustne na kłódkę, nie dokładajcie biednej Gabie, ona i tak jest okropnie zmartwiona, pół domu już oprała! Dobra, lecę, bo pielęgniarka krzyczy, że łysemu z czwórki szwy puściły.
      Vale!
      Iduś

      Gabuniu!
      Jestem W SZOKU od kiedy usłyszałam tę nowinę! Wyobraź sobie, miałam PRZECZUCIE, że coś takiego może się stać – robiłam zupę cukiniową i słoiczek z liśćmi laurowymi wypadł mi z rąk i ROZTRZASKAŁ SIĘ na miriady ostrych jak brzytwa odłamków! Na szczęście Robert od razu przybiegł posprzątać, bo ja nie byłam w stanie się ruszyć, SKAMIENIAŁAM niczym żona Lota! Nawet zaczęłam o tym pisać wiersz, wyślę go Wam, jak tylko znajdę pasujący rym do „pohańbiona”.
      Przytulam się do Ciebie!
      Nutria

      Dziewczyny,
      Rozmawiałam z Florkiem, mówi żeby się nie przejmować, on w jej wieku robił to samo, pakował się na Harleya i odjeżdżał w siną dal, by sobie przemyśleć życie. Znacie Tygrysa, ochłonie i wróci. Właśnie robię gruszki z imbirem, bo z tej bonkrety przy płocie sypie się jak z rogu Amaltei. Za dwa tygodnie się przegryzą i spróbujecie. Cium, cium, pyszulka.
      Pulpa
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 16:40
        Świetne te maile, one dokładnie tak by to napisały!
        A Hans Klops wydziela odpowiednią dawkę zaimka "ja", hihi.
        Ale bardzodzielny Adaśko najlepszy, mówiłam, że ten chłop to efekt daddy i mommy issues razem wziętych! Proponuję aby Larwa już z tej Warszawy nie wracała, nie dość, że dla niej będzie lepiej, to jeszcze dostaniemy więcej dzielnego trzęsienia bródką i grzywką.
      • ako17 Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 17:05
        Ajjj... świetne to jest. Maile genialne, "łysemu z czwórki szwy puściły" po prostu mnie zachwyciły.
    • rozowyteczowiec Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 17:35
      XDD cudne!
    • kocynder Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 19:08
      Jedno pytanie: pani nauczycielka jest Wiola czy Irenka? Czy są dwie - akompaniatorka Wiola i nauczycielka Irenka?
      • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 19:24
        Wiola to akompaniatorka, a nauczycielka to Irenka. Czy kojarzycie rudowłosą Irenkę?
        • iwoniaw Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 20:40
          tygrys_dziure_wygryzl napisała:

          > Wiola to akompaniatorka, a nauczycielka to Irenka. Czy kojarzycie rudowłosą Ire
          > nkę?

          Achchch!!!
        • ako17 Re: Laura - glissando. FANFIK 29.06.25, 21:31
          tygrys_dziure_wygryzl napisała:

          > nauczycielka to Irenka. Czy kojarzycie rudowłosą Ire
          > nkę?

          Super!
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 16:14
      *6
      Laura wyciągnęła się na starej wersalce i otworzyła torebkę śliwek w czekoladzie. Co za świetny pomysł z tym przyjazdem!
      Nie było łatwo, ale zlekceważyła domowy jazgot, drżące podbródki, piszczący nieustannie telefon, zalew wiadomości głosowych i tekstowych. Janusz podrzucił jej klucze na drugi dzień, gdy wracał z Warszawy do Berlina. Pomyślał o niej! Zatroszczył się! Włączył lodówkę i wodę, zrobił zakupy, zostawił czystą pościel i ręczniki. Mieszkanie było już przygotowane do sprzedaży, stało w nim tylko kilka mebli, ale po co jej więcej?
      Wspaniała odmiana! Dwupokojowe mieszkanie znajdowało się na ostatnim, czwartym piętrze starego bloku. Osiedle było doskonale skomunikowane, ale w przyjemnym odosobnieniu od ruchu, pełne zieleni. W porównaniu z gwarną ulicą Roosevelta, tu było cicho i spokojnie niemal jak u ciotki Pulpecji na wsi.
      Otworzyła laptopa i zaczęła sprawdzać repertuary teatrów, filharmonii, opery, muzeów. Chciała jak najwięcej skorzystać z pobytu w Warszawie. Była tu zaledwie raz, na wycieczce w liceum, i nie podobało się jej – chciała przejść się głównymi deptakami, pooglądać wystawy drogich butików, a nie łazić śladami getta. Teraz nadrobi te braki. Aż wstyd, że mieszkając trzy godziny pociągiem od stolicy, tak mało ją zna.
      Mimo pozornej nonszalancji w głębi czuła wyrzuty sumienia wobec Adama oraz mamy. Przecież oni się o nią martwią, powinni wiedzieć, gdzie jest, choćby dla bezpieczeństwa… ale im bardziej jej te myśli dokuczały, tym więcej atrakcji planowała na najbliższe dni.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 16:15
      *7
      Przepełniony tramwaj gramolił się po Jerozolimskich, łapiąc każde czerwone światło. Teraz zatrzymał się znowu. Drzwi otworzyły się z piskiem, ludzie zaczęli jednocześnie wchodzić i wychodzić, jakby ci wchodzący nie mogli poczekać. Zanim dojedzie do tego muzeum, to chyba się udusi. Jakaś złocista, niesforna czupryna zajaśniała przed Laurą, a wielki plecak trącił ją w ramię.
      - Proszę uważać! – warknęła, podnosząc wzrok znad darmowej miejskiej gazetki.
      - O, krucafuks! – odparł wesoły głos. – Naprawdę nie chciałem.
      Laura spojrzała uważnie na przybysza.
      - Wolfi? To ty? – spytała niedowierzająco.
      - Laura! Nie no, nie wierzę! Co ty tu robisz? Nie jesteś w Poznaniu?
      - A ty nie jesteś w Glasgow?
      - Nie no, dalej tam pracuję, ale przyjechałem na chwilę, bo dziś wieczorem jest festiwal muzyki alternatywnej w Progresji, chcę posłuchać, co nowego się dzieje. A, i kolegę odwiedzę, bo będzie grał.
      - A ja zrobiłam sobie krótki urlop.
      - Super! Gdzie mieszkasz? Bo ja u tego kolegi, gdzieś na Bemowie.
      - To chyba niezbyt daleko ode mnie – powiedziała niepewnie, bo nie do końca orientowała się w mapie Warszawy. – Ja na Ochocie.
      - O, krucafuks. Słuchaj, mam pomysł, ja tu idę do jeszcze jednego znajomego, zaraz wysiadam. Wpadnij do klubu. Zaczyna się o osiemnastej, będzie kilka ciekawych zespołów. Ja ich posłucham, porobię wywiady, ale z tobą też bym chciał pogadać. Tyle się nie widzieliśmy! To będziesz, co? Wyślę ci smsem szczegóły.
      - Zastanowię się – odparła chłodno.
      - A nad czym się tu zastanawiać! – roześmiał się on. – Znam cię, nie chce ci się, bo nie lubisz muzyki, której ja słucham! No, proszę cię, jutro z rana jadę do Poznania rodzicom się pokazać, a pojutrze mam powrót. Sama widzisz, nie mogę kiedy indziej.
      Nie mogła się dalej opierać jego zaraźliwemu entuzjazmowi i uśmiechnęła się szeroko. Ten zapał był jego największą zaletą.
      - Dobrze, do zobaczenia.
      - No, to super! O, wysiadam.
      Wyskoczył z tramwaju i pomachał Laurze, która dopiero dwa przystanki później przypomniała sobie, gdzie ona w ogóle jedzie.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 16:16
      *8
      Zgodnie z tym co ustalili, o siedemnastej trzydzieści Laura czekała przed wejściem do klubu „Progresja”, gdzie Wolfi miał po nią wyjść. Rozglądała się dyskretnie, bo choć termin „festiwal muzyki alternatywnej” nie brzmiał dla niej zachęcająco, to musiała przyznać, że przyciągał mnóstwo fantazyjnie odzianych młodych ludzi. Jej gust, rzecz jasna, stał na wyższym poziomie, ale cóż szkodzi zerknąć na to, z kim będzie pod tym dachem przez najbliższe parę godzin.
      Znaczącą większość tłumu stanowili ludzie w wieku zbliżonym do niej. Laura z ciekawością obserwowała feerię barw i krojów: odważny, niemal wyzywający makijaż u płci obojga, obcisłe, kuse stroje, czarne koszulki z grafikami o treści satanistycznej (tak zinterpretowała te dziwaczne obrazki), mnóstwo kolczyków i tatuaży, glany we wszystkich kolorach i wysokościach cholewki, jakieś tęczowe podkolanówki, ale też zwykłe dżinsy i bluzy. Szczerze mówiąc, to raczej ona wyróżniała się z tłumu, bo umalowała się delikatnie, i miała na sobie prostą sukienkę i sweter pod cienkim, wytwornym paletkiem.
      - O, jesteś! – ucieszył się Wolfi, nagle zjawiając się za jej plecami. – Ale tłumy, co? Myślałem, że będzie nam łatwiej się znaleźć tutaj, niż w środku, ale okazuje się, że wszędzie byłoby trudno! Chodź, nie płacisz za wstęp, jesteś ze mną, mam plakietkę z radia – wystawił do ochroniarza przy wejściu kartę ze swoim zdjęciem, i weszli do środka.
      - Teraz wpadniemy na chwilę do Rafała, co? – krzyknął jej do ucha, bo w przedsionku panował okropny gwar i ścisk. Złapał ją za rękę swoją ciepłą, dużą dłonią, i pociągnął w głąb lokalu, przeciskając się przez rozgadany tłum.
      Szli przez ciemne, zatłoczone korytarze, aż wreszcie Wolfi bezceremonialnie otworzył drzwi, pokryte rozmaitymi naklejkami, napisami i malowidłami.
      Pokoik o jednym, zakratowanym oknie był doszczętnie zapchany kilkoma krzesłami, stolikiem, i wiekową kanapą. Dodatkowo wypełniało go sześć młodych osób ubranych na czarno, popijających rozmaite napoje.
      - O! Wolfi! Przyleciałeś! Z ziemi szkockiej do Polski! – ucieszył się jeden z chłopaków, odstawiając na stół plastikowy kubek z piwem.
      Laurze wszyscy ci ludzie wydawali się jednakowi. Dwie dziewczyny, czterech chłopaków, wszyscy długowłosi, bladzi, z jakimiś bohomazami na koszulkach.
      - Siema, Rafał! – ucieszył się Wolfi. – Znasz mnie, obiecałem, to obiecałem! Jak leci? Słuchajcie, chciałbym zrobić z wami szybki wywiad, no i koniecznie was posłuchać! Puszczę was potem w mojej audycji! Niech Szkocja się dowie, jaką mamy w Polsce świetną muzykę!
      - Ooo, super! Siadaj, ty i twoja pani – zaprosił drugi z młodzieńców.
      - To Laura, moja koleżanka z Poznania – powiedział Wolfi, a Laura poczuła się urażona, że nie przedstawił jej jako dawnej narzeczonej. Koleżanka, też coś!
      - Cześć, miło mi – powiedział chłodno.
      Wolfi rzucił ich okrycia na wolny skraj kanapy i podsunął jej krzesło. Młodzieniec o najdłuższych włosach i oczach obwiedzionych eyelinerem podał Laurze puszkę coli.
      - Jestem Adrian, wokalista.
      - A ja Bartek, ale mów mi Baltazar – burknął ponuro ten młodzieniec nieco przy kości.
      - Cześć, jestem Sylwia!
      - A ja Daria!
      - Łukasz. Siema.
      - Rafał. Też jestem z Poznania, ale cię nie kojarzę.
      - Słyszałaś o nas może?
      - Nie, nie znam was.
      Adrian wstał i pokazał gestem na kolegów.
      - Nazywamy się Perunochron, gramy trochę power, trochę folk metal.
      - Perun? Macie coś wspólnego z mitologią słowiańską?
      - Tak! – Adrian uśmiechnął się szeroko. – Czyli wiesz już, czym się inspirujemy.
      - Za wiele tego nie macie. Mitologia słowiańska to w dużej mierze domniemania. Brückner, na przykład…
      - No, to przynajmniej możemy sobie sami coś dopowiedzieć! – roześmiał się Adrian, wcale nie speszony. – A ty czego słuchasz?
      - Opery i jazzu nowoorleańskiego. Zresztą, sama śpiewam. Studiuję wokalistykę i czasem śpiewam w operze poznańskiej.
      Mówiła coraz chłodniej, speszona byciem jedyną obcą w zgranej grupie.
      - Śpiewasz? Operę i jazz nowosądecki?
      - Nowoorleański! – warknęła, a jej oczy zalśniły jak sztylety. – Jazzu nie śpiewam.
      - Ha ha, dobrze, żartowałem tylko…
      - Zaraz, Rafał, a ty mi nie mówiłeś ostatnio, że myślicie nad wokalistką? – wtrącił Wolfi.
      - Taaa, ale na rynku wokalistek metalowych jest beznadziejna sytuacja… nagraliśmy płytę sami, damy radę i kolejną.
      - A co wam szkodzi posłuchać, jak Laura śpiewa? – odezwała się ta młodsza, bodajże Sylwia. – Patrzcie tylko, jaką ma prezencję, to już połowa sukcesu. Ludzie będą na nią patrzeć, a nie czepiać się, czy akurat nie zafałszuje.
      - Wypraszam sobie takie targowanie moją osobą! – Laura zerwała się z krzesła. – Nie wiem, jakie macie plany, ale nie życzę sobie traktowania mnie jak przedmiot.
      - Krucafuks, Tygrysku, no sorry. Nikt cię nie chce urazić…
      - Dobra, Wolfi, jak chcesz tego wywiadu, to dawaj teraz. Sylwia, ty lubisz tych pajaców, oni zaraz zaczynają, idź sobie posłuchać.
      - Sam jesteś pajac! Laura, idziesz ze mną?
      - Tak.
      Trzasnęła drzwiami
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 16:16
      *9
      Laura była tak wzburzona, że ledwo zdawała sobie sprawę z tego, gdzie idzie, i co do niej mówi Sylwia.
      Miała lepsze zdanie o Wolfim! Wystawił ją jak konia na targu! Może jeszcze do zębów jej zajrzą, czy się nadaje? Co ona, niewolnica? Jeszcze czego! Nikt jej nie będzie mówić, co ma robić!
      - Długo znasz Wolfiego? – Laura wreszcie usłyszała kolejne pytanie Sylwii.
      - Kilka lat. Nawet się zaręczyliśmy, mieliśmy brać ślub – odparła dumnie.
      - O, kurwa! Wpadliście?
      - Co? Sylwia, naprawdę, czemu mam rozmawiać z dopiero co poznaną osobą o tak osobistych sprawach?
      - Bo to ciekawe. No i co, wpadliście?
      - Nie! – wybuchła, zbulwersowana. – Wiesz, że ślub się bierze z miłości, a nie z takich powodów!
      - Weź nie pierdol, ile ty masz lat, żeby ślub brać?
      - Proszę nie używać w mojej obecności takiego rynsztokowego języka. Z Wolfim to koniec, zostaliśmy kolegami, teraz mam prawdziwego narzeczonego, i za dwa miesiące zostanę jego żoną.
      - O, kurwa! Wpadliście?
      - Co? Sylwia, naprawdę… Nie, to idzie w bardzo dziwnym kierunku, co ja tu w ogóle robię? Po co tu przyszłam?
      - Dobra, patrz, zaraz będą grać Korpochuje. Adrian się ze mnie śmieje, a ja po prostu lubię popatrzeć na ich basistę; widzisz, jakie ciacho.
      Wśród okrzyków i gwizdów na scenę weszło kilku chłopaków w obdartych ubraniach. Basista miał fioletowego irokeza i koszulkę tak poszarpaną, że można było dokładnie obejrzeć jego wytatuowaną klatkę piersiową i kolczyki w obydwu sutkach. Laura skrzywiła się z odrazą.
      - Co ty w nim widzisz?
      - Ręce ma zajebiste, takie z żyłami. Dupę też, ale bez żył. No, po prostu mi się podoba. Nigdy nie podobał ci się żaden piosenkarz? Jim Morrison? Peter Steele? Trent Reznor? Kurwa, nawet Enrique Iglesias?
      - Nie. Nie słucham takiej muzyki. Nie mam pojęcia, o kim mówisz.
      - Ty naprawdę jesteś z Poznania?
      - Tak.
      - Żartujesz! Rafał jest z Poznania, a jakoś ogarnia. Masz w ogóle internet w domu?
      Laura prychnęła i już szykowała pogardliwą odpowiedź, gdy z głośników ryknęło gitarowe łojenie i wrzaski wokalisty. Dało się wyłapać tylko pojedyncze słowa, jak „kurwa”, „jebać”, „papież” i „polityka”. Tłum skakał żywiołowo i razem z zespołem wykrzykiwał tekst piosenki. Brwi Laury wędrowały coraz wyżej. Ona, śpiewaczka operowa, z takiej rodziny, w jakimś dusznym klubie, gdzie gromada obdartusów na scenie skowyczy (śpiewem by tego nie nazwała), a horda fanów obija się o siebie w jakimś szalonym tańcu i oblewa piwem. Przecież to jest nieprawdopodobne… absurdalne… komiczne!
      Ryknęła śmiechem, bo wyobraziła sobie reakcję rodziny, gdyby ją teraz widzieli. Przeżegnali by się lewą ręką i zarzekali, że to pewnie geny Janusza Pyziaka (a tak w ogóle to ciekawe, czego on słucha, pewnie nie koncertów obojowych). Do kroćset! Jak dobrze, że jej nie widzą! Jak dobrze, że jej z nimi nie ma!
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 16:17
      *10
      Kolejny zespół był trochę bardziej estetyczny – trzy androginiczne postaci w luźnych dresach plumkały na syntezatorze i gitarach, mrucząc jakieś banały o samotności, kotach, i denaturacie. Laurze też nie przypadli do gustu, ale przynajmniej bębenki jej nie pękały. Potem wystąpił Ahooy, czyli szanty z ciężkimi gitarami i wokalistą z naprawdę niezłym tenorem, co Laura musiała przyznać.
      - Teraz chłopaki! – krzyknęła jej Sylwia do ucha. Rzeczywiście, na scenę weszli znajomi Wolfiego. Laura parsknęła śmiechem, bo przebrali się w lniane koszule, jakby żywcem wyjęte z obrazów Chełmońskiego. Musi im wyjaśnić, jak to jest z tym słowiańskim odzieniem; kiedyś przeczytała ze cztery książki z działu słowiańskiego w domowej bibliotece (trzecia półka od dołu na prawo od drzwi pokoju dziadków).
      Jak spod ziemi pojawiła się Daria, po czym razem z Sylwią podskakiwały i piszczały, gdy Adrian powitał publiczność.
      Zaczęli występ. Nauczona doświadczeniem Laura nie miała wielkich oczekiwań, dlatego nie czuła się zawiedziona, a raczej miło zaskoczona. Głos Adriana był to przyjemny, bardzo elastyczny baryton, którym potrafił zgrabnie przejść do falsetu. Musi poprosić Adriana o zaśpiewanie w bardziej sprzyjających warunkach, by go lepiej ocenić. Bartek, znaczy Baltazar, Łukasz i Rafał też dawali radę, widać było, że grają ze sobą już długo, i dobrze się rozumieją.
      Nie była to najlepsza muzyka, jaką słyszała w życiu, ale była przynajmniej interesująca; Adrian wyśpiewywał coś o południcach, Swarożycu, braciach poległych w bitwie… Tak, musi im opowiedzieć o Brücknerze, Kolbergu, Gieysztorze, żeby przestali robić z siebie idiotów, śpiewając o „wymarszu do Walhalli po zgładzeniu Czarnoboga”.
      Zaraz, tylko kiedy ona to zrobi? Za trzy dni kończy się jej tydzień wolności… znaczy, urlopu. Nachmurzyła się i nagle koncert przestał być zabawny, muzea ciekawe, filharmonia inspirująca. Musi wrócić do domu, chodzić na zajęcia, doglądać szycia sukni ślubnej, słuchać łacińskich cytatów, kąpać się w łazience do której co chwila ktoś się dobija, tak że człowiek goli nogi w pośpiechu i dopiero założeniu rajstop widzi ten przeoczony fragment na łydce. I do bycia syrenką, czy tam sarenką… A przecież ona jest Laurą!
      Ponieważ na festiwalu produkowało się wiele zespołów, Perunochron zakończył występ po osiemnastu minutach.
      - Teraz będzie przerwa, idziemy? – Sylwia szturchnęła ją w bok. – Ja tu mam znajomych, ale mogę cię najpierw odprowadzić.
      - Tak, poproszę.
      W pokoiku siedział Wolfi, bazgrzący w zeszycie. Uśmiechnął się szeroko na widok Laury.
      - Właśnie spisuję na gorąco wrażenia, żeby mi się potem nie pomyliły zespoły! Jak zacząłem pracę to miałem właśnie taką wtopę, puszczałem nowego rapera i powiedziałem, że to Elton John!
      - Gdybym się znała na muzyce, to bym się pewnie roześmiała – odparła Laura, siadając na kanapie i otwierając swoją colę.
      - Przecież się znasz. Studiujesz na Akademii Muzycznej, coś musisz wiedzieć – zaprotestował Wolfi, przewracając kartkę w zeszycie.
      - Wychodzi na to, że niewiele, poza muzyką klasyczną – wzruszyła ramionami Laura.
      - A jak ci się póki co podoba?
      - Twoi koledzy są najbardziej akceptowalni z tego, co dotychczas doświadczyłam. Ale przed nimi dużo pracy. Oni chyba nigdy nie przeczytali żadnego porządnego podręcznika o kulturze i wierzeniach słowiańskich. Adrian ma bardzo interesujący głos, ale słychać, że nie jest do końca otwarty.
      - No, daj spokój, to zespół kolegów, którzy grają amatorsko.
      Laura odłożyła puszkę i zaczęła spacerować po pokoju, pochłonięta myślami.
      - Słyszałeś przecież, jak wyciągał tym falsetem ostatnią linijkę „… odnajdziemy się ponownie na pooolach Wyraaajuuu” – Laura zademonstrowała swoim wyszkolonym sopranem zapamiętany wers piosenki. – To brzmi dobrze, on ma wyczucie, tylko to kwestia techniki, żeby to ostatnie G nie było takie płaskie.
      - O, krucafuks! Naprawdę się podszkoliłaś, od kiedy cię ostatnio słyszałem.
      - Dziękuję. No, opowiadaj, co u ciebie? Jak ci się żyje?
      - A jestem bardzo zadowolony, cieszę się okropnie z tej pracy. Mieszkamy z Bodziem tam gdzie wcześniej, bo mamy super sąsiadów. A do pracy ani ja, ani on nie ma daleko, to w sumie nie ma sensu się przeprowadzać. Czasem wpadam do Żaby albo ona z Cadwaladrem do nas. Do Frycka w sumie nigdy, bo on ciągle zajęty, to co ja będę robił, patrzył jak Róża ciuchy składa?
      - Czy masz na myśli moją siostrę, a swoją bratową, Różę Shoppe de domo Pyziak? – spytała ostro Laura.
      - No, a kogo? Co cię mam oszukiwać, mój brat jest pracoholik, a Róża też ma swój świat. Dzieciaki się chowają same, bo Frycek gapi się w komety, a Róża czyści fugi śrubokrętem lub ogląda, jak Nigella gotuje.
      - Bzdury pleciesz – warknęła. – Byłeś u nich kilka razy, nie masz pełnej wiedzy, co tam się u nich dzieje. To, że twój brat to pracoholik, jest faktem znanym od wielu lat. A moja siostra – tak się składa, że widziałam ją jako matkę, gdy jeszcze mieszkała z nami. Ciągle tylko prasowała ubranka, albo gadała do małej, albo piekła ciasto…
      - Masz rację, to przecież wyznacznik bycia doskonałą matką – przytaknął Wolfi z ironią. – Pamiętam moją mamę, wiecznie pucowała mieszkanie i narzekała, jak się poświęca, zamiast po prostu usiąść z nami i pogadać… - zamilkł, patrząc w bok. Mimo złości Laura nagle zaczęła mu współczuć. On też nie miał takich rodziców, o których marzył…
      - Może nie rozmawiajmy o tym – powiedziała wreszcie Laura nad podziw łagodnie. – Jest dużo ciekawszych tematów.
      - Właśnie. Opowiadaj, jak ty sobie żyjesz. Studiujesz, prawda? I co potem? Będzie tak jak sobie wyobrażałaś, dziś premiera w La Scali, pojutrze Wiedeń, a za tydzień Metropolitan Opera? Z twoim talentem i pracowitością na pewno ci się uda. Już nie mówiąc o wyglądzie.
      - Tak, studiuję, podłapuję czasem fuchy, także w Operze Poznańskiej – odparła powoli. Jakoś nie chciała mówić mu o Adamie. O Altance Miłości w różanym ogrodzie, który, choć piękny, leżał tak daleko od Poznania dla kogoś, kto nie ma ani prawka, ani samochodu, za to ma masę spraw do załatwienia w mieście o najróżniejszych godzinach. O uczuciu, które otulało jak sweter… ciepły, puszysty, ale w niewłaściwym rozmiarze, wpijający się pod pachami.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 16:53
        TEN JEJ WALIJSKI MĄŻ MA IMIĘ!!!
        • minerwamcg Re: Laura - glissando. FANFIK 01.07.25, 00:46
          I to Cadwaladr!!! :D Szkoda, że nie Cadfael :D
      • bupu Re: Laura - glissando. FANFIK 30.06.25, 18:06
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > O uczuciu, które otulało jak sweter… ciepły, puszysty, ale w n
        > iewłaściwym rozmiarze, wpijający się pod pachami.

        Piękna mrtafora, acz powiedziałabym, że maszpańska love to bardziej kaftan bezpieczeństwa, udający sweter.
        • tt-tka Re: Laura - glissando. FANFIK 01.07.25, 21:50
          Na to czekamy ! kiedy sie Larwa zorientuje, ze to ciepelko to z za dlugich rekawkow :)
      • healios Re: Laura - glissando. FANFIK 07.07.25, 22:59
        Banaly o samotnosci, kotach I denaturacie piekne sa🤣
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 02.07.25, 22:17
      *11
      Wolfi odłożył zeszyt.
      - Wracam na salę, zaraz będzie kolejna tura. Idziesz, czy wolisz zostać tutaj?
      - Idę z tobą.
      - Szkoda, że Bodzio nie dostał wolnego, bardzo by mu się podobało. Grał kiedyś w zespole punkowym.
      - Wielka szkoda – odparła Laura uprzejmie, choć ciśnienie jej skoczyło na wspomnienie tego troglodyty.
      Sala ponownie wypełniania się ludźmi, którzy, zreanimowani papierosami i piwem, byli gotowi na nowo podjąć trudy słuchania coraz to nowych dziwolągów. Pod ścianą niedaleko sceny Wolfi wypatrzył swoją ekipę.
      - Byliście zajebiści! – pochwalił. – Szkoda, że tak krótko.
      - I bardzo dobrze, nie możemy od razu dawać wszystkiego, co mamy. Jak ci się podobało, Laura?
      - Macie oryginalne brzmienie – powiedziała dyplomatycznie. – Jest parę rzeczy do poprawy, ale jesteście na dobrej drodze. Masz naprawdę niezły głos, tylko musisz nad nim popracować.
      - Ja to bym chciała posłuchać, jak Laura z wami śpiewa – powiedziała Sylwia.
      - Dobra, pogadacie później – wtrąciła Daria. – Łukasz, skarbie, wziąłeś mi piwko?
      - Tak, proszę. Nic ci do niego nie wrzuciłem – odparł perkusista i cmoknął Darię w policzek.
      - O, jesteście razem? Kiedy ślub? – zainteresowała się Laura.
      - Co, jaki ślub? Nawet pół roku ze sobą nie mieszkamy.
      - Bez ślubu? – dziwowała się Laura, zbyt zbulwersowana, by milczeć.
      - Ja pierdolę, jakbym słyszał moją babcię. Łukaszku, gdy Staszek był w twoim wieku, to najsamprzód ukłonił się, w rękę pocałował, żeby mnie na tańce zaprosić! Na zapowiedzi dać, księdza poprosić trzeba, a nie w grzechu żyć! – zaskrzeczał Łukasz głosem starej baby.
      Wszyscy zarechotali. Laura zaczerwieniła się lekko.
      - Laura wychodzi niedługo za mąż, to jest wyczulona na te tematy – poinformowała Sylwia.
      - Ktoś cię prosił o ogłoszenie? – syknęła rozwścieczona Laura.
      - O, kurwa! Wpadliście?
      - Jesteście obrzydliwi! Proszę mnie nie mierzyć swoją miarą! – parsknęła Laura, błyskając oczyma jak sztyletami. A najbardziej zaalarmowała ją reakcja Wolfiego. W ogóle nie był ciekawy!
      - Wolfi, skąd ty wziąłeś taką księżniczkę?
      - Przestańcie, proszę – mitygował ten bezczelny Wolfi. – Nie każdy ma takie poczucie humoru, jak wy. Laurze się to nie podoba.
      Mogli jeszcze się słyszeć, bo kolejny wykonawca, didżejka w futrzanej kamizeli narzuconej na skórzany biustonosz, dopiero testowała swój mikser. Laura trzęsła się ze złości i przykrości. Obcy ludzie stroją sobie obleśne żarty z jej najświętszych uczuć! Oni nie pojmują miłości tak, jak ona, są przyziemni i wulgarni…
      - Wracam do domu – oznajmiła.
      - Tygrysku, proszę, zostań… Przepraszam, że tak wyszło…
      - Wracam do domu. Dziękuję za zaproszenie i miły wieczór. Żegnam was. Nie, Wolfi, dziękuję, nie trzeba mnie odprowadzać.
      - A ty aby nie masz płaszcza w naszym pokoju? – zatroszczył się Adrian. – Wolfi go zamknął, ja mam klucz. Chodź.
      Lodowato skinęła głową do reszty grupy, która pożegnała ją beznamiętnym pomrukiem.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Laura - glissando. FANFIK 02.07.25, 22:39
        Łałałał, tutaj Wolfgangus mi zaimponował! Nie każdy ma jaja, by zmitygować trollujących kumpli i stanąć w obronie obiektu żartów, zwłaszcza gdy ów jest jego byłą dziewczyną. Wielu na jego miejscu miałoby wywalone, albo nie miało odwagi się wyjść przed szereg. A on dał tu popis prawdziwej empatii!
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 02.07.25, 22:18
      *12
      Laura wciąż gotowała się ze złości, a futrzana didżejka zaczęła się już produkować, przebyli zatem drogę w milczeniu. Adrian otworzył drzwi i szarmanckim gestem zaprosił ją do środka.
      Porwała swój płaszcz i założyła go w pośpiechu, ale nie aż takim, by nie odgarnąć sobie włosów z kołnierza kokieteryjnym gestem (klątwa pięknych ludzi: cokolwiek by nie robili, zawsze będzie to wyglądać kokieteryjnie dla mniej urodziwego obserwatora). Adrian nie spuszczał z niej zachwyconego wzroku i wyraźnie do czegoś się szykował, bo otwierał i zamykał usta. Laura uśmiechnęła się w duchu, i rzuciła mu niechętne spojrzenie.
      - Słucham?
      - Bo… wiesz co…
      - Tak?!
      - Wolfi mi pokazywał jedno twoje nagranie na YouTube… bardzo bym cię chciał posłuchać na żywo. Mogłabyś coś zaśpiewać?
      Laura westchnęła głośno, unosząc zniecierpliwiony wzrok ku górze.
      - Hmmm… jestem zmęczona, ta duchota tutaj źle wpływa na gardło.
      - Proooszę… zaśpiewaj co tylko chcesz, albo mogę ci dać jakieś nasze nuty.
      - No, dobrze – zgodziła się łaskawie.
      Zdjęła płaszcz, poprawiła włosy, odkaszlnęła profesjonalnie. Adrian usiadł na krześle, wpatrzony w nią jak w obraz.
      “Caro mio ben
      Credimi almen
      Senza di te
      Languisce il cor…”
      - śpiewała Laura. Słowa poruszyły ją jak nigdy, bo śpiewanie obcemu mężczyźnie, będąc z nim samą w pokoju, poczuła nagle jako niewłaściwe wobec Adama. Adama, który ciężko dla nich pracował i czekał cierpliwie na swoją westalkę, by ją ukoronować różanym wieńcem przy ich świętym ognisku domowym…
      Ale ona nie chciała wieńca z róż! Chciała taki z liści wawrzynu!
      Chce śpiewać, chce rozwijać swój talent, widzieć zachwycone twarze, słyszeć gromkie brawa. Nie rozwinie się w pełni, śpiewając w międzyczasie, między mickiewiczowymi cytatami odbijającymi się echem w drewnianej chatce!
      Przerwała w pół słowa.
      - Pięknie śpiewasz, no pięknie po prostu – zachwycił się Adrian. – Tak sobie myślę, gdybyś miała ochotę, bardzo byśmy się ucieszyli, gdybyś wpadła do nas na próbę. Jutro wieczorem, u Baltazara. Co ty na to? Zgadzasz się?
      - Jutro ci powiem, muszę się zastanowić – odparła. – Daj mi swój numer, to cię poinformuję.
      - O! Super! Będziemy czekać. Baltazar mieszka niedaleko, na Jelonkach.
      Skinęła głową i ubrała się pospiesznie.
      - Do widzenia.
      - Czekaj, odprowadzę cię…
      - Nie, dziękuję – przerwała mu głosem tak lodowatym, że nie miał odwagi nic więcej dodać.
      • ako17 Re: Laura - glissando. FANFIK 02.07.25, 22:39
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        Ale fajne :)
        poniższa cycata całkowicie mnie uwiodła:
        (klątwa pięknych ludzi: cokolw
        > iek by nie robili, zawsze będzie to wyglądać kokieteryjnie dla mniej urodziwego
        > obserwatora).
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 02.07.25, 22:19
      *13
      Następnego dnia wstała bardzo późno, bo po powrocie siedziała jeszcze kilka godzin przed laptopem, po uszy wchłonięta odkrywaniem nowych gatunków muzyki. Przeczytała wszystko, co było na Wikipedii, w uszach jej dzwoniło od odsłuchiwania albumów.
      Nawet zaczęło się jej podobać. Te stylowo ubrane, mroczne wokalistki miały naprawdę dobre głosy. Nie wolałyby śpiewać w operze? Cóż, nie każdemu jest to dane… uśmiechnęła się z wyższością. Głos głosem, ale to wymaga jeszcze wyczucia, daru od Boga! Takie połączenie to już rzadkość.
      Okazało się, że Adrian wysłał jej na mejla (pewnie wyciągnął go od Wolfiego) zdjęcia nut i tekstów – wygniecione arkusze zapisane niedbale to ołówkiem, to długopisem, to pochlapane. Trochę przykro jej się zrobiło, że w taki sposób pożegnała się z Wolfim… dobra, napisze do niego potem, teraz zajmie się nutami.
      Melodie i słowa nie były zbyt skomplikowane. Spacerowała po mieszkaniu, wyśpiewując raz po raz, aż wreszcie trafiła do łazienki. Przystanęła przed lustrem i zaczęła przybierać rozmaite pozy, wyobrażając sobie, że występuje.
      Czarny eyeliner, gruba warstwa tuszu. Blada, zmatowiona cera. Szminka – bordo, ale wpadająca we fiolet, żeby trochę ochłodzić kolor. Jak te wokalistki wyglądały? Skóra, obcisłe gorsety, spodnie lub powiewne, długie spódnice, wszystko czarne lub w ciemnych kolorach – fiolet, zieleń, niebieski. Włosy rozpuszczone, albo luźne upięcie. Ależ by wspaniale wyglądała w takiej stylizacji!
      Wprawdzie zaplanowała na dziś wizytę w pałacu w Wilanowie, ale tak się rozochociła, że pobiegła do Rossmana kupić potrzebne kosmetyki.
      Założyła czarną, prostą sukienkę, ułożyła włosy w luźny kok, i umalowała się. Już wyglądała świetnie, a co dopiero, gdy kupi sobie ubrania w tym klimacie.
      To nie może się zmarnować! Wysłała do Adriana pytanie o adres, pod którym dziś się spotkają.
      • jdylag75 Re: Laura - glissando. FANFIK 03.07.25, 10:49
        Nie mogę się doczekać dalszego ciągu, czyta się świetnie!
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 03.07.25, 22:51
      *14
      Zatrzymała się pod typową kostką z lat osiemdziesiątych, przy zacisznej uliczce pełnej takiej architektonicznej polskiej klasyki. Aż trudno uwierzyć, że dziesięć minut temu jechała przez centrum Warszawy. Tu czuła się jak w jakimś miasteczku.
      Drzwi otworzyła jej drobna kobieta w średnim wieku, otoczona chmurą apetycznego, czekoladowego zapachu.
      - Proszę wejść – zaprosiła Laurę do przedpokoju pokrytego boazerią (łącznie z sufitem), i krzyknęła w głąb schodów do piwnicy:
      - Baaartuuuś! Koleżanka przyszła!
      Zadudniły kroki i zjawił się Baltazar. Popatrzył z zaskoczeniem na Laurę i uśmiech mu zrzedł.
      - A, to tylko ty… No chodź, chodź.
      - Bartuś, a można grzeczniej? – upomniała go matka. – Herbaty zrób koleżance, ciastem poczęstuj. Murzynka ci upiekłam przecież, bo prosiłeś.
      - Bardzo chętnie spróbuję – Laura uśmiechnęła się szeroko do pani domu.
      - Dobra, zaraz. No, właź.
      - A kogoś innego się spodziewałeś? – spytała, gdy człapała za nim do piwnicy.
      - E, i tak jej nie znasz – burknął.
      Minęli pomieszczenie pełne regałów ze słoikami, i Baltazar otworzył drzwi po prawej. Znaleźli się w niskim pokoju, którego ściany i sufit wybite były wytłaczankami po jajkach a te – plakatami rozmaitych zespołów, na podłodze zaś leżała gruba warstwa z wykładzin i dywanów. Malutkie, piwniczne okno było uchylone, a chłodny powiew rozrzedzał duszne powietrze. W pokoju znajdowała się perkusja, syntezator, stolik, kanapa, dwa krzesła i kilka przedłużaczy. Meble zajmowali już wszyscy członkowie zespołu, plus Sylwia i Daria.
      Przywitano ją zdawkowo. Chyba tylko Adrian i Sylwia ucieszyli się z jej przybycia.
      Laura usiadła na skraju kanapy, bo tylko tam było miejsce. Jej entuzjazm nieco przygasł.
      - To bardzo wygodnie, mieć w domu taką salę prób. Dziękuję za zaproszenie – powiedziała wreszcie.
      - To Adrian cię zaprosił – odparł Baltazar obojętnie.
      Laura rozzłościła się. Gość to rzecz święta, a co dopiero, gdy gościem jest ona, osoba wyjątkowa na duchu i ciele!
      - Szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej – odparła lodowato.
      Zapadło milczenie. Adrian, poczuwając się do obowiązku, zapytał Laurę o szczegóły jej muzycznego wykształcenia.
      - O! I na pianinie umiesz grać?
      - Tak. Ale wolę śpiewać. Planuję występować w operze.
      - A my w brudnych klubach – mruknął Baltazar. – Adrian, no weź, to bez sensu.
      - Co ci szkodzi, że w operze chce śpiewać? – zaoponowała Sylwia. – Śpiewanie to śpiewanie, co za różnica, gdzie? Ważne, że umie.
      - No, bez przesady – prychnęła Laura. – Nie możesz tak porównywać. Opera to coś więcej niż muzyka, której słucha większość ludzi.
      - „Miłość to ptaaak którego nie da się oswoooiiić, iii!” – zapiszczał afektowanie Łukasz, fałszując okrutnie. – Czym to się różni od, nie wiem, Stachurskiego? Opera ma więcej hajsu na ciuchy i ozdóbki, a poza tym to jeden pies.
      - Właśnie – poparł go Rafał. – Niby dlaczego opera ma być lepsza?
      Laura otworzyła usta na taką herezję.
      - O tempora, o mores! Nie słyszałeś nigdy tych wspaniałych głosów, które występują w operze? Wiesz, ile pracy, ile talentu ludzie wkładają, by zaśpiewać na scenie?
      - Nooo, bo oni jedyni! Nie rozśmieszaj mnie!
      - Dobra, krótka piłka – wtrącił znudzony Baltazar. – Adrian sobie wymyślił, żebyś z nami zaśpiewała. Nie ma problemu, możemy spróbować, jak z nami brzmisz. Ale jak tak ma się nam układać współpraca, to ja dziękuję. Gramy tyle czasu razem, a ty znalazłeś jaśnie panią z opery, która nam wszystko zepsuje, po jaki chuj? – skierował się do Adriana.
      - Ma bardzo ładny głos – odparł z godnością zapytany.
      - Nie tylko głos, co?
      - Ja pierdolę, weźcie się do roboty, a nie tylko aferę kręcicie – zajęczała Sylwia, przeciągając się.
      Rafał przejął inicjatywę i zasiadł za syntezatorem.
      - Dobra, Laura, umiesz coś naszego?
      - Tak. Spróbujmy „Zaginioną rusałkę”.
      Chłopaki z westchnieniem dobywali swoich instrumentów. Laura podniosła się i wyjęła z torebki przepisane teksty i nuty. Wyczuła od razu niechęć reszty zespołu oraz Darii. Zaraz zobaczą!
      - Laura, to ja zacznę, a ty dołącz do refrenu, dobrze?
      Daria zamknęła okienko i zaciągnęła grubą zasłonę na drzwi, a chłopaki zaczęli grać. Pomieszczenie było małe, tak że w pierwszej chwili Laura była ogłuszona, i dopiero po chwili zaczęła wyłapywać melodię. Jak oni mogli tu ćwiczyć? Nie da się porządnie pracować w takich warunkach. W takiej klitce to sobie można najwyżej dzwonić na trójkącie, a nie grać całym zespołem. Cóż, przynajmniej będzie wytłumaczenie, gdyby jakimś cudem nie spodobał im się jej głos.
      „Sierp księżyca odbity na wodzie,
      Suknia czerwoną splamiona jest krwią.
      On leży pod bzem i rutą w ogrodzie,
      Krzyk pójdźki ze snu budzi ją”
      - zaśpiewała Laura, która dawno nie starała się tak bardzo. Na znak Adriana dołączyła do niego także do kolejnej zwrotki, i śpiewali zgodnie do samego końca piosenki, zakańczając imponującym, wysokim C (ona lepiej, rzecz jasna).
      - No, może być – burknął Łukasz, gdy zapadła cisza.
      - Podoba mi się ten tekst – powiedziała Laura z emfazą, zaróżowiona i uśmiechnięta. – Kojarzy mi się ze „Świtezianką”.
      - To ja go napisałam – pochwaliła się Daria, nagle jakoś sympatyczniejsza.
      - Co to, kurwa, jest „Świtezianka”? Woda mineralna?
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 03.07.25, 22:52
      *15
      Laura siedziała przy oknie „Zielonogórzanina”, patrząc ponuro na wielką, szarą halę Dworca Centralnego. Czuła się jak w jaskini.
      Za niecałe cztery godziny będzie z powrotem w Poznaniu, w domu. Trzeba będzie wrócić do na zajęcia, chodzić do krawcowej, jeść obiad, wprawdzie pyszny, ale przy wiecznie zatłoczonym stole.
      No i – Adam… Na myśl o jego uścisku zrobiło jej się ciepło, ale bardzo nieznacznie. Przecież on jest taki dobry! Kocha ją! Chce z nią spędzić całe życie! Tyle razy jej powtarzał, że od zawsze marzył o różanym domku do którego wprowadzi piękną żonę, i będą w nim wychowywać urocze bąbelki!
      Pociąg sapnął ospale z takim wysiłkiem, jakby o własnych siłach dźwigał pasażerów i ich bagaże. Wytoczył się z Centralnego i ruszył na zachód. W ogóle nie robiło na nim wrażenia, że jedzie do Poznania. Na Laurze w zasadzie też.
      Od spotkania u Baltazara nie widziała się z zespołem. Sylwia i Adrian pisali do niej wiadomości, ale odpowiadała im bardzo lakonicznie. Trochę obawiała się finalnej decyzji grupy, a jeszcze bardziej – swojej reakcji. Gdy zamykała oczy, już nie wyobrażała sobie siebie na deskach opery, bo w zderzeniu z Perunochronem Carmen, Violetta i Tosca okazywały się beznadziejnie nudne. Do kroćset, do końca życia śpiewać coś, co przed nią zaśpiewały tysiące! Pracować ciężko, rozwijać talent, by występować jako jedna z wielu! Nawet gdyby miała być najlepszą Carmen na świecie, będzie znana z bycia Carmen, nie Laurą.
      Nawet gdyby miała być najlepszą sarenką czy tam syrenką na świecie, będzie tylko sarenką (bądź syrenką), nie Laurą! Jak łatwo jest uwierzyć w cudze marzenie i zaadaptować je jako własne. Jakie to wygodne! Czy warta jest tak mało, by za miłość oddać całą siebie? Czy to się w ogóle opłaca? Czy kochanie jej to naprawdę tak wielki wyczyn, że na tym ołtarzu musi złożyć całe swoje życie?
      Pociąg zwalniał z ulgą, wjeżdżając na dworzec Poznań Główny. Laura założyła płaszcz, zdjęła walizkę z półki i wyszła na korytarz pociągu.
      Kółeczka walizki turkotały za nią natarczywie. Z dworca do domu miała krótki spacer, ale poczuła, że nie da rady iść, i wsiadła do tramwaju. Przejechała trzy przystanki za daleko, czekała więc na powracający tramwaj. Jak na złość nadjechał błyskawicznie.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 06.07.25, 10:15
      *16
      Najchętniej przemknęłaby jak mysz do swojego pokoju, ale wiedziała, że teraz nie może sobie pozwolić na okazanie słabości. Dlatego huknęła walizką o podłogę, trzasnęła drzwiami, i zdejmowała płaszcz z wysoko uniesioną głową.
      - Tygrysku! – rozległ się bolesny okrzyk dziadka, który akurat wychodził z kuchni.
      - Dobry wieczór, dziadziusiu – odparła uprzejmie Laura.
      - Gdzie ty byłaś? Co się z tobą działo? Martwiliśmy się! – lamentował Ignacy Borejko, łapiąc się za kędzierzawy, rzednący wianuszek siwych włosów. Zapomniał niestety, że w ręku ma książkę, która skorzystała z okazji i trzasnęła o podłogę, wypluwając niezliczone karteluszki, niczym piniata.
      Na ten sygnał z pomieszczeń wyskoczyli wszyscy domownicy. Laura poczuła się jak ranna zebra, o którą hieny będą walczyć z sępami.
      - Tygrysku!
      W progu kuchni stanęła mama. Była bardzo blada, usta jej drżały, ale dzielnie się trzymała.
      - Dlaczego nie odbierałaś naszych telefonów? Dziecko!
      - Dobry wieczór, mamo. Przecież pisałam ci kilka razy, że wszystko jest w porządku i że wracam dziś.
      - Tak, ale to za mało. Jestem twoją matką, muszę wiedzieć więcej. Wszyscy musimy. Jesteśmy za ciebie odpowiedzialni. Za dwa miesiące wychodzisz za mąż, a zachowujesz się tak nieodpowiedzialnie. Biedny Adam tak czekał, dopytywał się cały czas…
      - Wy wychodzicie za mąż za Adama czy ja? – rozzłościła się Laura. – A gdzie byłam i co robiłam, to moja prywatna sprawa. Jestem pełnoletnia, nie mam obowiązku się wam spowiadać.
      - Ale tu nie chodzi o spowiadanie! – zakrzyknęła zdumiona Gabrysia. – Tygrysku, jesteśmy rodziną, to normalne że rozmawiamy i informujemy się.
      - A ja nie chcę i nie będę tego robić – parsknęła Laura. – A teraz przepraszam, chcę się odświeżyć. Zdążyłam na kolację?
      Mama chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Babi położyła jej dłoń na ramieniu i kazała kroić chleb.
      Wzięła prysznic i w szlafroku zasiadła do stołu, zastawionego pieczywem, wędlinami, sałatką kiszonymi ogórkami, oraz dżemem porzeczkowym (prawie nietkniętym, bo wszyscy mieli już serdecznie dość porzeczek). Domownicy jedli, pili herbatę, i przerzucali się łacińskimi cytatami, jak gdyby nigdy nic. Laura rzuciła się na jedzenie, bo w Warszawie żywiła się głównie mało wyszukanymi kanapkami.
      Gabrysia szybko skończyła i odeszła od stołu, tłumacząc się, że ma dużo rzeczy do uprania. Zamknęła się w łazience, skąd dobiegł dźwięk lanej wody, szlochu, i trzęsącego się podbródka. Grzegorz przyłożył palce do skroni niczym profesor Xavier, i za pomocą telepatii wysyłał żonie wsparcie. Babi cmoknęła z dezaprobatą, odsunęła talerz, i rozłożyła na stole starą książkę w apetycznie podniszczonej okładce.
      - Co czytasz, Milu, serce moje? – spytał Ignacy Borejko, który założył jedną książkę plasterkiem kiszonego ogórka, i otworzył drugą.
      - Krystynę.
      - Można zatem wywnioskować, iż Babi czuje potrzebę pokrzepienia – wtrącił Ignacy Grzegorz. – Na ogół czyta „Krystynę, córkę Lavransa”, gdy coś – lub ktoś! – zaburza jej uporządkowaną rzeczywistość, choć tego nie mówi. Acta non verba.
      - Rozumujesz logicznie, Ignasiu – pochwalił dziadek Borejko. Ponieważ Józinka akurat nie było, Ignaś sam kopnął się pod stołem. On też nie lubił, gdy jego uporządkowana rzeczywistość zbaczała z toru.
      Chlipanie zza drzwi łazienki popsuło Laurze apetyt, ale musiała się trzymać swojego postanowienia, dlatego dokończyła całą hałdę jedzenia, jaką sobie nabrała. Po kolacji położyła się i do późnej nocy leżała nieruchomo z oczami wbitymi w sufit.
      • ako17 Re: Laura - glissando. FANFIK 06.07.25, 10:48
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > , wypluwając niezliczone karteluszki, niczym piniata.

        obśmiałam się :)


        > skąd dobiegł dźwięk lanej wody, szlochu, i
        > trzęsącego się podbródka.

        ja bardzo przepraszam, ale jaki dźwięk wydaje trzęsący się podbródek?

        spytał Ignacy Borejko, który założył jedną k
        > siążkę plasterkiem kiszonego ogórka, i otworzył drugą.

        obśmiałam się ponownie :)

        > - Krystynę.
        > - Można zatem wywnioskować, iż Babi czuje potrzebę pokrzepienia – wtrącił Ignac
        > y Grzegorz. – Na ogół czyta „Krystynę, córkę Lavransa”, gdy coś – lub ktoś! – z
        > aburza jej uporządkowaną rzeczywistość, choć tego nie mówi. Acta non verba.
        > - Rozumujesz logicznie, Ignasiu – pochwalił dziadek Borejko. Ponieważ Józinka a
        > kurat nie było, Ignaś sam kopnął się pod stołem. On też nie lubił, gdy jego upo
        > rządkowana rzeczywistość zbaczała z toru.

        Bardzo mi się podoba ten fragment :)
        • tt-tka Re: Laura - glissando. FANFIK 06.07.25, 12:21
          ako17 napisała:


          > > skąd dobiegł dźwięk lanej wody, szlochu, i
          > > trzęsącego się podbródka.
          >
          > ja bardzo przepraszam, ale jaki dźwięk wydaje trzęsący się podbródek?

          Normalny. Gabon tak tym podbrodkiem trzesie, ze az w powietrzu swiszcze ! :)
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 06.07.25, 10:16
      *17
      Od rana była bardzo zajęta, więc skrzypienie otwieranych drzwi doprowadził ją do wściekłości.
      - Ile razy mówiłam… - zaczęła ale urwała, widząc na progu Adama. – Adam? Co ty tu robisz?
      - Przyszedłem cię odwiedzić, moja sarenko.
      - Owszem, ale czemu w moim pokoju? Chodźmy do kuchni.
      Zebrała wydruki w stos i wyszli. W kuchni było ciepło i pachniało ciastem (świeżutka rolada biszkoptowa z bitą śmietaną i dżemem – a jakże – porzeczkowym), a w jej pokoju panował nieład, wszędzie leżały rozrzucone papiery i ubrania, a na niepościelonym łóżku kłębiła się pościel. Może i wychodzi za tego człowieka za mąż, ale póki co czuła opór przed znajdowaniem się w nim w jednym pomieszczeniu pełnym osobistych przedmiotów i z rozbebeszonym łóżkiem. W swej prywatnej przestrzeni czuła się zagrożona, gdy ktoś do niej wkraczał.
      - Adam! Dzień dobry! – ucieszyła się Babi na widok ulubieńca. – Nawet nie słyszałam, kiedy wszedłeś.
      - Przepraszam, że się nie przywitałem od razu, ale chciałem się jak najprędzej zobaczyć z Laurą – uśmiechnął się Adam. Ach, ten uśmiech – jego twarz, choć pogodna, stawała się jednocześnie odległa, melancholijna, tak że Laura po prostu nie mogła przestać się zastanawiać, co się za tym kryje.
      - Piękna dziś pogoda – powiedział, gdy przywitał się z resztą rodziny, i usiedli przy stole. – Tak sobie pomyślałem, Lauro, może pojechałabyś ze mną do Daglezji, zobaczysz nasz domek. Co ty na to? Mam dostawczaka, akurat pan Gruszka nigdzie dziś nie jedzie, więc mi go pożyczył.
      - Eee… dobrze, dobrze – zgodziła się Laura. – Możemy wyjechać teraz? Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia po południu.
      - Ale nie ma pośpiechu, jak już jedziecie, to posiedźcie sobie do wieczora – wtrąciła wesoło Gabrysia. – Jeśli będziecie mieli ochotę, wpadnijcie do Pulpy na obiad, na pewno się ucieszą.
      - Dziękuję. To się zbierajmy. Dziś w nocy był przymrozek, ubierz się ciepło.
      - Za chwilę będę gotowa.
      Rodzina pożegnała się ciepło ze swoim ulubieńcem Adamem, i wyruszyli w drogę. Zamienili zaledwie parę zdań, bo w samochodzie okropnie trzęsło, i Laurę niemal natychmiast zemdliło.
      Pod czystym, intensywnie błękitnym niebem Daglezja wyglądała uroczo. Liczne iglaki zieleniły się na tle łysych gałązek bądź jeszcze nie opadłych, brązowych i rudych liści. W powietrzu unosił się charakterystyczny, ostry, ziemisty zapach jesieni.
      W środku plantacji, przy gąszczu uśpionych róż, wznosił się uroczy domek, świeżo pomalowany na szaro. Laura widziała go już kilka razy, ale zachwycał ją niezmiennie. Wyglądał jak chatka krasnoludka, takiego romantycznego, sądząc po otaczających go różach i ciemnozielonych okiennicach, w których jaśniały wycięte aniołki z trąbkami.
      - Zrobiliście z panem Gruszką coś niezwykłego – pochwaliła, zachwycona.
      - Cieszę się, że ci się podoba. Chodźmy do środka.
      Wnętrze było w większości gotowe, tylko niektóre meble wymagały dokończenia, i można było wnosić graty.
      - Zobaczysz na wiosnę, gdy wszystkie rośliny się przebudzą. Róże będą pukać do naszych okien, zazdrosne o najpiękniejszy kwiat, która już niedługo zamieszka tutaj – uśmiechnął się Adam. – Zobacz, ta ściana w przedpokoju, aż się prosi o duże lustro, a nad nim powiesimy lampkę. Wyobraź to sobie: słyszysz zgrzytanie klucza w drzwiach, więc na palcach wychodzisz z sypialni, bo w kołysce śpi nasze dzieciątko. Wychodzisz mi na spotkanie akurat gdy wchodzę do przedpokoju. Ja obejmuję cię i całuję, a potem obracamy się tak, że patrzymy na swoje odbicie w tym lustrze – stoję za tobą tak jak robię to teraz, i przesuwam moje dłonie od twoich nadgarstków aż po ramiona. Zaciskam je tak jak teraz…
      Laurze zrobiło się zimno. Adam trzymał ją na pozór delikatnie, ale czuła, że jego dłonie są mocniejsze od imadeł. Jego usta wędrowały po jej włosach na pozór leniwie, lecz celowo, niczym skorpion po piasku. Ta bliskość nie była przyjemna.
      - Bardzo się martwiłem, gdy wyjechałaś tak bez wytłumaczenia – szepnął jej do ucha, unieruchamiając ją uściskiem. – Ale gdy weźmiemy ślub, będzie wszystko dobrze. W naszym domku będziemy zawsze razem, pośród krzewów róż. Jak w bajce, moja zaklęta księżniczko.
      • tt-tka Re: Laura - glissando. FANFIK 06.07.25, 10:28
        Ha ! Ha, ha !!!

        PS mowilam, mowilam !

        PS2 omarlam przy Ignasiu, ktory z braku Jozinka sam sie kopnal, i w paru innych momentach :)
        • kocynder Re: Laura - glissando. FANFIK 06.07.25, 10:52
          Ad. P. S. A ja "anty". Wolę fanfiki albo kompletnie irracjonalne, gdzie wszystko jest "w krzywym zwierciadle", albo realistyczne. Nie lubię realistycznych z elementami. Ale to stricte moja preferencja, nie ocena TEGO f-f.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 09.09.25, 21:51
      *18
      W głowie Laury myśli tłukły się jak ptaki zatrzaśnięte w klatce, ale gdzieś pod tym wszystkim, zaczęła nabrzmiewać zaiste arktycznie zimna wściekłość.
      - Jeśli tu zamieszkam, spalę ten dom, a wszystkie róże podleję Roundupem. Wybierz mądrze.
      Adam był tak zaskoczony, że drgnął, co Laura wykorzystała, by się wyzwolić z jego uścisku. Obróciła się i stanęła z nim twarzą w twarz.
      - Żegnam cię.
      Już naciskała klamkę, gdy Adam zawołał (mógł nawet szepnąć, i tak by go usłyszała w tym pilśniowym kiosku Ruchu!):
      - Ale… Lauro! Gdzie idziesz? Nie zostawiaj mnie!
      - Nie, mam już wszystkiego dość. Rozumiesz?
      - Rozumiem tylko to, że cię kocham.
      - To masz pecha.
      - Lauro! Przecież jesteś moim marzeniem, obleczonym w ludzką formę. Co będzie ze mną? Co ja teraz będę robił, bez ciebie, bez mojego marzenia?
      - Szczerze mówiąc, mój drogi, nic mnie to nie obchodzi.
      Niestety, nie udało się jej trzasnąć drzwiami, bo drewno było niedostatecznie wysezonowane.
      Nabuzowana adrenaliną, do przystanku doszła w okamgnieniu. Na szczęście nie czekała długo na autobus, który nadjechał luksusowo pusty. Wcisnęła kierowcy do ręki pierwszy lepszy banknot jaki wymacała w torebce, i nie czekając na bilet ani resztę, usiadła przy oknie.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 09.09.25, 21:51
      *19
      Wróciwszy do domu, zamknęła się w pokoju i natychmiast zajęła się pakowaniem przygotowanych rzeczy. Wciskała do walizki kosmetyki i sukienki z takim spokojem, jakby jechała do ciotki Pulpy na weekend. Alea iacta est! Upewniła się, że zabrała wszystko z listy, i obładowana dwiema walizami i torebką, wygramoliła się na korytarz.
      Z kuchni zapachniało nęcąco drożdżowe ciasto z kruszonką (bez dżemu, wszyscy mieli dość tych porzeczek), ale w ogóle nie miała apetytu. Ani ochoty, by dołączyć do tego, do kroćset, cholernie miłego towarzystwa, które doprowadzało ją do szału swoją bezbrzeżnie nudną inscenizacją szczęśliwej rodziny. Nie należała do nich i teraz cieszyła się z tego jak nigdy wcześniej.
      Zakładała cichutko płaszcz, gdy padł na nią cień – w drzwiach kuchni stanęła mama.
      - Tygrysku? A co ty tu robisz, u licha?
      - Wychodzę – odparła tak obojętnie i lakonicznie, że sam Józinek by się tego nie powstydził.
      - Przecież wyjechałaś z Adamem, mieliście wstąpić do Patrycji! Co się stało? Gdzie teraz idziesz? Co to za walizki?
      Westchnęła. Jeszcze pięć minut i spokój.
      - Wyjeżdżam do Warszawy. Postaram się tam przenieść i dokończyć studia, a jak nie, to wezmę dziekankę. Albo będę się sama douczać, a zrobię licencjat z czegoś innego. Chcę znaleźć pracę, żeby się utrzymać, poza tym planuję śpiewać w zespole metalowym. No, mniej więcej tak to wygląda.
      Gabrysia otworzyła szeroko swoje miłe oczy, aż szerokie, ciemne brwi zniknęły pod jasną grzywką.
      - Ależ… Tygrysku, co ty opowiadasz? To jakiś żart?
      - Mówię serio, mamo. Pewnie będę was czasem odwiedzać, przyjadę na święta. Aha, przy szafie leżą trzy duże kartony. Za jakiś czas poproszę o ich przesłanie, dobrze?
      Wszystkowidzące, lazurowe oczy Babi wypatrzyły niespodziewaną scenę w korytarzu.
      - Już do Adama? Tak przed ślubem? – spytała kpiąco, patrząc na wypchane walizki. Ignacy Borejko zdążył się oburzyć, zanim dotarło do niego, że to był kolejny z wybornych dowcipów jego żony.
      - Nie. Wyjeżdżam.
      - Co za: wyjeżdżam? A Adam? Ślub?
      - Czemu się nie martwisz o studia? Ślubu nie będzie.
      - Jakim cudem? Przecież kupiłaś dwie pary butów na zapas! Zgubiłaś?
      - Nie, po prostu zerwałam z Adamem. Nie interesuje mnie ani on, ani ślub – odparła Laura, nieco już znudzona tą sceną, a poza tym robiło jej się za gorąco w płaszczu.
      - Jak możesz?! – syknęła Babi. – Zostawiasz, porzucasz tego wspaniałego mężczyznę! Jak twój ojciec! Jak Py… - zreflektowała się, patrząc na załzawione oczy córki.
      - No bez przesady, przynajmniej nie zostawiam go z dzieckiem. A teraz przepraszam, ale chcę już wyjść. Niedługo mam pociąg.
      Słysząc te herezje, wszyscy z kuchni wyszli na korytarz. Nawet stoicki Józinek wydawał się zaskoczony.
      - Zamiast zostać w domu, z rodziną, przeprowadzić się do Adama (po ślubie, rzecz jasna), to ty coś wymyślasz. Czego ci tu brakuje?
      - Mnie. Jest tu stanowczo za mało mnie. I żadnej przestrzeni, żeby to zmienić. Do widzenia.
      Złapała za obydwie walizki i nawet nie czuła ich ciężaru, gdy łokciem nacisnęła klamkę, zaś stopą trzasnęła za sobą drzwiami, ale przyznać należy, że starała się to robić wyjątkowo delikatnie.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 09.09.25, 21:51
      *20
      Trzydziesty pierwszy grudnia roku 2009. Dziś miało się odbyć wesele jej i Adama.
      - Ale się nie odbędzie! – westchnęła z ulgą Laura, leżąc w wannie z maseczką na twarzy i paczką pierniczków na klapie sedesu.
      Janusz nie był zadowolony, ale wymusiła na nim, by pozwolili jej zostać w mieszkaniu Renate. Oczywiście za darmo – wypomniała mu brak alimentów, więc przekonała go do swego pomysłu, choć zarzekał się, że nie może rozporządzać się własnością żony. E, tam. Ma to załatwić. Przecież coś jej się od niego należy.
      Miała dość oszczędności na kilka miesięcy skromnego utrzymania, ale szybko znalazła pracę jako konsultantka w perfumerii w galerii handlowej. Inaczej wyobrażała sobie karierę, ale była nadspodziewanie zadowolona. Klienci bywali wkurzający, ale mogła się zapoznawać z pięknymi zapachami do woli, a poza tym miała dobre wyniki sprzedaży, bo mężczyźni najchętniej prosili właśnie ją o dobór perfum. Inne konsultantki, choć też atrakcyjne i o większej wiedzy, popatrywały nieraz spode łba na Laurę, gdy klienci sami dopominali się o jej poradę. Czuła się jak w swoim żywiole, gdy w stylowej czerni, otoczona chmurą wyszukanych perfum, doradzała starszym, dobrze ubranym mężczyznom, którzy patrzyli w nią jak w obrazek, a czasem nawet sugerowali, że chętnie by jej podarowali jakiś flakonik, albo coś jeszcze. Kto wie, może czasem któremuś pozwoli.
      A pojutrze wybierała się na do Baltazara! Adrian przekazał jej dyplomatycznie, a Sylwia szczegółowo, że zespół przyjmuje ją na próbę.
      Dawno jej na niczym tak nie zależało, jak na śpiewaniu w Perunochronie. Chłopaki zdawali się być z zupełnie innej bajki niż ona, ale coś ją do nich ciągnęło – może ta nowość, a może radość, że ktoś ją przyjmuje taką, jaka jest.
      Nie zawiedzie ani siebie, ani ich!
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 09.09.25, 21:51
      *21
      Cześć Tygrysie!
      Jak Ci życie mija? Musiałem wstać o czwartej rano, by do Ciebie napisać, bo Ida, Gabrysia i Natalia ciągle zajmują mój komputer!
      Widziałem na YouTube nagranie z Waszego ostatniego koncertu w Olsztynie. Jesteście świetni! Na pierwszych filmikach trochę to drętwo wyglądało, ale teraz to naprawdę dobrze się was słucha i ogląda! Ech, aż mi się przypomniały lata młodości, gdy się jeździło po Polsce żeby posłuchać KATa na żywo, albo całą grupą odwiedzaliśmy kolegę, bo jego stary przywiózł z Niemiec Zachodnich kasety Bauhausu! Narobiłaś mi ochoty, by znowu gdzieś pojechać, przypomnieć sobie dawnych idoli. Chociaż teraz to pewnie nie to samo, a poza tym ciągle jest coś do zrobienia koło gospodarstwa…
      Cieszę się i gratuluję Ci Twoich sukcesów. Ja tu na bieżąco jestem z Waszymi nagraniami w internecie.
      Ściskam Cię,
      Baltona
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 09.09.25, 21:52
      *22
      10 września 2017
      Droga była pusta, więc Laura mogła bez większego stresu podziwiać sielskie pejzaże za oknem. Minęło ładnych parę lat, od kiedy tu była ostatnio. Wolała widoki zurbanizowane, co nie zmieniało faktu, że potrafiła docenić majestatyczne piękno lasów pod czystym, błękitnym niebem. Nawet wyłączyła muzykę w samochodzie (The Cure, płyta „Bloodflowers”), by i uszy nacieszyć arkadyjskimi dźwiękami.
      Z początku nie chciało jej się jechać na wesele Józka, bo Yves, jej aktualny partner, akurat zaproponował wypad do Brukseli. W końcu zrezygnowała z wycieczki, bo już zwiedziła to miasto kilka razy, a poza tym Józek poprosił ją o zaśpiewanie w kościele. Szczerze lubiła swojego brata ciotecznego i nie chciała mu odmawiać. Podczas ostatniej Wigilii poznała także jego narzeczoną, o której, prawdę mówiąc, niewiele się dowiedziała. Traktowano ją jako członka rodziny, co oznaczało, że tło przedstawienia „My, Borejkowie” wzbogaciło się o dodatkowego klakiera.
      Uśmiechnęła się z satysfakcją i wrzuciła czwórkę. Tak niewiele brakowało, by i ona stała się jednym z nich.
      *
      Żwir zachrzęścił pod kołami fioletowej Toyoty, już nieco przykurzonej, gdy parkowała na poboczu (musiała zawracać, bo teren pod kościołem było doszczętnie zapchany samochodami). Laura wyszła i z westchnieniem ulgi rozprostowała nogi; jechała prosto z Warszawy, z tylko jednym krótkim postojem na stacji benzynowej.
      Do ślubu było jeszcze czterdzieści siedem minut; no, może być! Wyjęła z torebki zabytkową, srebrną puderniczkę w stylu Art Deco, którą Kamil ofiarował jej na ostatnie urodziny. Może i wykasowała jego numer i wspólne zdjęcia, ale nie była aż tak sentymentalna, by pozbywać się jakże uroczego drobiazgu. Z zadowoleniem ujrzała w lusterku, że makijaż i włosy wymagają jedynie symbolicznego poprawienia, zatem przypudrowała nos, przygładziła kok, i weszła przez bramę na teren kościoła.
      Od razu zauważyła Karolinę, którą w imieniu Józka poprosiła o zagranie na organach.
      - Cześć! Co tam, znowu chałtura? – uśmiechnęła się ironicznie.
      - Bardzo śmieszne. Ty też od tego zaczynałaś, moja droga. Może i ja wystąpię na M’era Luna – parsknęła śmiechem Karolina. – Kurczę, ale wam zazdroszczę. Zaczynaliście od festiwali muzyki żenującej…
      - Alternatywnej!
      - …jeden pies. A teraz gracie na skalę światową!
      - No, udało się, udało. Dużo pracy, dużo szczęścia – powiedziała Laura, poważniejąc. – Wiesz sama, ile nas to kosztuje.
      - Wiem. Chodź, zrobimy szybką rozgrzewkę.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 09.09.25, 21:52
      *23
      Laura zapięła pasy i wytoczyła się na jezdnię. Satysfakcji po udanym występie nie zmąciło jej nawet pełne wyrzutu spojrzenie mamy, gdy odmówiła podwiezienia jakiejś tam Loni. Jest śpiewaczką, a nie szoferem.
      Do domu Rumianków dzieliło ją zaledwie parę kilometrów, ale i tak włączyła lekkie grzanie, bo mimo iście letniej pogody, wnętrze kościoła było chłodne. Na szczęście zawsze miała w bagażniku zapasowy sweter i szal, który teraz doskonale jej się przydał.
      Gdy dotarła na miejsce, pożałowała, że nie wzięła także płaszcza. Wesele odbywało się na podwórku! Na razie jest ciepło, ale jak będzie po zachodzie słońca? Zresztą, w domu na pewno przygotowano trochę miejsca dla tych, którzy chcieliby się rozgrzać. Laura nie chciała ryzykować przeziębienia, zwłaszcza że od października zaczynają trasę, a w przyszłym tygodniu ma śpiewać w ambasadzie Szwajcarii. Do kroćset, jak będzie naprawdę źle, to po prostu podjedzie do Poznania, do hotelu! W imię czego ma tu marznąć?
      Zamknęła z rozmachem drzwi samochodu i poszła na podwórko. Goście krążyli po obejściu, witając się i gadając. Laura pobieżnie rozejrzała się po zebranych; oprócz rodziny, zjawiła się masa ludzi, których nie do końca poznawała. Usiadła zatem przy stole, uśmiechając się na widok poczęstunku. Swojskie wędliny, wspaniały wiejskie chleby, chrzanik, warzywa z ogródka… Śniadanie jadła o dziewiątej, potem połknęła w drodze jakiegoś batonika, była więc porządnie głodna i czekała z niecierpliwością na rozpoczęcie uczty.
      - O! Ciocia Laura! – pisnął ktoś obok niej. Niewysoka blondyneczka, jak jej tam… a, Nora, córka ciotki Pulpecji.
      - Cześć, Nora. Jak się masz?
      - O jej, tyle wrażeń! Wczoraj byłam u Ignasia i Agnieszki, urodziła im się córeczka! Jaka śliczna! Wiesz, ciociu, nie mogę się doczekać, żeby ją znowu zobaczyć!
      - No… to wspaniale, Noro, ale powiedz mi, co u ciebie? Jak po wakacjach? Wyjechałaś gdzieś?
      Ta dziewczyna naprawdę ma piętnaście lat? Laura popatrzyła z niesmakiem na niewyregulowane brwi, rozdwojone końcówki włosów, nos świecący jak latarnia morska. Naprawdę, nie chodzi o pełen makijaż i doczepiane rzęsy, ale bez przesady… Od kilku lat pracowała jako konsultantka Diora i jeździła na rozmaite szkolenia, więc jej wytrenowane oczy same wypatrywały wszelkich niedociągnięć kosmetycznych.
      - Zaczęłam liceum. Ono ma dobrą renomę, mam nadzieję że uda mi się dostać na archi… O jej, popatrz, ciociu, znasz ją?
      Laura zerknęła na blondynkę w zaawansowanej ciąży, witającą się z Gabrysią.
      - Nie, nie znam jej.
      - To jakaś Arabella, córka mojego taty – odparł beznamiętnie siedzący naprzeciw Szymek, z nosem w telefonie.
      - O jej, zobacz na jej brzuch, ona też zaraz urodzi dziecko! – oczy Nory aż się roziskrzyły, a policzki pokraśniały.
      - Mam nadzieję, że na architekturę też będziesz patrzeć z takim zapałem – powiedziała Laura, a Nora ruszyła śladem Arabelli.
      Skąd się wzięli ci wszyscy ludzie? To na pewno nie byli znajomi Doroty i Józinka, tylko jakiś najazd z Ciechocinka. Dzieci i młodzieży była garstka, w porównaniu z hordami konkretnie dojrzałych lub po prostu starych ludzi. To dopiero będzie impreza, podsumowała w myślach Laura, i zaczęła podjadać wędlinę z półmisków.
      - Tygrys! – syknął ktoś z przerażeniem.
      Róża, monumentalna i dalej piękna mimo tandetnej sukienki z szarej, sztucznej satyny, patrzyła zgorszona na siostrę smarującą chrzanem plastry szynki.
      - A dzień dobry, Pyzuniu, też się cieszę, że cię widzę.
      - Jeszcze wszyscy nie usiedli, a ty już jesz! Co sobie ludzie pomyślą?
      - A, nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym. Mówię ci, coś pysznego.
      Pyza klepnęła na ławkę obok Laury i rozejrzała się.
      - Nie wiem, gdzie się te dzieci podziały – powiedziała bezradnie.
      - Zaraz, bo wy wróciliście z Oksfordu, tak? Na zawsze czy tylko na jakiś czas?
      Pyza pochyliła głowę, tak że ciężka, miedziana grzywka zasłoniła jej twarz, i zaczęła posapywać.
      - Płaczesz bo wracacie czy wyjeżdżacie?
      Posapywanie stało się głośniejsze.
      - Pyza, do rzeczy – wybełkotała Laura z ustami pełnymi wędliny. – Jak nie chcesz nic mówić, to mi to powiedz, a jak chcesz, to powiedz. To rozwodzicie się czy nie?
      - Wszystko było dobrze, póki dzieci były malutkie… - zachlipała siostra.
      - Słyszałam, że macie nowych współlokatorów.
      - Tak! – Pyza uniosła twarz, nagle rozpromienioną. – Jakie to maleństwo jest cudowne! Biorę ją do siebie na noc, śpimy razem, albo patrzę jej głęboko w oczy i wtedy czuję się naprawdę szczęśliwa.
      - No masz, mówisz jak Nora. Przed chwilą opowiadała mi tu, cała w rumieńcach, o małej Ignacego i tej, no, Agnieszki. Nawet wyglądasz jak ona wtedy. Chciałam ją zapytać o wakacje, o plany, gdzie tam. Gdy tylko zobaczyła tę Arabellę z brzuchem, poleciała za nią.
      - Arabella?
      - Tak, Arabella. Też się zaskoczyłam tym imieniem. To córka wuja Roberta, wyobraź sobie.
      - Z brzuuucheeem? – spytała Pyza, nagle nieruchomiejąc i poruszając nozdrzami jak wyżeł. Wreszcie podniosła się z ławki. – Arabella. Z brzuchem. Niemowlę. Noworodek. Dzieciąteczko. Maleństwo. Bąbelek. Śliczne paniąteczko.
      Obrała kurs na południowy zachód i tam ruszyła. Jej matczyny instynkt podpowiedział jej, że znajdzie tam ciężarną.
      Laurze zrobiło się przykro. Nawet się nie zainteresowała tym, co u niej się dzieje… Wprawdzie gdy Róża wyjechała do Oksfordu, wymieniały się mejlami, ale z czasem te wiadomości były coraz to, do kroćset, nudniejsze. Malutki Karolek. Malutkie dzieci u sąsiadów. Malutkie dzieci w parku. Malutkie dzieci u kolegów jej dzieci. Róża nigdy nie była dla niej specjalnie fascynująca, ale teraz to już przekroczyło granicę. W końcu nawet przestała odpowiadać na pytania Laury, tylko zasypywała ją nowinami o komputerowych niemowlakach w swojej gigantycznej rodzinie Złotopleśnickich, jaką założyła w Simsach (ta rozgrywka trwała u Pyzy już ładnych parę lat, a liczba potomstwa, odnóg i ożenków w rodzinie Złotopleśnickich zawstydziłaby niejeden serial obyczajowy czy sagę skandynawską).
      • panna_nina.95 Re: Laura - glissando. FANFIK 10.09.25, 12:19
        Przeczytałam całość i naprawdę bardzo podoba mi się taka Laura! Czy będzie kontynuacja?
        • tygrys_dziure_wygryzl Re: Laura - glissando. FANFIK 10.09.25, 16:13
          nie planuję na tę chwilę
          • jdylag75 Re: Laura - glissando. FANFIK 10.09.25, 16:46
            Planuj pliiizxz
          • rozowyteczowiec Re: Laura - glissando. FANFIK 10.09.25, 19:27
            tygrys_dziure_wygryzl napisała:

            > nie planuję na tę chwilę
            TYGRYS, MUSISZ!
      • ako17 Re: Laura - glissando. FANFIK 10.09.25, 19:36
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > *23
        > Laura zapięła pasy i wytoczyła się na jezdnię. Satysfakcji po udanym występie n
        > ie zmąciło jej nawet pełne wyrzutu spojrzenie mamy, gdy odmówiła podwiezienia j
        > akiejś tam Loni. Jest śpiewaczką, a nie szoferem.

        XDDD. Widzę, dosłownie widzę jak Gaba wyjeżdża z tym do Laury :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka