anuszka_ha3.agh.edu.pl
21.07.06, 18:45
Chcę tu zapytać o powody naszego narzekania na Jeżycjadę - ale nie te, których
dostarcza ona sama, tylko te z głębi naszego jestestwa. Bo gdy czyta się
książkę po prostu złą, to szybko się o niej zapomina i nie dyskutuje. A tutaj
- krytykujemy wiele, ale nie odrzucamy książek jako takich. Albo raczej: niby
jesteśmy fanami tych naszych fajnych książek, a krytykujemy je ile wlezie.
Dlaczego?
Czy nie jest to taki psychologiczny mechanizm: Za młodu ta książka była dla
nas rodzajem podręcznika życia, myśleliśmy, że dobre życie to takie jak tam
opisane... A potem okazało się, że życie całkiem inaczej wygląda i cały ten
elementarz słusznych idei okazuje się do bani. A myśmy w niego już zdążyli
uwierzyć. I teraz jest nam głupio, że wierzyliśmy w takie bzdury.
Np. gdy wg książki idealna rodzina powinna trzymać się razem, mieszkać
wspólnie z żonami, mężami i wnukami i jeszcze kochać się wzajemnie. A
tymczasem okazuje się, że to pozostałości naszych dziecinnych odruchów tak nam
przedstawiały słodką sytuację Borejków. I dziś widzimy, że taki układ rodzinny
jest z gruntu fałszywy. I chcemy się rozprawić z naszymi własnymi dawnymi
błędami...:-))) Zemścić się na naszych niegdysiejszych dziecinnych marzeniach
o mieszkaniu na kupie z dziadkami, ciociami i wujkami... Chyba coś w tym
rodzaju odczuwam.
Bo musi być coś w nas, co nam nie daje spokoju i każe krytykować Jeżycjadę,
zamiast spokojnie odstawić ją na półkę i zapomnieć. A może można to nazwać
poczuciem, że autorka nas oszukała? Wcisnęła nam dydaktyczną ciemnotę, a myśmy
dali się tak zrobić?
→ → → → → → → → → →
Odkryjmy Białoruś!
odkryjmybialorus.blox.pl