tygrys_dziure_wygryzl
29.06.25, 14:47
*1
- Stop! Nie mogę tego słuchać! – rudowłosa kobieta stojąca przy pianinie zatkała sobie uszy teatralnym gestem.
Laura przerwała, poirytowana. Wiolka po raz enty w tym kwadransie zdjęła dłonie z klawiszy pianina i westchnęła.
Znajdowały się w jednej z sal prób Akademii Muzycznej w Poznaniu. Dzisiejsze zajęcia szły Laurze wyjątkowo źle. Nawet ona sama czuła, że nie śpiewa tak, jak powinna.
- Pani Lauro, coś jest nie tak – oznajmiła stanowczo nauczycielka. – Od początku semestru widzę u pani poważny spadek.
- Ależ pani Irenko, codziennie ćwiczę! – odparła Laura z oburzeniem. Co innego samemu widzieć problem a co innego, gdy ktoś go wytyka!
- Może za mało się pani koncentruje przy pracy. Jeśli nie ma pani warunków w domu, zawsze może pani ćwiczyć na uczelni, jakaś wolna sala zawsze się znajdzie.
Laura nagle uśmiechnęła się błogo.
- Wie pani, że za niecałe dwa miesiące biorę ślub – wyjaśniła rozmarzonym głosem, zapominając o złości.
Nauczycielka uśmiechnęła się krótko i natychmiast z powrotem zmarszczyła brwi.
- Gratuluję, ale to nie jest wytłumaczenie. Śpiew wymaga pracy, poświęcenia, skupienia. Zaczęła pani studia naprawdę dobrze, ale opuściła się w nauce. Proszę to przemyśleć… w razie wątpliwości, zapraszam do mojego gabinetu na rozmowę. Kończymy na dziś, wątpię, że uda nam się jeszcze coś popra...
- Do widzenia – rzuciła Laura, biorąc torbę z krzesła i wychodząc. Pogrążona w zadumie, nawet nie pożegnała się z panią Wiolą. Zatrzymała się w drzwiach uczelni. Nie miała ochoty wracać do domu, czuła potrzebę pobycia samą ze swoimi myślami. Skręciła więc do parku Marcinkowskiego.
Pogoda była piękna, jak na koniec października. Niebo było błękitne, a bezlistne gałęzie rysowały się na nim jak nici jakichś gigantycznych pająków. Obcasy Laury stukały głośno w sennych alejkach, zasypanych opadłymi liśćmi.
Niecałe dwa miesiące do ślubu. Ona i Adam, już na zawsze razem, w ich altance miłości pośrodku różanego ogrodu. Jak w bajce. Niczym książę i księżniczka, będą żyli długo i szczęśliwie… Ach…
A pani Irenka to naprawdę przesadza, do kroćset!