Dodaj do ulubionych

OT: Prezenty...

13.10.08, 08:50
Odświeżam sobie Jeżycjadę na wyrywki, przeglądam gazetowe forum i
taki temat mi się urodził: prezenty horrorki, prezenty na widok
których nasze oblicze stanowi dysonans - usta wygięte w uśmiech a w
oczkach przerażenie...Wiem , oczywiście, prezent jest wyrazem uczuć,
pamięci, dobrego serca dającego (choć czasem niekoniecznie - czasem
to po prostu li i jedynie dopasowanie do konwenansu)
Dostałam w życiu dużo różnych prezentów - znakomita większość z nich
wywołała u mnie eksplozję zachwytu i wylewną wdzięczność.Przypominam
sobie zachwyty nad rękodziełami najmłodszych dziateczek w rodzinie
Borejków (Noelka) Zaznaczam, prezent drogi byc nie musi, nie o to
chodzi... W ramach prezentu horrorku wspominam porcelanowego
(chyba...) wyżła wysokości około 45 cm, z wyrazem pyska takim jakby
mu ktoś przed chwilą świsnął kaszankę z miski. Trochę przypominał
miniaturę psa Joey'a i Chandlera z "Przyjaciół". Piękny był....Mimo
wysiłku nie dałam rady zaprzyjaźnić się z prezentem (miałam wyrzyty
sumienia oj miałam)....
2,5 miesiaca do Bożego Narodzenia... Szanowne Forumowiczki - jakie
macie doświadczenia z prezentami?

Na koniec pozwolę wkleić sobie link:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=83874878
W linku w poście startowym filmik - jeśli będziecie odważne i
zdecydujecie się na obejrzenie "etiudy" - uważajcie na głośność!!!
Faktycznie, podarowanie takiego prezentu dziecku nielubianych
znajomych....
Obserwuj wątek
    • ginestra Re: OT: Prezenty... 13.10.08, 11:22
      Gothiko, filmik rzeczywiście wstrząsający. :-0

      Mnie osobiście ten kurczak przypomina podobne kurczaki, które są w sklepach
      zoologicznych jako zabawki dla psów. Nie macałam, ale może one też tak
      przeraźliwie piszczą?
      Jako prezent dla dziecka to rzeczywiście horror...

      Z doświadczeń z dziećmi w rodzinie wiem, że maluchy boją się czasem takich
      wielkich pluszowych zabawek, które są większe od nich. Synek mojego brata dostał
      na przykład takiego niby husky-niby wilka, grubego, pluszowego, i bał się go
      strasznie. Dopiero później, gdy go przerósł, w wieku ok. 3 lat, to na nim siadał
      i bawił się nim.

      Dzieci boją się także czasem obrazków w książkach dla dzieci. To jest chyba
      znane nam wszystkim ;-) Ten sam chłopczyk, co powyże pisałam, że bał się
      pluszowego wilka, strasznie bał się Lisa Witalisa z tego wydania tradycyjnego
      wierszyków Brzechwy (ilustracje Jana Marcina Szancera). Zawsze zamykał oczy i
      przekręcał nerwowo kartkę z lisem. Nawet mu się ten lis śnił i rodzice mu
      tłumaczyli, że on gdzieś tam mieszka daleko i nie przyjdzie do ich domu. A więc
      może on ma coś do tych lisowatych i wilkowatych stworzeń? ;)

      Zarówno ja, jak i moi bracia (i moje dzieci też) baliśmy się ilustracji z takiej
      starej książki o Szewczyku Dratewce (tej czarownicy w płaszczu, który to płaszcz
      wyglądał jak jakiś liść czy co? - może pamiętacie to wydanie?). A zwłaszcza
      ilustracji, na której czarownica zmieniła się w okropne, czarne ptaszysko i
      odleciała (to ptaszysko było niesamowite). [Ja i bracia baliśmy się też jednego
      obrazu, który wisiał w domu, ale to nie prezent, więc to taki off-topic z mojej
      strony). I jeszcze Cienia. Ten "Cień", to był dla nas jakiś realny byt, a
      tworzył się na drzwiach odzwierciedlając kształt masy kurtek na wieszaku. Oko
      Cienia stanowił wizjer w drzwiach. No i niestety idąc gdziekolwiek przedpokojem
      trzeba się było przekradać obok tego Cienia. Straszne przeżycia to były. ;) ]

      A więc nawet podarunek w postaci książki też może dziecko wystraszyć. :)
      Chyba jest takich prezentów więcej, tylko muszę sobie przypomnieć.
      Pozdrawiam!
      • gothica666 Re: OT: Prezenty... 13.10.08, 11:50
        Ginestro - pieska, o którym pisałam dostałam w wieku lat 20...
        Przeżycie straszliwe - głównie pod względem estetycznym ;-)
        Natomiast, faktycznie, przypominam sobie pewien prezent - latek
        miałam może 3 - dostałam Pajaca, wyższy był ode mnie o głowę
        conajmniej. Nożyska mieł długi jak niektórzy bobaterowie naszej MM.
        Nie wiem czemu ale ochrzciłam go Ignac. O istnieniu Ojca Borejki
        pojecia nie miałam. Pech chciał, że znajomy rodzicom podrzucił na
        kasecie video jakiegoś horrora z clownem czy innym straszydłem w
        roli głównej. Dziecko ciekawskie,oczkiem rzuciło i nabrało żywej
        niechęci do Bogu ducha winnego Ignacego...

        Sprecyzuję natomiast zamysł w poprzednim moim poście (jakoś ostatnio
        nie jest to moja mocna strona :-) ) - chodziło mi tajkże o prezenty
        na widok których Wasze poczucie smaku i estetyki wyło, płakało i
        błagało o litość.
        Dla mnie nieodmiennie takim prezentem są wszelki wazony typu rżnięty
        kryształ. Nie cierpię, nie trawię, wolę pomalowany słoik :-)
      • tygrys2112 Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 00:29
        Moją największą fobią był Don "Carramba" Pedro - Szpieg z Krainy
        Deszczowców z "Porwania Baltazara Gąbki".
        forum.antyfani.pl/uploads/av-1.gif
        • the_dzidka Re: OT: Prezenty... 02.02.09, 13:09
          A ja się bałam piosenki "Golden Eye" Tiny Turner. Dodam z naciskiem,
          że miałam wówczas około 25 lat :)
    • slotna Re: OT: Prezenty... 13.10.08, 20:27
      Takich figurek paskudnych dostawalam mnostwo na imieniny w podstawowce - glownie byly to konie (znana bylam z manii jezdzieckiej i chcieli mnie kumple uszczesliwic) ale i delfinki szklane sie zdarzyly i jeszcze jakies paskudztwa. Wtedy mi to nie przeszkadzalo ani odrobinke, ale na studiach juz zostalam obdarowana (na mikolajki) przez jedyna przyjazna dusze... porcelanowa papuzka. Lo matko, alez musialam miec mine :)
      Poza tym rodzinnie:
      - biustonosz od ciotki. O ca 3 rozmiary za maly (mialam jakies 13 lat). Wymienila na wiekszy, ktory rowniez byl za maly. Nie chciala wierzyc i strasznie sie wkurzala, pamietam :) ale poszlysmy razem w koncu do sklepu i dobralam sobie cos wreszcie. Cala rodzina miala z tego ubaw.
      - od tej samej ciotki podklad z Avonu dla mulatki chyba, nawet mojej opalonej mamie nie podpasowal (ja mam bardzo jasna karnacje)
      - od innej ciotki plastikowa pozytywke w postaci... zelazka (!) czarnego w kwiatki. Mialo taka klapke i po jej otworzeniu wypiskiwalo "Dla Elizy". Mialo tez szufladke i mniej wiecej po pol roku, odkrylam ze ktos tam dodatkowo wlozyl 20 zlotych :) A szufladke otworzylam, gdy demontowalam zelazko w celu stworzenia alarmu do pokoju (co by slyszec jak moj brat wchodzi) - przylutowalam dlugie kable i dokleilam do framugi i drzwi - jak wlamywacz pierwszy raz po cichutku chcial otworzyc to zamarl na dzwiek ten cudowny :D wiec koniec koncow pozytywka sie przydala
      - bizuterie: podkowe z diamencikiem i but typu oficerka (oficerek? zawsze tego w l.mn. uzywam, a tu byla jedna sztuka) na srebrnym lancuchu - znow te konskie skojarzenia; o ile sie nie myle opchnelam toto na wage jak przymieralam glodem na studiach
      - gacie wlasnorecznie uszyte przez starsza z moich babc: mam wrazenie, ze szyla je na siebie (na 50 kg wiecej cialka znaczy sie), tak sie smialam, ze babcia byla bardzo szczesliwa, ze mi radoche zrobila. A zrobila faktycznie :) Bardzo lubilam zreszta wszelkie rekodziela tej babci (reczniki z pracowicie obrebionej starej zaslonki, niewchlaniajace grama wody itp). Gacie sie przydaly, gdy nasza suka miala cieczke.

      Ciut z innej beczki: Na wyjezdzie swiatecznym z rodzicami: ksiazka "Siodme wtajemniczenie". Nie znosilam Niziurskiego, to byl jedyny prezent jaki wtedy dostalam, siedzielismy w gorach ponad 2 tygodnie i juz nie mialam co czytac, wiec jakos przebrnelam, ale do dzis tej ksiazki nienawidze bo mi sie zle kojarzy. Bylismy tam z moim bratem, ktory mial wtedy 6 lat, pojechalismy najpierw z mama pociagiem, a ojciec dojechal pozniej i mama byla przekonana, ze przywiezie ustalone prezenty. Niestety - na mojego brata rowniez czekala ksiazka, jakas okrojona wersja Winnetou. Problem polegal na tym, ze Wigilie spedzali wspolnie wszyscy wczasowicze i na koniec wieczerzy pojawil sie Mikolaj, ktoremu inni rodzice wczesniej przekazali prezenty. Moj brat zostal uprzedzony, ze nic nie dostanie, ale nie wierzyl. Siedzial tam i czekal do samego konca, nie dalo sie go zaciagnac do pokoju, patrzyl lakomym wzrokiem na wielkie paki, ktore dostawaly inne dzieci, a na koniec, gdy Mikolaj zniknal - brat sie poplakal. Wiem, ze to wszystko tak materialistycznie brzmi, ale sprobujcie wytlumaczyc szesciolatkowi, ze ten caly wyjazd byl prezentem! Hehe. Mnie tez zreszta nie bylo wesolo.

      Sama tez sie wyglupilam pare razy, nie powiem... :)

      --
      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
      • kaliope3 Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 07:45
        Oj, biedaczek, okropna historia
    • tygrys2112 Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 00:18
      Pełno prezentów od jednej z moich cioć. Ciocia ta zawsze dawała mi
      swetry i ubrania w kolorze dla brunetki - czyli osoby czarnowłosej,
      przy czym mam popielato-brązowe, więc wdrygałam się zawsze kiedy
      miałam je nosić. Poza tym nie mam o czym pisac, bo większość
      prezentów wspominam miło. :)
    • gothica666 Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 09:02
      Przypomniał mi się jeszcze jeden prezent...W pierwszej sekundzie
      przestraszył, potem rozczulił. Czasy studenckie, okres wakacyjny.
      Poranek na wsi u moich Rodziców. Budzę się, otwieram oko.... widzę
      niewyraźny zarys kota, który bacznie mi się przypatruje. Rzut drugim
      okiem na poduszkę: jej! Mysza! Tłusta i okazała!!! W sam raz na
      śniadanie!!!! Mogę przsiąc że kot miał minę pod tytułem "To ja się
      staram, śniadanie do łóżka przynoszę, a Pańcia czego nie
      spożywa?"Piekny dowód Kociej miłości!!!
      Mimo żalu, zrobiłam kotu afront i myszy nie zjadłam. Kot zapomniał
      że jestem wegetarianką :-)
      • meduza7 Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 10:18
        hehe, odkąd nauczyłam się czytać, byłam nieuleczalną maniaczką słowa drukowanego
        i rodzina prędko odkryła, że najlepszym prezentem dla mnie jest książka. Długi
        czas byłam z takiego stanu rzeczy bardzo zadowolona, ale gdzieś tak w liceum
        zaczęłam się z lekka buntować. Wolałam dostać coś z kosmetyków, albo może
        ciuchów... zwłaszcza, że darowane książki robiły się coraz bardziej "na
        odwalsie". W końcu miarka się przebrała, gdy dostałam wielkie i grube dzieło pod
        tytułem bodajże "Sztuka chrześcijańska I wieku" (albo jakoś podobnie), w dodatku
        z pieczątką "Przeceniona".
        Ale i to się przydało. Parę lat później okazało się, że jest to podręcznik, czy
        lektura dla I roku historii sztuki, w księgarniach absolutnie już nie do
        zdobycia... więc z satysfakcją przehandlowałam książkę koleżance.
      • nessie-jp Re: OT: Prezenty... 02.02.09, 19:59
        > Mimo żalu, zrobiłam kotu afront i myszy nie zjadłam.

        To ja w drugą stronę
    • truscaveczka Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 17:09
      Prezent horrorystyczny?
      "Love story" Segala - książka (miałam 14 lat i wolałam powieści wojenne)
      Gra planszowa typu rzucam kostką i przesuwam pionek (i bynajmniej nie było to
      "Człowieku, nie irytuj się") - miałam lat 13. Moja 5-letnia wówczas siostra
      dostała wypasiste puzzle z 500 elementów.
      Grzebień do brwi.
      Cytrynowożółty królik pluszowy wysokości ok. 40 cm - mikołajki od wychowawczyni
      w ogólniaku.
    • filifionka-listopadowa Re: OT: Prezenty... 14.10.08, 20:42
      Dla ambitnej 13 płyta z przebojami italiano disco oraz hitami z radia typu
      "czerwone korale". Rodzice mieli jak znalazł na imprezy. W następnym roku
      "śliczna ozdóbka na biureczko" z plastikowych różyczek ozdobionych kropelkami
      poxipolu. taaak. I jeszcze żal na twarzy przy nagłych odwiedzinach "a gdzie masz
      te słodkie różyczki."
      • meduza7 Re: OT: Prezenty... 20.10.08, 09:39
        Oo, a ja z kolei, w wieku jakichś 13 lat, kiedy to słuchałam namiętnie Modern
        Talking, C.C. Catch i tym podobnych, dostałam zestaw dwukasetowy z polskimi
        przebojami "dinozaurów" z lat 60 i 70. Jasne, że to była bardziej ambitna
        muzyka... tylko, że wtedy absolutnie jej za taką nie uważałam i rozczarowanie
        było ogromne.
    • anutek115 Re: OT: Prezenty... 20.10.08, 09:29
      Od paru dni się usiłowałam w tym wątku dopisać i albo zapominałam, albo mnie
      rodzina ukochana od komputera odrywała, teraz się nie dam wreszcie.
      Przecudny prezent, ukochane wspomnienie mojej zaprzyjaźnionej gromadki
      otrzymałam nie ja, lecz koleżanka. Kolezanka otrzymała otóż od wielbiciela
      (który nie miał szans, i zaraz okaże się,
      czemu) plastikową kulę, w środku sielski widoczek "made in China" i styropianowy
      snieg. Rzecz się świeciła, a po krótkich oględzinach okazało się, że także gra,
      ale wielbiciel rozmontował druciki, żeby "nie było zanadto kiczowato", jak
      orzekła wstrząśnięta koleżanka. Nic straconego, mój mąż je zmontował z powrotem,
      i okazało się, że rzecz wygrywa okropnym, mechanicznym głosikiem gwiazdkowe
      melodyjki typu "Jingle bells". Pół Sylwestra przy tym spędziliśmy... w ciemnym
      pokoju, wpatrując się w migające cudo... jeden z najbardziej surrealistycznych
      Sylwestrów mego życia, a mam tego sporą kolekcję.
      Moja mama przeprowadzała się cztery lata temu i od rozżalonych sąsiadów
      (mieliśmy na starym mieszkani świetnych sąsiadów, chociaż w bloku mieszkalismy
      ;-)) dostała różniste rzeczy "na nowe mieszkanie", między innymi świecznik,
      który mi pokazała z dziwnym wyrazem twarzy, jak wpadłam zobaczyć, czy juz się
      urzadziła. Spojrzałam, świecznik jak swiecznik, nie rozumialam tego wyrazu
      twarzy do momentu, gdy mama odwróciła świecznik. Okazało się, że ustawiła go
      "plecami" do widza, z przodu miał on zaś dwa rozkoszne, nieprawdaż, słoniki,
      malowane na granatowo-błekitno, ze złotymi motywami. I różowiutkimi policzkami...
      Jako nauczycielka dostawałam mnóstwo pięknych prezentów z okazji Mikołajek na
      przykład, jak komuś wypadlam w losowaniu :-). Szczególnie dobrze zapamiętałam
      skarbonkę w kształcie niemowlecia, okropnie różowego, z przeraźliwie żółtymi
      loczkami... w ogóle był niesamowicie ubarwiony, bardzo soczyście... a co gorsza,
      przez jakiś czas nie miałam serca tego wyrzucić, bo dziecko się tak starało,
      coby mnie obdarzyć, że powinnam się chyba ucieszyć...
      • dakota77 Re: OT: Prezenty... 20.10.08, 10:15
        Rany:-). To wszystko przypomina te "dziela sztuki", bedace przykrywka dla
        przemytu w Romansie Wszechczasow:-)))
        • meduza7 Re: OT: Prezenty... 20.10.08, 10:37
          Noo, w takim jamiołku - skarbonce można by przemycać np. krugerandy... :D
    • ready4freddy Re: OT: Prezenty... 20.10.08, 12:24
      gothica666 napisała:


      > Na koniec pozwolę wkleić sobie link:
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=83874878
      > W linku w poście startowym filmik - jeśli będziecie odważne i
      > zdecydujecie się na obejrzenie "etiudy" - uważajcie na głośność!!!
      > Faktycznie, podarowanie takiego prezentu dziecku nielubianych
      > znajomych....

      rewelacyjne :) wytrzymalem dwa ryki i dalem sobie spokoj, w sluchawkach efekt
      jest porazajacy :) swoja droga to by nie bylo glupie do komorki jako sygnal
      budzika..:)
    • czekolada72 Re: OT: Prezenty... 31.01.09, 15:12
      Pomijajac prezenty "z wakacji" ty pu plastikowa wieza Eiffele'a,
      pomalowana na zloty kolor lub zaglowce z plastikowego bursztynu to
      zdaje sie, ze swojego czasu ja sama osobiscie osiagnelam szczyty w
      obdarowywaniu prezentami - wczesna podstawowka. Skromnie i cichutko
      wspominajac radosna tworczosc plastyczna : "pantofelki" na drobiazgi
      (ciekawe jakie??) "szyte" z widokowek - to uszczesliwilam tatusia i
      obu dziadkow dosc nietypowym zestawem: szklana popielniczka (szklo z
      formy przypominajace szklane miseczki na znicze)i po kilka lufek
      szklanych na papierosy (jeden dziadek nie palil, drugi i tata -
      powinni byli zaprzestac palenia).
      Teraz zas z lekkim przerazeniem oczekuje Walentynek - co roku tak ja
      jak i Masla otrzymujemy pelne niepodwazalnego uroku serduszka
      plastikowe, pluszowe, ceramiczne wszelkich rozmiarow i zastosowan.
      I jak by mial ktos pomysl co zrobic z vtakimi cudownymi pam,iatkami
      z wakacji badz walentynkami - bylabym wdzieczna, bo jednak prosto w
      kubel - serce boli!
      • libusze Re: OT: Prezenty... 02.02.09, 19:33
        W kategorii "prezenty własnoręcznie wykonane" to ja mam pewne wybitne
        osiągnięcie : ) W ogólniaku, będąc młodą hipiską : ) postanowiłam wykonać dla
        mojej przyjaciółki czerwono-żółto-zieloną pacyfkę z modeliny. Niestety okazało
        się, że słusznie słynę z całkowitego braku zdolności manualnych oraz mega
        roztargnienia. Po pierwsze w twórczym szale zapomniałam o jednej kresce i
        zamiast pacyfy zrobiłam symbol mercedesa, po drugie nieco za długo przytrzymałam
        go w piekarniku i wyszło zwęglone jak pamiątka z Pompei, a po trzecie ogólnie
        było pokraczne, bo najwyraźniej ulepienie równego okręgu mnie przerosło. Moja
        przyjaciółka, cudowna kobieta, powiesiła to paskudztwo w swoim pokoju i z całą
        powagą informowała pytających, że jest to pacyfka w kolorach regge :)
        • szarania Re: OT: Prezenty... 12.02.09, 23:27
          Jako nauczycielka też powinnam założyć kolekcję Strasznych
          Prezentów. Najstraszniejszy był prezent otrzymany na zakończenie
          roku od pewnej wdzięcznej mamy. Był to mianowicie opakowany w
          reklamówkę-zrywkę balsam do ciała Avonu, używany (na co wskazywały
          jednoznacznie tłustości pod nakrętką i ślady mazania paluchem),
          nieopisanie wręcz smierdzący. Matka dziecka była konsultantką.
          W tym roku obdarowano mnie na BN potężnych rozmiarów bombką, która
          przy trzech kotach jest prezentem super trafionym. Bomba spoczywa
          nadal w pokoju nauczycielskim...
          • mamalilki Re: OT: Prezenty... 13.02.09, 00:06
            W kategorii: prezenty wlasnoręcznie wykonane przez uczniów: kiedyś miałam klasę,
            gdzie było wielu młodocianych prowokatorów. Omawialiśmy akurat wydarzenia
            kulturalne ostatnich miesięcy, kiedy ktoś wyjechał, że wydano kalendarz Pirelli.
            Zaczęła się dyskusja, czy to sztuka, jakich lotów, gdzie granica między sztuką a
            pornografią - dyskusja baaardzo ciekawa dla 16-latków :-) Oczywiście jak to w
            dyskusji, każdy zębami się trzymał swojego zdania ( w tym ja, że mogę żyć bez
            tego typu sztuki mięsa). Zaraz potem dostałam od uczniów na święta ręcznie
            zrobiony "Kalendarz Pirelli", na okładce miał napisane "edycja limitowa" a w
            środku na każdy miesiąc fotografia z inną oponą firmy Pirelli. Bardzo mnie
            rozczulił ten prezent :-)
            • madame-bovary Re: OT: Prezenty... 13.02.09, 02:08
              Kalendarz Pirelli produkcji chałupniczej - super! :) Świetny koncept :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka