Dodaj do ulubionych

O pracy młodych.

26.12.25, 18:57
Tak sobie siedzę w świąteczne popołudnie i dumam.
Weźmy takiego IGSa. Zarobkuje on ci kręceniem filmików o architekturze drewnianej. Fajnie, pewnie sama bym chętnie taki filmik obejrzała. Ale czy to jest coś, z czego da się wyżyć? Nie żebym miała cień pojęcia o tym, jak wygląda taka produkcja filmików, ale takie mam wrażenie, że to nie działa na zasadzie bieremy się z kumplem i jadziem. Do tego... No cóż, IGS kilkakroć udowodnił, że mówca jest nader mizernym, a smęcenie wzniosłych pierdafonów dla mnie na przykłąd zabiłoby na śmierć chęć oglądania zabytkowego kościółka.
Weźmy Larwę. Urodzona solistka anielska sopranica. Tu znów - nie mam za bardzo pojęcia jak wygląda praca diwy operowej, ale mam znajomą parającą się aktorstwem. Nie, nie jest to Janda, Kożuchowska ani Stenka. Ani nawet Dereszowska. Zagrała fajną rolę w dość popularnym (ale nie "1670", czy "Krew z Krwi") serialu. I ostatnio z nią gadałam. No, ma non - stop kastingi, kręci rolki, reklamy, występy w szkołach... Oczywiście, chciałaby żyć tylko z grania Szekspira, ale życie jest życiem. Mniemam, że życie początkującej "operówki" może być podobne. A Larwa co? W sumie - nic. Żadnych kastingów. Żadnych chałtur (występ w szkole Łuśki się nie liczy, bo nie za kasę). Żadnych zabiegów. Ba, ponoć śpiewa, ale o doj4eżdżaniu na próby czy występy ani widu ani słychu.

Jak myślicie? Czy te irracjonalizmy dałoby się "zracjonalizować"?
Jeśli idzie o IGSa to ja już dawno jestem pewna, że on jest jak bohater jednego z opowiadań, które kiedyś czytałam. Autor - Saki. Ów bohater był znanym badaczem wpływu bizantyjskich tablic pamiątkowych na literaturę czy inną równie wąską a ambitną dziedziną, ale prowadzi przy tym nader wystawny tryb życia. No i w opowiadaniu wychodzi na jaw, że ów pan oprócz transeptów i liturgii - jest autorem tekstów ckliwych, wpadających w ucho piosenek! Takiego trochę naszego disco - polo. I z tego disco - polo żyje jak król i ma na badania wąskiej swojej specjalizacji. I jestem święcie przekonana, że IGS oficjalnie te kościoły drewniane i architektura, a po cichu jakieś "Majteczki w Kropeczki" czy "A wszystko to bo ciebie kocham"... :>
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: O pracy młodych. 26.12.25, 19:38
      Sadzac po probkach tekstow, ktore nam IGS serwuje, to on majteczek w kropeczki ani nie potrafilby napisac, ani zwlaszcza sprzedac.
      • tt-tka Re: O pracy młodych. 26.12.25, 19:41
        ... ucieklo - niech nam powie ktos zyjacy z pisania/dorabiajacy pisaniem (ja pisuje hobbistycznie), ile pracy, wiedzy i talentu trzeba wlozyc w napisanie, a ile energii, sily przebicia, umiejetnosci handlowych, pewnosci siebie, znajomosci i innych czynnikow w znalezienie wydawcy i platnika :)
        • kocynder Re: O pracy młodych. 26.12.25, 19:54
          Słyszałam kiedyś wywiad z J. Cyganem, niewątpliwie autorem tekstów i to wielu, oraz hitów, także dość licznych. Co prawda zaczynał on karierę tekściarza pół wieku temu, a więc w całkiem innej rzeczywistości branżowej, jednakowoż początki własne wspominał z łezką sentymentu (bo miał wówczas lat 25 a nie 75), ale i zgrozą. Bo przeżyć ledwo się dało. Później, jak już kilku znanych wyśpiewało mu przeboje, jak już zyskał renomę, to ok, z górki. Ale początek różowy nie był.
          No ale ja z dobroci serca zakładam, że ta tępota umysłową małego geniusza, ta jego toporność lingwistyczna, nudziarstwo - to poza na użytek familii, coby się tych "Niech żyję wolność"* familia nie czepiała.
          * I właśnie wyczerpałam zasób znanych mi tytułów disco polo.
          • tt-tka Re: O pracy młodych. 26.12.25, 20:11
            Nie o to chodzi, ze poczatki nie byly latwe (zwykle nie sa), tylko czego one wymagaly. A wymagaly wiedzy, dokad/do kogo isc ze swoim tekstem, wspolpracy z muzykiem (a wczesniej znalezienie odpowiedniego), przekonanie redaktora czy producenta, ze ten tekst sie sprzeda... juz nie kowie o wymyslaniu i poprawianiu :P

            polecam Dzieje smiechu Jurandota, on zaczynal wlasnie jako teksciarz i to przed wojna, w warunkach rynkowych, nie jak Cygan 50 lat temu - kiedy wreszcie znalazl dojscie do dyrektora i wcisnal mu kilka swoich tekstow, uslyszal "to wszystko jest do d..., ale widze u pana talent. Moge pana nauczyc pisac, ale to bedzie twarda szkola".

            i Jurandotowie, bezdzietni, oboje pracujacy nie od przedwczoraj, meble sprawili sobie dopiero po wojnie (pobrali sie w latach 30-tych), a jedli i oplacali lokum... roznie.
            • kocynder Re: O pracy młodych. 26.12.25, 20:20
              Ale ja tego nie neguję. Powiedzmy, że dziś jest z jednej strony łatwiej (internet, media) z drugiej (niestety) śpiewać każdy może ", teksty pisać też. I cała masa małolatów uważa się za "tekściarzy " pisząc na poziomie suchych trupków iluzyjnych begonii".
              No dobra, może za dużo dobrego serca włożyłam w ratowanie IGSa, ale założyłam, że dotarł, że napisał to "Mydełko Fa"*, i trafił "w niszę rynku". :) Za dużo dobrej woli, mówisz, żeby to się dało?
          • przymrozki Re: O pracy młodych. 27.12.25, 09:19
            kocynder napisała:

            > Słyszałam kiedyś wywiad z J. Cyganem, niewątpliwie autorem tekstów i to wielu,
            > oraz hitów, także dość licznych. Co prawda zaczynał on karierę tekściarza pół w
            > ieku temu, a więc w całkiem innej rzeczywistości branżowej, jednakowoż początki
            > własne wspominał z łezką sentymentu (bo miał wówczas lat 25 a nie 75), ale i z
            > grozą. Bo przeżyć ledwo się dało.

            Słuchałam kiedyś wspomnień Młynarskiego, który z kolei wspominał coś, co nazywał targami tekstów. Było w Warszawie miejsce, w którym każdy autor mógł wystawić swój tekst na sprzedaż, a samo tekściarstwo było normalnym, uznanym wolnym zawodem.

            Dziś raz, że takiego miejsca nie ma, a dwa, że nawet gdyby było, to leży strona popytowa. Gwiazdy muzyki popularnej co do zasady nie kupują tekstów piosenek (a już na pewno nie robią tego oficjalnie), bo ich model biznesowy nie zakłada oddawania lwiej części tantiem osobom trzecim.
            • kooreczka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 13:31
              W Nowym Jorku takie miejsce sie Tin Pan Alley nazywało.
              Padło, gdy od gwiazd muzyki zaczęto oczekiekiwać autorstwa tekstów i melodii, nie tylko wykonastwa.
    • bupu Re: O pracy młodych. 26.12.25, 20:56
      kocynder napisała:

      > Weźmy Larwę. Urodzona solistka anielska sopranica. Tu znów - nie mam za bardzo
      > pojęcia jak wygląda praca diwy operowej, ale mam znajomą parającą się aktorstwe
      > m. Nie, nie jest to Janda, Kożuchowska ani Stenka. Ani nawet Dereszowska. Zagra
      > ła fajną rolę w dość popularnym (ale nie "1670", czy "Krew z Krwi") serialu. I
      > ostatnio z nią gadałam. No, ma non - stop kastingi, kręci rolki, reklamy, wystę
      > py w szkołach...

      Otóż młodzież operowa żeby się wybić (i żeby zarobić) musi zapieprzać i to już w czasie studiów. Chórki, role od noszenia halabardy, koncerty, festiwale, chałtury i to nie w wannie i Lozannie, ale w domach kultury w rozmaitych Szambowicach Małych i Zadupiewie Głuchym... Drobnica, ale z czegoś trzeba żyć. Każdy spektakl to są próby, próby i jeszcze więcej prób, bo nawet ten cieć z halabardą musi wiedzieć kiedy wejść, wyjść i otworzyć gębę, a za kulisami skręcić w lewo, brą boru w prawo. Innymi słowy Larwa winna być zapracowana po kokardę już na etapie Sprężyny, w której dziewczę śpi do południa.



      > Jeśli idzie o IGSa to ja już dawno jestem pewna, że on jest jak bohater jednego
      > z opowiadań, które kiedyś czytałam. Autor - Saki. Ów bohater był znanym badacz
      > em wpływu bizantyjskich tablic pamiątkowych na literaturę czy inną równie wąską
      > a ambitną dziedziną, ale prowadzi przy tym nader wystawny tryb życia. No i w o
      > powiadaniu wychodzi na jaw, że ów pan oprócz transeptów i liturgii - jest autor
      > em tekstów ckliwych, wpadających w ucho piosenek! Takiego trochę naszego disco
      > - polo. I z tego disco - polo żyje jak król i ma na badania wąskiej swojej spec
      > jalizacji. I jestem święcie przekonana, że IGS oficjalnie te kościoły drewniane
      > i architektura, a po cichu jakieś "Majteczki w Kropeczki" czy "A wszystko to b
      > o ciebie kocham"... :>

      Sądząc prezentowanych nam poezyj IGSa on do pisania frywolnych piosneczek niezdolny. To już bym raczej Larwę widziała jak wpiera wszystkim karierę operową, mężowi na pożegnanie macha rączką pod Teatrem Moniuszki, galopem leci przez Park do Zamku, w zamkowym kiblu maluje się ostro, nasadza na łeb różową perukę, na tyłek srebrną mini i już jako Lady Tiger, wokalistka zespołu weselnego Cotletix, wsiada do czekającej na nią na Kościuszki furgonetki.
      • tt-tka Re: O pracy młodych. 26.12.25, 22:18
        Ktos kiedys opisywal Milicje jako te, ktora teoretycznie amburkuje, a naprawde zarabia na tekstach reklamowych :)
        • tt-tka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 18:30
          tt-tka napisała:

          > Ktos kiedys opisywal Milicje jako te, ktora teoretycznie amburkuje, a naprawde
          > zarabia na tekstach reklamowych :)
          >

          Znalazlam !
          co sie naszukalam, to moje, ale znalazlam
          watek Ubozeta, daje skrot

          "to nie byly jednoaktowki, to sie tylko tak mowi, zeby sie nie wydalo, ze Mila robi w reklamie i pop-songach, a jej jednoaktowkowe piosenki lataja co piec minut w radiu, tv oraz na You Tube (...) Mila takze wystepuje w reklamach - telewizyjnych Pleja, ucharakteryzowana na Barbare Kurdej-Szatan i w radiowych Euro-RTV-AG: to ona ryczy dziko ogluszajac sluchaczy TELEWIZOR HADE SAMSUNG ZA JEDYNE SZESCTYSIENCYPIECSETZLOTYCH!!! (...) wiecej - to Mila wlacza niskie ceny! (...) a jako skutki uboczne likwiduje boczki"

          kolezanki Jottka, Ciotka Scholastyka, Soova i Zla.m :)

          i slowo, predzej uwierze w powyzsze niz w Igstrybe z majteczkami w kropeczki
      • kocynder Re: O pracy młodych. 26.12.25, 22:25
        Dla Laury też mam wizję:
        Laura odetchnęła z ulgą. To był upiornie ciężki dzień, chwała najwyższemu, że dobiegał końca. Uczenie muzyki nigdy nie było jej marzeniem, wręcz odwrotnie, ale nie miała wyjścia. Adam... Tak, to był problem. Niby oczywiście go kochała, w końcu mąż i te sprawy, ale... To w sumie z jego powodu jej kariera poszła się wietrzyć. Profesorowie uważali, że ma faktycznie niesamowity sopran, mogła osiągnąć wszystko, ale Adam wymyślił sobie mieszkanie na jakimś zadupiu, skąd nijak nie szło dotrzeć do cywilizacji, warunki fatalne, z głosu, przy chronicznych przeziębieniach zostało wspomnienie... W efekcie trafiła do szkoły i ogniska muzycznego, czego nienawidziła do szpiku kości! wsunęła stopy w śliczne leciutkie szpileczki. Tego dnia zaplanowała wypad z dwiema koleżankami do kawiarni. We trzy weszły do lokalu. Na szczęście miały zarezerwowany stolik, bo był okropny tłok, ciekawe dlaczego? Okazało się, ze tego akurat dnia odbywają się przesłuchania do telewizyjnego show.
        - Ja bym w życiu nie potrafiła tak publicznie! - jęknęła Marcelina zgarniając łyżeczką resztkę bezy ze swojego talerzyka. - To wstydu trzeba nie mieć! - nagły impuls pchnął Laurę jak sprężyna. Podeszła do pianisty, szepnęła mu kilka słów, a potem stanęła przed mikrofonem. Światła przygasły, tylko jeden reflektor wydobywał z mroku sylwetkę smukłej młodej kobiety, blask ślizgał się po jej długich, czarnych włosach spływających falami na plecy. Przymknęła oczy.
        "Sous le ciel de Paris
        S’envole une chanson
        Elle est née d‘aujourd’hui `
        Sous le ciel de Paris"
        Oczywiście, to nie brzmiało tak pięknie, czysto jak w czasach szkoły. Leciutka chrypka na zawsze skaziła anielski sopran, ale na sali zapadła cisza. Wszyscy słuchali. A kiedy ucichły ostatnie akordy fortepianu - zerwała się dosłownie burza braw. Gdy Laura zarumieniona wracała do stolika dziewczyn - podszedł do niej jakiś mężczyzna.
        - Słuchaj, to było niesamowite! - powiedział. - Raczej nie do Voice, nie ten typ, ale wiesz co? Nazywam się Wiktor Duchenes. Mam kontakt z Le Caveau des Oubliettes. To klub w Paryżu, w Dzielnicy Łacińskiej. Przez większość wieczorów oferuje muzykę na żywo, w tym jazz, blues i ogólniej piosenkę francuską. Jeśli byś chciała... - podał jej wizytówkę. Laura uśmiechnęła się tak, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Ten uśmiech ewidentnie spodobał się Wiktorowi, który zaprosił ja do swojego stolika, a ona... Poszła. W chwili, gdy poszedł do baru zadzwoniła do wspomnianego klubu, na znaleziony w necie numer - potwierdzili, że Wiktor Duchenes jest ich przedstawicielem, i że szukają solistki! Od razu poprosili, żeby Laura wysłała im swoje nagranie! Miała kilka w telefonie, do tego jeszcze Marcelina nagrała ten jej występ przed chwilą i Laura od razu wysłała plik. Wiktor wrócił do stolika. Bawili się, razem, wyszli tez razem, mimo, że organizatorzy przesłuchań do Voice mieli jakieś pretensje, że oni powinni mieć prawo do zaangażowania tej czarnowłosej piękności... Laura wyszła z Wiktorem. W Poznaniu Wiktor wynajął niewielkie mieszkanie na trzynastym piętrze nowoczesnego apartamentowca, z oknami od sufitu do podłogi i z ogromnym tarasem. Seks z widokiem na panoramę Poznania okazał się być wyjątkowy. Tak samo jak seks na tarasie...
        • kocynder Re: O pracy młodych. 27.12.25, 13:32
          No, co poradzić, "widzę" to. Laurę, która wyjeżdża w lipcu, niby "na konkurs" za łaskawą zgodą pana męża. Ale jaśnie Madame de Tektura nie został poinformowany, że PRZED wyjazdem udała się do kancelarii prawnej (specjalizującej się w rozwodach). Po "kursie" - czyli angażu w klubie - Laura uzyskała (za pomocą wspomnianej kancelarii) rozwód i prawo do opieki na Juleczkiem. Została w Paryżu, Juleczek spędzał pierw czas z mamusią i profesjonalną boną/nianią/jak to tam zwać, obecnie w ekskluzywnej i bardzo dobrej szkole. A Laura śpiewa w klubie, udało jej się "wstrzelić" w rynek, zrobiła się "modna" w niektórych snobistycznych kręgach, które uznały jej obcy leciutki akcent za uroczy, na "jej" wieczory miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem... Nie, nie przewiduję dla niej turbo-kariery, równolegle w świecie estrady, modelingu i kina. Może przeszła się we Francji kiedyś po wybiegu, bo czemu nie, popularna szansonistka może fajnie podkręcić pokaz (powiedzmy) średnich ale porządnych marek, nie Diora czy Prady, ale Sézane czy Claudie Pierlot. Może zagrała tez jakąś rólkę w "Profil" albo w "Purpurowych rzekach", ale bez zbytnich konsekwencji, poza miłym przelewem na konto.
          • tt-tka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 14:11
            Nijak nie. Po primo, Larwa zajmuje sie Juleczkiem podrzucajac dzieciaka, komu sie da, a to kosztuje, w Paryzu kosztuje odpowiednio wiecej. Po sekundo, juz tu kiedys pisala zorientowana w cenach i temacie forumka, ze w Paryzu za zarobki to moze mieszkac wielki finansista czy inny stwor nie z tego swiata, ale nie szansonistka ani dorywcza modelka.
            • kocynder Re: O pracy młodych. 27.12.25, 14:16
              Ok, nie twierdzę, że znam stosunki cen i zarobków we Francji. Bo nie znam.
              :)
            • przymrozki Re: O pracy młodych. 27.12.25, 17:02
              tt-tka napisała:

              > . Po sekundo, juz tu
              > kiedys pisala zorientowana w cenach i temacie forumka, ze w Paryzu za zarobki t
              > o moze mieszkac wielki finansista czy inny stwor nie z tego swiata, ale nie sza
              > nsonistka ani dorywcza modelka.

              Powiedzmy, że Laurą zainteresowałby się jakiś finansista. Ale i tak historia potrzebuje rewizji, bo francuski akcent Laury z pewnością nie bylby lekki (ona w ogóle mówiła po francusku?), a zresztą nawet ten lekki doprowadzilby francuską burżuazję do apopleksji zamiast do katharsis.

              Ja bym Laurę z Victorem wysłała gdzieś indziej, niech siedzi sobie w Niemczech albo w Portugalii, zarabia najpierw grając zagraniczne sprzątaczki w marnych lokalnych serialach, a potem, kiedy już stanie się jasne, że zaden wielki przełom się nie wydarzy, a i z Victorem przestaje się układać, niech Laura wróci do Polski, odkryje wątpliwe uroki bezrobacia, aż reminescencja spotkania z Esmeraldą uświadomi jej, że teraz przecież wszyscy chcą mieć zęby. Tak natchniony Tygrys wyszkoli się na protetyka na kursie u profesor Kopiec-Mrówek.
              • tt-tka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 17:09
                Nic nie wiemy o tym, by Larwa mowila po francusku. Nie wiemy tez, nawiasem mowiac, o jej znajomosci wloskiego i niemieckiego (nie wspomne o rosyjskim), a to u spiewaczki operowej jakby 80% repertuaru...

                psikro mi bardzo, ale umiejetnosci, a jeszcze bardziej uprawnien protetyka nie robi sie na kursie, nawet u profesor Kopiec-Mrowek :)
                • tt-tka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 17:18
                  OT, ale babcia byla amatorka opery i chadzala czesto, w tym na spektakle, ktorych ja z racji wieku, a wczesniej nieistnienia widziec i slyszec nie moglam. Opowiadala m.in. o Halce w wykonaniu Japonczykow z komentarzem "Japonczyk w kontuszu to jest gra polslowek, a nie widok do ogladania" i o Traviacie w miedzynarodowej obsadzie - ksiadza, ktory robi wyrzuty damie lekkiego prowadzenia spiewal Wegier w swoim ojczystym jezyku i kiedy dama odspiewala mu po polsku "ja nie rozumiem", nie calej publice udalo sie zachowac spokoj i powage, choc moment dramatyczny i podniosly...
                • kocynder Re: O pracy młodych. 27.12.25, 18:06
                  Wydaje mi się, że było coś, iż Milicja dorabiała tłumaczeniami z francuskiego, żeby dorabiać tłumaczeniami trzeba znać język porządnie, więc powiedzmy, że znała. Może nie na tyle, żeby np wyrobić tłumacza przysięgłego, ale swobodnie. No to mogła nauczyć wnuczkę...
                  Zresztą nie upieram się przy Francji, mi chodziło tylko o to, żeby ona, mając przypisane jej przez autorkę "zalety" (urodę, niezły głos), nauczyła się je wykorzystywać. Nie w sensie koniecznie seksu, ale żeby nauczyła się czego ONA chce i co może zrobić, żeby to osiągnąć. Owszem, napisałam o śpiewaniu Piaff, bo do Laury mi opera pasuje jak pięść do nosa, ale się nie upieram. Równie dobrze ten Wiktor mógłby być nie "łowcą głów" paryskiego klubu, a współpracownikiem rodzimej agencji aktorskiej i Larwa mogłaby zacząć grać. Nie jako ta Janda czy Kożuchowska, ale właśnie rólką w serialu "wejść w światek", połknąć bakcyla i ruszyć tyłek. Znaczy zacząć COŚ robić.
                • przymrozki Re: O pracy młodych. 27.12.25, 22:18
                  tt-tka napisała:

                  > psikro mi bardzo, ale umiejetnosci, a jeszcze bardziej uprawnien protetyka nie
                  > robi sie na kursie, nawet u profesor Kopiec-Mrowek

                  Uprawnień protetyka (lekarza) to faktycznie nie, ale Esmeralda chyba była technikiem dentystycznym? A to już kurs zawodowy.


                  • tt-tka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 22:21
                    technik protetyk to studium pomaturalne, nie kurs
                    • przymrozki Re: O pracy młodych. 27.12.25, 23:42
                      tt-tka napisała:

                      > technik protetyk to studium pomaturalne, nie kurs

                      Laura ma maturę, więc się doskonale składa. Kariera uczennicy Esmeraldy stoi przed nią otworem.
                      • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 09:55
                        Najpierw to dwuletnie studium trzeba ukonczyc, a potem babrac sie w wyciskach cudzych szczek :)
                        robota owszem poplatna, ale wymaga cierpliwosci i precyzji, a tez obslugi/poslugiwania sie delikatna aparatura

                        czy Laura byla sprawna manualnie, bo nie pamietam ?
                        • przymrozki Re: O pracy młodych. 28.12.25, 11:25
                          tt-tka napisała:

                          > czy Laura byla sprawna manualnie, bo nie pamietam ?

                          Chyba nie wiadomo. Nie szło jej dzierganie szmatek widelcem w zbitej przez Grzegorza ramce, ale to raczej z lenistwa. Natomiast jeżeli Laura w rok (dwa lata?) nauczyła się grać na pianinie, to czemu miałaby nie móc nauczyć się prac manualnych.

                          Zresztą. Tutaj już nawet mniej o logikę postaci chodzi, dzieci Gaby zostały wszystkie napisane jako immanentnie niezdolne do pracy, więc spójność wewnętrzna świata przedstawionego nie pozwala dać im żadnego źródła zarobku. Moim planem jest tylko zetrzeć z tygrysiej mordy ten uśmieszek politowania i wyższości względem Esmeraldy, która ma uczciwą, spolecznie użyteczną pracę, zarabia na siebie, na nikim nie wisi, a jej jedyną winą jest to, że bandzie snobów jej rzemiosło nie kojarzy się poetycko.
                          • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 11:40
                            przymrozki napisała:

                            > Moim planem jest tylko zetrzeć z tygrysiej mordy ten uśmieszek politowania i wyższości wzglę
                            > dem Esmeraldy, która ma uczciwą, spolecznie użyteczną pracę, zarabia na siebie,
                            > na nikim nie wisi, a jej jedyną winą jest to, że bandzie snobów jej rzemiosło
                            > nie kojarzy się poetycko.

                            OK :)
                            popieram plan !
                          • ako17 Re: O pracy młodych. 28.12.25, 12:28
                            przymrozki napisała:


                            > Zresztą. Tutaj już nawet mniej o logikę postaci chodzi, dzieci Gaby zostały wsz
                            > ystkie napisane jako immanentnie niezdolne do pracy

                            Mało tego, jest to również pochwalane, przynajmniej w jakimś tam stopniu. Najbardziej chyba u Wielkiej Mądrej Matki, bo Laura i Ignaś jednak coś próbują robić zawodowo (fakt, mało wiarygodnie, ale przynajmniej studia skończyli).


                            Moim planem j
                            > est tylko zetrzeć z tygrysiej mordy ten uśmieszek politowania i wyższości wzglę
                            > dem Esmeraldy, która ma uczciwą, spolecznie użyteczną pracę, zarabia na siebie,
                            > na nikim nie wisi, a jej jedyną winą jest to, że bandzie snobów jej rzemiosło
                            > nie kojarzy się poetycko.

                            Moim zdaniem, musi kiedyś nastąpić ten moment, gdy Laura, ugrzęźnięta w błocie pośrodku plantacji, z lepiej wiedzącym czego jej trzeba mężem, uświadomi sobie, że dokonała złych wyborów życiowych.

                            Jej kariera nie ma szans się rozwinąć, bo Laura jest sama w sobie za mało zdyscyplinowana i zbyt wysokie ma o sobie mniemanie, by nosić halabardy w operze lub brać udział w konkursach/ jakieś fuchy typu oprawa muzyczna ślubu i wesela osób zamożnych, a JEDNAK lubiących muzykę klasyczną.
                            Słaba komunikacja z miastem wojewódzkim jeszcze tę niemożność pogłębia. O co zakład, że naszpan będzie bardzo zdziwiony i zgorszony, że po urodzeniu Jula Laura zamierza kontynuować karierę śpiewaczki? Dla niej, jak dla reszty rodziny, przewidziana będzie robota w rodzinnym przedsiębiorstwie. Nie zna się dzieckosarna na ogrodnictwie? To przynajmniej niech obsługuje klientów, albo towar pakuje. Dla takiej romantycznej istoty nic lepszego niż praca pośród róż i innych kwiatów.

                            I pewnie nawet nie będzie jej musiał specjalnie przekonywać, żeby matka dzieciom nie występowała na scenie niczym jakaś podrzędna szansonistka z tancbudy. Po prostu jej powie, że jak jej nie ma w domu to on nie może oddychać i żadne koncerty nie wchodzą w grę.
                            A na pocieszenie zaplecie jej warkocz i uwije wianek z iglaków.
                            • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:12
                              ako17 napisała:

                              > O co za
                              > kład, że naszpan będzie bardzo zdziwiony i zgorszony, że po urodzeniu Jula Laur
                              > a zamierza kontynuować karierę śpiewaczki?


                              Eeee? Jaka kariera? Jakiej śpiewaczki? Między Sprężyną, w której kończyła właśnie trzeci rok studiów, a CZ, Larwa miała dokładnie JEDEN występ. W Lozannie, w F/WdO.

                              JEDEN.

                              W Sprężynie nawet ćwiczeń codziennych nie uprawia, wąchając za to kurz na wiejskich drogach. I najwyraźniej na lato ma zabukowane okrągłe zero występów.

                              W McD, w gorącym okresie świąteczno-noworocznym, kiedy kalendarz każdego śpiewaka na dorobku pęka od chałtur, Laura robi nic. Biega z welonem i kieckę mierzy, zawodowo robi dokładne nic. Nawet studencko robi nic, i to musi mieć ten kalendarz rzetelnie pusty, skoro Nadszympans może ją z partyzanta zabrać do Wilna i jej to z niczym nie koliduje.

                              W dwóch następnych tomach ma tylko tę Lozanne i też niezbyt napięty grafik, skiro może sobie ot tak wrócić wcześnie na ojczyzny łono malowane iglakiem rozmaitem.

                              Ona NIE MA żadnej kariery, którą Maszpan mógłby zastopować. No nie ma.
                              • ako17 Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:27
                                bupu napisała:

                                > ako17 napisała:
                                >
                                > > O co za
                                > > kład, że naszpan będzie bardzo zdziwiony i zgorszony, że po urodzeniu Jul
                                > a Laur
                                > > a zamierza kontynuować karierę śpiewaczki?
                                >
                                >
                                > Eeee? Jaka kariera? Jakiej śpiewaczki? Między Sprężyną, w której kończyła właśn
                                > ie trzeci rok studiów, a CZ, Larwa miała dokładnie JEDEN występ. W Lozannie, w
                                > F/WdO.

                                Jbc, to raczej mam na myśli Laurowy zamiar niż rzeczywistą karierę. Skoro przez wszystkie lata kariera Laury jest taka bardziej urojona i z niczym jej nie koliduje, to może sobie być urojona i po ślubie i urodzeniu dziecka ;). Tymczasem naszpan nawet urojonej tolerować nie zamierza. Choćby z tego powodu, że na scenie Laura miałaby się prezentować w wersji ślubnej nr 1, a nie tej ostatecznie wykonanej własnoręcznie przez Adama kablem i laubzegą.


                                >
                                > Ona NIE MA żadnej kariery, którą Maszpan mógłby zastopować. No ni
                                > e ma.

                                Moje założenie, prawdopodobnie błędne, opiera się na fakcie, że pompadurę szyła krawcowa operowa. Z tego wywiodłam, że Laura jakieś związki zawodowe z operą ma, choćby i wątłe (perspektywy raczej niż faktyczne zatrudnienie).
                                • ciotka.scholastyka Re: O pracy młodych. 07.01.26, 12:35
                                  > Jbc, to raczej mam na myśli

                                  Ja w kwestii formalnej, co to znaczy jbc?
                                  • bupu Re: O pracy młodych. 07.01.26, 13:29
                                    ciotka.scholastyka napisała:

                                    > > Jbc, to raczej mam na myśli
                                    >
                                    > Ja w kwestii formalnej, co to znaczy jbc?

                                    Jakby co.
                                  • kocynder Re: O pracy młodych. 07.01.26, 13:36
                                    "Ja w kwestii formalnej, co to znaczy jbc?"

                                    Skrót od "jakby co". I nie jest to "wiedza tajemna". Serio, jeśli się nawet nie zna tego skrótu to wgooglanie to mniej, niż napisanie posta...
                          • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:38
                            przymrozki napisała:


                            > Zresztą. Tutaj już nawet mniej o logikę postaci chodzi, dzieci Gaby zostały wsz
                            > ystkie napisane jako immanentnie niezdolne do pracy, więc spójność wewnętrzna ś
                            > wiata przedstawionego nie pozwala dać im żadnego źródła zarobku.


                            To takie trochę dziewiętnastowieczne, nie sądzicie? Panny się do szkół posyła i na pianinie uczy, panicz po studiach historią się zabawia, ale żadne przecie się z tego utrzymywać nie będzie. Panienki z męża żyć będą, panicz z ojcowskiego majątku, jeno się autorce, niebodze zapomniało, że dziedzic Stryba nawet koszuli flanelowej w spadku ostawić nie może, bo Gaba zabrała.
                            • briar_rose Re: O pracy młodych. 28.12.25, 19:23
                              bupu napisała:

                              > To takie trochę dziewiętnastowieczne, nie sądzicie? Panny się do szkół posyła i
                              > na pianinie uczy, panicz po studiach historią się zabawia, ale żadne przecie s
                              > ię z tego utrzymywać nie będzie. Panienki z męża żyć będą, panicz z ojcowskiego
                              > majątku, jeno się autorce, niebodze zapomniało, że dziedzic Stryba nawet koszu
                              > li flanelowej w spadku ostawić nie może, bo Gaba zabrała.

                              Zupełnie jak u L.M.Montgomery, tam to w ogóle praca zawodowa u kobiet jest szczególnie w cyklu o Ani raczej przystankiem na drodze, akceptowalnym sposobem zarabiania pieniędzy przez młodą pannę, zanim nie ustatkuje się ona przy boku mężczyzny. Mężczyzna może swoją pracą żyć, to ważna tego jego życia część. U kobiet w cyklu wykształcenie zdobywa się tylko po to, by je mieć (zgroza, by Borejki były bez studiów!) i też bardziej na "przeczekanie".
                        • kooreczka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 12:13
                          Stufium albo studia (mozna po nich robić implanty i prowadzić pracownię)
                          Techniki dentystyczne to ciężki rynek- wynagają zdolności interpersonalnych (dentyści zlecający pracę potrafią być upierdliwi), długie godziny pracy na akord (robisz jak jest zlecenie i cieszysz się, ze jest). Jeśli Esmeralda radzi sobie w zawodzie
          • ako17 Re: O pracy młodych. 27.12.25, 15:16
            kocynder napisała:
            poza miłym przelewem na ko
            > nto.

            i dzielnym!
            • kocynder Re: O pracy młodych. 27.12.25, 15:18
              I z grzywką!
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: O pracy młodych. 27.12.25, 14:10
      W najbardziej zracjonalizowanej wersji ci młodzi nie powiększaliby rodziny tak wcześnie. Wszyscy znajdują się na etapie "trudnych początków", zarabiają nieregularnie (a niektórzy w ogóle!), mieszkają kątem u rodziny albo w polnych tojtojach. A nawet gdyby zajmowali się czymś dającym pewny i regularny zarobek, to wciąż trochę by im zajęło "rozkręcenie się" i ustabilizowanie życia na tyle, by znaleźć w nim miejsce, czas i pieniądze na dzieci.
      • kocynder Re: O pracy młodych. 27.12.25, 14:22
        A to przede wszystkim. GUS podaje, że średnia wieku kobiet biorących ślub to obecnie 29, mężczyzn 31 lat. Niechby te parę lat temu było ciut mniej, to i tak byłoby 27/29, a nie 21/23. Serio, obecnie studenckie małżeństwa są raczej rzadkością niż regułą (oczywiście bywają, to nie "kwiat paproci"). A nawet i te małżeństwa młodsze zdecydowanie częściej chcą się pierw ustawić, obsprawić, zdobyć jakąś pozycję w pracy, a dopiero później pchać się w pieluchy albo nie.
        • bupu Re: O pracy młodych. 27.12.25, 15:09
          kocynder napisała:

          > A to przede wszystkim. GUS podaje, że średnia wieku kobiet biorących ślub to ob
          > ecnie 29, mężczyzn 31 lat. Niechby te parę lat temu było ciut mniej, to i tak b
          > yłoby 27/29, a nie 21/23. Serio, obecnie studenckie małżeństwa są raczej rzadko
          > ścią niż regułą

          Tymczasem w Borejczadzie...

          Róża i Fryc, po 23 lata
          Larwa i Maszpan, 25 i, uhm, coś koło trzydziestki. Aurelia, rocznik 77, pamięta go z uniwerku, nie może być zatem młodszy od niej. Zatem minimum 32 lata.
          IGS i Agnieszka, po 22 lata
          Dżozi i Derocia, 23 i 21 lat
          Nornica i Podeszwa Wiemy, że się oświadczył na rok przed tym jak Nora skończyła studia. Zapewne tego ślubu nie odkładali za bardzo. Architektura na poznańskiej polibudzie, do magistra, to 5,5 roku... Wychodzi, że Podeszwa uskuteczniał te nocne rajdy oświadczynowe na motocyklu w styczniu 2025. Niechby się pobrali na Wielkanoc...
          Ona miała zatem 24 lata, on 25.
          • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 10:16
            No i tego właśnie nie pojmuję...
            Ok, w tzw "czasach mojej babci" średnia wieku "ślubujących" była niższa, zwykle kobiet 20 - 22 lata, mężczyźni - 24 - 26. Co zresztą było logiczne - dziewczyna po szkole, jeśli nie szła na studia (a wówczas jednak większość nie szła), znajdowała prace... Chłopak trochę później, bo zwykle odsłużył pierw wojsko, chłopacy tez częściej mięli jakiś "poślizg" w latach szkolnych. A po wojsku, jeśli nie szedł na studia, to też ruszał do pracy, bo mamusia i tatuś utrzymywać nie będą, często były mieszkania zakładowe dla młodych "rozwojowych" par, a jak praca była, perspektywa mieszkania, to i na co czekać? Średnią trochę zawyżali studenci.
            No ale to w latach 50 - 60. Niechby 70. A później ta granica zaczęła się opóźniać. Coraz więcej osób szło na studia, na studiach chciało się bawić, po prostu żyć, a nie pakować w zupki i kupki... A MM jakby tego nie odnotowała. No, powiedzmy Róża i Fryc - wpadka (mniej - lub bardziej - moim zdaniem ze strony Róży bardziej - świadoma). Powiedzmy, że ok. W początkach lat dwutysięcznych, w konserwatywnym środowisku mogła być presja, że skoro dziecko to musi być i ślub. Uznaję. Larwa? No, może, przez pokręcenie psychologiczne. Ona już jako 18 letnie dziewczę miała parcie na ołtarz, czort wie czemu. No ale powiedzmy,że jest to jakoś tam spójne, to jej parcie do ślubu za wszelką cenę. BTW- fakt, że Aurelia pamięta Nadszympansa z uniwerku nijak nie jest jednoznaczny z tym, że nie jest on od niej młodszy. Mógł być choćby o 4 lata młodszy, a zapamiętała, bo ładny chłoptaś. Mógł być nawet więcej młodszy, jeśli np ona po mgr coś jeszcze na uniwersytecie robiła, jakieś badania naukowe, coś. Znaczy nie upieram się, ale nie pamiętam, czy ona go pamięta z uniwerku czy ze studiów - bo to wcale nie to samo? U pozostałych par (Ignieszki, Józworotki i Nordeszwy) żadnego LOGICZNEGO sensu nie widzę. Ba, mogłabym podać co najmniej po kilka logicznych powodów, dla których NIE powinni w tamtym czasie brać ślubu!
            • ako17 Re: O pracy młodych. 28.12.25, 12:46
              kocynder napisała:

              BTW- fakt, że Aurelia p
              > amięta Nadszympansa z uniwerku nijak nie jest jednoznaczny z tym, że nie jest o
              > n od niej młodszy. Mógł być choćby o 4 lata młodszy, a zapamiętała, bo ładny ch
              > łoptaś.

              A to, przepraszam do czego? Gdzie ktoś sugerował, że Naszpan jest młodszy od Aurelii i jakie właściwie miałoby to mieć znaczenie?

              U pozostałych par (Ignieszki, Józworotki i Nordeszwy) żadnego LOGICZNEGO sens
              > u nie widzę. Ba, mogłabym podać co najmniej po kilka logicznych powodów, dla kt
              > órych NIE powinni w tamtym czasie brać ślubu!

              Ślub to jeszcze nie jest nic takiego dziwnego, zwłaszcza, że panna Górska została zaskoczona burzliwymi oświadczynami na motorze już po doktoracie Augusta, czyli co najmniej 25-26 lat już mieli. Brać mogli za rok, no to nic jakiegoś bardzo wyróżniającego się w ich pokoleniu.
              Ale tak szybkie rozmnożenie się Żyrostrybów i Rumiankołysów jest trochę dziwne.
              Moja hipoteza jest taka, że noworodek w CZ był tylko po to, żeby Nora poczuła więź z Bogiem a Róża miała się czym zająć po przyjeździe do Poznania.
              Jako żywo nie przypominam sobie żadnych inklinacji ani Agnieszki, ani Ignasia, w kierunku powiększania sobie rodziny.

              No ale to jest po prostu schemat u MM. Kochamy się -> bierzemy ślub -> mamy dzieci. Żadnego odkładania na później, podróżowania, dorabiania się, budowania kariery czy bezpieczeństwa finansowego. To jest obowiązujący model dla wszystkich, a kto robi inaczej, ten kiep.
              • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:25
                ako17 napisała:

                >
                > Ślub to jeszcze nie jest nic takiego dziwnego, zwłaszcza, że panna Górska zosta
                > ła zaskoczona burzliwymi oświadczynami na motorze już po doktoracie Augusta, cz
                > yli co najmniej 25-26 lat już mieli.

                Po doktoracie Podeszwy urodził się apgar. Oswiadczyny były po tym jak Podeszwa obronił magistra.
              • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:44
                " Gdzie ktoś sugerował, że Naszpan jest młodszy od Aurelii i jakie właściwie miałoby to mieć znaczenie?"

                Ako nieuważnie czyta foruma! Otóż koleżanka Bupu, wyszczególniając lata zamęścia borejpotomstwa napisała o Nadszympansie, że "Aurelia, rocznik 77, pamięta go z uniwerku, nie może być zatem młodszy od niej.". No i właśnie to neguję. Mógł być młodszy i to nawet o parę lat. :)

                "to jest po prostu schemat u MM. Kochamy się -> bierzemy ślub -> mamy dzieci"
                Problem w tym, że ten schemat funkcjonował spokojnie trzy ćwierci wieku temu. No, może jeszcze pół wieku temu też. Ale od tamtej pory coraz mniej młodych w ów schemat się wpisuje. A MM pisze o MŁODYCH. No to nie, obecni młodzi w 95% nie przyjmują "kochamy się = ślub = dzieci" i to już na ten tychmiast, albo i szybciej. Kochamy się. Ok. Możemy razem wyjechać na wakacje. Może zamieszkać. Kupić/wziąć ze schroniska psa/kota. Ślub? A... To się zobaczy. Może kiedyś, jeśli będzie nam to do czegoś potrzebne. No, ok, jest potrzebne (pal już licho do czego, formalności prawno - medyczne, albo co i ów ślub wychodzi najporęczniej. Klepiemy sobie termin w USC, umawiamy świadków, ewentualnie zawiadamiamy rodziców/rodzeństwo. W wersji bardzo luksusowej i bardzo "prorodzinnej" - zapraszamy wszystkich na obiad. Dzieci? A daj spokój, najpierw trzeba się ogarnąć, karierę jakąś, pracę, stabilizację, mieszkanie, parę fajnych wyjazdów urlopowych...
                • ako17 Re: O pracy młodych. 28.12.25, 15:44
                  kocynder napisała:

                  > " Gdzie ktoś sugerował, że Naszpan jest młodszy od Aurelii i jakie właściwie mi
                  > ałoby to mieć znaczenie?"
                  >
                  > Ako nieuważnie czyta foruma! Otóż koleżanka Bupu, wyszczególniając lata zamęści
                  > a borejpotomstwa napisała o Nadszympansie, że "Aurelia, rocznik 77, pamięta go
                  > z uniwerku, nie może być zatem młodszy od niej.". No i właśnie to neguję. Mógł
                  > być młodszy i to nawet o parę lat. :)

                  Coś takiego pamiętam, tylko teraz mi się bardziej rzuciło w oczy ;). I dlatego Ciebie zagadnęłam, co to właściwie ma za znaczenie ;). Ale rozumiem, że żadnego szczególnego :).
            • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:23
              kocynder napisała:

              > BTW- fakt, że Aurelia p
              > amięta Nadszympansa z uniwerku nijak nie jest jednoznaczny z tym, że nie jest o
              > n od niej młodszy. Mógł być choćby o 4 lata młodszy, a zapamiętała, bo ładny ch
              > łoptaś. Mógł być nawet więcej młodszy, jeśli np ona po mgr coś jeszcze na uniwe
              > rsytecie robiła, jakieś badania naukowe, coś. Znaczy nie upieram się, ale nie p
              > amiętam, czy ona go pamięta z uniwerku czy ze studiów - bo to wcale nie to samo

              A tego opatrznościowego męża pamiętam jeszcze z uniwersytetu. Zdawało się, że czeka go kariera naukowa, ale nagle odszedł z uczelni i podjął pracę w szkole.


              Z uniwerku, nie jako wspolstudenta, z tego mi wynika. I nie jako ładnego chłoptasia.
              • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 13:46
                Nie czepiam się urody. Ale z tego wynika, że mogło być i tak, że Aurelia była jakąś tam pracą naukową zajęta a Jadaśko był wybijającym się studentem. Czyli różnica mogła być spokojnie 4 - 5 lat, a może i więcej. Nie, żeby to miało ogromne znaczenie dla ad remu. :)
                • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 14:25
                  kocynder napisała:

                  > Nie czepiam się urody. Ale z tego wynika, że mogło być i tak, że Aurelia była j
                  > akąś tam pracą naukową zajęta a Jadaśko był wybijającym się studentem. Czyli ró
                  > żnica mogła być spokojnie 4 - 5 lat, a może i więcej. Nie, żeby to miało ogromn
                  > e znaczenie dla ad remu. :)
                  >


                  O ile pomne Aurelia poza magistra nie wyszła.
                  • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 14:33
                    bupu napisała:

                    > O ile pomne Aurelia poza magistra nie wyszła.
                    >

                    Ja tez tak pomne.
                    I ona pamieta Adama jako pracownika uczelni, nie studenta, czyli wrecz mogl (i powinien) byc od niej starszy.

                    Co zreszta jest bez znaczenia, tu o Larwe chodzi - 25 lat, to akurat wiemy dokladnie, zadnej samodzielnosci wczesniej, bardziej czy mniej powaznych zwiazkow, ktore dalyby jej material porownawczy (Wolfiego nie licze, bo ta historia nic jej do myslenia nie dala) i pakuje sie w malzenstwo i mieszkanie z gosciem, o ktorym niewiele wie...
                    • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 14:53
                      tt-tka napisała:


                      > Co zreszta jest bez znaczenia, tu o Larwe chodzi - 25 lat, to akurat wiemy dokl
                      > adnie, zadnej samodzielnosci wczesniej, bardziej czy mniej powaznych zwiazkow,
                      > ktore dalyby jej material porownawczy (Wolfiego nie licze, bo ta historia nic j
                      > ej do myslenia nie dala) i pakuje sie w malzenstwo i mieszkanie z gosciem, o kt
                      > orym niewiele wie...

                      Wie że to Haaaa.. daaaam przecie. I że złoty nicień. Więcej, zdaniem autorki, wiedzieć nie musi. Młodsza generacja Borejkow przecież już nawet nie randkuje, jakie poznawanie absztyfikantow, buahaha. Zresztą na co im poznawać, tam się nie żyje z małżonkiem, tylko obok.
                    • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 14:56
                      A że nie ma to znaczenia dla ad remu toż i ja także napisałam. :)
                      Z tym, że parcie Larwy jest jakoś tam uzasadnione. Z Wolfim tez cisnęła na ołtarz jakby jej kto sprężynę zainstalował. Cały ten idiotyzm z jazdą do Śmiełowa... No, ma panna parcie na welon i tyle. Zdarzają się i wśród obecnych, że w sumie nie ważne kto obok, ważne, żeby zakontraktować. ;) Dodajmy też, że Larwa ślubuje w starczym wieku lat 25, co w porównaniu do pozostałych jest wiekiem niemalże emerytalnym, wnuków powinna wyglądać, a nie welon szyć!
                      • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 15:02
                        A jej ciotki (Ida, Nutria) wyszly za maz przed trzydziestka i nie bylo dramatozy. Za to mamusia sie pospieszyla i placze przez dziesieciolecia :P

                        Poszperalam po mojej rodzinie, slubujacej zasadniczo w latach 50-tych (o przodkach mowa) - w zasadzie nikt sie nie wyrywal przed 25, studia albo juz zrobione, albo na ukonczeniu i konkretne perspektywy zawodowe (oraz pewnosc zatrudnienia), albo jak bez studiow, to po kilku latach pracy, troche zycia wolnosciowego sie zaliczylo, troche grosza odlozylo... no i tych przyszlych malzonkow znalo sie nie tylko z randek, ale i z istnienia w grupie rowiesniczej.
                        • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 15:04
                          aha, i dzieci tez sie pojawialy po kilku latach zycia we dwoje, nie od razu !
                        • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 15:23
                          Też przegrzebałam "przodków" (znaczy ciotki i wujków) i poza jedną ciotką* wszyscy mięli między 26 a 30 lat. Studia, albo jakieś pomaturalne, jakaś praca, życie na wolności. I przede wszystkim, jak piszesz: znajomość z "tą drugą osobą" nie tylko przez nicień ani nawet przez x randek. Ale osadzenie w grupie rówieśniczej, wspólne wyjazdy, obozy wędrowne czy żeglarskie, wspólne kursy, wyjścia do kina nie tylko we dwoje patrząc sobie w oczy, ale w grupie. Każde miało szanse zaobserwować jak "to drugie" zachowuje się w sytuacjach stresowych, awaryjnych, co jest do zaakceptowania a co nie i z czego to wynika...
                          * wspomniana ciotka wyszła za mąż mając lat 23, ale ogólnie "pokręciła" sobie życie - była zakochana i zaręczona z jednym chłopakiem, po jakiejś głupiej sprzeczce on się obraził i wyjechał bez pożegnania (nie że na zawsze, ale studiował w innym mieście), napisała, jemu jeszcze foch nie minął i odpisał cierpko, a ona z głupiego "zacięcia" wyszła za innego (który to inny się w niej kochał od dawna, ale zdecydowanie nie był "stosownym" kandydatem). Kiedy jej ukochany wrócił po semestrze - była już mężatką. Zresztą krzyż pański z tym mężem miała, bo chlał, a że do tego zazdrosny był jak cholera a po alko agresor mu się włączał... Odeszła od niego po 5 czy 6 latach z małym synkiem - co świadczy o jej ogromnej sile, bo czasy były jakieś inne i zostawić męża było "społecznie" dużo trudniej. Formalnie rozwodu nie wzięli, a wdową została w parę lat po odejściu od męża.
                      • ako17 Re: O pracy młodych. 28.12.25, 15:41
                        kocynder napisała:

                        > A że nie ma to znaczenia dla ad remu toż i ja także napisałam. :)
                        > Z tym, że parcie Larwy jest jakoś tam uzasadnione. Z Wolfim tez cisnęła na ołta
                        > rz jakby jej kto sprężynę zainstalował. Cały ten idiotyzm z jazdą do Śmiełowa..
                        > . No, ma panna parcie na welon i tyle. Zdarzają się i wśród obecnych, że w sumi
                        > e nie ważne kto obok, ważne, żeby zakontraktować. ;)

                        No to co się właściwie stało, że Laura się w końcu na ten ślub z Wolfim nie zdecydowała? Bodzio? Czy fakt, że Wolfi okazał się "zwykłym chłopakiem"?
                        Pytam cokolwiek retorycznie, bo sama CP czytałam jakoś w miarę niedawno i w sumie to nie wiem.

                        Z kolei Adammm, z początku wyglądający na zwykłego robotnika firmy ogrodniczej, okazał się "niezwykłym" chłopakiem i z nim to było już na zawsze i na poważnie, bo... właściwie co? Czy po prostu Laura była bardziej zdesperowana niż przy Wolfim, bo w końcu lata lecą, panie tego...
                        Jbc, to Izabela Łęcka też była uważana za pannę cokolwiek posuniętą w leciech (miała chyba 24 lata), ale to było dobre 120 lat wcześniej...
                        • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 16:03
                          ako17 napisała:


                          > No to co się właściwie stało, że Laura się w końcu na ten ślub z Wolfim nie zde
                          > cydowała? Bodzio? Czy fakt, że Wolfi okazał się "zwykłym chłopakiem"?
                          > Pytam cokolwiek retorycznie, bo sama CP czytałam jakoś w miarę niedawno i w sum
                          > ie to nie wiem.

                          Wolfi wyjechal, nie pamietam Anglia czy Irlandia, w kazdym razie na wyspy. Czekal na Larwe wiernie, ale w koncu mu sie odechcialo.


                          >
                          > Z kolei Adammm, z początku wyglądający na zwykłego robotnika firmy ogrodniczej,
                          > okazał się "niezwykłym" chłopakiem i z nim to było już na zawsze i na poważnie
                          > , bo... właściwie co? Czy po prostu Laura była bardziej zdesperowana niż przy W
                          > olfim, bo w końcu lata lecą, panie tego...
                          > Jbc, to Izabela Łęcka też była uważana za pannę cokolwiek posuniętą w leciech (
                          > miała chyba 24 lata), ale to było dobre 120 lat wcześniej...

                          Moze bardziej zdesperowana, moze to, ze dziadunio gostka zaakceptowal, moze nie miala okazji zobaczyc Jadama z kims na piwie, moze wszystko naraz.

                          Izabela ma lat 25, "panny w tym wieku umieja byc interesujace - o czym ona mowi, 25 lat jeszcze nie stanowia TEGO wieku" - ale to juz w tym karnawale, gdy Stach jest jej oficjalnym absztyfikantem, na poczatku powiesci ma rzeczywiscie kolo 24, a gdy Stach ja pierwszy raz ujrzal, jeszcze mniej (pol roku, rok?). Ale brania nie miala ze wzgledow finansowych, nie wiekowych :)

                          Jest w Pamietnikach starajacego sie piekna historia, gdy mlody, ok. 20 chlopak zauroczyl sie w baronownie, ktora miala wyglad, cytuje "twarz, o ktorej mozna rzec, ze nalezy do kobiety majacej wiecej niz 15 i mniej niz 30 lat" (dobra, ocenial szczaw bez doswiadczenia) - baronowna okazala sie byc 28-latka :)
                          • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 16:37
                            "Wolfi wyjechal, nie pamietam Anglia czy Irlandia"
                            Glasgow

                            "Izabela ma lat 25, "panny w tym wieku umieja byc interesujace - [...]. Ale brania nie miala ze wzgledow finansowych, nie wiekowych"
                            Pewnie i to i to. Jednakowoż bowiem nawet panny nieposażne, ale urodziwe mężów znajdowały. Więc mniemam (wybaczcie, kumy, Lalka to dla mnie zmora, przez którą nie dałam rady przebrnąć, więc wiedze w temacie mam nieco ograniczoną), że to była kompilacja braków w szkatule, nader wysokiego mniemania o sobie i celowania za wysoko, a po np dwóch sezonach - już panna się kawalerom z grubsza "opatrzyła", straciła powab nowości, być może tez zniechęcało potencjalnych chętnych ryzyko cierpkiej rekuzy?
                            Oczywiście, panna w wieku lat 25 jak najbardziej może być nie tylko piękna, ale wręcz znacznie atrakcyjniejsza niż naiwniutka siedemnastolatka chowana pod kloszem. :)
                            • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 17:22
                              Wedle Prusa wychodzilo za maz plus minus 67 procent panien, reszta pozostawala w panienstwie.

                              Izabela "majac lat 18 tyranizowala mezczyzn chlodem", potem "po przejsciu pierwszego niesmaku zrozumiala, ze malzenstwo trzeba przyjac takim, jakie jest. Byla juz zdecydowana wyjsc za maz pod tym wszakze warunkiem, aby przyszly twarzysz podobal jej sie, mial piekne nazwisko i odpowiedni majatek. Rzeczywiscie trafiali jej sie ludzie piekni, majetni i utytulowani; na nieszczescie jenak zaden nie laczyl w sobie wszystkich trzech warunkow, wiec - znowu uplynelo kilka lat. Nagle rozeszly sie wiesci o zlym stanie interesow pana Tomasza i z calego legionu konkurentow zostalo pannie Izabeli tylko dwu powaznych: pewnien baron i pewien marszalek, bogaci, ale starzy."
                              Wczesniej takze jest wzmianka, ze gdy poslyszano o ruinie majatkowej Leckich, z licznego dotad towarzystwa "pierwsi cofneli sie epuzerowie"
                              • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 17:59
                                Czyli dobrze kojarzyłam. Kwestia majątkowa też, ale jednak po upływie KILKU LAT Izy na rynku. Pierw tyranizowała chłodem, potem kręciła nosem, a potem szlag trafił kasę i skończyło się "rumakowanie", a nieco w latach już była.
                                W 1880 roku wiek panien za mąż idących w większych miastach wynosił około 24 - 28 lat, średnią (22 - 25 lat) zaniżały panny na wsiach (18 - 20 lat), gdzie do ślubu szło się znacznie szybciej niż wśród inteligencji czy zamożniejszych mieszczan. W sferach "wyższych" była całkiem inaczej, gdyż tam nader rzadko w grę wchodziły fanaberie "młodych", a liczyły się przede wszystkim koneksje, alianse rodowe, koligacje majątkowe itp.
                                Zapewne gdyby kasa Łęckich nie poszła się była źle prowadzić to Iza spokojnie mogłaby jeszcze dwa - trzy lata nawet pokręcić ładnym noskiem, a w końcu wybrać z amantów najwytrwalszego, najbogatszego czy tego, którego najłatwiej weźmie pod pantofelek - tu już wybór byłby od niej zależny. Ładna była, urodzenie miała zacne - od osiemnastki (nieco co prawda późny debiut, ale ujdzie) przez kilka lat mimo jej chłodu i grymasów - chętni byli! :)
                                • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 18:34
                                  Kwestia majatkowa przede wszystkim - poki nie chciala, to nie chciala, a gdy juz godzila sie wyjsc za maz, sytuacja przetargowa byla jaka byla. Albo dobrze urodzony, albo urodziwy, albo majetny - ale wszystkich warunkow nie spelnial zaden. Starajacych sie nie brakowalo, ale.... kazdy /w jej oczach/ felerny. Mozna przyjac, ze i ona w oczach tych, na ktorych zgodzilaby sie, tez miala jakis feler, skoro sie zaden nie trafil.

                                  W tych sferach malzenstwo nie bylo romansem, tylko umowa ekonomiczno-spoleczna. Stary (taki, ktorego nie chciala) tez mial swoje wymagania. Koniec koncow zmyli sie nawet ci najbardziej wytrwali konkurenci - baron ozenil sie z inna, marszalek "wyniosl sie na Litwe w sposob tak ostentacyjny, ze hrabina i panna Izabela dostaly spazmow, a Lecki, nawet nie kiwnawszy palcem, umarl na apopleksje".
                                  • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 18:35
                                    PS bo ucieklo - tych kilka lat, gdy byla na rynku, byla bogata, lub tez uchodzila za bogata.
                                  • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 19:39
                                    Zasadniczo w tych pierwszych kilku latach, zanim okazało się, że majątków ni ma to mogła wybierać. Wtedy nie chciała. Potem to już wszedł brak kasy. Oczywiście jej (potencjalny) ślub byłby umową społeczno - ekonomiczną, ale rzecz nie w tym. A w tym, że mająca lat 25 Izabela uchodziła za pannę już w latach. Otóż bowiem wedle mojej wiedzy ślub w wieku lat 25 nie był żadnym curiosum, jednakowoż UMOWA ślubna, zaręczyny winny się odbyć stosownie wcześniej. I nie, nie bywało reguła, iż ślub w 3 miesiące po zaręczynach! Etap "zalotów" bywał krótki, właśnie kilkumiesięczny, jednak same zaręczyny trwały już dłużej: były okresem poznawania się (choćby z grubsza) przyszłych małżonków, gromadzenia wyprawy/sum posagowych (często kwoty konieczne do wypłaty były spore i np trzeba było czekać do zakończenia jakiegoś interesu/spieniężenia zbiorów, planowania przyszłości/ewentualnych remontów, przebudowy siedziby tak, by odpowiadała nowej pani... I dlatego panna Łęcka uchodziła za "nieco już w latach" - nie dlatego, ze była panną (bo to bywało wcale nie rzadkością wśród jej równolatek), ale że nie miała "zaklepanego" kawalera, nie była "po słowie". :)
                                    Co i tak ma się nijak do jej jednolatki Larwy, pędzącej do ołtarza z ledwo co znanym kolesiem o 120 lat później. Gdyż albowiem w latach, kiedy to ślubowała Pyziakówna - średnia wieku panien przed ołtarzem to 27 - 28 lat. A nie zapominajmy, że dla Larwy to już drugi kurcgalopek do ołtarza... :>
                                    • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 20:18
                                      kocynder napisała:

                                      > Zasadniczo w tych pierwszych kilku latach, zanim okazało się, że majątków ni ma
                                      > to mogła wybierać. Wtedy nie chciała. Potem to już wszedł brak kasy.

                                      Nie. Jeszcze gdy miala posag, a juz godzila sie wyjsc za maz, kandydatow bylo mrowie, tylko zaden nie odpowiadal jej wymaganiom. zatem wybierac mogla, tylko nie za bardzo miala w czym :)
                                      i nie wierze, by nie bylo w jej sferze nikogo przystojnego, z dobrym nazwiskiem i majatkiem - wszystko trzy w jednym - tylko zaden taki nie zastartowal. Pozostawali w starokawalerstwie lub brali inne.


                                      .> jednak same zaręczyny trwały już dłużej: były okresem pozna
                                      > wania się (choćby z grubsza) przyszłych małżonków, gromadzenia wyprawy/sum posa
                                      > gowych (często kwoty konieczne do wypłaty były spore i np trzeba było czekać do
                                      > zakończenia jakiegoś interesu/spieniężenia zbiorów, planowania przyszłości/ewe
                                      > ntualnych remontów, przebudowy siedziby tak, by odpowiadała nowej pani...

                                      No, okolo roku. A baronowi Dalskiemu to chyba jeszcze mniej zajelo :)

                                      >I dla
                                      > tego panna Łęcka uchodziła za "nieco już w latach" - nie dlatego, ze była panną
                                      > (bo to bywało wcale nie rzadkością wśród jej równolatek), ale że nie miała "za
                                      > klepanego" kawalera, nie była "po słowie". :)

                                      A bardziej nawet chyba przez to, ze w konkurentow ubogo...

                                      U Lama, okres mniej wiecej ten co Lalka, jest panna 28-letnia, i nikt w jej otoczeniu nie uwaza jej za stara panne. Wychodzi zreszta swietnie za maz (choc maz sporo starszy). Wielbicieli multum, powaznego konkurenta do reki nie, poki sie nie zjawil ten sporo starszy.
                                      Kilka lat pozniej jej towarzyszka, w latach tyle co tamta, gdy sie wydawala, uchodzi juz za stara panne - ale nie z racji wieku, tylko ogolnego niepozbierania "panna Wandzia miala w swoich, zreszta niebrzydkich, rysach to cos, o co pyta notariusz, gdy wlasnowolnosc jego klienta nie wydaje mu sie oczywista" (przekladajac na potoczny, panna wygladala glupio i byla nie za madra). Wolno przypuscic, ze powodzenie wsrod plci brzydkiej, niekoniecznie na rynku matrymonialnym, bo to nie to samo - w duzym stopniu zalezalo od wrazenia, jakie panna umiala zrobic.


                                      > Co i tak ma się nijak do jej jednolatki Larwy, pędzącej do ołtarza z ledwo co z
                                      > nanym kolesiem o 120 lat później. Gdyż albowiem w latach, kiedy to ślubowała Py
                                      > ziakówna - średnia wieku panien przed ołtarzem to 27 - 28 lat. A nie zapominajm
                                      > y, że dla Larwy to już drugi kurcgalopek do ołtarza... :>
                                      >

                                      A to bez dyskusji. ale juz dawno forumo ustalilo, ze Larwa tak bardzo chce miec kogos zaklepanego i tylko dla siebie, ze pognalaby z kazdym, kto by sie dal zawlec przed oltarz...
                                      • bupu Re: O pracy młodych. 28.12.25, 21:31
                                        tt-tka napisała:


                                        > A to bez dyskusji. ale juz dawno forumo ustalilo, ze Larwa tak bardzo chce mie
                                        > c kogos zaklepanego i tylko dla siebie, ze pognalaby z kazdym, kto by sie dal z
                                        > awlec przed oltarz...




                                        Prosił, by Laura na niego poczekała, lecz ona uczciwie wybiła mu to z głowy. Mija oto dziewiętnasty rok jej życia. Za dwa lata będzie już staruszką, tak mu powiedziała. Zaraz więc po maturze powinna wyjść za mąż, bo potem może być za późno.


                                        Laura w Zabie wspomina swoje rozmowy z Luckiem.

                                        Ona nie chce mieć kogoś dla siebie. Ona chce być mężatką, uważa bowiem, że kobiecie w jej wieku tak wypada. Ciekawe gdzie się tego nauczyła, nieprawdaż?
                                        • tt-tka Re: O pracy młodych. 28.12.25, 21:37
                                          No, chce wyjsc za maz, bo tylko maz, jako zaobraczkowany, jest na pewno na wlasnosc. Choc nie na wieki i to tez powinna wiedziec. Hm...

                                          Istotnie ciekawe, gdzie sie tego nauczyla. Przeciez nie w domu, w ktorym na jej oczach ciotki wychodzily za maz w wieku znacznie pozniejszym :)
                                      • ciotka.scholastyka Re: O pracy młodych. 07.01.26, 12:39
                                        "panna Wandzia miala w swoich, zreszta niebrzydkich, rysach to cos, o co pyta notariusz, gdy wlasnowolnosc jego klienta nie wydaje mu sie oczywista" (przekladajac na potoczny, panna wygladala glupio i byla nie za madra)

                                        ZACHWYCAJĄCE!!!
                        • kocynder Re: O pracy młodych. 28.12.25, 16:29
                          "co się właściwie stało, że Laura się w końcu na ten ślub z Wolfim nie zdecydowała?"
                          Poza duperelami jak formalności kościelne? To nie wiem. I nie, ślub w Kościele, przed Bogiem i ludźmi nie wygląda tak, że dwoje ludzi przyjeżdża se do proboszcza z dowodami osobistymi w garści, oznajmia wolę i już. To jest wale nie mało formalności (i to również wtedy, kiedy oboje "młodzi" wcale już młodzi nie są!). Ogłaszanie zapowiedzi, spisywanie protokołu przedmałżeńskiego... To wszystko jak Larwa i Wolfgang załatwili?Telefonicznie się nie da, pocztą tez nie. To trzeba osobiście. Było coś, że Larwa z Wolfim jeździli do Śmiełowa wcześniej?

                          "Adammm, [...] okazał się "niezwykłym" chłopakiem i z nim to było już na zawsze i na poważnie, bo... właściwie co?"
                          Bo słuchał Mozarta? Kurde, no, jak to czytałam pierwszy raz, te bzdury o złotej nici, to aż czekałam podświadomie, że ona mu coś tam zarumieniona o Mozarcie i jedności dusz, a on na to "Mozart? Nie, Mozartów nie mamy. Chopiny są lepsze, bardziej odporne i mniej nawozów potrzebują." - po czym rzuca okiem na zegarek i "Cholera, mam zebranie w szkole! Już jestem spóźniony!" i zostawia ją z otwarta buzią. Bo ona tu o poezji, a on tak przyziemnie, nawóz i zebranie.

                          "Izabela Łęcka też była uważana za pannę cokolwiek posuniętą w leciech (miała chyba 24 lata), ale to było dobre 120 lat wcześniej"
                          Otóż. 120 lat wcześniej - ok. Ba, nawet i 70.

                          A na marginesie - genialna sygnaturka, Ako!
                          • ako17 Re: O pracy młodych. 28.12.25, 23:23
                            kocynder napisała:

                            > "co się właściwie stało, że Laura się w końcu na ten ślub z Wolfim nie zdecydow
                            > ała?"
                            > Poza duperelami jak formalności kościelne? To nie wiem. I nie, ślub w Kościele,
                            > przed Bogiem i ludźmi nie wygląda tak, że dwoje ludzi przyjeżdża se do probosz
                            > cza z dowodami osobistymi w garści, oznajmia wolę i już. To jest wale nie mało
                            > formalności (i to również wtedy, kiedy oboje "młodzi" wcale już młodzi nie są!)
                            > . Ogłaszanie zapowiedzi, spisywanie protokołu przedmałżeńskiego... To wszystko
                            > jak Larwa i Wolfgang załatwili?Telefonicznie się nie da, pocztą tez nie. To trz
                            > eba osobiście. Było coś, że Larwa z Wolfim jeździli do Śmiełowa wcześniej?


                            A skąd! Oni przecież w ogóle nie wybierali się do Śmiełowa tylko gdzieś w góry - do Zakopanego może? Ten Śmiełów tak im wypadł, bo Bodzio zepsuł samochód.
                            Ale, tak czy siak jechali - dokądkolwiek - z zamiarem pobrania się, czy nie??? To jak oni to sobie wyobrażali? I, z tego co pamiętam, to nie formalności ich zatrzymały, tylko Laura zaczęła się wahać? Nie jestem chętna sprawdzać jak to było, bo moje e-wersje, odpowiednio przerobione do wyszukiwania cycatych przepadły na moim biednym, starym kompie :(

                            > "Adammm, [...] okazał się "niezwykłym" chłopakiem i z nim to było już na zawsze
                            > i na poważnie, bo... właściwie co?"
                            > Bo słuchał Mozarta? Kurde, no, jak to czytałam pierwszy raz, te bzdury o złotej
                            > nici, to aż czekałam podświadomie, że ona mu coś tam zarumieniona o Mozarcie i
                            > jedności dusz, a on na to "Mozart? Nie, Mozartów nie mamy. Chopiny są lepsze,
                            > bardziej odporne i mniej nawozów potrzebują." - po czym rzuca okiem na zegarek
                            > i "Cholera, mam zebranie w szkole! Już jestem spóźniony!" i zostawia ją z otwar
                            > ta buzią. Bo ona tu o poezji, a on tak przyziemnie, nawóz i zebranie.

                            Och, to by było piękne.

                            > A na marginesie - genialna sygnaturka, Ako!
                            >
                            A to już zasługa złej.m ;)
                            • tt-tka Re: O pracy młodych. 29.12.25, 09:23
                              ako17 napisała:


                              > A skąd! Oni przecież w ogóle nie wybierali się do Śmiełowa tylko gdzieś w góry
                              > - do Zakopanego może? Ten Śmiełów tak im wypadł, bo Bodzio zepsuł samochód.
                              > Ale, tak czy siak jechali - dokądkolwiek - z zamiarem pobrania się, czy nie???
                              > To jak oni to sobie wyobrażali? I, z tego co pamiętam, to nie formalności ich z
                              > atrzymały, tylko Laura zaczęła się wahać? Nie jestem chętna sprawdzać jak to by
                              > ło, bo moje e-wersje, odpowiednio przerobione do wyszukiwania cycatych przepadł
                              > y na moim biednym, starym kompie :(

                              Dobrze pamietasz.
                              Tak wlasnie, jechali z zamiarem pobrania sie i z wyobrazeniem, ze do tego wystarczy dowod osobisty (nie jestem pewna, czy chocby metryki wzieli). Dwojka majacych edukacje katechezowa 19-latkow :)
                              Wolfi nawet suknie slubna dla Laury kazal Zabie kupic i przywiezc !
                              Jak rozumiem, nawet z ksiedzem jeszcze nie rozmawiali, ten by ich oblal zimna woda, tylko tak cali na bialo zamierzali stanac przed funkcjonariuszem kosciola i sie poslubic.

                              Zrezygnowali, tzn Larwa, bo, po pierwsze, rodzina zamiast sie wzburzyc i wreszcia jakos adekwatnie zareagowac przyjechala z zyczeniami szczescia na nowej drodze zycia (rodzine tez pogrzalo), a po drugie, Zaba procz kiecki przywiozla wiadomosc o niedostaniu sie Larwy na zadne studia. Zatem poswieca najblizsze lata na ksztalcenie sie i rozwijanie, czy jakos tak, a dopiero pozniej pobiora.
                              • ako17 Re: O pracy młodych. 29.12.25, 09:31
                                tt-tka napisała:

                                > ako17 napisała:
                                >
                                >
                                > > A skąd! Oni przecież w ogóle nie wybierali się do Śmiełowa tylko gdzieś w
                                > góry
                                > > - do Zakopanego może? Ten Śmiełów tak im wypadł, bo Bodzio zepsuł samochó
                                > d.
                                > > Ale, tak czy siak jechali - dokądkolwiek - z zamiarem pobrania się, czy n
                                > ie???
                                > > To jak oni to sobie wyobrażali? I, z tego co pamiętam, to nie formalności
                                > ich z
                                > > atrzymały, tylko Laura zaczęła się wahać? Nie jestem chętna sprawdzać jak
                                > to by
                                > > ło, bo moje e-wersje, odpowiednio przerobione do wyszukiwania cycatych pr
                                > zepadł
                                > > y na moim biednym, starym kompie :(
                                >
                                > Dobrze pamietasz.
                                > Tak wlasnie, jechali z zamiarem pobrania sie i z wyobrazeniem, ze do tego wysta
                                > rczy dowod osobisty (nie jestem pewna, czy chocby metryki wzieli). Dwojka majac
                                > ych edukacje katechezowa 19-latkow :)
                                > Wolfi nawet suknie slubna dla Laury kazal Zabie kupic i przywiezc !
                                > Jak rozumiem, nawet z ksiedzem jeszcze nie rozmawiali, ten by ich oblal zimna w
                                > oda, tylko tak cali na bialo zamierzali stanac przed funkcjonariuszem kosciola
                                > i sie poslubic.
                                >
                                > Zrezygnowali, tzn Larwa, bo, po pierwsze, rodzina zamiast sie wzburzyc i wreszc
                                > ia jakos adekwatnie zareagowac przyjechala z zyczeniami szczescia na nowej dro
                                > dze zycia (rodzine tez pogrzalo), a po drugie, Zaba procz kiecki przywiozla wia
                                > domosc o niedostaniu sie Larwy na zadne studia. Zatem poswieca najblizsze lata
                                > na ksztalcenie sie i rozwijanie, czy jakos tak, a dopiero pozniej pobiora.

                                A! I w ramach czekania, Wolfi pojechał na Wyspy i cała historia miłosna się rozeszła. Rozumiem.
                              • kocynder Re: O pracy młodych. 29.12.25, 09:45
                                "cali na bialo zamierzali stanac przed funkcjonariuszem kosciola i sie poslubic"
                                Co jest technicznie niewykonalne. Znaczy odbyć uroczystość na Bali czy Zanzibarze w egzotycznych okolicznościach przyrody sobie można, ale i tak, żeby miało to-to moc urzędową wymaga późniejszych formalności. I nie, to nie jest tak, że dwoje młodych (nie w sensie wieku, a nowożeńców) sobie organizuje imprezę na białej plazy w blasku wschodzącego słońca, ślubują uroczyście i "bęc" są mężem i żoną. Formalnie są bowiem nadal panią X i panem Y, nijak ze sobą nie związanymi. Chyba, że WCZEŚNIEJ załatwią formalności (udział stosownego urzędnika/kapłana). Bez tego ni uja. A właśnie Wolfi i Laura NIC nie załatwiali. Oni w ogóle nie jechali do Śmiełowa! Ok, kupuję wizję, że zachwycił ich malutki kościółek w romantycznej scenerii. I że postanowili, że tu właśnie, w tym a nie innym kościółku przypieczętują na wieki wieków swoją miłość nieziemską jak sopran. No ale to by było ok, gdyby weszli na plebanię, poprosili proboszcza o info, co i jak muszą załatwić, żeby to było możliwe... Ba, nawet bym przyjęła, że proboszcz z życzliwości dla pary małolatów "zaklepał" im wstępnie termin. Albo gdyby MM napisała, że trafili tam (do Śmiełowa) rok wcześniej bo gdyż akurat tak, WTEDY się zachwycili, dowiedzieli,wszystko pozałatwiali (nawet zapowiedzi w parafiach da się "obejść", np Borejki chodzą do Dominikanów, a ich parafia to inny kościół, więc o zapowiedziach Laury nikt nie słyszał, a rodzice Wolfiego coś tam coś tam) i rzucili bombę o samym ślubie tuż przed.
                                Ja może niezbyt składnie piszę, ale... ;)
                                • tt-tka Re: O pracy młodych. 29.12.25, 10:42
                                  kocynder napisała:

                                  > "cali na bialo zamierzali stanac przed funkcjonariuszem kosciola i sie poslubic
                                  > "
                                  > Co jest technicznie niewykonalne.

                                  Przeciez wiem. Wszystkie i wszyscy to wiemy. Nie rozumiem, czemu nie wie tego para 19-latkow - 19-, a nie 11-latkow ! - uczeszczajacych w dodatku na katecheze. Maturzystow, ktorzy przynajmniej lektury szkolne, a sluby sie tam zdarzaly, maja za soba.
                                • ciotka.scholastyka Re: O pracy młodych. 07.01.26, 12:44
                                  Ja może niezbyt składnie piszę, ale... ;)

                                  > Nie. Piszesz sto pięćdziesiąt razy to samo i tłumaczysz wszystkim rzeczy dla każdego oczywiste.
                            • ciotka.scholastyka Re: O pracy młodych. 07.01.26, 12:42
                              > Ten Śmiełów tak im wypadł, bo Bodzio zepsuł samochód.

                              Pomijając już ten drobiazg, że jechali zupełnie idiotycznie, bo z Poznania do Zakopanego nie jezdzi(ło) się (wtedy ani teraz) taką trasą.
    • bupu Re: O pracy młodych. 29.12.25, 10:01
      kocynder napisała:

      > Tak sobie siedzę w świąteczne popołudnie i dumam.
      > Weźmy takiego IGSa. Zarobkuje on ci kręceniem filmików o architekturze drewnian
      > ej. Fajnie, pewnie sama bym chętnie taki filmik obejrzała. Ale czy to jest coś,
      > z czego da się wyżyć?


      genialny kuzyn Ignacy Grzegorz Stryba, będąc jeszcze studentem, zaczął pisać artykuły i scenariusze oraz realizować filmy o drewnianym budownictwie Wielkopolski, a nawet dostawać nagrody, zarówno honorowe, jak i, o dziwo, pieniężne.

      Prawidłowy odpowiedź brzmi: nie. Z nagród, otrzymywanych od czasu do czasu i w nie zawrotnych kwotach, nie da się.
      • kocynder Re: O pracy młodych. 29.12.25, 12:39
        No więc właśnie takie miałam wrażenie. Że ile taka nagroda pieniężna za artykuł, czy film o drewnianej architekturze może wynosić? Pomijając życzliwie fakt, że nagrody bywają czasem RZECZOWE a nie gotówkowe (np jakiś czas temu znajoma wygrała konkurs poetycki w gazecie i nagrodą była prenumerata tejże gazety + karta prezentowa do Empkiu). Ale już abstrahując od nagród rzeczowych - jeśli gotówka, to z tego co się orientuję baaardzo rzadko przekracza sumę 2000 złotych, a zwykle jest niższa. Biorąc pod uwagę, że obecnie najniższa krajowa to 4800 - IGS musiałby co miesiąc trzaskać minimum 3 takie nagrody. I to z tych najwyższych, po 1600,-. Żeby mieć MINIMALNĄ. Żeby mieć średnią co najmniej 5 czy 6. Sorry, ale słabo to widzę jako źródło utrzymania rodziny. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Aga para się sztuką, co daje tez mocno niepewne dochody i doszło jeszcze dziecko na utrzymanie! Ale może ja jestem wredna i źle widzę...
        • azalia02 Re: O pracy młodych. 03.01.26, 21:53
          Żadne utrzymywanie się z filmików o architekturze drewnianej Wielkopolski nie jest możliwe. Bo ile konkursów można wygrać w ciągu roku? Nawet gdyby IGS jakością kosił konkurencję, to możliwości miałby 3-4, nie więcej: konkurs studenckich kół naukowych w Poznaniu, jakiś poznański (a może wielkopolski) typu "Piękna nasza Wielkopolska cała" oraz konkurs filmów o sztuce. Może jeszcze jakaś nagroda rektorska dla wyróżniającego się studenta wpadłaby do kieszeni. Za pokazy na festiwalach (OnArt Festival, duży i dobry), gdyby się na nie jakimś cudem załapał, musiałby organizatorom czołobitnie podziękować, i tyle. Pokazy dla społeczności lokalnych - bo każdy kościół stoi przecież w jakiejś gminie, a gminy mają też biblioteki, domy kultury czy choćby sale parafialne - też byłyby raczej za Bóg zapłać i miłe spotkanie przy kawie oraz cieście domowej roboty. Własny kanał na YT? Zasięgi: 100 wejść w ciągu pierwszych kilku dni, lokalni parafianie + paru kolegów z instytutu, a potem okrągłe 0. Zakładam, że skoro wygrywał jakieś konkursy, to te filmy musiały być dobre, czyli IGS nie ględził rozwlekle, tylko mówił z sensem i na temat. Tyle że temat jest tak specyficzny, że na szeroką publikę nie ma co liczyć. Podobnie z artykułami. Spotkania z Zabytkami to czasopismo ogólnopolskie, lecz w postaci kwartalnika, czyli 4 numery w roku. Kolejka artykułów do druku - minimum 2 lata oczekiwania, chyba że ma się wyrobioną markę, ale IGS jeszcze nie ma. Miesięczniki typu Mówią Wieki albo Wiedza i Życie też przyjmują artykuły o sztuce, ale jakby po jednym udało mu się w nich opublikować, to wszystko. A honoraria autorskie mizerniutkie są... Pozostaje prasa lokalna, może jakieś weekendowe dodatki do prasy codziennej wydawanej w Poznaniu, lecz to też finansowa mizerota. Miłe uzupełnienie dochodów stałych, jeżeli się takowe ma, ale jeżeli nie, to rodziny się z tego nie utrzyma. Siebie samego też nie.
          • kocynder Re: O pracy młodych. 03.01.26, 22:55
            Właśnie. Nie żebym miała mizerne chociaż pojęcie o tym, o czym piszesz, ale takie miałam właśnie wrażenie. Zakładając z życzliwości, że IGS nie ględził w tych filmach/artykułach jak zazwyczaj, a mówił/pisał z sensem, polotem, ciekawie, przeplatając prelekcję już to anegdotką, już to żarcikiem na temat. Przy założeniu kwoty nagrody/wynagrodzenia za artykuł na poziomie 1600,- musiałby mieć minimum 3 takie co miesiąc, żeby mieć odpowiednik pensji minimalnej. Minimalnej, nie średniej! Trzy nagrody/artykuły w każdym miesiącu. I to jest absolutnie minimum, przy założeniu zgarniania pierwszej nagrody i to grubej - bo często nagrody nie przekraczają kilkuset złotych, o pracy za "Bóg zapłać" nie wspominając. Że zacznę od artykułów. Według Googla w moim mieście w dużej gazecie wojewódzkiej za artykuł są stawki: początkujący (tekst na "zlecony temat") - 2 - 5 zł/1000 słów; artykuł tematyczny - 15 - 40 zł/1000 słów; ekspert - 100 i więcej za uzgodnioną indywidualnie wypowiedź. No i ok, rozumiem, że jakiś profesor robi dziennikowi grzeczność wypowiadając się o sprawach, o których większość społeczeństwa nie ma bladego pojęcia i życzy sobie za to odpowiedniej gratyfikacji. No, ale to profesor czy tam gwiazda. IGS nie jest ani jednym ani drugim. Powiedzmy, że nie jest na zawołanie, nie pisze horoskopów, tekstów o Maryli R. w Opolu czy o nowym domu popularnego aktora (pal licho, że ów aktor nie ma nowego domu i nie rozmawiał z danym tytułem). Powiedzmy, że łapie się w "środkowe widełki", czyli te 15 - 40,-. Załóżmy, że dostaje 30,- za 1000 słów. Przeciętny artykuł popularnonaukowy to między trzy a dziesięć tysięcy słów. W dziesięć tysięcy dla prasy popularnej nie wierzę - zwłaszcza, jeśli pisane nie przez wybitnego eksperta (tego profesora czy gwiazdę). Powiedzmy, że wiarygodne byłoby 6. Co daje zawrotne 180,- za artykuł. Oczywiście artykuł "świeży", nigdzie nie drukowany wcześniej. Za przedruki nikt nie zapłaci. No i nie można zapominać, że taki "Dziennik", "Głos" czy "Ekspress" nie kupi takiego artykułu do każdego numeru! Jeśli raz na kwartał to już będzie sukces. No, raz na kwarta 180,- to jakby nie jest kwota... Nagrody rektorskie to (znów, na uniwersytecie w moim mieście) kwoty od 700 do 2000. Nie sądzę, żeby uniwerek w Poznaniu się pod tym względem jakoś wybitnie różnił. Przy czym nagroda rektorska (nie mylić ze stypendium rektorskim - ale o stypendium IGS nic nie było!) jest raz w roku. Nawet przy założeniu, że bierze ją rok w rok i w najwyższej kwocie: 2000 to nie jest kwota w skali roku! Najlepszy ekonomicznie grant naukowy, jaki znalazłam to kwota 2500 miesięcznie na rok. Artystyczne są zazwyczaj słabiej płatne, ale niechby załapał się an konkurs marszałka województwa, to kwota jednorazowo około 10.000 (tak, dziesięć tysięcy, nie tysiąc!). Ale to raz. I w moim województwie jest zastrzeżenie, że do konkursu marszałkowskiego można stawać dowolną ilość razy, ale wygrać można tylko raz. Czyli jeśli raz wziął nawet te 10 tysi - to szlus i kuniec. Nie sądzę, żeby w Pyrlandii było wiele inaczej. Mediana nagród i grantów studenckich w moim województwie to 453 zł. Nawet jeśli IGS załapuje się na te wszystkie "jednorazówki" marszałkowskie, wojewódzkie itd - to biorąc pod uwagę koszty (dojazdy, sprzęt, jakąś kwotę wypadałoby odpalić kumplowi z którym robi) zostaje mu na tzw życie niewiele więcej jak 0. Bo te dziesięć tysięcy podzielone na 12 miesięcy w roku daje ciut powyżej ośmiu stówek miesięcznie. Osiem stówek to jest ok jako kieszonkowe dla studenciaka, ale nie jako kwota na życie dla "głowy rodziny", mającej na utrzymaniu żonę - artystkę (tez bez stałych dochodów) i dzieciątko...
            • ako17 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 20:06
              kocynder napisała:

              Czyli jeśli raz wziął nawet te 10 tysi - to szlus i kuniec. Nie sądzę, ż
              > eby w Pyrlandii było wiele inaczej. Mediana nagród i grantów studenckich w moim
              > województwie to 453 zł. Nawet jeśli IGS załapuje się na te wszystkie "jednoraz
              > ówki" marszałkowskie, wojewódzkie itd - to biorąc pod uwagę koszty (dojazdy, sp
              > rzęt, jakąś kwotę wypadałoby odpalić kumplowi z którym robi) zostaje mu na tzw
              > życie niewiele więcej jak 0. Bo te dziesięć tysięcy podzielone na 12 miesięcy w
              > roku daje ciut powyżej ośmiu stówek miesięcznie. Osiem stówek to jest ok jako
              > kieszonkowe dla studenciaka, ale nie jako kwota na życie dla "głowy rodziny", m
              > ającej na utrzymaniu żonę - artystkę (tez bez stałych dochodów) i dzieciątko...
              >
              Wyrażam niniejszym ogromne uznanie dla całego researchu oraz obliczeń dokonanych przez Ciebie w tym wątku.
              Ad meritum:

              - Grzesiu, my się musimy wyprowadzić, Ignaś potrzebuje swojego własnego domu. On nie jest córką.
              - Gabuniu, ale jak my się wyprowadzimy, to z czego oni będą żyć? On nie zarabia regularnie, Agnieszka też, no i zaraz będzie dziecko...
              Gaba, rzucając niefrasobliwie:
              - Ach, mama powiedziała, że pieniądze zawsze można zarobić, a czyste sumienie tylko mieć.
              [Grzegorz milczy, bo co ma w sumie powiedzieć?]
              Gaba:
              - Wiem! My się musimy wyprowadzić, Patrycja na pewno będzie potrzebować pomocy przy rodzicach i w ogóle, a Agnieszka też chce się poczuć jak u siebie - w końcu przekazaliśmy im to mieszkanie, prawda? Ale nie można tak Ignasia zostawiać. On może sobie zupy nie wyjąć z lodówki, a Agnieszka może akurat zasłabnąć... Dziecko, wiadomo, ile tam takie dziecko zje, ale mieszkanie - przyznaję - trochę kosztuje... [urywa z wyrazem zastanowienia na pomarszczonym kostiumie, ale i z błyskiem w oku spod nierównej grzywki]
              - Myślisz o...? - zapytał niezawodny telepata Grześ
              - Tak, no i finanse od razu się ogarnie - skoro tak bardzo ci o to chodzi.
              - Nie, to nie mnie chodzi...
              - Nieważne, ale coś mówiłeś o finansach, to ja od razu mam rozwiązanie wszystkich problemów. Spójrz tam w internet, kiedy mogę lecieć do Oxfordu? Wszyscy będą zadowoleni!
              • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 20:52
                "Wyrażam niniejszym ogromne uznanie dla całego researchu oraz obliczeń dokonanych przez Ciebie w tym wątku."

                Możesz nie wyrażać, albowiem research wykonałam nader powierzchowny i dotyczy on inszej części kraju niż Poznań. A co do obliczeń, to kalkulator policzył, a ja wcale nie wiem czy dobrze... ;)
                • ako17 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 22:15
                  kocynder napisała:

                  > "Wyrażam niniejszym ogromne uznanie dla całego researchu oraz obliczeń dokonany
                  > ch przez Ciebie w tym wątku."
                  >
                  > Możesz nie wyrażać, albowiem research wykonałam nader powierzchowny i dotyczy o
                  > n inszej części kraju niż Poznań. A co do obliczeń, to kalkulator policzył, a j
                  > a wcale nie wiem czy dobrze... ;)
                  >

                  Mogę nie wyrażać, ale i takiego by mi się wykonać nie chciało ;) Zdaję też sobie sprawę, że to nie są tożsame miasta, ani kalkulacje dokładne. Ale mamy jakiś zgrabny punkt zaczepienia.
                  • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 22:35
                    No bo realnie. Jeśli w sporym województwie (nie w stolicy) nagroda marszałkowska jest = 10 tysi, to można mniemać, że w Wielkopolsce kwota jest porównywalna, może ciut wyższa lub ciut niższa, ale nie w sposób znaczący. Podobnie z kasą za artykuły. Skoro "u mnie" to kwoty takie a takie - to w Wielkopolsce może to być nie 180,- a np 150, albo 200,-. Ale tak orientacyjnie to daje jakieś pojęcie ile tez ten IGS mógł "nakosić" tymi artykułami i nagrodami. :D
          • przymrozki Re: O pracy młodych. 04.01.26, 11:23
            azalia02 napisała:

            > Żadne utrzymywanie się z filmików o architekturze drewnianej Wielkopolski nie j
            > est możliwe.

            Gdyby IGS był charyzmatycznym mówcą, wybitnym gawędziarzem i sprytnym biznesmenem jednocześnie - pewnie by mógł. Prowadziłby popularny podkast o historii starożytnej albo mitologii, oprócz tego pisał np. scenariusze jakichś komercyjnych, nieambitnych tasiemców. Zwrabiałby na życia, zwłaszcza gdyby do tego pracował naukowo na uczelni (w sumie chyba nie wiemy, czy miał takie plany).

            Ale IGS rozlazła ględa z niszowym hobby i wstrętem do wszystkiego, co nie jest elitarną kulturą wyższą może tylko próbować powtórzyć ścieżkę kariery Gaby albo Ignaca.
            • azalia02 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 12:30
              Skoro IGS dostaje nagrody za swoje filmiki i wygrywa konkursy, to NIE JEST w nich rozlazłą ględą. Sorry, ale mam lepsze mniemanie o jurorach tych imprez - na pewno nie nagradzają czegoś, czego nie da się słuchać. Problem jest inny: zbyt niszowa tematyka. A gdyby nawet IGS ją poszerzył, to budowa kanału na YT, przynoszącego dochody, trwa lata. Ja czasem oglądam filmy z kanału Historyczny Top: www.youtube.com/watch?v=cqbxicURV-8 I owszem, liczba subskrybentów jest imponująca, jak na historię dawną (bo im bliżej współczesności, tym więcej zainteresowanych), liczba odsłon też. Ale to po pięciu latach od początków kanału. Do tego, to jest kanał o historii, nie o sztuce, autor zaś nie jest "charyzmatycznym mówcą", tylko zaprasza gości, którzy są fachowcami w swoich dziedzinach i dyskutuje z nimi, będąc dobrze przygotowanym do tematu, jaki wybrał. W opisach filmów zawsze podaje link, prosząc o wsparcie na patronite. Nie wiem, jak u niego z reklamami, bo ja mam YT bez reklam. Trochę inny charakter ma kanał Kamila Janickiego (też historyk), który sam mówi o sprawach, które go interesują, a przy okazji zawsze reklamuje własne książki. www.youtube.com/watch?v=a7IDc4LCr8o I oba te kanały to przykłady dobrej popularyzacji, znajdującej odbiorców, chociaż nie mam pojęcia, jak te zasięgi przekładają się na dochody autorów. Janicki opublikował zresztą już kilkanaście książek i mnóstwo artykułów. Z popularyzacji można żyć, nie trzeba pisać scenariuszy komercyjnych, nieambitnych tasiemców :D Tyle, że to wymaga czasu, a poza tym dużej wiedzy, wykraczającej poza tę zebraną na studiach. Na etapie pisania pracy magisterskiej czy krótko potem można sobie tylko pomarzyć o zasięgach i dochodach z YT, bo też i przygotowanie dobrych podcastów wymaga sił i nakładów finansowych. Dla IGSa najlepsza byłaby szkoła doktorska na UAM - na pewno by się dostał, miałby stypendium przez 4 lata, obowiązków niewiele, za to sporo czasu, żeby przemyśleć, jak to nagrywanie filmików z kolegą przekształcić w coś, co by ewentualnie przyniosło jakieś dochody.
              • bupu Re: O pracy młodych. 04.01.26, 13:12
                azalia02 napisała:

                > Skoro IGS dostaje nagrody za swoje filmiki i wygrywa konkursy, to NIE JEST w nich rozlazłą ględą. Sorry, ale mam lepsze mniemanie o jurorach tych imprez - na pewno nie nagradzają czegoś, czego nie da się słuchać.

                Zgadza się. Bo nie nagradzają dzieł IGSa.

                I, na domiar wszystkiego, genialny kuzyn Ignacy Grzegorz Stryba, będąc jeszcze studentem, zaczął pisać artykuły i scenariusze oraz realizować filmy o drewnianym budownictwie Wielkopolski, a nawet dostawać nagrody, zarówno honorowe, jak i, o dziwo, pieniężne.

                Widzisz tu bodaj słowo o konkursach i jury? Równie dobrze mógł dostać nagrodę wójta gminy Purchle wielkie za promocję gminy i jej zabytków.
                • azalia02 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 13:27
                  Nie wiem, jaki jest tryb przyznawania nagród przez wójta gminy Purchle wielkie. Mam jednak wrażenie, że do nagrody startuje zwykle więcej niż jeden kandydat, więc jest to jakaś forma konkursu, a zatem potrzeba też osób, które ocenią nadesłane prace. Chyba żeby to była ustawka z rzeczonym wójtem: ty mi zrobisz film promujący, a ja wypłacę ci nagrodę. Ale skąd takie znajomości u IGSa?
                  No i nie widzę nagrody honorowej bez rywalizacji i oceny. Nawet gdyby to był tylko arkusik papieru do powieszenia na ścianie.
                  Nagrody, które "się należą" bez rywalizacji, to chyba tylko te na studiach, za średnią ocen,, czyli stypendium naukowe.
                  • bupu Re: O pracy młodych. 04.01.26, 14:21
                    azalia02 napisała:

                    > Nie wiem, jaki jest tryb przyznawania nagród przez wójta gminy Purchle wielkie.
                    > Mam jednak wrażenie, że do nagrody startuje zwykle więcej niż jeden kandydat,
                    > więc jest to jakaś forma konkursu

                    No właśnie. Masz wrażenie. Istnieje całkiem sporo nagród honorowych, przyznawanych na mocy decyzji lokalnych włodarzy, "za zasługi". Niekoniecznie faktyczne, niekoniecznie przyznawane po znajomości. Gdy w grę wchodzi kasa, owszem, znajomości zaczynają się liczyć (nb. nic nie wiemy o znajomościach kol. Kurzajki). Ale przy trofeach typu uścisk dłoni wójta i kalendarz ze zdjęciami najpiękniejszych zakątków gminy?

                    Nie mamy pojęcia ile razy dzieła Ignacego jr i Kurzajki dostawały nagrody, nie wiemy jakiego szczebla, ile z tego zaś było nagrodami pieniężnymi. Panowie mogli raz dostać wyróżnienie za promocję parafii, nagrodzone literaturą chrześcijańską, drugie z gminy w wysokości dwieście złoty, dwie nagrody "za udział" w jakichś konkursach ( bo nie sądzę żeby były to konkursy oblegane) i stówkę wygraną w konkursie małomiasteczkowej kablówki, w której drugim pretendentem był typ filmujacy kartoflem, nie umiejący opanować drżenia rąk. A niestety z tomów poprzednich, Feblika zwłaszcza, wiemy, że upiornym gledą IGS był absolutnie.
                    • przymrozki Re: O pracy młodych. 04.01.26, 14:56
                      bupu napisała:

                      > A niestety z tomów poprze
                      > dnich, Feblika zwłaszcza, wiemy, że upiornym gledą IGS był absolutnie.

                      Ano właśnie. Gdybyśmy nie wiedzieli na pewno, że IGS jest nudziarzem, moglibyśmy się zastanawiać, czy w czasie kiedy na polecenie Gaby sam sobie dorastał nie niepokojony przez nikogo zamknięty w swoim pokoju, nie rozwinął przypadkiem talentów oratorskich. Ale niestety wiemy dobrze, na czym stoimy.

                      A o wielkości jego sukcesów naprawdę nie wiadomo nic. Zresztą. Może kolega Kurzajka jest wybitnie sprawnym fachowcem, więc aspekty produkcji, za które odpowiada (nie wiem - obraz, światło, muzyka) stoją na tak wysokim poziomie, że wystarczy z naddatkiem na półamatorskie, lokalne konkursy. Kurzajka wyrobi sobie w ten sposób nazwisko, zdobędzie kontakty, nabierze profesjonalnej rutyny i pójdzie tam, gdzie się zarabia. A IGS zostanie z zapasem niszowej wiedzy, której nie umie sprzedać.
                    • azalia02 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 15:00
                      To będę miała wrażenie po raz drugi. A moje wrażenie jest takie, że żeby dostać w nagrodę choćby za promocję parafii, to ta promocja musiała się komuś podobać. Może proboszczowi, może też organiście i paru wiernym. Gdyby rzeczony proboszcz stwierdził: "eee, z takim czymś to na uniwersytet, u nas trzeba mówić do ludzi, a nie do naukowców", to z promocji i z nagrody w postaci literatury chrześcijańskiej byłyby nici. Albo trzeba byłoby filmik przemontować i komentarze sprowadzić do formy strawnej dla przeciętnego widza.
                      Filmiki Ignacego są zresztą efektem współpracy z kolegą Kurzajką, który już na etapie nagrywania mógł powiedzieć Ignacemu, żeby się streszczał, bo nikt nie będzie miał tyle cierpliwości, żeby obejrzeć to do końca.
                      Parę postów wyżej napisałam, że z takich filmów absolutnie nie da się wyżyć, lecz to wynika z samej tematyki i bardzo wąskiego kręgu odbiorców, a nie z faktu, że filmy są złe, nudne, rozlazłe i w ogóle nie do oglądania. I nie widzę tu potrzeby deprecjonowania obu chłopaków, bo nawet filmy bardzo dobre nie miałyby większych zasięgów.
                      I tak przy okazji, w związku z tym, co Kocynder napisała o nagrodzie marszałka województwa: gdyby IGS i Kurzajka dostali te 10 000, to jakoś tą forsą musieliby się podzielić, gdyż autorów było dwóch. Nie wiem, czy dzieliliby się po równo, to już sprawa pomiędzy nimi. A dodatkowo w grę wchodzi kwestia prawa autorskiego, nawet jeśli film miałby potem trafić tylko na YT. Kurzajka może chciałby wpisać te filmiki do swojego CV?
                      • bupu Re: O pracy młodych. 04.01.26, 16:16
                        azalia02 napisała:

                        > To będę miała wrażenie po raz drugi. A moje wrażenie jest takie, że żeby dostać
                        > w nagrodę choćby za promocję parafii, to ta promocja musiała się komuś podobać

                        Niekoniecznie. Nie sądzę bowiem żeby do wiejskich parafii pchali się drzwiami i oknami filmowcy żądni nakręcenia dokumentu o zabytkach sakralnych. Powiedziałabym nawet, że wizyta takich filmowców i powstanie takiego dzieła to w parafiach, tudzież gminach, rzadkość. Godną nagrodzenia. Przez wójta, plebana, lokalne stowarzyszenie maniskalnych historyków...


                        > Filmiki Ignacego są zresztą efektem współpracy z kolegą Kurzajką, który już na
                        > etapie nagrywania mógł powiedzieć Ignacemu, żeby się streszczał, bo nikt nie bę
                        > dzie miał tyle cierpliwości, żeby obejrzeć to do końca.

                        Tu nie chodzi tylko o rozwlekłość. Także o sposób podania treści.

                        Wracamy natychmiast – rzekł, zamykając wóz. – Pięć minut z zegarkiem w ręce. A raczej na ręce. A raczej z komórką. W ręce. Czy zauważyłaś, że już mało kto nosi zegarek na ręce? Uważaj. Streszczam się. Rok 1849. Poeta zostaje zmuszony do emigracji. Zaczyna zarabiać na życie we Florencji, jako rzeźbiarz... – strzelał Ignacy krótkimi komunikatami, jednocześnie wiodąc Agnieszkę ku drewnianemu kościołowi. – Uczy się od florenckich mistrzów. Zyskuje sławę. Na Zachodzie. W Polsce oczywiście nie. Filozof, hrabia August Cieszkowski – z tej właśnie Wierzenicy – zamawia u niego nagrobek. Więc on go rzeźbi, w formie drzwi – rozumiesz symbolikę? – drzwi do wieczności!... – Z tymi słowy weszli do cichego wnętrza i Ignacy zamilkł.

                        Chłop napiernicza jak z podręcznika, poduszka widzowi sama pod łeb włazi. W dodatku typ baje od rzeczy, strzelając kuriozalne babole.

                        Rok 1849. Poeta zostaje zmuszony do emigracji. Zaczyna zarabiać na życie we Florencji, jako rzeźbiarz...


                        Zgadza się tylko tyle, że Lenartowicz opuścił Polskę w 1849. Wyjechał jednak do Drezna, potem Paryża, do Florencji trafił dopiero w 1860. Na życie zarabiał nie rzeźbiąc, lecz pisząc i wykładając, zarabiała też jego żona, malarka, Zofia z Szymanowskich. Jeszcze bardziej kuriozalny babol: dla Augusta Cieszkowskiego Lenartowicz wyrzeźbił nie nagrobek w formie drzwi, tylko całkiem dosłowne, użytkowe drzwi do kaplicy grobowej, oraz, wspólnie z Madeyskim, zaprojektował neoklasycystyczny nagrobek. W ustępie o Kochanowskim też jest horror, jakieś bajedy o Kochanowskim, mającym być klerykiem, tudzież proboszczem w Kicinie, podczas gdy poeta ów był, li i jedynie, prepozytem, czyli zarządcą dóbr katedralnych, bez żadnych święceń ni zapędów ku stanowi duchownemu.

                        Nie ma mowy, by człowiek sadzący takie kocopoły mógł zrobić film ciepło przyjęty i nagradzany przez to wąskie środowisko znawców tematu. Nie widzę możliwości na inne nagrody niż wójta w dowód uznania, bo wójt Kochanowskiego wyparł z umysłu wyszedłszy ze szkół, a poza tym i tak chodzi mu o to, żeby się móc pochwalić, że ło, patrzajta narodzie, promocja gminy w świecie.
                        • przymrozki Re: O pracy młodych. 04.01.26, 16:32
                          bupu napisała:

                          > – Wracamy natychmiast – rzekł, zamykając wóz. – Pięć minut z zegarkiem w ręc
                          > e. A raczej na ręce. A raczej z komórką. W ręce. Czy zauważyłaś, że już mało kt
                          > o nosi zegarek na ręce? Uważaj. Streszczam się.

                          O proszę. Wyraźnie dano IGSowi do zrozumienia, że jego perory chwilowo nikogo nie intresują, a on - zamiast zrezygnować z wykładu albo wybrać jakąś ciekawostkę - strzela jak z karabinu datami i wydarzeniami, obiektywnie rzecz biorąc, dość przeciętnie doniosłymi, bo mowa o szczegółach biografii.

                          Na dodatek, jak się okazuje, przytacza szczegóły biografii z błędem.

                          Ale nawet przy założeniu, że Jeżycjada dzieje się w równoległym wszechświecie, w którym było tak, jak mówił IGS, to ciągle mowa o rzeczach, które - poza jakimś naukowym dyskursem - nie mają znaczenia. Istotą atrakcyjności zabytku sztuki drewnianej nie jest to, że ktoś zaczał naukę we Florencji pięć lat później lub wcześniej. A przesadne skupienie na nieistotnych szczegółach, które nie interesują nikogo z odbiorców, to właśnie ględzenie. W czystej formie.

                        • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 17:00
                          No więc otóż. Kocopoły. I to takie dość... Znaczące. W dodatku podane w formie nudnej, rozwlekłej i topornej. Kurczę, no, są ludzie, którzy umieją mówić, i to tak, że choćby pletli duby smalone, to i tak słuchacz powie "A pleć co chcesz, fajnie gadasz!". Ale nie IGS.
                          Do tego jest kwestia kwot tychże nagród. Podkreślam, gdyż dla clou dyskusji jest to element znaczący: IGS utrzymuje siebie, żonę i dziecko. Z tych artykułów i nagród. No to ja się pytam: JAK, na Zeusa?! Skoro za artykuł przeciętny dziennik płaci, przy dobrym układzie 180,-, a rzeczonych artykułów nie zamawia dwa razy w tygodniu tylko najwyżej raz na kwartał. A nie może to być częściej, gdyż gazeta zasadniczo wypełnia szpalty starciem polityka X z politykiem Y, żelem na włosach piłkarzy, ślubem/rozwodem gwiazdki jednego przeboju, strojem, który miała na sobie żona polityka podczas przecięcia wstęgi w Pierdziszewie Górnym oraz i tak dalej.
                          Nagrody w konkursach - ok. Bywają takie właśnie, że wójt nie oglądając dzieua przyzna, bo promocja gminy i na spotkaniu wójtów będzie się mógł pochwalić, że o JEGO gminie powstał film, a o ich gminach nie. No ale ile ta nagroda może wynieść? Nawet przy założeniu, że gotówkowa, a nie uścisk dłoni i kalendarz z widoczkami. tysiąc złociszy? To, moim zdaniem, góra i to hojnie licząc. I znów - to jest "jednorazówka". Wójt nie zamówi kolejnego filmu i niem da kolejnych pieniążków. Odliczywszy koszty (dojazd, pozwolenia, oświetlenie, montaż), podzieliwszy kwotę z kolega Kurzajka (nie wierzę w kolegę, który inwestuje swój czas i zasoby za frajer!) - daje kwotę ok jak na kieszonkowe studenta, ale nie na utrzymanie rodziny!
                          Z czego zatem Ignieszki się utrzymują? Się oraz dziecię?
                      • przymrozki Re: O pracy młodych. 04.01.26, 16:18
                        azalia02 napisała:

                        > To będę miała wrażenie po raz drugi. A moje wrażenie jest takie, że żeby dostać
                        > w nagrodę choćby za promocję parafii, to ta promocja musiała się komuś podobać

                        Albo jako jedyna spełniać minimalne wymogi konkursu (jest przynajmniej kilka instytucji publicznych regularnie organizujących konkursy na prace naukowe na swój temat, widziałam z bliska dwa takie konkursy, przynajmniej raz prac wplynęło mniej niż przewidziano nagradzanych miejsc, na dodatek poziom był taki, że zdecydowano o nieprzyznaniu pierwszej nagrody).

                        Albo podobać się akurat temu komuś, kto ceni formy rozwklekłe, nachalnie dydaktyczne i pozbawione lekkości czy poczucia humoru.

                        Albo praca mogła być rzeczywiście bardzo umiejętnie dostowana do odbiorcy, ale tym odbiorcą wcale nie był przeciętny widz telewizji śniadaniowej, ale grono naukowców, specjalistów w dziedzinie ochrony zabytków drewnianych. Dla nich naukowa rzetelność (którą IGS mógł mieć, czemużby nie) byłaby cenniejsza niż komercyjna atrakcyjność.

                        • bupu Re: O pracy młodych. 04.01.26, 16:29
                          przymrozki napisała:

                          > . Dla nich nauko
                          > wa rzetelność (którą IGS mógł mieć, czemużby nie) byłaby cenniejsza niż komercy
                          > jna atrakcyjność.
                          >

                          Temuż, że kol. Stryba dwojga imion pierniczy jak potłuczony, patrz Feblik. Serio, on takie duby smalone opowiada, że się słabo robi.
                          • azalia02 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 19:33
                            Wiedzy Ignacego (czy raczej braku takowej) nie ma co rozstrząsać, gdyż ponieważ albowiem jest on postacią literacką, nie zaś rzeczywistą osobą. Autorka, kiedy chciała, to potrafiła (we WdO) skontrować zachwyty IGSa nad wierszem bodajże Bronisławy Ostrowskiej o czereśniach. Dorota stwierdziła tam bardzo rozsądnie, że z czereśni konfitur zrobić się nie da (znaczy, da się, ale będą, oględnie mówiąc, do niczego) i czereśnie pojawiają się w wierszu tylko dlatego, że łatwiej się rymują niż wiśnie. Rym i rytm decyduje o użyciu czereśni zamiast wiśni, a wiersz nie oddaje realiów życia. No i IGS stracił wtedy swój rozpęd krasomówczy. Ponieważ jednak w żadnym z tomów nie znalazł się nikt inny, kto powiedziałby Ignacemu "ej, to chyba jednak nie tak było, jak mówisz, nie masz racji", to musimy przyjąć, że wiedzę wkładaną w usta Ignacego pani MM uważała za pewnik i nie konstruowała jego wypowiedzi po to, żeby pokazać, że studentem jest marnym i gada głupstwa. Niestety, rzeczywistość rozjeżdża się tu z kreacją odautorską, ale to nie wina IGSa.
                            (W przypadku osób rzeczywistych, to inna sprawa. Czasem na blogaskach czy w innych formach wypowiedzi w sieci trafiam na takie kwiatki, że ręce mi opadają do samej ziemi i zastanawiam się, jakim cudem szanowny autor uzyskał tytuł magistra w dziedzinie, którą niechlubnie reprezentuje).
                            A w przypadku IGSa jedno mnie zastanowiło: on studiuje historię sztuki, na półce w pokoju Doroty dostrzega E. Gombricha "O sztuce". I nic. Zamiast pogadać o sprawach, które mogą interesować oboje, on zasypuje dziewczynę uniesieniami nad poezją, która ją ewidentnie nudzi. A mógłby już się przestawić na zachwyty nad sztuką, skoro ją wybrał na studiach. Podejrzewam paskudnie, że pani MM Gombricha nie czytała, więc o książce wolała nie dyskutować :)
                            Podobnie ta wpadka z Kochanowskim - autorka nie wiedziała albo zapomniała, że wówczas rozmaite urzędy kościelne przypadały osobom świeckim (nawet kardynałowie czasem nie mieli święceń kapłańskich). To nie jest świadome, odautorskie dyskredytowanie IGSa jako znakomitego studenta, tylko niezamierzony skutek potknięć autorki oraz braku redakcji.
                            Trochę podobnie było z cavatiną, popisowym numerem Laury jako studentki śpiewu operowego.
                            Tak więc nadal przyjmuję, że IGS ma odpowiedni zasób wiedzy o kościołach drewnianych, a ponieważ filmiki są efektem współpracy z kolegą Kurzajką, to również ich forma jest strawna dla odbiorców, którzy niekoniecznie muszą być specjalistami.
                            A jeśli chodzi o osoby, które potrafią tak pięknie mówić, że słuchacze wybaczą im kocopoły, to ja kojarzę tylko Roberta Bernatowicza, kiedy opowiada o UFO i reinkarnacji. Ale tu jednak również sama tematyka jest wciągająca. Poza tym sądzę, że to jeden z mitów psychologii popularnej (nie dotyczy to oczywiście polityków, pracowników mediów oraz wszelkiego rodzaju tzw. mówców motywacyjnych, bo to ich zawód i wytrenowane umiejętności). Natomiast uważam, że każdy może nauczyć się mówić zwięźle i treściwie, zwłaszcza jeśli ma ograniczony czas. IGS sam mówi, że "się streszcza", czyli już ktoś musiał mu zwrócić uwagę, że gada za dużo.
                            Tak więc nadal nie widzę powodu, żeby dyskredytować wartość tego, co nagrywa i pisze (artykuły! Przecież je też ktoś musiał ocenić i dopuścić do druku), co nie zmienia faktu, że z tego żyć się nie da. Zwłaszcza z żoną i dzieckiem na utrzymaniu.
                            • bupu Re: O pracy młodych. 04.01.26, 20:26
                              >tak więc nadal przyjmuję

                              Tak to można wszystko przyjąć, nawet to, że Ignacy dorabiał do pensji tańcząc w balecie.
                            • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 20:29
                              "Wiedzy Ignacego (czy raczej braku takowej) nie ma co rozstrząsać, gdyż ponieważ albowiem jest on postacią literacką, nie zaś rzeczywistą osobą."
                              No niestety, ale skoro autorka nam napisała, że IGS zarobkuje za pomocą wiedzy o kościołach a prezentuje ta jego wiedzę jako klepanie kocopołów - to to się mieści w temacie dyskusji "o pracy młodych". Analogicznie gdyby napisała nam prawniczkę - konstytucjonalistkę, która twierdzi, że Polska do roku 1995 była monarchią konstytucyjną, a w 1995 wprowadzono system monopartyjny. No, sorry, ale nie. Jeśli autorka pisze głupoty to musi się liczyć, że te głupoty zostaną jej wypunktowane.

                              "na półce w pokoju Doroty dostrzega E. Gombricha "O sztuce". I nic."
                              A tu akurat zgadzam się z tobą w 100%. Mniemam, że autorka za pomocą Google znalazła "pozycja popularnonaukowa o sztuce", Google jej wypluło tego Grombicha, to wklepała, ale nie ma bladego pojęcia o czym to jest. Na takiej samej zasadzie jak Romcia Kowalik, nastolatką będąca czytająca "Toksycznych Rodziców" i jej się WSZYSTKO zgadza! Serio, wierzysz, że Tosia i Mamert realizowali to co spotkało pacjentów Susan Forward? Katowali fizycznie i znęcali się psychicznie? Gwałcili, tłukli do krwi/utraty przytomności, głodzili... Serio? Łeb na pniu położę, że MM poznała "chwytliwy" tytuł, w rękę nie wzięła a wkleiła, bo jej "toksyczni" kojarzy się z "nieempatyczni", "kontrolujący", w najgorszym razie "krytykujący".

                              "To nie jest świadome, odautorskie dyskredytowanie IGSa jako znakomitego studenta, tylko niezamierzony skutek potknięć autorki oraz braku redakcji."
                              Oczywiście. Ale skoro to przeszło i zostało włożone w usta osoby "znającej" - to wychodzi, że to znawstwo jest jakby nie do końca.

                              "A jeśli chodzi o osoby, które potrafią tak pięknie mówić, że słuchacze wybaczą im kocopoły, to ja kojarzę tylko Roberta Bernatowicza, kiedy opowiada o UFO i reinkarnacji."
                              Chociażby taki, prowadził program "Sensacje XX wieku", Bogusław Wołoszański. Serio, często, co najmniej mijał się z realiami historycznymi, a mimo to - programy jego były świetne, dobrze zrealizowane, z fajną energią, prowadzący, nawet jeśli mówił "prawdy" co najmniej wątpliwe - mówił ciekawie! W sposób, który wciągał. Da się. Ale IGS, z tych próbek, jakie nam sama autorka dała - zdecydowanie nie jest takim typem.
                              • kooreczka Re: O pracy młodych. 04.01.26, 20:31
                                Generalnie wiedza MM na jakikolwiek temat zachwycić może jedynie młodsze nastolatki- do literatury i historii klasycznej zaczynając. Parę wyświechtanych haseł i najoczywistsze nazwiska
                              • ako17 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 21:11
                                kocynder napisała:




                                > Chociażby taki, prowadził program "Sensacje XX wieku", Bogusław Wołoszański. Se
                                > rio, często, co najmniej mijał się z realiami historycznymi,

                                Możesz przytoczyć przykłady?

                                a mimo to - progra
                                > my jego były świetne, dobrze zrealizowane, z fajną energią, prowadzący, nawet j
                                > eśli mówił "prawdy" co najmniej wątpliwe - mówił ciekawie! W sposób, który wcią
                                > gał.
                                >
                                To prawda, a ja się nigdy tak naprawdę nie interesowałam historią dogłębnie. Zatem naprawdę nie wiem, gdzie Wołoszański coś dośpiewał/ dopowiedział/ nadinterpretował. Te programy świetnie się oglądało - do czasu, ale to nie wina programów, tylko tego, że mi się zainteresowania zmieniły.

                                Ok, teraz też czytam czasem jakieś książki o historii, np. opracowania Richarda Pipes'a o Rosji/ ZSRR, ale nadal nie wiem, czy to wszystko, absolutnie wszystko, miało stuprocentowe odzwierciedlenie w rzeczywistości. Tak, autor w miejscach, gdy nie jest pewien, zaznacza, że nie zachowały się stuprocentowo jednoznaczne materiały, opisujące dane zdarzenie i antycypuje przebieg. Bardzo to doceniam.
                                Jednak wciąż nie mam pełnego przekonania, czy fragmenty, których nie opatrza takim komentarzem, są absolutnie prawdziwe. Mógł nie mieć dostępu do wszystkich materiałów (ich wykaz rzetelnie umieszcza w przypisach), materiały mogły nie uwzględniać niektórych zdarzeń, być sfałszowane na miejscu itp.
                                • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 21:38
                                  "Możesz przytoczyć przykłady?"

                                  Wiesz, to trzeba by "lecieć" po konkretnych odcinkach. Ale co najmniej kilka razy podawał błędne daty (w kwestii batalii/kampanii historycznych daty często mają ogromne znaczenie!), błędne dane dotyczące składów armii (także niebagatelne znaczenie). Zarzucić mu tez można zbytnie uproszczanie spraw (no, ok, uproszczenia mogły wynikać z chęci ułatwienia odbioru przez widza nieznającego zagadnień), ale często z tego wynikały błędy merytoryczne. Takim odcinkiem był np ten mówiący o bitwie pod Mokrą - Wołoszański wręcz błędnie przedstawiał taktykę i przebieg starcia. Często kontrowersje wynikały tez z sytuacji politycznej - program był tworzony w drugiej połowie lat '80 - na początku lat '90. Natomiast faktem jest, że program miał na celu zainteresowanie widza a nie prezentację stricte faktów historycznych. Dlatego uważam, że właśnie Wołoszański jest tu świetnym przykładem: on UMIAŁ zachęcić i zainteresować, nawet pomimo popełniania błędów, bądź wręcz przekłamywania historii.
                              • azalia02 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 21:58
                                kocynder napisała:

                                >
                                > No, sorry, ale nie. Jeśli autorka pisze głupoty to musi się liczyć, że te głupoty zostaną jej wy
                                > punktowane.
                                >
                                No właśnie, zostaną wypunktowane autorce, ale niekoniecznie jej bohaterowi. Bo temu drugiemu tylko wówczas, gdy ktoś z rozmówców mu wytknie błędy albo z samej akcji wyniknie, że to, co bohater gadał, to były bzdury. I wtedy to jest całkiem świadome kreowanie mądralińskiego, który tak naprawdę niewiele wie. W innych przypadkach te kocopoły idą raczej na konto autorki. Zwłaszcza że pani MM nieraz traktuje rzeczywistość dość swobodnie.
                                >
                                >Serio, wierzysz, że Tosia i Mamert realizowali to co spotkało pacjentów Susan Forward? Katowali fizycznie i znęcali się psychicznie? Gwałcili, tłukli do krwi/utraty przytomności, głodzili... Serio? Łeb na pniu położę, że MM poznała "chwytliwy" tytuł, w rękę nie wzięła a wkleiła, bo jej "toksyczni" kojarzy się z "nieempatyczni", "kontrolujący", w najgorszym razie "krytykujący".
                                >
                                Całkowicie się z Tobą zgadzam. To jest po prostu wykorzystanie chwytliwego tytułu, który stał się "skrzydlatym słowem" i funkcjonuje już właściwie bez związku z książką. Książka też swego czasu należała do tych, które "wypadało znać", więc pani MM chętnie podsunęła ją Romie, chociaż Tosia i Mamert są o lata świetlne odlegli od rodziców opisanych przez S. Forward.
                                >
                                > Chociażby taki, prowadził program "Sensacje XX wieku", Bogusław Wołoszański. Se
                                > rio, często, co najmniej mijał się z realiami historycznymi, a mimo to - progra
                                > my jego były świetne, dobrze zrealizowane, z fajną energią, prowadzący, nawet j
                                > eśli mówił "prawdy" co najmniej wątpliwe - mówił ciekawie! W sposób, który wcią
                                > gał. Da się. Ale IGS, z tych próbek, jakie nam sama autorka dała - zdecydowanie
                                > nie jest takim typem.
                                >
                                A, tak. XX wiek to nie moja działka, więc do meritum nie potrafię się odnieść, żeby wytknąć błędy czy wątpliwe interpretacje faktów, ale Wołoszański rzeczywiście mówił z pasją i przekonująco. Tyle że to jest zawodowy dziennikarz, człowiek mediów, podobnie zresztą, jak Bernatowicz. Oczywiście, żeby być dobrym dziennikarzem prowadzącym programy na wizji, trzeba mieć wrodzone zdolności, ale warsztat zawodowy też się liczy. IGSa nie ma co z nimi porównywać, lecz myślę, że skłonność do gadulstwa, nadmierne szczególarstwo itp. można opanować. Po iluś tam podejściach powinno się udać, zwłaszcza że filmiki kręcą we dwóch. :)
                                • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 22:23
                                  "Wołoszański rzeczywiście mówił z pasją i przekonująco. Tyle że to jest zawodowy dziennikarz, człowiek mediów, podobnie zresztą, jak Bernatowicz."
                                  Żeby trzymać się faktów - to Wołoszański jest prawnikiem. Dziennikarstwo zrobił później, dwuletnią podyplomówkę, bodajże później studiował jeszcze reżyserię, ale tego to już nie jestem pewna.

                                  "żeby być dobrym dziennikarzem prowadzącym programy na wizji, trzeba mieć wrodzone zdolności, ale warsztat zawodowy też się liczy."
                                  Liczy. Tylko że, właśnie, warsztat da się wypracować. Zdolności - nie. I dlatego właśnie Wołoszański, mówiąc nawet wbrew prawdzie historycznej - był świetny, a w przypadku IGS byki rzeczowe to tylko gwóźdź do trumny. Podstawowym problemem, który nie pozwala uwierzyć w niego, jako lektora i narratora takich filmów jest fakt, że ANI RAZU nie słyszymy/nie widzimy żeby IGS mówił interesująco. Obojętne czy mówi o zabytkach, sonetach czy koligacjach rodzinnych. Nudzi, smędzi i słuchającym się marzy albo poduszka, albo żeby się w końcu zamknął. A czasem wystarczyłoby, żeby MM pominęła długie i nudne pierdafony a napisała np "IGS w krótki, zabawny sposób uświadomił Magdzie budowę sonetu.", "IGS w kilku zdaniach przybliżył Agnieszce dlaczego to akurat na co patrzy jest takie istotne. Nim weszli do cichego wnętrza wplótł nawet zabawną anegdotkę o perypetiach architekta. A później ciężkie drzwi zamknęły ich w ciemnawym wnętrzu odgradzając od zalanego słońcem dnia.". No, nie o te słowa konkretnie mi chodzi, ale o zasadę. Jeśli zamiast podsumowania jednym zdaniem MM nam serwuje przydługi i śmiertelnie nudny, podręcznikowy "wykład" jako słowa IGSa- no to IGS jest odbierany jako nudziarz. I, niestety, ale to absolutnie "uniewiarygodnia" go, jako ciekawego prowadzącego, umiejącego zachęcić.
                                  • ako17 Re: O pracy młodych. 04.01.26, 22:38
                                    kocynder napisała:

                                    > No, nie o te słowa konkretnie mi chodzi, ale o zasadę. Je
                                    > śli zamiast podsumowania jednym zdaniem MM nam serwuje przydługi i śmiertelnie
                                    > nudny, podręcznikowy "wykład" jako słowa IGSa- no to IGS jest odbierany jako nu
                                    > dziarz. I, niestety, ale to absolutnie "uniewiarygodnia" go, jako ciekawego pro
                                    > wadzącego, umiejącego zachęcić.
                                    >

                                    Skąd zatem ta volta, która z zamierzonego przez tomy pierdoły, nagle przemienia go w zdolnego do utrzymania rodziny, męża zaufania?
                                    • kocynder Re: O pracy młodych. 04.01.26, 22:43
                                      Nie mam pojęcia ale kompletnie nie wierzę w przemianę w dwa czy tam trzy miesiące z wymoczkowatego, bladego łajzy w muskularnego i opalonego samca alfa. Fizycznie. W taką przemianę psychiczną też nie wierzę.
                                      • bupu Re: O pracy młodych. 04.01.26, 23:42
                                        kocynder napisała:

                                        > Nie mam pojęcia ale kompletnie nie wierzę w przemianę w dwa czy tam trzy miesią
                                        > ce z wymoczkowatego, bladego łajzy w muskularnego i opalonego samca alfa. Fizyc
                                        > znie. W taką przemianę psychiczną też nie wierzę.
                                        >

                                        Dwa, trzy miesiące? Kierowniczko... Dziesiątego sierpnia rano (przed 9) IGS, jeszcze jako wymoczek, odbiera wiadomość od rzekomej McDusi w WdO. W F koło drugiej po południu wsiada w Kostrzynie do autobusu, jadącego do Poznania już jako samiec alfa, strzaskany na mahoń. Przemiana z wymoczka w alfasmoczka zajęła mu pięć godzin.

                                        Bogowie, czemu mnie do tej pory nie uderzył absurd tej podróży?

                                        1. IGS wypada z Rumiankowa koło 9, wrzeszcząc że jedzie do Wrocławia natychmiast. W Kostrzyniu ląduje, podwieziony (czym, ślimakiem osobowym?) pięć godzin później. Co robił przez ten czas, opalał się i pompował muskulaturę pompką powiększającą pana Kleksa?

                                        2. Czemu, na bogi i boginie, on jedzie z Promna do Wrocka via Kostrzyn i Poznań? Nie lepiej pociągiem z Promna wprost do Posen i tam przesiąść się na cokolwiek do Wro? To jest taki absurd, że po prostu nie mogie.
                                        • kocynder Re: O pracy młodych. 05.01.26, 04:58
                                          W 5 godzin nie wierzę tym bardziej. :D
                                  • azalia02 Re: O pracy młodych. 05.01.26, 00:02
                                    kocynder napisała:

                                    >
                                    >
                                    >Nim
                                    > weszli do cichego wnętrza wplótł nawet zabawną anegdotkę o perypetiach architek
                                    > ta. A później ciężkie drzwi zamknęły ich w ciemnawym wnętrzu odgradzając od zal
                                    > anego słońcem dnia.". No, nie o te słowa konkretnie mi chodzi, ale o zasadę. Je
                                    > śli zamiast podsumowania jednym zdaniem MM nam serwuje przydługi i śmiertelnie
                                    > nudny, podręcznikowy "wykład" jako słowa IGSa- no to IGS jest odbierany jako nu
                                    > dziarz. I, niestety, ale to absolutnie "uniewiarygodnia" go, jako ciekawego pro
                                    > wadzącego, umiejącego zachęcić.
                                    >
                                    Nie, nie, błagam, tylko nie zabawne anegdotki! Z takich anegdotek zabawnych albo i nie pozostaje słuchaczom w pamięci głównie to, że ociemniałego Wita Stwosza wnuczka prowadziła za rękę z Krakowa do Norymbergi (fałsz, on tam pracował jeszcze przez ponad 30 lat i stworzył parę arcydzieł) albo że rzeźbiarz jęty szałem ukrzyżował własnego ucznia, żeby wyrzeźbić krucyfiks (fałsz kompletny). Anegdotki to jest wrzód na ciele sztuki.
                                    Ale rozumiem mniej więcej, o co Tobie chodzi. Tyle że uprę się raz jeszcze: warsztatu można i należy się nauczyć. Film o sztuce, jeśli dotyczy jednego obiektu, to maksimum 20 minut. Tam nie da się ględzić bez ładu i składu przez półtorej godziny. Forma narzuca ograniczenia. A IGS z Kurzajką nawet nagrody dostawali za te swoje dzieła.
                                    I nie widzę powodu, żeby deprecjonować to, co zrobili, na zasadzie: no, wójt dał im jakąś tam nagrodę, bo nikt inny/lepszy się nie trafił. Przecież Poznań to duży ośrodek akademicki, instytucji kultury jest tam od groma, pokazy, prezentacje, popularyzacje, można się i czegoś nauczyć, i samemu próbować. Ja już kiedyś pisałam (bo temat zarobków IGSa przewijał się w różnych wątkach), że najlepszym rozwiązaniem sytuacji zarobkowej byłoby dla niego zlecenie z Narodowego Instytutu Dziedzictwa na dokumentację architektury drewnianej (akurat tam był taki program). A filmy chłopaki mogliby sobie nagrywać przy okazji (do dokumentacji wymagane są zdjęcia, filmy - niekoniecznie). A kiedy materiałów uzbierało się tyle, że można by je prezentować przez 2 godziny, do dyspozycji ma się natomiast 20 minut, to konieczność ograniczenia gadulstwa narzuca się sama.
                                    Ja zresztą nie odbieram gadaniny IGSa jako śmiertelnie nudnego ględzenia. Jego wadą jest to, że gada o tym, co w danym momencie interesuje wyłącznie jego, bez liczenia się z rozmówcami. Ale to akurat nie dotyczy tych nieszczęsnych filmów o architekturze drewnianej, gdyż wiadomo, że obejrzą je głównie osoby zainteresowane tematem.
                                    I wcale nie twierdzę, że popularyzatorski kanał na YT to przyszłość IGSa i jego źródło dochodów. Bardziej bym go widziała właśnie w NID (najpierw zlecenia, potem etat), ewentualnie w jakimś muzeum typu Kórnik czy Rogalin. Raczej nie na uczelni. Doktorat mógłby zrobić, ale do dydaktyki to on się nie nadaje.
                                    • kocynder Re: O pracy młodych. 05.01.26, 08:45
                                      Azalio - film o sztuce też może zawierać zabawną anegdotkę z życia twórcy wspomnianej sztuki - zabawną i z zaznaczeniem, że to anegdotka! Serio uważasz ukrzyżowanie ucznia za zabawny żarcik o artyście? To chyba mamy różne poczucie humoru jednak... Ja miałam na myśli raczej coś w stylu:
                                      "Teofil Ociepka otrzymał zamówienie na obraz przedstawiający scenę z życia górników. Artysta namalował obraz, a na nim krasnoludki z kilofami na ramionach. Zamawiający obraz poprosił, aby usunąć krasnoludki.
                                      – Dlaczego? – zapytał malarz.
                                      – Bo są nierealistyczne.
                                      – Jak to, więc one inaczej wyglądają w rzeczywistości?"
                                      Oczywiście dostosowane treścią do tego co tam IGS omawia. Ot, żarcik, ubarwiający jego wypowiedź. I tak, jakbyś się nie odżegnywała - taki żart, wpleciony z wyczuciem, poprawia odbiór wypowiedzi i sprawia, że całość jest łatwiejsza do zapamiętania.

                                      "uprę się raz jeszcze: warsztatu można i należy się nauczyć"
                                      W tej kwestii tez się upieram, że masz rację. Warsztatu można się nauczyć. A nawet trzeba, jeśli ma się zamiar tym zarobkować. Tyle, że do ostatniego tomu KAŻDA wypowiedź IGS dłuższa niż dwa zdania - to nudziarstwo, moralizatorstwo i trucie. Ergo - on się NIE nauczył warsztatu, czyli mówienia ciekawie, treściwie i ze swadą.

                                      "najlepszym rozwiązaniem sytuacji zarobkowej byłoby dla niego zlecenie z Narodowego Instytutu Dziedzictwa na dokumentację architektury drewnianej (akurat tam był taki program). A filmy chłopaki mogliby sobie nagrywać przy okazji"
                                      A to możliwe. Ale IGS NIE MA zleceń, ani tym bardziej etatu. Ma produkowane ad hoc filmiki, za które dostaje nagrody. I pisze artykuły. Całkiem serio zrobiłam pobieżny research i stwierdziłam, ile może na takich artykułach zarobić. Mieszkam w sporym mieście, więc myślę,że kwoty w Poznaniu są dość zbliżone. No i nie, z artykułów o drewnianej architekturze sakralnej oraz filmików w tym samym obrębie nie da się żyć. Nawet przy założeniu, że te artykuły będą bez rażących błędów (które autoressa wkłada w usta swojego "specjalisty"), a filmy nie będą tępą piłą.

                                      "Ja zresztą nie odbieram gadaniny IGSa jako śmiertelnie nudnego ględzenia"
                                      Weź dwie książki - BBB i McD. W BBB masz "mini-wykład" Damba o limerykach. Masz wersy, rymy, rytmy, stopy metryczne... I to NIE JEST nudne! W McD masz ględzenie o sonecie, moralizatorskie, nadęte i... Nudno - szkolarskie. Bez śladu lekkości. Bez nawiązania do czegokolwiek. Piszesz, że to dlatego, ze wyrywa się ze swoim marudzeniem do osób w danym momencie nie zainteresowanych tematem - nie zgodzę się. Bo czytelnik, zasadniczo jest zainteresowany. Przynajmniej w założeniu. A jak dla mnie to perora IGS sprawiła, ze miałam chęć go walnąć w ucho a nie słuchać! Jakoś Dambo umiał limeryk i jego techniczną budowę wprowadzić do rozmowy lekko i zabawnie.

                                      " Bardziej bym go widziała właśnie w NID (najpierw zlecenia, potem etat), ewentualnie w jakimś muzeum typu Kórnik czy Rogalin. Raczej nie na uczelni. Doktorat mógłby zrobić, ale do dydaktyki to on się nie nadaje."
                                      I z tym nie polemizuję. Gdyby MM napisała zamiast: "genialny kuzyn Ignacy Grzegorz Stryba, będąc jeszcze studentem, zaczął pisać artykuły i scenariusze oraz realizować filmy o drewnianym budownictwie Wielkopolski, a nawet dostawać nagrody, zarówno honorowe, jak i, o dziwo, pieniężne." np "genialny kuzyn Ignacy Grzegorz Stryba, będąc jeszcze studentem, zaczął pracować dla muzeum X, początkowo przy sporządzaniu dokumentacji za grosze, ale z czasem dostawał coraz poważniejsze zadania, tuż po studiach dostał etat młodszego sikawkowego, na uczelni został, bo jego mentor, będący starszym specjalistą od czegoś bardzo ważnego w tymże muzeum uznał, iż dobrze by było gdyby zrobił doktorat... Blablabla" - nikt by nie polemizował. Bo wówczas byłoby ok - ma cienki bo cie4nki ale etat w państwowej instytucji, więc ze wszystkimi "bonusami" typu wczasy pod gruszą, zasiłek okolicznościowy itd. Marnie by stali z kasą, bo marnie, ale ok, on ma ten etacik, może właśnie "dorabia" tymi artykułami i filmami z Kurzajką, Agnieszka maluje obrazki i wstawia na Allegro, jest niebogato, ale do przyjęcia.
                                      • azalia02 Re: O pracy młodych. 05.01.26, 21:48
                                        Nie mogę wysłać posta, automat uparcie mi powtarza, żebym cytowała tylko fragmenty wypowiedzi (co i tak robię bez przypominania), więc skracam cytowanie do minimum i może odpowiem w dwóch postach.
                                        kocynder napisała:

                                        > Serio uważasz ukrzyż
                                        > owanie ucznia za zabawny żarcik o artyście? To chyba mamy różne poczucie humoru
                                        > jednak... Ja miałam na myśli raczej coś w stylu:
                                        > "Teofil Ociepka otrzymał zamówienie na obraz przedstawiający scenę z życia górn
                                        > ików. Artysta namalował obraz, a na nim krasnoludki z kilofami na ramionach. Za
                                        > mawiający obraz poprosił, aby usunąć krasnoludki.
                                        > – Dlaczego? – zapytał malarz.
                                        > – Bo są nierealistyczne.
                                        > – Jak to, więc one inaczej wyglądają w rzeczywistości?"

                                        >
                                        Ja napisałam o anegdotkach zabawnych albo i nie, i akurat na myśl przyszły mi te całkiem niezabawne. Mam spory dystans do ubarwiania opowieści o sztuce rozmaitymi anegdotkami, ale to mój własny punkt widzenia, wynikający z doświadczeń również własnych. A anegdotkę o Ociepce znam w wersji trochę innej. Początek jak u Ciebie, a potem:
                                        - Bo krasnoludki nie istnieją.
                                        - Tak? To kim są te małe, brodate, co pod szafą siedzą?
                                        Rozumiem, że takie historyjki mogą się podobać, ale... patrz wyżej.
                                        >
                                        > Tyle, że do ostatniego tomu KAŻ
                                        > DA wypowiedź IGS dłuższa niż dwa zdania - to nudziarstwo, moralizatorstwo i tru
                                        > cie. Ergo - on się NIE nauczył warsztatu, czyli mówienia ciekawie, treściwie i
                                        > ze swadą.
                                        >
                                        Kurczę, ja naprawdę nie mam wrażenia, że to nudziarstwo i trucie, bo moralizatorstwo to trochę inna sprawa. Kiedy IGS usiłuje moralizować, budzi to raczej moją irytację, natomiast nuda... Nie wiem, chyba to jest jednak kwestia indywidualnego odbioru.
                                        >
                                        > Weź dwie książki - BBB i McD. W BBB masz "mini-wykład" Damba o limerykach. Masz
                                        > wersy, rymy, rytmy, stopy metryczne... I to NIE JEST nudne! W McD masz ględzen
                                        > ie o sonecie, moralizatorskie, nadęte i... Nudno - szkolarskie. Bez śladu lekko
                                        > ści. Bez nawiązania do czegokolwiek. Piszesz, że to dlatego, ze wyrywa się ze s
                                        > woim marudzeniem do osób w danym momencie nie zainteresowanych tematem - nie zg
                                        > odzę się. Bo czytelnik, zasadniczo jest zainteresowany. Przynajmniej w założeni
                                        > u. A jak dla mnie to perora IGS sprawiła, ze miałam chęć go walnąć w ucho a nie
                                        > słuchać! Jakoś Dambo umiał limeryk i jego techniczną budowę wprowadzić do rozm
                                        > owy lekko i zabawnie.
                                        >
                                        Co do Damba i limeryków - zgoda, ale limeryk jest właśnie formą lekką, żartobliwą i krótką. Sonet to inna kategoria, waga ciężka, powiedziałabym. Nie orientuję się dobrze w poezji, może są lekkie i żartobliwe sonety, lecz teraz takich nie kojarzę. Natomiast w czasach baaardzo dawnych, bo jeszcze przed maturą, przeczytałam z własnej i nieprzymuszonej woli "Zarys teorii literatury", który funkcjonował jako podręcznik akademicki na polonistyce (potem nie studiowałam polonistyki). To nie była lektura lekka, łatwa i przyjemna, chociaż wydała mi się bardzo interesująca. Taka typowa cegła akademicka. Może więc przez nią mam skrzywiony odbiór tego, co IGS mówi o sonetach, gdyż jego perory kojarzą mi się właśnie z tym "Zarysem".
                                        • azalia02 Re: O pracy młodych. 05.01.26, 21:51
                                          I jeszcze część druga.

                                          kocynder napisała:
                                          >
                                          > Gdyby MM napisała np "genialny kuzyn Ignacy Grze
                                          > gorz Stryba, będąc jeszcze studentem, zaczął pracować dla muzeum X, początkowo
                                          > przy sporządzaniu dokumentacji za grosze, ale z czasem dostawał coraz poważniej
                                          > sze zadania, tuż po studiach dostał etat młodszego sikawkowego, na uczelni zost
                                          > ał, bo jego mentor, będący starszym specjalistą od czegoś bardzo ważnego w tymż
                                          > e muzeum uznał, iż dobrze by było gdyby zrobił doktorat... Blablabla" - nikt by
                                          > nie polemizował. Bo wówczas byłoby ok - ma cienki bo cie4nki ale etat w państw
                                          > owej instytucji, więc ze wszystkimi "bonusami" typu wczasy pod gruszą, zasiłek
                                          > okolicznościowy itd. Marnie by stali z kasą, bo marnie, ale ok, on ma ten etaci
                                          > k, może właśnie "dorabia" tymi artykułami i filmami z Kurzajką, Agnieszka maluj
                                          > e obrazki i wstawia na Allegro, jest niebogato, ale do przyjęcia.
                                          >
                                          Ano właśnie. Gdyby... Pani MM wysłała IGSa do drewnianego kościoła, żeby udramatyzować okoliczności porodu Agnieszki. Ale gdyby chłopaki pojechały tam mając nóż na gardle - powiedzmy, ostatni tydzień na oddanie prac zleconych, od których zależało przyjęcie IGSa na etat - to byłoby równie dramatycznie, a przy okazji bardziej sensownie. IGS miałby konkretne plany i perspektywy zawodowe, a filmiki nie byłyby fanaberią chłopaka odklejonego od rzeczywistości, tylko dodatkowym efektem pracy, która zapewniłaby mu to wszystko, o czym piszesz. I wielka szkoda, że autorka nie zapytała samej siebie: "a z czego właściwie oni będą żyli" i nie spróbowała znaleźć odpowiedzi. Poznań jest akurat takim miastem, które historykowi sztuki daje wiele możliwości, więc siedzenie w kieszeni rodziców to opcja dla kompletnych niedołęgów. No cóż, wyszło, jak wyszło...
                                        • kocynder Re: O pracy młodych. 05.01.26, 22:42
                                          1. Forum czasem tak ma, że się buntuje i co poradzisz? ;) Mi jakiś czas temu uznał za spam zwrot "klasyczna marynarka w angielską kratkę". Bez nazwy firmy. Tylko tyle. No, nie i już. Nie wolno. Wzruszyłam ramionami i przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza...
                                          2. W kwestii anegdotek. Ok, TY nie lubisz. Twoje prawo. Ale większość słuchaczy - lubi. Oczywiście nie te o ukrzyżowaniu ucznia, ale właśnie żarcik, raz na jakiś czas - bo, oczywiście, proporcje być muszą zachowane!
                                          3. Jesteś chyba jedyną (poza autorką), która tyrad IGSa nie odbiera jako nudnego trucia. ;) Owszem dambowe limeryki są formą lekką i żartobliwą, w przeciwieństwie do sonetów, które traktują kwestie bardziej lirycznie, acz tez nie są monumentem i waga ciężką (przypomnij sobie chociażby sonety krymskie Adasia Mickiewicza. Sonet to też krótka forma literacka. I zwróć uwagę - bo o ile żartobliwość lub emocjonalnośc może stanowić o treści, o tyle i Dambo i IGS podają dane techniczne budowy utworu. I Dambo to robi fajnie, krótko i tak, że w sumie chce się samemu spróbować napisać limeryk. IGS chrzani długo, rozwlekle i jedyna chęć jaką budzi to trzepnąć w ucho ględę. ;)
                                          4. Otóż. Gdyby go wysłała celem sporządzenia dokumentacji, z goniącym terminem, od którego zależy etat - przyjmuję. Albo gdyby np od jutra miały się zacząć duże prace konserwatorskie i absolutnie nie da się kręcić. Albo cośkolwiek. :) Zdecydowanie brakuje jakichś danych o tym, z czego młodzi się utrzymują, zwłaszcza, ze na poziom tego utrzymania nie narzekają.
                                          Abstrahując od Ignieszków, weźmy Józworotków. Student architektury i studentka medycyny, opisywani jako ubożutcy, co to cała familia ledwo na używaną Pandę zebrała, a radośnie i ot tak wywalają lekką rączką 150 tysi na remont poddasza. I te 150 tysi to jest serio - serio liczona nader skromnie! Bo po krótkim researchu stwierdziłam, że nietypowe okna szczytowe to koszt (za jedno) 20 - 30 tysięcy, nie licząc transportu i montażu (lekko licząc kolejne z 10 tysi, jak nie więcej). Jóżwa z Derocią obskoczyli szkłem obie ściany szczytów, czyli ten rachunek - x2. Same okienka więc (nie licząc ewentualnych połaciowych w dachu) to koszt przy dobrych wiatrach60 do 80 tysięcy. A tam poleciało znacznie, znacznie więcej! Bo różne gatunki drewna, bo kominek (to musi stawiać fachowiec, nie ma że student architektury! Jakby se student - to by mieli czarno od dymu za każdą próbą rozpalenia!), jeśli ten kominek z polnych głazów ma nie pieprznąć na parter via strop - to strop musi zostać wzmocniony, to też kosztuje i nie 5 złotych... Skąd, na Zeusa, te dzieciaki mają tyle forsy?
                                          • azalia02 Re: O pracy młodych. 06.01.26, 01:40
                                            Ad 3. Kiedy w Febliku IGS zawiózł Agnieszkę do skansenu, to tam rozmawiali dość normalnie. Że chałupy ustawione na planie owalnicy, jak w prawdziwej wsi, że dobre proporcje, że budownictwo oparte na funkcji, więc przemyślane i piękne, chociaż proste, itd., itp. I to była rozmowa dwojga ludzi rzeczywiście zainteresowanych tematem, a nie jednostronne wymądrzanie się. Ignacy raz tylko wskoczył na wysokiego konia, kiedy powiedział, że dla niego historia sztuki to historia ludzkiego męstwa, ale na szczęście nie rozwinął złotej myśli. On jednak też potrafi prowadzić rozmowę i słuchać tego, co interlokutor ma do powiedzenia, a nie tylko pouczać.
                                            Przy okazji ma tę zaletę, że lubi zwiedzać. Wyjeżdża w teren, ogląda, ma jakieś zdanie na temat tego, co widzi, jego studia nie są bezobjawowe, jak naukowa kariera jego matki.
                                            Ad 4. O, współpraca z konserwatorami to fajny trop. IGS robi dokumentację jako historyk sztuki (dokumentacja konserwatorska to zupełnie inny rodzaj) i musi, ale to koniecznie musi jechać do Tarnowa, bo konserwatorzy kończą prace, a kiedy rozbiorą rusztowania, to nici z obejrzenia i sfilmowania rozmaitych detali, które staną się całkowicie niedostępne. Tego absolutnie nie można zaniedbać. Ostatni moment, trzeba ruszać w drogę.
                                            Ad wszystko pozostałe. Józworotki mają kasę od Idy i Marka, bo inaczej nie da się wytłumaczyć tego rozmachu inwestycyjnego. Może też i Teresa ma w tym jakiś udział, przynajmniej jeśli chodzi o część wyposażenia. Największy problem widzę w tym, że kiedy ten strop runie pod ciężarem kominka, to odbudowa może okazać się nieopłacalna, trzeba będzie wszystko rozebrać i zaczynać od fundamentów...
                                            A tak bardziej poważnie: o ile przebudowa domu Rumianków jest kuriozum koncepcyjnym, o tyle źródła jej finansowania są chyba zabezpieczone: Ida i Marek pieniędzmi nie szastali, a zarabiali dobrze. Inna sprawa, że inwestowali w to jeszcze przed ślubem, czyli w nie swoje, ale wiadomo, że Borejkowersum różni się od normalnego świata...
                                            Natomiast Gaba i Grzegorz rezerwy finansowe mają bardzo skromne, do tego nie mają nawet własnego mieszkania, gdyż prawa do R5 dzielą z wieloma innymi osobami. Matka Agnieszki jest dosyć niestabilna emocjonalnie, a o jej dochodach nic nie wiemy. Agnieszka może malować obrazy, nawet opiekując się dzieckiem, ale czy uda się jej je sprzedać? Rynek sztuki jest nieprzewidywalny, zwłaszcza jeśli chodzi o artystów, którzy nie mają jeszcze wyrobionego nazwiska. Czyli jednak to IGS musi stać się głównym żywicielem własnej rodziny, jeśli nie chce, żeby we troje chlipali cienką zupkę z garnuszka jego rodziców.
                                            Na to, gdzie on mógłby zarabiać, parę pomysłów już miałam. Szkoda, że pani MM nie miała podobnych odpowiednio wcześniej. To naprawdę nie wymagałoby wielu zmian w fabule CZ, wystarczyłaby jedna: IGS wyjeżdża nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że musi. On już ma licencjat, czyli praca na zlecenie - zgodna z dotychczasowym wykształceniem - jest możliwa i prawdopodobna, do tego otwiera możliwość przejścia na etat, kiedy będzie miał już dyplom magistra.
                                            Mnie irytują takie właśnie zaniedbania odautorskie. Bo jeśli świadomie kreuje się jakiegoś lekkoducha, fantastę czy innego Piotrusia Pana, który nie chce dorosnąć, tylko liczy, że wszyscy będą się nim zajmować, to proszę bardzo, wolna wola. W powieści wszystko się zmieści. Ale jeśli to wychodzi w sposób nieintencjonalny, wtedy widać zmarnowane możliwości ułożenia całkiem sensownej historii o tym, jak Ignacy Grzegorz Stryba wchodzi w dorosłe życie.
                                            • bupu Re: O pracy młodych. 06.01.26, 10:08
                                              azalia02 napisała:

                                              >
                                              > jnym, o tyle źródła jej finansowania są chyba zabezpieczone: Ida i Marek pienię
                                              > dzmi nie szastali, a zarabiali dobrze.

                                              Ale nie milijony raczej. A przypomnę że gdy Jozwa wstawia szklane szczyty, jego rodzice remontują Ruinkę. Od stanu totalnej ruiny, a Chrobot z kumplem, jeśli wierzyć Mareczkowi, wcale tak mało nie biorą. Wiesz ile kosztuje remont generalny domu od ruiny bez drzwi, okien, podłóg i tak dalej, do stanu używalności? Spokojnie może zeżreć więcej kasy niż szklane domy pp Pitekantropów. Samo oczyszczenie, odgrzybienie i wysuszenie totego to dziesiątki tysięcy złotych, a to dopiero początek imprezy. O ile Pałysowie nie przywieźli z Copacabany dziesięciu kilo kokainy na handel, względnie worka diamentów nielegalnie ukopanych w Minas Gerais, to nie ma bata, nie stać ich na oba remonty naraz.
                                              • kocynder Re: O pracy młodych. 06.01.26, 10:38
                                                Skoro w ramach prezentu ślubnego (który w Polsce zwyczajowo jest okazały, zwłaszcza od w miarę dobrze sytuowanych rodziców) rodzina uskrobała na jeden samochód i to chyba nie nówkę sztukę? Oraz nie auto typu Maybach, Rolls czy Ferrari, a seryjną Pandę? Nawet gdyby była nieśmigana - cena Pandy, już z górnej półki, hybrydowej, z wyposażeniem dodatkowym (Techno Packiem (czyli przyciskami sterowania na kierownicy)klimą manualnie sterowaną, organizerami w bagażniku, dodatkowymi pokrowcami na fotele i dywanikami, zapasowymi piórami wycieraczek i żarówkami) mieści się w granicach 80 tysięcy. I to serio - serio wersja deLux. To, biorąc pod uwagę, że koka w hurcie stoi 30 - 40 tys Euro za kilogram, ile tej kokainy musiałyby Idozmorki przemycić, na ta Pandę? Ktoś umie wyliczyć?
                                                • bupu Re: O pracy młodych. 06.01.26, 12:58
                                                  kocynder napisała:

                                                  > Skoro w ramach prezentu ślubnego (który w Polsce zwyczajowo jest okazały, zwłas
                                                  > zcza od w miarę dobrze sytuowanych rodziców) rodzina uskrobała na jeden samochó
                                                  > d i to chyba nie nówkę sztukę?

                                                  Bardzo używaną.

                                                  pod orzechem stał fiat panda, przewiązany ogromną białą kokardą, a wypucowany był do takiego błysku, że nikt by nawet nie przypuścił, iż jest to samochód używany, po sporym przebiegu.


                                                  Oraz nie auto typu Maybach, Rolls czy Ferrari, a
                                                  > seryjną Pandę? Nawet gdyby była nieśmigana - cena Pandy, już z górnej półki, h
                                                  > ybrydowej, z wyposażeniem dodatkowym (Techno Packiem (czyli przyciskami sterowa
                                                  > nia na kierownicy)klimą manualnie sterowaną, organizerami w bagażniku, dodatkow
                                                  > ymi pokrowcami na fotele i dywanikami, zapasowymi piórami wycieraczek i żarówka
                                                  > mi) mieści się w granicach 80 tysięcy. I to serio - serio wersja deLux. To, bio
                                                  > rąc pod uwagę, że koka w hurcie stoi 30 - 40 tys Euro za kilogram, ile tej koka
                                                  > iny musiałyby Idozmorki przemycić, na ta Pandę? Ktoś umie wyliczyć?
                                                  >

                                                  Zważywszy że Panda miała duży przebieg i że zrzuciła się na nią cała rodzina z wyjątkiem Ignieszków, doprawdy niewiele.
                                              • kooreczka Re: O pracy młodych. 06.01.26, 11:19
                                                Pałysowie żyją naprawdę poniżej zarobków- piwnicza izba, jedne wakacje, brak inwestycji w dzieci. O ile nie stracili w jakiś głupi sposób albo nie przesyłają całej pensji na misje w Afryce to powinno ich być stać na niejedno wesele, samochód i dom. Inna sprawa, że inwestowanie w nieswoje nie mieści mi się w głowie.
                                    • przymrozki Re: O pracy młodych. 05.01.26, 09:24
                                      azalia02 napisała:

                                      >. Tyle że uprę się raz jeszcze: war
                                      > sztatu można i należy się nauczyć.

                                      Oczywiście, że można, ale w czasie nauki nie zarabia się dość, by utrzymać niepracującą żonę i małe dziecko w dużym mieszkaniu. To raz.

                                      A dwa, że ględzenie IGSa nie było błędem warsztatowym, ono wynikało wprost z jego chatakteru (może było wrodzone, może wdrukowane przez dziadka, gdy zostawiony sam sobie chłopiec, bez własnej bezpiecznej przestrzeni, wyśmiewany i bity, dostawał uwagę i akceptację bliskiej osoby tylko za erudycyjne perory wygłaszane bez ładu i składu, ot, dla popisu).

                                      A a propos dziadka. Ignacy był zupełnie innym rodzajem gawędziarza - jego wykłady bywają nam pokazane jako pasjonujące (uwiódł nimi całą grupę ESD) i mocne (w Kalamburce jego niebyt zawoalowana krytyka wpółczesności pod pozorem krytyki upadającego Rzymu rozbiła w puch grono adwersarzy - czy w to wierzymy, to nasza sprawa, ale tak nam przedstawiono świat przedstawiony). Ergo MM umie napisać osobę, która jest słuchana, a IGSa napisała nam konsekwentnie jako trajkoczącą katarynkę, która nie zawsze nawet rozumie, co mówi, a słuchaczy trochę nudzi, trochę śmieszy.
                                    • kocynder Re: O pracy młodych. 05.01.26, 20:29
                                      "Bardziej bym go widziała właśnie w NID (najpierw zlecenia, potem etat), ewentualnie w jakimś muzeum typu Kórnik czy Rogalin. Raczej nie na uczelni. Doktorat mógłby zrobić, ale do dydaktyki to on się nie nadaje."

                                      I to jest, moim zdaniem, najbardziej prawdopodobna i realna "ścieżka" zawodowa IGSa. Jeszcze w trakcie studiów jego mentor czy tam promotor, jak to zwał tak zwał, wiadomo o co chodzi, załatwił mu zlecenia w którymś z muzeów. Nie chce mi się szukać teraz w jakim by mógł, ale Poznań duże miasto, muzeów ma co najmniej kilka.Początkowo te zlecenia to było jakieś katalogowanie magazynów, z czasem może jakieś drobne prace konserwatorskie, po mgr posada jakiegoś młodszego kustosza, referenta czy coś takiego. No, takiego chłopaka od katalogowania zbiorów, przygotowywania wystaw (nie w sensie projektowania, a raczej ustawiania w gablotkach eksponatów), pomoc przy spotkaniach edukacyjnych (tu znów: nie w sensie prowadzenia osobiście, a raczej np obsługi technicznej). Nikt we mnie nie wmówi że taki "pomagier" kustosza dostaje godziwe pieniądze, więc wówczas ok, dorabia sobie tymi artykułami i filmami. I to jest wiarygodne: bo mając etat w muzeum jednak JEST muzealnikiem, ma za plecami autorytet instytucji, co daje mu jakiś argument w negocjowaniu stawki za artykuł, pracując przy spotkaniach edukacyjnych mógłby się nauczyć JAK mówić, żeby zachęcić słuchaczy, co się ludziom podoba a co nie, czego unikać a na co położyć nacisk - wówczas MM powinna "skasować" kilka jego przynudzeń i zastąpić je właśnie krótkim "IGS uśmiechnął się do Agi. Po drodze rozmawiali o zakończeniu jego burzliwej relacji z Magdą. Teraz oparł dłoń na rzeźbionym skrzydle drzwi i lekko nacisnął. "Aby otworzyć drzwi, trzeba je najpierw zamknąć. Aby napełnić szklankę, należy ją najpierw opróżnić. Tak samo w życiu, czasami coś musi się skończyć, aby inne mogło się rozpocząć" - powiedział cicho.". Oczywiście nie chodzi mi o TE akurat konkretnie słowa, ale zasadę. Gdyby zlikwidować jego tępe przynudzanie - czytelnik mógłby łatwiej uwierzyć, że warsztat sobie jakiś wypracował. :)
                                      • kooreczka Re: O pracy młodych. 05.01.26, 20:36
                                        Zawsze widziałam go jako pracownika muzeum- dbanie o zbiory, planowanie wystaw, ocena darów i chodzenie po prośbie (do muzeów miejskich i skansenów ludzie często przynoszą rzeczy po dziadkach, trzeba to ocenić i skatalogować
                            • przymrozki Re: O pracy młodych. 04.01.26, 21:02
                              azalia02 napisała:

                              > Autorka, kiedy
                              > chciała, to potrafiła (we WdO) skontrować zachwyty IGSa nad wierszem bodajże B
                              > ronisławy Ostrowskiej o czereśniach. Dorota stwierdziła tam bardzo rozsądnie, ż
                              > e z czereśni konfitur zrobić się nie da (znaczy, da się, ale będą, oględnie mów
                              > iąc, do niczego) i czereśnie pojawiają się w wierszu tylko dlatego, że łatwiej
                              > się rymują niż wiśnie. Rym i rytm decyduje o użyciu czereśni zamiast wiśni, a w
                              > iersz nie oddaje realiów życia. No i IGS stracił wtedy swój rozpęd krasomówczy.
                              > Ponieważ jednak w żadnym z tomów nie znalazł się nikt inny, kto powiedziałby
                              > Ignacemu "ej, to chyba jednak nie tak było, jak mówisz, nie masz racji", to mus
                              > imy przyjąć, że wiedzę wkładaną w usta Ignacego pani MM uważała za pewnik i nie
                              > konstruowała jego wypowiedzi po to, żeby pokazać, że studentem jest marnym i g
                              > ada głupstwa.

                              IGS podobnie stracił rezon jeszcze raz - gdy McDusia zwróciła mu uwagę na to, że jego sonet był poprawny formalnie, ale nieprzemyślany w treści.

                              W ogóle IGS od JT nie bywał autortetem w żadnej dziedzinie, wręcz przeciwnie, pokazywano nam go jako trochę śmiesznego, trochę żałosnego, ale często też rozczulającego fajtłapę, który dużo gada, ale nikt go nie chce słuchać.
                            • ciotka.scholastyka Re: O pracy młodych. 07.01.26, 13:15
                              > Wiedzy Ignacego (czy raczej braku takowej) nie ma co rozstrząsać, gdyż ponieważ albowiem jest on postacią literacką, nie zaś rzeczywistą osobą.

                              Zaaaraz zaaaaraz, to jest na tym forum najbardziej irracjonalny "argument" jaki istnieje (pojawił się już kilka razy, zawsze budząc mój chichocik). Gdyż albowiem całe to forum zajmuje się dyskusjami nad takimi czy innymi cechami postaci wyłącznie literackich... Po co więc w ogóle dyskutować, skoro to wszystko są osoby fikcyjne? :D
                              • bupu Re: O pracy młodych. 07.01.26, 13:31
                                ciotka.scholastyka napisała:

                                > > Wiedzy Ignacego (czy raczej braku takowej) nie ma co rozstrząsać, gdyż
                                > ponieważ albowiem jest on postacią literacką, nie zaś rzeczywistą osobą.

                                >
                                > Zaaaraz zaaaaraz, to jest na tym forum najbardziej irracjonalny "argument" jaki
                                > istnieje (pojawił się już kilka razy, zawsze budząc mój chichocik). Gdyż albow
                                > iem całe to forum zajmuje się dyskusjami nad takimi czy innymi cechami postaci
                                > wyłącznie literackich... Po co więc w ogóle dyskutować, skoro to wszystk
                                > o są osoby fikcyjne? :D


                                Otóż to. Równie dobrze możemy zgasić światło i wyjść.
                              • azalia02 Re: O pracy młodych. 07.01.26, 17:10
                                ciotka.scholastyka napisała:

                                > > Wiedzy Ignacego (czy raczej braku takowej) nie ma co rozstrząsać, gdyż
                                > ponieważ albowiem jest on postacią literacką, nie zaś rzeczywistą osobą.

                                >
                                > Zaaaraz zaaaaraz, to jest na tym forum najbardziej irracjonalny "argument" jaki
                                > istnieje (pojawił się już kilka razy, zawsze budząc mój chichocik). Gdyż albow
                                > iem całe to forum zajmuje się dyskusjami nad takimi czy innymi cechami postaci
                                > wyłącznie literackich... Po co więc w ogóle dyskutować, skoro to wszystk
                                > o są osoby fikcyjne? :D
                                W narracji odautorskiej wszystkie BŁĘDY idą na konto autora. Gdyby pani MM umieściła wydarzenia poznańskie z roku 1956 rok wcześniej albo później, byłby to jej ewidentny błąd. W przypadku tego, co mówią bohaterowie, sprawa wcale nie jest oczywista. Gdyż albowiem ponieważ autorka może im podsuwać rozmaite wypowiedzi mijające się z faktami po to, żeby pokazać niewiedzę swoich postaci. Wtedy albo ktoś z rozmówców od razu wytknie bohaterowi błąd, albo ujawni się to później, lecz sens jest oczywisty: myślałeś, głuptasie, że nam zaimponujesz, bo taki mądry jesteś, a tu masz, tyle byków w dwóch zdaniach. No i dobrze, mamy wtedy przemądrzałka, który nie bardzo wie, o czym mówi. Ale może być i tak, że autorka ma na jakiś temat wiedzę niedokładną, przestarzałą, może przy okazji coś poplątała, mieszając osoby i fakty, lecz z pełnym przekonaniem wkłada to, co wie, w usta swojego bohatera, którego zwykle prezentuje jako inteligentnego, oczytanego, mającego rozeznanie w temacie, o którym mówi. U mnie wtedy pojawia się zgrzyt, inaczej zwany dysonansem poznawczym: bo niby geniusz rodzinny, ale coś z jego wiedzą jest nie tak. Nie zamierzam jednak z tego powodu biczować bohatera ani rozwodzić się nad poziomem jego niewiedzy; to jest kolejna wpadka autorska, a nie element świadomej charakterystyki postaci. Dyskutować można sobie o tym, czy IGS gada nudno, czy nie (według mnie: nie, chociaż bywa irytujący) i jak traktuje swoje rozmówczynie albo jak one traktują jego; można przewidywać jego dalsze losy, lecz zgłębiane jego wiedzy historycznej nieuchronnie prowadzi do pytania o wiedzę pani MM, a to nie ma sensu.
                                • przymrozki Re: O pracy młodych. 07.01.26, 18:42
                                  azalia02 napisała:

                                  > Nie zamierzam jednak z tego powodu biczować bohatera an
                                  > i rozwodzić się nad poziomem jego niewiedzy; to jest kolejna wpadka autorska, a
                                  > nie element świadomej charakterystyki postaci.

                                  Ale w takim razie musimy zgasić nad naszym forum światło, bo gdybyśmy mogli rozmawiać tylko o elementach świadomej charakterystyki postaci, to pulę dopuszczalnych tematów dałoby się wyczerpać jednym postem. Gaba jest super i wszyscy ją kochają, Łucja jest bystra, Józinek męski, IGS to miągwa, a Ania jest gruba, nudna i mydlana. A że ma się do nijak do opisu świata przedstawionego to cóż, jest to błąd MM, który nie może wszak obciążać postaci.
                                  • azalia02 Re: O pracy młodych. 08.01.26, 01:34
                                    przymrozki napisała:
                                    >
                                    > Ale w takim razie musimy zgasić nad naszym forum światło, bo gdybyśmy mogli roz
                                    > mawiać tylko o elementach świadomej charakterystyki postaci, to pulę dopuszczal
                                    > nych tematów dałoby się wyczerpać jednym postem. Gaba jest super i wszyscy ją k
                                    > ochają, Łucja jest bystra, Józinek męski, IGS to miągwa, a Ania jest gruba, nud
                                    > na i mydlana. A że ma się do nijak do opisu świata przedstawionego to cóż, jest
                                    > to błąd MM, który nie może wszak obciążać postaci.
                                    >
                                    E, tam. Po co to dramatyczne rozdzieranie szat i jakieś opcje zero-jedynkowe? To, czy Gaba jest super, a Ania nudna i mydlana, Józwa męski, a nie przemocowy, itd., to są przecież tematy do dyskusji, ale właśnie o tym, czy i w jakim stopniu autorce udało się wykreować bohaterów zgodnych z jej zamysłem. I z mnóstwa tematów wałkowanych na tym forum wynika, że rozbieżności są duże. Tu właśnie mógłby trafić także IGS ze swoją wiedzą albo niewiedzą. Jednak to jest problem pani MM, a nie samej postaci: Gaba może nawet 40 lat opłakiwać Pyziaka, wolno jej, ale nie może być równocześnie przedstawiana jako "dzielna, bardzo dzielna", Ania może interesować się głównie ciuchami, lecz nie powinna się wtedy dostać na japonistykę, IGS jako rodzinny geniusz i wzorowy student powinien przekazywać wiedzę bez błędów, gdyż podważa to deklaracje autorki (tu się zresztą zawahałam, wzorowi studenci też się mylą). Bo wpadki autorskie to nie tylko błędy faktograficzne, lecz także niezamierzone sprzeczności przy tworzeniu bohaterów. W obrębie świata przedstawionego, a jakże.
                                    • przymrozki Re: O pracy młodych. 08.01.26, 17:14
                                      azalia02 napisała:

                                      > E, tam. Po co to dramatyczne rozdzieranie szat i jakieś opcje zero-jedynkowe? T
                                      > o, czy Gaba jest super, a Ania nudna i mydlana, Józwa męski, a nie przemocowy,
                                      > itd., to są przecież tematy do dyskusji, ale właśnie o tym, czy i w jakim stopn
                                      > iu autorce udało się wykreować bohaterów zgodnych z jej zamysłem.

                                      Podobnie, jak dyskutujemy, czy MM udało się stworzyć rodzinę erudytów, skoro walą babol za babolem. Tak, jak Gaba nie może być dzielna, skoro jest tchórzliwa i niezaradna życiowo, tak i Borejkowie nie mogą być autorytetami w swoich dziedzinach, skoro regularnie albo się mylą (tutaj można przywołać chociażby przykład Białego Kła, którego Ida przeniosła w indyjską dżunglę na towarzysza Mowgliego), albo sadzą tonem eksperta jakieś przypadkowe opinie bez większego sensu (jak np. Patrycja utrzymująca, że Krystyna córka Levransa rozwijała się jako człowiek, tylko gdy niszczyła się jako kobieta).
                                    • kocynder Re: O pracy młodych. 08.01.26, 19:16
                                      Azalio, mam niejaki dysonans...
                                      Gdyż albowiem 04 stycznia bieżącego roku o godzinie 19:33 napisałaś "Wiedzy Ignacego (czy raczej braku takowej) nie ma co rozstrząsać, gdyż ponieważ albowiem jest on postacią literacką, nie zaś rzeczywistą osobą", teraz zaś (08 stycznia br, godz. 01:34) "z mnóstwa tematów wałkowanych na tym forum wynika, że rozbieżności są duże. Tu właśnie mógłby trafić także IGS ze swoją wiedzą albo niewiedzą". No to jak to w kocu jest? Debatujemy nad babolami IGSa czy tez nie, bo on jest literacki? I nie, to nie działa tak, że to problem MM, a nie bohatera. Otóż jeśli autor tworzy, powiedzmy genialnego prawnika, prywatnie abstynenta i miłośnika opery, a w tekście pojawia się jego wypowiedź, w której myli kodeks karny z kodeksem drogowym, a Cio-cio-san kojarzy mu się z bułgarskim wermutem a nie "Madame Butterfly" - to to nie jest problem tylko autora, a także bohatera. I czytelnik może uznać, że jednak coś jest nie tak z tym bohaterem, a nie że autor ma czytelnika w zadku. Bo innej opcji nie ma. Więc albo możemy dyskutować o "geniuszu" IGSa walącego kocopoły od których się zwoje mózgowe prostują, albo uznajemy, że MM ma swoje czytelniczki w zadku...?
                                      • azalia02 Re: O pracy młodych. 08.01.26, 21:48
                                        No dobrze, to da capo: mamy temat o tym, jak mógłby zarabiać IGS. I tu padają różne propozycje, bo według rozeznania Nory, popartego cytatem, studentem jest doskonałym, pisze artykuły i kręci filmy, które zdobywają nagrody nie tylko honorowe, ale nawet pieniężne. I w pewnym momencie zaczyna się deprecjonowanie tego, co IGS robi: że te nagrody to nie wiadomo za co i jakie, może uścisk ręki wójta za promocję gminy, może ksiązka od proboszcza, a wszystko wątpliwe, pewnie dlatego, że nikt lepszy się nie trafił, a w ogóle, to on ględzi i nudzi i w ogóle nie daje się go słuchać... Potem jeszcze bupu pisze, że IGS wiedzy też nie ma, bo Kochanowskiego uczynił proboszczem, a z Lenartowiczem i jego rzeźbami również było nie tak, więc to co gada, to są kocopoły. Na co ja, że wiedzy IGSa oceniać nie będę, bo cała jego wiedza pochodzi od pani MM. No właśnie. Przypominam, że dopasowujemy chłopaka, jak RZECZYWISTEGO człowieka, do REALNIE ISTNIEJĄCYCH instytucji, które dają możliwości zarobkowania. A w realnym życiu liczyłyby się: uzyskany w IHS UAM dyplom licencjata + ocena na nim, potem dyplom magisterski + ocena, oraz, oczywiście, jakiś rodzaj specjalizacji, czyli architektura drewniana, bo tym się IGS zajmuje. Plus dyskretne poparcie promotora. Nie to, co IGS wie albo czego nie wie o Kochanowskim albo Lenartowiczu. W zakresie architektury kościołów drewnianych on wiedzę może mieć całkiem solidną. Tyle że pani MM jej nie ma, więc jej nie przedstawiła...
                                        I to tyle, jeśli chodzi o moje stanowisko w sprawie dopasowywania fikcyjnej postaci do rzeczywistych wymogów rynku pracy dla historyków sztuki.

                                        Uważam, natomiast że można spierać się o to, czy pani MM napisała IGSa w sposób przekonujący - jako rodzinnego geniusza i wybitnego studenta, niezależnie od innych jego cech. To jest jednak zupełnie inne zagadnienie, które nie ma nic wspólnego z szukaniem dla niego miejsca pracy.

                                        I jeszcze jedno. Piszesz: "Więc albo możemy dyskutować o "geniuszu" IGSa walącego kocopoły od których się zwoje mózgowe prostują, albo uznajemy, że MM ma swoje czytelniczki w zadku...?"

                                        Serio? Tobie od jego kocopołów mózg się lasuje? Naprawdę znałaś szczegóły współpracy Lenartowicza z hrabią Cieszkowskim i to, że Lenartowicz nie wyjechał prosto do Florencji, tylko najpierw do Paryża? No to gratuluję, bo przypuszczam, że 99% uczestniczek tego forum, łącznie ze mną, nie miało o tym pojęcia. Mnie od wyciągnięcia na jaw tych braków w wiedzy IGSa zwoje mózgowe się nie wyprostowały. O współpracy Lenartowicza z Madeyskim też dowiedziałam się po raz pierwszy z posta bupu. Madeyskiego kojarzę głównie jako autora pięknego nagrobka Władysława Warneńczyka w katedrze wawelskiej. Cóż. Kwestia specjalizacji albo miejsca zamieszkania. Nadal nie uważam, że pominięcie tego rzeźbiarza to "kocopoły, od których..."
                                        A ile osób wie, że prepozyt kapituły katedralnej mógł być w XVI wieku osobą świecką, bez święceń kapłańskich? (Ja akurat wiem, bo klerykami różnej maści zajmuję się zawodowo). Kochanowski zresztą był również plebanem w Zwoleniu, (to już poza Wielkopolską) tak, plebanem, chociaż w powszechnym mniemaniu pleban = ksiądz proboszcz, czyli musiał mieć święcenia kapłańskie. Nie, nie musiał.
                                        To jest ta wstrząsająca głębia niewiedzy, która czytelniczkom ma uszkadzać mózgi?
                                        I nie ma po co porównywać IGSa z hipotetycznym genialnym prawnikiem, który myli kodeks karny z drogowym, i bułgarski wermut z "Madame Butterfly". Przestrzeliłaś. To, co mówi IGS, odnosi się jednak do pewnej wiedzy specjalistycznej, chociaż przekazanej niedokładnie. I tu mam znowu pretensje do pani MM, bo mogłaby to robić lepiej, bardziej precyzyjnie.
                                        I nie, to nie znaczy, że ona ma swoje czytelniczki w zadku. Po prostu research u niej szwankuje. Nie tylko w przypadku IGSa.
                                        • kocynder Re: O pracy młodych. 09.01.26, 07:27
                                          Otóż według Nory (cytat był) IGS zarabia nagrodami i artykułami. Wątpliwą, najdelikatniej mówiąc, wiedzę IGS i jego błędy rzeczowe podniosła Bupu - i jej wierzę bardziej, niż MM od dawna mającej głęboko tam, gdzie słońce nie dociera solidność i research. I nie, nie da się oddzielić bredzenia kocopołów o dziedzinie z której podobno jest ekspertem od jego możliwości zarobkowania tąże wiedzą. To jest właśnie casus bohatera - prawnika, który myli kodeks karny z drogowym, albo paragraf z ustawą. Ok, pominięcie Madeyskiego można by mu "podarować", ale już pitolenie o Kochanowskim niezbyt - [cytuję]: "Młody Jan Kochanowski – dodał ni z tego, ni z owego [IGS] - w dowód uznania za swoją twórczość otrzymał od króla tytuł prepozyta." - otóż jest to bzdura wielokrotna. Gdyż: po pierwsze: prepozyt, inaczej primiceriusz, to stanowisko, nie tytuł, w dodatku jest to stanowisko kościelne, król zatem takiego tytułu Kochanowskiemu nadać nie mógł; po drugie: poeta z Czarnolasu prepozytem był, katedry poznańskiej, ale nie z ręki króla; po trzecie: obejmując stanowisko prepozyta Kochanowski liczył sobie około 34 lat, więc bynajmniej nie był wówczas młodzieniaszkiem. [Cytuję]: "Zarządzał więc majątkiem, składającym się z klucza sześciu wsi w Wielkopolsce; Kicin był najważniejszą z nich" - nie zarządzał, od tego miał ludzi. [Cytuję] "Był wtedy klerykiem. Dopiero po dziesięciu latach zdecydował się na świecką drogę życia." - nie, nie był klerykiem. Nigdy nie wstąpił do seminarium duchownego i nie rozważał takiej drogi. A już zwłaszcza nie "kiblował" w seminarium jako kleryk przez dziesięć lat! A to z tej drobnej przyczynny, że kleryk to student seminarium duchownego, a takowe pojawiły się coś w wiek później niż Kochanowski. No, ale to błędy rzeczowe.
                                          Natomiast moim głównym zarzutem jest fakt, że IGS jest d... a nie mówca. Truje łopatologicznie, bez polotu i tzw swady. Tak jak pokazałam, na przykładzie choćby Wołoszańskiego - popełnianie błędów (w tym rzeczowych!) jest wybaczalne, jeśli jest fajnie podane. Pokaż mi JEDEN przykład, w którym IGS mówiłby lekko, ciekawie i tak, żeby przeciętny rozmówca chciał go słuchać? Że odwołam się do przypadku limeryków Damba: Bebe NIE BYŁA zainteresowana techniką i budową wiersza. Spodobał się jej, ale Dambo, swoim "mini - wykładem" potrafił ją zaciekawić. Mnie też. Przyznam, że do dziś pamiętam co to jamb, a co anapest. Natomiast z ględzenia IGS o sonecie zapamiętałam tylko "Rany, niech on już skończy pierniczyć!" o przelatywanie wzrokiem kolejnych wersów nudziarstwa.
                                          Powiem więcej: ja nawet i nie neguję, że IGS MÓGŁ dostać nagrody i pisać artykuły! Mógł. Ale wyliczyłam po pobieżnym (przyznaję) sprawdzeniu, że ni czorta UTRZYMAĆ się z tego - nie da. Nawet samemu, a już co tu mówić, o utrzymaniu żony - artystki i dziecka?! I tak, wyliczyłam wyżej bardzo konkretnie jakie są najwyższe opcje nagród i płacy za artykuły, a jakie średnie. W branie tylko wszystkich najwyższych - nie wierzę. A przy średnich - sorry, ale to wychodzą miesięcznie kwoty na kieszonkowe (nawet dość "tłuste) ale tylko kieszonkowe dla studenta, a nie na wikt, opierunek i utrzymanie mieszkania, żony i dziecka.

                                          "I nie, to nie znaczy, że ona ma swoje czytelniczki w zadku. Po prostu research u niej szwankuje. Nie tylko w przypadku IGSa."
                                          I tak, moim zdaniem szwankujący research u autorki, która non-stop szczyci się, ze sprawdza nawet takie duperele jak pogoda w danym dniu to "wzadkumanie" czytelników. I owszem, nie tylko w kwestii IGSa.
                                          • azalia02 Re: O pracy młodych. 09.01.26, 09:31
                                            kocynder napisała:

                                            > Otóż według Nory (cytat był) IGS zarabia nagrodami i artykułami. Wątpliwą, najd
                                            > elikatniej mówiąc, wiedzę IGS i jego błędy rzeczowe podniosła Bupu - i jej wier
                                            > zę bardziej, niż MM od dawna mającej głęboko tam, gdzie słońce nie dociera soli
                                            > dność i research. I nie, nie da się oddzielić bredzenia kocopołów o dziedzinie
                                            > z której podobno jest ekspertem od jego możliwości zarobkowania tąże wiedzą.
                                            >
                                            Jakim ekspertem, litości! Od kiedy student 5. roku, bo dyplomu IGS jeszcze nie ma, jest ekspertem w dziedzinie innej niż temat jego pracy magisterskiej? A tematem może być monografia drewnianego kościoła w Tarnowie, czy jakiegoś innego kościoła tego typu, bo już nie cała grupa. Skoro w Wielkopolsce jest ponad 200 kościołów drewnianych, to na tym można habilitację zrobić, a IGS na razie mógł być "ekspertem" od maleńkiego fragmencika tego zasobu. On również nie jest "ekspertem" od wszystkich zabytków Wielkopolski, w tym rzeźby nagrobnej, nie ma takiej możliwości, choćby z racji jego wieku. A pani MM nie napisała ANI JEDNEGO ZDANIA o tej architekturze, drewnianej odautorsko czy poprzez wypowiedź IGSa, bo się na niej nie zna. Zamiast tego włożyła mu w usta tekst o Lenartowiczu, od którego twórczości ten chłopak żadnym ekspertem być nie może, bo niby z jakiej racji? Chyba zupełnie inaczej rozumiemy eksperckość.

                                            To
                                            > jest właśnie casus bohatera - prawnika, który myli kodeks karny z drogowym, al
                                            > bo paragraf z ustawą.
                                            > Nie, nie jest. O ile taka pomyłka prawnika nie jest zwykłym lapsusem językowym, to wychwyci ją każdy czytelnik, o tyle błędy IGSa wymagają wiedzy, powiedzmy, specjalistycznej.

                                            >
                                            > [cytuję]: "Młody Jan Kochanowski – dodał
                                            > ni z tego, ni z owego [IGS] - w dowód uznania za swoją twórczość otrzymał od kr
                                            > óla tytuł prepozyta." - otóż jest to bzdura wielokrotna. Gdyż: po pierwsze: pre
                                            > pozyt, inaczej primiceriusz, to stanowisko, nie tytuł, w dodatku jest to stanow
                                            > isko kościelne, król zatem takiego tytułu Kochanowskiemu nadać nie mógł; po dru
                                            > gie: poeta z Czarnolasu prepozytem był, katedry poznańskiej, ale nie z ręki kró
                                            > la; po trzecie: obejmując stanowisko prepozyta Kochanowski liczył sobie około 3
                                            > 4 lat, więc bynajmniej nie był wówczas młodzieniaszkiem.
                                            Dalej nie cytuję, bo znowu może automat zadziałać i nie przepuści mi posta.
                                            No i widzisz: żeby to wszystko ustalić, musiałaś się trochę przyłożyć, prawda? To nie jest wiedza, którą ma każdy absolwent liceum, który, czytając Feblika, pomyśli: ale bzdety ten ignacy gada, przecież było zupełnie inaczej.
                                            > [Cytuję]: "Był wtedy k
                                            > lerykiem. Dopiero po dziesięciu latach zdecydował się na świecką drogę życia."
                                            > - nie, nie był klerykiem. Nigdy nie wstąpił do seminarium duchownego i nie rozw
                                            > ażał takiej drogi. A już zwłaszcza nie "kiblował" w seminarium jako kleryk prze
                                            > z dziesięć lat! A to z tej drobnej przyczynny, że kleryk to student seminarium
                                            > duchownego,
                                            >
                                            Jest takie słowo KLERK. Nie KLERYK. Cytuję pełną definicję ze Słownika Języka Polskiego PWN: klerk, clerk [wym. klerk]
                                            1. «intelektualista lub artysta wyznający zasadę nieangażowania się w życie społeczne i polityczne»
                                            2. «w średniowieczu: uczony lub student, często wędrujący od jednej uczelni do drugiej»
                                            3. daw. «urzędnik kościelny lub świeck
                                            Właśnie: dawniej. Obecnie tego słowa używa się właściwie tylko w tekstach specjalistycznych, gdyż potocznie klerk jest notorycznie mylony z klerykiem. Ale w dawniejszej literaturze znano różnicę. Przypuszczam, że pani MM wyczytała gdzieś, kiedyś, że Kochanowski był klerkiem. Bo był. I tak się jej zakodowało, że był klerykiem, chociaż to anachronizm. No i teraz poszło to na konto IGSa.
                                            >
                                            > Natomiast moim głównym zarzutem jest fakt, że IGS jest d... a nie mówca. Truje
                                            > łopatologicznie, bez polotu i tzw swady. Tak jak pokazałam, na przykładzie choć
                                            > by Wołoszańskiego - popełnianie błędów (w tym rzeczowych!) jest wybaczalne, jeś
                                            > li jest fajnie podane. Pokaż mi JEDEN przykład, w którym IGS mówiłby lekko, cie
                                            > kawie i tak, żeby przeciętny rozmówca chciał go słuchać?
                                            >
                                            A o tym to już było gdzieś w postach powyżej. Ja bym go posłuchała i nawet pogadała z nim. Może o sonetach, może o kościele w Tarnowie... Czegoś bym się dowiedziała. :)))
                                            > Powiem więcej: ja nawet i nie neguję, że IGS MÓGŁ dostać nagrody i pisać artyku
                                            > ły! Mógł. Ale wyliczyłam po pobieżnym (przyznaję) sprawdzeniu, że ni czorta UTR
                                            > ZYMAĆ się z tego - nie da. Nawet samemu, a już co tu mówić, o utrzymaniu żony -
                                            > artystki i dziecka?! I tak, wyliczyłam wyżej bardzo konkretnie jakie są najwyż
                                            > sze opcje nagród i płacy za artykuł.

                                            Ale przecież ja nigdzie nie pisałam, że IGS utrzyma siebie i rodzinę z artykułów i nagród. Dlatego szukałam mu jakiejś pracy, która dałaby mu stałe dochody.

                                            Dobrze, to na razie tyle, bo obowiązki wzywają.
































                                            • kocynder Re: O pracy młodych. 09.01.26, 09:51
                                              "pani MM nie napisała ANI JEDNEGO ZDANIA o tej architekturze, drewnianej odautorsko czy poprzez wypowiedź IGSa, bo się na niej nie zna. Zamiast tego włożyła mu w usta tekst o Lenartowiczu..."
                                              O którym wie tyle samo co o architekturze drewnianej czyli nic.

                                              "błędy IGSa wymagają wiedzy, powiedzmy, specjalistycznej."
                                              Zupełnie nie. Wiedza o Kochanowskim jest na poziomie niezłego liceum. I wystarczy podstawowe googlanie, żeby wiedzieć, że to co IGS peroruje to kompletne bzdury. I tak, skoro MM (przynajmniej formalnie) twierdzi, że pisze dla nastolatek - wypadałoby nie podawać BŁĘDNYCH informacji o poecie "wałkowanym" w szkole.

                                              Co do klerka i kleryka - nie wykluczone, że się pani MM pozajączkowało. Ale to redakcja powinna była wyłapać i powiedzieć "Ej, matka, ale po pierwsze primo Kochanowski nie był klerykiem, bo kleryk to w seminarium, a seminaria to o wiek później, a po drugie primo czemu twoim zdaniem siedział w tym seminarium dziesięć lat? Wyrok dostał?".

                                              "Ja bym go posłuchała i nawet pogadała z nim. Może o sonetach, może o kościele w Tarnowie... Czegoś bym się dowiedziała"
                                              Ja wyraźnie napisałam, nie ty a przeciętny rozmówca/słuchacz. Już ustaliliśmy, że ty przeciętna nie jesteś na pewno, bo w większości czytelników mędzenie IGSa budzi chęć walnięcia go cegłówką żeby się zamknął a nie rozczulenie. No i z tym dowiadywaniem się to bym uważała, gdyż jak widać z powyższego - wiedze posiada mocno wątpliwą.

                                              Ja tak właśnie typowałam. IGS mógłby być jakimś "pomagierem" kustosza w jakimś muzeum, nie takim od samodzielnego działania, broń Zeus, ale takim, co jak mu pan kustosz zleci to zrobi. Albo archiwistą.
                                              • azalia02 Re: O pracy młodych. 09.01.26, 15:59
                                                kocynder napisała:

                                                >
                                                > Zupełnie nie. Wiedza o Kochanowskim jest na poziomie niezłego liceum. I wystarc
                                                > zy podstawowe googlanie, żeby wiedzieć, że to co IGS peroruje to kompletne bzdu
                                                > ry. I tak, skoro MM (przynajmniej formalnie) twierdzi, że pisze dla nastolatek
                                                > - wypadałoby nie podawać BŁĘDNYCH informacji o poecie "wałkowanym" w szkole.
                                                >
                                                Rety... Ja dopiero teraz, cytując "Feblik" w innym poście, uświadomiłam sobie, że akcja toczy się w roku 2013, czyli IGS, rocznik 1994, ma lat 19. O Agnieszce pani MM pisze, że oblała egzamin na prawo, za to z łatwością dostała się na studia malarskie. Była z Ignasiem w jednej klasie, czyli on też dopiero zaczyna studia. Akcja CZ to rok 2017, IGS jest po 4. roku i jak najbardziej można dopasowywać go wtedy do jakiegoś miejsca pracy, natomiast zarzucać maturzyście, że nie jest "ekspertem", a jego wiedza jest niepełna czy nawet błędna - no nie, jednak nie. To absolutnie nie określa jego poziomu jako historyka sztuki po ukończeniu studiów. Wszystkie cytaty, które mają potwierdzać, że ekspertem to on jest do de, pochodzą przecież z "Feblika".
                                                A że pani MM mogłaby bardziej dbać o to, co pisze dla nastoletnich czytelniczek, to racja. Chociaż to i tak mniejsza wpadka niż z Dorotką cucącą nieprzytomną Idę; pomylenie prepozyta z proboszczem i kleryka z klerkiem nikomu raczej nie zagraża.
                                                > Ale to
                                                > redakcja powinna była wyłapać i powiedzieć "Ej, matka, ale po pierwsze primo Ko
                                                > chanowski nie był klerykiem, bo kleryk to w seminarium, a seminaria to o wiek p
                                                > óźniej, a po drugie primo czemu twoim zdaniem siedział w tym seminarium dziesię
                                                > ć lat? Wyrok dostał?".
                                                >
                                                Redakcja powinna była zadbać, owszem. Ale po zmianie redaktorki redakcja tekstu jaka jest, to widać nie tylko przy tej okazji.

                                                >
                                                > Ja wyraźnie napisałam, nie ty a przeciętny rozmówca/słuchacz. Już ustaliliśmy,
                                                > że ty przeciętna nie jesteś na pewno, bo w większości czytelników mędzenie IGSa
                                                > budzi chęć walnięcia go cegłówką żeby się zamknął a nie rozczulenie. No i z ty
                                                > m dowiadywaniem się to bym uważała, gdyż jak widać z powyższego - wiedze posiad
                                                > a mocno wątpliwą.
                                                >
                                                Na etapie tuż po maturze. :P No dobrze, pogadałabym z nim 4 lata później.

                                                > Ja tak właśnie typowałam. IGS mógłby być jakimś "pomagierem" kustosza w jakimś
                                                > muzeum, nie takim od samodzielnego działania, broń Zeus, ale takim, co jak mu p
                                                > an kustosz zleci to zrobi. Albo archiwistą.
                                                >
                                                Jako świeżynek po studiach o samodzielności w muzeum mógłby sobie tylko pomarzyć. Na siedzenie w archiwum trochę go szkoda, on lubi jeździć i zwiedzać. Jednak upieram się przy poznańskim oddziale Narodowego Instytutu dziedzictwa, tam mieli program badania architektury drewnianej w Wielkopolsce. Jeździłby i sporządzał dokumentację, a przy okazji miałby czas na te swoje filmiki.
                                                • bupu Re: O pracy młodych. 09.01.26, 16:30
                                                  azalia02 napisała:

                                                  > Rety... Ja dopiero teraz, cytując "Feblik" w innym poście, uświadomiłam sobie,
                                                  > że akcja toczy się w roku 2013, czyli IGS, rocznik 1994, ma lat 19. O Agnieszce
                                                  > pani MM pisze, że oblała egzamin na prawo, za to z łatwością dostała się na s
                                                  > tudia malarskie. Była z Ignasiem w jednej klasie, czyli on też dopiero zaczyna
                                                  > studia. Akcja CZ to rok 2017, IGS jest po 4. roku i jak najbardziej można dopas
                                                  > owywać go wtedy do jakiegoś miejsca pracy, natomiast zarzucać maturzyście, że n
                                                  > ie jest "ekspertem", a jego wiedza jest niepełna czy nawet błędna - no nie, jed
                                                  > nak nie. To absolutnie nie określa jego poziomu jako historyka sztuki po ukończ
                                                  > eniu studiów. Wszystkie cytaty, które mają potwierdzać, że ekspertem to on jest
                                                  > do de, pochodzą przecież z "Feblika".

                                                  Tylko że to, co on gada w Febliku, to nie jest wiedza ekspercka, tylko coś, co można znaleźć po pięciu minutach guglania. A jest ci on prezentowany w tym samym tomie jako nerd z.nosem utkwionym albo w kompie, albo w książkach, nie przeciętny nastolatek, który o Kochanowskim wie tyle, ile mu w ucho wpadło w szkole, przy wałkowaniu nieszczęsnej Orszulki. Więc tak, skoro mi się opisuje bohatera jsko typa, który wiedzą i erudycją tryska z wszystkich otworów ciała, prowadzi bloga literackiego i uczone dyskusje w necie w dojrzałym wieku lat czternastu, a to wszystko bez odrywania oka od mądrych ksiąg, to wymaganie, żeby po ukonczonym pierwszym roku historii sztuki (bo w Febliku jest po pierwszym roku, nie maturzystą, wbrew własnej dacie urodzenia) wiedział że Kochanowski nie był proboszczem i co właściwie wyrzeźbił Lenartowicz w Wierzenicy, nie wydaje mi się przesadne.

                                                  Fun fact: Lenartowicz wyrzeźbił nagrobek w kształcie drzwi na zlecenie Augusta Cieszkowskiego, ale jest to nagrobek Zofii Cieszkowskiej, w kościele Santa Croce we Florencji. Także Ignasiowi coś tam dzwoni, ale w złym kościele.
                                                  • azalia02 Re: O pracy młodych. 09.01.26, 19:48
                                                    bupu napisała:

                                                    >
                                                    >
                                                    > Tylko że to, co on gada w Febliku, to nie jest wiedza ekspercka, tylko coś, co
                                                    > można znaleźć po pięciu minutach guglania. A jest ci on prezentowany w tym s
                                                    > amym tomie
                                                    jako nerd z.nosem utkwionym albo w kompie, albo w książkach, nie
                                                    > przeciętny nastolatek, który o Kochanowskim wie tyle, ile mu w ucho wpadło w s
                                                    > zkole, przy wałkowaniu nieszczęsnej Orszulki. Więc tak, skoro mi się opisuje bo
                                                    > hatera jsko typa, który wiedzą i erudycją tryska z wszystkich otworów ciała, pr
                                                    > owadzi bloga literackiego i uczone dyskusje w necie w dojrzałym wieku lat czter
                                                    > nastu, a to wszystko bez odrywania oka od mądrych ksiąg, to wymaganie, żeby po
                                                    > ukonczonym pierwszym roku historii sztuki (bo w Febliku jest po pierwszym roku,
                                                    > nie maturzystą, wbrew własnej dacie urodzenia) wiedział że Kochanowski nie był
                                                    > proboszczem i co właściwie wyrzeźbił Lenartowicz w Wierzenicy, nie wydaje mi s
                                                    > ię przesadne.
                                                    >
                                                    IGS chodził do jednej klasy z Agnieszką, a o niej pani MM napisała tyle, że dostała się na studia malarskie, nie zaś, że są to jej wakacje po pierwszym roku studiów. Wiek obojga też by się zgadzał. Pewnie znowu coś pani MM pokręciła z chronologią, a zresztą, od studiowania historii sztuki IGSowi nie przybyłoby wiedzy o Kochanowskim. Natomiast co do Lenartowicza, to sprawa jest złożona. :)

                                                    Znowu mi automat odmawia wysłania posta, bo mam cytować tylko fragmenty wypowiedzi. Nie będę więc już dalej cytować, lecz Fun fact jest całkiem interesujący: Ignasiowi dzwoni w prawidłowym kościele. :)
                                                    Szukałam zdjęć kościoła w Wierzenicy, żeby sprawdzić, jak to właściwie jest z tymi drzwiami i nagrobkiem,. Nagrobek matki Augusta Cieszkowskiego jest rzeczywiście w Santa Croce we Florencji, natomiast drzwi - i tam, i w Wierzenicy. To interesująca historia, jeśli wierzyć miłośnikowi Wierzenicy i tegoż kościółka. Wrzucam link do całości, żeby był i tekst, i zdjęcia: naskrajukraju.pl/?p=6930
                                                    I jeszcze drugi blog, tam jest zdjęcie całości drzwi na wprost + zdjęcia kościoła i kaplicy również od zewnątrz. Mam pewien pomysł, skąd Lenartowiczowi i Cieszkowskiemu wzięła się koncepcja drzwi połączonych z nagrobkiem, ale to dość skomplikowane i nie należy do tematu. :)
                                                  • azalia02 Re: O pracy młodych. 09.01.26, 19:50
                                                    Ech, przy okazji skracania posta wywaliłam również ten drugi, zapowiedziany link. Uzupełniam: naprzekordniom.wordpress.com/2016/04/06/wierzenica-dwor-na-skarpie-wielkopolskie-rezydencje/
                                                  • bupu Re: O pracy młodych. 09.01.26, 20:15
                                                    azalia02 napisała:

                                                    >
                                                    > edzi. Nie będę więc już dalej cytować, lecz Fun fact jest całkiem inte
                                                    > resujący: Ignasiowi dzwoni w prawidłowym kościele. :)
                                                    > Szukałam zdjęć kościoła w Wierzenicy, żeby sprawdzić, jak to właściwie jest z tymi drzwiami i nagrobkiem,. Nagrobek matki Augusta Cieszkowskiego jest rzeczywiście w Santa Croce we Florencji, natomiast drzwi - i tam, i w Wierzenicy.

                                                    Jeżu miłosierny... Tak, we Wierzenicy znajdują się drzwi, pisałam o tym. Jak również o tym, że drzwi z Wierzenicy, wbrew temu co MM włożyła w usta IGS, nie są nagrobkiem. To są DRZWI DO KAPLICY GROBOWEJ CIESZKOWSKICH. O czym pisałam poprzednio. ZA TYMI DRZWIAMI, w rzeczonej kaplicy, znajduje się marmurowy nagrobek Augusta Cieszkowskiego. Nagrobek w kształcie drzwi ma matka Augusta, pochowana we Florencji.

                                                    Uff.
                                                  • azalia02 Re: O pracy młodych. 10.01.26, 10:17
                                                    Ojojoj... :) Żeby dłużej nie pisać w tym wątku, który jest o zarobkach, nie zabytkach, napisałam gdzie indziej: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,179678759,179678759,O_drzwiach_nagrobku_i_kocopolach_IGSa_czesc_1.html
                                            • przymrozki Re: O pracy młodych. 09.01.26, 12:21
                                              azalia02 napisała:

                                              > A o tym to już było gdzieś w postach powyżej. Ja bym go posłuchała i nawet poga
                                              > dała z nim. Może o sonetach, może o kościele w Tarnowie... Czegoś bym się dowie
                                              > działa. :)))

                                              IGS rozmawiającego to my w zasadzie nie widujemy. Robiącego wykład przeciętnie zainteresowanym słuchaczom - to już częściej.

                                              IGS nie bywa zainteresowany żadnymi informacjami zwrotnymi, nie pyta, w ogóle nie jest ciekaw np. tego, co czyta (ciągnąca za sobą pudła pełne książek!) McDusia. On tylko jedzie walcem swojej misji nawracania niewiernych na sonety. Z trybu wszechwiedzącego wykładowcy wytrąca go dopiero zwrócenie uwagi przez Magdę na błąd w wierszu, wtedy IGS wpada w czarną rozpacz, obiektywnie zupełnie nieuzasadnioną okolicznościami, na dodatek pewnie frustrującą dla jego rozmówczyni, która dowiaduje się w ten sposób, że albo będzie milczeć oczarowana nudnym jak flaki z olejem monologiem, albo będzie musiała pocieszać zranione źrebię kwestionujące wszystko, co samo wiedziało i czuło do tej pory, bo raz zrobiło mały, nieszkodzący nikomu błąd.

                                              Takiego IGSa napisała nam MM, przecież nie powołujemy się na informacje wygrzebane mu ze śmietnika albo zasłyszane na mieście plotki. To jest jedyny IGS, jakiego znamy.
                                              • azalia02 Re: O pracy młodych. 09.01.26, 14:12
                                                przymrozki napisała:

                                                >
                                                >
                                                > IGS rozmawiającego to my w zasadzie nie widujemy. Robiącego wykład przeciętnie
                                                > zainteresowanym słuchaczom - to już częściej.
                                                >
                                                > IGS nie bywa zainteresowany żadnymi informacjami zwrotnymi, nie pyta, w ogóle n
                                                > ie jest ciekaw np. tego, co czyta (ciągnąca za sobą pudła pełne książek!) McDus
                                                > ia. On tylko jedzie walcem swojej misji nawracania niewiernych na sonety. Z try
                                                > bu wszechwiedzącego wykładowcy wytrąca go dopiero zwrócenie uwagi przez Magdę n
                                                > a błąd w wierszu, wtedy IGS wpada w czarną rozpacz, obiektywnie zupełnie nieuza
                                                > sadnioną okolicznościami, na dodatek pewnie frustrującą dla jego rozmówczyni, k
                                                > tóra dowiaduje się w ten sposób, że albo będzie milczeć oczarowana nudnym jak f
                                                > laki z olejem monologiem, albo będzie musiała pocieszać zranione źrebię kwestio
                                                > nujące wszystko, co samo wiedziało i czuło do tej pory, bo raz zrobiło mały, ni
                                                > eszkodzący nikomu błąd.
                                                >
                                                >
                                                O, nienienienienie, Ignacy ewoluuje :) Co do Magdusi, to zgoda, ale w Febliku, kiedy IGS zwiedza z Agnieszką skansen, rozmawiają już oboje. I nawet ona mówi więcej niż on. A kiedy Aga wychodzi z chaty mówiąc, że jest jej wstyd, bo wszyscy podziwiają rzeczy tam zgromadzone, a nikt nie myśli o mieszkańcach, IGS idzie za nią i rozmyśla. Cytuję:
                                                Ignacy zaraz ją dogonił i szedł z nią w milczeniu, widząc, jak bardzo jest rozstrojona. Oczywiście, mógłby wspomnieć, że przedmioty codziennego użytku, meble, kołyski, obrazki, fotografie zgromadzono dość przypadkowo, że wcale nie musiały należeć do tych konkretnych domów [...] I że także ludzie, którzy w nich mieszkali, na pewno nie byli tak idealni, jak jej się zdaje. I tak dalej. Ale po namyśle doszedł do wniosku, że ona mimo wszystko miała swoją rację i że jego sprzeciw mógłby jeszcze pogorszyć sprawę i dodatkowo zdenerwować wrażliwą koleżankę. Miała za sobą, jak by nie było, ciężkie przejścia.
                                                To jest wyraźna zmiana od czasów rozmów z Magdusią i nawet z Dorotką, chociaż z nią też już prowadził dialogi. Co prawda dość drewniane, ale jednak. :)
                                                A przy innej okazji IGS mówi, że będzie się streszczał. Ani chybi, przyswoił jakąś informację zwrotną, że gada za długo :)
                                                No i rozmawiają z Agnieszką o miłości, zranionych uczuciach, zaufaniu. Może zranione uczucia najbardziej go wtedy interesowały (historia z Marią czy też Magdaleną), lecz jest to rozmowa, a nie monolog cierpiętnika.
                                                • przymrozki Re: O pracy młodych. 10.01.26, 13:01
                                                  azalia02 napisała:

                                                  > Ignacy zaraz ją dogonił i szedł z nią w milczeniu, widząc, jak bardzo jest r
                                                  > ozstrojona. Oczywiście, mógłby wspomnieć, że przedmioty codziennego użytku, meb
                                                  > le, kołyski, obrazki, fotografie zgromadzono dość przypadkowo, że wcale nie mus
                                                  > iały należeć do tych konkretnych domów [...] I że także ludzie, którzy w nich m
                                                  > ieszkali, na pewno nie byli tak idealni, jak jej się zdaje. I tak dalej. Ale po
                                                  > namyśle doszedł do wniosku, że ona mimo wszystko miała swoją rację i że jego s
                                                  > przeciw mógłby jeszcze pogorszyć sprawę i dodatkowo zdenerwować wrażliwą koleża
                                                  > nkę. Miała za sobą, jak by nie było, ciężkie przejścia.


                                                  No ale to akurat trudno uznać za rozmowę, prędzej za wewnętrzny monolog, dlaczego w tym konkretnym przypadku nie warto z Agnieszką rozmawiać o tym, co sama przed chwilą powiedziała.

                                                  Można ewentualnie zaliczyć IGSowi umiejętność rozumienia, że czasem warto się zamknąć, ale to akurat żadna nowość, IGS od dzieciństwa był uczony, by się zamykać na żądanie.
    • kocynder Re: O pracy młodych. 09.01.26, 08:13
      Ze jeszcze z młodych "pracujących" wezmę na tapet Józkiniowca. Odautorsko jest ci on architektem. No i mam zgrzyt. Z tego co wiem, architekt to osobnik, który nie tylko ma wiedzę jak postawić dom coby się nie złożył jak karciany, ale tez musi mieć spore kompetencje społeczne, gdyż albowiem musi współpracować zarówno z klientami (i nie może klientce odwarknąć "Tak się nie da i się zamknij!" bo klientka się obrazi i pójdzie sobie precz ze swoim zleceniem!), ale i z różnymi inwestorami, inżynierami innych specjalności, wykonawcami, urzędami a bywa tez i konserwatorami zabytków. Oraz zlecenia często - gęsto wymagają pracy zespołowej, bo jednemu architektowi zajęłoby to pięć lat, a tyle inwestor nie ma chęci czekać. Często tez to architekt obejmuje zarządzanie całym projektem, czyli na nim spoczywa koordynacja p[rac ekip budowlanych/remontowych, płynności finansowej/dokumentacyjnej, wybór materiałów/rozwiązań technicznych itd. Jak widzicie w tym Józwę? Ja, przyznam się raczej niezbyt... Co za diabeł podkusił MM do wysłania go na architekturę właśnie? Ok politechnikę rozumiem. W sumie całkiem sensownie. Ale to jakiś wydział mechaniczny, technologie nowe, coś takiego. Kurczę, zegarmistrzem mógłby zostać, zegary kurantowe naprawiać. Zegary same z siebie nie gadają, zakład mógłby np łączyć usługi jubilersko - zegarmistrzowskie (w sensie naprawa nie sprzedaż zegarków), klientów obsługiwałby jubiler, a Józef tylko te kuranty... Albo nie wiem, elektronika samochodowa, on na stacji diagnostycznej gdzieś tam w kanale czy innym tajemnym miejscu te scalone rozbiera, naprawia albo nie, a z klientami ktoś zza lady a nie on. No, "nie kupuję" go jako architekta i jakoś... Ale może ja źle wiem? Architektem w końcu nie jestem.
      • ako17 Re: O pracy młodych. 09.01.26, 13:19
        kocynder napisała:

        zegarmistrzem mógłby zostać, zegary kurantowe naprawiać. Zegary same z siebi
        > e nie gadają, zakład mógłby np łączyć usługi jubilersko - zegarmistrzowskie (w
        > sensie naprawa nie sprzedaż zegarków), klientów obsługiwałby jubiler, a Józef t
        > ylko te kuranty...

        Nie no, przecież biżuterię też da radę na tokarce utoczyć!
        • kocynder Re: O pracy młodych. 09.01.26, 13:27
          Ale produkcja bizutów wymaga wyobraźni i wyczucia piękna. Zegary jednak więcej techniki. Zresztą nie czepiam się zegarów, bo mi chodzi raczej o typ pracy: techniczno - mechaniczno - elektryczna, i kontakt li i jedynie z mechanizmem, a nie z żywym organizmem
    • weruczka Re: O pracy młodych. 09.01.26, 19:34
      Kariera młodego Ignaca jest dla mnie chyba najmniej prawdopodobna z całej serii. Jeżeli jego materiały realizowała jakaś lokalna telewizja to nie ma szans, żeby były z tego duże pieniądze. Zwłaszcza, że raczej nie jest to rodzaj programu, który przyciąga miliony odbiorców.
      Jeśli w grę wchodzi własny kanał na YT, to tym bardziej nie wróżę mu wielkiej kariery. Być może miał stałe grono odbiorców, może nawet całkiem spore, ale nie ma możliwości, żeby oglądały go miliony osób. Zwłaszcza, że nawet liczne wyświetlenia nie generują dużych pieniędzy. Ignaś musiałby zarabiać na współpracach, zdobywać klientów do praktycznie każdego filmu. A która marka będzie mu płacić za reklamę? Może jakiś hotelik czy restauracja zgodziłaby się na barter, ale nic poza tym. I jasne, na takich niszowych tematach też można się wybić, ale raz, że trzeba mieć kreatywny sposób przedstawiania materiału, często kontrowersyjny (tak, by zainteresować masę, która raczej woli oglądać inne treści), a dwa, jak już to się uda to trzeba schować dumę w kieszeń i godzić się na współpracę, które nie do końca muszą być związanie z tematyką filmów (i umieć to sprytnie wpleść w materiał). Do tego dochodzi wiedza marketingowa, umiejętność montowania, siła przebicia, znajomość trendów, mediów społecznościowych. Nawet w tym 2013 świat youtuberów był już mocno przesycony i ciężko było się wybić. Można nakręcić najlepszy film świata, ale jak algorytm nas nie polubi to nic nie zrobimy. A ludzie na materiały sponsorowane patrzą sceptycznie, więc nawet dokładanie do interesu niekoniecznie pomoże.
      Dodam jeszcze, że przecież czymś musieli te filmy kręcić, a dobry sprzęt kosztuje. Jeszcze rozumiem, jakby Ignaś miał inną pracę, a filmy kręcił sobie hobbystycznie, ciesząc się jak czasem jakiś grosz wpadnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka