niq_miejski
01.12.08, 17:37
Zastanawiałam się niedawno, dlaczego akurat od Jeżycjady oczekuję oferowania wzorców osobowych dla moich zdezorientowanych studentów, pocieszenia dla mniejszościowej młodzieży, dobrego słowa dla zdołowanych nauczycieli itd itp? Dlaczego tak bardzo upieram się, że chciałabym je widzieć w świecie MM, a nie, na przykład, w świecie Harry'ego Pottera czy w pratchettowskim świecie dysku? (Ten ostatni akurat jest pełen rozmaitych wzorców osobowych i polecam ksiązki Pratchetta tak studentom, jak i nie-studentom, którzy chcą się rozwijać.)Dlaczego aż tak intensywnie brakuje mi sympatycznego geja u MM, a nie np. w Tomku Sawyerze? Po głębokich przemyśleniach doszłam do wniosku, że pewnie dlatego, że ten ksiązki (Jeżycjada) ogrzewają i obejmują czytelnika, ofiarowują mu/jej bezwarunkową miłość, pod warunkiem, że... będzie mniej kanciasty, mniej w poprzek, bardziej dopasowany do roli społecznej aprobowanej przez społeczność jeżycjadowego ula. Takie przyciąganie połączone z odpychaniem nazywa się uwodzenie. Czuję się uwiedziona przez Jeżycjadę. Dlatego wracam ciągle i ciągle czekam, że kiedyś mnie - i innych nieokrzesańców - przygarnie i utuli, powie mi, że zawsze za mną przepadała pasjami i tylko mi się wydawało, że jest inaczej. Ale co tam! Dobre co się dobrze kończy.
Pratchett daje to, co obiecuje. Ani ja ani inni znani mi czytelnicy jego książek nie czują się objęci a potem odtrąceni. Każdy, kto wejdzie w ten świat znajdzie tam dla siebie jakieś miejsce, choć nie zawsze jest ono centralne.
Jeżycjada wabi i kusi do tego stopnia, że wchodzę w ten świat jakby był mój własny. Ale kiedy sie troszkę w nim rozejrzę, to okazuje się, że nie jest i że raczej powinnam cichutko i szybciutko zejść z planu, nie robiąc rabanu i nie ryzykując wstydu.
Innymi słowy: jest w tych książkach coś niesamowicie dobrego, świetnie napisanego, dobrze pomyślanegfo. Ale jednocześnie coś nie styka i zgrzyta.
A Wy? Czy też macie takie albo zupełnie inne myśli na ten temat?