marty_chce_do_dzungli
17.12.08, 17:49
Najpierw chciałam zacytować verdanę
CytatTo książka dla nastolatek, a nie matek małych dzieci! I nie sadze,
aby nastolatki, w przeciwieństwie do nas i do cesi interesowaly
choroby wieku dziecięcego. A dziecko z powazna wada - to temat
bardzo istotny, ale raczej na inna książkę.
Otóż się przyznam, że ja sobie wyobrażałam macierzyństwo właśnie jak u MM.
czyli słodki bobas, słodko pierdząca pomagająca rodzina, ze mi w niczym to nie
przeszkodzi ani w karierze, ani nigdzie. Nie miałam nigdy w okolicy małych
dzieci, więc na czymś musiałam opierać swoje wyobrażenie macierzyństwa. W
ciąży zostałam zasypana gazetkami z wyfotoszopowanymi niemowlętami, owszem
jakieś kłopoty się w nich przewijały, ale one były zawsze do rozwiązania
zgodnie z poradą jakiejś pani psycholog Niuni Malinowskiej.
Gdy się urodził mój syn, byłam zaskoczona, spodziewałam się wybuchu uczuć, a
ja jedynie co mogłam patrzeć na niego ze zdumieniem i rosnącą irytacją.
Parokrotnie miałam aż za realne wizję jak dźgam go nożyczkami i już po
wszystkim. Rodzina do pomocy była a i owszem, tylko, że każdy miał inną wizję
pomocy, wykluczającą się na wzajem. Nie mówiąc o tym, że teściowa i moja mama
pogniewały się na siebie śmiertelnie i do dziś (syn przedszkolak) nie
rozmawiają ze sobą. A ja gdy ilekroć wychodziłam gdzieś sama, bez dziecka,
byłam z jednej strony szczęśliwa a z drugiej tak strasznie smutna i zazdrosna
o tego berbecia.
Jednym słowem pułapka biologiczna.
Uważam więc, ze lansowanie wizji szczęśliwego macierzyństwa tuż lub w trakcie
studiów może przynieść więcej złego niż dobrego. Bo istnieje duża szansa, że
młodzi rodzice poczują się oszukani.
Pewnie spytacie, czemu zdecydowałąm się na dziecko. Otóż, uważałam i nadal
uważam, że w moim życiu nikt mnie nigdy nie kochał i chciałam wreszcie
zobaczyć jak to jest. Tylko że dzieci to wstrętne małe wyjce, które wyrastają
na marudzących i wiecznie niezadowolonych przedszkolnych manipulatorów.
A teraz mnie zjedzcie.