Dodaj do ulubionych

Alkoholowo - lajcikowo

16.07.09, 08:51
Ja nie wiem, czy było, ale tak mięęęęęe naszło - kto pije alkohol w
Jeżycjadzie i jak to jest ukazywane?
Pierwszy przychodzi mi do głowy sąsiad Oli, sekretarki Almy, w TiR. Z opisu
lekko pijaczkowaty. O ile się nie mylę problem alkoholowy zażegnany już
objawił się w postaci pracownika sklepu Daglezja w Sprężynie. A poza tym?
Obserwuj wątek
    • anutek115 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 09:25
      To był sąsiad Almy, pan Wisniak. Nieodmiennie mnie rozkłada na łopatki dialog z
      jego udziałem:

      "- Napijmy się wszyscy....
      - Tak!!! - zawołał pan Wiśniak.
      -... herbaty..."

      Żaden ze mnie specjalista od "Czarnej polewki", ale czy tam Bodzio z Wolfim piwa
      nie sączą?
      • andrzej585858 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 10:29
        W ramach tropienia symptomów oderwania Jezycjady od rzeczywistości to temat
        faktycznie ciekawy. Przecież lata 70-te to era prywatek a co za tym idzie
        taniego wina - wódki wtedy się nie pijało - a tutaj młodzież niesłychanie
        grzeczna i poza jednym sylwestrem u Joanny w ogóle nie zna żadnych rozrywek
        typowych dla tego wieku.
        Poza tym gdzie są biwaki a podróże niesłychanie wtedy modnym autostopem?
        Stwierdzam z przykrością że coraz więcej spostrzegam dysonansów pomiędzy opisem
        a realną rzeczywistością tak więc wypijmy za błędy na górze :-)))
        Swoją zaś drogą istnieje jeszcze coś takiego jak prywatki - czyli starych nie
        ma oj będzie bal?
        • jottka Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 10:50
          biwaki w sensie życie podnamiotowe to przecież borejki w czaplinku bujnie
          prowadzą, nutria też pod namiot wyjeżdża z pyzą i laurą, gaba w podróż poślubną
          z grzesiem wybiera się bodaj maluchem i z namiotem.

          autostop to chyba tylko w 'nutrii i nerwusie' jest, postacie jeżycjadowe
          prowadzą głównie pociągowe życie:)
        • paszczakowna1 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 13:43
          > W ramach tropienia symptomów oderwania Jezycjady od rzeczywistości to temat
          > faktycznie ciekawy. Przecież lata 70-te to era prywatek a co za tym idzie
          > taniego wina - wódki wtedy się nie pijało - a tutaj młodzież niesłychanie
          > grzeczna i poza jednym sylwestrem u Joanny w ogóle nie zna żadnych rozrywek
          > typowych dla tego wieku.

          E, nie. O ile mnie pamięc nie myli, Gabrysia wchodzac na sylwestra jest pelna
          zlych przeczuc co do ilosci butelek przyniesionych przez mlodych poligrafow,
          czyli zjawisko jest jej dobrze znane.

          > Poza tym gdzie są biwaki a podróże niesłychanie wtedy modnym autostopem?

          Czaplinek? I czy grupa ESD na biwak nie wyjezdzala? I o autostopie tez sobie
          przypominam (czy aby Ida z Czaplinka nie uciekla autostopem?)

          Nie, jesli chodzi o realizm 'starej' Jezyjady, to IMHO jest on nienaganny.
          • andrzej585858 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 14:12
            paszczakowna1 napisała:


            > Czaplinek? I czy grupa ESD na biwak nie wyjezdzala? I o autostopie tez sobie
            > przypominam (czy aby Ida z Czaplinka nie uciekla autostopem?)
            >
            > Nie, jesli chodzi o realizm 'starej' Jezyjady, to IMHO jest on nienaganny.

            Oj faktycznie kompletnie mi się zapomniało :-((( A jeszcze przecież dochodzi
            Aniela podróżująca autostopem z Poznania do Łeby - wysyła przecież kartkę do
            ojca informując o swoich zamiarach - no cóż jednak rzeczywiście na ile się dało
            to realia są zachowane - choć tych prywatek to trochę mi brakuje w ilości
            większej niż jedna.
            • paszczakowna1 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 14:51
              > choć tych prywatek to trochę mi brakuje w ilości
              > większej niż jedna.

              No mogło być więcej, ale weź pod uwagę, że:

              a) Cesia w SK i Aniela w K to 1-sza klasa - w tym wieku się jeszcze na ogół tak
              nie imprezowało, szczególnie z alkoholem, to się zaczynało na dobre gdzieś od 17
              lat. Ponadto, Aniela jest dość wyobcowana w klasie.

              b) Gabriela w KK na prywatki tańczące zasadniczo nie chadza, Sylwester jest
              wyjątkiem.

              c) Akcja IS toczy się w wakacje, kiedy zwykle nikt prywatek nie robił (a tez i
              czynnik wieku, Ida też jest młoda).

              d) OwR ma szczególny typ narracji, a ponadto jest godzina policyjna.

              Jak dla mnie, to wypada dość naturalne.

              Nb, czy aby do Hajduka koledzy nie przynosili piwa? Na pewno papierosy.
            • lezbobimbo Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 15:00
              Co do realizmu PRL jako takiego sie zgodze, ale przeciez nie co do alkoholowego.
              MM starannie oczyscila Zaczkow, Borejkow i innych pozytywnych bohaterow z
              popijania dla przyjemnosci. Jeden kurczak w winie i wysmiany przez Bobcia
              koniaczek, jedno Igriskoje na sylwestra do podzialu..
              Jesli ktos chce realistycznych opisow trunkow w PRLu, wystarczy siegnac po
              Chmielewska - kobiety i mezczyzni z przyjemnoscia sobie uzywaja, nawet w biurach
              odchodza imprezy, narratorka chadza na rzesach bez wstydu i prywatki odznaczaja
              sie piciem niemalze kurturarnym, nawet jak ktos zostanie zadziobany ozdobnym
              ostrzem :) Tak samo u Tyrmanda - koniaki i inne takie rasowe trunki to ambrozja
              bogow i luksus pozadany jednakowo przez ubogich i zamozniejszych, a zwykle wódy
              leja sie strumieniami.
              A ile przeciez w PRLu robiono nalewek! Kazda babcia i mamunia umiala :) I ile
              ludzi pedzilo bimbry albo trzymalo balony szklane w domu! I jeszcze szczegolna
              godzina trzynasta, ochoczo odnotowywana w kulturze..
              Jak to pisze Andrzej, mlodziez tez korzystala z zycia, a juz zwlaszcza pod
              namiotem czy na dzikich wakacjach bez Wapna :)
              W PRLu mlodziez puszczona samopas umiala wydebic a to piwo, a to butelke z
              kartka, a to nalewke od babci.
              Piwo zas znaczone bylo stygmatem obyczajowym - dziewczyny i kobiety nie pily
              piwa, tylko glownie samostracenczy studenci-chlopacy i penerstwo zachlane spod
              budki (pamietam ciemne piwiarnie, ktore "porzadni" ludzie omijali z daleka). Byc
              moze dlatego po upadku PRLu nasza poczciwa MM dalej nie chce odnotowywac, ze
              teraz i bialoglowy i mlodki potrafia obalic sobie niejedna puszke, n.p. z sokiem
              (za to Chmielewska odnotowuje, bo i sama lubi).
              • paszczakowna1 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 15:08
                lezbobimbo napisała:

                > Co do realizmu PRL jako takiego sie zgodze, ale przeciez nie co do alkoholowego
                > .
                > MM starannie oczyscila Zaczkow, Borejkow i innych pozytywnych bohaterow z
                > popijania dla przyjemnosci. Jeden kurczak w winie i wysmiany przez Bobcia
                > koniaczek, jedno Igriskoje na sylwestra do podzialu..

                Zapomniałaś o wspomnieniach doktora Kowalika z ostatniego spotkania z kuzynem.

                I przecież to były ksiązki dla młodzieży - w 'młodzieżowych' książkach
                Chmielewskiej też nie było alkoholu. Kiedy to niby Tereska z Okrętką coś piły?
                • lezbobimbo Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 15:16
                  Zgodzem siem :) Pozytywne, perelowskie ksiazki dla mlodziezy
                  (pisane w Polsce Ludowej;) rzeczywiscie nie promowaly picia wsrod mlodziezy
                  (chociaz realia nie byly tak prostolinijne bynajmniej).
                  Za to opisy doroslych z tamtych czasow u Chmielewskiej ociekaja trunkiem i
                  lajcikowym podejsciem do alkoholu, natomiast u MM starannie nie i nie, nawet u
                  najstarszych doroslych (nie mam na mysli Cesi z Danusia, ale chociazby studenci
                  Julii, sami Zaczkowie z hrabinami, czy starszenstwo rozmaici, od dziadka
                  atamana, Dmuchawca, po pana Paszkieta z Basia (do tych bucht nie zaszkodzilaby
                  naleweczka ;)
                  Tak samo nielajcikowa jest MM po upadku PRLu, zasadniczo nikt nie pija, nawet
                  mlodziez, a wyjatki jakie wymienilam to wyjatki raczej (szampan sylwestrowy, 2
                  winka romantyczne, 1 herbatka z pradem dla lekarstwa, odrobina piwa Kozia,
                  Nerwusa, Bodzia i Wolfiego)
                  • paszczakowna1 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 17:04
                    > Za to opisy doroslych z tamtych czasow u Chmielewskiej ociekaja trunkiem i
                    > lajcikowym podejsciem do alkoholu

                    Ale też nie w książkach dla młodzieży - tam ani słowa, to już u Musierowicz jest
                    więcej.

                    No i pomijasz Kowalika - a on wyraźnie mówi, że z ojcem Anieli widział się na
                    weselu, gdzie 'okropnie się upiliś- znaczy, świetnie się bawiliśmy', a następnie
                    obłudnie mówi, że widać Józkowi nie przeszedł ten pociag do kieliszka. A
                    degeneratem nie jest.
          • lutecja4 Re: Alkoholowo - lajcikowo 22.07.09, 22:45
            Czaplinek? I czy grupa ESD na biwak nie wyjezdzala? I o autostopie tez sobie
            przypominam (czy aby Ida z Czaplinka nie uciekla autostopem?)
            Ida wyjechała z Czaplinka pekaesem na gapę, o ile dobrze pamiętam
    • ateh7 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 10:54
      Wolfgang Amadeusz poszedł z kumplami na piwo po maturze (domyślam
      się, że to był wypad na piwo, a nie na granie w łapki) oraz pił piwo
      z Bodziem. Za to ich obu lubię, wnieśli trochę normalności do tych
      książek. Ciekawe, że Róża nigdy nie poszła na piwo z Laurą, ciekwe
      czemu? :)
      • anutek115 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 11:12
        ateh7 napisała:
        Ciekawe, że Róża nigdy nie poszła na piwo z Laurą, ciekwe
        > czemu? :)

        Może piwa nie lubi. Ja też z moja siostrą jak zyję na piwie nie byłam, no nie
        lubię, co zrobić, nie wypiłam (w sumie, w całym życiu) chyba nawet pół szklanki
        trunku.

        Daltego też dziwnym mi się zdaje, że jedyny alkohol, jaki się w Jeżycjadzie
        przewija to piwo... słuchajcie, naprawdę nikt nigdy nie pił tam wina do kolacji?
        • jottka Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 11:16
          wina do kolacji nie kojarzę, ale wesele opisane było, jakiś szampan czy cuś może
          tam był?:) ale wzmianki o mocniejszych alkoholach pojawiają się chyba tylko w
          opisie ciast - koniak do makowca (?) czy czegoś takiego, co bodaj mama żakowa
          robi. no ale jak wiadomo mama żakowa niereprezentatywna jest:)

          i piwo pije marek pałys do kolacji, którą mu podaje mama borejko oburzona nieco
          na idę, że tego nie czyni
        • onion68 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 11:37
          > Daltego też dziwnym mi się zdaje, że jedyny alkohol, jaki się w Jeżycjadzie
          > przewija to piwo... słuchajcie, naprawdę nikt nigdy nie pił tam wina do kolacji

          Jeszcze Mila z Moniką oblewają winem gruzińskim swoją maturę... Monika dosładza
          wino cukrem.
          A jeśli można to napisać, to dla mnie też piwo może nie istnieć, ze względu na
          swój kolor, smak i skutki dla obwodu w talii ;-)
          • truscaveczka Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 13:16
            Onion, Ty godzisz! W ideały, nieprawdaż.
            Gdyż to, co powszechnie się sprzedaje jako piwo w polskich sklepach jest jedną z
            pierdyliona odmian tego szlachetnego napoju. Tego tam, co występuje w puszczy
            czy robi dużą różnicę też nie używam, ale są takie wersje (pszeniczne choćby),
            które niebo w gębie zapewniają. A kalorii mają tyle co soki owocowe, siądźka
            rośnie od współspożywanych paskudztw typu goloneczka ;)
            • dakota77 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 16:32
              Hmm, rozmarzylam sie na mysl o przenicznym piwie serwowanym w Bierhalle, albo
              moim ulubionym amerykanskim Samuelu Adamsie, choc akurat z Adamsa najlepsze
              jest... wisniowe:). Nie zartuje, nie smakuje wcale jak soczek, posmak jest
              delikatny.
              Wiec ja akurat dobrym piwem nie pogardze, choc nic nie przebije polwytrawnego
              czerwonego wina, pitego do kolacji:)
              • ateh7 A wasze ulubione? :) 16.07.09, 17:03
                Rozmarzyłam się także, apetyczny ten Twój post, mniam. Czy jeszcze
                ktoś ma jakieś ulubione trunki? Ja z polskich lubię Żywiec, z obcych
                czeski bodajże Kozel, fińskie Lapin Kulta i Karjala :) Ostatnio
                piłam też jakieś dobre, na miodzie akacjowym, nie pamietam nazwy,
                ale to polskie było.
                  • truscaveczka Re: A wasze ulubione? :) 17.07.09, 07:03
                    A ja się gupio spytam: czemu Guiness to nie piwo? Klasyczne ciemne piwo górnej
                    fermentacji, pszenno-jęczmienne :) No aj wiem oczywiście, ze po ęgilsku się na
                    to beer nie mówi ale w Polsce nie mamy bogatego słownictwa piwnego podobnie jak
                    i bogatego piwnego asortymentu w sklepach.
                    Aaaaa, wychodzi ze mnie wychowanie domowe - mój ojciec był dość znanym birofilem
                    (etykiety, kapsle, podstawki, szklanki, butelki! omg - o książkach na temat i
                    prasie fachowej nie wspomnę - mało nie wyparły ans z domu ;)), mój mąż co prawda
                    nie kolekcjonuje ale również się pasjonuje... Ja nie mogę inaczej :)
              • klymenystra Re: Alkoholowo - lajcikowo 17.07.09, 13:05
                Dakoto, pszenica to wyjatek, dlatego jest sz ;)

                A propos, to polecam w Krakowie na Kanoniczej restauracje ukrainska i biale i
                pszenne piwa :) Oraz na Stolarskiej niefiltrowana Smocza Glowa. I Paulanera w
                Bunkrze Sztuki :)
    • spendoria Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 11:02
      Mnie się jednakowoż Jeżycjada alkoholicznie kojarzy mocno
      nieciekawie.
      Tzn odnoszę wrażenie, że alkohol w "J" raczej nie ma konotacji
      lajcikowych :)

      Mnie powala opis z OwR:

      "..jakieś drzwi w długim korytarzu otwarły się z trzaskiem i pijany
      brudas z workiem wytoczył się w kierunku zsypu. Ewa pomyślała, że to
      może być ojciec Lelujki i zrobiło się jej mdło;
      ale szybko się opanowała, poszła w głąb korytarza i odszukała
      mieszkanie 108. Z ulgą stwierdziła, - że to jednak nie pan Lelujka
      czka koło zsypu, drzwi mieszkania 108 były bowiem zamknięte, w
      przeciwieństwie do mieszkania 105, z którego ciemnej głębi waliła
      woń nie do opisania"

      Uff... obrazowe, nieprawdaż :-D
        • andrzej585858 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 13:52
          Nie jest z alkoholem az tak żle - są tacy którzy spożywaja w ten trunek w ilości
          większej niż jedna butelka :
          "W pewnej chwili jeden ze złoczyńców wstał, ziewnął, przeciągnął się, wszedł do
          mieszkania na parterze i wrócił z paroma puszkami piwa".
          Opis wybitnie smakowity szczególnie w upały ale niestety nie dotyczy rodziny
          Borejków .
          • lezbobimbo Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 14:47
            Alkohol nie jest specjalnie lajcikowy w Jezycjadzie, zazwyczaj naznaczony jest
            stygmatem. U pozytywnych bohaterow alkohol jest dopuszczalny glownie jako
            skladnik przepisu i lampka szampitra na nowy rok (Ignac z Mila, Gaba).
            Jedyny wyjatek to to winko Mamerta z Tosia dla przyjemnosci, bez
            nowego roku, bez obiadu - i jedno winko do romantycznego obiadu Grzesia dla
            Gaby, ktore wypija tez zreszta Bernard.
            Rojek zamiast uraczyc Natalie romantycznie winem, wlewa jej nieco koniaku do
            herbaty, wyjatkowo, bo jest im zimno i sa przemoczeni (nie dla
            przyjemnosci nawet ta herbata z pradem tylko dla lekarstwa;).
            Dla przyjemnosci w Jezycjadzie pija tylko osoby poboczne, humorystyczne
            (czlowiek co popija nawet sie nazywa znaczaco Wisniak) albo takie, o ktorych
            wiadomo, ze sa zle a conajmniej niegrzeczne (zli ludzie w blokach, gdzie Lelujki
            mieszkaja).
            Bohaterowie pozytywni jak Borejkowie - nigdy sie nie splamia! Nawet Zaczkowie
            uzywaja wina do duszenia kurczaka, a Bobcio robi za molojca i policje alkoholowa
            dla Zaczka, co sobie nie moze golnac nawet w sytuacji stresowej ;) Tzn. w latach
            70ych dla panów stresowej ;) Ciotka Lila idac do kawiarni na ciastko z
            "przyjaciolka" ;) nie pije tez chyba koniaku ani malej naleweczki, tylko kawe,
            prawda?
            Gaba jako mloda lasencja idac na sylwestrowa impreze ma Zle Przeczucia, co do
            przyniesionych przez - uwaga, poligrafow - butelek - tak jakby porzadna mlodziez
            z liceum nigdy nie pila, a ona sama nie miala nigdy ochoty sie troche urznac
            przy imprezie. Jedno Igriskoje na tyle osob do podzialu bynajmniej nikogo nie
            upija. Mam wrazenie tez, ze Joanna uzyla jakiegos wina, ale jako porzadna i
            kulturalna poligrafka tylko jako skladnik fondue serowego.
            Co do wyjazdow pod namiot, wyjezdzaja Borejkowie z dziecmi nie po to aby pic ino
            zazerac sie rybami 3 razy dziennie. A nawet wyjazd grupy ESD jest na tyle
            samokontrolowany, ze ani tam pija ani sie seksza.. Danusia nie wraca z brzuchem ;)
            Po upadku PRL mamy Nerwusa, co raczy sie piwem, przede wszystkim dla ochlody -
            ale dla przyjemnosci, po pracy nie pija z kolegami ani z Tuniem bonvivantem. Nie
            pija tez wina z Natalia przy ulubionej pizzy..
            Kozio buntownik w chwili focha pije cale jedno piwo Guiness i do kompletu pali,
            co obrazuje caly jego moralny upadek i ogrom depresji ;) ale on przeciez
            porzucony przez matke, nieprawdaz. Jak mu sie lepiej robi, to zaraz schludny,
            trzezwy, w kitelku ;)
            Pije oczywiscie Zly Pyziak i po tym miedzy innymi poznaje sie jego zlo. W
            Apokryfie Mila go nie wpuszcza, bo uchlany, a w JT daje sie poznac jako calkiem
            przepity i chamski zbir, w odroznieniu od abstynenckich, dobrych Borejkow, co
            upajaja sie jedynie literatura. Rastafarianie nie pala ziola, co dopiero popijac
            z cala cyganeria Poznania..
            Ignac teoretyzuje na temat rzymskiego,
            olowiowego wina falernum i jego wplywu na kulture, ale sam nigdy nie kupi Mili
            nawet rosé do romantycznej kolacji (pomijajac, ze dla niego romantyczna kolacja
            to czytanie przy jedzeniu;). O ile pamietam Nutria z Cypru, samego
            oslonecznionego serca kultur srodziemnomorskich, nie przywozi tez zadnych
            smakowitych butelek do tych wszystkich ryb po grecku..
            Pyza z Laura ani same nie pojda na drina, nie wychyla z kolegami skradzionego
            jabcoka za weglem szkoly ;) nie pija tez z rowiesnikami na imprezach, bo w ogole
            nie znaja ani rowiesnikow ani imprez. Pyza tez nie smakuje niczego trunkowego na
            swych randkach z Lelujkami ni Fryckiem, a Laura nawet w okresie swoich
            najwiekszych buntow zachowuje wysoki pion abstynencji, nie ucieka z domu na
            imprezy ani nie trafia w wyskokowe towarzystwo.. ani na zlosc Gabie nie pije,
            zeby sie calkiem upodobnic do tego niechcianego ojca.
            Nie pamietam, czy Bernard poza wypijaniem wina Grzesia cos pije z Aniella - a
            juz takiej cyganerii, ahtystom i bon vivantom by pasowalo.
            • paszczakowna1 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 15:02
              lezbobimbo napisała:
              > A nawet wyjazd grupy ESD jest na tyle
              > samokontrolowany, ze ani tam pija ani sie seksza.. Danusia nie wraca z brzuchem
              > ;)

              Nie wierzę. Co do sekszenia się, nie mam zdania (raczej bym co prawda parę
              Gabriela/Pyziak podejrzewała, Danusia ostrożna, a i wrażenia wulkanu zmysłów nie
              robi), ale nie wierzę, by nie pili. Jeśli już dziewczyny nie, przynajmniej męska
              cześć ekipy. A że Idzie tego się nie opowiadało, to nie dziwne.
            • ateh7 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 15:59
              Laura to nawet zmiażdżyła stalowym spojrzeniem Wolfiego, gdy się z
              Bodziem piwkiem raczył.
              Ale tak sobie pomyślałam, może przełamując drętwą tradycję rodzinną
              Ignacy G. wypije kiedyś z Józinem jakieś piwo? Na przykład, kiedy
              Ignacy G. popadnie w ciężką deprechę, przeżywając pierwszą, poważną
              miłość, Józin powie do niego: "Pójdź, kuzynie, przyjm męskie me
              ramię z tym oto czteropakiem, pójdź, pokrzepimy się obaj trunkiem, i
              porozmawiamy jak mężczyzna z mężczyzną! I wszystko mi opowiesz o
              owej pięknej koleżance z bloków na Norwida (jak jej było? Roksana?)
              i o twym do niej uczuciu! A rano będzie ci lepiej i spojrzysz na
              rzecz całą z godnym stoika dystansem!"
              • ateh7 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 16:04
                Nie chodzi mnie już o to, że oni mają tam wszyscy od rana do nocy w
                upojeniu alkoholowym chodzić. Ale do djabła, żeby taka Laura z
                Wolfim na drinka się nie wybrała? A jeszcze żeby łypała na niego
                złowrogo, gdy on z Bodziem, jedno niewinne piwo wypił? No nie wiem,
                dla mnie to dziwne trochę.
                • lezbobimbo Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 16:16
                  ateh7 napisała:
                  > Nie chodzi mnie już o to, że oni mają tam wszyscy od rana do nocy w > upojeniu
                  alkoholowym chodzić. Ale do djabła, żeby taka Laura z
                  > Wolfim na drinka się nie wybrała? A jeszcze żeby łypała na niego
                  > złowrogo, gdy on z Bodziem, jedno niewinne piwo wypił? No nie wiem, > dla mnie
                  to dziwne trochę.

                  Wlasnie, wlasnie. Alkohol jest tak starannie wyczyszczony z zyciorysu dobrych
                  bohaterow, i to w czasach dzisiejszych, ze az to troche dziwne.. Nie musza caly
                  czas pic, ale nieco wina do obiadu jak u Rzymian czy koktajl Laury Tygrysicy
                  poza domem..

                  No i zachodze w glowe, jak tez Pyza na trzezwo i sucho uwiodla Frycka z
                  teleskopem, tak ze nie zauwazyl, co czynil? Sama poezja recytowana i calowaniem
                  po szyi?
                  Gdyby go upila nieco, to by wpadka i jego zaskoczenie bylyby jak najbardziej
                  naturalne (a takze jej zaskoczenie, ze biologia zadzialala! Ze niby chciala
                  tylko troche sie pomiziac i popettingowac, ale po butli wina poszly zamiary sie
                  calkiem kochac;)
                  • ateh7 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 16:21
                    Hmm... A może tam właśnie było wino? Bo Pyza uwodząca kogokolwiek,
                    a w dodatku uwodzaca na trzeźwo, to byłoby widowisko nędzne i
                    przykre, a zapewne również i daremne. Takie małe winko, marki,
                    powiedzmy, "Kosmos"? Albo "Teleskop"?
                  • jottka Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 16:23
                    lezbobimbo napisała:

                    > Gdyby go upila nieco, to by wpadka i jego zaskoczenie bylyby jak najbardziej
                    naturalne (a takze jej zaskoczenie, ze biologia zadzialala! Ze niby chciala
                    tylko troche sie pomiziac i popettingowac, ale po butli wina poszly zamiary sie
                    calkiem kochac;)


                    a potem dziecko poczęłoby się z uszkodzonego alkoholem genu! czyli popularny
                    okrzyk rodem z nauk przedmałżeńskich albo katachez, więc nie sądzę, żeby pani mm
                    taki horror choć w sugestii dopuścić chciała:) a już zwłaszcza w dziele dla
                    młodzieży, fuj.
    • limotini Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 17:18
      A ja protestuję przeciwko stwierdzeniu, że MM wypacza rzeczywistość poprzez
      czyszczenie jej z alkoholu. Ja po prostu sądzę, że tak wygląda świat wokół MM i
      ona opisuje to co widzi wokół siebie. Czy pisarz powinien tak robić, czy
      też powinien raczej opisywać społeczeństwo w całej jego różnorodności, to już
      inna sprawa.

      Ja należę do osób, które alkoholu nie lubią (nie smakuje mi), piją go niewiele i
      obracają się w towarzystwie w którym pije się równie mało. Nie chodzę na piwo
      (zdecydowanie wolę iść na kawę), nie pijam drinków, na "imprezach" u mnie jest
      zwykle tylko wino, może i nawet w ilościach pozwalających na upojenie, ale jest
      ono tylko tłem dla pozostałych smakołyków i prawdę mówiąc mniej znaczącym
      elementem. Itd.

      Dlatego dla mnie świat od strony alkoholowej przedstawiony w Jeżycjadzie jest
      jak najbardziej realny. Myślę, że MM po prostu obraca się wśród takich ludzi.
      • anutek115 Re: Alkoholowo - lajcikowo 16.07.09, 17:50
        Całkowicie się zgadzam - szczerze mówiąc, mój swiat jest jeszcze bardziej
        wyprany z alkoholu, gdyż nawet do przepisów kulinarnych nie dodaję (głownie
        dlatego, że te przepisy z winem to zazwyczaj mięsiwo, a ja nie jadam, ale także
        dlatego, że po prostu nie mam w domu). Nie ideologiczne to jest, po prostu nie
        przepadam. Wsród moich znajomych jak wśród znajomych Limotini - wino wystepuje w
        charakterze dodatku, znaczna część nie zwraca na nie uwagi :-).

        Za to (chociażem nie babcia, Lezbobimbo ;-)) umiem robić nalewki. Moja nalewkę
        malinową muszę przed mężem chować, jest jej wielkim admiratorem bowiem ;-).
        Dzieci jeszcze nie dorosły i nie wywlekają :-))).
        • yowah76 Re: Alkoholowo - lajcikowo 17.07.09, 18:29
          Otoz to, limotini i anutek - potwierdzam. Ja z moimi kolezankami nie
          wypadalam nigdy na drinka, w domu alkoholu nie mam, na imprezach nie
          bywam i jedyna dobrowolna stycznosc z uzywka to ewentualnie
          czekolada z likierem ;) albo jak juz sie raz na dwa lata jaki slub
          wsrod znajomych trafi to sie pokrece z kieliszkiem szampana czy co
          tam daja i zazwyczaj fdzies go za filar osdtawie, bo mnie odrzuca.
          Takze mnie ten brak jakos nie uderzyl, ja bym wrecz powiedziala, ze
          winko do obiadu to juz cos dziwnego ;)
      • mamarcela To są ksiązki dla młodzieży 16.07.09, 17:55
        i chociaż młodzież praktycznie za każdych czasów piła i pije nadal,to sama
        osobiście zaprotestowałabym, gdyby w książkach przeznaczonych de facto dla
        gimnazjalistek picie alkoholu pokazane było w jakikolwiek sposób aprobujący.
        I tu nie przemawia przeze mnie świętość specjalna, ani lelijkowatość
        nowalijkowa, ale po prostu w Polsce alkoholizm jest jednym z wielkich problemów
        społecznych, a picie nałogowe lub na skraju nałogu przez coraz młodszą młodzież
        wręcz dzieci jest coraz powszechniejsze. Wydaje się miliardy złotych z budżetu
        państwa (czyli naszych pieniędzy) na leczenie i zapobieganie alkoholizmowi, na
        pomoc dla rodzin dotkniętych alkoholizmem, a także na kampanie społeczne, w tym
        także na takie, których hasłem jest: "ALKOHOL JEST DLA LUDZI... DOROSŁYCH"
        A Musierowicz nie pisze realistycznych książek o problemach społecznych tylko
        książki z półki literatura dziecięca i młodzieżowa. I lepiej, żeby po
        prostu alkoholu w nich nie było.
        • ateh7 Re: To są ksiązki dla młodzieży 16.07.09, 18:13
          Hmm, grupa odbiorców tych książek jest coraz młodsza (przypomnę
          zdanie MM żeby starsze czytelniczki zajęły się poważną literaturą, a
          dzieciom zostawiły ich książki, czyli m.in. Jeżycjedę). Może to
          dlatego tam nie ma zbyt wielu wzmianek o spożywaniu alkoholu? No bo
          skoro to książki dla dzieci to faktycznie nie teges... Ale nawet
          dzieci uzyskają z czasem świadomość, że takie coś jak alkohol
          istnieje na świecie. Nawet jeśli same, z takich czy innych przyczyn
          po niego nie sięgną. Dlatego moim zdaniem, dobrze ze są te wzmianki,
          które są. Nawet jeśli trochę tego mało, i w formie, moim zdaniem,
          nieprzystającej do rzeczywistosci.
          • mamarcela Re: To są ksiązki dla młodzieży 16.07.09, 18:53
            Nieno oczywiście, ze nieprzystającej. Ale rzeczywistością są panowie leżący na
            trawniku pod sklepem, rzeczywistością jest fakt, ze nikt praktycznie nie
            sprawdza dowodów i czternastolatek może spokojnie kupić sobie pół litra w
            osiedlowym sklepie, rzeczywistością jest przemoc w rodzinie, za którą w ogromnym
            procencie jest odpowiedzialny alkohol. Naprawdę lepiej jest młodzieży pokazywać
            świat bez alkoholu, bo na pokazanie kulturalnego picia nie ma chyba w pogodnych
            romansach dla młodzieży specjalnie miejsca, przynajmniej moim zdaniem. Jak
            napisałam wyżej to nie są książki mające się zmierzyć ze wszystkimi problemami
            tego świata. Szczególnie, że ten świat jest różny i dla jednej gimnazjalistki
            rzeczywistością jest tatuś alkoholik, a dla drugiej nawet wino do obiadu jest
            hardkorem. Młodzież pije, pali zielsko i uprawia seks w coraz młodszym wieku,
            ale to też nie jest normą obowiązującą, osobiście znam mnóstwo młodzieży
            (czasami nawet dorosłej, która tego nie robi ( z najrozmaitszych przyczyn), albo
            robi to sporadycznie i wcale na pierwszy rzut oka na specjalnych dziwolągów nie
            wygląda.

            Zaznaczam, że nie jestem walcząca, ani w ogóle abstynentką, sama przeszłam przez
            okres ostrego imprezowania, ze spokojem przyglądałam się eksperymentom z
            używkami starszego dziecka, a już i młodsze powoli dorasta do wieku, że i jego
            będę się przyglądać, mam nadzieję, że przebiegnie to równie spokojnie, jak u
            jego znacznie starszej siostry. Mało tego to ja zamawiałam piwo (jedno) dla
            mojej siedemnastoletniej wówczas córki do obiadu w nadmorskiej knajpce.
            Po prostu zbyt wiele miało do czynienia w życiu z problemem uzależnień, aby nie
            być naprawdę głęboko przekonana, że dzieciom lepiej pokazywać niepijące
            dziwolągi niż pijący realny świat.
            • andrzej585858 Re: To są ksiązki dla młodzieży 16.07.09, 19:31
              Wszystko to jest jak najbardziej racja - to są książki dla młodzieży i alkoholu
              za dużo w nich nie powinno być - tylko że właściwie brakuje w całej Jeżycjadzie
              opisów kontaktów towarzyskich młodzieży poza sferą rodzinną - właśnie typowe
              prywatki, wyjazdy na biwaki itp. - a tam trochę jedna było i alkoholu no i
              sytuacji oględnie nazywająć damsko-męskich. Trochę szkoda że nie ma tego że
              nawet alkohol w takich momentach nie oznacza urżnięcia się, że istotą zabawy nie
              jest wspomnienie typu - a dla mnie film sie urwał po 2 butelce.
              Jakoś nie przypominam sobie aby prywatki czy tez biwaki to okres nieustannego
              picia a nawet czasem było tak że w ogóle nie myślało się o alkoholu bo po prostu
              było zbyt mało pieniędzy. Masowe picie i pobłażanie dla niego to niestety lata
              8o-te i obecne.
              W kontekście właśnie tego co jest dzisiaj obraz młodzieży przedstawionej w
              sposób prawie bezalkoholowy i w pewien sposób bezpłciowy czynią wraz z upływem
              czasu Jeżycjadę trochę odrealnioną - po prostu odrobina pieprzu mogłaby pokazać
              że to co ludzkie używane w miarę nie musi prowadzić do patologii.
              No cóż nie będę ukrywał że nie bylem abstynentem w latach szkolnych i pijane
              nieraz ukradkiem Rieslingi dobrze pamiętam - faktycznie zaś piwa jakoś wtedy nie
              pijało się że nie wspomnę o wódce - wino to był właściwie jedyny alkohol no
              jeszcze słynny J-23 - ale to już inne historie.
              • mamarcela Re: To są ksiązki dla młodzieży 16.07.09, 21:04
                Andrzeju, prawda jest taka, że jednak u przeciętnego ucznia liceum - szczególnie
                płci żeńskiej - libacje alkoholowo- seksualne to jest margines stosunków
                koleżeńskich. Tak było za moich czasów, tak jest za czasów moich dzieci.
                Oczywiście te imprezy pamięta się, opowiada się o nich, "jara się " nimi, ale to
                nie ono stanowią o istocie kontaktów w grupie rówieśniczej. Nowa Jezycjada
                pokazuje świat praktycznie bez koleżanek i kolegów i naprawdę nie trzeba AŻ
                opisów imprez i biwaków, żeby to zmienić. Zgodnie z sugestiami z poszczególnych
                wątków FMM w Jeżycjadzie powinno być miejsce na szczegółowe opisy zajęć
                pozaszkolnych, przyzwyczajanie młodzieży do picia kulturalnego alkoholu na
                męsko-damskich imprezach, edukację ekologiczną itd.itp. Ale tak naprawdę IMHO
                wystarczyłoby np. w Sprężynie wspomnieć mimochodem, ze Laura gada przez telefon
                z koleżanką, potem wpleść scenę, że się maluje przed wyjściem ze znajomymi do
                klubu i może jeszcze napomknąć o jakichś notatkach do skserowania, żeby postać
                23 letniej studentki uprawdopodobnić w oczach 14 letniej czytelniczki.
                Czytelniczka ta naprawdę nie musi wiedzieć, czy Laura we tym klubie tańczy na
                rurze, pije na umór, czy stosunkuję sie na afterku. Dla potrzeb tego forum i
                rodzajów fanfików tworzonych przez urealnianie Jezycjady i gdybanie niemal w
                każdym wątku, wymyślanie, co robi Laura w klubie, dlaczego i dlaczego tylko to,
                jest zabawne, ale w książce dla młodzieży wystarczy zasugerować, że Laura jest
                normalną młoda dziewczyną, a stworzeniem z mgły i galarety.
                • andrzej585858 Re: To są ksiązki dla młodzieży 16.07.09, 21:12
                  mamarcela napisała:

                  > A ale w książce dla młodzieży wystarczy zasugerować, że Laura jest
                  > normalną młoda dziewczyną, a stworzeniem z mgły i galarety.
                  Właśnie o to mi chodziło i zgadzam się z tym że epizody alkoholowo-seksualne to
                  ledwie margines nawet dla chłopaka a przynajmniej tak było za moich czasów -
                  chodziło mi tylko o to że coś takiego też istniało podczas gdy tutaj brakuje
                  czegokolwiek poza bardzo epizodycznymi zdaniami co pozwalałoby się domyślić że
                  młodzież borejkowska prowadzi normalne koleżeńskie życie - ciekawe co właściwie
                  robili w sobotnie wieczory?
                • lezbobimbo Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 13:38
                  mamarcela napisała:
                  >ale tak naprawdę IMHO> wystarczyłoby np. w Sprężynie wspomnieć mimochodem, ze
                  Laura gada przez telefon> z koleżanką, potem wpleść scenę, że się maluje przed
                  wyjściem ze znajomymi do
                  > klubu i może jeszcze napomknąć o jakichś notatkach do skserowania, żeby
                  postać> 23 letniej studentki uprawdopodobnić w oczach 14 letniej czytelniczki.

                  Zgodzem siem z Tobom :) Aczkolczyk jak to i Andrzej zauwaza, malo realnosci w
                  opisach tych studentek i dzieci w Neojezycjadzie. Nawet tych drobnych wspominek
                  nie ma.
                  Sa za to wspominki o swietoje.. tfu tfu, prostolinijnosci Laury. Nie chadza
                  wcale na zadne imprezy ani gdzies z kolezankami z roku. Jako mlodsza chadza
                  tylko do klubu z Lulejkami, aby posluchac tam jazzu nowoorleanskiego.
                  (btw. jak w takim jazzowym klubie nie podaja alkohola i nie kopca wszyscy petów,
                  to ja chcialabym zobaczyc takie dziwo na wlasne oczy :)

                  > Czytelniczka ta naprawdę nie musi wiedzieć, czy Laura we tym >klubie tańczy na
                  rurze, pije na umór, czy stosunkuję sie na >afterku.
                  >W książce dla młodzieży wystarczy zasugerować, że Laura jest
                  > normalną młoda dziewczyną, a stworzeniem z mgły i galarety.

                  Najsampierwsza patoka (niefermentowanna;) prawdy scieka Ci oto z usciech zlotych!
                  Rzecz w tym, ze mlodziez w Neojezycjadzie sprawia wrazenie wlasnie stworzen z
                  mgiel i zimnych nozek - nawet "buntownicy" (czyli Laura Baltona, Wolfi) sa tak
                  grzeczniusi, ze to wlasciwie chodzace, pobozne zyczenia kazdej mamuni, to jest
                  poczciwej MM ;)
                  I Laura i Mroczne Ciacho Baltona maja przez chwile tylko farbowanne wlosy, ale
                  szybko zmywaja te farbe (lol, zapewne i tatuaze projektowane przez Wolfiego;) i
                  staja sie w koncu slodcy i miluni. Laura sama z siebie tez jest najwieksza,
                  snobistyczna Borejkowna juz od najmlodszych latek (zadnych zespolow nowoczesnych
                  do sluchania, zadnych kolezanek, zadnych randek, gardzi plebsem i upaja sie
                  jedynie ksiazkami oraz jazzem) - nawet jak ucieka z domu na chwile, to tylko po
                  to, aby doswiadczyc, ze najlepsi i najgoscinniejsi to jednak Borejcy i Rojcy, a
                  inni to obcy i straszni :)
                  • andrzej585858 Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 13:46
                    No to mnie właśnie najbardziej w Jeżycjadzie dziwi - nie zachowanie Gaby i jej
                    sposób reagowania, nawet nie wyjątkowo grzeczne dzieci - ale ten brak życie poza
                    rodzinnego - absztyfikanci przychodzący do domu - żadnych lub rawie żadnych
                    randek poza bacznym okiem rodziny, żadnych koncertów, dyskotek - chyba takiej
                    młodzieży nie uda się znależć - chociaż i ja trochę dziwak bo jakoś nie
                    nauczyłem się używać sformułowań ładnie nazywanych jako niecenzuralne - jakoś
                    ani w okresie szkolno-kawalerskim ani w pracy to może można i nie chodzić na
                    imprezy?
            • truscaveczka Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 13:32
              MamoMarcela - ja też jestem z przeżyciami okołoalkoholowymi (zresztą, kto
              Polsce nie jest) i dlatego uczę moje dziecko kultury picia - w zasadzie nie
              pijemy alkoholu w sensie odczuwania jego skutków. Natomiast dla Małej (4 lata)
              oczywista jest 1/3 kieliszka wina do spaghetti czy 1 piwko raz na jakiś czas
              przy pizzy.
              Robię tak, bo wiem, jakie są najczęstsze opcje w rodzinach, gdzie był problem
              alkoholowy - albo dzieci popadają w uzależnienie jako młodzi ludzie (jako osoba
              uzależniona, choć nie od środków zmieniających świadomość wiem aż za dobrze jak
              to działa) albo w skrajną abstynencję - tak ma moja teściowa, która chciała syna
              mordować że po rozdaniu świadectw maturalnych z kolegami wypił 1 piwo.
              W Polsce problemem nie jest to, że ludzie piją alkohol, ale że nie umieją go
              pić. Że dobra zabawa jest wtedy jak nawalisz się jak messerschmit i zarzygasz
              kumplowi auto. Że ludzie nie rozumieją, że "dobrze" - oznaczać może "mało".
              Takim przyczynkiem do uczenia kultury picia może być np. picie wina do obiadu
              przez małoletnią Bellę i jej wąsatego ojca. Dziewczyna ma lat 16, więc alkohol
              jej nie zabije, a nauczy się, ze pożywa się go kulturalnie i w małych ilościach.
              Ogólnie uważam, że coś innego jest niesmaczne w przedstawianiu alkoholu u MM.
              Pamiętacie Sylwestra Z Żarówką W Zębach? Dzieci dostały "nibyszampana" w
              kieliszkach. To mi się nie podoba równie zdecydowanie co hasło reklamowe "Jest
              Piccolo, jest impreza" - czyli bez wypicia nie ma życia.
              O, ale się rozpisałam :) Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodziło :)
                • andrzej585858 Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 13:18
                  truscaveczka napisała:

                  > Domowe piwko słodowe, mmmmmmmmmmmmmmmmmmmm <rozmarzenie>
                  > No am coś tam alkoholu - mniej więcej tyle co w kefirze lub kiszonej kapuście -
                  > ciut poniżej 1% :)

                  O rany już żdązyłem zapomnieć jak to smakuje - a dawno temu jak dziecięciem
                  niewinnym jeszcze byłem to pamiętam że stała u moich rodziców chyba 20-litrowa
                  konew mleczarska z dorobionym kurkiem w której to konwi zawsze latem było domowe
                  piwo słodowe, chłodne pachnące drożdżami - ciekawe czy jeszcze gdzieś jest to
                  naczynie?
                  Teraz byłoby jak w sam raz.
        • lezbobimbo Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 14:08
          Tutaj wlasnie mozna zapytac jak to i Drzuzgaweczka czyni, czy: lepiej nie
          pokazywac w ogole picia, nawet 1 piwo pite przez maturzyste napietnowac jako
          podla patologie - czy tez jak to pisze Drzuzgaweczka, pokazywac tez kulture
          picia? Ze mozna troche (cala rzecz w tym troche) wypic i jednak sie nie
          stoczyc w zarzygany rynsztok Pyziaczy od razu?

          Tu tez zwrocem honor MM, bo zapomnialam o winie pitym przez Rojka z Bella do
          obiadu (a wiec jednak mozna) oraz o 1 piwie pitym od czasu do czasu przez kogos
          z Borejkow (nawet oni moga). No i to jedno wyjatkowe winko bez okazji u Mamerta
          i Tosi.
          Zwracam honor ponownie, nie calkiem wyprana z alko Jezycjada i samej MM jednak
          troche nawet alkoholu wchodzi i uchodzi, doroslym przy obiedzie albo
          szampan na nowy rok, tylko nie dla mlodziezy. Co zapewne jest pochwalne w
          kontekscie niereklamowania alkoholu mlodym.. ale..
          jest ta druga, prokulturalna strona, o ktorej nadmienia Truskaweczka - skoro w
          takiej Francji na przyklad dzieci sie ucza od malego, ze wino jest przyjete i
          nawet pozadane do obiadu, a na imprezach nie chodzi o to, aby sie urznac w
          czarnoziem, tylko zeby moc jako tako kulturalnie prowadzic konwersacje (chyba ze
          sie myle i to juz czasy zamierzchle, a teraz we Francji wszedzie puby do
          zachlania sie i McDonaldy do ktorych wino nie pasuje?) - to dlaczego i nie
          proponowac czegos takiego w Polsce?
          Czy w Polsce maja miejsce tylko 2 opcje - zadnego alkoholu wcale i full
          abstynencja - albo chlanie wódy na umor codzienny i delirium w stanie zawiesiny
          pod krzaczkiem w wieku lat 14?
          Czy mozna pic troszeczke, ale odpowiedzialnie i kulturalnie?

          > A Musierowicz nie pisze realistycznych książek o problemach społecznych tylko>
          książki z półki literatura dziecięca i młodzieżowa. I lepiej, żeby po
          > prostu alkoholu w nich nie było.

          Rzecz w tym, ze co do innych kampanii spolecznych MM jest jak najbardziej
          niefrasobliwa i nieodpowiedzialna.
          Alkoholizm jest wielkim problemem spolecznym w Polsce, niestety, ale tez jest
          problemem nieodpowiedzialne prowadzenie samochodow - ile to doroslych, dzieci i
          zwierzat ginie, bo ktos pruje za szybko albo wyprzedza na czwartego? A MM sobie
          radosnie opisuje Lusie na kolanach Marka oraz kozacka wariatke Nutrie, kradnaca
          czyjas furgonetke i prujaca w miescie zabudowanym na oslep, bez prawa jazdy. I
          to nie ukarana nawet mandatem ani pozwem do sadu (prawa jej nie odbiora skoro ni
          mo nawet tego, lebiega) bo broni jej rycerz Rojek (stanowiacy jak widac wiekszy
          autorytet niz policja drogowa).
          Podobniez z papierosami - we wczesnej Jezycjadzie kopci Dmuchawiec, ciocia
          Wiesia i sam Ignac Borejko. Dopiero w Neojezycjadzie dowiadujemy sie, ze pala
          tylko kobiety zle. Co jest potepiane nie dlatego, ze to niezdrowo i powoduje
          raka nawet u otoczenia, ale dlatego, ze te kobiety nie sa konserwatywnymi
          Borejkownami. Albo taka anoreksja zataczajaca coraz szersze kregi u lasek
          polskich - a tu Bella czy Pyza sie odchudzaja nie wiadomo z czego i Pyza jak
          idiotka liczaca kalorie w jablku!
          Wiec kampania MM co do alkoholu wydaje sie nieco odosobniona na tle innych
          niefrasobliwosci - jak juz kampanie prospoleczne, to czemu nie wszystkie? :)

          Btw. nie wpadlam na to, ze MM sama sie obraca w towarzystwie niepijacym, za me
          zdziwienie wiec przepraszam osoby rowniez niepijace :)
          MM w ktoryms z jej wywiadow wspomniala, ze kiedys jej syn przyszedl do domu w
          stanie wskazujacym. To ona sie poplakala, po czym rzucila sloikami dzemu o
          sciane. Syn sie bardzo przestraszyl, posprzatal sloiki i odtad nigdy juz nie
          przychodzil do domu nawalony. Ale rownie dobrze mogl pic po prostu dalej, poza
          domem i mama, tylko sie nauczyl to ukrywac :)
          • mamarcela Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 14:47
            Ależ ja się generalnie zgadzam. I nie optuję za wywaleniem alkoholu w
            minimalnych ilościach z kart książek dla młodzieży. Uważam natomiast, że akurat
            tego jest w Jezycjadzie tyle ile powinno. Ani za dużo, ani przesadnie za mało.
            Osobiście znam wiele rodzin, w których alkoholowa aktywność wygląda mniej więcej
            tak jak u Borejków.
            Natomiast z całą pewnością brakuje normalnych młodzieżowych czynności.
            Musierowicz się pomyliły zainteresowania z zabawą. Moje niejedyne dziecko ma w
            cv, że interesuje się jazzem, teatrem i kulturą antyczna i kurczę naprawdę się
            tym interesuje, co nie oznacza, że na co dzień nie zdarza jej się oglądać
            głupich seriali, słuchaj lajtowej muzyki, bawić się przy muzyce z lat 80tych,
            czy robić tysiąca jeszcze głupot, o których ja nie mam pojęcia. I właśnie tych
            normalnych "głupot" przeciętnego homo ludens brakuje w neojezycjadzie i to nie
            tylko w pokoleniu młodzieżowym. Nie muszą to być alkoholowe zabawy li i jedynie
            :), a nawet w książce dla młodzieży moim zdaniem nie powinny.
            • anutek115 Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 15:14
              Zgadzam się z Mamamarcela w stu procentach, dosłownie co do słowa. Jak
              zrobiliśmy podsumowanie alkoholowe, okazało się, że on jest (i, Lebobimbo,
              wypicie piwa nie spotyka się z potępieniem nikogo poza Laurą, nadętą wtedy nad
              podziw), i jest w ilościach stosownych. nawet sie zdziwiłam, że go tyle jest ;-).

              Ale podobnie jak Tuscaveczce nie podoba mi się scena, gdy dzieci (nawet zupełnie
              małe) dostają "sztucznego" szampana w kieliszkach. No, co zrobić, może się
              czepiam, ale mnie to drazni. No, nie podoba mi się.

              Najbardziej jednak mi się nie podoba rzeczywisty zupełny brak odniesień do życia
              innego niż rodzinne. Jeśli Borejkówny robią coś poza życiem rodzinnym, to tylko
              tyle, by rodzinne życie powiększyć (czyli, pardon za kolokwializm, złapać
              chłopa, zapełnic ramiona i nurzac się dalej na łonie rodziny, powiększonej). W
              KK mama Borejko pyta Gabę :"Gabrysiu, dlaczego właściwie ty nie bywasz (na
              prywatkach)?". W Neojezycjadzie nikomu do glowy nie przyjdzie zadac takie
              pytanie. Dobra, iech bedzie, ze rozumiem Laurę, niech będzie, że zadziera nosa,
              jest zarozumiała (i nielubiana), nie ma znajomych i przyjaciół. Ale ostatnio
              dziwowałam się nad wzmianką o kalendarzach, ofiarowanych pasierbicom przez
              Grzesia na Gwiazdkę - ten Tygrysa był pusty, a ten Pyzy zapełniony numerami
              telefonów, datami spotkań i te pe. Zdumienie me nie miało granic. Czyich
              telefonów? Jakich spotkań? W kilku książkach ani wzmianki o znajomych,
              przyjaciołach, plotach z kumpelą przez telefon, wypadach do kina, do kafejki, a
              chocby i na spacer, a tu nagle notes wypełniony telefonami...
              • aganoreg Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 15:24
                Zdumienie me nie miało granic. Czyich
                > telefonów? Jakich spotkań? W kilku książkach ani wzmianki o
                znajomych,
                > przyjaciołach, plotach z kumpelą przez telefon, wypadach do kina,
                do kafejki, a
                > chocby i na spacer, a tu nagle notes wypełniony telefonami...
                >

                Pamietam tylko rozmowe telefoniczna Pyzy z jaks kolezanka pt. co
                Dareczek mowil o kolezankach z klasy i co ona mu na te straszne
                slowa odpowiedziala. Troche malo, prawda? :D

                Pozniej za to jak Tygrys dzwonil do domu z Torunia, od razu
                zalozyla, ze to Frycek. Znaczy, nikt inny nie dzwoni, bo i po co.
                • lezbobimbo Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 15:47
                  anutek115: Zdumienie me nie miało granic. Czyich
                  > > telefonów? Jakich spotkań? W kilku książkach ani wzmianki o
                  > znajomych,
                  > > przyjaciołach, plotach z kumpelą przez telefon, wypadach do kina,
                  > do kafejki, a
                  > > chocby i na spacer, a tu nagle notes wypełniony telefonami...
                  aganoreg napisała:
                  > Pamietam tylko rozmowe telefoniczna Pyzy z jaks kolezanka pt. co
                  > Dareczek mowil o kolezankach z klasy i co ona mu na te straszne
                  > slowa odpowiedziala. Troche malo, prawda? :D
                  > Pozniej za to jak Tygrys dzwonil do domu z Torunia, od razu
                  > zalozyla, ze to Frycek. Znaczy, nikt inny nie dzwoni, bo i po co.

                  No i mamy rozwiazanie zagadki - telefony i daty spotkan w rzekomym kalendarzu
                  rzekomej Pyzy to wszystko do Frycka i z Fryckiem (mial on wszak tak ustawiony
                  kalendarz, zeby miec czas dla ukochanej az 2 popoludnia na tydzien).
              • noida Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 15:40
                Ale ostatnio
                > dziwowałam się nad wzmianką o kalendarzach, ofiarowanych pasierbicom przez
                > Grzesia na Gwiazdkę - ten Tygrysa był pusty, a ten Pyzy zapełniony numerami
                > telefonów, datami spotkań i te pe. Zdumienie me nie miało granic. Czyich
                > telefonów? Jakich spotkań? W kilku książkach ani wzmianki o znajomych,
                > przyjaciołach, plotach z kumpelą przez telefon, wypadach do kina, do kafejki, a
                > chocby i na spacer, a tu nagle notes wypełniony telefonami...

                To jest syndrom serialu telewizyjnego. W takich "Przyjaciołach" czy innych "Chirurgach" ludzie mają dosłownie pięciu znajomych na krzyż, i doskonale wiemy, że oni się z nikim innym nie spotykają, bo im na to zwyczajnie z różnych powodów brakuje czasu. A mimo to, w momencie, kiedy ludzie urządzają imprezę, biorą ślub albo jest pogrzeb, to się nie wiadomo skąd pojawia banda statystów, którzy udają pogrążonych w głębokiej żałobie, a których żeśmy nigdy w życiu na oczy przedtem nie widzieli.

                Tylko że w serialach to jest motywowane budżetem oraz faktem, że serial ma jakąś tam określoną liczbę wątków i nie może się rozmydlać na krewnych i znajomych królika, o ile to nie jest znaczące dla akcji albo nie jest cechą charakteru bohatera (jak np. dziewczyny Joey'ego - było ich x przez całą serię, bo Joey był podrywaczem). A w książce na takie miniwąteczki nie popychające fabuły do przodu jest aż nadto miejsca i są one wręcz wskazane, bo tworzą klimat powieści.
              • lezbobimbo Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 15:41
                anutek115 napisała:
                > Zgadzam się z Mamamarcela w stu procentach, dosłownie co do słowa. >Jak>
                zrobiliśmy podsumowanie alkoholowe, okazało się, że on jest i >jest w ilościach
                stosownych.

                Ano i tez dlatego zwracam Honorate niepijacej MM. Jest, jest nieco alkoholu.
                Aczkolczyk nadal utrzymuje, ze bohaterowie pozytywni-dorosli wlasciwie wcale nie
                pija (te troche do obiadu, ale przy imprezach jeno szampiter) a Pyziak jest
                alkoholikiem :]
                Co do niepicia mlodziezy - niechaj i tak bedzie, promocji alkoholu precz z
                Jezycjady. Zgadzam sie i popieram.
                Aczkolczyk chetnie bym w takim razie uwidziala pozytywne imprezy bez alkoholu,
                zwlaszcza tej mlodziezy. Skoro jest alternatywa do picia mlodziezowego, sa
                rozrywki bez upojenia, niechaj MM ja opiewa i przedstawia najpiekniej jak umie.
                A tu.. pustka.. Laura i inne dziouchy nie chodza W OGOLE na zadne imprezy, nie
                tylko alkoholowe..

                > Najbardziej jednak mi się nie podoba rzeczywisty zupełny brak >odniesień do
                życia innego niż rodzinne

                No i to wlasnie jest takie dziwne i odrealnia calkiem Neojezycjade. Grupa ESD
                jeszcze tanczyla oraz pochlaniala ciasta radosnie (bezalkoholowo!), Bebe gdzies
                sie szlajala z Dambem na biwak spiewany, ale potem?
                Pustka i katafalk. Czemu mlodziez nie chadza n.p. na wieczory tanczenia salsy,
                jest taka latynoska kafejka kolo Starego Rynku? Jakaz alternatywa dla
                zapijaczonych dyskotek ;)
                Nie. Mlodziez nie wychodzi, jeno na chor koscielny plus jazz, poza tym gnija w
                domu jakby agorafobie i paranoje wszyscy mieli, a zadnych kolezanek. Gdzie te
                tlumy dzieci z podworza, wyzerajace rosol z OwR??
                No wyjatkowo Jozinek z Miagwa wreszcie wysciubiaja nosa spod skrzydla Gaby i
                chodza jako tako w noge pograc z Walentym (zaakceptowanym, szlachetnym
                dzikusem), ale po tej korzystnej dla ciala rozrywce znowu grzecznie do domciu.
                Na filmy bez rodziny chadzala glownie Pulpa z Baltona w ich okresie
                Jarmuschowskim, a tak to dorosle Borejkowny bywaly na RiR, Ignac z Mila w
                apokryfie chadzali na popkorn, poza tym Gaba z dziecmi na filmie dzieciecym.
                • mamarcela Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 16:27
                  Mnie największym zdziwieniem napawa nie to nawet, ze nie prowadzą tego życia
                  towarzyskiego, ale. ze to jest uważane za normę. Ja jako istota aspołeczna mam
                  dwoje również z lekka i okresami aspołecznych dzieci. Przy czym o ile u
                  dziecięcia dorosłego i żeńskiego to wygląda tak, że albo jej w ogóle nie ma w
                  domu, albo się mizantropii siedząc w koszuli nocnej i odpowiadając nie na
                  wszelkie propozycje, to młody, który jest tłustawy i niemrawy po szkole prowadzi
                  życie społeczne w internecie, co jest przyczyna ustawicznych awantur - ty byś w
                  końcu poszedł na rower, rolki, do kina, spotkał się z koleżanką jakąś. A poza
                  tym nawet w okresie największej socjopatii wszyscy utrzymują kontakt ze
                  znajomymi dzięki kurczę tzw. zdobyczom techniki, a tam nic - dupa blada.
                  • lezbobimbo Re: To są ksiązki dla młodzieży 17.07.09, 17:17
                    mamarcela napisała:
                    > Mnie największym zdziwieniem napawa nie to nawet, ze nie prowadzą tego życia
                    > towarzyskiego, ale. ze to jest uważane za normę. (...) A poza
                    > tym nawet w okresie największej socjopatii wszyscy utrzymują kontakt ze>
                    znajomymi dzięki kurczę tzw. zdobyczom techniki, a tam nic - dupa blada.

                    Jozinek uzywa forów internetowych, aby tam udawac doroslego ;PPPPP
                    Dodatkowo w Sprezynie MM sie przypomnialo o zdobyczach techniki, wiec szybko je
                    dopisala - ale jak to Anutek nasza brylantowa (brilliant!) zauwazyla - nadal
                    tylko po to, aby sie kisic w rodzinnej beczulce - to solenne zdanie mimochodem o
                    tym, jak rodzina oplata sie czule smsami i mejlami i innymi elektronicznymi
                    mackami :D Kolezanki to tylko jakies zazdrosne, obce harpie (patrz Ida).
    • ateh7 Re: Alkoholowo - lajcikowo 22.07.09, 17:57
      Właśnie czytam "Noelkę", a tam! Dziade Metody pije zimne piwo z
      puszki przygotowując wieczerzę wigiliją! I nie jest to pokazane
      przez autorkę jako coś niewłaściwego, przeciwnie, bardzo fajna
      scenka. Jest wzmianka, że są to dla Metodego miłe chwile, w dodatku
      on potem miażdży tę puszkę jedną ręką i wyrzuca! Ależ męski!

      Tylko pewnie zgłodniał po tym piwie, a na wieczerzę musiał czekać,
      bo Elka gdzieś biegała a Terpentula nie chciała przyjść... Biedny!
        • jamniczysko Re: Alkoholowo - lajcikowo 22.07.09, 18:33
          Trudno mi rozszyfrować emocjonalny stosunek autorki do młodzieży
          męskiej z piwem "Lech" w dłoniach, przytrzymującej własnymi gołymi
          plecami drzwi pociągu, do którego już w biegu wskoczył Nerwus,
          dążący na łeb, na szyję na spotkanie z Przeznaczeniem...
          • lezbobimbo Re: Alkoholowo - lajcikowo 22.07.09, 18:50
            jamniczysko napisała:
            > Trudno mi rozszyfrować emocjonalny stosunek autorki do młodzieży
            > męskiej z piwem "Lech" w dłoniach

            Ja odczytuje brak stosunku ;P przez brak naladowanych przymiotnikow, ot obrazek
            rodzajowy..
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka