Dodaj do ulubionych

Ewa a Kreska

15.10.08, 21:49
Bardzo nieśmiało chciałam rozpocząć swój pierwszy wątek:-)
Od dawna mnie to nurtuje - na końcu "Opium w rosole" Aurelia domaga
się, by zaprosić Kreskę na obiadek; Ewa dość niechętnie, ale się na
to zgadza. Potem - o ile się nie mylę - właściwie już jej nie
spotykamy, jedynie Aurelia przemyka gdzieś w "Noelce" (swoją drogą,
co Aurelia w Wigilię robi u Kreski? nie powinna być z mamą? to
trochę w stylu Grzegorza, porzucającego w TAKIM dniu Elkę)
i "Pulpecji", gdzie wspomina o chorobie mamy. W "Dziecku piątku"
mamy natomiast informację, że podczas choroby Ewy i bezpośrednio po
jej śmierci Aurelia mieszkała u Kreski. Wygląda więc na to, że
przyjaźń między Geniusią a Kreską przez lata zacieśniała się i
mocno pogłębiła.
No i jestem bardzo ciekawa, jak tę sytuację przyjmowała Ewa:
zamknięta w sobie, właściwie niechętna Kresce, która była do tego
jej uczennicą. Jak ona to znosiła, jakie stały się jej stosunki z
Kreską?
Wiele razy wspominaliśmy tu o deklarowanych na końcu tomu zmianach,
które ostatecznie tak naprawdę żadnej zmiany nie przynosiły -
podobnie widzę tu to pozorne otwarcie się Ewy. Nie wierzę, że nagle
zaakceptowała tę przyjaźń z uczennicą (sama się z nią
zaprzyjaźniła?), że przyjmowała ją w domu itp. A skoro nie, to jak
Geniusia, wrażliwe dziecko, mogła tak ranić matkę, przyjaźniąc się z
nieakceptowaną przez nią Kreską?
Strasznie namieszałam, wiem, ale jestem bardzo ciekawa, jak
wyglądały stosunki między Ewą a Kreską po "Opium...".
Obserwuj wątek
    • kkokos Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 21:56
      imo nic nie namieszałaś, jasno wyłożyłaś, i co gorsza, masz rację :)

      myślę, że przyjaźń z kreską mogła tylko pogłębić doła ewy, udowodnić jej już tak
      do trzewi, że się nie nadaje nie tylko na matkę, ale w ogóle do życia. depresja
      była coraz większa, eugeniusz miał już na boku monikę, w końcu ten rak - czysta
      samospełniająca się przepowiednia.
      ale tak naprawdę to sobie tego układu w ogóle nie wyobrażam

      ewa wydaje mi się typem, który unika za wszelką cenę tych, przed którymi odkryła
      swą słabość, albo - co gorsza - którzy tę słabość obnażyli, choćby w najlepszych
      intencjach
      dlatego tak samo nie wierzę w to, że ewa się zaprzyjaźniła z gabrielą i w ogóle
      z borejkami
      • croyance Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 22:10
        Mysle ze to, ze Ewa umarla na raka - a jeszcze przedtem sie
        rozwiodla - nie oznacza jeszcze samo w sobie, ze sie nie zmienila.

        Nie musiala byc to przeciez zmiana spektakularna, wielka przyjazn,
        nagle otworzenie sie. Ale wierze, ze jednak z lekka wyszla ludziom
        naprzeciw. Moze ostroznie, moze wciaz sztywno, ale jakies
        rozluznienie nastapilo.

        I jakkolwiek nie wydaje mi sie, zeby nagle zaczela chodzic na plotki
        z Gaba, tak wyobrazam sobi, ze jednak jakies herbatki od czasu do
        czasu urzadzac mogla. Moze nie byly one najcieplejsze na swiecie,
        ale zawsze.
    • agnieszka_azj Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 22:40
      alitzja napisała:

      Potem - o ile się nie mylę - właściwie już jej nie
      > spotykamy, jedynie Aurelia przemyka gdzieś w "Noelce" (swoją
      drogą,
      > co Aurelia w Wigilię robi u Kreski? nie powinna być z mamą? to
      > trochę w stylu Grzegorza, porzucającego w TAKIM dniu Elkę)

      Tu się jednak trochę myslisz - bo Aurelii w "Noelce" nie spotykamy
      u Kreski tylko na klatce schodowej bloku, w którym mieszka. To ona
      wypuściła Tomka i Elkę z windy.
      Wczesniej minęli się w bramie kamienicy Dmuchawca - Aurelia mogla
      po prostu wpaść do Kreski z życzeniami. W koncu u Dmuchawca dopiero
      zaczynali wieczerzę.
      • alitzja Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 23:36
        agnieszka_azj napisała:
        > Tu się jednak trochę myslisz - bo Aurelii w "Noelce" nie spotykamy
        > u Kreski tylko na klatce schodowej bloku, w którym mieszka. To ona
        > wypuściła Tomka i Elkę z windy.

        Niezupełnie - "To mój przyjaciel [Jacek Lelujka]. Coś się stało,
        prawda? Widziałam z okna, jak czekał przed blokiem na karetkę. Ja
        mieszkam w bloku obok" - tłumaczy Elce i Tomkowi.

        > Wczesniej minęli się w bramie kamienicy Dmuchawca - Aurelia mogla
        > po prostu wpaść do Kreski z życzeniami. W koncu u Dmuchawca
        > dopiero zaczynali wieczerzę.

        Wiem, wiem, zajrzałam uprzednio do "Noelki", żeby odświeżyć pamięć -
        i najwyraźniej niezręcznie mi się napisało.
        Niemniej jednak dziwne trochę wydaje mi się przychodzenie w Wigilię
        w gości (choćby na minutkę, choćby do najbardziej zaprzyjaźnionego
        domu). Dla mnie Wigilia to dzień przygotowań do wieczerzy, dzień,
        który spędza się z rodziną - do przyjaciół się przychodzi w pierwszy
        lub drugi dzień Świąt (w Wigilię można ewentualnie zadzwonić - a i
        to lepiej, żeby dzwonił mężczyzna - taki przesąd, że baba to
        nieszczęście). Tym bardziej jest to dziwne, że kiedy Aurelia zderza
        się z Elką i Tomkiem w drzwiach kamienicy Dmuchawca - jak sama
        napisałaś - Kreska z rodziną siada już do wieczerzy. Czy wrażliwej
        Aurelii nie było trochę głupio, że się tak zasiedziała? Albo - skoro
        tylko wpadła na chwilę - niezręcznie, że trafiła na taki ważny
        moment (no, rzeczywiście, skąd mogła wiedzieć...;-)).
        Tak czy siak, dziwna ta Aureliowa Wigilia.
        • sir.vimes moim zdaniem wszystko w porządku 20.10.08, 16:30
          Wieczerza w każdym domu zaczyna się o innej porze - to, ze Aurelia była
          świadkiem rozpoczęcia wieczerzy u Kreski nie znaczy, ze nie zdążyła na swoją
          wieczerzę.

          "Czy wrażliwej
          > Aurelii nie było trochę głupio, że się tak zasiedziała? "
          Ja na miejscu Kreski chciałabym się z Aurelią podzielić opłatkiem - i myślę, że
          tak właśnie się stało. Możliwe jest tez celowe przyspieszenie rozpoczęcia
          wieczerzy by gość się na opłatek załapał.

          > Niemniej jednak dziwne trochę wydaje mi się przychodzenie w Wigilię
          > w gości (choćby na minutkę, choćby do najbardziej zaprzyjaźnionego
          > domu).

          Wizyty u osób bliskich w Wigilię nie wydają mi się dziwne, raczej normalne - ma
          się pół godziny wolne między pierogami do ulepienia a ciastem do zagniecenie to
          się z nich korzysta i odwiedza przyjaciół, choćby po to by przejść się po
          "wigilijnym mieście" i dać buziaka cioci czy przyjaciółce w drzwiach.

          (w Wigilię można ewentualnie zadzwonić - a i
          > to lepiej, żeby dzwonił mężczyzna - taki przesąd, że baba to
          > nieszczęście)

          no tak, baba to zawsze nieszczęście.
          • alitzja Re: moim zdaniem wszystko w porządku 20.10.08, 22:09
            sir.vimes napisała:
            > Wieczerza w każdym domu zaczyna się o innej porze
            ... i w każdym domu inne są zwyczaje. Dlatego napisałam wyraźnie, że
            dla mnie to dziwne - takie chodzenie po domach, bo u mnie się
            tego w wigilię nie robi. I nie uważam tego za coś nienormalnego, co
            mogłoby sugerować zdanie: "Wizyty u osób bliskich w Wigilię nie
            wydają mi się dziwne, raczej normalne". Trochę mi się
            nieprzyjemnie po tym zrobiło.
            • sir.vimes Re: moim zdaniem wszystko w porządku 22.10.08, 22:11
              A moze to mi sie powinno zrobić trochę nieprzyjemnie? Całe życie jak Aurelia
              odwiedzałam ludzi w Wigilię (tak samo jak moi znajomi) i wcześniej nikt nie
              sugerował, ze to coś dziwnego.

              Wyraźnie napisałam w tytule posta : WEDŁUG MNIE wszystko w porządku.

              :)
              • alitzja Re: moim zdaniem wszystko w porządku 23.10.08, 17:05
                W ani jednej swojej wypowiedzi nie odnosiłam się do Ciebie - pisałam
                tylko o Aurelii, więc proszę, nie odwracaj kota ogonem i nie
                insynuuj mi rzeczy, których - w przeciwieństwie do Ciebie - nie
                pisałam. Dziwienie się czemuś to nie to samo co dokonywanie oceny.
                Dla mnie temat się wyczerpał; rozumiem, że chodzenie w wigilię w
                odwiedziny to rzecz, która zdarza się nie tylko w książkach. Dla
                mnie jednak było to zaskakujące, bo nigdy wcześniej nie spotkałam
                się z tym w normalnym, realnym życiu - a nie w fikcji literackiej.
                Teraz widzę, że tak nie jest, więc to raczej koniec dyskusji.
                • alitzja Re: moim zdaniem wszystko w porządku 24.10.08, 20:13
                  Cały dzień mnie gryzło sumienie. Postanowiłam na spokojnie
                  przeczytać jeszcze raz wpisy sir.vimes. Przyznaję i nie będę się
                  tego wypierać, że kiedy czytałam je pierwszy raz, dotknęły mnie
                  personalnie. Ale po spokojnej lekturze na zimno stwierdziłam ze
                  wstydem, że chyba trochę przesadziłam i przypisałam sir.vimes coś,
                  czego może faktycznie nie miała na myśli, a ja w swoim egocentryzmie
                  wzięłam to do siebie.
                  Dlatego chciałam i ją, i wszystkich, którzy być może poczuli się
                  zdegustowani tonem mojej "pyskusji" z sir.vimes - bardzo przeprosić.
                  Nie lubię kłótni, a pewnie wyszłam na pieniaczkę:/ Wybaczcie.
                  • jottka Re: moim zdaniem wszystko w porządku 24.10.08, 23:24
                    bo ty (ty, alitzja) pewnie nie masz w rodzinie albo wśród bliskich znajomych
                    osób pokaranych imieniem adam albo ewa?:) wtedy wpadanie licznych
                    krewnych-i-znajomych królika na 'dosłownie jedną minutkę' (do plus minus
                    trzeciej po południu) jest rzeczą całkowicie normalną - nieszczęśni solenizanci
                    z jednej strony są ciut wściekli, bo ich sie od skrobania karpia czy lepienia
                    uszek odrywa, a z drugiej nieszczęśliwi, bo nikt ich nie chce porządnie
                    usolenizować.

                    aczkolwiek mam znajomego mieczysława, imieniny 1 stycznia - goście z życzeniami
                    przypełzają późnym popołudniem, ogólnie zmięci i za kefirem sie rozglądają:)
                    • sir.vimes Jottka, ja faktycznie mam Ewy 27.10.08, 10:04
                      ale nie tylko do nich wpadam:)

                      W obecnych czasach;) kupowania prezentów nawet w Wigilię (niestety, nawet mi się
                      to zdarzyło...a co roku obiecuję sobie , ze w listopadzie wszystko kupię) jest
                      łatwiej urwać się z przygotowań niż kiedyś i szybko przełamać opłatkiem z np.
                      bliską przyjaciółką:)
    • kaliope3 Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 23:03
      Też się nad tym swego czasu zastanawiałam. Trudno sobie faktycznie wyobrazić
      takie spotkania obiadowo-podwieczorkowe Aurelii Kreski i Ewy (nie wspominając
      już o Dmuchawcu). Może jednak na swój sposób Ewa umiała nawiązać jakiś mniej
      zdystansowany kontakt z Kreską.Zawsze miałam taką nadzieję-gdy ją widzimy w
      Brulionie, jest jednak inna od tej Ewy z Opium,jakaś mimo wszystko bardziej
      otwarta( choć dosłownie przemyka bokiem i trudno tu powiedzieć coś więcej).
      Myślę że Ewa się bardzo starała i jakoś te kontakty ze względu na Aurelię
      utrzymywała (choć będąc wychowawczynią Kreski pewnie miała z tym sporo
      problemów).Szkoda że to się tak skończyło,moim zdaniem zasługiwała na odrobinę
      szczęścia,o ile w ogóle była w stanie je odczuwać.
      • verdana Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 23:07
        Mnie w ogóle nie podoba sie pomysł osobistej przyjaźni ( i to w
        dodatku z dzieckiem w tle) jednej uczennicy z nauczycielką.
        Chodzenie na prywatne obiadki może - i słusznie - wywolac wrazenie
        faworyzowania uczennicy.
        • croyance Re: Ewa a Kreska 15.10.08, 23:38
          Ja mysle, ze zmiana byla z gatunku subtelnych: nie mowie o wspolnych
          obiadkach, ale np. zamiast zabraniac Aurelii kontaktowania sie z
          Kreska, mogla ze sztywna mina ja do niej odprowadzac, a potem
          odbierac ...
    • bat_oczir Re: Ewa a Kreska 16.10.08, 15:15
      > No i jestem bardzo ciekawa, jak tę sytuację przyjmowała Ewa:
      > zamknięta w sobie, właściwie niechętna Kresce, która była do tego
      > jej uczennicą. Jak ona to znosiła, jakie stały się jej stosunki z
      > Kreską?

      siedzac chwilowo za granica, nie mam wgladu w Jezycjade, ale wydaje
      mi sie, ze te stosunki bardzo sie zmeinily.

      Poprawcie mnie, jesli sie myle, ale mam wrazenie, ze kilka razy w
      dalszych tomach, kiedy rozmawiaja ze soba Kreska i Gabriela mowia o
      Jedwabinskiej per "Ewa"i to obie. Nie wykluczam, ze po skonczeniu
      szkoly Kreska mogla z Ewa nawet przejsc na "ty".....
      • yowah76 Re: Ewa a Kreska 16.10.08, 19:39
        Przeciez Kreska nie byla dozywotnia uczennica Ewy, wiec po kilu
        latach kwestia zaleznosci sie rozwiazala; na poczatku moglo sie to
        odbywac na zasadzie zabierania Aurelii na obiadek czy do zoo i
        ostroznej tolerancji z obu stron, pozniej Aurelia juz sama chodzila
        do Kreski i przyjaznila sie z nia, pomagala jej przy dziecku czy co
        tam jeszcze, Ewa nie musiala byc w to specjalnie wlaczona, najwyzej
        zamienily czasem pare grzecznosci i tyle.
        • verdana Re: Ewa a Kreska 16.10.08, 19:45
          Własnie poczatek mnie niepokoi. Zabieranie corki nauczycielki do ZOO
          czy obiadek stwarza sytuacje, gdzie matka dziecka nie może być w
          pełni obiektywna. Z drugiej strony Kreska zamotana w taka sytuacje
          nie może Aurelii odmawiać, nie moze też przerwać opieki nad
          dzieckiem, gdy będzie miała po prostu dosyc, gdy zabraknie jej
          czasu.
          W dodatku metody wychowawcze Kreski i Ewy sa rózne...
          Czyli bardzo niezdrowa sytuacja. Ewa nie powinna się na nia godzić.
        • taria Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 15:27
          > Przeciez Kreska nie byla dozywotnia uczennica Ewy, wiec po kilu
          > latach kwestia zaleznosci sie rozwiazala;

          Oczywiście, że nie była... Warto pamiętać, że Kreska do Poznania
          przyjechała w stanie wojennym (internowani rodzice?). Nie jestem
          przekonana czy w ogóle skończyła liceum w Poznaniu, czy może wróciła
          do rodziców, gdy jej sytuacja rodzinna się poprawiła. W BBB Dambo
          mówił, że jego przyjaciółka Kreska studiuje we Wrocławiu
          architekturę. Dopiero po studiach Kreska i Maciek zamieszkali u
          profesora Dmuchawca i sądzę, że Wigilia z Noelki jest ich pierwszą
          wspólną poznańską wigilią. Czy nie mogło być tak, że Ewa Jedwabińska
          już wtedy była chora?

          Ogólnie odnoszę wrażenie, że tej przyjaźni Aurelki z Kreską były
          może z dwa lata, kiedy dziewczynka była mała, a później rok, w
          którym Kreska wróciła z mężem i Kasią a Ewa zachorowała. Większość
          dzieciństwa Aurelka spędziła tylko i wyłącznie z matką...

          Jeśli chodzi o tzw. kwestie zależności, to naprawdę nie widzę nic
          zdrożnego w tym, że Aurelia bywała u Kreski na obiadkach, chodziły
          na spacery, itp. Pomyślmy, czy gdyby dziewczyny były w podobnym
          wieku, to matka zabraniałaby córce spotykać się z koleżanką tylko
          dlatego, że ta jest jej uczennicą? Bardzo podoba mi się określenie:
          ostrożna tolerancja.

          Tak już jest, że z niektórymi ludźmi wiążą nas stosunki na wielu
          różnych płaszczyznach: zawodowej, rodzinnej, sąsiedzkiej, wspólnego
          hobby itp. Są ludzie, którzy umieją modyfikować swoje zachowanie
          zależnie od okoliczności Ewę Jedwabińską widzę jako osobę bardzo
          sztywno trzymającą się swojej roli. Szczerze wątpię, że znajomość
          Kreski z jej córką wpłynęła na sposób, w jaki odnosiła się do Kreski
          jako jej uczennicy.
          • verdana Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 15:29
            Koleżanki-równolatki, a opieka nad dzieckiem nauczycielki to dwie
            różne rzeczy. W tym drugim wypadku naprawde sytuacja jest niezdrowa
            dla obu stron.
          • alitzja Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 16:34
            taria napisała:
            > Warto pamiętać, że Kreska do Poznania
            > przyjechała w stanie wojennym (internowani rodzice?). Nie jestem
            > przekonana czy w ogóle skończyła liceum w Poznaniu, czy może
            > wróciła do rodziców, gdy jej sytuacja rodzinna się poprawiła. W
            > BBB Dambo mówił, że jego przyjaciółka Kreska studiuje we Wrocławiu
            > architekturę. Dopiero po studiach Kreska i Maciek zamieszkali u
            > profesora Dmuchawca i sądzę, że Wigilia z Noelki jest ich pierwszą
            > wspólną poznańską wigilią.

            Wydaje mi się, że jednak nie. Znalazłam w "Dziecku piątku" taki
            fragment:
            "Znała Maćka i Kreskę już tyle lat! Pokochała ich całym sercem -
            samotne, sześcioletnie dziecko - a oni bez namysłu otoczyli ją
            przyjaźnią, opieką i troską. Kiedy uciekła z domu, po tej awanturze
            o Pieska, zamieszkała u Kreski właśnie. I potem znowu mieszkała u
            nich, ilekroć mamusia wyjeżdżała lub chorowała. Kiedy w zeszłym roku
            zabrano mamusię do szpitala - to znów Kreska zaofiarowała Aurelii
            kąt u siebie, pomoc i opiekę, chociaż z trojgiem małych dzieci
            naprawdę nie miała lekko".
            Wygląda więc na to (przynajmniej dla mnie), że ta znajomość trwała
            nieprzerwanie przez lata. I strasznie smutne jest to, że Ewa nie
            miała nikogo, kto mógłby się zająć córką podczas tych jej wyjazdów
            czy choroby - ani (były) mąż, ani cudowna babcia Jedwabińska, ani
            żadna bliższa koleżanka (?) - tylko obca dziewczyna.
            • sir.vimes Ale z punktu widzenia Aurelii 20.10.08, 16:33
              > Wygląda więc na to (przynajmniej dla mnie), że ta znajomość trwała
              > nieprzerwanie przez lata. I strasznie smutne jest to, że Ewa nie
              > miała nikogo, kto mógłby się zająć córką podczas tych jej wyjazdów
              > czy choroby - ani (były) mąż, ani cudowna babcia Jedwabińska, ani
              > żadna bliższa koleżanka (?) - tylko obca dziewczyna.

              to nie była żadna obca dziewczyna tylko kochana Kreska. Dużo mniej obca niż
              tatuś przed którym trzeba się kryć po bramach. I dużo mniej obca niż nieobecna
              babcia.
              • alitzja Ale z punktu widzenia Ewy 20.10.08, 21:56
                ... to wciąż jest obca dziewczyna, uczennica, której Ewa nie lubiła.
                Mimo wszystko jestem zdania, że dla Ewy to gorsze wyjście,
                rozwiązanie bardziej upokarzające - dzwonić / iść do KRESKI, a nie
                np. do OJCA Aurelii, i prosić o opiekę nad córką przez czas swojej
                nieobecności.
                Być może Ewa się zmieniła, być może - ale mnie naprawdę w to trudno
                uwierzyć i patrzę na tę sprawę z jej punktu widzenia. I wg mnie
                łatwiej by jej przyszło zwrócić się z tym do Eugeniusza, niż do
                Kreski. Owszem, Aurelii na pewno Kreska bardziej odpowiada, ale to
                nie ona decyduje, z kim powinna przebywać przez jakiś hipotetyczny
                dłuższy czas - tylko matka. A jeśli do tego Kreska wciąż była wtedy
                uczennicą Ewy, to sytuacja była co najmniej dziwaczna i niezdrowa.
                I będę się upierać, że to tym bardziej smutne, że rodzona rodzina;-)
                się nie zainteresuje dzieckiem, tylko obca osoba - jakkolwiek by na
                nią nie patrzyła Aurelia. Żal mi bardzo Ewy, że była aż tak samotna.
                • sir.vimes Myslę, żeto dobrze, ze matka w takiej sytuacji 22.10.08, 22:14
                  zastanawia się z kim wolałoby czas spędzić dziecko:)

                  > Mimo wszystko jestem zdania, że dla Ewy to gorsze wyjście,
                  > rozwiązanie bardziej upokarzające - dzwonić / iść do KRESKI, a nie
                  > np. do OJCA Aurelii, i prosić o opiekę nad córką przez czas swojej
                  > nieobecności.

                  Poza tym wątpię by było to dla Ewy upokarzające - szok związany z sympatią
                  Aurelii do Kreski raczej zdążyła już dawno przetrawić.
                  Bardziej upokarzające jest PROSIĆ ojca dziecka by się nim zajął... niż prosić
                  przyjaciółkę dziecka.
            • bat_oczir Re: Ewa a Kreska 20.10.08, 22:21
              alitzja napisała:


              > obca dziewczyna.

              sprawdziłem. W "Dziecku piątku" Kreska w rozmowie z Gabrysią mówi o
              Jedwabińskiej per "Ewa". Nie wiem...ale nie wydaje mi się, żeby mówiła tak o
              osobie, z która nie byłaby po imieniu, nie byłaby w jakimś stopniu zażyłości.
              Jako uczennica w OwR mówiła o niej "ona". W najlepszym razie.

              Moim zdaniem MM wyraźnie sugeruje tym samym bardzo dobre i bliskie stosunki
              pomiędzy Kreską a matką Aurelii.
      • alitzja Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 16:55
        bat_oczir napisał:
        > Nie wykluczam, ze po skonczeniu
        > szkoly Kreska mogla z Ewa nawet przejsc na "ty".....

        Ewa ma bardzo sztywne zasady. Już w "Opium...", kiedy pani
        Lewandowska mówi do niej per "ty", wewnętrznie cała się spina
        ("Dziękuję - powiedziała sztywno Ewa. Nie przepadała za tym, żeby ją
        kto tykał") - zresztą, według mnie ma rację: jest przecież dorosłą
        kobietą, a pani Lewandowska widzi ją bodajże drugi raz w życiu.
        Wracając do sedna - sztywność Ewy moim zdaniem powoduje, że nie za
        bardzo widzę ją, proponującą Kresce przejście na "ty". Naprawdę, nie
        widzę też możliwości, żeby się z nią przyjaźniła.
        Obracam się w środowisku nauczycieli (sama też uczę) i widzę, jak
        moje koleżanki traktują uczniów. Ja sama jestem raczej otwarta,
        przeszłam na "ty" z kilkoma osobami tuż po tym, jak przestałam je
        uczyć (kończyły wtedy gimnazjum). Fakt, że mam dopiero 30 lat i mam
        duże zrozumienie dla ich problemów, na pewno mi to ułatwił. Wszystko
        zależy jednak od nie od wieku, lecz od charakteru. Moja rok starsza
        koleżanka - mimo że daleko jej do sztywności Ewy - nigdy w życiu nie
        pozwoliłaby sobie na mówienie "ty" przez ucznia, wszystko jedno, czy
        obecnego, czy dawnego. Taki ma charakter, takie poglądy - i sądzę,
        że gdyby miała dziecko, które zaprzyjaźniłoby się z jakąś uczennicą,
        nic by to nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, jestem prawie pewna, że
        byłoby jej tak głupio i niezręcznie, że w ogóle nie wiedziałaby, jak
        się zachować. Dlatego naprawdę trudno jest mi uwierzyć w to, że -
        mimo chęci, których Ewie nie odbieram, broń Boże - nie potrafiła
        zmienić zachowania wobec Kreski. Do tego Kreska nigdy nie była
        lubiana przez Ewę - irytowała ją przecież niesamowicie - więc tym
        bardziej trudno byłoby jej przełknąć choćby wspomnienie tego uczucia
        i zaakceptować, polubić Kreskę.
        • bat_oczir Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 19:13
          alitzja napisała:

          > Ewa ma bardzo sztywne zasady. Już w "Opium...", kiedy pani
          > Lewandowska mówi do niej per "ty", wewnętrznie cała się spina
          > ("Dziękuję - powiedziała sztywno Ewa. Nie przepadała za tym, żeby ją
          > kto tykał")

          no nie, nie....co innego jest przecież przejście z kimś na "ty", a co innego
          reakcja na to, jak ktoś nas "tyka" BEZ naszej zgody...



          > Wracając do sedna - sztywność Ewy moim zdaniem powoduje, że nie za
          > bardzo widzę ją, proponującą Kresce przejście na "ty".

          a w większym gronie? Jakieś spotkanie typu Aurelia-Ewa-Gabrysia-Kreska - mama
          Borejko? Może to Gabrysia proponuje "dajcie spokoj z tym "pani"?





    • amelia007 Re: Ewa a Kreska 16.10.08, 20:30
      A moze jednak Ewa naprawde sie zmienila, tylko nie jest o tym jasno
      powiedziane? W "Dziecku Piatku" Aurelia wspomina, ze po historii z
      Pieskiem mama zmienila sie (tzn, bylo duzo lepiej) i, ze bardzo sie
      starala. Moze wszystkie spotkania z zupelnie róznymi od siebie
      ludzmi (vide rozmowa z p. Lewandowska) daly jej jakos do myslenia i
      zmusily do chwilowego chociaz zastanowienia sie nad soba.
      Oczywiscie, na pewno zdarzaly jej sie powroty do dawnej osobowosci
      (maz i jego Monika na pewno jej nie ulatwily przemiany wewnetrznej),
      ale musiala chociaz w czesci wyjsc ze swojej skorupy strachu. I moze
      nie byla ani Gaby, ani Kreski najblizszym przyjacielem domu, ale
      jakas wiez musiala sie zaplesc (przepraszam, ale moja klawiatura nie
      rozumie po polsku).
      • sowca Re: Ewa a Kreska 16.10.08, 22:51
        Dlaczego Ewa nie miała się godzić na przyjaźń Aurelii i Kreski?
        Geniusia miała w Kresce oparcie, pokochała ją, Ewa miała ją tego
        pozbawiać? W imię czego? Własnego lęku, że ktoś oskarży ją o
        faworyzowanie uczennicy?
        Moim zdaniem Ewa trochę otworzyła się na świat. Trudno iczywiście
        przypuszczać, by nagle stała się najbliższą przyjaciółką pani
        Lewandowskiej czy by wesoło rozmawiała z mamą Borejko, trzymając w
        ręku torbę wyładowaną ziemniakami. Ale myślę, że starała się te
        kontakty utrzymać i troszkę, na tyle na ile umiała, ocieplać.
        • piotr7777 Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 19:51
          Wydaje mi się, że przyjaźni między Ewą a Kreską nie było. W
          przeciwnym razie Ewa musiałaby często odwiedzać Kreskę a tym samym
          jej dziadka. Tymczasem gdy Dmuchawiec składa wizytę u Pieroga można
          odnieść wrażenie, że oboje dawno się nie widzieli. Dmuchawiec np.
          spostrzega dopiero, że Ewa jest po rozwodzie a ona patrzy na niego
          smutnym spojrzeniem (czy jakoś tak- nie mam przed oczami tekstu).
          Oczywiście Ewa między Opium a Brulionem awansuje na wicedyrektora
          więc zapewne dla kariery w aparacie komunistycznej jeszcze władzy
          musiała zrezygnować z bliższych relacji z ludźmi opozycji za jakich
          pewnie uchodzili Dmuchawiec, Borejkowie et consortes. Ale i tak
          śmiem twierdzić, że tych kontaktów nie było, albo były bardzo
          krótkie i płytkie. Przecież Dmuchawiec nie szedłby od razu do
          Pieroga w sprawie Bebe i Dambo, zapewne najpierw zwróciłby się do
          Ewy i prosił ją o wsparcie czy też jakąś formę mediacji. Także
          zapewne do zacieśnienia relacji między Ewą a Kreską i Maćkiem doszło
          pomiędzy Brulionem a Noelką.
          Pozdrawiam
          • bat_oczir Re: Ewa a Kreska 18.10.08, 20:24
            piotr7777 napisał:


            > Oczywiście Ewa między Opium a Brulionem awansuje na wicedyrektora
            > więc zapewne dla kariery w aparacie komunistycznej jeszcze władzy
            > musiała zrezygnować z bliższych relacji z ludźmi opozycji za jakich
            > pewnie uchodzili Dmuchawiec, Borejkowie et consortes.

            nie szalej...:) mniej urbańskiej TVP zalecam :) naprawdę można było zostać
            __wice___dyrektorem w szkole w latach 80-ych primo nie będąc członkiem PZPR,
            secundo - mając za znajomych ___umiarkowanych___ opozycjonistów :) szczególnie,
            że przecież ta znajomość jakaś super zażyła nie była nigdy.



            • minerwamcg Re: Ewa a Kreska 20.10.08, 16:06
              Poza tym wicedyrektor szkoły w latach 80. to był taki "aparat
              komunistycznej władzy" jak "Synchro-Druh" był aparatem
              fotograficznym :)))
              Sprawa jest prosta, Ewa zrobiła w końcu doktorat, chcieli się
              pochwalić, że mają w szkole taką ututułowaną pedagog, to ją zrobili
              wicedyrektorką.

              Jak ktoś się urodził w latach 80. to sobie może na ich temat
              wyobrażać dowolne bzdury. Ja je pamiętam z czasów późnolicealnych i
              wczesnostudenckich i zaręczam: po 1983 to był komunizm zdychający,
              komunizm nie wiedzący gdzie ma czapkę, komunizm bez kłów i pazurów.
              Wtedy było możliwe wszystko, nawet czołowy działacz NZSu w senacie
              uczelni :)
              • verdana Re: Ewa a Kreska 27.10.08, 12:47
                Albo wielki napis na gmachu uniwersytetu "Wydawnictwa bez cenzury w
                sprzedazy w pokoju 204".
                Albo seriale Barei w telewizji - teraz oglądam i nie wierzę, ze ktos
                to puscil...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka