04.01.09, 13:59
Podobny wątek widzę pojawił się niedawno, ale ja chciałabym zwrócić uwagę na
inną rzecz. Dlaczego współczesne borejkowskie dzieci nie chodzą do prywatnych
szkół? Poznań to duże miasto, na pewno są tam lepsze szkoły niż rejonówka
Łusi, w której dopiero od niedawna dzieje się lepiej.

Skoro tak ważne są studia i doktoraty, skoro biedne dzieci mają w szkołach
"takie koleżanki" lub nie mają ich w ogóle, to dlaczego nie chodzą do szkół,
gdzie będzie się bardziej dbało o indywidualny rozwój ucznia, gdzie będą
chodziły dzieci z "dobrych domów", gdzie nauczyciele będą znać uczniów, gdzie
atmosfera będzie kameralna i nikt nie będzie śmiał się z sonetu Staffa.
Przecież przeciętni gimnazjaliści będą tam już tak wyrobieni literacko, że
słowo "gnój" kojarzyć się im będzie li i jedynie z poezją, a nie z kupą czegoś
śmierdzącego. I na biologii na pewno nie będą się szturchać omawiając organy
rozrodcze...
Obserwuj wątek
    • wushum Re: Edukacja 04.01.09, 14:07
      Pewnie dziadunio Ignac by się sprzeciwił, a dodatkowo, przecież
      Borejkowie przestali by czuć się tak wyjątkowi, wśród podobnych
      sobie, a tak czują to odcięcie od "przeciętniaków", co z pewnością
      podnosi ich samoocenę. W szkołach pełnych Borejkopodobnych istot,
      byliby jednymi z wielu, a tak, są nierozumianymi, dramatycznymi
      geniuszami, mogą pękać z dumy, lub nonszalancko udawać, że to ich
      nie podnieca.
    • alitzja Re: Edukacja 04.01.09, 14:23
      Kiedyś miałam okazję pracować w prywatnej szkole i po tym trwającym 7 miesięcy epizodzie doszłam do wniosku, że wszystkie moje wyobrażenia na temat takiej szkoły były błędne. Też kiedyś myślałam, że praca w takiej szkole to cud-miód-orzeszki i niewarygodne możliwości rozwoju dla ucznia. Okazało się, że się myliłam. Z perspektywy czasu bardzo sobie cenię tamtą pracę jako świetną szkołę życia - ale nie jako świetną szkołę. Przede wszystkim błędem jest myślenie, że do szkoły prywatnej chodzą dzieci szczególnie zainteresowane nauką i wyrobione literacko/kulturalnie. Większość z nich to zwykłe dzieci, rozpuszczone niestety nieziemsko przez nadmiar gotówki. Część to uczniowie sprawiający szczególne problemy, których "zwykła" szkoła nie chciała (np. rodzicom jednego z uczniów zasugerowano w niej, że syn nadaje się tylko do OHP - a prywatna szkoła go przyjęła bez problemu, przede wszystkim dlatego, że szła za nim żywa i niemała gotówka; podobnie było z dwiema dziewczynkami z orzeczeniem o upośledzeniu, które powinny chodzić do szkoły specjalnej, ale ich rodzice nie wyrażali na to zgody).
      Bardzo trudno także - wbrew pozorom - pracuje się w klasie liczącej 4 osoby. Konflikty między uczniami, które w normalnej klasie rozeszłyby się po kościach, tutaj były nie do przejścia: dwóch uczniów w konflikcie, trzeci zawsze neutralny, więc trwała wieczna walka o poparcie tego czwartego.
      Niestety poziom nauki też nie był zbyt wysoki i nie do końca zależało to tylko od nauczycieli. Wielu uczniów (i o gorsza - rodziców też) uważało, że dobre oceny po prostu im się należą za sam fakt opłacania szkoły.
      Oczywiście nie można generalizować i muszę przyznać, że poznałam tam również bardzo uzdolnione dzieci, które rzeczywiście miały okazję rozwijać swoje talenty. Była to jednak zdecydowana mniejszość.
      Moje wrażenie po szkole prywatnej było takie, że jest to rodzaj "przechowalni" - dla uczniów trudnych, dla uczniów, którym rodzice nie mogli poświęcić zbyt wiele czasu (w szkole do późnych godzin popołudniowych działała świetlica) - nie było to jednak miejsce dla elitarnego rozwoju.
      Mam też świadomość (i w gruncie rzeczy nadzieję), że być może była to dość specyficzna placówka i nie wszędzie jest tak samo, ale wiara w to, że "przeciętni gimnazjaliści będą tam już tak wyrobieni literacko, że słowo gnój kojarzyć się im będzie li i jedynie z poezją, a nie z kupą czegoś śmierdzącego" wydaje mi się tak samo idealistyczna, jak przekonanie pani MM, że uczniowie podstawówki z otwartą buzią i zapartym tchem będą słuchać śpiewającej Laury.
      Poza tym myślę, że mimo iż faktycznie w ostatnich książkach nie pisze się już tak wiele o braku pieniędzy, to jednak prywatna szkoła jest sporym wydatkiem w domowym budżecie (w 2002 roku czesne w mojej szkole wynosiło prawie 800 zł miesięcznie), więc wątpię, czy Borejków stać na taką ekstrawagancję. Można oczywiście wziąć pod uwagę szkołę finansowaną w jakiś inny sposób, ale tak czy siak nijak mi to do Borejków nie pasuje.
      • marajka Re: Edukacja 04.01.09, 19:41
        Nie ja tak myślę o prywatnych szkołach, myślę, że Borejkowie powinni tak myśleć.
        Dla rodziny lekarzy z prywatną praktyką kilka stówek na szkołę to nie byłby
        wielki wydatek.
        • minerwamcg Re: Edukacja 10.01.09, 21:10
          A może Borejkowie nie są idiotami i wiedzą, jak wygląda sytuacja w
          prywatnych szkołach?.. Brałaś pod uwagę taką możliwość?
          • nessie-jp Re: Edukacja 10.01.09, 21:32
            minerwamcg napisała:

            > A może Borejkowie nie są idiotami i wiedzą, jak wygląda sytuacja w
            > prywatnych szkołach?

            Nie wierzę w to.

            Borejkowie nie wiedzą nawet, jak wygląda sytuacja w szkole ich własnych dzieci
            (Pyza, Laura, Józinek). Nie interesuje ich to, że dzieci są uczone przez
            prymitywów typu pani Sznytek, że szkoła, do której chodzą, jest po prostu bardzo
            zła.

            Więc niby skąd mieliby wiedzieć, jak wygląda sytuacja w szkołach niepaństwowych,
            skoro i szkołą państwową się nie interesują, posyłając dzieci do szkoły złej?

            Ba, ja myślę, że Borejkowie nie orientują się nawet, że już nie ma przymusu
            rejonowego w szkołach państwowych!
            • dakota77 Re: Edukacja 10.01.09, 22:03
              No ale jak maja sie orientowac, skoro MM na kazdym kroku udowadnia, ze research
              do ksiazek ma za nic;-P
            • a_weasley Co kto wie 14.01.09, 20:18
              Nessie-jp napisała:

              > ja myślę, że Borejkowie nie orientują się
              > nawet, że już nie ma przymusu
              > rejonowego w szkołach państwowych!

              A Ty wiesz, kiedy go w liceach zniesiono?
              Uprzejmie informuję, że Gaby już on nie dotyczył. O Idzie nawet mamy wzmiankę,
              że ona i Waldzio chwalebnie ukończyli szkołę podstawową "i równie chwalebnie
              dostali się do liceum numer..."
              • nessie-jp Re: Co kto wie 14.01.09, 20:22
                O przymusie rejonowym w liceach to ja nawet nie słyszałam! "Od zawsze" w moim
                mieście zdawało się do tego liceum, które sobie człowiek sam wybrał.

                Mowa w wątku jest o szkołach podstawowych
        • ding_yun Re: Edukacja 10.01.09, 22:10
          marajka napisała:

          > Dla rodziny lekarzy z prywatną praktyką kilka stówek na szkołę to
          nie byłby
          > wielki wydatek.

          Omg, błagam. Prywatna praktyka lekarska nie musi przynosić dużych
          zysków. Zależy to od tego, czy się w niej leczy ludzi, czy zarabia
          pieniądze. Mogę się przy tym upierać do upadłego. Nie, nie uważam,
          że zarabianie pieniędzy jest złe, przeciwnie, ale jednak mam sporo
          dowodów na to, że prywatne kiliniki, przynoszące krociowe zyski, nie
          są nastawione na leczenie.
    • soova Re: Edukacja 04.01.09, 14:30
      Może jednak w tym przypadku ich tym razem naprawdę nie stać? Nie znam stawek, ale przypuszczam, że czesne za dwie uczennice, nawet w szkole społecznej, to więcej niż wydatki na książki i 4 poniedziałkowe wydania Gazety...

      A może też nie umieją dokonać wyboru? Obejrzeć oferty szkół, przejść się po nich, zrobić wywiad środowiskowy i internetowy, obliczyć swoje możliwości ekonomiczne w tym zakresie i podjąć decyzję? Może najłatwiej im pójść po linii najmniejszego oporu i po prostu zapisać dzieci do rejonowej podstawówki?

      Ostatnia możliwość, najmniej prawdopodobna: do pani MM, która nie ma już dzieci w wieku szkolnym (a i wnuków w tym wieku chyba jeszcze też nie...), nie dotarł fakt, że oferta edukacyjna w III czy nawet IV RP znacznie się poszerzyła w porównaniu do stanu znanego jej z autopsji, czyli z czasów edukacji centralnie sterowanej. Może też kojarzy ona szkolnictwo niepubliczne wyłącznie z wykształceniem za pieniądze dla nowobogackich, na zasadzie: ja płacę, a ty mnie tu bezstresowo naucz. To by w jakiś sposób tłumaczyło fakt uczęszczania Pyziakówien do nieciekawych rejonowych molochów osiedlowych.
    • idomeneo Re: Edukacja 04.01.09, 14:57
      Mnie z kolei kiedyś przeszło przez myśl, że Ignasiowi nieźle by chyba zrobiło
      uczestnictwo w jakimś programie rozwojowym dla zdolnej młodzieży, w rodzaju
      Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci. Po pierwsze zyskałby kolegów i koleżanki o
      podobnych zainteresowaniach i może by się troszkę lepiej zsocjalizował; po
      drugie mógłby z fachową pomocą spokojnie rozwijać swe talenta; a po trzecie,
      myślę, ze naprawdę wyszłoby mu na zdrowie przekonanie się, że owszem, jest
      utalentowany, ale są też osoby zdolniejsze od niego.

      Teraz żyje sobie bowiem biedak w stanie wewnętrznego rozdarcia, co bardzo ładnie
      zostało moim zdaniem pokazane w Sprężynie - jest utwierdzany w poczuciu własnej
      wyjątkowości przez zgodną opinię najbliższej rodziny (z nabożnie podziwiającą go
      Łusią włącznie) i wyalieniowany wśród rówieśników. Tymczasem Ignaś do tej pory
      nie miał chyba tak naprawdę żadnej okazji poza borejkowskim podwórkiem, żeby się
      przekonać, czy rzeczywiście jest aż taki intelektualnie mocny. A może byłoby warto?
      • verdana Re: Edukacja 04.01.09, 15:14
        Ale Ignaś nie jest jakos szczególnie zdolny w zadnej dziedzinie...
        A jesli chodzi o szkoly, to jakos m się wydaje, ze przy niecheci
        Borejkow do osób zamożnych szkoła prywatna i towarzystwo tam się
        znajdujace byłoby dla nich nie do przyjęcia. Takie dzieci "innego
        rodzaju lekarzy". Ja sama, w sytuacji dokladnie takiej samej jak
        Borejkowie też nie wysyłam dzieci do szkół prywatnych, bo to dla
        mnie wydatek mozliwy, ale bardzo obnizajacy standart zycia cale
        rodziny, a w dodatku mam zboczenie zawodowe - bardzo nie lubię
        szkół, gdzie selekconuje się dzieci z punktu wiedzenia zamożności
        rodziców. Owszem, jedno z moich dzieci chodziło do szkoły prywatnej,
        za darmo (byłam tam nauczycielką) i tylko dlatego, ze nie nadawało
        się do szkoły państwowej...
        • idomeneo Re: Edukacja 04.01.09, 16:25
          Cytatverdana napisała:

          Ale Ignaś nie jest jakos szczególnie zdolny w zadnej dziedzinie...


          communis opinio boreicorum jest taka, że Ignaś, jak to bez większych ceregieli
          mówi Łusia do dziadka, "jest geniuszem" ("sam wiesz"). Co do konkretów, wiadomo
          tyle, że IG bez szczególnego przykładania się "wygrywał różne konkursy szkolne i
          olimpiady", że "lubił pisać wiersze" i że prowadził literackiego bloga.

          Moim zdaniem ta pierwsza wzmianka świadczy to o tym, że Ignaś rzeczywiście był
          uzdolniony (bardziej, niż rówieśnicy nie wygrywający olimpiad od niechcenia),
          natomiast nie wiemy nic o żadnej jego szczególniejszej pasji. IG na sprężynowym
          etapie rozwoju wydaje mi się taką trochę bardziej utalentowaną Bebe - sam nie
          wie, co go interesuje, za to wiele rzeczy wychodzi mu bardzo dobrze. I to mnie
          nie dziwi, bo rzeczywiście tak się zdarza.

          Natomiast jak na chłopca pobudzonego intelektualnie i będącego w stanie takiego
          przepoczwarzania się, kształtowania, określania siebie (co jest według mnie
          bardzo ciekawym motywem pobocznym w "S"), Ignaś wykazuje zaskakująco mało chęci
          szukania sobie poza rodziną środowiska, w którym zarazem dobrze by się poczuł i
          które byłoby dla niego wyzwaniem. Zastanawia mnie na przykład to, że nie bierze
          udziału w żadnych ogólnopolskich konkursach poetyckich, a to jest chyba
          naturalna droga dla nastolatka o tego typu uzdolnieniach. Że wygrywając
          olimpiady przedmiotowe nie zaprzyjaźnia się ani też choćby nie zakoleguje z
          nikim podobnym do siebie. Że wydaje się nie mieć żadnej grupy odniesienia poza
          rodzicami i dziadkiem (no, jest jeszcze Ignasiowa tajemnicza aktywność
          internetowa, więc może tam ma z kim pogadać).

          To wszystko jest według mnie oznaką przyrośnięcia do rodzinnego kręgu, tego
          niewychodzenia na zewnątrz, o którym wspomniałam w poprzednim poście i które
          wydaje się trochę nietypowe, zważywszy na wiek IG. A szkoda, bo jest naprawdę
          sporo możliwości rozwoju uzdolnień, znalezienia rówieśników z podobną pasją, czy
          uzyskania wsparcia przez utalentowane dzieci bez finansowego obciążania ich
          rodzin. I naprawdę są miejsca, gdzie Ignaś mógłby się pięknie rozwinąć nie tylko
          merytorycznie, ale też towarzysko, a chyba bardzo mu tego potrzeba.
          • alitzja Re: Edukacja 04.01.09, 16:51
            idomeneo napisała:

            > Zastanawia mnie na przykład to, że nie bierze udziału w żadnych ogólnopolskich konkursach poetyckich, a to jest chyba naturalna droga dla nastolatka o tego typu uzdolnieniach.

            Wydaje mi się, że Ignaś jest dość skrytym dzieckiem i ja to rozumiem, że może nie chcieć/nie mieć odwagi ujawniać światu swoich utworów. Sama w jego wieku też pisywałam - ekhm, ekhm - wiersze (kto z nas tego nie robił?;-)) i nigdy w życiu nie ośmieliłabym się ich nikomu pokazać, a co dopiero wysłać na jakiś konkurs. Jestem więc w stanie zrozumieć taką postawę Ignasia. Prowadzenie bloga literackiego może być mniej lub bardziej anonimowe i nie jest tym samym, co pokazanie komuś podpisanego nazwiskiem własnego utworu.
            • idomeneo Re: Edukacja 04.01.09, 17:04
              paru moich znajomych brało udział w tego typu konkursach i standardowe procedury
              są jednak dość dyskretne - wysyła się zestawy wierszy pod pseudonimem, a potem,
              już po wybraniu nagrodzonych zestawów, jury odkodowuje dane ich autorów. Tak
              więc informację o tym, co kto napisał, ujawnia się wyłącznie w odniesieniu do
              laureatów. Myślę, że to dosyć sprzyja temu, by swoich sił próbowali też ci
              bardziej nieśmiali, młodzi autorzy.
            • niq_miejski Re: Edukacja 04.01.09, 19:17
              może też po prostu nie lubić konkurencji, a taka formułę przyjmują wszelkie konkursy
              • idomeneo Re: Edukacja 04.01.09, 22:13
                czemu zatem startuje w olimpiadach?
                • mmaupa Re: Edukacja 04.01.09, 23:36
                  Zeby np. dostac sie do dobrego liceum. Nie wiem, jak jest teraz, ale za moich
                  czasow laureaci olimpiad mogli sobie wybierac liceum. Teraz pewnie wyglada to
                  troche inaczej (te testy kompetencji itd), ale wydaje mi sie, ze jakies
                  bezposrednie korzysci sa z olimpiad - w kazdym razie wieksze niz z konkursow
                  poetyckich.
                  • idomeneo Re: Edukacja 05.01.09, 08:19
                    bezpośrednie pewnie tak, ale jeśli Twój główny talent jest talentem literackim,
                    to chyba właśnie udział w konkursach i publikowanie nagrodzonych wierszy albo
                    opowiadań może się okazać sposobem na wskoczenie do obiegu - nie internetowego,
                    tylko głównego. Przynosi też pewne korzyści finansowe, bo nagrody, w odróżnieniu
                    od nagród w olimpiadach przedmiotowych, mają charakter pieniężny. Jeśli ktoś
                    jest laureatem konkursów literackich, to zyskuje też wymierne osiągnięcia,
                    dzięki którym może być mu łatwiej starać się o objęcie programem stypendialnym
                    (co ułatwi mu rozwijanie tego talentu w przyszłości).
                  • marajka Re: Edukacja 05.01.09, 22:15
                    Są korzyści. Jest się zwolnionym z tej części testu, z której wygra się
                    olimpiadę, automatycznie otrzymuje się 50 pkt.
                    • verdana Re: Edukacja 07.01.09, 18:58
                      Wygranie konkursu poetyckiego natomiast skutkuje li i jedynie
                      satysfakcją - nawet na polonistyke z czyms takim nie przyjmą. Wiem,
                      bo córka nalogowo wygrywala, albo dostawala wysokie miejsca.
                      Olimpiady zreszta, wlasnie przez to, ze są zastępczym egzaminem na
                      studia , kompletnie się wyrodziły. Kiedys olimpijczykami byli
                      zapaleńcy, detaz - w wiekszości to wyuczeni na blachę kandydaci na
                      prawo, ktorych rodzice zmusili do udziału. W sparawch olimpiad z
                      nauk scislych się nie wypowiadam, moze tam cos z nich zostało.
                      • idomeneo Re: Edukacja 08.01.09, 10:04
                        Cytatverdana napisała:

                        Wygranie konkursu poetyckiego natomiast skutkuje li i jedynie satysfakcją


                        nie zgadzam się z tym - za to, jak już wspominałam w poprzednim poście, korzyści
                        są tu innego rodzaju (i często nie tak bezpośrednio wymierne) niż w przypadku
                        olimpiad. Konkurs konkursowi nie jest też równy, więc też jeśli ktoś wygrywa
                        szkolne zmagania choćby i po dziesięć razy, to efekty będą inne niż w przypadku
                        laureata, na przykład, ogólnopolskiego Połowu Biura Literackiego; wygranie
                        konkursu prozatorskiego Znaku to nie to samo, co laur w zmaganiach o lampką
                        górniczą i dyplom burmistrza; tomik poetycki można wydać w oficynie lokalnego
                        domu kultury albo w serii młodej poezji prestiżowego wydawnictwa, i tak dalej. W
                        nauce przecież też tak jest - opublikowanie artykułu w recenzowanym czasopiśmie
                        zagranicznym z najwyższej półki to nie to samo, co publikacja w zeszytach
                        wydziałowych.

                        Znam dwie osoby, których debiutanckie powieści zostały wydane właśnie po
                        wygraniu przez nie ogólnopolskich konkursów literackich i był to ważny początek
                        ich "dorosłej" drogi; dla kilkorga moich znajomych, którzy piszą zawodowo,
                        konkursy, w których brali udział jako uczniowie czy w czasach
                        wczesnostudenckich, były naturalną drogą do próbowania swoich sił na coraz
                        trudniejszych poziomach, zostania zauważonym, publikowania - wejścia do głównego
                        obiegu.

                        O ile więc Ignasia raczej nie jestem w stanie wyobrazić sobie jako energicznej
                        gwiazdy slamu, o tyle wysyłanie tekstów na konkursy przez chłopca utalentowanego
                        literacko wydaje mi się dość naturalne. Jeśli to właśnie jest jego pasja, to w
                        ten sposób może sobie pomóc w rozwijaniu jej.

                        Cytatnawet na polonistyke z czyms takim nie przyjmą

                        no nie przyjmą, bo na egzaminach na polonistykę (czy też, w tej chwili, na
                        egzaminie maturalnym), trzeba się wykazać wiedzą, a nie talentem literackim.
                        Dlatego też nie uważam za dziwne tego, że w konkursach literackich takie akurat
                        nagrody nie są przewidziane.

                        W konkursach ogólnopolskich przyznaje się natomiast nagrody w postaci publikacji
                        w dobrym miejscu (co dla początkującego twórcy jest bardzo ważne) oraz pieniężne
                        (również nie do pogardzenia dla ucznia czy studenta z chudym budżetem).
                        • verdana Re: Edukacja 10.01.09, 14:23
                          Nie zrozumiałysmy się - nie skutkuje niczym, jesli chodzi o
                          mozliwosci dostania się na panstwowe studia. Reszta jest oczywistą
                          oczywistoscią.
                          A jednak marzyłaby mi sie polonistyka, na ktorą dostawalby się bez
                          egzaminu obiecujacy mlody poeta czy pisarz. Jakoś talent wydaje mi
                          się w wypadku wielu kierunkow wazniejszy od wiedzy. A przynajmniej
                          równie wazny.
                          • ginny22 Re: Edukacja 10.01.09, 14:50
                            > A jednak marzyłaby mi sie polonistyka, na ktorą dostawalby się bez
                            > egzaminu obiecujacy mlody poeta czy pisarz. Jakoś talent wydaje mi
                            > się w wypadku wielu kierunkow wazniejszy od wiedzy.

                            Ale czy obiecujący mlody pisarz faktycznie tak wiele zyska na
                            polonistyce? Nie jestem pewna. Prędzej wysłałabym go na filozofię,
                            socjologię czy kulturoznawstwo.
                            I w drugą stronę: talent pisarski ani w ząb skończenia studiów
                            polonistycznych nie ułatwia.
                            • verdana Re: Edukacja 10.01.09, 16:40
                              Madry obiecujacy mlody pisarz wybierze co innego. Ale jesli jego
                              marzeniem jest filologia polska - tam powinien mieć wstęp. Na
                              socjologie mam watpliwosci , co do przyjęcia "z marszu", bo
                              konieczna jest przynajmniej przeciętna znajomość matematyki -
                              inaczej obiecujacy mlody czlowiek nie da sobie rady.
                              Kulturoznawstwo, teatrologia itd. - oczywiscie.
                              Talent pisarski nie ulatwia skonczenia zadnych studiow, niemniej dla
                              takich ludzi szczególnie miejsce na studiach powinno się znaleźć.
                              • nessie-jp Re: Edukacja 10.01.09, 17:16
                                verdana napisała:

                                > Madry obiecujacy mlody pisarz wybierze co innego. Ale jesli jego
                                > marzeniem jest filologia polska - tam powinien mieć wstęp.

                                Ale dlaczego "powinien"? Przecież na takie studia muszą mieć wstęp tylko ludzie,
                                którzy mają ku temu predyspozycje i są do tego przygotowani.

                                Zakładając, że nasz obiecujący młody pisarz nie zna zasad ortografii ani
                                gramatyki, nie interesuje się gramatyką opisową ani innymi dziedzinami
                                lingwistyki, nie ciekawi go fonetyka i fonologia, o literaturze innej niż swoja
                                własna ma niewielkie pojęcie, o historii języka pojęcia nie ma w ogóle
                            • dakota77 Re: Edukacja 10.01.09, 21:30
                              No wlasnie. Mnie znajomi polonisci zawsze powtarzali, ze jak pojde na
                              polonistyke, to przestane pisac, wiec nie rozwazalam nawet takiego kierunku
                              studiow:-). Poza tym polonistyka to nie creative writing, tylko nauka o jezyku i
                              literaturze polskiej. Tez nie widze tu zwiazku z talentem.
    • nessie-jp Re: Edukacja 04.01.09, 16:24
      Mnie raczej dziwi, dlaczego Dambo, Hajduk, Aurelia, Natalia i cała reszta tych
      genialnych i uzdolnionych pedagogów nie założą WŁASNEJ szkoły prywatnej! Nic
      przecież nie stoi na przeszkodzie, a nawet byłoby to z pożytkiem
      • mmaupa Re: Edukacja 04.01.09, 16:49
        Natalia uczy przeciez w szkole prywatnej, razem z nativem Bingiem. A jej klasa
        to mile, myslace dzieci.
      • alitzja Re: Edukacja 04.01.09, 16:50
        nessie-jp napisała:

        > Mnie raczej dziwi, dlaczego Dambo, Hajduk, Aurelia, Natalia i cała reszta tych
        genialnych i uzdolnionych pedagogów nie założą WŁASNEJ szkoły prywatnej! Nic
        przecież nie stoi na przeszkodzie...

        ... ech no, mnie się jednak wydaje, że to własna szkoła to droga impreza. Ta, w
        której ja pracowałam, m.in. dlatego przyjmowała każdego ucznia, że borykała się
        z nieustającymi problemami finansowymi (choć trzeba przyznać, że dla mnie, jako
        pracownika, niezauważalnymi). Do założenia i utrzymania takiej szkoły nie
        wystarczą tylko chęci, ale i spora ilość gotówki.
        • iskierka.poemat Re: Edukacja 04.01.09, 17:12
          Borejkowny w szkole prywatnej? To nie pasuje. Do takich szkol chodza
          w wiekszosci dzieci materialistow, bogate i rozpuszczone. Po
          pierwsze dla Borejkow majatek osobisty nie wiele sie liczy, zeby nie
          powiedziec, ze nie zwracaja na niego uwagi wcale. Secundo: nie sa
          zamozni, a bez jakiejs wiekszej ilosci zer na koncie ciezko sie
          dostac do takiej szkoly. No i po trzecie przy wyborze szkoly raczej
          sie zwraca uwage czy dziecko ma blisko do domu, albo, jak idzie do
          liceum czy nawet gimnazjum, na profil szkoly.

          A po za tym to ma byc zwykla rodzina, taka jak inne, rozniaca sie tym
          ze jej czlonkowie sa wysoko rozwinieci umyslowo.
          • nessie-jp Re: Edukacja 04.01.09, 17:49
            O tym, że nie są zamożni, już tu wiele dyskutowano
            • iskierka.poemat Re: Edukacja 04.01.09, 20:36
              Badz co badz, ale jaka masz pewnosc, ze w szkole prywatnej sa lepsi
              nauczyciele? I lepszy poziom?
              Pytanie bez odpowiedzi.
          • marajka Re: Edukacja 04.01.09, 19:47
            Ale ja mówię o "nowych" dzieciach. O ile Ignaca nie byłoby stac, czy nie byłoby
            stac Gabę w czasach przedgrzesiowych, to teraz nie jest chyba tak źle.
            • soova Re: Edukacja 04.01.09, 19:51
              Teraz to panny są już dorosłe, a został jeden Ignacy G. Przypuszczam, że nawet w początkach małżeństwa z Grzegorzem byłoby im obojgu ciężko wydolić 2 x czesne co miesiąc, zwłaszcza, że Gabriela przez jakiś czas z uwagi na macierzyństwo na pewno ograniczyła aktywność zawodową.
              • nessie-jp Re: Edukacja 04.01.09, 20:07
                Ale tak czy inaczej nikt w te dzieci nie inwestuje. Takie genialne są same z
                siebie i nikt nie próbuje tych talentów pielęgnować.

                OK, Łucji trafiło się w szkole dobrze prowadzone kółko polonistyczne. Ale jakby
                się nie trafiło, to co? Ano nic, uczyłaby się od pani Sznytek prawidłowej
                wymowy, a od Kopiec Izaury - szacunku do literatury.

                Rozmowy z dość ograniczonym, jeśli chodzi o dziedziny inne niż literatura
                antyczna, dziaduniem naprawdę nie wystarczą, żeby stymulować dziecko do rozwoju
                i poszukiwania w sobie nowych zainteresowań i talentów.

                Czy Ignaś chodził na jakiekolwiek zajęcia pozaszkolne? Rysunek? Muzyka? Klubik
                astronomiczny przedszkolaka? :)

                Nie mówcie mi, że i na to nie starczyłoby pieniędzy!
              • verdana Re: Edukacja 04.01.09, 20:27
                Ja mam dokładnie taką sama sytuacje jak Gabriela - dwoje dzieci
                doroslych i dziecie w wieku Ignacego. Nie poslego do szkoly
                prywatnej, bo to dla mnie wydatek możliwy, ale wykluczający już np.
                kursy jezykowe, przyzwoite wakacje itd. Zwracam uwagę, ze corki-
                studentki tez lubią jeść.
                Co więcej mam przeswiadczenie, oparte na wielu przykładach dzieci
                moich znajomych, ktore już szkoły pokonczyły, ze szkoda tych
                pieniędzy. Owszem, bede sklonna zaplacic (i może zapłacę) za
                prywatne liceum dla niezbyt dobrego ucznia, nie mieszczacego się w
                szkolnym systemie, ale zdolny mlody czlowiek doskonale poradzi sobie
                w srednio przyzwoitej panstwowej szkole. Wniosek - szkoda kasy na
                dobra szkołę dla bardzo zdolnego dziecka, lepiej te pieniadze wydac
                na dodatkowe zajecia z przedmiotów, ktore go interesują, albo po
                prostu na ksiązki.
                • soova Re: Edukacja 04.01.09, 20:33
                  verdana napisała:

                  > Owszem, bede sklonna zaplacic (i może zapłacę) za
                  > prywatne liceum dla niezbyt dobrego ucznia, nie mieszczacego się w
                  > szkolnym systemie, ale zdolny mlody czlowiek doskonale poradzi sobie
                  > w srednio przyzwoitej panstwowej szkole.

                  Ale dla Ciebie "średnio przyzwoita" to chyba co innego jednak, niż "pierwsza lepsza rejonowa", do jakiej chodzą pokolenia Borejkówien (dobrze, wyboru wielkiego nie było) i Pyziakówien (tu już chyba inaczej).
                  • verdana Re: Edukacja 04.01.09, 20:42
                    Akurat i u mnie i u Borejków pierwsza lepsza rejonowa jest bardzo
                    przyzwoita szkołą i do niej własnie chodzi moje dziecko. U mlodszego
                    pokolenia Pyzików -Borejków rejonowa szkoła jest niemal idealna (z
                    Naszympanem szczegolnie). A za PRL-u rejon byl niemal rzeczą swiętą
                    i zmiana rejonu byla niezwykle trudnym przedsięwzieciem, na pewno
                    nie dla stosunkowo niezaradnych rodzicow Borejkówien. Pamietam,z ę
                    moi rodzice chcieli mnie poslac do innej niz rejonowa szkoły i nie
                    zdołali.
                    • kkokos Re: Edukacja 04.01.09, 21:51
                      Pamietam,z ę
                      > moi rodzice chcieli mnie poslac do innej niz rejonowa szkoły i nie
                      > zdołali.

                      he he, a mnie moja matka zdołała - i to w obie strony: przed pierwszą klasą
                      przeniosła z rejonu do nierejonu, który jednakowoż zawiódł jej nadzieje, więc
                      przed drugą klasą przeniosła do rejonu z powrotem :)
                      • verdana Re: Edukacja 04.01.09, 22:32
                        Ale Ty młodsza pewnie ode mnie jesteś, swoje dzieci tez raz jeden do
                        innej szkoły przenosilam, ale to juz były czasy po PRL-owskie.
                        • kkokos Re: Edukacja 05.01.09, 23:51
                          verdana napisała:

                          > Ale Ty młodsza pewnie ode mnie jesteś, swoje dzieci tez raz jeden do
                          > innej szkoły przenosilam, ale to juz były czasy po PRL-owskie.

                          aaaach, dzięki ci verdano, jak to miło z twojej strony - ale ja już komunę
                          żegnałam jako pełnoletnia :) a matka moja manewr swój wykonała w połowie lat 70.
                          • verdana Re: Edukacja 07.01.09, 18:59
                            I otóż to. Bo moja manewr usiłowała wykonac w polowie lat 60-tych,
                            czyli miałam rację.
                    • nessie-jp Re: Edukacja 05.01.09, 02:05
                      > U mlodszego
                      > pokolenia Pyzików -
                      > Borejków rejonowa szkoła jest
                      > niemal idealna

                      No, ale Laura i Róża jeszcze na etapie "Imienin" i dalej (tzn. dalej Laura)
                      chodziły do beznadziejnej, upadlającej, ograniczającej w rozwoju, promującej
                      bezmyślność, odurniającej i szkodliwej szkoły. W której uczyła taka na przykład
                      pani Sznytek, a uczniowie byli na poziomie Kopiec, pili, wrzeszczeli, kłuli się
                      cyrklami i bógwico jeszcze.

                      I nikomu z tej niezwykle ponoć dbającej o dzieci rodziny nie chciało się po
                      prostu przenieść dziewczynek do innej szkoły podstawowej? Nawet państwowej?
                      • anio_i_takie_tam Re: Edukacja 09.01.09, 21:52
                        Nad tym samym się zastanawiam. Jeszcze Józinek w Języku Trolli chodził do
                        beznadziejnej szkoły (głowy nie dam czy to tej co Tygrys i Róża ale
                        beznadziejnej), sytuacja polepszyła się od czasu pojawiania się Naszpana.
                        Ja sama nie chodziłam do rejonowej podstawówki tylko do lepszej szkoły
                        znajdującej się dalej, ale czy dla rodziny z dziadkami lubiącymi spacery i
                        mającymi dużo czasu byłby to problem?
                    • a_weasley Re: Edukacja 17.01.09, 13:41
                      verdana napisała:

                      > pierwsza lepsza rejonowa jest bardzo
                      > przyzwoita szkołą

                      A z drugiej strony byłem przez kilkanaście lat na bieżąco z tym, co się dzieje w
                      jednym z najbardziej prestiżowych liceów Warszawy, i czasem włos mi się jeżył na
                      głowie, jakie niektórzy nauczyciele mieli kwalifikacje merytoryczne,
                      interpersonalne albo stosunek do swojej pracy.
                      Matematyczka (skądinąd świetny dydaktyk) - fabrykantka nerwicowców.
                      Fizyk, który olewał wszystko, co nie było matfizem, i w humanie uczył historii
                      fizyki.
                      Geografka, której uczeń na lekcji wmówił, że u brzegów Argentyny uprawia się
                      hydroponicznie jęczmień morski, i która jeszcze w trzy lata temu podawała to na
                      lekcjach jako prawdę.

                      > za PRL-u rejon byl niemal rzeczą swiętą
                      > i zmiana rejonu byla niezwykle trudnym
                      > przedsięwzieciem, na pewno nie dla stosunkowo
                      > niezaradnych rodzicow Borejkówien.

                      Była bardzo łatwa pod jednym warunkiem: że szkoła docelowa miała mało uczniów.
                      Moja klasa w podstawówce sąsiedniego rejonu miała 19 osób, z czego 6 spoza
                      rejonu. Natomiast podstawówka przeludniona, a takich była większość, ze
                      zrozumiałych względów przed każdym dodatkowym uczniem broniła się rękami i nogami.
                • marajka Re: Edukacja 04.01.09, 20:47
                  Ale oni nawet nie próbują znaleźć dzieciom niczego lepszego. Ja osobiście
                  uważam, że dla przeciętnego dziecka prywatna szkoła to wyrzucanie pieniędzy, ale
                  teraz patrzę na świat oczami Borejków. Oni na kursy i wakacje też nie posyłają.
                  Po co, skoro jest Pulpa?
                  • alitzja Re: Edukacja 04.01.09, 20:59
                    Myślę, że czym innym jest niewysyłanie dzieci do prywatnej szkoły - co jest w pełni moim zdaniem zrozumiałe - a czym innym nieorganizowanie im jakichkolwiek zajęć pozalekcyjnych. Wspominano już o samorodnym talencie Laury (a czy naprawdę aż takim problemem było wysłać ją do szkoły muzycznej i wspomnieć o tym w kilku zdaniach w każdym tomie?), ale brak też języków obcych (innych niż łacina i greka!), basenu, zajęć plastycznych czy czegokolwiek innego. Nawet Józinek gra w piłkę sam z siebie - zdaje się, że nigdzie nie ma nic o tym, że np. chodzi na zajęcia z futbolu choćby do szkoły na SKS (jeśli się mylę, poprawcie mnie). Nawet ruchów oazopodobnych nie ma (tu ukłon w stronę Croyance i jej sekciarskich odniesień;-)) A przecież to znakomite miejsca, żeby kogoś poznać i się zakolegować czy zaprzyjaźnić. Tymczasem młode Borejki (i reszta tego pokolenia) gniotą się tylko w swoim towarzystwie, bez żadnych znajomych (o tym też już pisano - gdzie te czasy grupy ESD?!). No, ale wtedy zrobiły się nadmiar postaci i trudno byłoby je wszystkie spamiętać:P
                    • verdana Re: Edukacja 04.01.09, 21:40
                      A tego już i ja nie rozumiem, a szczególnie braku wakacji.
                    • kkokos Re: Edukacja 04.01.09, 22:10
                      >
                      Wspominano już o samorodnym talencie Laury (a czy naprawdę
                      > aż takim problemem było wysłać ją do szkoły muzycznej i wspomnieć o tym w kilk
                      > u zdaniach w każdym tomie?)

                      no było problemem, jeśli talent muzyczny dało się laurze w odpowiedzi na głosy
                      czytelniczek, że autorka krzywdzi postać
                      poza tym, kto by ją do tej szkoły woził w podstawówce? matka nie miałaby czasu,
                      bo się wszak poświęcała i cierpiała (bo ojca nie było), dziadek pewnie jeszcze
                      pracował, mila albo jeszcze dziergała, albo już pisała. no i trzeba by wydać
                      pieniądze na instrument...

                      > brak też języków obcych (innych niż łacina i g
                      > reka!),

                      inteligentne dzieci, to się i w szkole nauczyły!

                      > Na
                      > wet ruchów oazopodobnych nie ma

                      e, no skądeś się wzięło, że ten talent samorodny na kilku mszach pod rząd co
                      niedziela śpiewał, raczej nie tylko z miłości do muzyki - musiał chodzić na
                      jakieś przykościelne spotkania
                      • alitzja Re: Edukacja 04.01.09, 22:46
                        kkokos napisała:

                        > jeśli talent muzyczny dało się laurze w odpowiedzi na głosy
                        > czytelniczek, że autorka krzywdzi postać

                        Szczerze mówiąc, pierwsze słyszę. Talent może i samorodny, ale pojawia się
                        przecież już bodajże w "Pulpecji", gdzie na jasełkach Laura urzekająco śpiewa
                        kolędę, więc przebłyski talentu miała już dość wcześnie. Tyle że sam się potem
                        tak cudownie rozwinął:/

                        > poza tym, kto by ją do tej szkoły woził w podstawówce?

                        Nie znam Poznania, ale z ciekawości wyklikałam w googlach adresy poznańskich
                        szkół muzycznych, a potem w maps.google - odległości od Roosevelta 5. I wyszło
                        średnio ok. 4 km (czasem nawet sporo mniej, np. 3,3) - nie jest to dystans nie
                        do pokonania dla sprytnej Laury - myślę, że bez problemu dojechałaby sama (lub
                        pod opieką starszej siostry Pyzuni) tramwajem. Ja w każdym razie - dużo większa
                        (zwłaszcza w wieku dziecięcym) pierdoła życiowa niż Laura - sama dojeżdżałam do
                        podstawówki umiejscowionej na innym osiedlu.
                        Dla chcącego nic trudnego:-)
                        • kkokos Re: Edukacja 05.01.09, 14:42
                          alitzja napisała:
                          > Szczerze mówiąc, pierwsze słyszę. Talent może i samorodny, ale
                          pojawia się
                          > przecież już bodajże w "Pulpecji", gdzie na jasełkach Laura
                          urzekająco śpiewa
                          > kolędę, więc przebłyski talentu miała już dość wcześnie.

                          alitzjo, jeśli chcesz mnie w ten sposób przekonać, że pani MM od
                          dawna planowała dla laury karierę muzyczną, to mnie nie
                          przekonałaś :) dalej sądzę, że pomysł z boskim sopranem lepszym od
                          callas jest świeżutkim pomysłem, a to zdanie o jasełkach przypadkowe
                          było i tyle :)

                          > Ja w każdym razie - dużo większa
                          > (zwłaszcza w wieku dziecięcym) pierdoła życiowa niż Laura - sama
                          dojeżdżałam do
                          > podstawówki umiejscowionej na innym osiedlu.
                          > Dla chcącego nic trudnego:-)
                          >
                          no ty tak, ale ty przeciez nie z borejków :)
                          • alitzja Re: Edukacja 05.01.09, 17:17
                            kkokos napisała:
                            > alitzjo, jeśli chcesz mnie w ten sposób przekonać, że pani MM od
                            > dawna planowała dla laury karierę muzyczną, to mnie nie
                            > przekonałaś :) dalej sądzę, że pomysł z boskim sopranem lepszym od
                            > callas jest świeżutkim pomysłem, a to zdanie o jasełkach
                            > przypadkowe było i tyle :)

                            Hm, na pewno taki nagły rozbłysk talentu faktycznie jest zadziwiający - i tu się w pełni z Tobą zgodzę. Ale już sugestia, że oszałamiajacy występ na jasełkach to przypadek, trochę wydaje mi się naciągana. Nie pamiętam dokładnie wszystkich części Jeżycjady, ale zdania o ładnie śpiewającej Laurze na pewno pojawiają się w tomach między "Pulpecją" a "Sprężyną" (aż chyba poszukam, jak znajdę wolną chwilę). Zgodzę się, że MM nie planowała dla Laury od zarania dziejów sopranu lepszego od Callas, ale jakieś wzmianki o jej ładnym głosie wszak mamy. A to, że nagle ten talent tak znienacka eksplodował - to już inna bajka:-)
                            • znowuniedziela Re: Edukacja 05.01.09, 17:26
                              Laury talent eksplodował w Jezyku Trolli-gdy żona Helmuta pyta
                              Laurę, czy ta chodzi do ich ogniska muzycznego.
                              • znowuniedziela Re: Edukacja 05.01.09, 17:42
                                a w Pulpecji śpiewała bosko w Jasełkach .
                    • nikusz Re: Edukacja 05.01.09, 14:35
                      plywalnia to chyba akurat w sprezynie sie pojawila. ignas chadzal, a
                      moze i jozinek? jest jakis dialog miedzy gaba a sytym niedzwiedziem,
                      o ile dobrze pamietam
                      • nessie-jp Re: Edukacja 06.01.09, 15:54
                        Ignaś był zapędzany :)

                        I dzięki temu uratował życie nazbyt pewnemu siebie kuzynowi w stawie.
                • nessie-jp Re: Edukacja 05.01.09, 02:02
                  > prywatnej, bo to dla mnie wydatek możliwy, ale wykluczający już np.
                  > kursy jezykowe,

                  Pytanie tylko, czy nie wydasz na kursy językowe więcej, niż zaoszczędzisz na
                  dobrej szkole
                  • verdana Re: Edukacja 07.01.09, 19:01
                    Na dobre kursy językowe wydam na semestr ok. (maksimum) 1500 zł.
                    Cena miesiąca szkoly 800-1000. Czyli nie wydam...
                    I WSZYSTKIE dzieci moich znajomych ze szkół prywatnych miały
                    dodatkowe kursy językowe, albo korepetycje. To mit, ze w takich
                    szkolach ich nie trzeba...
                    • nessie-jp Re: Edukacja 07.01.09, 19:33
                      To szczerze powiedziawszy do bani jakieś te prywatne szkoły :/

                      Zeby nie nauczyć dziecka języków w kilkunastoosobowej grupie? To co, na kursach
                      1 godzina w tygodniu w grupie po kilkanaście osób można nauczyć, a w szkole
                      nauczyciel (często pewnie ten sam, co na kursach...) już nie umie?

                      Rozczarowuje mnie taka wizja szkół prywatnych :(

                      Córka znajomych chodziła do prywatnej szkoły, w której miała 5 godzin tygodniowo
                      niemieckiego i 4 godziny francuskiego. Korki i dodatkowe kursy językowe okazały
                      się niepotrzebne
                      • verdana Re: Edukacja 07.01.09, 19:50
                        Albo z dzieckiem. Znam dzieci nie bardzo bystre, nie bardzo
                        pracowite, ale zdolne - tzn. uczace się z latwoscią. Mnie (nie
                        chwalac się ) trafily się dzieci bystre (aczkolwiek tez niezbyt
                        przykładające się w szkole do nauki) i niezbyt zdolne, czyli uczące
                        się rzeczy "na rozum" w ciagu 10 sekund i "na pamięć" wrecz
                        tragicznie wolno. No, może poza córką.
                        Znam chłopca, ktory angielskiego nauczył sie z programow
                        telewizyjnych. Ja sama miałam w szkole 5-6 godzin francuskiego, w
                        dzielonych grupach i co? Bez dodatkowych lekcji ani rusz.
                        Mam córke, ktora jest w stanie nauczyć się języka w grupie (jak
                        tata) i synow, ktorzy moga się uczyć w grupie max. 2-3 osobowej, a
                        najlepiej sam na sam z nauczycielem (jak ja).
                    • avvg Re: Edukacja 10.01.09, 17:19
                      W mojej szkole korepetycji z języków nie miał nikt, o ile mnie pamięć
                      nie myli. Ale u nas warunki były pod tym względem szczególne.
        • nessie-jp Re: Edukacja 04.01.09, 17:52
          > ... ech no, mnie się jednak wydaje, że to własna
          > szkoła to droga impreza.

          Czy ja wiem? Może szkoła prywatna nastawiona na zyski to rzeczywiście coś
          drogiego. Ale zwykła "społeczna"? Taka, w której rodzice płacą po prostu za
          pensję nauczycieli i wynajem budynku?

          No, tu zresztą byłoby ciekawe pole do popisu dla Hajduka z Dambem i całą resztą
      • soova Re: Edukacja 04.01.09, 18:04
        Jeden jedyny Hajduk spośród nich ma doświadczenie menedżerskie, raczej niezbędne
        do założenia i kierowania szkołą. Poza tym jako dyrektor dobrego liceum, można
        powiedzieć, że karierę zrobił. Może zatem być tak, że zakładaniem od podstaw
        szkoły, która na dodatek ma działać w warunkach rynkowych, jest po prostu
        niezainteresowany. Natalii i Aurelii jako motorów działania w tej sprawie raczej
        nie widzę.;)
        • kkokos Re: Edukacja 04.01.09, 19:03
          natalia to została chyba nauczycielką z przypadku, dzięki belli -
          wiatr tak powiał, więc jak poprzednio wywiewał ja na cypr czy po
          jakichś wydawnictwach, tak teraz wraz z bellą przywiał pomysł, że
          może dobrze sie poczuje wśród dzielnej młodzieży, tak dzielnej jak
          bella...
          a aurelia została nauczycielką zapewne z dwóch powodów: a) bo kozio
          nie znosi konkurencji, więc żadne spektakularne osobiste ambicje
          aurelii nie wchodziły w rachubę; b) pani MM nie miała pomysłu, co z
          nią zrobić, więc zrobiła z niej kolejną siłaczkę

          więc nic dziwnego, że szkoły nie zakłądały :)
        • kkokos Re: Edukacja 04.01.09, 19:05
          soova napisała:

          > Jeden jedyny Hajduk spośród nich ma doświadczenie menedżerskie,
          raczej niezbędn
          > e
          > do założenia i kierowania szkołą.

          no i naszpan się otarł o interes, rodzinny bo rodzinny, ale zawsze :)
    • niq_miejski Re: Edukacja 04.01.09, 19:18
      Pracowałam w szkolnictwie prywatnym i w szkolnictwie publicznym - miedzy nimi
      jest przepaść bezdenna i to bynajmniej nie na korzyść ten pierwszej...
    • mmaupa Re: Edukacja 05.01.09, 00:20
      Hmmm, ja mam doswiadczenia zupelnie rozne od opisywanych powyzej. Chodzilam do
      podstawowek panstwowych i prywatnych - miedzy nimi byla przepasc. Podstawowka
      panstwowa (najblizsza, ze wszystkimi Kopiec Esmeraldami, niestety w wersji
      agresywnej) to byl najwiekszy koszmar mojego dziecinstwa. Pomine fakt, ze nie
      bylo tam zadnych chyba pomocy dydaktycznych poza kilkoma wytartymi mapami i
      niesmiertelna paleczka ebonitowa - zadnych kredek, farb, sztalug, sprzetu
      sportowego, o instrumentach muzycznych nawet nie ma co wspominac. Chodzilo o
      towarzystwo. Moj brat i ja bylismy gnebieni za to, ze nie palilismy za murkiem,
      nie mowilismy "to mnie wk***" tylko "to mnie denerwuje", nie mielismy ochoty w
      wieku lat czternastu chlac przemyconej na biwakach wodki i palic trawki. W
      dodatku uczylismy sie dobrze i bylismy olimpijczykami. Nie pozwalalismy dreczyc
      myszy z pracowni biologicznej. Rycerzyki, cholera jasna. Ohyda.

      W prywatnej szkole mielismy prawo do zycia, prawo do rozwoju, prawo do wlasnych
      pogladow. Nikt nikogo nie przypalal zapalniczka, nie klul do krwi cyrklem, nie
      prowokowal do bojek. Moze w rejonowce mielismy wyjatkowego pecha - moze nie. Ale
      ja swoich dzieciakow nie posle do najblizszej panstwowej SP, bo nie chce, zeby
      przechodzily przez podobne pieklo tylko dlatego, ze sa inne od dzieci Kopcow.
      • klymenystra Re: Edukacja 05.01.09, 09:42
        Ja mam z kolei diamteralnie rozne doswiadczenia - chodzilam do podstawowki
        osiedlowej, a osiedle raczej niesympatyczne. I co? Mielismy kolko francuskie,
        fotograficzne, informatyczne, plastyczne, harcerstwo, chor, angielski za 5 zl za
        godzine (francuski byl obowiazkowy), mnostwo konkursow, dni sportu itd. Moja
        romanistka co roku miala olimpijczykow, a z mojej dawnej klasy 90% poszlo na
        studia. Owszem, bylo sporo dzieci z margniesu, ale szkola skutecznie dawala
        sobie z nimi rade. I, jesli bede miec dziecko, to bede szukac podstawowki
        takiej, jak ta :)
      • niq_miejski Re: Edukacja 09.01.09, 23:25
        Moje doświadczenia z parcy w szkolnictwie dotycza jedynie szkolnictwa wyższego.
        Jeśli chodzi o uczestniczenie w charakterze uczennicy/studentki to zdobywałam je
        jedynie w placówkach publicznych. Wszystkie szkoły z którymi miałam do
        czynienai, w Polsce i w Skandynawii, były naprawdę dobre, choć o skandynawskim
        szkolnictwie na poziomie średnim nie mam najlepszego zdania.
        Polskie publiczne szkoły & uczelnia do których uczęszczałam były zdecydowanie
        bardzo dobre.
        Co więcej, w publicznej podstawówce poznałam bardzo fajne i sensowne osoby które
        obecnie pracują jako sprzedawczynie, drobni handlowcy, technicy. Cieszę się
        bardzo, że je znam, moje życie bez tych znajomości byłoby uboższe.
        • verdana Re: Edukacja 10.01.09, 14:24
          Wracasz mi wiarę w człowieka, słowo daję. Dla mnie wykształcenie
          zdobywane od przedszkola wyłącznie w gronie dzieci i mlodziezy z
          podobnych rodzin i o podobnych dochodach to tylko pół wykształcenia.
          • soova OT: do Verdany 10.01.09, 14:37
            Cytuje Cię dzisiejsza "Rzepa" :)

            www.rp.pl/artykul/61991,246131_Szklana_niepogoda.html
            • ready4freddy Re: OT: do Verdany 18.01.09, 19:40
              ROTFL :) to juz prawdziwy Web 2.0 - na stronie Rzepy pisza, co ktos napisal na
              forum GazWybu :) extra, extra, read all about it :DDD
              • nessie-jp Re: OT: do Verdany 18.01.09, 22:36
                ready4freddy napisał:

                > ROTFL :) to juz prawdziwy Web 2.0 - na stronie Rzepy pisza, co ktos napisal na
                > forum GazWybu :)

                Co chcesz, nie ma się z czego śmiać. To jest właśnie społeczeństwo informacyjne
    • idomeneo Re: Edukacja 05.01.09, 09:04
      zastanawiałam się jeszcze trochę nad Ignasiem i moje wrażenia są bardzo podobne
      do spostrzeżeń Alitzji co do Laury - że ponadprzeciętnie uzdolnione dziecko w
      rodzinie Borejków ma naprawdę ciężkie życie ze względu na kompletny leseferyzm
      wychowawczy rodziców, którzy zajęci są wszystkim (co w przypadku Gaby jest wręcz
      groteskowe), tylko nie dostrzeżeniem jego problemów i potrzeb.

      Dziecko nielubiane przez rodzinę, czyli Laura, jest moim zdaniem, paradoksalnie,
      w lepszej sytuacji niż Ignaś, bo nikt mu nie pomaga ani nie kibicuje, ale też
      nikt mu specjalnie nie przeszkadza, i dziewczyna rośnie sobie jak chce oraz
      ostatecznie znajduje w sobie tyle determinacji, żeby skutecznie pójść za swoim
      talentem.

      Dziecko lubiane i faworyzowane (Ignaś) ma naprawdę przechlapane - widać gołym
      okiem, że pod względem edukacyjnym się nudzi, a poziom szkolnych konkursów
      najwyraźniej jest dla niego zbyt prosty. Znosi jednak grzecznie kolejne trofea
      do domu, starając się zasłużyć na pochwały. Tymczasem jego wyjątkowo
      wykształceni rodzice, zamiast zadać sobie odrobinę wysiłku, pokazując
      możliwości, z których IG mógłby skorzystać oraz dostępne dla nastolatka pola, na
      których poprzeczka jest postawiona wyżej, poprzestają na wbijaniu dzieciaka w
      pychę. Nikt mu nie powie "kochany Ignasiu, nie jesteś geniuszem, ale jesteś
      bardzo uzdolnionym chłopcem i warto solidnie pracować nad tym, by te uzdolnienia
      rozwijać (a konkretnie można zrobić na przykład to, to albo to). Jest też sporo
      innych dzieci, podobnych do ciebie, i może byłoby fajnie je poznać?".

      W tej chwili bowiem IG, jest nie tylko dzieckiem kompletnie pozostawionym samemu
      sobie z rozwojem swoich uzdolnień, ale też rodzina funduje mu naprawdę ostrą
      jazdę w rozwoju emocjonalnym. Z jednej strony ten chłopiec ma poczucie własnej
      wartości w nieuzasadniony sposób zawyżane - bo wszyscy w rodzinie sobie wkoło
      powtarzają nabożnie, jaki to geniusz; a z drugiej zaniżane - bo jest samotny, ma
      ewidentne problemy z socjalizacją, nie czuje się bezpiecznie i "wśród swoich"
      nigdzie poza rodzinnym domem. Rodzice powinni mu pomóc wyjść z tego schematu,
      ośmielić go, pokazać, że są też inne miejsca, gdzie będzie się dobrze czuł.
      Tymczasem oni ten schemat z całych sił utrwalają i, gdybym była Ignasiem, to po
      dorośnięciu miałabym do nich o to naprawdę duży żal.
      __
      Не шалю, никого не трогаю, починяю примус.
      • lezbobimbo Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 06.01.09, 17:01
        idomeneo napisała:
        > zastanawiałam się jeszcze trochę nad Ignasiem i moje wrażenia są bardzo
        podobne> do spostrzeżeń Alitzji co do Laury - że ponadprzeciętnie uzdolnione
        dziecko w> rodzinie Borejków ma naprawdę ciężkie życie ze względu na kompletny
        leseferyzm> wychowawczy rodziców, którzy zajęci są wszystkim (co w przypadku
        Gaby jest wręc
        > z> groteskowe), tylko nie dostrzeżeniem jego problemów i potrzeb.
        > > Dziecko nielubiane przez rodzinę, czyli Laura, jest moim zdaniem,
        paradoksalnie>,> w lepszej sytuacji niż Ignaś, bo nikt mu nie pomaga ani nie
        kibicuje, ale też
        > nikt mu specjalnie nie przeszkadza,

        Tutaj sie wczesniej wywiazala dyskusja o talentach u Bominków. Nie dopisalam
        wtedy, to teraz sie dopisze:
        oni sa rzeczywiscie zupelnie leseferyczni. Zupelnie maja w nosie jakiekolwiek
        zadbanie o dzieci po wieku lat ... 5? 9? Nie dosc ze toksyczni emocjonalnie, to
        jeszcze leza zupelnym odlogiem, jesli chodzi o edukacje dzieci i mlodziezy.
        Tak samo jak przy wychowywaniu czyli zwyczajnej socjalizacji, Bominki oczekuja,
        ze dzieci same z siebie wchlona atmosfere i same z siebie stana sie doskonale.
        Potem wielkie zdziwienie, kiedy tak sie nie dzieje i dzieci sie psuja...
        Laura "szaleje" (sluchajac jazzu i czytajac 3 muszkieterów ;PPPP) Ignas
        dziwaczeje, Józin z Lusia sami sobie zostawieni, Pulpa oblewa mature, Nutria ma
        w liceum strachy i leki i wyrasta na pasywno-agresywna mimoze, Pyza nastepna
        mimoza, rzuca studia...

        Jakiez to talenty hoduja w tej rodzinie? Jakim pasjom sie oddaja i jakim naukom?
        Na czym polega geniusz Ignasia?
        Jedyne co czynia, to gotuja i czytaja. Ale co czytaja? Sama literature piekna,
        mysli Seneki oraz cycaty antyczne.
        Nikt nie ma specjalnie hobby poza jolkami... i zadno z nich NIE TWORZY (oprócz
        Mili, która tworzy dramaty w apokryfie).
        Czyz to nie dziwne, ze rodzina tak holdujaca literaturze i slowom pisanym nie
        wydaje z siebie chociaz wzietych poetek i pisarek? Dlaczego Nutria pisze wiersze
        tylko do zeszytu? Dlaczego nie wydaje fioletowych tomików?
        W koncu by sie to oczytanie przydalo i nurzanie w literach..
        Mam w ogóle wrazenie, ze oczytanie Borejków glównie sluzy im .. jako czcza
        rozrywka, eskapizm, narkotyk i samopoblazanie ;P
        Któras z Was napisala kiedys tak ladnie "chwila dla siebie to nie jest wartosc,
        która promuje Jezycjada".. i ja uwazam, ze skoro sie gniezdza sobie tak na
        glowie, to czytanie to jedyny moment, jaki maja dla siebie. Jedyne miejsce,
        gdzie sie moga odgrodzic od reszty, od tych wszystkich dobrych oczu i dzielnych
        usmiechów, to nawet nie lazienka, tylko.. ksiazka :) A rozmawiaja ze soba potem
        o bohaterach albo przerzucaja cytatami. No i jeszcze maja korzysc, ze moga
        snobizowac i spogladac z góry na tych, co tak maniacko nie czytaja lit.pieknej...

        Porównajmy z takimi "ubogimi" Lelujkami: Wiktor fotografuje, Adrian-samuraj
        cwiczy karate i medytuje, Lucek cos tam tez robi, do tego chadzaja razem na
        jazzowe koncerty ;P i prowadza maly biznes. I to wszystko juz w liceum. Do tego
        tez humanisci, wiec cos tam pewnie i czytaja..
        A pieciogwiazdkowe Pyziakówny? Nic. A Ignas maly? Oprócz odrabiania lekcji nie
        robi nic. Lusia? Oprócz bycia chodzacym slownikiem? Nic. Jedyny Józinek rabie na
        podwórzu w pilke, bo jest glównym macho w rodzinie.. ma klopoty z
        ortografia/gramatyka, ale na forach udaje doroslego ;P
        Dzieci ani nastolatki ani dorosli Murejkowscy nie pisza, nie maluja, nie rysuja,
        nie chodza na ceramike do Zamku do pani Irenki Zak, nie chodza do chórów, nie
        chodza na gimnastyki ani na zadne sporty po lekcjach.. Tylko na swieta czy na
        urodziny obdarowuja sie wycinankami..
        • nessie-jp Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 06.01.09, 17:20
          Ignaś jest zapędzany (chyba przez Grzesia?) na pływalnię.

          W dawnych czasach bywało lepiej
          • lezbobimbo Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 06.01.09, 18:38
            A - i Nutria oprócz zielnika miala tez gitare, na której grywala i spiewala.

            Nie tylko dopominam sie o hobby i zainteresowania pozadomowe, ale i o jakas
            domowa twórczosc - oni tak czytaja i czytaja, a nic z tego wlasciwie nie
            wynika.. czym sie rózni ich wchlanianie ksiazek od wchlaniania telewizji czy
            filmów? :)
        • a_weasley Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 14.01.09, 20:24
          lezbobimbo napisała:

          > Dlaczego Nutria pisze wiersze tylko do zeszytu?
          > Dlaczego nie wydaje fioletowych tomików?

          A co za różnica?

          > Lusia? Oprócz bycia chodzacym slownikiem? Nic.

          Ostatnio ukazała się powieść Małgorzaty Musierowicz pt. "Sprężyna". Z powyższego
          widzę, że nie czytałaś, więc polecam.
          • croyance Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 14.01.09, 22:15
            Ja czytalam, ale dalej nie widze, zeby Lusia interesowala sie czyms
            innym, niz kolkiem polonistycznym (i to dosc obsesyjnie).
            • a_weasley Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 17.01.09, 13:50
              croyance napisał:

              > Ja czytalam, ale dalej nie widze, zeby Lusia
              > interesowala sie czyms innym, niz kolkiem
              > polonistycznym (i to dosc obsesyjnie).

              To źle, że dziecko ma jakąś pasję?
              • lezbobimbo Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 17.01.09, 14:42
                a_weasley napisał:
                > croyance napisał:
                > > Ja czytalam, ale dalej nie widze, zeby Lusia
                > > interesowala sie czyms innym, niz kolkiem
                > > polonistycznym (i to dosc obsesyjnie).
                > To źle, że dziecko ma jakąś pasję?

                To jest jej jedyna obsesja, nie sympatyczna pasja. I to tylko jedna. Jakby w
                szkole nie bylo innych przedmiotów, w tym i humanistycznych, które tez moglyby
                ja zainteresowac. Albo poza szkola, moglaby tez chadzac na inne kólka niz
                polonistyczne, moglaby miec inne kolezanki niz wyznawczynie Naszpana, moglaby
                tanczyc, zbierac kasztany, kamienie, samochodziki czy liscie jak ciocia Nutria,
                chodzic na ceramike do pani Ireny Zak w zamku czy biegac ze skakanka albo kopac
                pilke z bratem..
                Strasznie papierowa ta dziewczynka ;)

                W dodatku jakas dziwna ta obsesja, Lusia oto przechwala sie dziadkowi, ze zna
                slowo antropomorfizm (w dodatku jaki bezsensowny kontekst!) a nie umie wymówic
                Fidelis.
                • lezbobimbo Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 17.01.09, 15:05
                  Zreszta zauwaz, jakie zainteresowania i pasje maja normalniejsze a nadal
                  inteligentne Jezycjadowe dzieci, czyli Bobcio, Mamerciatka, male Nutria z
                  Pulpecja, czy Genialna Geniusia.
                  Bobcio osnuwa dom swoimi chrzeszczacymi zolnierzykami, traktorem, czyta Misia,
                  bawi sie z Nowakowskim w piaskownicy, trenuje myszki, maluje slynne pisanki i
                  czolgi w zeszycie Danki. Eksperymentuje ze slowami na s i zadaje doroslym
                  szalone acz niesmiertelne i prawdopodobne pytania, a nie wyglasza oredzi
                  gramatycznych na temat wykrzykników czy podmiotu, albo "antropomorfizmu".
                  Mamerciatka psoca, spiewaja wlasna niesmiertelna twórczosc, bawia sie klockami
                  Lego i w piaskownicy, gdzie tez robia wynajem; Nutria z Pulpa tez psoca i sie
                  bawia na wiele sposobów, chociaz to Borejkówny; Geniusia chociaz córka
                  nauczycielki i entelygenta, zajmuje sie wszystkim innym niz gramatyka i
                  odrabianiem lekcji - jakze ludzkie i normalne dla dzieci jest chociazby jej
                  pragnienie pójscia do Zoo! A Lusia co? Odzegnuje sie od "nudnej malpy" w wierszu
                  tak jak maly swir lotofag Miagwa od robaczków...

                  Nawet male Pyza z Laura bawia sie lalkami, robia ajntop, chodza na plac zabaw,
                  robia wywiady dla Borejko Station, Laura spiewa, rzepola na akordeonie od
                  dziadziusia czy zajmuja sie obrzedami poganskimi na Sobótke ;) Pyza jeszcze
                  miala jakowas kolezanke z która rozmawia przez telefon, zanim jeszcze wszyscy
                  Borejkowie zupelnie zwariuja i odetna sie od ludzkich rozrywek i przyjaciól,
                  lacznie z Pyza sama..
          • lezbobimbo Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 17.01.09, 14:37
            a_weasley napisał:
            > lezbobimbo napisała:
            > > Dlaczego Nutria pisze wiersze tylko do zeszytu?
            > > Dlaczego nie wydaje fioletowych tomików?
            > A co za różnica?

            Wielka, ale skoro nie rozumiesz, to nie wiem czy jest sens to tlumaczyc. To mógl
            byc jej ukochany zawód i cos, w czyms sie znakomicie sprawdza, ale ona pisze
            tylko prywatnie, nikt tego nie czyta a potem o Nutrii slyszymy jedynie, ze
            oddala sie produkcji dzieci nie tomików.

            > > Lusia? Oprócz bycia chodzacym slownikiem? Nic.
            > Ostatnio ukazała się powieść Małgorzaty Musierowicz pt. >"Sprężyna". Z
            powyższego> widzę, że nie czytałaś, więc polecam.

            Sluchalam pierwszego rozdzialu dzieki dobroci Kotuli, wiecej mi nie trzeba ;P
            I juz tam Lusia jest jednym z najbardziej niemozliwych, nieprawdopodobnych i
            wkurzajacych stworzen (obok Miagwy i Józinka) w Jezycjadzie. Slowniki,
            gramatyka, milosc do polonisty oraz nieznosne przemadrzanie sie na tematy
            polskiego sa jej jedyna obsesja, a ma dopiero 8 czy 9 lat.
            No i to nabozenstwo w stosunku do rzekomo genialnego kuzyna...
            • justyna302 Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 18.01.09, 22:26
              lezbobimbo napisała:

              > a_weasley napisał:
              > > lezbobimbo napisała:
              > > > Dlaczego Nutria pisze wiersze tylko do zeszytu?
              > > > Dlaczego nie wydaje fioletowych tomików?
              > > A co za różnica?

              Zaraz Wam rozjaśnię dlaczego:) Bo publikowała zupełnie co innego!!! Właśnie się
              przeziębiłam, nosa z domu nie wytykam i w 2 godziny pod kocykiem odświeżyłam
              Noelkę i oto na jaki kwiatek natrafiłam. Otóż Natalia ".. była na drugim roku
              polonistyki i pisała piękne wiersze wzorowane nieco na Rilkem, oraz poetycką
              prozę o samotności i braku zrozumienia (jej przez świat). PUBLIKOWAŁA TEŻ
              recenzje teatralne, nie całkiem moze zrozumiałe, ale, zdaniem rodziny,
              nadzwyczaj głębokie."
              A zatem nie tylko mamy dowód, że Natalia nie pisywała wyłącznie do szuflady, ale
              do listy borejkowskich pasji możemy dopisać kolejną - TEATR!!! :)))
              • lezbobimbo Re: Slowo przeciw Borejkom + leseferyzm a talenta 19.01.09, 10:27
                justyna302 napisała:
                > Zaraz Wam rozjaśnię dlaczego:) Bo publikowała zupełnie co
                >innego!!! Właśnie się> przeziębiłam, nosa z domu nie wytykam i w 2
                godziny pod kocykiem odświeżyłam> Noelkę i oto na jaki kwiatek
                natrafiłam. Otóż Natalia ".. była na drugim roku
                > polonistyki i pisała piękne wiersze wzorowane nieco na Rilkem,
                oraz poetycką> prozę o samotności i braku zrozumienia (jej przez
                świat). PUBLIKOWAŁA TEŻ> recenzje teatralne, nie całkiem moze
                zrozumiałe, ale, zdaniem rodziny,
                > nadzwyczaj głębokie."> A zatem nie tylko mamy dowód, że Natalia
                nie pisywała wyłącznie do szuflady, al>e> do listy borejkowskich
                pasji możemy dopisać kolejną - TEATR!!! :)))

                Ach wreszcie jakis soczysty cycat! Dzieki Ci Justyno i zdrowiej
                szybko :)
                Tylko - czy aby Nutria publikuje dalej? Czy pisze w ogóle jeszcze
                cokolwiek (niechby i po kryjomu przy jednoczesnym sciuboleniu synom).
                Czy nadal utrzymuje sie z tlumaczen?

                I jakos tak te Borejki.. nic tylko antyk, teatr, opera, Mickiewicz..
                czy oni aby znaja inne pasje, powstale PO wynalezieniu kinomatografu
                i telegrafu? :) Mlodziezowa Laura jeszcze dopuszcza jazz
                nowoorleanski ;P

                (no dobrze... smigaja do kina na filmy romantyczne - ale czy ktos
                sie pasjonuje tak jak Baltona Jarmuschem? :)
      • anchema Re: Edukacja 07.01.09, 00:38
        Borejki mogli wysłać dzieci do prywatnej katolickiej szkoły np. do Urszulanek
      • croyance Re: Edukacja 14.01.09, 20:23
        Taki Ignas moze wyrosnac na kogos wiecznie sfrustrowanego, kto nie
        jest i nie moze byc zadowolony z tego, gdzie jest - bo jest przeciez
        stworzony do rzeczy wyzszych - a jednoczesnie nie miec idwagi tych
        wyzszych rzeczy sprobowac i sprawdzic sie w konkurencji (bo wtedy
        prysnie mu cala iluzorycznie budowana na byciu geniuszem samoocena),
        Sytuacja bez wyjscia, no.
    • iwka.j.k Re: Edukacja 06.01.09, 14:50
      Jak sobie przypominam to Ignacy Borejko wygłosił swój poląd na
      kwestie edukacji po maturze oblanej przez Patrycję - było coś w
      stylu: zdrowa dziewczyna, inteligentna, z dostępem do bogatej
      biblioteki powinna zdać coś tak prostego jak egz. maturalny. W sumie
      miał rację.
      A co do szkół prywatnych czy społecznych to akurat w mojej okolicy,
      o ile
      się orientuję, nie ma szczególnie godnych polecenia. Może w Poznaniu
      jest podobnie. Jeżeli miałabym tam posłać dziecko to tylko ze
      względu na niebecność meneli. Myślę, że korzyści naukowe, takie same
      lub większe, odniosłoby w dobrej szkole publicznej. Ja regularnie
      patrzę na wyniki egzaminów, liczbę laureatów olimpiad, etc, to są
      jednak jakieś wskaźniki przy wyborze i nie zauważyłam żeby łódzkie
      szkoły prywatne się w takich rankingach wybijały. Takie szkoły,
      które byłyby moim zdaniem warte zachodu to te obcojęzyczne szkoły w
      Warszawie, ale na nie i tak nie byłoby nas stać, a poza tym są za
      daleko.
      • nessie-jp Re: Edukacja 06.01.09, 15:57
        > stylu: zdrowa dziewczyna, inteligentna, z dostępem do bogatej
        > biblioteki powinna zdać coś tak prostego jak egz. maturalny. W sumie
        > miał rację.

        A jak się okazało, jednak nie miał. Inteligencja i zdrowie nie wystarczą --
        potrzeba jeszcze sporo pracy. I dobrych nauczycieli.

        No i gdzie niby Pulpa miała dostęp do tej bogatej biblioteki? Bo przecież nie w
        domu, gdzie czytuje się wyłącznie klasyków antyku. Inne książki Ignacy Borejko
        zaczął kupować dopiero Ignacemu Grzegorzowi (encyklopedia i coś tam jeszcze).

        Ignacy jak zwykle oderwany od rzeczywistości.
        • lezbobimbo Re: Edukacja 06.01.09, 16:32
          Encyklopedie Laroussa dla dzieci to dziadzius kupil Laurze i Pyzie, jak byly
          male. Tylko Laura z tego cos zapamietala o ksiezycu. Moze to ona powinna byla
          pójsc na astronomie ;)
        • taria Re: Edukacja 06.01.09, 17:28
          Cytat
          zdrowa dziewczyna, inteligentna, z dostępem do bogatej
          biblioteki powinna zdać coś tak prostego jak egz. maturalny. W sumie
          miał rację.

          G... prawda, że tak się wyrażę. Po pierwsze ten egzamin, który
          oblała, wybiegając z sali egzaminacyjnej był z matematyki. Szczerze
          wątpię, żeby rodzina Borejków posiadała w swych bogatych zasobach
          jakieś pozycje popularyzujące matematykę czy inne przedmioty ścisłe,
          lub chociaż tak popularne obecnie poradniki w stylu "jak zdać maturę
          ustną z..."

          Po drugie, Patrycja już w okolicach Wielkanocy zaczyna przejawiać
          objawy depresji przedmaturalnej, a nakładające się na to kłopoty
          sercowe powodują u niej kompletny paraliż woli - siedzi i odlicza
          dni do matury. Jakim cudem cała kochająca się rodzina nie zauważyła
          przemiany energicznej i pewnej siebie dziewczyny w znerwicowane
          zombie?
          Otóż zauważyła, tylko została w znany już sposób zakrzyczana przez
          Ignacego:
          "- Z pewnością nie ma tremy ten, kto uczył się wytrwale _- zauważył
          ojciec z niezadowoleniem, rzucając mamie spojrzenie znaczące. - Suae
          quisque fortunne faber.(...) Cóż, jeśli idzie o mnie, czas matur
          powitałem z ulgą i radością. Cieszyłem się, że będę mógł wykazać się
          swą wiedzą. Zawsze to lubiłem."
          Czyli przekładając na nasze: "Ja zdałem maturę i ty też zdasz, nie
          wydziwiaj" zamiast jakiegokolwiek wsparcia.
          Ja rozumiem, że dla Borejków to były trudne finansowo czasy, brak
          pieniędzy na korepetycje itp. Jednak nie wierzę, że matematyk
          Grzesio odmówiłby Pulpie pomocy, a siostra na polonistyce nie
          poświęciłaby godziny dziennie na przygotowanie jej do egzaminu.
          • nessie-jp Re: Edukacja 06.01.09, 18:01
            > Grzesio odmówiłby Pulpie pomocy, a siostra na polonistyce nie
            > poświęciłaby godziny dziennie na przygotowanie jej do egzaminu.

            Grzesio był wtedy w rodzinie "nowy" i chyba Pulpa za bardzo za nim nie
            przepadała
            • lezbobimbo Re: Edukacja 06.01.09, 23:49
              > Po prostu
          • kkokos Re: Edukacja 06.01.09, 19:28
            > "- Z pewnością nie ma tremy ten, kto uczył się wytrwale _- zauważył
            > ojciec z niezadowoleniem, rzucając mamie spojrzenie znaczące. - Suae
            > quisque fortunne faber.(...) Cóż, jeśli idzie o mnie, czas matur
            > powitałem z ulgą i radością. Cieszyłem się, że będę mógł wykazać się
            > swą wiedzą. Zawsze to lubiłem."
            > Czyli przekładając na nasze: "Ja zdałem maturę i ty też zdasz, nie
            > wydziwiaj" zamiast jakiegokolwiek wsparcia.

            ja bym to na nasze przełożyła zupełnie inaczej. "ja zdałem i ty tez zdasz, nie
            wydziwiaj" to byłby wręcz ciepły tekst w porównaniu z tym, co IMO ignacy tak
            naprawdę powiedział. ja jego słowa rozumiem raczej "ja byłem wspaniały. a jeśli
            ty nie jesteś, jest to wyłącznie twoja wina, bo nie uczyłaś się wytrwale". czyli
            jak zwykle ignac nie widzi nic poza czubkiem własnego (no dobra, szeroko
            pojętego, bo mieszczącego też zainteresowania naukowe) nosa.


      • lezbobimbo Re: Edukacja 06.01.09, 16:30
        Tu dal Ignac popis swej gruboskórnosci jak zwykle ;P
        W tej bibliotece domowej nie ma raczej wiele oprócz antyku i romantyzmu.
        Przeciez oni nic innego nie czytaja tylko Seneke, Plutarcha, Mickiewicza.. I
        jeszcze Mila w kólko Lawransa oraz kryminaly chylkiem.

        A w liceum polskim sa tez zupelnie inne przedmioty do zdawania niz lacina i
        okres romantyzmu w lit. pol. - chociazby Pulpecjowa matematyka, z która sie
        borykala, nieszczesna! Jakos nie pamietam, zeby ktos z nich zaczytywal sie przy
        herbacie traktatami matematycznymi czy obliczal wzory fizyczne, nie robia tez w
        domu fascynujacych doswiadczen z pogranicza biol-chem..
        Potem kiedy taka z kolei humanistyczna Pyza pyta, co to jest heterozygota, nikt
        nie odpowiada. Czy oni znaja sie na czyms poza literatura piekna i jolkami?
        Jedna tylko Laura przez chwile zapisuje fascynujace wiadomosci o roztworach, ale
        to chemia w szkole podstawowej i potem nic z tego nie wynika. Zadne dziecie nie
        destyluje bimbru dla babci ani nie fabrykuje z ciekawosci weza faraona ani
        takich róznych wyskoków ;)

        No i jakze kochany ojczulek Borejko, nie zauwaza problemów z nauka swej córki -
        a przeciez prymusowanie tak dla nich wazne? - do tego Pulpa zakochala sie i
        miala niejaka depresje egzystencjalna - nie zdaje w koncu matury, a ten jeszcze
        dokopuje lezacej, podkreslajac, ze on, on to wszystko zdal spiewajaco i kocha
        sie uczyc. Taaa, jako chór grecki to on sie nagle budzi..
        W dodatku Mila przemienia sie wlasnie wtedy w kostuchne i lodowate lody podaje.
        Zero pomocy czy wsparcia dla Pulpy pokrzywdzonej. W BBB mlódz licealna (w tym
        Nutria chyba tez!) zostaje zapedzona do Zaczka. Czemu nie powtórzono tych
        radosnych i kompetentnych korepetycji z Pulpa? Zaczkowie potrafili nawet gnusna
        Danusne przygotowac na wszelakie egzaminy..
        • iwka.j.k Re: Edukacja 07.01.09, 08:18
          Patrycja pochodziła z domu, gdzie od dziecka wpaja się miłość do
          wiedzy, podkreśla wagę wykształcenia. W takim domu matura, zwłaszcza
          w latach 90., kiedy ten egzamin był formalnością (wiem, bo sama
          zdawałam niedługo po Patrycji ;-), mogła nie być traktowana jako
          szczególne osiągnięcie, po prostu była oczywistym etapem życia (tak
          jak w niektórych rodzinach pierwszy wyrok karny po ukończeniu 17
          r.ż). Osiągnięcia edukacyjne u Borejków liczone są pewnie od
          doktoratu wzwyż. I moim zdaniem rzeczywiście osoba z inteligenckiego
          domu, zdrowa, z dostępem do "bogatej biblioteki" (ja tę bogatą
          bibliotekę rozumiem trochę symbolicznie, poza tym do nauki
          matematyki wystarczyły podręczniki i zbiór zadań Dróbki i
          Szymańskiego ;-)powinna zdać z biegu śpiewajaco. A z pisemnych to
          Patrycja miała słabe trójczyny, o ile pamiętam.
          Ale zdecydowanie zgadzam się, ze rodzina skandalicznie zaniedbała
          Patrycję, z tym, że to akurat pierwotnie nie było tematem wątku.
          Przede wszystkim Patrycja nie była zupełnie zdrowa, miała coś na
          kształt depresji, co zostało przez rodziców zignorowane. Poza tym o
          ile upieram się, że matura była w tamtym okresie formalnością, to
          egzaminy na studia już na pewno nie i tej kwestii na pewno należało
          dopilnować. A na dodatek troskliwi rodzice powinni przeanalizowac z
          córką wybór kierunku studiów. Ekonomia nie pasowała do Patrycji,
          motywacja w postaci chęci noszenia żakietów w pepitkę była śmieszna
          przy wyborze rodzaju wykształcenia i tę kwestię należało z dzieckiem
          mocno przeanalizować. Pozostawienie takiego wyboru bez słowa jest
          moim zdaniem wyrazem braku dbałości o córkę. Podobnie oceniam wybór
          astronomii przez Różę - przecież w Imieninach była urodzoną
          humanistką, ze wstrętem do przedmiotów ścisłych. A na marginesie to
          Mila Borejko również z głupiego powodu wybrała studia...
          • verdana Re: Edukacja 07.01.09, 18:24
            Mój ojciec z profesorskiej rodziny od pokoleń, z bogata biblioteką
            (ojcec ojca nie żyl wprawdzie, ale babcia była bibliotekarką),
            wykształcenie w tej rodzinie pierwsze w hierarchii celow, co drugi
            czlonek rodziny w encyklopedii, bez doktoratu jak bez spodni - oblał
            maturę z dwoch przedmiotów. Nie do konca wprawdzie ze swojej winy,
            ale tez nie do konca bez.
            Moja babcia do nie mogla nigdy zapomnieć, jak przyszedl załamany do
            domu i polozył się na tapczanie. Serce jej sie sciskało jeszcze 25
            lat poźniej, kiedy ojciec byl juz dawno profesorem zwyczajnym...
            Nie wyobrażam sobie takiej reakcji przyzwoitej rodziny na oblana
            mature, slowo daje.
          • nessie-jp Re: Edukacja 07.01.09, 18:29
            Dodam jeszcze, że rodzice powinni poważnie się zainteresować, dlaczego
            inteligentna i zdrowa córka z inteligenckiego i zdrowego domu koniecznie chce
            studiować leśnictwo, skoro nigdy przedtem żadnych leśnych inklinacji nie wykazywała.

            Ot, kolejna bohaterka Jeżycjady idzie na mężologię
            • taria Re: Edukacja 07.01.09, 18:59
              nessie-jp napisała:

              > Dodam jeszcze, że rodzice powinni poważnie się zainteresować,
              dlaczego inteligentna i zdrowa córka z inteligenckiego i zdrowego
              domu koniecznie chce studiować leśnictwo, skoro nigdy przedtem
              żadnych leśnych inklinacji nie wykazywała.

              Przypuszczam, że z uwagi na to, że poprawkową maturę zdała w
              sierpniu, najciekawsze kierunki były już zajęte. To jeszcze nie były
              te czasy, gdy uczelnie przyjmowały każdego chętnego i odsiewały
              studentów po pierwszej sesji. Zakładam, że Borejkowie naciskali
              bardzo na Pulpę, żeby rozpoczęła jakieś studia, zamiast czekać na
              czerwcowy nabór na ekonomii, a na opłacenie jej studiów zaocznych
              nie było ich stać. Poza tym, jeśli wybrała kierunek wspólnie z
              chłopakiem, to można przerzucić na niego obowiązek wsparcia
              Patrycji, żeby zaliczała egzaminy w terminie ;)
              • nessie-jp Re: Edukacja 07.01.09, 19:38
                Ale właśnie to mi nie pasuje do obrazu inteligenckiego domu. Człowiek
                inteligentny nie idzie na studia, byle iść na studia
                • madame-bovary Re: Edukacja 08.01.09, 10:51
                  (Zresztą, czy Pulpa ma jakiekolwiek zainteresowania oprócz popielniczek i
                  Baltony? Trudno studiować popielniczkarstwo...)

                  Wyśmienity cytat :D I bardzo trafny.
              • zaisa Leśnictwo 19.01.09, 13:11
                taria napisała:

                > nessie-jp napisała:
                >
                > > Dodam jeszcze, że rodzice powinni poważnie się zainteresować,
                > dlaczego inteligentna i zdrowa córka z inteligenckiego i zdrowego
                > domu koniecznie chce studiować leśnictwo, skoro nigdy przedtem
                > żadnych leśnych inklinacji nie wykazywała.
                >
                > Przypuszczam, że z uwagi na to, że poprawkową maturę zdała w
                > sierpniu, najciekawsze kierunki były już zajęte.

                Nie wiem, jak w Poznaniu, ale w w-wskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego
                w I połowie lat 90-siątych Wydział Leśny nie był kierunkiem-zapchajdziurą i na
                niedostatek kandydatów nie cierpiał. I małe szanse, żeby ktoś po maturze
                poprawkowej tam się dostał. Zwłaszcza ktoś, kto był w klasie humanistycznej i co
                najmniej od ostatniego semestru przed maturą praktycznie biologii nie miał. A
                wcześniej się nią raczej nie interesował. I był dziewczyną na dodatek ;)

                Ale studiowanie mężologii strasznie mnie męczyło.

                A macie doświadczenia z przedszkolami prywatnymi/państwowymi?
            • anutek115 Re: Edukacja 08.01.09, 20:34
              Moja droga, mówisz o rodzicach, którzy w dniu oblania przez Patrycję matury
              ZAPOMNIELI ją spytać o to, jak jej poszło. Bo akurat świętowano Dzień Matki i
              małe Pyziakówny się produkowały teatralnie. A ty wymagasz, bo oni w ogóle
              zauważyli, czym interesuje sie (lub nie) ich dziecko i do czego ma talent :-/?
              • a_weasley Re: Edukacja 17.01.09, 13:29
                anutek115 napisała:

                > w dniu oblania przez Patrycję matury ZAPOMNIELI
                > ją spytać o to, jak jej poszło.

                Przypuszczam, że Mila czuła, jaką usłyszy odpowiedź. To była czwarta maturzystka
                w tym domu, plus niezliczone klasówki, odpytywania, poprawiania itp.
                • ginny22 Re: Edukacja 17.01.09, 13:39
                  Bardzo możliwe. Ale i tak nie tlumaczy, dlaczego nikt jej o to nie
                  spytał, choćby dyskretnie i na boku. Matura to jednak jest duża
                  rzecz.
                  • a_weasley Re: Edukacja 17.01.09, 13:53
                    ginny22 napisała:

                    > Bardzo możliwe. Ale i tak nie tlumaczy, dlaczego
                    > nikt jej o to nie spytał, choćby dyskretnie i
                    > na boku. Matura to jednak jest duża rzecz.

                    Oczywiście, że tę scenę można inaczej rozegrać, już to widzę, pytające
                    spojrzenie, ruch głowy, drugie spojrzenie, drugi ruch głowy, pytający
                    nieznacznym ruchem brody wskazuje kuchnię... ale wątpię, by się dało uniknąć
                    przekształcenia tego w ogólną konferencję teraz, zaraz, natychmiast.
                • anutek115 Re: Edukacja 17.01.09, 21:18
                  a_weasley napisał:

                  > Przypuszczam, że Mila czuła, jaką usłyszy odpowiedź.

                  Ani chybi przyczynek do słynnej borejkowskiej dyskrecji?...

                  To była czwarta maturzystk
                  > a
                  > w tym domu, plus niezliczone klasówki, odpytywania, poprawiania itp.

                  Ty to powaznie piszesz, czy to jakas dziwna prowokacja? Czy ja dobrze rozumiem,
                  że twoim zdaniem (no, mam nadzieje, że nie twoim zdaniem. Ale zdaniem, które w
                  jakis tam sposób rozumiesz) fakt, że nikt się nie interesuje maturą czwartego
                  dziecka jest usprawiedliwiony, bo dziecko jest ostatnie i zabrakło dla niego
                  uwagi, wyczerpanej na dzieci wczesniejsze? Matura mojej najbliższej przyjaciółki
                  była piąta w jej rodzinie. I pod wzgledem zainteresowania rodziców, telefonów z
                  pracy, palenia świeczki w intencji itp. nie różniła się niczym od poprzednich
                  czterech matur (i jednej późniejszej, najmłodszego dziecka). Zawsze to własnie
                  wydawało mi się normalne - brak zainteresowania maturą Pulpy jest dla mnie albo
                  gigantyczną wpadką pani MM, albo dowodem na nie mniej gigantyczną oschłość i
                  obojętność Borejków.
    • rozdzial43 Re: Edukacja 17.01.09, 21:01
      cześć, jestem nowa i odkryłam to forum z miną kogoś "kto odkrył brylant w kaszance". Co do edukacji borejkowskich dzieci - absolutnie niewskazane jest poslanie ich do prywatnych szkół. Już i tak Miągwa, Łusia, a nawet Józinek są nadeci i wielce krytyczni wobec normalnych, brzydkich i nieelokwentnych ludzi, wśrod ktorych - czy tego chca czy nie - bedzie się toczyc ich dorosle zycie. Niech lepiej przywykają do tego, ze bedzie trudno. Po co rozwijac w nich iluzję, ze swiat jest zlozony z ludzi im podobnych. Poza tym szkola - poza cwiczeniem intetektualnych miesni - ma za zadanie przygotować dziecko do doroslego życia, cwiczyc inteligencje emocjonalna i spoleczna. Zwlaszcza Ignas powinien to cwiczyc. Po co utwierdzac go w nadziei, że uniknie życiowych nieprzyjemności izolując się od prostactwa i glupoty. Ha! powinien tez kochac prostakow i glupich, bo to tez bliźni.
      • nessie-jp Re: Edukacja 17.01.09, 21:36
        rozdzial43 napisała:

        > cześć, jestem nowa i odkryłam to forum z miną kogoś "kto odkrył brylant w kasza
        > nce".

        Hehe, uwielbiam ten cytat :)

        Cześć i czołem :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka