Dodaj do ulubionych

Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży

26.10.05, 17:15
Są takie grypsy "z epoki", których człowiek z innej epoki nie bardzo rozumie.
Proponuję sporządzić przypisy z objaśnieniami.

Coś z "Idy sierpniowej":

Czy wiecie, dlaczego pragnienie działania dla dobra ludzkości i społeczeństwa
nasiliło się w Anieli w czerwcu 1979 roku, kiedy to przebywała w Gnieźnie? ---
To akurat łatwe do odgadnięcia :-)))

Ale proszę mi wytłumaczyć, dlaczego Ida prezentowała uśmiech a la Encyklopedia
Powszechna PWN? Tego hasła to już nie rozumiem.
Obserwuj wątek
    • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 26.10.05, 19:06
      anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

      >>
      >> Ale proszę mi wytłumaczyć, dlaczego Ida prezentowała uśmiech a la
      Encyklopedia
      > Powszechna PWN? Tego hasła to już nie rozumiem.

      Nie Ida tylko ta... jak jej tam... Paulinka (???). Usmiechala sie zupełnie tak
      jak rekin na zdjęciu w tejże encyklopedii (nota bene - Wielka Encyklopedia
      Pawszechna PWN była obowiążkowym wyposażęniem domów "intyligenckich" w tym
      czasie).
      • matemi Agnieszko-dziękuję za Twój Mały pokój z książkami. 07.06.06, 00:16
        dziękuję:):):)
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl --- Do admina!!! --- Proszę o przyszpilenie wątku! 27.11.09, 10:16
          Chciałabym bardzo uprzejmie prosić admina forum o przyszpilenie wątku na stałe
          na górze. Jestem pewna, że on się przyda bardzo wielu nowym czytelnikom.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Piosenka o Nowej Hucie 27.11.09, 10:20
            Dziś zrozumiałam, dlaczego w czasach stanu wojennego Nutria nuciła czule
            piosenkę o Nowej Hucie ("Opium w rosole"). W książce "Awantury na tle
            powszechnego ciążenia" Tomasz Lem, syn Stanisława, pisze o swoim dzieciństwie:

            Ostatnie zaś lata podstawówki zbiegły się z wprowadzeniem stanu wojennego. Na
            zajęciach z propedeutyki [ki diabeł? chyba chodziło o propedeutykę filozofii
            marksistowskiej? - anuszka] i lekcjach wychowawczych, w ramach walki z reakcyjną
            Solidarnością, uczyliśmy się piosenek z lat pięćdziesiątych: "Zbudujemy nowy
            dom", "O Nowej to Hucie piosenka" itp.
            • the_dzidka Re: Piosenka o Nowej Hucie 27.11.09, 10:27
              Moja mama uczyła w liceum "propedeutyki nauki o społeczeństwie". Tak
              się kiedyś mówiło na wiedzę o społeczeństwie czy jak kto woli,
              wychowanie obywatelskie.
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Piosenka o Nowej Hucie 27.11.09, 10:47
                > Moja mama uczyła w liceum "propedeutyki nauki o społeczeństwie".

                Aa, dzięki. Wszystko jasne. Pomyliło mi się zatem z inną propedeutyką, którą moi
                rodzice mieli na studiach (inżynierskich!).
                • jhbsk Re: Piosenka o Nowej Hucie 07.12.09, 07:53
                  Krótko mówiło się PNOS.
                  • kkokos Re: Piosenka o Nowej Hucie 14.01.10, 21:52
                    jhbsk napisała:

                    > Krótko mówiło się PNOS.

                    i nawet matura z tego obowiązkowa w każdym profilu była.
                    • agnieszka_azj Re: Piosenka o Nowej Hucie 15.01.10, 19:45
                      kkokos napisała:

                      > jhbsk napisała:
                      >
                      > > Krótko mówiło się PNOS.
                      >
                      > i nawet matura z tego obowiązkowa w każdym profilu była


                      Matura z PNOS ? Obowiązkowa ??? Kiedy ?

                      Ja zdawałam w 1983 i nic podobnego nie było ani u nas, ani w
                      rocznikach sąsiadujących.
                      Mój rocznik był pierwszym, który zdawał na nowych warunkach - z
                      obowiązkowym językiem obcym i polskim ustnym, a pisemnie z polskim
                      dla wszystkich i drugim przedmiotem w zależności od profilu.
                      Wcześciej wszyscy zdawali obowiązkowo pisemnie polski i matematykę,
                      a ustnie dwa przedmioty do wyboru.

                      Jedyną znaną mi osobą zdającą PNOS był kolega, który oblał rok
                      wcześniej i w następnym roku wybrał sobie właśnie PNOS, bo to był
                      tylko rok nauki i mało materiału do nauczenia.
                      • biealka Re: Piosenka o Nowej Hucie 26.04.10, 14:24
                        Oczywiście, że była, ja zdawałam w 1988 i obowiązkowo zdawałam PNOS ustnie. Nie
                        jako przedmiot dodatkowy, tylko obowiązkowy dla wszystkich.
                        • morekac Re: Piosenka o Nowej Hucie 03.07.11, 13:17
                          od '89 nie było.
                      • kkokos Re: Piosenka o Nowej Hucie 19.11.10, 22:29
                        agnieszka_azj napisała:

                        > Matura z PNOS ? Obowiązkowa ??? Kiedy ?

                        w 1986 :)

                        ha, zapomniałam o tym wątku i dawno nie zaglądałam. ale tak, w tym 1986 zdawałam pnos obowiązkowo!
                        • judytwojujaca38 Re: Piosenka o Nowej Hucie 04.07.12, 02:34
                          Ja zdawałam maturę w 1992, przedmiot nazywał się WoS (Wiedza o Społeczeństwie), łatwy był niezwykle, znajdował się w grupie przedmiotów do wyboru, dostałam niego 6!
                          • morekac Re: Piosenka o Nowej Hucie 10.10.12, 20:12
                            PNOS był przez kilka lat obowiązkowy - tzn, każdy musiałby coś tam z siebie wydukać o wiodącej roli partii i demokracji ludowej. Ale że w 1989 był Okrągły Stół, to w trybie pilnym ustalono w lutym, że matury w maju z PNOSu nie będzie. Albowiem nie wiadomo byłoby, co nieszczęsny maturzysta miałby z siebie wyprodukować.
              • judytwojujaca38 Re: Piosenka o Nowej Hucie 04.07.12, 02:30
                Propedeutyka to po prostu wstęp, wprowadzenie do nauczania czy też, jak kto woli, podstawy.
            • ding_yun Re: Piosenka o Nowej Hucie 27.11.09, 10:29
              A ona nuciła Piosenkę o Nowej Hucie? Jakoś przeoczyłam, pamiętam tylko, że
              śpiewała Zieloną Wronę.
            • pzgr Re: Piosenka o Nowej Hucie 16.12.10, 23:38
              wraz z przeprosinami za niestosowny cytat z Kubusia Puchatka.

              Propedeutyka Nauki o Społeczeństwie, tak się zwał ów (po)twór dydaktyczno-lingwistyczny.
          • andrzej585858 Re: --- Do admina!!! --- Proszę o przyszpilenie w 27.11.09, 18:31
            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

            > Chciałabym bardzo uprzejmie prosić admina forum o przyszpilenie wątku na stałe
            > na górze. Jestem pewna, że on się przyda bardzo wielu nowym czytelnikom.

            Nie tylko nowym - starym także :-)) zarówno czytelniczo jak i wiekowo.
            Nie znalem tego wątku wcześniej jako młody stażem uczestnik forum, ale sumiennie
            przeczytałem wszystkie wpisy. Niektóre wpisy to nawet z pewną nostalgią.
            Dobrze że wątek został przyszpilony - fajna rzecz.
      • judytwojujaca38 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.07.12, 02:29
        Ty się nie nabijaj, to naprawdę była świetna encyklopedia, do tej pory z niej czasem korzystam.
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl rekin 26.10.05, 21:58
      Faktycznie. A już myślałam, że coś politycznego :-DD
    • klymenystra Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.10.05, 06:38
      a ja nie wiem, co z ta Aniela...
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.10.05, 07:42
        > a ja nie wiem, co z ta Aniela...

        Google. To zbyt proste, żebym podpowiadała.
      • jan.kran Re:Przypis :) 27.10.05, 14:34
        klymenystra napisała:

        > a ja nie wiem, co z ta Aniela...


        www.shaco.pl/papiez/1979/1-wizyta.htm
        Kran
        • klymenystra Re:Przypis :) 27.10.05, 18:54
          aaa... no tak. gapa jestem :) dziekuje bardzo :)
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.10.05, 16:57
      Jeszcze jeden przypis do "Idy sierpniowej".

      To trochę trudne do uwierzenia, ale przecież w tamtych czasach papier toaletowy
      sprzedawano w sklepach papierniczych :-)))
      • judytwojujaca38 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.07.12, 02:36
        A co? Nielogicznie?;-)))
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 08.10.12, 20:50
          W tamtych czasach wydawało mi się jak najbardziej logiczne. :-)
          Jej, przypominają mi się te triumfalne powroty z papierniczego, z girlandami rolek na szyi... :-D
    • iinka ryknęła "Siódemka"? 27.10.05, 17:36
      W Kwiecie Kalafiora jest taki tekst że po bajce którą / o kreciku :)/ oglądały
      Nutria i Pulpa ryknęła Siódemka i wszyscy wołali, żeby gasić telewizor???
      Młodzieżą to ja już nie jestem, ale i tak nie wiem.
      Może ktoś wie?
      Bo od 1990 roku zżera mnie ciekawość :) /wtedy przeczytałam Kwiat K./.
      • biljana Re: ryknęła "Siódemka"? 27.10.05, 17:58
        trzeba gasic telewizor bo dziennik telewizyjny sie zbliza, a dziennika sie nie
        ogladalo:))))) w okolicach stanu wojennego nawet bylo tak, ze w czasie
        dziennika ludzie manifestacyjnie spacerowali pod blokiem;) byle tylko pokazac,
        ze nie ogladaja;)
        • agnieszka_azj Re: ryknęła "Siódemka"? 27.10.05, 20:31
          Niezupełnie.
          W końcu lat siedemdziesiątych było tak, że po "Dobranocce", która byla o 19,00
          i trwała 10 minut, zaczynala się 20minutowa "Siódemka" - progtam teoretycznie
          dla młodzież, uprawiający nachalną propagandę pod pozorem informowania
          o "świecie wpółczesnym".
          Okrzyk "gasić, gasić !!!" rozumiem doskonale, sama miałam ten odruch.
          • jamniczysko Re: ryknęła "Siódemka"? 04.11.05, 14:23
            A pamiętacie, jak ESD tańczyła przy muzyce z telewizyjnego programu "Tu
            Jedynka"? ;-)
            • agnieszka_azj Re: ryknęła "Siódemka"? 04.11.05, 14:55
              jamniczysko napisała:

              > A pamiętacie, jak ESD tańczyła przy muzyce z telewizyjnego programu "Tu
              > Jedynka"? ;-)


              Głowy nie dam, ale "Tu Jedynka" to chyba był program radiowy - na I pr.PR od
              17 - taka konkurencja dla "Trójki" (albo poprzedniczka - nie pamietam kiedy
              zaczął nadawać program 3).
              • a_weasley Co to było Tu Jedynka 14.12.08, 11:13
                agnieszka_azj napisała:

                > Głowy nie dam, ale "Tu Jedynka" to chyba był program radiowy
                > - na I pr.PR od 17 -

                Był. W latach 1977-80, na miejsce "Muzyki i Aktualności". Mieszanka
                zachodniej muzy, uchodzącej za dobrą, i topornej czerwonej
                propagandy.
                Zaraz po Sierpniu zdjęta z anteny w trybie nagłym i z powrotem
                zastąpiona przez Muzykę i Aktualności, ku ogólnemu zadowoleniu
                zresztą.

                > albo poprzedniczka - nie pamietam kiedy
                > zaczął nadawać program 3).

                1958. W czasach Tu Jedynki kwitła w najlepsze, nadając
                m.in. "Powtórkę z rozrywki" i "6o minut na godzinę".
                • agnieszka_azj Re: Co to było Tu Jedynka 18.12.08, 15:23
                  a_weasley napisał:
                  > > albo poprzedniczka - nie pamietam kiedy
                  > > zaczął nadawać program 3).
                  >
                  > 1958. W czasach Tu Jedynki kwitła w najlepsze, nadając
                  > m.in. "Powtórkę z rozrywki" i "6o minut na godzinę".
                  >

                  Faktycznie. Mój dom był mało radiowy - mieliśmy tylko jedno radio.
                  Ale "60 minut na godzinę" było przez nas wiernie słuchane.

                  I to nie z brakiem "Teleranka" , a własnie "Sześćdziesiatki" kojarzy
                  mi się 13 grudnia ;-)
                  • jota-40 Re: Co to było Tu Jedynka 18.12.08, 19:46
                    Ech... te wspomnienia Dziadka Poszepszyńskiego z Mandżurii... zawsze przy
                    niedzielnym śniadaniu. Smutno było, jak w stanie wojennym chyba - zlikwidowali
                    "60 minut" - potem była "Powtórka z rozrywki" ;))
                    • agnieszka_azj Re: Co to było Tu Jedynka 18.12.08, 21:17
                      jota-40 napisała:

                      > Ech... te wspomnienia Dziadka Poszepszyńskiego z Mandżurii...
                      zawsze przy
                      > niedzielnym śniadaniu. Smutno było, jak w stanie wojennym chyba -
                      zlikwidowali
                      > "60 minut" - potem była "Powtórka z rozrywki" ;))

                      "60 minut" rzeczywiście zlikwidowali w stanie wojennym,
                      ale "Powtórka z rozrywki" nie była zamiast nich.

                      Lat już nie pamietam, ale "Powtórka" leciała w dni powszednie jakos
                      tak wczesnym popołudniem. Nawet w posence tytułowej było "Powtórka
                      z rozrywki, z rozrywki powtórka - słuchają jej biura, słuchają
                      podwórka..."
                      • jota-40 Re: Co to było Tu Jedynka 19.12.08, 09:42
                        Tak, chyba o 13.00 czy 14.00 - wiem, jasne, to nie było zamiast, jednak często
                        sporo było w Powtórce a to Pana Sułka, a to innych znajomych z 60-u minut ;))
                        • bat_oczir Re: Co to było Tu Jedynka 20.12.08, 13:26
                          13.10 dokładnie.
                        • judytwojujaca38 Re: Co to było Tu Jedynka 04.07.12, 02:40
                          O 13. Pamiętam, że w liceum gnałam w piątki do domu na złamanie karku, bo tylko tego dnia kończyłam tak wcześnie, że teoretycznie miałam szansę jej posłuchac. A piosenkę ciepłym głosem śpiewał Marian Kociniak.
    • herbarium Kościelne sugestie:) 27.10.05, 17:47
      We wcześniejszych tomach Jeżycjady pojawiają się zawoalowane wzmianki typu "na
      skwerku pod kościołem dominikanów" w "Idzie sierpniowej", tam, gdzie spotkali
      się Borejkowie z Lisieckimi - będące efektem niemożności umieszczenia w książce
      dla młodzieży informacji, że bohaterowie chadzają do kościoła:)
      • herbarium No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 17:49
        "Ulicą przechodził nocny patrol", aluzje co do internowania, "Chromolę ich
        dropsy" wypowiedziane przez Kreskę...
        • senseeko Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 18:46
          herbarium napisała:

          > "Ulicą przechodził nocny patrol", aluzje co do internowania, "Chromolę ich
          > dropsy" wypowiedziane przez Kreskę...

          Czemu dropsy?
          • iinka Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 18:54
            Ciekawe z tymi dropsami.
            Przecież papier toaletowy też był "ich", a nikt nie chromolił.
            Czemu więc dropsy?
            • elwinga Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 19:41
              Bo w przeciwieństwie do dropsów papier toaletowy jest artykułem pierwszej
              potrzeby. :)
              • jessy3 Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 19:59
                Ale w Opium było : "Chrzanię ich czekoladę".:P
                • elwinga Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 20:16
                  Nie, Kreska chrzaniła i dropsy, i czekoladę. :)))
                • herbarium Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 20:16
                  "Chromolę ich dropsy, chrzanię ich czekoladę, pluję na te ich ochłapy" - cytuję
                  z pamięci. Brzmi prawie jak jakaś punkowa kapela;)))
                  • agnieszka_azj Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 20:53
                    Kreska po prostu wolała zrezygnować z jedzenia słodyczy, zamiast je zdobywać -
                    chili stać w tłumnej kolejce, słuchać kłótni i przepychanek i czekać, czy do
                    niej "dojdzie".
                  • emusia Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 27.10.05, 21:17
                    nie, ona chrzaniła ich czekoladę i pluła na ochłapy, a pare linijkek niżej
                    chrzaniła ich dropsy ;-)
                    • jessy3 Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 28.10.05, 07:01
                      A to w takim razie przepraszam, że pominęłam dropsy.:)

                      Tematświetny, więc szukać, szukać grypsów;)
                      • jamniczysko Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 28.10.05, 08:02
                        W "Kwiecie Kalafiora" film "Serpico" i jeszcze jakiś jeden, ukazujący "jak źle
                        i strasznie jest w USA" ;-)))
                        • agnieszka_azj Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 28.10.05, 19:58
                          Wtedy rzeczywiście, jeśli pojawiał się w kinach lub telewizji jakiś
                          film "zachodni", to taki, który pokazywał jak tam jest "źle i strasznie". Bieda
                          z nędzą, gangi i korupcja na szczytach władzy ;-) Filmy pokazujące zwykłe życie
                          zwyklych ludzi pojawiały sie tak rzadko, że chyba wszystkie pamiętam.
                          • senseeko Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 12.12.05, 20:31
                            Najpiękniejszy moim zdaniem gryps w "Opium" to ta klasa ubrana cała na
                            niebiesko, a potem zapowiedź, że w czwartek ubiorą sie na fioletowo i jedna z
                            najpiękniejszych scen końcowych (którą nb. przeoczyłam przy pierwszym czytaniu
                            Opium) kiedy p.Jedwabińska staje niezdecydowana w beżowej spódnicy i trzyma w
                            jednej ręce klasyczny beżowy sweterek, a w drugiej fioletową bluzkę, po czym
                            sweterek odkłada na krzesło. Piękne!
                            • a_weasley Klasa na... fioletowo? 14.12.08, 11:25
                              senseeko napisała:

                              > Najpiękniejszy moim zdaniem gryps w "Opium" to ta klasa
                              > ubrana cała na niebiesko, a potem zapowiedź, że
                              > w czwartek ubiorą sie na fioletowo

                              Scena jest istotnie przecudnej urody, ale przypuszczam, że
                              dzisiejsza młodzież nie łapie.
                              Owóż w czasach, w których rozgrywa się akcja "Opium" - a są to jak
                              raz moje czasy licealne, maturę zdawałem w roku 1985 - bywało, że
                              młodzież przychodziła do szkoły - np. 13, 16 czy 17 grudnia, a
                              czasem przy innych okazjach - na czarno. Byli nauczyciele i
                              dyrektorzy - Bogu dzięki akurat nie w mojej szkole - którzy to
                              tępili i grozili uczniom karami srogimi.
                              I słyszałem o przypadku, gdzie na takie dictum wychowawczyni czy
                              dyrektora uczniowie stwierdzili, że jak tak, to oni przyjdą na
                              czerwono, i faktycznie to zrobili. Ponoć nauczyciele klęli na czym
                              świat stoi, że oczy bolą od patrzenia.

                              > i jedna z najpiękniejszych scen końcowych (którą
                              > nb. przeoczyłam przy pierwszym czytaniu
                              > Opium) kiedy p.Jedwabińska staje niezdecydowana
                              > w beżowej spódnicy i trzyma w
                              > jednej ręce klasyczny beżowy sweterek, a w drugiej
                              > fioletową bluzkę, po czym sweterek odkłada na krzesło.

                              A to mi się nakłada na inną formę protestu, która zresztą bywała
                              łączona z poprzednią - tzw. cichą przerwę. Schodziło się na dużej
                              przerwie do głównego hallu i stało całą przerwę w milczeniu. Nie
                              wiem jak w innych szkołach, ale u nas partyjni nauczyciele siedzieli
                              wtedy całą przerwę w poknauczu, reszta stała przed tymże (to akurat
                              było przy głównym hallu), natomiast niektórzy mieszali się z tłumem.
                              • jhbsk Re: Klasa na... fioletowo? 07.12.09, 07:57
                                W mojej szkole ( też zdawałam maturę w 1985) urządzaliśmy i przerwy milczenia i
                                ubieraliśmy się czasem na czarno. Zawsze potem były drobne awantury z dyrekcją.
                              • judytwojujaca38 Re: Klasa na... fioletowo? 04.07.12, 02:47
                                No, ta akurat forma protestu została ściągnięta wprost z czasów tuż przed i po powstaniu styczniowym.
                • judytwojujaca38 Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 04.07.12, 02:43
                  Podejrzewam, że chodziło o fakt, że normalnie czekolada była wtedy na kartki, a w teatralnym bufecie można było pewnie nabyc bez kartek.
              • judytwojujaca38 Re: No i cała masa grypsów w "Opium" 04.07.12, 02:42
                Najwyższy stopień bohaterstwa w Jeżycjadzie: chromolic ostentacyjnie to, bez czego i tak świetnie można się obejśc.
      • agnieszka_azj Re: Kościelne sugestie:) 28.10.05, 22:51
        "Opium" tez zaczyna sie przed kościołem Dominikanów i jest niedziela :-)
        • n0007 Re: Kościelne sugestie:) 09.01.06, 00:08
          > "Opium" tez zaczyna sie przed kościołem Dominikanów i jest niedziela :-)

          Więcej: jest całkowicie wyraźnie napisane, że Maciek ma wciąż w oczach "obejrzaną przed chwilą Czarną Szopkę." Czy mógłby ktoś przybliżyć temat?

          Znakomity wątek, historia, w tym i współczesna, nie jest niestety moją mocną stroną...
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Kościelne sugestie:) 09.01.06, 08:48
            > Więcej: jest całkowicie wyraźnie napisane, że Maciek ma wciąż w oczach "obejrza-
            > ną przed chwilą Czarną Szopkę." Czy mógłby ktoś przybliżyć temat?

            Oni robili szopki na tematy aktualne. W "Noelce" była szopka na temat ubóstwa i
            obojętności społeczeństwa. W stanie wojennym pewnie była szopka o więzieniach itp.


            → → → → → → → → → → → →
            Nadchodzi Era Mohera!
            ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
      • kaprysia Re: Kościelne sugestie:) 03.06.06, 08:24
        herbarium napisała:

        > We wcześniejszych tomach Jeżycjady pojawiają się zawoalowane wzmianki typu "na
        > skwerku pod kościołem dominikanów" w "Idzie sierpniowej", tam, gdzie spotkali
        > się Borejkowie z Lisieckimi - będące efektem niemożności umieszczenia w książce
        >
        > dla młodzieży informacji, że bohaterowie chadzają do kościoła:)

        No i to bylo cuuudowne. Teraz nie ma cenzury i w kolo Macieju siedzą i się
        modlą, ehh. W przypadku Musierowicz cenzura to było blogoslawieństwo:)
        • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 15.12.08, 23:29
          kaprysia napisała:

          > No i to bylo cuuudowne. Teraz nie ma cenzury i
          > w kolo Macieju siedzą i się modlą, ehh.

          Nie zaobserwowałem żadnych aktów szczególnej pobożności. Chodzą do kościoła,
          jest to istotny czynnik przy planowaniu niedzieli, biorą ślub kościelny itp.,
          ale to wszystko jest naturalną konsekwencją tego, że mamy do czynienia z rodziną
          chrześcijańską.
          Może się komuś nie podobać, że autorka zrobiła Borejków rodziną chrześcijańską,
          zamiast ateistyczną czy choćby indyferencką, ale skoro już zrobiła, to równie
          dobrze mógłby wegetarianin mieć pretensje do autorki, że kazała Borejkom jeść
          schabowego.

          > W przypadku Musierowicz cenzura to było
          > blogoslawieństwo:)

          Różnica jest taka, że teraz, jak komu się nie podobają chrześcijanie Borejkowie
          (albo równie chrześcijański świat Ani z Zielonego Wzgórza), to może kupić
          książkę, której bohaterowie są dumnymi materialistami jak u Broszkiewicza lub w
          której lub po prostu temat się omija, jak to czynił Bahdaj czy Niziurski, a jak
          to dziś czyni choćby Rowling.
          • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 15.12.08, 23:35
            > Może się komuś nie podobać, że autorka zrobiła Borejków
            > rodziną chrześcijańską,

            Ale przecież nie TO się nie podoba. Nie podoba się, że autorka z dokładnie
            wszystkich, absolutnie i bezwzględnie wszystkich postaci 'nowej' Jeżycjady
            zrobiła gorliwych katolików. Nawet nastolatki w okresie buntu gorliwie
            uczęszczają na msze.

            Dużo ciekawiej czytało się te książki wtedy, gdy ludzie byli po prostu dobrym
            lub złymi ludźmi, bez nakładki ideologicznej. I gdy charakterystyka postaci była
            głębsza, niż tylko Polak-katolik
            • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 15.12.08, 23:43
              nessie-jp napisała:

              > autorka z dokładnie wszystkich, absolutnie
              > i bezwzględnie wszystkich postaci 'nowej'
              > Jeżycjady zrobiła gorliwych katolików. Nawet
              > nastolatki w okresie buntu gorliwie
              > uczęszczają na msze.

              Pytanie, czy wszystkie. Warto by pod tym kątem przyjrzeć się poszczególnym
              postaciom.
              A także, jeśli chodzi o nie-nastolatków, pamiętać, że jednak Gaba nie brała
              ślubu w kościele, że Laura w oczywisty sposób nie czekała z utratą dziewictwa do
              ślubu...

              > akościelne Pyziaki to nieudacznicy życiowi.

              Ależ wcale nie wiemy, czy Pyziak zasługuje na to miano. Wiemy jedynie, że nie
              jest zaciętym monogamistą.
              I - jeśli kogoś to uraża, to ja na to nie doktor - rzeczywiście ludzie religijni
              są mniej skłonni do postawy "jakby co, to zawsze możemy się rozwieść". Przy
              najmniej takie są moje obserwacje (które oczywiście nie muszą być
              reprezentatywne). Ciekawe, dlaczego mnie to nie dziwi.
              • a_weasley Errata 15.12.08, 23:45
                a_weasley CZYLI JA napisał:

                > Laura w oczywisty sposób nie czekała
                > z utratą dziewictwa do ślubu...

                Nie Laura, tylko Róża oczywiście. Ogólnego sensu mego wywodu to nie zmienia.
              • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 15.12.08, 23:55
                > A także, jeśli chodzi o nie-nastolatków, pamiętać, że jednak Gaba nie brała
                > ślubu w kościele,

                To oczywiście wina podłego niekatolickiego Pyziaka. Przecież święta Gabryjela
                sama ze sobą ślubu wziąć kościelnego nie mogła. Uległa szatanowi no i widzisz.
                Porzucił ją. Przecież to niemożliwe, żeby bez ślubu kościelnego było normalne,
                kochające się małżeństwo.


                > że Laura w oczywisty sposób nie czekała z utratą dziewictwa

                Hę? A skąd wiemy? Jakoś nie zauważyłam, żeby gdziekolwiek poruszano kwestię
                dziewictwa Laury.


                > rzeczywiście ludzie religijni
                > są mniej skłonni do postawy "jakby co, to zawsze
                > możemy się rozwieść".

                Owszem
                • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 00:26
                  nessie-jp napisała:

                  > To oczywiście wina podłego niekatolickiego Pyziaka.

                  Zapewne gdyby oboje chcieli, toby wzięli. Fakt faktem, że Gabriela związała się
                  z osobnikiem niepobożnym, a nawet miała z nim dziecko. Może i nie katolik, mnie
                  on raczej wygląda na wzasadziekatolikaale.
                  Ateista wziąłby ślub kościelny tzw. jednostronny i w dalszym ciągu zawsze mógłby
                  się rozwieść. Ba, strona katolicka w tym przypadku nie byłaby tym ślubem
                  związana. To się nazywa przywilej Pawłowy.

                  >> rzeczywiście ludzie religijni są mniej
                  >> skłonni do postawy "jakby co, to zawsze
                  >> możemy się rozwieść".

                  > Owszem
                  • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 01:00
                    > ...korzysta z instytucji separacji... no dobrze, wtedy tego nie było... rozwodz
                    > i
                    > się i pozostaje sama... dochodzi unieważnienia...
                    > Przede wszystkim jednak postawa "aż rozłączy nas śmierć" wymusza dużo dojrzalsz

                    Hm, wiesz co
                    • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 02:11
                      nessie-jp napisała:

                      > anulowanie, unieważnienie, separacja i
                      > rozwód kościelny.

                      Anulowanie? Rozwód kościelny??? Pierwsze słyszę o takich instytucjach w Kościele
                      katolickim.
                      Separacja odznacza się tym, że węzeł małżeński trwa i póki oboje żyją, póty o
                      żadnym powtórnym małżeństwie nie ma mowy.
                      Zostaje stwierdzenie nieważności, potocznie zwane unieważnieniem. O które nie
                      tak łatwo, jak się potocznie uważa, a

                      > (przykład z mojego najbliższego otoczenia
                      • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 02:22
                        To, o czym piszesz, taką
                        > przeszkodą nie jest - choć może być jednym z następstw istnienia jakiejś
                        > przeszkody, prawdopodobnie niedojrzałości emocjonalnej,

                        Oczywiście. Tak właśnie, w prościutki sposób, można uzyskać unieważnienie
                        sakramentu: wystarczy stwierdzić, że się było/partner był niedojrzały. Jak widać
                        z przytoczonego przeze mnie przykładu, nie jest to takie trudne. Owszem,
                        'rozwód' kościelny jest bardziej kosztowny, niż cywilny, no ale i to trudno
                        uznać za przeszkodę typu "dopóki śmierć..."

                        Nie o tym zresztą powinna być mowa w naszej dyskusji, bo chyba nikt przy
                        zdrowych zmysłach nie uważa, że dla dwojga nielubiących się i niepasujących do
                        siebie osób najlepszą drogą jest trwanie w małżeństwie. Dlatego właśnie Gabriela
                        i Janusz powinni byli się rozstać. Tylko że dlaczego autorka wybrała taką dziwną
                        drogę
                        • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 02:29
                          nessie-jp napisała:

                          > cóż to za różnica dla praktykującego
                          > (=wiedzącego co robi!) katolika, czy ksiądz
                          > machnął kropidłem? Sakramentem jest sam związek,
                          > a nie jego oprawa.

                          Proponowałbym oględniej wypowiadać się o sprawach, o których nie masz pojęcia.
                          • guineapigs Re: Kościelne sugestie:) 03.05.12, 09:08
                            lata minely ale sie wtrace. Nie wazne czy slub swiecki czy koscielny, w obu przypadkoach czlowiek sie do czegos zobowiazuje i cos przysiega. A dla drugiej osoby to czestom jest podstawa zycia. Ani KK ani sad nie powienien zgadzac sie za szybko na zerwanie przysiegi, nawet wogole nie powinni. Nie chcesz z kims zyc/spac razem - okej, zmuszac cie nie mozna (nie ma w prawie obowiazku spania tam, gdzie zona lub meldunek, a juz do kwestii ilosci luzek czy karimat to nawet fiskus sie nie wtraca), ale masz obowiazek dac tej osobie to, co obiecales/przysiagles: opieke, dbanie o dzieci, pomoc w zyciu. Kochac cie nie zmusimy, sypiac razem tym bardziej, a juz obowiazkowe scinanie trawy w ogrodku czy mycie talerzy wymagaloby 2-3 policjantow do egzekwowania i pilnowania - bez sensu. jak zdradzisz to wg. prawa urzedow cywilnych jestes winny rozpadu malzenstwa (KK chyba az tak ostro do tego nie podchodzi) - ale nadal masz obowiazek dbac o dzieci, zone (byla) i tyle. I najczesciej nikt niczego wiecej nie wymaga po rozwodzie. Pomijam oczywiscie roszczenia majatkowe, ale to oczywiste; skoro ktos pral ci przez 10 lat ubrania i gotowal obiady zebys ladnie w pracy wygladal i odniosl sukces to cos sie tej osobie nalezy po rozwodzie - chyba ze nosiles bielizne do pralni i magla i placiles z wlasnych pieniedzy a od zony wymagales jedynie, by wieczorem zakladala koszulki ktore jej kupowales i pryskala sie perfumami ktore jej kupiles i nic wiecej.
                  • kkokos Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 17:15
                    > W ogóle gdyby jakiś zaprzyjaźniony ksiądz w tej lub podobnej
                    sprawie wystąpił.
                    > Także byłbym zachwycony. Każda porządna katolicka rodzina jakiegoś
                    > zaprzyjaźnionego księdza ma.
                    >


                    no widzicie, jak to jest: dla niektórych w jeżycjadzie śmierdzi
                    kruchtą, dla innych jest jej zdecydowanie za mało. ewidentnie nie da
                    się dogodzić wszystkim :)

                    • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 17:25
                      > no widzicie, jak to jest: dla niektórych w jeżycjadzie śmierdzi
                      > kruchtą, dla innych jest jej zdecydowanie za mało.

                      Ale bo to 'śmierdzi kruchtą' nie oznacza, że nie powinno być religii. Nie
                      powinno być hipokryzji i odgórnego, niczym nie uzasadnionego założenia, że jak
                      kto dobry, to katolik, a jak zły, to na Kwaśniewskiego głosował. To jest
                      naprawdę paskudne i dziwaczne uproszczenie rzeczywistości, zwłaszcza w czasach,
                      kiedy kościół katolicki naprawdę przestał być jednoznacznie kojarzony z ostoją
                      prawości i patriotyzmu.

                      Tak jak ktoś napisał wcześniej
                      • kkokos Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 17:51
                        > Jeśli
                        > religia jest dla jakiejś postaci ważnym elementem jej życia, to
                        trzeba o tej
                        > religii pisać.
                        i właśnie dlatego, co przed chwilą gdzieś tu w tym skomplikowanym
                        drzewie napisałam, bardzo się rozczarowałam, gdy okazało się, że
                        ojciec krzysztof to nie jest krzyś z idy sierpniowej, tylko jakiś
                        tam doczepiony dla kolorytu znajomy z kółka plastycznego czy czegoś
                        w podobie. może to miał być ten krzyś, ale autorka się
                        przestraszyła, że jeśli to będzie właśnie on, to czytelniczki
                        uznają, że kościoła w tych książkach za wiele?
                    • a_weasley Kompromis 16.12.08, 18:47
                      kkokos napisała:

                      > dla niektórych w jeżycjadzie śmierdzi
                      > kruchtą, dla innych jest jej zdecydowanie
                      > za mało.

                      I zapewne dlatego życia religijnego w Jeżycjadzie jest tyle, ile jest, a nie
                      więcej ani mniej.
                  • oleni-a1974 Re: Kościelne sugestie:) 17.04.15, 21:44
                    a_weasley napisał:


                    > Ateista wziąłby ślub kościelny tzw. jednostronny i w dalszym ciągu zawsze mógłb
                    > się rozwieść. Ba, strona katolicka w tym przypadku nie byłaby tym ślubem związana.

                    Kompletna bzdura. Przedewszystkim to jest malzenstwo mieszane i potrzebna na jego zawarcie jest dyspensa. Strona Katolicka jest jak najbardziej tym zwiazana i musialaby sie starac o uniewaznienie malzenstwa jak w kazdym innym przypadku. I nie moglaby podac za powod niekatolickosc drugiej strony.
                    Widze ze jak pani MM wypowiadasz sie o rzeczach o ktorych nie masz zielonego pojecia.

                    ------To się nazywa przywilej Pawłowy.

                    Jeszcze wieksza bzdura. Przywilej Pawlowy dotyczy malzenstw niekatolickich w ktorych jedna strona przyjmuje chrzest.

                    Związki małżeńskie osób nieochrzczonych Kościół katolicki traktuje na równi z małżeństwami sakramentalnymi osób ochrzczonych nazywając je małżeństwami naturalnymi (→ prawo naturalne) przyznając im wszystkie właściwe przymioty w tym nierozerwalność
                    Do skutecznego rozwiązania małżeństwa konieczne jest spełnienie trzech, następujących warunków:

                    przed przyjęciem chrztu dotychczasowe małżeństwo katechumena musi być w rzeczywistym rozkładzie (np. cywilne orzeczenie rozwodu lub separacji)
                    po przyjęciu chrztu nie może mieć miejsca współżycie seksualne pomiędzy dotychczasowymi małżonkami
                    1. pierwsze małżeństwo zostało zawarte między dwiema osobami nieochrzczonymi,
                    2. jedna z nich się nawraca na wiarę chrześcijańską i ważnie przyjmuje sakrament Chrztu,
                    3. strona, która się nie chrzci odchodzi, przez co rozumie się:
                    a ) niechęć do wspólnego zamieszkania,
                    b ) chęć wspólnego mieszkania, ale z tzw. obrazą Stwórcy
                    i inicjatywa odejścia nie może pochodzić od strony ochrzczonej,
                    4. pierwsze małżeństwo niesakramentalne rozwiązuje się na korzyść wiary strony, która przyjęła chrzest w samym momencie zawarcia przez nią nowego małżeństwa ze stroną katolicką.

                    Warunki, jakie muszą być spełnione przed zastosowaniem tego przywileju, a są nimi:
                    1. zapytanie strony nieochrzczonej czy i ona chciałaby przyjąć chrzest,
                    2. zapytanie strony nieochrzczonej czy przynajmniej chciałaby zgodnie mieszkać ze stroną ochrzczoną bez obrazy Stwórcy.
                • paszczakowna1 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 00:42
                  > Nie, niekoniecznie miągwa musi być od razu satanistą. Ale czy naprawdę nie ma w
                  > Poznaniu ani jednego żyda, buddysty, świadka Jehowy, agnostyka, ewangelika?

                  A czy MM robi statystykę populacji Poznania, czy opisuje krąg znajomych jednej
                  rodziny? Bo ja mam przekrój znajomych dość szeroki, a nie znam blisko ani
                  jednego żyda (w sensie religii), buddysty, świadka Jehowy, ani ewangelika (t.j.
                  Polaka ewangelika, bo w ogóle to tak). Dlaczego niby Borejkowie mają znać?
                  Zresztą, sporo postaci drugoplanowych ma nieokreśloną przynależność religijną.
                  • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 00:53
                    paszczakowna1 napisała:

                    > A czy MM robi statystykę populacji Poznania,
                    > czy opisuje krąg znajomych jednej rodziny?

                    Statystycznie to mamy w Polsce 1 wyznawcę religii niekatolickiej na 80 osób. Ale
                    jeśli odliczymy województwo podlaskie, to już się robi 1 na 150, przy czym
                    połowa tych niekatolików to świadkowie Jehowy.
                    Z klucza Borejkom przysługiwałoby od pół do jednego innowiercy.

                    > Dlaczego niby Borejkowie mają znać?

                    Mają po temu dwa powody.
                    Po pierwsze jeśli nie ktoś z Borejków, to z ich przyjaciół mógłby bywać na
                    jakichś spotkaniach ekumenicznych.
                    Po wtóre ludzie głęboko religijni lgną do siebie nawzajem. Głęboko religijny
                    katolik prędzej zaprzyjaźni się z chrystusowcem niż z wzasasdziekatolikiemale.
                    Z drugiej strony MM, jak jej to już tu gdzieś wytknięto, traktuje tę religijność
                    dość konwencjonalnie. Żadnego KIK-u, Oazy, Przymierza Rodzin, neokatechumenatu
                    czy choćby jakichś dociekliwych pytań Ignacego Grzegorza. Nie wierzę, żeby IGS
                    ucząc się do I Komunii nie miał mnóstwa pytań dodatkowych, którymi by atakował
                    np. dziadka.

                    > Zresztą, sporo postaci drugoplanowych ma
                    > nieokreśloną przynależność religijną.

                    Na dzień dobry nic nie wiemy o Naszpanu. Ja mam swoją wizję, ale nie do końca
                    się z nią zgadzam.
                    • paszczakowna1 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 07:45
                      > jeśli odliczymy województwo podlaskie, to już się robi 1 na 150, przy czym
                      > połowa tych niekatolików to świadkowie Jehowy.
                      > Z klucza Borejkom przysługiwałoby od pół do jednego innowiercy.
                      >

                      Odlicz jeszcze Śląsk, i pewnie wyjdzie jakieś 0.4, w tym 85% Swiadka Jehowy.

                      > Po pierwsze jeśli nie ktoś z Borejków, to z ich przyjaciół mógłby bywać na
                      > jakichś spotkaniach ekumenicznych.
                      > Po wtóre ludzie głęboko religijni lgną do siebie nawzajem.

                      Ja 'głębokiej religijności' u Borejków en masse (a na dobrą sprawę w
                      poszczególnych też) jakoś nie widzę. Może i są (Gabriela?), ale MM nie opisuje.
                    • kkokos Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 09:41
                      > Statystycznie to mamy w Polsce 1 wyznawcę religii niekatolickiej
                      na 80 osób. Al
                      > e
                      > jeśli odliczymy województwo podlaskie, to już się robi 1 na 150,
                      przy czym
                      > połowa tych niekatolików to świadkowie Jehowy.
                      > Z klucza Borejkom przysługiwałoby od pół do jednego innowiercy.

                      no to ja się wyłamuję w tej zepsutej warsiawie - znam (znałam) i
                      kumpluję się (kumplowałam - na różnych etapach mojego 40-letniego
                      życia ) z luteranką, żydami, buddystą, mormonem nawet jednym (fakt,
                      mormonem był krótko, od kilkunastu lat jest baptystą i uż pewnie
                      baptystą umrze), moja przyjaciółka wyszła za mąż w cerkwi, mój syn
                      siedział przez pewien czas w ławce z jehowitą... coś ta statystyka
                      chyba jednak kłamie, niemożliwe, żebym ja była taka wyjątkowa!
                      • jota-40 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 10:21
                        Ja chyba też z tą statystyką na bakier, bo wśród moich bliższych i dalszych znajomych są żydzi, buddyści, ewangelicy i babtyści. Poza zdeklarowanymi ateistami, gorliwymi katolikami, katolikami niepraktykującymi i członkami wspólnot neokatechumenalnych.

                        a_weasley napisał:

                        > jestem niemal gotów się założyć, że uprościłaś. Znam podstawy do unieważnienia
                        małżeństwa. Ich wspólną cechą jest, że musi to być przeszkoda zrywająca
                        istniejąca już w chwili zawierania małżeństwa. To, o czym piszesz, taką
                        przeszkodą nie jest - choć może być jednym z następstw istnienia jakiejś
                        przeszkody, prawdopodobnie niedojrzałości emocjonalnej, zwanej dawniej
                        > nierozeznaniem istotnych obowiązków stanu małżeńskiego.

                        Uważam, że "unieważnienie" ślubu katolickiego jest hipokryzją, której - poza naprawdę wyjątkowymi przypadkami (gdzie w rachubę wchodzi np. ciężka choroba psychiczna) - nie pojmuję. I uważam, że od jakiegoś czasu te unieważnienia mnożą się, jak grzyby po deszczu - może nie są tak powszechne, jak rozwody cywilne, niemniej słyszałam o więcej, niż kilku. Na przykład znajomy "unieważnił" w ten sposób swoje dwadzieścia lat trwające małżeństwo, porzucił syna nastolatka, a wszystko przez ową niedojrzałość, która rzekomo dopadła go w okresie, kiedy to żenił się ze swoją pierwszą żoną. Miał wtedy lat dwadzieścia sześć czy siedem.

                        • a_weasley Statystyka i życie 16.12.08, 11:23
                          Większość moich znajomych mających wyższe wykształcenie głosowała na PiS. Czy to
                          statystyki kłamią, czy raczej mój krąg znajomych nie jest grupą reprezentatywną?

                          Kkokos napisała:

                          >> Z klucza Borejkom przysługiwałoby od pół do
                          >> jednego innowiercy.

                          > no to ja się wyłamuję w tej zepsutej warsiawie
                          <ciach opis istotnie statystyki nie potwierdzający>
                          > coś ta statystyka chyba jednak kłamie,
                          > niemożliwe, żebym ja była taka wyjątkowa!

                          E tam zaraz niemożliwe...

                          jota-40 napisała:

                          > Ja chyba też z tą statystyką na bakier,
                          <ciach opis kręgu znajomych równie barwnego jak u Kkokosa>

                          Oba te przykłady świadczą o tym samym, co przykład przytoczony przeze mnie: że
                          otóż polskie społeczeństwo pod względem wyznaniowym nie przypomina
                          zmilionkroconego kręgu Waszych znajomych. Nad czym ubolewam - nie z powodu
                          wrogości do katolicyzmu, lecz z tęsknoty za światem, w którym każdy wie, w co i
                          dlaczego wierzy.
                          A to, co na owo skrzywienie wpłynęło - np. sprawiło, że lepiej rozumiecie się z
                          ludźmi poważnie traktującymi swoją wiarę, a tych zawsze w wyznaniach
                          mniejszościowych jest procentowo więcej niż w wyznaniu zdecydowanie dominującym
                          - to zupełnie inna historia.
                          • kkokos Re: Statystyka i życie 16.12.08, 17:59
                            a_weasley napisał:

                            polskie społeczeństwo pod względem wyznaniowym nie przypomina
                            > zmilionkroconego kręgu Waszych znajomych. Nad czym ubolewam - nie
                            z powodu
                            > wrogości do katolicyzmu, lecz z tęsknoty za światem, w którym
                            każdy wie, w co i
                            > dlaczego wierzy.
                            > A to, co na owo skrzywienie wpłynęło - np. sprawiło, że lepiej
                            rozumiecie się z
                            > ludźmi poważnie traktującymi swoją wiarę, a tych zawsze w
                            wyznaniach
                            > mniejszościowych jest procentowo więcej niż w wyznaniu
                            zdecydowanie dominującym
                            > - to zupełnie inna historia.


                            a tu chyba za daleko się posuwasz we wnioskach - nigdzie nie
                            napisałam, że to cały juz mój krąg znajomych (zwłąszcza że
                            zaznaczyłam, że mówię o znajomościach w ciągu całego życia,
                            niekoniecnzie aktualnych) i w tym kręgu nie mam ateuszy, agnostyków,
                            religijnych olewaczy lub hipokrytów. i nie wiesz, z kim się lepiej
                            dogaduję :)
                            • a_weasley Re: Statystyka i życie 16.12.08, 18:49
                              kkokos napisała:

                              > a tu chyba za daleko się posuwasz we wnioskach -
                              > nigdzie nie napisałam, że to cały juz mój
                              > krąg znajomych
                              <ciach>
                              > i nie wiesz, z kim się lepiej dogaduję :)

                              Dlatego napisałem "np.". Z premedytacją, a nie żeby było ładnie.
                        • a_weasley Niekoniecznie hipokryzja 16.12.08, 11:46
                          jota-40 napisała:

                          > Uważam, że "unieważnienie" ślubu katolickiego
                          > jest hipokryzją, której - poza naprawdę
                          > wyjątkowymi przypadkami (gdzie w rachubę
                          > wchodzi np. ciężka choroba psychiczna) -
                          > nie pojmuję.

                          Są pewne warunki, przy których niespełnieniu małżeństwo jest nieważne. Można
                          najwyżej zasadnie pytać, czy kto sobie nie zdawał z nich sprawy w chwili
                          zawarcia małżeństwa.
                          Jeśli np. bracia panny, której kawaler podklepał dzieciaka, mówią mu, że albo
                          zostanie ich szwagrem, albo zginie w wypadku (jak to się dotąd w niektórych
                          częściach kraju zdarza), a on woli dożywocie z owąż panna i owocem ich romansu
                          niż karę śmierci, to takie małżeństwo jest nieważne.
                          Osobiście znam dwie kobiety po unieważnieniach. Jedna poślubiła była
                          schizofrenika, u drugiej zaś niedojrzałość emocjonalna obu stron w chwili
                          zawierania małżeństwa dość ewidentna. On dorósł, założył nową rodzinę, jest
                          wiernym mężem i troskliwym ojcem, ona na moje oko w ćwierć wieku później dalej
                          jest niedojrzała emocjonalnie i obawiam się, że taka umrze.

                          > I uważam, że od jakiegoś czasu te unieważnienia
                          > mnożą się, jak grzyby po deszczu -

                          Aż tak to nie. Owszem, jest ich więcej, nie wiem, uproszczenie procedur, wzrost
                          świadomości społeczeństwa?
                          • jota-40 Re: Niekoniecznie hipokryzja 16.12.08, 12:15
                            Chyba po prostu większa dostępność, czyli właśnie uproszczenie procedur ze strony kościelnej. W mojej rodzinie w latach 50-tych zaistniało takie właśnie unieważnienie. Przeprowadziła je ciotka, z którą mąż rozwiódł się cywilnie i prysnął, ona zaś - zgodnie z wyznawaną wiarą - czuła się cały czas jego żoną, a planowała powtórne małżeństwo. Trwało to wiele lat, petycje słano do Watykanu i z powrotem, wiem, że kociokwik był straszny.

                            Jeśli chodzi o moich znajomych, wyznawców różnych wiar - zdaję sobie sprawę, że to może być specyfika Warszawy. Z drugiej strony Borejkowie nie mieszkają w jakimś Pipidówku, tylko w Poznaniu... Acha, wydaje mi się, że rodzina Oracabessów to rastafarianie i że jest na ten temat rozmowa w książce - czy coś mi się przyśniło? Można zatem uznać, że to ten upragniony element odmienności.
                            • a_weasley Re: Niekoniecznie hipokryzja 16.12.08, 14:29
                              jota-40 napisała:

                              > Trwało to wiele lat, petycje słano do Watykanu
                              > i z powrotem,

                              No to i masz odpowiedź...
                            • kkokos Re: Niekoniecznie hipokryzja 16.12.08, 18:13
                              Acha, wydaje mi się, że rodzina Oracabessów
                              > to rastafarianie i że jest na ten temat rozmowa w książce - czy
                              coś mi się prz
                              > yśniło? Można zatem uznać, że to ten upragniony element
                              odmienności.


                              tak, ale oczywiście musi to być od razu czarny rastafarianin, nie
                              może być biały żyd lub biały jehowita, musi byc pełna egzotyka,
                              narysowana grubą kreską, podobnie jak przejścia trolli z kapeluszem
                              w szkole - jedno i drugie mało prawdopodobne, ale wyraziste, więc do
                              największego debila wśród czytelników dotrze..


                          • kkokos Re: Niekoniecznie hipokryzja 16.12.08, 17:12
                            > Osobiście znam dwie kobiety po unieważnieniach.

                            no widzisz, a ja znam trzy osoby. jedna z mojej rodziny, z pokolenia
                            mojej mamy - i proces ciągnął się długimi latami, kosztował majątek.
                            przypadek był ten sam, co u moich znajomych, moich rówieśników (tu
                            sprawa trwała znacznie krócej): szykował się drugi ślub, a druga
                            żona uparła się, że musi musi być kościelny, bo co ona w swojej
                            miejscowości powie... tak, dosłownie to był ten argument - co ludzie
                            powiedzą (choć w papierach na pewno podano coś lepiej brzmiącego).
                            trzeci przypadek to małżeństwo faceta umiarkowanie religijnego z
                            bardzo religijną dziewczyną, której rodzice przez parę lat wmawiali
                            i jej, i jemu, że ona popełniła mezalians i że on jej nie wart.
                            kilka lat gadania, w końcu facet miał dość, wyprowadził się, znalazł
                            sobie inną, przeprowadził rozwód cywilny, założył nową rodzine i
                            jest szczęśliwy. a dziewczyna wciąż, po tylu latach, pielęgnuje w
                            sobie poczucie krzywdy. o unieważnienie wystąpiła pod pozorem a)
                            niedojrzałości, b) porzucenia. nie wiem, który z tych powodów sąd
                            kościelny wziął pod uwagę, ale unieważnenie dostała...
                            no sorry, żadna z tych historii nie budzi mojego szacunku do jej
                            bohaterów - jak również dla sądu kościelnego.
                            hipokryzja i tyle.
                            • a_weasley Re: Niekoniecznie hipokryzja 16.12.08, 18:56
                              kkokos napisała:

                              > o unieważnienie wystąpiła pod pozorem a)
                              > niedojrzałości, b) porzucenia. nie wiem,
                              > który z tych powodów sąd kościelny wziął pod uwagę,

                              Porzucenie na pewno podstawą unieważnienia nie było z tej prostej przyczyny, że
                              unieważnienie (czyli poprawnie mówiąc, przypominam, stwierdzenie nieważności)
                              musi wynikać z przeszkód małżeńskich istniejących w chwili zawarcia małżeństwa.
                  • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 00:56
                    > A czy MM robi statystykę populacji Poznania, czy opisuje krąg znajomych jednej
                    > rodziny?

                    Ano najwyraźniej ogranicza się do opisywania w kółko tych samych postaci, tylko
                    pod różnymi nazwiskami. I to właśnie budzi żal. Bo kiedyś było inaczej,
                    ciekawiej. Pełniej.


                    > Dlaczego niby Borejkowie mają znać?

                    A czy nie znasz i Borejkowie nie mogą i nie powinni znać nikogo, kto ma problemy
                    ze swoją religijnością? Kto przeżywa zwątpienia? Kto się zastanawia nad
                    powołaniem albo przeciwnie
                    • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 02:32
                      Nessie-Jp napisała:

                      > Katolicyzm jest zrozumiały samo przez się, ale
                      > ta wiara jest jakaś fałszywa, jakaś konformistyczna.

                      Dopóki nie przedstawisz jakichś argumentów za tym twierdzeniem, pozwolę sobie
                      uważać je za wzięte z sufitu.
                    • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 02:34
                      nessie-jp napisała:

                      > Tego w Jeżycjadzie totalnie brak. Katolicyzm
                      > jest zrozumiały samo przez się, ale ta wiara
                      > jest jakaś fałszywa, jakaś konformistyczna.

                      Dopóki nie zobaczę jakichś argumentów za tym twierdzeniem przemawiających,
                      pozwolę sobie uważać je za wzięte z sufitu.
                    • paszczakowna1 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 07:53
                      > Ano najwyraźniej ogranicza się do opisywania w kółko tych samych postaci, tylko
                      > pod różnymi nazwiskami.

                      Nie o to chodzi. Chodzi o to, że od bardzo już dawna, nawet nowe wprowadzane
                      postacie (z nielicznymi wyjątkami) są związane towarzysko z Borejkami.

                      > Tego w Jeżycjadzie totalnie brak. Katolicyzm jest zrozumiały samo przez się, al
                      > e
                      > ta wiara jest jakaś fałszywa, jakaś konformistyczna

                      Albo 'gorliwi katolicy', albo to. You can't have it both ways. A ani fałszu, ani
                      konformizmu też tam nie widzę.

                      > jak dyskusji o polityce. Ale jeśli już religia jest, to sztucznie wygląda takie
                      > jej ujęcie, że wszyscy chodzą do kościoła i tyle. Koniec, kropka, więcej o
                      > religii się nie rozmawia. Jeśli nie
                      • a_weasley Może być, bo bywa 16.12.08, 11:07
                        paszczakowna1 napisała:

                        > Chodzi o to, że od bardzo już dawna, nawet
                        > nowe wprowadzane postacie (z nielicznymi
                        > wyjątkami) są związane towarzysko z Borejkami.

                        I wcale nie muszą sobie specjalnie dobierać przyjaciół pod kątem stosunku do
                        spraw wiary, samo im tak może wychodzić. W każdym razie mnie samo wychodzi.

                        > przedtem coś się mówi o tym, na które msze lubią
                        > chodzić, etc, to już 'podkreślanie'? (Dla mnie
                        > akurat realizm.)

                        Dla mnie też, ale doskonale rozumiem, że np. dla kogoś, komu dwa przykazania
                        kościelne skontaminowały się w "przynajmniej raz do roku we Mszy świętej
                        nabożnie uczestniczyć" i kto w swoim otoczeniu też ma głównie osoby o podobnym
                        podejściu, czy innego wzasadziekatolikaale, może to być wizja egzotyczna.
                      • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:25
                        > Nie o to chodzi. Chodzi o to, że od bardzo już dawna, nawet nowe wprowadzane
                        > postacie (z nielicznymi wyjątkami) są związane towarzysko z Borejkami.

                        Nie
                        • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:40
                          nessie-jp napisała:

                          > wypadałoby jakoś tę religię wpleść w narrację
                          > i wykorzystać do budowania akcji.

                          Mnie by się to bardzo podobało. Nie wiem, czy Tobie też, natomiast odnoszę
                          wrażenie graniczące z pewnością, że mielibyśmy tu mrowie komentarzy "mało, że
                          chodzą do kościoła, to jeszcze <co tam by autorka opisała>".
                          • nessie-jp Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 16:43
                            > wrażenie graniczące z pewnością, że mielibyśmy tu mrowie komentarzy "mało, że
                            > chodzą do kościoła, to jeszcze <co tam by autorka opisała>".

                            Niewykluczone
                            • dakota77 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 17:12
                              Teoretycznie z chrztem mialaby problem, ksiadz powinien kazac jej najpierw wziac
                              slub koscielny z ojcem dzieci;-). Ale skoro Borejkowie maja znajomego ojca
                              Krzysztofa, to pewnie udalo im sie przekonac dominikanow, by ochrzcili te
                              nieslubne z punktu widzenia kosciola dzieci:-). Ludzie w takiej sytuacji jak
                              Gabrysia jakos sie czasem dogaduja z ksiezmi w tej sprawie. Nie wierze, ze
                              Pyzuakowny moglyby byc nieochrzczone, MM cos takiego z klawoatury by nie splynelo:-)
                              • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 18:54
                                dakota77 napisała:

                                > Teoretycznie z chrztem mialaby problem,
                                > ksiadz powinien kazac jej najpierw wziac
                                > slub koscielny z ojcem dzieci;-).

                                Wcale nie musi.
                                Większość księży robi trudności z ochrzczeniem dzieci, jeśli rodzice nie mają
                                ślubu kościelnego bez wyraźnego powodu, ale zakazu nie ma i w tym przypadku. Tym
                                bardziej chrzci się dzieci nieślubne czy z powtórnych małżeństw.

                                > Nie wierze, ze Pyzuakowny moglyby byc
                                > nieochrzczone, MM cos takiego z klawoatury by
                                > nie splynelo:-)

                                I słusznie by nie spłynęło, bo byłoby skrajnie nieprawdopodobne.
                            • kkokos Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 17:41
                              > Przy okazji
                              • alitzja Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 18:50
                                Nie za bardzo się znam w tej kwestii, ale mam wrażenie, że większe problemy mogłyby być z komunią dziewczynek niż z ich chrztem. Mój kuzyn ma dwoje dzieci z niekościelnego związku - pierwsze ochrzczono mu bez większych problemów, sugerując jednakowoż zawarcie odpowiedniego sakramentu. Przy drugim mocno się już krzywiono i kuzyn szukał chyba innej parafii. Teraz zbliża się komunia pierwszego i znowu przebąkuje się coś o konieczności zawarcia ślubu kościelnego.
                                Odnoszę wrażenie, że nawet posiadanie zaprzyjaźnionego księdza nie upraszcza tak sytuacji - ale być może się mylę, bo - jak mówię - nie znam się na kościelnych niuansach.
                                • nikusz Re: Kościelne sugestie:) 17.12.08, 20:09
                                  ja sobie nie przypominam, żeby moja matka miała kłopot z moją komunią, ale za to
                                  z chrztem tak (II połowa lat 70), bo, że zacytuję księdza z parafii "nie dość,
                                  że nie ma ślubu [kościelnego, rzecz jasna], to jeszcze się rozwiodła". ale
                                  pomogło zgłoszenie jako kandydata na ojca chrzestnego kolegi z KUL-u z grubaśną
                                  teczką zaświadczeń ze swoich parafii, jaki z niego dobry katolik ;)
                            • isia_54 Re: Kościelne sugestie:) 23.11.14, 10:38
                              Przy okazji
              • judytwojujaca38 Re: Kościelne sugestie:) 04.07.12, 02:54
                Gaba nie brała kościołowego z Pyziakiem, bo on chciał TYLKO cywilny (ta pogarda MM dla urzędu!), co miało świadczyc o jego niedojrzałości i niechęci do brania na siebie odpowiedzialności. To jak to nazwac, jak nie tendencyjną katolicką propagandą? Z Grzegorzem kościołowy już był zapewne. Ponadto Pyziak przecież jest tępym bucem, pije, a nie wiem czy nie otarł się o kryminał.
                • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 08.05.13, 08:34
                  Judytwojujaca38 napisał(a):

                  > Gaba nie brała kościołowego z Pyziakiem, bo on chciał TYLKO cywilny
                  > (ta pogarda MM dla urzędu!),

                  Nie żadna pogarda, tylko w czasach, o których mowa, nie istniały śluby konkordatowe, przeto albo brało się cywilny i kościelny (w tej właśnie kolejności, bo od 1950 r. ksiądz nie ma prawa dać ślubu kościelnego osobom, które nie mają cywilnego), albo tylko cywilny.
                  BTW uporczywie piszesz "kościołowy". To pogarda czy niechlujstwo?

                  > co miało świadczyc o jego niedojrzałości i niechęci do brania
                  > na siebie odpowiedzialności.

                  Niedojrzałości to nie wiem, ale o ostrożności (nie jestem tak do końca pewien, jak co to się rozwiodę) świadczyć jak najbardziej może.

                  > To jak to nazwac, jak nie tendencyjną katolicką propagandą?

                  Realizmem.
                  • judytwojujaca38 Re: Kościelne sugestie:) 08.05.13, 20:06
                    Za pozwoleniem, tu się nie zgodzę. Otóż w "Borejczadzie" te kościelne nawiązania są tak silne, że refleksje Mili na temat "tylko" cywilnego ślubu odbieram jednoznacznie jako pogardę dla urzędu. Przecież ślub "tylko" cywilny dla takich kresowych herosów, internowanych bohaterów, ganiających do kościoła po książki i bohatersko gloryfikujących nieszczęsne i niepotrzebne powstanie styczniowe to wręcz obelga. Pyziak powinien ze smętno - wyniosłym obliczem przetrzymać ten ohydny przejaw obrzydliwego ucisku wrogiego komunistycznego państwa, a potem galopem pognać do zaprzyjaźnionego kościoła dominikanów, holując dziarsko Gabrielę. Wtedy byłby godzien wejścia do geniuszowsko - bohaterskiej rodziny. A tak jest tylko niedojrzałym facetem, co to "nie umie kochać", co wynika jednoznacznie z rozważań Mili w którejś książce (nie pamiętam której, chyba tej, w której Laura zwiewa z domu). Ona nie nazywa Pyziaka realistą, tylko właśnie człowiekiem niedojrzałym, bo chciał "tylko" cywilny. Mili nie przyjdzie nawet do głowy, że cywilny ślub jest tak samo (a dla mnie np. bardziej) ważny jak kościelny. Nie przyjdzie jej do głowy, że Pyziak może być np. niewierzący. "Kościołowy" to zdecydowanie przejaw ironii wobec takich postaw jakie prezentuje dewocja.
            • paszczakowna1 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 00:52
              > Ale przecież nie TO się nie podoba. Nie podoba się, że autorka z dokładnie
              > wszystkich, absolutnie i bezwzględnie wszystkich postaci 'nowej' Jeżycjady
              > zrobiła gorliwych katolików.

              Ja tam żadnego, ale to żadnego gorliwego katolika nie widzę. Może coś
              przeoczyłam, ale tam do wspólnot kościelnych ni grup charyzmatycznych nikt nie
              należy (a przynajmniej nic o tym nie wiemy), przy codziennej modlitwie też
              nikogo nie widzimy, Pisma Świętego nikt nie cytuje. Chyba, że 'gorliwy katolik'
              to taki, co (czasem) na mszę pójdzie w niedzielę. "Wszystkich, absolutnie i
              bezwzględnie wszystkich"? Proszę udowodnić mi "gorliwy katolicyzm" Bernarda,
              Kozia albo Przeszczepa. Albo chociażby Florków.

              > a nie tylko przełknąć potulnie, że katolickie rodziny wielodzietne są cacy

              Wielodzietnej rodziny to też w Jeżycjadzie (poza Kopcami) akurat nie ma żadnej.
              • anutek115 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 12:14
                Tak się wetnę w dyskusję, chociaż przyznam, że padły tu sugestie dość dla
                mnie... bo ja wiem? krzywdzące? obraźliwe? ja otóż bowiem nie mam ślubu
                kościelnego i oto okazałam sie osobą skłonną do rozwodów. No, taką, która od
                razu myśli "jak nie to się rozwiedziemy". Tak, oczywiscie, bo przecież ci, co
                nie mają ślubów kościelnych nie są wszak zdolni do refleksji, miłości,
                głębokiego przywiązania, szacunku dla drugiego czlowieka... Wiem, wiem, że to
                nigdzie nie zostało powiedziane bezpośrednio. Co z tego? bardzo ładnie można to
                odczytać między wierszami. Zupełnie jak w książkach pani MM.

                I ja to własnie mam im do zarzucenia w kwestiach ideologicznych. Ten całkowity
                brak różnorodności, DOBREJ różnorodności. Jak już jesteśmy przy statystykach
                (statystycznie ludzie bez ślubu kościelnego rozwodzą się bez przerwy,
                nieprawda), to ja statystycznie bardzo odbiegam od normy - blisko się przyjaźnie
                ze świadkiem Jehowy, zielonoswiatkowcem, buddystką, gorliwymi katoliczkami i
                agnostykami. To jest stan na dzień dzisiejszy, bo w latach szkolno-studenckich
                było tych wyznań więcej. Wszystko w Polsce, w Toruniu. I wszystkie te przyjaźnie
                bardzo sobie cenię, bo ja bardzo sobie cenię różnorodność. I różnorodności nie
                widzę u MM - a nie wierzę, by kobieta o wiele bogatsza w doświadczenia życiowe i
                posiadająca o wiele większy krąg przyjaciół i znajomych, deklarująca non stop
                otwartość i umiejętność odrzucania etykietek jej (dobrej różnorodności) nie
                doświadczyła.

                A to jest coś, w czym absolutnie zgadzam się z Nessie:

                "To właśnie mam do zarzucenia Musierowicz, że religię i religijność swoich
                postaci traktuje jak coś w rodzaju ozdobnika, jeszcze jedno hasełko przypięte
                pinezką do brudnej ściany. Bez żadnych przykrych konsekwencji, bez żadnego
                realnego wpływu na ludzkie życie. Religia u MM to 'oczywista oczywistość'
                • dakota77 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 12:37
                  Anutku, ja teraz mam nadzieje, ze to nie ja bylam autorka owych sugestii. Bo
                  wyrzuty sumienia tak czy owak mnie dopadly, jako ze ja napisalam tu jakos
                  wczesniej, ze dziwie sie Gabrysi, ze wyszla za Pyziala po tym, jak powiedzial,
                  ze nie wezmie slubu kosciolnego, bo to za ciezkie wiezy. Jakby co pospiesze
                  wyjasnic, ze nie o brak slubu mi chodzi ( jak sama dobrze wiesz sama nie mam
                  slubu koscielnego i nie bede miec), ale o takie- jezeli faktycznie tak brzmialy
                  jego slowa- lekcewazace i nie biorace pod uwage jej uczuc postawienie sprawy.

                  Co do roznorodnosci- sama jestem innowierca, znam tez ludzi reprezentujacych
                  rozne koscioly i cala mase postaw.

                  Co do tego, ze u MM religijnosc bohaterow sprowadza sie tylko do chodzenia do
                  kosciola w pelni sie zgadzam. Nie przeklada sie na rzeczywiste zyciowe postawy.
                  • anutek115 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 12:43
                    No pewnie, że nie ty (zwklaszcza, że wiem, że nie masz ślubu koscielnego, więc
                    raczej nie zakładasz, że pozbawione go osoby zaraz się rozwiodą. Chyba, że
                    czegoś nie wiem ;-))). W dodatku zgadzam się, że Pyziak, tak stawiając sprawę
                    powinien zostać pogoniony. Ja (i ty zapewne też) nie mam ślubu kościelnego z
                    wielu powodów, ktorych nie bedę tu wyłuszczać, ale które są WSPÓLNE dla mnie i
                    mojego męża, jako, że dzielimy nasze przekonania i wiarę.

                    Nie, mi chodziło o te przytaczane statystyki (ty nie przytaczałaś statysty :-))
                    - wierzący się bardziej zaprzyjaźnią z wierzącymi, ci bez ślubu kościelnego są
                    skłonni do szybszego rozwodu... no, poczułam się jak totalny, bezmyślny
                    lekkoduch pozbawiony duchowości.

                    No, ale ja, jak często pisałam, jestem czołowym egotykiem tego forum :-).
                    • dakota77 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 12:52
                      Mialam nadzieje, ze to nie ja, ale wolalam sie upewnic, ze nie napisalam czegos,
                      co mozna bylo negatywnie odebrac:-). Co do Gaby i Pyziaka, otoz wlasnie,
                      niewaznie, jakie sa te poglady, ale w tak waznej kwestii zyciowej one musza byc
                      wspolne. Nie wyobrazam sobie zycia z czlowiekiem o zupelnie innym
                      swiatopogladzie, na dodatek z takim, ktory ma za nic moje uczucia i poglady.
                      Najpierw Gabie to nie przeszkadzalo, a potem sie dziwila, ech;-P
                      • a_weasley Róznica (świato)poglądów 16.12.08, 14:26
                        dakota77 napisała:

                        > Nie wyobrazam sobie zycia z czlowiekiem
                        > o zupelnie innym swiatopogladzie,

                        Abstrahując od kwestii, jaki właściwie światopogląd ma Pyziak, ja również sobie
                        nie wyobrażam, niemniej wiem, że małżeństwa międzyświatopoglądowe bywają
                        zawierane, sam znam kilka takich i są to trudne małżeństwa.
                        Jeśli ktoś chce, może między wierszami mojej notki wyczytać, że małżeństwo
                        międzyświatopoglądowe nie może być udane, jednakowoż ja tego nie twierdzę.
                    • a_weasley Owszem, należało... 16.12.08, 14:19
                      anutek115 napisała:

                      > Pyziak, tak stawiając sprawę powinien
                      > zostać pogoniony.

                      Powinien, pewnie że powinien, niemniej pomysł ślubu jako lekarstwa na problemy w
                      związku jest, przy całej swej głupocie, dość popularny.

                      > nie mam ślubu kościelnego z wielu powodów,
                      > ktorych nie bedę tu wyłuszczać,

                      ...ale z tonu poprzedniej Twojej notki zgaduję, że nie ma jest tym powodem
                      zamiar rozwodu - ani bezpośredni, ani ewentualny.
                      Ja też i nie wątpię, że większość par poprzestających na ślubie cywilnym
                      zamierza w nim wytrwać do śmierci jednej ze stron...

                      > - wierzący się bardziej zaprzyjaźnią z wierzącymi,

                      Jakom rzekł, być może moje i innych mi podobnych osób obserwacje są
                      niereprezentatywne. Jednakowoż jeśliby były reprezentatywne, wcale bym się nie
                      dziwił. Dziwić by się raczej należało, gdyby reprezentatywne nie były.

                      > ci bez ślubu kościelnego są
                      > skłonni do szybszego rozwodu...

                      O, rzeczywiście ktoś coś takiego powiedział?

                      > ale ja, jak często pisałam, jestem czołowym
                      > egotykiem tego forum :-).

                      Tyś powiedziała.
                • a_weasley Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 14:00
                  anutek115 napisała:

                  > padły tu sugestie dość dla mnie... bo ja wiem?

                  ...nadające się do nadinterpretacji?

                  > ja otóż bowiem nie mam ślubu kościelnego i
                  > oto okazałam sie osobą skłonną do rozwodów.
                  > No, taką, która od razu myśli "jak nie to
                  > się rozwiedziemy".

                  Jeżeli masz na myśli moją notkę, ja tego nie napisałem i uważam, że trzeba się
                  nieco postarać, żeby ją tak zinterpretować.

                  > Tak, oczywiscie, bo przecież ci, co nie mają
                  > ślubów kościelnych nie są wszak zdolni do
                  > refleksji, miłości, głębokiego przywiązania,
                  > szacunku dla drugiego czlowieka...

                  Tego również nie. Twierdziłem, że ludzie religijni (rzetelnie religijni, a nie
                  konwencjonalnie czy wzasadziekatolicyale) są mniej skłonni do postawy "zawsze
                  możemy się rozwieść" po prostu dlatego, że religia im takiej postawy zabrania.
                  Twierdzę nadto, że jeśli ktoś stoi na stanowisku "zawsze możemy się rozwieść",
                  to poprzestanie na ślubie cywilnym jest dość logiczne, bo rozwód cywilny jest o
                  wiele łatwiejszy do uzyskania niż unieważnienie ślubu kościelnego, a w przypadku
                  rozwodu na wspólne żądanie bez orzekania o winie, jeszcze bez dzieci, stanowi
                  czystą formalność.

                  > nigdzie nie zostało powiedziane bezpośrednio.
                  > Co z tego? bardzo ładnie można to
                  > odczytać między wierszami.

                  A na to ja już nie doktor.

                  > ja statystycznie bardzo odbiegam od normy -
                  > blisko się przyjaźnie ze świadkiem Jehowy,
                  > zielonoswiatkowcem, buddystką, gorliwymi
                  > katoliczkami i agnostykami.

                  Bardzo mnie to cieszy, niemniej nadal twierdzę, że dla zdecydowanej większości
                  moich warszawskich i wielu krakowskich znajomych jestem jedynym znanym im
                  osobiście innowiercą. W związku z czym brak różnorodności wyznaniowej wśród
                  znajomych Borejków, acz niewątpliwie zubażający książki, jest całkiem prawdopodobny.
                  • anutek115 Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 16:21
                    a_weasley napisał:

                    > anutek115 napisała:
                    >
                    > > padły tu sugestie dość dla mnie... bo ja wiem?
                    >
                    > ...nadające się do nadinterpretacji?

                    Nadinterpretacji? Cytat z ciebie samego:

                    >I - jeśli kogoś to uraża, to ja na to nie doktor - rzeczywiście ludzie religijni
                    są mniej skłonni do postawy "jakby co, to zawsze możemy się rozwieść". Przy
                    najmniej takie są moje obserwacje (które oczywiście nie muszą być
                    reprezentatywne). Ciekawe, dlaczego mnie to nie dziwi.

                    Możliwe, że ja się tarzam w nadinterpretacjach, ale z tego tekstu wynika, że jak
                    ktoś jest mniej religijny to jest bardziej skłonny, żeby "się rozwieść". Tez
                    jestem ciekawa, dlaczego cie to nie dziwi - mnie dziwi, moi biorący śluby
                    znajomi, bez względu na rodzaj slubu i stopień religijności, mieli (i mają)
                    szczery zamiar wytrwac w związku aż do smierci.

                    > > nigdzie nie zostało powiedziane bezpośrednio.
                    > > Co z tego? bardzo ładnie można to
                    > > odczytać między wierszami.
                    >
                    > A na to ja już nie doktor.

                    Nie szkodzi. Jakos sobie radzę w świecie pełnym urojonych podejrzeń, w którym
                    żyję...

                    Nawiasem mówiąc, przekonana jestem, że pani MM też nie odnosi wrażenia, że kogoś
                    mogła urazić, dotknąć, czy też, że wyraża opinie nazbyt jednostronne. Sądzę, że
                    jest przekonana, że naprawdę rysuje postaci otwarte na świat i umiejące oceniac
                    ludzi bez etykietek, a my tu nadinterpretujemy aż strach. Tylko, że skoro więcej
                    niż jedna osoba nadinterpretuje to może cos w tym jest (piszę o pani MM nie o
                    tobie, żeby bylo jasne, bo w wypadku twoich postów tylko ja się zgłosiłam jako
                    ta urażona, więc to pewnie tylko moje wybujałe ego ucierpiało).
                    • a_weasley Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 19:05
                      anutek115 napisała:

                      >> ludzie religijni są mniej skłonni do postawy
                      >> "jakby co, to zawsze możemy się rozwieść".
                      >> Przynajmniej takie są moje obserwacje (które
                      >> oczywiście nie muszą być reprezentatywne).

                      > z tego tekstu wynika, że jak ktoś jest mniej
                      > religijny to jest bardziej skłonny, żeby "się
                      > rozwieść".

                      Nie uważamy, by ze zdania "Niemcy są mniej skłonni do postawy "jakoś to będzie"
                      niż np. Hiszpanie" wynikało, że dowolny Hiszpan z definicji jest bardziej
                      skłonny do takiej postawy niż dowolny Niemiec.
                      I analogicznie nie uważam, by z tego, co napisałem, wynikało, że nie ma par
                      poprzestających na ślubie cywilnym zdecydowanych wytrwać ze sobą w zdrowiu i w
                      chorobie, w bogactwie i w ubóstwie, dopóki śmierć ich nie rozłączy. Choćby
                      niewierzących.
                      Niemniej podtrzymuję twierdzenie, że logiczną konsekwencją "zawsze możemy się
                      rozwieść" jest obranie formy małżeństwa łatwiejszej do rozwiązania.
                      • nessie-jp Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 19:16
                        > Nie uważamy, by ze zdania "Niemcy są mniej skłonni do postawy "jakoś to będzie"
                        > niż np. Hiszpanie" wynikało, że dowolny Hiszpan z definicji jest bardziej
                        > skłonny do takiej postawy niż dowolny Niemiec.

                        Manipulujesz i nadużywasz.

                        Albo jesteś zdania, że brak postawy religijnej sprzyja rozwodom, albo nie. Nie
                        ma co kręcić i bawić się w statystyki.

                        Ja nie jestem zdania, że bycie człowiekiem głęboko religijnym jest jednoznaczne
                        z byciem człowiekiem głęboko przyzwoitym i odpowiedzialnym. Natomiast jestem
                        zdania, że bycie człowiekiem odpowiedzialnym oznacza mniejsze prawdopodobieństwo
                        rozwodu. Religijność czy nie
                        • a_weasley Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 19:40
                          nessie-jp napisała:

                          > Albo jesteś zdania, że brak postawy religijnej
                          > sprzyja rozwodom, albo nie.

                          Jakiego jestem zdania, napisałem wyraźnie.
                          Trzebaż jaśniej? Proszę bardzo: tego, co napisałem, nie traktuję i nie uważam,
                          by można było traktować jako odnoszącego się do jakiejkolwiek konkretnej osoby.
                          Jaśniej już nie umiem i proszę zostawić ten włos, bo rozszczepienie go na
                          ośmioro w zupełności wystarczy.

                          > Religijność czy nie
                          • dakota77 Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 19:43
                            Czyli tylko religijnosc daje ludziom hamulce moralne? Czlowiek niereligijny czy
                            niewierzacy nie moze byc dobrym czlowiekiem?
                            • a_weasley Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 22:35
                              dakota77 napisała:

                              > Czyli tylko religijnosc daje ludziom hamulce
                              > moralne? Czlowiek niereligijny czy
                              > niewierzacy nie moze byc dobrym czlowiekiem?

                              Ależ może, może. Ja jednak nie mówiłem o hamulcach moralnych w ogóle, tylko
                              konkretnie o wykluczeniu lub niewykluczeniu rozwodu.
                              Katolik (inne wyznania chrześcijańskie dla uproszczenia pomijam, jako nie
                              występujące w Jeżycjadzie) traktujący poważnie zasady swojej wiary wie, że
                              ważnie zawarłszy związek małżeński nie ma szans na innego współmałżonka, póki
                              mąż/żona nie opuści tego padołu. Bóg złączył, więc człowiek niech nie rozdziela.
                              Nie można zaopatrzyć tej umowy w klauzulę wypowiedzenia ani zmodyfikować jej
                              treści, np. zwolnić się nawzajem z zakazu wymieniania informacji genetycznej z
                              osobami trzecimi.
                              Natomiast dla niewierzącego żaden Bóg tu nic nie ma do roboty, to jest po prostu
                              umowa dwojga suwerennych podmiotów. Co ludzie dobrowolnie złączyli, ludzie mogą
                              rozłączyć, jeśli uznają to za dobry pomysł. A jak będą chcieli, to np. umówią
                              się na małżeństwo otwarte. I nie oznacza to wcale braku hamulców moralnych, lecz
                              po prostu inny system wartości.
                      • dakota77 Re: Każdy rozumie, co mu wygodnie 16.12.08, 19:21
                        a_weasley napisał:


                        > Niemniej podtrzymuję twierdzenie, że logiczną konsekwencją "zawsze możemy się
                        rozwieść" jest obranie formy małżeństwa łatwiejszej do rozwiązania.

                        Jak to wybrania latwiejszej do rozwiazania formy malzenstwa? A jaka trudniejsza
                        forme na sobie wybrac osoba niewierzaca? Ma dostepna tylko jedna.
                        • a_weasley To może ja nie o tym? 16.12.08, 22:39
                          dakota77 napisała:

                          > Jak to wybrania latwiejszej do rozwiazania
                          > formy malzenstwa? A jaka trudniejsza
                          > forme na sobie wybrac osoba niewierzaca?
                          > Ma dostepna tylko jedna.

                          Skąd płynie jasny wniosek dla wszystkich miast i wiosek, że moje rozważania o
                          wyborze nie dotyczyły par osób niewierzących.
                          W praktyce problem dotyczy wzasadziewierzącychale pobierających się z
                          niewierzącymi lub między sobą. Niewierzący z założenia ślubu w kościele brać nie
                          mają powodu, zaś osoby rzetelnie religijne nie idą do ołtarza z myślą o drodze
                          odwrotu - "śmierć i żona od Boga przeznaczona".
                          • lezbobimbo Re: To może ja nie o tym? 16.12.08, 23:37
                            Mialy byc grepsy z epoki, a tu nagle wyzszosc koscielnych slubów nad cywilnymi..
                            Tak jakby
                            utrudnianie rozwodu czynilo kogokolwiek szczesliwszym albo utrzymywanie
                            malzenstwa na sile znaczylo dobre malzenstwo? ...

                            Najsmieszniejsze jest oczywiscie to, ze gdzies do 13 wieku kosciól
                            chrzescijanski nie zajmowal sie malzenstwami i to nie byl zaden swiety sakrament ;P

                            Ale ja nie o tym! Chcialam dopisac przede wszystkim, ze osobiscie ciesze sie z
                            tego, ze MM opisuje rodzine Bominków jako niespecjalnie praktykujaca ani
                            zastanawiajaca sie nad swoja religia. Biorac pod uwage, jak nieznosnymi sa
                            prymusami i jak dzielnymi, acz toksycznymi sa robotami kuchennymi, to gdyby
                            jeszcze doszlo dokladne wyliczanie, ze oprócz czytania Mickiewicza powinno
                            spowiadac sie tu a datki slac tam, to dopiero wtedy byloby nieznosnie i
                            kruchcianno ;)

                            Jak na opowiesci katolickie, to uwazam, ze i tak MM sie stara. Ledwie tylko
                            zaznaczone opisy tu czy ówdzie - a to z palmami tam poszli, a to z pasterki
                            wrócili, a to koledy spiewali. Latwo nad tym przejsc do porzadku dziennego i
                            czytac dalej jak gdyby nigdy nic, bo bardziej uwydatnione sa inne aspekty
                            opowiesci. Oczywiscie Laura jak spiewa, to musowo w kosciele, Wolfi ten niby
                            punk oczywiscie tam musi ja uslyszec, Filip oczywiscie musi byc organista w
                            Farze bo gdziezby indziej, Ocarabessa oczywiscie wyznaje Jah itd... ale i tak
                            jedyne religijne nawiazania, jakie sie rzeczywiscie i doslownie wydzieraja z ust
                            Borejków, to
                            "na Jowisza!" ;P Wiara rzymska ;PPPP
                            • nessie-jp Re: To może ja nie o tym? 16.12.08, 23:40
                              > Jak na opowiesci katolickie, to uwazam, ze i tak MM sie stara. Ledwie tylko
                              > zaznaczone opisy tu czy ówdzie - a to z palmami tam poszli,

                              Ale wszyscy! WSZYSCY!
                            • nessie-jp coś mi się zepsuło 16.12.08, 23:50
                              > Jak na opowiesci katolickie, to uwazam, ze i tak MM sie stara. Ledwie tylko
                              > zaznaczone opisy tu czy ówdzie - a to z palmami tam poszli,

                              Ale wszyscy! WSZYSCY! Zeby to tylko Borejkowie. Ale nie. Zeromscy - do kościoła.
                              Kowalikowie - do kościoła. Strybowie nie wiem, Bogu dzięki nie udzielali się.
                              Zakowie i Hajducy w jasełkach. Babcia Jedwabińska i pan Jankowiak oczywiście też
                              do kościoła.

                              Gdzie ta 'pochwała inności', o której tyle się w Jeżycjadzie z czułością
                              opowiada? Gdzie to uczenie się od innych, skoro ci inni są dokładnie tacy sami?

                              Przecież nie chodzi o to, że Borejkowie nie mogą czy nie powinni być katolikami
                              i mieć katolickich znajomych. Ale od książki, w której jeden z mentorów
                              wypowiada się tak:

                              "(...) to chyba jest najsmutniejsze w dzisiejszym świecie: ludzie zamykają się
                              przed innymi ludźmi. Jakby nie rozumieli, że bez tych innych nie da się żyć po
                              ludzku. Drugi człowiek jest nam potrzebny! - właśnie dlatego, że jest inny. Im
                              bardziej inny, tym bardziej ciekawy. A tymczasem to inność właśnie najbardziej
                              dziś ludzi straszy. (...) Zapominają o tym, że to właśnie różnice zdań pozwalają
                              dotrzeć do prawdy".


                              Po powieści, która taką deklarację składa, można by oczekiwać jeśli nie
                              poszanowania dla inności, to przynajmniej przyznania, że istnieje! A tymczasem w
                              Jeżycjadzie inne zawsze znaczy gorsze: kobiety bezdzietne są brzydkie i mają łby
                              jak grzyb, dzieci o wymyślnych imionach są głupie i brzydkie, bo pochodzą z
                              nizin, o odmienności religijnej nie ma co mówić, bo nikt w całym MM-Poznaniu nie
                              jest innego wyznania niż jedynie słuszne, o odmienności seksualnej czy
                              światopoglądowej w ogóle nie ma co mówić...

                              GDZIE JEST TA INNOSC, która pozwoli nam dotrzeć do prawdy, pani Musierowicz? Ano
                              nie ma jakoś.
                              • lezbobimbo Re: coś mi się zepsuło 17.12.08, 00:11
                                Ale i tak to cale chodzenie nie jest az tak nachalnie opisane jak powiedzmy,
                                domniemana dzielnosc Gabrielli czy nieskazitelnosc Mili ;) Jakos te procesje
                                palmowe latwe sa dla mnie do przeklniecia, nie wzruszaja mnie.
                                Moze dlatego, ze to wszystko zazwyczaj skwitowane Jowiszem, czy pampersem na
                                schodach kosciola, a jako wzorzec dla mlodych panien przy kuchni i obejsciu dana
                                jest hetera Aspazja ;)
                                Bardziej religijnie opisani sa starsi ludzie w N.Y. (Gizela, pan Jankowiak, no i
                                babcia Jedwabinska, ale to chyba nie przestepstwo dac na msze za zmarla synowa?)

                                Jedyne, co na tematy religijne uderzylo mnie u MM, to jak na ironie pare zdan
                                napisanych pod schylek PRLu, czyli wcale nie po upadku cenzury. I to z czyich
                                usteczek sie wydobywaly te zdania.. bynajmniej nie z Borejkowych ani starczych..

                                Mianowicie w BBB, porzucona przez matke i pozostawiona samopas mlódz umawia,
                                gdzie i kiedy pójda na msze... i wtóruje im kto, kto! Aniella Wyrobek! Która
                                sama chadza na jakies alternatywne msze dla punków ;PPPPP
                                To byl chyba jedyny "kruchtowy" moment, który mie naprawde wyrwal byl z
                                homeostazy obojetnosci na wzmianki koscielne u MM... na inne wzmianki jakos
                                macham reka.
                                • lezbobimbo Re: coś mi się zepsuło 17.12.08, 00:16
                                  Ach, przypomnial mi sie drugi moment na chwile wytracajacy mnie z homeostazy -
                                  otóz w któryms nowym a wadliwym tomie (chyba w Zabie?) Bernard nagle bardzo,
                                  bardzo pragnie malowac freski koscielne... well...
                                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: coś mi się zepsuło 17.12.08, 21:07
                                    > Ach, przypomnial mi sie drugi moment na chwile wytracajacy mnie z homeostazy -
                                    > otóz w któryms nowym a wadliwym tomie (chyba w Zabie?) Bernard nagle bardzo,
                                    > bardzo pragnie malowac freski koscielne... well...

                                    Tak? A to akurat bardzo realistyczne. Niejeden proboszcz byłby zachwycony. Np. z
                                    Lichenia. ;-)
                                • nessie-jp Re: coś mi się zepsuło 17.12.08, 01:50
                                  > Mianowicie w BBB, porzucona przez matke i pozostawiona samopas mlódz umawia,
                                  > gdzie i kiedy pójda na msze...

                                  No, ale to takie czasy były, że pójście na mszę było odruchem młodzieńczego
                                  buntu przeciw systemowi. Wtedy się właśnie chodziło na msze i różne oazy w
                                  ramach protestu przeciwko.

                                  A teraz jest dokładnie odwrotnie
                                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Nie przykładajcie dzisiejszej miary! 17.12.08, 21:15
                                    > No, ale to takie czasy były, że pójście na mszę było odruchem młodzieńczego
                                    > buntu przeciw systemowi. Wtedy się właśnie chodziło na msze i różne oazy w
                                    > ramach protestu przeciwko.
                                    >
                                    > A teraz jest dokładnie odwrotnie
                                    • nessie-jp Re: Nie przykładajcie dzisiejszej miary! 17.12.08, 21:19
                                      > religię, żeby "komuś pokazać". Ludzie po prostu w tamtych czasach autentycznie
                                      > odnajdywali w religii to, czego potrzebowali. Ona naprawdę oferowała im to, co
                                      > spełniało ich potrzeby: obronę praw człowieka, obronę wolności.

                                      Masz słuszność, dobrze to ujęłaś.

                                      Mnie chodziło raczej o wskazanie, że "wtedy" zbuntowany nastolatek właśnie szedł
                                      na mszę, bo to był dla młodego człowieka dobry sposób na okazanie swojego
                                      sprzeciwu wobec rzeczywistości. I niekoniecznie musiał być to człowiek bardzo
                                      głęboko wierzący
                                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nie przykładajcie dzisiejszej miary! 18.12.08, 10:22
                                        > I niekoniecznie musiał być to człowiek bardzo
                                        > głęboko wierzący
                                        • nessie-jp Re: Nie przykładajcie dzisiejszej miary! 18.12.08, 15:17
                                          > Ja piszę co innego: W tamtych czasach "rzeczywistą potrzebą DUCHOWĄ" była
                                          > wolność i prawa człowieka. Duchową.

                                          A nie, to ja co innego miałam na myśli
                                  • a_weasley Re: coś mi się zepsuło 23.12.08, 22:11
                                    Ktoś - nie wiem kto, może Kołakowski, a może śp. x. Tischner - powiedział:
                                    - Jeżeli Bóg staje się pistoletem wymierzonym w Marksa, jest to zwycięstwem
                                    Marksa, a nie Boga.

                                    Nessie-jp napisała:

                                    > to takie czasy były, że pójście na mszę
                                    > było odruchem młodzieńczego buntu przeciw
                                    > systemowi. Wtedy się właśnie chodziło na
                                    > msze i różne oazy w ramach protestu
                                    > przeciwko.

                                    Zapewne byli i tacy. Jednakowoż ci ówcześni oazowicze, których znam, w tej
                                    liczbie moja żona, stanowczo twierdzą, że uczestniczyli w Oazie z innych motywów
                                    - i teraz, gdy nie ma komunizmu, dalej są ludźmi religijnymi i tak wychowują
                                    swoje dzieci.
                                    Podobnie ja wtedy chodziłem do kościoła, żeby się modlić i przystępować do
                                    sakramentów, a teraz (zmieniwszy po drodze wyznanie) robię to samo i swoje
                                    dzieci też tak zamierzam wychować.
                                    Byli niewątpliwie tacy, którzy to łączyli, niekoniecznie młodzi - jak ów górnik,
                                    który zapytany, dlaczego idzie z pielgrzymką do Piekar Śląskich, odpowiedział
                                    "Najświętszej Panience na chwałę, a tym ciulom na złość".
                                    Byli też tacy, którzy chodzili do kościoła przeciwko komunistom, a nie dla Boga.
                                    Ci oczywiście po 1989 roku odpadli.
                • the_dzidka Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 14:36
                  Tak, oczywiscie, bo przecież ci, co
                  > nie mają ślubów kościelnych nie są wszak zdolni do refleksji,
                  miłości,
                  > głębokiego przywiązania, szacunku dla drugiego czlowieka... Wiem,
                  wiem, że to
                  > nigdzie nie zostało powiedziane bezpośrednio. Co z tego? bardzo
                  ładnie można to
                  > odczytać między wierszami. Zupełnie jak w książkach pani MM.

                  Od siebie dodam jeszcze, że trwanie w zwiazku tylko dlatego, że się
                  przysięgało przed ołtarzem, to absurd. Jak napisała nessie - ważny
                  jest związek, a nie jego oprawa. I mamy hipokryzję w
                  postaci "unieważniania" małżeństw kościelnych. To sie niestety tak
                  szybko nie zmieni w tym straszliwie skatoliczonym kraju, w którym KK
                  jest państwem w państwie, gorzej - jest władzą w państwie
                  deklaratywnie "świeckim". (Vide "biskupi nie zgadzają się na in
                  vitro". Nie zamierzam tu teraz wszczynac dyskusji na temat in vitro,
                  chciałam tylko powiedzieć: HALOOOO? Wy się możecie co najwyżej nie
                  zgadzać na roladki wieprzowe księżej gospodyni. Możecie wypowiadać
                  swoje zdanie, możecie zaprotestowac, wydac oświadczenie o stanowisku
                  KK jako takim, ale nie NIE ZGADZAĆ SIĘ.)
                  • jota-40 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:04
                    No cóż, powiem tylko, że i mnie aż nazbyt często np. po lekturze prasy ogarnia w pierwszej chwili podobne oburzenie i bunt. A jednak - trzeba wziąć pod uwagę odwieczną u nas rolę Kościoła (w wielu epokach stanowiącego oparcie, a wręcz substytut wolnej ojczyzny),który zawsze miał daleko większy wpływ na życie publiczne kraju, niż - chociażby - w zachodniej Europie. Różne były tego powody, nie zawsze zresztą świetlane (czasem zwykła żądza władzy i ambicje). Tak naprawdę wydaje mi się, że tendencja, iż Kościół nie powinien wtrącać się w politykę zaistniała dopiero po soborze watykańskim? Krótko mówiąc - nie jest łatwo Kościołowi polskiemu wycofać się z tej roli. Poza wszystkim - spory wśród biskupów są tajemnicą poliszynela, nie można wszystkich wrzucać do jednego wora.

                    Kościół ma prawo i może nawet obowiązek głosić swoją prawdę. Państwo - jako instytucja świecka - powinno jednak kierować się innymi zasadami, niż religijne.
                    • the_dzidka Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:14
                      Wycofać się z tej roli? Nie żartuj sobie, KK nigdy nie zrezygnuje
                      dobrowolnie z wchrzaniania się w politykę. Nie może sobie na to
                      pozwolić, ma zbyt wielkie wpływy.

                      > Kościół ma prawo i może nawet obowiązek głosić swoją prawdę.
                      Państwo - jako ins
                      > tytucja świecka - powinno jednak kierować się innymi zasadami, niż
                      religijne.

                      No i w tym lezy problem, niestety. Że państwo, a raczej rząd, w
                      strachu przed utratą części elektoratu, nigdy nie zdecyduje się na
                      działania ograniczające rolę Kościoła. Kiedyś, jak ten elektorat
                      maryjny wymrze, to sie pewnie uda. Tyle że i mnie już wtedy na
                      świecie nie będzie :-)
                      Dobra, zmykam, bo nie chcę sie zapolitykierowac tutaj :-)))
                  • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:18
                    the_dzidka napisała:

                    > Od siebie dodam jeszcze, że trwanie w zwiazku
                    > tylko dlatego, że się przysięgało przed ołtarzem,
                    > to absurd. Jak napisała nessie - ważny jest
                    > związek, a nie jego oprawa.

                    Absurdem to jest branie ślubu kościelnego przez kogoś, kto uważa go za jakąś
                    "oprawę" albo dla kogo to, że przysięgał przed ołtarzem, to jest "tylko".

                    > I mamy hipokryzję w postaci "unieważniania"
                    > małżeństw kościelnych.

                    W dalszym ciągu nie widzę w tym żadnej hipokryzji.

                    > jest władzą w państwie deklaratywnie "świeckim".
                    > (Vide "biskupi nie zgadzają się na in vitro".

                    Abstrahując od faktu, że cytujesz tytuł z gazety, państwo byłoby świeckie tylko
                    deklaratywnie, gdyby ów brak zgody biskupów coś blokował. A nie blokuje.
                    Parlament może uchwalić coś, co biskupom się nie podoba, i wielokrotnie po 1989
                    roku to robił.

                    > <ciach fragment wysoce kulturalny>

                    > Możecie wypowiadać swoje zdanie, możecie
                    > zaprotestowac, wydac oświadczenie o stanowisku
                    > KK jako takim, ale nie NIE ZGADZAĆ SIĘ.)

                    A teraz sprawdź, jak swoje stanowisko zwerbalizowali biskupi, i jeśli
                    sformułowanie "nie zgadzać się" rzeczywiście pochodzi od biskupów, a nie od
                    dziennikarza, który o ich stanowisku pisał, to wtedy Twój komentarz, cokolwiek
                    by sądzić o jego formie, będzie merytorycznie trafny.
                    W przeciwnym razie proponowałbym, byś zachowała swoje złośliwości dla autora
                    tytułu z gazety, który zacytowałaś.
                    • dakota77 Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:23
                      Hipokryzja w uniewaznianiu malzenstw koscielnych polega na tym, ze nagle para
                      malzenska, ktora chce sie rozstac chce sie pozbyc i wiezow narzuconych przez
                      kosciol, tak jakby to byl cywilny rozwod. I nagle po wielu wspolnie przezytych
                      latach wymysla, ze przeciez pan mlody w chwili slubu byl niedojrzaly. Albo
                      dochodza do wniosku, z eoni az tak tego slubu nie chcieli, a rodzina ich
                      zmusila. I juz powod do uniewznienia, tak? A na rynku czekaja teraz ponoc
                      kancelarie prawne, ktore sprawnie zajma sie taka sprawa i pomoga w kosciele.
                      Oczywiscie ze sa malzenstwa, ktore od poczatku byly niewazne i nie o takich
                      pisze. Chodzi mi o ludzi, ktorzy kiedys bylio dosc religijni, by przysiegac
                      sobie malzenstwo do smierci, a potem im sie odwidzialo i chca, by kosciol
                      stwierdzil, ze to maleznstwo nie istnialo, bo tak im sie nagle uwidzialo. Dla
                      mnie to jest hipokryzja.
                      • a_weasley Re: Kościelne sugestie:) 16.12.08, 15:35
                        dakota77 napisała:

                        > Hipokryzja w uniewaznianiu malzenstw
                        > koscielnych polega na tym, ze
                        <ciach>
                        > nagle po wielu wspolnie przezytych latach wymysla,
                        > ze przeciez pan mlody w chwili slubu byl niedojrzaly.

                        Pomijając problem z udowodnieniem tego - tak, zdarza się coś takiego.

                        > Albo dochodza do wniosku, z eoni az tak tego
                        > slubu nie chcieli, a rodzina ich zmusila.

                        Też ową, używając terminologii kanonicznoprawnej, bojaźń jakoś trzeba
                        uprawdopodobnić.
                        Mogą równie dobrze o owym niechceniu wiedzieć od początku, a wyskoczyć z tym,
                        kiedy z jakichś powodów już się bać nie muszą.

                        > Oczywiscie ze sa malzenstwa, ktore od poczatku
                        > byly niewazne i nie o takich pisze.

                        Bardzo mnie to cieszy, bo o to mi właśnie chodziło. To, że się takie, jak
                        pisałaś, patologie zdarzają, nie upoważnia do generalizacji "unieważnianie
                        małżeństw to hipokryzja".
                        Cieszę się, że jesteśmy jednego zdania.
              • isia_54 Re: Kościelne sugestie:) 23.11.14, 10:51
                paszczakowna1 napisała:

                > > Ale przecież nie TO się nie podoba. Nie podoba się, że autorka z dokładni
                > e
                > > wszystkich, absolutnie i bezwzględnie wszystkich postaci 'nowej' Jeżycjad
                > y
                > > zrobiła gorliwych katolików.
                >
                > Ja tam żadnego, ale to żadnego gorliwego katolika nie widzę. Może coś
                > przeoczyłam, ale tam do wspólnot kościelnych ni grup charyzmatycznych nikt nie
                > należy (a przynajmniej nic o tym nie wiemy), przy codziennej modlitwie też
                > nikogo nie widzimy, Pisma Świętego nikt nie cytuje. Chyba, że 'gorliwy katolik'
                > to taki, co (czasem) na mszę pójdzie w niedzielę. "Wszystkich, absolutnie i
                > bezwzględnie wszystkich"? Proszę udowodnić mi "gorliwy katolicyzm" Bernarda,
                > Kozia albo Przeszczepa. Albo chociażby Florków.
                >
                > > a nie tylko przełknąć potulnie, że katolickie rodziny wielodzietne są cac
                > y
                >
                > Wielodzietnej rodziny to też w Jeżycjadzie (poza Kopcami) akurat nie ma żadnej.
                Przepraszam bardzo: Borejkowie są wielodzietną rodziną wg. statystyk z lat poprzednich (4), Lelujkowie (5); Pani Bratek (primo voto Ptaszkowska) (4), natomiast wg obecnych statystyk wielodzietna jest: Gaba (3 a z Elką 4), Ida (3), RobRojek (3), Cesia (co najmniej 3), Kreska (3)
      • memphis90 Re: Kościelne sugestie:) 25.10.12, 21:48
        Eeee, a bo ja wiem... To jest miejsce dość charakterystyczne, sama się umawiałam "pod dominikanami". Skwer też jest, więc logiczne, że bawiły się tam (i nadal się bawią!) dzieciaki - przecież nie będą bawić się pod Kaponierą ani na torach kolejowych.
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Opium w ogóle 28.10.05, 14:18
      "Opium" w ogóle to jeden wielki gryps.

      Ja na przykład ostatnio zwróciłam uwagę, że powtarza się tam kilka razy taka
      sytuacja:
      Ktoś puka do drzwi o późnej porze. Lokatorzy wtedy zawsze wykazują niepokój.
      Albo pytają się nawzajem: "zapraszałeś kogoś?" albo zwlekają z otwarciem.
      Otwierają niechętnie i z podejrzliwymi minami, a potem natychmiastowo
      rozluźniają się, gdy widzą, kim są niespodziewani goście, nawet jeśli ich nie
      znają. Albo raczej, gdy widzą, kim NIE są niespodziewani goście.

      • agnieszka_azj Re: Opium w ogóle 28.10.05, 19:54
        Genowefa, przyłapawszy Maćka z Matyldą w mieszkaniu Ogorzałków, mówi do
        nich: "Wróci pan Piotruś i jeszcze policję wezwie albo TO DRUGIE" (podkreślenie
        moje ;-).

        Następnego dnia do klasy Kreski i Lelujki przychodzi młody praktykant na
        zastepstwo po Jedwabińskiej. Miał "wąsa jak ELEKTRYK".

        W sypialni Mili i Ignacego "FOTOGRAFIA BIAŁEJ SYLWETKI Z ROZPOSTARTYMI
        RAMIONAMI zdobiła głowną ścianę". Zabawna, bo czytając to po raz pierwszy
        jeszcze w odcinkowym wydaniu płomykowym kompletnie nie skojarzyłam tego z
        Papierzem. Byłam przekonana, że chodzi o Chrystusa z Rio de Janeiro - serio ;-)
        • agnieszka_azj Re: Opium w ogóle 28.10.05, 20:00
          agnieszka_azj napisała:

          Zabawna, bo czytając to po raz pierwszy
          > jeszcze w odcinkowym wydaniu płomykowym kompletnie nie skojarzyłam tego z
          > Papierzem.

          Zabawne, bo zazwyczaj piszę Papież przez ż. Przepraszam :-)
        • agnieszka_azj Re: Opium w ogóle 28.10.05, 22:55
          agnieszka_azj napisała:

          > Genowefa, przyłapawszy Maćka z Matyldą w mieszkaniu Ogorzałków, mówi do
          > nich: "Wróci pan Piotruś i jeszcze policję wezwie albo TO DRUGIE"
          (podkreślenie
          >
          > moje ;-).

          Jednak te czasu juz są daleko za mną - MILICJĘ, milicję by mógł wezwać> Polocja
          to nie te czasy i nie ten system ;-)
          Przypomniało mi się, jak mój kolega na lekcji geografii tłumaczył, że POLICE
          powinny się nazywać MILICE ;-)))
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Opium w ogóle 28.10.05, 20:21
        Kreska dobija się do drzwi Maćka, ten otwiera zasuwy i łańcuchy, a ona na to
        żartobliwie: "Stary, coś się tak pozamykał? Rewizji się spodziewasz?"

        Dopiero za ostatnim czytaniem dotarło do mnie, że żart nie był wcale taki
        abstrakcyjny.

      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Opium w ogóle 28.10.05, 20:26
        Albo na przykład to:

        Aurelia boi się samolotu, który tak jak w Dzienniku mógłby przylecieć i zrzucić
        bombę.

        Ja pamiętam, że wtedy Dziennik lubował się w podawaniu wiadomości o
        amerykańskich rakietach międzykontynentalnych wycelowanych w Polskę. Śmiertelnie
        mnie to przerażało. Gdy raz podali, że próbnie wystrzelono taką rakietę, siadłam
        na dywanie i zaczęłam czekać na koniec świata. :-D
        • biljana Re: Opium w ogóle 06.06.06, 21:58
          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
          >
          > Ja pamiętam, że wtedy Dziennik lubował się w podawaniu wiadomości o
          > amerykańskich rakietach międzykontynentalnych wycelowanych w Polskę.
          Śmiertelnie
          > mnie to przerażało. Gdy raz podali, że próbnie wystrzelono taką rakietę,
          siadłam na dywanie i zaczęłam czekać na koniec świata. :-D

          jejku pamietam, mialam to samo. raz posluchalam jak rodzice z wojkiem
          dyskutowali na temat jakiegos artykulu w gazecie czy gdzies, w ktorym
          udowadniano, ze najpozniej za rok bedzie III wojna swiatowa. nuklearna w
          dodatku:)) dostalam totalnej histerii z placzami i nie spaniem w nocy. powaga.
          Mialam moze 10 lat...
      • herbarium Re: Opium w ogóle 28.10.05, 22:34
        Sławek Lewandowski mający "kłopoty w pracy" i jego dialog z ojcem o "uważaniu"
        i szukaniu na wszelki wypadek roboty. Zresztą o ile pamiętam, Piotr Ogorzałka
        też "wpakował się w kłopoty i zaczął dziwaczeć" i to dlatego Maciek z nim
        mieszkał. No i zbiorowa żałoba trzynastego, która rozwścieczyła Pieroga.
        • agnieszka_azj Re: Opium w ogóle 28.10.05, 22:49
          Nie jestem pewna, ale o Piotrze to chyba tam nawet było napisane, że zatrudnił
          się u prywaciarza po tym, jak stracił pracę w Cegielskim. Napewno natomiast
          było o tym, że w jego zyciu niedawno był okres bardzo ożywionej dzialalności,
          kiedy sypiał 2-3 godziny na dobę.
        • kalina.tatry Re: Opium w ogóle 12.12.08, 09:41
          No i oczywiście puste miejsce przy stole u Borejków. Wraz z
          informacją dla Genowefy, że "tata jest w Polsce, jak zawsze"...
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Opium w ogóle 08.11.05, 17:43
        Lelujka, który "pchnął koleżankę na gablotkę z gazetką", specjalnie podkreślał:
        "Nie mam nic do gablotki, A JUŻ ZWŁASZCZA do gazetki". Ideowe gazetki ścienne
        musiały wywoływać różne dziwne reakcje uczniów, skoro Jacek zadeklarował się, że
        w tym akurat przypadku chodziło wyłącznie o rzucającą kuprem koleżankę.
      • wuefka Re: Opium w ogóle 17.12.05, 18:14
        To i ja się dopiszę, bo jestem w trakcie chyba setnego czytanie "Opium".
        Wizyta Kreski u Borejków - "zza drzwi słychać było podśpiewywanie Natalii: -
        Szczekają już psy, skończyła się wolna sobota...". O ile dobrze pamiętam dalszy
        ciąg piosenki brzmiał: "...przejechał rząd suk, grzmią buty o bruk, ktoś nagle
        do drzwi załomotał". Całość nazywała się "Zielona WRONa".
        • limotini Re: Opium w ogóle 05.06.06, 20:45
          Dzięki za tę informację! Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na to krótkie
          zdanko, teraz specjalnie zajrzałam do książki, żeby sprawdzić, że tak jest
          rzeczywiście. Nigdy bym nie podejrzewała, że w tym jest jakiś trick :)
        • toja737 Re: Opium w ogóle 02.08.08, 22:26
          Zielona wrona

          (piosenka z pierwszych tygodni stanu wojennego)


          Ekstrema już śpi, szczekają gdzieś psy,
          Skończyła się wolna sobota
          Wyruszył sznur suk, rżną buty o bruk.
          Ktoś do drzwi gwałtownie łomota /kto tam?/


          Ref. Zielona WRONa dziób w wężyk szamerowany
          Kto nie da drapaka,
          Kto nie chce zakrakać
          Ten będzie internowany.


          Grudniowy wstał świt, nie wiedział nikt nic.
          Milczały jak grób telefony.
          A w radiu wódz sam, ogłosił, że stan
          Wojenny jest wprowadzony.


          Ref. Zielona Wrona


          Od tego poranka, codzienna łapanka
          Szalała w bezsilnej wściekłości.
          W Łupkowie zaś z pierdla zrobiono internat
          Dla członków SOLIDARNOŚCI.


          Ref. Zielona Wrona


          Z chaosu porządek wyłania się nowy,
          Nowego nam trza Robespierre"a
          By odciął te łapy, co władzę brać chciały -
          To hasło nowego premiera �


          Ref. Zielona Wrona


          Świetlica, spacerek, wieczorem rowerek
          Albina zaś durna rozpiera
          Niech siedzi ekstrema, pożytku z niej nie ma
          My Polskę zbudujem od zera /a co?/


          Ref. Zielona Wrona


          Ta banda czerwona znów gówno dokona,
          Choć duma jej piersi rozpiera.
          Czerwona zaraza od nowa zagraża,
          A niech tak jasna cholera!


          Ref. Zielona Wrona

          Na melodię znaną z "Zakazanych piosenek" - "Teraz jest wojna"
    • le_lutki9 z pamieci... 29.10.05, 10:32
      w Brulionie Bebe B. o ile pamietam, kiedy Bernard urzadza swoja manifestacje na
      przystanku pod haslem "obalcie mury". Juz oczywiscie cala akcja ma spory
      podtekst polityczny :) ale mnie sie najbardziej podobaja powracajace
      kilkakrotnie wzmianki o (tez z pamieci), "strozach porzadku i ladu publicznego.
      Jak np. straz pozarna" ;) A wiadomo, ze na ulice wjechala niebieska nyska...
      No i pozniej rozmowa Dmuchawca z Pierogiem w gabinecie dyrektorskim "a wiec to
      pan?..." i "musialem IM o panu powiedziec" - wydaje mi sie ze dla dzisiejszej
      mlodziezy moze byc niezrozumiala bez "przypisow"...

      Pozdrawiam
      • zgred67 Re: z pamieci... 10.12.05, 04:07
        A jak Bernard zszedł z wiaty, to natychmiast, cytuję z pamięci, poniósł
        przewidziane prawem konsekwencje. Czyli go pewnie spałowali. Też pewnie
        by się przypis przydał.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: z pamieci... 12.12.05, 17:54

          > A jak Bernard zszedł z wiaty, to natychmiast, cytuję z pamięci, poniósł
          > przewidziane prawem konsekwencje. Czyli go pewnie spałowali. Też pewnie
          > by się przypis przydał.

          Oj no, bez jaj... W 1988 nie pałowano na dzień dobry na ulicach. Po prostu
          poprosili go do radiowozu i spisali. Może zabrali na komisariat. Może
          ewentualnie zatrzymali na 48 h, ale to już mało prawdopodobne. Pamiętajmy, że
          były to już "czasy rozpadu i rozkładu"...

          → → → → → → → → → → → →
          Nadchodzi Era Mohera!
          ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
          • emusia Re: z pamieci... 12.12.05, 19:16
            w imieninach bodajze jest mowa ze zatrzymali na 48h, w brulione na tem temat
            nic nie ma.
            • mkw98 przewidzane prawem konsekwencje 17.12.05, 20:06
              >w brulionie na ten temat
              > nic nie ma.

              jest zdanie, ze "Bernard poniosl przewidzane prawem konsekwencje"
              • jessy3 Re: przewidzane prawem konsekwencje 17.12.05, 20:22
                mkw98 napisała:

                > >w brulionie na ten temat
                > > nic nie ma.
                >
                > jest zdanie, ze "Bernard poniosl przewidzane prawem konsekwencje"


                A jest tak napisane, ponieważ inaczej się nie dało tego ująć ;)

          • gaudia Re: z pamieci... 29.07.06, 01:53
            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
            > Oj no, bez jaj... W 1988 nie pałowano na dzień dobry na ulicach. Po prostu
            > poprosili go do radiowozu i spisali. Może zabrali na komisariat. Może
            > ewentualnie zatrzymali na 48 h, ale to już mało prawdopodobne. Pamiętajmy, że
            > były to już "czasy rozpadu i rozkładu"...


            znaczy mało pamietasz.
            żenujący ten Twój post. Bardzo.
            • szprota z pamieci zacytuję opis tego forum 29.07.06, 21:27
              "Zapraszam do dyskusji o książkach niezrównanej MM:) Dopuszczamy też krytykę,
              ale konstruktywną. Bez wyzwisk, bez jadu."
              Gaudio, mówi ci to coś?
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: z pamieci... 30.07.06, 21:03
              > znaczy mało pamietasz.
              > żenujący ten Twój post. Bardzo.

              Czy mogłabyś to, proszę, rozwinąc?

              → → → → → → → → → →
              Odkryjmy Białoruś!
              odkryjmybialorus.blox.pl
            • tennesee Re: z pamieci... 27.08.06, 18:40
              a Twoja uwaga nader nieprzyjemna. A swoją drogą- rzeczywiście w 1988 roku
              generalnie już nie pałowali
            • truscaveczka Re: z pamieci... 10.02.07, 20:04
              Kombatant?
      • pantarejka Re: z pamieci... 19.12.05, 22:12
        le_lutki9 napisała:

        > w Brulionie Bebe B. o ile pamietam, kiedy Bernard urzadza swoja manifestacje
        na
        >
        > przystanku pod haslem "obalcie mury".

        Mnie się zawsze wydawało, że "obalanie murów" zostało wzięte z piosenki Jacka
        Kaczmarskiego, w której jest tekst "Wyrwij murom zęby krat! Zerwij kajdany,
        połam bat! A mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat".
        • senseeko Re: z pamieci... 19.12.05, 22:57
          pantarejka napisała:

          > Mnie się zawsze wydawało, że "obalanie murów" zostało wzięte z piosenki Jacka
          > Kaczmarskiego, w której jest tekst "Wyrwij murom zęby krat! Zerwij kajdany,
          > połam bat! A mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat".

          Swoją drogą Kaczmarski przetłumaczył, czy może raczej sparafrazował piosenkę
          Luisa LLacha (Katalończyka, albo Baska o ile się nie mylę)
          • kaprysia Re: z pamieci... 03.06.06, 08:26
            senseeko napisała:


            >
            > Swoją drogą Kaczmarski przetłumaczył, czy może raczej sparafrazował piosenkę
            > Luisa LLacha (Katalończyka, albo Baska o ile się nie mylę)
            >

            czy raczej ukradł
            • herbarium Re: z pamieci... 03.06.06, 12:47
              kaprysia napisała:

              > senseeko napisała:
              >
              >
              > >
              > > Swoją drogą Kaczmarski przetłumaczył, czy może raczej sparafrazował piose
              > nkę
              > > Luisa LLacha (Katalończyka, albo Baska o ile się nie mylę)
              > >
              >
              > czy raczej ukradł

              Nie ukradł - miał zgodę autora.
              • klymenystra Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 03.06.06, 16:07
                i tylko melodia jest ta sama. teskt- srednio.
                • klymenystra ps 03.06.06, 16:09
                  poza tym piosenka miala tez swoja wersje hiszpanska i oksytanska. no coz-
                  zawzywszy na nastroje w europie- jak najbardziej byla uzasadniona.
                • pinos Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 03.06.06, 23:37
                  Takst jest właśnie o Llachu ;o) o tym jak mu zakazano śpieania muró, LLach grał
                  tylko melodię, a śpiewała widownia ;o)
                  • klymenystra Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 04.06.06, 09:46
                    ale nijak sie ma do tekstu oryginalnego (skad inad-pieknego). nie wiem, czy o
                    Llachu- kiedy to Kaczmarski powiedzial? bo w "Estace" (tytul oryg.) na temat
                    obalania murow nie ma nic- a tylko ogrodzenia pastwiska.
                    • pinos Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 05.06.06, 01:43
                      Mury
                      On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
                      On im dodawał pieśnią sił, śpiewał że blisko już świt.
                      Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym,
                      Śpiewał, że czas by runął mur...
                      Oni śpiewali wraz z nim:


                      Wyrwij murom zęby krat!
                      Zerwij kajdany, połam bat!
                      A mury runą, runą, runą
                      I pogrzebią stary świat!


                      Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
                      Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i głów.
                      Śpiewali więc, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał,
                      I ciążył łańcuch, zwlekał świt...
                      On wciąż śpiewał i grał:

                      Wyrwij murom zęby krat!

                      Chodzi o słowa "sama melodia bez słów" - tak jak pisałam, chodziło o zakazanie
                      Llachowi śpiewania Murów... A o tym zakazie opowiedział mi sam Jacek.

                      Tekst dokładniej przetłumaczył Zespół Reprezentacyjny, w pisoenkach LL.:
                      Mur

                      Stary Sizet kiedyś mówił mi
                      Staliśmy w bramie był świt
                      Gdy tak czekaliśmy na słońca blask
                      I samochodów rósł szum
                      Mówił "Czy muru nie widzisz?"
                      Wszystkich nas trzyma ten mur
                      Gdy nie będziemy bronić się
                      Zagrozi nam każdą z dróg

                      Gdy uderzymy runie mur
                      Nie może przecież wiecznie trwać
                      Na pewno runie, runie, runie
                      Nie pozostanie po nim ślad
                      Jeśli uderzysz mocno tu
                      A ja uderzę mocno tam
                      Na pewno runie, runie, runie
                      I wolny będzie każdy z nas

                      Lecz minęło już wiele lat
                      I ręce mam starte do krwi
                      A gdy czuję że sił mi brak
                      Mur rośnie grubszy niż był
                      Wiem już że ledwie się trzyma
                      Lecz ciężko ruszyć go stąd
                      Nawet gdy czuję przypływ sił
                      Powtórz Sizecie pieśń swą

                      Stary Sizet nie mówi nic
                      Słowa porwał zły wiatr
                      Dokąd? on jeden tylko wie
                      Ja w bramie tkwię cały czas
                      I gdy przychodzą mówię wciąż
                      Słyszą jak rośnie mój głos
                      Śpiewam ostatnią Sizeta pieśń
                      Tę którą uczył nas on
                      • klymenystra Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 05.06.06, 06:34
                        euh... mocno poetyckie tlumaczenie....
                        raz, ze nie chodzi o samochody, tylko wozy- bo rzecz dzieje sie na wsi.nie ma
                        tam ANI SLOWA o murze. jest za to o estace. estaca to palik, ktory jest czescia
                        ogrodzenia. wiec nie jest "czy muru nie widzisz" a "czy nie widzisz
                        ogordzenia/palika, do ktorego jestesmy wszyscy przywiazani" dalej jakos moze
                        byc.. potem-jesli pociagniemy wszyscy, on upadnie i wiecej juz nie bedzie
                        trwac. refren powtwarza sie dwa razy, w drugiej czesci jest jeszcze mowa o tym,
                        ze kazdy musi ciagnac w swoja strone. muru sie chyba nie pociagnie. i wszedzie
                        dalej, gdzie jest mowa o murze- chodzi o to nieszczesne ogloszenie. uuch, wcale
                        nie slowa Sizeta (nb- Sizet tzn Narcyz...)porwal wiatr, ale jego zabrala smierc-
                        sliczny katalosnki eufemizm...
                        nno, to mocno sie postrano, zeby piosenke upatetycznic, a Kaczmarki w takim
                        razie sie nie postrala sprawdzic nawet, o czym naprawde jest.
                        • klymenystra Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 05.06.06, 06:36
                          ogrodzenie, nie ogloszenie o.O i za literowki tez przperaszam, pora jest
                          wczesna :)
                        • pinos Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 06.06.06, 20:50
                          nno, to mocno sie postrano, zeby piosenke upatetycznic, a Kaczmarki w takim
                          razie sie nie postrala sprawdzic nawet, o czym naprawde jest.

                          1. Kaczmarski napisał piosenkę o murach, spiewaku (Llachu) - i to sa właśnie te
                          słynne "Mury" solidarnościowe

                          2. Zespół Reprezentacyjny (ci od poetyckiego tłumaczenia Mur) to Łoboziński,
                          Gugała

                          A co do sprawdzania, o czym piosenka jest... no, przełozenie na owce, wozy i
                          ogrodzenia raczej nie trafiałoby do polaków. U nas jednak wtedy już krowy i
                          traktory, nie ;o)

                          Ale nam się zboczyło z tematu...
                          • klymenystra Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 06.06.06, 21:16
                            hehe, ano zboczylo :)
                            chodzilo mi o to" jesli Kaczmarski spiewa o Llachu, ktory spiewa ;), to niechze
                            choc w przyblizeniu to, co Llach spiewa bedzie zachowane, bo tylko sie ludzi w
                            blad wprowadza. Nazwiska panow od tlumczenia nic mi nie mowia. powinny? ja
                            sobie wole poczytac piosenke w oryginale, a ze jestem przyszlym filolgiem, to
                            kwestie tlumaczen (sczegolnie punktow istotnych i, ze tak powiem, majacyh
                            znaczenie dla wymowy calego utworu) sa dla mnie drazliwe.o owcach to akurat tam
                            nic nie ma ;) a srodowisko wiejskie tez jest mocno symbliczne. tylko nie tak
                            patetycznie. a za komuny to chyba wszystko bylo takie- i Ci, co budowali
                            socjalistyczny kraj, i ci, co to byli anty. taki nasz lokalny koloryt.
                            • jt100 Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 06.06.06, 21:27
                              Oj powinny, powinny.
                              Tym bardziej jezeli chcesz byc przyszłym filologie.
                              • klymenystra Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 06.06.06, 22:27
                                totez mowie. nie chce- tylko bede :)
                                • tennesee Łobodziński i Gugała- do klymenystry 06.06.06, 23:11
                                  Filip Łobodziński- w dziceiństwie aktor, Duduś z "Wakcji za jeden uśmiech",
                                  bohater filmu "mój brat abel", grał też w "Stawiam na tolka banana". Kończył
                                  chyba iberystykę, pracuje jako tłumacz. Razem z Jarosławem Gugałą tworzył Zespół
                                  Reprezentacyjny. Pracował tez jako dziennikarz, m. in, Wiadomości.

                                  Jarosław Gugała- dziennikarz, kiedys Wiadomości, był też dyrektorem I programu
                                  TVP, obecnie Informacji Polsatu. Prowadzi autorski program w TOK FM. Tłumacz
                                  literatury hiszpańskiej, katalońskiej, franciskiej, brazylijskiej, były
                                  ambasador Polski w Urugwaju.
                                  • klymenystra Re: Łobodziński i Gugała- do klymenystry 07.06.06, 07:58
                                    aha
                                    dziekuje
                                    i nikt im nie pwoeidzial, ze estaca to nie mur? skoro jeden z nich znal
                                    katalonski? co innego zmienic metafore autorska, bo w danym kregu kulturowym
                                    jest niezrozumiala, a co innego jednak zmieniac tresc i skracac o polowe
                                    refren.cos sie ten pan nie stara, bo literatury katalosnkiej nie hu hu w
                                    naszych ksiegarniach. z brazylisjka troche lepiej.
                                    • mkw98 Jeszcze o Zespole Reprezentacyjnym- do klymenystry 27.08.06, 12:52
                                      To chyba nie jest tak, że nikt im nie powiedział, tylko oni tłumaczyli piosenki
                                      po to, żeby je wykonywać i dużo zmieniali. Zobacz, to jest ich tłumaczenie
                                      "Goryla" Brassensa (średnio wierne, ale bardzo fajne moim zdaniem i sposob
                                      wykonania takoż)

                                      W naszym ZOO trzymali goryla
                                      W klatce z bardzo grubych krat
                                      Zaś przed nią baby stawały co chwila
                                      I podziwiały samca bez szat
                                      Zwłaszcza na jedną część jego ciała
                                      Wszystkie bezwstydnie gapiły się wciąż
                                      Nie powiem na co, lecz nie było to małe
                                      Każda wzdychała: "Gdzie przy nim mój mąż..."

                                      Strzeż się goryla...

                                      Lecz oto małpa wyłazi ukradkiem
                                      Ku zaskoczeniu szacownych pań
                                      Chyba ktoś źle zamknął klatkę
                                      Jak to się stało - nie wiem sam
                                      Goryl stanął wolnością zachwycon
                                      I odezwał się słowem tym:
                                      "Od dziś nie będę już dziewicą"
                                      A oto jak słowo przeszło w czyn

                                      Strzeż się goryla...

                                      Dyrektor ZOO postradał zmysły
                                      I powtarzał ciągle bez tchu:
                                      Mój goryl nie miał nigdy samicy
                                      On jest silniejszy niż ludzi stu!
                                      Gdy dowiedziały się o tym niewiasty
                                      Zaraz podniosły straszliwy krzyk
                                      I, miast skorzystać z wielkiej szansy,
                                      Idiotki dały drapaka w mig

                                      Strzeż się goryla...

                                      Nawet te z nich, co jeszcze przed chwilą
                                      Marzyły o małpim supermenie
                                      Teraz zwiewały, że się kurzyło
                                      A więc to były tylko marzenia
                                      Ten ich strach był tym mniej zrozumiały
                                      Że przecież goryl to na schwał chłop
                                      Bo nawet Don Juan nie dałby mu rady
                                      Szczęście było dosłownie o krok

                                      Strzeż się goryla...

                                      Ludzie pierzchnęli we wszystkie strony
                                      Bo dziki samiec przeraził ich tak
                                      Pozostał tylko pewien sędzia młody
                                      I jakaś staruszka (stuletni wrak)
                                      Goryl, widząc jedynie tych dwoje
                                      Poczuł gwałtowny erotyki głód
                                      Więc, aby żądze swe zaspokoić
                                      Ku nim skierował swój kaczy chód

                                      Strzeż się goryla...

                                      Starucha czując nagłą ochotę
                                      Westchnęła: "Więc jednak zdarzył się cud
                                      Ktoś jeszcze miewa do mnie ciągoty
                                      Już nie liczyłam na szczęścia łut"
                                      "Ciekawe, jaką samicę tu znajdzie
                                      Chyba tę starą, przecież nie mnie"
                                      Pomyślał sędzia, lecz przyszłość zasię
                                      Dowiodła jak bardzo mylił się

                                      Strzeż się goryla...

                                      Bo zastanówmy się w tym momencie:
                                      Gdyby ktoś inny na miejscu małpy
                                      Musiał tu wybrać: starucha czy sędzia
                                      Komu z nich szczęścia spróbować dałby
                                      Ja, gdybym rozwiązać miał osobiście
                                      Alternatywę taką już dziś
                                      Bym wybrał babinę oczywiście
                                      Choć włos się jeży na samą myśl

                                      Strzeż się goryla...

                                      Ale, niestety, co prawda goryl
                                      Jest arcymistrzem w miłosnej grze
                                      Lecz jeśli chodzi o smak czy urodę
                                      Wiadomo powszechnie - raczej nie
                                      Albowiem zamiast zgwałcić staruchę
                                      Jak to uczyniłby byle kto
                                      Ten sędziego ułapił za ucho
                                      I w jakieś krzaki zaciągnął go

                                      ....

                                      Dalszego ciągu zdradzić nie mogę
                                      Chociaż i miejsce na to, i czas
                                      Lecz mi nie wolno, a wielka szkoda
                                      Bo ubawiłoby to was
                                      Jako, że sędzia w szczytowym momencie
                                      Zapłakał głośno i krzyknął "Mamo!"
                                      Zupełnie jak człowiek, którego na ścięcie
                                      Skazał był właśnie tego dnia rano

                                      Strzeż się goryla...
                                      • mkw98 i jeszcze : -) 29.08.06, 08:36
                                        A tu masz jeszcze wywiadzik z Gugala:
                                        kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53668,2555311.html
                                    • a_weasley Tłumaczenie czy przekład 14.12.08, 11:37
                                      Klymenystra, która na pewno zna kataloński, napisała:

                                      > i nikt im nie pwoeidzial, ze estaca to nie mur?
                                      > skoro jeden z nich znal katalonski?

                                      Kataloński znali obaj. To normalne u studentów iberystyki. Co
                                      więcej, przy tych przekładach współpracował z nimi Carlos Marrodan,
                                      rodowity Katalończyk.

                                      > jest niezrozumiala, a co innego jednak zmieniac tresc i
                                      > skracac o polowe refren.

                                      Możesz zatem zacytować drugą połowę oryginalnego refrenu? Bo ja znam
                                      8 wersów, czyli tyle samo co ma refren przekładu.
                        • dziewczynaaaa1 Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 08.07.06, 15:36
                          A dlaczego Dmuchawiec musiał skończyć nauczać w liceum?
                          • mkw98 Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 08.07.06, 22:24
                            dziewczynaaaa1 napisała:

                            > A dlaczego Dmuchawiec musiał skończyć nauczać w liceum?

                            Zwolniono go w stanie wojennym. Przez Pieroga.
                          • dakota77 Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 08.07.06, 22:33
                            dziewczynaaaa1 napisała:

                            > A dlaczego Dmuchawiec musiał skończyć nauczać w liceum?

                            Miał widocznie nieodpowiednie poglądy.
                        • bat_oczir Re: Katalonczyka!!!!!!!!!!!!! 08.01.10, 21:02
                          estaca to palik, ktory jest czescia
                          >
                          > ogrodzenia. wiec nie jest "czy muru nie widzisz" a "czy nie widzisz
                          > ogordzenia/palika, do ktorego jestesmy wszyscy przywiazani"

                          no własnie. "Estaca" to w piosence Llacha pal (palik) do którego przymocowany
                          jest łańcuch, do którego uwiązane jest zwierzę, a nie część ogrodzenia.
      • klawiatura_zablokowana Re: z pamieci... 18.11.10, 16:22
        Sugerujesz, że dzisiejsza młodzież nie ma bladego pojęcia o istnieniu ONYCH, donosach i zwolnieniach z pracy za niekompatybilność z systemem?
        Ten wątek jest imho czytelny dla wszystkich dojrzałych na tyle, by słyszeć co nieco o PRL, czyli powiedzmy od 12 wzwyż, niezależnie od bycia "dzisiejszą młodzieżą". Na poparcie mych słów dodam, że sama zrozumiałam go bezbłędnie, chociaż w 1988 to co najwyżej mówiłam na chleb bep, a na muchy tapty, coby zacytować klasyka ;)
    • le_lutki9 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 31.10.05, 13:30
      I jeszcze smutni, czy tez bladzi panowie , ktorzy przesiadaja sie od stolika do
      stolika w Horteksie (Opium w rosole).
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 31.10.05, 15:17
        Bladzi panowie z dużymi uszami... :-DDD
      • blanqq Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.11.05, 13:23
        le_lutki9 napisała:

        > I jeszcze smutni, czy tez bladzi panowie , ktorzy przesiadaja sie od stolika
        do stolika w Horteksie (Opium w rosole).

        ja nie znalazłam niczego takiego w "Opium", a właśnie czytam. Ale faktycznie,
        takich "grypsów" jest najwięcej chyba właśnie w tej książce.
        Na przykład:
        Genowefa vel Aurelia mówi napotkanemu na schodach Piotrowi Ogorzałce, że jej
        tata jest szefem kuchni w Merkurym. Potem, już w jego domu, wyrywya się jej, że
        jest docentem. "(Piotr) doskonale pamiętał, że według poprzedniej wersji tata
        Genowefy miał byc szefem kuchni. Ale zasadniczo nie lubił byc niedyskretny, a
        zwłaszcza nie cierpiał wszelkiego rodzaju przesłuchań."
      • blanqq Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.11.05, 13:38
        Aaaa, znalazłam:)
        "(...)wkrótce pojawili się dwaj bladzi faceci z wielkimi uszami, którzy nie
        pytając po prostu sprawnie (ten przymiotnik, ha!) zasiedli przy stoliku Macka i
        Matyldy i strzelając oczami na wszystkie strony zaczęli opijac się kawą."
        Wcześniej nawet nie zwróciłam na to żadnej uwagi...
        • magda_b Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.11.05, 13:44
          hyhy, coś mi się zdaje, że za chwilę zacznę zupełnie inaczej patrzeć na Opium i
          czytać go pod zupełnie innym kątem :)
          • jamniczysko Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.11.05, 14:22
            A w "Kalamburce" ile tego jest! Nawet biedny Ignas młody został wzięty za
            szpicla i pouczony!
            • magda_b Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.11.05, 14:43
              tak, tylko to już jest zupełnie inna sytuacja.Kalamburkę MM pisała bez cenzury
              mimo że o czasach, w których ona była. Podobno Opium nie miało tylu aluzji,
              było takie bardziej wprost w pierwotnej wersji, tyle że z wiadomych względów w
              takiej formie przejść nie mogło. Dlatego MM "naładowała" książę takimi grypsami
              by przekazać to, co było powszechne, a o czym pisac nie można było.
    • emusia Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 17.11.05, 22:09
      jestem młodzieżą, ale wyłapałam włąsnie smaczek w 'opim w rosole': "Słychać
      było, jak na ulicy hałasuje traktor i cienki dziecięcy głosik wykrzykuje
      piosenkę o wronie". Tylko dlaczego całe życie byłam przekonana, że piosenka o
      wronie jako ptaku to jest? :)
      • filimar Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 06.01.06, 11:49
        A czytając Kwiat kalafiora doczytałam wypowiedź wuja Józefa ( na pierwszym
        obiedzie u wujostwa), ze widział ostatnio Mile jak stała w kolejce i czytała
        wiersze Majakowskiego. Bardzo smaczne!
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.01.06, 08:56
          > A czytając Kwiat kalafiora doczytałam wypowiedź wuja Józefa ( na pierwszym
          > obiedzie u wujostwa), ze widział ostatnio Mile jak stała w kolejce i czytała
          > wiersze Majakowskiego. Bardzo smaczne!

          Właściwie dlaczego?
          Nie znam za dobrze Majakowskiego. Z tych paru wierszy, które przeczytałam,
          wyniosłam wrażenie, że - patrząc z wierzchu - poeta chwalił tam współczesny mu
          stalinizm, a patrząc głębiej - próbował powiedzieć coś wręcz odwrotnego.

          Ale jak się to ma do stania w kolejce? I jak mogli taki widok odbierać ludzie w
          tamtych czasach? Bo Majakowski mógł w tamtych czasach równie dobrze funkcjonować
          jako propaganda pro- i anty-systemowa. Z tego, że był wydawany w PRL wnoszę, że
          odpowiednie czynniki brały jego twórczość za dobrą monetę.



          → → → → → → → → → → → →
          Nadchodzi Era Mohera!
          ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
          • filimar Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.01.06, 11:06
            Myślę, że jego wiersze były przymowane przez reżim zgodnie z jego intencjami-
            czyli jako pochwała komunizmu. Więc odczytuje ten fragment jako ironię- że Mila
            stoi w kolejce umęczona zdobywaniem ochłapów i czyta o zbawieniu ludzkości
            przez komunizm(tak w dużym skrócie).
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl :-)))))) 09.01.06, 19:34

              "Młodzieńcze, co wahasz się jak żyć,
              Nie namyślając się wzór ci podam bliski,
              Pamiętaj i nie zapomnij o tym,
              Żyj, jak żył towarzysz Dzierżyński."



              → → → → → → → → → → → →
              Nadchodzi Era Mohera!
              ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
        • zgred67 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 15.01.06, 02:51
          A czy tam gdzieś dalej nie było napisane,
          że w płaszczu miała zupełnie inną książkę?
          No bo wtedy można by przypuszczać, że wuj
          Józef nie chciał wprost powiedzieć, jaką
          książkę u Mili widział i użył pewnego rodzaju
          prowokacji w stosunku do Ignacego, aby ten
          się zainteresował, co czyta żona. Ale
          jam starzec i pamięć mię zawodzi...
    • iwoniaw wąsy "jak elektryk" 23.01.06, 16:06
      ma nauczyciel, który przychodzi na zastępstwo za Ewę Jedwabińska do klasy Kreski
      w "opium". No i oczywiście przystojny jest - jak to wąsacze u MM... (ech... ja
      też z tych, którym się to NIE podoba...). Stawiam na hipotezę, że to o
      konkretnego elektryka chodziło, bo przecież zawód ten nie charakteryzuje się
      jakimś szczególnym zarostem? ;-)
      • recherche Re: wąsy "jak elektryk" 01.06.06, 12:47
        iwoniaw napisała:

        ma nauczyciel, który przychodzi na zastępstwo za Ewę Jedwabińska do klasy Kresk
        > i
        > w "opium". No i oczywiście przystojny jest - jak to wąsacze u MM... (ech... ja
        > też z tych, którym się to NIE podoba...). Stawiam na hipotezę, że to o
        > konkretnego elektryka chodziło, bo przecież zawód ten nie charakteryzuje się
        > jakimś szczególnym zarostem? ;-)

        Po pierwsze w latach 80. wąsy były na topie ;) A po drugie oczywiście, że
        chodziło o konkretnego elektryka - mianowicie o Wałęsę...
        • iwoniaw toż o tym mówię ;-) n/t 01.06.06, 16:06

          • recherche Re: toż o tym mówię ;-) n/t 01.06.06, 22:50
            A, to przepraszam. Źle zinterpretowałam ;)
            Pozdrawiam
    • sita_atlantis Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 11.05.06, 21:20
      No wiecie, zawstydziliście mnie... Faktycznie, jestem przedstawiielką "młodszej
      młodzieży" i rzeczywiście na większość tych tekstów nie zwróciłam uwagi...
      • laura-gomez Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.05.06, 08:48
        a ja ostatnio przeczytałam "Opium w rosole" i zdałam sobie sprawę z tego, że na
        wiele rzeczy nie zwróciłam uwagi, czytając ją wcześniej np. na piosenkę o
        wronie, czy Ewę Jedwabińską i jej fioletową bluzkę, ani na papieża,
        powieszonego na ścianie u Borejków. P.S. czy akcja książki dzieje się w czasie
        stanu wojennego, czy po nim?
        • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.05.06, 10:25
          laura-gomez napisała:

          P.S. czy akcja książki dzieje się w czasie
          > stanu wojennego, czy po nim?

          Początek 1983 roku - to końcówka stanu wojennego (koniec chyba w lipcu'83).
          Większość rygorów już została zniesiona, np. godzina milicyjna, telefony
          włączone, ale nadal były "rozmowy kontrolowane";-).
          Ostatnich internowanych zwolniono na Boże Narodzenie'82 - z tego wynika, że
          zarówno Ignacy, jak i rodzice Kreski nie byli internowani, tylko aresztowani za
          jakąś działalność już w stanie wojennym (Ignacy za gazetki, to wiadomo
          z "Pulpecji").
          • laura-gomez Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.05.06, 12:46
            dziękuję bardzo! :D
            • meduza7 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 24.05.06, 02:06
              w Kwiecie Kalafiora Krystyna traktuje jakąś książkę o pielęgnacji dzieci
              niemalże jak Koran. Prawdę mowiąc, zwróciłam na to uwagę calkiem niedawno.
              Czyżby cenzura nakazała wykreślenie nazwy Biblii???
              • anemos Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 30.05.06, 09:17
                A ja długo nie rozumiałam co miała na myśli Julia w "Szóstej klepce" gdy mówiła
                do Celestyny dając jej w prezencie tusz do rzęs: "a na przyszłość pluj w swój
                tusz" i co znaczyło w "Kwiecie kalafiora" lewe L4 cioci.... - o matko jak miała
                na imię ciocia mama Joanny i żona Józefa????
                Ale ulgę poczułam jak wszystko się wyjaśniło : )
                • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 30.05.06, 09:48
                  anemos napisał(a):

                  co znaczyło w "Kwiecie kalafiora" lewe L4 cioci.... - o matko jak miała
                  >
                  > na imię ciocia mama Joanny i żona Józefa????

                  Ciotka ma na imię Felicja, a "lewe eL cztery"... pozwolęanemos napisał(a):

                  > A ja długo nie rozumiałam co miała na myśli Julia w "Szóstej klepce" gdy
                  mówiła
                  >
                  > do Celestyny dając jej w prezencie tusz do rzęs: "a na przyszłość pluj w swój
                  > tusz" i co znaczyło w "Kwiecie kalafiora" lewe L4 cioci.... - o matko jak
                  miała
                  >
                  > na imię ciocia mama Joanny i żona Józefa????

                  Ciotka ma na imię Felicja, a "lewe eL cztery"... to zjawisko dość powszechne
                  także i w czasach obecnych ;-)))
                  • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 30.05.06, 09:50
                    Przepraszam za bałagan w poprzednim poście - coś mi się pozajączkowało ;-)))
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 08:28
                  > A ja długo nie rozumiałam co miała na myśli Julia w "Szóstej klepce" gdy
                  > mówiła do Celestyny dając jej w prezencie tusz do rzęs: "a na przyszłość pluj
                  > w swój tusz" i co znaczyło w "Kwiecie kalafiora" lewe L4 cioci....

                  Jak już powiedziano - lewe L4 to lewe zwolnienie lekarskie.

                  Pluć w tusz - a otóż w latach 70 tusze do rzęs były w kamieniu. Tak jak
                  powiedzmy akwarelki. Trzeba je było zwilżyć i nakładać dołączoną do zestawu
                  szczoteczką.





                  → → → → → → → → → →
                  Odkryjmy Białoruś!
                  odkryjmybialorus.blox.pl
                  • ssssen Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 10:52
                    > Pluć w tusz - a otóż w latach 70 tusze do rzęs były w kamieniu. Tak jak
                    > powiedzmy akwarelki. Trzeba je było zwilżyć i nakładać dołączoną do zestawu
                    > szczoteczką.

                    Oj, cos mi nie pasuje. Po pierwsze, tam chyba było "pluj na swój tusz", a po
                    drugie - jaki to miałoby sens, Julia daje Cesi swój tusz, po czym mówi, że ta ma
                    używać swojego?

                    Szczerze mówiąc nie wiem w czym problem, bo:

                    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=44221

                    ◊ Plunąć na coś «zerwać z czymś, pozbyć się czegoś»

                    Czyli po prostu: "Ceśka, wywal ten swój paskudny tusz, tu masz nowy" ;)
                    • dakota77 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 11:06
                      Jestem pewna, ze tam bylo "pluj w swoj tusz", nie "na tusz". Skoro Julia dala swoj tusz Cesi, to byl juz
                      tusz Cesi, prawda? Cesia nie bylaby w stanie sama sobie kupic tak dobrego kosmetyku. Sama pamietam
                      te tusze w kamieniu.
                      • meduza7 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 11:26
                        ja znalazłam kiedyś taki tusz w kamieniu w szafce u mamy.
                        Przypuszczam, że kulturalne panny nie pluly, tylko zwilżały szczoteczkę
                        wodą ;)))
                        • elwinga Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 11:40
                          Ale Julia nie daje jej swojego, ona jej kupiła nowy! Dlatego mówi "na przyszłość
                          pluj w swój własny tusz" - tzn. nie pluj już więcej w mój. :) I nie ma co się
                          doszukiwać tutaj metafor, chodziło o najbardziej prozaiczne plucie w tusz, ja
                          też pamiętam te tusze w kamieniu. :)
                          • ssssen Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 13:58
                            Ukłony dla wszystkich pań, które wyjasniły mi, prostemu samcowi, skomplikowaną
                            sprawę tuszy ;)
                            • elwinga Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 16:45
                              W imieniu pań spieszę zapewnić, że dzisiaj już pluć nie trzeba. :)
                              • ivoncja Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 08.12.07, 21:29
                                Otóż śpieszę zapewnić że tusz do plucia nań nie jest wcale takim reliktem
                                poprzedniej epoki, jak nam sie wydaje! Nie dalej jak wczoraj widziałam takiż w
                                drogerii za ok. 6 zł. Marki Celia, a jakże!:)
                        • beatrix17 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.08.06, 21:00
                          wszystkie panny na pewno pluły , bo woda nie pozwalała dobrze tuszu
                          rozprowadzić i słabo się trzymał :))
                      • kalina.tatry Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.08, 10:04
                        Julia wróciła z zakupów z prezentami na Gwiazdkę i powiedziała, że
                        Cielęcina jako jedyna osoba dostanie swój prezent już dziś. I
                        wręczyła jej pudełeczko, mówiąc :"od dziś pluj w swój tusz", bo
                        wcześniej Cesia użyła jej tuszu, by sprawdzić, co to zmieni w jej
                        wyglądzie. Zastanawiała się przy tym, po co Julia smaruje swoje
                        cudowne rzęsy.
                    • k_linka Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 12:08
                      Polecam uwazne przeczytanie rzeczonego tomu Jezycjady. Ceska nie mogla plunac
                      na swoj stary tusz, bo ona go nie miala. Celestyna, uczennica pierwszej klasy
                      gimnazjum kosmetykow uzywala rzadko i na zasadzie podbierania siostrze
                      (oczywiscie do czasu kiedy hojna siostra ofiarowala jej Maxa Factora
                      mowiac "Pluj w SWOJ tusz").

                      Osobie mlodej ciezko uwierzyc, ale kiedys licealistki czesto przychodzily do
                      szkoly bez makijazu. Te zas, co przychodzily, wzbudzaly sensacje (naprzyklad
                      Kasia ktora albo miala pomalowane rzesy, albo przypudrowany nosek)
                      • meduza7 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 12:44
                        trochę z innej beczki, bo z innej autorki, ale przypominam sobie z jednej
                        powieści Siesickiej, że kiedy piętnastoletnia bohaterka wybiera się do szkoły
                        upudrowana, starsza siostra każe jej umyć twarz.
                        Mama Tolka komentuje Cesię "cóż za odważny makijaż", jak to odebralam, z lekkim
                        niesmakiem.
                        Ach, i nie znano jeszcze kosmetyków wodoodpornych - Cesi zaraz odechciało się
                        płakać, jak pomyślała, że jej się tusz rozmaże - makijaż lepszy od poczucia
                        humoru...
                        • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 16:30
                          meduza7 napisała:

                          > Mama Tolka komentuje Cesię "cóż za odważny makijaż", jak to odebralam, z
                          lekkim
                          >
                          > niesmakiem.

                          Myślę, ze Cesia umalowana niewprawnie za to z rozmachem i w dodatku kosmetykami
                          brunetki, gdy sama była jasną blondynką, musiała budzić niesmak.
                          Określenie "odważny" było w tym wypadku eufemizmem, świedczącym o wrodzonej
                          kulturze Mamy Toleczka ;-)))
                          • verdana Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 23:07
                            U nas w liceum ( ze zblizonej epoki) zakazane były spodnie, kolorowe rajstopy,
                            ale przez palce patrzono na pomalowane paznokcie i lekki makijaż. Wzbudzało to
                            niedowierzanie kolezanek z innych liceów, ktore wprawdzie w spodniach do szkoły
                            chodziły, ale przyjscie z czerwonymi paznokciami = poważnym nieprzyjemnościom.
                            • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.06.06, 23:39
                              W moim liceum (czasy: miedzy "Kwiatem kalfiora" a "Opium w rosole") spodnie juz
                              nie stanoiwły problemu.
                              Tępiony był makijaż w każdej ilości - pamietam jak kiedyś komisyjnie usiłowano
                              zmyć koleżance jej naturalną ciemną oprawę oczu ;-))) Nauczycielka nie chciała
                              uwierzyć, że ma takie ciemne rzęsy bez tuszu.
                              Z drugiej strony - tępiono też kraciaste flanelowe koszule - typowe dla
                              środowiska harcersko - żeglarskiego (w tej wersji jeszcze szekla przy pasku
                              dzinsów - obowiązkowa) jako strój w szkole nieodpowiedni.
                              • meduza7 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 02.06.06, 14:54
                                hihi, a nie chodziłaś ty aby do szkoły z siostrą mojego męża? ma rewelacyjną
                                oprawę oczu, w życiu chyba nie wydała złotówki na tusz i też kiedyś wspominała,
                                jak to się musiała z tego gęsto tłumaczyć w szkole...
                                • verdana Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 02.06.06, 18:36
                                  Mojej corce usiłowano zmyc naturalny kolor rzęs jeszcze trzy lata temu.
                                  • meduza7 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 02.06.06, 23:58
                                    A moja najmlodsza siostra, 17 lat, od przynajmniej dwóch lat chodzi do szkoły z
                                    makijażem i nikt jej złego słowa nie powiedział...
                                    • little_fancy Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 05.06.06, 13:44
                                      mnie intryguje rozpoczęcie roku szkolnego w sierpniu w "Idzie sierpniowej"...
                                      czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu tak było?? Że w sierpniu już podstaówki do
                                      szkoły?? w takim razie rok szkolny kończył się troszkę wcześniej czy też
                                      męczyli dzieci do samego końca;)??
                                      pozdrawiam cieplo:):*
                                      • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 05.06.06, 16:42
                                        Przez kilka lat w końcu lat siedemdziesiątych było takie "wakacyjne
                                        przesunięcie" do dwa tygodnie. Podstawówki kończyły rok szkolny ok. 10 czerwca
                                        i zaczynały szkołę między 15 a 20 sierpnia, szkoły średnie natomiast -
                                        normalnie. Nie pamiętam jak długo trwał ten bezsens (szczególnie dotkliwy w
                                        przypadku rodzin z kilkorgiem dzieci), podobnie było z feriami zimowymi, co
                                        skutecznie uniemożliwiało wyjazdy rodzinne. Akcja Idy to chyba rok 1978
                                        (książka jest u jakieś koleżanki mojej córki) - na pewno było tak jeszcze w
                                        1979, bo wtedy kończyłam pdstawówkę i mialam prawie 3 miesiące wakacji :-)))
              • yasemin Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 21.08.08, 18:30
                a to akurat pochodzi nie z KK tylko z "Szóstej klepki"- mnie też to
                zainteresowało, jako że siedzę w orientalnych klimatach. Wydaje mi
                się,że w komunizmie wszystkie religie były traktowane jako będące w
                jednakowym stopni "opium ludu", czytałam kiedyś książkę
                religioznawczą z tamtych czasów wypożyczoną w szkolnej bibliotece,
                której każdy tom zakończony był posłowiem próbującym udowodnić, że
                wszystkie religie to absurd. Nawet rozwodzili się nad tym, jakie
                psychiczne zaburzenia są z tym związane (pachnie Mistrzem i
                Małgorzatą, prawda?)Dlaczego MM porównała książkę do Koranu, a nie
                Biblii? wydaje mi się, że skoro za to nie ocenzurowali, to mogła i
                równie dobrze wstawić tamto, w końcu chyba wspomnieć tytuł księgi
                relijnej nie jest jakimś przestępstwem. Może to był swego rodzaju
                orientalizm? jeszcze parę orientalizmów w tej książce jest- np. Tolo
                proszący o dokładkę deseru jak "młody basza".
                • lezbobimbo Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 21.08.08, 18:51
                  Tez mysle, ze MM po prostu w tamtejszych czasach byla dosc multikulti, na tyle
                  ile sie dalo.
                  N.p. hinduskie tance Anielli w sari w KK, Robrojek na piszczalce i wzmianka o
                  koloniach hippisów w Tybecie (Beatlesach?:) i cala taka odurzajaco-haremowa
                  atmosfera.. skad juz blisko do tytulu OPIUM w rosole :)
                  Albo ze pani Szczepanska wiedziala, co to LSD :D Czy wtedy w gazetach wymieniano
                  to jako imperialistyczny narkotyk zgnilozapadnyj?
                  • minerwamcg Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.08.08, 02:44
                    Lezbobimbo zapytała:
                    > Czy wtedy w gazetach wymieniano
                    > to [LSD] jako imperialistyczny narkotyk zgnilozapadnyj?

                    W każdym razie wiedzą dozwoloną było, że LSD używają Beatlesi. Być
                    może ta nazwa pojawiala się też w kontekście hipisów. Pani
                    Szczepańska dodała sobie jedno do drugiego, skojarzyła z dowolną
                    grupą młodzieżową słuchającą głośnej muzyki - i tak jej wyszło.
                • ananke666 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.08.08, 01:10
                  > Dlaczego MM porównała książkę do Koranu, a nie
                  > Biblii? wydaje mi się, że skoro za to nie ocenzurowali, to mogła i
                  > równie dobrze wstawić tamto, w końcu chyba wspomnieć tytuł księgi
                  > relijnej nie jest jakimś przestępstwem.

                  Nie przypuszczam, myślę, że przyczyna leży gdzie indziej. Stereotyp głosi, jakoby muzułmanie traktowali przepisy Koranu znacznie bardziej restrykcyjnie, niż robili to katolicy.
    • elwinga Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 28.06.06, 09:40
      Przypomniało mi się teraz, po przeczytaniu wczorajszego wywiadu z Kołakowskim o
      Czerwcu 56. W "Opium..." Gabrysia wspomina, że widziała całą rodzinę
      Lewandowskich na placu Mickiewicza. Chyba nieprzypadkowo widziała ich właśnie
      tam, to na placu Mickiewicza odbywały się w 56. protesty robotników, więc
      Lewandowscy byli zapewne na jakiejś demonstracji. :)

      Jeśli ktoś wyłapał to wcześniej, to przepraszam za powtórkę. :)
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 28.06.06, 19:22

        A więc Gaba też tam była! Zostawiła dzieciaka babci i poszła na zadymę... :-))

        → → → → → → → → → →
        Odkryjmy Białoruś!
        odkryjmybialorus.blox.pl
        • hybrid822 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 29.06.06, 14:47
          Ktoś pisał (przepraszam że nie cytuję, zresztą podobnych wypowiedzi było dużo
          więcej, nie tylko w tym temacie) że po zniesieniu cenzury Borejkowie zaczęli na
          okrągło latać do kościoła, i że to irytujące. Że tak zapytam z głupia frant:
          dlaczego? Co ma mnie w tym irytować? Czy Autorka mnie przekonuje, że ja też mam
          latać? Nie. Ona po prostu opisuje działania swoich bohaterów, indoktrynacji się
          tam nie dopatrzyłam. Dlaczego ma mi przeszkadzać, że wiara jest ważnym elementem
          borejkowskiego światopoglądu?
          • szprota Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.07.06, 12:05
            bo, jak powiedziała Bella, piękno wyraża się samo (i wiary IMHO również ta
            sentencja się tyczy)
          • truscaveczka Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 20:08
            Niech latają, niech się modlą.
            Ale każdy ma prawo do swoich odczuć, na przykład to tego, zeby go to drażniło.
      • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 02.07.06, 22:54
        Faktycznie - mówi to w niedzielę, trzynastego.
        • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 02.07.06, 23:07
          agnieszka_azj napisała:

          > Faktycznie - mówi to w niedzielę, trzynastego.

          Chodzi mi o Gabę i rodzinę Lewandowskich na placu Mickiewicza.
          • szprota z tego, co wiem 03.07.06, 00:28
            to po prostu składali kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza jak 13-ego każdego
            miesiąca odkąd był stan wojenny. z tego samego powodu 13-ego klasa Kreski ubrała
            się na czarno.
            • lezbobimbo Re: z tego, co wiem 09.12.07, 15:43
              szprota napisała:
              > to po prostu składali kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza jak 13-ego >każdego
              miesiąca odkąd był stan wojenny.

              Mysle, ze Mickiewiczowi to przy okazji, bo bardziej szczególne na tym placu sa 2
              wielkie krzyze, upamietniajace poznanski czerwiec 1956 i inne zdarzenia tego typu.
              pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Ofiar_Czerwca_1956
              Starsi poznaniacy zartowali sobie podczas komuny, ze ich Krzyze bola.. a
              postawiono ten pomnik akurat w czerwcu 1981..wiec na pewno cos tam sie dzialo
              podczas stanu wojennego.
              • szprota Re: z tego, co wiem 09.12.07, 16:51
                Były akcje protestacyjne jednak, nie tylko kwiaty - przynajmniej jeśli ślepo
                wierzyć słowom K. Biedrzyckiego, który moim zdaniem jest dość dobrym
                przewodnikiem po politycznych aluzjach Jeżycjady (książkę "Małgorzata
                Musierowicz i Borejkowie" tegoż autora mam na myśli).
                Z tego samego powodu 12. marca klasa Ewy chciała się ubrać na czarno (13.03.1983
                to była niedziela), a 14.03, w poniedziałek, byli ubrani na niebiesko. "Dlaczego
                jesteście ubrani na niebiesko? -i tu starosta klasy wyjaśnia _pozornie_ od
                rzeczy: -Bo wczoraj była niedziela.
                • lezbobimbo Re: z tego, co wiem 12.12.07, 11:30
                  szprota napisała:
                  > Były akcje protestacyjne jednak, nie tylko kwiaty

                  Oczywiscie i z pewnoscia, ja akurat chcialam tylko dopisac, ze oprócz posagu
                  Mickiewicza cos równie szczególnego (i gigantycznego wrecz) na tym placu sie
                  znajduje.
                  Ja z Poznania przeciez to chcialam objasnic innym spoza miasta.
                  Jak bylam mala, to myslalam, ze te Krzyze to te 2 miecze krzyzackie sprzed bitwy
                  pod Grunwaldem, hi hi ;)

                  Te Krzyze polityczne sa bardzo, na orle (bez korony) zamieszczone daty jak w
                  Kalamburce, wiec jak obszyl mozna demonstracje w stanie wojennym zrobic pod
                  Krzyzami i przy okazji Adamowi sie podlozyc kwieciem, i to wychodzac z wykladu
                  UAM (wszystko praktycznie, w tym samym miejscu jak to w Poznaniu). Za Krzyzami z
                  kolei park ze slynna fontanna z BBB i zaraz przy tym parku co innego jak slynna
                  opera z OwR, a za Mickiewiczem i UAM troche w lewo i juz idziemy przez którys z
                  mostów prosciutko na Roosevelta, z kolei tuz z prawej strony Krzyzy lezy Palac
                  Kultury, w którym mama Zakowa ceramikowala z dziecmi. Pomyslec, ze tyle tomów
                  Jezycjady odbywa sie na dosc ograniczonym miejscu, to sa doslownie minutki drogi
                  z jednego obiektu do drugiego!
          • beatrix17 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 27.08.06, 21:05
            Dokładnie nie pamiętam , ale chyba tez w Opium któryś z bohaterów nosił w
            klapie opornik - w stanie wojennym posługiwali się tym symbolem głównie
            licealiści i chyba też studenci. Ja tez taki opornik nosiłam :)
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Pomarańczowa Alternatywa 20.07.06, 14:43

      Właśnie zdałam sobie sprawę, że Dambo i Bernard należeli do ruchu Pomarańczowa
      Alternatywa. Dlatego Damba wyrzucili ze szkoły we Wrocławiu za happening.
      Poznańskie akcje typu "Obalcie mury" są bardzo w stylu Pomarańczowej
      Alternatywy. Wyraźnie autorka nie chciała/nie mogła pisać o tym wprost.

      Wikipedia o Pomarańczowej Alternatywie:
      pl.wikipedia.org/wiki/Pomara%C5%84czowa_Alternatywa
      Oficjalna strona PA:
      www.republika.pl/pomaranczowa_alternatywa/index-pl.html

      → → → → → → → → → →
      Odkryjmy Białoruś!
      odkryjmybialorus.blox.pl
      • wierszyk-pana-leara Re: Pomarańczowa Alternatywa 09.02.07, 02:13
        Jaki ciekawy wąteczek, podsuwam w górę, ale dopisać się już nie mam siły.
    • weronika753 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.02.07, 09:57
      Jeszcze jeden przykład z Idy Sierpniowej - po sprzedaży kilku serduszek, Ida
      poczuła "zawrót głowy od sukcesu". Taki tytuł miało wystąpienie Stalina, w
      którym piętnował metody przymusowej kolektywizacji. To, że sam je wymyślił nie
      miało specjalnie wiekszego znaczenia.

      No ale "zawrót głowy od sukcesu" był łatwo rozpoznawalną frazą, gdy komuś
      "uderzała woda sodowa". Z podtekstem politycznym, jak łatwo się domyślacie ;)
      • uccello Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.02.07, 11:48
        Julia kupuje płaszcz (według Dziadka Żaka niebrzydki- jak na dzisiejszą modę:)
        bo dostała pieniądze za dekorację na rocznicę Rewolucji Październikowej.

        Gazetki, gablotki, dekoracje z okazji tak wielkkiego święta musiały mieć
        ________wszystkie__________instytucje Panstwowe.A panstwowe było niemal
        wszystko, oczywiscie urzedy,biura, szkoły, slepy wszelkiej maści. Profile
        Wodzów Rewolucji wykonane z białego brystolu, hasła wycinane po z literze ,
        przypinane metalowymi pineskami do czerwonej tkaniny,albo do dwóch
        równoległych listewek, były poszarzałe od wżartego kurzu gipsowe popiersia
        Lenina z wystającą zza głowy Wodza wiązanką 3 czerwonych goździków ,
        symbolicznie splecone flagi nasza i rosyjska, w zmysłowych błyskach stylonu,
        plakaty profesjonalnych twórców kopiowane z uroczą nieudolnością. Wielu
        plastyków dorabiało sobie malując owe dekoracje- przeważnie te kilkumetrowe
        które mocowane były na frontach szkół , urzędów, czy ustawiane w kluczowych
        punktach miasta. Mój Profesor od rysunku opowiadał,że razem z wybranymi przez
        władzę Uczelni kolegami, na podłodze sali gimnastycznej, malował metodą wcierki
        jakiegoś gigantycznego wielometrowego Płonącego Entuzjazmem, Zapatrzonego W
        Przyszłość Lenina. Format był tak duży, że praca musiała być wykonywana we
        fragmentach. Po złożeniu w całość okazało się ze Lenin, owszem, podobny, dumny,
        silny i entuzjastyczny jak trzeba, tylko że z jedną czapką w ręku, a drugą na
        głowie.
        • uccello Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.02.07, 12:04
          Dialog Dziadka z Bobciem. Bobek pyta czemu w tekście są 4 misie, a na rysunku,
          tylko 2. Ze względów oszczędnościowych powiada Dziadek.
          Tego tłumaczyć chyba nie trzeba.


          Ale mam pytanie, skierowane do forumowiczów powiedzmy, powiedzmy -przed 25
          rokiem życia, jak myślicie, co moze oznaczac taki dialog:

          -Zauważyłem to nie poraz pierwszy -rzekł Bobcio tonem starca.- Gdzie są te
          wszystkie zwierzątka? Jest napisane ,że są , a przeciez ich nie widać.
          -Dowiesz się, jak trochę podrośniesz. A może nie dowiesz sie nigdy, panie tego.
          Ja na przykład mogę się tylko domyślać, gdzie to się wszystko podziewa.
          • wierszyk-pana-leara Mam pytanie... 10.02.07, 00:02
            ...do Poznaniaków. Co w czasach opiumalnych mieściło się na Zamku?
            Bo to tam suną wozy na sygnale. Tam i w kierunku Kochanowskiego, gdzie był
            Urząd Kontroli Prasy.
            • tygrys2112 Re: Mam pytanie... 10.02.07, 15:27
              Sam Zamek był tylko chyba niejako wskazaniem kierunku.
              Obok Zamku, w obecnym gmachu Collegium Historicum mieścił się Komitet
              Wojewódzki PZPR, a obok znajduje się plac Mickiewicza z pomnikiem Poznańskiego
              Czerwca 56, odsłoniętym w 1981. Wydarzenia działy się najprawdopodobniej w
              którymś z tych miejsc.
              • agnieszka_azj Re: Mam pytanie... 11.02.07, 14:22
                W samym Zamku był chyba Pałac Młodzieży i rozmaite instytucje pokrewne. Na
                pewno była tam Komenda Chorągwii ZHP, bo załatwiałam w niej coś w związku z
                obozem w 84 czy 85 roku.
                W Zamku był też DKF, w którym był pokaz Jarmucha i raczej nie powstał po 89, bo
                wtedy DKF-y masowo upadały, a nie powstawały.
          • mika_p Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 13:59
            Na moje oko, to dziadek zrzędzi na braki w handlu.
            Telewizja, prasa, radio donosiły o sukcesach naszych zakładów produkcyjnych,
            które wyrabiały iles tam procent normy ponad setkę, a w sklepach za wiele nie
            było. Wiadomo było, że lwia część idzie za wschodnią granicę - wegla, stali.

            Albo był taki dowcip o świni - że świnia się cieszy, ze choć jej serce zostanie
            w kraju.
            Etc.
          • ready4freddy Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 15:15
            troche naciagane to wyciaganie "ukrytych znaczen", mysle sobie :)
            • trawiasta Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 17:46
              Hm, niektóre być może tak, tym niemniej - na przykład dla mnie - wątek ogólnie
              ciekawy :-) Na sporo z wymienionych kwestii nie zwróciłam uwagi, być może z
              racji ciut zbyt młodego wieku. Pamiętam, że kwestię plucia do tuszu wyjaśniła mi
              Rodzicielka ;-) bom za nic nie mogła pojąć, dlaczego ktoś miałby pluć do tuszu?
            • weronika753 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 18:20
              > troche naciagane to wyciaganie "ukrytych znaczen", mysle sobie :)

              Jednak moim zdaniem - nie! Dlatego, że gdy po raz pierwszy czytało się pierwsze
              tomy Jeżycjady (lata '70-'80), czyli prawie równolegle do czasu akcji, wiele
              tych zdań, opinii czy symboli było jednoznacznie rozpoznawalne i czytelne. Dziś
              trudno uwierzyć nawet w towar na kartki (lub raczej kartki na towar),
              wielogodzinne stanie w kolejkach etc. Dlatego wątek jest ważny i pożyteczny, po
              to żeby dzisiejsi "jeżycomaniacy" wiedzieli o co chodzi.

              PS jeśli mogę zwrócić na jedno uwagę: grEpsy z epoki. Bo grYpsy to się z
              więzienia nielegalnie wysyłało.
              • lezbobimbo Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 18:43
                A propos grypsu - w Noelce Terpentula caly wieczór przeplakala, bo dostala od
                ojca gryps z wiezienia a chodzila w sukience z UNRAA - ale to bylo dawno temu i
                nieprawda ;)
              • ready4freddy Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 19:05
                zostalem niezbyt dobrze zrozumiany :) watek jest fantastyczny, niektore sprawy sa obecnie zupelnie niezrozumiale, chocby z powodow "technicznych", jak ten slynny tusz i bardzo ciekawe sa te wszytskie wyjasnienia. chodzilo mi raczej o dopatrywanie sie we wszystkim podtekstow i aluzji "politycznych", chociaz moze i rzeczywiscie.. dla mnie klasycznym przykladem jest ten patrol, co to przechodzi w OwR. rozumiem, stan wojenny i tak dalej, wiec to takie subtelne podkreslenie.. ale rownie dobrze moze to byc zwyczajna scenografia. moze niektorym trudno w to uwierzyc, ale patrol policyjny idacy ulica to nie jest jeszcze dowod na panstwo policyjne :) podobnie w tych brakujacych misiach mimo szczerych checi nie potrafie sie doszukac jakiejs subtelnej aluzji ;)
                • lezbobimbo Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 19:19
                  >ready4freddy napisał: niektore sprawy
                  >sa obecnie zupelnie niezrozumiale, chocby z powodow "technicznych", jak ten
                  >slynny tusz i bardzo ciekawe sa te wszytskie wyjasnienia.

                  Osobiscie wiekszosc aluzji w OwR wylapalam, albowiem bylam (podkreslenie czasu
                  przeszlego;P) jako tako bystrym dzieckiem-lotofagiem i zdawalam sobie n.p w
                  wieku lat 9 sprawe, kto gdzie znikal i dlaczego w Bulhakowie. Aczkolwiek w OwR
                  nie kojarzylam piosenki o wronie a smutni panowie o duzych uszach umkneli jakos
                  mej uwadze, dlatego dziekuje soczyscie wszem i wobec temu doksztalcajacemu
                  forum :)
                  Ad slynny tusz: czytajac te scene dotychczas odnosilam wrazenie, ze Cesia
                  zakrztusila sie pysznym makaronikiem i nim to tak plula na wyraz wdziecznosci
                  dla niespodziewanej hojnosci siostry :) A tu prosze, trzeba bylo doslownie pluc
                  w tusz tamtymi czasy..



                  • dziabka1 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 01.02.14, 19:59
                    lezbobimbo napisała:


                    > Ad slynny tusz: czytajac te scene dotychczas odnosilam wrazenie, ze Cesia
                    > zakrztusila sie pysznym makaronikiem i nim to tak plula na wyraz wdziecznosci
                    > dla niespodziewanej hojnosci siostry :) A tu prosze, trzeba bylo doslownie pluc
                    >
                    > w tusz tamtymi czasy..
                    >

                    o proszę, ja miałam identyczny tok myślowy (o krztuszeniu się nad makaronem), mimo, że zahaczyłam w dzieciństwie o tusz w kamieniu, ale nie wiedziałam, ze trzeba było do niego splunąć

                    >
                    >
          • lezbobimbo Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 10.02.07, 18:45
            uccello napisała:
            > -Zauważyłem to nie poraz pierwszy -rzekł Bobcio tonem starca.- Gdzie są te
            > wszystkie zwierzątka? Jest napisane ,że są , a przeciez ich nie widać.
            > -Dowiesz się, jak trochę podrośniesz. A może nie dowiesz sie nigdy, panie
            tego.> Ja na przykład mogę się tylko domyślać, gdzie to się wszystko podziewa.

            Moze to byla dowcipna aluzja do zwiniecia niegrzecznych misiów przez UB? Uklad,
            panie tego ;)
            • uccello Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 11.02.07, 12:10
              Jak dla mnie te 4misie w tekście, a 2 -na obrazku, to sygnał dla Bobcia,żeby
              nie________________ wierzył tak mocno w drukowane.___________________ No bo
              gazety, (a i roczniki statystyczne!) donosiły z dumą, żeśmy to, nie jacy -
              tacy, III Mocarstwo Światowe, jeśli chodzi o rozwój gospodarki i tegóż owegóż
              wydobycie.
              Co do odpowiedzi , na pytanie gdzie się to wszystko podziewa:
              rozmawiałam z człowiekiem, który opowiadał, że u nich -w Kraju Rad mówiono, że
              owszem są przejsciowe trudności i niedobory w zaopatrzeniu, ale to dlatego, że
              oni tak dużo do Polski w ramach pomocy ślą. No bo byli , rozumiecie tym
              I Mocarstwem na świecie, a to zobowiązuje.
              • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 11.02.07, 14:29
                Mam podobne doświadczenie ;-)))
                W czasach, kiedy u nas w sklepach był ocet, rozmawiałam z Rosjanką, która mi
                tłumaczyła, ze braki w sklepach w ZSRR spowodowane są tym, że w
                ramach "braterskiej pomocy" wysyłają zywność do Polski. My w tym czasie byłismy
                przekonani, że jest dokladnie odwrotnie.
                Gdzie więc się to wszystko podziewało ??? :-)))

                "Prince Polo" eksportowaliśmy na Islandię tak skutecznie, że do dziś sa tam
                najpopularniejszymi słodyczami. U nas wtedy to był trudnozdobywalny rarytas.
                bjork.pl/islandia/index.htm
                • uccello Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.02.07, 22:14
                  Dobre ludzie, powiedzcie mi - mądre Panieneczki i śliczni Panowie -co oznacza
                  hasło ___________"kombinezonik ze zrzutów"___________ w który była ubierana
                  mała Pyza?
                  Chodzi o odrzuty eksportowe? paczki z darami? rodzaj szycia ( typu patchwork)?
                  • lezbobimbo Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.02.07, 22:32
                    uccello napisała:

                    > Dobre ludzie, powiedzcie mi - mądre Panieneczki i śliczni Panowie -co oznacza
                    > hasło ___________"kombinezonik ze zrzutów"___________ w który była ubierana
                    > mała Pyza?> Chodzi o odrzuty eksportowe? paczki z darami? rodzaj szycia (
                    typu patchwork)?

                    Podczas glebokiej nocy, nad uboga Polske komunistyczna nadlatywaly cichociemne
                    samoloty amerykanskie typu Stealth i zrzucaly dobra doczesne z brandingiem
                    kapitalistycznym oraz stonke ziemniaczana - aby siac marazm, niepokój oraz chec
                    posiadania w masach lumpenproletariatu. W ramach dóbr doczesnych zrzucano tez
                    stroje komandosów takie jak kombinezony dla walczacej opozycji (pochodzace z
                    wiezien amerykanskich, na której to bazie powstala frakcja Pomaranczowa
                    Alternatywa). Walczaca partyzantka zaczynala sie od najmlodszych lat, dlatego
                    kombinezony wystepowaly we wszystkich mozliwych rozmiarach. Mala Pyzunia mogla
                    tez uczestniczyc w dzialaniach dywersyjnych i podziemiu, w którym to celu byla
                    wozona przez waleczna rodzine na Cytadele od najmlodszych lat.

                    A tak serio, to mysle, ze to byly paczki z darami zagranicznymi, rozprowadzane
                    po spoleczenstwie przez kosciól. Mama tez musiala nas ubierac w ciuszki z
                    kosciola, bardzo ladne zreszta.





                    • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 13.02.07, 00:01
                      "Zrzuty" zywnościowe pamiętam z obozów harcerskich w stanie wojennym. M.in.
                      olej w dużych puszkach i inne produkty z takim logo z dwóch ściskających się
                      prawic na tle flagi amerykańskiej oraz napisem, w którym było coś o pomocy dla
                      Trzeciego Świata. Były tez zupki instant i herbata "Lipton". Może stąd się
                      wzięła sympatia MM dla tej marki ??? ;-)))
                      • a_weasley Olej ze zrzutów 14.12.08, 11:45
                        agnieszka_azj napisała:

                        > olej w dużych puszkach i inne produkty z takim logo
                        > z dwóch ściskających się prawic na tle flagi amerykańskiej
                        > oraz napisem, w którym było coś o pomocy dla
                        > Trzeciego Świata.

                        Tam było napisane "Podarowane przez naród Stanów Zjednoczonych
                        Ameryki - Nie do sprzedaży lub wymiany". Duży napis po angielsku i
                        mniejsze w chyba dwudziestu różnych językach, z czego część jakimiś
                        pogańskimi znaczkami.
                      • isia_54 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 14.12.14, 18:16
                        Zrzuty" zywnościowe pamiętam z obozów harcerskich w stanie wojennym. M.in.
                        olej w dużych puszkach i inne produkty z takim logo z dwóch ściskających się
                        prawic na tle flagi amerykańskiej oraz napisem, w którym było coś o pomocy dla
                        Trzeciego Świata. Były tez zupki instant i herbata "Lipton". Może stąd się
                        wzięła sympatia MM dla tej marki ??? ;-)))
                        BTW śmiesznie czasem było z tymi zrzutami - moja współlokatorka próbowała prać szwedzkim ciastem na naleśniki w proszku; rodzina mojej przyjaciółki długo sie dziwiła dlaczego włosy po szamponie z zielonym jabłuszkiem takie matowe i suche, dopóki jakis poliglota im nie wytłumaczył, że to płyn do kąpieli jest a nie szampon; moje dziecko, kiedy opowiadałam o kartkach spytało ile krewetek było na kartkę i było bardzo zbulwersowane, że ani jednej
                    • ready4freddy Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 13.02.07, 00:21
                      a ta Alternatywa to byla pomaranczowa od tego sera z darow (swoja droga bardzo mi on smakowal, chetnie bym sie dowiedzial, co to za jeden :)
                      • uccello Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 20.02.07, 18:33
                        Troszkę paranoiczne jest takie doszukiwanie się podtekstów, ale co mi tam : ten
                        traktor w "Opium", który powarkuje gdzieś w tle dziecięcej piosenki o WRONie,
                        to on warczy politycznie, pod Liceum Żeromskiego, czy po prostu piach przewozi,
                        do posypywania śliskich ulic?
                        • 1802l Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 08:49
                          To Wolna Europa warczała, a raczej zagłuszarka...
                      • lezbobimbo Re:Serek z epoki - off top dla zertego molojca ;) 24.02.07, 04:31
                        ready4freddy napisał:
                        > a ta Alternatywa to byla pomaranczowa od tego sera z darow (swoja droga bardzo
                        > mi on smakowal, chetnie bym sie dowiedzial, co to za jeden :)

                        Takie smaczne pomaranczowe to cheddary zazwyczaj sa :)
                        • slotna Re:Serek z epoki - off top dla zertego molojca ;) 13.01.08, 23:06
                          No, red cheddar - mocno pomaranczowy, piekny. A i smak konkretny, mniam :)
          • marajka Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 22.08.08, 19:00
            Spóźniona odpowiedź, ale co tam;) Chodzi o pustki w sklepach? (Ty
            naprawdę tyle tego masła żresz, czy ktoś się do nas przysiadł?)
        • tehanu Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 04:52
          Nakrycia głowy to zawsze rzecz kłopotliwa. Ja znam opowieść o tym, jak cenzura
          nakazała publikować zdjęcia któregoś z notabli wyłącznie w kapeluszu. "Gazeta
          Poznańska" - ówczesny organ PZPR miała zdjęcia z jakiejś "gospodarskiej wizyty"
          w Cegielskim jedynie bez kapelusza. W pocie czoła (czasy głęboko
          przedkomputerowe) ten kapelusz domontowali. Cenzura szczotki stron obejrzała i
          puściła. Dopiero rano się okazało, że notabl ma zapasowy kapelusz w ręku.
          Podobno autentyk. Opowieść z ust przynajmniej bardzo prawdopodobnego, jeśli nie
          pewnego, uczestnika wydarzeń.

          uccello napisała:

          > Julia kupuje płaszcz (według Dziadka Żaka niebrzydki- jak na dzisiejszą modę:)
          > bo dostała pieniądze za dekorację na rocznicę Rewolucji Październikowej.
          >
          > Gazetki, gablotki, dekoracje z okazji tak wielkkiego święta musiały mieć
          > ________wszystkie__________instytucje Panstwowe.A panstwowe było niemal
          > wszystko, oczywiscie urzedy,biura, szkoły, slepy wszelkiej maści. Profile
          > Wodzów Rewolucji wykonane z białego brystolu, hasła wycinane po z literze ,
          > przypinane metalowymi pineskami do czerwonej tkaniny,albo do dwóch
          > równoległych listewek, były poszarzałe od wżartego kurzu gipsowe popiersia
          > Lenina z wystającą zza głowy Wodza wiązanką 3 czerwonych goździków ,
          > symbolicznie splecone flagi nasza i rosyjska, w zmysłowych błyskach stylonu,
          > plakaty profesjonalnych twórców kopiowane z uroczą nieudolnością. Wielu
          > plastyków dorabiało sobie malując owe dekoracje- przeważnie te kilkumetrowe
          > które mocowane były na frontach szkół , urzędów, czy ustawiane w kluczowych
          > punktach miasta. Mój Profesor od rysunku opowiadał,że razem z wybranymi przez
          > władzę Uczelni kolegami, na podłodze sali gimnastycznej, malował metodą wcierki
          >
          > jakiegoś gigantycznego wielometrowego Płonącego Entuzjazmem, Zapatrzonego W
          > Przyszłość Lenina. Format był tak duży, że praca musiała być wykonywana we
          > fragmentach. Po złożeniu w całość okazało się ze Lenin, owszem, podobny, dumny,
          >
          > silny i entuzjastyczny jak trzeba, tylko że z jedną czapką w ręku, a drugą na
          > głowie.
    • udany1 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.03.07, 23:36
      A ja własnie podczytywałam sobie "Kwiat kalafiora" i zwróciłam uwagę na scenę
      wyborów prezeski grupy ESD:
      "Kol. Rojek zaproponował, żeby komisja skrutacyjna wyszukała jakiś najbardziej
      odległy kąt mieszkania i ustawiła tam kabinę z firanką".
      Dawniej przy wyborach bardzo źle było widziane skreślanie kogokolwiek z listy.
      Były kabinki, gdzie można było sie schować, żeby nikt nie widział czy i kogo
      skreślamy, ale były one zawsze w najodleglejszym kącie sali wyborczej - trzeba
      by przejść całą salę - na oczach wszystkich - żeby się tam dostać.
    • 1802l Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 08:52
      Czy Grypsów nie można by jakoś "podwiesić" pod nazwą główna, żeby
      rzucały się w oczy, bo to bardzo pożyteczne wypowiedzi dla mniej
      posuniętych w latach czytelniczek MM?
      • denea Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 09:35
        Rewelacyjny wątek ! Z racji wieku nie wyłapałam przynajmniej połowy
        tych przekazów czytając książki.
        Oświećcie mnie jeszcze czy kolor fioletowy miał jakieś konkretne
        znaczenie ? Rozumiem dlaczego klasa Kreski ubrała się na czarno, a
        fiolet ?
        • 1802l Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 10:46
          Hmmm, fiolet. Myslę, że znaczenia były dwa: po pierwsze bunt
          przeciwko zakazowi noszenia przez całą klasę czerni, i uczniowie
          zaczęli ten bunt wyrażać, nosząc ubrania w tym samym kolorze (i
          Pieróg to odczytała); po drugie - fiolet to był kolor "mniejszej
          żałoby" czy półżałoby. Po upadku powstania styczniowego Rosjanie
          zabraniali noszenia czerni (trzeba było mieć zaświadczenie, że ktoś
          w rodzinie umarł), półżałoby, fioletu, bieli z czernią lub
          ciemniejszymi przybraniami...
          • verdana Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 10:51
            Fiolet, bo czarny by nie przeszedł przez cenzurę - bo rzeczywiście 13 każdego
            miesiąca wzywano do noszenia opasek lub ubierania się na czarno. I tyle.
            W momencie, gdy czytałam w głębokim PRL-u było to dla mnie oczywiste.
            • denea Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.12.07, 15:06
              Dzięki :)
              Czyli tak po prostu, też jako żałobę, tak jak fioletowe wstążki na
              wieńcach. Nie byłam pewna czy to to znaczenie, czy może było jeszcze
              inne, bo ja wiem ? papieskie ? Fiolet kojarzy mi się także z szatami
              dostojników kościelnych ;)
              Aż zazdroszczę osobom z wtajemniczonej grupy Umiejących Czytać
              Między Wierszami, chociaż wcale mi nie żal że w czasie stanu
              wojennego dopiero zapoznawałam się z nocnikiem ;)
          • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 08.12.07, 21:47
            1802l napisała:

            > Hmmm, fiolet. Myslę, że znaczenia były dwa: po pierwsze bunt
            > przeciwko zakazowi noszenia przez całą klasę czerni, i uczniowie
            > zaczęli ten bunt wyrażać, nosząc ubrania w tym samym kolorze (i
            > Pieróg to odczytała);

            Tam jeszcze było coś o tym, że za miesiąc przyjdą na zielono czy
            niebiesko...
            • moleslaw Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 05:52
              Czy mogę prosić o wytłumaczenie po co na rozpoczęciu roku w "Kłamczusze "
              przedstawiciel ORMO.Wiem że ZOMO to zmotoryzowane itd. a ORMO to ochotnicze itd
              ale czy można to rozumieć tak jak ochotnicza straż pożarną?Czy może jednak ich
              zajęcie było bardziej zbliżone do tych zmotoryzowanych?Pozytywni oni czy negatywni?
              • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 12:01
                moleslaw napisała:

                > Czy mogę prosić o wytłumaczenie po co na rozpoczęciu roku
                w "Kłamczusze "
                > przedstawiciel ORMO.Wiem że ZOMO to zmotoryzowane itd. a ORMO to
                ochotnicze itd
                > ale czy można to rozumieć tak jak ochotnicza straż pożarną?Czy
                może jednak ich
                > zajęcie było bardziej zbliżone do tych zmotoryzowanych?Pozytywni
                oni czy negaty
                > wni?

                Negatywni, zdecydowanie negatywni. Negatywni jak cho..., jak ho ho.

                Tacy tajniacy, którzy zupełnie niespodziewnanie potrafili się
                ujawnić, kiedy ktoś robił coś niezgodnego z prawem - np. rozdawał
                ulotki albo mowił coś nieprawomyślnego.

                Ormowcy stanowili trzon tych "robotników", którzy pałowali
                studentów na UW w marcu 68.

                A z ciekawostek - w jednym z tomów swoich przygód (tylko nie
                oamietam którym) legitymację ORMO wyciągnął nie kto inny jak Pan
                Samochodzik ;-)
                • uccello Re: Grepsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 13:12
                  ORMO CZUWA było takim ówczesnym odpowiednikiem hasła "ściany mają
                  uszy".
                • the_dzidka Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 16:05
                  Ale do szkoły przychodzili nie pałować dzieciątka, tylko opowiadac
                  im o zasadach ruchu drogowego.
                  Pan Samochodzik ormował w "Księdze strachów". Przyznam, że mnie
                  zatkało.
                  • moleslaw Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 16:21
                    Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.Faktycznie Pan Samochodzik był w ORMO,nawet
                    na forum mieli mu to za złe.Może musiał żeby książkę puścili.A z tą strażą widzę
                    trafiłam ,jak kulą w płot.
                  • agnieszka_azj Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 16:45
                    the_dzidka napisała:

                    > Ale do szkoły przychodzili nie pałować dzieciątka, tylko
                    opowiadac
                    > im o zasadach ruchu drogowego.

                    Też tak myślę - informacja o pałowaniu miała stworzyć szersze "tło
                    historyczne".
                    Do mojej szkoły ORMOwcy nie przychodzili,a o zasadach ruchu
                    drogowego opowiadał nam autentyczny milicjant z drogówki - Tata
                    koleżanki.

                    Informację o ORMO na rozpoczęciu roku w "Kłamczusze" przeoczyłam -
                    to w podstawówce było czy w poligrafiku ? Uczniowie Technikum juz
                    chyba znali zasady ruchu drogowego.
                    • the_dzidka Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 12.12.07, 18:30
                      Na rozpoczęciu Tomcia pierwszoklasisty.
            • turzyca Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 20.12.07, 01:13
              Ja zawsze odbieralam to jako znak uporu - nie mozemy przyjsc na czarno czy na
              fioletowo to przyjdziemy w innym kolorze i tak wiadomo, o co nam chodzi. W tym
              momencie symbolika danego koloru tracila na znaczeniu.
              Ale to moja interpretacja, moze ktos ma inne wyjasnienie.
              • uccello Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 21.12.07, 11:35
                turzyca napisała:
                >- nie mozemy przyjsc na czarno czy na
                > fioletowo to przyjdziemy w innym kolorze i tak wiadomo,
                >o co nam chodzi. W tym momencie symbolika danego koloru tracila na
                >znaczeniu. Ale to moja interpretacja, moze ktos ma inne wyjasnienie.

                Myślę,że tak własnie było. Musiał być tylko wybrany kolor- około
                szkolny: czarny, niebieski, fioletowy, czy szary. Jako najstarszy
                góral pamiętam ,że nie można było pójść do szkoły np.na pomarańczowo.
                • kaliope3 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.02.08, 00:21
                  Czy jakiś podtekst krył się w tym co opowiadał,dziwując się wielce,ojciec
                  Borejko,o tej zagranicznej delegacji w bibliotece(Kwiat)?Jak to najpierw,gdy ich
                  oprowadzał,byli"czegoś jakby na niego źli"i mruczeli zdaje się że u nich nie
                  takie cuda są,a potem,przy pożegnaniu,nagle uśmiechnięci mówią że spotkanie było
                  owocne,że bardzo zadowoleni...Zawsze mnie to zastanawiało.Kwiatów też nie
                  wzięli("nie takie widać bukiety cenili")
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.02.08, 16:14
                    Ja to rozumiem jako opis typowych delegacji z bratnich krajów, które musiały
                    zwiedzać różne nudne przybytki i wręczać sobie nawzajem goździki względnie
                    wazony kryształowe (patrz inżynier Karwowski w Budapeszcie).

                    Nawiasem mówiąc, znalazłam niedawno gazetę Nowiny Rzeszowskie z lat 80., gdzie
                    dużym newsem była "wizyta 5-osobowej grupy handlowców ze Lwowa" powitana przez
                    władze samorządowe i połączona ze zwiedzaniem różnych wspaniałych rzeszowskich
                    instytucji... Dziś handlowców ze Lwowa przyjeżdża do Rzeszowa CODZIENNIE pewnie
                    po kilkuset... :-))) I nikt ich nie wita przemówieniami...
                    • anchema Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.08.08, 21:15
                      >Przypomniało mi się teraz, po przeczytaniu wczorajszego wywiadu z >Kołakowskim o
                      >Czerwcu 56. W "Opium..." Gabrysia wspomina, że widziała całą rodzinę
                      >Lewandowskich na placu Mickiewicza. Chyba nieprzypadkowo widziała >ich właśnie
                      >tam, to na placu Mickiewicza odbywały się w 56. protesty >robotników, więc
                      >Lewandowscy byli zapewne na jakiejś demonstracji. :)

                      A jakim to cudem Gabrysia mogła brać udział w Czerwcu 56 czy tez wysyłać tam państwa Lewandowskich z synami, skoro nie było jej wtedy nawet w planach i młodych Lewandowskich pewnie też????
                      jej rodzice byli wtedy po 1 roku studiów, o ile dobrze pamiętam Kalamburkę
                      A akcja Opium dzieje sie w stanie wojennym, w 1983 konkretnie, czyli 27 lat po Czerwcu 56
                      • verdana Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 03.08.08, 21:39
                        Pewnie byli w rocznicę!
                        • tennesee Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.08.08, 14:40
                          Na placu Mickiewicza znajdują się Poznanskie Krzyże postawione bodaj
                          w 1981 r. ku czci czerwca 56. Podczas stau wojennego jednym ze
                          sposobów demonstracji sprzecwu wobec reżimu było zapalanie zniczy
                          pod krzyżami (zresztą specjalnie ustawiana tam patrole i koksowniki,
                          żeby pilnować tych, którzy znicze zostawiają). Pewnie dlatego
                          Lewandowsscy tam byli.
                          • anchema Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 04.08.08, 17:16
                            wiem co jest na placu Mickiewicza
                            przeczytajcie uważnie post który cytowałam, tam jest wyraźne odwołanie do Kołakowskiego, kttóry opowiada o Czerwcu, że były WTEDY demonstracje i stąd wniosek, że to wtedy Lewandowscy szli na demonstracje a nie POD POMNIK CZERWCA, drobna pomłka o 30 lat
                            • szprota Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.08.08, 10:18
                              A ja, jak czegoś nie wiem, to sprawdzam:
                              pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Ofiar_Czerwca_1956#P.C3.B3.C5.BAniejsze_dzieje
                              Zachęcam też do minimum grzeczności, nie fochów.
                              • anchema Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.08.08, 12:04
                                To fajnie, że sprawdzasz
                                z grzeczności prosze o czytanie ze zrozumieniem

                                Chyba nieprzypadkowo widziała >ich właśnie
                                >tam, to na placu Mickiewicza odbywały się w 56. protesty >robotników, więc
                                >Lewandowscy byli zapewne na jakiejś demonstracji. :)

                                Tu wyraźnie chodzi o rok nie o pomnik (nie mam możliwości podkreślić tego w 56)
                                Dalej nie wiem, jak ci młodzi Lewandowscy mogli tam być w 1956,
                                • dakota77 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.08.08, 13:14
                                  Dla mnie z tego zdania nie wynika, ze byli w '56, tylko ze byli na demonstracji
                                  na placu, gdzie w '56 odbywaly sie protesty.
                                  • ananke666 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.08.08, 15:34
                                    Dla mnie też. W poście jest mowa o wywiadzie z Kołakowskim, który opowiada o roku 56, w Opium Gaba wspomina o tym samym placu, a my wiemy, że w stanie wojennym odbywały się tam demonstracje, więc wszystko się zgadza i żadnego poślizgu nie ma. Przecież w poście nie ma mowy, że Gaba wspomina o roku 56, tylko że ta scena z książki przypomniała się po przeczytaniu wywiadu.
                                • szprota Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.08.08, 17:33
                                  Nie byli, ro skrót myślowy. "to na placu Mickiewicza odbywały się w 56. protesty
                                  robotników, więc [w domyśle: w ich rocznicę] Lewandowscy byli zapewne na jakiejś
                                  demonstracji."
                                  Myślę, że mogłabym odwzajemnić prośbę o czytanie ze zrozumieniem, choćby tego
                                  linka z Wikipedii w moim wcześniejszym poście, który wyraźnie mówi o
                                  rocznicowych demonstracjach w trakcie stanu wojennego.

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=31030531&a=73097256
                                  • yasemin Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 21.08.08, 18:44
                                    najmocniej przepraszam, że mój post tak niefortunnie się wcisnął
                                    mięzy posty o zupełnie innej tematyce- miał być do Meduzy na temat
                                    wzmianki o Koranie.
    • mankencja to ja sie przyznam, ze... 26.08.08, 15:24
      dawno temu myslalam, iz regal kowalskiego wspomniany w "szostej
      klepce" jest własnością byłego męża cioci wiesi, mógł on wszak nosić
      takie nazwisko
      • malabasn Re: to ja sie przyznam, ze... 12.12.08, 07:30
        Ha! To ja się pochwalę, że chociaż rocznik 85 jestem i komuny prawie
        nie pamiętam (przypomina mi się tylko jedna scenka ze sklepu, w
        którym leżało tylko pół chleba, oraz jak raz chciałam loda w
        kubeczku i nie było gdzie kupić... mleko i śmietanę w butelkach też
        kojarzę), to wyłapałam niemal wszystkie aluzje - z wyjątkiem
        piosenki o wronie.

        A co do moich własnych spostrzeżeń, to zawsze zastanawiało mnie,
        dlaczego w IŚ na pytanie Nutrii, co to jest rubel, ojciec Borejko
        odpowiedział jej (parafrazuję), że to jednostka monetarna w bratnim
        kraju naszych najlepszych przyjaciół. Dlaczego pani MM napisała coś
        takiego? Czasami myślałam, że może chciała w ten sposób "uśpić
        czujność" cenzury? A może ktoś jej nakazał taką wstawkę propagandową
        popełnić? Bo raz, że wcale nie musiała takiego wątku dawać; dwa - że
        nawet jeśli przyjmiemy, że Nutria i pan Borejko znajdowali się
        wówczas w otoczeniu innych osób i pan Borejko obawiał się
        podsłuchujących tajniaków, to przecież jego odpowiedzią mogła być
        "waluta Związku Radzieckiego" i chyba nikt by na niego nigdzie nie
        doniósł... A jeśli pani MM chciała wyśmiać panującą wówczas
        propagandę na temat naszej rzekomej wielkiej przyjaźni z ZSRR, to
        dlaczego włożyła tę wypowiedź akurat w usta Borejki, czyniąc
        (zwłaszcza w kontekście późniejszych książek) całą sytuację nieco
        dziwną?

        Tak czy owak, ten fragment listu Nutrii niewątpliwie świadectwem
        swoich czasów jest. Podobnie jak zakupy, które Ida robi pod koniec
        książki, w nowej sukience (jest tylko jedno masło, a czegoś innego w
        ogóle nie ma; ze sklepu zdjęto nazwę DELIKATESY itd.)
        • jota-40 Re: to ja sie przyznam, ze... 12.12.08, 08:27
          Dla mnie te słowa Ignacego o bratnim kraju to czysta ironia, nie propaganda.
          • ginny22 Re: to ja sie przyznam, ze... 12.12.08, 11:59
            Dla mnie też.
        • cahir4 Re: to ja sie przyznam, ze... 12.12.08, 08:33
          Borejko kpił. Przede wszystkim z języka, nadętego języka ówczesnej
          propagandy. Co w tym dziwnego?

          A ja myślałam, że nazwa "Delikatesy" została. Tylko nazwa.
          • kalina.tatry Re: to ja sie przyznam, ze... 12.12.08, 10:40
            Ktoś tutaj ładnie napisał, a ja się z tym zgadzam. Musierowicz za
            czasów cenzury pisała jednak ciekawiej, poruszanie się wśród aluzji
            wychodziło jej książkom na dobre. To samo zresztą dotyczy np.
            kabaretów. Troszkę nam podupadły, gdy już można było mówić wszystko
            na każdy temat. Aluzje, mruganie okiem do czytelnika zza oficjalnego
            tekstu, to fajna rzecz i daje niezłe efekty. Proszę tego nie
            odbierać jako tęsknoty za cenzurą, lecz jako obserwację.
    • skrzydlate.bobry Ajent agentem 24.11.10, 18:20
      A pamiętacie może, kiedy i jak ajent zamienił się w agenta? W SK nawiedza zgliszcza Rzymu w mieszkaniu Żaków ajent PZU. A dziś już tylko, panie, tego, agenci. Mnie się, niestety, stale kojarzą agenci z wywiadem, co poradzić. A ajenci brzmią staroświecko. Jeszcze występują, o ile się nie mylę, przedstawiciele.
      A może ja się mylę i dziś też jeszcze można spotkać ajenta? Bo wziąć coś w ajencję albo podpisać umowę ajencyjną to zdaje się, że chyba na pewno można...
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Ajent agentem 16.12.10, 23:25
        Ajent to prawie tak, jak jenerał... ;-)
      • nessie-jp Re: Ajent agentem 29.12.10, 20:11
        > A może ja się mylę i dziś też jeszcze można spotkać ajenta?

        Wczorajsi ajenci zmutowali w dzisiejszych przedstawicieli. Jako żywo, co firma, to ma 50 przedstawicieli od tego i owego. Przedstawiciel musi być do spraw. Przedstawiciel do spraw wycyckania klienta, na przykład.

        W bardziej wypasionych firmach są również tak zwani akątmenedżerzy, zwani niekiedy opiekunami (portfela) klienta.

        Tak więc lepiej nie wiedzieć, kto dzisiaj zapukałby do Zaków i jakiej sprawy byłby przedstawicielem!
    • ven.to Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.12.10, 20:09
      "od dzisiaj pluj w swój własny tusz" mówi Julia do Cesi wręczając paczuszkę z tuszem do rzęs.
      Dlaczego?
      Bo w dawne tusze się pluło :) Do dzisiaj przechowuję na pamiątkę czarne pudełeczko, z miejscem na szczoteczkę i kamień tuszu. Kamień - inaczej nie da się tego nazwać. Skrapiało się go wodą (lub pluło nań w warunkach polowych) i kręciło się szczoteczką, jak w farbach plakatowych :)
      mało kto to jeszcze pamięta
    • 7czerwiec2011 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.06.11, 14:56
      Witam wszystkich! Czytam Was od bardzo dawna, jednak dopiero kilka dni temu dołączyłam (co widać po nicku :))
      Tak jak Wy lubię Jeżycjadę. choć nie bezkrytycznie, i wracam do niej (może nie do niektórych tomów, np. JT, CzP :P)

      Wracając do powodu, dla którego pozwoliłam sobie na zadanie pytania w tym wątku. Jestem świeżo po powtórnej lekturze Dziecka Piątku (które lubię i Konrada też lubię :)), ale nie wiem, czym były Radio "S" i TV "S". W radiu "S" Konrad słuchał Cohena, a w TV "S" dziewczynki oglądały jakiś program dla dzieci z księdzem (Ziarno? chyba nie, bo bylo, albo jest nadal na TVP) To co prawda grypsy nie z PRL, a z wczesnych lat 90-tych, jednak jestem zbyt młoda by je (te wczesne) pamiętać.

      Dlatego właśnie bardzo proszę o wyjaśnienie, czym były media oznaczane literą "S". Czy były lokalne, czy ogólnopolskie?

      Pozdrawiam, jak będę mieć coś do powiedzenia, to napiszę :)
      • szarotkaaaa Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 11.03.14, 15:41
        To musiała być jakaś stacja lokalna, na początku lat 90 w Polsce oprócz dotychczas istniejącej "Jedynki" i "Dwójki" pojawiła się sieć telewizji nadających program lokalny. Później połączyły się i tak powstała Polonia 1. Z drugiej strony, może chodzić o regionalny oddział TVP dla Poznania, który uruchomił nadawanie w latach 50 i teraz nazywa się TVP Poznań, ale kiedyś mógł mieć zupełnie inną nazwę i logo, pamiętam, że obecna TVP Warszawa to w latach mojego dzieciństwa był WOT (czyli Warszawski Ośrodek Telewizyjny).
        Chyba musi się wypowiedzieć jakaś poznanianka :)
      • mika_p Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 08.04.15, 22:39
        > Dlatego właśnie bardzo proszę o wyjaśnienie, czym były media oznaczane literą
        > "S". Czy były lokalne, czy ogólnopolskie?

        Lokalne.
        Początek lat 90-tych to istna eksplozja małych lokalnych stacji radiowych. W moim 100-tysięcznym mieście, wówczas stolicy województwa, obecnie powiat grodzki, były co najmniej dwa. Równolegle w odległym o 50 km miasteczku (obecnie powiatowym) była jeszcze jedna rozgłośnia.
        Wszystkie trzy bardzo fajne, robione przez pasjonatów, świetny kontakt ze słuchaczami, mnóstwo konkursów, audycje prowadzone przez słuchaczy, wystarczyło miec pomysł, odwagę żeby wystąpić, a wcześniej - żeby się zgłosić.
        Lokalne telewizyjki też były.

        Radio S, radio Z, radio RadioMuzykaFakty - to były pierwotnie radia lokalne. Obecnie nie dość, ze są ogólnopolskie, to jeszcze rozczłonkowały w tematyczne podstacje. Eska, Zet, RMF fm - wywodzą się właśnie z poznańskiego, warszawskiego, krakowskiego radiowego rynku lokalnego.
    • guineapigs Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 29.08.14, 20:12
      Absolutnie nie przeczytałam całej dyskusji - przepraszam, powinnam, ale nie zrobiłam i co mi wy zrobicie??? ha ha ha. Pamietam list dziewczyn do Mili w szpitalu, tam było coś tak: jakiś absztyfikant Idy powiedział do Ignaca, że teraz się nie trzeba juz historii starozytnej uczyć. Na co Ignac: TO JAKIEJ HISTORII TERAZ SIĘ BĘDZIECIE UCZYĆ!!! I dopisek w liście którejś z dziewczyn: więcej nie napiszę, bo jeszcze kto przeczyta.
      Dla mnie to jawne odniesienie do: jakiej to historii was teraz uczą - czyli nie historii, a historii politycznej/upolitycznionej, oraz do cenzury: bo jeszcze kto przeczyta.
    • czerwona_skarpeta Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 28.09.14, 19:18
      Nie przejrzałam całego tematu, więc mogę się powtarzać, ale czy mógłby mi ktoś uprzejmie wyjaśnić o co chodzi z misiami na obrazku w gazetce którą przeglądał Bobcio w Szóstej Klepce?
      Nigdy nie rozumiałam odpowiedzi Dziadka że powie mu gdzie zniknęły dwa z czterech misiów "jak będzie starszy". Dlaczego? Misie ktoś aresztował? Gdzie są? :D
      • zuzudanslemetro Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 09.01.15, 15:40
        może chodziło o cięcia budżetowe i reglamentowanie towarów?...
        • iskrzy_54 Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 22.03.15, 13:04
          Misie na kartki?
    • czerwona_skarpeta Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 28.09.14, 19:20
      I tak przy okazji to zawsze myślałam że "serwis Nowakowskiego" to nazwa stylu, w jakim ów serwis jest wykonany, coś jak fotel Ludwik XVI, zupełnie nie kojarzyłam tego z nazwiskiem sąsiadów :D
      • panna_beata Re: Grypsy z epoki - przypisy dla młodzieży 28.09.14, 19:35
        czerwona_skarpeta napisała:

        > I tak przy okazji to zawsze myślałam że "serwis Nowakowskiego" to nazwa stylu,
        > w jakim ów serwis jest wykonany, coś jak fotel Ludwik XVI, zupełnie nie kojarzy
        > łam tego z nazwiskiem sąsiadów :D

        To się szybciutko przyznam, że ja też. Ćśśśśś.... ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka