Dodaj do ulubionych

Coś w kwestii w Gabrieli Borejko

01.03.09, 14:27
Od pewnego czasu poczytuję sobie forum i muszę powiedzieć że jestem
trochę zdziwiona ocenami i charakterystyką Gaby. Od razu
zaznaczam,że czytanie Jeżycjady zakończyła parę ładnych lat temu na
tomie Nutria i Nerwus, więc być może moje zdziwienie wynika po
prostu z niewiedzy.
Wiele osób pisze o Gabrysi jako o osobie toksycznej, rozpamiętującej
bez przerwy krzywdę jaką wyrządził jej były mąż, robiącej z siebie
męczęnnicę.
Mnie od momentu ślubu z Grzegorzem Gabriela wydawała się szczęśliwą
i spełnioną kobietą. W Pulpecji jest taka scena gdy Patrycja prosi
najstarszą siostrę o poradę w sprawach męsko-damskich. Gabriela
odpowiada wtedy Pulpie, że w związku najważniejsza jest
odpowiedzialność. A jej malżeństwo nie wypaliło dlatego, że Janusz
nigdy nie był odpowiedzialny. Gabrysia wydawała się mi tu całkiem
pogodzona z faktem że pierwszy mąż ją porzucił, nie było w niej
wielkiego żalu, frustracji. Rozumiała czemu wszystko potoczyło się
tak , a nie inaczej.
A w tomie NiN Gaba sprawia wrażenie kogoś zupełnie szczęśliwego.
Pochłonięta swym synkiem Motylkiem, zupełnie nie myśli o Pyziaku. I
jest zadowolona z malżeństwa ze Strybą.

Czy w następnych tomach Gaba tak diametralnie się zmienia? Czy
zaczyna rozpamiętywać porzucenie i rozwód, mimo faktu bycia
szcześliwą mężatką?

Zawsze się mi wydawało że z dwóch córek Gabrysi to Laura jest
bardziej kochana i ceniona. Róża od najmłodszych lat pomaga w domu,
często ponosi odpowiedzialność za wybryki młodszej siostry, jest po
za tym traktowana jak ktoś głupszy od Laury.
Laura nic nie musi,uważana jest za kogoś bardzo dowcipnego i
inteligentnego. Wszystko jej uchodzi na sucho,nawet kradzież
pieniędzy.Gdy czytałam NiN to żal mi było Pyzy, a nie Laury.
Obserwuj wątek
    • anutek115 Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 14:47
      Nie, chyba nie "robiącej z siebie męczennicę" tylko "zachowującą się jak
      meczennica", to trochę co innego. Gaba nie oddaje się przyjemnościom, nie, nie
      wiem jak to ująć, zabiega (?) o to, by mieć chwilę dla siebie, wręcz odczuwa
      wyrzuty sumienia, gdy przez moment odpoczywa... Jako wyrodna matka to piszę ;-)
      - dla mnie to jest zachowanie godne męczennicy!

      Mnie się wydaje, że już w "Pulpecji" był ten dziwny rozdźwięk między szczęśliwą
      Gabą, którą opisuje autorka, a tym, co widać pod spodem - w rozmowie, którą
      zacytowałaś mnie uderzyło, że Pulpa wręcz się tłumaczy, czemu zadaje takie
      pytania, a Gaba odzywa się początkowo Z REZERWĄ, co mnie niemiło uderzyło, bo
      nie rozumiem, jak można z rezerwą odpowiadać na niewinne pytanie własnej siostry?

      Gaba w sumie nie rozpatruje swojego rozwodu. Tylko książki roją się od wzmianek
      o nagłym milknięciu, jak się powie słowo "Pyziak", rodzinie, która omija temat
      szerokim łukiem, potepiających spojrzeniach, gdy Laura zapytuje o ojca, no i
      Gabie, której łzy napływają do oczu i której dzielna twarz martwieje na
      najmniejszą wzmiankę o byłym mężu.

      "Gdy czytałam NiN to żal mi było Pyzy, a nie Laury."
      To zupełnie jak mi :-).

      Tylko, że Laura nie wydaje mi się bardziej kochana. Raczej bardziej zaniedbana
      wychowawczo. W jej wypadku każdy problem też jet mijany szerokim łukiem (a w
      wypadku nastolatki to się mści, moim zdaniem, dużo bardziej, szybciej i głośniej
      niż w wypadku osoby dorosłej, jaką jest Gaba), i rodzina wydaje się jej bardziej
      bać, niż ją kochać.
    • nighthrill Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 14:48
      A ja tę rozmowę z Pulpą odbieram jako właśnie bardzo nienaturalną - Gabriela
      krzywi się z bólem, mówi "Oj, zadajesz osobiste pytania", o Januszu mówi
      niechętnie, na przydechu. O Grzegorzu nie mówi za to nic, po prostu używa
      frazesów o miłości typu "Miłość to jest trwanie". Ale nie wynika z tego, że
      dopiero przy Grzegorzu zrozumiała, czym owa miłość jest.
      W kolejnych tomach, w "Tygrysie i Róży" zdaje się, wypływa kwestia poszukiwania
      ojca przez Laurę. I wygląda na to, że cała rodzina nie chce/boi się/nie widzi
      potrzeby z Laurą, czy obiema dziewczynkami, o Januszu rozmawiać. Natalia pyta
      Gabrielę z wielkim strachem "Ale ty naprawdę nie wiesz, gdzie on jest, czy tylko
      tak mówisz?", na co Gabriela reaguje w stylu "No wiesz! Jak mogłaś?!". Widać, że
      kwestia odejścia Janusza jest przez całą rodzinę, również dalszych jej członków,
      nieprzepracowana.
    • ding_yun Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 14:54
      Witaj :)

      Rzeczywiście Twój odbiór Gaby może być spowodowany tym, że nie czytałaś dalszych
      tomów.

      To, co mi przychodzi na myśl a propos Twoich spostrzeżeń - po pierwsze
      "Pulpecja". Piszesz, że podczas rozmowy z Pulpą Gaba sprawia wrażenie pogodzonej
      z losem. Ale chyba w tej samej książce jest fragment, w którym Ida wspomina
      Pyziaka, a Gaba reaguje niemal histerycznie i żąda, żeby o nim nie mówić i nie
      rozdrapywać starych ran.

      Jeśli chodzi o Laurę, to na początku NiN jest opisane, jak Laura chce wejść do
      pokoju gdzie Gaba śpi z Motylem, ale czujw się tam zbędna i niepotrzebna, czuje
      się intruzem i w końcu idzie do siebie. To chyba świadczy o tym, że Gaba nie
      okazywała jej wystarczająco dużo uczucia. Tego nie da się ocenić obiektywnie,
      Róży wystarczało to, co miała, Laurze trzeba było więcej, aby się czuć akceptowaną.

      Żeby zrozumieć naszą niechęć do Gaby musiałabyś przeczytać dalsze tomy. Już w
      Imieninach następuje totalne odwrócenie ról między siostrami, Pyza jest tą
      dobrą, Laura tą złą. I tak już zostaje, a wręcz się nasila gdy Laura zaczyna się
      domagać informacji o swoim ojcu. Gabriela zupełnie nie umie przeprowadzić z nią
      normalnej, rzeczowej rozmowy, ucieka od tematu, reaguje płaczem i ogólnie od
      tego właśnie momentu zaczyna zgrywać pokrzywdzoną. Laurze Borejkowie z Milą na
      czele przylepiają plakietkę czarnej owcy, która poszukuje ojca wyłącznie po to,
      aby zrobić na złość Gabrieli.

      Trochę nie na temat: dziś przyszło mi na myśl, o ile bardziej podobałaby mi się
      "Sprężyna" gdyby to Laura, a nie Gaba miała wypadek. Wyobraźcie sobie to
      odwrócenie - Róża cierpi na myśl, jaką była złą siostrą, zaniedbała Laurę, żeby
      zająć się Fryckiem i nigdy nie starała się jej naprawdę zrozumieć. Mila wyrzuca
      sobie, jak kiedykolwiek mogła nawet pomyśleć, że Tygrys stara się zrobić
      wszystko, żeby matka się przez nią zamartwiała. Ignacy spieszy czytać Laurze
      Pana Tadeusza, a Gaba dochodzi do wniosku, że ona była złą matką, a Laurą
      normalną dobrą córką. Sam smak.
      • nighthrill Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 15:35
        Obawiam się, że gdyby Laura miała wypadek samochodowy ( albo rowerowy) mogłaby
        zostać oskarżona o nieodpowiedzialność i chęć zwrócenia na siebie uwagi...
        • nessie-jp Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 16:49
          > zostać oskarżona o nieodpowiedzialność i chęć zwrócenia na siebie uwagi...

          No oczywiście
      • zaisa Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 05.03.09, 13:05
        ding_yun napisała:

        a Gaba dochodzi do wniosku, że ona była złą matką, a Laurą
        > normalną dobrą córką. Sam smak.
        >
        >

        Ależ Gaba była zdania, że Laura jest dobrą córką tylko "rogatą". W rozmowach z
        rodziną zasadniczo Laury broniła.
    • nessie-jp Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 17:00
      Problem z charakterystyką Gabrysi jest taki, że ona się przez blisko 20 lat
      małżeństwa z Grzegorzem wcale nie zmienia. Ciągle jest taka sama,
      ostrożno-rozpamiętująca Pyziaka, jak była w Noelce. Ciągle jej się oczy
      napełniają łzami za facetem, z którym spędziła 3 lata dwadzieścia kilka lat temu.

      Ja nie winię Gabrysi jako osoby za to, że jej charakterystyka jest niewarygodna
      i kupy się nie trzyma. Uważam, że autorka po prostu nie zaprezentowała jej
      dobrze, nie poradziła sobie z jej opisem. Usiłuje robić z Gabrieli świętą bez
      skazy, zawsze altruistyczną, zawsze myślącą o innych. A jednocześnie każe tej
      świętej zwalać całą winę za rozwód na Janusza*, każe jej reagować histerią na
      prośbę córeczki, która chce wiedzieć więcej o własnym ojcu, każe jej zaniedbywać
      dzieci z tego 'gorszego' małżeństwa, a całą uwagę poświęcać psychopacie
      Ignasiowi. W ten sposób z sympatycznej, ciepłej Gabrieli robi się jakiś
      dziwaczny potwór, niby to ciepły, ale jednak tylko na pozór, niby to dbający o
      innych, ale w gruncie rzeczy tylko po to, żeby poczuli, jacy to oni są źli i
      marni (Laura) albo mało pracowici i nieodpowiedzialni. Dba o wszystkich, tylko
      nie o własnego męża i córki.

      Wierzę, że autorka chciałaby przedstawić Gabrielę jako sympatyczną, spełnioną w
      życiu, ciepłą kobietę. Tylko że dlaczego wobec tego nie pokazuje, jak bardzo
      Gabriela kocha Grzegorza? Czy w ogóle? Widzimy, jak Grzegorz bez przerwy wyciąga
      rękę do Gabrieli, okazuje jej czułość, głaszcze, dotyka, gładzi, organizuje
      super randki w domku w lesie
    • wushum Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 18:15
      Otóż to, zgadzam się w rozciągłej pełni:) Pamiętam jak po części kiedy Gaba była
      w ciąży i wąchała..koperek, czy coś, patrząc z miłością na męża, pomyślałam, że
      nareszcie jest szczęśliwa.
      Potem rola niewzruszonego centrum przeszła na kogo innego, co mnie zdziwiło, bo
      czy szczęśliwa kobieta/szczęśliwy człowiek/ nie jest w stanie gór przenosić /i
      inne takie?/. Dalej okazało się, że Gaba nadal jest zamrożona w rozpaczy
      "poJanuszowej" i międli to w sobie. Nic jej nie cieszy. Związek z Grzegorzem
      polega na tym, że on zachowuje się jak zakochany służący, a dla niej jakby nie
      istnieje. Okej, rozumiem, że jest ot miłość jednostronna, chociaż dziwne, że w
      trakcie wąchania koperku wyglądało inaczej. Gabriela nie zauważa tego co dobre
      wokół niej, ona skupia się tylko na zmarszczkach Mili /która radzi sobie bardzo
      dobrze, więc nad czym rozpaczać?/, czy wpatruje się w krtań swego ojca /czy
      dycha starzec aby?/. I niby mami się nas opisami, że Gaba jest ze wszystkimi i
      dla wszystkich, ale dla mnie to "zmyła", bo Gaba nie jest z nikim.
      Ani z siostrami, ani z córkami, ani z rodzicami, ani z synem i Grzegorzem.
      Obserwuje wszystkich z boku. I jest sama z własnego wyboru.
      Pomijając, że nie wiem czemu, nadal twierdzi się że jest dzielna, bo nie sądzę,
      że boryka się z czymś niezwykle trudnym. Owszem drobne problemy są, ale chyba
      każdy je ma w życiu. Ale akurat Gabriela jest dzielna, bo się dzielnie uśmiecha,
      spod swojego wielkiego smutku. Jak dla mnie, też nie wspiera nikogo, raczej sama
      wciąż wsparcie otrzymuje, a mimo to nadal pisze się o niej jak o kobiecie skale,
      co to całą rodzinę i świat na barach dźwiga.
      A to raczej wszyscy dźwigają jej wór smutku na plecach i to bardzo dawny wór.
      Takie jest moje odczucie.
      Nie przepadam też za takim natężeniem określeń "miły uśmiech/miła twarz"
      /wiadomo, że Gaby, bo ona wszystko ma miłe;P/ oraz "dzielny uśmiech" /yyyy/.
      A co do Laury, już pewnie pisałam, trzymam jej stronę.
      • kkokos Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 18:57
        > Pomijając, że nie wiem czemu, nadal twierdzi się że jest dzielna, bo nie sądzę,
        > że boryka się z czymś niezwykle trudnym. Owszem drobne problemy są, ale chyba
        > każdy je ma w życiu. Ale akurat Gabriela jest dzielna, bo się dzielnie uśmiecha
        > ,
        > spod swojego wielkiego smutku.

        o właśnie!
        nie ona jedna sama z dziećmi została, a jak to widać w życiu, często matka nie
        ma na podorędziu rodziców, którzy zawsze pomogą
        wiele samotnych matek nie ma drugiej szansy z drugim, lepszym mężczyzną, nie ma
        okazji odbudować sobie i swoim dzieciom pełnej rodziny
        wiele matek zmaga się z problemem "ja chcę do tatusia, tatuś jest wspaniały, a
        ciebie nienawidzę", tyle że gaba nie zmaga się z trzylatkiem, któremu nie
        wytłumaczysz, że tatuś robi z gęby cholewę i nie warto na niego czekać; albo że
        tatuś mieszka teraz osobno, bo mamusia miała dość ciągłych zdrad. gaba zmaga się
        z nastolatką, i to inteligentną, z którą szczera rozmowa o ojcu nie powinna być
        problemem
        gaba ma problemów materialnych. nawet jeśli przejściowo zarabia korepetycjami,
        to a) korki to nie sprzątanie, mogło być gorzej b) przecież uwielbia pomagać
        ludziom, c) jest minimalistką, b) mieszka w dużej rodzinie, w której nie tylko
        zawsze cudownie udaje się wyżywić jej członków, ale i tłumy gości

        tymczasem gaba wciąż jest "dzielna"...
        • jadwiga1350 Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 19:34
          Może Gaba unikała rozmowy z Laurą o ojcu bo bała się że córka weźnie
          jego stronę? Dzieci często idealizują tego z rodziców z którym nie
          mieszkają na co dzień. A nigdy niewidziany ojciec, żyjący gdzieś za
          górami, za lasami, może mieć jakiś romantyczny, tajemniczy powab.
          Gabriela mogła się też bać że córka zechce nawiązać kontakt z ojcem,
          a potem rozczaruje sie boleśnie, tak jak ona sama się rozczarowała.

          To że Gaba rozpacza z powodu odejścia Janusza rzeczywiście jest
          dziwne. Skoro nie sprawdził się jako mąż i ojciec to lepiej że
          odszedł, niż miałby jej siedzieć na karku.

          Ale w tym okresie kiedy wychodzi za Grzegorza wydaje się że całkiem
          już o Pyziaku zapomniała. Gabriela musiała kochać Grzegorza no bo
          inaczej dlaczego za niego by wychodziła. Przecież nie dla pieniędzy,
          nie dla kariery, nie ze strachu przed samotnością, nie z obawy przed
          staropanieństwem, nie wskutek namów rodziny.

          Pamiętam że w "Szóstej klepce" matka Bobcia płakała na wspomnienie o
          swoim mężu który się z nią rozwiódł. Był to dla niej bolesny temat.
          A Florian chyba za swoim ojcem nie tęsknił i nigdy o nim nie mówił.
          A może w poźniejszych tomach nawiązał z nim jakiś kontakt?
          • nessie-jp Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 19:46
            jadwiga1350 napisała:

            > Może Gaba unikała rozmowy z Laurą o ojcu bo bała się że córka weźnie
            > jego stronę?

            Owszem, mogła się tego bać, ale to jest głupota i tchórzostwo, żeby dziecko
            okłamywać ze strachu, że będzie kochało tatusia!

            I oczywiście, że dziecko wini za rozstanie tego rodzica, którego ma pod ręką.
            Nad tym trzeba pracować, na nic się zda załamywanie rączek i zamiatanie spraw
            pod dywan oraz oskarżanie dziecka o to, że jest podłe.

            A już na pewno nie wolno utrudniać czy zabraniać dużej, nastoletniej dziewczynce
            nawiązywania kontaktu z rodziną ojca. Gabrysia po prostu zachowuje się, za
            przeproszeniem, jak głupia, a nie jak ta wspaniała i wielce odpowiedzialna. Ona
            właśnie jest kompletnie nieodpowiedzialna
            • wushum Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 20:12
              Prawda jest taka, że im bardziej unika się danego tematu, tym bardziej on będzie
              wracał. Poza tym trudno, żeby normalne dziecko nie zapytało nigdy o swojego
              ojca. Czy to takie trudne do zrozumienia? Gaba zna swoich rodziców, czemu nie
              rozumie, że jej dziecko też chce wiedzieć? Tego nie da się uniknąć i ja nie wiem
              jak można wyobrażać sobie, że "no okej, tę kwestię zręcznie przemilczymy i już".
              To przecież jeszcze bardziej będzie drażniło. Robienie z tego tajemnicy działa w
              odwrotny do zamierzonego sposób, bo wtedy każdy chce bardziej wiedzieć.
              Szczególnie, jeśli go to dotyczy. To nie jest żadna miłość. Najwyżej miłość własna.
              Trzeba było usiąść pewnego pięknego dnia i opowiedzieć co i jak, dać namiary,
              pokazać zdjęcie. Dla mnie Gaba jest sama sobie winna i nie ma w niej żadnej z
              tych opisywanych cech, jak miłość, odwaga itp.
              A najlepsze, że wszyscy są przekonani, że ona jest dobra i ma rację. Równie
              dobrze mogłaby uwiązać swoje córki u nogi od stołu i powiedzieć, że ich nie
              wypuści, bo poznają innych ludzi i mogą polubić ich bardziej niż swoją matkę i
              rodzinę B.
              To smutne, bo kiedyś lubiłam tę postać.
              • kkokos Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 20:28
                wushum napisała:

                > Prawda jest taka, że im bardziej unika się danego tematu, tym bardziej on będzi
                > e
                > wracał.

                święta racja. im dłużej gaba odmawiała mówienia o pyziaku laurze, tym dłużej
                laura wyobrażała sobie bógwico, idealizowała ojca, w końcu przecież wyobraziła
                sobie, że tatuś przez borejków został wypędzony na mróz i w samotność (albo
                powiedziała tak tylko, by wreszcie tę rodzinę do rozmowy sprowokować :)) miała
                na te fantazje idealizacje mnóstwo czasu i pełną dowolność w sytuacji braku
                danych, na których mogłaby się oprzeć lub które by jej fantazję ograniczały.
                rzeczowa rozmowa z gabą ukróciła by to szybko.
                co nie znaczy, że byłaby to jedna rozmowa, że laura by tematu nie drążyła itd.
                bo prawdę też musiałaby przetrawić
            • zaisa Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 05.03.09, 15:00
              essie-jp napisała:

              > jadwiga1350 napisała:
              >(...)
              >
              > I oczywiście, że dziecko wini za rozstanie tego rodzica, którego ma pod ręką.

              Może nawet nie do końca wini, co wywala swoją frustrację, złość, wściekłość, żal
              i wszelkie negatywne emocje na tego rodzica, który jest obok i do którego
              dziecko ma zaufanie, że go nie zostawi. A przybiera to formę obwiniania.
              Czasem tak mają osoby ciężko chore - są bardziej męczące a czasem wręcz paskudne
              dla tych, którzy najwięcej się nimi zajmują i odwalają tą najczarniejszą robotę.
              Taki bardzo gorzki dowód zaufania...
          • kkokos Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 20:23
            Gabriela musiała kochać Grzegorza no bo
            > inaczej dlaczego za niego by wychodziła. Przecież nie dla pieniędzy,
            > nie dla kariery, nie ze strachu przed samotnością, nie z obawy przed
            > staropanieństwem, nie wskutek namów rodziny.
            >

            oczywiście, że go kochała. co nie oznacza jednak, że o pyziaku zapomniała i
            problem pyziaka w swoim życiu miała rozliczony i zamknięty. jak masz zamknięty
            problem, to cię dreszcz nie przechodzi na samą wzmiankę o problemie, nie
            napełniają ci się od razu oczy łzami, nie odmawiasz ostro rozmowy na ten temat
            nawet z najbliższymi i nie uważasz, że wszelkie wzmianki o problemie są po to,
            by ciebie skrzywdzić/zrobić na złość...
    • mama_kotula Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 20:27
      Znowu wałkujemy Gabrielę? Nie macie dość? :D:D:D
      • kkokos Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 20:31
        mamo kotula, bądź miła dla jadwigi, dla której jest to temat nowy :)
        jak widać, choć forum ma 50 tys. członków (żartuję!!), stale dla kogoś temat
        jest nowy :)
        a w sąsiednim wątku na temat jaskiera nie mam nic do powiedzienia :(
        • mama_kotula Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 21:08
          Ja nie mam na myśli Jadwigi, tylko resztę, bo w ostatnich dwóch miesiącach sprawa Gaba-Pyziak-Laura została wielokrotnie rozłożona na atomy, ba, na kwarki i inne cząstki elementarne i przepracowana w 300% normy.

          No i mnie dziwi, li i jedynie dziwi, że temat kolejny raz wypływa :) - a moje pytanie było żartobliwe i bez złych intencji i spodziewałam się odpowiedzi w stylu "my kochamy wałkować Gabę, bo to taki wdzięczny temat <szatański uśmiech>".

          No. Rzekłam.
          • nessie-jp Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 21:13
            No bo to jest wdzięczny temat i ja np. lubię obgadywać go na wszystkie strony,
            bo a nuż coś nowego wypłynie, jakiś nowy wniosek się nasunie po obejrzeniu
            sprawy ze wszystkich stron po raz dwieście dwudziesty siódmy?

            To tak jak ze szklaną kulą z zatopionym widoczkiem. Widoczek ten sam, ale i tak
            co jakiś czas ma się ochotę potrząsnąć tym małym światem i popatrzeć, jak śnieg
            pada :)
            • szprota Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 21:56
              nessie-jp napisała:
              To tak jak ze szklaną kulą z zatopionym widoczkiem. Widoczek ten sam,
              ale i tak co jakiś czas ma się ochotę potrząsnąć tym małym światem i
              popatrzeć, jak śnieg pada :)

              Świetne porównanie. Szalenie do mnie trafiło!
            • sowca Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 01.03.09, 22:09
              Spodobało mi się to porównanie, Nessie :)
              Zgadzam się w pełni z Waszymi wypowiedziami o Gabrysi, jak wiecie, i
              ja pisałam o niej wielokrotne. Jak dla mnie absurdalne jest pisanie
              o jej cięzkim życiu, skoro owo życie wcale nie było ciężkie, wręcz
              przeciwnie nawet. Gabrysia ma fajnego męża, udane i inteligentne
              dzieci, wielu bliskich, wśród których dobrze się czuje, doskonale
              zdrowie, ciekawą pracę, pieniądze w stopniu dostatecznym. W cięzkich
              chwilach mogła zawsze liczyć na pomoc rodziny. Istnieją ludzie,
              którzy mają naprawdę o wiele ćięższe życie, a mimo to nie
              rozpamiętują krzywd sprzed lat.
            • lezbobimbo Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 07:53
              nessie-jp napisała:
              > To tak jak ze szklaną kulą z zatopionym widoczkiem. Widoczek ten >sam, ale i
              tak co jakiś czas ma się ochotę potrząsnąć tym małym >światem i popatrzeć, jak
              śnieg pada :)

              Ale w przypadku Gaby kula jest lita skala, a snieg coraz bardziej toksycznym
              lupiezem, zebysmy nie wiadomo ile nia potrzasaly.. zgadzam sie z Kotula, ze
              akurat te karykature ostatnio tak dokladnie i ochoczo przenicowalysmy na
              strzepy, ze moznaby se troche od niej odetchnac, co Wy na to? Troche ferii
              zimowych od tego niewzruszonego widoczku?
              Albo dopiszmy pozytywistyczne fanfiki?
              :-]

              Kogo by tu teraz rozszarpac.. bezsensowny zwiazek Terpentuli juz byl? ;P
              • nighthrill Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:26
                Pozwólcie, że zaofftopuję, bo na lastfm nic się akurat nie dzieje:) A raczej
                podepnę się pod myśl Lezbo.
                Pisząc o bezsensownym związku Terpentuli masz na myśli miłość jej i Cyryjka?
                Trochę się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że w taką miłośc nie
                wierzę. W sentyment, rozpamiętywanie mimo że jest się z innym/innymi, a z tym
                pierwszym, najważniejszym nie wyszło - tak, w to wierzę. Ale nie w trwającą 42
                lata miłość, zwłaszcza że ani się nie widzieli, ani o sobie nawzajem nic nie
                słyszeli. Ani nawet nie byli razem, nigdy! Przecież Terpentula była z Metodym
                zdaje się, a Cyryjek tylko po kątach wzdychał.
                I przez 42 lata byli wierni tej miłości, on się nie ożenił, ona nie wyszła za
                mąż, nie mieli romansów z nikim innym, nawet z tzw. rozsądku...Ja tego nie
                kupuję, a wy?
                • dakota77 Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:29
                  A wiemy, ze z nikim przez le lata nie byli zwiazani? Czy tylko ze on sie nie
                  ozenil, ona nie wyszla za maz?
                  • nighthrill Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:42
                    Wydźwięk jest taki, że Cyryjek już nikogo nie pokochał. Co do niej, w sumie nic
                    nie wiadomo.
                  • lezbobimbo Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:57
                    Nie wiemy o nich wiele. Z retrospekcji Cyryjka wynikaloby, ze:
                    - Terpentula harda, mloda, piekna i ironicza kruszyla meskie serca na uczelni
                    (jakiej? nie wiemy? wiemy?)
                    - plejboj Metody postanowil ja zdobyc, jak na Ernesta przystalo
                    - na co nie zgodzil sie Cyryjek, posuwajac sie nawet do rekoczynów w stosunku do
                    konkurencyjnej szczeny swego brata-uzurpatora (znaczy, Cyryjkowi tez sie Terenia
                    spodobala)
                    - Cyryjek skonfrontowal sie z Terpentula i kazal jej wybierac miedzy nimi dwoma
                    - na co Terpentula prychnela tylko pogardliwie i odeszla w sina dal

                    - nastepnie Metody otrzasnal sie z porazki podrywczej, poderwal nastepna
                    nawleczona, zalozyl z nia rodzine, zona zmarla, Metody urodzil Grzesia. Grzes
                    wyrósl na introwertycznego informatyka ale jakims cudem poderwal dame
                    (ewentualnie ona go poderwala) i tez zmarla, pozostawiajac córeczke Elke.
                    Cyryjek po Terpentuli przez 42 lata nie pokochal juz innej, ale nie skontaktowal
                    sie tez z T., nie spotykal sie z nia, tylko rozpamietywal minione chwile.
                    Jednoczesnie Cyryjek mieszka z bratem i jego rodzina w tym samym domu, opiekujac
                    sie przy okazji nimi wszystkimi oraz z uwielbieniem poblazajac wnuczce bratowej.

                    Po 42 latach nagle Cyryjek rozpoznaje dystyngowana dame pod Kaponiera poznanska.
                    Terpentula nadal maluje (co znaczyloby, ze juz dawniej malowala) i usiluje
                    zarobic na swieta, przyjezdzajac w tym celu az z Radomia. W Cyryjku cos peka ale
                    i Metody nie jest obojetny na wdzieki dziewczyny, której smalil komplementy 42
                    lata temu. Podnieceni spedzaja Wigilie w rondo-przejsciu dla pieszych, gdy nad
                    nimi romantycznie szumia samochody i zgrzytaja tramwaje kilku arterii
                    zbiegajacych sie nad tym punktem.

                    Czyli ni to staroswiecki romans, ni to basn... jeszcze bym zrozumiala, gdyby to
                    bylo akurat podczas wojny i zeslanoby jedno na Sybir, drugie na Maroko a trzecie
                    na Krym (ewentualnie rozpedzonoby ich po Ziemiach Odzyskanych) ale tak do cna
                    zaskorupiec i nie kontaktowac sie nawet, po odwilzach itd? Ten caly Radom niby
                    tak daleko, ale jednak w granicach kraju?
                    I w apokryfie ani slóweczka o nich, a to moglaby byc kanwa na zaprawde
                    wstrzasajaca historie wojennej milosci, pozogi, glodu i morowego powietrza, w
                    sam raz do retrospekcji..
                    • nessie-jp Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 15:11
                      Podsumowując wypowiedź Lez:

                      - dobrze, że Terpentula się nie wżeniła w rodzinę Strybów, bo natchmiast by
                      umarła. Jak widać bycie małżonką Stryby kończy się nieuchronną i szybką śmiercią
                      (z wyjątkiem Litej Skały Gabryjeli, ale ona się nie wżeniła, to Grzesio wżenił
                      się w Borejków).


                      Zresztą, ja miałam nieco inny odbiór całej tej historii z Terpentulą --
                      odniosłam wrażenie, że Terpentula nie traktowała na poważnie ani jednego ze
                      swoich młodzieńczych amantów, a Cyryjek był jej mniej niemiły niż Metody, bo się
                      zwyczajnie mniej narzucał i mniej wrzeszczał/rozrabiał/podskakiwał. A starsi
                      panowie nie traktowali Terpentuli jako Jedynej Kobiety w Ich Zyciu, tylko
                      zwyczajnie dostali ostrego ataku sentymentu na widok znajomej ze studiów. Zdarza
                      się.
                      • wushum Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 16:55
                        Ja tam nie wiem, jak to jest. Nie dobiłam wszak wieku Cyryjkowego:) Myślę, że
                        oni pewnie mogli się jakoś odnaleźć, ale mosty zostały spalone, a duma nie
                        pozwala odbudowywać mostów raz spalonych. Pomijam obawę przed odrzuceniem, ze
                        strony do której się ewentualnie wyciąga rękę. No i oni oboje /T i C/ myśleli,
                        że co się będą "wcinać" w czyjeś życie, przecież tam już pewnie poukładane,
                        jakieś małżeństwo, dzieci, wnuki.
                        Z innej strony zastanawia mnie, czy T kochała C. Niby tak bodaj deklarowała i
                        jego niewiara w jej uczucie tak ją wkurzyła, ale czy kochając, nie mogła sobie
                        powiedzieć, ok, ten typ tak ma, bo wiecznie mu brakowało tej uwagi i miłości,
                        którą wszędzie "podbierał" mu brat. Więc trzeba mu pokazać, że może być inaczej.
                        Ale T chyba bardziej kochała siebie. Nie wiem. Bo nie mamy gwarancji, że po
                        ciągłym przekonywaniu się, że jest kochany przez Terpentulę, Cyryjek by się
                        zmienił. Czy nadal nie mógłby uwierzyć.
                • ewaty Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 19:29
                  nighthrill napisała:

                  > Pozwólcie, że zaofftopuję, bo na lastfm nic się akurat nie
                  dzieje:) A raczej
                  > podepnę się pod myśl Lezbo.
                  > Pisząc o bezsensownym związku Terpentuli masz na myśli miłość jej
                  i Cyryjka?
                  > Trochę się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że w taką
                  miłośc nie
                  > wierzę. W sentyment, rozpamiętywanie mimo że jest się z
                  innym/innymi, a z tym
                  > pierwszym, najważniejszym nie wyszło - tak, w to wierzę. Ale nie w
                  trwającą 42
                  > lata miłość, zwłaszcza że ani się nie widzieli, ani o sobie
                  nawzajem nic nie
                  > słyszeli. Ani nawet nie byli razem, nigdy! Przecież Terpentula
                  była z Metodym
                  > zdaje się, a Cyryjek tylko po kątach wzdychał.
                  > I przez 42 lata byli wierni tej miłości, on się nie ożenił, ona
                  nie wyszła za
                  > mąż, nie mieli romansów z nikim innym, nawet z tzw. rozsądku...Ja
                  tego nie
                  > kupuję, a wy?


                  Zgoda, że to umiarkowanie wiarygodne, ale wyobraźcie sobie, że
                  kiedyś zasympatyzowałam z osobnikiem, który zadręczał mnie
                  opowieściami o Wieliej Miłości, po Której Już Nigdy Nie Był Sobą.Jak
                  się okazało ów fakt nastąpił, gdy liczył sobie wiosen 11. Opowieść
                  była snuta, gdy był 20-latkiem. O ile dochodzą mnie plotki, zadręcza
                  nadal, zbliżając się do 40...Mnie usprawiedliwia to, że miałam lat
                  17...O urczę, czyżby potwierdzenie wartości dzieckich romansów u
                  MM?!!
                • the_dzidka Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 04.03.09, 22:00
                  > Trochę się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że w taką
                  miłośc nie
                  > wierzę. W sentyment, rozpamiętywanie mimo że jest się z
                  innym/innymi, a z tym
                  > pierwszym, najważniejszym nie wyszło - tak, w to wierzę. Ale nie w
                  trwającą 42
                  > lata miłość

                  Skąd założenie, że ta miłość nadal trwała? O ile sobie przypominam,
                  Terpentula powiedziała Cyryjkowi "to ciebie kochaŁAM, nie jego".
                  Fakt, że się spotkali po latach nie oznacza jeszcze, że nadal
                  płonęli ku sobie afektem. To raczej był sentyment...
                  • zaisa Ależ panowie się zakochiwali 05.03.09, 13:01
                    Metody podbierał kolejne dziewczyny Cyrylowi a z jedną z nich - Heleną - "nawet
                    się ożenił". No i beztrosko retrospektywnie oddaje w myślach własną żonę
                    Cyrylowi -"A wtedy Cyryl by się ożenił z Heleną, bo on, Metody, byłby już z
                    Terpentulą" czy jakoś tak to brzmiało. A fuj, nieładnie... A w domu niczym
                    ołtarzyk wisi sobie portret "babci Heleny" której dla urozmaicenia stawia się
                    przed nosem choinkę z gwiazdeczkami... I co Cyryl robił cały czas w tym samym
                    mieszkaniu???? A może sprowadził się z powrotem już po śmierci Heleny by
                    wesprzeć smarkatego brata Metodego w opiece nad smarkatym synem Grzesiem?
                    Teresa malowała za młodu - co najmniej chmury ze złotym brzegiem wedle
                    chińskiego przysłowia, co Metody sobie trwale zapamiętał (nawet nie okazało się
                    nigdzie, że je przekręcił).
                    Podejrzewam, że przy dzisiejszych możliwościach, Cyryl by tropił Teresę via
                    internet a już naszą klasę by przegrzebał parokrotnie;)
    • ewaty Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 00:05
      Myślę, że problem z Gabą polega na tym, że poznaliśmy ją jako fajną
      nastolatkę, z realnymi problemami, które duża grupa forumowiczów
      poznała osobiście (ah, te uroki PRL-u!), także damsko-męskimi. A
      protest ogólny polega na tym, że stała się Mama Miągwą. I o ile w
      realu można ubolewać, zrzucać winę na los, choroby, różne
      nieprzewidywalne sytuacje, to tu, fajnej dziewczynie krzywdę robi
      autorka.Chętnie bym zobaczyła spotkanie Gaby z MM...
      • mmoni Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 11:40
        ewaty napisała
        Chętnie bym zobaczyła spotkanie Gaby z MM...


        Wizja jak z Jaspera Fforde'a, ale bardzo zachęcająca do stworzenia fanfica.
      • anutek115 Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 11:58
        ewaty napisała:
        Chętnie bym zobaczyła spotkanie Gaby z MM...

        Jakże kuszące, ja bym tylko doprecyzowała - chętnie bym zobaczyła spotkanie
        17-letniej Gaby, która zapoznała się z całą Jeżycjadą, z MM :-)))...
        • lezbobimbo Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:07
          anutek115 napisała:
          > ewaty napisała:
          > Chętnie bym zobaczyła spotkanie Gaby z MM...
          > Jakże kuszące, ja bym tylko doprecyzowała - chętnie bym zobaczyła spotkanie>
          17-letniej Gaby, która zapoznała się z całą Jeżycjadą, z >MM :-)))...

          To by bylo chyba bardzo krótkie spotkanie ;) Czy moge pografomanic Wam? ;)
          • mama_kotula Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:12
            Cytat
            To by bylo chyba bardzo krótkie spotkanie ;)


            To byłby thriller.
          • anutek115 Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:21
            lezbobimbo napisała:

            > To by bylo chyba bardzo krótkie spotkanie ;)

            He, he...

            Czy moge pografomanic Wam? ;)

            No, ba! Pewnie! Sama bym pografomaniła, gdyby mnie talentu Bozia dała!

            >
            >
            • lezbobimbo Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:22
              Po co talent, w wyjcobrazni wszystko sie zmiesci ;>
              • lezbobimbo Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 03.03.09, 12:23
                Pografomanie w osobnym watku, nie w tym skonstruowanym ;>
                • zaisa Re: Coś w kwestii w Gabrieli Borejko 05.03.09, 15:10
                  lezbobimbo napisała:

                  > Pografomanie w osobnym watku, nie w tym skonstruowanym ;>

                  Grafomań, grafomań, tylko proszę, niech 17-letnia koszykarka nie ma wyhodowanych
                  pazurów. No, nie pasi mi, a zresztą i tak by się jej połamały na boisku. Choć
                  mogłaby zawczasu przejechać nimi po buzi kolekcjonera diamentów i kwiatów
                  jabłoni. I skrzypiec.
    • tin_tian "Oszukana" 13.03.09, 16:50
      Byłam wczoraj w kinie, film długi i dołujący, ale porecenzować można gdzie
      indziej, a ja chciałam się podzielić jedną małą obserwacją. Ktoś z was może też
      widział?

      Jest taki dialog Angeliny z synem, w pierwszych zaraz minutach - o ojcu, którego
      nie ma i o odpowiedzialności, której się przestraszył. Mimo trudnego tematu
      dialog jest swobodny, odpowiedź na pytanie dziewięciolatka konkretna i taka, by
      nie czuł w tej sytuacji niczyjej winy.

      Od razu oczywista skojarzyło mi się z problematyką forumowo-gabową i teraz
      jestem ciekawa ogromnie, czy taki sposób rozwiązania sprawy zadowoliłby was, tzn
      czy podobałaby się wam analogiczna rozmowa w którejś z książek. Jeno teraz
      kwestia, czy ktokolwiek oglądał :]

      Ewentualnie niby mogłabym przytoczyć ten dialog w przybliżeniu, ale przeca gra
      aktorska też się liczy, czyli postawa matki i ton głosu chociażby.

      To nawet jak nie odpowiecie, to i tak się podzieliłam ;]
      • mkw98 Re: "Oszukana" 13.03.09, 17:37
        Film jest strasznie, strasznie dołujący!!

        A rozmowa mi się bardzo podobała.
        • nighthrill Re: "Oszukana" 13.03.09, 21:39
          A ja się zastanawiam nad pójściem jutro na ten film...tylko że to ma być
          remedium na kłótnię z panem palantem moim, a jeśli taki smutny, to pewnie
          zadziała wręcz odwrotnie...
          • tin_tian Re: "Oszukana" 13.03.09, 21:44
            Dla mnie był: najpierw bardzo dołujący, potem raczej krzepiący, ogólnie niezbyt
            logiczny i straszliwie długi.

            Jako poprawiacz humoru to raczej by mi się nie widział, jak na oderwanie myśli
            od własnych kłopotów owszem, acz hmm... zależy od upodobań ;)

            W każdym razie smutny, tak.
            Slumdog nie lepszy? (nie widziałam, sou pytam)
          • mkw98 Re: "Oszukana" 13.03.09, 23:19
            Moim zdaniem on nie jest smutny. Jest przygnębiający i momentami przerażający (I za długi, tak). We mnie pozostawił takie dojmujące uczucie zdołowania. A niektóre sceny mogą się przyśnić*. :-(

            Może zresztą to kwestia ustalenia znaczenia słowa "smutny" - dla mnie "smutny film" to film melancholijny, refleksyjny, poważny, taki jak "Un Coeur en hiver" (przepraszam, że taki niszowy przykład, ale jakoś nie mogę wymyślić lepszego). "Oszukanej" tak bym nie określiła.


            *proszę nie myśleć, że jestem jakoś szczególnie wrażliwa - horrory na przykład uwielbiam. Ale horrory to bajki, a ta historia jest niestety prawdziwa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka