refiona
08.02.05, 20:32
Bo ja, ze wstydem muszę przyznac, że tak, wzruszylam się. No byłam wtedy
troszkę młodsza:) i miałam ciężki okres miłosny, co mnie może trochę
tłumaczy. Ale do rzeczy - plakałam czytając "Opium w rosole" - co najmniej
dwa razy. Raz jak Kreska poszła taka pełna nadziei do opery, a ten cały
Maciuś spotkał swoją Matyldę, i poprosił biedną Kreseczkę, żeby się
przesiadła. No i ona poszła sobie z tej opery. Jakoś mnie to rozczuliło. A
drugi raz, jak ów Macius jechał autobusem i usłysząl przypadkiem, co jego
ukochana tak naprawde o nim myśli. I bardzie ładnie MM napisała, o tym, że
miał wrażenie, że własnie skończyła się jego wiara w ludzi, zaufanie, i w
ogóle młodośc. To było takie przejmujące. A mówią, że te nasza ulubiona MM
posze takie beztroskie, optymistyczne powiastki...