19.11.07, 20:13
Moi drodzy, czy był już wątek dotyczący tego, jak postrzegamy
Gizelę? Zapewne tak, muszę przyznać, że nie przekopałam się
rzetelnie przez całe archiwum. Ale jeśli jakimś cudem nikt nie
rzucił podobnego hasła to ciekawi mnie wasze zdanie na temat tej,
skądinąd lubianej przeze mnie, postaci.
Obserwuj wątek
    • emae Re: gizela? 20.11.07, 12:47
      Intrygująca postać. Moim skromnym zdaniem jedna z najciekawszych.
      Niby znamy jej myśli, patrzymy na Milę jej oczami, ale mimo to nie
      wiemy o Gizeli wszystkiego. Nawet ona sama nie mówi nam wszystkiego,
      nie zdradza wszystkich swoich myśli i uczuć. Nie jest też
      jednowymiarowa. Ma wady, jej wady są nawet bardzo wyeksponowane
      przez autorkę, a mimo to nie da się nie zauważyć także jej zalet.

      Jeśli w Jeżycjadzie miała się pojawić nagle postać z przeszłości, to
      tylko taka. Oczywiście, też dostrzegam te wszystkie zgrzyty (gdzie
      była Gizela, kiedy...), uważam, że można było ich uniknąć, ale mimo
      wszystko podoba mi się ta postać.
    • ding_yun Re: gizela? 20.11.07, 13:50
      Do założenia tego wątku skłoniła mnie dyskusja o Mili Borejko. Kiedy
      wielu forumowiczów już wymieniło wszystkie wady Babi, ktoś (nie
      pamiętam niestety, kto - wybaczcie) podsumował to stwierdzeniem, że
      Mila robi się na starość bardzo podobna do Gizeli. I tak mi to jakoś
      nie zagrało, bo stawiało Gizelę w bardzo niekorzystnym świetle.

      Ja widzę jedną zasadniczą różnicę. Babi ma skłonność do "wbijania
      delikatnych szpileczek o charakterze dydatktycznym" - metoda
      wychowawcza być może w wielu wypadkach skuteczna, na mnie działa jak
      płachta na byka. Nie wiem, czy pamiętacie taką książke
      Siesickiej "Przez dziurkę od klucza" - tam postać Babci również w
      tym przodowała, a ja podziwiałam biedną Joasię za jej siłę
      charakteru - toż to można uciec z takiego domu! Gizela natomiast ma
      swoje zasady, nigdy ich nie zmienia, ale przede wszystkim cały czas
      pokazuje SWOIM zachowaniem, jak są dla niej ważne. Nie wbija
      szpileczek, wytykając Mili (i nie tylko jej) wszytkie błędy w jej
      postępowaniu, ale otwarcie o nich mówi. Krytykuje, napomina, czepia
      się (w wielu wypadkach słusznie) ale traktuje ludzi serio, bez
      kpinek i bez tego leciutkiego odcienia wyższości. I za to ją cenię.
    • tygrys2112 Re: gizela? 20.11.07, 18:06
      Nie przepadam za tą postacią. Jej wieczne pouczanie, ustawianie i
      krytykowanie Mili działało mi na nerwy. Zwariowałabym w takim domu.
      Już gdzieś o tym chyba pisałam, ale jak była tak dyskusja
      - Pierwszy raz Cię o coś proszę
      - Tak, bo zawsze mi coś każesz
      Miałam wyjątkową satysfakcję i czułam się tak, jakbym sama tej
      postaci to powiedziała, tak jej miałam dość.
      • trawiasta Re: gizela? 20.11.07, 20:14
        Bardzo lubię i cenię tę postać. Za konkretność, zdecydowanie, zaradność,
        praktyczność (uhhh to borejkowskie rozmemłanie!...); inteligencję, stanowczość,
        siłę duchową. To kobieta, której można spokojnie poruczyć jakąkolwiek sprawę i
        być pewnym, że załatwi ją jak należy i we właściwym terminie. Można na niej
        polegać. Bardzo mało jest takich osób. Mila przedstawiona w 'Kalamburce' była
        irytującą smarkulą i współczuję Gizeli - jak bardzo musiała być zmęczona ciągłą
        koniecznością wojowania z bujającym w obłokach, nieobowiązkowym, niepraktycznym
        dzieciakiem... A mimo doprowadziła wychowanie Mili do końca, choć nie było to
        łatwym zadaniem.
        • verdana Re: gizela? 20.11.07, 20:39
          A czemuz musiała wojować, zamiast zaakceptowac urocze, bujajace w
          obłokach dziecko?
          • the_dzidka Re: gizela? 21.11.07, 11:02
            Mila wcale nie była urocza i bujająca w obłokach. Była twardo
            stojącą na ziemi, opanowaną osobą, a przy tym wykręcającą się od
            roboty, potworną bałaganiarą. Ja sama jestem bałaganiarą, ale kiedy
            czytam o pozapalanych w całym domu światłach i o mokrym ręczniku
            leżącym na podłodze, podczas gdy panienka leży sobie i czyta, to
            mnie trzęsie. Zwłaszcza że miałam taki egzemplarz w rodzinie,
            notorycznie zostawiający światło w każdym pomieszczeniu, z którego
            wyszedł... Mila zresztą i po wyjściu za mąż demonstrowała wokoło
            siebie potworny bajzel. Opanowała go dopiero na Roosevelta...
            Gizela i tak miała do niej świętą cierpliwość.
            • onion68 Re: gizela? 21.11.07, 11:47
              Bałaganiarstwo to jeszcze nic. Mnie najbardziej drażnią matczyne odruchy Mili
              wobec Ignacego i to u samego zarania ich znajomości.
              • melmire Re: gizela? 08.10.08, 11:32
                yyyyyh, to ich piekne zdjecie slubne, gdzie panna mloda caluje czule pana
                mlodego w jego wysokie, pieknie sklepione czolko, brrrrrr.
    • onion68 Re: gizela? 20.11.07, 21:34
      Właśnie dla odstresowania czytam "Kalamburkę", więc jestem na bieżąco. Nie mam
      czasu się rozpisywać, więc krótko: dla mnie jest to opowieść o samotności,
      właśnie samotności Gizeli. Bo chociaż dawała z siebie wszystko, jakiejkolwiek
      wdzięczności i uczucia jednak się ze strony Mili nie doczekała. Chociażby po
      sławetnej scenie z pierogami - dlaczego Mila nie poszła do Gizeli, nie
      przeprosiła, nie porozmawiała z nią o tym? Przecież znała Gizelę i jej
      praktyczne podejście do życia, więc mogła sobie wyobrazić jak Gizela się po tej
      scenie czuła.
      Mnie też podoba się Gizela za swoją prostolinijność - złośliwości na ogół nie
      trawię. Nie podoba mi się za to, że w przeciwieństwie do Maryli Cuthbert
      (inspiracja tą postacią wydaje mi się niewątpliwa) nigdy nie złagodniała.
      Niezrozumiały jest dla mnie jej żal, że Mila nigdy nie powiedziała do niej
      "mamo". No, to mówimy jednak tylko jednej osobie na świecie i szczęśliwi, którzy
      mają do tego okazję.
      • mamalilki Re: gizela? 20.11.07, 22:01
        Gizela byla samolubna i egocentryczna. Ona sie tak strasznie poswiecala, ze juz
        nie starczylo miejsca na zwykla radosc zycia, chocby dlatego ze miala Mile. Ta
        jej chora zazdrosc o rodzicow osieroconego dziecka... Straszne. Jak mowia madrzy
        ludzie nie nalezy sie poswiecac tylko angazowac. Poswiecenie zawsze komus
        wyjdzie bokiem.
        A ze mama Borejko na starosc stala sie nieznosna i zlosliwa? Nie wiem, czemu
        skrecila w taka strone, troche mi zal. bo opisana jest jako swietna dziewczyna.
        • mamalilki Re: gizela? 20.11.07, 22:04
          Nienawisc Gizeli do Ignacego tez jest chora. A tej sceny, kiedy ona wciaz do
          niego mowi Ignac, choc on tego nie trawi jest niezrozumiala. On sie wkurzyl o te
          zydowska wersje? Ona ja stosowala, zeby go rozwscieczyc? W tle niby 1968 rok i
          ta wscieklosc o "Ignaca" - nie rozumiem ale powialo czyms niemilym.
          • agnieszka_azj Re: gizela? 20.11.07, 22:19
            mamalilki napisała:

            > Nienawisc Gizeli do Ignacego tez jest chora. A tej sceny, kiedy
            ona wciaz do
            > niego mowi Ignac, choc on tego nie trawi jest niezrozumiala. On
            sie wkurzyl o t
            > e
            > zydowska wersje? Ona ja stosowala, zeby go rozwscieczyc? W tle
            niby 1968 rok i
            > ta wscieklosc o "Ignaca" - nie rozumiem ale powialo czyms
            niemilym.

            Dlaczego żydowską ? Dla mnie to raczej wersja niemiecka - dość
            naturalna w Poznaniu.
          • sevilay Ignac 21.11.07, 13:14
            Mamalilki-ja tylko w kwestii mówienia Ignac-otóż u nas się tak mówi:)To nie Gizela wymysliła tą formę,tym bardziej,że Gizela pochodziła ze wsi a tam własnie zdrobnienia i takie ciekawe formy od imion sa w powszechnym uzyciu.Może ona tak zawsze powiedziała zanim pomyślała? Ja na przykład nie mogłam się oduczyć nazywania m ojego najmłodszego brat Michasiem-on się denerwował,ze już nie jest jakimś maluchem a jak tak mówiłam niechcący.W moim mieście zdzraz się,że powazny człowiek jest wszystkim znany jako Dzinek:) inny jako Gedziu :) jest też i Junek:).Że juz nie wspomnę o powszechnym w Poznaniu zdrobnieniu-Juras i Miras:)

            Ja nie pamiętam czy Gizela tak mówiła specjalnie,żeby go wkurzyć czy po prostu tak była nauczona.

            A co do tematu to w "Kalamburce" jest mi żal zarówno Mili jak i Gizeli-szkoda,że nie potrafiły się porozumieć.No, ale Gizela też łatwego dzieciństwa nie miała,może stąd to jej zachowanie pełne rezerwy?
            • mamalilki Re: Ignac 21.11.07, 13:44
              Ignac, Moryc - macie racje, to chyba przez skojarzenie z "Ziemia obiecana" tak
              mi brzmialo. I w dodatku w kontekscie zydowskim 68 roku to juz w ogole stracilo
              sens.
              Ja bylam taka sama panienka-balaganiara, zostawiajaca w kazdym pokoju swiatlo,
              ogryzki po zjedzonych jablkach i kubki po herbacie. Moja mama nie lubi balaganu,
              zawsze ja to wkurzalo, a ja wiem, ze jak juz sie zatonie w lekturze to amen,
              mogila. Babcia mi mowila ze mama w mlodosci byla taka sama. Teraz jestem
              pedantka dla odmiany, ale planuje byc wyrozumiala dla orgii czytelniczych, bo to
              znacznie wiecej warte, niz zeby akurat podloga byla wypucowana jeden raz wiecej.
              • onion68 Re: Ignac 21.11.07, 14:18
                > Ja bylam taka sama panienka-balaganiara, zostawiajaca w kazdym pokoju swiatlo,
                > ogryzki po zjedzonych jablkach i kubki po herbacie. Moja mama nie lubi balaganu
                > ,
                > zawsze ja to wkurzalo, a ja wiem, ze jak juz sie zatonie w lekturze to amen,
                > mogila. Babcia mi mowila ze mama w mlodosci byla taka sama. Teraz jestem
                > pedantka dla odmiany,

                To mnie napawa nadzieją co do nawyków mojej szesnastoletniej córki :-)
                Te kubki po herbacie to już szczyt po prostu ;-)
                • sevilay Re: Ignac 21.11.07, 14:43
                  No niestety,Onion-u mnie bałaganiarstwo zostało.Chyba nie w każdym przypadku to działa:)

                  Ale za to nasz najmłodszy to taki pedant,że szok:)Strasznie go denerwuje jak coś nie stoi na swoim miejscu.

                  To jak nie córka to wnuki Cię usatysfakcjonują:))
                • sir.vimes Mi kubki przeszły 08.10.08, 14:04
                  i zgrało się to idealnie w czasie z momentem gdy kubki zaczęła zostawiać moja
                  córka:) I skórki mandarynek pod łóżkiem;)

                  Rozstawiałam kubki latami, zawartość pleśniała, koty ją wylewały, ciekawie było ...

                  Porzucanie kubków przez moje dziecko traktuję jako naturalne:) Przejdzie - po
                  20, 25 latach;)
    • agnieszka_azj Re: gizela? 20.11.07, 22:28
      Gizela to dla mnie taki archetyp konkretnej, solidnej i do bólu
      praktycznej Wielkopolanki.

      Jeśli dodamy do tego ciężkie dzieciństwo bez matki (dobrze
      pamietam, ze ją wcześnie straciła ?), bez oparcia w rodzinie oraz
      to, że wtedy dzieci chowało zgodnie z zasadą, że "dzieci i ryby
      głosu nie mają" to jej oschłość wobec Mili przestaje dziwić.

      Gizela była z gatunku tych, którzy nie kochaja słowami tylko
      czynami - a jej czyny świadczą, ze bardzo Milę kochała.

      W "Opium" jest taki fragment o pani Lewandowskiej, który mi jak
      ulał pasuje do Gizeli - coś o tym, że bez wahania i zbędnych słów
      zajmie się potrzebującym.


      A jej stosunek do Ignacego... Trudno jest być teściową, jeśli się
      ani z domu rodzinnego, ani w własnego zycia nie wyniosło wzorców
      funkcjonowania małżeństwa. A w sumie teściową chyba taką złą nie
      była - nie narzucającą się, a pomocną wtedy, kiedy to było
      potrzebne.
      • sowca Re: gizela? 20.11.07, 23:55
        Gizela wydaje mi się postacią niejednowymiarową. Przyznam, ze
        czasami denerwuje mnie jej oschłośc i niekiedy wręcz chłód wobec
        Mili. Ale pod wieloma względami jest postacią imponującą - sam fakt,
        ze przygarnęła do siebie Milę, jesy wart docenienia, podobnie jak
        jej życiowa zaradnośc, odpowiedzialność, odwaga.
        I jeszzce coś: ja Gizelę rozumiem. Jestem w stanie zrozumieć jej
        czasami dziwne postępowanie wobec Ignacego czy Mili. Natomiast Babi
        zrozumieć nie mogę. Rzeczywiscie,upodabnia się do Gizeli, ale mam
        wrazenie, ze tylko pod względem wad!
        • ginestra Re: gizela? 21.11.07, 16:11
          Bardzo ciekawe są Wasze spostrzeżenia co do niejednowymiarowej osobowości Gizeli
          oraz jej relacji z Milą tudzież samej Mili.
          Ja dosyć dawno czytałam Kalamburkę, ale obraz Gizeli utrwalił mi się jako
          pozytywny. Może dlatego, że bardzo imponuje mi jej siła i hart ducha. Zauważcie,
          że ona potrafiła stworzyć takie prawdziwe poczucie bezpieczeństwa zarówno Mili,
          jak i Monice, którą przez jakiś czas praktycznie wychowywała zamiast matki.

          Niesamowita kobieta. Myślę, że ta jej niby oschłość to bardziej taka twardość
          życiowa niż co innego, bo Gizela była empatyczna i wrażliwa, tylko nie pozwalała
          sobie za bardzo na okazywanie uczuć słowami czy gestami tylko, jak któraś z Was
          zauważyła, czynem.

          I jeszcze imponuje mi w niej to, że mimo takiego pozornego dystansu do ludzi i
          mimo wejścia dość głęboko w rolę "samotnej matki", nie stała się matką Polką
          żyjącą tylko trudami życia, nie straciła swojej kobiecości, ale wchodziła w
          relacje z mężczyznami. A potem związała się z dobrym człowiekiem, bo ten Kazio
          to był porządny gość, prawda? A więc to mi się też podoba.

          No, i jej opiekuńczość wobec dzieci Mili, te wspomniane pierogi w salaterce,
          troszczenie się o nich w trudnych czasach, a także takt wobec Ignacego.

          Pozdrawiam!
          • mamalilki Re: gizela? 21.11.07, 23:50
            Nie Kazio, tylko "Kaziu". Jego obraz to juz w ogole ponury dramat. Silna baba i
            facet, ktory pozwala mówic o sobie Kaziu. Dobrze ze nie Mieciu, jak slowo daje.
            Jak MM chce pokazac prostych ludzi to im daje czesto takie dziwaczne imiona, a
            jak prostackich to zaraz musi byc zbitka prostego nazwiska z pretensjonalnym
            imieniem. Dlatego podobalo mi sie, ze rodzice Mili tak NORMALNIE sie nazywali. W
            ogole zaluje ze zmarli, bo wygladali sympatycznie ;-)
            • the_dzidka mamalilki 22.11.07, 09:48
              > Nie Kazio, tylko "Kaziu". Jego obraz to juz w ogole ponury dramat.
              Silna baba i
              > facet, ktory pozwala mówic o sobie Kaziu.

              Tak się zdrabnia imiona w Poznaniu. Nie ten Kazio, ten Miecio, ten
              Genio, ten Krzysio, tylko ten Kaziu, ten Mieciu, ten Geniu, ten
              Krzysiu :)
              • mankencja Re: mamalilki 22.11.07, 16:40
                nie wiedzialam, ze to regionalne... ja uzywam tych dwoch koncowek
                wymiennie.
                • ready4freddy Re: mamalilki 08.10.08, 15:14
                  bo chyba nie jest regionalne, albo jest wieloregionalne :) u nas (Zaglebie) tez
                  sie tak mowilo i mowi, tzn. obie koncowki sa w uzyciu. nawet bardziej ta z "u"
                  chyba.
                  • laura-gomez Re: mamalilki 08.10.08, 18:25
                    ready4freddy napisał:

                    > bo chyba nie jest regionalne, albo jest wieloregionalne :) u nas (Zaglebie) tez
                    > sie tak mowilo i mowi, tzn. obie koncowki sa w uzyciu. nawet bardziej ta z "u"
                    > chyba.

                    W Małopolsce jest tak samo :) Mam kolegę Mietka pochodzącego z okolic Zakopanego,na którego wszyscy mówią Mieciu.
            • teano_laura Re: gizela? 08.10.08, 17:02
              mamalilki napisała:

              > Nie Kazio, tylko "Kaziu". Jego obraz to juz w ogole ponury dramat. Silna baba i
              > facet, ktory pozwala mówic o sobie Kaziu. Dobrze ze nie Mieciu, jak slowo daje.

              W Poznaniu i okolicach tak się po prostu mówi. I nikt nie widzi w tym nic
              dziwnego, czy niestosownego. Ilez to razy się spotkałam z sytuacją gdy siwa pani
              mówi coś w rodzaju "mój mąż Jasiu..." albo "ja i Wiesiu lubimy..." Zresztą
              niekoniecznie siwa, chcę tylko pokazać, że tutaj niezależnie od wieku używa się
              takich właśnie form. A także np. Przemo, czy wspomniany przez kogoś Juras, Maras
              etc.
              • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 19:08
                Wśród moich rówieśników funkcjonują na co dzień Krzysiu, Jasiu,
                Stasiu i inne takie. Ciekawa jestem jakie są zasady tworzenia. Bo są
                imiona, które nie mają takiego zdrobnienia - Piotruś ewentualnie
                Piciu, ale to naciągane, Adaś, Michaś, i nie ma Adasiu, Muchasiu
                Piotrusiu poza wołaczem. ale Zdzisiu, Mieciu, Kaziu, Tadziu,
                Stefciu, Waldziu, Józiu. Ktoś z Was wie może coś na ten temat?
                • ananke666 Re: gizela? 08.10.08, 20:16
                  Mieciu, Zdzisiu - dwusylabowe, wołacz może zastępować mianownik. Adasiu - trzy sylaby, za długie, więc mianownik. Ludzie mają tendencję do skracania.
                  • alitzja Re: gizela? 08.10.08, 20:29
                    ananke666 napisała:

                    > Mieciu, Zdzisiu - dwusylabowe, wołacz może zastępować mianownik.

                    Nie do końca się zgodzę. Na bardzo mądrych studiach;-) studiach
                    uczono mnie, że poprawne formy to te z "-o" na końcu (Stasio, Miecio
                    etc.), a formy z "-u" (Stasiu, Mieciu) to wołacz. Tyle że ludzie
                    mają tendencje do ujednolicania form, dlatego wołacz niepoprawnie
                    wlazł do formy mianownika.
                    To zjawisko działa zresztą w dwie strony - mianownika często używamy
                    jako wołacza - "Kasia, chodź tu!", zamiast "Kasiu...". I to też jest
                    niepoprawne.
                    • ananke666 Re: gizela? 08.10.08, 21:52
                      No toż napisałam to samo prawie. Nigdzie przecież nie zaznaczyłam, że to jest poprawne ;)
                      Chodziło mi o co innego. "Mieciu", czyli wołacza, używa się, (naturalnie NIEpoprawnie - jest to zwyczajnie niegramatyczne) w funkcji mianownika, a "Adasiu" nie, ponieważ pierwsze zdrobnienie jest krótsze, dwusylabowe, drugie w wołaczu ma trzy sylaby, a w mianowniku dwie. Ludzie dążą do krótszych form. Dlatego Adaś został tylko w mianowniku.
                      • alitzja Re: gizela? 08.10.08, 22:14
                        Nie będę się spierać (bo wszak i nie ma o co). Jedynie fakt, że
                        napisałaś "wołacz może zastępować mianownik" zasugerował mi,
                        że dopuszczasz tę formę jako poprawną (na zasadzie skojarzeń: "może"
                        = "można użyć" = "jest dopuszczalna"). Ale cieszę się, że jednak
                        nie - i że to tylko moja nadinterpretacja i jesteśmy co do tej
                        niepoprawności zgodne. Pozdrawiam:-)
                        • ananke666 Re: gizela? 08.10.08, 22:20
                          Niee :) to moje niedopowiedzenie czy też niedoprecyzowanie. Powinnam napisać "...może zastępować regionalnie/kolokwialnie..." - jeżeli używam takiej formy, to wyłącznie w mocno niepoważnym kontekście. W normalnej rozmowie w życiu nie powiem ani nie napiszę "Kaziu" zamiast "Kazio", bo mi to przez zęby nie przejdzie ;)
                          • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 22:51
                            A mi by Kazio nigdy by nie przeszło przez gardło :) Jasiu to Jasiu,
                            a nie Jasio :)
                            • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 22:53
                              Nie mówię, że to jest poprawne, ale to jest coś tak typowego w
                              Poznaniu, że mówienie końcowki -o brzmi dla mnie sztucznie.
                        • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 22:56
                          A jeszcze pytanie z innej beczki: Czy naprawdę według zasad języka
                          polskiego potrzebować łączy się z dopełniaczem? Bo jak żyję nie
                          słyszałam żeby ktoś mówił potrzebuję krzesła, pięciu jabłek,
                          książki... A podobno obcokrajowców się tak uczy.
                          • dakota77 Re: gizela? 08.10.08, 23:02
                            A idziesz do ksiegarni i co mowisz? Potrzebuje taka ksiazke? Nie takiej ksiazki?
                            Bo jakos ciezko mi w to uwierzyc.
                            O krzesle zdecydowanie powierdzialabym -potrzebuje krzesla. Albo potrzebne mi
                            krzeslo:-). I jakos nie widze w tym nic dziwnego.
                            • tygrys2112 Re: gizela? 09.10.08, 00:16
                              Tak! Potrzebuję taką książkę. Z krzesłem też bym powiedziała
                              potrzebuję krzesło. Na serio nie słyszałam potrzebuję z
                              dopełniaczem.
                              • tygrys2112 Re: gizela? 09.10.08, 00:18
                                Potrzebuję z dopełniaczem to tylko do ludzi bądź pojęć
                                abstrakcyjnych stosuję. Np. Laura potrzebuje miłości. Jakiego
                                mężczyzny potrzebuje Gabriela? ;)
                                • mamapodziomka Re: gizela? 09.10.08, 09:20
                                  Dla mnie tez z dopelniaczem - potrzebuje krzesla, ksiazki...
                                  • tygrys2112 Re: gizela? 09.10.08, 10:35
                                    Może to też kwestia regionalna? Np. wpływy niemieckie. Ciekawa
                                    jestem czy inne Poznanianki to potwierdzą. :)
    • agnieszka_azj Re: gizela? 22.11.07, 17:53
      Gizela była młodą dziewczyną, dorastającą w trudnych warunkach i
      żyjącą w Poznaniu na własny rachunek.
      Wybuchła wojna i los postawił przed nią zadanie zaopiekowania się
      małą Milą, wobec której przecież nie miała żadnych obowiązków. To
      było dziecko sąsiadów.
      W trudnych czasach okupacji (w Poznaniu Polakom było dużo ciężej
      niż w GG), a potem w trochę łatwiejszych, ale też niewesołych
      latach powojennych stworzyła temu dziecku spokojny, bezpieczny i w
      miarę zasobny dom. Wtedy paliło się w piecach, prało w balii, po
      jedzenie stało w długich kolejkach, a ubrania i buty robiło
      własnoręcznie i niewiele czasu pozostawało na cokolwiek innego. A
      jednak Gizela nauczyła Milę kochać ksiązki...

      To mało ???

      O ile mniej oparcie w swojej rodzonej matce miała Monika. Także one
      dużo zawdzięczały pomocy Gizeli.

      Jak można uważać, że byla samolubna i egocentryczna ???
      • tygrys2112 Re: gizela? 22.11.07, 19:22
        Może faktycznie widzę tę postać trochę zbyt płytko. Fakt, to, że
        przygarnęła Milę i się nią opiekowała świadczy o jej szlachetności,
        niewątpliwie.

        Ale co do tej egocentryczności - moim zdaniem właśnie fakt, że tak
        trzymała kurczowo uczucia w środku i ich nie okazywała świadczy o
        egocentryczności. Robiła to ze względu na to, że bała się zranienia -
        czyli ze względu na siebie.

        Może rzeczywiście najlepiej pasuje do niej określenie - postać
        niejednowymiarowa. Bo ma zarówno pewne poytywne rysy, jak i takie,
        które działają na jej niekorzyść. Chyba macie rację, że nie da się
        jej tak jednoznacznie ocenić i trochę niesprawiedliwie i
        powierzchownie ją oceniałam.
      • laura-gomez Re: gizela? 22.11.07, 19:27
        Ja też nie rozumiem, jak można nazwać samolubem osobę, która
        poświęciła obcemu dziecku pół swojego życia. Gizela pomyślała O
        własnym szczęściu dopiero wtedy, kiedy Mila była już dorosła i
        zaczynała własne życie.
        • mamalilki Re: gizela? 23.11.07, 11:24
          Gdyby pomyslala o malzenstwie wczesniej to moze by sie tak kurczowo nie
          uwieszala emocjonalnie na Mili. Owszem, mozna poswiecic nawet cale swoje zycie
          komus innemu, a mimo to robic to dla siebie. Samolubem byla i samoluba wychowala
          (chodzi mi o reakcje Mili na ewentualne malzenstwo Gizeli). Bezpieczny dom nie
          polega na tym, zeby bron Boze nikogo do niego nie wpuscic. Gizela brak chlopa
          zrekompensowala sobie coreczka a i tak nigdy jej nie darowala, ze miala jakichs
          rodzicow. Nigdy z nia o tym nie rozmawiala, nie dala jej nawet zdjecia, dopiero
          po smierci.
          Mam znajomych, ktorzy wzieli do siebie dziewczynke. Jej rodzice nie zyja.
          Przybrani rodzice zawsze jej opowiadaja, ze mama i tata czekaja w niebie, ze ja
          bardzo kochaja, maja zdjecia itd. No to same ocencie ktora postawa jest
          samolubna a ktora nie.
          Gizela od poczatku zazdroscila Majewskim i potem po prostu chciala miec
          coreczke. Owszem, pomagala innym, taki styl - szorska, opryskliwa ale zaradna,
          papier toaletowy kupi i maslo dla dziecka... Moze mniej masla a wiecej czulosci
          daloby lepsze efekty.
          • dakota77 Re: gizela? 23.11.07, 12:17
            Zeby moc okazywac innym uczucia, czulosc najpier trzeba sie tego
            nauczyc. A nie wydaje mi sie, by Gizela, wczesnie osierocona i
            dorastajaca w trudnych czasach miala do tego okazje.Jestem
            przekonana, ze bardzo kochala Mile, widac to po jej czynach. Dla
            Gizeli to wystarczylo.
            Poza tym kiedys byl inny model wychowawczy, dzieci nie wolno bylo
            rozpieszczac, trzeba im bylo po prostu zapewnic byt. Nas to dzis razi.
          • agnieszka_azj Re: gizela? 23.11.07, 13:06
            mamalilki napisała:

            Moze mniej masla a wiecej czulosci
            > daloby lepsze efekty.

            Jak to mniej masła ??? Wiesz jak się siężko żyło w tamtych
            czasach ? Mniej masła - to znaczy na obiad sama kasza gryczana i
            zsiadłe mleko.
            Wyobrażasz sobie dziś, że ktoś je na obiad samą kaszę ze żsiadłym
            mlekiem i cieszy się, ze jest okraszona masłem ?

            To nie jest tak, ze w ich domu przelewało sie od dobrobytu, a
            brakowało miłości. Było skromnie, ale Mila wiedziała, ze Gizela ją
            kocha. Wtedy w ogóle dzieci chowało się dieci chłodniej niż teraz.
            Moja Mama jest trochę podobna do Gizeli (trochę tylko od nie
            młodsza) - też nie kocha słowami, ale nigdy nie mialam wątpliwości,
            ze mnie kocha.

            > Mam znajomych, ktorzy wzieli do siebie dziewczynke. Jej rodzice
            nie zyja.

            Wzięli - to znaczy podjęli tę decyzję świadomie, a nie tak jak
            Gizela zostali przez zycie do tego zmuszeni. Przeszli szkolenia dla
            rodziców adopcyjnych, pewnie czytali różne ksiązki na ten temat.
            Gizela działała instynktownie.

            A reakcja Mili na małżeństwo Gizeli była zupełnie normalna - gdyby
            chodziło o jej matkę pewnie zachowała by się podobnie.
            • verdana Re: gizela? 23.11.07, 21:07
              Lepiej bez masła, a z miłością. Zdecydowanie.
              Nie wiem, czy Mila wiedziała, ze Gizela ja kocha - skąd niby miała wiedzieć? O
              rodzicach się wie, a obca, oschła osoba - to budzi wątpliwości, a może nawet
              pewność, ze się nie jest kochanym.
              Moja teściowa, po wielu latach milczenia teraz przyznała się mojej córce, ze jej
              matka jej nie przytulała. Za to wymagała.
              Teściowa nie wspomina mila swojego dzieciństwa, mimo że matka o nią dbała,
              chroniła w czasie wojny. Moja teściowa tez nie potrafi okazywać uczuć. Nie
              wydaje mi sie szczególnie szczęśliwa.
              • croyance Re: gizela? 11.10.08, 01:18
                Kochala, nie kochala ... owszem, to bardzo wazne, ale ... Mila
                przezyla. Zostala wychowana w bezpiecznym domu, miala co jesc,
                ubranie, dach nad glowa. Nam sie to teraz wydaje oczywiste, bo
                jestesmy wszystkie rozpuszczone dobrobytem i mozemy sobie pozwolic
                na rozne psychologiczno/emocjonalne luksusy.

                Ale, IMHO, czasy byly takie, ze Mila mogla naprawde fatalnie
                skonczyc. Nie trafilo sie jej najgorzej, mowiac w skrocie.
                • anutek115 Re: gizela? 11.10.08, 09:16
                  Croyance wróciła (tęsknili my na forumie, co to znaczy, na odwyku, odwyki od
                  forum? Po co?) i mądrze pisze. Gizela jest IMHO świetną postacią. Doskonale
                  napisaną. Bardzo spójną. Samotna dziewczyna z trudnego domu. Poza tym mam
                  wrażenie, że tacy byli wtedy ludzie, nikt się, przepraszam za wyrażenie,
                  pierdołami w rodzaju uczuć i roztkliwiania się nad dziecięciem nie brał pod
                  uwagę, dziecko miało być nakarmione, czyste, dobrze wychowane (nie jest to
                  najgorszy program, myślę czasem patrząc na wyniki obowiązujących teraz teorii
                  pedagogicznych). Jasne, że Gizela mnie denerwuje. MNIE. Rozwydrzone dobrobytem
                  dziecię końca XX i początku XXI wieku. Ale bardzo przypomina mi moją babcię, też
                  biedną dziewczynę z trudnego domu, identyczną w wielu pogladach, też skupioną
                  głównie na tym, by było czysto, syto, porządnie, tak jak trzeba. Ale która tez
                  mi zaszczepiała miłość do książek i tez mnie kochała. Tyle, że bez fajerwerków i
                  hollywooodzkich zapewnień o tym co drugie zdanie - a mimo to nie wątpiłam w to
                  ani przez chwilę.
                  • tygrys2112 Re: gizela? 11.10.08, 13:46
                    Poza tym mam
                    > wrażenie, że tacy byli wtedy ludzie, nikt się, przepraszam za
                    wyrażenie,
                    > pierdołami w rodzaju uczuć i roztkliwiania się nad dziecięciem nie
                    brał pod
                    > uwagę, dziecko miało być nakarmione, czyste, dobrze wychowane (nie
                    jest to
                    > najgorszy program, myślę czasem patrząc na wyniki obowiązujących
                    teraz teorii
                    > pedagogicznych).

                    Dla mnie uczucia to nie pierdoły. Człowiek bez uczuć nie różni się
                    dla mnie niczym od wielofunkcyjnego urządzenia. Taka prawda.

                    Spójrz na to od innej strony, może nie jesteśmy
                    'rozpieszczone dobrobytem' tylko żyjemy w czasach normalnych? Czy
                    dla Ciebie wojna i patologie to coś normalnego? Dla mnie nie. Ludzie
                    w takich czasach funkcjonują inaczej, muszą walczyć o przetrwaznie.
                    Ale to nie znaczy że należy to uznać za wzór życia. Po prostu jest
                    to fakt.
                    Owszem, mamy szczęście i w pewnym sensie komfort, że czasy obecne są
                    spokojniejsze. Ale to nie znaczy że nasze życie jest nienormalne.
                    • croyance Re: gizela? 11.10.08, 13:58
                      Uczucia to nie pierdoly, ale nie zawsze jest mozliwosc zapewnienia
                      ludziom pelnego pakietu.

                      IMHO najpierw nakarmic, odziac, wyleczyc - a potem zastanawiac sie,
                      co dalej. Najpierw ratuje sie zycie, potem martwi sie o jego jakosc.

                      Nie wiem, czy zyjemy w czasach normalnych. Moze czlowiekowi do zycia
                      wcale nie jest potrzebne spelnienie emocjonalne? Moze chodzi o to,
                      zebysmy rozmnozyli sie i przezyli na tyle dlugo, by odchowac
                      potomstwo - a reszta to juz naddatek.

                      Moze zreszta kiedys ludzie nie mieli oczekiwac co do emocji? Moze
                      dzieci potrafily docenic, ze np. kupuje sie im jedzenie? Teraz to
                      faktycznie minimum i na nikim nie robi to wrazenia, ale moge sobie z
                      latwoscia wyobrazic czasy, gdy fakt, ze ojciec przynosi do domu
                      bochenek chleba jest wystarczajacym powodem do kochania go na wieki.
                      Moze te uczucia, o ktorych piszesz, byly inne, oparte na czym innym
                      niz teraz?
                      • tygrys2112 Re: gizela? 11.10.08, 14:59
                        Uczucia są naturalną potrzebą, tylko wyższego rzędu. Przecież każdy
                        wie że jest coś takiego jak piramida potrzeb. Jeśli te podstawowe
                        nie są zapewnione, to nie możesz przejść do wyższych. Ale to nie
                        znaczy że te wyższe nie są potrzebne.
                    • anutek115 Re: gizela? 11.10.08, 14:15
                      Nie, no Tygrysie, litości. Nadinterpretujesz, aż strach. Ja nie napisałam ani
                      nie pomyślałam, że wojna i patologia to coś normalnego, a nawet nie miałam na
                      myśli wojny akurat. Mówiłam o biedzie, bo wtedy było trudniej, po prostu.

                      Dla mnie uczucia to też nie pierdoły. Chodziło mi tylko o to, że dawniej ludzie
                      wychowywani byli inaczej - nawet ci, którym sie dobrzepowodziło i biedni nie
                      byli nie spedzali życia na zastanawianiu się, czy nie hodują w dziecku jakiegos
                      kompleksu, bo je za wcześnie na nocniczek sadzają. Żeby nie było, że
                      trywializuję, to chociaż np. akcję "Kocham nie biję" uważam za słuszna i
                      potrzebną, a moim dzieciom staram się zapewnić dobre dzieciństwo. to jak ogladam
                      niektóre programy dla młodych mam albo czytam gazetki, włos mi się na głowie
                      jeży. CZytaj dziecku od czwartego miesiąca ciąży. Mów do brzucha. Tego ci nie
                      wolno, tamtego ci nie wolno, bo dziecko musi wiedziec, że jest kochane. Nie ma
                      bata, każda kobieta z rocznika Gizeli uznałaby za idiotyzm przymus mówienia do
                      brzucha (a jak piszę "przymus" to wiem, co piszę, mam dwoje dzieci, ile razy
                      mnie spytano, czy im czytałam przed narodzinami nie zliczę). To nie znaczy, że
                      matki kiedys nie kochały dzieci. Kochały je inaczej, nie zastanawiając się nad
                      tym godzinami, bez słownych deklaracji, i wychowywały najlepiej jak potrafią.
                      Zdaje się, że to tez napisałam.

                      I możesz czuc inaczej, oczywiście, ale ja czuję się rozpieszczona dobrobytem (a
                      jestem biedna, jesli weźmiemy pod uwagę choćby tylko moich przyjaciół, o wiele
                      zamożniejszych niż ja). Każe mi to mysleć o osobach, które żyły w trudniejszych
                      czasach z szacunkiem i podziwem, bo nie wiem, czy umiałabym sobie radzić w
                      tamtej rzeczywistości. Uznaję się za szczęściarę, że mnie ominęła próba, jak ich
                      nie ominęła - co wcale nie oznacza, że ich życie uznaję za wzór a własne za
                      rodzaj wypaczenia.
                      • croyance Re: gizela? 11.10.08, 14:24
                        Mysle, ze w sposob zupelnie naturalny nie zauwazamy, jak nam dobrze.

                        Mamy gdzie mieszkac.
                        Mamy co jesc.
                        Mamy dostep do NIESKAZONEJ wody.
                        Mamy dostep do antybiotykow, lekow.
                        Mamy co zalozyc na siebie, gdy jest zimno.
                        Umiemy czytac i pisac.
                        Mamy dostep do edukacji.
                        Srednia zycia nie jest 30 czy 40 lat, ale 70-80.
                        Mamy mozliwosc zastanowienia sie, co lubimy robic, i robic wlasnie
                        to.
                        Nasze dzieci nie musza pracowac, ale moga sie uczyc w czystej szkole.

                        Niby nic, niby oczywiste - ale w skali swiatowej jestesmy, do licha,
                        uprzywilejowanymi jednostkami. Jestemy szczesliwcami i wybrancami
                        losu -wystarczy obejrzec newsy ze swiata, zeby sie o tym przekonac.
                        To, co wymienilam powyzej, podstawowe zdawaloby sie kwestie - to dla
                        wiekszej czesci ludzkosci LUKSUSY ponad ich miare, niedostepne i
                        wymarzone.

                        Mysle wiec, ze jakkolwiek uczucia SA bardzo wazne, Mila miala
                        dziecinstwo jak paczek w masle, porownujac - statystycznie - z
                        sierotami z innych czesci swiata.
                      • tygrys2112 Re: gizela? 11.10.08, 15:05
                        Zgadzam się z tym co piszesz, też mam szacunek do osób które
                        przetrwały kryzysy biedę i radziły sobie z tym. Tylko uważam, że
                        dana metoda na życie jest zależna od sytuacji. Ludzie w ciężkich
                        warunkach uodparniają się psychicznie, ale co za tym idzie,
                        przestają też być wrażliwi. I jeśli taka osoba nie potrafi się już
                        później otworzyć, a wychowa dziecko, tak jak to zrobiła Gizela, to
                        oczywiście, należy się jej wdzięczność za troskę i poświęcenie -
                        jest to też rodzaj miłości. Ale z drugiej strony przekazuje temu
                        dziecku pewien deficyt emocjonalny.
                  • croyance Re: gizela? 11.10.08, 14:32
                    Hey, Anutku! Dziekuje za mile przywitanie :-) Odwyk byl nieco
                    wymuszony, bo podrozowalismy kilka miesiecy - co mi zreszta dobrze
                    zrobilo, no i ile ciekawych rzeczy do poczytania po powrocie!

                    Mysle, ze masz wielka racje w tym, co piszesz. Roznica pokoleniowa
                    to czasem jak roznica kulturowa - nie jestemy w stanie do konca
                    zrozumiec, o co naszym babciom chodzilo (podejrzewam, ze nasze wnuki
                    moga kiedys pytac ze zgroza: JAK moglas zyc w swiecie bez internetu
                    podlaczonego bezposrednio do kory mozgowej? - a my zylismy, i bylo
                    fajnie. Mialam 15 lat, kiedy zalozono u nas w domu telefon - i nie
                    czuje sie z tego powodu szczegolnie zaniedbana, bo nie wiedzialam,
                    ze moze byc inaczej).

                    Teraz panuja okreslone poglady na wychowywanie dzieci - jeden
                    sluszny kanon - ale i to sie zmieni. Nastepne pokolenia moga
                    wychowywac swoje dzieci zupelnie inaczej, i patrzec na nas jak na
                    toksyczne potwory. Rozne sa bowiem pomysly, rozne ideologie, rozne
                    wzorce. Przyklad z mowieniem do brzucha jest bardzo trafny :-) Byc
                    moze za 30 lat okaze sie, ze dzisiejsze matki zaniedbaly cos
                    kardynalnie istotnego, a nasze poglady na wychowanie sa szkodliwe i
                    przestarzale.
                    • croyance Re: gizela? 11.10.08, 14:57
                      Sprobujmy wyobrazic sobie cos takiego, talk-show przyszlosci:

                      - Zdzisiu, opowiedz nam o swoim dziecinstwie.

                      - Witaj, DJ Mieciu. Moja matka była dobra kobieta, i robila, co
                      tylko w jej mocy, żeby zapewnic mi byt. Karmila mnie
                      pełnowartosciowym jedzeniem, wyslala do najlepszych szkol, kochala
                      mnie i dbala o mój rozwoj emocjonalny. Jednak w tamtych czasach nie
                      mówilo sie o tym, ze dziecko potrzebuje odpowiedniego dostrojenia
                      pola elektromagnetycznego, i nie zdawano sobie zupełnie sprawy z
                      tego, jakie to wazne dla pozniejszego rozwoju energetycznego młodego
                      człowieka.

                      - To prawda, Zdzisiu, panowala na ten temat trudna do zrozumienia
                      ignorancja. Ale Twoi rodzice byli wykształconymi osobami …

                      - Tato był profesorem biologii – tym bardziej trudno mi uwierzyc, ze
                      nie zorientowal się, ze bez regularnego dostrajania moje protony
                      wpadaja w arytmiczny spin. Teraz kazda matka wie, ze jest to
                      absolutnie konieczne dla prawidlowego rozwoju – ale wtedy panowalo
                      przekonanie, ze dziecko wystarczy nakarmic, odziac, kochac i
                      rozwijac jego osobowość, i to wystarczy. Rodzice wysylali mnie, na
                      przyklad, na trening asertywnosci i samospelnienia …

                      - Dobrze pamiętam te praktyki, Zdzisiu; trudno to nam dzisiaj pojac,
                      ale ciężarnym kobietom zalecamo puszczanie nienarodzonym dzieciom
                      muzyki Mozarta i branie witamin, tymczasem nikt nawet nie poruszal
                      jakze waznego tematu elektromagnetyzmu!

                      - Czasem mysle, DJ Mieciu, ze lepiej by było, gdyby moi rodzice
                      mniej czasu poswiecili na mowienie mi, jak mnie kochaja, a wiecej na
                      prawidłowe dostrojenie moich protonow.

                      - Jak wyglada teraz Twoje zycie?

                      - Coz, staram się nadrabiac braki odpowiednim naświetlaniem i
                      terapia magnetyczna; niestety, pewne rzeczy trudne sa do nadrobienia
                      i maja istotny wpływ na moje zycie rodzinne i uczuciowe. Moim celem
                      jest, by tak zadbac o rozwoj moich dzieci, by nie musiały zmagac się
                      pozniej z problemami takimi, jak ja. Apeluje do wszystkich rodzicow:
                      ubieranie, karmienie i kochanie waszych dzieci jest wazne - ale nie
                      zaniedbujcie pola elktromagnetycznego swoich pociech! Jesli trafie
                      choc do jednego rodzica, moja misja zostanie spelniona.
                      • dakota77 Re: gizela? 11.10.08, 15:00
                        Swietne:-)
                        • croyance Re: gizela? 11.10.08, 15:04
                          Hi hi, dzieki :-D
                          • tygrys2112 Re: gizela? 11.10.08, 15:19
                            no inwencję twórczą masz dużą :)
                            Ale wyobraź sobie sytuację od kuchni, że taka Gizela opoiwiada Mili
                            o swoim życiu. mówi: pamiętaj, nigdy nie bądź zbyt ufna wobec ludzi.
                            Pamiętaj, bądź zawsze dzielna i twarda. Pamiętaj to i tamto. Mila
                            słucha z zaciekawieniem i ufnością. Bierze Gizelę za autorytet.
                            Potem go podważa, ale nie zmienia faktu, że Gizela ma na nią wpływ.
                            Próbuje być taka jak ona, ale dziwnym trafem, nie może sobie
                            poradzić z jej filozofią życiową, bo to co jej wpajała Gizela nie
                            pasuje do życia jakie ona prowadzi. Ma męża, który jest w niej
                            zakochany, 4 córki i żyje przez większość czasu spokojnie. Nic jej
                            nie stoi na przeszkodzie, żeby się otworzyć, ale jest chłodna,
                            powściągliwa, niekiedy cyniczna i nie umie okazywać ciepła. I jaki
                            mamy efekt? Mamy Borejko, na którą większość na forum narzeka, że
                            jest szorstka, a potem jej córki Gabrieli, która przykleja
                            bohaterski uśmiech. Nie rozumiem Was. Z jednej strony narzekacie na
                            Gabrielę, która nie potrafi sobie radzić ze swoją stroną
                            emocjonalną, ale nie widzicie że to jest kwestia od pokoleń?
                            • dakota77 Re: gizela? 11.10.08, 15:20
                              Jak to nie zauwazamy? Ile razy juz tu pisano, ze Gizela nie nauczyla Mili
                              kochac? Oczywiscie, ze i Mila ma problemy.
                              • croyance Re: gizela? 11.10.08, 15:27
                                Dziewczyny, no :-) Wszystkie macie racje! Gizela pewnych rzeczy
                                niedopatrzyla, idealnie nie bylo, ale moj argument polega na tym, ze
                                nie bylo tez znowu tak najgorzej :-)
            • mamalilki Re: gizela? 28.11.07, 14:41
              Wyobrażasz sobie dziś, że ktoś je na obiad samą kaszę ze żsiadłym
              > mlekiem i cieszy się, ze jest okraszona masłem ?


              Wyobrazam sobie. Ja sie wychowalam w siermieznym PRL gdzie mama ledwo ciagnela a
              ojciec najczesciej siedzial w wiezieniu. Wiem co to sa skromne obiady.

              Wtedy w ogóle dzieci chowało się dieci chłodniej niż teraz.

              No i co to za argument? Ja wlasnie to potepiam, nie podoba mi sie. Poza tym nie
              wszedzie tak bylo.
    • lattina Re: gizela? 08.10.08, 12:56
      Żal mi Gizeli, że nigdy nie potrafiła się otworzyć, okazać miłości i
      jej przyjąć. W życiu codzienym nie lubię takich surowych,
      apodyktycznych osób. Jestem rozlazłą, sentymentalną bałaganiarą i
      razi mnie taki pancerz, choćby pod nim skrywało się złote serce.
    • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 13:08
      Już kiedyś o tym pisałam - rozumiem Gizelę, które miała życie trudne
      i nie umiała okazywać miłości. Ale uważam też, że jej wychowanie
      wpłynęło na taki a nie inny charakter Mili, która jest chłodna i też
      ma problemy z tym samym. Nie mówię, że Gizela robiła to świadomie.
      Ale zostawiła sobie ślady w osobowości Mili zarówno pozytywne, jak i
      negatywne.
      • verdana Re: gizela? 08.10.08, 15:58
        I jakoś świetnie sobie wyobrazam osobe egocentryczna, antypatyczna i
        niedobra - przygarniająca obce dziecko. Bo to obowiazek, a obowiazek
        wazna rzecz, trzeba go spełnic, chocby się dla dziecka nie miało
        cienia uczuć. Bo tylko wypełnianie obowiazków się liczy. Nie jest
        wazne dziecko, ono jest tylko przedmiotem, ciężarem, ktory Bóg (los)
        włożył na kobiece barki i trzeba jakoś ten ciężar znosic, choc go
        się z calego serca nie lubi. Wypelnia się obowiazek, zeby moc się
        poczuć "dobrym człowiekiem", a nie dlatego,że liczy się jakies tam
        dziecko.
        Bywa i tak.
        • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 16:28
          Słuchaj, ja nie piszę, ze ona jej nie kochała. Piszę ze nie umiała
          tej miłości okazywać. I że to zostawiło ślad w Mili. To wszystko
        • tygrys2112 Re: gizela? 08.10.08, 16:30
          Aaa. Teraz rozumiem. Napisałaś, że egocentryzm może być, a dobre
          uczynki wynikają z suchych zasad. Z tym też się zgadzam, choś nie
          wiem, czy to dotyczy Gizeli. Na początku myślałam, że piszesz to
          ironicznie :)
        • teano_laura Re: gizela? 08.10.08, 17:16
          Kocha ją, ale nie jest jej matką - jakoś tak pomyślała nauczycielka, gdy pierwszy raz zobaczyła Milę i Gizelę.
          I myślę, że tak właśnie było - że Gizela kochała Milę i kto umiał to dostrzec, ten dostrzegł. Co nie zmienia faktu, że Mila mogla tego nie dostrzegać. pod latarnią jest najciemniej, a Gizela nie umiała okazywać uczuć inaczej, jak właśnie czynem (posprzątaniem, nakarmieniem, zacerowaniem, strofowaniem itd). Do czego innego nie byla zdolna, bo nikt jej tego nie nauczył. Znam takie osoby - są jakie są (trochę się ich boję), ale jedno wiadomo - zawsze można na nich polegać.
          Moim zdaniem, Verdano trochę jesteś dla Gizeli niesprawiedliwa.
          Miłość to niekoniecznie głaskanie, tulenie i mówienie o tym jak bardzo się kogoś kocha. Chociaż oczywiście dobrze jest, gdy czynom miłości towarzyszą i takie znaki.
          • dakota77 Re: gizela? 08.10.08, 17:21
            Najlepszy jak zawsze jest zloty srodek. Niedobra jst milosc hojna w gestach a
            nieodpowiedzialna ( ach, jak kocham moje dziecko, ale jakos tak zapomnialam je
            nakarmic/kupic mu zeszyt/ pomoc w lekcjach, zeby wybrac prozaiczne przyklady).
            Niedobra jest taka, ktora za oczywiste przyjmuje, ze milosc to tylko i wylacznie
            te codzienne rzeczy. Bo takie dziecko bedzie czyste, nakarmione i dobrze
            wychowane, zapewne, ale nie bedzie potrafilo kochac, bo jak sie nauczy?
            • paulina.galli Re: gizela? 08.10.08, 18:55
              Bardzo lubie Gizele.
              Znienawidziłam Ignaca (bleee) wlasnie po tej jego akcji z telewizorem i
              pierogami, bo byla antyGizelowska (i dlatego ze Gizela tez go nie lubiła)
              Wiec G. ma na mnie duzy wpływ :):):)
            • senseeko Re: gizela? 08.10.08, 19:19
              Nic dodać, nic ująć.
        • croyance Re: gizela? 11.10.08, 01:30
          Verdana, ale moze ona zostala postawiona w takiej sytuacji, ze nie
          mogla zachowac sie inaczej.
          Sa osoby, ktore dzieci nie lubia, nie chca ich miec - w zyciu nie
          zdecydowalyby sie na adopcje - ale potem zdarza sie, ze musza wziac
          do siebie czyjes dziecko (dajmy na to, na potrzeby watku, ze
          siostrzenice po smierci rodzicow). I sa w kropce; bo z jednej
          strony, nie czuja sie na silach, nie wiedza, czy beda w stanie
          sprostac, ale z drugiej strony, chca postapic wlasciwie - 'do the
          right thing', i takie postepowanie sie samo nasuwa. Inna kwestia;
          jesli oni dziecka nie wezma, kto to zrobi? Jakos czesto nie widac
          kolejki chetnych, wiec wiedza, ze byc moze oni - z ich
          ograniczeniami i problemami - sa i tak najlepszym z mozliwych wyjsc.

          Obowiazek (moralny) to wazna rzecz, Verdana. Gdyby, nie daj Boze, na
          przyklad szlag trafil moja najblizsza przyjaciolke i przyszloby mi
          sie zajac jej dziecmi, wcale by mnie to nie cieszylo. Co wiecej,
          pewnie wyrwalabym sobie z glowy wlosy, ale potem opanowala sie i
          poszla zrobic 'the right thing' - i starala sie wypelnic ja jak
          najlepiej moge. Bo - jakkolwiek znalabym swoje ograniczenia -
          wiedzialabym tez, ze tych dzieci nikt nie chce, nie maja innej
          rodziny, i ja jestem tym mniejszym zlem.

          W idealnym swiecie dzieci powinny byc z osobami, ktore je kochaja,
          ale przeciez w realu, hm, tak nie jest. Gizela mogla byc w sytuacji,
          ze wcale Mili nie chciala - ile osob chce cudze dziecko? - ale nie
          chcial jej tez nikt inny, i Gizela doszla do wniosku, ze ma moralny
          obowiazek sie nia zajac. A ze czynila to bez entuzjazmu ... lepiej
          to, niz nic. Trudno, zeby czlowiek pochylil sie nad sierotka
          umierajaca z glodu i powiedzial; niestety nie czuje sie emocjonalnie
          na silach udzwignac ciezaru wychowania istoty ludzkiej bla bla bla.
          Gdyby mnie na barki ktos zrzucil taka sierotke, staralabym sie
          nakarmic, odziac, wyleczyc, a potem bym sie zaczela martwic reszta.
    • yennefer_z_v Re: gizela? 10.10.08, 23:24
      Dawno nie czytałam "Kalamburki", chociaż to jeden z moich ulubionych tomów.
      Pamiętam jednak, jakie wrażenie zrobiła na mnie Gizela.
      Pokochałam tę postać. Często w książkach czy w filmach najbardziej ciągnie mnie
      właśnie do tego typu bohaterów: wrażliwych, ale raczej wewnątrz. Ukrywających
      się za chłodem, ale wrażających uczucia w czynach lub między wierszami. Maryla
      jest faktycznie dobrym przykładem. I jeszcze jedna z moich ulubionych bohaterek,
      nad którą zachwyt pokutuje wciąż w moim wieloletnim nicku...
      Oczywiście, można Gizeli wiele zarzucić. Mila była zupełnie innym typem
      osobowości niż jej opiekunka, więc czegoś innego potrzebowała. Ale Gizela
      zrobiła tyle, ile potrafiła. Wcale nie tak mało.
      Bardzo podoba mi się w tej dyskusji argument, że nauczyła Milę kochać książki.
      Nie zapominając przy tym o praktycznych stronach życia. Racja, może te
      praktyczne strony za mocno podkreślała. Kto wie, czy to nie bunt przeciw takiemu
      spojrzeniu popchnął Milę w ramiona oderwanego od życia Ignacego (co ciekawe,
      jego dosyć lubię właściwie tylko w "Kalamburce").
      Poza tym ogromny plus dla Gizeli za sceny z żebrzącym chłopcem. I za wspieranie
      Stefanii. W Gizeli są całe pokłady godności i dobroci, nierozłącznie ze sobą
      przemieszanych.
      I jest taka scena, którą czytałam wiele razy i zachwycam się nią ciągle. Moment
      na wczasach, gdy Mila pyta, czy Gizela żałuje. Cudowny fragment. Bez zbędnych
      słów i sentymentów, a przecież emocje są tam wręcz namacalne i nie ma żadnych
      wątpliwości, co się tam kryje.
    • briar_rose Re: gizela? 24.07.22, 23:46
      Gizela to najciekawsza postać w całej "Kalamburce", kobieta po prostu ma charakter. Mila jest jej oczkiem w głowie i nieba by jej przychyliła (nie jest jednak nadopiekuńcza, a wręcz twardo stąpa po ziemi i nie lubi okazywania uczuć). Mila zaś jest dla Gizeli straszliwą jędzą, co ona wyprawiała i jak się do niej odnosiła, to mi się aż w głowie nie mieści. Ignacy wcale nie okazuje się lepszy. Cały czas miałam wrażenie, że Gizela pragnie zasłużyć na miano dobrej wróżki dopuszczonej do kołyski księżniczki i to jest bardzo, bardzo smutne. Nieskończenie wdzięczna plebejuszka wychowała założycielkę elitarnego rodu. Gizela w interakcjach z Milą, którą przecież wielbi, często się zamyka w sobie, napina, z czymś się zmaga, i według mnie jest to poczucie winy i długu. A tak naprawdę to przecież Mila zaciąga olbrzymi dług wdzięczności wobec Gizeli, którego potem właściwie w żaden sposób nie spłaca, a wręcz wykazuje się czarną niewdzięcznością, odsuwając ją od życia swojego i rodziny.
      • sowca Re: gizela? 25.07.22, 17:30
        briar_rose napisał(a):

        > Gizela to najciekawsza postać w całej "Kalamburce", kobieta po prostu ma charak
        > ter. Mila jest jej oczkiem w głowie i nieba by jej przychyliła (nie jest jednak
        > nadopiekuńcza, a wręcz twardo stąpa po ziemi i nie lubi okazywania uczuć). Mil
        > a zaś jest dla Gizeli straszliwą jędzą, co ona wyprawiała i jak się do niej odn
        > osiła, to mi się aż w głowie nie mieści. Ignacy wcale nie okazuje się lepszy. C
        > ały czas miałam wrażenie, że Gizela pragnie zasłużyć na miano dobrej wróżki dop
        > uszczonej do kołyski księżniczki i to jest bardzo, bardzo smutne. Nieskończenie
        > wdzięczna plebejuszka wychowała założycielkę elitarnego rodu. Gizela w interak
        > cjach z Milą, którą przecież wielbi, często się zamyka w sobie, napina, z czymś
        > się zmaga, i według mnie jest to poczucie winy i długu. A tak naprawdę to prze
        > cież Mila zaciąga olbrzymi dług wdzięczności wobec Gizeli, którego potem właści
        > wie w żaden sposób nie spłaca, a wręcz wykazuje się czarną niewdzięcznością, od
        > suwając ją od życia swojego i rodziny.


        MIla zachowała sie obrzydliwie, nie okazując Gizeli nie tylko szacunku, ale też miłości i wdzięczności. Pojawił się chłop, to matka przestała się liczyć. Nienawidzę Mili za to, że wypaliła Gizeli w twarz "ależ ja nie mam rodziny", gdy okazało się, że Gizela chce wyjść za mąż.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka