Dodaj do ulubionych

Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej mysli

29.12.05, 12:24
Drogie forumowiczki!
Pytanie takie jak w tytule. Naturalnie to Pani Musierowicz stworzyła
bohaterów Jeżycjady i to ona układa im życie. Czy jest jednak wątek, który Wy
rozwinęłybyście lub zakończyłybyście w inny niż autorka sposób? Czy są w
Jeżycjadzie niedobrane (waszym zdaniem ) pary albo nieudane przedsięwzięcia?
Ja np. nie mogę odżałować jednego : dlaczego Natalia ułożyła sobie życie z
Robrojkiem (którego jakoś nigdy nie trwiłam), a nie z intrygującym Nerwusem???
pozdrawiam i wracam do czytania Żaby...
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 29.12.05, 12:53
      Mnie akurat Nerwusa nie żal, bo choc intrygujący był, to w życiu pozaliterackim
      nie do wytrzymania- zaborczy, zazdrosny o każdą myśl natalii, szantażysta
      emocjonalny. Inna rzecz, że drazni mnie nieco, że autorka ten wątek rozwinęła
      inaczej niz planowała pod wpływem MIłosza. Uważam, że MM za bardzo sugeruje się
      opiniami innych.
      Nie podoba mi się zniknięcie Romy. Wolalałbym, żeby była na miejscu i naprawiła
      swoją przyjaźń z Elką.
      • dolmadakia Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.01.06, 14:32
        dakota77 napisała:

        > Mnie akurat Nerwusa nie żal, bo choc intrygujący był, to w życiu
        pozaliterackim
        >
        > nie do wytrzymania- zaborczy, zazdrosny o każdą myśl natalii, szantażysta
        > emocjonalny. Inna rzecz, że drazni mnie nieco, że autorka ten wątek rozwinęła
        > inaczej niz planowała pod wpływem MIłosza. Uważam, że MM za bardzo sugeruje
        się
        >
        > opiniami innych.
        > Nie podoba mi się zniknięcie Romy. Wolalałbym, żeby była na miejscu i
        naprawiła
        >
        > swoją przyjaźń z Elką.


        Z Elką??? Chyba z Pulpecją....:-)
    • dorotocha Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 29.12.05, 12:57
      No jak to dlaczego?! Bo przy nim czuła się bezpiecznie!
      A co się potoczyło nie po mojej myśli...hmm.... trudno powiedzieć. Słyszałam
      opinie rozczarowanych, że zupełnie nie po ich myśli była przemiana charakteru
      bohatera z białego na czarny - vide - Ignaś. Ale ja go bronię, bo w Trolli on
      po prostu został przedstawiony z innego punktu odniesienia. To tyle.
    • karolina_29 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 29.12.05, 19:45
      A mnie żal Pyziaka. Był znacznie ciekawszą postacią niż Grzegorz. Nigdy nie
      mogłam darować MM, że zrobiła z niego w Opium (i później) takiego łajdaka. To
      mogło być naprawdę fajne małżeństwo, a Grzegorz jest kompletnie bez wyrazu i
      nie widać między nimi żadnego iskrzenia. Podobnie zresztą jak między Markiem
      Pałysem a Idą.
      • catinka1 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 04.01.06, 17:37
        też jakoś żałuję, że Pyziak okazał sie draniem chociaż szczerze mówiąc miał
        zadatki. Nerwusa mi nie szkoda, robił na mnie wrażenie wariata i to na dodatek
        myślącego przeważnie o sobie.
        • kwiacia1 Niestety, nie wierzę w małżeństwo Róży i Fryderyka 13.01.06, 11:30
          Kompletnie różne temperamenty. Spodziewałam się, że Róża wyjdzie za Adriana.

          Natomiast mile zaskoczyło mnie małżeństwo Natalii i Robrojka, bo sama mam męża
          13 lat starszego, którego bardzo kocham...
          • baba67 Re: Niestety, nie wierzę w małżeństwo Róży i Fryd 13.01.06, 18:28
            Swietny pomysl mialas z tym mezem :-)
            Kobiety sie szybciej starzeja i przy rowiesniczych malzenstwach kolo 60 zdarza
            sie, ze widzimy pana w sile wieku i starsza pania sprawiajaca wrazeniem jego cioci.
            Oczywiscie wiele zalezy od usposobienia, ale przy starszym mezu zawsze sie
            bedziesz czula mlodo i powabnie(moj jest 7 lat starszy)
            • ewamamaolka3 Re: Niestety, nie wierzę w małżeństwo Róży i Fryd 19.07.06, 23:34
              he, he dlatego mam meza 14 lat starszego. I zawsze jestem mloda zona.
              Pozdrawiam Ewa
      • sita_atlantis Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 11.05.06, 19:36
        Mi nie żal ani Pyziaka, ani Nerwusa :P Tak się złożyło, że Natalia i Robrojek
        to moje ulubione postacie, więc akurat to spraowanie bardzo mi przypadło do
        gustu :) Natomiast wydaje mi się, że MM popełniła inny błąd - po prostu nie
        dopracowała postaci Grzegorza i Marka, czytelnicy nie mieli okacji ich poznać i
        się do nich przywiązać...
      • seligowa Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 09.01.08, 17:37
        karolino - myśle tak samo! Żal Pyziaka... jako jedyny myślał inaczej
        niz pobożna reszta towarzystwa.
        A ze między Idą a Markiem nie gra, to MM sama nie raz sugerowała, np
        wq "Córce Robrojka"...
        • doti.80 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 09.01.08, 20:31
          seligowa napisała:

          > karolino - myśle tak samo! Żal Pyziaka... jako jedyny myślał
          inaczej
          > niz pobożna reszta towarzystwa.

          Mnie też żal Pyziaka, tym bardziej, że zawsze miałam wrażenie, że on
          od początku był skazany na rolę wstrętnego brutala, bo nie spodobał
          się Mili już w KK. Pamiętacie list Mili ze szpitala "zawsze
          myslałam, że chłopiec Gabrieli będzie blondynkiem, i to dobrze
          ułożonym- a ten Pyza taki sportowiec z uwodzicielskim błyskiem..."
          Pyziak został poświęcony na ołtarzu tezy, że Mama ma zawsze rację. A
          kim jest Grzegorz, jeśli nie "blondynkiem, i to dobrze ułożonym"?
          • seligowa Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 26.01.08, 11:39
            otóż to, otóz to...
    • wuefka Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 03.01.06, 21:51
      > dlaczego Natalia ułożyła sobie życie z
      > Robrojkiem (którego jakoś nigdy nie trwiłam), a nie z intrygującym Nerwusem???

      Bo życia sobie nie chciała zmarnować, wiążąc się ze sfrustrowanym
      egocentrykiem.
      • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 03.01.06, 22:22
        Aniela z Bernardem.
        No ale podobno "ludzie sa ze soba z powodow, o jakich inni nie maja pojecia
        "(Przypadkowy turysta)-usilne pragnienie kogos kto na pewno nie odejdzie (bo
        zadna go nie bedzie chciala) po wczesnej stracie rodzicow, przykre doswiadczenie
        z gogusiem, ale osobnik jest wybitnie aseksualny.
        • wuefka Aniela z Bernardem 03.01.06, 22:53
          Chyba trochę na zasadzie "o jednym oku, byle w tym roku" ;)
          • irenka82 Re: Aniela z Bernardem 04.01.06, 10:15
            pyza z frycem mi nie pasuja,wolalabym lelujke.
        • zuzzia1 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 04.01.06, 11:21
          Zgadzam się co do aseksualności Bernarda, tzn ślub Anieli z nim mogę zrozumieć -
          dentysta nie wypalił, wszystkie koleżanki wyszły za mąż - ale potem powinna
          nastąpić seria niefortunnych zdarzeń, a tu sielanka, ble. Co dziwne facet
          przedstawiany jest (w opisie, bo w tzw działaniu jakoś tego nie widać i trudno
          w to uwierzyć)jako król życia, któremu nie oprze się żadna kobieta (tekst w tym
          rodzaju pada też w Zabie, co prawda z ust Piotrka, nb zabawnie poprowadzonej
          imitacji ojca).
        • bardzozielonykot Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.01.06, 15:11
          Mam zupełnie inną opinię w sprawie Bernarda. Moim zdaniem to świetny facet i
          bardzo bardzo interesujący człowiek, a do tego z fantazją i gotowością do
          akceptacji (za to chyba najbardziej go lubię). Aseksualności w nim nie widzę
          (ale może taka jest jej natura ;)
          • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.01.06, 15:46
            Kazda potwora znajdzie amatora,niekoniecznie rowniez potwore :-)
            Zdrowy,mlody facet niezdolny zarobic na rodzine przez dlugie lata jest pozbawiony
            jaj.Dyskwalifikacja.Nie mialabym nic przeciwko temu, zeby zarabial mniej ode
            mnie-az tak nie jestem przyklejona do stereotypu, ale siedziec zonie na
            garnuszku kiedy dzieci sa samodzielne ?
            Podkreslam-nie chodzi mi o okresowe bezrobocie, bo to kazdemu sie moze zdarzyc,
            nie chodzi mi o tatusiow z dziecmi, bo to jest etat, tylko o prozniaka
            utrzymywanego przez zone, ktory nie bedzie pracowal, bo on moze tylko jako artysta.
            • jan.kran Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.01.06, 16:28
              A ja znam taką rodzinę jak Bernard i Aniela. On bardzo niewiele pracował ,
              prawie wcale ma już ponad pięćdziesiąt lat,
              Ona trochę młodsza od lat zarabia na rodzinę , męża i dwoje dzieci.
              On wychował dzieci a Ona 40+ mimo dobrej pozycji zawodowej , wyższych studiów z
              PL, francuskiego licenacjatu właśnie zrobiła magisterium na Sorbonie i
              przymierza się do doktoratu.
              Jakoś życie pisze rózne scenariusze...
              Kran
            • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.01.06, 18:01
              Wiesz, oceniam ludzi ktorzy sa tylko w naszej wyobrazni, nie osmielilabym sie
              powiedziec o tej kobiecie, ze jest glupia, ze sie z nim nie rozwiodla, bo ja tez
              majac dzieci nie rozwiodlabym sie z takim gosciem -rodzina jest dla mnie
              cenniejsza wartoscia niz pelna realizacja jako kobiety i mezatki, a ta moze
              nastapic tylko wtedy, kiedy sie ma faceta z jajami(ja pisze o sobie, nie o innych).
              Ale zaczelismy od aseksualnosci-wlasnie tu tkwi problem-moge patrzec na
              mezczyzne oczyma wciaz na nowo zafascynowanej nim kobiety, czuc sie przy nim
              kobieta przez duze K, a tez moge traktowac go jako kogos z kim po prostu dziele
              zycie, jestem z nim, bom slubowala, bo to ojciec moich dzieci, bo po prostu
              zmieniajac cos bym wiecej zniszczyla niz zbudowala, bo w koncu przyzwyczailam
              sie, lubie go itp.W tym drugim przypadku o zadnym pozadaniu mowy byc nie
              moze-nic na to nie poradze, moj typ tak ma-jak facet nie imponuje trudno mi go
              traktowac jak faceta.
              • monikate Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.01.06, 19:11
                Ale Aniela ma dobrze z Bernardem! Ugotuje, posprząta, zakupy zrobi, dzieci
                przypilnuje, kiedy ona ma swoją godzinę relaksu. Aniela, ze swoim egocentryzmem
                źle by się czuła przy facecie, który wymagałby od niej pełnienia roli gospodyni
                domowej i matki full time.
                Nie można powiedzieć, że Bernard darmo swój chleb je :)
                Ot, po prostu zamiana tradycyjnych ról. Że aniela wolałaby, aby Bernard jeszcze
                kasę zarabiał, to już inna sprawa.
                • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 10:09
                  Pozwol, ze zadam Ci osobiste pytanie- chcialabys miec takiego meza ?
                  Od poczatku wszystko jasne-Ty zarabiasz, on siedzi w domu, gotuje sprzata,
                  wychowuje dzieci i tak juz na zawsze, bo czasem cos zarobi, ale rzadko i nieduzo.
                  Uklad jest uczciwy-on ma etat w domu, a Ty poza domem.Oczywiscie zyjecie
                  pozniej z jednej emerytury bo jak inaczej ?
                  Jesli naprawde tego chcesz, bedziesz pierwsza taka osoba, z ktora sie zetknelam.
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 12:25
                    baba67 napisał:

                    > Pozwol, ze zadam Ci osobiste pytanie- chcialabys miec takiego meza ?
                    > Od poczatku wszystko jasne-Ty zarabiasz, on siedzi w domu, gotuje sprzata,
                    > wychowuje dzieci i tak juz na zawsze, bo czasem cos zarobi, ale rzadko i
                    > nieduzo.
                    > Uklad jest uczciwy-on ma etat w domu, a Ty poza domem.Oczywiscie zyjecie
                    > pozniej z jednej emerytury bo jak inaczej ?
                    > Jesli naprawde tego chcesz, bedziesz pierwsza taka osoba, z ktora sie
                    > zetknelam.

                    Nie "pierwszą osobą", tylko "pierwszą kobietą", he he.

                    → → → → → → → → → → → →
                    Nadchodzi Era Mohera!
                    ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
                    • monikate Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 16:50
                      Babo! Nie, nie chcę!
                      Uuu... zagięłaś mnie!
                      Faktem jest, że Bernard nie siedzi po próżnicy, prowadzi ten dom full time.
                      Aniela zaprzągła go do roboty, gdzie mogła. Dalej już widocznie nie dała rady
                      przełamać oporu materii.
                      Skoro Bernard tak artystycznie potra
                      • monikate Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 16:53
                        ...niechcący za wcześnie wcisnęłam "wyślij".
                        No, skoro Bernard tak pięknie potrafi wypiekać ciasta, mógłby robić to na
                        zamówienie. Nawiązać współpracę z jakąś cukiernią :)
                        Może Anieli jest z Bernardem w miarę dobrze, pewne jej oczekiwania spełnia. Ja,
                        faktycznie takiego chłopa nie chcem. Przyznaję się do niekonsekwencji.
                        • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 17:11
                          A ja sie za to z Toba zgodze, ze kobieta nie ma zle z takim mezem :-)o ile umie
                          i lubi zarabiac kaske.Jednak kobieta ktora umie i lubi zarabiac marzy chyba o
                          innym niz Bernard mezczyznie...
                          • tk_s Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 18:38
                            i tak oto stał się Bernard fikcyjny podstawą do poważnych życiowych rozważań.
                            Może o to chodziło MM ;). Chciałem tylko zaprotestować z tego miejsca przeciwko
                            wezwaniu "Drogie forumowiczki"> Jestem facetem i też tu piszę i czytam, hm...
                            • jottka re 15.01.06, 18:52
                              tk_s napisał:

                              > Chciałem tylko zaprotestować z tego miejsca przeciwko wezwaniu "Drogie
                              forumowiczki"> Jestem facetem i też tu piszę i czytam, hm.


                              a dlaczego nie możesz założyć, że forma 'drogie forumowiczki' obejmuje w
                              domniemaniu również facetów? zapewne taka jest życzliwa intencja tego wezwania

                              i dlaczego na forum, gdzie większość stanowią osoby płci żeńskiej, miałoby się
                              przyjąć formę męską 'z domniemaniem' kobiet? żeby dopieścić jednego czy dwóch
                              facetów?:)
                              • wuefka Re: re 15.01.06, 20:23
                                > a dlaczego nie możesz założyć, że forma 'drogie forumowiczki' obejmuje w
                                > domniemaniu również facetów?

                                <rotfl>
                                Najlepszy tekst, jaki ostatnio czytałam ;D
                                • jottka Re: re 15.01.06, 20:54
                                  a to stare:) językoznawstwo w aspekcie femi kwitnie od dość dawna, np. blankiet
                                  prenumeraty takiej 'zadry' pisany jest od zawsze w formie żeńskiej (typu 'adres
                                  prenumeratorki'), ale nikt nie broni facetowi skorzystać z niego, własnie na
                                  zasadzie domniemania - tak jak obecnie popularny blankiet pocztowy z 'adresem
                                  prenumeratora' kierowany jest do obu płci, choć gramatycznie do jednej


                                  choć możliwe, że kolega chciał pełnej równości i proponował wezwanie 'drogie
                                  forumowiczki i drodzy forumowicze', przeciwko czemu nie mam zastrzeżeń:)
                                  • tk_s Re: re 16.01.06, 16:10
                                    Wezwanie 'drogie forumowiczki i drodzy forumowicze' byłoby ideałem, ale zgadzam
                                    się, że jest nieco rozwlekłe. Może być "forumowiczki" z domniemaniem, bylebyśmy
                                    gdzieś to domniemanie zaznaczyli (zaznaczyły?;)).
                                    • mankencja Re: re 16.01.06, 17:25
                                      więc najlepiuej skrot - d f! i niech kazdy go rozszyfruje według plci osobistej
                                      • jottka drogie deefy! 16.01.06, 21:23
                                        w rozumieniu: i ty droga deefo, i ty drogi deefie, i ty drogie deefo, o ile sie
                                        takie objawi:)
                                        • tk_s Re: drogie deefy! 16.01.06, 21:42
                                          deefy jednak sugerują płeć męską, bo niby mogą być deefki, czyż nie?
                                          Więc może "Dear Forumwriters!" Te cwaniaki Angielskie nie rozpoznają rodzaju:)
                                          • jottka Re: drogie deefy! 16.01.06, 23:04
                                            tk_s napisał:

                                            > deefy jednak sugerują płeć męską, bo niby mogą być deefki, czyż nie?



                                            ??? chyba jednak powiesz te deefy, a nie ci deefy? dopiero 'ci deefowie'
                                            konotowaliby formę li i jedynie męską - deefy mile rozluźniają sytuację, choć
                                            analizy gramatycznej siem nie podejmuje przeprowadzać, ale mogą być też
                                            deefiątka i deefcza, i deefisy, i deefiaki, no dużo tego, w moim pierwszym
                                            poście zaproponowałam - jak mi sie zdawało - pcie główne, ale zasadniczo mogą
                                            być i deklarowane, o ile sie czujesz deefką:)
                                            • tk_s Re: drogie deefy! 16.01.06, 23:48
                                              Hm... myślałem: ten deef, ta deefka, to deefiątko, te deefki, ci deefowie, ale w
                                              sumie to nie wiem, bo lekcje polskiego już daaawno za mną. Generalnie jestem
                                              jednak deefem a nie deefką;) To jest moja płeć główna i deklarowana:D
                  • sita_atlantis Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 11.05.06, 19:44
                    To nie do mnie, ale odpowiem. :P Skoro chcę uprawnienia, to oczywiście, że
                    zgadzam się na taki układ. Nikogo nie dziwi, jak kobieta zajmuje się domem,
                    tylko, nie dorabiając, a mąż pracuje. Czemu jeśli to kobieta pracuje, chce i
                    może utrzymać dom, facet nie może po prostu zajmować się domem? To właśnie
                    dowód na to, że feministki walczą także o dobro mężczyzn, bo to nic innego jak
                    dyskryminacja tych panów, którzy chcą być w domu, z dziećmi... Rozuemim bunt,
                    jeśli facet siedzi w domu i nic nie robi. Ale skoro wychowuje, prasuje i
                    gotuje, to czemu nie? :)
                  • jt100 Ja tak mam 06.06.06, 00:24
                    I jestem bardzo zadowolona. Chociaż to nie od poczatku było jasne. Gdy rodziłam
                    i karmiłam dzieci - mąż pracował i to nawet dużo. Teraz pracuję ja. On też coś
                    tam czasem robi, ale utrzymanie domu nalezy do mnie. Mam święty spokój: dzieci
                    dopilnowane, rachunki popłacone, posprzątane i ugotowane. Ja bym nie dała rady.
                    Jestem niezorganizowana bałaganiara. Prace domowe mnie męczą, denerwują i
                    zwykle kończyło się na ogólnej awanturze. A trudno aby mąż po powrocie z pracy
                    prał, sprzątał i gotował - gdy ja bym sie flustrowała. Odkąd zamieniliśmy się
                    rolami, tzn. mąż wszedł w rolę pana domu (zresztą całkiem przypadkiem) -
                    okazało się, że w domu jest znacznie więcej pieniędzy (mam lepszy zawód),
                    porządku i wlaśnie... domu. Bardzo lubię moją pracę, obiektywnie jest bardzo
                    ciekawa, mąż swojej nie lubił nigdy.
                    Dla ścisłośc chcę dodać, że jest męski a ja nie przypominam despotycznego
                    babochłopa.
                    Owszem, na początku były głupie komentarze znajomych, ale ich przecież zawsze
                    mozna zmienić. Teściową zignorowałam - baba całe życie trzymała pod pantoflem
                    męża, który miał tylko zarabiać pieniądze. Najlepiej dużo. I zupełnie nie
                    dostrzega, że u nas jest inaczej. Mój mąż, w przeciwieństwie do swego ojca,
                    nosi spodnie. I nie siedzi pod pantoflem.
                    Niech kazdy robi to, co mu najlepiej wychodzi, drogie panie.
                    • baba67 Re: Ja tak mam 06.06.06, 09:58

                      Ale nigdy mu tego nie wypominasz ?I Twoja emerytura wystarczy na dwoje ?
                      Nie przeszkadza Wam to w zyciu intymnym ?
                      Powiem Ci, ze jestes wspaniala, nowoczesna kobieta i Twoj maz ma wielkie
                      szczecie, ze Cie spotkal.Nie ulegasz stereotypom, nasz odwage byc szczesliwa po
                      swojemu.
                      • jt100 Re: Ja tak mam 06.06.06, 12:35
                        Oczywiście, że nie. Przecież, jak za niego wychodziłam, wiedziałam, że jest
                        nauczycielem. Żyje w tym kraju już trochę i wiem, jakie są zarobki w oswiacie,
                        Ja mam bardzo dobry zawód i bardzo dobrze zarabiam. Co do emerytury - wiem,
                        bedzie jedna, ale za to wysoka. To chyba lepiej, niż dwie małe, a nawet średnie.
                        W mojej pracy naprawde bardzo trudno pogodzic obowiązki z pełnoetatową pracą w
                        domu. Moje koleżanki (a kobiety z wyzej wymienionego powodu sa w znakomitej
                        mniejszości) albo nie decydują się na rodzinę, albo miotają się miedzy
                        kolejnymi nianiami, paniami do pomocy. Żadne małżeństwo nie przetrawało, z
                        panami jest troche lepiej, ale niewiele.
                        Ja mam spokój, mogę pracowac dłużej, jeżeli zajdzie taka potrzeba. A wiem, ze
                        dzieci na świat się nie prosiły (2 synów)i nic nie robiłabym ich kosztem. Obcym
                        ludziom nie powiezyła bym ich wychowania. To było jedyne wyjscie. Dzieki temu,
                        że mąż zdjął ze mnie wszystkie obowiążki (no, prawie wszystkie), zrobilam
                        doktorat. Rozwijam sie zawodowo. Awansuję. Przekłada się to na sytuację
                        materialną..
                        W życiu intymnym mi to nie przeszkadza, bo i dlaczego?
                        Przecież pisałam, że jest bardzo męski. A rodzina wbrew pozorom jest bardzo
                        tradycyjna. NIe widze powodu, żebysmy rezygnowali z naszego standardu życia,
                        tylko dlatego że to inaczej niz u sąsiadów. Znam zreszta juz nawet kilka takich
                        par. I tez sa szczęśliwi.
                        Jestem 19 lat po ślubie.
                        • baba67 Re: Ja tak mam 07.06.06, 09:31
                          Pytam, bo wszystko wskazuje na to, ze podobnie bedzie i u mnie-moze nie bede
                          miala bardzo wysokiej emerytury, ale jestem zabezpieczona w inny sposob, wiec
                          sie nie martwie o przyszlosc.Na razie mamy przedszkolaka z problemami, wiec maz
                          jest glownie niania. Ja sie rozwijam zawodowo(musialam zmienic zawod) i jeszcze
                          jakis czas potrwa, zanim bedzie dobrze finansowo.Nie robie doktoratu, ale drugi
                          fakultet, bo bardziej mi sie oplaca.Czuje sie wspaniale, bo kocham sie uczyc, a
                          nowe zajecie mnie uskrzydla.
                          Moj problem nie lezy w finansach, lecz w we wzorcach uksztaltowanych w
                          dziecinstwie-facet, ktory zajmuje sie dziecmi jest OK, zamiana rol, poswiecenie
                          dla rodziny no i ciezka praca-szanuje to i NAUCZYLAM SIE(caps lock
                          nieprzypadkowy) doceniac. Zupelnie innaczej jest gdy dzieci staja sie
                          samodzielne- przy kims, kto nie ma ambicji zawodowych nie bede w stanie poczuc
                          sie w pelni kobieta-mnie facet musi imponowac, miec swoj odrebny od mojego
                          swiat(stad tez uwaga o zyciu intymnym).
                          Podejrzewam, ze Twoje dzieci nie sa juz malutkie, wiec podziwiam Cie i troche
                          zazdroszcze, bo ja tak nie umialabym patrzec na meza, ktorego swiatem jest dom
                          plus jakies hobbystyczne zainteresowania.
                          Stad moj brak zrozumienia dla Anieli.
                          Na szczescie maz lubil to co robil, choc nigdy kokosow nie zarabial.Jest
                          prawdopodobne, ze kiedy sytuacja z synem sie unormuje znajdzie dla siebie cos,
                          co da mu satysfakcje, a jednoczesnie bedzie zrodlem dochodow, aczkolwiek nie
                          licze na niego jako na glownego zywiciela rodziny.
                          Zycie nam sie nietypowo ulozylo, ale szczerze mowic moim idealem jest
                          wariant-dzieci do szkoly/przedszkola, rodzice pracuja obiady w stolowce, kolacje
                          razem. O ile oczywiscie rodzice lubia to co robia, bo gorszy od pracy tylko dla
                          pieniedzy jest jedynie brak pracy.
                          • jt100 Re: Ja tak mam 09.06.06, 20:43
                            Przepraszam, że dopiero odpisuję, ale nie dość, że miałam w pracy straszny
                            młyn, to i w domu mam gości. Miłych, wyglądanych, co nie zmienia faktu, że dom
                            stanął na głowie.
                            Widzisz, ja miałam zupełnie inne wzorce. Moja mam - wzięty lekarz - nie mogła
                            się poswięcić pracy na tyle, żeby mieć z tego niezłe dochody, bo bardzo
                            angażowała się w pracę w szpitalu a na wizyty prywatne nie było już czasu. Bo
                            przeciez miała cały dom na głowie. Wychowana była tak, że musiało być czysto,
                            ciasto na niedzielny obiad upieczone, rodzina stołowała się w domu, a nie po
                            stołówkach. Za Boga nie wiem, jak ona na to znajdowała czas? Za to mój ojciec,
                            który zarabiał zawsze bardzo mało, nie był w stanie przejąć nawet części jej
                            obowiązków. Fakt, że sam starał się coś tam dorabiać - proporcjonalnie było to
                            jednak nadal bardzo mało. Znacznie mniej niz gdyby dodatkowo zarabiała mama.
                            Tak więc w domu zawsze brakowało pieniedzy. Branie łapówek oczywiście z
                            wiadomych wzgledów nie wchodziło w rachubę. Na szczęście.
                            Gdy mama w pewnym momencie otworzyła prywatny gabinet i poprosiła ojca o
                            zmniejszenie aktywności zawodowej i zajęcie się w większym stopniu(czyli
                            chociaz trochę) domem i dziećmi, tata się wyprowadził do swojej matki.
                            Tłumaczył się, że poczuł się tak, jakby mama kazała mu publicznie nosić
                            spódnicę.
                            Szanuję więc mojego męża za to, że wybrał to, co jest lepsze dla naszej
                            rodziny. Bo żłobki i stołówki i zycie w biegu nie odpowiadało ani jemu, ani
                            mnie. Rodzina jest tradycyjna przez co rozumiem, że to on jest głową rodziny. I
                            panem a nie "panią domu". Tyle że pracuje w domu. Nie jest tak, ze nic nie
                            robi. Tego nie toleruję ani u kobiety, aniu u mężczyzny. Ma swoje zajęcia,
                            które przynoszą mu satysfakcję, chociaż nie sa podstawa utrzymania domu.


                            • baba67 Re: Ja tak mam 10.06.06, 09:55
                              O tym, ze nic nie robi, oczywiscie nie ma mowy-juz codzienne zakupy, obiad i
                              sprzatanie to pol etatu.A jesli jeszcze chce sie dziecku pomoc w lekcjach,
                              zawiezc, przywiezc to juz normalna praca, za ktora sie gosposi placi niezle
                              pieniadze.
                              Traumatyczne przezycia z dziecinstwa sprawily, ze bylas w stanie wyjsc z
                              utartych wzorcow, spojrzec swiezym okiem i w pelni docenic to co masz.
                              Ja mialam inne wzorce wokol siebie, ktore wspaniale funcjonowaly-oboje rodzice
                              pracowali, a kiedy bylysmy z siostra mlodsze mialysmy gosposie-nianie.
                              Rodzice realizowali sie zawodowo, pieniedzy , choc bez szastania, starczalo, a
                              mnie nie przeszkadzalo, ze popoludniami jestem sama w domu, bo mialalm bogate
                              zycie towarzyskie i rozliczne zainteresowania. I zoladek dobry, stolowki
                              przezywalam.
                              Niemniej zadne z rodzicow nie nadawalo sie do siedzenia w domu i tworzenia
                              atmosfery-ojciec wiadomo dlaczego- nie te czasy, a Mama kochala swoja prace i
                              bylaby gleboko nieszczesliwa w roli kobiety domowej.
                              I tego idealu nie dane nam jest osiagnac, a rezygnacja z idealow jest bolesna i
                              frustrujaca, chyba najbardziej z tego wzgledu ze na razie nie oge zapewnic
                              dzieciom tego poziomu zycia, ktory zapewnili mi Rodzice.Gdyby tak bylo, na pewno
                              byloby mi lzej.

                              Dziekuje, ze zechcialas porozmawiac ze mna na ten temat i podzielic sie
                              doswiadczeniami.To zawsze, jakos pomaga.Pozdrawiam serdecznie :-)
                              • liliaweneda Re: Ja tak mam 16.08.06, 19:33
                                taki model rodziny: mąż w domu, żona w pracy, jest coraz bardziej popularny i
                                rozsądny wtedy, kiedy to kobieta zarabia więcej
                                Ad Aniela i Bernard: myslę, że Aniela jest szczęśliwa z kimś takim jak Bernard,
                                gdyż zawsze marzyła o tym, żeby zostać aktorką, a dzięki mężowi może poświecać
                                ukochanej pracy więcej czasu, gdyż nie musi się martwić o dom.
                • n0007 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 17.01.06, 01:21
                  > Ot, po prostu zamiana tradycyjnych ról. Że aniela wolałaby, aby Bernard jeszcze
                  >
                  > kasę zarabiał, to już inna sprawa.

                  Ależ Bernard zarabia! W "Noelce" Aniela wspomina, że jest bezrobotny, ale dwa lata póżniej, w "Dziecku piątku" (które właśnie sobie odświeżam :-)) Konrad wyraża swoją dezaprobatę, iż Bernard "nauczył się zarabiać pienądze na Sztuce" i zacżął "malować obraz za obrazem". Nie mówiąc już o tym, że cała heca z draperiami w "Żabie" wzięła się stąd, że potrzebował ich do jakiegoś zlecenia...
                  • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 17.01.06, 17:56
                    Ta, ale juz w Imieninach ulubionym zajeciem Bernarda stalo sie wysiadywanie na
                    przystankach i wpraszanie sie tak gdzie nikt jego obecnosci bynajmniej nie
                    oczekiwal.
                    Ponadto te draperie to jakas praca po dlugim okresie "przestojow tworczych" czy
                    czegos w podobie.gdyby regularnie arabial, placilby na Zus, czego nie robi a
                    Aniela delikatnie mu to wypomina.
            • ania.zalogowana Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.05.06, 09:25
              Baba67, wytłumacz mi proszę dlaczego praca mężcztyzny zajmującego się domem i
              dziećmi jest mniej wartościowa od pracy kobiety która na rodzinę zarabia zawodowo?
            • onion68 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 27.06.07, 21:10
              Po pierwsze, nigdzie nie jest powiedziane, że Bernard nie zarabia pieniędzy, a
              po drugie, jest on bądź co bądź artystą malarzem - niby w jakim charakterze
              miałby pracować na etacie i gdzie? W tej sytuacji Aniela powinna się cieszyć, że
              nie prowadzi on typowego dla niektórych artystów cygańskiego żywota, pełnego
              alkoholu, innych używek i coraz to nowych muz.
    • asia-fb Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.06, 22:42
      Ożeniłabym Joannę z Pyziakiem, przynajmniej nie musiałaby do Francji wyjeżdżać )
      (czy też żenić się z Francuzem, już nie pamiętam dokładnie).
      • verdana Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 17.01.06, 19:20
        A mnie najbardziej przygnebiło stoczenie się braci - skleroza - no, tych braci
        co psa na zielono przemalowali.
        Bo oznacza, że nie warto się starać. Dziecko łobuz i tak na łobuza wyrośnie.
        • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 18.01.06, 13:28
          Tak, rzeczywiscie, i ta swietlica, ktora zapoczatkowalo Kolo Zamachowe Szajba
          przeksztalcila sie w przechowalnie dzieci-zupelnie inny cel im jednak przyswiecal.
          Co jeszcze ?
          Nagle zamazpojscie i wyjazd Romy-bardzo lubie te postac-Roma jest taka
          ...niedorobiona i w tym swoim niedorobieniu wiarygodna.Ilustruje niezbity fakt,
          ze rowniez ludzie wychowani w normalnych, kochajacych rodzina z ciepla matka
          niekoniecznie musza harmonijnie rozwijac sie pod wzgledem psychicznym.
          • kaprysia Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 04.02.06, 22:30
            NIGDY nie wybaczę Musierowicz tego, co zrobiła z Pyziaczkiem! Absolutnie
            nieprzekonująca psychologicznie jest ta jego metamorfoza i koniec, kropka. No i
            Natalia z tym starym nudnym z gruba ciosanym Robrojem, to porażka.
            • k_linka Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 05.02.06, 01:59
              Sama idea wydania Natalii za dojrzalego faceta z przeszloscia i dzieckiem nie
              jest taka glupia. Moze dlatego, ze ja za Nerwusem nie przepadalam. Toz to facet
              pozbawiony poczucia humoru. jak z nim zyc?? Idiotyczne jest natomiast kreowanie
              Robrojka jako zgorzknialego starca. A tak na marginesie to i Pyziak, i Robrojek
              w wersji dojrzalej sa malo przekonywujacy - jakby nic wspolnego nie mieli z
              postaciami z czasow "Kwiatu kalafiora"
              • piotr7777 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 05.02.06, 11:09
                A tak na marginesie to i Pyziak, i Robrojek
                >
                > w wersji dojrzalej sa malo przekonywujacy - jakby nic wspolnego nie mieli z
                > postaciami z czasow "Kwiatu kalafiora"
                Często w ludziach dokonuje się przemiana.
                Robrojek był wesołkiem, ale zmieniły go ciężkie doświadczenia życiowe, choć
                może w ogóle zawsze w głebi duszy był melancholikiem a zewnętrzną wesołością
                starał się to zatuszować.
                Pyziak niby to okazał się chamskim burakiem w "Języku Trolli", ale może to jego
                prawdziwe oblicze - wcześniej mógł po prostu kreować się na dżentelmena i
                erudytę - rodzaj szpanu na użytek rodziny Borejków. Poza tym o ile pamiętam w
                grupie ESD był zawsze "adwokatem diabła".
                • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 05.02.06, 14:12
                  No wlasnie-ja w Robrojku zawsze wyczuwalam te melancholie.Klamczucha, w ktorej
                  go poznajemy to bardzo dobra literatura, a ta potrafi duzo przekazac miedzy
                  wierszami.
                  On byl dojrzaly jak na swoje 16 lat.Prawdziwy sangwinik nie bedzie dojrzaly w
                  tym wieku-ten typ dojrzewa pozniej niz inne, a niekiedy nie dojrzewa nigdy.

                  Co do Pyziaka-tu rzeczywiscie istniala alternatywa, ze sie ustatkuje.
                  Facet wczesnie stracil rodzicow, opiekowala sie nim, antypatyczna, zapatrzona
                  w siebie siostra, w wieku 16 lat musial zarabiac na siebie, dopiero w wieku 18
                  lat zaczal szkole srednia.Nie mial wzorcow normalnej rodziny i byl spragniony
                  akceptacji i ciepla-stad autentycznie przylgnal do Gabrieli(a mial szanse u
                  atrakcyjniejszych od niej) i jej rodziny.Staral sie zapracowac na akceptacje i
                  zaufanie, niemniej w pewnym momencie zycia nie starczylo mu motywacji,
                  charakteru, uczucia.Nie jest to rzadkie u osob, ktore w dziecinstwie i okresie
                  dojrzania tego nie zaznaly.
                  Dlatego ma slusznosc Gabriela mowia, ze nie byl odpowiedzialny, bo nie lezalo
                  to w granicach jego mozliwosci.
                  • tilija Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 05.02.06, 14:35
                    Mnie również zawsze się wydawało, że Robrojek był tak naprawdę osobą wrażliwą,
                    dojrzałą, poważnie myślącą o życiu. Ale ponieważ nie był zbyt atrakcyjny
                    fizycznie, miał pewno z tego powodu kompleksy, a dziewczyny nie zwracały na
                    niego uwagi, musiał nadrabiać ciekawą osobowością. Stąd ta jego otwartość,
                    żarty, bycie duszą towarzystwa. Taka postawa mogła także chronić go przed
                    odrzuceniem i zranieniem (np. przez Anielę).
                    • tygrys2112 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 17.06.07, 22:20
                      niestety czasami wstrząs uczuciowy jest na tyle silny, że zmienia człowieka
                      kompletnie. śmiech nie jest wtedy szczery, bo jest przykrywką dla depresji.
                  • croyance Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 12.05.06, 13:38
                    Nie pamietalam historii o mlodosci i dziecinstwie Pyziaka, ale jesli jest tak,
                    jak piszesz (brak rodzicow etc.) to coz w tym dziwnego, ze nie umial sie
                    znalezc w roli ojca i - przerazony - czmyhnal czym dalej?
            • liliaweneda Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 16.08.06, 19:38
              tu się nie zgodzę, ponieważ Natalia z Filipem nie była szczęśliwa, uciekała
              przed nim, tak jak przedtem przed Tuniem, a pomiędzy nią a Robrojkiem od
              początku było coś fantastycznego, rozumieli się bez słów.. Rozumiem, że możnie
              nie lubić Roberta, ale w konfrontacji z Nerwusem wygrywa.
        • ida198511 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 17.06.07, 19:37
          A mnie najbardziej przygnebiło stoczenie się braci - skleroza - no, tych braci
          > co psa na zielono przemalowali.

          nazywali sie Lisieccy. mnie tez nie podoba się to, co z nich wyrosło.

          > Bo oznacza, że nie warto się starać. Dziecko łobuz i tak na łobuza wyrośnie.

          może MM tak uważa, ja nie. byłam zaskoczona, kiedy w BBB okazało się, że
          schwungszajba (czy jako to się tam nazywa) nie wypaliła. a tak pięknie się
          zapowiadała w IS; były już nawet pewne sukcesy..:(
    • sylvie21 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 08.02.06, 00:34
      Natalia nie powinna układać sobie życia z Robrojkiem!!!!! Moim zdaniem
      zmarnowała swój czas na niego!!! Powinna być z Nerwusem!!!
      • baba67 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 08.02.06, 09:11
        Jestes chyba jeszcze bardzo mloda i nie wiesz, ze kobieta moze marnowac czas
        jedynie ze egocentrycznymi szczawikami.Z takim to sie tylko wyszalec dobrze-a
        potem stateczny, oddany rodzinie misio.Sluchaj starych bab, nie pozalujesz :-)
        • tilija Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 08.02.06, 11:02
          Nerwus może był i przystojnym, intrygującym artystą o ciekawej osobowości, ale
          jego charakter całkowicie wykluczał udany związek z Natalią. Jak sobie to
          wyobrażasz Sylvie21? Wieczna szarpanina, łzy, gra, brak zaufania? Ludzie się
          nie zmieniają, i tak by było już zawsze. Nawet sama Natalia czuła, że przy
          Filipie czuje jak by jej nie było. On jej przecież zupełnie nie rozumiał i
          chyba nawet nie szanował.
          • laura-gomez Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 11.05.06, 17:25
            Róża + Frycek i ich dziecko (biedna mała)
    • sita_atlantis Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 11.05.06, 19:54
      Mam wrażenie, że Gaba zaczyna się robić nieco zbyt idealna. Rozumiem, że z
      wiekiem łagodnieje, dojrzewa itd., ale jednak robi się nieco nudna :/ właściwie
      jedyna rysa na jej charakterze, to rozpieszczanie Ignacego Grzegorza.
      Poza tym - szcześliwy powrót Fryderyka i pocałunek z fajerwerkami i
      fanfarami... uch. :/ Może nie tyle powrót, bo to było do przewidzenia, ale to,
      że Róża mu wybaczyła tak od razu.
      Aha, i lekka przesada z dojrzewaniem Tygrysa - te dziwne rzeczy z włosami...
      Zdecydowanie mi to do niej nie pasuje, w końcu ma lustro, a wygląd zawsze był
      dla niej ważny.
    • enixx Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 11.05.06, 20:32
      Troche szkoda, ze Mareczek z tak dobrze zapowiadajacego sie (na slubie) meza
      stal sie wiecznym spiochem, nieobecnym w zyciu rodziny.
      • ssssen Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 12.05.06, 13:31
        No tak to zwykle bywa, jak w serialu - losy zakochanych bohaterów sa
        interesujące, dopóki ci nie stana na ślubnym kobiercu. Żeby ciągnac ich watek
        dalej trzeba narobić im w zyciu problemów ;)
        • stasia_kowalska Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 12.05.06, 19:19
          moim zdaniem własnie z takim robrojeczkiem mogła sobie ułozyć zycie. taka
          bezbronna i niesmiała natalia i taki dominujacy nerwus??? Powtórzenie watku gaby
          w postaci historii jej córki i fryca tez średnio udane. i jeszcze ten jego
          przyjazd w chwale....
          • meduza7 Zapomniana postać - Cesia 13.05.06, 20:52
            Miała marzenia, ambicje, plany, medycyna itp... i co? Trójka dzieci i pełny
            etat w domu. Li i jedynie.
            • aga857 Re: Zapomniana postać - Cesia 05.06.06, 23:18
              Mi też szkoda wątku Cesi- byłam pewna, że ona zostanie lekarzem. Poza tym
              chciałabym, aby choć w dwóch zdaniach wspomnieć o obecnych losach rodzin Żaków,
              Hajduków, Kołodziejów. Przeciez mogliby być bliższymi znajomymi Borejów, skoro
              tak się kiedyś przyjaźnili.
              Wątek Kreski- tez jakoś zniknęła
              Wątek Aurelii- chyba wyszła za brata Bebe, ale może coś więcej?
              • aniarazytrzy Re: Zapomniana postać - Cesia 28.06.06, 23:31
                W "Żabie" jest mowa o Aurelii - jest polonistką, wyszła za Kozia (który jest
                znanym scenografem - a jakże) i spodziewa się dziecka (koniec września 2004).
      • kurt.wagner Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 06.06.06, 23:58
        enixx napisała:

        > Troche szkoda, ze Mareczek z tak dobrze zapowiadajacego sie (na slubie) meza
        > stal sie wiecznym spiochem, nieobecnym w zyciu rodziny.

        Oj, widać, że nie masz w rodzinie faceta-lekarza dorabiającego na trzech
        etatach, on potem naprawdę nadaje się już tylko do spania :)
        Fakt, że Ida (zauważa to delikatnie, jak to Ida) pracując w podobnym wymiarze
        idzie potem ze śpiewem na ustach na spacer z Józinkiem, ale to inna sprawa.
        Kobiety już tak mają :)

        A przy okazji - witam wszystkich! Znalazłam to miejsce przypadkiem i chętnie
        będę zagladać!
    • agnieszkagosia Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 14.05.06, 19:18
      Stanowczo mi Bernard nie pasuje do ANieli. Na widok tego rozgadanego, ozlazłego
      brodacza dostaję drgawek niemal :)
      Dziwacznie poprowadzono postać Laury. Zapowiadała się ciekawie - jako nieco
      zbuntowana ale inteligentna, myśląca dziewczyna. A wyszła pannica, ktora myśli
      tylko o tym jak tu wyjść za mąż.
      Za to bardzo się cieszę, że z horyzontu Róży zniknęli bracia L. A już pomysły
      aby ciężarna Roża związala się z Adrianem są pomyłką. Bo nieprawdopodobna
      psychoogicznie jest dla mnie sytuacja, aby dwudziestoparoletni chłopak podjął
      się z ochota opieki nad cieżarną, bycia ojcem dla jej dziecka. Zwłaszcza jeśli
      naturalnym ojcem dziecka był jego rywal. Zresztą tak naprawdę wszelkie mówienie
      o Adrianie jako ewentualnym kandydacie są nieuzasadnione - wiemy tylko o tym, że
      intensywnie na nią patrzył i nic nie mówił. A to niewiele.
      Aga
      • dakota77 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 06.06.06, 13:06
        A czy to nie było tak, że Laura spłoszyła Adrania w Żabie, opwiadając mu o tym, jak to koniecznie musi
        wyjśc za mąż? Mnie sie wydazwalo, że on chciał sie z nią związać, aczkolwiek nie tak definitywnie:)
        • laura-gomez Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 07.06.06, 09:03
          myślę, że masz na myśli Lucka, najmłodszego z braci, a nie Adriana. Moim
          zdaniem Lucjusz od dawna kochał się w Laurze. Po przeczytaniu JT byłam pewna,
          że będą razem..
          • aska_manfredzik Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 28.06.06, 23:08
            EEeeechhh...ja tez bylam pewna,ze Natalia bedzie z Nerwusem...Musierowicz w
            Corce Robrojka zrobila z niego takiego egoiste i zazdrosnika, a tak sie
            ciekawie zapowiadal...:(
            • tuskaroz Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po waszej 13.08.06, 20:51
              Nie po mojej myśli potoczylo sie: to ze Róża i Fryderyk tak szybko się
              pojednali.
              Poza tym, Pani MM bardzo malo pisze o Pulpie i jej dzieciach. To samo z Nutrią.
              • wanilia1 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po waszej 14.08.06, 10:52
                1.Nutria z Robrojkiem
                2.Aniela z Bernardem
                3.Róża z Fryderykiem (za co MM zrobiła to Róży????)
                3. Metamorfozy:
                a) Cesi: z kobiety ambitnej i inteligentnej: w kurę domową
                b) Lisieckich: w bandytów
                c) Pyziaka: z inteligentnego młodego człowieka: w chamskiego przestępcę
                d) Fryderyka: ze smarkacza w świadomego ojca, co to przez pół roku nie odbierał
                maili
                e) Anieli: z trochę zwariowanej dziewczyny w rozkapryszoną gwiazdę
                f) Gabrysi: ze sportsmenki w matronę
                g) Nerwusa: z wrażliwca w psychopatę
    • agnieszkagosia Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 16.08.06, 16:05
      Szkoda Cesi - zapowiadała się świetnie a wyszła pani domu
      szkoda Róży - na początku to jeszcze jakoś sie zapowiadało a wyszla rozleniwiona
      dama kanapowa zdolna tylko jęczeć i czekać na pomoc
      maksymalnie nie po mojej myśli pojednanie Róży i Fryderyka, myślę, że jego
      szkoda do takiej żony i do wejścia w taką rodzinkę
      Agnieszka
      • aniarad1 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 16.08.06, 20:47
        los J. Pyziaka
    • truscaveczka Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 18.06.07, 16:25
      Nutria z Tuniem - beznadziejny układ
      Nutria z Nerwusem - dziwię się, że w ogóle się nim zainteresowała, wyjątkowo
      odrażający typ.
      Zniknięcie Elki i Tomcia, moich ulubieńców
      • ginestra Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 18.06.07, 19:00
        Ja bardziej - jak niektóre przedpiśczynie - jestem rozczarowana wątkiem Janusza
        Pyziaka. :(

        Tunio, czy Nerwus, we wspomnianych wątkach, to - jak dla mnie - takie "w ciemno
        ulokowane uczucia", jak w tej reklamie o rumuńskich księżniczkach ;), można je
        uznać, według mnie, za takie po prostu błędy, a raczej lekcje, na drodze
        dojrzewania do prawdziwej miłości, do której potrzebna jest przede wszystkim
        wiedza o sobie, a tej Natalia uczyła się długo. A więc nie są jak dla mnie te
        wątki rażące, nie po myśli.

        Jeśli chodzi natomiast o zniknięcia - to ja też żałuję Elki i Tomka, ale także
        Bebe, którą bardzo lubiłam w Brulioni (wiem, była jakaś jedna wzmianka, ale mi
        szkoda, że nie więcej). No i troszkę Żaków mi szkoda, choć rozumiem, że oni
        wcale nie musieli się pojawiać skoro była potem mowa głównie o Borejkach. Elka
        to co innego - to rodzina.

        Fajny wątek, jeszcze pomyślę nad nim.
        Pozdrawiam!



        • agusia552 Laura 27.06.07, 17:18
          metamorfoza laury zdecydowanie nie przypadła mi do gustu
          myślałam że nareszcie będzie postać zdecydowanie inna gwiazda estrady mąż w
          młodym wieku i takie tam a tu nic
    • onion68 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 27.06.07, 21:06
      Przeczytałam właśnie znów "Opium" (od połowy, ale mniejsza z tym), spłakawszy
      się znowu niezawodnie przy scenie pojednania Aurelii z mamą i już wiem, że w
      całej Jeżycjadzie najbardziej doskwiera mi wątek Ewy. Chciałabym, żeby po
      odnalezieniu się jako matka (to gdzie była dotąd ;) cytat z Jasona Ogga, nie
      mogłam się powstrzymać), pogodzeniu z uczniami (myślę, że ta fioletowa bluzeczka
      zrobiła swoje), jednym słowem dojrzawszy - powinna być szczęśliwa. Już nie
      chodzi o rozpad małżeństwa - chętnie bym to sobie zinterpretowała jako kolejny
      akt odwagi ze strony Ewy, zerwanie z fikcją związku. Ze wspomnień Aurelii wynika
      jednak, że życie Ewy aż tak bardzo się nie zmieniło, to Jedwabiński odszedł, a
      Ewa niespełniona i nieszczęśliwa. Zawsze smutno mi z tego powodu, bo Ewę lubię -
      zawsze miała dobre intencje, a też moją sympatię budzą raczej osoby powściągliwe
      w zachowaniu, a nie poklepujące wszystkich po plecach i nawracające na radość
      życia przy każdej okazji.
      • ida198511 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 27.07.07, 12:49
        1. To, że Pyziak został kryminalistą
        2. To, że Róża zaszła w ciążę z Fryderykiem (Uważam, że już dawno temu powinni
        się rozstać. Niestety MM postanowiła, że Pyza dołączy do tego grona bohaterek
        Jeżycjady, które związały się na całe życie ze swoim pierwszym chłopakiem)
        3. To, że Lisieccy się stoczyli
        4. To, że Ewa do końca życia miała problemy z nawiązywaniem i utrzymywaniem
        dobrych stosunków z innymi ludźmi, a przecież się starała, żeby było inaczej
        • isushi Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 20.08.07, 13:26
          Praktycznie wszystko.

          A z najważniejszych:

          1). Róża. To, że skończy jako matka było wiadome, ale nie
          spodziewałam się, że tak wcześnie. Myślałam też, że będzie mniej
          świętojebliwa i odpychająca, zaś zostaną w niej resztki gabrysiowego
          rozsądku (które jako idealna kopia Gabrieli mieć powinna). Byłam też
          pewna, że po Kalamburce Adrian sporo namiesza, a tu proszę - kolejny
          pseudointelektualista do kolekcji.

          2.) Laura. Tutaj pomyliłam się we wszystkim, w czym mogłam. To, że
          zakocha się w Wolfim, to, że zamieni się w kolejną dziewicę
          borejkowską i zechce ślubu za wszelką cenę. To, że stanie się snobką
          i zwyczajnie chamską osobą, dla której ktos nieznający jej
          ukochanego Pana Tadeusza jest chamem i prostakiem, ona zaś sama może
          się wywywższać pośród ludu znajomością kilku wierszy. Byłam pewna,
          że wyrośnie z niej rasowa femme fatale, która będzie łamać serca
          chłopców do czasu, aż nie spotkanie dobrego "przeciwnika" (tutaj
          można wstawić Wiktora). Cóż, mylić się jest rzeczą ludzką.

          3.) Nerwus i Natalia. Po lekturze NiN byłam absolutnie zakochana w
          tej parze. Nie pasowali do siebie - neurotyczna osobowość z
          wrażliwą - ale w ksążkach Musierowicz jest wszystko możliwe, więc i
          ta para mogłabybyć szczęśliwa. Nie musieli by nawet urodzic szybko
          dzieci, choc obawiam się, że reguly borejskowskiego swiata musza
          zostac zachowane. A tu prosze - Natalia ucieka do wujka Robrojka,
          zas Nerwus zamienia sie w wlasna karykature. To chyba moje
          najwieksze rozczarowanie. A byli taka piekna para!
          • das.krokodil Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 21.08.07, 18:55
            1. Zal mi, że Ignaś stał się takim rozpieszczonym maminsynkiem.
            Jako "Motyl" był tak obiecująco zapowiadającym się młodym
            człowiekiem, a tu proszę :( Tak, chyba najbardziej żal mi Ignacego
            Grzegorza.

            2. Zal mi Laury, która zakochała się w Wolfgangu - jakoś mi te osoby
            do siebie nie pasują ;/

            3. Zal mi, że nie ma juz prawie wątków Pulpy i Baltony - uwielbiałam
            ich. Następna sprawa - dlaczego córka Pulpy jest taką beksą bez
            charakteru? Z takich rodziców powinien chyba powstać ktos wyjatkowy?

            4. Zal mi, że dziadek Ignac stał się taki apodyktyczny i bezbarwny,
            stracił całkowicie moją sympatię przez to szpiegowanie i nauki,
            wpajane małemu Ignasiowi.
      • manai Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 03.01.08, 14:42
        hihihi, zupełnie nie a propos głównego wątku, ale też nie mogłam się powstrzymać. lubie się przekonywać, że ludzie czytają książki, które uwielbiam i że one im wpadają w codzienne myślenie. jak oggowie, jak chleb krasnoludów
    • aasiek Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 24.08.07, 10:51
      Wielkie NIE dla Róży i Fryderyka :/
    • sir.vimes Bardzo dużo 17.12.07, 17:41
      1. Kreska - to, że jednak zdecydowała sie na tombak.
      2. Ewa Jedwabińska - że nie udało jej się ułozyć sobie zycia (i w ogóle przeżyć)
      3. Gabriela - że nadal nie potrafi zaakceptować Laury
      4. zniknięcie wielu ciekawych postaci - ale to jest pretensja na wyrost, dopóki
      autorka pisze jest szansa, że dowiemy sie czegoś np. o Cesi czy Bebe. Znaczy,
      czegoś więcej niż to, ze zyja i mają dzieci.
      5. Aurelia i Eugeniusz - zupełnie nie rozumiem czemu Eugeniusz porzucił kolena
      kobietę i przeprowadził się z córką z powrotem na Norwida.
      6. etc...
      • truscaveczka Re: Bardzo dużo 18.12.07, 07:04
        Dlaczego Eugeniusz porzucił Monikę? A pamiętasz, co mówiła Babcia Marta? Że jak
        ząb boli i się pojedzie w inne miejsce, to ząb nie przestanie boleć. Problem
        Eugeniusza leżał nie w takiej czy innej żonie, takim czy innym miejscu
        zamieszkania itd. Leżał w nim. Zaciskał się kurczowo na jego sercu i żołądku,
        nie pozwalał mu żyć swobodnie, oddychać pełną piersią....
        Y, przepraszam, poniosło mnie ;)
        • 1802l Re: Bardzo dużo 18.12.07, 08:02
          truscaveczka napisała:

          > Dlaczego Eugeniusz porzucił Monikę? A pamiętasz, co mówiła Babcia
          Marta? Że jak
          > ząb boli i się pojedzie w inne miejsce, to ząb nie przestanie
          boleć. Problem
          > Eugeniusza leżał nie w takiej czy innej żonie, takim czy innym
          miejscu
          > zamieszkania itd. Leżał w nim. Zaciskał się kurczowo na jego sercu
          i żołądku,
          > nie pozwalał mu żyć swobodnie, oddychać pełną piersią....
          > Y, przepraszam, poniosło mnie ;)
          Nie przepraszaj! Poza tym Monika nie wygląda mi sympatycznie. I ten
          jej syncio :(
          • sir.vimes Monika - "Nie pochwalam tej jego Moniki" 18.12.07, 09:33
            Monikę widzimy właściwie w jednej scenie - kłótni. Syn - rzeczywiście mało
            atrakcyjny ale Eugeniusz nie z tym synem się związał. Zresztą - jego córka też
            nie była "przylepą" i zapewne nie okazywała zbyt wiele sympatii nowej rodzinie
            (co mnie nie dziwi, ale zapewne utrudniało porozumienie).
            Jedyne co naprawdę wiemy o Monice - to to, że babcia jej "nie pochwalała".
            Widocznie wystarczyło.
            Jakoś wydaje mi się, ze Ewy tez "nie pochwalała". I , że "nie pochwalała" samego
            Eugeniusza - dużo wcześniej niż sam zaczął psu ć sobie życie.
            Eugeniusz jest szują już w Opium - ale jest też jednym z wielu bohaterów, którym
            nie dano szans. Trudno nim nie gardzić - ale też trudno mu troszkę nie współczuć.
            Osobiście żałuję, że nie dano mu szansy okazać się człowiekiem zdolnym do
            pozytywnych zmian. Chociaż - może pojawi się jako dobry i uważny dziadek, dający
            wnukom to, czego pożałował córce?

            • ginestra Re: Monika - "Nie pochwalam tej jego Moniki" 18.12.07, 12:00
              Ja też mam takie wrażenie, że Eugeniusz (jak i Ewa) to postać, której nie dano
              szansy.

              Co do Eugeniusza, jeśli faktycznie problem (z emocjami, dojrzałością,
              zintegrowaniem itp.) był w nim (jak ilustruje metafora bolącego zęba), to źródła
              tego problemu należy szukać w jego domu rodzinnym. Ja również mam wrażenie, że
              matka "nie pochwalała" Eugeniusza, że nie pozwoliła/ nie pomogła mu rozwinąć
              różnych umiejętności (np. umiejętności wyrażania i okazywania uczuć, odczuwania
              więzi z kimś, rozczytywania siebie). Ja czytałam Dziecko Piątku tylko raz,
              jeszcze przed moimi lekturami "psychologicznymi" (Alice Miller zwłaszcza!), a
              pamiętam, że już wtedy nie pasowała mi postać tej mądrej, ciepłej, empatycznej
              pani Marty - jaką była wobec Aurelii - do obrazu Eugeniusza, jej syna. Wydawało
              mi się jaskrawe, że jego wychowała osoba serwująca jakiś dystans, obojętność,
              nie pozwalająca mu na wyrażanie, a nawet uświadamianie sobie różnych rzeczy,
              które się w nim działy - pozytywnych i negatywnych, na odczuwanie prawdziwej
              więzi ze sobą i z kimś.
              Ten Eugeniusz na pewno był dzieckiem bardzo osamotnionym (pamiętam zdjęcie
              wystraszonego i zdystansowanego małego Eugeniusza z nadgryzionym pączkiem w ręku
              na imprezie choinkowej, gdzie trudno mu było o wesołość, choć być może inne
              dzieci - nie pamiętam opisu - były tam swobodniejsze i weselsze). Taki Eugeniusz
              musiał "żyć bardziej w głowie" i konstruować sobie nieświadomie mnóstwo własnych
              mechanizmów obronnych, które potem przeszkadzały w dorosłym życiu, w relacjach.
              Trudno mu nie współczuć. Tak jak trudno nie współczuć Ewie. Czy nawet Monice.
              Monika musiała być tego samego typu kobietą co Ewa, skoro Eugeniusz ją wybrał,
              bo nie przepracował przecież na tamtą chwilę swoich problemów, a więc wybierał z
              tego samego klucza. A więc na pewno była to kobieta, która pozwalała mu na ten
              emocjonalny dystans, brak akceptacji itp.(też jakoś skrzywdzona w dzieciństwie i
              też bardzo łaknąca bliskości, ale obawiająca sie jej), tyle, że ona może w
              jakimś momencie zdała sobie sprawę, że jej różne emocjonalne potrzeby nie są
              zaspokojone, bo zaczęły ją one po prostu boleć, a nie umiała ich tak tłumić jak
              Ewa, i zaczęła się tego zaspokojenia domagać (np. złoszcząc się na Eugeniusza za
              różne rzeczy) i stąd ten rozdźwięk między nimi i kłótnie.

              Temat dla mnie ciekawy do rozważania. Nie wiem jednak czy dobrze pamiętam tę
              fabułę i te opisane sytuacje i - czy dobrze je interpretuję psychologicznie.

              Bardzo mi ostatnio brakowało forum, trochę podczytywałam i postanowiłam dziś
              napisać coś, choć może nieskładnie, i dać znać.
              Pozdrawiam!
              • sir.vimes Re: Monika - "Nie pochwalam tej jego Moniki" 18.12.07, 12:33
                w
                > jakimś momencie zdała sobie sprawę, że jej różne emocjonalne potrzeby nie są
                > zaspokojone, bo zaczęły ją one po prostu boleć, a nie umiała ich tak tłumić jak
                > Ewa, i zaczęła się tego zaspokojenia domagać (np. złoszcząc się na Eugeniusza z
                > a
                > różne rzeczy) i stąd ten rozdźwięk między nimi i kłótnie.

                tak, odniosłam podobne wrażenie.
                Szczgólnie, że Monika - w przeciwieństwie do Ewy - się Eugeniusza nie bała, więc
                na pewno miała większą łatwość wyrażania niezadowoleniea.

                I tak sobie myślę - że mądra, wspierająca matka chciałaby by syn zbudował zdrowy
                związek z kobietą - niekoniecznie z kobiętą , którą ona by wybrała...- a finał
                historii Eugeniusza jest taki, że porzuca Monikę i wraca z córką na Norwida. I -
                autorka zdaje się to pochwalać!
                Swoją drogą Dziecko Piatku strasznie mi się nie podobało - szczególnie babcia
                Jedwabińska i jej "metody" na smutek Aurelii. Widać powierzchowność tej osoby -
                "przebiera" Aurelię z żałoby, daje na mszę za Ewę - i kwita, sprawa Ewy jest jej
                zdaniem załatwiona. Zauważ- ze ona nie zachęca dziecka do zwierzeń, czy do
                "przepłakania" problemów - jedyne co ją interesuje to to by Aurelia zamieszkała
                z nią a nie "u tej jego Moniki". Zakłada z góry, ze Aurelii jest tam nie dobrze
                ze wzgledu na Monikę - a przecież jej nie zna, nic o niej nie wie... Aurelii
                jest zaś niedobrze wszędzie, z powodu rozpaczy, z powodu wyrzutów sumienia wobec
                Kreski itd - jak widac babcia sama nie umiała wyciagnąć wniosków ze swej uwagi o
                zębie.
                • tygrys2112 Re: Monika - "Nie pochwalam tej jego Moniki" 18.12.07, 16:18
                  Hm. Dość dawno czytałam dziecko piątku, więc może już coś mi się
                  pomieszało, ale pamiętam, że odbierałam Babcię Jedwabińską inaczej.
                  Tak jakby przez kontrast całego życia Aurelii w Pobiedziskach do jej
                  życia w Poznaniu. Nie odbierałam tego w kontekście Moniki, tylko
                  raczej w kontekście samej Aurelii - tam (i na Norwida i u Moniki)
                  było jej smutno, wszystko jej się kojarzyło z rozpaczą lub
                  odrzuceniem, a u Babci Jedwabińskiej znowu zaczęła się cieszyć
                  chwilą i życiem, patrzeć na świat i ludzi bardziej pozytywnie.
                  Pomimo to, że do dziś, nawet na ilustracjach, jest w jej osobie
                  jakaś smutna rysa. Nie tak duża jak kiedyś, ale mimo wszystko.
              • 1802l Re: Monika - "Nie pochwalam tej jego Moniki" 18.12.07, 21:26
                ginestra napisała:


                >
                > Co do Eugeniusza, jeśli faktycznie problem (z emocjami,
                dojrzałością,
                > zintegrowaniem itp.) był w nim (jak ilustruje metafora bolącego
                zęba), to źródł
                > a
                > tego problemu należy szukać w jego domu rodzinnym. Ja również mam
                wrażenie, że
                > matka "nie pochwalała" Eugeniusza, że nie pozwoliła/ nie pomogła
                mu rozwinąć
                > różnych umiejętności (np. umiejętności wyrażania i okazywania
                uczuć, odczuwania
                > więzi z kimś, rozczytywania siebie). Ja czytałam Dziecko Piątku
                tylko raz,
                > jeszcze przed moimi lekturami "psychologicznymi" (Alice Miller
                zwłaszcza!), a
                > pamiętam, że już wtedy nie pasowała mi postać tej mądrej, ciepłej,
                empatycznej
                > pani Marty - jaką była wobec Aurelii - do obrazu Eugeniusza, jej
                syna. Wydawało
                > mi się jaskrawe, że jego wychowała osoba serwująca jakiś dystans,
                obojętność,
                > nie pozwalająca mu na wyrażanie, a nawet uświadamianie sobie
                różnych rzeczy,
                > które się w nim działy - pozytywnych i negatywnych, na odczuwanie
                prawdziwej
                > więzi ze sobą i z kimś.
                > Ten Eugeniusz na pewno był dzieckiem bardzo osamotnionym (pamiętam
                zdjęcie
                > wystraszonego i zdystansowanego małego Eugeniusza z nadgryzionym
                pączkiem w ręk
                > u
                > na imprezie choinkowej, gdzie trudno mu było o wesołość, choć być
                może inne
                > dzieci - nie pamiętam opisu - były tam swobodniejsze i weselsze).
                Taki Eugenius
                > z
                > musiał "żyć bardziej w głowie" i konstruować sobie nieświadomie
                mnóstwo własnyc
                > h
                > mechanizmów obronnych, które potem przeszkadzały w dorosłym życiu,
                w relacjach.
                > Trudno mu nie współczuć.
                Wiesz, mnie się wydaje, że matka Eugeniusza nie miała czasu się nim
                zajmować. Musiała wychowac syna bez pomocy męża, zarabiała na siebie
                i dziecko rozładowując węgiel z wagonów. potem było jej trochę
                łatwiej, kiedy zaczęła szyć. Podejrzewam, że w jego oczach była
                takim nadzorcą, który zmuszał go do nauki [chciała, aby jemu było
                lepiej], nie chwalił [została w nim zadra]...
                A możliwe jeszcze, że miał w otoczeniu swoim inną rodzinę, pełną,
                może nie o wiele zamożniejszą, ale gdzie RODZICE mieli czas i
                warunki na bliższy kontakt z dziecmi...
    • ginestra Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 19.12.07, 14:30
      Macie rację co do Eugeniusza i pani Marty. Nie wiem jak zabrzmiało to co
      napisałam, ale miałam na myśli nie koniecznie ocenę pani Marty jako złej osoby,
      tylko po prostu jakąś logikę tego, że skoro w dorosłym życiu ma on takie, a nie
      inne problemy, to nie mogło być inaczej niż tak, że miłości i wzorca więzi itp.
      po prostu mu w dzieciństwie zabrakło. Owszem, może to nie tyle ona, ile
      przypadek sprawił, że urodził się w takim a nie innym momencie, że takie czy
      inne wydarzenia miały miejsce, a jego matka musiała być ciągle nieobecna,
      sterana walką o byt, miała mało dla niego czasu itp. Trudno wnikać czy w takich
      warunkach jest lub nie jest możliwe, żeby choć trochę więcej uwagi, empatii,
      miłości dziecku dać, ale jestem zdania, że nawet wtedy jest to w jakimś stopniu
      możliwe, o ile ma się to w "swoich zasobach", a jak się ma choćby mało, a jest
      się świadomym i stara się świadomym wysiłkiem to dziecko dostrzegać i zadbać o
      nie, to też można mu wiele dobrych rzeczy okazać i dać - na całe życie. Można mu
      pokazać, że jest mile widziane na tym świecie, że jest fajną i wartościową
      osobą, że zasługuje na miłość, na troszczenie się o niego, że ma w sobie siłę i
      różne talenty, i że sobie w życiu poradzi. Według moich obserwacji wtedy dzieje
      się też coś takiego, że CHCąC nauczyć się kochać (np. kochać dziecko) ktoś, kto
      nawet sam nie doznał wiele miłości, jeśli tę naukę podejmuje, to uczy się kochać
      też samego siebie! Dostrzegać siebie, przestać się samemu dołować i ranić, umieć
      być dla siebie i wyrozumiałym i krytycznym, jeśli trzeba oddać sprawiedliwość,
      że mamy takie czy inne wady, ale przede wszystkim akceptować siebie i być dla
      siebie dobrym.

      Tu nie wiadomo ile matka Eugeniusza miała miłości itp. w swoich zasobach i czy
      problemy, żałoba itp. nie przytłoczyły jej ponad miarę tak, że żyła w tamtym
      okresie w jakiejś klinicznej wręcz apatii i po prostu __nie mogła__ mu z siebie
      emocjonalnie wiele dać. No, nie wiemy. Poza tym nie było wtedy takiej edukacji
      (też psychologicznej), pokutowały jakieś dziwne poglądy wychowawcze (np. że nie
      wolno dziecka chwalić, bo będzie zarozumiałe, że ma ono pozwolić się upokarzać,
      jeśli robi to ktoś starszy, że wstyd jest płakać, zwłaszcza chłopcu itp.) Jest
      cała ta złożoność, dlatego uważam, że jest to wiarygodne w książce: czasy
      mrocznego stalinizmu, w których się wychował Eugeniusz, jego osobista historia,
      historia jego matki (urodziła go jakoś zaraz po wojnie?), utrata męża, kłopoty
      materialne, ciężka praca, a więc to się nie kłóci z późniejszym obrazem Eugeniusza.
      A pani Marta w toku życia ustabilizowała się, "odtajała", wyszły w niej na
      powierzchnię różne uczucia, pokłady sympatii do ludzi itp., natomiast więzi z
      synem, która kształtować się mogła w jego dzieciństwie, już nie miała. Potem
      zdaje się nad tą więzią zaczęli pracować, za sprawą Aurelii, czyż nie?
      No i dla Aurelii była ciepła, tak jak potrafiła. Moim zdaniem, faktycznie,
      trochę chciała "przyklepać" jej problemy (jak napisała sir.vimes), wyciągnąć ją
      "za uszy" z żałoby i smutku, no ale robiła to tak jak umiała, szczerze.

      Ten Eugeniusz to smutna postać. I Ewa, i Aurelia. Popatrzcie, ta Aurelia to była
      jednak niesamowitym dzieckiem, bardzo twórczym, żywym, uczuciowym,
      utalentowanym, kontaktowym - to jest potencjał odziedziczony w genach (oprócz
      własnej "jaźni", z którą przyszła na świat) w ogromnej mierze po rodzicach! Oni
      też tacy mogli być, gdyby nie musieli, dla przetrwania, do perfekcji opanowywać
      wpychania w siebie różnych uczuć, gdyby nie wmówiono im, że nie zasługują na
      dobre rzeczy, na bliskość, że muszą się bać tej bliskości, że muszą nie ufać itp.

      I jeszcze coś: wzorcem więzi dla późniejszego związku jest wzorzec więzi dziecka
      z rodzicem (najczęściej przeciwnej płci). Wybiera się nieświadomie osobę, z
      którą można będzie przeżywać ten sam rodzaj więzi i nieświadomie chce się wybrać
      właśnie taką osobę, która miała takie słabości co matka (lub ojciec), żeby tym
      razem "pomóc" takiej osobie, bo matce "nie udało się pomóc" kiedy się samemu
      było dzieckiem, a teraz chce się to znów przeżyć, tylko jakby lepiej, żeby
      odczarować traumę z dzieciństwa. No i widać jaka była wczesna więź Eugeniusza z
      matką na przykładzie kobiet, które wybierał, np. Ewy - coś w nim w środku
      chciało kobiety nieprzystępnej, zamkniętej, wycofanej, perfekcjonistycznej,
      krytycznej wobec siebie, ale kruchej, słabej i przerażonej, tylko pokrywającej
      to zewnętrznym uporządkowaniem. Najsmutniejsze, że zabrakło im takiego
      prawdziwego rozpoznania tego co się dzieje w ich małżeństwie na nieświadomym
      poziomie - gdyby oboje to rozpoznali i chcieli nad tym pracować, na pewno
      przezwyciężyli by, wierzę, te wszystkie problemy.

      Ciągle nie wiem czy te moje wywody są uprawnione, tak mi się jednakże wydaje po
      różnych moich lekturach itp. To są wprawdzie fikcyjne postaci, ale tu akurat
      może - jak pisałam kiedyś - autorka nakreśliła je wiarygodnie, bo pisała w
      kontakcie ze sobą, intuicyjnie. Ja myślę, że kiedy pani MM pozwalała sobie na
      to, żeby podświadomość za nią pisała, to te postaci były bardzo autentyczne, a
      kiedy kontrolowała się, wymyślała im losy, to coś się zaczynało dziać i nie były
      już takie przekonywające.
      Nie wiem czy tak jest, taka po prostu myśl.
      Pozdrawiam ciepło!
      • sir.vimes Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 19.12.07, 15:03
        Ja uważam, ze Marta jedwabińska jest bardziej podobna do Ewy niż się pozornie
        wydaje.

        Jest wprawdzie wesoła i zaradna - ale Ewa też była niesłychanie zaradna - dbała
        o to swoje laboratorium (mieskzanie) aż do przesady, zapewniała dziecku masę
        rzeczy materialnych - tak jak Marta zapewniała Eugeniuszowi (i jest z tego
        słusznie dumna).

        I jednej i drugiej zabrakło umiejetności okazywania uczucia dziecku - takiego
        okazywania by dziecko miało pewność , ze jest kochane.

        Zauważ, że i Aurelia i Eugeniusz nie sa ewni swojej wartości, i w jakims stopniu
        bronią sie przed konfrontacją z uczuciami swoimi i innych ludzi. Eugeniusz
        ucieka (do pracy) - Aurelia jest niesłychanie zamknięta w sobie, także jako
        dziecko. Bo żywa i otwarta jest Geniusia - nie Aurelia, w "Opium..." jest taka
        scena , która dokładnie to pokazuje - że "jako" Aurelia dziewczynka nie potrafi
        okazywać uczuć.
        • sevilay Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 20.12.07, 13:09
          Zaraz zaraz dziwczyny.Moze ja się mylę ale nie rozumiem dlaczego to,ze Mila trzyma bliskich na dystans to dobrze a to,podbnie robi babcia Jedwabińska to źle.

          Może odnoszę mylne wrażenie ale widzę podobieństwo między tymi postaciami.Tylko,ze Mila kiedyś była bardziej "otwarta" a teraz się "zamyka" a babcia Marta dokładnie na odwrót.Eugeniusz to taka typowa osoba wychowana bez ciepła matki ale zauważcie,ze i Borejkówny przyjmują trochę podobną postawę.

          Trochę podobna,nie taka samą oczywiście.Ale też kazdy tam jakiś taki mi się zdaje zamknięty w swoim zamku.Raczej ze sobą szczerze nie rozmawiają (albo bardzo rzadko) i ukrywaja swoje prawdziwe uczucia jakby sie bali. Zranienia? Wykpienia? No ale ze strony najbliższych osób się tego obawiac?
        • zaisa Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 27.12.07, 13:22
          Zauważcie, że Geniusia przyznaje się do ojca - wymyśla mu różne "życiorysy"
          (szef kuchni hotelu "Merkury";) na przykład) a czasem nawet mimochodem powie
          prawdę (ojciec każe jej mówić wierszyki przy gościach, jest docentem). Przyznaje
          się do niego nawet wybranym imieniem! Geniusia
          • lutecja4 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 03.01.08, 20:55
            skoro Cyryjek byl samotny i Terpentula tez,a kiedys sie przeciez kochali, to
            czemu(zeby bylo jak w bajce)nie zostali razem?troszke mi ich szkoda
            • aiello Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 07.01.08, 12:21
              Dla mnie straszliwym niewypałem był powrót Frycka. Najpierw zwyzywał
              Pyzę-biedaczkę, wściekł się, że zastawiła na niego "pułapkę
              biologiczną", cały okres ciąży się nie odzywał - a nagle wraca? I
              postawa Pyzy jest dla mnie niezrozumiała - gdzie ta jej nowoodkryta
              siła i dzielność? Nawet nie zada mu pytania, dlaczego przez ileś tam
              miesięcy nie interesował się ani nią, ani dzieckiem?
              • sir.vimes I postawa rodziny 07.01.08, 12:48
                Szczególnie matki, która powinna być raczej wyczulona na zachowanie typu "ojciec
                marnotrawny"....

                Dziwaczne to jest - jak bezproblemowo wybaczają, biorąc za dobrą monetę te
                głupoty o zmianie maila itp.
        • basiulka1881 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 15.01.08, 21:53
          Szkoda mi że tak mało wiemy o :
          -Elce i Tomku
          -życiu rodzinnym Baltony i Patrycji
          -Żaczkach i ich rodzinie
          -córkach Kreski, przecież zamiast pisać o perypetiach uczuciowych
          Józinka czy Ignasia, można by uczynić główna bohaterką którąś z
          młódych Ogorzałkówien, te blizniaczki będa już przecież miały 15
          lat, a Kasia jest jezszce starsza(a wg mnie to z Józinkiem jest
          mocno naciagane, bo to uczucie do Trolli jest pokazane jako bardzo
          poważne i takie hmm odpowiedzialne, a on ma przeciez 10 lat !!-
          przesada, natomiast Ignaś i Diana- moze być bo teraz takie właśnie
          głupie dzieci bawią się w chodzenie, kochanie,itd :))

          Ryderyk i Róża- jak najbardziej nie, do tego nieślubne dziecko to
          już naprawdę przegiecie, a Pyza zawsze taka dziecinna była, ale
          przy tym odpowiedzialna, nigdy nie przyszłoby mi do główy że ona
          zajdzie w ciążę, już prędzej Tygrys. Strasznie mnie skręciło jak
          Fryderyk marnotrawny wrócił, uważając ze przeciez nic się nie
          stało,bo nie było go kilka miesięcy i wogóle stał sie takim
          odpowiedzialnym ojcem i wzorowym mężem, CAŁY TEN WĄTEK PYZY JEST
          SPARTACZONY WG MNIE

          Ponadto wydawało mi sie ze Pyza bedzie z Adrianem L., coś między
          wierszami tak podpowiadało...

          Za długi ten post, sama nie lubię czytac takich długich :)
          Witam wszystkich i pozdrawiam przy okazji :)
          • czekolada72 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 16.01.08, 09:15
            basiulka1881 napisała:

            > Ryderyk i Róża- jak najbardziej nie, do tego nieślubne dziecko to
            > już naprawdę przegiecie, a Pyza zawsze taka dziecinna była, ale
            > przy tym odpowiedzialna, nigdy nie przyszłoby mi do główy że ona
            > zajdzie w ciążę, już prędzej Tygrys.

            Ha! własnie, niestety, dość często się zdarza, ze takie porządne
            dziewuszki wpadaja, bo nic nie wiedzą... - mam akuratprzykład sprzed
            kilkunastu lat, gdy przed maturą "wpadła" koleżanka, bardzo
            porzadna, bardzo dziecinna przez całą podstawowke i czesc liceum ; a
            do kompletu - kilka lat pozniej, mimo narodzonego dziecka - sytuacja
            sie powtorzyła jej!
      • totalniefatalnie Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 10.02.08, 00:53
        A mnie się zawsze zdawało (co już napisałam tu jakieś 4 lata temu,
        tylko zapamniałam pod jakim hasłem :D), że Tygrysek będzie z
        Nerwusem! Tak się dobrze rozumieli, i gdy Nutria związała się z
        Robrojkiem, myślałam, że MM "rezerwuje" Nerwusa dla Laury. A tu
        takie rozczarowanie...
        No i Pyziaka też żal. Ale sądząc po głosach na forum, to my kobiety
        po prostu wolimy niejednoznacznych łobuzów. Nie moge się jednak
        oprzeć wrazeniu, że w nowym tysiacleciu MM tworzy zupełnie
        nieintrygujące nowe postacie męskie, a Lelujkowie czy jakieś
        Fryderyki, to już szczyt wszystkiego :)
        Za to stanowczo protestuję przeciwko szkalowaniu Bernarda -
        fantastyczny bohater! I też przymyka oko na wiele wad Anieli.
    • zaisa Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 11.01.08, 18:51
      1. Oleńka z Torunia (TiR). Wg mnie b. pasowałaby na żonę Robrojka a praktycznie
      zostałą potraktowana przedmiotowo. Potrzebny był ktoś, kto zaopiekuje się
      "biednym maleństwem" (czyt. Laurą;)
      2. Bracia Lelujkowie - wszyscy co do jednego ostatecznie zostają odtrąceni przez
      główne bohaterki. Szkoda mi wątku Adriana i Róży. Bardziej mi Adrian pasuje na
      odpowiedzialnego ojca nieswojego dziecka niż Fryderyk swojego. Zwłaszcza jak
      poznajemy bliżej ojca Fryderyka.
      3. Po kiego grzyba Róża poszła na astrofizykę? Ta humanistka?
      4. Nutria z KK jest zupełnie inna niż osoba, która z niej wyrosła. Wtedy była
      najlepsza z matematyki - zostaje humanistką, świetnie biła- jest niezgrabna i
      fajtłapowata, niby jest zapaloną turystką i narciarką a nijak nie przystaje to
      do jej (nie)sprawności. Jedynie wrażliwość została.
      • niebieskazarowka Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 17.01.08, 14:57
        ojjj wiele mi nie odpowiada... :P
        1. Studia Róży zdecydowanie...
        2. Ciąża tejże również... ona zawsze była taka dziecinna... Trzymanie się za ręce, patrzenie w oczy, czytanie wierszy, kwiaty, oglądanie gwiazd... Ale nic więcej nie umiem sobie wyobrazić w jej wykonaniu...
        3.Zniknięcie Elki, Tomka, Romy, Przeszczepa (on to dopiero był artystą :P) Baltony, Konrada... Gdzieś się tam przewijają, ale to nie to samo...
        4.Gabriela... Z chwilą jej metamorfozy z Gaby i Gabrielę przestałam ją lubić i szczerze mówiąc mnie męczy...
        5.Ignacy Grzegorz... Nie cierpię...
        6.Laura w Czarnej Polewce... W JT to jej uczucie do Wolfiego było takie młodzieńcze i namiętne, a w CP już by tylko pod ołtarz gnała...

        Ale za to muszę koniecznie stanąć w obronie Bernarda... Już zdecydowano, że nie jest takim darmozjadem, bo gotuje i sprząta, ale nie wydaje mi się,żeby był aseksualny i nie pasował do Anieli (z resztą jeśli nie on to kto? dentysta?:P) Oboje są artystami, dobrze się rozumieją, a poza tym, nie wydaje mi się, zeby w ich związku nie był namiętności... choćby scena z Noekli kiedy Elka z Tomkiem zastają ich podczas namiętnego pocałunku... Czy taki misiowaty facet z brzuszkiem musi od razu być aseksualny? Mogą w nim drzemać jakieś ukryte namiętności :P Generalnie jestem za Anielą i Brenardem... :)
        • croyance Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 21.01.08, 14:51
          Aniela w ogole nie powinna wychodzic za maz. Powinna zostac kims w
          rodzaju Jozefiny Bittner, i miec rozne romanse.
          • tygrys2112 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 21.01.08, 15:09
            Dokładnie.

            A co do aseksualności Bernarda - myślę, że każda z nas ma swoje
            indywidualne preferencje, a sądząc z anielinych upodobań ona woli
            lalusiowatych blondynów. :) Dlatego Bernard mi do niej - pomijając
            za silne charaktery obydwu - za grosz nie pasuje. No ale o tym była
            już dyskusja. :) Patrz wątek w obronie Bernarda.

            Jak dla mnie jest on też kompletnie przeciętny, po prostu nie jest
            to typ mężczyzny, który mnie "kręci". Pomijając wygląd, z charakteru
            jest to na oko świetny kumpel. Ale na pewno nie mój idealny partner.
        • anchema Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 21.01.08, 18:11
          Generalnie jestem za Anielą i Brenardem... :)
          ja też, ja też
      • zaisa Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 26.01.08, 03:53
        5. Ignaś jest wyłącznie wnukiem Ignacego Borejki i bratem Pyziakówien. A
        przecież ma jeszcze jedną siostrę - Elkę i dziadka Metodego oraz Cyryjka. Jakoś
        nie wierzę, że Metody odpuścił sobie rozpuszczanie wnuka i konkurowanie z drugim
        dziadkiem. A tych postaci w życiu Ignasia w ogóle nie ma.
    • nighthrill Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 26.01.08, 16:50
      Zawsze mi zgrzytał szybki ślub Romy, i w ogóle tak szybkie pragnienie
      zamążpójścia u większości bohaterek.
      Przecież w IV klasie LO ma się 18-19 lat! Roma pochodziła z dobrze sytuowanej
      rodziny osób wykształconych, i nie sądzę, żeby miała wokół przykłady związków
      zawartych w tak młodym wieku. To były przecież lata 90.! Owszem, po maturze,
      albo i przed zdarzało się, i pewnie zdarza nadal, wychodzić za mąż dziewczynom
      a) w ciąży, jeśli jest presja rodziny, b) nie planującym dalej się kształcić,
      mającym zabezpieczenie w postaci pracującego faceta. Nie sądzę, żeby Roma nie
      wybierała się na studia, w końcu głupia nie była, a Mamert nigdy by na to nie
      pozwolił...więc co jej strzeliło do głowy? Mogła się zaręczyć, cieszyć miłością
      i zacząć studiować.
      Osobiście nie znam par, które zdecydowały się na ślub tuż po maturze. Spotkałam
      parę studenckich małżeństw, ale zawierane były pod koniec studiów (4-5 rok).
      Wydaje mi się, że MM inkorporuje do świata przedstawionego swój obraz miłości.
      Miłość + według niej małżeństwo, i to od razu, bez względu na wiek.
      Tymczasem już od dawna nie ma takiego trendu, i w 1991 roku też już nie było.

      Druga sprawa - też nie lubię pary Natalia plus Robrojek, ale tak naprawdę to on
      nie jest od niej wiele starszy. Wiele osób tutaj czyni z tej różnicy wieku
      zarzut, ale ona nie jest tak ogromna - po prostu R. wydaje się starszy, niż jest.
      W "CR" Robert ma 34 lata, a Natalia 25 lub 26. Osiem lat różnicy to nie tak
      mało, ale nie wyszła przecież za faceta z pokolenia swoich rodziców...
      • sevilay Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 27.01.08, 20:36
        A otóż był taki,trend,był.
        Ja sama mam kilka koleżanek,które zaraz po maturze wyszły za mąż.
        A było to juz pod koniec lat dziewięćdziesiątych.
        I ja juz wtedy się im dziwiłam,ze tak szybko wychodzą za mąż.
        Odnosiłam wrażenie,że one poza nie myślą dalej niż poza samą ceremonię ślubu.

        No,owszem,ja też młodo za mąz wyszłam-ale to juz było na studiach:)
        A konkretnie po trzecim roku.

        Też mnie natomiast dziwi takie podejście u Romy.Bo,żeby jeszcze była szleńczo zakochana w tym lekarzu to ok.Ale to chyba też był taki tombak jak u Robrojka(co oni tam swoją drogą tacy wyrywni do małzeństwa po niszczęsliwej miłości)-dziwne to trochę.
        W ogole facet nagle wyskakuje jak diabeł z pudełka i od razu się zaręcza?
        • sowca Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 27.01.08, 23:32
          Mnie to dziwi bardzo w przypadku Laury, dziewczyny energicznej,
          oryginalnej, o silnym charakterze i niezależnej. Powiedzmy, że
          jestem w stanie zrozumieć decyzję o szybkim ślubie z Wolfim - wielka
          namiętna miłość, bla bla bla. Ale że Laura tak dążyła do małżeństwa
          nawet z Luckiem Lelujką? tego już zrozumieć nie mogę.
          • mustti Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 28.01.08, 13:48
            Jak dla mnie szkoda, że w Jezycjadzie jest tak mało Pyziaka. To, że
            stał się czarnym charakterem nawet mi nie przeszkadza, ale to, że
            zniknął i pojawił się dopiero w ostatnich tomach już tak. Powinien
            być w książce jakiś wątek z nim i Laurą [ale to raczej kilka tomów
            wcześniej], że Tygrys przywiązuje się do ojca itd, albo teraz, że
            okazuje się, że ma przyrodnie rodzeństwo itd. No i oczywiście
            zapomniane postacie ! Dzieci Cesi [chyba już za stare jak na pomysł
            na nową książkę], Kreski [tu już bardziej w końcu Kasia ma teraz 19
            lat, a bliźniaczki 16], ktoś od Bebe lub Elki. Nie podoba mi się
            natomiast ciągnięcie tak rozbudowanych wątków np.: Ignasia, może jak
            by miała 16-18 lat wtedy jakoś lepiej by to wyglądało.
          • czekolada72 Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 29.01.08, 11:54
            No coz - wyszlam za maz w 92, po pierwszym roku studiow, kilka
            kolezanek z liceum i podstawowki wyszlo nawet w trakcie 1 roku, bez
            jakiegokolwiek przymusu
            • the_dzidka Re: Co w Jeżycjadzie potoczyło się nie po Waszej 01.02.08, 21:45
              > No coz - wyszlam za maz w 92, po pierwszym roku studiow, kilka
              > kolezanek z liceum i podstawowki wyszlo nawet w trakcie 1 roku,
              bez
              > jakiegokolwiek przymusu

              Tak, ale u Romy to zgrzyta. Jest normalną nastolatką, nawet nie
              bardzo zbuntowaną (to, że czyta "Toksycznych rodziców, jeszcze o
              niczym nie świadczy, zwłaszcza że za chwilę z własnej woli leci
              zmywać gary, żeby pomóc mamie), wygląda na to, że jest bardzo
              zakochana nieszczęśliwą miłością w Baltonie - i nagle ślub? Z
              lekarzem z kliniki Mamerta, przypominam, czyli z jakimś sporo
              starszym od siebie facetem, którego miała okazję poznać kiedy? Przy
              okazji, zważywszy na to że większość czasu poświęcała łapaniu
              Baltony. Nie. To się kupy nie trzyma. Bardziej wiarygodne byłoby,
              gdyby Roma po prostu oznajmiła rodzinie, że zdaje na studia do
              innego miasta.
          • sir.vimes A to nie ma być dowód 01.02.08, 10:02
            na podłość Pyziaka?
            Że biedne dzieci muszą mieć wszytsko na papierku i przed ołtarzem podpisane by
            móc uwierzyć , ze jakiś facet cokolwiek do nich czuje?

            Bo to tak właśnie wyglada u Laury - jakby miała jakąś obsesję potwierdzonego
            prawnie uczucia.

            Zważ, że te pomysły ślubne "rodzą" się jej na bardzo wczesnym etapie znajomości
            - gdyby prowadzała się z któryms z chłopców od 14 roku życia i po 5 latach
            (mając lat 19) chciała wyjść za mąż nie byłoby to już takie dziwne (naturalna
            kolej rzeczy, choć wcześnie).

            Drugim osobnikiem , który od razu prze do ślubu jest Florek, też dziecko
            rozwodnika, który porzucił rodzinę.

            Myslę, ze to jakiś celowy zabieg MM - w końcu jako osoba mocno dorosła na 100%
            nie uważa by 18 latki były gotowe psychicznie na takie zonbowiązania - i to po
            kilku miesiącach/tygodniach związku.

            • sir.vimes Re: A to nie ma być dowód 01.02.08, 10:06
              A co do ślubu Romy - zawsze wydawao mi sie, że powodem tego slubu była wpadka.
              Tomek mówi o tym wszystkim jakoś ironicznie "rodzice w żałobie". Tak jakby stało
              się coś co zmienia Romy przyszłość - sam ślub by chyba tak nie podziałał. Z tego
              co widziałam takie wczesne śluby raczej rodziny typu Kowalikowie traktują z
              jakaś pobłażliwością (najwyżej sie rozwiodą jak zmadrzeją) ale już ciąże
              przekreślającą np. szansę na magisterkę na dziennych studiach w normalnym
              terminie - już moga potraktować jako tragedię. A nie sadzę by byli skłonni jak
              ciotki Róży kupować Romie domki czy inne działki budowlane i piastować jej
              dziecię by mogła spokojnie studiować dziennie...
              • anchema Re: A to nie ma być dowód 01.02.08, 19:20
                > Tomek mówi o tym wszystkim jakoś ironicznie "rodzice w żałobie".

                to mówi Baltona do Patrycji
                • sir.vimes Re: A to nie ma być dowód 01.02.08, 19:31
                  Ano racja, ale od Tomka się pewnie dowiedział i zapewne przejął jego
                  ton/podejście do sprawy.

                • uccello Re: A to nie ma być dowód 01.02.08, 19:38
                  Ucieczka z domu we wczesne małżenstwo wydaje się bardzo
                  prawdopodobna.
                  Jak dla mnie ,hasło "rodzina w żałobie" może odnosić sie też do
                  tego, że intencje Rominego absztyfikanta, mogą być nieco interesowne-
                  no wiecie, młody lekarz ,żeniący się z córką ordynatora,
                  niekoniecznie musi być powalon jej ciętym jęzorem i lśnieniem
                  inteligencji zza lenonek, a patrzeć na sprawę nieco koniunkturalnie.
                  • sir.vimes Re: A to nie ma być dowód 01.02.08, 21:35
                    > Ucieczka z domu we wczesne małżenstwo wydaje się bardzo
                    > prawdopodobna.

                    No moze tak - w przypadku Romy.

                    Ale w przypadku Laury? Ani jeden ani drugi chłopiec chyba nie mają własnych
                    mieszkań? Wprowadzenie kolejnego domownika w przepastne przestrzenie mieszkania
                    Borejków to raczej średnia ucieczka....
                    • uccello Re: A to nie ma być dowód 01.02.08, 21:49
                      sir.vimes napisała:

                      > > Ucieczka z domu we wczesne małżenstwo wydaje się bardzo
                      > > prawdopodobna.
                      >
                      > No moze tak - w przypadku Romy.
                      >
                      > Ale w przypadku Laury?

                      Tygrys, ma dosyć życzeniowy i fantastyczny obraz własnej
                      przyszłości. W domu czuje się niedostatecznie kochana i doceniona,
                      ale spotka tatusia i on ją zrozumie, ciocia Alma od razu ją polubi i
                      pomoże, z Wofim będą brodzić w szmaragdowej trawie nad brzegiem
                      ruczaju, a świat zastygnie w podziwie w obliczu takiej miłości.
                      Jak ktoś słusznie zauważył, szybki ślub byłby też okazją do utarcia
                      nosa grzecznej Pyzuni z nieślubnym dzieckiem.
                      No i zwrócił by na siebie uwagę Tygrys, że ho, ho.
                      • zaisa Ślub Romy? 12.02.08, 04:22
                        A gdzie jest napisane, że ślub Romy był szybko? Bo ja pamiętam tylko huczne
                        zaręczyny. Potem mogła sobie spokojnie studiować przecież. Także za granicą w
                        ramach wymiany. I dopiero tam poznać męża austryjackiego;)
                        A jeśli uciekła z domu w małżeństwo...
                        To wydaje mi się, że uciekła mniej przed "toksyczną" rodziną, co przed ślepą
                        rodziną, która spokojnie pozwoliła na wprowadzenie się do domu Baltony. A sam
                        Baltona? Przecież zdawał sobie sprawę, że Roma czuje do niego miętę. Czy nikt w
                        domu nie zdawał sobie sprawy z uczuć Romy? Przecież Florian był przyjacielem
                        Tomka "od zawsze". Czy Tomcio, choć przemoc mu obca, nie powinien strzelić
                        najlepszego przyjaciela w gębę za takie igranie z uczuciami siostry? (Ciekawy
                        byłby to wątek, prawda?) Potem mogliby sobie zakładać kwiaciarnię ale nie u
                        Kowalików. Bo Patrycja mieszkająca z Baltoną w rodzinnym domu Romy wydaje mi się
                        przegięciem. Chyba, że po głębokich wyjaśnieniach sytuacji i wyraźnym wykazaniu,
                        że Baltona był jeno młodzieńczą fascynacją. (Chyba dla Romy, jako kolega Tomka
                        od zawsze to Bobcio??? Bo przecież nikt go po imieniu nie nazywał.)
                        No i rodzice - ciepła, rodzinna Tosia nie zauważyła problemów i uczuć Romy do
                        najbliższego przyjaciela syna znanego od początków podstawówki? No i Mamert -
                        niby zajęty pracą, ale mam wrażenie, że tatusiowie czasem potrafią, no może nie
                        konkretne uczucia, ale fakt, że córka ma problemy i jest jej gorzej, zauważyć.
                        Najwyraźniej zabrakło ciotki Lili...
                        A dalej torem Romy - Bardzo mi wygląda - ze swoim realizmem i sceptycyzmem, i
                        ironią na świetną ekonomistkę. I nie uważacie, że mogłaby być świetną
                        wspólniczką przy kwiaciarni? A potem pod wpływem roślin cokolwiek złagodnieć z
                        charakteru i wzbudzic uczucia u Baltony? Gdyby Roma miała na nazwisko Borejko,
                        pewnie by tak było;p
                        • ginestra Re: Ślub Romy? 13.02.08, 00:07
                          Zgadzam się z Tobą Zaiso całkowicie!
                          Właśnie, mieszkanie Baltony i Patrycji u Kowalików, ta kwiaciarnia itp., to dla
                          Romy musiałoby być nie do zniesienia. Zawsze podziwiałam osoby, które zmuszone
                          do tego, żeby co dzień patrzeć na kogoś kogo kochają, a kto je odtrącił, a
                          zwłaszcza patrząc na rywalkę, którą on darzy względami, dają radę to wytrzymać.
                          Ja myślę, że należę do osób, które by tego raczej nie wytrzymały, a nawet gdyby
                          nie miały wyjścia, to pewnie coś by im się poprzestawiało w głowie. (A wiem, że
                          samo życie czasem do tego zmusza, niejednokrotnie zdarza się przecież, że po
                          rozwodzie nawet niedawne małżeństwo mieszka w tym samym mieszkaniu i nawet przez
                          ścianę na przykład mieszka mąż z następną żoną; albo mieszkają na wsi, przez
                          płot niemalże itp. Musi to być coś bardzo trudnego do zniesienia).
                          Nie wiem czy w wątku Romy to jej odejście wynika z tego, że pani MM wczuła się w
                          jej położenie, czy po prostu chciała ją usunąć ze sceny przekonując jednocześnie
                          czytelników, że niby jest i tak szczęśliwa. (Coś mam wrażenie, że raczej to drugie).

                          Zgadzam się ze wszystkim, także z tym, że rodzice powinni byli zauważyć co się
                          dzieje z Romą, a Tomek powinien był dać Baltonie w zęby.
                          W ogóle, zauważcie, że Baltona nie został w żaden sposób "ukarany", ani też nie
                          wyraził wyrzutów sumienia za tę okrutną zabawę wobec Romy (oraz być może innych
                          dziewczyn). Wobec tego jest dość prawdopodobne, że mając tak poprzesuwane
                          granice tego co godzi się robić, a czego nie, być może w życiu małżeńskim też
                          nie liczy się on z uczuciami Pulpecji i być może nadal podrywa jakieś
                          dziewczyny. Tak jakoś mi się zawsze wydaje, że te postacie - choć fikcyjne -
                          reprezentują jakąś całość danego człowieka i skoro w pewnych rzeczach osoba taka
                          postępuje nieetycznie i nie widzi tego i nie obdarza tego żadną refleksją, to w
                          innych sytuacjach, siłą rzeczy, też.
                          No, chyba, że w międzyczasie, o czym nie ma wzmianki w kolejnych tomach, gdzieś
                          żyjąc sobie w tle, Baltona dojrzał, przemyślał to i owo i zmienił się. Ale jeśli
                          już, to nie tak po prostu, tylko musiał to być spory kryzys i próba dla ich związku.

                          No i właśnie, gdyby Roma nazywała się Borejko, miałaby większe chody u Autorki
                          ;) Może nawet bylibyśmy świadkami przemiany tej chudej i niezbyt ładnej
                          dziewczyny w lennonkach w zjawiskową piękność...

                          Pozdrawiam!
                          • sir.vimes Re: Ślub Romy? 13.02.08, 10:33
                            po prostu chciała ją usunąć ze sceny przekonując jednocześni
                            > e
                            > czytelników, że niby jest i tak szczęśliwa.

                            Roma i szczęśliwa to dla mnie sprzeczne.

                            > ;) Może nawet bylibyśmy świadkami przemiany tej chudej i niezbyt ładnej
                            > dziewczyny w lennonkach w zjawiskową piękność...

                            Szczupłą , wyniosłą i chłodną, łamiacą kręgosłupy uroczą sawantkę...
                        • sir.vimes Totalnie zapomniałam 13.02.08, 10:30
                          albo nie zwróciłam uwagi na ten aspekt sprawy, na zamiaeszkanie Baltony!!!

                          Racja, to wiele wyjaśnia - nic dziwnego, że Roma uciekała.

                          Kurka wodna, niby ten Tomek taki zły (wg. mamerta)i skonfliktowany z Mamertetem
                          ale jednak jakoś zawsze ważniejszy niż Roma...

                          Rzeczywiście - dziwne, ze nic nie zauważyli i postawili ja w takiej sytuacji.
    • madeleine.passerelle Zycie zawodowe Cesi 31.01.08, 15:52
      Została, jak wynika z Brulionu BB kobietą "domową", "przy mężu", nie pracującą
      zawodowo, a chciała byc lekarzem. Zawiedziona bylam.
      • sowca Re: Zycie zawodowe Cesi 31.01.08, 22:39
        Ech, niekoniecznie, mogła być wtedy na macierzyńskim, miała przecież
        malutkie dziecko i "przy okazji" zajmowała się i resztą dzieciaków w
        domu. Ale przecież nie jest napisane, że lekarzem nie została..
        • kaliope3 Re: Zycie zawodowe Cesi 31.01.08, 22:45
          Może rzeczywiście nie została laureatką nagrody Nobla ani nie pracowała w
          Unicefie ale myślę że sumiennie i pracowicie wypełniała swoje lekarskie
          obowiązki w jakiejś przychodni,klinice czy szpitalu.Po powrocie z pracy
          wypełniała oczywiście kolejne,tym razem domowe obowiązki bo wierzyć mi się nie
          chce że przemiana Julii trwała przez lata,a ciocia Wiesia może sobie w końcu
          ułożyła jakoś życie i poszła,jak to się mówi,na swoje(albo wspólne z kimś)
    • madeleine.passerelle Ignacy Grzegorz 31.01.08, 15:55
      Zawiodłam się, ze Pani MM konsekwentnie wykreowała go na takiego nienaturalnego
      ciapciaka... Ta postac jest nudna, irytująca a do tego zupelnie nieprawdziwa...
      Przy kazdej kolejnej ksiazce bylo gorzej...
      • akane82 Re: Ignacy Grzegorz 08.02.08, 21:08
        Ignacy Grzegorz tak miło się zapowiadał (bystre, nadmiernie rozwinięte
        dziecko)... a później zmienił się we wstrętnego szpicla.
        Ale najgorszy zawód sprawił mi chyba tata Borejko... miły, roztargniony starszy
        pan został zastąpiony przez jakąś karykaturę, która zabija drzwi balkonowe
        wnuczki i podjudza jej brata do szpiegowania.
        • ktoszapanemstoi Re: Ignacy Grzegorz 08.02.08, 21:51
          Ja nigdy nie lubiłam Ignacego Grzegorza. Okropnie przemądrzały mi się wydawał,
          nawet, gdy był przedstawiany jako słodki, nad wiek rozwinięty maluch. Przecież
          Gabrysia po prostu faworyzowała i rozpuszczała dzieciaka; nie wierzę, że Laura i
          Róża też nie czytały książek w jego wieku, a przecież łacińskie sentencje też
          lubiły, jak to było pokazane choćby w "Dziecku piątku". Co takiego wyróżniało
          IG? To, że mama ubzdurała sobie, że był genialny...Smutne, bo lubiłam Gabrysię
          i to mi do niej NIE pasuje.
          Lubiłam też Pyziaka, bardziej niż Grzegorza. Wcale nie zapowiadał się na aż
          takiego drania i wolałabym, żeby to on został z Gabą...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka