Dodaj do ulubionych

To już nie forum, to śmietnik

16.04.26, 12:57
Przychodzi taki moment, kiedy człowiek w końcu traci cierpliwość i ma dość.

Forum, które kiedyś naprawdę liczyło się w obiektywnych dyskusjach na temat twórczości MM, które wręcz podziwiano za brak czołobitności i lizusostwa wobec Drogiej Autorki, które nawet można by nazwać opiniotwórczym, w tej chwili już nie istnieje, stało się zwyczajnym śmietnikiem, kupą hejtu i wymysłów najbardziej gorliwych użyszkodniczek. Zapewne dlatego, że nie ma tu już chyba żadnej z osób, które tamto forum tworzyły. Teraz to już z tego forum się śmieją – że potrafi tylko się czepiać niesłusznie i przekręcać książkowe fakty.

Tak, teraz wymyślamy sobie zarzuty, bo przecież prawdziwych powodów do czepialstwa Musierowicz w ogóle nie daje, ależ skąd. Więc trzeba pisać w tonie krytyki, że „cała lodówka pełna frykasów z Wigilii, a Gabriela je na śniadanie razowiec z masłem i solą?!” – no faktycznie, straszna zbrodnia, przecież to w głowie się nie mieści! Młodzi Żeromscy studiowali za granicą, a teraz nadają się „tylko” do prowadzenia sklepu! (branżowego, że powtórzę to, co już pisałam w jednym z wątków: prowadzenie sklepu branżowego przy dużej konkurencji w dużym mieście wymaga naprawdę znajomości branży i głowy na karku – co w tym złego? A jeszcze niedawno podnosił się krzyk, że co to jest, że każdy bohater przez całe życie wykonuje zawód wyuczony i nikt niczego nie zmienia!)

Gabriela śmiała się z tego, że w nocy Ignaś rozbił sobie głowę i zakrwawił – podła! Co z niej za matka! To nic, że Gabriela wcale nie śmiała się z wypadku swojego syna, tylko z głupawej, idiotycznej i egocentrycznej przemowy, którą przy tej okazji wygłosił Ignac Senior (przy okazji wykorzystał całą historię, żeby mówić o sobie, jak zwykle. Na to jednak nikt nie zwrócił uwagi, ważniejszy był rzekomy nietakt podłej Gabrieli).

Terpentula przyjechała sprzedawać obrazy z Rzeszowa, do Poznania, ha ha, Musierowicz nie zna się na geografii! Oczywiście, pomijając drobiazg, że Terpentula przyjechała do Poznania z Ostrzeszowa, miasteczka oddalonego od stolicy Wielkopolski o 150 km, dwie godziny drogi pociągiem osobowym w 1991 roku.

Grzegorz Stryba przyszedł na Wigilię do Borejków, wszedł i na wstępie, od razu, bez słowa przywitania jak jaki neandertalczyk chwycił Gabrielę, zaciągnął ją do kuchni i zaczął całować – o, dobry numer, przecież nieważne, że Grzegorz przyszedł, przyniósł czekoladki, siedział z domownikami przy kolacji (Ignac wypytywał go o upodobania poetyckie), a z Gabrielą w kuchni całował się znacznie później, przy robieniu kawy, a autorce tego wpisu pomyliło się ze sceną raptus puellae Natalii w zupełnie innym tomie.

Ta sama autorka wpisu twierdzi, że według twierdzenia MM w Księdze Gości świeżo zaślubione, legalne i kościelnie zaakceptowane małżeństwo Józwów w podróży poślubnej nie uprawiało seksu – z tą bzdurą rozprawiłam się już wczoraj w wątku bodajże geograficznym, nie będę się powtarzać (i to ta bzdura przelała moją własną czarę irytacji).

No i crème de la crème, mój prywatny numer jeden (póki co, ale niewątpliwie może być lepiej – wierzę w was!), bzdura wymyślona przez Tajną, że rodzina Borejków w pewnym momencie w Kalamburce zaczęła nazywać Gizelę „panią Trak”, radośnie podchwycona przez pozostałe zajadłe panie na forum, że to na pewno Mila uknuła coś takiego, podła niewdzięcznica, chciała zacząć odcinać Gizelę od swojej rodziny, i to dlatego, na pewno!!! To, że w całej Kalamburce ani razu nie pada zwrot „pani Trak”, ani z ust Borejków, ani w ogóle nikogo (sprawdziłam), a „panią Trak” Musierowicz powołała do życia dwadzieścia pięć lat wcześniej, w KK, kiedy o żadnej Gizeli jeszcze się nikomu nie śniło – drobiazg niegodny uwagi. Ważne, że można się rzucić na Milę i jeszcze raz radośnie jej dokopać.

I tak dalej, i tak dalej, już mi się nie chce dalej wymieniać tych wszystkich kocopołów. BO PRZECIEŻ PO CO SPRAWDZAĆ W KSIĄŻCE, O CZYM SIĘ PISZE, PRAWDA.

I to, o czym też już napisałam wczoraj: NIKT, absolutnie nikt nie protestuje przeciwko tym piramidalnym bredniom i wymysłom, urodzonym wyłącznie w głowach Bupu, TT-tki i Tajnej, nikt nie zaprotestuje „chwila, przecież wcale tak nie było!”, ależ skąd, wszyscy radośnie ciągną to dalej i powielają.

Mam już dość czytania tych bzdur!

I zanim szanowne oburzone użyszkodniczki zwrócą mi złośliwie i sarkastycznie (bo to jest wasza jedyna reakcja: żadna nigdy nie przyzna się, że napisała głupotę, tylko zaraz atakuje) uwagę, że przecież jak mi się nie podoba, to mogę tu nie zaglądać, wyjaśniam, że jest to rada chybiona, bo ja faktycznie nie zamierzam przyłożyć już więcej ręki do istnienia tego żałosnego t-forum. Nie będę już legitymizować ani jednym swoim słowem tego, co się tutaj odwala. W końcu kto o zdrowych zmysłach dobrowolnie chciałby spędzać czas w śmietniku?

Cześć i czołem.


Obserwuj wątek
    • bupu Re: To już nie forum, to śmietnik 16.04.26, 14:04
      Nie chce mi się dyskutować z kimś, kto stsrannie ignoruje dostarczone mu cytaty, wykazujące, że się myli.

      A dostarczałam. Cytaty z Pulpecji, w których widać jak na dłoni, że rodzina nie ma pojęcia kim jest całujący się w kuchni z Gabą facet, na ten przykład.

      Nie chce mi się też prowadzić dyskusji z osobą, która czepia się, że forum twierdzi coś, czego zaiste praz Przebóg nie twierdziło. Na przykład, że Borejkowie zaczęli nazywać Gizele panią Trak w Kalamburce. Forum calutkie się czepia, że Gizela, w Kalamburce matka zastępcza Mili, obsługująca ją i Ignaca, W KWIECIE KALAFIORA staje się dla rodziny panią Trak, li i jedynie. A panią Trak autorka powołała 25 lat wcześniej, owszem, ale powinna była powstrzymać się przed zrobieniem jej i opiekunki Mili tą samą osobą. I o to się wszyscy czepiają.
      Kto to ostatnio się głośno domagał sprawdzania przed napisaniem...?

      Błędy merytoryczne są zresztą szybko na tym forum korygowane, ale po co zauważać rzeczywistość, gdy mozna się popławić w swojej rzekomej wyższości moralnej, a potem ostentacyjnie trzasnąć drzwiami?
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: To już nie forum, to śmietnik 16.04.26, 15:02
      ciotka.scholastyka napisała:

      > (...)
      > No i crème de la crème, mój prywatny numer jeden (póki co, ale niewątpliwie moż
      > e być lepiej – wierzę w was!), bzdura wymyślona przez Tajną, że rodzina Borejkó
      > w w pewnym momencie w Kalamburce zaczęła nazywać Gizelę „panią Trak”, radośnie
      > podchwycona przez pozostałe zajadłe panie na forum, że to na pewno Mila uknuła
      > coś takiego, podła niewdzięcznica, chciała zacząć odcinać Gizelę od swojej rodz
      > iny, i to dlatego, na pewno!!! To, że w całej Kalamburce ani razu nie pada zwro
      > t „pani Trak”, ani z ust Borejków, ani w ogóle nikogo (sprawdziłam), a „panią T
      > rak” Musierowicz powołała do życia dwadzieścia pięć lat wcześniej, w KK, kiedy
      > o żadnej Gizeli jeszcze się nikomu nie śniło – drobiazg niegodny uwagi. Ważne,
      > że można się rzucić na Milę i jeszcze raz radośnie jej dokopać.
      >

      Kiedy niby napisałam, że Gizelę nazwano panią Trak stricte w Kalamburce? Cytat poproszę, bo dosłownie nie pamiętam bym kiedykolwiek coś takiego napisała. Na pewno narzekałam na bezsensowne trakowanie samo w sobie, ale bez zmyślania, że wydarzyło się to w Kalam. Jeśli znalazłaś wpisy, gdzie jednak to robiłam, przytocz je, to grzecznie uderzę się w pierś.

      > I tak dalej, i tak dalej, już mi się nie chce dalej wymieniać tych wszystkich k
      > ocopołów. BO PRZECIEŻ PO CO SPRAWDZAĆ W KSIĄŻCE, O CZYM SIĘ PISZE, PRAWDA.
      >
      > I to, o czym też już napisałam wczoraj: NIKT, absolutnie nikt nie protestuje pr
      > zeciwko tym piramidalnym bredniom i wymysłom, urodzonym wyłącznie w głowach Bup
      > u, TT-tki i Tajnej, nikt nie zaprotestuje „chwila, przecież wcale tak nie było!
      > ”, ależ skąd, wszyscy radośnie ciągną to dalej i powielają.
      >

      Zachęcam do przytaczania konkretnych wypowiedzi konkretnych osób, a nie tylko rzucania nickami. Bo aktualnie ten post lawiruje między wytykaniem faktycznych błędów i czepialstwa, a złośliwym dowalaniem nielubianym forumowiczkom.

      Jedyny wątek z twojej listy, który wydaje mi się znajomy, to ten z Grzegorzem, którą to wersję faktycznie przyjęłam, bo wydała mi się spójna z tym, co działo się później (Mila mówiła Monice, że nie wie kim on jest). Jeśli jednak było inaczej, ponownie zachęcam byś przytoczyła dokładną treść tej dyskusji.
    • pi.piasia Re: To już nie forum, to śmietnik 16.04.26, 19:09
      ciotka.scholastyka napisała:


      >
      > Grzegorz Stryba przyszedł na Wigilię do Borejków, wszedł i na wstępie, od razu,
      > bez słowa przywitania jak jaki neandertalczyk chwycił Gabrielę, zaciągnął ją d
      > o kuchni i zaczął całować – o, dobry numer, przecież nieważne, że Grzegorz przy
      > szedł, przyniósł czekoladki, siedział z domownikami przy kolacji (Ignac wypytyw
      > ał go o upodobania poetyckie), a z Gabrielą w kuchni całował się znacznie późni
      > ej, przy robieniu kawy, a autorce tego wpisu pomyliło się ze sceną raptus puell
      > ae Natalii w zupełnie innym tomie.
      >

      Oj, Ciotko, ciotko.
      Zarzucasz innym, że nie sprawdzają faktów w książce, a sama piszesz takie brednie, że głowa boli.

      Grzegorz nie przyszedł NA WIGILIĘ do Borejków. Kiedy się zjawił na R5, rodzina była już PO wieczerzy. Służę chronologią:

      rozdział 37 - Opis pokoju i choinki, Pyza czyta Ewangelię, wszyscy łamią się opłatkiem, Borejkowie jedzą wieczerzę, Elka pyta o małe Rumunki, Mila ucina w zarodku dyskusję o polityce, wieczerza się kończy, talerze są zbierane ze stołu. Grzegorza nie ma.
      rozdział 38 - Aniołek i Gwiazdor rozdają prezenty, przybywa Mamert i wścieka się na Tomcia. Grzegorza nadal nie ma
      rozdział 39 - Tomek z Elką wychodzą od Borejków i idą do Lelujków, dowiadują się, że pan Lelujka miał zawał
      rozdział 40 - Tomek i Elka zatrzaskują się w windzie, długa rozmowa
      rozdział 41 - Grzegorz snuje ponure rozważania, które przerywa telefon od Gabrieli. Wychodzi z domu i idzie do Borejków.

      i dopiero w rozdziale 44 czytamy:
      Drzwi otworzyła im (Tomkowi i Elce) łokciem Natalia, która akurat zmierzała do kuchni z tacą pełną naczyń.
      (...) Więc weszli do zielonego pokoju, gdzie wciąż było gwarno i jasno, stół dźwigał teraz ciasta i owoce, (...)
      - Siadajcie, siadajcie - powiedziała mama Borejko, klepiąc dłonią wolne krzesło. - Gabrysia jest w kuchni ze swoim absztyfikantem, robią kawę.
      - Z absztyfikantem? A to dopiero - Tomek i Elka spojrzeli po sobie. (...)
      - A kto to w ogóle jest ten pan? - dopytywała się mama Pałysowa z typowo mamusiowatą ciekawością.
      - Jeszcze nie wiemy. To jego pierwsza wizyta u nas - szepnęła mama Borejko dyskretnie. - Przyszedł znienacka. Wygląda bardzo sympatycznie.


      A dalej mamy rozdział 45, a w nim taką oto sytuację:
      uśmiechając się nadal do Gabrysi - pomógł jej przenieść z tacy na stół dzbanek z kawą, dzbanuszek ze śmietanką oraz porcelanowy imbryk z herbatą dla tych, co kawy pić nie chcieli. Podsunięto mu życzliwie krzesło, po tej samej stronie stołu, gdzie siedziała Elka. Zaraz też Ignacy Borejko wziął go w obroty, zarzucając strofami łacińskimi i dopytując się o jego upodobania poetyckie. Mama Borejko nakładała mu makowca, a Natalia i Patrycja siedzące naprzeciwko Elki trącały się łokciami, wymieniając wzrokowe komunikaty.

      Wynika z tego, że istotnie Grzegorz tuż po przyjściu i przywitaniu poleciał za Gabą do kuchni, skoro krzesło mu podsunięto dopiero po tym, jak przyniósł kawę i dopiero wtedy nałożono ciasto na talerz. I Ignacy też dopiero wtedy wypytywał go o upodobania poetyckie.

      Czyli, Ciotko Scholastyko, sama robisz dokładnie to, co zarzucasz innym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka